IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kawiarnia Francuski Pocałunek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Sty 23 2014, 15:28

First topic message reminder :


Kawiarnia Francuski Pocałunek

Kawiarnia została zaczarowana w taki sposób, że padający deszcz czy śnieg nie dosięga stolików stojących przed urokliwą kamienicą. Na jej murze wije się roślina, która w zależności od pór roku zmienia kolor kwiatów od fioletowego aż do soczystej czerwieni. Kawiarnie wypełnia zapach cynamonu i pieczonego ciasta. Możesz zawsze liczyć na słodkości, które poruszą Twoje zmysły. Nie obawiaj się kalorii. Wchodząc do środka, czujesz, że możesz całkowicie się zatracić i nie istnieją już żadne problemy.

Yin i yang
Imbirowa mątwa
Cytrynowy Raj
Malinowy Chruśniak
Sen Memortka
Wiśniowy Gryf
Zielona herbata
Herbata jaśminowa/goździkowa/kardamonowa
Herbata z dzikiej róży/z czarnego bzu
Herbata z konfiturą/z sokiem/z miodem i cytryną
Dyptamowy smakosz
Smocze espresso
Chochlikowe cappuccino
Bazyliszkowe Macchiato
Syrenie Latte
Frappucino smakowe z bitą śmietaną i polewą
Czekolada orzechowa/waniliowa/piernikowa/biała
Czekolada z rumem/irish coffee
Czekolada z likierem owocowym/z musem owocowym
Świeżo wyciskany sok/smoothie owocowe/koktajl
Drink dnia (zapytaj obsługę)

Śniadania
Croissant z konfiturą, sok ze świeżych pomarańczy, jogurt z granolą i owocami
Tosty francuskie z dowolnymi składnikami, kawa lub herbata
Grzanki serowe, jajko po benedyktyńsku, bekon, kawa lub herbata
Ciabaty zapiekane na ciepło, świeżo wyciskany sok

Słodkości
Malinowy sernik
Szarlotka z lodami
Eklerki 3 sztuki
Tiramisu
Deser lodowy z bitą śmietaną i owocami sezonowymi
Naleśniki na słodko z dowolnymi składnikami
Creme brulee
Rurki z kremem 2 sztuki
Kanarkowe kremówki
Suflet czekoladowy
Ciastka nasączane eliksirem rozśmieszającym

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Wrz 30 2016, 19:36

Ruth naprawdę nie chciała wiele. Chciała jedynie napić się herbaty i poczytać książkę w pierwszym lepszym miejscu w Hogsmeade, gdzie jest ciepło, siedzenia są wygodne i szef nie warczy nad głową, że trzeba robić raporty. Cóż, jak koszmarnie się pomyliła sądząc, że spędzi ten wieczór w samotności...
Kiedy Armande weszła do kawiarni, dziewczyna wychwyciła właścicielkę jednej z jej ulubionych cukierni kątem oka, ale niekoniecznie się przejęła jej obecnością. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że Ruth doskonale zdawała sobie sprawę, że kobieta musi ciężko pracować i raczej w wolnej chwili nie życzyła by sobie niechcianych, nic nie wartych rozmów z klientelą w stylu "ooo, jak dobrze panią widzieć! Świetne robi pani ciasteczka!". Wittenberg aż pokręciła głową na samą myśl, że niektórzy potrafią tak zawracać biednym, zmęczonym ludziom głowę...
I nagle, zupełnie niespodziewanie owa właścicielka cukierni dosiadła się do jej stolika. Ruth aż uniosła brwi ze zdziwienia na to kiepskie, wyraźnie wymyślone na poczekaniu zagadanie. Przecież to jasne, że tak pracowita kobieta jak Armande przyszła tu aby zaznać chwili spokoju, a nie zaczepiać losowe studentki. Coś to wszystko podejrzane...
-Yyy...Dobry wieczór. Tak, o ile mi wiadomo wszystko w porządku - powiedziała niepewnie, wciąż podejrzliwie patrząc na towarzyszkę. Za nic nie mogła sobie przypomnieć jej nazwiska, a przecież nie było ono jej zupełnie nieznane, była przecież hmm... jakby to ująć - bizneswoman, więc takie dane osobowe trudno ukryć właścicielom lokacji w tak małej mieścinie jak Hogsmeade.
-Trochę mam ostatnio na głowie, ale to nic wielkiego. Natomiast przeprowadziłam się tu niedaleko, więc mam nadzieję odwiedzać panią jeszcze częściej - powiedziała życzliwie, prowadząc dyskusję, jakby dziwne zachowanie kobiety w ogóle nie wzbudziło jej podejrzeń. Właściwie to Armande może zwyczajnie miała ochotę się dosiąść, a Ruth ją przecież bardzo lubiła, bo była uprzejma, mądra i wydawała się być naprawdę dobrą osobą. Poza tym wyglądała jak z obrazka, dlatego Szwedce absolutnie nie przeszkadzało, że dosiadła się do niej akurat pani Rocher.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Wrz 30 2016, 22:13

Wpatrywała się z uwagą w ładną twarz tej młodej kobiety, zastanawiając się, ile może mieć lat. Dziewiętnaście, góra dwadzieścia... Nie więcej. Więc była w tym samym wieku, kiedy próbowała zarobić na swoją wymarzoną kawiarnię w ten niewiarygodnie głupi sposób. Chyba każdego dnia dziękowała Bogu za to, że spotkała Jerome. Dziękowała za każdy dzień, który mogła z Nim spędzić! I... Nie, nie, lepiej teraz o tym w ogóle nie myśleć. Wolała zająć teraz myśli czymś innym. Może to nie było specjalnie pozytywne, ale Armande wiedziała, że powinno pomóc dziewczynie. No dobra, nie wiedziała tego! Miała taką nadzieję, okej? Bardzo by tego chciała.
Wyczuła, że Tamta zdaje sobie sprawę z tego, że Rocher nie jest tu bez powodu. Nawet nie potrzebowałaby żadnego daru - to po prostu było widać. Nie dziwiła się, bo jej próby zagadania faktycznie były wyjątkowo nieudolne. Wstyd, co nie? Już trudno.
Zaczesała za ucho kosmyki niesfornych loków i upiła łyk herbaty, by po prostu coś ze sobą zrobić. Nie chciała, by ta rozmowa potoczyła się w kierunku nudnych ploteczek o mieszkańcach Hogsmeade, więc nawet nie próbowała dalej zagadywać dziewczyny.
- Tylko nie PANI, dobrze? Nie jestem taka stara. - przewróciła oczami z lekką irytacją, by w końcu uśmiechnąć się do Niej pogodnie, jakby wcześniejsza pretensja nie miała miejsca. - Mam na imię Armande. Armande Drak... To znaczy, Rocher.
Zająknęła się przy nazwisku. Minęły niemalże dwa lata, a ona nadal nie potrafiła przywyknąć do panieńskiego nazwiska. Wróciła do niego bo myślała, że tak będzie łatwiej. Cóż, nie było.
- W każdym razie, możesz mówić mi Armande, jeśli chcesz. Byle nie Pani! Już wolę formę bezosobową, cokolwiek. - powiedziała z rozbawieniem, znów uśmiechając się do dziewczyny.
Jeszcze przez chwilę siedziała tak z pogodną miną, aż w końcu spoważniała.
- Słuchaj, Ruth... Nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiała, ale... To tylko ściana, rozumiesz? Od NIEKTÓRYCH spraw dzieli Cię jedynie ściana. Jeśli... Chcesz... Żeby niektóre rzeczy wróciły, spróbuj zajrzeć za tę ścianę. Za te drzwi, dokładniej.
Przepowiadanie przyszłości było męczące, ale jeszcze bardziej męczące było przekazywanie komuś, że wie się, co tę osobę czeka! Albo, że wie się po prostu więcej, niż powinno się wiedzieć, a co może pomóc w odzyskaniu utraconego. Aż biedną Rocher głowa rozbolała ze stresu... Miała nadzieję, że nie zostanie uznana za wariatkę. Wzrok miała przecież absolutnie przytomny! Swoją drogą, nawet nie wiedziała, kiedy dowiedziała się, jak ma na imię Ruth. Ten dar to chyba jednak przekleństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Paź 01 2016, 22:32

O la, la, no to się porobiło. Armande tak po prostu dosiadła się do Ruth nie po to, żeby z nią porozmawiać, czy potowarzyszyć w piciu tej beznadziejnie słodkiej herbaty, tylko po to, żeby konspiracyjnym tonem zacząć pleść jakieś głupoty o ścianie.
Oczywiście można się domyśleć, co zasadnicza i bardzo przyziemnie myśląca Szwedka zrobiła w momencie usłyszenia stwierdzenia:"to tylko ściana". Tak, właśnie - rozejrzała się po lokalu, jakby badając, czy aby na ścianach nie zalęgły się chochliki, albo inne dziwne stwory. Nic tam nie było, zresztą kolejne słowa kobiety wprowadziły Ruth w taką konsternację, że nie bardzo wiedziała, co ma ze sobą począć. Z całym szacunkiem dla jasnowidzów, ale jeśli ktoś aktualnie nie ma pojęcia, że przepowiada mu się przyszłość to rozmowa z jasnowidzem brzmi dość...osobliwie. Przynajmniej ze strony słuchającego.
Ruth naprawdę przez chwilę próbowała zrozumieć, przypominając sobie wszystkie "tylko ściany" jakie przyszło jej widzieć i łącząc je z rzeczami, które mogły wrócić, ale to wprowadzało w jej głowie taki chaos, że finalnie zaczęła gapić się na Armande z miną niewyobrażalnego zdziwienia.
Uniosła brwi tak wysoko do góry, że gdyby mogły pewnie podniosłyby się powyżej czoła i przez pierwsze kilkanaście sekund trwała w milczeniu tej krępującej ciszy.
-Okej, to może usystematyzujmy to - rozpoczęła niepewnie, rozcierając sobie skronie, jakby to miało cokolwiek pomóc w wymyślaniu logicznego rozwiązania.
-Po pierwsze, nigdy się nie przedstawiałam...Armande - powiedziała usiłując życzliwie wkroczyć na linię frontu pani Rocher, sugerując, że jak najbardziej mogą przejść sobie na ty.
-A po drugie to brzmi...wiesz, nie chcę być niemiła, ale w życiu nie słyszałam bardziej absurdalnej rzeczy. Jakie drzwi? - dokończyła nie zmieniając jednak zdziwionego wyrazu twarzy. Dziewczyna pomyślała w duchu o tylko jednych drzwiach - wejściowych od swojego mieszkania i w sumie nie do końca przemyślała to, co powiedziała. Oczywiście Armande mogło chodzić o zupełnie inne drzwi, może jakieś metaforyczne drzwi do sumienia, wspomnień, czy przeszłości Ruth, ale jak widać młoda Szwedka była tak kompletnie zdezorientowana, że sama zaczęła pleść głupoty. Zreflektowała się dopiero po chwili.
-Ach, przepraszam, nie powinnam tak mówić. Oczywiście nie uważam, że to co mi przed chwilą powiedziałaś to bzdury, ale czy mogłabyś nieco to uściślić? Czuję, że mam mętlik w głowie - powiedziała wystudiowanym, spokojnym i merytorycznym tonem, jakiego uczyła ją przez całe życie matka. Nie ulegać emocjom i zrywom, być zawsze opanowanym i chłodnym we wnioskach. Gdyby tylko Ruth pilnowała się tej tezy podczas swojego poprzedniego związku... Ach, po co teraz myśleć o Mikkelu, przecież to przeszłość, która nie wróci.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Paź 01 2016, 23:48

