IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 22 ... 40  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Australia, Cairns
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 121




Gracz






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Czw Maj 30 2013, 13:42

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha

Jest to duża powierzchnia o owalnym kształcie, rozmiarów około 55 na 152 metry. Po dwóch przeciwnych końcach, na polach bramkowych umieszczone są trzy tyczki, każda z obręczą na czubku, do których to wrzuca się kafla. Po środku znajduje się koło środkowe, skąd na początku meczu wypuszcza się piłki.
Odbywają się tu wszystkie rozgrywki Quidditcha między domami, a także treningi drużyn. Czasem uczniowie przychodzą sami, bądź większymi grupami by polatać sobie dla przyjemności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 20:57

Nie dowierzał początkowo, że w finale będzie walczyć przeciwko własnemu bratu. Dość czarny scenariusz. W ogóle nie spodziewał się, że Devan pokona aż tylu konkurentów i ostatecznie będzie próbować wyeliminować Rivera. Jasne, starszy Quayle miliony razy grał już ze swoim bratem, ale litości to było znacznie mniej poważne. Tymczasem chciał po prostu wygrać te rozgrywki, a odrobinę nieswojo czuł się z myślą, że ma naprawdę mocno przypieprzyć własnemu bratu. W przeciwieństwie do Devena w ogóle nie myślał o udowodnieniu, kto tu jest silniejszy. Miliony razy już pokazywał, że jest silniejszy od młodszego. Pierwszy raz list informujący, że już dziś są rozgrywki nie przyjął wcale z wielką ekscytacją. W ogóle nie wiele mówił na ten temat, nie skakał, ani nawet nie kręcił się wcześniej dla rozgrzewki pół dnia na miotle po swoim ekstra ciasnym mieszkaniu. Oczywiście, nie żeby popadł w melancholię, no bez przesady, po prostu trajkotał z ekscytacją o zupełnie innych sprawach, jakby przypadkiem pomijając kwestie, że dzisiejszej nocy powinien zdrowo przypieprzyć bratu. Nie zabrał ze sobą tłumu fanek, które kibicowałyby mu w skąpych strojach (chociaż tak właśnie zawsze wyobrażał sobie finał bludgera!), a zupełnie sam pojawił się na boisku minut kilka po wyznaczonym czasie. Ubrał się na czerwono, wszakże mieli bojowe starcie. Nawet na swych policzkach namalował dwie czerwone kreski, a w typowy kok na głowie wetknął białe piórko z czerwoną końcówką.
- A byłem pewny, że pamiętając swój ostatni pobyt w szpitalu, po tym jak Ci przywaliłem, wreszcie pójdziesz po rozum do głowy i po prostu nie będziesz więcej próbować ze mną walczyć - krzyknął wesoło w stronę brata, używając jednak ich Indiańskiego języka, Mohawk. Dawno nie porozumiewał się w tej mowie, a taką okazję miał jedynie w rodzinnych kręgach. Quayle najwyraźniej szybko postanowił wykorzystać gadatliwość swego brata, bowiem momentalnie zdrowo przywalił mu w klatkę piersiową, tak, że biednego Rivera aż z na tej miotlę odrobinę cofnęło. Szybko jednak Indianin odzyskał sprawność i już zamachnął się tłuczkiem, odbijając jednocześnie piłkę wprost w stronę brata. A ta bardzo elegancko trafiła go boleśnie w nogę.

2!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2613
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 757
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 21:33

Prawdę mówiąc, Deven też nie czuł się najlepiej z myślą, że na drodze do zwycięstwa stoi mu rodzony brat. Co innego naparzanki w ogródku w czasie wakacji, a co innego prawdziwe, nielegalne zawody w bludgera, ale co miał zrobić? I tak czasem wydawało mu się, że ma za dużo skrupułów, poza tym jeśli miał już rywalizować z Riverem o zwycięstwo, to wolał wygrać i triumfować, niż przegrać i znów oglądać zadowoloną minę brata, który miałby kolejny powód do przechwałek i przytyków. Pewnie, kochał go, ale czasem miał ochotę zakneblować albo udusić. Marzył mu się triumf, który zamknąłby Riverowi usta chociaż na krótki czas, a jemu, Devenowi, pozwolił poczuć, że nie jest po prostu trzecim bratem, młodszym, słabszym i przysłanym do Hogwartu tylko dlatego, że główna reprezentacja zaczęła się rozpadać. Wydawało się, że Deven jest zupełnie pochłonięty swoimi indiańskimi rytuałami, uduchowiony i w ogóle taki... cóż, pozbawiony woli rywalizacji, myślący o rzeczach metafizycznych, a tymczasem jak każdy potrzebował sukcesu i poczucia, że naprawdę dorównuje Jovenowi i Riverowi, że jest równie dobry jak oni.
Wiedział, że nie będzie łatwo, że jego brat jest naprawdę trudnym przeciwnikiem. W końcu znał go od tej strony naprawdę dobrze i wiedział, że nie może liczyć na jego potknięcie, a jedynie na własny talent. Już myślał, że zdoła się uchylić- poderwał miotłę do góry, ale tłuczek trafił go w nogę. Deven zaklął w myślach i zacisnął zęby, czując przykre mrowienie, a potem pulsujący ból. Ale to jeszcze bardziej go zmotywowało. W kolejne uderzenie włożył całą siłę. Nie chciał zrobić Riverowi krzywdy, ale to był bludger- najbardziej brutalny sport i obaj dobrze wiedzieli, na co się decydują, kiedy zgłosili się do rozgrywek. Tym razem tłuczek trafił starszego Quayle w plecy.
- Oszczędzaj oddech - poradził bratu Deven bez złośliwości. Chciał znać wynik. Chciał, żeby to wszystko się skończyło, a on i River w najlepszej komitywie poszli się napić Ognistej albo piwa. Nie lubił, gdy stali pod dwóch stronach barykady, nie w takich chwilach, kiedy chodziło o coś więcej niż zwykły sparring.

