IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 22 ... 40  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Australia, Cairns
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 121




Gracz






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Czw 30 Maj 2013 - 13:42

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha

Jest to duża powierzchnia o owalnym kształcie, rozmiarów około 55 na 152 metry. Po dwóch przeciwnych końcach, na polach bramkowych umieszczone są trzy tyczki, każda z obręczą na czubku, do których to wrzuca się kafla. Po środku znajduje się koło środkowe, skąd na początku meczu wypuszcza się piłki.
Odbywają się tu wszystkie rozgrywki Quidditcha między domami, a także treningi drużyn. Czasem uczniowie przychodzą sami, bądź większymi grupami by polatać sobie dla przyjemności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : zewsząd
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 51
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5488-charlie-finn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5490-huckleberry-finn-ma-corke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6093-czarli-fin#172771




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 29 Gru 2013 - 15:44

Wzięła głęboki oddech, złapawszy pałkę i podniosła wzrok, słysząc wrzawę rodzącą się nagle na boisku. No, bez przesady, aż tak spektakularnie tej pałki nie złapała, zanurkowała tylko, zrobiła śliczny piruet i zawisła niemal do góry nogami, ale nie takie...
- Nie - szepnęła, wyłapując wzrokiem sylwetkę dziewczyny, ściskającej mocno znicza w dłoni. I to nie był Joshua.
- Nie - powtórzyła z niedowierzaniem, kręcąc głową. Miała usta otwarte ze zdziwienia, a wyraz twarzy wyrażał bezbrzeżne przerażenie. Przebiegła wzrokiem po boisku, wpatrując się tak w Venice, Binnie, Rileya, Joshuę... Odpadli. Z całych rozgrywek. To koniec.
- KURWA - wrzasnęła do siebie, pikując w dół, w kierunku szatni. Zeskoczyła z miotły. - KURWA! - ryknęła znów, wchodząc do środka. Ostatnio za mało je zdemolowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 29 Gru 2013 - 15:48

Gdy tak wszyscy obserwowali dość toporny początek meczu Gareth również obserwował rozgrywki. Nawet zignorował fakt, że wciąż ktoś próbował go zagadywać... Całkowicie mu się to nie podobało, że ludzie nie doceniają tego jak młodzi się angażują w grę... On przypatrywał się nowej technice, którą zastosowali Znikacze... Ciągłe podania, jedna próba rzucenia i znowu to samo. Australia natomiast wydawała się być też nie do końca zdeterminowana. Aż dziwne, skoro to miał być ich decydujący mecz.
A potem wszystko rozegrało się bardzo szybko. Nagły wyścig szukających i oto się okazuje, że szukająca złapała znicz... Gareth przez moment nie wierzył, że to tak szybko... Ale gdy wszyscy zaczęli świętować to i on podniósł się z siedzenia, aby teraz złożyć im serdeczne gratulacje.
- Zatem zakończył się drugi mecz rozgrywek Mistrzostw Juniorów w Quidditchu - zagrzmiał przebijając się przez rozwrzeszczany tłum, który za nic nie chciał się uciszyć.
- Wygrana należy do Znikaczy z Hogwartu... Serdecznie gratuluję natomiast Ognistym Krabom wytrwałości i woli walki. Zaprawdę. Dziękuję wam też za udział w rozgrywkach i na każdego z was później będzie czekał pamiątkowy medal. - Obiecał przez moment nie mogąc znieść obserwowania zawodu na ich twarzach. On każdego by ogłosić zwycięzcą.
Zaraz potem nastąpiło pożegnanie... Ale i Garetha bolało to, że trzeba się pożegnać z jedną z przyjezdnych szkół.

[ zt dla wszystkich ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 15:46

Potraficie sobie wyobrazić taką wściekłość, że zżera was od środka przez cały czas? Ja potrafię, zaznałam czegoś podobnego kiedyś i teraz dość wyraźnie umiem sobie zwizualizować jak czuł się Sharker. Był tak wkurzony, że rzucanie avady na wszystko co się rusza wydawało mu się reakcją całkowicie zrozumiałą i nawet adekwatną do sytuacji. W związku z tym, znalezienie się w jego pobliżu groziło czymś więcej niż tylko lekkim uszczerbkiem na zdrowiu i zdecydowanie powinno być zabronione. Poszedł więc sobie w miejsce, w którym nie spodziewał się zastać nikogo - na boisko Quidditcha. Przy temperaturze ujemnej o piętnaście stopni i śniegu takim, jakby matka natura chciała urwać głowę, wszyscy zapewne siedzieli w cieplutkich pokojach wspólnych i grzali tyłeczki, ciesząc się, że nie są już w zimnym i nieprzyjaznym Lynwood. Zaś Rasheed miał w tym momencie kolektywnie wyjebane na resztę ludzi, a konkretniej na tego jednego Kanadyjczyka, którego nie miał zamiaru oglądać ani razu więcej. Tak więc, nie chcąc go widzieć, w tym momencie przebierał się w szatni w zimowy strój do treningu, a gdy już wychodził, ciągnął za sobą długą pałkę pałkarza i skrzynię z piłkami. Musiał rozładować emocje, które w tym momencie trawiły go od środka tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wiedział, iż Stone miał racje. Był zapatrzonym w siebie, samolubnym dupkiem, który rozglądał się za każdą okazją do zaliczenia, ale to nie przeszkadzało mu w tym, aby nadal wyznawać niemożność do przyznania się do tego przed sobą tak otwarcie. Po krótkiej rozgrzewce, wypuścił tłuczek, który zniknął w nawale śniegu tak szybko, jak jeszcze nigdy wcześniej, po czym zaczął zabawę. Raz po raz, odbijał go z całej siły w wybrany przed siebie kierunek, a za każdym razem w jego głowie rozbrzmiewały chórem głosy: Pieprzyć Stone’a. Pieprzyć go do kurwy nędzy.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 16:14

Filip też potrafi. Powiedzieć, że był wkurwiony to mało. Starał się schodzić wszystkim z drogi, nie szukając zaczepki, bo miał już zwyczajnie dość. Wszystkiego; tego, że gdzie nie poszedł miał wrażenie, że wszyscy o nim rozmawiają. Czuł ich spojrzenia na plecach, jakby wypalały mu dziurę w skórze. Mógłby przysiąc, że go obgadują, gdy tylko znika za rogiem. Oczywiście, była to tylko jego wyobraźnia, ale Stone miał ją bardzo bujną, także hłe hłe.
Pieprzyć Sharkera. Pieprzyć go do kurwy nędzy.
Przynajmniej w jednym się zgadzali. Choć Filip już żałował swoich słów to postanowił to zwyczajnie w świecie olać ciepłym moczem. Musiał w końcu przywyknąć, że świat nie jest taki kolorowy i cudowny, jak mu się wydawało. Jak widać on i Sharker po prostu nie byli sobie pisani i tyle. Przecież miał jeszcze tylu znajomych, kilku dobrych przyjaciół, da sobie bez niego radę, na luzie, spoko loko. Przeżyje.
Tylko czemu, gdy tylko myślał o tamtej sytuacji w czytelni czuł nieprzyjemną gorycz na języku? I trudno było mu ją przełknąć, jakby w gardle miał wielką gulę. Dlatego, jak najszybciej musiał zapomnieć o Ślizgonie. A co najlepiej robi na doła? Quiditich, wiadomka.
Przebrał się w odpowiedni strój, a jako, że na dworze piżdziło nieźle ubrał jeszcze płaszcz na ten spory kawałek, który został mu do przejścia z Hogwartu na boisko. W szatni zostawił torbę z rzeczami na zmianę i chwycił swoją nowiutką miotłę, którą dostał jakiś czas temu, a która prawie w ogóle nie była używana.
Przeszukał całą szatnię w poszukiwaniu skrzyni z piłkami, ale nigdzie nie mógł jej znaleźć i wściekły wyszedł na boisko, ciągnąc za sobą miotłę i pałkę. Na dworze musiał nieźle wysilić wzrok, by dostrzec niewielką postać latającą gdzieś w górze. Zmrużył oczy, by lepiej widzieć chłopaka w barwach Slytherinu, ale wciąż nie mógł go rozpoznać.
Zadowolony, że będzie miał z kim pograć wzbił się w powietrze i kilkakrotnie okrążył bramki, po czym przeleciał przez największą pętle i zatrzymał się, machając do chłopaka pałką. Nie, to wcale nie brzmi dwuznacznie.
-GRAMY?!- krzyknął na całe boisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 16:49