Och, Armande zdawała sobie przecież sprawę z tego, jak bezsensownie i głupio brzmiało to wszystko. Niestety, ale bycie jasnowidzem to nie jest prosta sprawa, jeśli nie ma się charakteru jak profesor Trelawney! Albo kogoś podobnego... Na przykład jej matki, która wierzyła w te wszystkie bzdury, typu wróżenie z herbacianych fusów czy wykładanie kart tarota. Nie, to się nie sprawdzało, nawet jeśli naprawdę miało się dar! To stek bzdur i Rocher zawsze się irytowała, kiedy Audrey chciała postawić jej tego cholernego tarota.
W rzeczywistości... W rzeczywistości było trochę inaczej. Kiedy Rocher już pogodziła się z matką, ta zaproponowała jej, że może zajrzeć w karty i powiedzieć jej, jak będzie wyglądać ich przyszłość. Już wtedy wilk zagnieździł się w jej głowie na dobre i nie chciał dać jej spokoju, ale pomimo tego dziewczyna zgodziła się i od tamtego momentu nie chciała wierzyć w to, że tarot może przepowiadać przyszłość. Nie chciała w to wierzyć, bo wszystko wskazywało na śmierć Jerome.
Zatem kobiety siedziały tak w tej niezręcznej ciszy, a Armande nie miała odwagi jej przerwać. Powiedziała już chyba wystarczająco dużo, prawda? Wolała dać Ruth czas na przetrawienie tych informacji. W międzyczasie wodziła palcem po brzegu filiżanki, starając się wyluzować... Przy czym nie było to proste, bo czuła, że zrobiła z siebie kretynkę.
Pozwoliła Jej się wypowiedzieć, nie przerywając Jej w żaden sposób. Potem wzięła głęboki wdech, otworzyła usta... Zamknęła je jednak i napiła się herbaty. Nie potrafiła jakoś konkretniej tego wyjaśnić, ale coś jej się zdawało, że nie powinna owijać w bawełnę. Czuła, że Ruth jest godna zaufania. Zresztą, hej, kto by Jej uwierzył, co!?
- Słuchaj... Chodzi o to, że... Ja... Po prostu to WIEM, okej? Wiem, że musisz... Zapukać do tych drzwi, które są tak blisko Ciebie. W Twojej kamienicy. Tam odnajdziesz odpowiedź na pytanie "co dalej". Jestem pewna, że to zadziała, że to da się naprawić i nie wszystko stracone. I spokojnie, Ruth. Wiem, jak to absurdalnie brzmi, ale... Zaufaj mi. Przecież nic nie tracisz, prawda? - powiedziała, siląc się na spokojny ton.
Nic nie wskórałaby emocjonowaniem się, czy próbą wymuszenia czegokolwiek. Powiedziała Jej, co chciała powiedzieć i Ruth sama zadecyduje, co z tym zrobić. Armande miała tylko nadzieję, że jej słowa weźmie na poważnie i zrozumie, co Rocher chciała jej przekazać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Paź 02 2016, 00:11

Ruth miała w zwyczaju chłodno ustalać fakty, zanim podejmie decyzję odnośnie dalszej ingerencji w sytuację, ale tutaj miała wrażenie, że każde kolejne słowo Armande ciągnie ją w przepaść absurdu tak głęboko, że kiedy jasnowidzka skończyła, dziewczyna nawet nie próbowała się ratować. Utonęła w tym gąszczu niejasnych informacji i kompletnie nie potrafiła sobie z tym poradzić.
Nie miała czasu na przemyślenie sobie na spokojnie wszystkiego, co powiedziała Rocher, tak żeby jakkolwiek ustalić, że jest jasnowidzem, skoro tak machinalnie podkreśla słowa "wiem" i "musisz coś zrobić". Ruth błagała w duchu, żeby spadło na nią jakieś olśnienie i cudownie zrozumiała o co chodzi Armande. Nic takiego jednak się nie stało, więc powoli zaczęła przybierać minę desperatki, która rozpaczliwie próbuje odnaleźć sens tam, gdzie go nie było.
-Ale co ty mówisz? W mojej kamienicy jest piętnaście mieszkań, mam tak po prostu pukać do każdego i mówić "hej, słuchaj, za twoimi drzwiami jest odpowiedź na pytanie, którego nawet nie mam, ale może mogłabym zajrzeć na chwilę?". Przecież to jest takie niedorzeczne, że nie mogę nawet sobie wyobrazić min tych biednych lokatorów - powiedziała ukrywając twarz w dłoniach w geście kompletnej rezygnacji. Poddała się tak, że jeszcze jedno słowo Armande i Ruth naprawdę zacznie pukać do tych wszystkich drzwi, żeby tylko naprawić to, co stracone.
To, co stracone. Ruth. Kamienica. Ona wie.
-Jesteś jasnowidzem! - niemal krzyknęła, aż czarownica pucująca za barem szklanki spojrzała na obie kobiety podejrzliwie.
Ruth poczuła grunt pod nogami. Miała się o co oprzeć, więc zaczęła myśleć i analizować raz jeszcze wszystko, co powiedziała Armande.
-Wybacz, drę się jak idiotka. Próbuję to wszystko poskładać w całość, tylko zastanawia mnie jedna sprawa, abstrahując już zupełnie od mojej przyszłości. Dlaczego zdecydowałaś się mi o tym powiedzieć? To musi być trudne, być wciąż o krok przed innymi... - zaczęła i urwała w połowie. Nie była pewna, czy może tak wypytywać o wszystko, więc pozostała przy tym jednym pytaniu i postanowiła dać kobiecie spokój, choć niewyobrażalnie nurtowały i jednocześnie przerażały ją te drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Paź 03 2016, 16:40

Więc tak... Armande tylko sobie siedziała i czekała. Wierzyła, że prędzej czy później Ruth zrozumie... Potrzebowała trochę czasu. Kobieta nawet nie byłaby zdziwiona, gdyby Tamta powiedziała jej teraz, że powinna już sobie pójść. Nie miałaby Jej tego za złe, bo niecodziennie dostaje się takie wiadomości, prawda? Rocher zawsze starała się być wyrozumiała. Nie mogła im się dziwić, bo sama czuła się wyjątkowo nieswojo, wręcz źle, kiedy miała swoje wizje, zwłaszcza te, które były negatywne. W tym przypadku było całkiem pozytywnie.
- Zawsze możesz zrobić tak... Albo po prostu sprawdzić, kto mieszka w którym mieszkaniu i wtedy na pewno wszystko się wyjaśni. Jeśli dobrze kojarzę, to na drzwiach są tabliczki. - powiedziała z pewną dozą uszczypliwości w głosie.
Szczerze mówiąc, jak tak patrzyła na desperację w oczach Szwedki, to czuła lekkie rozbawienie, ale starała się tego nie okazywać. Nie chciała Ją urazić, a to mogłoby pogorszyć całą sytuację.
Znów napiła się swojej herbaty, założyła nogę na nogę i przygładziła fałdki sukienki na kolanach. Nadal czekała, aż dziewczyna to przemyśli... Ale takiego obrotu się nie spodziewała. Mógłby być trochę ciszej. Zacisnęła usta w wąską linię i uniosła rękę, by dać Jej znać, że ma nie trąbić o tym na prawo i lewo! Bo zaraz zlecą się do niej tłumy jakichś nawiedzonych nastolatek, które będą chciały, żeby przepowiedziała im, z którym chłopakiem mają być. Dziękuję bardzo, już raz to przerabiała, kiedy jej koleżanki jakimś cudem dowiedziały się o jej darze, jeszcze w szkole.
Na pytania Ruth najpierw zagryzła dolną wargę, a potem odwróciła na chwilę głowę. Ciężko było jej o tym mówić, ale skoro zapytała... Chyba powinna odpowiedzieć. Coś za coś. Armande naraziła ją na sporą zagwozdkę i poczucie niepewności, więc teraz powinna jakoś się odwdzięczyć i zaspokoić jej ciekawość.
- Dlatego, że jeśli ja sama coś utraciłam, to jeśli mam okazję pomóc komuś nie stracić czegoś na zawsze, to chcę ją wykorzystać. Każdy zasługuje na szczęście, prawda? - odparła z pogodnym uśmiechem, nawijając na palec kosmyk ogniście rudych włosów. - Poza tym, jesteś miłą dziewczyną i chciałam Ci pomóc. Tak po prostu, po ludzku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Paź 03 2016, 19:27

