IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klasa Artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 10, 11, 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Klasa Artystyczna   Nie Sie 22 2010, 18:25

First topic message reminder :


Klasa Artystyczna

Na szóstym piętrze, poza mniej, bądź bardziej używanymi klasami, można natknąć się na pomieszczenie, w którym lata temu prowadzono zajęcia artystyczne. Obecnie uczniowie odwiedzają ją kiedy tylko mają ochotę coś potworzyć. Pomieszczenie jest spore, jednak zupełnie zagracone sztalugami, stolikami brudnymi od farb, bądź innych substancji, a także wysokimi regałami eksponującymi prace uczniów. Można tu znaleźć wiele pomysłowych dzieł. Także spora część uczniowskich malowideł zrobi kremowe ściany owego pokoju.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Pon Mar 10 2014, 15:34

Ale, ale! Takie bycie staruszką, do tego ze świadomością, że to działanie jedynie przejściowe, mogło być całkiem interesującym przeżyciem. Przynajmniej w odczuciu Echo, która miała ku temu kilka powodów. Pierwszy z nich był najprostszy i najbardziej pasował do Gryfońskiej osóbki - lubiła wczuwać się w inne role, zapominać na chwilę o swej rzeczywistej odsłonie, tonąć w wielkich kostiumach z sali teatralnej i udawać, grać, zmieniać się nie do poznania. Pozwalało to na oderwanie się od problemów, działało odstresowująco, a kiedy wracało się do swojego życia, spojrzenie na te same sprawy było świeże, nieraz bardziej logiczne, bo rzeczy miały czas, aby poukładać się w głowie. W przypadku Echo było to niezmiernie ważne, gdyż sama z siebie raczej nie układała nic celowo.
Jakby tego było mało, starsi ludzie, o ile nie paskudni i śmierdzący, byli piękni. Echo potrafiła dostrzec piękno w ich pomarszczonych twarzach i strudzonych dłoniach, a do tego biło od nich żywe doświadczenie. Dlatego, na miejscu Mathilde, wręcz chciałaby spoglądać w lustro i dziwić się swojemu odbiciu. Przez ten krótki czas działania eliksiru przypadkowe odbicie w szybie czy w jakimś zwierciadle, mijanym po drodze do celu, inny, dziwny wizerunek mógł zaskakiwać. Nawet pewnym było, że zaskakiwał. To tak jak z drastycznym ścięciem włosów. Jeśli skracało się je mniej więcej o połowę, miało się świadomość, że są ścięte, ale przy każdym podejściu do lustra widok nowej fryzury zaskakiwał aż do momentu przyzwyczajenia.
Lyons zdziwiła się, kiedy Mathilde tak beztrosko wtrąciła Kaia do swojej wypowiedzi. Po ostatnich listach zupełnie nie spodziewała się takiego podejścia. Wyglądało na to, że zrozumiała kilka spraw i postanowiła uniezależnić się od toksycznego chłopaka, który wciąż gościł w jej myślach. Jedak Echo była czujna i nigdy nie dawała się zwieść tak łatwo. Coś jej tu nie grało. Fakt, minęło trochę czasu od ich ostatniego spotkania, ale mimo wszystko, Gryfonka postanowiła mieć się na baczności i nie do końca uwierzyła w słowa Villadsen. Nie miała zamiaru nic wytykać, dlatego jej komentarzem był jedynie uśmiech. Jej śmiech trochę przekonał Echo, która szczerze ucieszyła się, że Mathilde nie płacze i nie narzeka na swój marny los.
- Bardzo chętnie dam się zmierzyć, uwielbiam twoje projekty! Wszystko brzmi pięknie i bardzo wiosennie, ale musisz mi też powiedzieć, co założysz TY - powiedziała, kiwając energicznie głową i przytakując na wszystkie pomysły. Wlazłaby w taką sukienkę chętnie, trzeba przyznać, o ile byłaby wygodna i sprawiła, że Loganowi opadłaby szczęka, eheh.
- Abrwwwh - wydała dziwny dźwięk, odwracając wzrok z lekko naburmuszoną miną. - Jeśli powiem, że nie chcę zapeszać, odłożymy tą rozmowę na inną okazję, czy raczej nie mam wyjścia? - zapytała, unosząc ramiona lekko do góry i przechylając głowę w lewo. - A poza tyyyym - mruknęła cicho, rozglądając się za pudełeczkiem, które ze sobą przyniosła. Chciało jej się rysować, miała potwornie dużo weny, ale z tym nie mogła czekać, musiała zobaczyć reakcję Mattie!
- O, jest, zrobiłam coś dla ciebie, moja młoda straruszko! - wyświergotała, wyciągając ręce z podarunkiem w stronę Australijki i modląc się w duchu o to, żeby jej się spodobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Mar 13 2014, 23:19

No właśnie... To jest to czego się bała. Za twarzami starszych ludzi kryła się pewna historia, mądrość, doświadczenie. Chciałeś na nich patrzeć, choć nie raz uciekałeś wzrokiem nieco przestraszony tym, co cię czeka. Nie poradzisz sobie z tym wszystkim na pstryk. Mathilde nie chciała wiedzieć jaka będzie za ten X czasu, gdy po prostu nie będzie potrafiła już robić nic innego jak tylko siedzieć w fotelu i przeglądać zdjęcia w albumie. To wszystko było nie tak, na odwrót... Nigdy nie myślała o starości. W jej sercu było dużo miejsca, aby pomieścić w nim dobre wspomnienia i te złe, ale przecież liczyła, że będzie ktoś z kim będzie mogła wyrzucać te smutki do pewnej przepaści, a teraz nie było nikogo. A krócej... Nie było Kaia. Tego jednego elementu, który wytrącił ją z równowagi, poprowadził przez trudne odmęty szybkiego dojrzewania. Wszak bycie jego dziewczyną stanowiło dla Math nie małe wyzwanie i próbowała sobie z tym dzielnie radzić dorastając do niego co raz, co raz. Ale on ją wyprzedzał. Miał nieco inne priorytety niż córka Ministra. Ale nie mogła mieć oto do niego żalu. Ona wiedziała, że niektórzy pojawiali się w jej życiu tylko po to, aby odejść. Tylko. Ale ona głęboko wierzyła, że kiedyś wszystko zrozumie, że dojdzie do niej sens czynów, które tu się wykonały. Między nimi szczególnie. Nie mogła krzywdzić jego imienia w swoich ustach... Po prostu nie chciała go ranić nawet wtedy gdy tego nie słyszał. To nic, że nikogo nie obchodziło to jak ona się czuje, czy ma w sobie nienawiść czy może pragnie tego, aby zapanował pokój na świecie. W jej życiu były takie promyki jak Echo, Raphael, Florka... To oni ją tu teraz trzymali. Ale zniknęła Curtis, Venice... Inni za których wcześniej dałaby sobie uciąć obie ręce. Nawet Kai po prostu się rozpłynął sprzed jej oczu pozostawiając za sobą głuchą informację, że będzie ojcem. Czy Math jako staruszka będzie miała wnuki? A przedtem dzieci? A przedtem jeszcze męża? Co się będzie kryło za taką wielką ilością zmarszczek?
Jednak tego w głowie Math nie było. Jej oczy podsycały maleńkie promyki radości rozbiegające się po twarzy tak, że powodowały wygięcie ust w uśmiech.
- Och, ja mam już sukienkę! Jest prawie śnieżnobiała... Koronkowa! Dlatego muszę do niej doszyć kokardę. Może jasnoróżowa? Ma spore wycięcie na plecach, ale chciałabym, żeby była bardziej rozkloszowana w biodrach, więc może dodam sporo tiulu pod spód? Nie wiem! Muszę się zastanowić! To trudne! - Odrzuciła zagryzając dolną wargę szczerze zaoferowana tym tematem. Jednak jako staruszka zaraz zaprzestała tego manewru, wszak chyba starszym ludziom nie wypada!
- Och no proszę proszę mów. Wszyscy wiedzą, że moje serce dzieli się na milion kawałków z powodu naszego kapitana i mojej przekochanej siostry, a Ty robisz tajemnice? Nie rób Echo... Nie chcę, żebyś je przede mną miała. - Dodała smutnym głosem. Fakt... Nie chciała być już oszukiwana. Nigdy więcej fałszywych nadziei.
Ale gdy tylko Gryffiątko wyciągnęło ku niej pudełeczko oczy Mattie się zaświeciły i to nie dlatego, że liczyła na brylanty. Po prostu cieszyła się jak dziecko szczególnie gdy usłyszała wers: "zrobiłam coś dla ciebie", a nie "kupiłam, bo tak wypada". Zatem ścisnęła na moment pudełeczko w dłoniach.
- Ojej cóż to? - Spytała zaciekawiona, choć wiedziała, że jest jeden sposób by rozwiązać tą zagadkę, zatem powoli podniosła wieczko do góry zezując co raz na opakowanie i na Echo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Nie Mar 16 2014, 20:00

Echo nie myślała o starości w ten sposób. Nie traktowała tego jako patrzenia w przyszłość i wyobrażania sobie, co mogło dziać się po tylu latach, nie przyjmowała do wiadomości faktu, że kiedyś mogła stać się niedołężna, że sposób na życie uległby zmianie przez niewątpliwe osłabienie zdolności do poruszania, pamięci czy innych cech. Nie chciała analizować, co wydarzy się na przestrzeni lat pomiędzy starością a młodością, czy będzie miała dzieci, czy wnuki. W pewnym sensie marzyła o miłości, ale bała się określać coś całkowicie, aby wizja, zderzona z realną sytuacją, nie stała się zbyt piękna i wyolbrzymiona. Była kreatywna i lubiła wymyślać, gdybać, ale starała się nie idealizować zbytnio świata, żeby nie zgubić się w nim. Nie chciała żyć samą iluzją, ale lubiła wplatać ją w swoje życie, aby zyskać inne spojrzenie. Tak właśnie traktowała zobaczenie siebie, jako staruszki. Po zażyciu eliksiru postarzającego ciężko byłoby powiedzieć, co mogłaby przeżyć osoba, wyglądająca na kilkadziesiąt lat starszą niż w rzeczywistości była, bo tak właściwie była wciąż tą samą osobą. Jej historia zmieniała się wtedy o jeden punkty - spożycie eliksiru. Jednak nie mogła mówić o swoje przyszłości.
Mathilde nie była sama, choć mogła odnosić takie wrażenie. Skoro przyjaciele byli przed kryzysem, przynajmniej część z nich musiała być też w trakcie. Naturalne, że niektórzy odpadali i nie byli w stanie pomóc, mając swoje życie i swoje problemy. Inni jednak trwali, będąc lub bywając, ale jednak udzielając się, próbując wesprzeć w ciężkich chwilach.
- Brzmi pięknie, do kokardy można dobrać urocze buty i delikatne ozdoby, upiąć ładnie włosy... Ten tiul też wydaje się świetnym pomysłem, tylko oby nie wystawał zbytnio, bo zabierze subtelność i wyraz - powiedziała, choć nie znała się zbytnio na projektowaniu ubrań. Wolała raczej rysować, a swoje słowa odniosła właśnie do tego. Często robiła małe rysunki tuszem, wodząc stalówkami, umoczonymi w kolorowych tuszach, po pergaminie. Wielkie znaczenie miały tam linie, których zagęszczenie zmieniało cały charakter pracy. Niektóre potrzebowały zaledwie kilku kresek, delikatnych pociągnięć, zaś inne prezentowały się lepiej w natłoku i niejakiej przesadzie, gdzie pojawiało się więcej cienia, akcentującego światło. Wykonanie zależało wiec od pomysłu, tak jak podejście do człowieka zależało od jego charakteru.
- Hej, hej, to nie tak, że chcę coś zachować w tajemnicy! - odpowiedziała, dostrzegając, że zasmuciła blondynkę. Nie miała takiego zamiaru. Potem jednak wyciągnęła w jej stronę prezent, uznając przy okazji, że opowie jej, bo w gruncie rzeczy sama potrzebowała się wygadać. Zresztą, słuchanie problemów, nawet błahych i banalnych w porównaniu do niektórych, nieraz pomagało zapomnieć o swoich.
- Zobaczzobacz! - poprosiła, oczekując reakcji dziewczyny. W otwartym pudełku znajdowała się pacynka, której opis jest w pierwszym poście (XD). Resztę tego fragmentu dostosuję w następnym poście, żeby nie trzymać akcji w jednym miejscu zbyt długo!
- Dobra, opowiem ci - burknęła w końcu pod nosem, gdy już usadowiła się wygodnie i zaczęła rysować staruszkę z pacynką. Podobało jej się to połączenie dwóch skrajnych etapów życia. - No cóż, jedna z komplikacji to Logan Ruthven, druga to Arthur Follett. Są świetni i w sumie nie wiem co myśleć, coś mnie nagle trafia i nie wiem jak się zachować. Albo mi się wydaje, albo któryś z nich ruszył moje serducho. Byłam z Loganem na walentynkach, ogólnie utrzymuje ze mną dosyć stały kontakt i... Math, ja serio nie wiem - powiedziała, robiąc smutną minkę. Niestety nie potrafiła zdobyć się na więcej, bo sytuacja była zupełnie nowa i nie umiała jeszcze mówić o miłości, zauroczeniu, czy nawet przyznać się przed sobą, że w to wpada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Pon Mar 17 2014, 21:07

