IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 21 ... 40  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Australia, Cairns
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 121




Gracz






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Czw Maj 30 2013, 13:42

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha

Jest to duża powierzchnia o owalnym kształcie, rozmiarów około 55 na 152 metry. Po dwóch przeciwnych końcach, na polach bramkowych umieszczone są trzy tyczki, każda z obręczą na czubku, do których to wrzuca się kafla. Po środku znajduje się koło środkowe, skąd na początku meczu wypuszcza się piłki.
Odbywają się tu wszystkie rozgrywki Quidditcha między domami, a także treningi drużyn. Czasem uczniowie przychodzą sami, bądź większymi grupami by polatać sobie dla przyjemności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Paź 02 2013, 17:18

Wieczór był zimny i deszczowy. Zewsząd można było usłyszeć huki piorunów, a niebo cały czas rozjaśniały błyskawice, przecinając je pod każdym kątem. Amelia weszła szybkim krokiem na boisko Quidditcha. Dzisiaj miał odbyć się jej pierwszy mecz, no i oczywiście ma ogromną nadzieję, że nie ostatni. Szła, używając zaklęcia, którego nauczyła się ostatnio na Magii Żywiołów. Osłaniało ją doskonale przed deszczem i wiatrem, więc na boisko doszła sucha, z idealnie ułożoną blond czupryną. W jednej ręce trzymała różdżkę, w drugiej natomiast niosła miotłę i pałkę. Widowisko czas zacząć.
Gdy dostała list, w którym informowano ją o miejscu i godzinie spotkania, zdziwiła się, że będzie to tak późno. Godzina 23 to z pewnością nie jest dobry czas na opuszczanie zamku. Nie chciała nawet myśleć, co by się stało, gdyby jakiś nauczyciel ją tu przyłapał. Nie dość, że jest późno, to jeszcze bierze udział w nielegalnych zawodach. Jednak, kto nie ryzykuje, ten nie żyje, prawda? Uwielbiała ten zastrzyk adrenaliny, który dawało jej już samo wymykanie się z zamku. Jednak ostatnimi czasy stała się grzeczną dziewczynką, chodziła na wszystkie zajęcia, przestała imprezować, spać kładła się przed północą i zawsze była przygotowana do lekcji na następny dzień. Ten udział w zawodach był jej pierwszym wybrykiem od bardzo długiego czasu.
Rozejrzała się dookoła, jednak nie dostrzegła jeszcze swojego przeciwnika lub przeciwniczki. Sama nie wiedziała, z kim ma się tu spotkać, ponieważ wszystko było utrzymane w ogromnej tajemnicy. Podobało jej się to bardzo. Nie odczuwała stresu, jednak serce biło jej trochę mocniej. Czekała, czekała i czekała..
Postanowiła zacząć rozgrzewkę. Wzięła pałkę i jeden z tłuczków, leżących obok niej. Nie miała pojęcia skąd się tu wziął, jednak na coś się przydał. Zaczęła odbijać go prawą ręką. Po chwili wsiadła na miotłę, wzbiła się w powietrze i robiła kilka okrążeń nad stadionem, uśmiechając się lekko. Gdy czuła ten wiatr we włosach, jej serce stawało się lekkie, myśli czyste. Relaksowała się w ten sposób. Lot sprawiał, że czuła się naprawdę wolna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Paź 02 2013, 22:12

Riley Salinger szedł szybkim krokiem w stronę boiska do quiddicha, nie oglądając się na boki. Doskonale wiedział, że każdy cień wydawałby mu się nauczycielem czy pracownikiem, który zaraz wlepiłby mu szlaban. Szlaban to jeszcze nic, przeżyłby go, tak jak i ujemne punkty dla domu, ale wówczas z pojedynku byłyby nici, co na pewno splamiłoby jego honor, zwłaszcza, że w takim wypadku przeciwnik mógłby pomyśleć, że ten zwyczajnie się bał. Na szczęście nie napotkał nikogo na swojej drodze, nie licząc parki piątoklasistów, która była taka szalona, że śliniła się w kąciku i kiedy Salinger ich nakrył, oczy niemal wyszły im z orbit. Teraz zaś w jego oczach widać było zdeterminowanie; błyskały w nich jakieś dzikie ogniki, a sam on zachowywał kamienny wyraz twarzy. Przynajmniej próbował, bo wyszedł z tego bardziej grymas. Zresztą nic dziwnego, było cholernie zimno i ciemno, nikt nie byłby zadowolony, gdyby miał pojedynkować się w takich warunkach. W ręku niósł miotłę, swojego drużynowego nimbusa, a włosy miał rozwiane na wszystkie strony. No, bo na cholerę miałby je czesać, skoro zaraz i tak zmierzwi je wiatr?
Dotarł na miejsce zbiórki i stanął pod jedną z trybun, opierając się o nią. W powietrzu widział jakąś postać - czy to jego przeciwnik? Widocznie tak mu spieszno było do miotły, że wsiadł na nią jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku, a może zwyczajnie chciał popisać się swoimi umiejętnościami. Nieważne, niech lata, niech się zmęczy, będzie łatwiej go pokonać. Chociaż nie, to oznaczałoby pójście na łatwiznę, a przecież Riley Salinger nie chodzi na łatwiznę. Zresztą nieważne, zaraz się z nim rozprawi i będzie po wszystkim.
Te tajne zawody w bludgerze w ogóle były dla niego czymś niezwykłym, nie wiedział z kim będzie rywalizował, ani kto dokładnie bierze w nich udział. Gdyby jeszcze były legalne, to już w ogóle byłby zachwycony, jednak nie są i chyba ten fakt najbardziej zachęcił go do udziału. ON by nie startował? W końcu to mistrzostwa, w końcu to bludger!
Po jakimś czasie zaczął przyglądać się dokładniej latającej postaci, co później przerodziło się w swego rodzaju znudzenie. Zdążył już ocenić, że jego przeciwnik jest smukły, niski i drobny. Nie będzie tak źle, taka budowa jest atutem dla szukających czy ścigających, jednak w tej grze szybko go rozłoży. Tylko niech przyleci na ziemię, bo Riley nienawidził za nikim latać - dosłownie i w przenośni!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Paź 03 2013, 15:06