Ruth nie do końca wiedziała, czy dalej ma grunt pod nogami, czy stoi na jakimś magicznym polu siłowym, które w jednej chwili może runąć a dziewczyna spadnie w otchłań domysłów. Fakt, że Armande odparła tak swobodnie, iż krukonka może zwyczajnie sprawdzić ewidencję mieszkańców swojej kamienicy mówił jedno - ta kobieta nie żartowała. Zupełnie poważnie mówiła o odzyskaniu czegoś, co stracone za drzwiami jednego z sąsiadów. To nie miało sensu o tyle, że Ruth niczego nie straciła. Może i cierpiała na wielkie, nieodwzajemnione zauroczenie, niemniej w osobie, która jej nigdy nie pokocha, więc to nie jest utrata - to permanentny brak. Poza tym ów mężczyzna nawet nie mieszkał w tej kamienicy. Prawdę powiedziawszy Ruth nie wiedziała, czy podczas studiów jej przyjaciel mieszka gdziekolwiek indziej, poza Hogwartem, no ale tak czy owak - na pewno nie w Hogsmeade.
Myśląc o jakichkolwiek innych utratach Ruth błądziła na oślep w gąszczu wspomnieć, usiłując przypomnieć sobie wielką stratę, jakiej mogła doświadczyć. Szczerze? Powrót do swoich wspomnień Mikkela skreśliła "na wszelki wypadek" tak dawno, że nawet nie przyszedł jej do głowy.
Przypomniał się jej za to ktoś inny. Jej ojciec chrzestny - William Oliver Larsson. Rodzony brat jej matki, mężny i bardzo zasadniczy czarodziej czystej krwi, który zaginął, kiedy Ruth miała kilkanaście lat, rzecz jasna, jak to w świecie czarodziejskim bywa - bez wieści.
Ale czy to możliwe, żeby ktoś, kogo nie odnalazł wielki artefakt glob zaginionych odnalazł się samoistnie i to jeszcze w kamienicy dla studentów?
-Tylko jest pewien problem. Ja niczego nie straciłam - powiedziała po chwili głębszych przemyśleń, dochodząc do wniosku, że zaginięcie jej wujka nie było jej osobistą utratą, a jej matki, która przez tę sytuację o mało nie straciła także rozumu.
Ruth pogładziła machinalnie wisiorek na szyi w kształcie globusa. Wciąż miała przy sobie rzecz, która potrafiła jednocześnie tak precyzyjnie odnaleźć, jak i zagubić każdą osobę na świecie, ale ze strachu nigdy jej nie używała. No, prawie nigdy.
-Wiesz, tu jest taki niemożliwy przeciąg, że nie będziemy tutaj dłużej siedzieć! Chodź, tam na pewno nie wieje! - Ruth ostentacyjnym tonem i bardzo głośno wypowiedziała to nad wyraz nienaturalne jak na nią zdanie i pociągnęła kobietę za rękę do stolika w samym rogu sali, gdzie półmrok zasłaniał część blatu. Zaklęciem przywołała obie prawie już dopite herbaty i ponownie nachyliła się nad Armande.
-Przepraszam, ale wolę, żebyśmy były jedynymi które biorą udział w tej rozmowie - dodała, nieznacznie kiwając palcem zza ramienia na barmankę, która była chyba bardziej zainteresowana tą dyskusją, niż obie panie razem wzięte. Po "akcji" Ruth oburzona wstała, zamknęła okna i obróciła się wymownym skłonem plecami. Taaak, Ruth na pewno się przejmie.
-Co utraciłaś? - dziewczyna była bezpośrednia. Nie bawiła się w podchody i szczerością zaskarbiała sobie przychylność wielu osób. Brzydziła się kłamstwem i intrygami i prawdopodobnie ta cecha zaważyła na tym, że ostatecznie tak długo była ze Ślizgonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Paź 06 2016, 16:50

Ale czy domysły są czymś złym? Na dobrą sprawę, może z tego wyjść wiele ciekawych rzeczy. Owszem, czasem takie domysły zamieniają się w dramatyzowanie... A wtedy robi się naprawdę ciężko, bo jak już raz zacznie się dramatyzować, to ciężko jest skończyć. Armande, niestety, coś o tym wiedziała. Miała tylko nadzieję, że Ruth nie będzie się przez nią czuła aż tak źle, co? Chciała dobrze! I nie mogła uwierzyć w to, że mogłoby się stać inaczej, a dziewczyna byłaby jedynie przerażona przez najbliższe kilka dni. Nie chciała tego, tak? I... Och, nie mogła znieść myśli, że kolejny raz jej nie wyszło! Chyba nigdy nie będzie "dobrą wróżką" i zawsze te jej próby pomocy będą kończyć się farsą. Powoli kobieta zaczynała być coraz bardziej sfrustrowana, zwłaszcza, że nieszczególnie widziała rozwiązanie dla tej sytuacji. Gdyby jasnowidzenie jej coś podsunęło! Ale nie, po co. Lepiej podsuwać jej mgliste wizje, z których biedaczka niewiele rozumie.
Słysząc, że Ruth niczego nie utraciła, Armande potarła dłonią czoło z wyjątkowo zakłopotaną miną. No... Świetnie! Ale Rocher była pewna tego, co tam widziała. Rozstanie, drzwi i... Tutaj już to wszystko zachodziło białą mgiełką. Nie potrafiła rozszyfrować, co tam dalej było. Coś na pewno, tak?
- Jestem pewna tego, co widziałam. Nie jestem Trelawney. - mruknęła z nieco obrażoną miną, jakby Ruth zarzuciła jej kłamstwo, czy coś w tym guście.
Westchnęła cicho i kiwnęła łagodnie głową, idąc za dziewczyną do kąta. Miała absolutną rację. Wścibska kelnerka łowiła każde słowo z taką pasją, że kobieta miała ochotę rąbnąć ją jakimś zaklęciem, na przykład takim, które przedłuży jej przednie zęby.
Usiadła przy stoliku i założyła nogę na nogę. Wyjęła z niewielkiej torebeczki (magicznie powiększonej, ale ćśś, toż to nielegalne. Podobno) lustereczko i krwistoczerwoną szminkę. Poprawiła usta, cmoknęła i schowała kosmetyki do torebki. Cóż, to dało jej czas do namysłu przy kolejnym pytaniu dziewczyny. Była bardzo ciekawska, prawda?
- Męża. - odparła krótko i podobnie jak Ona, mimowolnie dotknęła palcem obrączki, którą miała na serdecznym palcu lewej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Paź 06 2016, 20:42

Dziewczyna zaczynała powoli przypuszczać, że Armande najwidoczniej ma ją za jakąś wolno trybiącą, bo jej mina zażenowania zmieszanego z niedowierzaniem, kiedy Ruth obwieściła, że nie przeżyła żadnej bolesnej utraty, była bardzo wymowna. Cóż, studentce która całym swoim umysłem pragnęła dopiąć celu, jakim była posada w Ministerstwie Magii na wybitnie konkretnym stanowisku nie bardzo szło przełknięcie słów jakiegokolwiek jasnowidza, nieważne, czy był mistrzem fachu, czy partaczem. Z drugiej strony Armande zyskała w oczach Ruth taki pierwiastek osobliwości, który uczennicę czarował swoim blaskiem w każdej sekundzie. Była taka piękna, miała cudowne, sprężyste włosy wyglądające jak ogień i porcelanową twarz z pełnymi, umalowanymi na czerwono ustami. Słowem - Armande wyglądała jak nie z tego wymiaru, wyróżniając się istotnie wśród tłumów ubranych w szarobure, przeciwdeszczowe płaszcze z włosami związanymi w kitkę i wiecznie smętną miną.
Dodatkowo była jasnowidzem. To słowo rozbrzmiewało w głowie Ruth jakby wypełniło całą przestrzeń lokalu i dziewczyna zaczęła myśleć o Armande jako o osobie kompletnie niekompatybilnej z nowoczesnością czarodziejów, przez co wydawała się być jeszcze bardziej subtelna, jak wyrzeźbiona przez starożytnego twórcę.
Ruth wpatrywała się w kobietę ze zdumieniem i choć nie umiała odpowiedzieć na zarzut, jakoby nie wierzyła słowom jasnowidzki miała ochotę tak po prostu, po ludzku z nią porozmawiać. O czymkolwiek. Biło z niej dobro i szczera chęć niesienia pomocy, nie była tak zakłamanym odpadem, jakim była większość ludzi, którzy się czegoś dorobili. Ruth pomyślała, że kiedy będzie już pełniła stanowisko szefa departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof też musi zachować tę czystość umysłu, co Armande.
-Nie zarzucam ci, że kłamiesz. Rozumiem... a właściwie nie rozumiem, ale przyjmuję do wiadomości twój dar i go nie podważam, jednak muszę przyznać, że naprawdę nie mam pojęcia, o co może chodzić. I to mnie przeraża - powiedziała, wbijając wzrok w popękany blat stolika. To, że tak się otworzyła przed kobietą wynikało z faktu, że Armande po prostu można było zaufać. Ruth to czuła, nie musiała tego dodatkowo udowadniać.
-To jest dla mnie bardzo nietypowa sytuacja, kiedy nie potrafię określić żadnych warunków brzegowych. Wiesz, chciałabym wiedzieć cokolwiek...Tylko nie zrozum mnie źle, nie mam zamiaru wyciągać od ciebie szczegółów, domyślam się, że to nie byłoby dobre rozwiązanie, ale fakt, że niespecjalnie wiem, gdzie mam szukać zaczyna mi mieszać w moim uporządkowanym rozkładzie jazdy - wytłumaczyła tak, jak umiała najlepiej - spokojnym, merytorycznym tonem i słowami dobranymi tak, jak uczył ją ojciec-  żadnych zbędnych upiększaczy, tylko solidny kontent. Czuła jednak, że to i tak nic nie da. Ponownie westchnęła ciężko.
-Męża? - zapytała wyrwana z letargu, kiedy usłyszała tę dobijającą odpowiedź. - Zaginął? - wyrwało jej się zanim zdążyła pomyśleć, co mówi. Absolutnie nie powinna pytać o takie sprawy.
I nagle ją olśniło. A właściwie zaczęły bić dzwony, ale jeszcze nie do końca wiedziała, w którym kościele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Paź 08 2016, 21:30

