IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kawiarnia Francuski Pocałunek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Sty 23 2014, 15:28

First topic message reminder :


Kawiarnia Francuski Pocałunek

Kawiarnia została zaczarowana w taki sposób, że padający deszcz czy śnieg nie dosięga stolików stojących przed urokliwą kamienicą. Na jej murze wije się roślina, która w zależności od pór roku zmienia kolor kwiatów od fioletowego aż do soczystej czerwieni. Kawiarnie wypełnia zapach cynamonu i pieczonego ciasta. Możesz zawsze liczyć na słodkości, które poruszą Twoje zmysły. Nie obawiaj się kalorii. Wchodząc do środka, czujesz, że możesz całkowicie się zatracić i nie istnieją już żadne problemy.

Yin i yang
Imbirowa mątwa
Cytrynowy Raj
Malinowy Chruśniak
Sen Memortka
Wiśniowy Gryf
Zielona herbata
Herbata jaśminowa/goździkowa/kardamonowa
Herbata z dzikiej róży/z czarnego bzu
Herbata z konfiturą/z sokiem/z miodem i cytryną
Dyptamowy smakosz
Smocze espresso
Chochlikowe cappuccino
Bazyliszkowe Macchiato
Syrenie Latte
Frappucino smakowe z bitą śmietaną i polewą
Czekolada orzechowa/waniliowa/piernikowa/biała
Czekolada z rumem/irish coffee
Czekolada z likierem owocowym/z musem owocowym
Świeżo wyciskany sok/smoothie owocowe/koktajl
Drink dnia (zapytaj obsługę)

Śniadania
Croissant z konfiturą, sok ze świeżych pomarańczy, jogurt z granolą i owocami
Tosty francuskie z dowolnymi składnikami, kawa lub herbata
Grzanki serowe, jajko po benedyktyńsku, bekon, kawa lub herbata
Ciabaty zapiekane na ciepło, świeżo wyciskany sok

Słodkości
Malinowy sernik
Szarlotka z lodami
Eklerki 3 sztuki
Tiramisu
Deser lodowy z bitą śmietaną i owocami sezonowymi
Naleśniki na słodko z dowolnymi składnikami
Creme brulee
Rurki z kremem 2 sztuki
Kanarkowe kremówki
Suflet czekoladowy
Ciastka nasączane eliksirem rozśmieszającym

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2801
  Liczba postów : 1654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Kwi 18 2016, 13:19

Dobrą chwile nie skupiała się na jego słowach, pogrążając się w obserwowaniu tego, jak chłopak pięknie przeczesuje swe jasne włosy. A jej myśli szybko zawirowały wokół tego, iż sama chciałaby móc złapać w dłonie te słoneczne kosmyki. Absolutnie była pewna, że musiały być miękkie jak włosy jednorożca. Potem gdzieś przypomniała sobie, że włosy wil sprzedaje się do różdżek. Czy gdyby tak parę odebrać ich Riencowi, zarobiłaby dobre pieniądze? Póki co jednak chłopak mógł być spokojny o swoje włosy, Zilya nie miałaby siły pozbawić go choć pasma, wyglądały na nim zbyt doskonale, by była ku temu zdolna.
- Nie, nie, moje "u mnie" zawsze będzie na Syberii, tutaj jestem tylko tymczasowo - szybko sprostowała, zupełnie ignorując fakt, że tymczasowo, zamiast roku, była tu już od dwóch. Chyba próbowała nie dostrzegać tego, że jej pobyt w Wielkiej Brytanii tajemniczo się przedłużał. - Byłeś kiedyś w Rosji? Tam jest bardzo pięknie, to wielki kraj - czasem brzmiała jak podręcznik, który kazano dzieciakom czytać za młodu, jakby zanadto wzięła sobie do serca słowa różnych wielkich przywódców, którzy w historii Rosji bogato widnieli. Wciąż taka była, ślepo zapatrzona w swoją kulturę i negująca tą poza jej granicami. Ciężko było się jej przestawić do życia w Europie zachodniej, chyba po prostu za mało tego chciała.
Subtelne gesty, takie jak wyciągnięcie dłoni przez Rienca, nie było najwyraźniej wystarczająco oczywiste dla Fyodorovej. Bądźmy szczerzy, była dość prosta, a jej doświadczenie randkowe równe było zeru. Nawet do głowy jej nie przyszło, że być może miała złapać jego rękę, a zamiast tego zaczęła kręcić wielkim naszyjnikiem, jaki zdobił ją dzisiaj.
Nawet jego nerwowy uśmiech brzmiał dla niej niebiańsko, na tyle, iż ciężko było się jej skupić na słowach, które próbował jej przekazać. Oczywiście tak realnie to byłoby dla niej wprost śmieszne, że próbuje ją przeprosić za coś tak miłego, ale obecnie ani o tym nie myślała. Jej wyobraźnia raczej kręciła się gdzieś wokół prób wymyślenia imion dla ich przyszłych, wspólnych dzieci.
- No tak, były cholernie zaskakujące, bo nie często się takie coś dostaje, ale przecież ja wiem, że to z powodu tamtej lekcji - machnęła lekko nerwowo ręką, bo wcale nie chciała myśleć o tym, że normalnie Rience nie napisałby do niej ani jednego listu.
Zabrała od niego pośpiesznie menu, bo nie miała pojęcia co ma odpowiedzieć na jego słowa, iż powinni się lepiej poznać. Miała ochotę krzyknąć coś w stylu, że to najlepszy pomysł na świecie, ale na szczęście wzięła tylko tą kartę, niby strasznie uważnie ją przeglądając. Chociaż tak naprawdę nazwy tych kaw nie dość, że pierwszy raz widziała na oczy, to jeszcze się zastanawiała, czy są z płynnym złotem, skoro ich ceny zupełnie nie należały do niskich.
- Tak, to dość dziwaczne. Chyba jesteś pierwszą osobą w tym zamku, która mówi, że możemy się poznać, jeszcze to ty na dodatek - odparła nerwowo przekładając nogę na nogę. Co ona właściwie miała mówić, a czego nie? Skąd ona mogła wiedzieć, ile trzeba pozostawić niedopowiedzianego? Bravo Girl dla czarodziejów nie istniało, filmów też nie oglądała, nawet na magicznych przedstawieniach nie bywała. Matki nie miała, tylko zapijaczonego ojca i zupełne zero przyjaciółek. A jej instynkt w kontaktach międzyludzki mocno szwankował. - Bo pewnie często tu przychodzisz? - Często z wieloma dziewczynami, bo jesteś piękny. To mniej więcej na myśli miała, ale zapytała na szczęście bardziej neutralnie.
- Smocze Espresso - wybrała nagle, nie mając pojęcia co to w ogóle jest. Ale miało smoka w nazwie, wiec uznała, że nie może być złe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sro Kwi 20 2016, 12:00

Tymczasem on zdawał się nie zwracać większej uwagi na jej „zawieszenia” w czasie. Zresztą, umówmy się, nie siedziała naprzeciwko niego z rozdziawionymi ustami, także uznał, że w zasadzie wszystko jest w porządku i reaguje po prostu… normalnie. Trochę to było przykre, że coś podobnego weszło u niego już w granice normalności, ale nie mógłby na to nic poradzić nawet gdyby chciał. W tej chwili naprawdę nie starał się oczarowywać Zilyi. Właściwie, to nawet usiłował trochę mniej rzucać się w oczy, gdyż ludzie przechodzący obok kawiarni tak czy siak na nich spoglądali, ale udawało mu się to mniej więcej tak, jak cyrkonii imitowanie diamentu. Kiedy się w niego wpatrywała, on po prostu starał się uprzejmie uśmiechać, dzięki czemu wcale nie wyglądał na aż tak zdezorientowanego niż był w rzeczywistości. Jego doświadczenie pochodzące z kontaktów z ludźmi raczej nie pozwalało mu sądzić, że jest całkowicie bezkarny w swoich czynach. Atria, na początku ich znajomości, na pewno potraktowałaby go jak okropnego intruza, jakiego należy wykreślić z książeczki adresowej, gdyby tylko takową posiadała, a Zilya reagowała dość odmiennie od niej. W dwojaki sposób zastanawiało go to, jak i dawało mu o wiele szersze pole do manewru, co w tej chwili odrobinę rozluźniało, ale na dłuższą metę mogło być dość nieprzewidywalne w skutkach. Niepowstrzymany niechęcią, mógłby działać zbyt instynktownie i naturalnie.
- Nigdy. - przyznał po jej odpowiedzi, robiąc szybki rachunek sumienia czy kiedykolwiek w ogóle myślał o wyjeździe do Rosji. Właściwie, to nawet mu to przez myśl nie przeszło, ale robił dobrą minę do złej gry. - Ale słyszałem, że macie tam bardzo dobre pierożki.
Zagadał, bo i w istocie, kiedyś zdarzyło mu się zapoznawać z charakterystycznymi potrawami dla danych regionów, a jedyne co kojarzyło mu się z Syberią poza masą śniegu i śmiesznymi czapkami były…
- Pielmieni? Chyba tak się nazywały. - spróbował sobie przypomnieć, rzucając nazwę, jaka jako jedyna przemknęła mu w tej chwili przez głowę. Ona o niebie, a on o chlebie. Chyba nawet sam to zauważył, więc dorzucił jeszcze coś. - Co warto zwiedzić w Rosji? Znasz swoją ojczyznę? Mogłabyś mnie oprowadzić?
Zarzucił ją pytaniami, ostatnie wręcz musząc uczynić zaproszeniem, bo inaczej nie byłby sobą. Rience kochał ludzi i odkrywanie świata, więc jakże mógłby świadomie zignorować okazję do wynegocjowania wycieczki z przewodnikiem?
Ucieszył się w duchu, że Zilya zrozumiała i tak dobrze przyjęła jego przeprosiny, samemu zupełnie puszczając mimo uszu trochę nieprzyjemny wydźwięk jej wypowiedzi. Chciałby móc zaprzeczyć i zadeklarować, że chciałby spędzić z nią więcej czasu nawet wtedy, gdyby nie zadurzył się w niej szaleńczo pod wpływem Amortencji, ale nie potrafił. Był na tyle szczery, że czasami nawet okrutny w swoich osądach, a Fyodorova z pewnością nie należała do dziewcząt, z którymi umówiłby się w pierwszej kolejności, nawet gdyby przepchnęła się na przód ewentualnej kolejki chętnych. Także po prostu przemilczał już tę kwestię, starając się wzrokiem pochwycić spojrzenie kelnera i ściągnąć go tutaj, aby przyjął ich zamówienie. Zaprzestał tych prób, kiedy dziewczyna ponownie się odezwała. Popatrzył na nią uważnie, ale nie potrafił zbyt długo utrzymywać powagi. Zaśmiał się krótko, ale serdecznie.
- Co to miało oznaczać? - podpuszczał ją do szerszego wypowiedzenia się w tej kwestii. - Jestem jakiś specjalny?
Podparł brodę na dłoni, wpatrując się w Zilkę z rozbawieniem. Był ciekaw jak wytłumaczy się ze swoich słów, chociaż nieprzyjemny supeł zaciskający mu się w żołądku dawał mu podstawy, aby sądzić, że przecież bardzo dobrze wie o co jej chodziło. W bardzo kontrolowanym ruchu przesunął palce tuż obok swoich ust, cofając je i zabierając łokieć ze stolika. Zignorował pytanie Rosjanki, ale tylko dlatego, że zdążył podejść do nich kelner. Rience zażyczył sobie cytrynowego raju oraz wspomnianej wyżej szarlotki, informując przy okazji, że uroczej damie naprzeciw niego można przynieść smocze espresso. Dopiero kiedy złożył zamówienie, szczęśliwie kelnerowi, nie kelnerce i oddał mu karty, ponownie spojrzał na swoją towarzyszkę. Dzięki temu w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że i tak kelner dziwnie się na niego zagapił, kiedy się odwracał, aby odejść.
- Raz na jakiś czas. - odpowiedział jej teraz, raczej lekkim tonem, bo i w istocie tak było. W Hogsmeade było jeszcze kilka ciekawych kawiarni, więc Hargreaves zdecydowanie nie ograniczał się akurat do tej jednej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Kwi 21 2016, 00:05