Amelia krążyła nad boiskiem, zataczając coraz to większe koła. Jednak za którymś razem, zobaczyła postać, zbliżającą się do miejsca ich zbiórki. Chłopak? Hm.. może być nieprzyjemnie, wiadomo, że przecież to faceci mają większą siłę od kobiet. Jednak nie zastanawiając się zbyt długo, podleciała do niego, lądując miękko, bez żadnego szelestu na trawie. Wydawał się.. przystojny? To aż dziwne, że wcześniej nigdy go nie spotkała. Nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi. Jego brązowe oczy, rysy twarzy i niebieskie oczy - tak jej się przynajmniej wydawało w tych ciemnościach - ładnie ze sobą komponowały. Podeszła do niego, schodząc z miotły, z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć - rzuciła wesoło, rozglądając się jeszcze dookoła czy aby na pewno są sami. Nauczyciele mogli w każdej chwili dowiedzieć się o ich tajemnych rozgrywkach, a pierwsze miejsce, jakie by sprawdzili to z pewnością boisko Quidditcha. - Jestem Amelia - uprzejmie wyciągnęła rękę w jego stronę. Jej uścisk był silny i zdecydowany, wyrażał pewność siebie. Cóż, czas najwyższy zakończyć tą miłą pogawędkę i zacząć prawdziwe zawody. Znów weszła na miotłę i wzbiła się w powietrze, z niemałą przyjemnością. W ręku trzymała kurczowo pałkę. Miała nadzieję, że ta przyniesie jej dzisiaj szczęście.
- Zaczynamy! - krzyknęła do niego z góry, czekając, aż chłopak wsiądzie na miotłę. Gdy już to zrobił i oboje znaleźli się na tej samej wysokości, usłyszała świst tłuczka, przelatującego tuż obok niej. Warunki były trudne, bardzo ciężko było zobaczyć tłuczek. W pewnym momencie powietrze rozjaśnił piorun, przecinający niebo niemalże na pół. Właśnie wtedy Amelia zobaczyła, jak nadlatuje on w jej stronę. Zamachnęła się i wycelowała w chłopaka, odbijając go z całych swoich sił. Nie wiedziała czy trafiła, czy tłuczek przeleciał obok. Nie widziała nic, oprócz ciemności. Świat ukazywał jej się tylko na krótką chwilę, właśnie w momencie, gdy następował błysk.
Sceneria była doprawdy przerażająca. Tylko ktoś z wielką odwagą - albo ktoś głupi - mógł wpakować się w coś takiego. Niebezpieczeństwo było ogromne. Jednak Amelia skupiła się na grze, starając się nie myśleć o tym, co może stać się gdy dostanie tłuczkiem w głowę. Ah.. adrenalina była czymś, co dziewczyna zdecydowanie kochała.

(wylosowałam dwa)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Paź 03 2013, 21:23

Dopiero kiedy przeciwnik zleciał na ziemię, Riley przekonał się, że to wcale nie chłopiec, a dziewczyna, a więc przeciwniczka! Nie zauważył jej długich włosów i delikatnych rysów twarzy wśród ciemności, ale przynajmniej sylwetka się zgadzała. Płeć nie stanowiła dla niego problemu, w końcu przez te wszystkie lata przyzwyczaił się do akcji, które niejednokrotnie bywały brutalne, a w których przyszło oberwać płci pięknej. W tym sporcie nie ma litości! Podparł się na swojej miotle i oszacował swoje szanse. Nie znał jej, tym lepiej dla niego.
- Hej - odparł, uśmiechając się przy tym. Właściwie to mogliby darować sobie te uprzejmości, bo Salinger był niesamowicie zniecierpliwiony i poddenerwowany. Wyjść z zamku było łatwo, ale jak będzie z powrotem? O to martwić będzie się później. - Riley - uścisnął dłoń, której zapewne pierwszy by nie wyciągnął, bo w takich chwilach nie w głowie mu maniery. Quiddich był jego życiem i najwyraźniej przejmował się nim o wiele bardziej niż innymi sprawami. Całe szczęście, że była taka Amelia, która wydawała się być całkiem sympatyczna, a z którą będzie musiał zaraz się rozprawić. Przeczuwał, że to skończy się skrzydłem szpitalnym dla którejś ze stron.
Skinął głową na jej słowo, wsiadając na miotłę. Wzbił się w powietrze czując, jak chłodny wiatr przeczesuje mu włosy, a nogi odrywają się od ziemi. Na początku nie widział, gdzie właściwie leci, ale zaraz potem wyostrzył się mu wzrok. Niestety, nie był dostatecznie spostrzegawczy aby dojrzeć tłuczka, który szybował wprost w jego stronę. Udało mu się odlecieć tylko na odległość kilku stóp, w efekcie czego boleśnie oberwał w lewą nogę. A niech to! Ścisnął kurczowo swoją pałkę, przez krótką chwilę wirując w powietrzu, coby mógł odbić piłkę w stronę dziewczyny i odwdzięczyć jej się pięknym za nadobne. Najwyraźniej dzisiejszego wieczoru szczęście sprzyjało mu wyjątkowo, bo po kilku długich sekundach, które wydawały mu się wiecznością, udało mu się zamachnąć i trafić prosto w tłuczka. Zaraz po uderzeniu Riley odwrócił wzrok, bo w razie gdyby wszystko szło po jego myśli - czyli dziewczyna by oberwała - wolał na to nie patrzeć. Dopiero po chwili zorientował się, że COŚ SIĘ DZIEJE.

kostki mnie kochają, 6 <333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 12:11

Mimo, że Quidditch nie był całym życiem Amelii, to także czuła się podekscytowana i zdenerwowana tym pojedynkiem. Ona, w przeciwieństwie do chłopaka, nigdy nie zapominała o przedstawieniu się czy uściśnięciu czyjejś ręki. Był to, jej zdaniem, wyraz szacunku, więc trzymała się tego jak oczka w głowie. W najbardziej niewyobrażalnej sytuacji, w której jakieś życie wisi na włosku, Amelia potrafiła po prostu się przedstawić. Cóż, nie było to ani wadą, ani zaletą, po prostu jej cechą charakterystyczną. Każdy mógł myśleć sobie o tym cokolwiek.
Gdy wzbiła się ponad ziemię i wykonała pierwszy cios, zastanawiała się przez długo chwilę czy w ogóle trafiła w chłopaka. Przez tą ciemność mogłaby równie dobrze sama sobie przywalić tłuczkiem. Po chwili jednak udało jej się usłyszeć dźwięk odbijanego tłuczka. Cholera, jak mam zrobić unik w tej ciemności? Starała się słuchać jakiegoś świstu, czegokolwiek, co świadczyłoby o tym, że właśnie w tym momencie musi odskoczyć w prawo lub w lewo, jednak poza wiatrem i grzmotami nie była w stanie usłyszeć niczego. Zaczęła kręcić się w kółko, w nadziei, że uda jej się na ślepo ominąć tłuczek. Jedyne, co pamięta, to wielką, czarną kulę, która leciała prosto na nią i potworny ból głowy.
Ocknęła się leżąc na trawie. Chłopaka jeszcze przy niej nie było, co musiało oznaczać, że nie straciła przytomności na długo. Zabawne. Głowę miała ciężką jak z ołowiu, nie mogła unieść jej do góry. Oprócz tego oddychała z trudem i z każdym głębszym oddechem odczuwała ból w okolicach żeber po lewej stronie. Pięknie. Jeśli jakimś cudem to przeżyje, nie mogą pojawić się w Skrzydle Szpitalnym o tej godzinie, przemoczeni, umazani błotem - przynajmniej Amelia - i z tak poważnym urazem. Nawet największy głąb od razu domyśliłby się, że odbyli jakiś pojedynek.
- Riley - jęknęła cicho, rozglądając się dookoła. To znaczy, rozglądanie się to zbyt wiele powiedziane. Nie ruszała głową, przesuwała tylko oczami od prawej do lewej strony, mając nadzieję coś zobaczyć. Ciekawe, co stało się z jej miotłą? Z pewnością leży gdzieś na boisku. Chłopak uporczywie się nie pojawiał, co wprawiło ją w jeszcze większe przerażenie. Może tłuczek poleciał też w jego stronę i on także leży gdzieś na tym boisku? Może zostawił ją tutaj, samą, na pastwę losu, żeby umarła? Leżała tak rozmyślając. Cóż jej więcej pozostało, skoro nie była w stanie się podnieść? Sięgnięcie po różdżkę także graniczyło z cudem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Australia, Darwin
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 38
  Liczba postów : 56