Nie chciała, by Ruth tak pomyślała... To po prostu wynikało z tego, że Armande była z natury bardzo niecierpliwą osobą (choć przy pracy bardzo się wyciszała i potrafiła czekać z wypiekami na twarzy, aż drożdżowe ciasto wyrośnie i jakoś jej to nie przeszkadzało, ba! Nawet była w stanie czekać kilka lat na miód pitny, który postanowiła zrobić wraz z Jerome. W tym roku miną cztery lata od przelania miodu do niewielkiej, dębowej beczułki. Jeszcze rok i może będzie można już go pić? Miała taką nadzieję), stąd ta mina i wrażenie, że ma dziewczynę za wolnomyślącą. Ona po prostu... Nie była nauczona tyle czekać. Chociaż, nie powinna oczekiwać, że Ruth natychmiast zrozumie, co Armande ma na myśli! Bądź co bądź, cała ta sytuacja była zagmatwana! A Rocher chyba nieszczególnie rozjaśniła sprawę, próbując to wszystko jakoś wyjaśnić. No cóż, wyjaśnianie wizji nie należało do najłatwiejszych, zwłaszcza, że sama nie do końca je rozumiała. Nie zawsze. Do tego potrzebny był czas, a jeśli jest się w gorącej wodzie kąpanym, to jest ciężko.
Gdyby słyszała wszystkie myśli panny Wittenberg, zapewne spłonęłaby szkarłatnym rumieńcem od tych wszystkich komplementów, którymi zostałaby uraczona. Co prawda, niejednokrotnie była komplementowana przez klientów, czy ludzi, których spotykała przypadkiem... Ale to jakoś nieszczególnie robiło na niej wrażenie. Od śmierci Jerome nie mogła tak do końca otrząsnąć się z obojętności, jaka ją dopadła. Tak naprawdę fakt, że zdecydowała się pomóc Ruth był pierwszym ruchem ku powrocie do rzeczywistości, do tego, by znów nawiązywać więzi. Chciała mieć przyjaciółkę, chciała być ważna dla kogoś i mieć kogoś ważnego. Jerome... Zawsze jej to mówił. Czasem miała wrażenie, że wiedział wcześniej od niej, że umrze. Nie potrzebował nawet jej wizji. Może to dlatego był zawsze taki spokojny? Tak świadomy swojego końca. Boleśnie świadomy.
Wpatrywała się w dziewczynę, teraz już nie z zażenowaniem, ale z lekkim, łagodnym uśmiechem. Wysłuchała jej słów w spokoju, splatając zadbane dłonie na stoliku. Wpierw chciała objąć nimi filiżankę, ale była już pusta, więc zrezygnowała. Nie lubiła dotykać zimnej porcelany, kiedy na dworze było tak jesiennie.
- Wiele osób gubi się, kiedy nie ma wyznaczonych granic. Jedni dlatego, że mają się czego trzymać, a inni dlatego, że nie mają czego przekraczać. Jasnowidztwo jest właśnie czymś, co nie ma granic. Nie ma wytycznych. Nie mam się czego trzymać od urodzenia, bo nie zawsze mogę zmienić przyszłość. Nie chciałam, żebyś poczuła się źle. Jakbyś straciła grunt pod nogami. - powiedziała cicho, wpatrując się w Jej oczy z ledwie widocznym smutkiem.
Westchnęła cicho i któryś już raz podczas tego spotkania zaczesała za ucho włosy, tym razem bardziej nerwowo, niż uprzednio.
- W Twojej kamienicy. Tam. Tam powinnaś zacząć szukać. Już Ci przecież powiedziałam, prawda? - odparła, znów nieco rozdrażniona. W wizji wyraźnie była "mowa" o kamienicy Ruth, co też Armande wcześniej jej powiedziała. Powinna tam poszukać, wtedy wszystkiego się dowie!
- Nie. Został zagryziony przez wilkołaka. - szepnęła, wlepiając wzrok w swoje dłonie. - Nie ma wilków w Whitechapel...
Słowa męża tak mocno utkwiły jej w głowie, że słyszała je niemalże codziennie. To bolało. To była tak okrutna nieprawda, że nigdy nie będzie mogła znieść tej myśli.
- Nie mogłam nic zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Paź 08 2016, 22:08

Kiedy Ruth przeżywała momenty w swoim życiu, w których czuła się niepewna lub zagubiona miała zwyczaj pocierania małej biżuterii w kształcie globusa, wiszącej na jej szyi. W istocie, choć nikt jeszcze jej o to nie zapytał, był to bardzo stary artefakt - glob zaginionych, będący w jej rodzinie pewnie od wieków. Artefakt, który należał do jej matki i przez który o mało nie popadła w obłęd, szukając swojego zaginionego brata. Mimo to, ile cierpienia jej rodzinie przyniósł ten niecodzienny przedmiot Ruth uspokajała się wiedząc, że zawsze ma go przy sobie. Nie dlatego, że mogła dzięki niemu odszukać każdą osobę na świecie, a dlatego, że przypominał jej o rodzicach. O tym jak swoją niepojętą miłością zwyciężyli z magią i to dodawało sił dziewczynie - poczucie, że w jej żyłach płynie krew najsilniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek znała - swoich rodziców. To dzięki nim jest taka, jaka jest i to dla nich nigdy się nie załamała. Także teraz, gdy rozmowa z Armande przybrała tak niecodzienny obrót.
-Niesamowita z ciebie kobieta... Kiedy mówimy o jakichś granicach, niewidzialnych liniach, które można przekraczać lub nie, nadajemy życiu wymiar, coś w rodzaju kształtu. Nieważne, czy jest się czarodziejem, czy mugolem, człowiek zawsze dąży do tego, by nadać czemuś wartość, jednostkę - zaczęła wciąż obracając w palcach wisiorek. W końcu odważyła się też spojrzeć na Armande, ale jej wzrok zmienił się zupełnie. Teraz był ciepły, pełen wyrazu. Jakby Ruth znalazła oparcie nie w tym, co mówi jej towarzyszka, a w niej samej, jej istnieniu i poczuciu, że Armande myśli o wiele głębiej, niż znani studentce ludzie.
-Próbujemy zwymiarować nie tylko czas, Wszechświat, czy magię, ale też to, co się dzieje w naszych głowach, uczucia, wspomnienia, relacje. Teraz, kiedy z tobą rozmawiam uświadomiłaś mi, że dopiero wtedy, gdy pozbędziemy się tego rozpaczliwego szukania granic możemy wyciągać z życia jakiekolwiek wnioski. Wcześniej nasze myślenie zawsze będzie błędne - powiedziała uśmiechając się sama do siebie na tę myśl. Dar jasnowidzenia w istocie nie miał limitów, ani początku, ani końca. Był czymś, co wykracza poza ludzką percepcję, tak jak każda inna genetyka i tak jak magia w ogóle. Więc dlaczego Ruth próbowała go systematyzować?
-Tak, powiedziałaś. Próbowałam po prostu przekonać samą siebie, że to jest logiczne. I teraz wiem, że wcale nie musi takie być - zakończyła przechylając głowę w uprzejmym uśmiechu. Ta zasadnicza, upiornie systematyczna Ruth właśnie przekonała się, że nic nie musi mieć sensu, żeby być prawdziwe. Poczuła, że to, co ma wydarzyć i tak samo ją znajdzie, więc dlaczego miałaby się przed tym bronić?
Słowa Armande dotyczące jej męża sprawiły, że dziewczyna nie tylko spoważniała, ale też zmieniła minę na bardziej zaciętą, jakby krew przestała dopływać do jej twarzy. Pobladły jej policzki i poczuła, jak robi jej się sucho w gardle. Wilkołaki. Ile o nich czytała, wierząc, że Departament Magicznych Wypadków i Katastrof musi na co dzień mierzyć się z przypadkami napaści tych stworzeń na mugoli. Nigdy nie myślała tak intensywnie o tym, że takie tragedie dzieją się bliżej, niż myśli.
-To straszne... - zdołała z siebie wydusić, zanim zapadło grobowe milczenie, które zdaniem Szwedki trwało całą wieczność.
-Jestem pewna, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś. Czasem choć zrywamy niebo i ziemię walcząc z losem, nie możemy zmienić biegu wydarzeń - powiedziała i poczuła, jak nieopisany ból zdejmuje jej serce. Zacisnęła palce na wisiorku i spojrzała w bok w obawie, że zaszklą się jej oczy. Armande potrafiła sprawić, że z Ruth wychodziły najbardziej osobiste przeżycia, którymi z nikim się nie dzieliła.
-Kilka lat temu zaginął mój wuj, Will. Był czarodziejem, w czystokrwistej rodzinie. Do tej pory nikt nie wie, co się z nim stało. To jest chyba w tym wszystkim najgorsze... - urwała na chwilę, żeby zrobić głęboki wdech. Nawet nie zauważyła, jak w trakcie rozmowy zaczęła traktować Armande jak kogoś, komu może powierzyć wszystkie swoje tajemnice.
-...Nieważne, jak bezpieczne, stabilne życie się wiedzie. W jednym momencie wszystko może runąć, nigdy nie ma się gwarancji - oparła twarz o dłoń, przykrywając nią jednocześnie usta.
Utrata Willa odcisnęła piętno na rodzinie Ruth. Wierzyli, że będzie z nimi wiecznie. Tak samo jak Ruth wierzyła, że będzie wiecznie z Mikkelem. Nieważne, jak pewna była tego życia, w jednej chwili straciła wszystko. Nikt się nie przygotowuje na utraty, one będą niezaprzeczalnym zaskoczeniem, choćby nie wiem jak silnym psychicznie się było człowiekiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sro Paź 12 2016, 00:23