Spodziewaliście się jakichś natrętnych gości? Nie? Więc srodze się przeliczyliście, mając nadzieję, że obecność półwila we Francuskim Pocałunku zostanie niezauważona! Odkąd kelner odszedł od waszego stolika, aby zgłosić wasze zamówienie do realizacji, kelnerki zaczęły nieśmiało wyglądać zza szyby, aby na was popatrzeć... chociaż, gdyby tak sprecyzować, to raczej wpatrywały się z niemalże nabożną czcią w @Rience Hargreaves, a @Zilya Fyodorova posyłały jedynie zgorszone spojrzenia. Była duża szansa, że w ogóle tego nie zauważyliście, ale to nic straconego. Kelnerki postanowiły wkroczyć do akcji. Ubrane w ładne, schludne i dziewczęce ciuszki, wyłoniły się z wnętrza kawiarni, niosąc na tacy ogromnego pluszowego dementora. Do jego pleców przyszyto skrawek materiału z obecną datą i miejscem, co by przypominał za pięć lat dlaczego jeszcze nie został wyrzucony, a w objęciach trzymał kartę, uprawniającą do 50% zniżki aż przy trzech kolejnych wizytach. Dziewczęta może i podeszły do stolika Zilyi i Rienca z zamiarem odezwania się do nich obojga, ale ich spojrzenie nieustannie wędrowało do chłopaka, także ciężko było nie odnieść wrażenia, że bardziej starają się coś zaprezentować jemu, aniżeli jej.
- Witamy, kawiarnia Francuski Pocałunek oferuje dzisiaj niezwykłą okazję. Każda para, jaka udowodni czym jest PRAWDZIWY francuski pocałunek otrzyma drobny upominek. - jedna z dziewczyn wskazała dłonią na dementora na tacy. - Skusicie się?
Spoufaliła się szybko, mrugając zalotnie do półwila, jakby oczekując, że to właśnie na niej zaprezentuje swój pocałunek.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2801
  Liczba postów : 1654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Kwi 28 2016, 22:36

Można by godzinami analizować, dlaczego Fyodorova tak podatna była na urok wil, nawet, gdy Ci nie starali się zanadto używać swych czarów. Czy większe znaczenie miało, że tak bardzo była niedoświadczona w kontaktach damsko-męskich? Że problem miała z utrzymywaniem normalnych relacji? A może to, że bardziej w świecie magicznych istot, a nie ludzi, żyła? A może to ta jej słowiańska krew, tak czuła była na stworzenia również wywodzące się z tych okolic? W szkole nie brakowało dziewczyn, które twardo potrafiły opierać się tego typu urokowi, a nie byłyby w stanie zabić zwierzęcia. Choć normalnie Zilya czuła się silniej od każdej kobiety w Hogwarcie, tak pod względem tego, co właśnie rozgrywało się w Hogsmeade, czuła się niczym najsłabsza, głupia małolata. Oj rzadko się to zdarzało!
Gdy później, już znajdzie się z dala od swego towarzysza, pewnie parsknie śmiechem, na myśl, że temu jako skojarzenie z Rosją przyszły jakieś głupie pierogi, a nie miliardy piękniejszych rzeczy, jakie wiązały się z jej krajem.
- Tak, tak, robię w domu często pielmienie z kołkogonkami! - Tu szybko i zupełnie automatycznie (jak z resztą wszystkie te wyrzucane słowa), złapała dłoń Rienca, którą zapewne wciąż utrzymywał gdzieś na blacie stolika, by ująć ją i rzec mu słowa jakże istotne. - Ugotuję Ci ich cały gar, zobaczysz, na pewno polubisz Rosję. - A potem ze mną do niej wyjedziesz i będę Ci gotować te pierogi codziennie, w wolnych chwilach rodząc nasze piękne dzieci. A może jednak cała dziwna podatność wiązała się wyłącznie z jej brakiem doświadczenia? Och, wilu, ratuj Zilyę, jeden buziak i na pewno dziewczę się zahartuje (ewentualnie jeden i parę jeszcze)! - Oczywiście, musisz się tam ze mną pewnego dnia wybrać. Syberia jest zupełnie dzika, to zapomniany świat. Są niedźwiedzie i wilki i śnieg głęboki aż do mojego pasa, a ludzie głośni i gwałtowni, ale prości i dobrzy. Tutaj jest inaczej - zazwyczaj Fyodorova była mrukliwa i małomówna. Ale, gdy temat schodził na jej rodzinne rejony, buźka się jej nie zamykała, a oczy zaskakująco błyszczały. To był jej główny problem. Zbyt związana była ze swoim odległym i dawnym życiem, by móc prawdziwie zakosztować tego nowego, tego, który roztaczał się przed jej nosem. Zaślepiała ją małomiasteczkowość i dziwna ksenofobia, mimo tego, że od dwóch lat była z dala od domu. Była uparta. Potrzebowała bardzo silnych bodźców by móc zmienić swe zapatrywania, konieczne było jej istne trzęsienie ziemi.
Jego pytanie delikatnie ją otrzeźwiło, dlatego cofnęła swoją rękę. W takich momentach docierało do niej, że znów jest głupią gęsią. Uchwyciła kawałek serwetki, próbując zapleść frędzle z niej zwisające, a w głowie ułożyć możliwie najlepszą odpowiedź.
- Trochę. Jesteś bardzo lubiany przez dziewczyny - odparła bardzo wprost, bo nigdy nie była dobra w ubieraniu życia w piękne słowa. Ktoś, kto cieszy się popularnością wśród płci przeciwnej, raczej nie zajmuje się zapraszaniem do kawiarni jakichś dziwacznych Rosjanek. Nie wiedziała, jaki stosunek do swoich genów ma Rience, ale jeśli sądził, że Zil będzie udawać, że jest normalnym chłopcem, to mogło się to zupełnie nie udać.
Zamówienie zostało złożone, ale ku zdziwieniu czarnowłosej, obsługa nagle ponownie pojawiła się przy ich stoliku. Dziewczyna, nim ktokolwiek doszedł do słowa, zdążyła już posłać mordercze spojrzenie kelnerkom.
- Może tak łaskawie... - i zamarła. Bo właśnie przegonić chciała te dwie baby, jakimiś wyjątkowo jadowitymi słowami (wszakże jak śmiały w ogóle podchodzić do jej stolika i ślinić się do JEJ wila??), tymczasem te wygłosiły tak zaskakującą propozycje, że zwyczajnie zabrakło jej słów.
- Upominek - Powtórzyła automatycznie jedno z ostatnich słów, przenosząc wzrok na Rienca, jakby to na gratisie jej zależało, a nie wcale na tym, by móc zakosztować tych doskonałych ust, jej rozmówcy. I dodałaby coś więcej, ale z racji, że to pierwsza w jej życiu taka sytuacja była, to tylko patrzyła wielkimi oczyma na krukona, a serce waliło jej tak, że czuła się jakby właśnie strzelić miała do jakiegoś rzadkiego i drogiego zwierzęcia. I bardzo chętnie, strzał ten by oddała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Kwi 29 2016, 19:07

Reakcja Zilyi była dla niego miłym zaskoczeniem. Gadanie o pierogach było idiotyczne oraz bezcelowe i miał tego świadomość, ale kiedy chwyciła go za dłoń, jakże mógłby po prostu to zignorować? Zamknął palce na jej palcach, otulając je pewnym i ciepłym dotykiem, a kiedy ona gorąco zapewniała go o oczekającym na niego garze, on jedynie uśmiechnął się, słuchając ciągu dalszego jej wypowiedzi. Warto wspomnieć, że w tym czasie muskał też jej kciuk swoim własnym, gładząc go w niekontrolowanym, ale naturalnym ruchu. Nie kwestionował prawdy życiowej, według której miałby polubić Rosję ze względu na gar pierogów.
- Chętnie skosztuję. - odezwał się na początku, czując, że w istocie tak by było. Nawet z czystej ciekawości, byłby w stanie wprosić się do niej na obiad, skoro już mu ten gar obiecała. Może przy okazji zobaczyłby jak żyje czy poznałby ją lepiej? Gra zdecydowanie była warta znicza, chociaż nie wszyscy by tak uznali. Informacja była, mimo wszystko, jednym z ważniejszych elementów życia. Kto nie miał wiedzy, borykał się z rozmaitymi trudnościami, a czy było coś piękniejszego czy bardziej naturalnego od chęci zyskiwania przydatnych wiadomości? Dla Krukona na pewno nie, a przynajmniej dla takiego jak Rience.
- Mała idylla… gdyby zapomnieć o głośnych i gwałtownych sąsiadach. - uznał, bo krajobraz dzikiej, nieskalanej ingerencją człowieka natury był dla niego czymś nieosiągalnym i niepomiernie fascynującym. - Można było oglądać wilki przez okno w kuchni?
Zapytał, chociaż te słowa wcale nie brzmiały jak pytanie. Intonacja zmieniła się w połowie zdania, kiedy doszedł do wniosku, że właśnie tak musiało być i tak to widział. Popatrzył na nią ostrożnie, jakby nagle o czymś pomyślał.
- Pomagałaś ojcu w polowaniach na te kołkogonki? Szykowałaś mu wnyki czy cokolwiek? A może robił to sam czy pomagał mu Twój brat? - zapytał, nie będąc pewnym czy właśnie tego nauczyli jej w domu. W jego pojęciu, to mężczyzna powinien zajmować się podobnymi kwestiami, ale nie wiedział też jakie relacje panują w jej rodzinie i czy w ogóle ma tego ojca, tak samo jak rodzeństwo. Ogólnie założył raczej, że Zilya potrafiła przyrządzić te pielmieni od A do Z bez niczyjej pomocy, włącznie z przygotowaniem mięsiwa od stanu zupełnej świeżości. Opierał swoje zdanie na rozlicznych plotkach, ale zawsze warto było samemu się dowiedzieć czy Fyodorova w istocie byłaby w stanie wyrywać jednorożcom włosy z głów.
Rozluźnił palce, kiedy zapragnęła wyswobodzić dłoń z jego uścisku, nagle prostując się, aby przyjrzeć się jej uważniej. Zajęła palce, więc pewnie się czymś zdenerwowała. Zresztą, nie do końca się jej dziwił. Z boku mogło to tak wyglądać.
- Może i tak. - odpowiedział, wzdychając cicho. To był trochę drażliwy temat. - Tylko szkoda, że zawsze kieruje nimi taka… powierzchowność.
Niewiele z nich w ogóle starało się poznać go tak naprawdę, a on sam nie do końca pojmował, że to mogło być ciężkie. Rozpraszająca aparycja mogła zniszczyć wiele odpowiednich sytuacji… takich jak na przykład ta randka w kawiarni, nagle brutalnie przerwana przez jakieś reklamy. Rience spojrzał ostrożnie w stronę kelnerek, trochę niepewien tego, czego tak właściwie od nich oczekują. Chociaż sens pojął wcześniej niż ukrytą aluzję. Popatrzył na jedną z kelnerek. Była ładną dziewczyną o poskręcanych w fale włosach. Zerknął na jej krótką spódniczkę, a potem ponownie w jej twarz, zastygłą w niepewności, żeby następnie podobnym spojrzeniem obdarzyć Zilyę. Tylko, że tym razem w jego oczach zajaśniała dziwna iskra. Spojrzał na jej przedziwną kreację, aby potem zerknąć na jej zazwyczaj rozburzone włosy. Wstał z miejsca, nic nie mówiąc, wymijając rozmarzoną dziewczynę. Mina musiała jej zrzednąć, kiedy Hargreaves wyciągnął dłoń w stronę Zilyi. Otulił jej policzek dotykiem swoich palców, a wraz z chwilą, w której nachylił się nad nią, zawędrował nią dalej, na jej kark.
- Jeden mały buziak nie zaszkodzi. - szepnął, uśmiechając się do niej łobuzersko, będąc już nieprzyzwoicie blisko jej ust. Dosięgnięcie do nich stanowiło dziecinną igraszkę, a pozostawianie w niepewności nie było dobrym wzorcem postępowania w takich chwilach. Sięgnął dalej i patrząc jej w oczy musnął jej wargi swoimi. Przymykając powieki, pogłębił pocałunek. Naparł ustami, rozmyślnie powoli całując ją w bardzo delikatny, czuły sposób. Zupełnie tak, jakby naprawdę chciał, aby czerpała z tego przyjemność. Buziak był jedynie rozgrzewką. W chwili, kiedy chciał odsunąć się na sekundę po drugim całusie, zapadła już decyzja. Nie zrobił tego, a w zamian rozsunął jej wargi wprawionym ruchem języka. Otoczył jej język swoim, przechylając głowę, aby wtulić się w jej usta, podczas gdy dłoń zacisnęła się tuż przy skórze jej głowy na ciemnych, pięknych włosach. W tej chwili było coś magicznie hipnotyzującego. Tyle, że zakończyła się nieprzyzwoicie szybko… a może i nie? Nie odsunął się od niej, a jedynie rozdzielił ich usta, rozluźniając palce, jakimi trzymał ją za włosy. Popatrzył w jej oczy, szukając w nich odpowiedzi, chociaż znał ją już od dawna.
- Co czujesz? - szepnął, niezdrowo zainteresowany swoim eksperymentem i ignorując uporczywy ból kręgosłupa, przypominający mu o niewygodnej pozycji, jaką przyjął na własne życzenie. Ciche chrząknięcie kelnerki zupełnie zignorował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2801
  Liczba postów : 1654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Maj 01 2016, 13:36