Im mocniej śnieg zacinał go w twarz, tym lepiej Ślizgon się czuł. Za każdym razem, kiedy miał możliwość odczuwania bólu, tym łatwiej było mu rozładować agresje jaką w sobie nosił. Teraz uderzał w piłkę, a wysiłek fizyczny, połączony z piekącym bólem na buźce pomagał mu zapomnieć jak się nazywa, zupełnie tak samo jak w dzieciństwie, kiedy to całymi dniami potrafił przesiedzieć na miotle i bez ustanku ćwiczyć odbicia. Teraz był jedynie chłopakiem z pałką, w stroju srebrno - zielonym, który przyszedł potrenować przed meczem z Reemami. Widoczność była tak słaba, że w końcu, poirytowany sytuacją, rzucił na swoją twarz Impervius, co pomogło mu w zachowaniu nosa w całości, ale nie zwiększyło znacznie tego, na czym mu zależało. Odbił po raz kolejny piłkę, w bliżej nieokreślonym kierunku, po czym westchnął ciężko. Miał nadzieję, że pogoda poprawi się do następnego meczu. Nie żeby nie lubił zimy, w końcu wcale nie wychowywał się w ciepłych krajach, ale z drugiej strony po tylu miesiącach pełnych przemokniętych ubrań miał jej szczerze dosyć. Teraz nie było inaczej, więc gdy tak sobie latał to marudził pod nosem zarówno na Kanadyjczyków, jak i na pogodę, co nieco pomogło mu w tym aby zaraz nie rzucić wszystkiego by pobiec szukać Stone’a. Szkoda wielka, naprawdę, bo przecież tak pięknie mógłby rozbić mu głowę pałką! W każdym razie, on tu sobie chillował, aż wreszcie musiał mu ktoś przerwać. Nie zdziwił się, zbyt dobrze wiedząc, że wszystko co dobre szybko się kończy, ale o dziwo na osobę, która zakłóciła mu spokój i ogólne psioczenie na cały świat, wcale się nie zdenerwował. Baa, zobaczył w niej kogoś, na kim mógłby się dodatkowo wyżyć, co zdecydowanie stanowiło wielki plus. Nie rozpoznał jego głosu, gdyż wiatr zbyt mocno wył, a poznać też nie było szans. Za dużo cholernego śniegu. Nic mu nie odpowiedział, a jedynie nadlatujący tłuczek odbił w jego stronę. Jeśli chciał z nim grać - musiał być czujny.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 19:15

To Rekin cienki był! Jak dla niego taki wiaterek i śnieg to przeszkoda to był naprawdę, naprawdę kiepski. Filip też wychował się w niezbyt ciepłych stronach i może dlatego pogoda nigdy nie była mu straszna. Przynajmniej nie miała dla niego większego znaczenia na boisku, gdy grał. Wtedy nic się nie liczyło. Gdyby robił cokolwiek innego kląłby i zaklinał pogodę, by wyszło słoneczko. On grywał w różnych warunkach; Kanadyjczycy to twarde chłopy (i dziewuchy), co to niczego się nie boją, a ich trener potrafił katować się treningami o świcie, zimą i upalnym latem, kiedy temperatura wynosiła +40 stopni w cieniu. Takie z nich hipstery!
W ogóle, to jakie barwy mieli ci z Riverside? Nie pamiętam dokładnie, ale teraz właśnie je miał na sobie Filip. W końcu on w ogóle nie czuł się Puchonem. A nawet, gdyby się czuł to nie miałby na pewno stroju Puchonów, bo przecież nie grał w ich drużynie. Takie moje przemyślenia.
Teraz jednak nie pora na nie, bo grali sobie wesoło, jakby nigdy nic. Filip nie miał pojęcia, kto znajduje się po drugiej stronie boiska i Rasheed też tego nie wiedział, więc wszystko było w porządku. Młody Stone co chwila wybuchał śmiechem, odbijając tłuczek w stronę przeciwnika i co jakiś czas krzyczał coś w jego stronę, co skutecznie zagłuszał wiatr. To pewnie i dobrze, bo nie wiadomo, co by zrobili, gdyby dowiedzieli się o sobie nawzajem.
W pewnym momencie Kanadyjczyk zagapił się, trwało to dosłownie sekundkę, a on już spadał na ziemię. Miotła upadła obok niego, a pałka gdzieś dale, bo instynktownie wypuścił ją z dłoni wcześniej, by nic sobie nią przypadkiem nie zrobić. Ból był ogromny. Pulsował aż do głowy, przez czubki palców u nóg, brzuch i pierś, tak, że ciężko było mu złapać oddech. Teraz leżał na śniegu, jak długi, z rozpostartymi ramionami i nogami, nawet nie próbując się podnieść. Oczy za to miał szeroko otwarte, a jego pierś unosiła się gwałtownie, aż w końcu chłopak zaczął kaszleć i podnosić się powoli.
No ładnie, Rekin, tak załatwić przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 19:40

No cóż, Rekin lubił mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, a fakt tego, że pogoda by sprzyjała byłby jedynie kolejnym ułatwieniem, jakie przyjąłby z zadowoleniem. W Hogwarcie raczej częściej spotykali się z ulewami niż ze śniegiem, dlatego fakt, że nie dość iż było mokro to w dodatku zimno, raczej mu nie odpowiadał. Jeśli ktoś uważał go za cieniasa to trudno, już widzę jak się zaczyna tym martwić. Noce nieprzespane, dnie zapłakane! Aha, chyba w równoległej rzeczywistości. Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia jakie oni kolorki mieli, tak samo nie wiem jak wyglądały stroje Znikaczy, ale kto by się tam tym przejmował! Tak czy siak zacinał taki śnieg, że dobrze, iż nie byli szukającymi, bo szybciej by igłę w stogu siana znaleźli niż znicza, nie mówiąc już nic o rozróżnianiu barw. Poza tym oboje byli facetami i byli narażeni na daltonizm, nawet jeśli na niego nie chorowali. Co prawda Rekin wydawał się być przypadkiem wyjątkowo niezwykłym na tym polu, znającym więcej kolorów niż niejedna kobieta, ale cśś, szczegóły.
Odbijali sobie tak radośnie przez jakiś już czas. Sharker był cicho, a jedynie pod nosem mruczał jakieś obelżywe uwagi pod adresem wszechświata, od czasu do czasu okraszając swoje niezwykle rozbudowane zdania soczystym przekleństwem. Taka taktyka skutkowała tym, że wyjątkowo szybko wypompował z siebie nienawiść, na miejscu której pojawiła się irytacja. To dobrze rokowało na przyszłość. Może dzisiaj nikt nie zginie? Zaraz się chyba okaże, bo właśnie jego przeciwnik dostał tłuczkiem w bliżej niezidentyfikowaną część ciała i poleciał niczym Superman w pobliżu kryptonitu na ziemię. Padł na śnieg jak długi, a nawet zapatrzony we własne ruchy Rasheed to zauważył, najwyraźniej uznając ten incydent za definitywny koniec treningu. Zleciał płynnie na ziemię i odrzucając miotłę, złapał nadlatujący tłuczek, który natychmiast zamknął w skrzyni. Skoro tamten się wyglebał to raczej lepiej byłoby żeby to on mógł go dobić, a nie jakaś durna piłka, nieprawdaż? Zebrał swoją miotłę z ziemi i otrzepując ją ze śniegu, zaczął iść w kierunku swojego treningowego partnera. Jego mina jak zwykle wyrażała tyle co nic, jednakże kiedy wreszcie był na tyle blisko by zobaczyć z kim grał, momentalnie się zmieniła.
- Ty - wysyczał, a w jego oczach zapłonął gniew. Nagle nabrał jeszcze większej ochoty na to aby mu przywalić, ale w uspokojeniu się pomagał mu fakt, że mógł zacisnąć palce na trzonku miotły i pałce, jednocześnie mając te świadomość jak pięknie chrupałyby mu żebra, gdyby go po nich nią okładał. Zachowanie samokontroli naprawdę wiele go w tym momencie kosztowało, więc najwyraźniej nie chcąc jej wystawiać dalej na próbę, odwrócił się i znowu przeklinając, tym razem w wężomowie, zaczął iść w stronę szatni, nie kłopocząc się ani pytaniem o jego samopoczucie, ani o to, że skrzynia z piłkami leżała sobie radośnie na śniegu.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 19:59

Byłby dużo szczęśliwszy, gdyby nie wiedział, od kogo dostał. Bo teraz to bolało podwójnie. Filip już wystarczająco zamartwiał się Rekinem i tym, co powiedział mu wtedy w czytelni. Milion razy przepraszał go w myślach, ale nigdy nie zdobył się nawet, by wyciągnąć pergamin i pióro, i naskrobać do Ślizgona kilka słów. Nawet jedno. PRZEPRASZAM wielkimi literami. Ale teraz, gdy w końcu miał okazję, gdy znów się zobaczyli Filip nie był w stanie wykrztusić słowa. No cóż, w końcu umierał, prawda?
Ponownie położył się na śniegu i poczekał aż kroki Ślizgona ucichną. Sam obrócił się na brzuch i położył głowę na ramionach przed sobą, po czym skulił się. Z zimna, z bólu i z Rekina. Bo było mu cholernie przykro, że przyjaciel, bo wciąż go za takiego uważał, nawet się nim nie zainteresował. Filip wiedział, że to jego wina, że przecież sam tego chciał, ale mu trzeba takie rzeczy wybaczać! On ma mały móżdżek, które nie wszystko pojmuje od razu i dlatego trzeba go wyręczać. Sharker powinien zrozumieć!
Filip nie miał pojęcia, ile tak leżał na tym mrozie. Godzinę, dwie? A może kilka minut? Nieważne. Czas stracił jakiekolwiek znaczenie, a Stone wstał w końcu i chwycił miotłę i pałkę, i zgarbiony ruszył w stronę szatni, do której wparował niezbyt cicho.
-Chciałeś zostawić mnie tam bym umarł z bólu i mrozu?- wyjęczał, siadając na ławeczce. Niezdarnie pochylił się i zaczął wyjmować rzeczy na przebranie z torby. Ściągnął buty, sweter i cienką bluzkę, stwierdzając, że- co zabawne- od razu zrobiło mu się cieplej. Taka ironia.
-Poza tym...- zaczął, ale zaraz zamknął buzię, bo co miał mu powiedzieć? Poza tym to cię przepraszam, wcale nie miałem tego na myśli, gdy mówiłem, że nie chcę cię już widzieć, że cię nienawidzę. Jesteś moim przyjacielem i nie chcę cię tracić. Zostań przy mnie, nie zostawiaj mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 20:24