Widząc ten globus na szyi Ruth, Armande niemalże od razu zaczęła zastanawiać się, czy ma on jakąś magiczną moc. Znała świat czarodziejów już całkiem dobrze (wychowywała się w środowisku bardzo mugolskim, zatem dopiero w szkole zaczęła lepiej rozumieć ten inny świat), zatem mogła przypuszczać, iż wisiorek na szyi dziewczyny nie jest jakiś tam zwyczajny, a ma w sobie tajemniczą moc. Tyle tylko, że nie wiedziała jeszcze jaką. W każdym razie, nic straconego, zapewne będzie jeszcze okazja o to zapytać, a Armande z pewnością z tego skorzysta. Lubiła dowiadywać się o tych cudownych, magicznych wynalazkach. Pamiętała, że jak dowiedziała się o czymś takim jak Myślodsiewnia... Och, niemalże piszczała z zachwytu, słuchając o niej! Nie wspominając o wygaszaczu. Jak widać, nie na darmo Rocher będąc w Hogwarcie, trafiła do Ravenclawu. Nadal miała w szafie swoje szkolne szaty, które uważała za wyjątkowo urokliwe. Widząc szkolne szaty uczniów francuskiej Akademii Maggi nie była tak zachwycona. Były zbyt krzykliwe... A znając Francuzów, tamtejsi studenci byli tak wyniośli, że czubkami nosów szorowali sufity.
Słuchając słów Ruth, Armande wyciągnęła do Niej rękę i ścisnęła lekko Jej dłoń, by dodać dziewczynie otuchy. Dotyk był chwilowy, ale pełen ciepła, które chciała Jej przekazać.
Wysłuchała Jej z uwagą do końca, nie przerywając nawet na chwilę. Słuchała, łagodnie marszcząc nos. Granice były wszędzie, ale kiedy jest się jasnowidzem, trzeba nauczyć się żyć bez gruntu pod nogami. Na dobrą sprawę, Rocher nie wiedziała, kiedy nawiedzi ją jakaś wizja, a co gorsza, nie wiedziała, czego będzie ona dotyczyć. Jeśli było to coś neutralnego, albo dobrego, nie przejmowała się... Jednak jeśli musiała oglądać czyjeś nieszczęście, śmierć, chorobę, rozstanie czy ten przeklęty księżyc, wraz z wilkiem, który nie chciał jej opuścić pomimo śmierci Jerome... Wtedy naprawdę czuła się, jakby spadała w otchłań rozpaczy, w tragiczną Pustkę, która oplata ją swoimi lepkimi paluchami, nie mając zamiaru nigdy wypuścić jej z tej katorgi, jaką jest strach przed przyszłością. To tak, jakby oglądała horror na podstawie prawdziwych wydarzeń i wiedziała, kiedy coś się stanie, ale nie było na to żadnej rady.
- Logiczność niestety nie jest wyznacznikiem, czy coś ma prawo bytu, czy nie. Gdyby to, że coś nie jest logiczne oznaczało, że nie może istnieć, można by uniknąć wielu tragedii, ale i stracilibyśmy tyle cudownych momentów. Czasem dobrze jest pozbyć się twardych zasad logiki i żyć pełnią życia. - powiedziała z uśmiechem, znów wyciągając do Niej rękę, by uściskać lekko Jej dłoń.
Odetchnęła cicho, starając się odsunąć od siebie myśl o tragedii, jaka ją spotkała. To nigdy nie będzie ani łatwe, ani nawet możliwe.
- Najgorsza jest niemoc, Ruth. Ogarnia Cię ze wszystkich stron i nawet jeśli coś nie jest do końca z Twojej winy, to nie potrafisz się NIE obwiniać. Wciąż masz to potworne wrażenie, że zrobiłaś coś nie tak, że zrobiłaś za mało... To nielogiczne i chciałabym, by to nie miało prawa bytu. - szepnęła, wlepiając wzrok w swoją filiżankę.
Przełknęła ślinę, czując, jak do oczu zaczynają napływać jej łzy. Nie mała zamiaru się rozpłakać, więc zamrugała szybko powiekami z nadzieją, że Ruth niczego nie zauważyła.
- Przykro mi, moja droga. Chciałabym Ci jakoś pomóc... Ale... Nie jestem pewna, czy jestem w stanie... Wywoływać wizje. Jednak... Jeśli chcesz, mogłabym kiedyś spróbować... - zaczęła nieśmiało, gryząc nerwowo dolną wargę.
Nie była pewna, czy to jakiś rodzaj przewidywania przyszłości, czy zwykła, kobieca intuicja, ale miała przeczucie, że Jej może zaufać... Że CHCE Jej zaufać. Chciała pomóc tej dziewczynie. Nieszczęścia, jakich doznała odbijały się w Niej, a Armande to widziała.
- Nie chcę, byś tkwiła w tej niewiadomej, Ruth. To bardzo trudne. - dodała po chwili milczenia, wpatrując się w Jej oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sro Paź 12 2016, 23:00

Wszystko wydawało się być takie mętne. Ruth poczuła, jak pochłania ją jakaś niewyjaśniona otchłań emocji i wspomnień. Dziewczyna nie znała Armande długo, tak naprawdę tylko z widzenia, czasem zamieniały kurtuazyjne zdania przy ciastku, ale nic poza tym. Nagle okazało się, że kobieta nie tylko jest jasnowidzem, dobrym i godnym zaufania człowiekiem, ale także potrafiła wykrzesać w młodej studentce chęć do podzielenia się uczuciami z...samą sobą.
Przyszła chwila, kiedy Ruth zaczęła wspominać wszystkie nieprzyjemne utraty i chwile cierpienia nie pod kątem tego, że ją ranią i nie chce o nich pamiętać tylko pod kątem tego, że powinna wyciągać z nich wnioski, jakąś naukę. Armande wyglądała bardzo młodo, ale dziewczyna czuła, że ta kobieta ma naprawdę wielkie doświadczenie i wiedzę, jeśli chodzi o życie w zgodzie ze swoim sumieniem i radzenie sobie z cierpieniem. Przeżyła taki koszmar a mimo to była ciepła, sympatyczna i promieniała życiem. A przede wszystkim była pełna empatii, co zdarzało się niewielu w tych czasach. Rozstanie z mężem musiało sprawić, że stała się innym człowiekiem, jednak takiego człowieka, jakiego Ruth widziała w Armande nie powinna zmieniać. Szwedka pozostawiła ostatnie słowa kobiety bez komentarza, dając do zrozumienia, że nie chce ciągnąć tego dla nich obu trudnego i przykrego tematu. Przede wszystkim dlatego, że rozmówczyni zaszkliły się w końcu oczy. Nie płaczemy, jesteśmy dzielnymi kobietami!
-Mogę zapytać, ile masz lat? Wiem, że prowadzisz cukiernię, ale właściwie nic poza tym... - dziewczyna pochyliła głowę w stronę rozmówczyni zastanawiając się jednocześnie, czy kobieta nie obrazi się za to pytanie. W końcu w damskim gronie można pytać o wiek, prawda?
-Reflektując się powiem, że sama mam dwadzieścia i pracuję jako praktykantka w Departamencie Magicznych Katastrof. Aha,  i w szpitalu na recepcji, jak mam czas - powiedziała wzruszając ramionami. Taki wolny wieczór jak ten zdarzał jej się naprawdę bardzo rzadko, ale cieszyła się, że może go wykorzystać właśnie tak.
-To było dawno, poza tym szukano go za pomocą naprawdę potężnych artefaktów i nic. Nie chcę też, żebyś myślała, że chcę sobie zaskarbić twoją przyjaźń tylko po to, żeby coś od ciebie dostać. Możesz być najzwyczajniejszą Armande na świecie i i tak będę cię uważała za cudowną osobę - uśmiechnęła się do kobiety życzliwie i położyła dłonie na blacie. Niestety, demony które obie kobiety przywołały powróciły a Ruth czuła się jednak zobligowana do podsumowania tematu pokrzepiająco.
-I wiesz, kończąc naszą przykrą rozmowę o utratach, w Szwecji mówimy du måste komma till rätta med sitt öde - dziewczyna zabrzmiała zgoła inaczej, mówiąc w swoim ojczystym języku. Miała czysty, miękki głos, o wiele bardziej łagodny i życzliwy niż gdy mówiła po angielsku. Szwecja przypominała jej dzieciństwo, rodziców i wreszcie Mikkela. Kochała komunikować się w swoim ojczystym języku.
-To znaczy, że kiedyś trzeba odpuścić. Trzeba, bo jesteśmy tylko czarodziejami, nie Bogami  - skończyłą z pokorą, choć nie była smutna, raczej skupiona. Sposępniała, gdy znów przypomniała sobie o wiszącej nad nią przepowiedni.
-A wracając jeszcze do twojej wizji... Kiedy tak o niej myślę chyba najbardziej chciałabym powrócić do czasów, kiedy byłam blisko ze swoimi rodzicami. Albo z moim byłym, to naprawdę wspaniały mężczyzna. Polubiłabyś go - ponownie się uśmiechnęła i poczuła, że ich rozmowa schodzi na weselsze tory. Przynajmniej Ruth poczuła się swobodniej.
-A ty, masz jakieś wspomnienie, które jest najjaśniejsze ze wszystkich? Wiesz, takie, do którego chce się wracać...  - zapytała znowu, podświadomie wierząc, że Armande nie rozgniewa się za tę nawałnicę pytań. Sama krukonka była pewna, że skoro tak posmutniały od wspominania koszmarnych wydarzeń ze swojego życia, to jeśli teraz pomyślą o tych dobrych, zrobi im się lżej na duszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Paź 14 2016, 00:33

Ludzie tak często walczyli ze złymi uczuciami, że nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że im mocniej z nimi walczą, tym one przybierają na sile i jest gorzej. Czasem, zamiast walczyć, lepiej dać im się ponieść. To trochę tak, jak z tonięciem. Kiedy macha się rozpaczliwie rękami i nogami, to wkrótce tracimy siłę i zapadamy się w wodę... A wystarczyłoby się położyć na wodzie, zachować względny spokój i dać się nieść wodzie, bo przecież ona spokojnie utrzymałaby nasze ciało. Walka ze złymi uczuciami jest tak nierówna, że jednak są takie sytuacje, w których warto jest się poddać i dać się im ponieść. To, że jest się smutnym nie jest niczym złym, a ludzie się tego wstydzą, jakby to był pryszcz na czubku nosa. Nikt nie jest silny przez cały czas, a słabość... Boże, przecież to ludzkie! Ludzkie, okazywać słabości! Dlaczego tak często jest to piętnowane?! Grunt, to poszukać źródła niepowodzeń i spróbowanie zlikwidowania go. Najśmieszniejsze jest to, że sama Armande nie była w stanie zastosować się do tej myśli i kiedy łapał ją zły humor, zaczynała panikować i nie potrafiła się potem uspokoić. Gratuluję, Armande, jesteś dorosłą i odpowiedzialną osobą, która radzi sobie z problemami. Nic, tylko gorzko się zaśmiać. Choć, była dobra w maskowaniu się! Przynajmniej to jej w życiu wychodziło. To i kilka innych rzeczy, z których mogła być dumna.
Z rozmyślań wyrwało ją pytanie Ruth. Zmarszczyła lekko nos, po czym uśmiechnęła się do Niej łagodnie.
- W tym roku skończę 25 lat. - odparła.
Nie widziała nic złego w pytaniu o wiek. Ba! Nawet gdyby mężczyzna zapytał, odpowiedziałaby bez skrępowania. Nie miała się czego wstydzić. Już nie.
- W szpitalu? Takim... Mugolskim? Czy w, na przykład, Mungu? - spytała z zainteresowaniem, przekręcając leciutko głowę, by popatrzeć na Nią przez chwilę.
To akurat zaciekawiło ją najbardziej. Połączenie czarodzieja z mugolskim światem było według niej wyjątkowo fascynujące, więc chciała dowiedzieć się jak najwięcej... I miała nadzieję, że Ruth udzieli jej wyczerpującej odpowiedzi. Swoją drogą, zdawało jej się, że w ostatnich czasach sporo czarodziejów wpasowywało się w świat mugoli. Słyszała, że kiedyś było to dosyć... Ekstrawaganckie zachowanie, a niektórzy nazywali takich ludzi zdrajcami krwi!
Na słowa Ruth zarumieniła się lekko. Była według niej cudowną osobą!? Och... Jak mogła nie poczuć się mile połechtana? Uśmiechnęła się lekko, choć może nie powinna, skoro mówiły o tak poważnych sprawach?
- Rozumiem Cię... Ale spokojnie, nie czułabym się wykorzystana. Lubię robić pożytek z tych umiejętności, które mam, a nad którymi nieszczególnie panuję. Póki co, wniosły tak mało dobrego do mojego życia, że muszę to nadrobić. I chcę... A jeśli mogę Ci pomóc, chcę to zrobić. Jednak... Jeśli mówisz, że już próbowaliście... No cóż. Przemyśl to po prostu, dobrze? - zaproponowała, znów ściskając Jej dłoń.
Oparła się wygodniej o oparcie krzesła i westchnęła. Czasem trzeba odpuścić... Kiwnęła głową na znak, że się z Nią zgadza. Nie są przecież bogami. To prawda.
- Kiedy poznałam Jerome. To był pierwszy raz, kiedy nie zostałam potraktowana przedmiotowo. Ja... Czy... Jeśli opowiem Ci o mojej przeszłości... To nic nie zmieni? - spytała cicho, zerkając na Nią niepewnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Paź 14 2016, 19:41