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 14:14

Quidditch był jedynym powodem mojego  bytowania  w tej szkole. No, ale to chyba oczywiste. W przeciwnym wypadku za nic nie porzuciłbym ukochanej Australii na coś tak błahego, szarego i nudnego jak Londyn. Treningi treningami, ale pojedynki chyba kręciły nas wszystkich jeszcze bardziej. Ta adrenalina była nie do opisania, zdecydowanie ciekawsze doświadczenie niż zwykła gra. Dzisiejszego dnia byłem nieco rozkojarzony i ospały ale i to nie mogło mnie powstrzymać. W ciąż chodziły mi po głowie egzaminy z eliksirów i moje paradowanie w samych bokserkach. Australio bądź dumna, reprezentuję cie nawet w takich momentach moimi szeleszczącymi na wietrze gatkami w znicze. Ach, wzruszyć się można. No bez jaj, przecież to takie piękne. Spokojnie tylko żartowałem. Ubrałem się pośpiesznie w coś wygodnego po czym skradałem się ukradkiem co by mnie jakiś nauczyciel nie przyuważył bo byłoby słabo. Szkoda byłoby zakończyć wyścig przed startem. Zupełna porażka. Zdecydowanym krokiem wkroczyłem na boisko patrząc na zgromadzonych. Cóż najwidoczniej zbierali się dopiero,bo poz Rileyem i jakąś niezidentyfikowaną blondynką rozpłaszczoną na trawie nie widziałem nikogo. Miała pecha najwyraźniej. Nie każdemu miotła sprzyja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 17:05

Mattie nie chciała iść na boisko. Nie chciała udawać kogoś kim nie jest, ale przecież nikomu nie powiedziała, że rozstała się z Kaim. Nikt nie wiedział o tym feralnym dniu. Tym razem postanowiła być twarda. Nic nie mogło jej złamać. Żeby wyzbyć się oznak bólu kupiła trochę drobiazgów do domu, którymi przysłoniła wspomnienia. Na moment. Przecież nie dało się wstążeczkami odkupić roku związkowi.
Villadsen wyciągnęła miotłę z zakamarka i spojrzała na nią z pretensją. Wszak do kogoś musiała wyrzucić swój ból. Jej miotła nazywała się Plastuś. Miała śmiesznie odstające haczyki, które przypominały koślawe uszy. To psuło cały efekt spokoju. Pewnie dlatego Math tak ją uwielbiała.
Jeszcze długo szukała kurtki, która była przeciwdeszczowa i czerwona. Wszak ładnie kontrastowało to z jej perłowymi włosami i wiadomo, że wszyscy będą ją widzieć.
Ale wreszcie poszła na boisko i od razu zauważyła Benjamina. Jak dobrze, że nie było tu jeszcze Kaiego i w ogóle. Mogła się uspokoić. Odnaleźć odpowiedni rytm pracy serca. Tak myślała.
- Czeeeść Ben. - Uśmiechnęła się do niego i musnęła go w policzek. Przecież dawno go nie widziała. Chyba nawet nie grał w ostatnim meczu... Ale dobrze, że tu był. Tęskniła za ich całą rodziną.
- Reszta się schowała czy jeszcze nie przyszli? - Spytała ze śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 17:59

Qudditch. Co za cudowny sport. Te emocje, te wybuchy. Marcel liczył że się odstresuje po ostatnich zawirowaniach w związku. Może jak powali tą pałką w tłuczki będzie mu lepiej. Przyniósł ze swojego mieszkania na trening miotłę i ukochaną pałkę. "Marcel przecież wszystko jest w porządku do cholery". Wmawiał tak sobie od tygodnia. A może od dwóch. W każdym bądź razie do treningu był przygotowany naprawdę świetnie. Ostatnio prawie tu mieszkał. Deszczyk czy słońce. Co z tego że potem cierpiał z zimna. Tu przynajmniej myślał sobie na głos i odwodził od siebie chęć zabicia Juno, która krzyżowała mu szczęśliwe życie z jego ukochaną.
Na boisku było jeszcze naprawdę niewielu zawodników. Mathildde i Benjamin. Ani ich lubił ani nie lubił. Dobrze że chociaż pamiętał ich imiona. Poprawił ciemną koszulkę z ochraniaczami na łokciach. Zimno mu trochę było. Pewnie ściskał w ręku miotłe. Kiwnął w ich stronę głową. Ah ta Australia. Może nie powinien sie stamtąd wyprowadzać? Kurde już sam się gubił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 19:01

Niestety ten post nie będzie obfity w osobiste dramy Curtis, w końcu ma być dynamicznie, o! Dlatego Juvinall, nie bacząc na to, że pogoda wcale nie rozpieszczała, wzięła w łapkę swoją kurzącą się od czasu meczy z Reemami miotłę (jakoś ostatnio kompletnie nie miała ochoty na latanie!) o wdzięcznej nazwie Amadeusz Wybiję Ci Oko Moim Trzonem i dziarskim krokiem, brnąc przez boiskowe błota, dotarła w końcu do swojej drużyny, która zbita w grupkę tłoczyła się na środku - a grupka wcale duża nie była, Benjamin i Marcel, no i Mattie, której jasną fryzurkę, odcinającą się na tle nieciekawego kolorystycznie błota i zadeptanej trawy, mogła ujrzeć już z oddali. Curtis nie była zbyt wylewna i raczej okazywała uczucia w sposób całkowicie do Mathilde odwrotny - podeszła do kolegów z najlepszej drużyny świata, uśmiechnęła się do Benjamina, Marcela nie zaszczyciła nawet spojrzeniem, a do Mattie mrugnęła, po czym założyła ręce na piersi, przyjmując postawę bardzo groźnego sportowca, którego miotła leży tymczasowo porzucona w błocie u stóp właściciela, ale!, w każdej chwili może być użyta zgodnie z nazwą nadaną jej przez Juvinall.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Skąd : Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 157
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 271
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6277-joshua-williams#177107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6278-niepsychopata#177111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6445-allelujah
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7176-joshua-williams#204364




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 19:06

Ranyboskie, serio mamy dzisiaj trening? Pierwsza myśl Joshui, gdy oberwał od kogoś przepoconą koszulką w dormitorium. Potem zorientował się, że śmierdzi, ale weźmy poprawkę, iż dopiero co otworzył swoje oczka! Na potwornym kacu. Pewnie znów pił ze Stonem. Ach, jego chłopaczek na pewno chciał go osłabić na treningu. Bo tak to jest w ich związku. Joshua nie ogarnia, co się dzieje z jego życiem, a Filip tylko przypomina o jego obowiązkach. A to lekcje, a to ćwiczenia fizyczne, a to refleks. Bo Joshua już myślał, że skoro tu jest i w sumie skoro piękna Marcelinka wyprzedziła go ze zniczem, to nie wiedział, czy jest sens jeszcze tak bardzo cisnąć na boisku. Oczywiście to wszystko przez urodę dziewczyny. Inaczej to Australia byłaby zwycięzcami. Gorzej, że ostatnie świętowanie nie wyszło mu najlepiej. Obudziły się w nim wszystkie wspomnienia związane z Jasmine, a w dodatku zastanawiał się, jak miał teraz normalnie patrzeć na Madison. Wszystko oczywiście mu pięknie minie, ale był po prostu w szoku!
Ach, tak bardzo się zamyślił, że chyba zaraz w tyłek oberwie za to spóźnienie. Prędko włożył jakiekolwiek ciuchy na siebie, a potem pomyślał, iż powinny być one trochę cieplejsze. Nie przejmując się niczym, wkładał kolejne warstwy. Chwycił miotłę, a następnie zaczął biec w stronę boiska. Mijał wielu znajomych na korytarzach, a kac podpowiadał mu, iż powinien chociaż na chwilkę zwolnić. Oj, nie czuł się najlepiej. Gdy wszedł na murawę, jego twarz była blada, a nawet w lekko zielonkawym kolorze.
- Siema - mruknął, biorąc głęboki oddech. Masakra, dlaczego wszystko musi aż tak dudnić w głowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 203
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6665-sherisse-irvine#188315
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6666-sheri-sheri-lady-c#188323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6667-sowka-sheri#188327