Czasem marzyła o tym, by ktoś wykazał minimalne zainteresowanie względem kraju z jakiego pochodziła. Anglicy rzadko kiedy chcieli podejmować temat odległych krajów, prawdopodobnie zbyt znużeni ogromem przyjezdnych zasilających mury ich zamku. Słuchanie kolejnej historii o zapomnianym przez cywilizacje, kraju, mogło być nużące.
Było przyjemnie. Opowiadała mu o swoim kraju, a on wydawał się być tematem tym realnie zainteresowany, czego potwierdzenia próbowała doszukać się w tym, jak trzymał ją za rękę, delikatnie gładząc. Było w tym coś rozkosznie normalnego, co prawdopodobnie dotychczas obserwowała wyłącznie kątem oka wśród innych osób w szkole. Sama nie wiedziała, czy bardziej zachwycające jest przeżywanie tego, czy może świadomość, że wreszcie nie patrzy, a uczestniczy. Bez względu na to, jak bardzo niepoważne były prawdy, wedle których chłopak miał ją polubić za gar pełen pierogów, w tej chwili zdawały się być racjonalne. Chciała mu je przyrządzić, a potem go zabrać na drugi koniec świata, gdzie przez okno spoglądaliby razem na dzikie wilki.
- Ale u nas sąsiedzi nie wchodzą sobie na ogród, najbliższy dom jest oddalony o wiele metrów - wyjaśniła, zapominając, że sąsiedztwo dla Anglików często oznaczało sklejone domy. Próbowała sobie przypomnieć sytuacje z wilkami. Właściwie te unikały osad, ale z daleka było słychać ich wycie. To niejednokrotnie wyciągało Zilye z domu, która na ich dźwięk udawała się w pogoń, by zwinnie je upolować. Ostatecznie pokiwała wiec głową na jego pytanie. Może to była kwestia tego, że wcale zdawało się, iż nie zadał pytania, a orzekł stwierdzenie? Miała ochotę za każdym razem się z nim zgadzać.
- Nie - od razu sprostowała jego wizualizacje na temat polowań. - Jesteśmy sami, tylko ja i mój ojciec. Głównie ja poluje, mój tatko już się w życiu napracował. I właściwie zwykle na inne zwierzęta, tatko nie lubi kołkogonków, ma z nimi złe wspomnienia - sprostowała zaraz wbijając wzrok w obrus. Ojciec na słowo "kołkogonek" rozpoczynał tyradę na temat tego, jakie to okropne stworzenia, że wolałby nic nie jeść, niż się utrzymywać z ich pilnowania i że są zatrutym mięsem (Zil dość potajemnie na nie polowała, bo były dość łatwym łupem i jeszcze tajniej robiła z nimi pierogi). I to wcale nie te magiczne świnie były czemukolwiek winne, a to, że matka Zilyi wiele lat temu opuściła rodzinę odchodząc właśnie do hodowcy kołkogonków. Temat tabu.
Słuchała jego słów na temat powierzchowności, próbując sobie wyobrazić, że miałaby podobny problem. Właściwie przecież każdy z nas był nieco powierzchownie oceniany, dlatego zawahała się chwile nad jego stwierdzeniem, uznając, że to i tak nie najgorszy pryzmat.
- Ale to spotyka nas wszystkich. Na Ciebie patrząc widzą pierw ładną twarz, na mnie patrzą i widzą pewnie nieokrzesanie. Ciebie z tego powodu lubią, mnie z mojego, nie - miała praktyczne podejście do życia, nie użalała się nad swoim losem, akceptowała go. Zawsze miała wrażenie, że mogłoby być gorzej. Rience też powinien to kiedyś odkryć.
Blondyn zadział bardzo szybko, a może tylko jej wydawało się, że całość rozegrała się w ułamku sekundy. Kiedy spoglądał na kelnerkę, w jej myślach już kiełkowało przekonanie, iż jest niewiarygodnie głupia, sądząc, iż to ją pocałuje, a nie jedną z tych długonogich kobiet, stojących przy ich stoliku. A potem jak za sprawą pstryknięcia palcami, wszystko się odmieniło. Jego dłoń delikatnie musnęła jej policzek, wywołując drobny dreszcz na jej ciele. To był niepozorny gest, stanowiący zaledwie obietnice czegokolwiek większego, co być może mogło nastąpić, a wystarczyło, by Zilya w niepewności, zamarła. Nie odrywała spojrzenia od jego oczu, czując, że jego bliskość nie tylko potęguje działanie nieznośnego czaru wil, ale i wzbudza paniczną obawę przed tym, że to na co czeka, tak naprawdę się nie wydarzy. Przedłużanie tego momentu, być może było dla niej okrutnym tkwieniem w niepewności, ale z perspektywy przyszłości, pozwoliło jej lepiej zapamiętać ten magiczny ułamek minuty.
Jego usta były słodkie i kojące. Było w tym pocałunku coś, co sprawiało, iż czuła się, jakby została oderwana od tego świata. Początkowo pełna była niepewności, a w pocałunek wnosiła przede wszystkim niedoświadczenie i nieporadność. Gorączkowo zamknęła oczy, gdy tylko przypomniała sobie, że powinna była, by z nastawieniem godnym prymusa, pilnie podejść do całego zadania. Była zdziwiona, jak przyszło jej to naturalnie. A bardzo prędko, zamiast myśleć o tym, co powinna robić i jak oddychać, skupiła się bardziej na doznaniach. Na jego miękkich ustach, na języku, który sprawnie połączył się z tym jej własnym, wzbudzając przyśpieszone bicie serca, czy ogólne podniesienie temperatury. To nie tyle było bajeczne i wymarzone, co zaskakująco namiętne.
Jego oddalenie się i przerwanie tej chwili, miało w sobie coś realnie bolesnego. Przez ułamek sekundy w hipnotycznym transie, chciała podążyć za nim, nie pozwalając mu na zaprzestanie tego momentu, ale bodźce zewnętrzne dotarły do niej, brutalnie przypominając o okolicznościach, w jakich się znajdowali. Kawiarnia, która zadawała się być oddalona o milion kilometrów, wdarła się do jej świadomości w postaci chrząknięcia jednej z kelnerek. Nawet nie przeniosła wzorku w jej kierunku, a jedynie spoglądała na najpiękniejszego faceta w promilu stu kilometrów.
- Jakby wszystko było lepsze - odparła zupełnie nie myśląc nad swoją odpowiedzią, tylko w istocie nad tym rzeczowym pytaniem, o którym wcale nie pomyślała, że być może jest nieco zaskakujące. - Jesteś taki magiczny - dodała wciąż czując ściśle otulającą ją hipnozę słowiańskiego uroku.
Był w nim ten nieziemski czar, który w chwili zakosztowania jego ust, jeszcze silniej ją obejmował. Tylko o ile kiedykolwiek na odległość, przeklinała tego typu magie, tak w chwili zetknięcia się z nią twarzą w twarz, chciała dać się jej w pełni porwać i ulec. Po prostu czuła się z nią tak dobrze. Narkotyczny Rience.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Maj 02 2016, 23:44