Mogła robić w tym momencie tak wiele rzeczy a mimo to Ruth nie żałowała, że poświęciła ten wieczór na rozmowę z Armande. To był świetnie spożytkowany czas i młoda Szwedka liczyła, że ich spotkanie nie skończy się tak szybko.
-Słucham? - zapytała wyrwana z rozmyślań słysząc słowo "mugolski". Nie lubiła luźnych rozmów o mugolach, bo to niosło ryzyko odkrycia, że dziewczyna interesuje się ich życiem aż za nadto a Ruth wolała unikać sytuacji, w których jest posądzana o rasizm, szaleństwo lub - co najgorsze - marnowanie czasu na czytanie bzdur o mugolach. Po chwili zreflektowała się jednak i przetworzyła sens pytania w głowie.
-W Mungu, w Londynie. Trochę mam nie po drodze do szkoły i do mieszkania, ale nie jest źle - pokiwała głową, reagując nadzwyczaj dobrze na swój permanentny brak czasu. Cóż, przyzwyczaiła się do dobrej organizacji, a takie zabiegi mogły dać jej nie tylko pieniądze, ale też pracę w bardzo krótkim czasie, więc Ruth zdecydowanie wiedziała, że postępuje dobrze.
Przecząco pokiwała głową, kiedy Armande ponownie przypomniała jej o wuju. A właściwie o matce, która w szaleństwie wywracała meble i tłukła szklanki, próbując w ten sposób dać upust swojej rozpaczy po utracie brata.
-Jasne, oczywiście - skończyła dość ponuro, próbując wyrzucić z głowy obraz swojej zapłakanej i zapuchniętej od łez mamy. Tamten okres przywoływał w Ruth wiele emocji, w końcu wtedy szła na studia, zaczęła się spotykać z...eh, no nieważne. Pamiętała też, jak miłość jej rodziców pokonała to olbrzymie cierpienie związane ze zniknięciem Williama, więc niby część wspomnień było pięknych, jednak brzdęk potłuczonego szkła i przejmujące jęki dochodzące z głębi umysłu dziewczyny przypominające o minionych wydarzeniach sprawiały, że nie miała ochoty o tym dłużej myśleć.
-Jerome...Twojego męża? - zapytała w końcu, przekrzywiając głowę z zaciekawieniem. Wciąż miała poważną minę, ale i okoliczności nie były zbyt rozweselające.
-Jeśli chciałabyś mi opowiedzieć tę historię, to z wielką przyjemnością jej wysłucham - powiedziała, obejmując w dłoniach zimną filiżankę. Miała ochotę wyciągnąć różdżkę i ją nagrzać, ale tak naprawdę kompletnie nie chciało jej się pić tej herbaty, więc kręciła tylko kubeczkiem w jedną i drugą stronę, żeby zająć czymś ręce.
-Nie mam prawa cię oceniać, poza tym poznałam ciepłą, życzliwą Armande i nie wyobrażam sobie, żebym miała patrzeć na kogokolwiek, a zwłaszcza na ciebie przez pryzmat twojej przeszłości. Jej już przecież nie ma - wzruszyła ramionami na znak, że naprawdę nie określa ludzi po tym, kim kiedyś byli. Dla niej liczą się tylko tacy, jacy są teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Wto Paź 18 2016, 00:38

Na szczęście, Armande nigdzie się nie wybierała. Skoro zrobiła sobie wolne, to miała prawo spożytkować ten czas tak, jak jej się żywnie podoba, a siedzenie z Ruth zdecydowanie należało do przyjemnych czynności. Dziewczyna była inteligentna i przede wszystkim, intrygująca. Jej tok rozumowania był tak inny od tego, z którego, że tak powiem, korzystała Armande, że kobieta nie mogła tak po prostu przerwać tego spotkania. To wszystko było niesamowite. Obserwowanie, jak dochodziły wspólnie do podobnych wniosków było fascynujące i czas, który Rocher tutaj spędziła nie był zmarnowany, tego mogła być pewna.
Zachowanie Ruth było dziwne, jeśli nie chciała, by ktoś dowiedział się o jej zainteresowaniu mugolami... No, przynajmniej w mniemaniu jasnowidzki, która wychowała się w bardzo mugolskim środowisku. Rozumiała takie zainteresowanie i gdyby Szwedka się przyznała, spotkałaby się z całkowitą aprobatą. To normalnie, że oba te światy chciałyby się poznać wzajemnie. Jej ojczym zawsze chętnie słuchał o tym, jak wygląda życie w Hogwarcie i co się tam robi, nie wspominając już o tym, jaki był ucieszony, kiedy oglądał jak dziewczyna czaruje!
- Jesteś bardzo ambitna. To niesamowite, wiesz? W tak młodym wieku tyle zajęć... Cieszę się, że tak Ci idzie!
Uśmiechnęła się promiennie do Niej i założyła nogę na nogę, tak jak lubiła. Zaraz jednak ten promienny uśmiech zbladł, kiedy kobieta zdała sobie sprawę z tego, co ona robiła w wieku Ruth! I miała zamiar jej o tym opowiedzieć. Nie chciała, żeby ta dowiedziała się od osób trzecich, czy z jakichś innych plotek. Te mogłyby to zniekształcić na jej niekorzyść i nie mogłaby się potem wytłumaczyć.
- To dobrze, że nie będziesz mnie oceniać, bo to, co usłyszysz nie jest przyjemne, ale wolę, żebyś dowiedziała się ode mnie. Jakoś nie lubię plotek. - mruknęła z zażenowaną miną, wzdychając cicho. Ciężki temat sobie teraz wybrała, oj, ciężki. Dzisiaj rozmawiały chyba tylko na ciężkie tematy.
- No... Więc... Kiedy byłam w Twoim wieku... Och, to takie żałosne... Ale wtedy byłam taką głupią nastolatką... Wcześniej, przez rok przebywałam we Francji. Uczyłam się zawodu cukiernika, a raczej douczałam się, bo wcześniej wiele nauczyła mnie matka... Ale kiedy wróciłam do Anglii, nie miałam nic. Jedyne, co potrafiłam, to robić słodycze i tańczyć... Przygarnęła mnie Long Susan. Przez jakiś czas tańczyłam... Ale... To nie był taniec na rurze, czy coś! Burleska. Zarabiałam całkiem sporo, chociaż... No... Już wtedy marzyłam o cukierni. Pieniądze, które zarabiałam nie były wystarczające... Rose, jedna z dziewczyn, które pracowały ze mną. Long Susan zajmowała się nie tylko tańcem. U niej pracowały także prostytutki. Rose była jedną z nich. Kiedyś odrzuciła mojego Jerome. Chciał jej pomóc, a ona odrzuciła go, twierdząc, że życie u boku policjanta byłoby dla niej zbyt nudne.
Armande sarknęła, czując narastający gniew. Nie mogła znieść tego, jak tamta głupia dziewczyna potraktowała jej męża! A potem zachowywała się jakby to ona była wielce pokrzywdzona przez los. Szkoda tylko, że kiedy los wyciągnął do niej rękę, ona połamała mu palce.
- Wracając... Rose powiedziała, że ona zarabia więcej i szybciej. Nie wiem, co strzeliło mi do głowy, ale chciałam... Spróbować. Jestem największą szczęściarą, bo pierwsza osoba, na którą trafiłam, to mój Jerome. Nie myśl o nim źle. On znał nas tylko dlatego, że... Whitechapel nie jest szczególnie bezpieczną dzielnicą Londynu. Czasem pomagał niektórym dziewczynom w opresji. On... Dużo przeszedł. Kiedyś był żołnierzem, potem przeszedł do policji... On nie mógł spać. Samotność zawiodła go do burdelu. On... Niczego ode mnie nie chciał. Chciał tylko poczuć się bezpieczny. - szepnęła, wpatrując się w swoje dłonie. - Nie chciał mnie wykorzystać. Uchronił mnie przed tym. Ja nawet nie wiem, kiedy to się stało, że wzięliśmy ślub. Wiem tylko, że na następny dzień po tym, jak poprosił mnie, żebym usiadła mu na kolanach i pozwoliła mu się przytulić zabrałam wszystkie moje pieniądze i wyniosłam się z domu Long Susan. Ona nigdy nas nie zatrzymywała. Tylko dlatego, że mój Jerome mnie uratował, jestem teraz tutaj, a nie w Londynie, na ulicy. Pewnie z własnej głupoty nigdy bym się z tego wszystkiego nie wyplątała.
Ukryła twarz w dłoniach na kilka sekund, a gdy spojrzała na Ruth wyglądała tak, jakby nie mogła przestać się wstydzić za siebie i swoje decyzje.
- Chciałam uciec od swojego jasnowidztwa, od matki, od całego magicznego świata. Myślałam, że w burdelu nikt mnie nie znajdzie, że magia tam się nie dostanie. Jestem bękartem. Jestem córką kobiety, która zdradziła własną przyjaciółkę, sypiając z jej mężczyzną. Chciałam uciec od tego, ale wpadłam w jeszcze gorsze towarzystwo i tylko dlatego, że Jerome mi pomógł nie zostałam tam na dobre. Myślę... Myślę, że Los od początku chciał mnie z Nim połączyć, chociaż na te kilka lat. To były najszczęśliwsze lata mojego życia. Te, które spędziłam z Jerome.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sro Paź 19 2016, 21:29

