IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Australia, Cairns
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 121




Gracz






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Czw Maj 30 2013, 13:42

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha

Jest to duża powierzchnia o owalnym kształcie, rozmiarów około 55 na 152 metry. Po dwóch przeciwnych końcach, na polach bramkowych umieszczone są trzy tyczki, każda z obręczą na czubku, do których to wrzuca się kafla. Po środku znajduje się koło środkowe, skąd na początku meczu wypuszcza się piłki.
Odbywają się tu wszystkie rozgrywki Quidditcha między domami, a także treningi drużyn. Czasem uczniowie przychodzą sami, bądź większymi grupami by polatać sobie dla przyjemności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 256
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 17 2016, 18:21

Lope podróżował całkiem sporo, ale nigdy w tereny o tak chłodnym klimacie. Często zwiedzał Rzym z rodzicami, zaznajamiał się z innymi czystokrwistymi rodzinami w Grecji czy nawet w Afryce, gdzie przebywał w Egipcie. Musiał zapoznawać się z wysoko postawionymi ludźmi, którymi w przyszłości miał zarządzać, podobnie jak jego ojciec. Kiedyś nawet to lubił. To całe odgrywanie arystokraty, egoistycznego narcyza. Rola Lope przeniknęła do niego samego, sprawiając, że niemal zapomniał o tym, co naprawdę jest ważne. Nie sława czy pieniądze, których braku nie przywykł odczuwać. Znajomości w Calpiatto z pewnymi osobami lepiej uświadomiły Hiszpanowi co liczy się w życiu bardziej niż galeony, znane nazwisko, pozycja kapitana... Tylko, że teraz wszystko się zmieniło. Oboje, Lope i Caramelo, byli tego świadomi. Tylko inaczej do tego faktu podchodzili.
- Nie, do tej obok. - mruknął sarkastycznie, skupiając wzrok na swoim wysoko sznurowanym bucie, którym podłubał chwilę w miękkiej, rozlazłej ziemi. Oczywiście, były jakieś dziewczyny w pobliżu, ale Lope nawet nie podniósł na nie wzroku. Nigdy nie interesowali go ludzie, z małymi wyjątkami. Właśnie jeden widział przed sobą i zastanawiał się co zrobić, żeby nie uciekł. Bo przecież mogła nie mieć ochoty się z Hiszpanem męczyć, bo był świadom, że rozmowa z nim rzadko należała do przyjemnych. Potrafił być bardzo irytujący i arogancki, więc niewielu ludzi zdołało z nim wytrzymać.
- Oczywiście, że sobie poradzisz, przecież jestem przy tobie - powiedział z delikatnym uśmiechem błąkającym się na wargach, nie na tyle szerokim, żeby ujawnił dołeczki w policzkach chłopaka. Zawsze miał wrażenie, że Caramelo źle interpretuje jego słowa, ale doszedł do wniosku, że kobiety tak mają. Słyszą to, co chcą słyszeć. I jakoś nie uwierzył, że znalazła się tu "przez aurę". W końcu każdy normalny człowiek wolałby zaszyć się teraz w ciepłym łóżku i nie wychodzić dopóki nie pokaże się słońce. A wiedział, że Miramon wolała lżejszą pogodę, w końcu pochodzili z tego samego kraju.
Dostrzegł, że dziękuje mu wzrokiem za zaklęcia, co go w pełni zadowoliło. Lope mimo wszystko wolał, żeby nie trafiła z zapaleniem płuc do skrzydła szpitalnego. Kogo by wtedy męczył swoją obecnością? Kogo ironii mógłby słuchać? W czyje granatowe oczy by się wpatrywał? Po prostu lepiej się czuł z pewnością, że przynajmniej się nie pochoruje. Choć jakichś urazów się spodziewał po dzisiejszym treningu. Dlatego zamierzał pilnować dziewczyny. W końcu nie była tak doświadczona jak on.
- Och, mój idealny wiek niedługo przeminie, muszę się pospieszyć. - zmartwił się, spuszczając wzrok na swoją miotłę, którą nieomal stracił. Rzucił niezbyt miłe spojrzenie nauczycielowi, który zajmował się jakąś dziewczyną ze Slytherinu. Obserwował też, jak Caramelo przywołuje sobie miotłę, której stan ukłuł oczy Mondragona. Merlinie drogi, jak można było tak zaniedbywać szkolne miotły? Nie mógł tego pojąć. - Zdecydowanie. Co my tu właściwie nadal robimy? Tyle szkół magii jest na świecie. - wymamrotał, a wtedy nauczyciel postanowił ponownie ich zbesztać za nie wiadomo co. Lope z drobnym zaskoczeniem obserwował, jak Caramelo chowa się za niego.
- Zależy w jakim sensie. - odparł powoli, zerkając do tyłu z rozbawieniem. Czasami robiła rzeczy o których Lope nawet by nie pomyślał. Nie ucieszyły go jakoś te punkty dla zielonych, bo do Pucharu Domów podchodził z dużą dozą obojętności. - Gwiazda? - powtórzył, unosząc wysoko jedną brew. Miał już zamiar kompletnie zignorować polecenie Lamera i po prostu stanąć gdzieś przy torze przeszkód. Ale to właśnie jego wybrał na prowadzącego, specjalnie robiąc mu tym na złość. Tak się chcesz bawić? No to dobrze. Lope nie znosił być w jakikolwiek sposób poniżany, więc chęć zemsty jakoś sama tak rozkwitła w jego głowie.
Nie ćwiczył jednak leniwie. Przyłożył się, chcąc jak najlepiej przygotować do piekła, jakie rozpęta się tam na górze. Zdawał sobie sprawę z tego, że niektórzy uczniowie mogą stanowić niezłą konkurencję. A utracić dobrej reputacji po poprzednim meczu nie zamierzał. Zerkał na rozgrzewce na Miramon, która pasowała do nich jak osioł do grupy pięknych mustangów. Pokręcił głową, naprawdę zastanawiając się, jak sobie poradzi.
- Nienawidzę go. - jęknął w końcu, nie na tyle głośno, żeby Lamer go usłyszał. Zaraz jednak zorientował się, jak mogłaby to odebrać Hiszpanka, więc przeczesawszy palcami ciemne włosy dodał szybko: - Oczywiście, nie chodzi o to, że jestem w parze z tobą. Po prostu ten koleś mnie wkurwia.
Kiedy zbliżyła się do niego wyjątkowo blisko złapał ją za rękę. Nie wiedział czemu to zrobił, ale złączył swoje palce z jej palcami. Miała dużo cieplejszą dłoń, ogólnie zdawała się być cieplejszą osobą niż Lope.
- Bywam pamiętliwy, Caramelo. - odparł z uśmiechem, pozwalając by te słowa zawisły w powietrzu. Cofnął swoją dłoń, odtwarzając sobie jeszcze raz w myślach moment, kiedy oddech dziewczyny ogrzał jego policzek. Patrzył, jak odlatuje i westchnął z niedowierzaniem. Wziął dwie pałki, widząc, że nie zamierza zawrócić. - Łap. Wiesz, tym się odbija te szybkie, twarde piłki. - powiedział kpiąco, bo nie mógł sobie tego odmówić. - Szkoda, jakby twoja twarzyczka ucierpiała.
W końcu mogli zacząć. Lope wzbił się wysoko w górę na próbę, chcąc poczuć wiatr bijący w jego twarz. Krople deszczu unikały chłopaka, podobnie jak śnieg. Mógł spojrzeć na całe boisko z góry, dopiero później podleciał do Caramelo. Nie oszczędzał się, wkładając w każde podanie jak najwięcej staranności. Nie tylko dlatego, że robił to dla siebie, żeby w następnym meczu być najlepszym, ale też dla Hiszpanki. Musiał wyjątkowo ostrożnie z nią współpracować, co traktował trochę jak nauczanie młodszego, niedoświadczonego gracza. Zdecydowanie nie stanowiła żadnego wyzwania dla Lope, który więcej uwagi poświęcał manekinom. Parę razy ledwo wywinął się tłuczkom, robiąc w ostatniej chwili zwrot lub beczkę. Nie zamierzał się popisywać, dlatego odpuścił sobie różne akrobacje w powietrzu. Wszystko szło w miarę sprawnie. Był nawet zadowolony z Caramelo, która się starała. Kiedy nagle usłyszał krzyk. Nie skupił się wystarczająco na tym, co robi dziewczyna i wszystko stało się zbyt szybko.
- Caramelo! - zawołał, zapominając o tym, że przecież tak zależało mu na masce obojętności. Ale myśl, że coś mogło stać się Hiszpance, sprawiła, że serce zaczęło bić Lope szybciej niż dotychczas. Zawrócił miotłę tak gwałtownie, że sam prawie z niej spadł, po czym pomknął ku spadającej Krukonce. Nie przewidział jednak tego, że on także oberwie. Mondragon poczuł nagły, promieniujący ból w dole nogi. Zgiął się natychmiast na miotle, zaciskając zęby, żeby nie wrzasnąć. Tłuczek rąbnął go w kostkę tak, że miał ją już na pewno potrzaskaną.
Powtórzył imię dziewczyny, podnosząc wzrok, żeby zobaczyć, czy dała radę się utrzymać. Oddychając głęboko wyrównał lot, zaciskając co chwila mocno oczy, w których pojawiły się łzy. Odwrócił się od dziewczyny i zleciał na dół, straciwszy poczucie równowagi tuż przy ziemi.
- Kurwa mać - zaklął po hiszpańsku głośno, kiedy położył się na mokrej trawie. Wilgoć i chłód działały na chłopaka kojąco, choć nadal dużo silnej woli wkładał w to, żeby nie zwinąć się po prostu w kulkę. Nawet nie miał ochoty patrzeć na swoją kostkę.