Całkowita prywatność nigdy nie istniała w słowniku Rienca. Półwile nie mogły na nią liczyć, zwłaszcza, jeśli utrzymywały się z trwania w centrum zainteresowania. Jego matce z pewnością łatwiej było ich wykarmić, kiedy otrzymywała piękne, złote kolczyki czy diamentowe kolie od swoich bogatszych przyjaciół, narażając się tym samym na gniew ojca. Jedna czy dwie kłótnie, a potem wszystko wracało do sielankowej normy, gdy można było Alistairowi zakupić nową szatę szkolną czy zadbać o to, aby Rience miał w czym przechodzić nadchodzącą zimę. Krukon nie miał pojęcia o obserwacji wilków przez okna czy polowaniu na kołkogonki. Nie potrafił lepić pierogów, ani nawet porządnie wtopić się w tłum. Gdyby tylko wszedł do lasu, istniała szansa, że przyciągnąłby do siebie wszystkich kłusowników z okolicy… chociaż, kto wie czy z powodu swojej mieszanej krwi nie byłoby mu prościej unikać dzikich zwierząt? Sam nigdy tego nie sprawdzał, zupełnie nieprzygotowany na podobne ewentualności. Pewnie w ogóle nie odnalazłby się w jej świecie, takim dzikim i nieopanowanym, pozbawionym wygód, do których zdążył przywyknąć, ale znając jego podejście do otaczającego go świata, chętnie by spróbował takiego życia, najpewniej denerwując swoją nieporadnością wszystkich napotkanych w okolicy sąsiadów. Nawet jeśli ich domy byłby faktycznie tak od siebie oddalone, jak twierdziła Zilya.
- Sama wszystko robisz? - zapytał ją nagle, nieprzyzwyczajony do tego, że niektóre dzieci w istocie takie właśnie prowadzą życie. Zupełnie samodzielne, a nawet zachowują się opiekuńczo w stosunku do swojego rodzeństwa czy rodziców. Rosjanka wyglądała na samowystarczalną, co do tego nie było żadnych wątpliwości, ale to, że w istocie była aż tak zaradna, trochę go zastanawiało. Tyle, że zupełnie niepotrzebnie. Nie powinien innych oceniać własną miarą, wiele razy już się o tym przekonał, ale ten typ był chyba po prostu niereformowalny. Wykazywał podobną nieprzepuszczalność czaszki także w kwestii tej nieszczęsnej samoakceptacji i chyba jeszcze długa droga przed nim, zanim tak naprawdę przestanie się przejmować czymś, na co nie ma żadnego wpływu. Rodziców ma się tylko jednych, a niektórzy nawet nie mieli ze swoimi kontaktu. Dlaczego więc podświadomie obwiniał ich o to kim jest? Ostatnio chyba zbyt mocno brakowało mu tych poważnych rozmów z Shenae, jakie przeprowadzali wcześniej, w fazie krytycznej swojej znajomości. Nawet nie wiedział jak mocno pomagały mu one w zrozumieniu tego, co siedziało mu w głowie i w odsunięciu na bok zbędnych, demonizujących cały świat myśli. Będzie musiał pogadać z nią jakoś niedługo… a może i lepiej nie? Rience nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo był skryty, dopóki nie dochodziło u niego do tego typu konfliktów wewnętrznych. Tyle, że to nie był ani czas, ani pora na takie rozmyślania. Przegapił chwile, w której Zilka wbiła wzrok w obrus, wracając do obserwacji akurat w odpowiednim momencie. Wysłuchał tego co mówiła i trochę się zasępił.
- Zawsze pragniemy tego, czego mieć nie możemy. - rzucił w przestrzeń, chwytając w palce zabłąkany kosmyk i układając go znowu we włosach w krótkim, bardzo pedantycznym, ale dziwnie dla niego naturalnym ruchu. - Czasami zastanawiam się jak to jest być takim… niezauważonym w tłumie. Nieważne gdzie pójdę zawsze ktoś się gapi.
Tak było, niezaprzeczalnie. Z jednej strony zaspokajało to jego potrzebę tkwienia w jakimś mniejszym czy większym centrum zainteresowania, ale z drugiej bywało irytujące, gdy już tylko wilowata część dawała dojść do słowa kapryśności. Nawet trudno stwierdzić co było gorsze, ustawiczne negowanie siebie czy okresowe zachowywanie się jak palant, gdy na chwilę spuściło się gardę.
Dobrze, że kelnerki postanowiły przerwać im tę chwilę. Może ta nieprawdopodobnie nieprzyzwoita propozycja stanie się czymś więcej, niż jedynie okazją do zdobycia zniżki na herbatę? Półwil naprawdę chciałby, aby tak było. Nie chciał kończyć ich pocałunku ze świadomością, że być może była to tylko okazja do zagrania na uczuciach tej intrygującej dziewczyny, chociaż gdzieś z drugiej strony nie mógłby sądzić, iż będzie inaczej. Z reguły właśnie tak działał. Niepotrzebnie do siebie przyciągał, nie potrafiąc się powstrzymać przed skuszeniem do skosztowania zakazanego eliksiru, a potem przeżywał to wszystko jeszcze raz od nowa, mierząc się z wyrzutami sumienia. Nie kontrolował znacznie większej części swojego życia, niż mógłby przypuszczać. Nawet swojego pytania i tego, że po „zrobieniu swojego”, po prostu nie odsunął się od niej. Krew popłynęła mu trochę szybciej w żyłach, gdy znajome uczucie wypełniło go całego. Przyjemność ogrzała mu różne części ciała i organy. Uwielbiał przełamywać przestrzeń osobistą i gdyby tylko nie mieli widowni, pewnie porwałby teraz Zilyę w objęcia. Miał ochotę ją przytulić i ponownie wpleść długie palce w jej, chociaż raz, uporządkowane włosy. Dać jej bliskość i samemu czerpać z niej poczucie bezpieczeństwa. Tyle, że bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, w jak niekomfortowym znajdują się położeniu. Jego oczy lśniły, chociaż pojawiła się w nich pewna niecierpliwość. Chciałby potrafić po prostu tupnąć nogą i zachować się bezczelnie. Udać, że wcale nie obchodzi go opinia innych ludzi i po prostu znowu delikatnie nakryć jej wargi swoimi. Złączyć ich oddechy, a subtelny taniec języka wykorzystać do sprawienia im tej samej przyjemności, jaką niewątpliwie odczuł chwilę temu. Napawać się nią do woli, ale wiedział, że nie byłby w stanie. Zawsze musiał zachowywać się rozsądnie, nawet kosztem swojego własnego zadowolenia i kiedy otrzymał odpowiedź, jedynie uśmiechnął się, taktycznie się wycofując. Nawet jej nie dotknął, chociaż przez ułamek sekundy miał taki zamiar i po prostu wyprostował się, podchodząc do kelnerek, aby odebrać ich nagrodę. Wziął wielką, pluszową zabawkę, a minę musiał mieć bardzo nie wyjściową, skoro obsługa zmyła się tak szybko, jak wcześniej przybyła. Może chociaż szybciej wezmą się za realizację zamówienia.
- Proszę. - podał Fyodorovej dementora, uśmiechając się do niej ciepło. - Nawet ma na plecach datę, żebyśmy nie zapomnieli, kiedy miał miejsce nasz pierwszy pocałunek.
Wargi mu zadrżały, kiedy to mówił, najwyraźniej trochę rozbawiony takim spojrzeniem na niepotrzebną naszywką na zabawce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Maj 16 2016, 10:06

@Casey Arterbury wybrał się tego dnia do kawiarni. Było ciepło, czemu nie miałby się przejść? Przy okazji napić jakiejś dobrej kawy czy zjeść dobre ciasteczko. Nic dziwnego, że wybrał Kawiarnię Francuski Pocałunek. Kiedy już rozgościł się przy jednym ze stolików mógł dostrzec, że jednej z kelnerek wpadł w oko. I to bardzo. Niemal nieustannie przechodziła obok jego stolika, zaczepiała go, niby przypadkiem dotknęła jego ramienia. Dziewczyna tak bardzo się narzucała, że może to dobrze iż z drugiego końca Hogsmeade nadchodziła właśnie @Courtney Hill. Ostatnie wolne miejsce w kawiarni było właśnie przy stoliku Casey'a, więc to je musiała zająć. Czy uratuje chłopaka ze szponów namolnej kelnerki, która widząc towarzystwo ślizgona zrobiła się nagle dziwnie speszona? Może jeśli pogadają chwilę, to się odczepi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Maj 26 2016, 17:12

Ja nie napiszę tutaj żadnego mądrego cytatu, bo żadnego nie pamiętam, o.
No pewnie, że nie było takich osób, ale zgodzisz się - pewne jednostki doświadczały o wiele więcej bólu niż inne, sam nie wiem, to chyba jakaś cholerna loteria - ktoś tam na górze wybierał z pośród wszystkich ludzi takich, którzy mają stracić o wiele więcej i prawdopodobnie Harper właśnie do takiej grupy osób trafił. Nie żeby sam tak uważał, ponieważ nie miał w zwyczaju użalania się nad sobą, sądził, że zawsze mogło być gorzej, a sam wyszedł z tego obronną ręką - mimo tego, co go spotkało, nie popadł w alkoholizm, wyszedł... Na ludzi. Dobra, może zdarzały mu się jakieś odchyły, ale w gruncie rzeczy nie było aż tak źle.
Prawda - kiedyś wszyscy odchodzą. Na każdego prędzej czy później przyjdzie czas, ale jeśli chodzi o osoby, których już nigdy Roy nie ujrzy... Czy to nie mogło być później? Jego matka - kobieta, której zdjęcie nosił w medalionie zawieszonym na szyi... Była przecież młodą kobietą, dobrą, mądrą, piękną... Nie zasłużyła na taki los, a jednak została brutalnie zamordowana. Po tylu latach Roy zrozumiał, że zwykle najbardziej cierpią ludzie, którzy na to nie zasłużyli.
Takie rozmyślania zwykle prowadziły go do baru, a tam zwykle napotykał kłopoty. W zasadzie... Taka bójka, czy coś w tym rodzaju sprawiały, że zapominał o przeszłości. Może... Może on po prostu to lubił, tylko ciężko było mu się do tego przyznać przed samym sobą? Pff. Sam już nie wiem.
- Nic dziwnego, że ich przyciągasz... Spójrz tylko na siebie. - mruknął pod nosem z cieniem uśmiechu na twarzy. Kurwa. Czemu tu się dziwić? Była piękną dziewczyną. Ubierała się w taki sposób... Pokazywała swoje atuty. To normalne, że zwracali na nią uwagę, szkoda tylko, że próbowali ją 'zdobyć' w taki, a nie inny sposób. Tak, czy inaczej... Cieszył się, że się tutaj znalazł. Nie chciałby, by dziewczynie stała się krzywda. Mimo tego, że bywała dla niego straszna... Lubił ją. Ona chyba jego nie do końca i prawdopodobnie tylko dlatego, że wypił trochę za dużo whisky, zaproponował jej wycieczkę do jednej z pobliskich kawiarni.
- Chyba musiałbym stracić rozum.. - odpowiedział na jej pytanie dalej lekko rozbawiony. No, bo ej! Podryw to to na pewno nie był.
- Tak, bardzo Cię proszę i tak, bardzo zależy mi na Twoim towarzystwie... Skoro tak chcesz to pamiętać, niech tak będzie. Idziemy, czy będziesz dalej tyle gadać? - rzucił, ale nie było to złośliwe, nie nie nie, w żadnym razie.
Zanim jednak znalazli się w kawiarni musieli zajść do jednego z pobliskich bloków, gdzie mieszkał znajomy Harpera, u którego się zatrzymał. Wpuścił ją do środka i sięgnął po torbę ze swoimi ubraniami. Zmienił spodnie na czyste, a następnie zdjął z siebie koszulkę ukazując dziewczynie swoje ciało usiane bliznami - było ich mnóstwo, niektóre wyglądały na cięte, inne raczej na poparzenia, mogła ujrzeć również tatuaż na klatce piersiowej - WZTG. W zasadzie wolałby, żeby tego nie widziała, ale... No cóż, stało się. Nie wstydził się ich, po prostu historia, która się za nimi kryła... Nie za bardzo lubił o tym rozmawiać, no, ale nic.
Wyszli i ruszyli w kierunku jednej z kawiarni o nazwie 'francuski pocałunek'. Heh... No teraz, to w ogóle wyglądało jakby faktycznie ją podrywał.
Tak czy siak... Otworzył drzwi i wpuścił ją do środka pierwszą - gentleman, a podobno wymarli. Zajął jeden ze stolików w rogu sali i odsunął jej krzesło, a gdy już usiadła sam opadł na swoje miejsce.
- Na co masz ochotę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Maj 26 2016, 18:47

