IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 23 ... 40  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Australia, Cairns
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 121




Gracz






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Czw Maj 30 2013, 13:42

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha

Jest to duża powierzchnia o owalnym kształcie, rozmiarów około 55 na 152 metry. Po dwóch przeciwnych końcach, na polach bramkowych umieszczone są trzy tyczki, każda z obręczą na czubku, do których to wrzuca się kafla. Po środku znajduje się koło środkowe, skąd na początku meczu wypuszcza się piłki.
Odbywają się tu wszystkie rozgrywki Quidditcha między domami, a także treningi drużyn. Czasem uczniowie przychodzą sami, bądź większymi grupami by polatać sobie dla przyjemności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 39
  Liczba postów : 392
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Mar 19 2014, 20:47

To zdecydowanie nie był jej dzień. Wciąż czuła się odrobinę nieswojo po chorobie, była w trakcie odzyskiwania pełni sił. Brakowało jej skoncentrowania i skupienia na celu, jakim był złoty znicz. Aczkolwiek mimo to przyszła na dzisiejszy trening Znikaczy, bo ten obowiązek wobec drużyny traktowała naprawdę poważnie.
Wzbijając się w powietrze już wiedziała, że będzie słabo. Latanie, które zwykle sprawia jej dziką przyjemność, dzisiaj stanowiło nie lada udrękę. Może zrobiła sobie za dużą przerwę? Powinna była poświęcać więcej czasu na sport. Poczynając we własnej głowie postanowienia większego zdyscyplinowania i odnalezienia czasu na quidditcha, Neva zaabsorbowała się na tyle, że nie zauważyła nadlatującego tłuczka. Trach! Wszystko rozegrało się w ułamkach sekundy. Potworny ból, niemoc, bezwładne opadanie, nieszczęsne trybuny, toczące walkę z jej biednym, nie potrafiącym obronić się ciałem. No jeszcze tego tylko jej brakowało, by ponownie trafić do Skrzydła! Pociekła jej krew z nosa, którą przetarła wierzchem dłoni w strasznym gniewie, nie zwracając uwagi, że brudzi sobie ręce czerwoną cieczą.  Siarczyste przekleństwo wyrwało się z malinowych ust. Była wściekła. Na siebie, rzecz jasna. No i jeszcze trochę na los, który był dla niej ostatnio wyjątkowo bezlitosny. Zniosła mordercze spojrzenie i uwagi trenera, pomarudziła pod zakrwawionym nosem i oddała się w ręce pielęgniarki. No, nowy etap rozgrywek zaczęła znakomicie, nie ma co!

2, zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3382
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 932
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Mar 19 2014, 22:50

Przybyła na trening posyłając każdemu z obecnych spojrzenie zabójcy. Nie witała się z nikim, zdecydowanie nie miała dobrego humoru i nie miała ochoty na pogawędki. Właściwie to przyszła tutaj tylko ze względu na nadchodzący finał, który równocześnie miał być jej pierwszym meczem, a po ostatnim treningu, który nie zakończył się dla niej zbyt dobrze chciała trochę potrenować. Wysłuchała Farida po czym zajęła swoje miejsce przy bramkach. Na początku szło jej całkiem nieźle, może to złość pomagała jej w tym wszystkim? Rozejrzała się po boisku, szczerze mówiąc poczuła się zbyt pewnie i zapatrzyła się w pewien odległy punkt. Z kontemplacji wyrwał ją dopiero fakt iż dostała tłuczkiem w brzuch, zauważyła go w chwili, kiedy to już nie było czasu na reakcję. Niestety nie udało jej się utrzymać na miotle i po kilku sekundach od uderzenia zaczęła spadać na ziemię. Cóż najwyraźniej trafi do szpitala wcześniej niż to sobie wyobrażała. Upadła na boisko i przez kilka sekund nie mogła złapać oddechu, więc leżała sobie 'radośnie' na plecach przeklinając w duchu wszystko co ją spotkało dzisiejszego dnia. Po kilku minutach podniosła się, co nie było dość proste zważając na ból i zgięta w pół ruszyła po swoje rzeczy, zapewniając, że poradzi sobie sama. Siedziała w szatni przez piętnaście minut, następnie wyszła, kierując się w stronę szpitala.

2
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 212
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Mar 21 2014, 20:16

Lazare był wściekły. Szczerze go nie obchodziło to czy jego gracze zdecydują się tu przyjść. Widział jak Sherazi postawił drużynę do pionu, jak się go słuchali. Jak przyszli tu chętnie nie obawiając się gniewu nauczyciela. A on nawet na listy nie otrzymał żadnej odezwy. Jak tu żyć? Jak tu trenować z taką niedojrzałą zgrają? Bał się meczu i tego jaki on może mieć wynik. Wstyd się przyznać, ale wątpił w umiejętności swojej drużyny co raz częściej, szczególnie gdy słyszał, że inni są na bieżąco, że się starają... A tu nic.
Jednak przyszedł na boisku, wszak do rozpoczęcia spotkania zostało kilka minut, a on naprawdę nie miał już ochoty się ze wszystkimi użerać.

Na treningu rzucacie dwoma kostkami. Pierwsza określa to jak wam ogólnie na treningu idzie, a drugą rzucacie w zależności od tego na jakiej pozycji jesteście!
System kostkowy został ułożony w taki sposób, że zakładamy iż drużyna z Kanady, zostaje podzielona na dwa składy, a kostki można interpretować także jako mini-mecz. Nie gracie z przeciwnikami tylko między sobą. Każdy ma obowiązek napisać jednego posta!


1 chyba dawno nie trenowałeś… To nic. Masz przecież jeszcze trochę czasu do meczu, jeśli jednak nie weźmiesz się w garść to wątpliwym jest byś podczas meczu nie spadł z miotły, tak jak zrobiłeś to teraz. Twój sprzęt quidditchowski kompletnie się Ciebie nie słucha, działa tak jak mu się żywnie podoba, dopiero po kilku minutach udaje Ci się go w pełni opanować, jednak zastanawiasz się czy czasem ktoś nie rzucił zaklęcia na Twoją miotłę. Dopiero po chwili…
2 nie jest źle, ale bywało lepiej. Myślisz, że na finałowym meczu możesz zachowywać się tak jak teraz? Lepiej się skup, bo następnym razem może trafić w Ciebie tłuczek, teraz Ci się jednak udaje go uniknąć i możesz odetchnąć z ulgą! Wracasz z powrotem na boisko i…
3 jak dobrze, że zacząłeś trenować! Drużyna pokłada w Tobie nadzieje, ale Ty sam w siebie nie wierzysz, mimo że idzie Ci całkiem nieźle to powinieneś się nieco bardziej skupić, nie sadzisz? No właśnie! Zacznij myśleć nad tym co robisz, bo przecież w finalnej rozgrywce nie wszystko będzie się układało tak łatwo! Wymijasz dwóch zawodników swojej drużyny, a po chwili niemal wpadasz w obręcz. Czyżbyś się zagapił? Skup się, przecież to nie koniec świata, dlatego…
4latanie to jest to co czujesz od dawien dawna. Jesteś niczym ptak w przestworzach! Udaje Ci się niemal bezbłędnie wykonać szereg akrobacji, dzięki którym Twoja drużyna jest pod sporym wrażeniem. Uważaj jednak, każde rozkojarzenie może się skończyć niefortunnie, Twoje kończy się tak, że kiedy już masz zamiar wylądować… Miotła przez czysty przypadek zaczyna wariować i rzuca Tobą na wszystkie strony. Czyżby ktoś Ci robił psikusa i rzucił zaklęcia Confundus? Nie obchodzi Cię to, wszak musisz być najlepszy. Próbujesz…
5twoim największym marzeniem zawsze było dostać się do najlepszej drużyny Quidditcha. Masz teraz szansę się wykazać. Nikt przecież nie powiedział, że na meczu finałowym nie będzie nikogo z dorosłych reprezentacji krajowych, które z chęcią Cię przyjmą w swoje szeregi. I tak z dwójką przyjaciół udaje Ci się ułożyć szyk, dzięki któremu bez problemu udaje Wam się oszukać „przeciwników”. Trener jest bardzo dumny. Chcesz pokazać na co Cię stać, dlatego…
6 mimo tego, że długo nie trenowałeś – nie wyszedłeś z wprawy. Pamiętasz każde ułożenie, pamiętasz jak lecieć, gdzie lecieć, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić. Jesteś najlepszy, dlatego też bez problemu potrafisz poradzić sobie z poleceniami trenera. Czy to dzieje się naprawdę? Oczywiście! Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nawet wpadasz na genialny pomysł co by wymyślić hasło dopingujące dla swoich nieporadnych kolegów z drużyny. A może to Twoje umiejętności pozwolą im odnieść sukces? Starasz się bardziej i…

Kostki dla ścigających

1-3 ze swoim kolegą drużyny, podajesz sobie kafla, jednak żaden z Was nie może trafić do obręczy, próbujesz więc raz jeszcze samodzielnie, rzucasz więc jedną kością i jeśli wypadnie parzysta to udaje Ci się trafić, jeśli nie… To trzeba zacząć się częściej pojawiać na treningach.
2-5 jak zawsze jesteś w dobrej formie, ale nie najlepszej. Musisz jeszcze sporo potrenować, wszak nie wszystko idzie zbyt łatwo, a Ty jedyne w co trafiasz to obręcz. Nie masz pojęcia co się dzieje, ale nie jesteś w stanie trafić idealnie w środek.
4-6 wszystko udaje Ci się bezbłędnie. Masz to we krwi. Czujesz to i wiesz, że należysz do tego grona graczy, którzy bez zbędnych problemów są w stanie odnieść sukces. Oby tak dalej. Przy każdej podjętej próbie bez problemu trafiasz do obręczy.