kostka 2,5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 267
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13544-xavier-whitegod
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13546-xavier-whitegod
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13547-xavier-whitegod
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13548-xavier-whitegod




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 17 2016, 21:21

No dobra, może naprawianie nosa Xaviera w wykonaniu Lucy nie było aż takie świetne, jak wyraził to swoim słowami, dziewczyna okazała się jednak bardzo koleżeńska, więc nie chciał sprawić jej nawet najmniejszej przykrości. Ucieszył się jednak w duchu, kiedy zobaczył, że panna Leblanc zawitała do nich na boisko. Po treningu podleci do niej i poprosi o małą korektę. No, chyba że dostanie tak jeszcze kilka razy i nawet najlepsza pielęgniarka nie będzie mogła mu pomóc.
Xavier starał się być optymistą, to prawda, lecz tutaj chodziło jeszcze o coś innego. To był sport, ruch, dreszczyk emocji, rywalizacja, adrenalina. Wszystko to uwielbiał w Quidditchu, więc grając, reagował jak typowy facet. W momentach jak ten, ból i krew są czymś równie nieważnym, co mucha latająca wokół głowy - przeszkadza, ale da się wytrzymać. Ucieszył go za to fakt, iż odrobina jego entuzjazmu udzieliła się treningowej partnerce.
Słysząc jej słowa, otworzył szeroko oczy w udawanym zdziwieniu.
- W takim razie dobrze, że nie trafiłem do Gryffindoru - powiedział żartobliwie, nawiązując do wspomnianego przez Lucy szkarłatu i tego, że w ogóle nie pasuje do Whitegoda.
Potem dziewczyna wyciągnęła drugą chusteczkę, sama zaczęła wycierać mu krew z twarzy i wtedy zdziwił się naprawdę. W pierwszym odruchu drgnął na miotle, lecz od razu po tym pozwolił jej zrobić, co zamierzała. Gest Krukonki mile go zaskoczył, sprawiając, że w tamtej chwili spojrzał na nią przez zupełnie nowy pryzmat. Gdy tak wychylała się w jego stronę i wycierała krew, mógł o wiele lepiej i bliżej przyjrzeć się jej, i może to głupie, ale uświadomił sobie, jaka jest ładna, nawet w tej pogodzie, ekstremalnej sytuacji i w przemoczonym stroju do Quidditcha. Szybko jednak odegnał te myśli. Dziewczyny takie jak Lucy zawsze miały chłopaka, a on nie chciał w żaden sposób jej zniechęcić do siebie.
Podziękował ciepłym uśmiechem i przeleciał na drugą stronę, gdyż Lucy rzeczywiście chciała się zamienić. Już myślał, że wrócą do treningu, gdy coś odwróciło uwagę dziewczyny. Odwróciło bo odwróciło, lecz nie na tyle, by nie zobaczyła nadlatującego tłuczka. Xav ze zgrozą obserwował, jak Lucy posyła piłkę w stronę przybyłego chłopaka.
Skrzywił się.
- Ouć... Teraz mam pewność, żeby nie zachodzić ci za skórę. - Dostał od niej już raz, lecz kaflem, a to zupełnie dwie różne rzeczy.
Może ten cały trening z taką ilością tłuczków nie był dobrym pomysłem? No bo wszyscy co chwilę byli nokautowani, przerywali trening, wracali, znowu coś się działo i tak w kółko... Przez to wszystko tak naprawdę zabrakło najważniejszego - samego treningu. No ale... przynajmniej mogli wyćwiczyć swoją czujność do maksimum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Gru 19 2016, 23:55

Jako dobra i sumienna pielęgniarka spoglądała po dzieciach wiszących w powietrzu ze swojego ukrycia. Paliła spokojnie papierosa, zabierając się w zasadzie za kolejnego, kiedy ujrzała jak jedna z par ląduje na ziemi. Nie za bardzo wiedziała czy już ma biec na ratunek, czy jeszcze żyją, jednak po chwili znalazła się tuż obok @Lope Mondragón i jego koleżanki.
- Nic wam nie jest? - spytała. Dziewczyna wyglądała na całą, lecz kostka chłopaka puchła w oczach. Na Josephine nie zrobiło to w zasadzie szczególnego wrażenia; wyjęła różdżkę i w paru ruchach najpierw uśmierzyła ból a potem poradziła na skręcenie.
- A podobno sport to zdrowie.. - mrucząc do siebie pod nosem upewniła się, że noga była sprawna, po czym wróciła w swoje bezpieczne miejsce powracając do dalszych obserwacji.