No dobra, może czasem ubierała się zbyt wyzywająco i podkreślała swoje atuty, ale... Ona robiła to niechcący, serio! Mogłoby się wydawać, że dziewczyna zna swoją wartość i atrakcyjność, ale to tylko pozory. Tak naprawdę jest cholernie zakompleksiona, ciągle znajduje w swoim wyglądzie coś, co jej nie odpowiada. Tyle, że... Po prostu nikomu o tym nie opowiada. Wśród koleżanek z którymi się zadawała była od zawsze tą, co powtarzała iż każda dziewczyna jest ładna i nie należy przejmować się swoimi wadami - bo przecież nie ma ludzi idealnych. No i o ironio! One w to wierzyły, stawały się pewniejsze siebie i swoim zdaniem - atrakcyjniejsze, a do Victorii nie potrafiło to dotrzeć.
Zawsze znajdywała sobie powody do narzekania na swoje ciało, nawet na charakter. Oczywiście nikt nie wiedział, że stosowała głodówki, albo diety jogurtowe tylko po to by ważyć swoje wymarzone 49kg, które uważała za wagę idealną, fantastyczną i cudowną.
Tak samo przechodziła fazę na przerwę między udami. Przez dość długi czas twierdziła, że im większa - tym seksowniejsza, dopiero po jakimś czasie doszła do wniosku, że tak naprawdę dużą przerwa między udami kojarzona jest z puszczalstwem. Ostatecznie doszła do wniosku, że woli mieć taką sześciocentymetrową, niż dziesięciocentymetrową.
Nie chciała już nic odpowiadać, po prostu spojrzała na niego. Czyli jednak uważał ją za atrakcyjną kobietę, kto wie, może jednak jego poprzednia dziewczyna miała rację, uważając ją za konkurencję? Cóż, w tym momencie bardzo cieszył ją ten fakt, że potrafił spojrzeć na nią jak na... Kobietę, a nie opryskliwą dziewczynę. Która swoją drogą bardzo go lubiła.
Chciała jeszcze coś dodać i już nawet uchyliła usta, lecz chwilę później po prostu je zamknęła, idąc już w milczeniu u jego boku.  
Nie narzekała na moment w którym chłopak postanowił się przebrać. Niby siedziała na fotelu, jakby niczym nie zainteresowana, oglądając ściany, ale jednak dyskretnie spoglądała w stronę chłopaka. Fakt faktem widziała głównie tors, lecz gdy się odwrócił - zwróciła również uwagę na jego plecy i cholernie podniecające łopatki, które od zawsze działały na nią w bardzo... Nieprzyzwoity sposób, mimowolnie przygryzła usta, dopiero później przyłapała się na tym geście i odwróciła wzrok,  a jej dotąd blada skóra, jak można się domyślić, oblała się delikatnym rumieńcem. Victoria, opanuj się, do cholery~! Przecież on Cię nawet nie lubi! Skarciła się w myślach i pokręciła głową. Niech się szybciej zbiera, bo zaraz zacznie o Nim myśleć w całkowicie niestosowny sposób. Wreszcie się doczekała wyjścia z mieszkania i drogi do kawiarni.
Świeże powietrze w tym momencie bardzo jej się przyda, mogła odetchnąć z ulgą po tym, jak musiała się karcić w głowie, żeby przestać myśleć o Harperze jak o obiekcie, który ją tak cholernie pociąga.
Stanęła u jego boku, patrząc to na niego, to na szyld znajdujący się nad Kawiarnią. Francuski pocałunek, serio? Spojrzała na niego nieznacznie i uśmiechnęła się delikatnie, wchodząc przed Nim do kawiarni. Cóż, chłopak nie miał na co narzekać. Mógł popatrzyć na tyłek dziewczyny, idealnie podkreślony przez spodenki które na sobie miała, oraz na jej dość długie nogi i szpilki. Cóż, może faktycznie powinna się ubrać bardziej stosownie.
No proszę, Harper pomyślał już nawet o miejscach! Nic nie mówiąc po prostu zajęła miejsce na przeciw Niego, zastanawiając się czego by się tu napić. - Wiesz, właśnie tak myślę.. Na co mogę mieć ochotę, może czekolada orzechowa. Tak, to jest bardzo dobry pomysł. - Rzuciła, nie musiała długo myśleć.- Nadal uważasz, że musiałbyś stracić rozum, żeby mnie zacząć podrywać..? A nie pomyślałeś o tym, że być może już go straciłeś? - Zapytała, patrząc na niego i uśmiechając się zaczepnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Maj 26 2016, 19:06

No tak, ubierała się w taki sposób, który... Cóż, pobudzał wyobraźnię. Widząc ją ubraną w takie krótkie spodenki, widząc szpilki na jej stopach, ehm... Ciężko było nie wyobrazić jej sobie w wielu najróżniejszych sytuacjach.
Serio? Zakompleksiona? Aż trudno było w to uwierzyć, przecież była naprawdę piękną kobietą, jego zdaniem wręcz idealną, jeśli chodzi o wygląd, głodówki? Chyba naprawdę postradała zmysły, ale skoro uważała, że tak będzie najlepiej... Kim ja i Roy jesteśmy, by się wtrącać?
Jak już mówimy o charakterze... Noo cóż, to prawda - mogłaby się trochę zmienić, od początku ich znajomości była dla niego złośliwa, wredna, arogancka... Ale chyba nawet to lubił, podobało mu się to, że nie jest plastikową laleczką, bo i takie zdarzyło mu się spotkać. Dalej jednak nie potrafił zrozumieć dlaczego traktowała go w taki sposób, ale szczerze mówiąc... On też nie był nigdy dla niej specjalnie miły. Była mu raczej obojętna... Aż do tej pory, do dnia dzisiejszego, kiedy to zapragnął spędzić więcej czasu w jej towarzystwie i... Stało się. Siedzieli w kawiarni o nazwie 'francuski pocałunek', co było cholernie irytujące, zwłaszcza, jeśli wziąc pod uwagę fakt, że jego była dziewczyna była francuzką. Naprawdę kiepski wybór miejsca, no, ale nic. Ważne jest to z kim tutaj był, prawda?
Wracając do tego małego 'striptizu'... Był jej naprawdę wdzięczny za to, że nie poruszyła tematu tych wszystkich blizn, przynajmniej nie zrobiła tego do tej pory. Nie za bardzo chciał o tym dyskutować... Mogli zająć się, ekhm... Przyjemniejszymi sprawami. Tematami. Tak. Chciałem napisać - tematami.
Kiwnął głową, gdy powiedziała na co ma ochotę. Przejrzał szybko kartę z napojami i doszedł do wniosku, że jedyne, co będzie w stanie przełknąć, to espresso. Gorzkie, jak jego życie, hehe.
Uśmiechnął się lekko zaglądając jej w oczy i odparł:
- Nie, jeszcze go nie straciłem, ale Ty chyba tak. W końcu... Siedzisz tutaj ze mną, a oboje doskonale wiemy, że za mną nie przepadasz. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. - gdy skończył do ich stołu podeszła sympatyczna Pani z obsługi, która obdarzyła go szerokim uśmiechem.
- Czekoladę orzechową i espresso poproszę. - rzucił i nawet zaszczycił ją przelotnym spojrzeniem, ale uśmiechu nie odwzajemnił, choć gołym okiem było widać, że wpadł jej w oko. Co go to obchodziło, skoro na przeciwko niego siedziała najpiękniejsza kobieta w lokalu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Maj 26 2016, 19:27

Nigdy nie była zbyt wylewna, jeśli chodzi o uczucia i emocje. Dystansowała ludzi i nie pozwalała się do siebie zbliżyć, ponieważ najzwyczajniej w świecie bała się przywiązania i... Kolejnej straty, jakby nie patrzeć. Była skomplikowaną osobą, może nawet czasem aż za bardzo. Nie potrafiła żyć w zgodzie sama ze sobą, a co dopiero z innymi ludźmi? Niby potrafiła zachowywać się w towarzystwie innych osób, nawet rozmawiała, śmiała się - zachowywała normalnie, jak każdy. A jednak, zawsze było coś co sprawiało, że sie wyróżniała, być może był to dystans. Nie pozwalała na przytulanie, na dotyk - jeżeli ktoś chciał ją przytulić, musiał być jej bliskim przyjacielem. Po prostu... Nie lubiła takich relacji, gdzie każdy z każdym się przytulał, albo robił jeszcze inne, dziwne rzeczy. Była raczej indywidualistką, wolała siedzieć sama ze sobą, w swoim własnym świecie.
Niech nawet nie próbuje wspominać o tej francuskiej dziewczynie. Wystarczy, że siedzieli w kawiarni, która chcąc czy nie chcąc - obojgu kojarzyła się z Francją i Mercy. Nigdy nie przepadała za tą dziewczyną - i z wzajemnością.
Zaśmiała się cicho, słysząc jego słowa i pokręciła głową, przymykając oczy. - Wydaje mi się, że już dawno go straciłam. Nie, to nie tak, że za Tobą nie przepadam... - Odpowiedziała, odwracając wzrok. No i co by tu powiedzieć? Zaskoczył ją tym, poczuła się zmieszana. Ale... Może w końcu pora na to, żeby być szczerą? I sama ze sobą i z Nim. Przecież miała na to doskonałą okazję. - To, ze Cię nie lubię, to nie prawda. To, że Cię lubię... To też nieprawda. Wiesz, to coś zupełnie innego, co trudno mi wyjaśnić i w ogóle, trudno mi o tym mówić. Od początku Cię lubiłam, ale po tym jak wymienialiśmy listy, jak spotkaliśmy się tu, w Londynie po raz pierwszy.. To zdałam sobie sprawę, że lubię Cięo wiele bardziej, niż powinnam. Lecz był pewien problem - miałeś dziewczynę. Właśnie dlatego ona mnie nie lubiła, a ja jej. Twierdziła, że będę do Ciebie podbijać, a ja po prostu byłam zazdrosna, ze taka panienka może mieć takiego faceta jak Ty. Nie chcę wypowiadać się o niej źle, ale od początku za Nią nie przepadałam, po prostu... Nie odpowiadało mi jej zachowanie, tak cholernie... Wyniosłe, kobiece. No po prostu no nie. - Odpowiedziała, starając się utrzymać kontakt wzrokowy. Pożałowała, że powiedziała mu aż tyle - o wiele za dużo. - Ale, nie przejmuj się. Spoko, wiem, że to zupełnie na odwrót. Z tego co wiem, to za mną nie przepadasz. Wiesz, różne rzeczy słyszałam, jak to się mówi - plotki krążą co nie. - Dodała. Cóż, musiała znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Odprowadziła wzrokiem kelnerkę, która przyjęła zamówienie. Niechcący spojrzała się na jej tyłek - tak, lubiła kobiety. Miło było popatrzeć na takie zgrane ciało, a kelnerka była niczego sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Maj 29 2016, 15:55

W takim razie na pewno jest coś, co ich łączy - on również nie był wylewnym człowiekiem, wręcz przeciwnie - zwykle był bardzo zamknięty w sobie, chyba, że alkohol rozwiązywał mu język. Dlatego wolał pić w samotności. Chociaż w sumie... To nie tak, że po kilku głębszych stawał się billboardem, po prostu wtedy łatwiej przychodziła mu rozmowa, bo warto napomknąć, że on po prostu nienawidził ludzi. Miał garstkę przyjaciół, ale reszta? Cóż...
Znaleźliśmy również rzecz, która ich dzieliła - on nie potrafił, albo nie chciał udawać. Nie śmiał się, nie rozmawiał normalnie - roztaczał wokół siebie aurę osoby z którą nie chcesz rozmawiać, której się boisz, aurę... Dziwnego człowieka, takiego, z którym lepiej nie mieć do czynienia. I jakoś w ten sposób funkcjonował, ale hej, ile można?
Tak czy siak... Zejdźmy może z depresyjnych tematów, w końcu dzisiejszy dzień miał być lepszy niż inne, dzisiaj Harper był wyjątkowo rozluźniony, nie zwracał uwagi na otoczenie, wszystko było jakieś takie... Heh, lepsze.
Jedynym minusem było to, że nie było w tej cholernej kawiarni alkoholu, ale wątpił, by przyjęła zaproszenie do baru, zwłaszcza po tym, co całkiem niedawno od niego usłyszała. Chyba nie chciałaby być świadkiem takiej awantury, a on nie chciał ją na to narażać.
No nic, skupmy się na ich rozmowie.
Muszę przyznać, że kompletnie wybiło go z tropu to, co dziewczyna powiedziała. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, co usłyszy z jej ust. Zaraz, zaraz... Poryta kobieca psychika. Była dla niego wredna, ponieważ wiedziała, że lubi go bardziej, niż powinna? To nie lepiej było o tym po prostu porozmawiać? Ehm..
Podrapał się nieco zakłopotany w potylicę i uśmiechnął nieznacznie.
- Lubisz bardziej, niż powinnaś, huh? - rzucił tylko cicho, po jakimś czasie, gdy Victoria skończyła mówić, nie wiedząc co właściwie powiedzieć, ale z opresji uratowała go kelnerka, która przyniosła im zamówione napoje. Podziękował jej skinieniem głowy i ponownie przeniósł wzrok na swoją towarzyszkę. Po krótkiej chwili zastanowienia rzekł:
- Wierzysz w plotki? - uniósł do góry kubek wypełniony gorzkim płynem i wlał odrobinę kawy do swojego gardła. Rozgrzała go. Nie tak przyjemnie, jak whisky, ale zawsze.
- Nigdy nie usłyszałaś tego ode mnie, więc nie chrzań bzdur. - dokończył i pokręcił nieco zrezygnowany głową, wzdychając.
- Co do Mercy... nie ma jej. I już nigdy nie będzie, ona... Wybrała inne życie. Gdzie indziej... Z kimś innym. - rzucił cicho odwracając od niej spojrzenie. Sam nie wiedział po co jej to mówi, ale chciał, żeby o tym wiedziała. Może nie chciał już, by francuzka wpływała na ich znajomość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Cze 11 2016, 14:35