Wiecie jak to jest, kiedy macie swoje problemy, zmartwienia, czasem kłócicie się z rodziną i znajomymi i generalnie wasze życie jest do kitu? Każdy czasem ma tak, że chciałby krzyczeć z całych sił, jak mu źle i jakie fatalne rzeczy mu się przytrafiają - chłopak was rzucił, wyśmiewają was w szkole lub macie taką grypę, że nie możecie się ruszać.
I nagle, śpiąc sobie smacznie słyszycie huk. Huk tak potężny, że wszyscy sąsiedzi budzą się razem z wami. W kamienicy obok wybuchło mieszkanie. Widzicie płomienie, przeraźliwy blask ognia i ludzi tak owładniętych cierpieniem, że nie mogą się ruszyć. Ten ogień buchający ze spalonego domu odbija wam się w oczach i nagle wszystkie wasze problemy znikają. Były tak marne, że spłonęły w tym płomieniu.
Tak właśnie czuła się teraz Ruth.
Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Siedziała w milczeniu, z tak poważną miną, jakby właśnie czytała raport z jakiegoś zajścia u siebie w Departamencie Magicznych Katastrof. Nieustannie marszczyła brwi i naprawdę, z czystym sercem nie wiedziała, co powiedzieć. W końcu jednak przełknęła opowieść.
-Szczerze? Mogłabym teraz przytaknąć, poklepać cię po ramieniu i powiedzieć "rozumiem, jak się musisz czuć Armande"... Ale wiesz, nic nie rozumiem. Nie przeżyłam nawet w połowie tego co ty i nawet sobie nie wyobrażam, jak miałaś ciężko w życiu - Ruth może i nie była najlepszym pocieszającym, jednak zawsze była szczera. Wręcz obsesyjnie pilnowała, żeby być uczciwa wobec innych i chyba wydrapałaby oczy komuś, kto siedząc tu teraz z nimi powiedziałby Armande to idiotyczne "rozumiem". Nic nie rozumiesz, pajacu. Nic.
-Twój mąż przypomina mi trochę mojego tatę. Jest zakochany do szaleństwa w mojej mamie i choć nie jest czarodziejem, nie ma pojęcia o czarach i naszym świecie to rozrywał niebo i ziemię, kiedy potrzebowała pomocy. Taki obraz Jerome widzę przed oczami - zatrzymała się na chwilę, żeby zrobić głęboki wdech. Przypomniała sobie tłuczenie talerzy, przewracanie krzeseł i wszystkie szalone rzeczy, jakie robiła jej matka w furii i jaką opieką obdarzał ją wtedy ojciec Ruth - Kai.
-Jesteś niewyobrażalnie mocna, jak spiż. Jeśli po tym wszystkim, co cię spotkało jesteś taką cudowną osobą to kiedyś musiałaś być aniołem. Uwierz mi, nie mam w zwyczaju prawić ludziom niezasłużonych komplementów - nawet nie siliła się na uśmiech. Wymieniała fakty, nie potrzebowała wspierać się fałszywym drgnięciem warg.
-Armande, jesteś po prostu dzielna. Na wszystko zapracowałaś sama i na wszystko sama zasłużyłaś. Teraz droga idzie już tylko w górę - skończyła odkładając pustą już filiżankę i przez moment wpatrywała się nieruchomo w denko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Paź 20 2016, 22:53

Armande nie uważała, że jej życie było tragiczne i przepełnione złymi chwilami. Nie zawsze było lekko, ale na dobrą sprawę dopiero kiedy skończyła trzynaście lat, wszystko zaczęło się sypać i tak się sypało aż do momentu, w którym dziewczyna dowiedziała się, kim jest. Bękartem. Ciężko było przełknąć prawdę i to właśnie fakt, że jest owocem zdrady bardziej zniszczyło jej życie, niż to, że matka wolała podróżować po świecie, niż się nią opiekować. Stosunkowo niedawno Jasnowidz doszła do wniosku, że jej matka nie chciała mieć z nią zbyt wiele wspólnego, bo była córką zrodzoną ze zdrady, a tego nie zniosła nawet kobieta tak wyzwolona, jak Audrey. Ta świadomość bolała ją okropnie, ale teraz już nie było sensu się nad tym rozwodzić. Rocher wolała zobojętnieć na to wszystko, tak byłoby jej łatwiej. W każdym razie, teraz uwolniły się w niej wszystkie emocje, które tłumiła w sobie od dłuższego czasu i nie potrafiła powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. Najwidoczniej Armande uwolniła emocje Ruth, a Ruth zrobiła to samo z Armande. Czasem to dobrze, przeżyć coś na nowo.
Wyciągnąć wnioski.
Słuchając słów Ruth, uśmiechnęła się blado. Była taką troskliwą i miłą osobą... Zupełnie się po Niej tego nie spodziewała. To sprawiło, że zrobiło jej się lżej. Bała się reakcji Krukonki, bała się, że pomimo wcześniejszych słów uzna ją za głupią dziewuchę, która podejmowała najgłupsze decyzje w swoim życiu, a ta, mimo wszystko, nie osądziła jej. Była jej za to bardziej wdzięczna, niż mogłoby się zdawać. Szwedka nie wykluczyła jej tak po prostu dlatego, że była... Cóż... Tancerką i prawie prostytutką. Nienawidziła swojej przeszłości, ale musiała ją akceptować. Jerome akceptował. Ona też musi. Zresztą, to było kiedyś. Kiedyś!
- Dziękuję, że nie skreślasz mnie przez to, co robiłam kiedyś. Chcę, żebyś wiedziała, że nie byłam do tego zmuszana. To były moje wybory. Złe i głupie, ale moje. - mruknęła zawstydzona, zaczesując za ucho kosmyk włosów.
Powoli podniosła się z miejsca, poprawiając sukienkę.
- Droga Ruth... Muszę już wracać, ale dziękuję Ci za rozmowę. Dziękuję Ci, że mnie wysłuchałaś i nie uznałaś mnie za wariatkę ani na początku, ani teraz. Pamiętaj, że jeśli tylko będziesz mnie potrzebować... To jestem. Po prostu dziękuję Ci za wysłuchanie mnie. - powiedziała i uściskała mocno młodą Studentkę.
Było jej teraz dużo lżej, niż kiedy wchodziła do tej kawiarenki. Wyprostowała się i posłała Jej szeroki, wesoły uśmiech.
- Do zobaczenia. Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie w cukierni!
Zacisnęła lekko palce na Jej ramieniu, po czym wyszła z kawiarni. Czuła się lepiej. Dużo, dużo lepiej, niż wcześniej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -568
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 25




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pią Paź 21 2016, 20:10

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 770
  Liczba postów : 76
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12397-megan-adelson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12408-nowe-twarze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12462-poczta-meg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12411-megan-adelson




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Pon Paź 31 2016, 23:11

Megan właśnie wracała z urlopu, mimo ze nie dokońca można nazwac to co miało miejsce urlopem, a na pewno nie teraz. Znudzona i zmęczona ostatnimi wydarzeniami postanowiła obrać nieco dłuższa droge. Chciała wszystko jeszcze raz przemysleć. Będąc w Hogsmeade tafiła na mała kawiarenke. Sprawiała wrażenie na tyle sympatycznej i przytulnej, ze grzechem było by nie wejść. Kobieta weszła wiec do srodka, zajeła stolik w samym końcie sali i poprosiła o zieloną herbatę. Nastepnie wyjeła z o dziwo dosyć małej walizki kilka zapisków i książek. Usiadła wygodnie, czytajac dobrą książke i popijając herbate. Gdy herbata sie skończyła kobieta zapłaciła, spakowała cały dobytek do walizki i wyszła zamykając za soba drzwi. Wychodząc usłyszała stukot dzwoneczków zawieszonych blisko drzwi, a im bardziej sie oddalala, tym mniej wyczówalny stawał sie zapach swieżo parzonej kawy i herbaty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Czw Lut 09 2017, 12:41

Kawiarnia Francuski Pocałunek. Max jeszcze nigdy tutaj nie zaszedł, czy to możliwe? Owszem. Nigdy jeszcze nie był w tej kawiarni, a nawet nigdy o niej nie słyszał. Dlatego udał się nieco wcześniej, ażeby w razie potrzeby móc się kogoś zapytać o drogę. Gdy tylko załatwił swoje sprawy w Hogwarcie postanowił dłużej nie zwlekać, bo jeszcze się spóźni. A doskonale wiedział, że jego towarzysz nie lubi spóźnialskich. I oczywiście dochodząc do Hogsmeade nie miał bladego pojęcia gdzie iść dalej. Na szczęście grupka uczniów z różnych domów wracała właśnie do Hogwartu to ich zapytał się o drogę, a Ci wskazali mu prawidłową. Ładnie podziękował i udał się w tym kierunku. Trochę się zdziwił gdy zobaczył tę kawiarnię, dlaczego? Bo często koło niej przechodził, a nawet nie wiedział że takowa istnieje. No bywa.
Wszedł do lokalu i od razu wzrokiem przeleciał po całej jego lokalizacji i na szczęście nie ujrzał mężczyzny. Czyżby to on się spóźni na ich spotkanie? Chociaż miał jeszcze cały kwadrans, a znając jego to pewnie się nie spóźni, bo inaczej pewnie by mu o tym wspomniał w swoich listach. Od razu jedna z kelnerek zapytała się o zamówienie, jednak ten na razie odmówił. Nie chciał sam spożywać czegokolwiek skoro był z kimś umówiony. A może Lemon nie będzie chciał w ogóle nic pić? Usiadł przy pierwszym wolnym stoliku gdzieś w kącie i zdjął kurtkę. Obwiesił ją na siedzeniu obok i wpatrzony w drzwi oczekiwał na przybysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 32
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 308
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14104-lemony-raspberry-carman#372805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14124-can-you-save-my-heavy-dirty-soul#373249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14125-rabarbar#373253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14126-lemony-carman#373254