4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 21:50

Rzeczywiście, powinien oszczędzać oddech. Naprawdę mu go zabrakło, gdy kolejny raz oberwał od brata. I to dość boleśnie. Czasy, gdy Deven był małym gówniarzem, który nie był w stanie odebrać jakiejkolwiek rzeczy jaką zabrał mu River (a zabierał przecież często), bezpowrotnie minęły. Nagle ten przybrał na wadze, na wzroście i musiał się znacznie bardziej starać by mu fizycznie dopiec. Oczywiście co widać po wcześniejszych rozgrywkach, wciąż miał na to doskonałe sposoby. Fakt, że River ma albo miał przewagę nad bratem nie tylko wynikał z kwestii różnic wiekowych, ale i tego, że Quayle, jakby to rzec, nie brakowało pary. Przecież bił się i ze starszymi. I nie tylko na miotłach, w tym jakże niewinnym bludgerze, ale i tak wprost. Po prostu cholernie to lubił.
Należało rodzinne koneksje zostawić za sobą. Oboje chcieli tych rozgrywek, więc teraz muszą ponosić tego konsekwencje i jak widać, walczyć przeciwko sobie. To tylko bludger, nikt tu nie umrze, rzec mógłby sobie River, tuż przed tym, jak wykonał pełen obrót na miotle, czując ból w plecach. Znalazł się znów na wprost brata i uśmiechnął się wesoło i mocno odbił piłkę, która ugodziła Devena tym razem w rękę.
- A ty uważaj na ręce, jak będzie mieć je połamane, to nie będziesz mógł odbijać piłki - rzucił w jego kierunku, odwdzięczając się za radę. Oczywiście to też nie miało na celu dogryzienia tamtemu, przecież byli braćmi, troszczyli się o siebie i takie tam pierdoły. Jasne, jasne.
Ale rękę mógłby mu odrobinkę złamać. Tak, by słabiej odbijał, bo już go plecki trochę bolały. Oczywiście potem mogą się napić. Nie tylko alkoholu, ale i eliksiru odbudowującego połamane kości.

3!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2613
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 757
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 23:05

Deven syknął z bólu, ale spojrzał na brata z czymś na kształt uznania. Biorąc pod uwagę, że otrzymał dwa naprawdę potężne ciosy w plecy i pierś, siła z jaką trafił młodszego brata w rękę była naprawdę imponująca.
Jednak ból wyzwolił w Devenie jakby nowe siły czy też złość, która pozwoliła mu utrzymać się na miotle i zadać kolejny, celny cios. Przymrużył oczy, koncentrując się na piłce i Riverze. Jakby nie istniało nic innego tylko te dwa punkty, które były ze sobą tak ściśle powiązane jak to tylko możliwe. Wiedział, że River nie odpuści, ale on tym bardziej nie miał takiego zamiaru. Był wytrwały i dążył do celu nie zważając na ból i przeszkody, o ile tylko uznał, że to, do czego zmierza jest wart tego poświęcenia. Tym razem tak było.
Mimo nieznośnego bólu, Deven zebrał się w sobie i walnął z całej siły w tłuczek, trafiając Rivera w klatkę piersiową- już po raz drugi! Poruszył niepewnie palcami obolałej ręki, czując w nich dziwne mrowienie. Jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko trochę!

4! znów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 10 2013, 23:45

Być może i niechętnie podeszli do tej walki, wszakże rodzina i takie tam sprawy, jednak pewnym było, że gdy już do niej staną, nie odpuszczą tak łatwo. To chyba było w tym najgorsze. Deven chciał udowodnić, że jest już dorosły i wystarczająco silny oraz na pewno nie najsłabszy, natomiast River po prostu kochał wygrywać. Dosłownie we wszystkich możliwych grach. Dobrowolna rezygnacja naprawdę nie była w jego stylu i chyba nigdy tego nie robił. Mimo bólu, który niekiedy czuł. W tej chwili na pewno mu go nie brakowało. Ponownie oberwał w klatkę piersiową, czując ból istotnie, piekielny. Dobrze, że mocniej złapał się miotły, bo byłby brutalnie spadł w dół. Chwilę później zagryzł uparcie zęby, by ponownie odbić tłuczkiem tą cholerną piłkę.
I chybił. Och litości, bogowie, zmiłujcie się nad Riverem Quayle. Chybił.
Raz, dwa, trzy Deven wygrywał. Pieprzone zasady, mógłby przecież grać dalej!
- Chyba się porzygam. Przegrałem bo spudłowałem raz. To się nie liczyyyy, bogowieeee - na końcu słów uderzył się otwartą dłonią w czoło nie wierząc wprost w to jak mało dzieliło go od wygranej. - Nawet żaden z nas nie zleciał pół martwy, czy coś tam. Finał bez krwi, słabosłabo. - zaczął wiele mówić, co by przegadać fakt, że japierdzielę, właśnie przegrał finał z młodszym bratem. On, ten który był z nich najbardziej skory do bicia się, przegrał w grze, w której trzeba było się bić.
No i kto teraz biedaka pocieszy, pogłaska po główce i zapewni, że nie jest partaczem? Aż z tej rozpaczy w miarę możliwości położył się na miotle, w ramach protestu, że nie wraca do zamku. Zostanie tu na zawsze i umrze. Taki koniec.