Kostki dla obrońców

1-5 nie panujesz nad swoją miotłą, dlatego przeciwnicy bez problemu mogą zdobyć kolejne punkty.
2-4 jest dobrze, ale nie najlepiej, parę razy udaje Ci się obronić, ale rywale są sprytniejsi i bez większych starań udaje im się Ciebie oszukać.
3-6 ścigający nie mają z Tobą żadnych szans. Jesteś najlepszy. Niemal nie puszczasz żadnego kafla, no może jeden na dziesięć, ale to i tak niezły wynik!

Kostki dla pałkarzy

1-4 nie potrafisz się skupić, a Twój kolega z drużyny obrywa w rękę, jest potłuczona, może nawet złamana, a Ty nie wiesz jak masz go przepraszać
2- 3  nie jest źle, ale bywało lepiej. Nie za każdym razem udaje trafić Ci się w kafel, ale jesteś na dobrej drodze do perfekcji. Pracuj ciężko.
5-6 dzięki Tobie, Twój kolega nie obrywa tłuczkiem w głowie. Masz świadomość po co siedzisz na miotle.  Oby tak dalej!

Kostki dla szukających

1 – 6 wydaje Ci się, że wszystko potrafisz, ale nie koniecznie. Niby jest dobrze, ale to nie to. Twój przeciwnik jest szybszy i udaje mu się złapać znicza jako pierwszemu.
2 - 5 jesteś szybki. Całkiem nieźle Ci idzie, ale przez nieuwagę oraz zbyt szybki lot łapiesz znicza… W usta. Spadasz przez to zmiotły, a Twoje lądowanie nie należy do najprzyjemniejszych. Na pomoc zjawia się kumpel, który klepie Cię w plecy, a Ty wyrzucasz z siebie znicza. Gratulacje.
3 – 4 zachowujesz się bezbłędnie. Wszyscy powinni brać z Ciebie przykład, zwłaszcza, że złapanie znicza nie zajmuje Ci zbyt wiele czasu. Udaje Ci się po drodze uniknąć tłuczka, oraz oszukać szukającego z przeciwnej drużyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Mar 21 2014, 21:01

Percy sam nie wiedział, co czuje. Był rozkojarzony i doskonale wiedział, że ten trening może okazać się zupełną porażką. Nie potrafił skoncentrować się na najprostszej czynności, rano zagapił się w okno, nalewając sobie kawę, co zaowocowało ogromną, brunatną plamą na środku obrusu. Powrót Estelle wywołał w jego głowie potworny zamęt, podobnie jak rozmowa z Zoe, która właściwie nie wiem, jak przebiegała, bo nawet nie zaczęła się na dobre, ale z pewnością nie należała do najprzyjemniejszych ani też najłatwiejszych. Był rozbity, zdenerwowany faktem, że rozstrzygający mecz zbliża się wielkimi krokami, a on jest w beznadziejnej kondycji psychicznej. Trenował na własną rękę, naprawdę dużo, do mieszkania wracał wykończony i milczący, nie odpowiadając na zaczepki Arthura.
Wzniósł się w powietrze zaskakująco zgrabnie, co dodało mu trochę animuszu. Może nie było tak źle? Może jest w lepszej formie, niż sam przypuszcza? Pokrzepiony tą myślą wykonał szereg akrobacji, które chyba zaimponowały reszcie drużyny, ale nie na tym mu zależało. Chciał po prostu poczuć się znów pewnie na boisku, przekonać sam siebie, że wcale nie jest tak tragicznie. Jednak wszystko się zmieniło w chwili, kiedy zaczęli sobie podawać kafla z drugim ścigającym - żadne z nich nie było w stanie trafić do obręczy, co tylko pogłębiało frustrację Percivala. Spróbował sam zdobyć punkt, ale jego miotła podskoczyła gwałtownie i po raz kolejny spudłował. Rozzłoszczony spróbował wylądować, ale jego wierna miotła zupełnie oszalała, zaczęła rzucać się na wszystkie strony, jak narowisty koń, próbujący zrzucić swojego jeźdźca. Rozzłoszczony Follett walczył z krnąbrnym przedmiotem dłuższą chwilę, aż w końcu wylądował na ziemi z głuchym stęknięciem i zamknął oczy, klnąc w żywy kamień.
Pieprzony dzień.


4, 1, 1... :c

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 70
  Liczba postów : 228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5606-cameron-bendix-weatherly
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5620-cam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5663-cameron
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7827-cameron-bendix-weatherly




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Mar 21 2014, 22:14

Patrzcie, tym razem Cameron zawitał na treningu. Czuł się źle, że tak zaniedbał swoją formę. Oczywiście, nie przyzna się tego nikomu. Gdy tylko dowiedział się o zajęciach, prawie w euforii popędził w tamtą stronę. Przebrał się w wygodniejsze ubranie i z miotłą pod pachą, udał się na boisko. Poza trenerem (który swoja drogą, wyglądał i zachowywał się tak jak zawsze, bez zmian) i kapitanem Kanady, nie było nikogo. Przywitał się i od razu zabrał do roboty. Na początku jego pierwsze okrążenia na miotle, wydawały się takie zwyczajne i bez szału. Dobrze wiedział, że nie pokazał się od swojej najlepszej strony... i formy też! Jego gra nie przerażała, ale też dawała sporo do myślenia. Nie chciał w takim stanie zmierzyć się z Znikaczami, toż to w końcu był ich ostatni mecz. Wszystko albo nic. Opcje były dwie, ale każdemu zależało tylko na jednej. Wygrać. Latał jak taki przeciętniak, wtapiając się w otoczenie.
Dopiero gdy zaczęły się rzuty w stronę pętli, podziałał camowy instynkt. Wtedy pokazał, że jednak jego obecność na rozgrywkach nie była jakimś tam błędem. Cameron z typowym dla siebie uśmiechem, spoglądał na ścigających. Większość kaflów zdołał przechwycić. Tak, właśnie tu czuł się jak ryba w wodzie. Po to tu przyjechał, a nie dla jakiś niemądrych panien. Może jego zdolności zdołały przysłonić zaniedbanie kondycji? Taką miał nadzieję, jednak jedno było pewne. Musiał zebrać się do kupy i dać z siebie wszystko. A nawet jeszcze więcej. Obolały po treningu, pokręcił się jeszcze przez chwilę po boisku. Nie wiadomo czemu, ale czerpał ogromną przyjemność z tego zmęczenia. Pożegnał się z resztą, by w końcu opuścić tereny wcześniejszego treningu.

2,6

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Montreal/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7376-sunny-m-grimes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9197-dawno-dawno-temu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7378-sunny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7379-sunny-m-grimes




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Mar 21 2014, 23:30

Sunny była dziś równie wściekła co Lazare i nic na to nie mogła poradzić. Chciała krzyczeć, bić i dusić, ale za te dwa ostatnie mogłaby wylądować w Azkabanie, więc najlepszym rozwiązaniem było przyjście na trening. Tutaj miała szansę wyżyć się do woli za wszystkie złe rzeczy, jakie ją dotąd spotykały. Lepsze to niż skok z wieży astronomicznej, choć niektórzy byliby z tego faktu niezwykle zadowoleni. Zamorduje jakiś tłuczek i będzie dobrze. A przynajmniej taką miała nadzieję. Nerwy szargały nią tak mocno, że najchętniej zniszczyłaby wszystko po drodze. W końcu jednak dotarła na boisko quidditcha i nikt poza jednym z drzew na błoniach nie ucierpiał. Plus dla niej.
Zadowolona z tego, że w końcu mogła polatać na własnej miotle (bo jak wiemy z Lynwood tam jej zapomniała) wzbiła się w powietrze, by wykonywać zadania trenera. Musiała ćwiczyć i to bardzo mocno, by w końcu zagrać w meczu finałowym. I pokazać się ludziom z zewnątrz. Jeśli nie skończy jako gwiazda quidditcha to innej przyszłości dla siebie nie widzi. Mowy nawet nie ma, by siedziała przy biurku. Ona musiała się ruszać! A aurorstwo niestety nie wchodziło w grę, ponieważ niespecjalnie jej szło z zaklęciami – no przynajmniej takie miała wrażenie.
Utrzymanie się w powietrzu było najprostszym zadaniem, jakie mogła dostać. Już gorzej z odbijaniem tłuczków, ponieważ przez Farida i Julię za nic nie mogła się skupić. W końcu jednak odbiła jednego tak mocno, że o mało nie odbił się rykoszetem od pętli. Władowała w to uderzenie całą swoją złość uzbieraną od powrotu do Hogwartu. Choć początkowo pragnęła tutaj zostać nawet po rozgrywkach, teraz już nie wiedziała, co począć. Czuła się źle, najwyraźniej łapała jakąś nerwicę, a stres nie opuszczał jej nawet na sekundę. Wszyscy czegoś od niej wymagali, ale nie dawali nic w zamian i w ogóle nie potrafiła tego zrozumieć.
Ale zaraz! Przecież miała skupić się na tłuczkach. W końcu to jest jej zadanie, a Lazare nie będzie zadowolony, jeśli dalej będzie chybiać, a jej drużyna ucierpi jeszcze bardziej.