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 19:49

Ach, te wszystkie imprezy i mimowolne odloty, które Sherisse ostatnio zaliczyła! A to u Mathilde, a to u Tedvera, a to gdzieś zupełnie indziej. Gdyby nie to, że zawsze znajdował się ktoś bardzo ważny (albo zupełnie przypadkowy) kto biedaczkę na te zabawy zabierał, to pewnie nawet nie pomyślałaby o tym, aby się na nie wybierać. I miałaby rację, bo na pierwszej dostała eliksir otwarcia zmysłów, a na drugiej Beans wcisnęła jej w usta ziółka, przez które potem myślała, że jest wilkiem. Najśmieszniejsze, że miała na sobie skórę niedźwiedzia, więc ten efekt trochę nie pasował, ale to wszystko tylko szczegóły. Ważniejszym jest to, że Sheri była trochę tym wszystkim zmęczona, więc kiedy dowiedziała się, że Kai chce widzieć swoją drużynę na treningu, westchnęła żałośnie i zaczęła się do wspomnianego treningu szykować. Nie miała zielonego pojęcia, jak jej pójdzie wypatrywanie złotawej piłeczki w takim, a nie innym nastroju, ale przecież nie miała też zamiaru siedzieć na tyłku i nic nie robić! Przecież w ten sposób nie zakosi Jezusowi pozycji głównego szukającego, prawda?
Na boisko dziewczyna weszła w pełnym rynsztunku, trzymając trzon swojej kochanej miotełki tak mocno, jak gdyby bała się, że ktoś chce jej ją zabrać. I rzeczywiście, bała się, że nawet najlżejszy podmuch wiatru porwie... Nunchako, tak ten przedmiot na razie nazwijmy, a ona będzie musiała biec przez całe błonia, aby go znowu dorwać. Wszystko to było oczywiście zupełnie nieuzasadnione - Lee po prostu panikowała, bowiem jeszcze nigdy nie była na tylu bibach w tak krótkim czasie. To nieco przestroiło jej umysł, przez co teraz czuła się jak listek leżący na ziemi, który każdy może brutalnie wprawić w niekontrolowany ruch. Dlatego też, widząc kilka znajomych twarzy nie roześmiała się głośno, aby za moment podbiec do wszystkich i zacząć radosną rozmowę, a uśmiechnęła się tylko leciutko, drepcząc w stronę Mattie i machając do tych, którzy zauważą ją wcześniej, niż by chciała. Kiedy już dotarła do perłowowłosej kumpeli, rzuciła miotełkę na ziemię i bez dłuższego namysłu zarzuciła dziewczynie na szyi obręcz ze swoich ramion, wtulając się w nią po chwili.
- Mattie, ja padam na twarz! - wydukała stłumionym głosem, bowiem swoją facjatkę wcisnęła w dołek obojczykowy dziewiętnastolatki.
Co poradzić, zmęczona była!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 05 2013, 20:36

Po ostatnim pojedynku bludgera, który był dobrych kilka dni temu, Riley oczywiście nie pozostawił poszkodowanej dziewczyny samej sobie! Bądź co bądź, było już po pojedynku, a on sumienie miał jeszcze sprawne, zatem odprowadził ją do skrzydła szpitalnego, gdzie pokrótce wytłumaczył pielęgniarce, jak Amelie oberwała. Kobieta chyba nie do końca mu uwierzyła, ale nie zadawała zbędnych pytań. Zresztą nie dziwię się jej podejrzeniom; chłopak naopowiadał jakichś wymyślnych historii. On, który nienawidził kłamstwa... Początkowo był wściekły na samego siebie, ale później tłumaczył to sobie tak, że dla quiddicha warto zrobić wszystko. I dlatego w dniu dzisiejszym, mimo potwornego bólu głowy, wywołanego nie wiadomo czym, zwlókł się z łóżka i poczłapał na boisko ze swoim nimbusem w ręku. Nie mógłby wystawić Ognistych Krabów, czyli najlepsiejszej i najgorętszej drużyny pod słońcem! Poza tym poczuł się o wiele lepiej, kiedy tylko zobaczył swoich ziomeczków i stanął wśród nich. W końcu dobry trening! Był Benjamin, była Mathilde, Marcel, Curtis i Sherisse. Ścisnął mocniej swoją miotłę. W przeciwieństwie do pozostałych, jego życie nie pozostawiało wiele do życzenia, nie miał żadnych dram, a i układało mu się względnie dobrze.
Teraz pozostaje tylko czekać, aż zbiorą się wszyscy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Gold Coast, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6659-binnie-d-ventura#188143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6669-bum
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6684-binnie-d-ventura#188937
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7365-binnie-ventura




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 01:12

Tak właściwie Szeri, skoro miała na głowie futro niedźwiedzia, to myślała że jest niedźwiedziem a nie wilkiem. Wilka zostaw mi, wilk jest mój i będę o niego walczyć na śmierć i życie!
Binnie na trening niemalże zaspała, bo kochana Sherisee jej nie obudziła! No cóż, obudził ją Kain, boleśnie dziobiąc w czoło i wykrzykując swoją standardową porcję przekleństw na dzień dobry. W jego dziobie to już niemalże brzmiało jak mantra. Zawsze ta sama kolejność, ta sama intonacja, te same wulgaryzmy. Co za durny pomysł żeby papuga uczyć rzucać mięchem.
No nic, w każdym razie Dorotka niemalże z prędkością huraganu wypadła z dormitorium, a następnie z zamku, jak szalona pędząc w stronę boiska. Nieomal zapomniała miotły, na szczęście w ostatnim momencie, będąc już przy portrecie Grubej Damy, zawróciła się po nią do pokoju. O dziwo, nie była ostatnia, co przyjęła z wielką ulgą. Widząc obumierającą Sherisse, nieomal parsknęła śmiechem. Naprawdę szok, że udało jej się tutaj dotoczyć po tym, jak u Kanadyjczyków wpieprzyła takie ilości jedzenia, że spokojnie zapas sadła starczyłby jej na zapadnięcie w sen zimowy. Oj, Ty nasz mały, głupiutki niedźwiadku! Binnie dziarskim krokiem, bo w przeciwieństwie do Irvine ona po imprezie tryskała energią i radością, ruszyła w kierunku Curtis, już w połowie drogi szczerząc się do przyjaciółki jak durna mysz do sera.
- No cześć, kocmołuchu. - rzuciła wesoło, stając przy niej. - Gdzieś ty była jak cie nie było! - dodała urażona, w końcu dawno jej nie widziała i miała prawo się na Curtis trochę boczyć, za tak karygodne zaniedbanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 02:18