Nie wiedział dlaczego tak bardzo przejmował się tym, co Stone mu powiedział w czytelni. Gdyby usłyszał to od Caspra, to zapewne wzruszyłby tylko ramionami, wyzwał go od najgorszych i dalej by się kumplowali, jak gdyby nigdy nic nie zostało powiedziane. Dlaczego więc nie mógł potraktować słów przyjezdnego tak, jakby to był jedynie jakiś kiepski żart? Nie powiedział mu przecież niczego odkrywczego, co nie byłoby prawdą, a czego sam by nie wiedział, ba, czegoś czego inni mu nie zdążyli kiedyś wypomnieć. Poza tym jakby nie patrzeć to on traktował go przedmiotowo. To on dążył jedynie do zaspokojenia swoich prymitywnych pragnień. To on do cholery sprawiał, że Filip musiał znosić jego humorki i podporządkowywać się żądaniom, z raczej miernym skutkiem, ale jednak. Nie chciał go widzieć, chyba tak samo jak wtedy w zamku. Wolał odejść, usunąć mu się z drogi tak jak ten sobie tego życzył. Zamknąć się na świat i do jasnej cholery, otrząsnąć się wreszcie z palącego żalu jaki dopadł go po jego słowach. Być może właśnie dlatego nie uderzył go wtedy w czytelni, ani teraz kiedy leżał na śniegu. Było mu go żal, z tego powodu, że kumplował się z nim? Tak, to był dobry powód do smutku, ale to chyba nie o to chodziło. Z tych samych tajemniczych pobudek nie odszedł również z szatni, do których wparował niczym wielka chmura gradowa. Porzucił swoją miotłę i pałkę na pierwszych ławkach, a sam zawędrował głębiej, kierując się prosto do natrysków. Przemarzł do szpiku kości i w tym momencie marzył jedynie o tym aby się ogrzać i umrzeć. Zrzucił swoje ciuchy w przejściu, a dalej powędrował już nago. Odkręcił kurki i oparłszy się o kafelki na ścianie westchnął z ulgą, chociaż wcale jej nie odczuł. Strugi gorącej wody co prawda pomagały mu w podniesieniu temperatury ciała, jednakże wcale nie zmywały jego rozgoryczenia, a warto wspomnieć, że czuł się koszmarnie. To było okropne, mieć tę świadomość, że chciałby porozmawiać ze Stone’m, znowu usłyszeć jego śmiech, zobaczyć uśmiech, móc chwycić w swe ramiona i napawać się zapachem jego włosów. Móc nazwać go swoim…
Uderzył pięścią w wilgotne kafelki. Raz. Potem drugi i trzeci, a następnie znieruchomiał, ukrywając twarz w mokrych dłoniach. Ciężko było powiedzieć czy po prostu w ten sposób oswajał się z myślą jak bardzo w ostatnich dniach brakowało mu Kanadyjczyka czy po prostu tak było mu łatwiej utrzymać emocje na wodzy. Nie wiedział ile tak stał, moknąc pod natryskiem, który wciąż i wciąż parzył jego skórę falami gorącej wody, ale nie dbał o to. Nie chciał tam wracać, bo miał świadomość, że może na niego natrafić, a przecież niczego bardziej teraz nie pragnął. Chciał móc stanąć przed nim i go przeprosić. Za to, że jest takim palantem i za to, że tyle razy go krzywdził, ale mimo tego wiedział, że nie będzie potrafił. To było gdzieś głębiej, tak mocno w nim zakorzenione, że nie da się tego wyplenić w ciągu kilku chwil refleksji nad swoim zachowaniem. W związku z tym wciąż trwał w łazience, opierając teraz czoło na ramionach, wspartych z kolei na ścianie i myślał nad tym co ma teraz zrobić.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 20:46

A więc było ich dwóch. Filipa piekło to tak samo, jak Rasheeda i nie miał pojęcia, dlaczego. Przecież, jak już wcześniej próbował sobie wmawiać, Sharker nie jest jedynym jego przyjacielem. Gdyby chciał to teraz świetnie bawiłby się z ludźmi z Kanady, jak zawsze zresztą, gdy byli razem. Mógłby rzucić się w wir imprez, wlewać w siebie hektolitry alkoholu i co noc mieć w łóżku inną panienkę, którą, gdyby było trzeba, zaciągałby tam siłą. Mógłby zachowywać się, jak ostatni skurwiel i mówić wszystkim, że to przez Pralinę, przez Rasheeda się taki stał. Że to oni doprowadzili go do takiego stanu. I Laila, bo złamała mu serce. Pralina była nie lepsza- jak śmiała odejść, nie pozwalając Filipowi wyznać swoich uczuć? A Rasheed... od niego po prostu nauczył się, że łatwiej żyje się, gdy nic cię nie obchodzi. Wszystko zwaliłby na innych, na ludzi których potem już by nigdy nie spotkał. Przecież ich drogi, Filipa i Rasheeda, mogłyby się w naturalny sposób rozejść, gdy tylko ten pierwszy zakończyłby rozgrywki. Wygrałby, oczywiście, bo po to tu przyjechał. I śmiałby się Rekinowi prosto w twarz, trzymając ten cholernie ciężki puchar.
Czemu więc teraz siedział tutaj, w mokrych od śniegu ciuchach, nie mogąc się nawet poruszyć? Zamarł, gdy Rekin wstał i po prostu sobie poszedł. Filip siedział tak, od chwili, gdy Rasheed zniknął pod prysznicem i trwał tak długą chwilę. W końcu zaczął się przebierać- najpierw pozbawił się mokrych, klejących się do nóg spodni. Ściągnął obie skarpetki i wyciągnął z torby świeży, suchy podkoszulek i czarną bluzę z kapturem, którą błyskawicznie wciągnął przez głowę. Od razu lepiej. Cieplutko. Potem przyszedł czas na spodnie i skarpetki, które jednak ściągnął i na bosaka podreptał pod prysznic.
Pierwsze co poczuł to gorąco, które wręcz buchnęło mu w twarz i Filip na sekundkę zamknął oczy. Gdy znowu je otworzył, same znalazły Rasheeda. Chłopak poruszył palcami w nóg, pluskając przy tym trochę wodą.
-Przepraszam.
Tylko tyle. Nie więcej, nie mniej. To jedno słowo jakby rozerwało ciszę między nimi i Flipa zalała fala ulgi. Stanął na przeciwległej ścianie, opierając się o nią plecami i krzyżując za sobą ręce. Nie mam pojęcia, po co się ubierał, skoro zaraz będzie cały mokry.
-Kłamałem.
Jego ciało wręcz rwało się w stronę drugiego chłopaka; chciał przyciągnąć go do siebie i przytulić mocno, pokazać, jak bardzo mu zależy. Chciał sprawić by tamta sytuacja zniknęła, by to nigdy się nie wydarzyło. Ale umysł podpowiadał mu, że to nie jest najlepszy pomysł, choć Filip w ogóle był zaskoczony, że potrafi teraz myśleć racjonalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 21:07

Może nogi wrosły mu w ziemię? Stał tak i stał, niezrażony tym, że gdyby stał tutaj jeszcze chwile dłużej, to jak nic ugotowałby się na twardo, w dość nieprzyjemny sposób. Jego skóra nie była przyzwyczajona do tak wysokich temperatur i być może właśnie dlatego zakręcił w końcu kurki, które zaskrzypiały, rozdzierając ciszę, jaka nastała gdy zniknął towarzyszący mu do tej pory szum wody. Gorąca para, jednak wciąż utrzymywała się w powietrzu, chroniąc go przed tym co miało zaraz nastąpić. Doskonale słyszał jego kroki, ale nie zrobił tego, na co w tej chwili miał największą ochotę. Stał w miejscu i po raz pierwszy od wielu lat nie uciekał ani przed przyjacielem, ani przed swoimi uczuciami, które przecież miał do jasnej cholery. Można było go uważać za dupka, który łamał wszystkie serca po kolei, gdyż uważał to za zabawne, a on… a on po prostu inaczej nie potrafił. Nie umiał się zakochać, bo nie wiedział cóż oznacza miłość. Wolał skakać z kwiatka na kwiatek, bo tak było po prostu łatwiej i wygodniej. Nie przywiązywać się, traktować innych z góry i kryć swoje emocje głęboko w sercu. Myślał, że będzie mógł tak robić przez całe życie, a na końcu pewnie by umarł, trzaśnięty avadą przez jakiegoś zazdrosnego męża. Chociaż byłaby to szybka, łatwa śmierć i nie musiałby się martwić tym, co teraz tak bardzo go trapiło. Jedno słowo, które powiedział, sprawiło nagle, że poczuł się straszliwie winny. To nie on powinien go przepraszać. Przecież powiedział najprawdziwszą prawdę na świecie i ocenił go tak, że doskonale pokrywało się to ze stanem faktycznym, a mimo tego to zrobił. Zebrał się na odwagę by wyznać mu, że się mylił, chociaż tak naprawdę tak nie było. Tego już Rasheed nie mógł znieść. Odwrócił się na pięcie, co nie było zbyt trudne, jeśli się skojarzy, że przecież podłoga była cała mokra, a potem zniweczył dzielącą go od Filipa przestrzeń kilkoma długimi krokami. Wziął go w objęcia, nie zwracając najmniejszej uwagi na to, że zdążył się on przebrać w suche ubrania i właśnie mu je zmoczył. Nic się już nie liczyło.
- To ja przepraszam - wykrztusił po chwili ciszy, kiedy pochylił głowę tak by móc sięgnąć go jego szyi. Powiódł po niej nosem, wciągając jego znajomy zapach, a pod palcami czuł ciało, za którego właścicielem tak bardzo mu było tęskno ostatnio. Samotna łza wydarła się z jego oka, ale całe szczęście zniknęła we włosach Stone’a, gdyż Rekin właśnie złożył na nich bok swojej twarzy. Nie przeżyłby tego, gdyby ktoś to odkrył, zwłaszcza, że teraz po prostu pękł.
- Pierdolenie. Miałeś racje.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 21:27

/właśnie się zorientowałam, że powinnyśmy pisać w szatni, ale who cares!