5,2

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Mar 21 2014, 23:42

To nic, że cały czas trenował. Że się starał. Nieważne. Przychodziło co do czego i wszystko się rozpieprzało. Cała ta sprawa z Sapphire, Elsą... ze wszystkim. Gdyby wiedział, że w tym samym dniu go porwą i zaczną torturować, to chyba trafiłby go szlag. Na szczęście póki co nie był niczego świadomy, więc jego humor nie był najgorszy, choć pozostawiał wiele do życzenia. Myślał nieustannie o tym, co się ostatnio działo i tak dalej, co doprowadzało go do szewskiej pasji. Miał ochotę dać sobie wycisk, napisać do Caspra, aby pograli w bludgera, ale ostatnio totalnie im nie szło, więc... zaniechał tego pomysłu. Biegał i ćwiczył sam, chcąc dojść do perfekcji. Ale życie weryfikuje wszystkie twoje najznamienitsze plany, by na końcu z tego wszystkiego wyszło jakieś totalne gówno.
Gdy wyszedł rozeźlony z szatni, przebrany i z miotłą w ręku, burknął tylko coś do trenera, co miało być niby powitaniem. Z impetem wzbił się w górę, ale kiedy tak leciał nad boiskiem, wszystko zdawało się rozpływać. Cała pewność siebie ulatywała, a on nie miał siły by się z tego dźwignąć. Mimo, iż szło mu całkiem nieźle, to wciąż na pierwszy plan cisnęła się awantura ze Sparks i sytuacja, która miała miejsce przed chwilą w szatni. Elsa, Kat... na Merlina, te baby go wykańczają. Autentycznie miał już tego wszystkiego dosyć. Zamyślił się nad tym do tego stopnia, iż niemal wleciał w obręcz. Ale to nieważne. Musiał się skupić na rzucaniu kaflem.
Podawali go do siebie, ale żaden nie mógł trafić. Kiedy Jack sam się wreszcie zamachnął to... znów spudłował. Przeklął pod nosem, czując narastające w nim zirytowanie. Po co to wszystko, te całe katusze, skoro potem gra jak jakiś paralityk?! Nic mu nie wychodziło. A tak się starał. Nic dziwnego, że kiedy stanął nogami na ziemię, nie odzywając się do nikogo po prostu wrócił do szatni, a tam trzasnął miotłą z całej siły o podłogę. Nie muszę chyba dodawać, iż się połamała, prawda? Później zaś opuścił teren błoni, cały czas klnąc pod nosem i modląc się w duchu, aby ten dzień się wreszcie skończył. Ale i tak zaraz potem zaczął biegać.

3,1,1

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2613
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 757
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Mar 22 2014, 21:37

Wciąż jeszcze był słaby po przebytej groszopryszczce. Te kilka dni, które spędził podłączony do dziwnych rurek, przez które przelewały się najróżniejsze eliksiry, wsączając się w jego żyły, były jakimś koszmarem, z którego nie mógł się wybudzić. Zlewały się w jedno, jak roztopione gorączką bryłki czasu. Prawdę mówiąc miał wątpliwości, czy w ogóle powinien zjawiać się na boisku. Wciąż czuł się nieszczególnie, nie dowierzał swojemu ciału, swoim umiejętnościom. Nawet medytacja niewiele dawała, bo rzeczą, której najbardziej potrzebował, by wrócić do siebie, był czas. A akurat tego nie miał do dyspozycji.
Drużyna w niego wierzyła, a mimo że szło mu całkiem nieźle, nie czuł się pewnie w powietrzu. Był dziwnie rozkojarzony, ale mimo to udało mu się wyminąć dwóch ścigających, kręcących się niebezpiecznie blisko obręczy. Gorzej było, kiedy sam prawie na nie wpadł, bo jego miotła nagle zaczęła brykać i szaleć, odmawiając posłuszeństwa i robiąc wszystko, by zrzucić go na ziemię. Zaklął pod nosem, próbując nad nią zapanować, ale w tym czasie ścigający mieli doskonałą okazję, by zdobyć kilka punktów. A on mógł tylko bezradnie na to patrzeć, walcząc ze swoją miotłą i czując, jak ogarnia go gniew. Gniew, nad którym nie mógł zapanować. Po zakończonym treningu zeskoczył z miotły, zarzucił ją sobie na ramię, zaciskając palce na rączce tak mocno, jakby chciał ją połamać, i nie odzywając się do nikogo, ruszył w stronę szatni, gryząc wargi niemalże do krwi i zastanawiając się, czy lepiej wyładować złość podczas samotnego wypadu do lasu, czy też oddać się medytacji. Chyba jednak ta pierwsza opcja była lepsza.

3, 1

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Mar 23 2014, 16:42

Już nie mieli czym mu dupy zawracać tylko treningiem z tą bandą zapatrzonych w siebie gówniarzy, nie wiedzących nawet, w jaki sposób należy trzymać miotłę. I to oni mieli reprezentować Hogwart podczas finałów? I na dodatek część z nich wykonać misję, którą miał zamiar im powierzyć? Patrząc na nich miał ochotę po prostu rzucić w nich wszystkich Avadą i samemu zająć się całą sprawą.
Mieli zbyt duże mniemanie o sobie, sądzili że są dobrymi graczami qudditcha, podczas gdy on sam mógł ich pokonać w ciągu pięciu minut, pozostając bez szwanku. Omiótł całą tę zgraję spojrzeniem, od którego mogliby się zapaść pod ziemię. Nie byli godni, by tu stać, ale nie mieli zbyt wielkiego wyboru. On sam również nie miał, ponieważ nie znajdzie już lepszych. Cóż za los go tak pokarał?
Machnął różdżką w stronę wielkiego kufra, stojącego obok zgrai zawodników i przywołał leżące na nich kije pałkarzy. Opadły na zabłoconą powierzchnię boiska tuż przed uczniami.
- Weźcie kije i wsiadajcie na miotły – polecił im głośno, nie spuszczając z nich wzroku, a gdy wykonali polecenie, dodał dalszy ciąg zadania: – Dziś poćwiczycie szybkość i odporność na ból. Dostaliście kij, ale możecie go użyć tylko RAZ, by pokonać swojego tłuczka. Potem macie wybór – uciec mu lub dać się zrzucić z miotły.
Był wściekły. Gdyby nie to, że nie mógł ich pozabijać, kazałby im wisieć w bezruchu i pozwolić piekielnym piłkom, by okładały ich bez litości. Ale dyrektor znów miałby coś do powiedzenia w tej sprawie i był zmuszony wymyślać poprawne treningi.
- MOŻECIE ZACZYNAĆ – krzyknął i ponownie machnął różdżką, by otworzyć kufer, z którego wyskoczyły tłuczki – po jednym dla każdego.

I teraz rzucacie dwiema kostkami, by dowiedzieć się, jak Wam poszło z tłuczkami.

PIERWSZA
1, 6 – Brawo! Jesteś mistrzem. Odbiłeś tłuczek na tyle mocno, że masz z nim spokój na jakiś czas.
2, 5 – Odbiłeś tłuczek bezbłędnie, aczkolwiek trafiłeś w kolegę/koleżankę z drużyny (osoba, która pisała przed Tobą) i chyba zrobiłeś mu tym krzywdę. Módl się, by potem się na Tobie nie mściła.
3, 4 – Nie udało Ci się trafić w piłkę, więc oberwałeś w ramię. Coś chrupnęło i najwyraźniej będziesz musiał odwiedzić skrzydło szpitalne, bo bez pomocy pielęgniarki się nie obędzie. Ból nie pozwala Ci dostatecznie szybko uwolnić się od złośliwej piłki.