Po ich jakże druzgoczącej porażce ostatnim razem. Kai popadł w lekką paranoję i katował się treningami przez pewien okres, a teraz czas przyszedł na jego drużynę! Nie no ja wiem, taka kawalarka ze mnie, chciałam was tylko nastraszyć. Owszem, Young miał kilka cięższych dni, podczas których zniknął żeby się uchlać, a potem morderczo trenować. W międzyczasie doszło do rozpadu jego związku, a kilku znajomych nawet zastanawiało się czy Kai dalej żyje, ale koniec końców, kapitan Krabów wrócił na arenę żeby następnym razem jego drużyna nie tyle co ośmieszyła Kanadę, która jak widać nie potrafi strzelać bramek, a nauczyła się, że tłuczkami trzeba napierdzielać na prawo i lewo, a najlepiej to jeszcze w tych niedobrych Kanadyjczyków właśnie celować. Cóż, Kai też dał dupy, zwłaszcza że sam był pałkarzem i czekał na dogodny moment żeby z finezją odstrzelić komuś głowę, ale niestety się nie udało, a on nie popisał się żadnym strzałem. Jak mówi sam morał, nie czekać - zabijać! Zamiar właśnie był taki żeby Australia siała postrach przez swoje zabójcze umiejętności. Nagroda potreningowa też była zacna, bo Kai od jakiegoś czasu zajmował się produkcją bimbru w swoim mieszkanku i miał zamiar się nim poczęstować z resztą. Normalnie chłopiec o złotym sercu!
Kiedy przyszedł wszyscy już byli na boisku, dlatego na jego twarzy pojawił się dumny uśmiech, że takich fantastycznych ziomków ma! Nawet skacowany Jezus z pozieleniałą twarzą przyszedł przed czasem. Plus dziesięć punktów dla tego pana. Może nawet zastanowi się czy by mu nie odpuścić tak z jednej seryjki okrążeń! Kaiowa twarz na chwilę spochmurniała kiedy zobaczył słodką, małą Mattie. Wszak dzisiejszy wpis Obserwatora nie należał do najprzyjemniejszych, ale dziarsko utrzymał uśmiech na twarzy.
- Siema dzieciaki! - przywitał się głośno, tak żeby wszyscy zebrani go usłyszeli. No nic, teraz warto będzie przejść do konkretów. W Kaiowym słowniku nie było przecież słowa 'porażka', dlatego ostatnią przegraną odpracował nieregulaminowym pierdolnięciem w łeb Cezara w Bludgerze. Po dzisiejszym dniu Kraby będą tak samo morderczo szaleni jak on, no nie?
- Dobra, bez opierdalania się. Na początek zrobimy wszyscy serię dziesięciu okrążeń wokół boiska, potem przejdziemy do ogólnej rozgrzewki, a na koniec podzielimy się na dwie drużyny i zagramy mecz. Każdy będzie mógł się wykazać. Kapiszi? - wykrzyczał, żwawo gestykulując. Nie było czasu na uprzejmości, więc bez zbędnego co, kto, z kim i po co, ruchem ręki wskazał żeby wszyscy pobiegli za nim. Kai na prezydenta heheh. Kondycja moi mili przede wszystkim!


Ulubione kosteczki <3
Losujemy każdy dwie kostki, pierwsza odpowiada za fantastyczne okrążenia, a druga za jeszcze wspanialszy dalszy przebieg rozgrzewki!
Kostka I:
1,3 - Twoja kondycja od czasu ostatnich imprez drastycznie zmalała, dlatego zanosząc się astmatycznym kaszlem, odpadłeś już po piątym okrążeniu. Rzężąc jak stary traktor musiałeś udać się na ławkę rezerwowych gdzie oblałeś sobie twarz zimną wodą, bo kolorem zaczęła przypominać murawę.
4,6 - Co prawda nie był to bieg sztafetowy w Twoim wykonaniu, ale dobiegłeś do końca z godnością. Zaraz potem wypiłeś hektolitry wody albo innego magicznego specyfiku, który w Twoim mniemaniu da Ci więcej sił na resztę treningu.
2,5 - Brawo, tylko pogratulować! Nie dość, że biegłeś na samym czele korowodu, to na dodatek nie złapała Cię nawet żadna zadyszka. Możesz się spokojnie chwalić tym, że jesteś w formie.
Kostka II:
1,3 - Pompki, przysiady i inne tego typu rzeczy są Ci niestraszne. Kaiemu opadła prawie szczęka, kiedy widział jak w zawrotnym tempie ogarniasz wszystkie czynności!
4,6 - W duchu przeklinasz moment, w którym wyszedłeś z domu. Wszystko Cię boli, a na dodatek czujesz jak żołądek podchodzi Ci pod samo gardło. Jakby tego było jeszcze mało, nagle straciłeś równowagę i wpadłeś na osobę, która zapisana jest pod Tobą na liście drużyn (jeżeli pod Tobą nikogo nie ma, patrz na osobę na samej górze)
2,5 - Szło Ci naprawdę nie źle do momentu, w którym poczułeś jak jakaś niewidzialna siła (bo to na pewno jej sprawka!) pcha Cię do przodu, dlatego na uwieńczenie końca wspaniałej rozgrzewki, padasz na twarz, rozciągnięty na murawie. Pamiętaj, mogło być zawsze gorzej!


Drużyny wyglądają następująco:

Drużyna A:
- Sherisse Lee Irvine (szukający)
- Binnie De Ventura (ścigający)
- Benjamin Fluvius (obrońca)
-Kai Young (pałkarz)

Drużyna B:
- Joshua Williams (szukający)
- Mathilde Villadsen (obrońca)
- Curtis Junnivall (szukający)
- Marcel Y. Lyons (pałkarz)
- Riley Salinger (ścigający)

Zaczyna drużyna A, jeśli kostki wypadną parzyste, B - nieparzyste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Gold Coast, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6659-binnie-d-ventura#188143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6669-bum
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6684-binnie-d-ventura#188937
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7365-binnie-ventura




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 14:31

Zły Kai nie dał jej porozmawiać z Curtis, bo ledwie się zjawiła a zarządził szalenie męczącą rozgrzewkę, katując swoich ziomków z drużyny okrążeniami, pompkami, brzuszkami i bóg jeden wie czym jeszcze. Brakowało tylko żeby się powielił i każdemu z nich usiadł na plecach dla obciążenia podczas pompowania i biegania. O dziwo Binnie była w zaskakująco genialnej kondycji, zważywszy na fakt, że jeszcze niedawno kurowała się po brutalnym starciu z tłuczkiem w skrzydle szpitalnym. Gdzie swoją drogą posłał ją JOSHUA. O masażu cycków pamiętała mimo że spadając z miotły straciła przytomność, ale chwilowo foch i duma nie pozwalały jej się o to upomnieć, toteż chłopaka ledwie zaszczyciła wyniosłym spojrzeniem, nie odzywając się do niego ani słowem. I dobrze mu tak, że panikował jak ją zwalił tłuczkiem, swojego własnego tak załatwić i to jeszcze przed treningiem!
No nic, w każdym razie była cała i zdrowa i aż pęczniała z dumy, że tak dzielnie udało jej się znieść rozgrzewkę i przy tym nie zmęczyć się ani odrobinę. Kai powinien być dumny i od razu wrzucić ją do składu pierwszego! No nic, krzyczeli na mnie, że mam zaczynać mecz, to zaczynam.
Chociaż nie umiem. Dorotka, kiedy już drużyny zostały podzielone, wszyscy wisieli już w powietrzu na swoich miotłach a kafel powędrował w górę, ostro pochyliła się nad trzonkiem swojej miotły, jak szalona startując w kierunku piłki i zgrabnie chwytając ją, nim to zrobił Rilej. Swoją drogą ledwo powstrzymała się przed obróceniem w bok żeby mu pokazać język. Wraz z kaflem pod pachą pomknęła w kierunku obręczy drużyny przeciwnej, wymijając zręcznie pozostałych i rzuciła piłką z całej siły, celując w lewą obręcz, przy okazji wykonując zgrabne salto razem z miotełką.
W takiej dobrej była kondycji, a co!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 14:35