Cytat :
Jeśli ktoś nie ma ochoty czekać do ewentualnej interwencji pielęgniarki tylko zaryzykować, MUSI rzucić kostkami:

KOSTKI DO LECZENIA ZŁAMAŃ/ZWICHNIĘĆ/URAZÓW KOŃCZYN:
1,6 - zaklęcie jakimś cudem powiodło się;
2,3 - prawie się udało, jednak efekt końcowy przyniósł więcej szkód niż korzyści; musicie poczekać na pielęgniarkę
4,5 - zaklęcie nie udało się a poszkodowany czuje ogromny ból

KOSTKI DO LECZENIA KRWAWIEŃ Z NOSA, GUZÓW, LEKKICH POWIERZCHOWNYCH OBRAŻEŃ:
parzyste - udało się
nieparzyste - nie udało się

Jeśli chodzi o tylko i wyłącznie chwilowe uśmierzanie bólu - załóżmy, że każdy umie to zrobić;
Plus jeśli ktoś chce interwencji pielęgniarki proszę o oznaczenie mnie przez @".."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 218
  Liczba postów : 219
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 25 2016, 17:17

Spoglądając na wszystkich uczniów, mógł z zachwytem przyznać, że rozgrzewka trwała w najlepsze i pewne kontuzje nie były dla niego zaskoczeniem. Wiedział, że będą gorsi gracze, którzy nie dadzą sobie rady, tak samo jak i wierzył, że przyjdą Ci uczniowie, w których była cała jego nadzieja do stworzenia jakiegoś sensownego składu w Quidditchu.
Podrzucając pałką, będąc jednocześnie gotowy na każdą ewentualność, chodził po boisku, sprawdzając co się dzieje i czy Ci, co upadli, są w stanie dalej trenować. Rozgrzewka ta, miała być też pewnego rodzaju sprawdzianem wytrzymałości, zręczności i skupienia nad wieloma rzeczami. Szybkie reakcje, to Lazare chciał wpoić swoim uczniom, gdyż ta umiejętność była bardzo potrzebna do Quidditcha.
Widok pielęgniarki bardzo go uszczęśliwił, nie interesował go jej nastrój, wiedział, że pani Leblanc mimo pewnych zgryzów i lenistwa, potrafi się zająć rannym. A po to tu jest. Zaczęli oboje krążyć po boisku, zgarniając rannych uczniów i stawiając ich na nogi.
Limier był też w stu procentach gotowy na pewną ewentualność, która nastąpiła – tłuczek został wykierowany w jego osobę, przez co, musiał go odbić. Nie sprawiło mu to jakiegokolwiek problemu, nie słuchał też dziwnych wyjaśnień Gryfonki, posłał jedynie tłuczek w powietrze. Nie wycelował w nikogo, już wystarczająco uważali, że faworyzuje uczniów. Uśmiechnął się jedynie do dziewczyny, co chyba wzięła sobie do serca to, że posłała tłuczek w nauczyciela.
Ostatnie z przykrych zajść dotyczyło jego faworyta, pana Lope. W duchu uśmiechał się szeroko, widząc go leżącego na trawie i coś tam jęczącego pod nosem. Jednakże, był nauczycielem, więc zamierzało się nim zająć.
Już miał się przyglądać jego kostce, kiedy pojawiła się błyskawicznie pielęgniarka szkolna, która niewątpliwie uleczy chłopaka lepiej niż on. Lazare w tym czasie postanowił, że czas rozgrzewki się skończył i mogli zająć się dalszymi etapami. W międzyczasie ucieszył się, że przyszedł i kolejny uczeń, który nie załapał się jednak na rozgrzewkę, dlatego rzucił mu by zrobił parę okrążeń, rozgrzał mięśnie i stawił się na zbiórkę, którą w tym momencie zwołał.
Jak wszyscy uczniowie stali już przed nim, zaklęciem pogłośnił sobie głos i wymówił następujące instrukcje:
- Skończyliśmy rozgrzewkę, niektórzy lepiej, drudzy gorzej, jednakże nikt nie umarł, z czego jestem niezmiernie dumny. Teraz czas na normalny trening. Jest was piętnaścioro, jeśli mnie oczy nie mylą. Dlatego zagramy składy nierówne, w jednej drużynie będzie osiem osób, w drugiej siedem. Gracie do złapania znicza. Zasady te same co podczas zwykłego meczu, tłuczków będzie pięć, nic się nie zmieniło. Możecie sobie jeszcze bardziej dogryźć, jeśli ktoś nie rozumie o co chodzi w tym treningu to już tłumaczę – skupiam się na waszym refleksie i zdolności podejmowania szybkich decyzji. Tego oczekuje w pierwszej kolejności, dlatego weźcie się w garść i niech lepsza drużyna zwycięży! – Zakończył zaklęciem i jednym machnięciem różdżki wszystkie manekiny i przeszkody zniknęły, tłuczki upadły na ziemie bezwładnie. Uczniowie złączyli się szybko w drużyny, znicz wyleciał, Lazare rzucił kaflem do góry, jednocześnie rozpoczynając mecz. W tym samym czasie, tłuczki ożywiły się, lecąc już w stronę pierwszych napotkanych graczy. Ze względu na mniejszość graczy w drużynie nr 2, właśnie ta drużyna zaczyna rozgrywkę.

Kostki:
Uwaga! Stanowiska wybieramy, dostosowując się do reszty tzn. jeśli już ktoś wziął szukającego, to możesz wziąć drugiego, do drugiej drużyny. Natomiast, jeśli oba te miejsca będą zajęte, musisz wybrać inne. W drużynie nr 1 będzie trzech pałkarzy, w drużynie nr 2 będzie ich dwoje.A i w ogóle, Wesołych Świąt tak btw!

Ścigający:
 

Obrońca:
 

Pałkarz:
 

Szukający:
 

Kod:

<zg>Wybrana rola:</zg>
<zg>Kostki:</zg>
<zg>Drużyna nr 1/2</zg>

zaczyna pierwszy ścigający z drużyny nr 2, który odpisze pod tym postem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 534
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Gru 25 2016, 18:18

Jak się spodziewał. To nie był ich prawdziwy trening lecz dopiero początek zajęć i planów mężczyzny. Powrócił więc na ziemię kiedy to trener ich wezwał. Zszedł z miotły i oparł na niej prawie cały swój ciężar. Nie był zmęczony, lecz noga nadal go bolała po tym jak oberwał od Daisy kaflem. Dał jej więc odpocząć i wysłuchując kolejnych poleceń, a także reguł nie zamierzał czekać i się długo zastanawia
Znów wskoczył na miotłę i w zasadzie odleciał już stojąc na podpórce jedną stopą krzycząc jeszcze jedynie:
- Szukający! - Po czym pomknął przed siebie jak szalony, powód był prosty. Znicz dopiero co wyleciał więc nie mógł odlecieć daleko. Z tego powodu wybral taką pozycję z drużyny zaczynając szukać już złotego znicza
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 267
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13544-xavier-whitegod
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13546-xavier-whitegod
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13547-xavier-whitegod
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13548-xavier-whitegod