Nie, zdecydowanie nie chciałaby być świadkiem takiej awantury.
Miała wystarczającego pecha. Często pakowała się przypadkowo w kłopoty, nie chciała brać jeszcze udziału w barowej bijatyce - nawet jeśli byłaby tylko widzem - w końcu musiałaby ogarnąć Harpera. Drugi koleś by jej nie interesował, ale Roy to Roy. Nie chciała iść do baru po to, by się spić i nie wiedzieć o co chodzi. Szczerze mówiąc wątpiła, że sama zaczęłaby jakąś kłótnię, ale lepiej nie kusić Diabła. Gorzej jeśli faktycznie wyszedłby z Piekielnych czeluści i wstąpił w szatynkę, robiąc harmider na sali. Byłą rzadką bywalczynią barów. Nie przepadała za tamtejszą atmosferą, za dużo alkoholu i niezbyt przyjemnych typków. Wolała kawiarnie, lub jakieś puby mające dobrą opinię wśród mieszkańców miasta.
Nie zwątpiła w zaskoczenie chłopaka.
Chwilę później pożałowała, że mu cokolwiek powiedziała. Zareagowała na to obfitym rumieńcem i przeniosła spojrzenie na ścianę kawiarni. Mogła być po prostu cicho, szczerość nie zawsze popłacała. A zwłaszcza w takich sytuacjach. Fakt, kobieca logika łamała wszelką logikę, lecz z drugiej strony... Po co miała być miła i sympatyczna, liczyła bardziej na to, że chłopak się do Niej zrazi, albo Ona do Niego. Że stanie się zupełnie obojętna wobec jego osoby, a jednak - nie był jej obojętny. Próby starania okazały się... Tylko próbami, które nie wniosły niczego dobrego, w obecnej chwili nie wiedziała, jak postępować.
Podniosła się z miejsca i podeszła do Roya, chwyciła delikatnie podbródek chłopaka i nachyliła się nad nim, składając na jego ustach delikatny pocałunek. - Muszę Ci to tłumaczyć...? - Szepnęła, nadal stojąc przed nim i wpatrując się w jego oczy. Czasem słowa był niepotrzebne, czasem wystarczył tylko moment, szybka decyzja, bądź impuls... I wszystko było jasne. Wszak z pocałunków można wyczytać wiele.
Gdy zapytał, czy wierzy w plotki, uśmiechnęła się delikatnie i poruszyła głową, dając mu do zrozumienia, że nie wierzy w plotki. Niby w każdej plotce zawsze kwi ziarenko prawdy, lecz w tej... Cóż, sama nie wiedziała. Wszak plotki to nic więcej jak niepotrzebne zainteresowanie ludzi nie posiadających własnego życia prywatnego. - Nie wypowiem się więcej na temat tych plotek, więc może po prostu Ty mi powiedz, jak jest. - Odparła, po czym ponownie zajęła miejsce na przeciw Niego. Wraz z chwilą w której go pocałowała wyleciały jej z głowy wszelkie rozterki, oraz irytacja na to, że ma zbyt długi język. Wszystko zależało od Harpera, to co nastąpi dalej to już jego kwestia.
Ujęła w dłoń kawę, po czym upiła łyk, słuchając chłopaka. Więc proszę, Mercy odeszła. Czemu jej to nie zdziwiło?
- To jej sprawa. Wydawała się być rozsądną dziewczyną. Tym bardziej, ze jej maniery oraz zachowania były iście szlacheckie, wyniosłości można było się od niej uczyć. Ale czy aż takiej arogancji? Nie spodziewałam się tego. - Odparła zgodnie z prawdą, Mercy wydawała jej się taka... Wyrachowana. Lecz musiała przyznać, iż ten francuski piesek potrafił szczekać, jak żaden inny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Cze 12 2016, 20:19

A Pan Harper zdecydowanie nie chciałby, by musiała patrzeć na niego w takiej... W takiej postaci. Niestety potrafił być straszny, gdy ktoś zalazł mu za skórę, a ostatnią rzeczą na której mu zależało to to, by ona wzięła go za jakiegoś cholernego potwora. Wystarczyło, że sam się za takiego uważał.
Nawiasem mówiąc nie jestem pewien, czy byłaby w stanie ogarnąć Roy'a, gdyby wpadł w szał. Mało kto był w stanie to zrobić, a ona... Cóż, przecież była dla niego obca... Z drugiej strony obca wcale nie oznaczało 'obojętna'.
W każdym razie może skończmy ten temat, ponieważ jak widać na załączonym obrazku - byli w całkiem miłym miejscu, nie zanosiło się na żadne bzdurne awantury, wręcz przeciwnie - wyglądało na to, że całkiem miło spędzą czas. A i rozmowa jakoś się kleiła...
Oczywiście zauważył na jej buzi rumieńca i musiał przyznać, że naprawdę ładnie wyglądała, gdy była taka zawstydzona. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem rozwalając się nieco wygodniej na krześle.
Tak, czy inaczej... Chyba nie powinna żałować tego, że mu o tym powiedziała. Na pewno w jakiś sposób rozjaśniła tymi słowami całą sytuację i nagle zrozumiał dlaczego była dla niego taka, a nie inna. No cóż... Może nie do końca zrozumiał, ponieważ powinna mu powiedzieć od razu, zamiast grać wredną sukę, ale czy istnieje choć jeden mężczyzna, który rozumie postępowanie kobiet? Nie sądzę. A jeśli taki jest, to chyba należy mu się jakaś nagroda, czy coś...
Pogrążony we własnych rozmyślaniach przeniósł na Victorię wzrok dopiero, gdy ta podniosła się z krzesła.
Zbliżyła się do niego, a on przeniósł wzrok na jej usta, których pragnął w tej chwili tak mocno, jak nigdy niczego innego. Nie miał pojęcia dlaczego nagle zaczęła w nim wzbudzać takie pożądanie, ale... Podobała mu się i to nie był efekt spożycia kilku szklanek whisky, to... Ona po prostu miała w sobie coś, co go do niej przyciągało. Była... Inna. Inna niż Mercy, na swój sposób inna niż wszystkie.
Zaniemówił, gdy ich usta się złączyły i od razu pożałował, że ten pocałunek był taki krótki. Pragnął więcej. Tak dużo, jak tylko się da.
Nie miał pojęcia co właściwie powinien powiedzieć, a osoby znające go prawdopodobnie byłyby rozbawione wyrazem jego twarzy, jego miną.
Odchrząknął i złapał za łyżeczkę, którą wsadził do małego kubeczka wypełnionego espresso. Zaczął kręcić nią kółka, co było kompletnie bezcelowe, ponieważ nie wsypał do napoju cukru. Chyba po prostu chciał się czymś zająć.
- Sam nie wiem, Victoria. Nie wiem co o Tobie myśleć. Pewne jest to, że, gdy zauważyłem Cię w tej uliczce za pierwszym razem... Serce mi mocniej zabiło, na myśl, że mogą Cię skrzywdzić. Tym razem było podobnie, gdy zdałem sobie sprawę, że po raz kolejny byłaś w niebezpieczeństwie, ja... Nie wiem co myśleć. - rzucił cicho, oho! Właśnie aktywował się tryb 'buca', ten cichy głosik w jego głowie, który kazał mu wszystkich od siebie odpychać.
- Właściwie... Powiedz mi, czy ty celowo pakujesz się ciągle w jakieś kłopoty? - uniósł na chwilę wzrok z delikatnym uśmiechem.
- Była rozsądna. Widocznie znalazła lepszego. Nie dziwi mnie to, ja... Wiesz, chyba nie byłem w stanie dać jej wszystkiego, czego pragnęła. Wydaje mi się, że jest coś ze mną nie tak. Po prostu. - Kto by się spodziewał po nim takiej otwartości? Zwykle nie mówił o tym, co czuł... No proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Cze 12 2016, 20:58

Nie chciała mu przeszkadzać w żadnych rozmyśleniach.
Nie chciała burzyć świata, który właśnie tworzył.
Nie chciała mieszać mu w głowie.
Nie chciała komplikować mu życia...
Nie teraz.
Nie wiedziała co będzie dalej. Jak potoczy się ich rozmowa, czy w ogóle będą mięli o czym rozmawiać. Co się stanie w momencie, w którym Harper tak po prostu się wycofa? Zostawi ją samą, z tym wszystkim. Z tą kawą. Z tą przyjemną kawiarenką. Z jej szczerością? Z jej zagubieniem? Tak, bo teraz była lekko zagubiona. Z jednej strony była szczęśliwa, że w jakikolwiek sposób wyjawiła mu swoje uczucia, uzewnętrzniła się przed Nim. Pozostało jednak pytanie, które siedziało jej w głowie.
Czy dobrze zrobiła?
Przez moment również żałowała, że to wszystko trwały tylko chwilę, kilka sekund. W pewnym momencie zauważyła, że pragnęła więcej. Chciała go pocałować jeszcze raz. W środku była naprawdę zadowolona ze swojego posunięcia. Chciała przez moment ponownie się zdystansować, albo najlepiej - wyjść stąd, tak po prostu.
Nie była jednak zła na jego słowa. Kiwnęła głową, dając mu do zrozumienia iż odbiera to w taki sam sposób. Również wiedziała co mógłby o Niej myśleć. - Jeżeli już się dowiesz i będziesz miał pewność co do tego, co o mnie myślisz, po prostu daj znać. Będę cierpliwa. I proszę, nie próbuj mnie od siebie odizolowywać - to Ci się nie uda. Sama często tak robię. Odpycham od Siebie ludzi, bo nie lubię dostrzegać sytuacji w których inni mają na mnie jakiś wpływ, odkrywają moje lęki, myśli. Wiem, że też nie chcesz odzwierciedlać swoich prawdziwych mhm, nie wiem.. Uczuć, emocji? Nie wymagam tego od Ciebie. Mogę liczyć na to, że prędzej czy później się przede mną otworzysz. - Odpowiedziała, wzruszając ramionami i wróciła do picia swojego napoju. Uśmiechnęła się wesoło i podniosła na niego wzrok. - Nie, nigdy nie pakuje się celowo w kłopoty. One przychodzą same. Czasem mam wrażenie, że wisi nade mną jakieś fatum. Nie wiem co zrobili moi przodkowie, ale jest to trochę zabawne. Powinnam być bardziej ostrożna, ale na ogół ignoruje niebezpieczeństwo. Co ma być, to będzie. Dwa razy udało Ci się wybawić mnie z opresji, kto wie - może następnym razem też tak bezie? - Odpowiedziała. Nie wiedziała, czy ignorowanie zagrożenia było przejawem głupoty, czy może po prostu miała gdzieś to, co się z nią stanie. Wyjęła łyżeczkę, przyłożyła do ust i lekko oblizała. - Gdyby byłą rozsądna nie zostawiłaby faceta który byłby w stanie poświęcić dla Niej własne życie i nie odeszłaby pod wpływem impulsu do jakiegoś kretyna. Dla kobiety nie ma lepszego faceta od tego, który przede wszystkim starałby się ją uszczęśliwić. Z Tobą wszystko jest w porządku - z nią nie bardzo. - Odpowiedziała, odkładając łyżeczkę na stoliczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Cze 12 2016, 21:10