DRUGA
1, 6 – Tłuczek uderzył Cię w bok, niemal zrzucając z miotły. Zdołałeś jednak utrzymać się jedną ręką i teraz starasz się wsiąść na nią z powrotem. W tym przypadku rzucasz jeszcze raz kostką. Parzysta mówi, że udało Ci się z powrotem wskoczyć na miotłę, nieparzysta – niestety, spadłeś.
2, 4 – Udało Ci się uciekać przed tłuczkiem bez najmniejszego nawet szwanku, dzięki czemu jesteś cały i zdrów (no chyba że oberwałeś od niej wcześniej).
3, 5 – Tłuczek ściga Cię zaciekle, ale udaje Ci się przed nim uciec, choć tak bardzo się w niego zapatrzyłeś, że zderzasz się z osobą, która pisała post przed Tobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5579
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2620
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Mar 23 2014, 17:05

No i oto naszedł czas na kolejny trening. Nie żeby był zdziwiony, wszak już niedługo były finały i Znikacze musieli spiąć się w sobie, aby dokonać tego na co tak długo pracowali i rozgromić te żałosne Reemy, które przecież nie były godne tego aby otrzymać Puchar. Co z tego, że grał u nich Stone? To już nie można poobrażać przeciwnika? Wrr. Ta myśl tylko go dodatkowo zirytowała, dlatego też gdy przybył już na boisko to raczej nie był w zbyt dobrym humorze. Boże, czy on ostatnio był zadowolony chociaż przez chwilę? Raczej wątpliwym było go zastać w tym stanie, ale no cóż, bywa. Kiedy zobaczył Farida to momentalnie przybrał na twarz wyraz uprzejmego zainteresowania. Nie czuł jakiejś większej potrzeby aby ukazywać mu jak bardzo jest na niego wściekły za jego pokrzykiwania i ogólną demotywację drużyny. Czuli napięcie już bez jego pierdolenia, więc…
Wsiadł na miotłę po wysłuchaniu instrukcji i od razu poczuł się lepiej wiedząc, że będą korzystali z kijów pałkarzy. Wszak był teraz w swoim żywiole, nieprawdaż?
Nie zawiódł trenera, oj nie. Odbił tłuczek bez najmniejszych problemów, a w dodatku z taką siłą, że przez dłuższą chwilę sunął leniwie w powietrzu, obserwując czujnie otoczenie. Tak jak się spodziewał, piłka, gdy już wróciła, zaczęła go zawzięcie ścigać, ale i tym razem nie dał się jej pokonać. Uciekł jej, aczkolwiek tak się zapatrzył, że chyba się z kimś zderzył. Nie zwracał jednak uwagi na to, kogo prawie zwalił z miotły, gdyż akurat zadanie się skończyło, a oni mogli wrócić do dormitoriów. Ślizgon nie zamierzał nie skorzystać z tej opcji i poszedł sobie, gdy tylko dostał taką możliwość.

[1, 5]

[zt]

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Mar 23 2014, 17:27

Kolejny trening! Bell miała nadzieję, że tym razem pójdzie jej lepiej, w końcu mecz zbliżał się wielkimi korkami. Kiedy usłyszała co dzisiaj mają robić dopadły ją pewne wątpliwości... bo jak kto tak uciekać przez tłuczkiem kiedy nie ma się pałki ani pałkarza który może cię obronić? Ale jakby nie patrzeć, zdarzyło się, że raz zamiast być ścigającą, musiała podczas meczu zająć pozycję pałkarza i nawet nieźle jej szło, więc chyba jakiś tam talent miała!
Ruszyła więc zaraz za ślizgonem, mocno trzymając kij. Kiedy nadleciał tłuczek, udało jej się go mocno odbić, ale ten poleciał prosto w chłopaka... Bell patrzyła na to przerażona  i to chyba głownie dlatego nie zauważyła, że tłuczek do niej wraca. Nie zdążyła mu umknąć, uderzył w bok tak mocno, że aż zleciała z miotły. Przez chwilę czuła tylko przerażenie. Ledwo złapała się miotły, a potem spojrzała w dół i pomyślała co by było gdyby teraz spadła. Ta myśl była świetną motywacją, żeby wdrapać się z powrotem na miotłę. Obolała po uderzeniu tłuczka, czym prędzej poleciała na ziemię.

zt. 5, 1, 4

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3382
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 932
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Mar 23 2014, 18:00

Dopiero co pozbierała się po poprzednim treningu, a teraz nadszedł czas na następny? Świetnie... W każdym razie liczyła na to, że tym razem nie oberwie i nie będzie musiała znów iść do Munga, w końcu dopiero co naprawili jej żebra. Przybyła na boisko i gdy usłyszała co będą dziś robić westchnęła ze zrezygnowaniem. Znów tłuczki. Mając już kij wsiadła na miotłę i wzbiła się w powietrze. Kiedy zauważyła tłuczek lecący w jej kierunku odbiła go bez problemu, niestety trafił on w Bell, oj będzie bolało. Cóż trening to trening trzeba się liczyć z tym, że coś może się przydarzyć. Nawet nie zauważyła kiedy to następna piłka trafiła ją w bok, znów była bliska tego aby spaść z miotły. Przez chwilę wisiała trzymając się jej jedną ręką lecz po chwili udało jej się na nią wsiąść. Co prawda bok trochę ją bolał, ale po kilku minutach wszystko było w porządku. Wow, pierwszy trening bez jakiegoś urazu. Widocznie pobyt w szpitalu wyszedł jej na dobre. Po wszystkim odeszła bez słowa.

5,6,6
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Mar 24 2014, 15:51

Zdecydowanie nie był to dzień Chapman'a, oj nie. Wszystko od samego rana go rozpraszało. Nie miał ochoty pojawiać się na treningu, jednak stwierdził, że jako kapitan drużyny musi dać dobry przykład swojej drużynie. To, jaki poziom pokazał na dzisiejszym treningu, to już całkiem odrębna sprawa. Oczywiście na początek wysłuchał marudzenia Farid'a, który nigdy nie przepuścił okazji, żeby ponarzekać na to, jak bardzo są beznadziejni. Czasami w głowie Tanner'a rodziło się pytanie - po co do cholery brał się za trenowanie Znikaczy, skoro, jak widać, nie sprawiało mu to żadnej przyjemności? Westchnął ciężko, wskakując na miotłę i odbijając się od ziemi. Chciał, żeby ten trening skończył się jak najszybciej.
No i oczywiście nie przeliczył się, skończył się całkiem szybko, przynajmniej dla niego. Na początku szło mu całkiem nieźle. Udało mu się odbić tłuczek w taki sposób, że sam był zaskoczony, że coś takiego potrafi. Niestety, jego szczęście nie trwało zbyt długo, bo zobaczył, w którą stronę poleciała mordercza piłka. Trafiła ona prosto w Julię, która zręcznie zrobiła unik, na szczęście. Machnął do niej przepraszająco, krzywiąc się pod nosem ze swej niezdarności. Unikanie tłuczka nie szło mu już tak dobrze. W pewnym momencie poczuł ostre ból w prawym boku i nie wiedząc jakim cudem znalazła się w pozycji wiszącej, trzymając się miotły tylko prawą ręką. Nie dość, że wszystko go bolało, to jeszcze szykował się upadek z dość sporej wysokości. Próbował kilka razy złapać się miotły drugą ręką i na nią wskoczyć, jednak nie bardzo mu to wyszło. Spadł z miotły, a co stało się dalej, nie pamięta. Pewnie wylądował w Skrzydle Szpitalnym. Ciekawe czy rana zagoi się do meczu Quidditch'a?

(kosteczki: 5, 6, 5)
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 39
  Liczba postów : 392
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Mar 24 2014, 18:11

Kolejny trening, kolejna okazja do zaprezentowania się z jak najgorszej strony. Miała wrażenie, że celem trenera nie jest wyćwiczenie zawodników i doprowadzenie ich do szczytu formy, a pozabijanie na tym cholernym boisku. Ewentualnie zadanie dotkliwych kontuzji. Nie wiedziała, jakim cudem podobne zabiegi mają niby pomóc w wygraniu mistrzostw, ale yolo, przecież byli tylko słabymi, niezdyscyplinowanymi dzieciakami. No w oczach Farida na pewno!
Wytrzymała to mordercze, profesorskie spojrzenie, zaciskając zęby. Może powinna odpuścić sobie ten trening i zostać w łóżku, obleczona w ciepłą, przyjemną dla ciała pościel, z ciszą wokół, którą co jakiś czas zakłócałoby tylko mruczenie zadowolonego z drapania za uszami kocura? Oszczędziłaby sobie upokorzeń i beznadziejnego rozczarowania swoją własną grą. Tak, trzeba było zostać. Aczkolwiek już było za późno. Skoro tu przyszła i pokazała swoją pseudo gotowość, niehonorowym czynem byłoby wycofanie się. Westchnęła więc, próbując się wewnętrznie zmotywować. I doszła do wniosku, że może nie będzie wcale tak tragicznie. Szybkość i odporność na ból? To pierwsze zwykle wychodziło jej bardzo dobrze, a drugie jeszcze lepiej. Bo co, jak co, ale ból naprawdę potrafiła godnie znosić. Wykonała więc polecenie trenera, biorąc kij i wsiadając na miotłę. Lada chwila odbiła się od ziemi i pozostało czekać na uwolnienie tłuczków. Nie trwało to długo. W zaledwie minutę rozpoczęło się piekło. Wszędzie latały piłki, mające zamiar jak najbardziej poturbować zawodników. Neva nie była pałkarzem, więc odbicie tłuczka poszło jej dość niefortunnie, przy czym ramię dziewczyny mocno ucierpiało. Straciła trochę na szybkości, ale mimo autentycznego cierpienia nie dała zbić się z tropu i zwalić z miotły, nie mogła na to pozwolić. Zacisnęła ręce mocniej na miotle i pochyliła się, umykając morderczej piłce. Zwodziła ją całkiem sprawnie, więc niedługo dała jej spokój. Przynajmniej to jej wyszło, cieszmy się i radujmy! Skończyła swoje zadanie, lądując na ziemi. Ramię cholernie jej dokuczało, ale nie chciała, by Farid miał satysfakcję, więc zacisnęła pięści i z dumą, bez ani śladu cierpienia na twarzy, opuściła boisko, pilnując, by choćby malutki jęk nie wydobył się z jej ust. I udało się.