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 27 2016, 18:14

Kiedy okazało się, że pokonywanie torów przeszkód i walka z tłuczkami to jedynie przedsmak ich treningu, Xavier ucieszył się jeszcze bardziej. Nie było nic złego w ich wcześniejszych ćwiczenia, tak jak się domyślił - profesorowi chodziło o doskonalenie ich refleksu, dobrze jednak było rozegrać sobie zwykły mecz. Prawie zwykły, bo z pięcioma tłuczkami.
Whitegod nie musiał zastanawiać się nad swoją pozycją w grze. Nie było sensu by grał jako pałkarz czy szukający, skoro w drużynie ich domu był ścigającym. Wiedział też od razu, do której drużyny przystąpić - oczywiście do tej z mniejszymi szansami na wygraną, czyli do drużyny drugiej. Dzięki temu trening będzie bardziej owocny, a zwycięstwo - jeśli nastąpi - o wiele przyjemniejsze. Nie ma nic nudniejszego od folgowania samemu sobie. Według Xaviera dobry sportowiec powinien sam stawiać sobie wyzwania.
- Ścigający w drugiej drużynie! - zgłosił się do profesora, po czym tak jak sekundę wcześniej Aleksander, wzbił się w powietrze. Jego drużyna zaczynała.
Gdy pozycje zostały ustalone, wszyscy unieśli się nad boiskiem i ustawili, mecz w końcu mógł się rozpocząć. Profesor Limier gwizdnął i piłki poszły w ruch. Xavier chwycił mocno kafla, lokując go w zgięciu prawej ręki. Poszybował przed siebie, kierując się w stronę obręczy bramkowych przeciwnej drużyny i modląc się w duchu, by pałkarze w jego drużynie okazali się skarbami światowego Qudditcha - pięć tłuczków w grze to już nie żarty.
Nagle ktoś z przeciwników wzleciał tuż przed nim i Whitegod musiał wyhamować. Wiedział, że jest już za późno na akcję omijania, rozejrzał się więc i rzucił kafla do drugiego ścigającego z jego drużyny.


Wybrana rola: Ścigający
Kostki: 4
Drużyna nr: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 304
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13665-lucy-shercliffe#363353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13676-lucy#363505
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13677-tornado#363506
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13675-lucy-shercliffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 27 2016, 19:40

Lucy uśmiechnęła się lekko do Xaviera wycierając mu twarz chusteczką. Była lekko zdziwiona, gdy chłopak na początku się odsunął i jakby... wzdrygnął. Nie chciała go do siebie zniechęcać, a tak się właśnie poczuła. Gdyby wiedziała co sobie teraz myśli pewnie by zachichotała. Nie sądziła, że jest dziewczyną, która mogłaby wzbudzać takie uczucia. Raczej uważała samą siebie za dość przeciętną. Nie specjalnie ładną. A już na pewno nie taką, która mogłaby wprowadzać kogoś w zakłopotanie.
Gdy tłuczek dotarł do upragnionego celu - barku Mishy - Lucy triumfalnie się uśmiechnęła i posłała dumne spojrzenie Xavierowi. Niech podziwi jakiego ma świetnego cela. Trafić w taką dupę wołową z tak długiej odległości to talent. Najchętniej jeszcze wyrzuciłaby ręce w górę i zakrzyknęła, lecz powstrzymała się. To mogłoby za bardzo zwrócić uwagę nauczyciela. Spojrzała badawczo na Lumiera, lecz ten najwidoczniej za bardzo pochłonięty był kolejnym wypadkiem.
- Spokojnie. Na razie możesz czuć się bezpiecznie – powiedziała i spojrzała mu w oczy, lekko wzruszając ramionami. - Wystarczy, że nie będziesz największym dupkiem w Hogu.
Nie miała zamiaru go przestraszyć, czy coś w tym rodzaju. Czekała, aż będzie mogła zemścić się na Krukonie, a dzisiaj nadarzyła się idealna okazja. Tyle osób już zostało znokautowanych, że mogła to łatwo zrzucić na przypadek i nie dostać za to minusowych punktów.
Gdy już skończyli zadanie zleciała z ulgą na ziemie mając nadzieje, że to koniec piekielnego treningu na dziś. Rzuciła miotłę i kij tak jak stała i wyciągnęła z kieszeni paczkę fajek. Wsadziła sobie papierosa do ust i już miała go odpalić, gdy nauczyciel oznajmił, że to dopiero rozgrzewka. Dopiero? Czy on przeoczył co się właściwie stało? Nie zauważył, że już polała się krew? Rzuciła mu mordercze i ze smutkiem schowała papierosa do paczki. Podniosła wcześniej rzucone rzeczy i wzbiła się w powietrze.
- Pałkarka – powiedziała, tak żeby wszyscy usłyszeli. Nie musiała się długo zastanawiać nad pozycją, na której chce zagrać. Skoro już raz tak ładnie trafiła, to będzie chyba najlepszy pomysł. Wybrała drużynę, w której był Xav i poleciała na odpowiednią stronę boiska. Gdy już wszyscy się ustawili, przystąpiła do ataku. Podleciała do najbliższego tłuczka i odbiła go w stronę zawodnik z przeciwnej drużyny. Niestety nie trafiła i piłka minęła go dokładnie o włos. Zaklęła pod nosem.


   Wybrana rola: pałkarka
   Kostki: 5
   Drużyna nr 1/2 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Gru 28 2016, 00:02