Nie chciała, ale to właśnie robiła. Być może nie celowo, ale nawet ten głupi pocałunek w pewien sposób zburzył mu świat. No, może nie świat, ale na pewno jego podejście do jej osoby. Miał ją za wredną zołzę, za kogoś, kto czuje do niego niechęć zupełnie bez powodu, a tutaj proszę... To co powiedziała i przede wszystkim to co zrobiła zmieniło absolutnie wszystko. Nie to, żeby mu to przeszkadzało... No, bo chyba nie przeszkadzało. Sam nie wiem. A on tym bardziej nie.
Wiesz co? Nic dziwnego, że tak myślała. On się zawsze wycofywał, zawsze się odsuwał, to jakieś cholerne skrzywienie, ale... Zabawne, że tym razem usilnie starał się zignorować ten głos w jego głowie, głos, który przybierał na sile z każdą następną chwilą. Ostatni raz, gdy go zignorował... Cierpiał. Oboje dobrze wiemy, że cierpiał, ponieważ kogoś do siebie dopuścił, ba, nawet oboje dobrze wiemy kogo. Tak, czy inaczej - nie zamierzał jej tutaj zostawiać. Przynajmniej nie teraz.
To pytanie - czy dobrze zrobiła... Cóż, chyba tylko ona sama może sobie odpowiedzieć na to pytanie. Wiem tylko, że jemu się to podobało i... Poczuł niedosyt. Pragnął więcej. Jej. Jej obecności, ciała... Chciał stąd wyjść, ale... Powoli. Nie można dostać wszystkiego na raz, nie?
- Zupełnie, jakbyś siedziała w mojej głowie.. - powiedział cicho i zaśmiał się krótko. No tak, idealnie odgadła jego myśli, to, co siedziało w jego głowie - w pewnym sensie również rozgryzła jego osobowość.
- Ja.. Ja się nie otwieram. Nigdy. Przynajmniej nie do końca. To... złudna nadzieja. - powiedział i ponownie jego spojrzenie stało się zimne. Chłodne.
~Przed nikim. Nigdy. - mruknął w myślach. Już dawno sobie obiecał, że nikomu nie zdradzi całej prawdy o sobie, nie odda całego swojego serca, nie otworzy się. Nikt nie będzie mógł go wtedy zranić, no, ale... Może kiedyś złamie daną sobie obietnicę.
- Ja mam nadzieję, że nie będzie następnego razu. - skwitował jej wypowiedź wzdychając cicho. No tak, bo ile można? Nie lepiej, żeby w ogóle nie pakowała się w kłopoty.
Spojrzał na nią i właściwie ledwo usłyszał, nie... Miał kłopoty ze zrozumieniem tego, co do niego mówi, ponieważ jego wzrok spoczął na łyżeczce, którą oblizała. Och. Czemu nie mógł być tą łyżeczką?
Zdał sobie sprawę, że patrzył na nią trochę za długo i odwrócił wzrok odchrząkując.
- Ehm... To... To miłe, że tak sądzisz. - rzucił wymijająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Cze 12 2016, 21:32

Robiła to - na pół świadomie, na pół nieświadomie.
Odkąd Mercy się od niego odsunęła, Victoria chciała poznać tego chłopaka. Chciała stać mu się bliska, albo może bliższa, chociaż odrobinę. Był dla niej jedną wielką zagadką - kochała zagadki. A zwłaszcza gdy tymi zagadkami byli przystojni, interesujący mężczyźni.
Lubiła poznawać powoli, krok po kroku każdego człowieka. Lubiła przyglądać się ludziom, przechadzającym się wzdłuż ulicy, chodnika, parkowej alejki. Bacznie obserwowała ich ruchy, każdy gest - starała się by nic nie umknęło jej czujnej uwadze - niesprawdzającej się oczywiście w przypadku nadchodzącego zagrożenia. Ludzie byli bardzo ciekawi, trudni do rozgryzienia. Każdy na swój sposób był tajemniczy. Chętnie poznałaby sekrety tych ludzi z którymi na co dzień ma do czynienia.
Lecz od dłuższego czasu chciała poznać sekret Roy'a. Nie była zazdrosna, gdy był z Mercy - rozumiała to, ta kobieta była atrakcyjna, no i może ,,rozsądna " - przynajmniej zdaniem Roy'a. - Cóż, wydaje mi się, że tak jakby w niej siedzę. - Odparła.
Nie miała ochoty na przekomarzanki. Nie chciała mu również okazywać zbyt dużej pewności siebie, dlatego już po prostu nie chciała ciągnąć tego tematu. - Wiesz, skarbie. Możesz tak uważać, nie zabronię Ci. Lecz nie wiem czy wiesz, ale powoli, może nieświadomie to robisz. Otwierasz się kawałek po kawałku, jesteś bardziej szczery - rozmawiasz ze mną na jej temat, mimo iż jest trudny. A jednak, powoli się uzewnętrzniasz. Jednak, mi to nie przeszkadza - lubię, gdy jesteś ze mną szczery - z tą wredną suką, którą dla Ciebie byłam. - Rzekła z lekkim entuzjazmem i triumfalnym uśmiechem czającym się na ustach dziewczyny.
- Nie podoba Ci się zabawa w wybawcę zbuntowanych księżniczek? Och, nawet nie wiesz jak bardzo mnie to smuci... Już myślałam, że znajdę rycerza. - Powiedziała, składając usta w podkówkę. A chwilę później - lekko się zbulwersowała! Ona mu tak miło mówiła, a On zamiast jej słuchać, siedział i się jej przyglądał. Delikatnie zagryzła dolną wargę. - Miłe powiadasz. Coś mi mówi, że w tym momencie o wiele więcej przyjemności sprawia Ci patrzenie na mnie. A może sobie jeszcze coś wyobrażasz...? Moze chciałbyś jeszcze raz powtórzyć to, co stało się chwilę temu? - Rzuciła, posyłając mu wyzywające spojrzenie. - Chociaż wiem, że nawet jeżeli chciałbyś to powtórzyć, to byś się nie podniósł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Cze 12 2016, 21:46

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, czy stanie się dla niego bliską osobą, czy też 'bliższą', to pokaże już czas. Może być tak, że nigdy więcej się nie zobaczą, przecież wszystko jest możliwe, prawda? Chociaż... Szkoda by było. Naprawdę miło mu się z nią rozmawiało, zwłaszcza, że tolerowała jego zachowanie, które troszeczkę się różniło od zachowań 'normalnych' facetów.
Odwrotnie do niej... Inni ludzie go nie obchodzili. Nie przyglądał im się, ignorował inne jednostki, miał w dupie gdzie idą, co robią... Martwił się o swój tyłek. To prawda - nie przechodził obojętnie obok ludzkiej krzywdy, ale nie był bohaterem z komiksów, który biegał po mieście i szukał ludzi, którzy potrzebują pomocy. Po prostu... Jeśli już znalazł się w takiej sytuacji - pomagał. Kto wie, czy on sam kiedyś nie będzie jej potrzebował?
To wszystko jednak wcale nie znaczy, że nie potrafił obserwować mowy ciała. Rozumiał ją - chyba trochę lepiej, niż powinien. Już dawno nauczył się odczytywać ludzkie reakcje, odruchy, wiedział, co one oznaczają i w sumie czasem to się przydawało.
Mercy, Mercy... Zabawne, że niby zniknęła z jego życia, a ciągle była jego częścią. Przewijała się w jego głowie, teraz o niej rozmawiali, ciężko było nawet wyjąć jej zdjęcie z portfela - zmusił się do tego po naprawdę długim czasie. Wiedział doskonale, że zostanie prawdopodobnie na zawsze w jego wspomnieniach.
- I co, wygodnie Ci w niej? - rzucił i uśmiechnął się lekko. W zasadzie trochę go przerażało to, że potrafiła go rozgryźć. A może był właśnie zbyt otwarty? Może gadał za dużo? Może, kurwa, za dużo wypił i może powinien stąd wyjść? Chyba tak. Ale nie potrafił.
- Mówię tylko tyle ile powinnaś wiedzieć. I tak pozostanie. - na pewno było to powiedziane mniej 'przyjaznym' tonem niż poprzednie zdania.
- I... To prawda. Byłaś wredną suką. - dodał po chwili zastanowienia, a na jego twarzy ponownie zagościł delikatny uśmieszek.
- Wolałbym Cię nie ratować, ja... Wolałbym, żebyś była bezpieczna. - rzucił i uniósł kubek do ust wlewając resztę płynu do swojego gardła. Odstawił filiżankę na miejsce i odsunął ją nieco od siebie.
I nie powinna być zła za to, że na nią patrzył, Victoria była przepiękną kobietą, to... to nic dziwnego!
Zaśmiał się cicho i nachylił nieco nad stołem.
- Widać, że słabo mnie znasz. I myślę, że to Ty pragniesz, byśmy to powtórzyli. Mało tego odnoszę wrażenie, że chcesz więcej. Znacznie więcej. - wyszeptał i ponownie przeniósł spojrzenie na jej usta. Miała rację - chciał to powtórzyć. Ale bardziej chciał, by ona pragnęła jego równie mocno, jak on pragnął w tej chwili jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Cze 19 2016, 11:55

Victoria miała to do siebie, że jak już z kimś rozmawiała to dość szybko potrafiła się chociaż minimalnie poznać na tej osobie.
Starała się zawsze zagadywać w taki sposób, by móc dowiedzieć się czegoś więcej o rozmówcy. Dopiero później analizowała osobowość tego człowieka i wyciągała wnioski z rozmowy, łączyła fakty, wszystko sobie układała po swojemu.
Zaśmiała się słysząc uwagę chłopaka.
Czy wygodnie jej się siedziało w jego głowie? Odpowiedź brzmiała ,,tak". Nawet bardzo wygodnie! To było takie przyjemne uczucie, gdy ktoś Cię doskonale rozumie i wie jak zareagować, co zrobić, jak rozmawiać by to udowodnić.
- Tak. Powiem Ci szczerze, że bardzo wygodnie. No przestanie być wygodnie, gdy mnie z niej wywalisz, ale... Nie mam zamiaru wychodzić.
Odparła, szczerząc ząbki w uśmiechu. Nie był zbyt otwarty, może po prostu Tori znajdowała się w podobnej sytuacji i miała podobny światopogląd, takie rzeczy również się zdarzają. Zignorowała ton wypowiedzi chłopaka, ogólnie zignorowała jego słowa. Machnęła po prostu ręką, obserwując chłopaka. - Z Tobą będę bezpieczna. - Mruknęła, nie chciała żeby dokładnie usłyszał, co powiedziała. Po co miał to słyszeć, przecież... To nic nie zmieni. Na moment nawet przeniosła wzrok, lecz zauważywszy nachylenie Roya, ponownie przeniosła na niego spojrzenie - ba, siedziała przez moment, patrząc mu prosto w oczy. A przynajmniej do czasu, gdy wzrok chłopaka nie zszedł nieco niżej - do jej ust, które w tym samym momencie delikatnie przygryzła. Tak, do cholery. Pragnęła go i to bardzo. Miał w sobie ten magnetyzm, to coś co wywoływało reakcję i oddziaływało na jej myśli, organizm - na wszystko, na całokształt. Można by rzec iż coś wisiało w powietrzu, zajmując przestań dzielącą tę dwójkę. - Wydaje mi się, że znasz odpowiedź na pytanie, które zadałeś... - Odparła po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Wto Cze 21 2016, 15:11

Tak jak już mówiłem - Panu Harperowi raczej się to nie podobało, z natury był osobą dość tajemniczą i nienawidził, gdy ktoś potrafił go rozgryźć - nawet, jeśli w takim małym stopniu. Czuł się odsłonięty, jakby mur, który budował wokół siebie przez tak wiele lat stawał się słabszy, zaczął pękać... To nie było przyjemne uczucie.
- A ja chyba nie mam zamiaru Cię z niej wyrzucać.. - odparł cicho i sam zdziwił się słysząc słowa, które wypłynęły z jego ust. To wszystko było dziwne. Zachowywał się zupełnie inaczej niż zwykle, poza tym.. Dopiero co się 'nienawidzili', a teraz? W ciągu kilku chwil sprawiła, że pragnął znajdować się w jej otoczeniu, chciał z nią rozmawiać, spędzać czas... Nie miał pojęcia co ta dziewczyna w sobie miała.
Tak, z pewnością masz rację - Roy nie był otwartą osobą, ukrywał wiele faktów ze swojej przeszłości, właściwie nie lubił o niej rozmawiać, nie często mówił to, co myśli - zwykle po prostu milczał, nie wtrącał się w dyskusje o poglądach i takie tam... Uważał, że nie ma sensu o tym rozmawiać.
- Tak myślisz? A jeśli bym Ci powiedział, że przy mnie grozi Ci jeszcze większe niebezpieczeństwo? - rzucił lekko uśmiechnięty, ale przecież była to prawda. Miał kontakty z...niebezpiecznymi ludźmi, sam wiecznie pakował się w jakieś problemy, może... Może lepszym wyjściem było odsunięcie dziewczyny od siebie? Ech...cholerne dylematy.
Victoria nie miała chyba pojęcia jak bardzo go kręciła i prawdopodobnie nie wiedziała, że, gdy ujrzał jak przygryzła wargę miał ochotę wziąć ją tutaj - na stole, przy wszystkich... I szczerze mówiąc nie był do końca pewien czy wytrzyma drogę do hotelu, czy też do jakiegoś miejsca, gdzie będzie mógł zaspokoić żądzę... O ile mu oczywiście na to pozwoli, chociaż ze sposobu w jaki rozmawiali można było wywnioskować, że jest to raczej nieuniknione.
- To może.. Zmienimy lokal?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Wto Cze 21 2016, 19:31