4,4 z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Mar 25 2014, 16:06

5, 2

Może D'Angelo powinna chować do Sharida urazę za to jak perfidnie ją spławił przy okazji planowania prywatnego treningu, ale nic, nawet duma, nie mogła jej stanąć oporem, jeśli chodziło o sumienne zjawianie się na każdym treningu Quidditcha. D'Angelo wyszła na boisko, obserwując w uwadze wszystkich zebranych. Jak nigdy, nie spóźniała się wcale, a wręcz zawsze była przed czasem, ostatnio wszędzie zjawiała się na styki, albo lekko spóźniona. Tym razem nawet nie spojrzała na zegarek, nie chcąc się wkurzać. Zresztą, ten zostawiła i tak w szatni. W sportowym stroju, z motywacją do działania stanęła razem ze wszystkimi. Jeszcze za nim nauczyciel zdradził im ich zadanie, spróbowała do niego podejść; być może spróbować jeszcze wywrzeć jakąś presję w sprawie niedokończonej kwestii, zanim jednak zdążyła, mężczyzna wypuścił tłuczki. No pięknie... wygląda na to, że im szybciej się z nimi upora, tym szybciej zajmie się tym, po co jeszcze tu przyszła. Trudno powiedzieć, czy poczuła nagły przepływ mobilizacji po tym postanowieniu, czy po prostu jej indywidualne treningi przynosiły oczekiwane efekty. Tak czy inaczej, już w chwilę później najpierw udało jej się zgrabnie, bez większych problemów uciec przed tłuczkiem, a potem, odbić go, może nie równie brawurowo, bo w jakąś osobę, ale... skutecznie. Nawet nie sprawdziła kto padł jej ofiarą. Tyle, o ile zerknęła, cieszyła się, ze był to uczeń Slytherinu. Chwilę potem zeskoczyła z miotły, chcąc jeszcze złapać Farida nim profesor jej czmychnie. Problem w tym, że mężczyzna zrobił to jeszcze chyba zanim zdążyła pomyśleć, żeby go przechytrzyć.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 212
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Mar 25 2014, 16:15

To wszystko było totalnie bez sensu. Drużyna szła w rozsypkę, wszyscy byli zdecydowanie bardziej zainteresowani romansami i ćwiczeniami w łóżku, niż tymi na boisku. Ale pewnie, kto by się przejmował takimi drobiazgami jak rozgrywki, mecz... takie tam, nic nieznaczące drobiazgi, zważywszy na to, że część Reemów podobno chciała próbować się dostać do światowych drużyn. Chyba nie miał już siły do tych dzieciaków. On w ich wieku... No ale. Każdy robi, co uważa za słuszne, nie? Widocznie aż tak bardzo im nie zależy na wygranej, a szkoda, bo w głębi duszy uważał, że stać ich na wiele i gdyby tylko wzięli dupy w troki i skupili się na quidditchu, a nie na obściskiwaniu się po składzikach na miotły...
- Dobra, jazda na miotły i pokażcie, że jednak coś potraficie – burknął ze złością, mając nadzieję, że się na nich nie zawiedzie... - Macie za zadanie okrążyć boisko dwa razy, uchylać się przed jednym tłuczkiem, którego wypuszczę, i  jednocześnie podawać sobie kafel. Dzisiaj wszyscy gracie jako ścigający.

Rzucacie 2 kostkami:

PIERWSZA KOSTKA:

1,3 – masz jakieś niezwykłe szczęście, bo tłuczek omija cię szerokim łukiem. Nie wydaje się być tobą zainteresowany, więc swobodnie możesz podawać kolegom kafla.
2,5 – auć, niedobrze, nie zdążyłeś się uchylić i tłuczek trafił cię w bark. Masz wrażenie, że ktoś poraził cię w tym miejscu prądem i przez chwilę nie masz czucia w ręku, ale po chwili dochodzisz mniej więcej do siebie, chociaż przez najbliższy tydzień będziesz miał ogromnego siniaka.
4,6 – w ostatniej chwili zdołałeś się uchylić przed nadlatującym tłuczkiem, który dosłownie musnął twoje włosy, ale nie wyrządził ci żadnej krzywdy. To się nazywa refleks, możesz być z siebie dumny!

DRUGA KOSTKA:

1,5 – kafel wydaje się żyć własnym życiem – kiedy przyjmujesz podanie, wyślizguje ci się z rąk i leci ku ziemi. Oczywiście nurkujesz, żeby go złapać i nawet ci się to udaje, ale pomyśl, co by było, gdyby akurat tam przelatywał twój przeciwnik! Nie jesteś chyba w najlepszej formie, ale nie jest też tragicznie.
2,4 – jesteś dzisiaj królem boiska – podajesz i oddajesz kafla z taką łatwością, jakby sam lgnął do twoich rąk. Trener jest wyraźnie zadowolony, a ty wręcz promieniejesz z dumy. Miejmy nadzieję, że podczas meczu pokażesz klasę!
3,6 – dobrze ci idzie, do momentu, kiedy twój kolega wykonuje jakieś koszmarnie niezręczne podanie. Piłka przelatuje obok twojej głowy, ale nie jesteś w stanie jej złapać. Ktoś krzyczy „dziurawe ręce”, ale to przecież nie twoja wina! No... może trochę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 70
  Liczba postów : 228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5606-cameron-bendix-weatherly
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5620-cam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5663-cameron
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7827-cameron-bendix-weatherly




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Mar 25 2014, 19:14

Kolejny trening, na którym można było dostrzec Camerona. Kompletnie miał gdzieś, co o nim sądził trener. No dobra, może tak przynajmniej sobie wmawiał. Bo w końcu przychodził na treningi tylko dla siebie i drużyny? Podciągnął rękawy ciepłej bluzy i udał się w stronę boiska. Nie wiedział ile jeszcze zaliczą treningów przed ostatecznym meczem. Oby jak najwięcej! Przynajmniej miałby się czym konstruktywnym zająć, a nie zwijał z nudy w okolicach Hogwartu. Wszystko ucichło i towarzystwo jakby spotulniało. Problemy z niechcianą przyszłą panią Weatherly też odeszły w niepamięć. Cam obawiał się, że ten spokój to tylko cisza przed burzą. W szatni przebrał się w wygodniejszy strój i  znów z miotłą w ręku poczłapał ku trenerowi. Ten jak zawsze uroczy i we wspaniałym nastroju. Pokiwał tylko głową słysząc polecenie, choć tak naprawdę miał ochotę przeklnąć. Ścigającymi? Po jasną cholerę miał ćwiczyć na nie swojej pozycji? Rozumiał rezerwowych, ale on? Jasne, pewnie było w tym ukryte jakieś genialne ćwiczenie. Z wyrazem godnym pokerzysty wsiadł na swoją miotełkę i poszybował ku niebu. Latał sobie z innymi, gdy nagle dostrzegł pędzącego w jego kierunku tłuczka. W ostatniej chwili zdołał uchylić się przed tym cholerstwem. Połowa drogi za nim; cały i zdrowy, mógł być z siebie dumny. Nie raz i nie dwa dostał tłuczkiem i naprawdę cieszył się, że nie będzie musiał dzisiejszego wieczoru obkładać się gdzieś kompresami na obolałe miejsce. Nie był przyzwyczajony do gry na tej pozycji, ciągłej pogoni za kaflem. Na szczęście w meczu nie zamierzał latać jako ścigający, niech robią to inni wybrani.
Cameronowi dobrze szło, do czasu, kiedy kolega z drużyny nie wykonał dziwacznego i okropnie niezręcznego podania. Kafel przeleciał obok głowy Weatherly tak, że nie był w stanie go przechwycić. Posłał mu lodowate spojrzenie, które miało uzmysłowić mu jakim to wielkim jest kretynem i sierotą życiową. Przecież Cameron nie zamierzał myśleć, że w tym podaniu znalazł się i też jego błąd. Na jakiś cichy okrzyk "dziurawe ręce'' odrzucił tylko pełne miłości "kurwa, żebym ja Ci twoich nie podziurawił". Tyle pozytywnych uczuć, kto by przypuszczał! Po zakończeniu treningu wrócił do szatni doprowadzić się do ładu, by potem udac się w sobie tylko znanym kierunku.