Najwyraźniej i jej dawny przyjaciel miał dzisiaj nieco lepszy humor niż przy wcześniejszych spotkaniach, więc Candy nie mogła tego zaprzepaścić. Kłótnia w taka pogodę nie wydawała jej się ani trochę kusząca. Stała przed Hiszpanem chwilę, nie wiedząc, co teraz powinna zrobić. To była ta chwila, którą powinni zagospodarować sobie sami, ale w przeciwieństwie do innych ludzi, nie mieli o czymś rozmawiać. Wszystkie potencjalne tematy dotykały przeszłości.
Uniosła brew, spoglądając na Lope. Aha, czyli jednak najlepiej powiedzieć kobiecie, że facet zawsze ją uratuje.
Dziękuję za wiarę we mnie – odparła. Jej uśmiech przychodził o wiele łatwiej, chociaż częściej był fałszywy niż szczery. Jednak niewiele osób potrafiło go przejrzeć, jako że lata temu stał się jej prawdziwym uśmiechem. – Liczę na to, że jak będę spadała, to w ostatniej chwili mnie złapiesz – rzuciła jeszcze zaczepnie. Nie, nie oczekiwała, że ktokolwiek będzie ją ratował. Ludzie byli zbyt egoistyczni, a jeżeli robili coś dla kogoś, to zawsze oczekiwali rekompensaty w takiej lub innej postaci, a Candy nie chciała być zależna od nikogo.
Myślę, że niektórym wolno umrzeć później – powiedziała z pobłażliwym uśmiechem. Nie licząc życiowych porażek, nikt nie powinien tak szybko tracić życia. Zanim rozpoczęli trening, zdążyła jeszcze tylko markotnie mruknąć, że nie wie, co ją skłoniło do przyjścia do Hogwartu.
Najwyraźniej dzisiaj zadziwiała Ślizgona na każdym kroku. Miłą rozmową, wdzięcznością i jeszcze tą chęcią ukrycia się przed światem, za… kimś, kogo tak po prawdzie nienawidziła. Pewnie też ta miotła – która dla Candy była zwykłą miotłą – zadziwiała Hiszpana. Ale to już przez to, że w ogóle jeszcze takie trzymają w szkole.
Spojrzała sceptycznie na Lope. Jasne, bo na pewno nie przeszkadzało mu, że trafił na taką niemotę jak Hiszpanka. W ogóle nie było na co narzekać. Najwyraźniej profesor zdążył ocenić jej umiejętności i stwierdził, że zabawnie będzie trochę się nad nią poznęcać, a przy okazji zabrać całą przyjemność dobremu sportowcowi. Wzdrygnęła się mimowolnie, gdy Lope złapał ją za rękę. Zrobił to niespodziewanie, ale nie chodziło tylko o to. Candy nie wierzyła, że chłopak w ogóle może to zrobić, że chciałby to zrobić. Zwykle od siebie stronili, więc gest ten jeszcze bardziej ją zdziwił, przestraszył. Może, gdyby tylko ją trącił, odebrałaby to inaczej, ale wyraźnie czuła, jak splata ich palce. W tej chwili tak bardzo brakowało jej słów, że jedyne, co mogła zrobić, to odlecieć z zawstydzeniem i z tego wszystko zapomnieć nawet pałki (a podobno startowała na pałkarza).
Każda szczęśliwa chwila musiała zostać zwieńczona porażką. W przypadku Candy nie było wyjątków, więc po meczu będzie mogła sobie do woli wyrzucać, jaką to zaślepioną idiotką się okazała. Myślała, że nie będzie tak źle, a okazało się jeszcze gorzej. Uderzenie na chwile ją zamroczyło i najwyraźniej hamowała półświadomie, może to za sprawą tego, że usłyszała, jak ktoś ja woła. Tak, jakby ten głos chciał jej pomóc. Obudziło to w niej ochotę na zobaczenie twarzy tej osoby, dlatego – mimo że straciła pałkę – wyratowała chociaż siebie. Chwilę zajęło jej, zanim na dobre zapanowała nad miotłą i mogła ocenić, jak wygląda sytuacja. Nigdzie nie widziała Lope i zdążyła się przestraszyć, że coś się mu się stało (i to przez nią!), gdy skierowała spojrzenie na dół i zobaczyła go tam, leżącego na trawie z nietęgim wyrazem twarzy (a przynajmniej tak jej się z tej odległości wydawało). Podleciała do niego tak szybko, jak potrafiła, chociaż zbyt mocno skierowała miotłę w dół i nieporadnie wylądowała kilka metrów dalej. Walnęła starego zmiatacza na ziemię i podbiegła do Ślizgona.
Na Merlina, Lope, co się stało? – Była wyraźnie przejęta i nie wiedziała, co w co włożyć ręce, za co się zabrać. Przede wszystkim chciała się dowiedzieć, co się chłopakowi stało. Przyklękła obok. Spojrzała na jego twarz, potem ręce, czy aby nie są połamane, potem na tułów… Dopiero na koniec zauważyła, że kostka w wysokim bucie jakby urosła. Przytomnie zauważyła, że jest pewnie spuchnięta. – Noga – powiedziała. Nie przypominała sobie jednak żadnego pożytecznego zajęcia, więc mogła jedynie pomóc w mugolski sposób. Pochyliła się i najpierw rozwiązała but, a potem poluzowała go na tyle, aby potem zdjąć z opuchniętej nogi. Poprosiła Lope, żeby lekko ją uniósł, ale i tak sama starała chociaż trochę ją podtrzymać. Gdy zobaczyła siną opuchliznę, przełknęła ślinę i zaczęła się rozglądać na pielęgniarką, która na szczęście została tu wcześniej sprowadzona i teraz nie odmówiła im pomocy. Candy odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się pocieszająco do Lope. - Chyba będziesz żył - stwierdziła. Prawie całkowicie zapomniała o olbrzymim sińcu na plecach i teraz podnosiła się już i otrzepywała spodnie. Wyciągnęła rękę w kierunku Hiszpana. - Wstajesz? - Musieli się stawić zaraz przed profesorem, nie mieli czasu się ociągać, chociaż bardzo chciała położyć się obok Lope, zdjąć z siebie zaklęcie i pozwolić, żeby deszcz obmył jej zmęczoną twarz.
Gdy szli na zbiórkę, Candy zgarnęła swoją miotłę, żeby znowu się na niej podeprzeć. Kiedy usłyszała, że zagrają mecz, miała nadzieję, że Lope pójdzie do tej samej co ona. Jednak nie odzywał się, więc sama zadecydowała, że przyłączy się do tej, w której będzie więcej pałkarzy. Nie wiedziała nawet, czy Lope to odpowiada czy też nie. Zameldowała się profesorowi, odnalazła pałkę i znowu wzbiła w powietrze.

Wybrana rola: pałkarz
Kostki:
Drużyna nr 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1150
  Liczba postów : 905
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Sty 02 2017, 02:39

Oj, będzie ciężko, pomyślała widząc jak Reina osłania się przed rzuconą przez nią pałką. Jakby wiedziała, to by ją podała, ale no trudno, stało się… Najważniejsze, że Krukonka nie miała jej tego za złe.
- No tak – odpowiedziała, jakby była to najbardziej oczywista oczywistość – Obiecuję. Hej, nie ma się co wstydzić – oceniła przy pierwszym wyznaniu, posyłając jej wyrozumiały uśmiech. Lęk wysokości był jej zdaniem znacznie bardziej logiczny od strachu przed ciemnością. Upadek był jak najbardziej możliwy i niebezpieczny, ciemność sama w sobie nikomu jeszcze krzywdy nie zrobiła. Szkoda, że gdy przychodziło co do czego, przestawała tak racjonalnie myśleć. Kaszlnęła w rękę przy kolejnym zwierzeniu, głównie po to żeby ukryć uśmiech. Nie chciała śmiać się z przyjaciółki, po prostu uznała to za niesamowicie pocieszne pytanie. Nie chciała się jednak tłumaczyć, na wypadek gdyby Dulce inaczej zinterpretowała jej reakcję.
- To całkiem proste – zaczęła tłumaczyć – Opierasz się nogami o te podpórki przy witkach, a siadasz nie na trzonie tylko na połączeniu z witkami, tu jest szerzej. Zresztą póki nie potrzebujesz rąk, to wcale nie musisz siadać, wystarczy się lekko oprzeć dla równowagi i trzymać się rękami i nogami. Wtedy się też automatycznie pochylasz i lecisz szybciej. A jak już musisz się puścić, to osobiście sobie siadam trochę bokiem, bardziej na udzie niż na tyłku. Z początku trudno złapać równowagę, ale w końcu sobie znajdziesz taką pozycję, żeby ci było wygodnie. No i dobrze jest szybko zmieniać uda, w zależności z której strony uderzasz – jak tak to teraz wyłuszczyła, to dotarło do niej, ze może wcale nie brzmi to tak łatwo jak jej się wydawało. Teoria jak zwykle wszystko komplikowała – Zresztą wszystko wyjdzie w praniu. W praktyce jest dużo łatwiej. Nie myśl o tym za dużo – poradziła jeszcze na koniec, po czym wzleciały w powietrze.
Dulce wcale nie szło tak beznadziejnie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, ile osób krwawiło już z nosa. To się świetnie składało, bo Ett miała własne problemy, w które już zdążyła się wpakować. Na (nie)szczęście jej zamach na nauczyciela się nie powiódł. Odetchnęła z ulgą, kiedy Limier posłał jej uśmiech. Wyglądało na to, że tym razem nie poniesie konsekwencji swojej porywczości. Odbiła jeszcze jakiegoś tłuczka lecącego w jej stronę i spojrzała jak sobie radzi jej partnerka. W idealnym momencie, bo dziewczyna właśnie zgubiła pałkę. Ettie złapała ją w locie tuż przy ziemi i wróciła do Reiny, odbijając kolejną agresywną piłkę lecącą prosto w bezbronną Krukonkę.
- Trzymaj – podała jej pałkę – Nieźle ci idzie jak na pierwszy raz.
Poodbijały jeszcze chwilę i w końcu trener zarządził koniec rozgrzewki. Nareszcie miał się zacząć konkretny mecz. Ettie nawet nie odkładała pałki, kiedy raz już się do niej dorwała, nie tak łatwo było jej ją zabrać. Zgłosiła się wiec na pozycje pałkarza, a widząc, że Candy zajmuje to samo stanowisko, wybrała jej drużynę. Przynajmniej nie będzie musiała naparzać w znajomych. Wyczekująco spojrzała na młodszą pannę Miramon zastanawiając się, na jakiej pozycji zdecyduje się grać i licząc oczywiście na to, że wybierze ich drużynę.

