IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub "Pusta Klata"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Pub "Pusta Klata"   Sro Lut 19 2014, 22:17


Pub "Pusta Klata"

Nikt nie wie czemu właściciel tego miejsca nadał mu taką specyficzną nazwę. Nijak to się odnosi do wnętrza, ani nie ima się to wielu innych spraw, które mogą Ci się kojarzyć z tym miejscem. Nie mniej jednak zaraz po wejściu do środka tego starego budynku nasuwa Ci się myśl, że panuje tu przyjemny półmrok.
Jest to miejsca dwupoziomowe. Na górze znajdują się zarezerwowane stoliki oraz te dla członków specjalnego klubu. Jeśli chciałbyś złożyć tu podanie o kartę stałego klienta, aby mieć wynajęty stolik na górze na zawsze musisz skontaktować się z właścicielem i przede wszystkim zasłużyć sobie.

Dolna sala jest przeznaczona dla wszystkich klientów i możesz ją z powodzeniem wynająć na swoje urodziny czy inne kameralne przyjęcie, które chciałbyś zorganizować dla ściśle określonego grona. Kto wie, może wy wszyscy chcecie zagrać w partyjkę tajemniczej gry, która obowiązuje tylko w tym barze?

Kłębolot
Dymiące Piwo Simisona
Smocza Krew
Ognista Whisky
Różowy Druzgotek
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Łzy Morgany le Fay
Wino z czarnego bzu
Uścisk Merlina

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 747
Dodatkowo : jasnowidz
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7177-anastazja-m-mallory#204602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7219-witaj-u-panny-mallory
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7220-listy-anastazji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7251-anastazja-melissa-mallory




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Nie Mar 02 2014, 20:29

Ok, zbliżała się dziewiętnasta więc pora stawić się w wyznaczonym barze. Humorek tej pani od samego rana dopisywał, możliwe, że dzięki temu spotkaniu, możliwe, że dzięki temu, że nie ma epidemii. Że ferie się skończyły.. No wszystko jest możliwe! Ale mniejsza. Kiedy tak sobie weszła do środka i zobaczyła paru gości którzy patrzyli na nią jakoś dziwnie podeszła szybko do barmana i spytała o właściciela. Nie chciała siedzieć na dole, wśród innych ludzi, więc jakimś cudem zarezerwowała stolik na górze. Punkt dla Mallory! Tam na szczęście nikogo nie było, więc mogli sobie pogadać. Zamówiła sobie coś mocnego i po chwili ruszyła z tym ku górze. Zasiadła przy stoliku, zdejmując przy tym kurtkę. Czekała tak sobie czekała, popijała i trochę przypomniała jej się sytuacja jeszcze przed feriami. Jak to czekała na Ambroge w jednej z Kawiarni. Historia lubi się powtarzać. Uśmiechnęła się. Właściwie to "przed feriami" było bardzo dziwnie, dziwnie jest teraz i chyba zawsze będzie! Ale trudno. Powiedziała co wiedziała i uśmiechnęła się na widok chłopaka, który właśnie wszedł przez drzwi. Z góry miała znakomity widok na wszystko.. Pomagała mu dłonią uśmiechając się dalej.
-Witaj. -Powiedziała, kiedy ten wszedł na górę. Wstała i pocałowała go w policzek. -Czemu chciałeś się spotkać? -Przyznam że to pytanie ją nurtowało. Kiedy dostała list, był cały pokreślony. Niektóre słowa odczytała, lecz z trudem. Te które wyłapała, nie wskazywały na szczęście, więc naturalnie, że zgodziła się na spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Pon Mar 03 2014, 00:53

Błąkał się po mieście, bez większego celu. Jakoś tak, nie mógł nigdzie wysiedzieć. Stąd właśnie dlatego, wybrał się na ten spacer. Od mniej więcej południa, bo tak wstał, załatwił poranną toaletę i był gotów do wyjścia, łaził to, to tam. Odwiedził znajomych, kilka osób spotkał. Mniej lub bardziej przypadkowo. Jedno było pewne. Miał niesamowity ból, wręcz krwotok egzystencjalny, o czym napisał w liście do Anastazji. W zasadzie to napisał, ale i skreślił. Nie chciał, nie lubił uprzedzać faktów. Ech.. Znowu się spóźnił? Tak. Było już grubo po dziewiętnastej. Dochodziła ósma. Cudownie. Jeszcze wyjdzie na nieobowiązkowego. Żyć nie umierać. Do klubu wszedł spokojnie, rozglądając się za Mallory. Nigdzie jej nie było. Dopiero gdy pokusiło go, żeby się jakoś rozejrzeć, zobaczył ją machającą do niego. Zatem dziś będą bawić na górze? Nie ma problemu.
Chłopak nie złożył zamówienia. Zamiast tego, po przyjściu od razu zapalił papierosa. Gdy Anastazja go powitała, lekki uśmiech wystąpił na jego twarzy. Lekki, acz ironiczny. Zły. Smutny. Tak. To ostatnie określenie najlepiej go opisało. Czemu chciał się spotkać? Czemu. Czemu. A co jeśli po prostu się za nią stęsknił i chciał ją zobaczyć?! – We wszystkim musicie widzieć wyższy porządek. – rzucił chłodno i cicho, siadając przy stoliku. Wyglądał strasznie. Z resztą tak się czuł. Stan depresyjny? Chyba jakoś tak to się nazywało. W każdym razie, chłopak nie mógł spać, jeść. Nic. Tragedia. Najgorzej było ze snem – potrafił nie zmrużyć oka do późnych godzin nocnych, a potem zasnąć by spać tak do szóstej po południu. Z jedzeniem podobnie – niby był głodny i musiał coś zjeść, ale jego organizm, jakby wetował wszystkie próby spożycia posiłku. Jedynie papierosy trzymały go przy życiu. Oj, tak fajki. Można powiedzieć, że były lekarstwem na to wszystko. Dlatego właśnie palił teraz jedną.
- Welschmertz skarbie.. – powiedział cicho, bez żadnej emocji. – Tak skurwysyńsko wielki. Kryzys egzystencjalny. Przewartościowałem wartości i wiesz, co? Okazało się, że jestem do dupy. – rzucił krótko. – Ciągle tylko bawię się kobietami, a sam płaczę, gdy jakaś mnie zostawi. Mimo to żongluje nimi, jak nie wiem.. – wyznał. – Zgoda, może większość wie czego chcę i najczęściej tego samego co ja, jednakże. To męczące. – dodał po chwili. – Inna sprawa. Jestem na studiach. Powinienem mieć zarysowany plan na życie. A ja nadal nie wiem, czy chcę uczy, czy tworzyć. – zgasił papierosa. – Pomóż mi. Proszę. Straciłem wenę, motywację, wszystko. Jesteś moją ostatnią deską ratunku. Nawet jej.. – zatrzymał się. – to znaczy Daidree się nie udało.. – skończył, nieśmiało. Nie powinien chyba o tym mówić. Nie jej. Cóż. Teoretycznie zawsze były jakieś rozwiązania insze, na przykład spotkanie z którymś z Watsonów i kupienie od nich prochów, prawda? A w sumie, to nie było takie głupie rozwiązanie..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28754
  Liczba postów : 34372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Pon Mar 03 2014, 11:48

Jakie życie, taki rap, jaka świnia, taki schab - leciała jedna z topowych piosenek w Pustej Klacie. Wszyscy się dobrze bawili wirując na parkiecie, upijając się trunkami wysokoprocentowymi czy dogadzając sobie w toaletach. Widzicie, to nie był taki zwykły klub. To był SUPER KLUB. Ta nazwa do czegoś zobowiązuje. I dlatego właśnie nie byle plebs był tu zapraszany, choć ich rozrywki niekiedy mieszały się wręcz z tymi pospólskimi. Ale my nie o tym teraz. My teraz o tym, że wszędzie roiło się od barczystych ochroniarzy, którzy nie potrzebowali usztywniaczy karków w razie wypadku, bowiem nie mieli karków. Co mogło nastręczać masę problemów. Same mięśnie i wiele kilogramów żywego mięsa, bo jak mówił Pudzianowski, po pierwsze zwiększ masę. Swoją drogą takie hasła widoczne były na koszulkach co poniektórych, aby nadać świeżości temu miejscu. Gdzie testosteron wylewał się oknami. I kanalizacją.
Nie mniej nie wnikając, jak to się stało, że pewna nauczycielka przemknęła między tymi żywymi maszynami do zabijania, w końcu wszystko się wydało. Widząc jakąś dziwną parkę przy jednym ze stolików, pan Ziutek dał znać swym towarzyszom, że pora wyprosić stąd intruzów. Szczególnie, że wyższą kondygnację piętra zajmowali klubowicze WIAJPI, którzy mimowolnie skrzywili się na widok tych plebejskich twarzy. O reputację trzeba dbać, wiadomka. Dlatego nie minęło parę chwil, jak kilka goryli otoczyło stolik, przy którym siedziała panna Mallory i jej kochanek-uczeń, pan Friday.
- Dostaliście się tu bezprawnie. Albo zejdziecie piętro niżej, albo wyproszę was z klubu - odezwał się niskim, nieco przerażającym tonem jeden z ochroniarzy. Za nim stało kilka innych typków, z wyciągniętymi różdżkami. Uuu, robi się niebezpiecznie! Ale tak to jest, jak zapuszczasz się w miejsca, nie orientując się dokładnie w tym, cóż to za miejsce. Pusta Klata nie jest miejscem dla każdego. Tu trzeba przede wszystkim akceptować pewne zasady, a niesubordynacja będzie surowo karana.
Nie ulega wątpliwościom, iż atmosfera stała się napięta i gęsta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 747
Dodatkowo : jasnowidz
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7177-anastazja-m-mallory#204602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7219-witaj-u-panny-mallory
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7220-listy-anastazji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7251-anastazja-melissa-mallory