Więc chodź pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko. Więc chodź pomaluj mi życie niech światło się zarumieni...
Mathilde wiele rzeczy oglądała przez kolorowe okulary i dostrzegała piękno w najprostszych rzeczach. Cieszyła się ze wschodzącego słońca, kwitnących kwiatów i pięknych zdarzeń ubarwiających to co widziała. Ale przy tym, potrafiła wrócić do rzeczywistości dzięki komuś na kim opierała całą swoją wiarę. Musiała oddać się tym uczuciom bez reszty, więc zaufała Youngowi pokładając w nim wszelkie nadzieje, miłość i czułość. Może nie wyszło, może nie przyszło im to łatwo, ale właśnie tam to wszystko zostało. Przy nim. I nie istotne było to czy to będzie starość, dorosłość czy młodzieńczość... Ona zawsze będzie go pamiętała. Miała dopiero dziewiętnaście lat, a już musiała podejmować pewne decyzje nie mając pojęcia, co właściwie zrobić dalej. Już dojrzewała, już biegła do dorosłości zrzucając niewinną sukienkę złożoną z delikatnych różanych płatków, które muskały jej skórę nieznacznym dotykiem w postaci czyjejś troski. A zatem mogła to chcieć, mogła to brać... Ale wciąż coś uświadamiało ją w tym, że się cofa i rzeczywiście tak było. Jeden krok do przodu kosztował ją szybki bieg w tył pod szeroko rozstawiony parasol rodziców... Sama niczego nie mogła dokonać i to co raz bardziej ją przerażało. Ten brak odwagi do skończenia w głęboki ocean, który tak kochała przez to ile tajemnic w sobie zawierał. Chciała jednocześnie tam iść wiedząc, że ktoś obok niej podróżuje. To był ten problem... Nie mogła być sama. A starość kojarzyła się jej poniekąd z samotnością. Kolejny powód by nie patrzeć lustro.
W końcu jednak uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki pozwalając by jej szmaragdowe oczy przeszyła radość tysiąca latających motyli, gdy tylko zobaczyła tą genialną pacynkę. Srebrzyste włosy prawie jak jej i to ich wpierw dotknęła dłonią delikatnie głaszcząc je i rozkładając je równo na głowie pacynki, a gdy tylko machnęła owym prezentem to motylki odleciały i wróciły na miejsce! Zakochane oczęta przebrnęły też po wspaniałej kreacji. Mathie nie mogła dłużej czekać, podeszła do Echo zostawiając pacynkę na moment na ławce i bardzo mocno ją przytuliła.
- Dziękuję, dziękuję, że wszyscy dajcie mi powód, żeby tu być. Dziękuję. - Wydukała prawie ze łzami w oczach. Ona nie miała żadnego prezentu dla Echo, ale teraz poprzysięgła sobie, że gdy tylko eliksir przestanie działać to weźmie się za szycie odpowiedniej sukienki dla przyjaciółki, co by tylko była wspaniałym aniołem pośród tych wszystkich wyuzdanych dziewcząt.
- Ale wiesz, że... - Tu przerwała na moment zastanawiając się czy rzeczywiście powinna to mówić. - Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale jest w tym tyle prawdy... Jeśli kochasz dwie osoby, to zawsze wybierz tą drugą, bo gdybyś naprawdę kochała tą pierwszą, to ta druga nigdy nie byłaby powodem twoich rozterek, bo Twoje serce byłoby zajęte Echo. - Rzuciła cicho i nieśmiało, jakby przebrnęła teraz przez zbyt intymną sferę... Nie dbała oto, że przeszkadzała w rysowaniu jakiejś staruszki (którą sama była) gładziła włosy Lyons co raz rozplątując kilka niegrzecznych pasm, które postanowiły być jednością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Wto Mar 25 2014, 16:41

Były zupełnie różne w stopniu swojej ufności. Podczas gdy Mathilde potrafiła podjąć się zaufania i wierzyć Kaiowi, Echo nie byłaby w stanie zrobić tego z taką lekkością. Nie do końca prawidłowe było stwierdzenie, że stąpała twardo po ziemi. Bardziej odpowiednim byłoby to, że zawsze nosiła przy sobie pierwiastek rzeczywistości, który co prawda blokował jej marzycielską naturę, ale też pozwalał myśleć trzeźwo. Był wadą i zaletą jednocześnie, ale Lyons nigdy nie zastanawiała się nad tym zbytnio. Utwierdzała się w przekonaniu, że może radzić sobie sama i nie potrzebuje wyciągać ręki po pomoc zbyt często. Potrzebowała poczucia niezależności, ale rozumiała też, że Mathilde potrzebuje czegoś innego. Czegoś, co było potrzebne do rozwoju albo przynajmniej czegoś, co zapobiegałoby cofaniu.
Echo nie potrzebowała prezentu, swój zrobiła spontanicznie i ze pełną świadomością tego, że Villadsen potrafi cieszyć się z najdrobniejszych gestów. Obserwowała jej radość, czując że sama nie może powstrzymać uśmiechu. Poczuła się doceniona i była zadowolona, że może poprawić humor przyjaciółki. Odłożyła szkicownik na kolana i objęła dziewczynę.
- Po to jesteśmy, Tillie, nie masz za co dziękować - odpowiedziała od razu, jakby nie było to oczywiste.
Słuchała jej uważnie, zupełnie zgadzając się z tymi słowami, choć nigdy nie myślała o tym w ten sposób. Odwróciła wzrok, zastanawiając się chwilę. Sytuacja, choć komuś innemu mogła wydawać się banalna, dla Echo była niesamowicie trudna. Nie lubiła tracić kontroli nad swoimi myślami i starała się nie popadać w dziwne stany rozmarzenia, ogólnie nie przepadała za swoją uwrażliwioną stroną. Nie miała ochoty na starcia z emocjami, chciała odwlekać je jak najdłużej. Obawiała się komplikacji i nie była z tego zadowolona. Zazwyczaj nie rozmyślała nad przeszłością i przyszłością, starała się nie utrudniać sobie życia, a teraz sytuacja zaczynała tego wymagać.
- Wiesz, miłość to trochę dużo powiedziane - odpowiedziała. - Ja po prostu nie wiem, co się dzieje. Jest inaczej, dziwnie. Może po prostu mi się wydaje? Na pewno tak. Zaczynam dramatyzować bez sensu, przestanę - stwierdziła, kiwając głową.

//przepraszam że tak późno i że tak dupnie :'<<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sob Mar 29 2014, 19:50

Fakt, Mathilde miała dłonie pełne zaufania, oczy spowite nadzieją, usta skąpane w czułości, a ciało okryte troską i potrzebowałaby ktoś jej to dawał, a nie ciągle odbierał... Może przez to czuła się ostatnio zupełnie naga pomimo ładnych sweterków, sukienek, spódniczek, które powodowały czasem iż ktoś patrzył na nią z nie małym zainteresowaniem, ale. Ale ona już kochała. Gdzieś tam w niej urodziła się wieczność, które składała się w całość tylko gdy Young występował obok niej. I tyle. Nie umiała tego powstrzymać. Ufała mu. Pamiętała jak zaopiekował się nią w pociągu po śmierci Chevey, jak zabrał ją pierwszy raz na szkolny dach, jak opowiadał o marzeniach, a jak ona wierzyła, że wygrają mecz. Tak bardzo byli razem, nie wierzyli, że coś będzie w stanie ich rozdzielić, ani tym bardziej w to, że to będzie któreś z nich. Jednocześnie tak blisko, a tak daleko. Math ufała, bo umiała kochać. W dzisiejszych czasach to była rzadka umiejętność, gdy każdy był nieufny, niepewny. Pełen jakiejś fałszywości gotowej wybiec z duszy tylko po to by zabić. "Tylko po to". Brzmi nieco drastycznie, żałośnie. Być może... Ale posłuchaj Villadsen. Idź i szukaj szczęścia, bo nie jesteś sam i nie jesteś zły. To właśnie to powtarzała każdemu ze swoich bliskich, że nigdy nie są sami, że mogą do niej przyjść w każdej chwili, że ona ich bardzo kocha, że ona chce ich przytulać i upewniać w ich wyjątkowości i w wartości, która z pewnością sprawi, że dojdą daleko daleko hen. Na szczyty gór, z których skok to przyjemny lot. Warto do tego dojść mając przy sobie kogoś. Dlatego tak bardzo ją wszystko bolało, bo ślepa wiara odbierała pierwiastek rzeczywistości, który Lyons przy sobie nosiła zawsze. Math zabierała go ze sobą na każde spotkanie z Kaim, ale wystarczył ten jeden pocałunek, by straciła grunt pod nogami, by pierwiastek umknął... Byle gdzie. Nie wiadomo gdzie.
Mathie popatrzyła na Gryffonkę z trudem przełykając ślinę. Jako staruszka wydawała się być całkiem krzepka, jednak na tę chwilę patrzyła na przyjaciółkę zagubiona. Znała to uczucie, gdy nie wiedziała co tak naprawdę powinna powiedzieć i odczuć. To była właśnie ta chwila po pocałunku Raphaela, na który nie zdążyła zareagować, ani akceptacją, ani odrzuceniem, bo pojawił się Young. Podjął decyzję za nią, przesunął szalę ku sobie, by była bliżej, ale nadal nie przy nim.
- Masz rację Echo. Miłość to bardzo dużo powiedziane. To uczucie bez definicji, ale to uczucie, które istnieje tylko dla Ciebie, bo dotyczy kogoś, kto jest ściśle z tobą. Trudno mówić, że dotyczy tylko jednej osoby i Ciebie, bo obejmuje też tych, za których oddałabyś życie. I do tego grona ciężko wbiec, a gdy ktoś skrada się ku bramom twojego serca nie jesteś pewna co masz zrobić... Właśnie teraz jesteś zagubiona. I nie powinnaś się bać. Dasz radę przez to przejść, głównie dlatego że masz do kogo iść. Logan, Arthur czy ktokolwiek inny. Powinnaś kochać, ale zasługujesz też na to by być kochaną. Wyważ to. Ja nie umiałam. - Uśmiechnęła się smutno na moment zamykając oczy. Wszak bała się przyznawać tego głośno.
- Mówienie o uczuciach jest ważne, nie wstydź się ich. - Mruknęła powłóczając nogami po podłodze.