kosteczki z treningu to 4 i 6, a obrona 2

W związku z tym, że życie zmienia ludzi można powiedzieć, że Mattie była doskonałą aktorką. A w sumie byli oboje. Kai taki skamieniały, ona taka obojętna. Jakby nigdy nic, prawda? Tak się przynajmniej starała. Wpis Obserwatora przecież "jasno" podał powód rozstania jej i Young'a. Trochę rzeczy się nie zgadzało, bo ojciec oddałby cały skarbiec, aby zamknąć ją w rodzinnym domu w Danii daleko od niebezpiecznego quidditch'a i tego złego chłopaka Kai'ego. Ale nigdy mu się nie udało sfinalizować akcji. No trudno.
Po chwili jakże rozbudowanej rozmowy z Benjaminem wszyscy zaczęli się schodzić. Uśmiechała się delikatnie do każdego jednocześnie zastanawiając się czy jakby uderzyła się w głowę, to nikt by nie zauważył, że sama to sobie zrobiła i czy puściliby ją do zamku.
Bo kiedy na boisko wszedł Kai, to aż na chwilę się odwróciła, aby spokojnie policzyć do dziesięciu. A potem podeszła do niej Sheri.
- Hm. Za dużo alkoholu. - Uśmiechnęła się wesoło. A zaraz potem złapała za miotłę, którą chyba należało gdzieś odłożyć. Bo przecież mieli biegać. A zatem Kai naprawdę jej nienawidził... Przecież wiedział, że ona nie lubi biegać. Ble, fujka i w ogóle. Ale no przecież nie będzie się z nim kłóciła. Wzrok spuściła na czubki swoich białych trampeczek, który przestały być białe, bo przecież padało i w ogóle błotko wszędzie. Dobre błotko w którym zaraz będzie się tarzać ze zmęczenia. Kochane błotko.
- Na wszystkie porcelanowe laleczki, czy jego porąbało? - Mruknęła bardziej do siebie niż do Sheri, która chyba jeszcze żyła wczorajszym melanżem. Mattie rozejrzała się tęsknie za Ozem, bratem  Binnie. Przecież on zawsze potrafił jej poprawić humor w chwilach gdy naprawdę nic jej nie wychodziło. A Feliks? Gilbert? Co za życie. Najwidoczniej los postanowił jej odebrać całe szczęście.
Ukradkiem spojrzała na Kaiego i pobiegła... Jakoś. Najpierw wolno, potem odrobinę szybciej. Ile to okrążeń? Pewnie dużo. Boisko przecież było takie ogromne. Ale udało się jej. Może nie był to najszybszy bieg w jej życiu, ale przynajmniej przebiegła i oto stała teraz w tym samym miejscu co jakiś czas temu zastanawiając się czy serce chce jej wypaść ustami, a może nosem i czy płuca ma jeszcze sprawne, a może już nie.
A potem kolejna część rozgrzewki, która o dziwo poszła jej śpiewająco! Dumna z siebie Mathilde wyginała się na wszelkie sposoby tak, że chciała nawet szpagat walnąć, ale szkoda było leginsów ze skóry smoka. Bo kto bogatemu zabroni? Nikt. Choć nie lubiła ubrań ze zwierzątek, to pan ją przekonał w sklepie, że ten smok poświęcił się dla celów wyższych i umarł ze starości i w ogóle to wcale nie jest przecież taka skóra smoka całkowita bo są tu zawarte jeszcze inne tkaniny. Popchnięta tym kupiła wszystko, co tylko jej się podobało. A teraz po prostu zastanawiała się czy oby to nie te leginsy był winne wszelkim nieszczęściom w jej życiu.
Długo sie nie zastanawiała, bo Kai wreszcie powiedział, że będą grać, a ona wylądowała na pozycji obrońcy. Nie chciała na nich wszystkich patrzeć. Notka Obserwatora była dość jasna i ech... Pewnie już się domyślili, że to prawda...
Zatrzymała się dopiero przy pętlach. A zatem miała bronić tak? Z kieszeni kurtki wyciągnęła rękawiczki, które były całe czarne, lecz z kilkoma złotymi akcentami, które wybrał dla niej Kai. Włożył je powolnie na dłonie zaciskając teraz je na rękojeści. Pięknie.
Zanim się obejrzała już musiała pokazać jakim jest zdolnym człowiekiem, bo Bins zaszalała i postanowiła od razu rzucać do pętli. No dzień dobry. Ale Mattie rzuciła się za kafelkiem, jakby to była ostatnia rzecz, którą miałaby dzisiaj uszyć i oto podała do Rileya.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 18:58

Wkrótce na boisko przybył Kai, którego oczywiście znał, jako że są w jednej drużynie, ale jeszcze nie mają relacji i trzeba to zmienić! Kazał im biegać wokół boiska, co niektórzy przyjęli z ociąganiem, ale on od razu się rozpędził i biegł na samym czele korowodu, nie przemęczając się przy tym zbytnio. Wygląda na to, że był naprawdę w świetnej formie; nie złapała go żadna zadyszka czy kolka i skończył okrążenia jako jeden z pierwszych. Wkrótce wszyscy skończyli, pora przejść do rozgrzewki ogólnej. Szło mu całkiem dobrze, nie wydawał się zmęczony, ale pod sam koniec nie dał rady, w efekcie czego padł na twarz na trawę. Kto to w ogóle wymyślił, taką rozgrzewkę? Wyglądał na naburmuszonego, bo był święcie przekonany, że skoro okrążenia poszły mu tak dobrze, to zachowa siły do samego końca. Widocznie za bardzo poświęcił się na początku. Bo przecież jest w formie, to jasne jak słońce, no chyba, że wybiło go z rytmu, zamiast podnieść na duchu, ostatnie zwycięstwo w tajnych rozgrzewkach bludgera poprzedzone przez klęskę w towarzyskim pojedynku z Teddrą! Postanowił jednak się nie poddawać i kiedy zostali podzieleni na drużyny, wskoczył na miotłę, odrywając się od ziemi. Zimny wiatr przeczesał mu włosy, Riley gwałtownie przyspieszył, okrążając boisko w zawrotnym tempie. Zaczęła się gra (lanie wody mode on), z tego co zdołał dostrzec, w posiadaniu kafla była Mathilde. Leciał w stronę bramki przeciwników, przynajmniej przeciwników w dniu dzisiejszym, bo zwykle grali w tej samej drużynie. Wkrótce jednak ktoś odebrał mu kafla i biedaczek, zdezorientowany, zawisł w powietrzu! No cholera, chyba naprawdę opuściła go dobra passa ostatnimi czasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Gold Coast, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6659-binnie-d-ventura#188143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6669-bum
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6684-binnie-d-ventura#188937
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7365-binnie-ventura