1 xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2613
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 757
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lis 11 2013, 16:52

Deven wpatrywał się w zdumieniu w swojego starszego brata, jakby nie docierało do niego to, co właśnie się stało.
Wygrał z Riverem.
Tłuczek poleciał gdzieś het, het, nie czyniąc młodszemu z braci Quayle większej krzywdy (tym razem), a Deven wydawał się tym faktem zupełnie oszołomiony. River spartolił swoje ostatnie uderzenie, tym samym przekazując palmę pierwszeństwa bratu. Teraz Deven miał tylko nadzieję, że nie uszkodził brata bardziej niż ten zasługiwał, nie czułby się zbyt komfortowo, gdyby połamał Rivera - w końcu krew z krwi, prawda? Unosił się jeszcze przez chwilę nad boiskiem, próbując ułożyć sobie w głowie to, co właśnie się stało, a co dotarło do jego świadomości z pewnym opóźnieniem. Wygrał. Wygrał mistrzostwa w bludgerze. Pokonał swojego starszego, trochę zarozumiałego brata, który teraz nadawał jak szalony, widocznie próbując zagłuszyć własne niezadowolenie i szok, spowodowane faktem, że oto przegrał z tym smarkaczem, któremu tyle razy dał wycisk.
Deven chyba po raz pierwszy w życiu nie mógł opanować radości. Wydał z siebie przeciągły, indiański okrzyk i wywinął na miotle coś, co w lotnictwie nazywają beczką, a jak w quidditchu- nie mam bladego pojęcia. W każdym razie młodszy Quayle szalał ze szczęścia, czego nie można powiedzieć o jego zgnębionym starszym bracie - ale znając Rivera jestem dziwnie przekonana, że szybko mu przejdzie!
- WYGRAŁEM, HA! - zawołał radośnie Deven, po czym podleciał do Rivera i poklepał go po plecach, zapominając, że grzmotnął go tam dość dotkliwie. Podobnie jak zapomniał, że River przywalił mu właśnie w TĘ rękę. Skrzywił się na moment, ale zaraz znowu uśmiechnął. - Myślę, że to nasze duchy opiekuńcze nie chciały rozlewu krwi między braćmi, ale ty jak zwykle mi nie uwierzysz - powiedział beztrosko. - Idziemy do knajpy. To trzeba oblać, staruszku. Ja stawiam - dodał wspaniałomyślnie, szczerząc się jak głupi i nie przejmując specjalnie faktem, że nie skończył jeszcze siedemnastu lat. Wyglądał dojrzale, na pewno nie będą robić kłopotów ze sprzedażą alkoholu. A jeśli nawet, to jego starszy braciszek powinien rozwiązać ten problem, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lis 11 2013, 16:53

Przyszedł czas wyłonienia zwycięzcy bludgera i oto właśnie okazał się nim ktoś, kto na początku był przez wszystkich bagatelizowany? Jednak nie przez wszystkich skoro w ogóle został wytypowany. Może Mistrz Q wierzył, że jest w nim prawdziwy potencjał, który po prostu czeka na to  by je uwolnić?
Kto ich tam wie, co niektórzy mają w głowie. Jednak już po tym jak pojedynek się rozpoczął można było zauważyć, że to nie był szczęśliwy dzień dla Rivera. Chyba musiał zdać sobie sprawę, że młodszy brat potrafi być w czymś lepszy i trzeba się pogodzić z losem tego, który będzie od teraz poznawał smak porażki.
Kiedy tylko pojedynek dobiegł końca i zwycięzca stał się już znany, Mistrz Q postanowił się ulotnić. Przedtem jednak jego sowa pomknęła na środek boiska zrzucając wielki pakunek na głowę Devena, który z pewnością złapał w locie swoje trofeum, a przyczepiona była do niego następująca karteczka:
Dla najlepszego z najlepszych mogę zapewnić nie tylko tą nagrodę, ale też i stypendium do najlepszej uczelni, więc nie spoczywaj na laurach.
- Mistrz Q



oto nagroda:
Cytat :
• Błyskawica 2013

Krótki opis: Obecnie najlepsza i prawdopodobnie najdroższa miotła na świecie. Produkowana tylko w czarnym kolorze. Magiczny grawerunek, który powstaje przy zakupie, sprawia, że tylko właściciel miotły może na niej latać. Miotła typowo zawodnicza.
Kategoria: popularne
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Gru 11 2013, 21:26

Percy poprawił miotłę na ramieniu i spojrzał w niebo, z którego sypał się delikatny, biały puszek. Nawet nie było zimno, zresztą on był przyzwyczajony do niskich temperatur i zdecydowanie bardziej mu odpowiadały niż skwar. Miał nadzieję, że Roslyn go nie zawiedzie i przyjdzie na trening.
Prawdę mówiąc miał wyrzuty sumienia, że zaniedbuje swoich przyjaciół i drużynę, ale wszyscy wydawali się mieć tysiące ważniejszych spraw niż treningi i widywanie się z nim. Sam zresztą nie był lepszy - zupełnie się zaangażował w swój związek (?) z Zoe i... no cóż, jakoś tak wychodziło.
Do Roslyn miał od lat serdeczny stosunek, traktował ją jako swoją protegowaną, kiedy dołączyła do drużyny, wziął ją pod swoje skrzydła, pomagał i, co dziwne, nigdy nie próbował z nią flirtować. Sam nie wiedział, dlaczego tak wyszło, zresztą nigdy się nad tym nie zastanawiał. Po prostu nie postrzegał Rosie jako kobiety, nie zauważył, kiedy dorosła, a już na pewno nie dotarło do niego, że dziewczyna coś do niego czuje. Był ślepy i głuchy, jak to zwykle bywa z facetami, którym trzeba zakomunikować pewne rzeczy bardzo dobitnie, bo inaczej nigdy w życiu się nie domyślą, o co chodzi. Po prostu szalenie ją lubił, dobrze się czuł w jej towarzystwie i lubił patrzeć, jak robi postępy. To wszystko i nic więcej.
Oparł się o podstawę jednej z bramek i postawił skrzynkę z piłkami na ziemi, poprawiając irchowe rękawiczki, w w których zawsze ćwiczył. Z nieba sypał się delikatny puch i osiadał na jego ciemnych włosach i grubym swetrze z szetlandzkiej wełny. Uśmiechnął się do siebie i odchylił głowę, patrząc w niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 28
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6877-roslyn-elisabeth-madox#196217