/przepraszam nie widziałam posta ;c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Kwi 03 2014, 13:27

Z drugiej strony, nawet posiadając coś upewniającego w rzeczywistości i ściągającego do świata, w którym wszystko wydawało się być bardziej pewnym i naturalnym, ciężko było przewidywać. Echo, choć przekonana o tym, że twardo stąpa po ziemi i nie musi bać się zasadzek, bo zawsze jest jakiś sposób by z nich wybrnąć, mogła być niesamowitą ignorantką. W końcu coś musiało ją dopaść i ciężko powiedzieć, czy tym czymś było właśnie to, co łapało ją teraz, czy zmierza tylko ku wyolbrzymianiu i hiperboli. W sumie hiperbola była trochę jak zjeżdżalnia. Póki co wchodziła na nią, wspinając się po szczebelkach, nie wiedząc jak bardzo stromo może być po drugiej stronie. Błądziła jedynie, z większą niż zazwyczaj ostrożnością. I denerwowała się, bo wcale tej ostrożności nie lubiła. Bez niej było łatwiej - spontaniczne działanie było o tyle lepsze, że odrzucało zbędne nerwy. Jeśli miały uderzyć w pędzie spontaniczności, uderzały tuż przez faktem dokonanym, kiedy odwrót był trudniejszy niż pójście naprzód. W tej sytuacji nie potrafiła się zachowywać tak, jak zawsze, bo dla niej była to sytuacja niezwykła. Słuchała Mathilde, ale wciąż uciekała przed swoimi myślami, w biegu gubiąc odwagę. Bała się myśleć, że coś mogłoby wyjść z tych dziwnych zalążków. Bała się późniejszego rozczarowania, które zawsze udawało się ominąć. Musiała rozpatrywać wszystko w odmienny sposób i choć zawsze była pewna, że to jej normalne działanie, teraz okazywało się, że i ona popadała w jakieś schematy, których chciała unikać. Czuła się nieswojo, a trzeba dodać, że spotkanie z Mathilde miało miejsce jeszcze przed wyjściem do kuchni i artykułem Obserwatora. Chowała się więc ciągle przed oczywistościami. Wróciła do szkicowania przyjaciółki, żeby nie ulec bezczynności, sprzyjającej gdybaniu i wymyślaniu. Wyobraźnia czasami potrzebowała łańcucha. Villadsen częściowo wypowiedziała myśli, od których Echo tak uparcie uciekała.
- Każdy popełnia błędy, ale w zasadzie... traktujesz to jako błąd? - zapytała, przygryzając lekko dolną wargę. Niekoniecznie chciała wchodzić bezpośrednio na temat Kaia. Lubiła widzieć Math szczęśliwą. Wygrała jednak ciekawość, pomieszana z dziwnym przeczuciem, że takie rozmowy są potrzebne. Pod tym względem wierzyła jej, ale coś świtało, że to po prostu kolejna wymówka. Odsuwanie swoich uczuć, żeby pomówić o uczuciach Mathilde.
- Przede wszystkim jest trudne. Ciężko ująć w słowa coś tak ulotnego - odpowiedziała, wzdychając lekko. Spojrzała na przyjaciółkę, wciąż mając problem z określeniem się. Było na to zdecydowanie za wcześnie. Spojrzała na swój chaotyczny szkic. Nie był idealny, bo zbyt skupiła się na rozmowie. Potrzebowała farb, zdecydowanie. Wstała więc, wyjęła tubki z torby, przygotowała wszystko jak należy, przejechała palcami po płótnie, odetchnęła głęboko i zabrała się do pracy.
- Nie sądzisz, że ta cała miłość to okropna słabość? Trochę mnie to przeraża. Wiesz, ta cała zależność. Jeśli masz jakieś tajemnice, wszystko powoli wychodzi na jaw. Tak to widzę i pewnie dlatego nie mogę ruszyć w żadną stronę - poskarżyła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Nie Kwi 13 2014, 15:36

Math bardzo się bała mówić głośno o uczuciach nazywając po imieniu pewne osoby, które wtargnęły w nią, bo wtedy... Wtedy to już wszystko nie ma sensu. Z trudem i ze wstydem trzymała w dłoniach ostatnie puzzle tej układanki i nie chciała ich włożyć w najbardziej oczywiste miejsca na świecie. Wkładała je do kieszonek zamykając oczy, bo bała się, że gdy zobaczy całą panoramę zgliszczy dawnej siebie, będzie miała spory problem z określeniem kim jest teraz. Poza tym bała się jeszcze odrzucenia, tego że ktoś nazwie ją naiwną, a każdą nieprzespaną noc skomentuje jako marnotrawstwo. Zasypała przy blasku świec, bo w ciemności spod łóżka wygrzebywały się najgorsze potwory szepczące imiona, o których chciała zapomnieć. Sen przynosił obraz siostry, samego Kaia czy każdego, kto wcześniej ją zapewniał o wszystkim, a teraz już nie. I każda noc, każda zła pogoda była powodem do tego, by mogła skulić się na kanapie w salonie tonąc w cichym tykaniu zegara, bo przecież jej rodzeństwa przy niej nie było. Ile to jeszcze razy? Ale w tym wszystkim potrafiła się cieszyć, malować, słuchać muzyki, wygrywać na pianinie co raz to ciekawsze melodie zasłyszane gdziekolwiek. Musiała żyć. Musiała stanowić to, za kogo ją wszyscy mieli. Niespełniona artystka, była dziewczyna kapitana Red Rock, gorsza wersja Veronique, gorsza wersja wszystkiego, ale przy tym radosna Puchonka rozdająca uśmiech na korytarzu, choć sama ma już go niewiele. Ale trzeba się dzielić. Bierz, bierz! Bierz więcej. I nadal nie potrafiła wątpić. Niezłomna w tym, że prawdziwe uczucie istnieje, że prawdziwa miłość gdzieś jest, może nie przy niej, ale zawsze przez płot, żeby chociaż mogła popatrzeć. I trzeba w to wierzyć. Bardzo chciała, żeby serce Echo zostało usłane dobrem, żeby ktoś przy niej był, stał, opiekował się nią. Ocierał jej dłonie wysmarowane grafitem ołówka. Starsza wersja Math teraz zacisnęła oczy, choć działania eliksiru słabło z każdą chwilą, a ona powoli wracała do swojej pierwotnej postaci... A gdyby tak odmłodnieć do końca i przy tym zapomnieć? Szybko odrzuciła od siebie tą myśl i przebrnęła dłonią po materiale spódniczki zanim zdecydowała się zabrać głos. Tak bardzo się bała brzmienie tych słów w swoich ustach, że czekała aż ktoś wyciągnie z niej to siłą i nie powie nic. Nic złego w odwecie. Niewielkie marzenia. Wpierw roześmiała się nerwowo, a potem zaczęła tonąć w tych bolesnych sylabach:
- Echo... Moja rodzina go nienawidzi. Kiedy Veronique uległa wypadkowi oni go obwiniali, że powinien z nią być. Przecież zawsze był. Czemu jej nie złapał. W ogóle pominęli kwestię, w której on ma swoje życie i tej w której ona go okłamywała. Zdradzała go. Widziałam to ostatnio, to bardzo boli, bo wiem że ludzie patrząc na mnie widzą ją. A gdy ja to ona, to ja też go zdradzałam. W istocie nigdy nie pomyślałam o tym, że mogłabym kochać kogoś innego. Nie dlatego, że się bałam czy coś takiego. Nie potrzebowałam tego typu rozmyślań. To nie był błąd. On jest bardzo zagubiony, a może był. Jeśli chodzi oto na ile był ze mną, na ile mnie słuchał i na ile go poznałam... To myślę, że jest w tym odrobina prawdy. Nie wiem czy wierzę w to gdy mówił, że mnie kocha. Podważam to, choć zadaje mi to o wiele więcej bólu. Ja go kochałam, kocham. Nie wiem już sama, czuje się w tym zagubiona. Mój ojciec chciał mu nawet zapłacić by się do mnie nie zbliżał. Nie ma go tu teraz. Myślisz, że jednak przyjął te pieniądze? Na ile mój ojciec ma nade mną władzę, a raczej wszyscy macie? Popatrz Echo. Gdybyś mnie teraz zostawiła, płakałabym. Bo brakowałoby mi Ciebie. Kai był jedną częścią, integralną, która łączyła mnie ze zmarłą bliźniaczką, ale i z nim, z rzeczywistością. Dzięki niemu tu przyjechałam, bo uczył mnie latać, żebym mogła wstąpić do drużyny. Fajnie, nie? Zależało mu. Ale nie zależało mu, gdy kazał mi odejść, gdy zwracał się do mnie imieniem siostry... I nie. To nie był błąd. Błędem by było, gdybym teraz go nienawidziła. Nie przespałam zbyt wielu nocy, by teraz o tym zapomnieć. Czasem trzeba kochać na odległość, odpuścić. Zranił mnie. Zniszczył część nadziei, a nadal go kocham. Curtis przed wyjazdem powiedziała tak: "Powiedz mu spierdalaj i użyj dokładnie tego słowa". A gdyby teraz tu był... Z trudem bym wyszła pewnie zataczając się gdzieś po drodze z natłoku myśli. Masz rację Echo, miłość rani. Miłość jest tego wszystkiego warta, ale to nie jest obsesja. Uczucia są ważne. Najważniejsze. Nawet jeśli z drugiej strony nie istnieją, trzymaj to co masz w sercu, bo to ewidentnie Ty. - Przerwała, bo czuła że kluczy w miejscach, w których Echo nigdy nie powinno być. Śmierć siostry... Czy już jej o tym mówił? Tak, nie? Nie pamiętała. Kai i tamto? Nie. Nie mówiła. Wszystko działo się na hogwarckich kartach, ale nic z przeszłości tu nie weszło. Cicho dudniło w jej sercu robiąc co raz większe koleiny. Cóż, bywa.
- Tajemnice... Masz rację. Potrafią wyjść nawet zza grobu. Jednak się nie bój, bo to wszystko trzeba przeżyć. - Choć to zdanie mówiła już chyba bardziej do siebie niż do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Kwi 24 2014, 12:23

Ciężko było nazywać Math naiwną, znając przynajmniej część jej historii. O ile wcześniej to słowo mogło cisnąć się na usta, teraz zupełnie nie pasowało, pochodziło z innej układanki i na próżno można było szukać miejsca, gdzie dałoby się upchnąć ten element. Prawda była taka, że przechodząc coraz więcej uodparniała się stopniowo i wyzbywała tej naiwności, która kiedyś rzeczywiście mogła w niej siedzieć. Echo nie traktowała jej tak, jakby była naiwna. Sądziła, że zagubiła się w swoich problemach, ale nie dostrzegała całkowicie jej postawy - dobroć, która od niej biła była niezaprzeczalna. Jednak Lyons, skupiona w tym momencie na sobie, nie była w stanie dostrzec tego, że Villadsen działała ponad swoje siły, dźwigając nie tylko swoje zmartwienia, ale również kłopoty innych. Z uśmiechem brnęła do przodu, choć uginała się bardzo porządnie. Być może sama tego nie widziała, ale działała autodestrukcyjnie. A może wiedziała na jeden z tych sposobów, które chowa się gdzieś głęboko, przyjmując inną wersję. W jej przypadku nie było wiadomo, czy to dobre, czy złe. Z każdej strony szykował się cios.
- Mattie - szepnęła, zostawiając wszystko. Słuchała jej uważnie, patrzyła badawczo. Tym razem to ona objęła ją, ułożyła jej głowę na swoim ramieniu i głaskała po jasnych włosach. Było w niej tyle niewinności, pomimo wszystkich przejść i nawet Echo wiedziała, że wciąż dorasta. W bardzo przyspieszonym tempie, zważając na okoliczności. Nawet eliksir kazał jej dorosnąć. - Tu jest Hogwart. Nie da się zastąpić ciebie, Math, nie jesteś nią, nie jesteś swoją siostrą. Kochasz ją, ale nie jesteście jednością i jakkolwiek doznawałaś tego uczucia tam, tu jest inaczej. Jedna osoba nie stanowi o wszystkich - powiedziała, może niezbyt delikatnie i z wyczuciem, ale niestety nie była tak opanowana i obeznana w doborze słów. Była po prostu szczera. - Nie mówię: skończ z nim, skończ z przeszłością, nie przejmuj się, bo to niemożliwe do osiągnięcia. Ale na Merlina, Math, nie jesteś Veronique. Przysięgam, że zgromię każdego, kto ośmieliłby się to podważyć. Dla nas jesteś Mathilde i nic tego nie zmieni - mówiła, nie potrafiąc zrozumieć jak można było doprowadzić do takiej sytuacji. Nie była w stanie pojąć tej zależności, nie chciała nawet myśleć, że dla kogokolwiek Mathilde mogła być kimś innym. - Nie zostawię cię, postaram się być ile mogę, a nawet trochę więcej - dodała tylko. - A teraz chodź - powiedziała, odsuwając ją delikatnie, ale chwytając dłoń i wstając. - Przejdźmy się, pójdźmy na błonia i zróbmy wielki łapacz snów, z gałązek i włosów jednorożca, możemy nawet zakląć go jakimiś ekstra zaklęciami. Dodamy pióra memortka. Kiedy ostatnio łapałaś marzenia? Posada prefekta na pewno dużo wymaga, a ty zawsze starasz się, żeby wszyscy byli szczęśliwi. Zdejmiemy buty i zobaczymy jak chłodna jest trawa - zarządziła, wyciągając przyjaciółkę z klasy. Wzięły ze sobą pacynkę, ale Echo zostawiła resztę rzeczy, uznając, że może po nie wrócić.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sro Lut 25 2015, 22:05