Dlatego miał Filipa. Bo on go by obronił nawet przed tym zazdrosnym mężem i schowałby go tak, by nikt nie zrobił mu krzywdy. A potem sam by na niego nawrzeszczał, bo w końcu by mu się należało. Bo tylko on go mógł bić, wyzywać i rzucać w niego błotem. Bo się przyjaźnili i mimo wszystko to Rekin jednak był dla Fifiego ważny. Z czasem stał się nawet ważniejszy. Kto by pomyślał! Na pewno nie on. Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział mu, że będzie tak blisko z tym tutaj to zwyczajnie wyśmiałby tą osobę.
Przez sekundę miał wrażenie, że zaraz od niego oberwie. Tym razem naprawdę, mocno, prosto w twarz, bo na to sobie zasłużył. Ale Sharker zaskoczył go, jak zwykle i nim się obejrzał sam się do niego przytulał, wczepiając palce w nagą skórę na jego ramionach. Był na tyle blisko, by wyczuć bicie jego serca i poczuć oddech na policzku. I wiecie co? Był przeszczęśliwy. Przesunął palcami po jego ramieniu i wczesał je we włosy towarzysza. Schował twarz w zagłębieniu jego szyi i odetchnął z ulgą, po raz pierwszy od dawna.
-Ale nigdy nie chciałem byś mnie zostawiał- przyznał cicho, całując go krótko, gdzieś tam, gdzie akurat znajdowały się jego usta. Między ramieniem a szyją zapewne, bo wciąż na niego nie patrzył. Tak było mu po prostu łatwiej powiedzieć to wszystko.
-Jakiś czas temu, tuż przed zakończeniem ferii dowiedziałem się, że moja przyjaciółka zmarła. Byłem wściekły, na siebie i na innych. Bo nie zdążyłem powiedzieć jej, jak bardzo ją lubię. A nikt nie miał o tym pojęcia. Nikt nie spytał, co u mnie, jak się czuję, jakby w ogóle nie wiedzieli, co się dzieje. Miałem ochotę roztrzaskać im te ich uśmiechnięte gęby, chciałem, by oni także cierpieli, bo czułem, że tylko ja jeden dźwigam to wszystko. Za dużo tego było. Proszę cię, nie bądź zły- wyszeptał, znów całując go delikatnie i wtulając się w niego jeszcze mocniej. Oczy niebezpiecznie zaczęły go piec i poczuł, jakby emocje, które nosił w sobie od tylu dni po prostu z niego uleciały. Teraz był w stanie tylko szlochać cicho, co też właśnie robił. Zupełnie, jak panienka. Wstyd mu było, głupio, że tak ryczy przed Rasheedem, ale miał to gdzieś. Chyba wiedział, że ten go nie zostawi. Nie mógł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 22:17

/oj tam, oj tam.

Miał racje, nie mógł go zostawić i, powiem więcej, nie chciał tego. Po tym jak się poczuł, gdy Filip na niego nawrzeszczał, wreszcie zrozumiał jak jest on dla niego ważny, jak więc mógłby tak nagle odwrócić się i porzucić go w takiej chwili? Nawet mimo tego, że był kim był, nie potrafiłby się na to zdobyć by po prostu go odrzucić, zwłaszcza teraz, gdy ten opowiedział mu o tym co go trapiło przez cały ten czas. Miał go wreszcie w swoich ramionach, ale to wcale nie ułatwiało mu sytuacji. Coś ciężkiego zagnieździło się w jego klatce piersiowej i sprawiało, że bardzo trudno mu się w tym momencie oddychało. Czyżby to było poczucie winy?
- Przepraszam, że nie było mnie wtedy przy Tobie - powiedział, gdy nastała cisza. Proste słowa, ale idealnie odzwierciedlały to, co teraz czuł, jak bardzo żałował swoich niewłaściwych decyzji i tego, że najzwyczajniej w świecie olał go, na rzecz chociażby takiej Quinn. Z nią też się przyjaźnił, ale to nie było to samo co z Filipem, nawet mimo tego, że z obojgiem łączyła go nić emocjonalna i cielesna. Chciał mu zrobić na złość, gdyż ten się do niego nie odzywał i dlatego wziął ją pod drzewem, w miejscu, które przecież powinno być dla niego święte, po tym co opowiadał mu towarzysz o swoim wianku. Przecież to była prawie profanacja! Nie pamiętam czy Rekin wie, że to było akurat pod drzewem, ale założyłam że tak. Jak nie to trudno, nie było powyższej rozkminy! W każdym razie był teraz przy nim, przytulał go do swojej nagiej piersi, delektował się zapachem jego włosów, potu i proszku do prania, jakimi pachniały jego ubrania. Jego dłonie odnalazły jego szyję, którą pogładziły nad wyraz delikatnie, a potem objęły go tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Czule i troskliwie, a następnie mocno, gdyż jak gdyby nigdy nic podniósł go i wyniósł z dusznej łazienki, wprost do szatni. Usiadł na jednej z ławek i posadził sobie chłopaka na kolanach. Nie przejmował się tym, że jego nagie ciało momentalnie pokryła gęsia skórka i że jest mu zimno. Nie liczyły się teraz jego uczucia ani odczucia, a po prostu Stone, którego zaczął całować. Nie namiętnie i chciwie, a opiekuńczo. To w czoło, to w skroń, za uchem, na linii szczęki, dłoniach. Ucałował nawet jego mokre od łez powieki, a potem przyciągnął go do siebie. Nie był zbyt dobry w pocieszaniu, lecz mimo tego cały czas mamrotał jakieś popularne i banalne frazy typu: „wszystko będzie dobrze” czy „zobaczysz, jutro będzie lepiej”. Starał się, naprawdę się starał, a to wszystko świadczyło o tym, że chyba powoli się zakochiwał, chociaż sam nie miał o tym najmniejszego pojęcia. Normalnie, pewnie by go wyśmiał i odepchnął, a mimo tego został, trwał, pocieszał.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 22:42

-To nie twoja wina- mruknął. Nie chciał, by Rasheed się tym niepotrzebnie zadręczał, bo przecież nie miał na to wpływu!-Mogłem ci powiedzieć. Skąd niby miałeś wiedzieć? To nie twoja wina- powtórzył, zaciskając powieki. Nie mogli się teraz znowu pokłócić. Filip nie mógł więc pozwolić, by Sharker więcej o tym myślał. Sam zresztą chciał zapomnieć. Chciał wyrzucić ze swojej głowy obraz Gryfonki, ale to wcale nie było takie łatwe, bo ten powracał, jak bumerang, gdy tylko Stone zamknął oczy. Jednocześnie dalej nie mógł patrzeć wprost na Ślizgona, bo zaraz robiło mu się cholernie głupio. Miał wrażenie, że jest cały czerwony, a jego serce wali, jak szalone i chłopak na pewno je słyszy. I śmieje się z niego, z tego, że jest taki naiwny. I znów robiło mu się głupio, że w ogóle może tak myśleć o przyjacielu.
No, niestety o drzewie wiedział, bo Filip mu się niedawno zwierzył, więc tym gorzej dla Rekina, skoro śmiał zaciągnąć jakaś laskę w tamto miejsce. Bo to jego miejsce! Filipa. I może kiedyś pozwoli się tam zabrać Rasheedowi, ale musi być grzeczny.
Nie miał pojęcia, jak to się stało, że nagle nie byli już pod prysznicem, a siedzieli w szatni, na wąskiej ławce. Filip drżał, choć to Rekin powinien. Musiało mu być cholernie zimno i Filip naciągnął rękawy bluzy na dłonie i objął nimi szyję Ślizgona, przykładając czoło do jego czoła. Jego oddech stał się ciężki, ale mięśnie rozluźniły się i w końcu spojrzał prosto w oczy przyjaciela.
-Wiem- powiedział tylko, cicho, jakby bał się, że ktoś może ich podsłuchiwać. Tak naprawdę bał się, że jeśli tylko odezwie się głośniej to czar pryśnie, on obudzi się w swoim łóżku i to wszystko okaże się tylko snem. Sharker ciągle będzie na niego wściekły.
-Przeziębisz się. Ubierz się- polecił, ale wcale nie miał zamiaru schodzić z jego kolan. Wręcz przeciwnie. Objął go nogami w pasie, tak, że przez chwilę chwiał się niebezpiecznie, bo musiał się przy tym trochę nagimnastykował. Najwyżej obaj będą chorzy! Filip i tak miał już mokre ubrania, co mu tam.
-Naprawdę... naprawdę myślałeś, że mógłbym cię już nie chcieć?- zapytał poważnie, gładząc dłońmi jego kark, w nieudolny sposób chcąc go tym jakoś rozgrzać. Jeśli Rasheed tak myślał to Filipowi będzie bardzo smutno. Ale będzie miał nauczkę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie 2 Mar 2014 - 23:07