4,6

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Mar 25 2014, 20:15

W końcu nadszedł ten pamiętny dzień, kiedy Cesaire postawił nogę na boisku, by wziąć udział w treningu swojej drużyny. Do przewidzenia było to, że Limier zrówna go z ziemią, w końcu już w ferie wysyłał mu listy z pogróżkami, jednak to nie było tak, że Weatherly skupił się zupełnie na czymś innym i bez reszty dał się pochłonąć rozrywkom, zapominając o prawdziwym celu przyjazdu do Hogwartu i o swoich obowiązkach względem Riverside. Trenował i to trenował nie mało, po prostu był raczej typem indywidualisty, średnio wierzącego w cudowne metody dydaktyczne wszelkich trenerów. Swoje umiejętności szkolił w miarę możliwości samodzielnie, ewentualnie z wybranymi osobami, dopiero w razie konieczności udając się na masowy trening, by poznać taktykę, zaliczyć obecność, ugłaskać wszystkich tych, których bulwersowało jego podejście i pokazać, że umie coś więcej, niż tylko zajmować się nieszczęśliwymi byłymi/obecnymi/przyszłymi dziewczynami ziomków z jego drużyny! Najwidoczniej wybrał zły dzień na ujawnienie swojej aktywności, bo Lazare ciskał się, jakby go osa w tyłek ugryzła, ale cóż, najwyraźniej ich trener im bliżej ostatecznych rozgrywek, tym gorzej znosił presję! Cezar pokiwał swoją piękną główką, gdy otrzymali polecenia i wskoczył na miotłę, by czym prędzej wykonać zadanie i wrócić do swojego planu dnia. Ku jego uciesze, tłuczek wyjątkowo nie miał ochoty urwać mu głowy ani żadnej kończyny, więc mógł spokojnie rzucać kaflem w trakcie lotu. Niestety jego humor trochę się popsuł, gdy jeden z biorących udział w treningu najbardziej niezdarnych zawodników świata  źle wykonał rzut, a uciekający już myślami do innych spraw Cezar, nie zauważył, że musi się w odpowiednim momencie przemieścić, w wyniku czego kafel przeleciał centralnie obok jego głowy. Dziurawe ręce? Przecież ślepy by prędzej trafił w dziurawy płot niż ten pajac, co podawał kafel. Weatherly zacisnął mocno szczęki, nie zniżając się do poziomu komentowania tego absurdu, po czym jak najszybciej zakończył tę farsę, zwaną treningiem i opuścił boisko. Tak, zdecydowanie był fanem indywidualnych treningów.

3,3
zt!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Niagara Falls, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 91
Dodatkowo : Wilkołactwo
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5544-estelle-moliere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7438-fasolki-wszystkich-smakow-nr2#209349
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5546-silke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7764-estelle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Mar 25 2014, 21:47

Wszystkiego można było  się spodziewać po Pannie Molière ale na pewno nie tego, że ruszy swój szanowny tyłek i przywlecze go na murawę boiska.  To było tak samo nie prawdopodobne jak to, że w jednym miejscu i o jednym czasie spotka dwóch braci Weatherly na raz, bo ile do tego pierwszego nie miała nawet żadnych za strzeżeń, tak temu drugiemu przydało by się porządnie oberwać tłuczkiem. I nie było by jej z tym źle, gdyby ona się do tego przyczyniła.  Swoją drogą to  dziwne ile w tej nie pozornej dziewczynie było złości i agresji oraz skłonności do robienia komuś krzywdy, ale cóż nie można było jej tego mieć za złe.  Po za tym chyba Percy byłby jej nie zwykle wdzięczny, gdy zdobyła się na taki czyn w jego imienia. Ale wrócimy jednak do tego, że zjawiła się na treningu, po takim długim czasie nieobecności. Doszła w końcu do wniosku, że nie można wiecznie uciekać, bać się, żyć na krawędzi, z dala od wszystkiego. Faktycznie, ostatnio nie miała łatwo, ale do cholery, ile można ??!!.
Jeśli ona czegoś w sobie nie zmieni, nikt inny jej nie pomorze, a jest już za dużo na to, aby głaskać ją potulnie po główce i mówić, że będzie dobrze. Oczywiście, że będzie  - Dobrze, ale najpierw to ona musi chcieć, by tak było. Tego dnia, gdy wróciła z Percym do Hogwartu, pojawiła się wraz z nim, wola i siła, aby dalej żyć i co więcej, żyć jak najlepiej...się da.  Co do niego samego, postanowiła, że będzie tak jak dawniej, zostaną przyjaciółmi i razem będą szaleć i zdobywać Hogwart.. A, było co.
Nie chciała, aby nie odzywali się do siebie i nie mogli ze sobą przebywać, to było dziwne nienaturalne, a jej zdaniem, najlepsze co w tej chwili mogła zrobić to przestać o tym myśleć i skupić się na czymś innym. A trening wydał jej się całkowicie odpowiedni. Choć nie ukrywała przed samą sobą,  że trochę się obawiała dzisiejszego treningu, ale zupełnie nie musiała, bo gdy tylko oderwała się stopami od ziemi i poczuła znajomy pęd oraz świst wiatru, wydawało jej się jakby znowu stała się małą dziewczynką, wolną i beztroską. I z wielkim uśmiechem na ustach, poszybowała w górę.  Och jak dawno się tak nie czuła. Przecież kochała latać, dlaczego dopiero teraz się na to zdecydowała. Nie mogła z tej radości wytrzymać, aby trochę się nie popisywać i nie porobić jakiś szaleńczych akrobacji oraz krótkich i zwinnych zwrotów.
Nawet może trochę przesadzała, jednak dziewczyna nie zwracała na to uwagi, była całkowicie pochłonięta lotem. Nawet pozwoliła sobie na wykonanie  fantastycznego ominięcia tłuczka, co było całkowicie, genialne.. i  cudowne..., mogła być z siebie bardzo dumna, a tak się bała, że straciła formę, a tu taka niespodzianka....
Z tej radości jednak nie udało się  jej się złapać kafla, ale to przecież nie była jej winna, że inni rzucać nie potrafią, a Weatherly już na pewno.
Zachowywał się prawie tak samo jak baba w trakcie okresu, co za palant !!!..



4,6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Ottawa, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 77
Dodatkowo : animagia (nietoperz)
  Liczba postów : 159
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7735-lotte-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7740-lotte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7741-hera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7743-lotte-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Mar 25 2014, 22:54

Szczerze mówiąc, Lotce nie za bardzo nie chciało się przyjść na trening, ale zmobilizowała swoje cztery litery i powlokła się na boisko. Uznała, że skoro przyjechała tu, aż z Kanady powinna się chociaż pokazać. Wychodziła jednak z założenia, że skoro gra w rezerwie nie musi się aż tak bardzo przykładać, jak ci ze składu podstawowego.
Nie mniej jednak wkroczyła na boisko z postanowieniem, że będzie za bardzo się przemęczać. Nie chciała się przemęczać, ani też zostać kontuzjowaną. Byłoby to jej w nie smak.
Dosiadła swojej miotły i wzbiła się w powietrze.
Od podmuchu wiatru na twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Chociaż nie mówiła tego nikomu, bardzo lubiła ten moment, gdy wiatr szumiał jej w uszach i sprawiał, że chociaż na chwilę mogła się oderwać od ziemi. Jednak to nic w porównaniu z uczuciem, gdy unosi się na własnych skrzydłach.
Trening się zaczął i Lotka skierowała swoją miotłę w stronę słupków bramkowych. W rezerwie robiła za obrońcę, co uważała za dosyć paskudną fuchę. Jeśli się przegra to zawsze wina spadała na obrońcę, że za dużo bramek nie obronił. A po części winny też jest ścigający, że nie złapał na czas.
W każdym razie Lotte skoro się zjawiła postanowiła jakoś to wykorzystać. A nuż przyczyni się kiedyś od wygranej własnej drużyny?
Krążyła wokół bramek już jakiś czas, gdy nagle zobaczyła szybko zbliżający się w jej kierunku tłuczek. Nie uśmiechało jej się nim dostać. W ostatniej chwili zdążyła zrobić unik. Piłka dosłownie minęła ją o włos.
Lotte musiała przyznać, że chociaż nie chciało jej się przyjść, była dzisiaj w znakomitej formie. Nie wpuszczała bramek. Przechwytywała wszystkie piłki.
W końcu trening dobiegł końca.
Lotte wylądowała i poczłapała do szatni.

4, 2
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Mar 26 2014, 00:03

Jeden trening za drugim. Jemu to nie przeszkadzało, bo wciąż sam ćwiczył. Starał się utrzymać lepszą kondycję i serio, błagał niebiosa w myślach, aby pozwolono mu się wreszcie wykazać. Bo ostatnim razem poszło mu tragicznie. Co spowodowało to, iż jeszcze więcej czasu poświęcił na treningi. Przerywał je tylko na potrzeby fizjologiczne i na krótki sen. Musiał być najlepszy. Ta chora ambicja zaprowadzała go na kres wytrzymałości, ale nie mógł się poddać. Musiał wszystkim pokazać na co go stać. Że nie jest żadną ciotą, frajerem czy czymkolwiek takim. A już na pewno nie łamagą. Wciąż był w całkiem niezłym nastroju, bo chwilowo jeszcze nikt go nie karmił cruciatusem, jak miło! W każdym razie tradycyjnie zawitał do szatni, gdzie się przebrał, chwycił miotłę a potem wypadł na boisko.
Wysłuchał tego, co mówił trener, po czym wzbił się w powietrze. Dziś mieli nie dać się zabić tłuczkowi. Świetnie. Zatem to postanowił zrobić. Jeden omal go nie trafił, normalnie Jack czuł, jak gdyby ten musnął jego włosy. Aż serce mu na moment stanęło, ale mimo to nie poddawał się. Bo potem przyszło do tego, co potrafił najlepiej - wymiana kafla. Szło mu rewelacyjnie, co z pewnością Limier zauważył! A i Reyes czuł się bardziej podbudowany. Świetnie mu dziś poszło. NARESZCIE.