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Pon Mar 03 2014, 16:26

-Nie chodzi o to! Kiedy dostałam ten list.. przyznam, że był cały podkreślony i ewidentnie pisany w nerwach. Zaniepokoiłam się po prostu. -Powiedziała czułym tonem. Chłopak wyglądał tragiczne i pewnie też się tak czół. Wolała go z uśmiechem na twarzy, lecz depresja nie jest kolorowa. Anastazja sama ją przeszła, tak chodziło o ślub i to nie ona uciekła, tylko jej narzeczony, lecz i tak.. depresja to depresja. Tu nie ma określonych przyczyn, ona po prostu jest. Przypomniało jej się, kiedy siedziała w swoim nowym mieszkaniu, jeszcze nie wyremontowanym bez mebli itd. W ręce dobry alkohol, który w szczególności jej pomógł, papieros w drugiej, a na ziemi kubek kawy. Wszystko, żeby nie spać. Nie przypomnieć sobie twarzy narzeczonego, kościoła, min rodziców.. straszne. Nie polecam. Kobieta wzięła głębszy łyk. -Nie jesteś do dupy. A kobiet sobie nie wybierałeś, jeśli trafiałeś na łatwe, to nie twoja wina.. Zresztą, nie wmawiaj sobie opinii Obserwatora, bo wiesz, że na prawdę taki nie jesteś. Kotku, mam dwadzieścia pięć lat i nadal nie wiem co będę robić w życiu. Na pewno nie zostanę w Hogwarcie na zawsze...  -Zapatrzyła się w jeden punkt. Co prawda, jej marzeniem nie było uczenie. Sama nie wiedziała co robić. W końcu nie jest jeszcze skreślona przez życie... Zawsze może rzucić to wszystko w cholerę i jechać gdzieś. Malować, tworzyć... lecz wtedy odzywa się ta rozsądna strona i widzi, że to bezsensu. Wszystko...-Ambroge, czego ode mnie oczekujesz? Pomogę ci, to oczywiste. Lecz jakiej pomocy oczekujesz? -Wzięła głęboki oddech i chwyciła go za dłoń. Lekko uniosła kąciki ust. Zamknęła na chwilę oczy, a kiedy znowu je otworzyła koło nich stał wielki ohydny facet. Wzdrygnęła się na jego widok. Czego ta małpa od nich chciała? -Masz jakiś problem? -Wywróciła oczami. Co, nauczycielka i do tego drobna to gówno warta? O nie nie, ona też mogła wyciągnąć różdżkę, problemu nie ma!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sro Mar 05 2014, 17:55

Wyglądał? Pewnie tak. Może to dlatego, że jakoś w sumie nie przejmował się tym, jak wygladał. Oczywiście nie zaniedbywał czegoś takiego jak higiena osobista, broń boże. Ale. Był taki wymięty. Zgarbiony. Nieobecny. Bez uśmiechu. Dziwnie blady z powodu braku snu i zaburzeń apetytu. Tak rzadko jadł. Jeden, góra półtora posiłku na dzień. Posiłku, który składał się z dwóch kanapek. Bardzo zdrowo, ale cóż. Widać tak musiał. Potrzebował tego? Nie. Nie bardzo, w końcu miał tyle energii, tyle pomysłów na obrazy, kolejne przemyślenia, którymi mógł podzielić się z ojcem, kolejne tematy do dyskusji przy stole, kiedy wróci do domu. I co? Wszystko się zawaliło. Dosłownie wszystko. Czemu? Sam do końca nie wiedział. Nie było jakieś określonej przyczyny. Po prostu, pewnego dnia, stwierdził, że musi sobie wszystko przemyśleć. To nie był najlepszy dzień, stąd może właśnie zebrało go na refleksje…
- Na pewno nie gadania. To.. W niczym nie pomaga. Dlatego się do Ciebie zwróciłem. Sądziłem, że mnie zrozumiesz. Cóż.. – mówił, urywanymi zdaniami. Miał zamiar już zebrać się i wyjść, kiedy jakieś neardeltańczyki zastawiły mu drogę. Aż poczuł, że musi usiąść. Tak też zrobił. Ci goście byli naprawdę ogromni. I jeszcze ich wyganiali, tak? No nie. Tak tego zostawić nie mógł. Poza tym, miał wrażenie, że lepiej aby on się tym zajął, niżan astazja, zwłaszcza że wyglądała jakby była w bojowym nastroju..
- Panowie. Sądzę, że wyrzucenie nas z lokalu nie będzie potrzebne. Jednak zanim przeniesiemy się na dół, chcielibyśmy zwrot pieniędzy za wynajecie tego miejsca. W końcu to nie nasza wina, że nam je sprzedano. Nie mieliśmy pojęcia, że są to miejsca dla ludzi na specjalnych warunkach, a i barman chyba też nie, skoro je sprzedał bez wahania. – rzucił oschle. Wzrok utkwił gdzieś w eterze. Nie bardzo miał ochotę na jakiekolwiek kłótnie. Może dlatego był taki spokojny, a wręcz apatyczny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28754
  Liczba postów : 34372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sro Mar 05 2014, 19:01

OLEOLEOLE nie damy się! Panowie mięśniacy zorganizowali się w większą grupę przestępczą, bo po prostu w świecie magii trzeba mieć się na baczności. Nigdy nie wiadomo czy nie narodził się taki drugi Lord Voldemort, który rzuca zaklęciami na prawo i lewo. Musieli się więc bronić, szczególnie, że nie uśmiechało im się umierać za pracodawcę. Wykonywali swoją robotę, a ta dwójka im tego nie ułatwiała. Zapewne pan Ziutek tracił już powoli cierpliwość, ale pamiętał słowa szefa, aby trochę poskromił swój gniew, bo wcale nie jest młody, więc nie może być gniewny. Gdyby nie miał na nosie czarnych, szpanerskich okularów, widać by było, iż wywrócił oczami słysząc niemiłe słowa jakiejś kobiety, a potem dziwnych tłumaczeń jej przydupasa. Na które ściągnął jedynie brwi, nie rozumiejąc, o co gostkowi chodzi. Dookoła wśród klientów VIAJPI rozgorzało oburzenie, że do ich strefy wpuszczani są byle oszuści. Kelnerzy obsługujący tamte stoliki zaczęli ich uspokajać, mówiąc, iż ci tutaj już stąd wychodzą.
- Trochę kultury paniusiu - rzucił pan Ziutek, rozkładając ręce i mlaskając, bowiem żuł gumę, chyba z wczoraj. Nieważne. To poważny interes jest, a ona zachowuje się jak ostatnia krowa! - Nasz klub nasze zasady, nie? - powiedział z pretensjami, a potem zwrócił wzrok ku Friday'owi.
- Złociutki, nikt z was za to miejsce nie zapłacił, wdarliście się tu bezprawnie. Póki co grzecznie poprosiłem, abyście sami stąd się wynieśli, bo w przeciwnym razie my wam pomożemy. Za chwilę nie będę taki miły - warknął, przyjmując taką samą pozę co poprzednio. Chyba nawet jego złoty ząb zaświecił złowrogo w świetle dyskotekowej kuli. TAKA SYTUACJA.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 747
Dodatkowo : jasnowidz
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7177-anastazja-m-mallory#204602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7219-witaj-u-panny-mallory
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7220-listy-anastazji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7251-anastazja-melissa-mallory




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Nie Mar 09 2014, 09:01

ONA SIĘ ZACHOWUJE JAK KROWA?! No chyba coś jest tu nie halo! Żaden prostak nie będzie podskakiwał tej kobiecie! A tak na marginesie ten jego "złoty ząb" wywołał u niej mdłości. Ale spokojnie, dziewczyna się opanowała, uśmiechnęła i jest git. Nie ważne, że się w niej gotowało i chętnie zrobiła by coś temu burakowi, chwyciła szybko płaszcz, ubrała go i stanęła koło Ambroge.
-Wychodzimy.. -Powiedziała. Nie będą robić szopek, zwłaszcza wtedy kiedy chłopak tak się źle czuł. Anastazja chwyciła go za rękę i skierowali się w stronę schodów. Kiedy znaleźli się na dole, podbiegła do barmana chwyciła Ognistą (to chyba była Ognista), dała mu tyle Galeonów ile trzeba i wybiegła z budynku. Kiedy znaleźli się na ulicy, Friday wyglądał gorzej niż w środku! To ta pogoda, może oświetlenie? Cóż prawda taka, że czuł się do dupy i trzeba mu było pomóc! Uśmiechnęła się do niego, pocałowała lekko w usta i podała butelkę. Chyba nie musiała niczego mówić, to było oczywiste. Poszli sobie z tego baru, do którego Anastazja prędko nie wróci, bo chyba trafiłaby do Azkabanu.