Nic nie mówił, wsłuchując się po prostu w dźwięk jego głosu, w jego barwę i słowa. Wtulał się w niego, bezczelnie kradnąc mu ciepło i po prostu przy nim trwał. Kim był przyjaciel, jeśli nie osobą, która właśnie to powinna teraz zrobić? Siedzieć z nim, dać się wypłakać, przytulić i do cholery zrozumieć. Sharker go rozumiał, to było dziwne, ale naprawdę go rozumiał i akceptował jego wcześniejszą decyzję, zwłaszcza, że sam się przecież czuł winny. To był chyba jego pierwszy raz w tym temacie i nie potrafił sobie z tym poradzić. Gdyby Filip nie był sobą i o tym wiedział, to mógłby go teraz skłonić do wszystkiego, nawet do oświadczyn i ślubu w Las Vegas w jakiejś przydrożnej kaplicy. Tak bardzo chciał mu wynagrodzić to, że nie jest idealny, a tak przesycony wadami, jak tylko może być każdy człowiek, że nie panował nad swoim zachowaniem, zwykle wycofanym i obojętnym, a teraz wylewnym, jak na siebie oczywiście i czułym. Miał gdzieś to, że Stone nie chciał, aby ten czuł się winny. Tak czy siak odczuwał ten dziwny, nieznajomy sobie ciężar i żadne jego słowa nie mogły go w tym momencie go pozbawić. Zresztą, Rasheed wcale nie chciał się go pozbywać, zaakceptował go, jako swego rodzaju pokutę. Nie było to wiele dla normalnej osoby, ale dla niego - to było bardzo dużo. Łatwiej przecież było zrzucić winę na Kanadyjczyka, który zresztą wykazywał sporą chęć do wzięcia jej na siebie, a więc wcale nie byłoby trudno go nią obarczyć i mieć spokój. On jednak tego nie chciał. Nagle zaśmiał się, cicho i nieco ochryple, gdyż gardło wciąż miał ściśnięte emocjami.
- Jak mam się ubrać skoro mnie trzymasz? - zapytał go, a potem czułym gestem odgarnął mu włosy do tyłu. Jezusmariantosięniedziejenaprawdę. Na jego twarzy właśnie pojawił się szczery uśmiech, a coś w jego spojrzeniu zdecydowanie nie grało. Normalnie byłoby ono zimne, wyzute z emocji, zwłaszcza po tym co ostatnio razem przeżywali, ale teraz? Teraz było w nim ciepło i troska.
Westchnął cicho, a emocje które przed sekundą ukazał, nagle zniknęły, znowu kryjąc się wewnątrz jego skorupy.
- Tak - przyznał mu się, zresztą zgodnie z prawdą, obserwując w zamyśleniu jego ciemne oczy. Zaraz jednak wykrzywił wargi w drwiącym uśmieszku i ściągnął go ze swoich kolan w wyjątkowo mało delikatny sposób. Stary Rekin wrócił tak szybko jak wcześniej zniknął, a przywołała go najwyraźniej chęć trzymania się od skrzydła szpitalnego jak najdalej. Nic dziwnego, jeśli przypomnimy sobie, że roiło się w nim od dzieciaków pokrytych paskudnymi, fioletowymi bąblami, tryskającymi ropą.
- Zapracowałem sobie przecież na to. - skierował się w stronę swojej torby i wyciągnął z niej ubrania. Wciągnął na blade pośladki bieliznę, a zarzuciwszy na grzbiet koszulę, odwrócił się do niego przodem, zapinając leniwie guziki. Pochylił się i rzucił w niego czymś dużym i zielonym, niczym kolor Slytherinu. Ciepła bluza.
- Nie wiem co to robi w moich ciuchach, ale możesz sobie wziąć - oświadczył, jakże łaskawie, a sam powrócił do ubierania się. Czyżby był jasnowidzem i nosił ją przy sobie, specjalnie z myślą o nim? Kto wie?

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon 3 Mar 2014 - 11:19

To dobrze, że to akceptował, bo Filip nie potrafił. Dopiero teraz zaczynało do niego docierać, ze zdwojoną mocą, co by się stało, gdyby Rasheed naprawdę odszedł. Gdyby już nigdy nie mogli porozmawiać, upić się i powygłupiać. Na pewno brakowało by mu tych wszystkich krzywych uśmieszków Ślizgona, jego docinek i tego, jak zajebiście sam się przy nim czuł. Bo z Rasheedem to on mógł góry przenosić, cały świat był jego i nic nie było mu straszne. Śmieszne, że człowiek dopiero, gdy coś trafi potrafi to docenić. Ale wtedy jest już za późno. Dobrze, że Filip wciąż miał czas. By to wszystko odbudować, by sprawić, że te złe wspomnienia znikną. Bo przecież oni nie powinni nigdy się smucić!
Co do ślubu- to poczekajmy z tym jeszcze. Póki co Filip nie miał zamiaru do niczego takiego zmuszać młodszego chłopaka. W ogóle, jak to jest, gdy facet oświadcza się facetowi? Filip nigdy nawet o tym nie myślał, bo dobra, kręcili go faceci, ale jednak dziewczyny też i zawsze był pewny, że to on klęknie, wyciągnie pierścionek i poprosi o rękę. A potem uda się do ojca swojej wybranki, jak każe tradycja i go także poprosi o zgodę. To się chyba powinno robić na odwrót, ale co, gdyby ojciec się nie zgodził? Tak to by go postawił przed faktem dokonanym i tyle, hłe hłe. Taki z niego spryciarz. Ale ta jego pewność siebie gwałtownie zmalała, zwłaszcza teraz, gdy był tutaj z nim, gdy przytulał się do niego i ciasno obejmował nogami w pasie. I myślał, że nie miałby nic przeciwko, gdyby właśnie tak miało wyglądać całe jego życie. Każdy poranek i wieczór, serce Rekina tak blisko jego własnego. Mógłby szukać jego dłoni pod stołem i robić mu kanapki na śniadanie. Mógłby jeździć na rowerze do piekarni po świeże bułki, nim Rekin w ogóle otworzy oczy, jak w tej reklamie Lidla. Mieli by małe mieszkanie, może gdzieś w Hogsmead albo Londynie i razem targaliby do niego kartony ze swoimi rzeczami. Kłóciliby się o to, że "to nie może tu stać" i "to pamiątka po babci, nie mogę tego wyrzucić", a także "ja pierdole, znowu podpierdzieliłeś mi skarpetki". Ale to plany na baaaaardzo odległą, niepewną przyszłość.
Pewno było za to to, co działo się tutaj i teraz. A się działo! Filip odwzajemnił jego uśmiech, chyba pierwszy taki szczery i prawdziwy. Przynajmniej on nigdy nie widział Rekina w "takim stanie". Ale bardzo mu się to podobało. I nagle zapragnął zarezerwować sobie ten uśmiech tylko dla siebie, nawet jeśli miałby gościć na ustach Ślizgona tylko chwilę, jak teraz.
Nie skomentował jego dalszych słów, gdyż zwyczajnie nie wiedział, co może mu powiedzieć, by chłopak przestał się obwiniać. Nawet, jeśli słowa Filipa była prawdziwe i większość by się z nimi zgodziła to sam Stone już tak nie uważał. Rasheed był wspaniały, czasami nawet uroczy, ale tego mu nie mówił z obawy przed tym, że zostałby przez niego rozszarpany. Inteligentny, sprytny i na pewno niesamowicie odważny. Brzmi idealnie, prawda? Co z tego, że miał kilka wad? Filip był na to zbyt ślepy.
Zrobił głupkowatą minę, gdy oberwał w twarz bluzą, po czym rozłożył ją i wyciągnął na długość ramion, przyglądając się jej przez chwilę.
-Dzięki- powiedział, ściągając swoją, mokrą bluzę i zaglądając suchą i naprawdę ciepłą Ślizgona. -Serio mogę ją sobie zatrzymać? Rekin był od niego dużo wyższy i rękawy bluzy sobie teraz smętnie wisiały, ale Filip w ogóle się tym nie przejmował. -Wiesz, to prawie, jakbyś mi się oświadczał- parsknął śmiechem, kręcąc głową z rezygnacją dla swojej własnej głupoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon 3 Mar 2014 - 12:02