Marcela otworzyła drzwi klasy artystycznej i rozejrzała się wokół, chcąc się upewnić, że żaden uczeń przypadkiem nie postanowił spędzić popołudnia akurat tam. Na szczęście nikogo nie było, więc z westchnieniem ulgi przekroczyła próg pomieszczenia, trzasnęła za sobą drzwiami i odłożyła torbę załadowaną wszelkimi utensyliami malarskimi (w tym kompletem nowych, pięknych pędzli z włosiem wiewiórki!) na najbliższą ławkę. Skierowała się od razu do jednej z szaf na tyłach sali. Gdy ją otworzyła, na podłogę wypadła jakaś niedbale zwinięta, czarna tkanina, jednak Marcela zupełnie zignorowała ten fakt. Wyrzuciła więcej rzeczy, które zalegały w szafce (wydawało się, że ta nie miała dna - tyle tam tego było), aż dokopała się do stosu płócien. Z wielką ostrożnością wyjęła jedno z nich i zaniosła je tam, gdzie położyła wcześniej torbę, a następnie znów powędrowała w to samo miejsce - tym razem w poszukiwaniu sztalugi. Te leżały w rogu jedna na drugiej, tworząc niezbyt stabilną konstrukcję. Wyciągnęła ręce w górę, próbując delikatnie ściągnąć jedną z nich, ale jedynie poruszyła całość tak, że gdyby w ostatniej chwili nie przytrzymała sztalugi, to całość runęłaby na nią. Szybko podeszła do torby i zaczęła przerzucać jej zawartość w poszukiwaniu różdżki, ale ta nagle nabrała właściwości każdej kobiecej torebki i akurat najbardziej potrzebny przedmiot był nie do odnalezienia.
Dziewczyna westchnęła z poirytowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sro Lut 25 2015, 22:29

Nathaniel zdecydowanie miał dość, nie miał najmniejszej ochoty spędzać tego dnia z ludźmi. Po prostu musiał odpocząć, błądził po całym Hogwarcie szukając cichego i spokojnego miejsca. Jak na złość większość Sali była zajęta, a na korytarzach roiło się od wrzeszczących uczniów. Błąkając się po szkole, zaciskał pięści, czy to takie trudne znaleźć odludne miejsce? W końcu trafił do Sali artystycznej, co prawda nie miał z nią wiele wspólnego, ale hey, była wolna. Przynajmniej tak mu się wydawało. Dopóki nie zobaczył pewnej blondynki, nie miał ochoty wdawać się w konwersacje ale dziewczyna wyglądała na zirytowaną. Zacisnął żeby i wziął głęboki wdech, musiał się uspokoić.
-Hey- mruknął cicho, wkładając ręce do kieszeni a następnie ruszył w jej stronę- Pomóc Ci z czymś?- zapytał beznamiętnie i stanął koło niej, czy jego dzień mógł być jeszcze gorszy? Najwyraźniej tak. Miał zamiar przyjemnie go spędzić, ale jak widać chyba się nie uda. Był pewny że nie zna blondynki, a jednak kiedy zbliżył się do niej, od razu poznał tę twarz.
-Collins- odparł jeszcze bardziej bez namiętnie, a wręcz wysyczał jej nazwisko. Prawda była taka, że owa dwójka nie darzyła się sympatią, ba, oni po prostu się nie lubili. A może nienawidzili? Ślizgon posłał jej przepełniony jadem uśmiech, serio czy musiał trafić akurat na nią? Właściwie poczuł do niej niechęć, przy pierwszym spotkaniu. Później okazało się że Marceline  też za nim nie przepada. Przechylił lekko głowę w prawo oglądając ją ze znudzeniem, wiedział że teraz zacznie się wojna. On miał zamiar spędzić w tej klasie całe popołudnie, w dodatku bez niej. A Woods doskonale wiedział że Gryfonka szybko nie ustąpi.
-Nie wiem co Cię tu sprowadza, ale może już sobie pójdziesz?- zapytał słodkim głosem Nath, jak zwykle sztucznie się uśmiechając. Nie miał ochoty przebywać z tym nawiedzonym karzełkiem, dłużej niż kilka minut. Wyciągnął ręce z kieszeni i oparł się o jedną ławkę. Właściwie w tylniej kieszeni spodni miał różdżkę, oczywiście jeśli dziewczyna go zdenerwuje nie zawaha się jej użyć, w końcu do czegoś musi się przydać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sro Lut 25 2015, 22:58

Kiedy dziewczyna usłyszała, że drzwi się otwierają, w jednej chwili się odwróciła - od razu jednak wróciła do przerzucania po raz trzeci zawartości torby, mając nadzieję, że przybysz albo po prostu sobie stąd pójdzie, zauważywszy, że to pomieszczenie jest już zajęte, albo ewentualnie podejdzie i będzie miała towarzysza, z którym będzie mogła porozmawiać podczas malowania.
- Cześć - odparła, nie odwracając wzroku od zawartości torby wysypanej na blat ławki. Przesuwała każdy pędzel osobna z prawej na lewą stronę ławki, chcąc oddzielić je od różdżki, której kolor był niemalże identyczny.
- W sumie to tak. Mógłbyś zdjąć mi jedną ze sztalug z tej sterty? - spytała miło, uśmiechając się. - Z dołu nie można wyciągnąć, po wszystko się przewr... - spojrzała na chłopaka, a mina momentalnie jej zrzedła. Woods. No fantastycznie. A miało być tak miło.
Dziewczyna uśmiechnęła się kpiąco, a cała sympatia została zastąpiona chłodem.
- Jest taka jedna rzecz. Mógłbyś sprawdzić, czy nie ma cię na przykład na dnie jeziora na błoniach?
Dziewczyna podeszła do jednej z szafek, z której po krótkiej chwili wygrzebała parę szmatek, mnóstwo ubrudzonych, dużych pędzli butelkę terpentyny i kilka szklanych zlewek. Wszystko to zniosła na ławkę.
- Nathie, skarbie, byłam tu pierwsza, także gdybyś mógł zrobić pożytek ze swoich zgrabnych nóżek... - odparła, a jej głos był przesycony sarkazmem. Nawiedzony karzełek (XD) również niespecjalnie miał ochotę przebywać z tym typowym, ślizgońskim dzieciakiem uważającym siebie jest centrum wszechświata.
Marceline odkręciła butelkę, a zapach terpentyny rozszedł się po pomieszczeniu. Miała cichą nadzieję, że może w jakiś magiczny sposób zapach rozpuszczalnika, którego większość osób nie znosi (a który ona sama uwielbiała) go stamtąd wypłoszy. Nie zanosiło się jednak na to, że pójdzie tak łatwo - zwłaszcza że dziewczyna go trochę znała i wiedziała, że ten tak łatwo nie odpuści. Marcela postanowiła odpuścić, bo kłótnia nie miała najmniejszego sensu - po prostu związała włosy w luźny kok, z którego wypadały kosmyki włosów i zajęła się czyszczeniem pędzli znalezionych w pracowni. Zajęcie pochłonęło ją na tyle, że zapomniała o tym, że jako Gryfonka powinna teraz ciskać gromami z oczu w stronę Ślizgona, a nie pilnować się, by nie zacząć podśpiewywać czegoś pod nosem w jego obecności.
Poza tym, to zajęcie miało jeszcze jedną, doskonałą funkcję - ukrywało to, jak bezradna była bez różdżki, gdy chciała zdjąć tę cholerną sztalugę. Uniosła na chwilę wzrok znad pędzli, patrząc w tamtą stronę bezradnie, tak jakby cała ta misternie ułożona sterta miała zmaleć. O dziwo tego nie zrobiła, a wręcz przeciwnie - wydawała się jeszcze większa z tej perspektywy.
Marceli przyszło do głowy, że może spróbować coś podstawić, żeby dosięgnąć sztalugi - nie chciała jednak, żeby był przy tym Woods. Jeszcze coś by jej nie wyszło, a wtedy śmiałby się z niej co najmniej do końca edukacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sro Lut 25 2015, 23:46

No dobra trzeba było przyznać, że Nath miał tendencje do pochopnego oceniania ludzi. W dodatku robił to często, więc jeśli na pierwszy rzut oka ktoś mu się nie spodobał, prawdopodobnie go znienawidzi. Właśnie tak było z Marceline, chłopak uparł się że jest denerwująca i nie dał sobie wbić nic innego do głowy. Właściwie Gryfonka była czystej krwi, co naprawdę się dla niego liczyło, prawdopodobnie dla tego że jego urocz rodzinka, wpajała mu to do głowy od dzieciaka. Ale co mógł poradzić na niechęć, którą do niej czuł?
Kiedy dziewczyna zauważyła kto koło niej stoi, Woods mało się nie roześmiał. Uwielbiał reakcję ludzi na samego siebie, przeważnie była to niechęć i strach, ale to właśnie lubił. Za to Collins wyglądała ktoś jej przywalił, chyba lekko się zdziwił na widok Natha, taa ‘lekko’.
-Widzę że żart się dziś Ciebie trzyma- podsumował i klasnął w dłonie, a następnie przewrócił oczami. Naprawdę ucieszył by się, gdyby dziewczyna postanowiła zniknąć. Praktycznie modlił się o to w duchu. Czemu nie mógł wpaść na kogoś, za kim przepadał? Na przykład na, którąś ze Ślizgonek? Oczywiście jak na złość wypadło na Gryfonkę, którą lubił najmniej.
-Od moich zgrabnych nóżek dwa kroki w bok, jeśli nie odpowiada Ci moje towarzystwo, to naprawdę możesz już iść, przytrzymam Ci drzwi- powiedział jak do pięciolatka i posłał jej kolejny sztuczny uśmiech, taki już jego nawyk, był niemiły i dobrze o tym wiedział.
Woods popatrzył badawczo na dziewczynę a następnie podniósł się z ławki, pewnie biedna Marceline będzie myślała że Ślizgon odpuści, ale nie ma tak łatwo. Powlekł się w stronę całej sterty tych pierdół, sięgnął długimi rękami i ściągnął jedną ze sztalug, kładąc ją powoli na ziemi. Nie był aż tak wysoki, a w dodatku różnica między nim a Collins wynosiła jakieś…25 cm? Ale to i tak ona była nawiedzonym karzełkiem.
-Dzień dobroci dla zwierząt- podsumował Nathaniel, wskazując na sztalugę. Następnie uśmiechnął się ironicznie i wrócił na ławkę. W jakimś stopniu był ciekaw zdolności Gryfonki, sam też w pewnym sensie był artystą. Śpiewał i grał na gitarze, a czasami zdarzało mu się pisać własne teksty. Dlatego przepadał za zdolnymi, w jakikolwiek sposób, dzieciakami. Oczywiście nie mógł się z tym wypuścić, nie przy niej. Nie mógł pokazać że jest nią jakoś zainteresowany! Nie on. W końcu  był Ślizgonem z krwi i kości, zły do upadłego… No dobra nie był aż tak zły.
-Co masz zamiar bazgrać?- zapytał udając niezainteresowanego, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i wpatrywał się w dziewczynę znudzonym wzrokiem. Przynajmniej był dobrym kłamcą i potrafił też dobrze grać, w tym momencie, zdecydowanie się mu to przydało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 00:32