[zt 2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Niagara Falls, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 91
Dodatkowo : Wilkołactwo
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5544-estelle-moliere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7438-fasolki-wszystkich-smakow-nr2#209349
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5546-silke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7764-estelle




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Nie Kwi 06 2014, 02:28

Nic już nie było takie samo. I choć ostatnimi czasy słowa te powtarzała niczym mantrę, tak dzisiejszego wieczoru straciła całą swoją nadzieje na to, aby to co było powróciło. Nie i jeszcze raz Nie !. Była zwyczajną kretynką, skoro tak sądziła,  nie powinna się była łudzić, że coś się w tej kwestii może się zmieni. To już nawet nie o to chodziło że ona sama się zmieniła, ale wszyscy wokół i choć ten rok wydawał się być z początku piękną przygodą, okazał się być, beznadziejną, bezgraniczną klęską, zamieniając już i tak beznadziejną sytuację w jeszcze gorszą. Kiedy wyjeżdżała z Kanady myślała, że nic gorszego niż tam nie mogła ją spotkać, ale znowu się pomyliła. Wszystko było to dupy... !! I przestała wierzyć w to, że w końcu coś się zmieni.  A teraz ten wrak człowieka, dręczony wszystkimi możliwymi wyrzutami sumienia, idzie, zupełnie bez celu, nie starając się zachowywać pozór, że wszystko jest dobrze. Nie, cholera !!!. NIe jest dobrze i nie będzie. Stała się wrakiem. I co teraz widzisz.
Widzisz tylko tę samotną duszę...? To właśnie ten demon w ludzkiej postaci, którego czarne skrzydła są ciągle podcinane. Nie zawsze taka była. Nie zawsze była żmiją, wcześniej po prostu była... milczącym cieniem, którego oczy wlepione były w jeden punkt. Aż odżyła, aż ze świata kolorów i kłamliwych pięknych obietnic wkroczyła do ciemności. I od tamtej chwili miała się tutaj dobrze.
Przyzwyczaiła się do tego mroku, który stanowił dla niej jedyne ukojenie. Czego chcieć więcej? No czego...?.Jednak dawna Estelle nigdy nie wróci. Nie będą miały miejsca miłe uśmiechy, nie będzie też płakać. Nie będzie. Nawet teraz.
Oni nie byli tego wari.Głupcy...! GŁUPCY nawet nie wiecie, co narobiliście. Co właśnie uwalniało się w jej środku, co powodował ten przejmujący ból...
Rozsypywała się, kawałek po kawałku.
Niewinna wręcz, na krótki moment odsłonięta i słaba, ukryta w swym chaotycznym wnętrzu.
Teraz się nie boicie tak..? Teraz zwierze leży zranione, lecz na jak długo?
Zimny chichot wypłynął z jej warg, był niczym melodia. Niczym podkład do ich przedstawienia. Z każdą chwilą był coraz głośniejszy, aż w końcu popłakała się ze śmiechu, rzucając jednemu i drugiemu przechodniemu spojrzenie mówiące jest mi cudownie źle, ale co tam miej mnie świruskę..
Wyglądała pewnie jakby się właśnie czegoś naćpała albo napiła, tracąc zupełne kontakt ze świadomością, ale ona była całkowicie trzeźwiutka. Nie wzięła jeszcze ani jednej kropli alkoholu do ust tego wieczoru. Dlatego wstąpiła do tej uroczo, pochmurnej speluny, aby móc się napić i zapomnieć. Od tych wszystkich kretynach, drużynie, meczu, tej powalonej imprezie i o ostatniej bardzo ważnej kwestii, a mianowicie o Percy'm. Doskonale zdawała sobie sprawę, że list który od niego niby dostała był tylko stekiem bzdur i żartem, ale  i tak bolało jak nigdy wcześniej. Sama świadomość tego, że ktoś mógł by  im coś takiego zasugerować był obrzydliwy i wyjątkowo paskudny, ale dotknęło jej to. Kiedyś może i nie wzięła by sobie tego do serca, lecz teraz......chciała zapomnieć, po prostu zapomnieć. A wyjątkowo dzisiaj miała ochotę się napić jak nigdy w życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 19 2014, 14:15

Tylko Merlin wiedział, jak go w tym momencie nakurwiała głowa. Nie tylko od płaczu dziecka, które teraz pewnie smacznie spało, ale też przez pieprzenie babki, która dojrzała się, że nie ma tego Zadowalającego z Transmutacji. I kogo to obchodzi? Nie jego. Gdy tylko dożył cudem dnia swoich urodzin rzygał tęczą. Miał wrażenie, że całe swoje życie już przeżył pomiędzy kolejnymi przygodami z laskami, które co raz okazywały się być większą tragedią od poprzedniej. Ruchać, ruchać, zalegalizować? Nie miał ochoty ruchać. Nie miał ochoty patrzeć na każde obrzydliwe dziewczę rzucające cyckami dalej niż pałkarz tłuczkiem. Chciał się pojawić w Hogwarcie znowu, ale już go torsje zbierały z myślą o tych wszystkich zjeżdżających się frajerach, o Youngu który na pewno się gdzieś plątał ze swoją pojebaną siostrzyczką i tą całą Villaparsen, która pewnie też za nimi łaziła błagając tego ochlajtusa o przebaczenie. Debil. Zjeb. Tyle w temacie Kaia Alexandra Younga - najbardziej chujowego przyjaciela na tej czarodziejskiej ziemi. Ale idąc dalej. To można powiedzieć, że Casprowi siostrzyczka też się cudowna trafiła. Takiej nigdzie nie znajdziesz! Głupia picza znowu wyjechała. Znowu, znowu. To śmieszne, żałosne, obrzydliwe. Po raz pierwszy chyba stwierdził, że jest warta tyle co Jacob plątający się teraz w Londynie od butelki do butelki. To mocno nie fair, że musiał na to wszystko patrzeć. Naprawdę. Nie mniej jednak skoro już tak wiecznie zbierało mu sie na niedobre i tak dalej, to cóż zrobić. Musiał żyć. Ludzie urodziny pojmowali jako okazję do świętowania, a on po osiemnastych urodzinach nie miał ochoty znów robić imprezy i spodziewać się miliona osób, które śmiałyby mu się w twarz. Dzień spędził w dość prosty sposób. Alkohol, kanapa. Gdzieś w pokoju Summer, a potem leżąca na puchowych dywanie, gdzie bawiła się grzechotkami, które wisiały nad nią zawieszone za pomocą specjalnego zaklęcia. Caspra jedynie był w stanie zdjąć z kanapy nieprzyjemny zapach, który mała władowała do pieluchy, ale na szczęście znalazł już super zaklęcia, które trochę mu pomagały w tej brudnej robocie, więc nie musiał się brudzić! Tak czy tak na dziś był ustawiony z ziomami i nie zamierzał z tego zrezygnować. Picie, chlanie i ruchanie. Choć pierwsze i drugie, to prawie to samo nie? Nieważne. Wszedł do pubu rzucając obraźliwe spojrzenie dla barmanki, która wyglądała jak najgorsza wywłoka i usiadł przy stoliku dla kilku osób zamawiając już teraz dwie butelki uścisku Merlina, a potem ognistą whiskey. I tyle.
Czekał. Przecież go nie wychujają nie? Najlepsi przyjaciele.
Mam ich tak wiele. - Dokończył w myślach stukając palcami z irytacją o stół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4982
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2626
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 19 2014, 14:48

Przyszedł. Jakby mógł od tak to zignorować? Co z tego, że Casper był frajerem i na jego urodziny nawet nie wysłał mu różowej kartki, z jakimś równie pstrokatym napisem, który tylko by go wkurwił? Byli kumplami, a o ile wiele można było mówić o Rasheedzie to na pewno nie można było powiedzieć o nim, że zostawia przyjaciół w potrzebie. No cóż, a teraz Villiers wydawał się być bardziej niż w potrzebie. Spadł na niego ten śliniący się i wrzeszczący dzieciak, a w dodatku starość nie radość. Dotarł do momentu, w którym będzie tylko gorzej, ale mimo to poczuwali się obaj w obowiązku, aby to oblać. Jakże mogłoby być inaczej? Jeśli chodziło o whisky to akurat na tym polu Rash też nigdy nie zawodził.
Przybył więc do tego dziwacznego pubu, z którego wyrzucono już raz tę pindę Anastazję i jej równie pindowatego kochanka. Dobrze tutaj wiedziano kto robi za motłoch, a kto niekoniecznie. Świetnie, żaden plebs nie będzie im dzisiaj przeszkadzał w napierdoleniu się w trupa, bo i przecież to zamierzali chyba zrobić, nie? Cóż za zabawa jest, gdy pije się z umiarem i pamięta potem całą imprezę? Patologicznie, ale co tam, yolo, dziewiętnastkę ma się tylko raz w życiu. Wow, Sharker taki spostrzegawczy.
Wszedł do środka, omiatając wnętrze nieco nieprzychylnym spojrzeniem. To tak rozsyłając eufemizmy. Zlokalizował Caspra i ku niemu też skierował kroki, siadając przy stoliku.
- Siemasz - przywitał się po prostu, szukając czegoś po kieszeniach płaszcza. - Jak żyjesz?
Tak, to było chyba bezpieczniejsze pytanie od tego co z małą, bo i szczerze: czy jego to powinno interesować? Chyba nie, ale po tym treningu z Coco. Kurwa, on już nie wiedział co ma myśleć. Pierwszy raz w życiu Rasheed Jasper Sharker miał mętlik w głowie, pogubiony w tym co odczuwał, zwłaszcza jeśli chodziło o to kim była CC dla jego i Villiersa. Co za burdel…
- Łap - powiedział wreszcie, gdy wymacał odpowiedni przedmiot i przesunął go po stoliku w stronę Ślizgona. Magicznie pomniejszony kufer. Obiecany alkohol.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 19 2014, 15:27