Wybrana rola: pałkarz
Kostki: -
Drużyna nr 1/2 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 421
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Sty 02 2017, 02:56

Kiedy ona z powodzeniem odbijała tłuczki i rzucała kafla inni spadali z mioteł lub łamali sobie nosy. Xavier na przykład. Kiedy jej przyjaciel kolejny raz oberwał w twarz, przestałą interesować się tym co dzieje się na jej fragmencie boiska, próbując sprawdzić jak on się trzyma. Skończyło się to tym, że władowała się prosto w swoją partnerkę.
- O żeż! – złapała się miotły i dochodząc do wniosku, że Xav poradzi sobie sam, wróciła myślami do własnego zadania – Sorki – nie zauważyła wściekłego spojrzenia Katherine, a ponieważ obie wyszły ze zderzenia bez szwanku uznała, że nic się nie stało.
Rozgrzewka skończyła się zanim ktoś stracił życie. Stanęła na zbiórce obok przyjaciela przyglądając się jego wykrzywionemu nosowi.
- Eeej… wiesz, że w tej grze można łapać w ręce, nie? – nie mogła powstrzymać się od złośliwego komentarza.
W końcu mieli zacząć prawdziwy mecz. Zgłosiła się na ścigającego. Zawsze uważała, że na tej pozycji ma się najwięcej frajdy. Poza tym grało się prawie jak w koszykówkę. Tylko, że bez koszy i bez kozłowania. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że prawie robi wielką różnicę… Wybór drużyny był jeszcze łatwiejszy. Oczywiście 2. Po pierwsze: nie było w niej Corteza; po drugie: był w niej Xav; po trzecie: było tam mniej graczy, a jak wiadomo: nie kibicujemy wygranym, ostatni będą pierwszymi, więcej nie znaczy lepiej etc.
Mecz się zaczął i pierwszy w posiadaniu piłki znalazł się Xavier. Gemma poleciała po jego prawej w stronę obręczy przeciwników. Szybko otoczyli ich napastnicy drugiej drużyny. Przejęła kafla rzuconego przez Xava, ale sama daleko z nim nie uleciała. Wyminęła jednego przeciwnika, ale widząc, że leci prosto w kolejnego, upuściła kafel w ręce ściągającego swojej drużyny, który leciał pod nią.

Wybrana rola: ściagający
Kostki: 4
Drużyna nr 1/2 2

______________________


twMistletoEn



rockin'aroundchristmas tree
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 534
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Sty 04 2017, 22:00

Wznosił się już chwilę w powietrzu skupiając się wyłącznie na swoim zadaniu i unikaniu lecących w jego stronę tłuczków.
Nie było to za trudne zadanie. Zwłaszcza jeśli wcześniej mieli taki trening i przyzwyczaili się do obrony przed manekinami i większą ilością wściekle latających piłek.
W pewnym momencie zauważył jak ciemne niebo przecina złota smuga. Delikatna, ledwo widoczna, ale wystarczała by przyciągnąć uwagę Corteza. Bez namysłu nachylił się do przodu i pomknął przed siebie.
Chwilę ganiał się z nią, latając w jedną i drugą stronę.
Wyciągnął rękę i chwytając wpierw w dwa palce. Wskazujący i środkowy zamknął rękę w pięść i pewnie już trzymając złoty znicz wyciągnął ją w górę pokazując @Liam S. Dear, złapany znicz.
Uśmiechając się przy tym delikatnie.


Wybrana rola: Szukający
Kostki: 6 i 6
Drużyna nr 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 218
  Liczba postów : 219
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lut 12 2017, 13:31

Była zima, ale co z tego? Jeżeli ktoś naprawdę chciał poćwiczyć przed oficjalnym meczem, przyjdzie nawet w największy mróz czy najgęstszą mgłę. Aczkolwiek wtedy Liam nawet nie proponowałby treningu. Ostatnio dał młodzieży niezły wycisk, więc tym razem postanowił zorganizować mecz towarzyski z nadzieją, że się nie pozabijają. W końcu nie będą podzieleni na domy.
Przygotował już boisko do zajęć, przyniósł też zapas mioteł – tych lepszych, o ile można o jakichkolwiek szkolnych miotłach tak powiedzieć – i kolorowe koszulki, żeby drużyny nie znały się w jedną. Brakowało mu tylko samobójów. Oczyścił trochę teren dookoła, żeby gracze nie musieli stać po kolana w śniegu, i nad ławką rezerwowych utworzył magiczną osłonę, żeby śnieg się tam nie dostał.
Teraz pozostało mu tylko czekać na zdeterminowaną młodzież.

Każdy w swoim poście niech napisze, jaką pozycję chce zająć (może być kilka, na wszelki wypadek), a niżej, ile ma punktów z Quiddicha. Gdy będę tworzył drużyny i na jedno miejsce zgłosi się kilka osób, będę przydzielał je ze względu na doświadczenie.
Gramy według nowych zasad, które każdy znajdzie tutaj. Przedostatni post.


Kod:
<zg>Pozycja:</zg> ścigający/obrońca/szukający/pałkarz
<zg>Punkty w kuferku:</zg> tu wpisz


Ostatnio zmieniony przez Lazare Limier dnia Nie Lut 12 2017, 13:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1150
  Liczba postów : 905
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lut 12 2017, 13:41

Ettie zazwyczaj wszędzie się spóźniała, ale treningi quiddicha należały do wyjątku. Gdy tyko dotarła do niej wieść o planowanym meczu towarzyskim, bez ociągania przebrała się w sportowy strój i wybiegła zamku. Może tym razem nikt nie złapie znicza w pierwszej minucie i zdążą sobie pograć.
Zaskoczona stwierdziła, że jest pierwsza. Przychodzić na czas to jedno, ale jako pierwsza... to już był cud.
- Dzień dobry - rzuciła sucho do trenera, do którego wciąż nie pałała ciepłymi uczuciami - To ja się rozgrzeję - oznajmiła i wzięła się do pracy. Po pierwsze, pamiętała ostatni trening, po drugie, nie miała ochoty sterczeć tu sama z typem, który nie kojarzył nawet jej nazwiska.