Marceline słuchała, co mówi do niej Woods, ale darowała sobie odpowiedzi. Uznała, że i tak nic do niego nie dotrze, nie przestanie nagle być prawdziwie ślizgońskim Ślizgonem, a jedynie może być gorzej. Zajęła się czyszczeniem pędzelków w terpentynie, nucąc coś cicho i całkowicie ignorując fakt istnienia chłopaka aż do momentu, kiedy sztaluga nie stanęła na ziemi w bardziej dostępnym dla kurdupla miejscu.
- Dzięki - powiedziała co prawda nieco niechętnie, ale ze względu choćby na dobre wychowanie nie potrafiła pominąć tej formułki, mimo że słyszała, co chłopak powiedział. No cóż, był Ślizgonem, trzeba było mu wybaczyć tego typu wtręty, a liczyło się to, że jednak pomógł, prawda? Może jednak nie byli tacy źli, ci Ślizgoni.
Marcela wzięła sztalugę i zaczęła ją rozstawiać. Posiłowała się trochę z przyrdzewiałymi śrubami, regulacją wysokości nóżek i przycinającą się szufladą, ale w końcu po kilku minutach sztaluga była rozłożona. Marcela umieściła na niej płótno, a pędzle ułożyła w szufladzie. Zakręciła jeszcze butelkę z terpentyną i odłożyła ją na miejsce, a gdy zajrzała do torby ponownie, by wyjąć z niej farby znalazła różdżkę. Pozbyła się brudnych szmatek i terpentyny ze zlewek jednym zaklęciem, a następnie wyjęła akryle i ułożyła je obok pędzli. Stanowisko pracy było gotowe - nareszcie.
- Martwa - odparła dziewczyna bez zastanowienia, wskazując na kompozycję umieszczoną na środku pomieszczenia. Kwiaty, które nie więdły chyba tylko dzięki jakiemuś zaklęciu i parę poustawianych wokół naczynek. To wszystko stało tam, odkąd pamiętała. Dziewczyna odkręciła jedną z tubek i nałożyła ją na paletę. - Na ogół nie maluję, tylko rysuję, więc nie wiem, jak to wyjdzie. Właściwie dopiero uczę się farb, jakoś mi idzie, bo dużo razy patrzyłam jak to się robi, ale w praktyce bywa różnie...
Marceline w tej jednej wypowiedzi jakby zapomniała, że nie mówi do przyjaciela, a do nadętego Ślizgona - jej głos wyrażał to, jak bardzo oddana jest pasji i gdyby nie przypomniała sobie o tym, że to Woods, to jeszcze dobre dziesięć minut mogłaby nawijać o technikach i farbkach. Przez cały ten czas skupiona była na malowaniu, a choć wzrok miała wlepiony w płótno, na którym ślad zostawiały kolejne pociągnięcia pędzla, to widać było, że błyszczały jej oczy, gdy o tym opowiada. Zerkała na kompozycję raz na jakiś czas i nurzała pędzel w farbie. Wyciskała z tubek kolejne kolory, a na płótnie zaczynał zarysowywać się kontur poszczególnych obiektów.
- Ekhm, właściwie dlaczego przyszedłeś akurat tutaj? - spytała, siląc się na chłodniejszy niż dotychczas ton. - Też coś, hm, tworzysz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 01:33

To prawda, Nath był typowym ślizgońskim Ślizgonem i nic nie dało się na to poradzić. W dodatku otaczał się takimi samymi ludźmi, na przykład Katherine! Jego ukochana przyjaciółka, z którą wiecznie pakował się w kłopoty. Stawiając sztalugę na ziemi, chłopak zbliżył i schylił się do Marceline na odległość kilku centymetrów, szyderczo się uśmiechając. Uwielbiał denerwować ludzi i naruszać ich przestrzeń osobistą, o tak dręczenie ich było jego ulubioną zabawą. Nawet nie ruszył się z miejsca kiedy Gryfonka zajmowała się sztalugą, w końcu tego dnia wystarczająco jej pomógł. Niech się trochę dziecko namęczy. Zresztą doskonale widział że dobrze jej szło, co potwierdzało że musi się na tym znać.
-A już miałem nadzieje, że zaproponujesz namalowanie mnie- powiedział udając rozżalonego a następnie przyłożył rękę do serca, jakby naprawdę go to zraniło. Na pewno był ładniejszy od jakiś kwiatków, ale jeśli Collins je wolała, to cóż on mógł na to poradzić? Sam nigdy się tym nigdy nie zajmował, nie miał ręki do takich rzeczy. Choć nie! Umiał namalować kota, choć równie dobrze mógł to być pies… Ewentualnie smok. Niezła różnorodność.
Lubił patrzeć na ludzi pracujących, potrafił siedzieć bez ruchu i godzinami się w kogoś wpatrywać. Takie lekkie zboczenie, dlatego uwielbiał przesiadywać z Annabelle, którą interesował rysunek. Tak, naprawdę dobrze wspomina czasy, kiedy przebywali razem na błoniach. On grając na gitarze a ona ze szkicownikiem w ręku… Chyba dlatego pomógł Marceline, w jakimś stopniu przypominała mu dawną przyjaciółkę. Chłopak potrząsnął głową, zaczął wracać do starych czasów, a to zwykle wiązało się z późniejszym niezbyt dobrym samopoczuciem.
-Szukałem wolnego miejsca- oznajmił Woods i wzruszył ramionami, taki właśnie był jego cel, ale nie wyszło- Meeh, nic z takich rzeczy- powiedział i wskazał głową na sztalugę i farby- Zajmuję się muzyką- podsumował Nath rozglądając się po Sali, do jasnej cholery czy on z nią właśnie NORMALNIE rozmawiał? Czyżby zaczął zachowywać się jak człowiek? Tylko pogratulować.
Właściwie muzyka była jego jedną pasją, od najmłodszych lat. Czasami to naprawdę się przydawało, jak rodzice się wnerwili i mieli dość przysyłania mu pieniędzy, przysiadał na ulicy i pogrywał. Oczywiście nikt się o tym nie dowiedział, był z ważnej rodziny, która uznała by to za nie wiadomo jaką hańbę. I może tak było? Siedząc za Marceline, Woods zaczął obserwować jak jej idzie. Co chwilę przekręcał głowę z boku na bok, mrużąc przy tym oczy. Malowała z pasją i właśnie to mu się spodobało, spuścił głowę i uśmiechnął się sam do siebie. Czasami chyba za szybko ocenia ludzi, później oczywiście na tym traci, ale właśnie taki już był.
-Dodaj więcej czerwonego –zaproponował brunet, wstając z ławki. Podszedł do sztalugi i wskazał na miejsce, w którym było za dużo zimnych kolorów. Niby był facetem, ale kolory jakoś tam odróżniał i nie był ślepy. Znowu włączył mu się wewnętrzny krytyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 11:58

Gdy chłopak stanął bliżej dziewczyny, ta znieruchomiała na ułamek sekundy, zerknęła w jego stronę, unosząc brwi i jak gdyby nigdy nic kontynuowała rozkładanie sztalugi.
- Nie żebyś przeszkadzał czy coś, Woods, ale nie chcę pomyśleć, że mnie lubisz za bardzo. - stwierdziła zwyczajnym tonem, dokręcając jeszcze ostatnią ze śrub.
- Och, Ślizgoński majestat urażony. Czy jest szansa, że mi to kiedyś wybaczysz? - spytała rozbawionym tonem. Oczywiście nie mogła wyzbyć się tej nuty złośliwości z głosu, ale sama odniosła wrażenie, że było to raczej na zasadzie uszczypliwości powiedzmy-że-przyjacielskiej.
Może go nawet trochę lubiła. Minimalnie. Albo odniosła takie wrażenie, bo spytał o jej pasję, a ona mogła się wygadać.
Kiedy chłopak odpowiedział na jej pierwsze pytanie, skinęła głową w milczeniu. Zastanawiała się, dlaczego w takim razie od razu nie wyszedł z tej sali, by poszukać jakiejś wolnej. Mimo to nie zadała tego pytania uznawszy, że to może go skłonić do wyjścia i poszukiwania nowej sali - a właściwie to dopóki sobie nawzajem nie dogryzali, to jego towarzystwo było całkiem znośne.
Gdy Marcela usłyszała słowo "muzyka", ręka z pędzlem zawisła w powietrzu. Odsunęła ją od płótna i spojrzała na chłopaka.
- Muzyka, tak? I co konkretnie robisz? Grasz na czymś? Śpiewasz? - siliła się na zwykły ton, ale i tak nie udało jej się ukryć zaciekawienia. Zauważyła, że dopóki jest jakiś konkretny temat rozmowy, to żadne z nich nie ma czasu myśleć nad docinkami, więc postanowiła ten stan utrzymać. Ślizgon nie Ślizgon - przyszła tam malować, a nie wykłócać. Zresztą całkiem ciekawy temat. Sama przecież śpiewała, a grać na czymś chciała się nauczyć - tyle że nigdy nie mogła się jakoś zebrać.
Nathaniel podszedł do sztalugi, a gdy powiedział swoją sugestię, zerknęła w jego stronę, po czym znów spojrzała na płótno.
- Masz rację - stwierdziła, zerkając w stronę kompozycji. Tam również w miejscu wskazanym przez Ślizgona wybijały się czerwone barwy. - Ale to za chwilę, najpierw muszę skończyć kontur. Od ogółu do szczegółu.
Jeszcze kilka pociągnięć pędzla i dziewczyna odsunęła się od sztalugi na dwa kroki, zakładając pędzel za ucho. Porównała kompozycję z tym, co stworzyła na płótnie i uznała, że efekty są całkiem zadowalające. Oczywiście to był dopiero początek, ale zawsze coś, prawda?
Popatrzyła po raz kolejny na Nathaniela, a gdy dostrzegła, że ten wpatrzony jest albo w płótno, albo w nią, albo ogólnie - w cały proces twórczy, skrzyżowała ręce na piersi.
- Co tak patrzysz? - spytała, wyciągając pędzel zza ucha i machając nim w dłoni lekko. - Chcesz spróbować? - uśmiechnęła się. To mogłoby być ciekawe... a obraz i tak zawsze można odratować kolejną warstwą farby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 14:10