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 17 2013, 10:36

Nigdy nie zastanawiała się dlaczego Percyś jest jej ulubieńcem. Po prostu tkwiła przy tym tlącym się w niej gdzieś uczuciu. Wydaje mi się, że stało się to dzięki trosce jaką okazał jej Follett, gdy dołączyła do drużyny. Wskazówki, pomocne słowo, czasami ostre uwagi, które miały na celu uczynić ją jeszcze lepszą. Była mu za to wdzięczna i chyba nieco pomyliła miłość z siostrzano-braterskim uczuciem, którym zapewne darzyła Percy'ego. Możliwe też, że tej młodej dziewojce wydawało się, iż Percival jest w jakikolwiek sposób nią zainteresowany, a nie tylko dba o nią jak o swoją podopieczną. Cóż, może dlatego, że nie widziała u niego takiej troski względem innym i to ja nieco zmyliło. Przecież nie była jedyną w drużynie, która do niego wzdychała. Kapitan miał przeogromną liczbę fanek, które były gotowe ściągać biustonosze na jego widok. Przystojny, szarmancki, prawiący niekiedy czułe słówka. I jak to się nie zakochać?
A Roslyn, cóż.. Jakoś nigdy specjalnie nie potrafiła emanować swoją kobiecością w taki sposób, aby przyciągać mężczyzn. Była sobie szarą myszką, stojącą gdzieś z boku, na którą patrzyli jak na kujonicę i potencjalny materiał do odrobienia zadania domowego. A ona w sobie miała tyle miłości, którą mogłaby rozdawać i rozdawać na prawo i lewo. Biedny Deven.. Ile on by dał, żeby przez jeden dzień Madox popatrzyła na niego tak jak na Follett'a. Ale może niebawem się to zmieni? Może Rem przejrzy na oczy? Oby, oby, oby!
Teraz jednak idzie na spotkanie ze swoim rycerzykiem na białej miotle i nie ma zamiaru zawracać sobie głowę Quaylem oraz jego uczuciem. Nie, nie wystroiła się. Przecież to ma być tylko trening. Zwyczajny trening. Ale swoją drogą, odkąd przyjechała do Hogwartu i zacieśniła więzy jeszcze bardziej z koleżanką Villadsen, to zmieniła fryzurę i jej ubiór choć zawsze ładny, schludny i względnie modny przybrał nieco kobiecej domieszki.
- Dzień dobry Panie Kapitanie! - krzyknęła, gdy  oddali zobaczyła swego adonisa. Uśmiechnęła się nieśmiało i podeszła bliżej, gdy ten zwracał swoją sylwetkę w jej stronę.
- To co, zaczynamy? - zapytała gotowa do treningu. Dawno jej takiej nie widzieli, takiej zdeterminowanej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 17 2013, 11:52

Jego rozmyślania przerwało pojawienie się Rosie. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak dawno jej nie widział. Teraz spojrzał na nią jakoś inaczej - zmieniła fryzurę, która dodawała jej uroczej buzi jakiegoś filuternego wdzięku, podkreślała delikatne rysy twarzy i w ogóle szalenie pasowała do Roslyn. Percival trochę martwił się faktem, że dziewczyna mimo zachwytu Hogwartem, jakoś nie potrafi się odnaleźć, nawiązać nowych kontaktów i dać się wciągnąć w wir życia jak reszta drużyny. No dobrze, reszta drużyny może trochę przesadzała, ale Follett wierzył, że Rosie potrafiłaby zachować właściwe proporcje. Obdarzył ją swoim firmowym uśmiechem, doprawionym szczyptą serdeczności i łyżeczką sentymentu, po czym ucałował w ciepły, zaróżowiony policzek dziewczyny.
- Zmieniłaś fryzurę, Rosie? Ślicznie, nareszcie widać twoją buzię - powiedział ciepło, po czym mrugnął do niej porozumiewawczo, zastanawiając się, jak to możliwe, że dziewczyna może tak bardzo się zmienić w tak krótkim czasie. Był jednym z tych nielicznych facetów, którzy dostrzegali takie drobiazgi, jak zmiana uczesania, nowa sukienka czy kolczyki, i między innymi na tym polegał jego sukces w kontaktach męsko-damskich. Widząc jej gotowość do treningu, uśmiechnął się szeroko i pogłaskał po ramieniu.
- Zaczynamy -sięgnął do kieszeni i ścisnął w palcach małą, złotą piłeczkę, pokazując ją Rosie. - W górę, moja pustułko, pokaż, co potrafisz - uśmiechnął się szeroko, poczekał, aż dziewczyna wzniesie się w powietrze, po czym rozchylił palce i pozwolił złotemu zniczowi śmignąć pod niebo. W końcu sam wsiadł na miotłę i wystrzelił w górę. Nie mógł się powstrzymać, wywinął beczkę i roześmiał się pod nosem, rozkoszując się chłodem wiatru na policzkach, rozwiewającego mu ciemne włosy.
- Skoncentruj się, Rosie! Na ogonie siedzi ci jakiś kretyn z Australii! - krzyknął do Rosie, po czym pomknął za nią, udając gracza przeciwnej drużyny, próbując ją wytrącić z równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 28 2013, 16:00