Pozycja: pałkarz
Punkty w kuferku: 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lut 12 2017, 14:38

Sama nie wiedziała po co tutaj przyszła, ale jednak pojawiła się. Zawsze interesowały ją mecze Quidditcha, co prawda nie latała najlepiej, ale jednak jakieś tam pojęcie na ten temat miała. Może ją nie zabiją. Wiedziała, że to ma być treningowy mecz, dlatego też się odważyła, bo przecież tutaj profesor nie pozwoli, ażeby komukolwiek coś się stało. Postanowiła zajrzeć tutaj. Przebrała się w strój, a raczej była w normalnej szacie szkolnej. No co, najwyżej się później rozbierze, tak? Ale było dość zimno, dlatego postanowiła nie ryzykować, że wyląduje po treningu w skrzydle szpitalnym.
Pojawiła się z miotłą w ręku. Cholera czuła się super. Stadion dawał jej jakąś wiarę w siebie. Co prawda nigdy nie grała tak bardziej profesjonalnie, ale może to będzie ten przełom? Może teraz będzie chciała grać i coś robić w tym kierunku? - Witam pana profesora. - mruknęła do nauczyciela, dziewczynę nieco lekceważąc. Nie znała jej, a poza tym wydawała jej się nieco młodsza od niej. Ale czy to ważne. Jedynie kojarzyła ją z pokoju wspólnego, że tam spędzała czas ze znajomymi. Widząc jak dziewczyna lata na miotle, Summ sama zasiadła na miotle jednak czekała na więcej osób, oraz na jakiekolwiek polecenia profesora.

Pozycja: ścigająca
Punkty w kuferku: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : z Nibylandii!
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
Dodatkowo : Pałkarz w drużynie Quidditcha
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14132-leonore-rozmital#373492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14168-take-my-life-and-set-me-free-again#373876
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14169-cytrynowe-ciasteczko#373879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14170-leonore-rozmital#373880




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lut 12 2017, 17:03

Pozycja: pałkarz
Punkty w kuferku: 5


Leonore nie lubi zimy. Nie uśmiecha jej się marznięcie na dworze, a zamienienie się w sopel lodu podczas latania na miotle to zdecydowanie nie szczyt marzeń dziewczyny. Skoro jednak trener wykazał się pomysłowością, determinacją i zapędami sadystycznymi, postanowiła go nie zawieść. Może faktycznie przyda jej się rozgrzewka przed prawdziwym mieczem. Ubrała się w swój cieplutki strój do Quidditcha, związała włosy w ciasnego kucyka i ruszyła na boisko truchtem - ot, dla zdrowotności.
O dziwo nie była pierwsza. Nieco młodsze Gryfonki już rozciągały się, prężąc zgrabne ciałka przed nauczycielem. Chyba spieszyło im się do przegranej.
Leonore spokojnie podeszła do małego kółeczka wzajemnej adoracji i kiwnęła profesorowi głową, wygłaszając przy tym krótkie "Dzień dobry". Przemyślenia na temat pogody i temperatury o dziwo zostawiła dla siebie. Studentka wykonała kilka szybkich rozciągnięć, poprawiła fryzurę i wybrała sobie jedną z przyniesionych przez profesora mioteł. Zachwycać - nie zachwycała, ale przynajmniej dało się na niej latać.
Usadowiła się wygodnie po czym uniosła jakieś dwa metry nad ziemię, nigdzie nie lecąc. Rozglądała się za to za resztą drużyn, pragnąc szybko skończyć ten mecz. Przecież było tak cholernie zimno!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lut 12 2017, 17:52

Nathaniel długo i niecierpliwie czekał aż w Hogwarcie zostanie wreszcie zorganizowany jakiś oficjalny trening quidditcha. Puchon uwielbiał latać. Ba, ostatnio dostał się nawet do pierwszego składu Nietoperzy z Ballycastle! Od dawna marzył o tym, żeby grać w jakiejś światowej klasy drużynie i teraz czuł, że w końcu udaje mu się dążyć do spełnienia swoich marzeń.
Na szkolny trening wyszykował się dość wcześnie, jako że nie chciał się spóźnić. Pod bluzę założył także swoją magiczną koszulkę quidditcha, która zawsze przynosiła mu szczęście. Poza tym fajnie było mieć widoczne z tyłu koszulki swoje własne nazwisko. Chłopak pojawił się na boisku chwilę przed czasem. Stanął gdzieś z boku, zastanawiając się nad tym, co też tym razem wymyśli profesor Limier.

Pozycja: Szukający
Punkty w kuferku: 19 + 1 za koszulkę = 20
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lut 12 2017, 22:38

Deven stawił się na boisku w dziwnym nastroju. Z jednej strony zdawał sobie sprawę, że pogodzenie funkcji prefekta, pracy w sklepie ze zwierzętami, bycia kapitanem gryfońskiej drużyny i jeszcze ogarnianie nauki to i tak za dużo, ale z drugiej... nadal nie mógł odżałować, że nie brał udziału w mistrzostwach, że nawet nie próbował dostać się do jednego z klubów. Wiedział, że jest wystarczająco dobry, ba - lepszy od wielu, którzy zostali przyjęci, jednak bał się, że ucierpią na tym nauka i praca. Nie mógł sobie pozwolić na niepewną karierę gracza, przynajmniej dopóki nie ukończy studiów i nie będzie musiał się martwić, że nie znajdzie dobrej pracy.
W dłoni ściskał własną miotłę. Z powagą skinął głową Limierowi, który przyjechał razem z nim z Kanady, jako trener Reemów z Riverside. I podobnie jak Deven, został na stałe. Czasem zastanawiał się, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby na to się nie zdecydował. Gdyby nie spapugował starszych braci, którzy grali w reprezentacji. Ale roztrząsanie tego nie miało sensu.

Pozycja: szukający
Punkty w kuferku: 29 (+5 za miotłę)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Skąd : Nethy Bridge, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 166
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 283
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14073-eanruig-chattan#371851
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14076-eanruig-chattan-familiok
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14075-poczta-jasnie-eanruiga-chattan#371872
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14074-eanruig-chattan




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 00:23

Ah! Cóż za wspaniała wiadomość. Odbędzie się trening na świeżym powietrzu, fizyczna aktywność, oraz szansa do poprawienia swoich zdolności gry w Quidditcha. Kto wie? Może dziś jest dzień, w którym Puchoni stwierdzą, iż to on nadaje się na kapitana drużyny! Fakt faktem, według jego informacji, tylko jedna osoba go przewyższała w umiejętnościach.. Ale jeszcze tylko wiosna i z latem jest za stara na szkołę! Tak przynajmniej kojarzył. Więc warto by było gdyby oddano rolę kapitana tak wspaniałemu człowiekowi jak on! Oczywiście, gdyby był wspaniały. Nikt go za takiego nie uważał, może poza siostrą, a on sam uważał się za delikatnie ponad przeciętną. A zaś o ludziach zdolnych mówiąc.. Ruszył od razu w kierunku @Nathaniel Cole, z którym chyba tak naprawdę nie miał okazji nigdy porozmawiać prywatnie.
-O'right mate?
Rzekł ze swym szkockim akcentem Highlandera, kiwając ku niemu głową, po czym se zwyczajnie stanął obok. Trza czekać na polecenia, zwłaszcza, że każdy się mniej więcej zbiera.