Co jeszcze podobało mu się w Marceline? Potrafiła nieźle odpowiedzieć. Nie była typem niepewnej Puchonki, ani Krukonki, która myśli że pozjadała wszystkie rozumy, ba, nawet nie był typową Gryfonką! Miała coś w sobie ze Ślizgona, właśnie to mu się spodobało.
-Hmm… Nie no, jakbyśmy byli na jakieś imprezie, na której mocno bym się upił i było by ciemno… To może coś by z tego wyszło- powiedział słodkim głosikiem odsuwając się od niej, właściwie Gryfonka była bardzo ładna, miała zdecydowanie inną urodę, ale musiał się z nią trochę podroczyć.
-Jeśli będziesz błagać na kolanach, to może ci się uda- oznajmił dumnie Ślizgon, Collins powinna być zaszczycona jego towarzystwem, nie wszyscy mają takie szczęście.
Może jednak towarzystwo Marceline nie było takie złe? Tylko wydawało się, że jest on nie wiadoma jaka zła… Nie to on był tu zły. Czyli Collins musiała być… Dobra. Bacznie ją obserwował, każdy ruch pędzla. Pasja, którą w niej dostrzegał była niesamowita. Kiedy tylko powiedział jej o muzyce, blondynka wręcz zamarła i obróciła się w jego stronę.
-Śpiewam… Gram na gitarze i zdarza mi się pisać własne teksty-  oznajmił obojętnie chłopak, robił to od dawna i może powiedzieć że całkiem dobrze mu szło. A nawet jeśli by nie szło, lubił to, a wręcz kochał-  A ty jesteś jakoś uzdolniona muzycznie?- zapytał kryjąc zaciekawienie pod kamienną twarzą, sądził że była. Jej reakcja na słowo ‘muzyka’ była niecodzienna.
-Jeśli nie masz nic przeciwko- powiedział i lekko się uśmiechnął. Tak! Nathaniel Woods był miły, to trzeba gdzieś zapisać. Podreptał w stronę sztalug i zdjął ulubioną koszulę w kratkę, zostając w zwykłym szarym podkoszulku. Nawet jeśli go pobrudzi to nie będzie mu żal. Chwycił jeden z pędzli w dłoń, zamknął oczy przypominając sobie jak robiła to Annbelle, szybko się ocknął i zaczął wykonywać ruchy pędzlem. Nie było to aż takie złe, ale w porównaniu do pracy Marceline… Cóż musiał się jeszcze wiele nauczyć. Był pewien że Gryfonka naprawi jego błędy, dlatego odsunął się trochę na bok odkładając pędzel na miejsce.
-Zajmujesz się czymś jeszcze?- zapytał chłopak stojąc koło niej, jeśli miał ją polubić, to trzeba było od czegoś zacząć. Możliwe że mieli jakieś wspólne zainteresowania? Sam nie wiedział czym było to spowodowane, w końcu nie lubił się chyba z każdym Gryfonem, a jego znajomi i przyjaciele byli przeważnie Ślizgonami. Ale takie zasady wpajano mu do głowy od dziecka, teraz mu tak zostało i dla wszystkich wydaje się być dupkiem, ale Woods nie jest taki zły. A nawet potrafi być miły, znaczy jeśli bardzo chce.
-Zagramy w grę, ja zdaje tobie jedno pytanie a następnie ty mi- powiedział Nath uśmiechając się, bardziej przyjacielsko niż ironicznie. Właściwie to nie była propozycja, on jak zwykle to narzucił. Uniósł brwi i wskazał na Marceline, dając jej do zrozumienia żeby zaczęła, taki z niego dobry chłopaczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 14:46

Marcela raczej nie miała wiele ze Ślizgona - za to Nath miał skrzywiony pogląd na Gryfonów, ale czemu się dziwić? Wychowanie w stylu "czysta krew jest najważniejsza" i "Gryffindor fu" pozostawiał swoje ślady między innymi w tym.
- Wyszłoby, gdybym była w takim samym stanie... i dodatkowo ktoś by mnie związał i szantażował. - wyszczerzyła się. Bawiło ją takie przekomarzanie ze Ślizgonem - zwłaszcza, że ten nie obrażał się jak większość egocentrycznych zielonych i po prostu odpowiadał w tym samym tonie.
- Ojej, czyli się nie uda, jaka szkoda. - odparła, udając smutek. Niestety nie uznawała tego niewątpliwego zaszczytu przebywania w obecności Natha za coś wartego tak ogromnej uwagi.
Kiedy chłopak odpowiadał na jej kolejne pytanie, wycisnęła trochę czerwonej farby z tubki na paletę.
- Własne teksty? - zaciekawiła się, bo tak jak śpiew i gra na gitarze były dość typowe, tak to ostatnie raczej było mniej powszechne. - Ale fajnie. Ja śpiewam, grać na czymś planuję zacząć, ale to tak w nieokreślonej przyszłości... Jakoś nie mogę się za to zabrać.
Gdy chłopak wziął od niej pędzel, trochę się zdziwiła - spodziewała się raczej, że Nath - jak to Ślizgon - pomarudzi, pokręci noskiem i nawet nie spróbuje, ale cóż. Najwidoczniej miał w sobie więcej z Gryfona, niż chciałby mieć.
Marcela obserwowała, jak chłopak maluje. Jego ruchy były ostrożne na tyle, że ostatecznie jedno, dwucentymetrowe pociągnięcie pędzla było do naprawy. Cóż, Gryfonka liczyła na gorszy wynik.
- Całkiem nieźle. - odpowiedziała równie miło, po czym wzięła pędzel i zamalowała wspomniane pociągnięcie pędzla, tak by czasem nie pomyślał, że jest aż tak dobry.
- Hm. Rysuję, śpiewam, lubię wszystkie możliwe zaklęcia... Ale właściwie zainteresować może mnie wszystko - odpowiedziała na pytanie, wyciskając odrobinę czerwonej farby na paletę. Zanurzyła w niej pędzel i doprowadziła obraz do porządku, a mankament, który można było zawdzięczać Woodsowi, był już całkowicie niewidoczny. - A ty?
Kiedy z kolei Nath zaproponował grę, dziewczyna zamyśliła się na dłuższą chwilę. Wzięła z szufladki nieco grubszy pędzel, wycisnęła na paletę żółtą farbę i gdy zrobiła kilka kolejnych maźnięć na płótnie, zerkając na malowaną kompozycję, spojrzała w jego stronę.
- O czym dokładnie są twoje teksty? - zapytała, uznając, że ta informacja może pozwolić jej dowiedzieć się wielu rzeczy. Kto wie, może za maską ślizgońskiego do szpiku kości Ślizgona kryje się romantyk? Albo filozof? Albo po prostu ktoś, za kogo Woods nie chciał uchodzić?
- No, twoja kolej, Nathie. - odparła, gdy chłopak odpowiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 15:56

Może i Marceline nie miała wiele ze Ślzigona, a może miała? Kto to wiedział? Za to jeśli ktokolwiek odważyłby się, powiedzieć że Natahniel ma coś z Gryfona, prawdopodobnie skręciłby mu kark, uroczo prawda? Ale to prawda, żył w przekonaniu ”czysta krew jest najważniejsza”, ”Gryfoni są bee” i oczywiście ”Slytherin jest najlepszy”.
-Nie mam w zwyczaju wiązać dziewcząt, no chyba że bardzo tego chcą, ale nie sądzę żebyś miała ochotę o tym rozmawiać- powiedział chłopak posyłając jej lekki uśmiech, myślał że dzień naprawdę będzie fatalny, a tu takie zaskoczenie.
-Zniszczyłaś moje marzenia Collins- oznajmił brunet po raz kolejny kładąc rękę na sercu, udawanie urażonego coraz lepiej mu wychodziło! Woods zaczął przechadzać się po klasie, siedzenie w jednym miejscu było dla niego cholernie męcząc, poza tym lepiej mu się tak myślało. Schował ręce do kieszeni, taki już jego nawyk i słuchał uważnie Gryfonki. Miał rację Marceline też po części zajmowała się muzyką.
-Grać na czymś? Miałaś już jakiś pomysł?- zapytał chłopak chodząc w kółko, granie na gitarze nie było takie złe, choć początki były straszne. Ale później leciało z górki, tak samo było z pisaniem tekstów, właściwie zaczęło się przez przypadek, pierwszy tekst napisany specjalne dla Annabelle, doskonale to pamiętał. Uśmiechnął się smutno na samą myśl o nim.
Kiedy Gryfonka, miło skomentowała jego pracę, brunet posłał jej szczery uśmiech. Zaczynał ja lubić, ale jak na razie wolał się do tego nie przyznawać, tak było bezpieczniej.
-Dręczenie ludzi zalicza się do hobby?- zapytał naprawdę ślizgońsko chłopak a następnie się roześmiał, jeśli tak, to było jedno z jego ulubionych zajęć- Lubię Quidditcha i ogólne latać na miotle, interesują mnie starożytne runy- to ostatnie było dość dziwne, w końcu nikt by go nie posądził że lubi się uczyć. Był przecież złym i niedobrym Ślizgonem! Kolejne zaskoczenie.
-Właściwie zależy… Piszę je tylko pod wpływem jakiś emocji- oznajmił brunet przystając przy oknie, to prawda, zajmował się tym kiedy był zły, radosny czy smutny. A nawet zakochany, ale większości jego tekstu nie ujrzała światła dziennego i prawdopodobnie nie ujrzy.
-Od jak dawna rysujesz?- zapytał z zaciekawieniem chłopak, obracając się w jej stronę. Wiedział że żeby być w czymś naprawdę dobrym, trzeba temu poświęcić sporo czasu. A Marceline dobrze szło posługiwanie się pędzlem i jak sądził chłopak, ołówkami pewnie też. Zawinął się spod okna i ruszył w stronę Gryfonki, a raczej sztalugi przed, którą stała. Przystanął obok niej i przekręcił głowę w prawo, nie spodziewał się tak dobrego efektu.
-Nieźle-mruknął cicho brunet, co prawda miał zamiar powiedzieć to w myślach, ale nie wyszło. Miał nadzieję że Gryfonka nie usłyszy, przecież on nie mógł jej chwalić, nie po tym jak stwierdził że jej nie lubi…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Czw Lut 26 2015, 18:16

Na słowa traktujące o "wiązaniu dziewcząt" Marcela zareagowała śmiechem. Kto by pomyślał, że niektórym ze Ślizgonów się tak dowcip wyostrzył?
Jego teatralne rozżalenie skwitowała jedynie uśmiechem. Prawie zaczynała lubić tego zielonego, ale nie przyznawała się przed sobą uznając, że na pewno nie jest to odwzajemnione. W końcu Ślizgon nie polubiłby Gryfonki, prawda?
- Myślałam albo o gitarze, albo o fortepianie. Na gitarze próbowałam grać może ze dwa razy, ale skończyło się na obolałych palcach... I umiem z kilka akordów, ale nic konkretnego. Muszę się za to zabrać... kiedyś.
Dziadek Marceli próbował kiedyś ją nauczyć grać na gitarze - zresztą na jej prośbę! - ale niestety nie wyszło tak, jak miało wyjść, a dalsze lekcje zostały odłożone. Na kiedyś tam.
Kiedy dziewczyna sobie o tym przypomniała, zanotowała w pamięci, by napisać listy do dziadka i babci. Dość dawno nie rozmawiali, a u nich to się raczej nie zdarzało. W końcu byli ze sobą bardzo blisko.
- No, w przypadku Ślizgonów pewnie się zalicza - wtrąciła, nim kontynuował zdanie. - O, fajnie, ja też latam i czasami gram, trzeba kiedyś się umówić na meczyk- wyszczerzyła się. - Ale starożytne runy? Nie spodziewałam się.
Dziewczyna po chwili zorientowała się, że propozycja kolejnego spotkania brzmiała tak, jakby go nawet trochę lubiła. Ups, no trudno. Może nie zwróci uwagi.
- Heeej, nie wywiniesz się, wymieniaj o czym pisałeś. Albo nie, po prostu któryś pokaż! - zarządziła tonem niecierpiącym sprzeciwu. Po prostu chciała usłyszeć coś i już!
- Wiesz, właściwie odkąd pamiętam. - odparła bez namysłu i było to zgodne z prawdą. Zawsze ją do tego ciągnęło, tak samo jak do śpiewu. Od najmłodszych lat nie ruszała się nigdzie bez kredek i szkicownika i tak już jej zostało.
Dziewczyna zamyśliła się, wyciskając z tubek kilka kolejnych farb na paletę. Starała się przypomnieć sobie konkretny moment, w którym to się zaczęło i nie umiała znaleźć chwili, w której nic nie tworzyła. Tak samo zresztą było ze śpiewem.
Gdy chłopak podszedł bliżej i przyglądał się jej pracy, a mały komplement jakby przypadkiem mu sę wymknął, spojrzała na niego na ułamek sekundy z zaskoczeniem, by potem od razu powrócić do pracy. No cóż, jednak usłyszała.
- Dziękuję - uśmiechnęła się, wpatrzona w płótno. - Widzę, że nawet taki Ślizgon jak ty potrafi być czasem miły... Co się dzieje z tym światem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Pią Lut 27 2015, 16:17