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 19:21

Dobra, Binnie oczywiście wpis Obserwatora czytała, więc o rozstaniu Mathilde i Kaia wiedziała. Zresztą napięcie wiszące między nimi w powietrzu dało się wyczuć i nawet Dorotka się obawiała, że chłopak może przypadkowoi posłać tłuczka w jej kierunku. Nie żeby nie ułatwiło jej to możliwości strzelania do obręczy, ale mimo wszystko wolała nie widzieć Math dodatkowo poturbowanej jeszcze fizycznie. Jak do tej pory biedulka trzymała się nieźle, ba, nawet chyba zacieklej broniła bramek, bo pięknie udało jej się wyratować przed zdobyciem punktów przed Binnie!
No nic, nie tym razem to następnym, humor jej dopisywał a i w formie była jak widać doskonałej. Nie umknęło jej uwadze, że pod koniec rozgrzewki nawet Riley opadł bez sił w momencie, kiedy ona mogła spokojnie jeszcze dalej ćwiczyć! Ach, chyba troszkę chłopaczyna jej wjeżdżał na ambicje, że tak nieustannie o nim myślała i się z nim porównywała, ale całą winę dziewczę zwalało na Sherisee, która to Salingera chyba ubóstwiała i nie rozumiała dlaczego jego i Binnie raczej nie łączą najcieplejsze stosunki. Dzięki ci panie, że powstrzymała się przed wytknięciem języka chłopakowi, kiedy jakimś cudem udało jej się przechwycić odebranego od Math kafla. Jak to zrobiła tego wyjaśnić nie umiem, najwidoczniej Riley trochę zbyt ją lekceważył, przez co dostał po tyłku i miał teraz za swoje. Binnie, z przechwyconym już kaflem, tylko na ułamek sekundy zerknęła za siebie na osłupiałego chłopaka, po czym zawróciła miotłę i pomknęła w kierunku Mathlilde ponownie. Pech chciał, że chyba wybrała złą drogę i wystarczyła chwila nieuwagi, by kafel został odebrany tym razem jej. Peszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 06 2013, 19:45

Generalnie to strata kafla nie byłaby taka zła gdyby nie fakt, że odebrała go Binnie. Kiedy zorientował się, że to właśnie ona wyrwała mu piłkę z rąk, zacisnął zęby i nie zostawał w tyle, tylko dotrzymywał jej kroku w locie. Stale szacował, kto z nich lepiej prowadzi miotłę czy oceniał jej technikę lotu, ale do żadnego konkretnego wniosku nie doszedł. Była dobra, temu zaprzeczyć nie mógł, w przeciwnym razie nie znalazłaby się w drużynie. Co nie zmienia faktu, że niezmiernie go irytowało, kiedy bywała w czymś lepsza! Na przykład właśnie teraz. Nie mógł zrozumieć Sherisse, jak ona może dążyć do tego, aby ta dwójka się pogodziła. Przecież to nierealne, nie z taką dziewuchą jak ona. Jeszcze obróciła się, bezczelna... Ale to przejęcie kafla bynajmniej nie wytrąciło go z równowagi, a wręcz przeciwnie - zmobilizowało. Posłał jej spojrzenie mówiące, że zaraz jej pokaże, a chwilę później miał go na powrót. Tym razem obdarzył ją zwycięskim uśmieszkiem, pewnie nawet posłałby jej całusa, gdyby drugą dłonią nie ściskał kurczowo rączki swojej miotełki. Chociaż nie, bardziej w jego stylu byłoby rzucenie kilku niemiłych słów, ale teraz to pewnie nawet by go nie dosłyszała, więc musiał zadowolić się samym widokiem! Poszybował w stronę bramki, mając przed sobą czystą, pustą przestrzeń. Nikt mu nie przeszkadzał, to była idealna okazja, aby oddać strzał. Dlatego też podleciał bliżej, skupił się i wycelował. Oczywiście zależało mu na celnym trafieniu, zwłaszcza, że nienawidził przegrywać, ale ewentualną porażkę na pewno przeżyje! No dalej, Benjamin. Pokaż co potrafisz.

1 <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Skąd : Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 157
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 271
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6277-joshua-williams#177107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6278-niepsychopata#177111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6445-allelujah
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7176-joshua-williams#204364




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Paź 07 2013, 11:48

mecz: (5.2)
Och, rozgrzewka nie poszła Jezusowi tak jakby chciał! Kac tak źle na niego wpływał, że zrobiło mu się bardzo niedobrze. Przeklinał teraz każdego, z którym kiedykolwiek pił. Przystanął na boku na moment, prosząc siebie tak bardzo, aby nie puścił tu spektakularnego pawia. Nawet położył łapki na brzuchu, a po chwili na ustach. Czemu nie było takiego miejsca w drużynie jak "podawaczka wody"? Usiadł na ławce rezerwowych, powstrzymując każdy ścisk swojego żołądka. To wcale nie było miłe, to wcale nie miało być tak. Po kilku minutach wstał i wrócił do gry jak na człowieka z pierwszego składu przystało. Może napił się jakiegoś eliksiru i dlatego dostał takiego speeda? Robił te wszystkie pompeczki, brzuszki jak naćpany. Kai aż się nie czepiał go, że zszedł wcześniej z boiska, kiedy biegali.
Jednak kac nie przeszedł do końca! Wciąż miał spóźniony refleks. Zimne powietrze cały czas muskało jego policzki, przez co wyraźnie się zarumieniły. Tuż przez nosem buchnął mu znicz, więc zaczął go gonić jak oszalały. Ech, oby ta Sherisee go nie złapała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Paź 07 2013, 22:19

Kai był cholernie dumny ze swojej drużyny, bo prawie wszyscy dobiegli do końca, a rozgrzewka poszła naprawdę nieźle. Był przekonany, że te niekończące się melanże z ich udziałem wpłyną bardzo negatywnie na ich umiejętności, ale wcale tak nie było. Normalnie aż łezka mu się w oku zakręciła i prawie pękał z dumy. Oprócz Rileya, który padł na twarz jeszcze Joshua nie dobiegł, ale Kai i tak był pełen podziwu, że mimo kaca, który bił od niego na kilometr tak dobrze poszła mu rozgrzewka. Ah te dzieciaczki, tak szybko dorastają!
Kiedy już część pierwsza dobiegła końca, przestał już się wydzierać i pospieszać wszystkich, bo ofkors na pewno to robił i zdzierał sobie gardło żeby ich uświadomić, że wloką się jak muchy w smole czy coś, ale żeby tak nie tyranizować to starał się nie robić tego za często. Taki kochany Kai.
Wypadało w końcu podzielić drużynę na pół, bo jakby inaczej mieli rozegrać mecz? Będąc kapitanem musiał ogarniać takie rzeczy jak kto, co gdzie jak, kto gra na jakiej pozycji, więc poszło to całkiem sprawnie. Potem wskoczył tylko na miotłę i na znak mecz się rozpoczął. Z uderzeniem tłuczka czekał na właściwy moment i właśnie nadszedł on w momencie, w którym Riley celował do bramki. Najpierw się zamachnął, ale coś mu biedaczysku nie wyszło, a może to tylko tłuczek był złośliwy, ale potem udało mu się wcelować i trafić prosto w Salingera. Wiadomka, nie robił tego jakoś specjalnie mocno, bo nie był takim idiotą żeby na treningach pozbawiać się członków drużyny, ale wystarczająco żeby kafel znalazł się z powrotem w posiadaniu drużyny B, hehe.