Nie no, pewnie, że się zjawił. W końcu Casper miał urodziny, a że z niego był równy gość, to postanowił dotrzymać mu towarzystwa. Jemu i Sharkerowi, który też był spoko. Może nie znali się wszyscy jakoś szalenie długo, ale w gruncie rzeczy sport, a konkretnie quidditch łączył ludzi proszę państwa! Niestety nie mógł tego powiedzieć o bludgerze, bowiem to im z Villiersem nie wychodziło zdecydowanie. Grunt, że jakoś się dogadywali i jako drużyna sprawowali się całkiem nieźle. W sumie potrzebował nieco odpoczynku od chorej rzeczywistości, w której był, choć zdecydowanie nie umywała się do tego, co ciągneli za sobą jego młodsi kumple. I o czym oczywiscie nie wiedział, ale to akurat nie było niczym zaskakującym. Reyes nigdy nie ogarniał cudzych żyć, choć teoretycznie powinien, z racji tego, że umie zaglądać ludziom w umysły. Wolał jednak w klasyczny sposób dowiadywać się o egzystencji ludzi, którzy coś dla niego znaczyli. W końcu zaufanie to podstawa.
Ubrał się na luzie, idąc spokojnie to najlepszego pubu w okolicy! I chyba przybył jako ostatni, bowiem kiedy przekroczył próg pomieszczenia, gdzieś w oddali siedzieli już dwaj ślizgoni, ewidentnie zaopatrzeni w alkohol. Co prawda on już swój prezent wysyłał poprzez sowę, ale to akurat najmniej istotne. Nie pił, lecz z okazji urodzin... no mógł się przemóc.
- Siema - rzucił do nich obydwóch, po czym każdemu z nich uścisnął rękę niczym menski menszczysna, a potem zasiadł sobie nie wiem gdzie, załóżmy, że obok Caspra, albo jakoś przy trzecim boku stołu, albo whatever!
- Ja tam szybko będę pijany... - rzucił, z lekką obawą. Dwie szklanki i będzie narąbany, bo przecież normalnie nie pije. Dlatego jedna szklaneczka i będzie mu weselej, dwie szklaneczki i... armagedon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 19 2014, 19:24

Patrz czarożycie. Masz przed sobą trzech Ślizgonów, których wyruchało życie. Zebrali się do tego w jednym pomieszczeniu, gdyby Mistrz Gry podpalił ten pub i ich zabił, to czy ktoś uroniłby chociaż jedną łzę? No mów. Może to właśnie ty postronny widzu, byłbyś wynajętym do płaczu, a może szczerze byś upadł na kolana całując popiół w podzięce za to że ich pochłonął. Mów szczerze, każdego z tej trójki jebie twoje zdanie. Jack? Przeżył swoje z miłą panią prefekt, która rozpłynęła się nagle prawie na pstryk. Rasheed? Kanadyjskie genitalia okazały się mieć wyższe potrzeby i po prostu zrobiły YOLO tym samym idąc w pizdu. A Casper? Gdyby tylko chciał, siedziałaby tu teraz ruda siedemnastolatka, którą mógłby macać bez końca. Chciał, czy nie chciał? Teraz chciał. Wziąłby ją na stronę, zaliczył i znów zostawił. Wracał do niej jak pies z podkulonym ogonem, kiedy chciał ruchać. A jakieś wyższe uczucia? Wypieprzyły w kosmos, gdy dowiedziały się o całym przedstawieniu. Young Srang? Śmiało. Porozmawiajmy. Przynieś dobry alkohol, a zaleje w trupa twoją niepewność w tym kto tu jest winny. Przecież wiadomo, że nie Villiers, który teraz grał idealnego ojca, ale idąc na melanż zapomniał o córce, którą miał wsadzić za pasek od spodni. A tak serio? Tak serio to już to pierdolił. Summer została z dziadkami, a on potrzebował upojnej chwili, gdy jego nos będzie pływał w ognistej. Cóż, śmiało. Miał na to ochotę i cieszył się, że Jack nie zamierzał zjebać mówiąc, że dziś nie pije, a Sharker tymczasowo też nie wyglądał jak ten co przeleciał Stone'a. Cóż, Casper był pewien, że takie doświadczenie zostawi na jego czole stałą bliznę w kształcie wypiętej dupy. O dziwo tego gadżetu nie miał ze sobą, a może nałożył kilogram tapety? Kto go tam wie! YOLO!
- No siema, siema. - Przywitał się z każdym z nich wstając na moment by ścisnąć im dłonie, a zaraz potem machnął na uroczą blondi, której cycki wypadały ze stanika, a ta postawiła tutaj trzy szklaneczki i zniknęła. Casper bez mrugnięcia okiem otworzył butelkę, a potem zalał do pełna naczynia podsuwając je swoim kumplom.
- Dziś pijemy za to, że jebła mi dziewiętnastka, a mam wrażenie, jakby to była wieczność. Potem możemy iść się ścigać na miotłach. Pieprzy mnie ten świat. Serio. Co u was? Wam też ktoś życie ujebał? Śmiało. Rasz, bo wiesz. U mnie wszystko ok. Po prostu moja babka dochodzi do negatywnego orgazmu gdy dowiaduje się o moich ocenach. Grozi mi pieprzona, że odda Summer do adopcji. Powiem Wam gdzie ja ją mogę oddać. Do domu starości, jak jej połamię kości i powiem, że takie życie ono jest jak jest się skurwiałym starcem. - Pieprzył. Pił już wcześniej, był zły. Musiał się uwolnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4982
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2626
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 19 2014, 20:34

Sala wydymanych przez życie. No dobra, możliwym było, że jak się napierdolą w trzy dupy to i nie zostanie tutaj tylko sala, ale i impreza przeniesie się na cała „Pustą Klatę”, tym samym sprawiając, że ich los wyrucha jeszcze bardziej. Przecież uroczy panowie abeesy nie będą czekali, aż odechce im się harców po barze i zapewne wpadną na jakże zacny pomysł, żeby pożegnać ich z okolicznym krajobrazem, wyrzucając za fraki na ulicę. Lecz czy byłoby to upokarzające? Sharker już nie jeden raz schlał się do nieprzytomności, bo przecież mógł, nie? Jeden z tych przywilejów dorosłości - jeśli jest Ci niedobrze lub źle to znajdź kumpli i najeb się. Tak było łatwiej prościej, ale i miało to swoje minusy. Zrobisz tak raz, potem drugi, na końcu wpadając na jakże rozsądny pomysł, że raz na jakiś czas już nie wystarcza i powinieneś spróbować częściej. Usiąść przy stole, odkorkować butelkę i zatonąć w morzu procentów dzień za dniem, wieczór za wieczorem, aż wreszcie staniesz i uświadomisz sobie, że skończyła Ci się whisky. Wściekniesz się, będziesz agresywny, może nawet bardziej niż zwykle rozdrażniony, bo przecież wpadłeś w ciąg alkoholowy. Nie potrafiłeś przestać. Byłeś zgorzkniały i nie miałeś ochoty dłużej oglądać tego miejsca, wszak po cholerę miałbyś patrzeć na coś tak obrzydliwego, tak pozbawionego jakiegokolwiek sensu. Zabawne, że Sharker coś takiego przeżył, bo tak, to były jego własne przemyślenia, które właśnie miał, gdy spoglądał na zmarnowanego Kacpra, na butelki przed nimi. W gruncie rzeczy nie znał Jacka na tyle dobrze, aby móc wiedzieć czy i on potrzebował wpaść w taki ciąg nie raz, a może i nie dwa. Nie wnikał w nic takiego, wszak nie interesowali go ludzie, dopóki nie miał z tego korzyści. Wyjątkiem byli jego kumple i przyjaciele. Nawet Ci, którzy wypięli na niego dupę mogli liczyć na jego pomoc i wsparcie. Zabawne, ale no cóż. Jedną szansę zawsze mieli, potem już bywało różnie. Scarlett swoją już wykorzystała. Może jak wróci to jedynie na nią nawrzeszczy i znowu będzie tak jak kiedyś, jakby nigdy ich wszystkich nie zostawiła. Chociaż może też być inaczej. Może się wściec, zwłaszcza jeśli SMS nie poczuje się do winy, a wtedy może być przezabawnie. Zastosuje jeden ze swoich słynnych, dość damskich fochów i nic nie będzie potrafiło odwieść go od tak kretyńskiego zachowania, ale no cóż, życie bywa przewrotne, a ludzie nieprzewidywalni.
Wracając jednak do sedna sprawy. Jakże dobrze było, że to nie była duża impreza, a wręcz można było ją określić mianem kameralnej. Nie wiedział czy zniósłby to co aktualnie działo się w jego świecie w większym gronie. Po alkoholu bowiem zdarzało się, że był wylewny, ale to nie była reguła. Bywało różnie, ale zawsze dobrze było mieć przy sobie kumpli, którzy podtrzymają Cię, gdy wszystko będzie Ci się walić na łeb. Potrzebował się napić, chyba w równym stopniu co Casper. Nie odpowiedział na jego słowa, tak przepełnione goryczą jak jego wypowiedzi sprzed może miesiąca, może więcej? Nawet nie pamiętał kiedy ten stary skurwiel zdechł, zabawne… pomyślałby kto, że raczej wywiesi super wielki transparent w swoim domu i zacznie nim wymachiwać, gdy tylko będzie zbliżała się rocznica. Przejął wolną szklankę, wpatrując się uparcie w alkohol, ale trwało to może kilka sekund. Potem się napił, porządnie i solidnie, bo przecież tego wymagała sytuacja. Nie tylko jego, albo Kacpra, ale wszystkich.
- Moje życie jest pojebane odkąd tylko się urodziłem - powiedział wtedy, od tak, po prostu. To była prawda, czuł to, ale wiadomo jak było. Prosta sentencja, bo i nie lubił dużo mówić. Wystarczyło mu to że słuchał, że obserwował, kolekcjonował informację. Przynajmniej teraz, zwłaszcza, że nie był na tyle wypity by wyrzucać z siebie potok słów.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Nie Kwi 20 2014, 21:58