Posłała mu triumfalny, zadziorny uśmiech. Nie miał zamiaru jej wyrzucać ze swojej głowy, bardzo dobrze się składało - ona wyjść nie zamierzała. Nawet jakby się starał to i tak nic nie da. Czemu miałaby to robić? Żeby sprawić mu przyjemność? Żeby nie czuł się "odsłonięty"? Nie. Victoria to ten typ kobiety, który nie robi niczego na swoją niekorzyść, tym razem również nie będzie inaczej.
- Masz szczęście. Innej odpowiedzi bym nie zaakceptowała. - Urwała. Tyle w temacie, po co miała mówić więcej? Potrafiła dużo mówić, ale zbyt wylewna to nie była. Poza tym - po co ciągnąć jeden temat skoro może być ich o wiele więcej?
Uniosła brew, zaintrygowana słowami chłopaka.
Większe niebezpieczeństwa?
Serio?
Toż to cudownie! Uwielbiała ten dreszczyk emocji, tak samo jak lubiła oczekiwać tego co nieoczekiwane. Przykładowo - nawet te cholerne kłopoty w które się pakowała. Nieraz była zagrożona, a jednak za każdym razem odczuwając strach, czuła też satysfakcję.
- Dogadamy się. Zadawanie się ze mną grozi samo w sobie niebezpieczeństwem. Zadając się z Tobą najwyżej będziemy mięli podwójne kłopoty. Nie uważasz, że będzie ciekawiej?
Zapytała z uśmiechem.
Zaspokoić żądze? Cóż, ona sama chodziła nieźle "podbuzowana" jeśli chodzi o te sprawy. Przez ostatni czas nie miała do czynienia z mężczyzną, z kobietą - owszem. Jednakże jak wszyscy wiemy - to nie to samo. Dziewczyna podniosła się z krzesła i pociągnęła chłopaka za rękaw, kiwając głową by szła za nim. Poszła oczywiście przodem, co jakiś czas zerkając, czy aby na pewno idzie za nią.


z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Newport, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 128
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13027-keith-parker#349650
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13029-keith-szukaaa-d#349655
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13028-keith#349652
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13040-keith-parker#349786




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Lip 25 2016, 16:13

Ucieczka zawsze wydaje się dobrym rozwiązaniem, bo na chwilę daje poczucie, że problem się oddalił, że już nie dotyka z tak bliska. Złudność i fałszywość tego wrażenia jest doprawdy jedną z gorszych pułapek tkwiących w ludzkiej naturze. Zamiast przestać cierpieć - ból rozlewa się szerzej, im dalej uciekamy tym bardziej nas dopada i rani mocniej, przesiąka. A jednak tli się nadzieja - wyjadę za ocean, inne życie, inna kultura i znajomości - przecież to nie zdominuje mojego nowego życia. Jakże mylne to myślenie, a jednak zawsze pierwszy wpada do głowy. Bo kto chciałby mierzyć się, stawać twarzą twarz z demonami przeszłości? Odsunięcie ich pozornie na bok wydaje się bardziej przystępną opcją. Nikt nie chce opuszczać swojej strefy komfortu. Cały szkopuł tkwi w tym, że ucieczka doprowadza do wewnętrznego rozkładu, to co niegdyś mogliśmy nazwać strefą komfortu staje się zatęchłą piwnicą pełną zepchniętych do kąta, ale osaczających z każdej strony wspomnień i niezabliźnionych zranień.
Cóż, w teorii ucieczka wydaje się więc głupotą, ale w momencie zetknięcia z dramatem myślenie kompletnie się przestawia, człowiek zaczyna patrzeć w innych kategoriach, trudno więc się dziwić takim reakcjom. Chyba każdy ma coś, przed czym próbuje bezskutecznie uciec, widzi, że to nie pomaga ale nadal naiwnie ucieka myśląc, że się uda. Kwestia tego jakiej wagi to ciężar, ale nie ma to tak naprawdę znaczenia. Gdyby każdy mierzył się z przeszłym bolączkami niewątpliwie świat byłby lepszym miejscem do życia, ale czy każdy potrafiłby taką bolesną konfrontację przetrwać?
Keith zdziwił się lekko słysząc o Norwegii - nie miała wybitnie skandynawskiej urody, choć coś może by się znalazło, jednak kojarzył że ludzie z północy należeli raczej do wysokich, czego o Nikoli zdecydowanie powiedzieć nie było można. Parker zawsze chciał zobaczyć fiordy i zorzę polarną, odwiedzenie więc słynnej krainy było wysoko wśród rzeczy które chciałby zrobić.
Puchon też nie wspinał się, by pokazać jaki to jest niesamowity - choć fakt, chęć zaimponowania jednak jest wpisana w męską naturę, ale w przypadku wycieczek na szczyty przez Keitha nie przemawiała. Mało kto w ogóle wiedział gdzie był i w jakich górach się wspinał.
Chłopak poprowadził gryfonkę przez park, w którym na niego wpadła i gdy znaleźli się z powrotem wśród zabudowań Hogsmede poprowadził ją we wcześniej zaplanowane miejsce - francuski pocałunek zdecydowanie miał klimat, do tego kwiatowy. O tej porze roku było tu przepięknie (po prawdzie kiedy by się nie przyszło miejsce zachwycało kolorami i oryginalnym pomysłem) - Usiądziemy na zewnątrz? - zapytał sugerująco - zdecydowanie łatwiej podziwiać rośliny pokrywające elewację będąc poza budynkiem. W środku też było niczego sobie, ale już bardziej jak w każdej zwykłej kawiarni. Dziewczyna potwierdziła skinieniem głowy, więc usiedli przy jednym z urokliwych stoliczków i spojrzeli na kartę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sro Wrz 28 2016, 22:07

Ruth lubiła słodkości. Lubiła też chwile, w których mogła odpocząć od zgiełku panującego od dobrych kilku miesięcy w jej życiu i po prostu usiąść przy filiżance kawy i kawałku pysznego ciasta z kremem. Niestety, rzadko kiedy mogła pozwolić sobie na ten luksus przesiadywania w uroczych, obitych miękkim suknem krzesłach kawiarni Hogsmeade, więc choć miała swoją ulubioną, ostatnio wpadała do pierwszej lepszej zawsze w chwili wolnego, aby chwilę poczytać i na nowo złapać wiatr w żagle.
Dzisiejszy wieczór był trochę inny. Zaczęło robić się nienaturalnie chłodno, a Ruth paradując w cienkich sweterkach przerzuconych niedbale przez ramiona traciła w te zimne wieczory zbyt wiele swojego własnego ciepła i kończyło się to w gruncie rzeczy tak, że do mieszkania wracała kompletnie zmarznięta.
Dziś podobnie - choć miała w zapasie cały błogi wieczór, wciąż przekładając zapoznanie się z sąsiadami w nowym mieszkaniu weszła do jednej z niewielkich kawiarni w swoim miasteczku i z tęsknotą przyjrzała się oferowanym kawom.
-Poproszę herbatę z kardamonem - powiedziała w końcu, nieco zawiedziona swoją decyzją. Niestety, w mieszkaniu w szafkach hulał jeszcze wiatr, a dziewczyna wyraźnie czuła gęsią skórkę na ramionach, postanowiła więc spędzić wieczór z książką wraz z rozgrzewającą herbatą, a nie - jak to miała w zwyczaju - kawą i ciastkiem.
Usiadła tak, że od razu rzucała się w oczy od wejścia, choć w samym malutkim lokalu były może dwie osoby oprócz niej. Godzinka i wychodzę - przyznała w myślach, upijając łyk gorącego płynu. Tak zdecydowanie lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Wrz 30 2016, 00:42

Na Boga, wolne. Wreszcie wolne! Dzisiaj wreszcie zrobiła sobie wolne, bo miała serdecznie dosyć pracowania każdego dnia, jak i niemalże każdej nocy. Co wy sobie myślicie, że stać ją było na pracowników? Wszystkie cudeńka, jakie sprzedawała w cukierni wyrabiała samodzielnie, bo dziewczyna, która była kelnerką ni chu chu nie łapała produkcji słodyczy! A Armande nie miała ani czasu, ani chęci uczyć jej wszystkiego od podstaw... Przynajmniej nie teraz. Nie miała na to siły. Wciąż nie zebrała wystarczająco dużo energii, by wziąć się w pełni w garść i zacząć nawiązywać nowe znajomości. Takie prawdziwe, a nie takie, które są na zaledwie chwilę.
Dzisiaj jednak postanowiła zrobić coś w kierunku "nowych znajomości". Miała przeczucie... Bardzo silne przeczucie, że powinna iść do tej uroczej, małej kawiarenki o nazwie Francuski Pocałunek. Fikuśnie, prawda? Kiedy patrzyła na szyld, uśmiechała się pod nosem. Jerome powiedziałby pewnie, że to całkiem cukierkowy nastrój, taki we francuskim stylu. Ona uśmiechnęłaby się, tak jak teraz, pod nosem i cmoknęła Go w policzek, i tak wciągając go do środka, żeby wypić z nim herbatę i po prostu popatrzeć na Niego. Uwielbiała patrzeć na Jego twarz. Nie był jakoś specjalnie przystojny, ani nawet młody. Miał 45 lat, kiedy go poznała, a wyglądał na nieco więcej. Wiedziała, co go tak zniszczyło... Nie mógł spać, a kiedy już zasnął, miał lekki i niespokojny sen. Wiedziała dlaczego. Widziała to wszystko w swoich snach i rozumiała.
Teraz jednak nie chciała myśleć o straconej przeszłości. Chciała skupić się na przyszłości, którą mogła naprawić. Czuła, że w tym miejscu będzie właśnie ta jedna, jedyna osoba, która tłukła się od wczoraj po jej głowie. Nie miała pojęcia, jak dziewczyna ma na imię, ale na pamięć znała jej twarz i to, co jej się przytrafiło.
Armande zaczesała za ucho rude sprężynki i weszła do kawiarenki, niemalże od razu skupiając wzrok na twarzy Tamtej. Tak, to Ona. Na pewno Ona! Rocher zamówiła dla siebie herbatę z dzikiej róży i bezpardonowo zajęła miejsce naprzeciwko Niej.
Nabrała powietrza w płuca, powoli je wypuściła... I znów nabrała i wypuściła. Nienawidziła swoich przeczuć i wizji, ale jeśli... Jeśli ona straciła swoją Miłość, a jest szansa, żeby ją odzyskać, to Armande musiała zrobić WSZYSTKO, żeby Jej w tym pomóc.
- Słuchaj... Dawno nie widziałam Cię w mojej kawiarni... Ehm... Wszystko gra? - zaczęła kulawo, pocierając palcem zakończonym krwistoczerwonym paznokciem o brzeg stoliku.
Brawo, Rocher! Twoja umiejętność rozmowy zasługuje na medal! Ale jakoś to zaczęła, więc brawo! Potem będzie tylko lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kawiarnia Francuski Pocałunek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Pocałunek śmierci
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kliknij i przeciągnij

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-