Gareth jak zawsze miał ręce pełne roboty. A to święta, a to wycieczki, a to mnóstwo innych spraw, o których wspominać mi tu nie wypada. A jakby do tego dołożyć życie prywatne to można powiedzieć, że rzeczywiście dużo się pozmieniało u naszego szanownego dyrektora.
Zatem dziś powinien odbyć się drugi mecz rozgrywek. Garethowi lżej na sercu było, że pogoda nie była już tak beznadziejna jak przez ostatnie kilka dni i wreszcie wielokrotnie przesuwane rozgrywki można było pchnąć dalej. Wszak chór podnieconych głosów na korytarzu dawał się we znaki. Wszyscy bowiem wiedzieli, że dla jednej z drużyn może być to ostatni mecz, co pewnie i dla zawodników dawało nieźle w kość. Jednak Hampson nikogo nie chciał w ten sposób traktować i uśmiechał się do każdego pozdrawiając z daleka. Tylko jeszcze przyodział swój fioletowy płaszczyk z czapeczką, która dumnie zakryła łysinę dyrektora, która ostatnio strasznie dawała się we znaki. Musiał teraz co raz częściej warzyć sobie eliksir na bujny porost włosów choć chyba musiał się pogodzić z tym, że to już nigdy nie będzie to.
Zatem dotarł na boisko w towarzystwie trenerów obu przyjezdnych drużyn. Uśmiechnął się do kapitanów obu drużyn grających i pomachał wszystkim tym, którzy zasiedli na trybunach. Poczekał również na to, aż ktoś przyniesie kuferek ze złotym zniczem jak i wreszcie kafel zostanie rzucony, co oczywiście przypadło w zaszczycie Garethowi.
– Witam serdecznie na drugim meczu rozgrywek juniorów w Quidditchu – głos staruszka rozbrzmiał donośnie po całym boisku. – Dziś będziemy obserwować starcie Red Rock i Znikaczy z Hogwartu. Pamiętajcie, że wygra najlepszy bez względu na to jak bardzo ktoś by liczył na łut szczęścia. – Poradził wspaniałomyślnie i po chwili tłum rozbrzmiał charakterystycznym dla nastolatek krzykiem. Gareth uśmiechnął się ciepło do wszystkich, po czym złoty znicz został wypuszczony z jego dłoni, a kafel trafił w ręce ścigającego Znikaczy z Hogwartu. Wszak to ich wskazała złota moneta Garetha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 253
Dodatkowo : jasnowidztwo, obrońca
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5046-ursula-litwin?highlight=Ursula+Ulyssa+Litwin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8981-majteczki-w-kropeczki-lohohoho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5052-ursula-litwin?highlight=Ursula+Ulyssa+Litwin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7214-ursula-ulyssa-litwin#204550




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 28 2013, 16:21

To tak żeby nie przynudzać o tym jak to Ursula nakładając super Znikaczowy strój i przemierzając boisko w asyście swojej super, wcale nie profesjonalnej miotły myślała o niebeskich migdałach, tęczach, chmurkach w kształcie grzybków, segmentach kalwarysjskich i sekretarzykach, powiem, że ktoś ją w końcu życzliwie pacną w ucho i przypomniał, że zaczyna się gra, suprajs. Zareagowała super ekscytacją i powróciła mentalnie do świata żywych. Wskoczyła wesoło na miotłę i jako szycha, czyli ścigający Znikaczy z Hogwartu, złapała w ręce kafel od pana dyrektora. Wzrokiem szybko namierzyła pętle przeciwnej drużyny. Nie miała jednak biedna jak aspirować do pięknego rzutu i trafienia, które przeszłoby do historii, bo drogę zaraz zagrodzili źli przeciwnicy na swoich złowrogich miotłach. Okrążyła oczami boisko i ogarnąwszy sytuację, rzuciła kafla do drugiego ścigającego, nurkując w powietrzu i omijając przeciwników, żeby nie stracić piłki z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Wiek : 21
Skąd : Cannes.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 33




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 28 2013, 16:33

Jak dobrze, że czasami życie bywa przewrotne i oprócz nudnej nauki, można się udać na mecz, który teoretycznie miało się oglądać z trybun, no ale niestety – jak już pisałam… Życie bywa przewrotne i dzisiaj Eliza była drugą ścigająca. Jednak dobrze się składało, w końcu jakby nie patrzeć – mogła się trochę odstresować, bądź ewentualnie jeszcze mocniej wkurzyć, że ostatnimi czasy jedyne co jej wychodziło – to spanie. No taka biedna. Podobnie jak poprzedniczka, w swoim super stroju ‘znikacza’, pognała na miotle wprost do pętli Red Rock. Miała nieco więcej szczęścia, bo co poniektórzy chyba zapomnieli o tym, że rudzielec nie jest znowu taki niezauważalny, i dzięki temu złapała kafla podanego od puchonki.
Tak, to już moment, w którym trzeba ogarnąć tyłek i po prostu grać. Australia musi znowu dostać baty, tak jak ostatnim razem z Kanadą. Wygryźć ich do zera byłoby wręcz cudownie. Nie czekając zbyt długo, Eliza rzuciła do pętli kaflem. Czy trafiła? To zależy jak spostrzegawczy są obrońcy…

1.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : zewsząd
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 51
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5488-charlie-finn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5490-huckleberry-finn-ma-corke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6093-czarli-fin#172771




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 28 2013, 16:48

Charlie była przeszczęśliwa z okazji zagrania w meczu. Na ostatnim jej nie było, nad czym bardzo ubolewała i to na pewno był też powód ich przegranej. Wielki smutek.
Była bardzo zacięta i nastawiona na wygraną. Nakręciła się okrutnie, w czym pewnie pomógł budzik-aniołek, którego otrzymała od Mikojała na wycieczce na biegun. Zaczarowała go tak, że mówił bardziej w jej języku, a Charlie przepadała za przeklinaniem. Dzisiejszy poranek był zatem bardzo barwny.
- ROZJEBIESZ ICH! ZMIECIESZ! JESTEŚ NAJLEPSZA! - nucił wesoło uśmiechnięty aniołek. Charlie wyrzucała pięści do nieba i krzyczała "TAK!".
Nagromadziwszy w sobie dobrą energię, pojawiła się w szatniach. W tych samych, w których kilka dni wcześniej złamała sobie rękę, przeżywając epizod histerii i zdemolowała wnętrze.
- Ale ktoś zaszalał! - skomentowała wesoło. Rękę uleczyła jej jakaś jasnowłosa dziewczyna, ale to nie była robota lekarska. Po prawdziwą pomoc Charlie wybrała się dopiero przedwczoraj, dlatego lewa ręką dalej mocno ją bolała. Nie miała zamiaru pozwolić na to, by w czymś jej to przeszkodziło!
Miała doskonały nastrój i dobre przeczucia, czym starała się zarazić całą drużynę z Red Rock.
Gdy w końcu wsiadła na miotłę, zaczęła śmigać po boisku jak błyskawica, nie mogąc nacieszyć się lataniem. Za każdym razem czuła się jak dzieciak pierwszy raz wsiadający na miotłę.
Rozpoczynał Hogwart. Finnówna, która w życiu nie skończyła czytać żadnej książki i miała ogromne problemy ze skupieniem, na boisku zmieniała się w czającego drapieżnika o sokolim wzroku. Buzowała w niej adrenalina. Nareszcie mogła się wyżyć.
Drobna, blondwłosa zawodniczka przerzuciła kafla do innej dziewczyny. Ta poszybowała do pętli Red Rock, ale Charlie szybciej znalazła się przy tłuczku, objęła pałkę obiema rękami i posłała go z ogromną siłą w stronę rudej. Wytrąciła jej z rąk kafla! (3)
Poderwała rączkę miotły i uśmiechnęła się szeroko. Oby tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Gold Coast, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6659-binnie-d-ventura#188143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6669-bum
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6684-binnie-d-ventura#188937
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7365-binnie-ventura