Jack sądził, że to spotkanie na cześć jubilata. Wiecie, wszyscy się zbiorą, pożyczą mu wszystkiego najlepszego i będą się cieszyć z jego urodzin. Takie tam, męskie spotkania przy alkoholu. Tymczasem zaś... trafił na jakiś tajfun. Bowiem jego super ziomale zaczęli się zwierzać, mówić jakieś smutne rzeczy, o których Reyes nie wiedział i generalnie nie miał pojęcia, jak na nie zareagować. Chyba sądził, że trochę tu odpocznie od tej cholernej rzeczywistości. Bo jasne, też miał tam jakieś swoje sprawy, które go wkurwiały, przygnębiały. Ale czy chciał sobie o nich teraz przypominać? Nie, raczej nie. Nie chciał pamiętać rozkładającej nogi przed każdym Sapphire, która ostatecznie puściła go kantem z kolegą z drużyny. Nie chciał pamiętać o bawiącej się nim Elsie. Nie chciał przypominać sobie o torturowaniu go cruciatusem. Wolał nie myśleć o śmierci tamtej przyjezdnej, kiedy ona go tak naprawdę wybawiła z rąk opraców i teraz widział testrale, czego wcale nie pragnął. Nie miał ochoty na wspominki o matce pijaczce, która nawet nie wiadomo, czy jeszcze żyła. Chciał kiedyś sprawdzić, czy i jak się trzyma, więc poleciał do Barcelony. I stchórzył, uciekając w ramiona pewnej kobiety, z którą jedynie leżał w jednym łóżku i to było całkiem miłym, choć dziwnym przeżyciem. Nie chciał także przypominać sobie o Willu, który zaginął, o Rebecce, która miała ich w dupie. I o tym, że ma Lotte na wyciągnięcie ręki, ale nie potrafi stworzyć z nią żadnych relacji. Dno.
Jednocześnie był dobrym kumplem, dlatego słuchał tego, co mówili, a raczej co mówił Casper, bo Rasheed się nie bardzo naprodukował. I kompletnie nie wiedział jak to ugryźć. Jack był dobrym słuchaczem, ale bardzo kiepskim pocieszycielem. Nie znał się na tych wszystkich uczuciach, gadkach, które się sprzedawało osobom potrzebującym wsparcia. Nie miał pojęcia, co się gada w takich sytuacjach. Mógłby ich poklepać po męsku po ramieniu, ale czy to cokolwiek zmieni? Wątpliwe. Nie chciał więc w to brnąć. Reyes Skurwiel, witamy na pokładzie.
- Widzę, że zrobiła się tu jakaś stypa. Może lepiej się napijmy - mruknął i rzeczywiście sięgnął po swoją szklankę, w której przelewał się alkohol. Lecz nie wziął ani jednego łyku, tylko po prostu obracał naczynie w dłoniach, kminiąc przy okazji, cóż począć, PANIE JAK ŻYĆ. - Ogółem to ja nie hejcę, żeby nie było, ale ej, życie jest najchujowsze, moje też, tylko nie ma co biadolić, trzeba wziąć się w garść - rzucił już nieco głosniej, by po chwili unieść swój trunek.
- Wypijmy za wrogów, których rozpierdolimy, gdy będziemy już najebani - zaproponował jakże uroczy toaścik, co by może trochę rozluźnić atmosferkę. Chciał być menskim menszczysnom, więc zgrywał twardziela. Cały on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Wto Kwi 22 2014, 22:31

Wypijcie z nim. Wypijcie z nim za pierdolone błędy. Za trefny seks w sali mugoloznastwa, który zakończył się niechcianą ciążą, jeszcze bardziej gorszym małżeństwem w poszukiwaniu ostatniej deski ratunku, pieprzonego drogowskazu do odpowiedzialności. Wypijcie z nim, bo on nie potrzebuje litości. On nie chce się po prostu topić w samotności. Wypijcie z nim, bo jako jedni z niewielu dostąpiliście bólu. Bólu, który jest porównywalny do tego, który przeżył Casper. Może dlatego tu jesteście, może dlatego nazywacie się jego kumplami. Choć nigdy nie widzieliście swoich łez, bo jesteście zbyt męscy, to po prostu jesteście tu bo przez ciężar godny porównania znaczycie więcej niż jakaś siksa rozkładająca nogi jak nożyce. Co ona mogła mu dać? Kim była, gdy przerzedzała jego włosy dłonią po seksie, gdy mówił jej, że jest dobra. Ale w czym? Pierdoliła się zawodowo. To wszystko. Potem tylko szklanka wody i: laska zbieraj się. Tyle. Oni tu byli cały czas, byli bo Casper widział w nich jakąś nutę podobieństwa. Nie chodziło oto, że chciał im teraz sprzedać całą historię swojego życia. Nie byłby na to gotowy. Obarczyć ich tym, co Casper Villiers trzymał zakamuflowane gdzieś głęboko? Nie był słaby. To Jacob tak twierdził pieprząc trzy po trzy. Tak naprawdę Casper Villiers był kopią swojego ojca. Chciał za bardzo wszystko poskładać, chciał mieć zajebistych kumpli, a okazało się, że ma wielkiego chuja na pamiątkę. Co się stało? Gdzie wszyscy zniknęli? Gdzie Mini, gdzie ten cudowny Kai, gdzie cudowne życie, czemu jego matka musi przewracać się w grobie, gdy myśli o swoich dzieciach. Co jeśli nie może zaznać spokoju przez żadne z nich? Co jeśli tak naprawdę Casper rzeczywiście chciał kochać, ale nie potrafił tego zrobić przez strach? Co jeśli ten pojawiał się jak koszmar z największej krainy koszmarów i wypełzał dając mu co raz plakietkę człowieka skurwiela, aż wreszcie zaszczepił w nim ją na wieki wieków? Choć z jedną rzeczą na zawsze nie obawiając się zdrady. Po prostu już w momencie, gdy Villiers nauczył się chodzić, to nie wiedział dokąd idzie. Wędrówka przez dywan w salonie zakończyła się upadkiem. Przestraszone oczy dziecka, gdy rodzice zamiast liczyć jego kroki właśnie teraz rozprawiają o tym, że ty pierdolona suko, zdradzasz mnie. Tak, zazdrość, pożądanie, a potem seks. Gdy Casper płakał, niektórzy potrafili się pieprzyć na stole w kuchni, przy którym wieczorem jedli kolacje jakby nigdy nic. A on? Nadal uczył się chodzić. Indywidualista aż do szpiku kości. Potem akcja z Coco, potem akcja z przyjacielem, potem akcja z przeszłością i po prostu pękał, rozprostowywał kości na miotle. Nie chciał wracać już do tych ludzi. To była historia. W jego mieszkaniu spała teraz mała dziewczynka, która za kilka miesięcy powie do niego tato. Ale jaki będzie sens tego słowa? Czy faktycznie jest ojcem czy zaledwie facetem, który rozdawał nasienie? No mała Summer, chodź tutaj. Popatrz na tatusia i powiedz co myślisz. Och, jest problem. Wciąż nie umiesz mówić. Gaworzysz coś pozbawionego sensu, choć może to tylko bariera językowa, bo rozpowiadasz o sensie polityki w świecie czarodziejów. Będziesz mądra? Po kim odziedziczysz talent, czy w ogóle będziesz go miała?
Zacisnąwszy dłoń na szklance popatrzył na Jacka, a po dokonaniu tego toastu, po prostu przechylił szklaneczkę wypijając wszystko. A potem trzasnął nią o stół, o dziwo nie powodując pęknięcia. Po prostu napełnił ich szklaneczki na nowo.
- Dobrze gadasz Jack, polać Ci więcej niż nam dwóm. Chcę cię zobaczyć pijanego. - Rzucił wyzwańczo Casper tymi słowami karmiąc pustkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4982
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2626
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Wto Kwi 22 2014, 23:54