[4,6]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Paź 08 2013, 21:12

Biedaczek z tego Rileya, już drugi raz w tym tygodniu obrywa tłuczkiem! Tym razem na szczęście nie w głowę, poza tym szczególnie mocno uderzony nie został - i dobrze, bo chyba Australijczycy nie chcieliby zostać pozbawieni zawodnika. Jeśli teraz ma pecha, to znaczy, że w oficjalnych rozgrywkach pójdzie mu lepiej, albo przynajmniej wygra tego nieszczęsnego, tajnego bludgera. Zaklął tylko pod nosem, kiedy na krótką chwilę wypuścił kafel z rąk, a ramię, w które oberwał, zabolało go. Nie zwlekał jednak długo i pomimo pulsującego bólu, który zresztą szybko minął, chwycił kafel z powrotem, zniżając lot. On tak łatwo nie odpuści! Zdobędzie tą cholerną bramkę, chociażby i dlatego, aby zrobić na złość Binnie i pokazać, że to on jest tym lepszym. Potem już tylko leciał wprost przed siebie, czekając na dobrą okazję do strzału, jednak taka wcale się nie nadarzyła. Co więcej, przeciwnicy zagrodzili mu drogę i zmuszony był podać kafel do jedynego ścigającego w swojej drużynie, czyli Curtis (chyba wkradł się mały błąd, bo jest dwóch szukających). Zrobił to, a później zaczął lecieć za nią, w razie gdyby natrętni przeciwnicy uwiesili jej się na ogonie i próbowali odebrać kafla. W normalnej sytuacji pewnie zniknąłby z pola widzenia jak najszybciej, ale teraz musieli współpracować, no cozażycie, ech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 13 2013, 23:45

Curtis przeżyła najszybsze przekwalifikowanie życia, nagle z szukającej, stała się ścigającą! Taki misz-masz to wina Kaia, a jakże inaczej, Curtis wciąż oskarżała EKS chłopaka Mattie o jej kiepski stan psychiczny. I chociaż raczej nie uzewnętrzniała swoich uczuć w sposób inny od morderczych spojrzeń i opowiadania Mathilde o sposobach w jaki by mogły zabić Kaia, to raczej widać było, iż Juvinall wcale nie jest obojętna na to co się stało. Nie była osobą która się wtrąca, która wzbudza zaufanie swoim ramieniem, czekającym na potok łez, które spadną, szukając osuszenia, ale Villadsen była jej przyjaciółką i bądź co bądź, Young stał się teraz wrogiem numer jeden żeńskiej części drużyny Red Rock.
Ale na boisku uprzedzenia nie istniały! No, chyba, że do drużyny przeciwnej.
Opiszę jeszcze wam moi mili bieg Curtis, gdyż wyszła mi piękna kosteczka nr 5. Juvinall biegła na samym czele drużyny i nawet nie złapała zadyszki! Złote dziecko Red Rock. Szkoda, że druga kosteczka to też piątka, bo pod koniec biegu Australijkę dość widowiskowo wywróciło, twarzą na murawę! Juvinall miała szczerą nadzieję, że Riley tego nie widział...
W każdym razie nieco zdziwiona przyjęła tego kafla od Salingera i pomknęła prosto w kierunku pętli drużyny przeciwnej, posyłając piłkę prosto w obręcz!
Co to będzie, co to będzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35561
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 18:51

[zt dla tych na górze. I TAK NIE UMIECIE GRAĆ. HEHE.]


Bo po co szukać bardziej idealnego miejsca na finał bludgera? Wystarczy spojrzeć na boisko quidditcha i od razu chce się żyć. Kto wie, może za chwilę ktoś tu zginie. Krew zaleje i w ogóle, ale na razie się tym nie przejmujmy. I tak zrobiono spory przesiew pośród graczy i oto wyłoniono dwójkę. Co prawda braci, ale nie należy się niczym przejmować, bo i tak wygra lepszy, albo sprytniejszy. Zatem nasz wielki mistrz Q wezwał kolejnych, ostatni przeciwników i przyniósł sobie nawet popcorn. Nie zapomniał również o wielkiej nagrodzie i zasiadł sobie gdzieś daleko, tak że nikt go nie mógł teraz zauważyć. I czekał... Kto zacznie? Kto wygra? Za chwilę się przekonamy.

Przypomnienie zasad bludgera

Powodzenia!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 20:14

Deven sam nie wiedział,  co właściwie czuje. Był podekscytowany, ale z całych sił starał się opanować to uczucie, które mogło odebrać mu zwykłe opanowanie i chłodny osąd sytuacji. Poza tym był przecież Indianinem, utożsamiał się z kulturą i zasadami przodków, a okazywanie emocji i uleganie im było uznawane za niegodne wojownika. Leżał teraz na swoim łóżku, wpatrując się w sufit i pozwalając małemu, gaworzącemu bobrzątku łazić mu po piersi i bawić się kosmykami jego długich włosów. Ayashe stracił matkę i rodzeństwo, był sierotą, a Deven czuł niewyjaśnioną tkliwość dla tego malca. Indianie od zawsze darzyli te stworzenia ciepłymi uczuciami, nazywali "bobrzym ludkiem", a indiańskie kobiety, którym umarły niemowlęta w dawnych czasach karmiły bobrzątka piersią, próbując w ten sposób się pocieszyć i jednocześnie pozbyć mleka, które w normalnych warunkach ściągałoby ich własne dziecko. Zresztą bobry w ogóle miały w sobie coś ujmującego. Niezgrabny, kaczy chód, niezwykle bystre spojrzenie i zabawne odgłosy, które nadzwyczajnie przypominały gaworzenie niemowlęcia. Poza tym Ayashe był niezwykle towarzyski i miły. Deven przymknął oczy, przesuwając palcami po ciepłym ciałku i próbując zapanować nad radością, która niemal rozsadzała mu pierś.
Jedyne co go w równej mierze niepokoiło, jak i fascynowało, to fakt, że będzie rywalizował z Riverem. Tak bardzo chciałby mu pokazać, że jest od niego lepszy, a przynajmniej, że może mu dorównać! Kiedy jest się trzecim synem, takie demonstracje są bardzo ważne. Deven znosił wiele, ale czasem marzył, że kiedyś pokaże Riverowi, że nie jest już słabym smarkaczem, że starszy brat powinien zacząć się z nim liczyć.
Zjawił się na boisku o oznaczonej porze, trzymając w jednej ręce miotłę, a w drugiej swoje leki- magiczny woreczek, najcenniejszą dla Indianina rzecz, która zapewniała mu wejście do Krainy Wiecznych Łowów i stanowiła potwierdzenie, że jest mężczyzną, a nie chłopcem. Skoncentrował się na swoim celu. Wygrać. Zacisnął palce na woreczku, prosząc swojego ducha opiekuńczego o siłę i celne oko. I odrobinę szczęścia. Kiedy ujrzał brata, uśmiechnął się lekko, ale nic nie powiedział, jak zwykle skoncentrowany i poważny. Zależało mu na zwycięstwie. Bardzo.
Unieśli się w powietrze i wypuścili tłuczek. Deven czujnie śledził wzrokiem jego lot i w odpowiednim momencie uderzył. Ku jego zadowoleniu, piłka poszybowała w stronę Rivera i zanim ten zdążył wykonać unik albo ją odbić, uderzyła go prosto w klatkę piersiową, zapewne odbierając na chwilę dech. To był dobry początek, Deven miał nadzieję, że uda mu się go utrzymać.


4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 40Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 21 ... 40  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-