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 28 2013, 17:16

Hehs nie mam bladego pojęcia co się dzieje wyżej, bo przeczytałam tylko posta Charlie ale co tam, yolo. Bins w ogóle od czasu upadku w bludgerze nie wsiadała na miotłę. Taki tam wypadeczek i niby nic groźnego poza jeszcze większym ogłupieniem jej i tak już głupiej osoby, ale uraz pozostawił rysę w pamięci dziewczęcia i od tego czasu trochę się odsunęła od quidditcha. No ale przecież była w drużynie i w ogóle chyba ktoś się zaczął zastanawiać dlaczego tak niechętnie bierze udział w treningach i unika swojej drużyny, więc nie pozostawało jej nic innego jak spiąć pośladki, zacisnąć zęby i dosiąść swoją miotłę. Hehs prawie jak rasowego konia! Albo ogiera, ale przecież o tym Binnie nie miała zielonego pojęcia, bo spławiła Caspra wbijając sobie do głowy, że nie będzie się ruchać bez miłości a miłości było tu niewiele. A przynajmniej na razie, bo przecież tak krótko się znali. W każdym razie Binnie wow wow taka głupiutka blondyneczka, że aż mam ochotę ją trzepnąć w łeb i puścić z kimś.
A wracając do meczu, po przełamaniu pierwszych obaw wszystko było już dobrze i w porządeczku i nie zapowiadało się na żadne upadki, więc dziewczę się wyluzowało i skupiło na grze. I oczywiście na rywalizacji z RILEJEM, bo przecież Rilej na pewno musiał grać, a wiadomo jak ta dwójka lubiła między sobą walczyć o dominację podczas gry.
RILEJ CHONO TU BO CHCE Z TOBĄ GRAĆ.
Zdolne dziecię Finn po mistrzowsku rozprawiło się z drużyną przeciwną i Binnie nawet by przyklasnęła radośnie w dłonie, chcąc pogratulować koleżance, ale tak się złożyło że była troszku pod dziewczętami powyżej i kiedy kafel wypadł z rąk Elizy, nie pozostawało jej nic innego jak go złapać. Tak też zrobiła, ruszając automatycznie w kierunku bramki przeciwników, ale żeby było ciekawiej, wykazała się dobrą wolą (gunwo prawda, chciała po prostu podkręcić rywalizację i pokazać Rilejowi, że jest tak zajebista, że aż mu może raz oddać kafla) i rzuciła piłkę w kierunku ziomka z drużyny. Pewnie nie patrzył, ale przy okazji wytknęła mu język. Wcale nie złośliwie!

4.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 28 2013, 20:26

Ostrzegam, że to będzie przeraźliwie krótki i beznadziejny post, dlatego pierwszy akapit możecie ominąć! Otóż Riley o dziwo nie wyczekiwał z wytęsknieniem na nadchodzące rozgrywki, gdyż zwyczajnie bał się porażki. Kalkulował, że jeśli teraz przegrają, to odpadną całkiem, a to byłby wstyd totalny. W takim wypadku nie mógłby wrócić do Australii, gdzie okryta hańbą drużyna nie mogłaby spojrzeć w oczy swoim przyjaciołom, rodzinom i znajomym. A bynajmniej nie mógłby spojrzeć Salinger. Zresztą tutaj mógł zostać choćby dla lunarnych, dzięki którym mógł się wzbić ponad szary tłum głupców i prostaków, nieudaczników życiowych, którzy wolą bawić się na imprezach zamiast osiągać sukcesy. Sukces... muszą osiągnąć sukces, muszą w tym właśnie meczu! Wygrać, wygrać, wyjść na prowadzenie!
Przez chwilę właśnie takie myśli przemykały mu przez głowę, nagle jednak zdał sobie sprawę, że trwa mecz. A kafel leci prosto w jego kierunku, dlatego złapał go od Binnie, na którą spojrzał jedynie w przelocie, po czym pomknął ze zdobyczą w kierunku bramek. Niedługo potem jednak ktoś z przeciwnej drużyny zagrodził mu drogę, dlatego też wiele nie myśląc, Salinger odrzucił kafla z powrotem do dziewczyny. Niech się Binnie cieszy, że jest dziś dla niej taki milutki! A wszystko dlatego, że jest bardzo (ale to bardzo) rozkojarzony - doskonale zdawał sobie sprawę z wagi dzisiejszego meczu. Do boju Ogniste Kraby!