Czuł się tutaj dziwnie. Kiedy ostatni raz miał okazję na to, aby przysiąść z kumplami i po prostu się napić, zwłaszcza w dzień urodzin? Nie pamiętał już innej okazji, poza tą, którą miał wtedy ze Stone’m. Zabawne, ale wcale nie chciał tego pamiętać. Teraz, kiedy byli ze sobą skłóceni, tamte chwile kojarzyły mu się jedynie z pustką, jaka go ogarnęła, gdy ostatecznie odrzucił go na tym cholernym drzewie, a niczego tak bardzo nie chciał pamiętać, jak właśnie tego uczucia, które powodowało, że w jego głowie odzywały się, niczym gongi, wyrzuty sumienia. Tłukły się o jego czaszkę, rozbijając bębenki, mącąc spokój ducha i to dziwne odprężenie, które również przyszło do niego po ich ostatnim spotkaniu. W człowieku jest tyle sprzeczności! Jak można wytłumaczyć to, że jednocześnie się czuję ulgę, spokój ducha, a jednocześnie żal i smutek? To już jest chyba wyższa matematyka i nie zadziałają tutaj żadne znane nam wzory, lub prawa, a szkoda, bo tak byłoby prościej. Jeden, konkretny wzór na mętlik w głowie. Podstawiasz dane, wyliczasz z tego deltę i voilà! Gotowe, załatwione, nie ma problemu. Pozwalamy cieszyć Ci się spokojem ducha. Ja pierdole, kurwa, czemu by nie? Alkohol w sumie działał podobnie, a nie wymagał dodatkowo żadnych nakładów umysłowych, a jedynie musiał się pojawić pewien ładunek emocjonalny, który zmuszałby nas do zajrzenia w kieliszki. To był dobry wybór, aby jednak przyjść, by się najebać, aby zapomnieć. Jakże mógłby teraz spokojnie żyć, gdyby się zamartwiał przeszłością? Stone’a już nie ma, jego ojca już nie ma, matka ma wyjebane na wszystko. Żyć nie umierać, nie? No to świetnie, teraz szklaneczki w górę i się napijmy, bo przecież jest za co. Za teraźniejszość, za przyszłość, aby była lepsza, niż dzień dzisiejszy i, a czemu nie, za przeszłość też wypijmy. Aby przestała być wreszcie suką i pozwoliła o sobie zapomnieć, zamiast zaglądać Ci w gacie i w nieodpowiednim momencie ściskać fiuta, warcząc do ucha o opamiętanie się.
Obracał szklankę w dłoniach, wpatrując się w to, jak płyn obmywa jej ścianki, a krople rozbijają się na malutkie kropelki, scalając zaraz znowu w jedno w jego napitku. Potem już sięgał i przechylał naczynie, opróżniając je tym razem do końca, tkwiąc w swoim świecie, swoich myślach. Nie powinien tak robić. To była chwila dla Caspra, powinien myśleć tylko o nim, wszak to jego pieprzone święto. Zabawne, ale tak się po prostu nie dało.
Toast był dobrym pomysłem, nic więc dziwnego, że zgodził się na niego bez problemu, dopiero co opróżniając swoją szklankę, a już obserwując jak napełnia się na nowo, niczym morderczym eliksirem, który dzisiaj miał pozbawić ich zmysłów i ogłupić, sprawić aby zapomnieli o swoich troskach. Bardzo dobrze! Tak powinno być, taki napitek zawsze powinien tkwić w ich barkach, służąc pomocą w najchujowszych chwilach. Sharker approved.
Zaśmiał się cicho po słowach Kacpra. Pijany Reyes? To wręcz MUSI być ciekawe. No dalej, menski menszczysno, pokaż czy równie menski jesteś najebany!

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Czw Kwi 24 2014, 09:14

Wypijmy za lepszy czas. To powinno być mottem tego spotkania. Jednak na tym trzeba byłoby skończyć, bo picie za każde wspomnienie, które żyje w nas, byłoby przysłowiowym gwoździem do trumny. Jack nie chciał jeszcze umierać. Otarł się o śmierć i to mu wystarczy. Już wiedział, że nie chce przechodzić na drugą stronę. Życie, choć najchujowsze, było jednocześnie tym, czego pragnął. Nie wyobrażał sobie, by nagle miał się skończyć, by nagle wszystko miało przepaść. To było chyba w tym wszystkim najbardziej pojebane. Ta dwoistość natury, ten dualizm, który nie pozwalał mu się przechylić w żadną ze stron, więc ktwił w tym, co było, bo podejmowanie decyzji nagle okazuje się najtrudniejszym zadaniem świata. Nie no, pomimo wszystko chciał egzystować, choć równało się to z bólem i zawrotami głowy. Nie mniej... dziwił się, że to wszystko wygląda tak, jakby jego kumple wcale nie podzielali jego myśli i jedyne co robili, to czekali na śmierć. Nie znał ich historii. Może nie udźwignąłby tyle, co oni mieli na swoich barkach. Nie miał pojęcia. Jednak nie chciał, aby cały wieczór bądź też całą noc siedzieli struci, jak gdyby mieli ich zaraz powiesić za doznane lub wykonane krzywdy. Nie rozumiał i chyba nie chciał rozumieć.
Zatopił się na chwilę w swoich myślach, lecz kiedy Casper powiedział mu, że chciałby go zobaczyć pijanego i Reyes ma wypić więcej niż oni, blady strach padł na niego. No bo halo, on padnie już za moment! I ogółem nie uśmiechała mu się perspektywa wlania w siebie hektolitrów ognistej chociażby. Bo przypuszczał, iż jego kumple to twardzi zawodnicy. Spojrzał po nich nieco błagalnie, jednak nie widząc żadnego pozytywnego odzewu, przechył w końcu swoją szklankę z wysokoprocentowym trunkiem, by całość władować w przełyk, a potem w żołądek. Nienawidził tego uczucia, kiedy stężony etanol wypalał mu wnętrzności, dlatego skrzywił się okropnie, sądząc, że chyba prędzej umrze, niż wypije drugą szklankę. A tu tymczasem niespodziewanka, bowiem Villiers już ją uzupełniał!
- Na Merlina, wy mnie chyba chcecie otruć - mruknął niezadowolony, bo wciąż pod wpływem tamtego okropnego, palącego smaku. - Ale czego innego mógłbym się po was spodziewać - dodał naprędce, kręcąc głową.
- Może zagrajmy w grę. Kto powie coś chujowego, otrzymuje darmowe kopniaki w dupę od reszty towarzystwa. A teraz pogadamy jak męscy mężczyźni o brykach, sporcie i dobrych dupach - zarządził bezdyskusyjnie, by choć przez chwilę poczuć się bardzo władczo! Dobrze mu to zrobi na psychikę, serio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 26 2014, 19:42

Casper delektował się tą chwilą, gdy zwyczajnie może posiedzieć w pubie z kumplami, zamówić alkohol i przestać przejmować się jakąś rozbrykaną panienką czy coś. Dosłownie ręce opadały, gdy myślał, że już niedługo będzie wracał do szarej rzeczywistości z córką, która niestety nie była jeszcze na tyle duża by zająć się sama sobą i ostatnio każdy wieczór spędzał tuż obok łóżeczka pociechy, nawet jeśli miał butelkę piwa w ręku. Tak moi drodzy. Pił przy dziecku. Zapalić to już wychodził na zewnątrz, bo nie chciał truć płuc małej. Poza tym chyba jego dziadkowie nie odnosili się by zbyt dobrze do tego genialnego pomysłu, więc jedyne co mu zostawało to po prostu faktycznie zmienić styl życia. I tak oto przerzucał się z miejsca do miejsca, a co podniósł się trochę do góry, to Watson pojawiała się nagle wyrzucając z siebie cały ból i żal, że aż Casper nie wiedział co ma robić, a potem znów zżerała ją pustka, by wyrzucić ją w najmniej odpowiednim momencie na ląd. I faktycznie chciałby się odciąć, zmienić coś, ale w łóżeczku leżał ktoś, kto jeszcze pewnie chciał znać matkę. Ktoś jeszcze nie pozwalał mu jej znienawidzić do reszty, a nawet pomóc jeśli zaszłaby taka potrzeba. Ale być razem, przysięgać uczciwość i wierność? Nie. Raczej już nie.
Tak czy owak, gdy tylko zmusił ich do wypicia kolejnej szklaneczki potem ponownie napełniając naczynia, to spojrzał na nich z uśmiechem dość szerokim, szczególnie gdy Reyes wspomniał o brykach. Przecież to był genialny temat, szczególnie że ostatnio słyszał coś o...
- O kurw. Masz rację. Słyszeliście o tych nielegalnych wyścigach w Londynie? Zajebistyczne. Jeździłbym. Serio. Ale chyba właśnie dlatego moja babka zabroniła mi kupienia samochodu. Uwierzycie kurwa? Zawsze jest pieprzona o krok przede mną. Zawsze. A WY? - Spytał żywo zainteresowany w głowie odkopując to co raz ciekawsze informacje na temat tego, co już słyszał o tych ciekawych przedsięwzięciach i to bardzo męskich.
- Myślałem nad zakupem motocyklu Bravo. Zajebisty, nie? - Pytał, gdyż rzeczywiście chciał poznać ich opinię, wszak powinni oni wiedzę na ten temat mieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4982
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2626
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Sob Kwi 26 2014, 20:39