4,4
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Mar 26 2014, 19:14

Percy był podbudowany obecnością tylu osób na treningu. Może chociaż tym razem trener nie zmiesza go z błotem tylko dlatego, że reszta drużyny nie brała finału dostatecznie poważnie i nie raczyła się zjawić na boisku. Tym razem było inaczej i prawdopodobnie miałby nawet niezły humor, gdyby nie to, że zobaczył Cezara.
Nie, tak nie mogło być, nie mógł grać w jednej drużynie z kimś, na czyj widok odkrywał w sobie jakąś atawistyczną wręcz żądzę mordu. Chciał podlecieć do niego i przywalić mu w pysk, rozwiązać to wszystko w jakiś jasny sposób, wyładować swoją wściekłość... ale boisko nie było odpowiednim miejscem na porachunki. Koniec końców mogliby obaj wylecieć. Zacisnął więc zęby i skupił się na locie. Pomachał do Stelli, ale nie poczuł się szczególnie podniesiony na duchu, bo obecność Cezara paliła go żywym ogniem, nienawiść odbierała zdolność racjonalnego myślenia.
Miał szczęście, bo tym razem tłuczek zdawał się go celowo unikać, dając pole do manewru. Przejął kafel i już, już sądził, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, kiedy z naprzeciwka nadleciał Cezar. Percy miał wrażenie, że na jego twarzy maluje się szyderczy uśmieszek, ale być może była to tylko jego wyobraźnia. Zdenerwowany, nawet nie zauważył, że kafel wyślizgnął mu się z rąk i poszybował w dół. Zaklął i zanurkował za nim, zdążył złapać piłkę kilka metrów nad ziemią, ale niewątpliwie nie był to najlepszy występ jego życia.
Rozzłoszczony zszedł z boiska, nie odzywając się do nikogo. Potrzebował czasu.


1,1

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Montreal/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7376-sunny-m-grimes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9197-dawno-dawno-temu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7378-sunny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7379-sunny-m-grimes




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Mar 26 2014, 20:27

Jak to nikt się nie skupiał na treningach? A Sunny? Dla niej były swoistą odskocznią od tego, co działo się w jej życiu i siedziało w głowie. Dzięki nim mogła się wyżyć i jako tako zacząć ogarniać. Gdyby tylko się dało, pewnie spędziłaby na miotle resztę swojego życia. Nie chciała schodzić na ziemię, ot co! I miała ogromne nadzieje na to, że jej się poszczęści i po ukończeniu szkoły przyjmą ją do jakiejś znakomitej drużyny, by mogła ukazać swój talent i godnie reprezentować coś lepszego niż Reemy. Nie twierdziła, że byli źli – rozgromili Kraby, rozgromią i Hogwart. Po prostu brakowało im samodyscypliny i skupienia, a to największy błąd dla drużyny.
Wsiadła na miotłę i wzbiła się w powietrze, czując znany od dawna powiew wiatru we włosach. Od razu zrobiło jej się cieplej, choć dzień nie należał do najsłoneczniejszych. Choć przez chwilę mogła nie przejmować się zupełnie niczym poza tłuczkami, które zgrabnie omijała do momentu ostatniego, najbardziej upartego, który zaczął ścigać ją jak opętany, a Sunny żałowała jedynie, że nie miała w ręku jakiegoś kija, którym mogłaby go odbić. I posłać na przykład w Folletta. W ostatniej chwili zdołała jednak wykręcić tak, by wykonać dziwny zwis na miotle i uwolnić się od złośliwej piłki. Nie zdołała jednak złapać przez to kafla, który przeleciał jej przez ręce. Ktoś wrzasnął „dziurawe ręce”, a ona miała wielką ochotę skopać temu komuś tyłek, bo jednak pomimo tego, jak czuła się na boisku, zła energia nie opuszczała jej ani na sekundę.

z.t

4,3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Mar 27 2014, 14:30

Od dłuższego czasu wszystko było nie tak, jak powinno, poczynając od zbyt wysokiej wilgotności powietrza, a kończąc na niezbyt miłych dla Richelieu wydarzeniach z końca ferii, ale o tym już niebawem, bo będzie to temat do rozwinięcia w innych okolicznościach! Abstrahując od wszystkich przeciwności losu, finały rozgrywek zbliżały się wielkimi krokami, dlatego praktycznie jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiła Madison po opóźnionym powrocie z Kanady, było pójście na trening, taki z niej pilny Junior! Wbiegła na boisko akurat w momencie, w którym Lazar wydawał polecenia, dlatego wskoczyła szybko na miotłę, trochę oddychając z ulgą z powodu tego, że nie musi prowadzić żadnych rozmów z obecnymi tu ludźmi, do czego też nie miała zupełnie głowy. Całe szczęście, że dzisiaj tłuczki nie uwzięły się na nią, tylko grzecznie atakowały innych, a Richelieu mogła się skoncentrować na locie i podawaniu kafla. Co prawda jako pałkarz powinna się bardziej skupić na zadaniach charakterystycznych dla tej pozycji w drużynie, ale przecież ćwiczenie szybkości i zręczności jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Tym bardziej, kiedy potrafiło się tak odciąć od wszelkich rozterek i przemyśleń, by całkowicie dać się pochłonąć treningowi, jak właśnie teraz postępowała Kanadyjka, która odbierała i podawała dalej kafla z taką precyzją i łatwością, jakby nigdy nie robiła nic innego! W krótkim czasie poczuła się zdecydowanie lepiej, jakby z jej głowy uleciały wszelkie nieprzyjemne myśli i nawet pozwoliła sobie na uśmiech triumfu, kiedy w trakcie jednego z okrążeń zauważyła, jak Limier kiwa głową z aprobatą. Gdy tylko skończyli trening, wylądowała gładko niczym prawdziwa królowa boiska, którą dzisiaj oczywiście była i szybko opuściła błonia, zbywając wszystkich monosylabami i kierując się do swojego mieszkania. Może trening szedł jej dobrze, ale to zdecydowanie nie był dzień na uspołecznianie się.

1, 4
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Mar 27 2014, 21:36

Trening dla obu drużyn!


Czy któreś z was potrafi wyobrazić sobie lepsze warunki na trening? Słońce jasno świeci, a na niebie nie ma nawet jednej chmurki. Owiewa was też delikatna bryza, przesycona zapachem kwiatów, a potem… potem ostry blask słoneczka sprawia, że się budzicie i stwierdzacie, że trening już za dwadzieścia minut. Spokojnie! To wystarczająco dużo czasu na to aby się ubrać, względnie ogarnąć i chwytając grzankę w biegu zbiec na boisko, gdzie miał się odbywać trening. Trener nie spogląda na Ciebie z aprobatą, ale nie komentuje w żaden sposób Twojego brawurowego przybycia i nakazuje dołączyć do innych, również spóźnionych. Przerzucasz nogę przez swój latający kij i czujesz jak pojedyncze krople deszczu spadają Ci na ramiona. Zdaje się, że o dobrej pogodzie nadal możesz marzyć jedynie w snach.

Na początek rozgrzewka. Rzucacie czterma kostkami. Pierwsza odpowiada za waszą szybkość, a druga za zwrotność podczas robienia kółek wokół boiska, a kolejne rozpisane są nieco niżej.  Macie za zadanie trzy razy okrążyć boisko, unikając słupków, które będą pojawiać się wam na drodze, a potem wylądować i czekać na dalsze instrukcje.

Szybkość:
1, 5 - To najwyraźniej Twój szczęśliwy dzień. Szybkość jaką osiągnąłeś jest więcej niż zadowalająca i w mig zostawiłeś wszystkich w tyle.
2, 3 - Och, nie idzie Ci najgorzej, ale też nie przodujesz. Może powinieneś się trochę bardziej postarać?
4, 6 - Katastrofa! Miałeś problemy z odbiciem się od ziemi, nie mówiąc już o tym, że wleczesz się straszliwie. Może chociaż postarasz się bardziej przy wymijaniu słupków?