4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Toowoomba, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6239-venice-aisha-bee-irvine#176571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6241-pszczolka-wenecja#176574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6240-listy-do-sue#176573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7373-venice-irvine#207299




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 13:56

Venka cudem zdążyła pojawić się na meczu, bo jakoś nikt z jej dormitorium nie pokusił się o obudzenie jej na czas. Wściekła ubrała się w swoje drużynowe ciuszki i wybiegła z podziemi, patrząc na wszystkich groźnie i szemrząc pod nosem obelgi. Spiorunowała wzrokiem swoich współlokatorów, którzy akurat wychodzili z Wielkiej Sali i pognała na mecz. Startowała lekko zasapana, ale tym bardziej zdeterminowana. Nie zdążyła się z nikim przywitać, a na wymienianie uśmiechów średnio miała nastrój.
Kafel latał sobie między Binnie a Riley'em, i jakimś cudem znalazł się w końcu w łapkach Venice. Zdziwiła się trochę, ale automatycznie zmieniła kierunek, aby polecieć w stronę pętli przeciwników, zjawiskowo wlatując w zawodnika z hogwarckiej drużyny, który przejął kafla. Irvine przeklęła pod nosem, ale przynajmniej miała na tyle rozumu, aby polecieć za okropnym złodziejem.
Cóż, dawno nie była na treningu, ale zawsze była jakaś szansa na nadrobienie w następnych minutach.

/(3) sorka że się wciskam : *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Skąd : Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 157
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 271
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6277-joshua-williams#177107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6278-niepsychopata#177111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6445-allelujah
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7176-joshua-williams#204364




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 14:46

Och, jaki piękny dzień na leżenie w łóżku i nic nie robienie. Kto robi na Merlina mecz w niedzielę, kiedy wszyscy są skacowani i umierają? Joshua chyba w ogóle ostatnio nie ogarniał, co się dzieje w Hogwarcie. Ledwo otworzył oczy, a jakiś ziomek skakał po nim, krzycząc, że wygrają. Josh, potulny misiek, spytał się, o co jest zakład, a nie pomyślał słodziaszek o meczu, w którym przyszło mu grać. Wyciągnęli go wręcz z łóżka, dali do łapy miotłę. Ogólnie to trzeba napisać petycję, bo każdy mecz jest na kacu, to grzech! Nie wiem, ile mam jeszcze lać superancko wodę, w każdym razie Joshua wskoczył w strój drużyny i musiał się jakoś obudzić. Oczywiście czasu było mało, więc zanim się zorientował już wisiał na miotle w powietrzu, a mecz się hucznie zaczął. Szkoda, że nie wiem w sumie co się dzieje, ale na pewno tak mocno dopingował swojej drużynie, że nie zauważył jak znicz przelatuje mu pod nosem. Nie pogardziłby papierosem i kubkiem ciepłej kawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Wiek : 21
Skąd : Cannes.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 33




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 14:46

No cóż. Nie żeby coś, ale tak zaczynać mecz i od razu dostać w nogę? Dobrze, że nie w głowę, pewnie już by leżała gdzieś tam na dole, i tyle ją wszyscy widzieli, a tak? Jeszcze mogła trochę polatać. I żeby było jeszcze ciekawiej – to można ze spokojem stwierdzić, że chyba… Australia naprawdę domagała się tego by ich zmieść z terenów Hogwartu. Już bardziej nawet wolała tą Kanadę. Nie żeby coś, ale… No po prostu lepiej, żeby na ich koncie nadal widniało piękne zero, niż jakiekolwiek punkty. Jak już pisałam – pozbyć się wroga do zera jest lepszą nagrodą. Przynajmniej zapamiętają na długo, że są słabi. Ale Eliza tak myślała tylko i wyłącznie dlatego, że dostała w nogę. Normalnie to jest całkiem miła. I oczywiście pomijając wszelkie zasady dobrego wychowania, zdrowej rywalizacja, pomijając zasady BHP, właśnie miała ochotę rozszarpać to blond dziewczę, ale po co? Jeszcze sama by zrobiła sobie krzywdę. No taka niedorajda z niej. Dziwne, że jeszcze utrzymuje się na miotle, ale yolo.
I jak już się ogarnęła, jak sobie pokurwowała pod nosem – stwierdziła, że lepiej ruszyć tyłek, skoro los, a raczej Merlin po raz kolejny wepchnął kafla w jej zgrabne rączki. Byłoby wszystko w porządku gdyby nie fakt, że Australijczycy za bardzo ją osaczyli, i za bardzo się pałętali. Teraz trzeba było chyba przyjąć inną taktykę, a co będzie najlepsze jak nie rzucenie kafla do pierwszego – lepszego wolnego ścigającego i po prostu wykonanie szalonego manewru – o ile na taki rzecz jasna wpadnie? Nie ważne. Eliza po prostu podała do innego ścigającego z Hogwartu, z nadzieją że tym razem na ich konto wpadną jakiekolwiek punkty. Byłoby przykro gdyby nie.


/ 2.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 14:58

O kurde, o kurde o kurde. To dzisiaj. Już. Dzisiaj. Wielki mecz. Pomiędzy Ścigaczami, a kimś tam z Australii. Nie ma opcji musieli wygrać. A on złapać Znicza. Nie było mowy, żeby nie. W ogóle to był wielki dzień. Pierwszy raz w meczu. I pierwszy raz na tak ważnej pozycji. Tak. W nocy już nawet nie mógł spać z radości i ze stresu. Ale spokojnie, odbębnił wszystkie niezbędne rytuały, przeżegnał się z siedem razy, poleżał krzyżem, nawet przed samym meczem odsikał dwa razy, tak prowizorycznie.
Od początku meczu skupiony był tylko na jednym celu. Znalezieniu Znicza. Problem w tym, że nigdzie go nie było. Dobra, dadzą radę. NIECH ŻYJE HOGWART, CO NIE?! No właśnie. Zatem. No, musiał się sprężyć, żeby tamci go nie dorwali pierwsi. Bo jak dorwą. To potem dorwą jego. A tego by nie chciał. Więc musiał się streścić.
Zasadniczo, już wpadł na jego ślad, ruszył za nim w pogoń, kiedy nagle dojrzał że jedna z zawodniczek z jego drużyny była dosć mocno osaczona przez wroga. - Zostawcie ją! – krzyknął, po czym ruszył na pomoc czerwonowłosej. Ta jednak inaczej widziała jego pomoc. Rzuciła do niego kaflem, czego on prawie wcale się nie spodziewał. Prawie.. W ogóle się nie spodziewał. Nieco przestraszony, w pierwszym momencie chciał go złapać, jednak mało nie spadł z miotły, no a kafel poleciał gdzieś hen, gdzieś hen.