Smuty, smuty i smuty, serio Reyes miał racje. Siedzieli jak te ciołki i rozmyślali o chujowych rzeczach, podczas, gdy jeden z nich był o jeden rok do przodu, jeśli chodziło o kopnięcie w kalendarz. Takie rzeczy się świętuje, bo przecież kto nie chciałby umrzeć? Czasami takie rzeczy ludzi spotykają, że nic więcej poza chęcią odejścia na zawsze ze swojego ciała nie przychodzi im na myśl. Teraz jednak mieli chwilę dla siebie, ten moment na rozmowę, którego zawsze gdzieś w życiu brakowało. Sekunda na zwykłe pogaduchy o pierdołach, które jedynie rozluźniają, dają poczucie magicznego odprężenia, tak potrzebnego po wielu tygodniach pracy, jakie czekały ich teraz, a przynajmniej Sharkera. Owutemy potrafiły być uciążliwe, a jeśli dodamy do tego jeszcze to, że dawno nie miał okazji na ruszenie tyłka w stronę boiska Quidditcha, to mamy gotowy moment, w którym absolutnie nic nie chce się robić, poza leżeniem do góry brzuszkiem.
Temat ich rozmowy zaczął schodzić na niebezpieczne tematy, a przynajmniej niebezpieczne dla niego. W gruncie rzeczy nie interesował się jakoś specjalnie pojazdami, czasem tylko coś obiło mu się o uszy, sprawiając, że ręka z sakiewką niebezpiecznie mu zadrżała, zanim przepuścił kolejne setki w Miodowym Królestwie, aby wrócić potem do domu i godzinami wyszukiwać informacji o najnowszym modelu sportowego wozu. Wtedy potrafił stać się naprawdę zapalonym fanem samochodów, dopóki nie przeszło mu magiczne boom i znowu nie wracał do swoich zwyczajnych upodobań, a warto pamiętać, że mimo wszystko preferował miotły. Nie były tak ograniczające jak motocykle, w jego pojęciu oczywiście, co nie zmienia faktu, że sam również chciałby mieć jakiś pojazd, co by od czasu do czasu zrobić sobie jakąś odmianę. Poza tym taka bryczka to zajebisty patent na panienki…
- Skubana. - podsumował zachowanie babki (ffs z tym, że matka nie żyje i mi myli!) Caspra kręcąc lekko głową - Mam nadzieję, że wiesz, gdzie trzymać takie zakazy? Jak nie teraz jeździć to kiedy?
Och, czyżby nagle stał się entuzjastą nielegalnych wyścigów? W gruncie rzeczy może był nim cały czas? Wszakże jeśli lubiło się grać w Quidditcha, to czemu nie miałoby się ochoty na spróbowanie czegoś innego, równie przyjemnego?
- Nonono! - ożywił się nagle, na wspomnienie o luksusowym motocyklu, przy którym niejednokrotnie spędzał całe godziny, wlepiając wzrok w salonową szybę. Nigdy jednak nawet nie myślał świadomie o jego zakupie, głównie ze względu na to, że nie miał uprawnień na prowadzenie pojazdów, a szkoda byłoby gdyby zarekwirowali takie cudo, jednakże, gdy tylko kumpel przypomniał mu o tym…
- W sumie, myślałem o tym, żeby spróbować go nieco ulepszyć, jeśli dostane kiedyś takiego w ręce. Zajrzeć do środka i spróbować zakręcić w mechanizmie chłodzącym. Może wtedy można by cieszyć się nim trochę dłużej? W każdym razie ojciec znał kilku takich, co zajmują się takimi cudeńkami na poważnie, może mieliby coś fajnego na zbyciu.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Pon Kwi 28 2014, 19:57

Chyba wszystkim tu zebranym potrzeba było jakiegoś poluzowania, bo ostatnie miesiące nie były tymi łaskawymi. Jak na nie radzili sobie całkiem nieźle, choć chyba Jack był w najlepszej kondycji. Nie zrażał się tym jednakowoż i dalej słuchał swych kumpli, starając się nie myśleć o niczym, a już na pewno nie o nauce. To było ważne, tak, bo w końcu Reyes był ambitny, nie mniej nie stanowiło głównego trzonu jego egzystencji. Bez wyrzutów sumienia zatem odłożył te sprawy na bok, by skupić się na tym, co teraz jest istotne. I nieważne, że powoli zaczęło mu szumieć w głowie, że wszystko zdawało się być za ostre, a on zaczął się delikatnie uśmiechać. Nieważne, wszystko było nieważne! NIC NIE JEST WARTO, NIC NIE JEST WARTO, TYLKO UPIĆ SIĘ WARTO jak to śpiewał jeden z kabaretów, który żadnemu z tych z panów nie był znany, ale to akurat najmniejszy problem.
- Tak, słyszałem, że są zajebiste. Jak skończę szkołę, to na bank wezmę w nich udział! Bo niestety, ale podobno jesteśmy za młodzi, co za chuje. W każdym razie liczę, że też się skusicie. Choć jako najstarszy dostanę się najszybciej - gadał, bo trochę język mu się rozplątał. Nawet w myślach powiedział na nich FRAJERSY, ale na szczęście w porę ugryzł się w język.
- Swoją drogą ostatnio ktoś się tam rozbił, ale przeżył. Szkoda było jednak tamtego autka, miało zajebiste przyspieszenie - mówił dalej, czując przyjemne ciepło, związane z intensywnym działaniem alkoholu na jego organizm.
- Tak, Bravo jest zajebisty. Rasheed dobrze mówi, przydałaby mu się jakaś lepsza chłodnica. Turnov jest dobry, ale jak dla mnie zbyt delikatny. Właśnie, zamierzam sobie kupić motor, który byście wybrali? - Na Merlina, on dalej gadał! Niesamowite. Się chłopak rozkręcił. Nie miał pojęcia, czy jego koledzy znają pojęcie chłodnica, które chyba było mugolskie, ale na szczęście miało sugestywną nazwę, więc powinni sobie poradzić!
- A co do tej babki, to olej, faktycznie jak nie teraz to kiedy? Trzeba się wyszaleć póki można - zakończył zgrabnie. Albo i nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Pon Maj 05 2014, 21:42

Alkohol to jednak dobra rzecz. Szczególnie gdy leje się strumieniami i wszystkim robi dobrze. Zdecydowanie to przyjemna sytuacja, kiedy można pić i pić, a żadna głupia dziwka nie chodzi między stolikami rzucając cyckiem, gdy jest niezadowolona. Faceci czasem potrzebowali się wyluzować, napić się. Dziewiętnaste urodziny Kacpra to była dobra okazja do świętowania. Można było wypić na jego koszt. Jego zdrowie. W górę kieliszki, jeśli wypilibyśmy za wszystkie jego błędy to nie tylko Ci trzej faceci byliby najebani, ale też cały pub od oparów wódki, którą ciągle by im donoszono, a którą oni zaczęliby rzygać. Niestety życie to niezła suka, bo rucha każdego nie zwracając uwagi na to czy masz dziś ochotę na seks czy dziś jednak nie. Jebie ją to. Caspra też jebało to co się stanie i ile zgonów dzisiaj zaliczą we trójkę. W końcu zamówił kolejną butelkę, znów polał i stwierdził, że to dobra okazja, żeby po prostu wznieść kolejny toast. Za co? Za ten motocykl, który podjebią z Raszem dla Jacka, żeby sobie pojeździć na zmianę. Wszak co twoje to moje, ale co moje to trzymaj się z daleka. Pozdrawiamy.

[ztx3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 51
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9578-beatrice-darrell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9579-poszukamy-swiatelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9580-siema-jestem-sowa-trice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Wto Wrz 09 2014, 14:00

(...)Osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt, sto.