Naprawdę nie miał w zwyczaju wiązać dziewcząt, no a co mógł poradzić jeśli tego chciały? No co mógł poradzić taki biedny Ślizgon jak on? Brunet też zaczynał lubić Marceline, choć nie miał ochoty się przyznawać. Gryffindor i Slytherin to naturalni wrogowie, tak jak… Mrówkojad i mrówki? Tak, to chyba idealne porównanie…
-Fortepian też jest całkiem niezły, moi rodzice próbowali mnie zmusić, do grania na skrzypcach- zaśmiał się chłopak, on i skrzypce? Ta, jasne. Właściwie rozmawiał z Collins, jak ze starą, dobrą znajomą. Niemożliwe- Gitara nie jest taka zła, tylko musisz mieć czas. Nie masz czasu, nie dasz rady się nauczyć- wzruszył ramionami Woods, oczywiście musiałeś to lubić. Tak jak on, za to jego rodzice tego nienawidzili, wieczne kłótnie o jego gitarę. Właściwie Nath do tej pory nie wiedział, dlaczego tak bardzo tego nie lubili, przecież nie miał namiaru nikogo nią zamordować.
-No widzisz! Czyli lubię też dręczyć ludzi- wyszczerzył się Ślizgon, takie jego małe hobby, które bardzo lubił. W dodatku jeśli robił to z kimś… Idealnie. Lecz Marceline nie wyglądała na taką, którą dałoby się męczyć, jak dla bruneta była twarda.
-Chcesz żebym skopał Ci dupę, słońce?- zapytał Woods uśmiechając się do niej, niech sobie nie myśli, że ma zamiar być miły cały czas, co to, to nie!- Chyba że w ten sposób, zapraszasz mnie na randkę? Ale wiesz muszę sprawdzić w kalendarzu, czy mam czas- powiedział śmiertelnie poważnie, a następnie, znowu się uśmiechnął. Czemu cały czas to robił? Właściwie nie mógł się powstrzymać, dziewczyna była naprawdę fajna… Dobra stop Woods, zapędzasz się.
-Mógłbym spędzić pół dnia, wymieniając wszystkie- podsumował znudzonym tonem, jakby totalnie go to nie obchodziło. Ale w duchu cieszył się, że ktoś się tym zainteresował- Ale jeśli tak bardzo Ci zależy, mogę KIEDYŚ ci coś zagrać- oznajmił, podkreślając ‘kiedyś’. Cóż właściwie żałował tego co powiedział, wyszedł na miłego! Eww. W dodatku Marceline pomyśli, że Nath proponuje jej kolejne spotkanie. Świetnie… Nie żeby miał coś przeciwko. Do jasnej cholery Woods ogarnij się.
-W takim razie ktoś Cię tym ‘zaraził’? Czy sama zainteresowałaś się rysunkiem?- zapytał zaciekawiony, on sam kupił gitarę i zaczął na niej grać, właściwie nikt go nie wspierał, może oprócz młodszych braci. Dlatego miał nadzieję że Collins, miała osobę, która jej pomagała i zawsze z nią była. STOP. Czy Nathaniel właśnie zachowuje się jak Puchon? Aż mu się na wymioty zebrało.
-Yhym- mruknął brunet, przeczesując włosy palcami. Bo co miał niby powiedzieć? Tak, skomplementował jej malunek, co z tego? Przecież korona mu z głowy nie spadnie, tak sądzę.
-Właściwie, mogę Ci coś zaśpiewać- powiedział brunet szaleńczo się uśmiechając, oczywiście nie mogło być aż tak pięknie- Jeśli ty będziesz mi towarzyszyć- zaproponował, coś za coś nie prawda? Był ciekaw jaki głos ma Marceline, być może uda mu się dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sob Lut 28 2015, 13:28

Gdy Nath mówił o skrzypcach, dziewczyna usłyszała w jego głosie pewną nutę pogardy - co ją samą zdziwiło.
- Co jest nie tak ze skrzypcami? Brzmi dobrze w wielu utworach z różnych gatunków, tak ciekawie! W każdym razie dziewczyny mógłbyś na to rwać.
No tak, bo co mogło być priorytetem dla takiego Natha? W każdym razie Marcela ostatnie zdanie dopowiedziała raczej pół żartem.
Na kolejną wypowiedź o gitarze jedynie skinęła głową, zastanawiając się coraz poważniej nad kolejną próbą rozpoczęcia nauki. Prawie poprosiła Natha o pomoc, ale się powstrzymała - w końcu nie mogła mu ufać na tyle, a tak oczywista prośba o kolejne spotkanie mogła się spotkać z wyśmianiem i ogólną dezaprobatą.
- Ze mną jakoś ci to dręczenie nie idzie. - stwierdziła, zastanawiając się, czy zostanie to odebrane jako komplement, czy obraza jego ślizgońskich zdolności.
- Trochę za wysoko się cenisz, Nathie - odparła z rozbawieniem, słysząc o tym całym "zapraszaniu na randkę". Niedoczekanie! Co do quidditcha - nie odpowiedziała, bo właściwie była pewna, że jeśli chłopak miał z grą więcej wspólnego, to by ją bez trudu pokonał. Ona grała czasem i to tylko rekreacyjnie - nie miała parcia na bycie w drużynie, treningi i zwycięstwa. Kibicowała drużynie i czasami umawiała się z kimś na mecz, to wszystko.
- KIEDYŚ, nie TERAZ, żeby się spotkać ze mną znowu? - podchwyciła Marceline, szczerząc się. Liczyła na to, że uda jej się w jakiś sposób zawstydzić Ślizgona - sprawiało jej to dziwną satysfakcję.
- Samo zainteresowanie się wyszło ode mnie, ale babcia mnie w tym wspierała, gdy to dostrzegła. Sama zajmuje się rysunkiem. Jak byłam mała to bardzo często wychodziłyśmy w plener ze szkicownikami, teraz tylko w wakacje...
A więc Nath mógł być spokojny.
- A jak z twoją gitarą? Ktoś u ciebie gra? Pomagali ci? - spytała, podświadomie spodziewając się odpowiedzi twierdzących na oba ostatnie pytania. W końcu dla niej to było coś zwyczajnego. Nie miała rodziców, ale nie przeszkadzało to w posiadaniu najlepszej na świecie rodziny.
Słysząc o warunku postawionym przez Nathaniela, dziewczyna zamyśliła się na krótką chwilę.
- No dobra... - odparła w końcu z niepewnością w głosie. Śpiewanie komuś, kogo znała tak krótko (i kto w dodatku mógł się okazać tym typowym, złym, wrednym Ślizgonem, który ją wyśmieje!) nie należało do rzeczy łatwych, ale postanowiła się przełamać - z czystej ciekawości, która jednak przeważała nad tremą.
- Ale jak mam śpiewać z tobą, to wybierz coś, co ma w miarę łatwą do podchwycenia w trakcie śpiewania melodię. Bo się nie uda.
Dziewczyna wycisnęła na paletę odrobinę farby i namalowała parę kwiatków, tym samym powoli przechodząc do szczegółów obrazu. W tym samym momencie dostrzegła jednak po drugiej stronie płótna kilka niedociągnięć, więc gdy tylko wykorzystała do końca kapkę farby do kwiatków (musiała - w końcu akryle tak szybko schną...), nałożyła trochę ciemnobrązowej i wykonała kilka konturowych kresek. Trochę ją ta rozmowa musiała wybić z rytmu - albo po prostu za bardzo się zamyśliła. No, nieważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sob Lut 28 2015, 14:46

Chyba nie lubił skrzypiec ze względu na jego rodzinę, prawie połowa z nich grała na tym instrumencie. W dodatku próbowali zmusić i Natha, a on nienawidzi jeśli ktoś, coś mu narzuca.
-Nie ucz ojca dzieci robić! Większość leci na gitarę- wyszczerzył się chłopak, poruszając znacząco brwiami. Często śpiewał swoim ‘wybrankom’ , znaczy nie chodził za nimi, jak w filmach, z gitarą w ręku wyśpiewując miłosne piosenki, najlepiej pod balkonem, to nie w jego stylu.
-Marceline, naprawdę ranisz dziś moją biedną duszę- powiedział rozżalony, dziewczyna była jedyną osobą, spotkaną niedawno, która nie dała się dręczyć. Umiała sobie poradzić z takimi osobami jak Woods. Podobało mu się to.
-No widzisz, znowu mnie ranisz. Ale zmienisz zdanie- powiedział  brunet, obracając wszystko w żart, bo niby co miał zrobić? Może kolejne spotkanie z Gryfonką nie byłoby takie złe, nie wyglądała na taką, co lubi spacerki przy pełni księżyca. Znając jego będzie chciał się dowiedzieć, robiąc wszystko żeby ja gdzieś wyciągnąć. Czy Woods naprawdę ją polubił? Wszystko na to wskazywało.
-Hmm… Mogę rozważyć tę opcje- oznajmił wesoło, sprawdzał jej reakcję. W końcu mogła być pozytywna co raczej by mu się spodobało, lub negatywna a wtedy znów obróciłby to w żart. Tak właśnie działał.
-Nie, moja rodzina jakoś nigdy za tym nie przepadała- oznajmił lekko sztucznie się uśmiechając, bo co miał powiedzieć? Że jego rodzice, tępili to od początku. Dając mu do zrozumienia że muzyka, nie przyda mu się w życiu. Bardzo pozytywne myślenie. Mimo tego brunet odłożył na bok, wszystkie gorsze myśli, uśmiechając się do Collins, czyli miała babcię, która ją wspierała.
Nathaniel zdziwił się kiedy Marceline się zgodziła, ba, nigdy by się tego nie spodziewał. Udając że wiedział o tym, że Collins się zgodzi, znalazł pierwszą lepszą kartkę. Przechadzał się po klasie w poszukiwaniu jakiegokolwiek pióra, po kilku minutach znalazł jakieś stare, ale przynajmniej pisało. Nabazgrał jej, w miarę czytelnie tekst jednej z jego piosenek. Każdy zawsze powtarzał że Woods ma okropne pismo, ale jemu się tam podobało. Miał nadzieję że Gryfonka się odczyta, podał jej kartkę żeby przeanalizowała tekst. Szkoda tylko, że nie miał gitary. Zawsze śpiewało mu się lepiej, z towarzystwem tego instrumentu. Oparł się na ławce i zaczął wystukiwać rytm palcami, był do tego przyzwyczajony, to właśnie robił nie mając gitary.
-Hey Little Monster
I got my eye on you
Where are you going? Where you running to?
Hey Little Monster
You know it's all okay
I'm gonna love you, no matter what you say
- szło mu całkiem dobrze, a co najważniejsze, czysto. Nie za wysoko i nie za nisko. Teraz przyszedł czas na refren, który miała zaśpiewać Marceline. Uśmiechnął się do niej, dodając jej trochę odwag. Wiedział jak bardzo mogło to pomóc. A co można było powiedzieć o piosence? Woods napisał ją po odtrąceniu Annabelle. Właściwie wtedy zżerało go poczucie winy, za to z drugiej strony jego ślizgoński charakter, nie pozwalał zrobić nic normalnego. Na przykład… Przeprosić. Cicho odchrząknął, dawno nie śpiewał, a jego gardło zaczynało się buntować, mógł trochę poćwiczyć… Geniusz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sob Lut 28 2015, 16:26