Rasheed myślenie przyczynowo skutkowe miał całkiem nieźle rozwinięte, a przynajmniej jego prawdopodobne opcje. Teraz bardzo dobrze wiedział jak cholernie w kość dałaby mu nieobecność Stone’a, a tu już nawet nie chodziło o to, że tęsknił za fizycznymi aspektami ich spotkań. Wiecie jak można się wspaniale rozluźnić przy kimś, kto czasem walnie taką głupotę jak on? Taką, jak właśnie teraz, tą o bluzie w ramach zaręczyn. To brzmi kretyńsko i nienormalnie dzięki czemu na moment zapominasz o tym co Cię trapi, o tym kim jesteś i możesz się po prostu pośmiać. Zrzucić barierę niedostępności jaką wokół siebie tworzysz. Pewnie każdemu, kto nigdy nie był fałszywy i skryty, ciężko jest sobie wyobrazić jaką nieprawdopodobną ulgę może dać właśnie ktoś taki. Rozśmieszał go, nie opuszczał i akceptował jego przywary, chociaż ostatnio zostało to zaburzone. Nieważne jednak, skoro się pogodzili, nieprawdaż? Cóż z tego, że zapewne do końca swojego życia Rekin będzie pamiętał tę scenę? Tę niechęć w jego głosie, nienawiść jaka przez kilka sekund jaśniała w jego czarnych oczach. To było najbardziej raniące przeżycie w Hogwarcie jakie kiedykolwiek go spotkało, ale do cholery tak mu się należało, że przyjmował wszystkie niedogodności z wdzięcznością wypisaną na wargach. Zawsze działał z tej drugiej strony - jako osoba, która krzywdzi innych i nie przejmuje się niczym więcej poza swoimi potrzebami. Och, to było mu potrzebne, czuł to całym sobą. Po każdej porażce, człowiek powinien podnosić się i iść dalej wyciągając morał ze swoich błędów oraz ucząc się  na nich. Ślizgon miewał z tym problemy, jednak w obecnej sytuacji, wszelkie niepowodzenia po prostu nie wchodziły w grę. Nie wiedział co będzie za kilka lat, a nawet miesięcy, dni czy godzin. Żyli w takim świecie, w którym wszystko jest nieprzewidywalne, trudno się więc dziwić, że niczego nie planował i żył zgodnie z zasadą carpe diem. Chwytał każdą ulotną chwilę za nogi i ciągnął tak mocno, aż ta nie przestała krzyczeć, że zaraz je jej oderwie. Może stąd się brała cała jego wolność seksualna? Ta potrzeba nieprzywiązywania się? Chociaż może po prostu bał się doznać krzywdę? Takie to było proste i naturalne, że aż wysoce prawdopodobne.
Zapiął już guziki, więc teraz wciągał na tyłek czarne spodnie, majstrując przez chwilę przy pasku i posyłając mu naprawdę wymowną minę.
- Nie - parsknął - rzuciłem Ci ją po to żeby zobaczyć czy naprawdę w to uwierzysz.
Serio, nie brzmiał teraz jakby żartował i gdyby nie to, że na jego twarzy wciąż jaśniała kpina, to jak nic Filip mógłby dać wiarę jego słowom. Wsunął dłonie w rękawy czarnego i najwyraźniej cholernie drogiego swetra, po czym wrzucił na nogi skarpetki w komplecie z butami, wracając w stronę ławki, by usiąść obok niego, czochrając mu włosy jednym, szybkim ruchem.
- Głupek - skomentował jego słowa jedynie w ten sposób, a potem zaborczo przyciągnął go ramieniem w swoją stronę. Ślub? Na co komu takie bezsensowne zobowiązania? Nawet mu przez myśl nie przemknęło coś podobnego, a zważywszy na moje poprzednie wywody o gadaniu takich głupot, jako o rzeczy potrzebnej, warto pamiętać, że Rekin je po prostu doceniał. Wciągnął go ponownie na swoje kolana i zmusił do przygięcia się nad sobą, by mógł sięgnąć do jego ust. Skłamałabym jeśli bym napisała, że za tym nie tęsknił.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon 3 Mar 2014 - 12:38

Przeciwieństwa się przyciągają! Wcześniej, gdy był wściekły na cały świat i na Sharkera to zwyczajnie uważał, że nie mogą się przyjaźnić, bo są z dwóch różnych światów. Teraz jednak znów odzywał się stary, dobry Filip, którzy uważał: wręcz przeciwnie, tym bardziej powinniśmy się przyjaźnić. W końcu druga osoba, tak różna od ciebie, może dać ci naprawdę wiele. Filip nauczył się, że jak życie dalej kopa to nie ma co płakać. Wstaje się i idzie dalej. Nauczył się też mieć opinię innych w głębokich poważaniu. Nie angażował się i mniej cierpiał, gdy ktoś go odrzucał. Miał jednak nadzieję, że Sharker nigdy tego nie zrobi i zawsze będzie przy nim, nawet jeśli ich relacja była co najmniej dziwna. Filip miał za to nadzieję, że ten Ślizgon także się czegoś od niego nauczył. Chociażby tego, że nie wszyscy są źli i że istnieją na tym świecie osoby, tak, tak, wiem, trudno w to uwierzyć, którym na Sharkaerze zależy. Które nie chcą nic w zamian. Jak Filip na przykład. On taki dobry chłopak.
Cieszę się więc, że Filip potrafi rozbawić Rekina. Ale chyba nie tylko jego. Przyjaciele Stone'a zawsze mogli liczyć na jakiś głupi komentarz z jego strony w chwilach smutku, który po prostu musiał wycisnąć na ich ustach uśmiech. Bo choć sam Filip przejmował się pierdołami to nie chciał, by inni zawracali sobie nimi głowę. Dlatego męczył ich swoim towarzystwem, wyciągał do parku, nad jezioro lub na jakieś pyszne lody, by troszkę poprawić im humor. Może nie było to wiele, ale zawsze coś. I był świetnym słuchaczem. Potrafił siedzieć przy kimś godzinami i tylko kiwać ze zrozumieniem głową. Nie musiał nawet rozumieć. Sam fakt, że był koło tej osoby i wspierał ją na swój sposób był już, miał nadzieję, czymś dużym.
Znów zrobił głupią minę, słysząc jego słowa i przez chwilę w nie wierząc. Zaraz potem jednak roześmiał się, a gdy chłopak znalazł się bliżej trzepnął go w ramię otwartą dłonią. Pochylił się, by ubrać skarpetki i buty, a gdy tylko się wyprostował jego usta zostały zmiażdżone w słodkim pocałunku.
Mu też tego brakowało. Teraz wiedział, że już wszystko jest w porządku, jak dawniej. Jego ręce chaotycznie sunęły po ciele chłopaka, a usta niezdarnie oddawały pocałunki, zupełnie, jakby przez ten krótki czas zapomniał, jak to się robi. W końcu po prostu objął jego twarz dłońmi, kreśląc kciukiem na policzkach jakieś wymyślne zawijasy. Uhu, czyżby ktoś się tu nie golił? Filip uśmiechnął się lekko, czując pod palcami małe, szorstkie włoski.
-Ktoś tu stał się mężczyzną- wyszeptał, szczerząc zęby w bezczelnym uśmiechu i przesunął nosem od jego policzka aż do szyi, muskając ją delikatnie ustami. -Powinniśmy to jakoś uczcić. Ja stawiam.
NIE, nie TO o czymś myślisz, pffff.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon 3 Mar 2014 - 13:05

Szkoda, że Stone się przy nim tak marnował. Mamka opiekunka wszelkich dusz strapionych nie miała przy nim wiele do roboty, jeśli chodzi o wysłuchiwanie, bo on po prostu nie chciał nikomu o sobie opowiadać. Powinno wystarczać im to co widzieli na co dzień i jeśli to wciąż było mało to… no cóż mieli problem. Filip był chyba pierwszą osobą, która wiedziała, że jego problem jest związany z rodziną i jej dysfunkcyjnością. Nikt inny nie miał o tym zielonego pojęcia i nawet jeśli nie było to dużo informacji, to zawsze warto pamiętać o tym, że i tak więcej niż wiedziała reszta. Zaś Sharker nie lubił się smucić. Wolał zajmować swoją kopułę czymś przyjemnym i małostkowym, takim jak chociażby macanie sobie radośnie kolegi, co przecież właśnie czynił. Całował go tak, jak dawno nie mieli okazji, a i dość dziwnie jednocześnie. Raz czule i delikatnie, a z kolei następny całus był już bardziej niegrzeczny i zaczepny. To było zupełnie tak, jakby ścierały się w nim dwa różne światy, dwa odmienne pragnienia i nie mogąc się zdecydować na zaspokojenie jednego, realizował oba naraz. Jego ręce odnalazły skraj nowej bluzy Stone’a i wpełzły pod nią by ich właściciel z cichym westchnieniem mógł napawać się chwilą przyjemnej bliskości. Wycofały się jednak po chwili, nie chciał przecież dążyć do intymniejszych zbliżeń, zwłaszcza, że przecież dopiero co tak się pokłócili, a opcja „seks na zgodę” raczej by tutaj nie podziałała. Opuścił jego ubranie, chyba po raz pierwszy świadomie odmawiając sobie Filipa. Wbił w jego twarz uważne spojrzenie, gdy ten przesuwał rękoma po jego buźce. Wykrzywił wargi w drwiącym uśmieszku po czym dźgnął go idealnie między żebra.
- Szkoda, że tego nie zauważyłeś wcześniej - mruknął z ledwie wyczuwalną nutką irytacji w głosie. Ta, jak pieprzyli się niczym króliczki to wtedy nie był mężczyzną, z pewnością. Mimo wszystko nie był na niego zły, a właśnie rozbawiony tą uwagą, co oczywiście skrzętnie ukrywał, ale Kanadyjczyk wcale nie musiał się na to nabrać. Przecież już trochę się znali i powinni być obeznani ze swoimi reakcjami, a które w przypadku Rekina nie zawsze zdradzały to, co aktualnie myślał. Jego oczy błysnęły drapieżnie, niemalże natychmiast podłapując temat. Ręce oczywiście zaprzeczyły temu, że poprawnie go zrozumiał, gdyż objęły go, przyciskając do siebie, podczas gdy prawą dłoń wplótł w jego ciemne włosy.
- Stawiasz Ognistą? Wchodzę w to.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon 3 Mar 2014 - 16:00