Liczyła galeony z portfela, który znalazła w plecaku po wczorajszej imprezie. Gdzieś koło pierwszej w nocy urwał się jej film, więc zupełnie nie pamiętała, skąd ten portfel i w jakich okolicznościach go sobie przywłaszczyła. Najwyraźniej kradzież weszła w krew Trice tak bardzo, że kradła nawet podświadomie. Przykre, prawda? To nie było dla niej ważne w tym momencie. Oczy Darrell zaświeciły niezdrowym blaskiem, kiedy pomyślała, co będzie mogła kupić, mając tyle pieniędzy. Ile przeróżnych substancji dostarczy swojemu organizmowi. I choć nienawidziła siebie za to, że brała, jej umysł nie był nastawiony na nic innego. Prochy stanęły na samym podium hierarchii wartości, spychając wszystko inne dużo, dużo niżej. Trice byłaby gotowa okraść przyjaciela po to tylko, by kupić następną, jeszcze większą dawkę, a później, kiedy ta przestanie działać, wpaść w kolejny dół emocjonalny.
Przyszedł list od Eiv z niezwykle kuszącą propozycją, której Darrell nie potrafiłaby odrzucić. Chwyciła za pióro, napisała parę zdań i zaczęła się szykować. Chociaż nie, ,,szykować'', to za duże słowo. Ona po prostu przeczesała ręką włosy, zerknęła w lustro i znów rozsiadła się wygodnie na łóżku. Jeszcze dwa, może trzy listy do Eiv i już szła w stronę Pustej Klaty. To taki pub był, dość często przez Trice odwiedzany. Jak zresztą każdy inny. Ona nie miała większych wymagań co do klimatu, lokacji, czy koloru włosów barmana. Ważne, żeby alkohol był tani i ludzie nienachalni. Nie znosiła starych kolesi, którzy przystawiali się do niej, składając niejednoznaczne propozycje. W takich momentach robiło jej się niedobrze, miała ochotę zwymiotować własne wnętrzności, a delikwentowi podziękować jakimś ładnym zaklęciem. Kiedy weszła do pubu, rozejrzała się niepewnie, wzrokiem szukając Eiv. Wyglądało na to, że zamierzała dotrzeć po czasie. A może to Trice przyszła przed umówioną godziną? Nie patrzyła na zegarek. Wzruszyła więc lekko ramionami i jeszcze raz wzrokiem omiotła salę. Natrafiając na pusty stolik, gdzie stało jeszcze prawie całe piwo, uśmiechnęła się krzywo. Wiecie, co już po chwili robiła, nie? Tak, siedziała przy barze, popijając alkohol, za który nie zapłaciła, a w drugiej ręce trzymała papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2238
  Liczba postów : 869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Wto Wrz 09 2014, 14:51

(...)Ence-pence, w której ręce? Chcesz cukierka? Weź coś więcej...

Ostatnie wydarzenia gromadziły się w ślicznej główce Eiv, a natłok myśli budował przeróżne scenariusze, które w większości przypadków miały skończyć się dla niej tragicznie. Z jednej strony było oczywistym, że dziewczę i tak zrobi wszystko na co ma ochotę, nawet jeśli będzie to ucieczka. Po raz kolejny. Myśleli, że udało im się ją schwytać w klatce? Nic bardziej mylnego. Jedyne co ją tu trzymało to Hogwart i obawa, że znów straci Noela, ale ten już skutecznie dał jej poczuć, że nawet nie powinna rozważać możliwości wyjazdu gdziekolwiek. Przypieczętował jej ciało i duszę symbolicznym znakiem, który rysował się na jej ustach, szyi, ramionach. W całej Evelyn Henley, która należała do mężczyzny z najbardziej zdradzieckiego domu. Ale teraz? Pieprzyć to. Cara chciała się zabawić. Chciała na moment przestać myśleć o życiu, które buduje na jej drodze kolejne przeciwności i przede wszystkim musiała zapomnieć, że los płata tak kurewskie figle. Świadomość, że ślizgon wie o jej przypadłości z pamięcią, tylko zaostrzał w niej potrzebę uwolnienia się z okowów odpowiedzialności.
Napisała list do Trice z prostego powodu. Były niemal identyczne. Krukonka robiła za język Eiv, gdy ta nie miała zamiaru rozmawiać z jakimś fagasami, którzy jej proponowali kilka galeonów za nockę, ewentualnie... Była też najlepszym słuchaczem ciszy, którą mogła zaserwować Henley. W tym była mistrzynią. Mówienie bywa przytłaczające. Kilka listów, a panna z kolorowymi włosami była gotowa na noc pełną wrażeń. To właśnie ceniła w ludziach, którzy podejmowali błyskawiczne decyzje, dzięki którym gryfonka jeszcze funkcjonowała względnie normalnie.
Wyszykowana na jedenastą stronę ruszyła w stronę pubu. W ogóle co za idiotyczna nazwa... Klata. Dobrze, że nie naga. Ubrana w kabaretki ze sporymi oczkami, kozaki na płaskim obcasie sięgające ledwie pół łydki, a także tunikę, która jedynie zasłaniała zgrabne pośladki, a wątłe ramiona kryła w skórzanej kurtce wkroczyła do miejsca, jakie wyznaczyła Bet. Otaksowała całe pomieszczenie wzrokiem i w końcu przy barze ujrzała kolorowe włosy, a następnie fajkę i piwo. Smutno, jak można pić bez Eiv? Trice zachowała się bardzo niegrzecznie. Evelyn ruszyła zatem przed siebie i usiadła na wysokim krzesełku obok koleżanki. Uśmiechnęła się do barmana, unosząc jedynie prawy kącik warg ku górze w cynicznym uśmieszku, a następnie dostała swoje zamówienie, które było nadzwyczaj oczywiste.
-Do upadłego. - Wypowiedziała dwa słowa, które zamieniły się w równoważnik zdania, a po chwili zamoczyła spierzchnięte wargi w alkoholu. Ponoć nic nie działa na ludzi lepiej, jak procenty. Rozwiązują języki. Zacieśniają więzi. Pijmy zatem do upadłego, noc przecież jest tak młoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 51
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9578-beatrice-darrell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9579-poszukamy-swiatelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9580-siema-jestem-sowa-trice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pusta Klata"   Wto Wrz 09 2014, 18:37

Czekając na Eiv, rozmawiała trochę z barmanem. O czym? Och, o zupełnie nieistotnych kwestiach.
Zajebiście trudno jest patrzeć na pijących, nie mogąc upić nawet łyka alkoholu, nie?
Lubisz tą swoją pracę?
Może dostanę jakiś rabat?

Ostatnie pytanie wypowiedziała z lekkim, może trochę kokieteryjnym, uśmiechem, wiedząc tak naprawdę, że nie ma co liczyć na zniżkę, ale... Po co zniżka? Przecież równie dobrze może zwinąć komuś kufel z piwem tak, jak zrobiła to przed chwilą. To okropne. Trice kradła tak często, że zdążyła uciszyć już swoje sumienie. Nie ruszał ją fakt picia czegoś, za co nie zapłaciła, noszenia kradzionych ubrań i jedzenia tego, co zwinęła w chwili nieuwagi kasjera. I chyba tylko w tej kwestii jej sumienie siedziało cicho. Jedynie w tej. Wszystkie inne przewinienia komentowało tak głośno, że Beatrice nie potrafiła myśleć o czymkolwiek innym. A wiecie, co było w takich chwilach najlepszym lekarstwem, prawda? Tak, wszystko, co można wciągnąć, połknąć, albo wetrzeć w dziąsła. Albo z kolei to, co ma procenty. Ważne, by pozwalało zapomnieć.
Popijała dość mocne piwo, kiedy przyszła Eiv. Powitała ją szerokim, choć trochę przygaszonym uśmiechem i obserwowała poczynania Gryffonki. Najwyraźniej bywała tu często. Może nawet częściej, niż Darrell? W końcu wystarczyło, by spojrzała na barmana, a on już wiedział, co jej podać.
Ciekawe.
- Do upadłego. - Powtórzyła, niezupełnie pewna, czy to dobre motto na dzisiejsza noc. Jednak już po krótkiej chwili zastanowienia, zabiła w sobie tę myśl i przechyliła kufel.
Sumienie przynosi tylko ograniczenia. Spróbuj się nie ograniczać, Trice.
To da ci szczęście.
Ulotne?

Minęło paręnaście sekund, a piwa już nie było. Jak to się mówi? Ach, tak. Zerujemy! Właśnie w ten sposób piła Trice i niemalże od razu po opróżnieniu kufla, wyciągnęła z plecaka parę monet, by zamówić coś mocniejszego, niż zwykłe piwo. A kiedy barman sprawnym ruchem postawił przed nimi dwie szklanki ognistej, posłała Eiv lekki uśmiech.
- Jak obiecałam, tak zrobiłam. - I nawiązywała teraz momencie do listów, w których obiecywała niebieskookiej darmowy alkohol. Ach, nawet ona czasami miała gest i chciała odwdzięczyć się za wszelką pomoc. Na tyle, na ile mogła, oczywiście. Ileż razy pukała nocą do drzwi Eiv, nie mając gdzie się podziać po z pewnością nie przykładnej, imprezie...
- Przydałoby się coś, wiesz... - Spojrzała na nią wymownie, mrużąc lekko oczy. - Mocniejszego. - Dokończyła szeptem, który z gracją wpłynął wprost do ucha Eiv. Wszak nie mogli tego słyszeć wszyscy dookoła, prawda? - Chociaż, och... Naprawdę chciałabym rzucić to w cholerę. - Westchnęła ciężko po chwili milczenia i oparła łokcie na blacie. Przez chwilę wpatrywała się w intensywny kolor ognistej, która wciąż stała tam jeszcze nie ruszona. Trice chwyciła szklankę i upiła spory łyk, dostarczając kolejną dawkę alkoholu do swojej krwi.
Od razu lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pub "Pusta Klata"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Pusta Klasa
» Stara, pusta klasa
» Pusta klasa
» Pusta klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-