- No cóż, rozumiem, że nie jesteś w tej kwestii zbyt wymagający. - odparła. W końcu można było się domyślać, jaki typ dziewczyn leciał na gitarę - i nie był to bynajmniej komplement. Ona sama ten typ podrywaczy-muzyków traktowała raczej z przymrużeniem oka, aniżeli z nabożną czcią - co z kolei cechowało niektóre grupki nastolatek lubiących mieć jakiegoś męskiego idola w swoim otoczeniu.
- Przykro mi, musisz znaleźć sobie inny obiekt do pastwienia się. - odparła z przekąsem w głosie. W końcu tego typu "rozrywki" to nie była jej bajka, a że Gryfoni byli niemalże naturalnymi wrogam Ślizgonów i wzajemna nienawiść była wpisana w kanon, to głównie oni stawali się ofiarami prób. Prób, bo na ogół byli zbyt silni, żeby sobie na to pozwolić. A na pewno Marcela była.
- Jakaś dziewczyna nie chce iść z wielkim Nathanielem na randkę? Na gacie Merlina, gdybym cię lubiła, to może faktycznie bym zmieniła, żebyś nie musiał się tłumaczyć przed kolegami.
Pokazała mu język, odpowiadając żartem na żart. Mimo stwierdzenia, że Marcela nie lubi Ślizgona, to jej ton wskazywał na coś całkiem odwrotnego i domyślała się, że tego tak nie odbierze. W końcy tylko się z nim droczyła - tak samo, jak droczyłaby się ze swoim najlepszym przyjacielem. Postęp.
- No, to rozważaj, zobaczymy co z tego wyjdzie. - uśmiechnęła się miło, nie chcąc jednoznacznie się zgodzić ani odmówić. Mimo odpowiedzi wolała zostawić Nathowi męską decyzję.
Marcelina rozpoznała sztuczny uśmiech przy jego kolejnej odpowiedzi - a choć miała ochotę go po prostu przytulić, to z oczywistych względów tego nie zrobiła.
Nie dość, że nowopoznany Ślizgon i nie należało się spoufalać ze względów bezpieczeństwa, to w dodatku on mógł tego wszystkiego nie odbierać aż tak źle, jak jej się wydawało.
- Ale ważne, że się nie poddałeś, bo w końcu rodzina ma na to duży wpływ, a taka niechęć może dużo zmienić. Pozostaje tylko podziwiać.
Minimalne speszenie wywołane tą nadzwyczaj miłą odpowiedzią ukryła, wpatrując się w płótno i nie minęła chwila, a dziewczyna znów zatopiła się w świecie pędzli i farbek. Gdy chłopak po jakimś czasie wręczył jej kartkę z tekstem piosenki napisanym jakimś przerywającym piórem, przerwała poprawianie elementu, który nie wyszedł tak, jak na kompozycji i zwróciła się ku Nathowi.
- Trzeba było powiedzieć, pokazałabym ci, w której szufladzie są natemperowane ołówki.
Rzuciła okiem na tekst, przeczytała go przed zaśpiewaniem, żeby przypadkiem się nie pomylić i czekała, aż chłopak zacznie. Ze zdziwieniem stwierdziła, że zdenerwowała się bardziej, niż się spodziewała, mimo że na codzień jej się to nie zdarzało. Zrzuciła winę na to, że po raz pierwszy śpiewała z jakimś Ślizgonem i na związane z tym uprzedzenia.
- I got love on my fingers, lust on my tongue
You say you got nothing, so come out and get some
Heartache to heartache, I'm your wolf, I'm your man
I say run Little Monster, before you know who I am.

Choć na początku śpiewała cicho, jakby bojąc się rozkręcić, to później było już dobrze, tak jak zwykle. Gdy jeden raz pod koniec wersu pomyliła melodię przez to, że nigdy wcześniej nie słyszała piosenki, to tylko się uśmiechnęła i śpiewała dalej - z efektem naprawdę dobrym. Gdy skończyła, a Nath przestał wybijać rytm, co oznaczało koniec ich wspólnego śpiewania, odwróciła się w stronę sztalugi, nieco speszona. Po raz kolejny wycisnęła z tubki farby na paletę i zajęła się malowaniem - byle tylko nie patrzeć mu w twarz. Mimo że dotąd chłopak był powiedzmy-że-sympatyczny-jak-na-Ślizgona, to nie wiedziała, jakiej reakcji się po nim spodziewać. W końcu mogło mu się coś nie spodobać, bo mógł oczekiwać idealnego wykonania na wejście. Albo jej głos - niższy, niż większości dziewczyn, nie taki typowo słodko-balladkowy - mógł mu nie przypaść do gustu. Czemu właściwie, na Merlina, przejmowała się jego opinią?
- Ładny tekst, widzę, że pan naczelny-podrywacz-Hogwartu też ma uczucia - skomentowała, wpatrzona w płótno, chcąc jakby rozładować napięcie. - Co to za dziewczyna, w której się zakochałeś? To po niej wypełniasz pustkę tymi pustymi pannami?
Druga część wypowiedzi była już pozbawiona tego żartobliwego czy też kpiącego tonu, a nawet można było wyłapać w jej głosie odrobinę troski. W każdym razie nie była to tylko czysta ciekawość - to zdecydowanie nie było w stylu Marceliny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   Sob Lut 28 2015, 19:28

-Zależy jak bardzo byłbym pijany- zaśmiał się brunet, taka prawda. Pod wpływem alkoholu każda dziewczyna, wydawał się mu atrakcyjna. Dlatego starał się ograniczać alkohol na imprezach… No dobra, nie kontrolował tego. Ale to racja, większość panienek lecących na jego gitarę, rzadziej na niego, była po prostu tępa. Choć znalazłoby się kilka wyjątków… Niestety tylko kilka.
-No widzisz, przez Ciebie będę musiał się wysilić- oburzenie w jego głosie, było naprawdę duże. Zazwyczaj szybko znajdywał nowe ofiary, ale Collins chyba nie miała zamiaru być jedną z nich. W tym momencie, Nath nawet tego nie chciał. Lecz gdyby cofnąć się w czasie, zaledwie rok do tyłu… Nie wiadomo co miałby ochotę zrobić. Właściwie to nigdy, nikt nie wiem co siedzi mu w głowie.
-Właśnie! Radziłbym się zastanowić, bo wiesz moi koledzy będą ze mnie szydzić do końca życia- oznajmił poważnie Nath, chodził na randki tylko jeśli ktoś naprawdę mu się spodobał, czyli rzadko. Co poradzić na to, że jest strasznie wybredny? Choć nie, bardziej wybredni są jego rodzice. Czysta krew forever i te sprawy… Ale Marceline była czystej krwi. Dostała by u nich dużego plusa, ale czy to dobrze. Zasada była jedna, Woods nauczył się tego kilka lat temu, dziewczyn nie sprowadza się do domu, szybciej niż po trzecim spotkaniu. Jego rodzina była wymagająca, każdy o tym wiedział. Więc zadawali miliony krępujących i osobistych pytań, zdarzało im się szydzić z kogoś w żywe oczy. W końcu mieli na nazwisko Woods, to zobowiązywało.
-Mogę zaproponować Ci podpalanie szat innym!- krzyknął rozbawiony chłopak, to była jego ulubiona rozrywka, nauczyła go tego Katherine. Od tamtej pory, robili to regularnie. Znów włączył mu się ślizgoński tryb. Ewentualnie rzucanie w uczniów, czymś śmierdzącym. Ale wolał jej tego nie mówić, jeszcze by pomyślała że jest niemiły (xD).
-To racja, ale kierowała mną złość. Robiłem wszystko an przekór, więc chyba powinienem im podziękować- oznajmił przeczesując ręką włosy, zawsze tak robił kiedy się denerwował, lekko albo i nie. Zaskoczyła go wypowiedź Gryfonki, a on się przed nią otwierał. Może to zwykły podstęp? Jednak wierzył że dziewczyna nie ma złych intencji. W końcu to on był tu Ślzigonem. I bycie złym było jego rolą, ona mogła być… Słodką owieczką.
Kiedy Collins wspomniała o ołówkach, Nath tylko machnął ręką. Zawsze starał się, radzić sobie sam. Na przykład szukać czegoś w salonie przez kilak godzin, zamiast najzwyczajniej zapytać braci, którzy wszystko wiedzieli. Jego logia czasami była… Zaskakująca! Tak…
Przyzwyczaił się do śpiewania z kimś, albo przed publiką. Zawsze wyobrażał sobie puste i spokojne miejsce, dzięki temu zawsze mu się udawało. Tym razem też poskutkowało, cierpliwie czekał na kolej Gryfonki. Uwielbiał damski wokal, bardziej od męskiego. Był bardziej… perfekcyjny. Przymknął oczy wystukując rytm, jego palce coraz szybciej uderzały o drewnianą ławkę. Kiedy Collins zaczęła śpiewać, Nathaniel otworzył szybko oczy, oczywiście nie chciał jej speszyć. Szło jej naprawdę dobrze! Lepiej niż spodziewał się brunet. Nie był to zwyczajny głos, był nieco niższy od głosów typowych dziewczyn. To zdecydowanie przypadło mu do gustu.
Kiedy Marceline odwróciła się do sztalugi, Woods zaklaskał w dłonie. Nie złośliwie albo ironiczne, nic z tych rzeczy. Musiał przyznać że dobrze mu się śpiewało, w duecie z blondynka. Szybko starał się wymyślić komplement, który nie byłby aż tak przesłodzony.
-Poszło Ci naprawdę dobrze- wydusił z siebie, z wielkim trudem. Prawda była taka że brunet nie przywykł, do mówienia miłych rzeczy w dodatku Gryfonom. Kiedy Marcela wspomniała o: Naczelnym-podrywaczu-Hogwartu. Chłopak o mało nie spadł z ławki, może powinien sprawić sobie taką koszulkę. Mimowolnie się zaśmiał.
Po chwili sytuacja nieźle się pomieszała. Kiedy Gryfonka wypowiedziała kolejne zdanie, Woodsowi o mało nie stanęło serce, nikt nigdy nie pytał o jego piosenki. A on nie był gotowy o tym mówić.
-Nie twoja sprawa, Collins- odpowiedział oschle, w jego głowie zapaliła się czujka, każąca mu uciekać. Znów zabrzmiał jak typowy dupek. Ale nie chciał. To prawda był zakochany w swojej przyjaciółce, z którą nie rozmawiał od kilku lat, właściwie nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Dlatego tak bardzo nie spodobała mu się wypowiedź blondynki. A drugim powodem było to, że Gryfonka miała 100% racji. Żeby zapomnieć o Annabelle, wypełniał ‘pustkę’ innymi dziewczynami, nigdy mu to nie pomagało. Ale on zawsze miał taką nadzieję. Siedzieli w ciszy, pewnie zdziwiło ją bojowe nastawienie Natha, do całej sytuacji. Był naprawdę nerwowy.
-Przepraszam- mruknął cicho nie patrząc na dziewczynę, wiedział że nie było to chamskie zagranie z jej strony. Dlatego zrobiło mu się głupio, że tak się zachował. Nienawidził kiedy ludzie wiedzieli o nim coś, czego on nie chciał do siebie dopuścić. Właśnie tego się wystraszył, wiedział że Marceline mogła go naprawdę zrozumieć. A on nie miał ochoty, mówić o sowim wnętrzu, o tym co czuł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klasa Artystyczna   

Powrót do góry Go down
 

Klasa Artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 10, 11, 12, 13, 14  Next

 Similar topics

-
» Klasa Artystyczna
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Historii Magii
» Klasa Numerologii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-