Filipowi to w zupełności wystarczało. Uważał, że nie ma sensu naciskać na Rasheeda, bo wtedy tym bardziej nie dowie się niczego, a skutek będzie wręcz odwrotny od zamierzonego i Ślizgona po prostu zamknie się w sobie, otoczy szczelnym murem, połknie kluczyk i jeszcze ustawi strażników przed zamkiem. A tego nie chcieli. Stone nie miał więc zamiaru bombardować go pytaniami, uznając, że gdy Sharker będzie gotowy sam opowie mu o swojej rodzinie, która, jak zdążył już zauważyć, była głównym źródłem jego problemów i frustracji. Cóż, przynajmniej teraz, choć na chwilę, Filip mógł pomóc mu o tym zapomnieć
Dobrze, że jego dłonie w porę się wycofały, bo pewnie jeszcze chwila i Filip by nie protestował. Ale przecież nie o to im dzisiaj chodziło! Dzisiaj się pogodzili, dzień był piękny, a Puchonowi wystarczyło, że może się z nim śmiać i droczyć, jak wcześniej. W końcu za tym tak tęsknił. Oczywiście, mógł to robić z innymi, ale to nie byłoby to samo, co z Rekinem. To takie uczucie, które Filip za nic nie potrafiłby opisać, a które sprawiało, że cały drżał i skakał w środku z radości, gdy Ślizgon był blisko.
Prychnął tylko. Oczywiście, że już wcześniej zauważył, że Sharker jest pełnoprawnym mężczyzną, ale oj tam oj tam. Posłał mu złośliwy uśmieszek i zaczepnie pociągnął jego wargę zębami, gdy ten przyciągnął go do siebie i oparł dłonie na jego piersi.
-Pewnie. Ognistą, cokolwiek chcesz. Zalejemy się w trupa i znów obudzimy się pod stołem. Wspomnienia wracają- wywrócił oczyma i zrobił uroczą minkę, po czym schował twarz w zagłębieniu jego szyi i zamknął powieki, wdychając jego zapach, napawając się bliskością. To było wręcz nierealne; jeszcze wczoraj, ba, godzinę temu nawet by o tym nie pomyślał, a teraz działo się to naprawdę.
-Strasznie się cieszę- palnął głupio, odsuwając się od niego nieznacznie. Chwycił go za policzki i pocałował w nos, po czym wstał z jego kolan, ciągnąc go do góry za sobą. -Wstawaj- puścił jego rękę i chwycił torbę, płaszcz i poczekał aż chłopak zrobi to samo. Musieli pewnie jeszcze zanieść miotły i sprzęt do dormitorium, a potem zapewne, planowo, poszli się napić. By uczcić to, że Rasheed stał się mężczyzna.
No i oczywiście to, że znów są razem. Tak jako przyjaciele, of cors.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto 18 Mar 2014 - 19:19

Wkroczył na boisko z myślą, że treningi ze Znikaczami tak naprawdę nie miały sensu. I tak robili swoje, jakby byli mistrzami quidditcha. Najwyraźniej wszystko inne było ważniejsze od rozgrywek, dzięki którym mieli jakiekolwiek szanse na wybicie się. A jednak – po co trenować, skoro można zamykać się w schowkach?
- Wy impertynenccy ignoranci – zaczął swoją tyradę na tyle głośno, by wszyscy obecni na boisku natychmiastowo ucichli. Jeśliby tego nie zrobili, zawiesiłby ich za języki na pętlach i skończyłyby się te wszystkie swawole – po ostatnim treningu mam wrażenie, że niewielu z was ma pojęcie, do czego służy miotła. Ale to się skończy!
Zgromił ich spojrzeniem, zastanawiając się, co właściwie kierowało tą bandą. Ani trochę nie myśleli o tym, co może się z nimi stać, jeśli będą skupiać się jedynie na tym, kogo zaciągnąć do łóżka. Skończą na ulicy, żebrząc i tułając się jak najgorsze ścierwo, które zostanie wykończone własnymi choróbskami. Chociaż niektórym zdecydowanie się należało.
- Musicie mieć przewagę nad Kanadą, zmieść ich z powierzchni ziemi najszybciej, jak tylko się da – mówił, nadal nie spuszczając z nich groźnego spojrzenia. – Dlatego dzisiaj poćwiczycie zwody.
Był na tyle miłosierny, że wybrał dla nich łatwiejsze. Nie mógł przecież stracić całej drużyny na kilka dni przed finałem, bo dyrektor chybaby go zrzucił ze schodów. Zobowiązał się trenować Znikaczy, więc musiał to zrobić.
- Pałkarze – poćwiczycie dziś dubel, czyli jednoczesne odbicie tłuczka przez dwie osoby. Ścigający – podwójna ósemka, okrążenie dwóch pętli z kaflem w ręku, by zmylić przeciwnika i zablokować piłkę. Nie liczę na to, by szukającym wyszedł Zwód Wrońskiego, dlatego będziecie po prostu łapać znicza, uważając na tłuczki posyłane przez pałkarzy. Obrońcy – każdy ścigający po okrążeniu pętli będzie wam posyłał kafla, a wy musicie bronić bramek. Będziecie się zmieniać!

Kostki dla pałkarzy:
1 – Czasem trafiasz, czasem nie, ale nie idzie Ci znowuż tak najgorzej. Mimo wszystko musisz bardziej się skupić, bo inaczej możesz zniszczyć odbicie swojemu partnerowi. To zagranie wymaga zsynchronizowania ruchów i póki tego nie opanujesz, nie ma najmniejszych nawet szans na wygraną.
2,4 – Możesz być z siebie dumny, bo choć na początku szło Ci to dość opornie, w tym momencie zaczynasz łapać i odbijasz tłuczek coraz lepiej. Szybka naukę masz najwyraźniej we krwi.
3 – Ani trochę nie jesteś dziś w formie i nie możesz nawet utrzymać w ręku kija. Czyżby zmęczenie? A może za bardzo się zamyśliłeś o czymś, co nie dotyczy quidditcha? W każdym bądź razie trener nie jest zadowolony, przez co na Ciebie krzyczy i tym bardziej nie wychodzi Ci to zadanie. Módl się, byś nie skończył na ławce jako ostatni do gry.
5,6 – Czyżbyś miał już dawno opanowany dubel? Idzie Ci rewelacyjnie i bez problemu radzisz sobie z celowaniem w tłuczek. Tylko tak dalej, a masz szansę wyeliminować przeciwników w pierwszych minutach meczu!

Kostki dla ścigających:
1,2 – Choć udaje Ci się okrążasz bramki bez żadnego urazu, wiatr czasami spycha Cię na boki, przez co idzie Ci to dość topornie. Nie poddajesz się jednak i nadal ćwiczysz, by trener nie miał Ci nic do zarzucenia.
3,4 – Już przy pierwszym okrążeniu wpadłeś na jedną z obręczy, boleśnie się obijając. Na szczęście niczego sobie nie połamałeś, choć kręci Ci się w głowie. Wypadałoby jednak trenować, bo niesubordynacja może się źle skończyć, dlatego nadal lekko oszołomiony starasz się powoli wykonać swoje zadanie.
5,6 – Rewelacja! Z niesamowitą szybkością okrążasz wszystkie obręcze, nie wypuszczając z rąk kafla, a potem posyłasz go obrońcy i możesz z szerokim uśmiechem wrócić na koniec kolejki, by wykonać ponownie równie wyśmienite okrążenie.

Kostki dla obrońców:
1,4 – Ojej, co się z Tobą dzisiaj dzieje?! Nie udaje Ci się obronić ani jednego strzału, ciągle lecisz nie w tę stronę, co trzeba albo kafel przelatuje Ci między rękami, trafiając prosto w jedną z trzech obręczy. Postaraj się bardziej.
2,6 – Początkowo idzie Ci wyśmienicie, ale nagle tuż przed Tobą zamiast kafla pojawia się jeden z tłuczków posłanych przez ćwiczących dubel pałkarzy. Obrywasz boleśnie prosto w brzuch i spadasz na ziemię, przez co obowiązkowo trafiasz do skrzydła szpitalnego.
3,5 – Gratulacje. Udaje Ci się wykiwać wszystkich ścigających. Masz obronę we krwi, więc tak trzymaj! Trener może być z Ciebie dumny.