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Lut 11 2017, 00:01

Trudno powiedzieć, dlaczego akurat tę kawiarnię wybrał Lemony. Może uznał, że nazwa jest na tyle sugestywna, że Max chętniej zgodzi się na spotkanie? Nie, to głupie. Mężczyzna tak czy siak by na nie przyszedł. Przecież ma do Carmana słabość.
Nie da się też określić relacji, która łączy obu panów. Z jednej strony jest to zdrowa przyjaźń - Lemony jest niesamowicie oddany Maxowi i zawsze służy dobrą radą. Może liczyć na to samo, a sam Lamberd jest dodatkowo fanem Cytrynki. Z drugiej strony... w Maxie jest coś, co pociąga starszego kolegę. Może to jego uroda, może niesamowicie ponętne ciało - równie dobrze może to być jego charakter. Lemony nie odkrył jeszcze, dlaczego zdarza mu się tęsknić za gajowym, przychodzi to jednak zdecydowanie zbyt często.
Nie widzieli się dobre kilka miesięcy. Głównie ze względu na pracę Cytryna. Cały czas bierze udział w ciężkich treningach, oddając się pasji. Stara się jak może, by zostać najlepszym zawodnikiem Quidditcha w historii. Możliwe, że kiedyś mu się to uda. Na tę chwilę czekają go ostre mecze z równie silnymi drużynami. A on, zamiast ćwiczyć, umawia się na randki. Bo tak nazwał ich spotkanie w liście, prawda? "Randką". Ciekawe, jak ustosunkuje się do tego Maximilian.
Lemony nigdy się nie spóźnia. Dlatego też we Francuskim Pocałunku stawił się dokładnie pięć minut przed umówioną godziną, spodziewając się dłuuugiego czekania. Jakież było jego zdziwienie, gdy dostrzegł w kącie sali przyjaciela! Ruszył doń szybkim krokiem, równocześnie zdejmując kurtkę. Przewiesił ją przez oparcie wolnego krzesła i pochylił się, żeby klepnąć Maxa w plecy. Przyjazny gest, choć z pewnością trochę bolesny, zważywszy na siłę, nad którą Carman jeszcze nie do końca panuje.
- Spodziewałem się, że będę musiał czekać. Widzę, że bardzo wziąłeś sobie do serca moją groźbę? Nie masz ochoty przelecieć się nago na miotle? - zażartował mężczyzna, jednocześnie wybuchając gromkim śmiechem. Nie bardzo obchodziło go, co pomyśli sobie reszta klientów. Przecież miał prawo być głośno, skoro właśnie świętują swoje spotkanie pierwszy raz od bardzo długiego czasu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Sob Lut 11 2017, 15:16

Czy Max również tęskni za Cytrynką? Oczywiście, że tak. Ich relacja jest już dość długa i obfitująca w różne doznania, Max nie chciał tego stracić przynajmniej na razie. Max lubił starszych od siebie, a tym bardziej takich którzy grają w Quiddtcha i mógłby się od niego jeszcze sporo nauczyć. Oczywiście nie patrzył tutaj na swoje korzyści, żeby jakoś się dostać do drużyny. Max można powiedzieć znudził się nieco tym sportem. Za czasów uczniowskich był w drużynie puchonów i na tym jego kadencja się zakończyła. Owszem, dobrze latał, ale tam jednak trzeba mieć o wiele większe doświadczenie niżeli takie jakie ma Max. Teraz wolał sobie nie plątać swojego ułożonego świata i nie interesować się tym sportem, może kiedyś ale teraz potrzebował stabilizacji, bo czuje że niesamowicie się chwieje i nie potrafi utrzymać równowagi.
Miała to być randka jak stwierdził Lemony. Pewnie będzie, mężczyzna zawsze zachowuję się wobec niego jakby byli na pierwszej randce. Przecież nie widzieli się tyle czasu, Max naprawdę zdążył się za nim stęsknić, może nawet nie za kochankiem tylko za przyjacielem. Przyjaźnili się i można powiedzieć, że to była szczera przyjaźń, co prawda łączyły ich intymniejsze stosunki, ale nadal się przyjaźnili.
I nagle pojawił się. Cytrynka pojawił się w kawiarni, jak zwykle punktualny. Co przyleciał na miotle czy jak? Nawet się nie spostrzegł kiedy został przywitany przez mężczyznę klępnięciem w plecy. - To jest randka czy trening? - zapytał smarując się po uderzonym miejscu. Uśmiechnął się oczywiście do mężczyzny. - Wiesz, że dla Ciebie jestem w stanie zrobić prawie wszystko. A latanie nago na miotle to dla mnie pikuś. - mruknął do niego i zaśmiał się. Oczywiście liczył na trochę rozmowy, czy chciał od niego wyjaśnień? Nie. Wiedział, że Quidditch jest jego pasją, dlatego też nie ingerował w to. Przecież to było wiadome, że pierwsze wybierze treningi niż spotkanie z przyjacielem. Ale Max to doskonale rozumiał, każdy ma swoje pasję, a jego pasją są właśnie treningi. - Na długo wróciłeś do świata żywych? - zapytał. Musiał to wiedzieć. Chłopak również się za nim stęsknił dlatego taka wiedza była mu konieczna. Nie wiedział jak ma się nim nacieszyć, ażeby starczyło mu na zaś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 32
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 308
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14104-lemony-raspberry-carman#372805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14124-can-you-save-my-heavy-dirty-soul#373249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14125-rabarbar#373253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14126-lemony-carman#373254




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Lut 19 2017, 00:36

Lemony jest osobą, którą niełatwo się zapomina. Ludzie lubią przebywać w jego towarzystwie ze względu na dziecięcą aurę, niewinność i ten typ humoru, który zachęca innych. Co łączy Maxa i Cytrynę? Trudno określić. Zaufanie jest podstawą zarówno związku, jak i przyjaźni. Do tego pierwszego Carman się nie nadaje, z drugim natomiast radzi sobie całkiem nieźle. Tyle tylko, że ich relacja już dawno wyszła poza granice zwykłego kumpelstwa. Bo koledzy nie chodzą ze sobą do łóżka. Nie całują się na "do widzenia" i nie wymieniają sprośnych wiadomości. A jednak żadne z nich nigdy nie mówiło o jakimkolwiek uczuciu. Lemony uważał za oczywiste, że nie muszą. Każde z nich miało prawo spotykać się z innymi, a w razie potrzeby i tak mogli liczyć na wzajemne wsparcie. Bo Cytryn jest emocjonalną amebą. Poza tym... wydaje mu się, że Maxowi też jest dobrze, kiedy wszystko utrzymuje się na zdrowej przyjaźni. Słowo "związek" nie powinno występować w słowniku żadnego z nich.
Trudno też powiedzieć, dlaczego Carman nazwał ich spotkanie "randką". Co prawda istniało prawdopodobieństwo, że po wszystkim skończą w łóżku, ale z Lamberda i Lemonka żadna para.
- Trudno stwierdzić. Nie nauczyłeś się jeszcze, że niektóre spotkania ze mną są jak walka o przetrwanie? - zapytał, przekrzywiając głowę. Przypominał trochę uroczego pieska, którego należy niezwłocznie podrapać za uszkiem. - Wybacz za to - mruknął jednak, uśmiechając się delikatnie, po czym pomasował miejsce, w które uderzył przyjaciela. - Wydawało mi się, że nie powinno boleć. Chyba ostatnio przeginam z treningami. Ale wiesz... pałkarz - wytłumaczył się, po czym wzruszył ramionami i usiadł na wolnym krześle. Był trochę... pobudzony.
- Trzymam cię za słowo. Ale jako, że o ciebie dbam, przełóżmy ten pokaz na lato. Teraz bałbym się, że mróz może ci bardzo zaszkodzić. A to byłaby wielka szkoda - zauważył, przyglądając się Maximilianowi. Śmiech mężczyzny poprawił mu nastrój.
- Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia. Teraz treningi, później mecze, zgłosiłem się też na wyjazd w ferie. Pewnie też jedziesz, prawda? - zapytał, stukając palcem o blat stołu. Czyżby to jakieś pierwsze oznaki ADHD? Lemony musiał robić coś z ręką, żeby się skupić. - Masz na coś ochotę? - zapytał, wskazując wzrokiem na menu. - Ja stawiam - zastrzegł. W końcu to on zaprosił Maxa na "randkę".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek   Nie Lut 19 2017, 11:44

Max również był takiego zdania. Może i nadawał się do związków, ale na pewno nie z nim. Lemon mu się podobał to prawda, ale nie chciał być z nim w parze. Było mu dobrze tak jak jest. Nigdy nawet nie myślał, że cokolwiek mogłoby między nimi być. Dlaczego? Sam nie wiedział i niekiedy myślał, że coś mu się chyba w głowie pomieszało. Bo jednak ze sobą sypiają tak, a to jednak o czymś świadczy. Z byle kim nie chodziłby do łóżka. No cóż... Taka relacja była mniej skomplikowana, nikt nie musiał się nikomu tłumaczyć, a Lemon często znikał. Rzadko się do niego odzywał, więc Max uznał, że tak będzie lepiej. W związku jednak musieliby się nieco częściej ze sobą spotykać, a jak znał mężczyznę to byłoby niemożliwe. Poza tym w takim scenariuszu na pewno ten związek nie miałby żadnej przyszłości. Max uważa, że w związku powinni się nawzajem wspierać i być ze sobą praktycznie zawsze. A że to było niemożliwe w ich stosunkach to uznał, że nie ma się co angażować. Poza tym puchon od jakiegoś czasu nie szuka do związku żadnej osoby, parę razy się zawiódł i to mu z pewnością wystarczy, bynajmniej na razie. A teraz? Teraz ma wiele chłopców z którymi ma ciekawe relacje, jedynie Will wydawał mu się najodpowiedniejszym kandydatem na przyszłego "męża" ale i to podlega wszelakim negocjacjom. - Wiesz, że jestem jak najbardziej za Twoimi treningami, można powiedzieć że to mnie w Tobie niesamowicie pociąga, ale nie uważasz, że niekiedy przesadzasz? Zaniedbujesz przyjaciół, a przede wszystkim mnie... - powiedział nie kryjąc złości, że trochę go zaniedbuje. Max oczywiście miał od tego ludzi, aby się dobrze zabawić, ale Lemon również do takich należał, więc dlaczego miał być jakoś inaczej traktowany? Nie naciskał, nie chciał aby robił cokolwiek z przymusu, ale ich spotkania praktycznie kończą się zawsze tak samo. Przecież to nic złego co oni robią, tak naprawdę? Maxowi to całkowicie nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. - Trzymaj, trzymaj. Wiesz, że jestem gotów na wszystko. - mruknął. Max nie bał się wyzwań, chociaż to było bardzo bojaźliwe wyzwanie. Latanie nago na miotle? To może skończyć się gwałtem oczywiście nie mówiąc tutaj o siedzącym naprzeciwko niego mężczyźnie. - Jadę, jestem w końcu gajowym, a to mnie do czegoś zoobowiązuje. - mruknął do niego. Ferie widziały mu się bardzo. Ten cały bal, ale nie miał z kim iść i pewnie w ogóle się na nim nie pojawi. Sam nie miał zamiaru iść, a poza tym co on by tam robił? Chyba, że jako jakiś stróż, ażeby nikomu nic się nie stało. To może jedynie taka opcja być dostępna innych nie widział. Spojrzał na listę z menu. Skoro Lemon stawiał to był jak najbardziej tym zainteresowany. On ostatnio nie rzuca pieniędzmi na prawo i lewo. Dobrze, że wujek Haydn go wsparł, bo inaczej nie wiedziałby jak sobie poradzi. - Dyptamowy smakosz. - mruknął do mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kawiarnia Francuski Pocałunek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Pocałunek śmierci
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kliknij i przeciągnij

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-