/3.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 14:58

Math miała poważne powody, by dzisiaj tu nie przychodzić. Nie chciała grać, bo Red Rock ostatnio nie było w najlepszej formie. Ona sama była zestresowana tym, że zobaczy Kaiego, co zaprocentuje płaczem, zgrzytaniem zębów i tak dalej. Na całe szczęście nie widziała go, ani w szatni, ani później na boisku. Może znów ją zdradzał, żeby potem ją przepraszać? Westchnąwszy kilkakrotnie gdy usłyszała gwizdek wzniosła się w powietrze. Cieszyło ją to, że są inni ścigający, którzy zajmują się interesem drużyny, bo jej się strasznie trzęsły ręce. Bała się, że zepsuje i wszystko padnie jak porcelana, dlatego też gdy tak jęczała o wszystkim i o niczym zauważyła, że ktoś przeoczył fakcik, że Thomas próbował dostać się do ich pętli... To bez znaczenia co się stanie. Nie mogła na to pozwolić. Skupiła się na przechwyceniu kafla i udało się jej tego dokonać, więc po chwili leciała z nim gorączkowo zastanawiając się na odrzuceniem i jak już rzuciła to tak, że Hogwart znów był w posiadaniu kafla.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Wiek : 21
Skąd : Cannes.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 33




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 15:01

O, kurwa! No tego to świat nie widział. Jak to możliwe. Podaje kafla, nie - koleś musi go stracić. Ale co to za znaczenie, skoro tak naprawdę drużyna jest kompletowana na bieżąco. I tak jeszcze nie stracili żadnych punktów. To bardzo dobrze o nich świadczy, ale z racji, że Eliza się totalnie nie mogła otrząsnąć kiedy kafel po raz kolejny trafił w jej łapki - zdębiała. No i co znów miała zrobić? Po prostu dać się ponieść i w końcu zdobyć punkty, czy znowu podać do kogoś?
Na Merlina! Po co tak dużo tych australijczyków... Skąd oni się namnożyli! Nie ważne.
Eliza nie mogła dłużej zwlekać, trzeba było podać do kogoś innego.
Znowu.
Lepiej żeby tym razem coś z tego wyszło, w końcu - ileż można przetrzymywać kafla i dodatkowo nie wbijać żadnych punktów?

2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 15:10

Dobra. Drugie podejście i… JEST KURWA! ZŁAPAŁ! JUPI! No, ale nie czas na zabawy. Grunt, żeby teraz trafić do pętli. Trafić do pętli. Ruszył zatem w kierunku strony Red Rock, niestety, nie bardzo mógł sobie wypracować pozycję o oddania rzutu, toteż zdecydował się podać do kogoś. Zobaczył już nadlatującą dziewczynę. Nie pozostawało nic innego, jak jej podać. Może ona zrobi z tym kaflem, co należy. Daj boże.
W każdym razie, wykonał podanie. Matko, ale ich tu było dużo. Tomek miał wrażenie, że członków Ścigaczy, jakby było mniej. Zdecydowanie mniej. No tak, pewnie wszyscy pokryci, bo gdzieżby tam, nie przyszli na mecz, albo zwyczajnie ich nie było. Nie! No. Takie rzeczy się zwyczajnie nie zdarzają.

/4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : zewsząd
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 51
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5488-charlie-finn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5490-huckleberry-finn-ma-corke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6093-czarli-fin#172771




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 15:31

Bardzo nie podobało jej się to, że hogwarcka drużyna tak przywłaszcza sobie kafla. KOLOROWOWŁOSA (nie blondynka!) szybowała wciąż w okolicach dwójki przerzucających do siebie ścigających, aż nadarzyła się idealna okazja, by wytrącić im kafla z rąk. Tłuczek zbliżył się do niej, a ona zamierzała odbićgo z ogromną siłą. Zabolała ją cholernie niedawno złamana ręka, aż syknęła z bólu. Ledwo musnęła tłuczek, a pałka wypadła jej z rąk. Klnąc głośno pod nosem zanurkowała, by ją złapać. Pudło. Cholera. (5)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 39
  Liczba postów : 392
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 29 2013, 15:33

Właściwie to Neva jeszcze nie bardzo ogarniała, jakim cudem została dzisiejszą szukającą drużyny Znikaczy. Ktoś po nią przyszedł, w pośpiechu zagonił na boisko i stało się. Sama zbytnio nie opierała się wizji zagrania w meczu, bo w końcu yolo, do odważnych świat należy. Na miotle latać umiała dobrze, wzrok miała bystry i spostrzegawczy, a w dodatku pokłady sprytu były w jej drobnej postaci niemożliwe do wyczerpania. I tak oto znalazła się w tym miejscu, wypatrując złociutkiego znicza w tej paskudnej, nieprzyjemnej pogodzie. Drobny śnieg obsypał jej ciemne włosy na całej długości, a wiatr tańczył w stroju, gdy tak przemierzała kolejne odcinki w powietrzu w zamiarze wypełnienia swojej misji. I nagle.. o, czy to był złoty blask? Pomknęła w tamtą stronę, schylając się tuż nad trzonkiem swojej miotły. Wyciągnęła dłoń. Tak blisko… tak blisko…
- Jest! – z szerokim uśmiechem pochwyciła znicza, unosząc go do góry w przypływie dumy. Klękajcie, narody i chwalcie swoją Drayton!

/5 i 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 40Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 22 ... 40  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-