Kostki dla szukających:
1,2 – Tłuczek uderzył Cię z ogromną siłę, przez co wpadłeś na trybuny, boleśnie się obijając. Czujesz ogromny ból w nodze, a z nosa leci Ci krew. Nie wygląda to najlepiej i trening skończysz się dla Ciebie już na samym początku. Nie martw się jednak, bo szkolna pielęgniarka doprowadzi Cię bez problemu do odpowiedniego stanu.
3,4 – Już prawie Ci się udało dorwać złotą piłeczkę, gdy nagle przed oczami pojawił Ci się tłuczek. Uniknąłeś go, wywijając w powietrzu piruety, ale zgubiłeś swój cel. Chyba już za późno, by go dopaść, bo jesteś daleko w tyle za swoimi przeciwnikami.
5,6 – Trenowałeś w tajemnicy przed wszystkimi? Unikanie tłuczków i złapanie znicza to dla Ciebie wręcz dziecinna zabawa i z Tobą jako szukającym Znikacze mają szansę na wygraną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto 18 Mar 2014 - 20:15

Czy naprawdę Sherazi musiał pojawiać się w każdym momencie życia Chapmana? Przez jakiś czas chłopak miał nadzieję, że uwolni się od niego chociaż latając na miotle, jednak jak widać grubo się mylił. Jako kapitan drużyny był po pierwsze urażony słowami jego jakże ulubionego profesora, a po drugie.. wcale tak nie uważał. Wiele można było powiedzieć o drużynie Quidditcha, którą udało mu się skompletować na ten rok szkolny, jednak nie to, że są beznadziejni i nie potrafią zrobić żadnego uniku. On sam, jako szukający, uważał się za całkiem dobrego, no a już na sto procent lepszego od szukającego Kanady, z którą mieli się zmierzyć. Wygranie tego meczu było dla niego pestką.
- Może trochę grzeczniej, co? - burknął do siebie pod nosem, sięgając po miotłę i wsiadając na nią bez pośpiechu. Postanowił robić wszystko wolno i dokładnie, coby nie przegapić żadnej szansy na udowodnienie Farid'owi, że jednak jest coś wart w tej drużynie i że facet po prostu się myli. Nie chciał mu za bardzo podpaść, toteż resztę swojej opinii na temat jego wypowiedzi zachował po prostu dla siebie.
Gdy odbił się nogami od ziemi i znalazł się w powietrzu, poczuł niesamowitą ulgę. Jakby wszystkie jego problemu zniknęły wraz z oderwaniem nóg od ziemi. Niesamowite. Właśnie w takich momentach przypominał sobie, za co tak bardzo kochał latanie i mecze Quidditch'a. Nie istniało nic oprócz niego, jego miotły i złotego znicza, którego już od pierwszych chwil zaczął wypatrywać w powietrzu. Na jego szczęście był na tyle dobry, że unikanie tłuczka było dla niego banalne proste. Musiał tylko znaleźć znicz, który już po kilku minutach zawisnął przed nim w powietrzu. Postanowił od razu za nim poszybować. Po przeleceniu kilkunastu metrów trzymał go w dłoni, z lekkim uśmiechem na twarzy pokazując znicz profesorowi. Wyszło na jego, jak zawsze ostatnimi czasy.
Swoją sztuczkę powtórzył jeszcze parę razy. Cały czas zręcznie omijał tłuczki, które leciały w jego stronę jak zaczarowane. Cóż - nie został kapitanem drużyny bez powodu. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i gdy trening się skończył, wylądował miękko na trawie, zeskakując zwinnie z miotły. Na całe szczęście mógł już wracać do zamku i przestać oglądać Farid'a. Ten człowiek miał w sobie coś strasznego i przerażającego, a jednocześnie strasznie irytującego Chapmana.

/zt
(kosteczki: 6)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto 18 Mar 2014 - 21:11

Rasheed zjawił się na treningu, ale od razu było widać, że dzisiaj jest raczej w kiepskiej formie. Trudno się było dziwić skoro dopiero co zmarł mu ojciec, a cała noc musiał korespondować z jego znajomymi, pisząc setki podobnych listów stanowiących odpowiedzi na kondolencje. Dodatkowo ustalał kilkukrotnie sposób prowadzenia firmy ze wspólnikami ojca i coraz bardziej miał ochotę rzucić to w pizdu. Miał tylko 18 lat, jak do cholery ma to ogarnąć? Parszywy ojciec! Nigdy nie uczył go jak się tym czymś zarządza, więc chyba nie powinien być zły jeśli firma splajtuje w ciągu kilku najbliższych tygodni. Zawsze mógł też sprzedać całkowicie swoje udziały. Mógłby wtedy żyć bez obaw o swój status majątkowy, nawet biorąc poprawkę na swoją rozrzutność. Mimo wszystko dobrze wiedział, że nic by z tego nie wyszło, bo matka by mu nie darowała. Dopóki ta stara kozica żyła to wolał nie wchodzić jej w drogę, zbyt dobrze ją znał by wierzyć, że nie jest w stanie zamienić jego życia w piekło.
Tak czy siak zjawił się na boisku i, no nie ukrywajmy, jego skupienie było dalekie od zadowalającego. Ponadto był zmęczony i całkowicie zblazowany emocjonalnie, nic więc dziwnego, że stanowił dzisiaj najgorszego partnera do ćwiczenia dubla, a wrzaski Farida wcale mu nie pomagały. Nic jednak nie mówił, ba, nie miał nawet siły na wściekanie się, dlatego po prostu machnął na to ręką i starał się wykrzesać z siebie chociaż odrobinę entuzjazmu. Skutek był nikły, dlatego gdy wreszcie dotknął stopami ziemi, poczuł się o wiele lepiej. Nie komentując w żaden sposób swojego dzisiejszego występu, jak i popiskiwania trenera, po prostu odwrócił się i poszedł w cholerę. Czas się wreszcie wyspać…

[3]

[zt]

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto 18 Mar 2014 - 22:45

Katherine nie była siermięgą i traktowała poważnie swoją grę w drużynie Znikaczy Hogwartu. Od dziecka jak tylko rodzice pozwolili jej latać na miotle wiedziała, że to właśnie chce robić w życiu, czyli latać. Coś przeciez musiała robić prawda? No a w tym czuła się naprawdę dobrze. Niczym ryba w wodzie. Poza tym jako pałkarz mogła często dać tutaj upust swoim emocją i zamiast komuś przywalić po prostu mogła posłać w jego kierunku tłuczek, tłumacząc, że to było bardzo niechcący. Szybko dostrzegła Rekina więc podbiegła do niego. Słyszała o tragedii, która wydarzyła się ostatnio w życiu przyjaciela. Ona też nie chciała by stracić nikogo z rodziny, wystarczy że cierpiała długo po śmierci braciszka, kolejnej tragedii w domu pewnie by nie przetrwała.
-Rasheed- powiedziała cicho po czym po prostu objęła go mocno pozwalając by się w nią wtulił, czasem człowiekowi potrzebna była bowiem ta odrobina ciepła.
-Potrenujmy razem- dodała po czym gdy wzbili się w powietrze to na wykonała pierwszy ruch, ale chłopakowi nie szło najlepiej. W sumie to mu się nie dziwiła, przez to ona też nie mogła się zbytnio wykazać w dublu. Gdy Rasheed skończył pożegnała się z nim uśmiechem i po prostu zmieniła partnera do gry. Śmigając po boisku na swojej miotle ciskała pałką za każdym razem gdy tłuczek leciał w jej kierunku, po pewnym czasie robiąc to już dosyć dobrze i zgrabnie. Ich trenera zawsze traktowała z godnością ale nie bała się powiedzieć mu paru słów, gdy i on był dla niej niemiły. Taki już miała cięty język. No ale dzisiaj po prostu milczała, a po skończonym treningu po prostu udała się do szatni i opuściła boisko żegnając się z członkami drużyny.

[2] zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto 18 Mar 2014 - 22:55

Bell w dobrym nastroju przyszła na trening. Nie grała w ostatnim meczu, w dodatku była na zaledwie jednym treningu, dlatego więc jej forma z pewnością pozostawiała dużo do życzenia. Może teraz zagra. Jeśli tylko wcześniej będzie miała wystarczająco czasu do trenowania, będzie czuła się na silach grać w tak ważnym meczu... no, i jeśli nie okaże się, że zastąpią ją kimś lepszym. Ale do tego nie zamierzała dopuścić!
Już na boisko spotkała się z jak zwykle niezadowolonym profesorem Faridem, który narzekał na wszystko co chodziło i latało. A już szczególnie na nich. Ten facet naprawdę musiał mieć jakieś problemy. I dlaczego pozwalano mu uczyć, skoro obrażał uczniów na każdym kroku? Całe szczęście, że przynajmniej nie zabierał się za prowadzenie Magii Żywiołów. Bell jednak zamierzała pokazać, że wcale nie jest z nią tak źle jak Sherazi sobie myśli. Chwyciła kafel pod pachę i wystartowała, robiąc te ósemki czy co to tam było. Szło jej całkiem nieźle! Co prawda mocny wiatr sprawiał, że nieco ciężko były wykonać idealne ósemki, ale mimo wszystko... radziła sobie. Trzymała się na miotle po niemal właściwie rocznej przerwie i nawet  nie zapomniała jak się lata albo rzuca kaflem. Na koniec rundy zamachnęła się piłką i rzuciła ją w stronę pętli, starając się trafić mimo broniącego ich obrońcy. Po kolejnych paru lataniach trening się skończył, a Bell, całkiem zadowolona, wróciła do zamku.

zt 1

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 40Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 22 ... 40  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-