Zwrotność:
1, 5 - Woops! Było naprawdę blisko! Zapatrzyłeś się na przebijające się przez gęste chmury promienie słońca i niemalże zderzyłeś się z przeszkodą. Zreflektowałeś się jednak na tyle szybko, aby jedynie lekko uderzyć w nań stopą. Skup się! Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia.
2, 3 - Łup! Delikatny, lekko chłodny wiatr pieścił Cię po twarzy, rozwiewając w zabawny sposób włosy, a gdy wyciągałeś już rękę żeby je przygładzić, uderzyłeś w słupek z taką siłą, że aż zaparło Ci dech. Całe szczęście utrzymałeś się na miotle i poleciałeś dalej, a trener, nieco zaniepokojony kiwnął głową z uznaniem. Mimo wszystko nie ośmieszyłeś się całkowicie.
4, 6 - Idzie Ci wspaniale. Byłeś tak zwinny jak jeszcze nigdy dotąd i unikałeś słupków niczym zawodowy gracz Quidditcha. Błysk w oku trenera wyraźnie zdradzał kto jest aktualnie jego faworytem. Oby tak dalej!


~~~

Podzielcie się na grupy według pozycji jakie zajmujecie w drużynie i w oparciu o to wykonujcie dalsze instrukcje. Nie spotkacie się tutaj z niczym nowym, więc bez obaw!
Znaczenie przedostatniej kostki:

Ścigający:
Ustawiacie się w rządku i kolejno podlatujecie w stronę obręczy, starając się przerzucić kafel przez jedną z nich. Co jakiś czas coś pomiędzy nimi błyszczy. Najwyraźniej zostały zaczarowane w taki sposób aby nieco utrudnić wam zadanie.
1, 2 - Chwytasz pewnie piłkę i przelatujesz obok obręczy, rzucając w ich stronę bardzo pewny siebie. W końcu co to za sztuka trafić w nie, gdy nikt ich nie broni? Zaczynasz już zawracać, czując jak uśmiech wpływa Ci na twarz, kiedy nagle coś uderza Cię mocno w tył głowy, najwyraźniej nabijając ogromnego guza. Odwracasz się zdezorientowany, wyraźnie teraz spostrzegając migotliwy błysk obręczy. Dałeś się wykiwać, następnym razem nie lekceważ postawionego przed Tobą zadania.
3, 4 - Zbliżasz się powoli w stronę obręczy, nieco zdenerwowany. Nie wiesz, w którą stronę rzucić, więc w końcu wybierasz jakiś pierwszy lepszy kierunek. Nie jest trudno przewidzieć, że kafel z łatwością został obroniony. Następnym razem nie trać zimnej krwi!
5, 6 - Podlatujesz ostrożnie do obręczy i śledzisz uważnie wzrokiem migotliwe ruchy zaczarowanej mgiełki. Spoglądasz w stronę prawej obręczy i zamachujesz się, a gdy zaklęcie leniwie przesuwa się w przewidzianym przez Ciebie kierunku, wykonujesz zwód i bez problemu trafiasz w lewą obręcz.

Obrońca:
Twoim zadaniem jest obrona kafli, które wystrzeliwują z bliżej nieokreślonego kierunku, zapewne napędzane zaklęciem trenera. Nic skomplikowanego.
1, 2 - Byłeś gotowy do obrony, maksymalnie skoncentrowany i gotowy do obrony pierwszego kafla, kiedy to nagle do Twych myśli wdarły się śliczne różowe puffki… ŁUP! Siła, z jaką piłka uderzyła Cię w brzuch sprawiła, że musiałeś chwycić się jednej z obręczy. Pamiętaj, najważniejsza jest koncentracja!
3, 4 - Idzie Ci całkiem nieźle. Obroniłeś już połowę piłek, ale wtedy zacząłeś się rozpraszać, podniecony swoimi wynikami, co oczywiście poskutkowało tym, że następne były albo obronione w wyjątkowo głupi lub szczęśliwy sposób, albo trafiły w obręcze za Twoimi plecami.
5, 6 - Od samego początku szło Ci świetnie. Broniłeś nawet najlepsze strzały z dziecinną łatwością, a koledzy z drużyny mogli Ci tyko zazdrościć refleksu.

Szukający:
Nie sądzę, aby zdziwiło was to, że musicie łapać piłki, prawda? Małe piłeczki do tenisa będą miotane zaklęciami w stronę ziemi. Musicie zanurkować ku niej i oczywiście chwycić „znicza”.
1, 2 - Popędziłeś za swoją piłeczką, ale chyba zrobiłeś to zbyt entuzjastycznie. Oczywiście, nie można było Ci odmówić dobrego startu! Pikowałeś ku ziemi z zatrważającą szybkością, lecz gdy w końcu chwyciłeś znicza było już za późno. Rozbiłbyś się i najpewniej straszliwie połamał, gdyby nie interwencja trenera. Dzięki rzuconemu aresto momento udało Ci się uniknąć bliższego spotkania z trawnikiem.  
3, 4 - Podczas gonitwy za piłką, również nieco zbyt późno zacząłeś stabilizować swoją pozycję. Miałeś jednak na tyle dużo szczęścia lub umiejętności, że udało Ci się uniknąć przetrącenia rączek. Chwyciłeś więc piłeczkę, ale stopami musnąłeś murawę. Uważaj, bo następnym razem możesz zrobić sobie krzywdę!
5, 6 - Brawo, jesteś urodzonym szukającym! Bez najmniejszego problemu zanurkowałeś po piłeczkę, a potem poderwałeś miotłę do góry i wylądowałeś gładko na ziemi. Da się? Da!

Pałkarz:
Masz podobne zadanie do obrońcy, z tym, że musisz odbijać wystrzeliwane w Twoją stronę piłeczki tenisowe przy pomocy pałki, a cele stanowi magicznie zawieszona w powietrzu, ruchoma tarcza.
1, 2 - To zdecydowanie jest Twój zły dzień. Najpierw uskarżałeś się, że Twoja pałka jest źle wyważona, a potem zaczęło przeszkadzać Ci to, że deszcz moczy Twój strój treningowy. W związku z tym nie poszło Ci zbyt dobrze, a na dodatek wszystkie Twoje odbicia albo były pudłami, albo trafiały w zupełny skraj tarczy. Skup się, nie jesteś na pikniku!
3, 4 -  Nie szło Ci źle, wszak udało Ci się odbić mniej więcej połowę pędzących ku Tobie piłeczek. Z celnością bywało różnie, raz trafiałeś bezbłędnie, innym razem niekoniecznie. Staraj się dalej!
5, 6 - Naprawdę piękny pokaz celności! Wszystko poszło Ci jak z płatka, zarówno w kwestii trafienia pałką w piłkę, jak mi odpowiedniego wycelowania. Drużyna przeciwna nie ma szans!

~~~

Czas na najważniejszy trening, który określi czy faktycznie jesteście przygotowani do rozgrywek. Ostatnia kość służy do sprawdzenia jak poradziliście sobie podczas natarcia morderczych tłuczków.
Trener kazał wam kolejno występować na środek i wzbijać się w powietrze. Następnie mieliście uniknąć trzech nadlatujących tłuczków. Dość proste, bo się spodziewaliście, nieprawdaż? Zdaje się, że nie dla wszystkich…

1 - Pierwszy tłuczek? Żaden problem! Drugi tłuczek? Mały problem! Trzeci? Oj, było blisko, ale wyszedłeś z tej konkurencji bez szwanku.
2 - Och, to zdecydowanie nie był Twój najlepszy występ. Ledwie rozległ się gwizdek trenera i pierwszy tłuczek zatoczył koło by skierować się w Twoją stronę, straciłeś koncentrację. Piłka uderzyła Cię prosto w głowę i wręcz ścięła z miotły. Aresto momento uratowało Cię przed całkowitym połamaniem, a Twoja czaszka o dziwo pozostała cała. Jednakże tak huczy Ci w uszach, że nie potrafisz przez kilka chwil złapać równowagi.
3 - Świetnie! Poszło Ci wręcz rewelacyjnie. Nie miałeś najmniejszego problemu z uniknięciem któregokolwiek z tłuczków. Trener aż spuchł z dumy.
4 - Tak zawzięcie starałeś się uniknąć nadlatujących piłek, że straciłeś równowagę i zawisłeś widowiskowo na miotle, którą w ostatniej chwili chwyciłeś lewą ręką. Udało Ci się na nią wdrapać z powrotem, aczkolwiek chyba nadwyrężyłeś sobie nadgarstek. Lepiej udaj się do pielęgniarki.
5 - Zdaje się, że powinieneś dzisiaj zostać w łóżku. O ile pierwszego tłuczka uniknąłeś z łatwością, tak kolejny trafił Cię w brzuch. Momentalnie straciłeś oddech i zacząłeś spadać ku ziemi. Dzięki interwencji trenera uniknąłeś dalszych uszkodzeń, ale niestety złamałeś sobie dwa żebra. Lepiej udaj się z tym do pielęgniarki.
6 - Pierwsze dwa tłuczki nie stanowiły dla Ciebie najmniejszego problemu. Trzeci jednak postanowił spłatać Ci figla i uderzył Cię prosto w stopę. Udało Ci się utrzymać na miotle, ale nie było wątpliwości co do tego, że masz złamane kości śródstopia. Chyba ktoś będzie Ci musiał pomóc w dostaniu się do szpitala.

Zawieracie wszystko w jednym poście, a na końcu piszecie zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 23 ... 40  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-