   Pozycja: Obrońca
   Punkty w kuferku: 7
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 460
  Liczba postów : 596
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 00:46

Po ostatnim treningu jej chęć do dalszego trenowania trochę osłabła, ale tylko dlatego, że Daniel celowo walnął ją tłuczkiem w łeb. Mimo wszystko nie odrzucała od siebie myśli, że niedługo będzie brała udział w meczu, co zresztą ostatnio też wytknął jej nauczyciel, ale jednocześnie tym samym zmotywował ją do przykładania się do treningów. Ćwiczyła sama, bo zebranie całej drużyny Ravenclawu wiązało się z cudem, co najmniej.
W końcu pojawiła się i ona, być może chwilę spóźniona, ale za to z nowiuteńką Błyskawicą pod pachą. Pamiętała, że szkolna miotła ostatnim razem prawie spowodowała wypadek, rozpadając się na strzępy, więc zarobione ciężko pieniądze w cukierni z niemałym bólem serca przeznaczyła na swój własny model. Miała nadzieję, że nie zepsuje go tak samo jak poprzedniego. Oczywiście zrobiła wielkie wejście, bo gdy tylko przywitała się z nauczycielem kiwnięciem głowy, wpadła prosto w plecy uroczego kolegi, @Deven Quayle.
- Oj, wybacz - rzuciła troszkę od niechcenia a potem rozmasowała policzki i stanęła niedaleko, zastanawiając się, w którym momencie Limier ich opieprzy za to, że się nie rozgrzewają.

Pozycja: obrońca
Punkty w kuferku: 10 (+5 miotła)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 01:36

Nauczona doświadczeniem, nie tylko ubrała się ciepło, ale i rzuciła na siebie zaklęcie rozgrzewające. Przed wyjściem wypiła też kubek gorącej herbaty, żeby jak najdłużej czuć ciepło. Związała włosy w wysoki i ciasny kucyk, żeby tym razem żaden kosmyk nie wpadł jej do oczu, a potem wyszła na to zimno. Miała wrażenie, że się spóźni, więc początkowo stawiała wielkie kroki, a w ostateczności trochę się przebiegła. I chyba przesadziła, bo na miejscu stałe spocona (w końcu ubrała się bardziej niż odpowiednio). Przystanęła i oparła dłonie na kolanach, żeby zaczerpnąć kilka głębokich oddechów. Dopiero potem wyprostowała się i rozejrzała. Niektórzy już się chyba rozgrzewali, inni po prostu stali i czekali. Ona należała do tej drugiej grupy (nadal nie było jasne, czemu przychodzi na treningi, skoro nie przepadała za sportem, przynajmniej w takim wydaniu), więc szybko znalazła kogoś znajomego.
Hej! – rzuciła w kierunku @Nathaniel Cole i @Eanruig Chattan. – Mecz o tej porze roku jest całkowicie normalny? – upewniła się. Według niej latanie w śniegu do zajęcia zdrowych umysłowo ludzi nie należało, ale już dawno zaczęła uważać Hogwartu na stan umysłu i starała się dostosować. W miarę możliwości, oczywiście.

Pozycja: pałkarz
Punkty: już 3 ;3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 17:56

Opuścił tyle treningów, że na mecz próbny musiał przyjść. Mimo że nie był odpowiednio przygotowany, ostatni przecież ćwiczył. @Flora M. Louzar dała mu kilka cennych wskazówek, które, miał nadzieję, mu się przydadzą. Wciąż obawiał się, że po prostu dostanie tłuczkiem i tak skończy się jego trening i na długi czas zostanie uraz, a po tym Yngve już pewnie nie wsiądzie na miotłę. Bo po co? Wystarczy, że raz ktoś brutalnie go uświadomi, że się do tego nie nadaje. Już na pewno nie będzie próbował na siłę. Potrafił powiedzieć sobie dość.
Pogoda mu nie przeszkadzała, ale najwyraźniej większość odpuściła sobie trening głównie przez śnieg, więc na boisku stała garstka ludzi. Łącznie z nim tylko dziewięć osób. Wychodziło na to, że zabraknie na pewno pałkarza w jednej drużynie, była to przecież pozycja najmniej potrzebna, i bez tych graczy dało się wygrać mecz.
Niektórzy się rozgrzewali, ale Yngve stał tylko i czekał na polecenia trenera.

Pozycja: ścigający
Punkty w kuferku: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 467
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 18:31

Ostatnio był na treningu to i na próbnym meczu się musiał pojawić. Nawet jeśli na zewnątrz pogoda nie zachęcała, a on wolałby spędzić ten czas w dormitorium z jointem w dłoni. Jednak ostatnia motywacja sprawiła, że był w tym miejscu, a nie innym i nic już tego nie mogło zmienić.
Wychodząc, ubrał się w luźne dresy oraz bluzę z kapturem, gdyż uważał, że strój do Quidditcha nie jest mu dziś potrzebny. Nie chciał się wywyższać, że jest w drużynie, a dokładnie zwracać na siebie uwagi. Chciał spokoju.
Wychodząc na błonia, zimne powietrze uderzyło go znienacka, powodując dreszcze u chłopaka. Był gruboskórny, rzadko było mu zimno, ale -12 stopni w połączeniu z jedyną bluzą jako materiał, którym się okrył nie było dobrym pomysłem. Od razu rzucił na siebie zaklęcie ogrzewające i już w trochę lepszych warunkach, pobiegł truchcikiem na boisko.
Już lekko zdyszany pojawiwszy się na nim, zauważył grupę ludzi. Nie chcąc rzucać się w oczy zaczął krążyć po boisku, wykonując pewne ćwiczenia fizyczne, by się rozgrzać przed meczem. Ujrzał nauczyciela i rzucił mu spojrzenie, które można było zinterpretować jako przywitanie.

Pozycja: obrońca
Punkty w kuferku:16
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 218
  Liczba postów : 219
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 20:45

ZACZYNA DRUŻYNA NR 2

Spodziewał się o wiele większej frekwencji, zwłaszcza że niedługo kolejny oficjalny mecz. Zresztą niewiele było osób, które należały do drużyny i reprezentowały swoje domy. Postanowił, że każdego, kto przyszedł, nagrodzi dodatkowymi pięcioma punktami dla domów. Punktualnie o umówionej godzinie polecił uczniom rozgrzać się, zrobić kilka kółek i wtedy się zameldować. Gryfonka najwyraźniej miała do niego o coś pretensje, ale ciężko było zrozumieć nastolatki, więc zignorował jej humorki. Zliczył uczniów – było ich parzyście, więc chociaż drużyny będą miały równą liczbę zawodników.
Kiedy wszyscy zebrali się przed nim, Lazare spojrzał do swoich notatek i podzielił uczniów na dwie drużyny. Postarał się, żeby siły były w miarę rozłożone równomiernie. Brakowało ścigających, dlatego niestety dziewczyny, które chciały wziąć pałki, musiały zmienić pozycję. Limier jednak obiecał im, że jeśli tylko pojawią się spóźnialscy, pozwoli im zmienić stanowisko. Przypomniał jeszcze zasady.
Wręczył drużynie drugiej fioletowe koszulki, żeby zawodnicy mogli się odróżnić, i kazał się ustawić. Kiedy wszyscy wzbili się w powietrze, wypuścił tłuczki i złoty znicz, a na koniec rzucił kafel i gwizdnął. Piłka natychmiast została przejęta przez @"Sumayah "Summer" Rochelle", @Yngve Løsnedahl, @Léonore Rožmitál.

DRUŻYNA NR 1
Szukający: @Nathaniel Cole
Ścigający: @Eanruig Chattan, @Harriette Wykeham, @Cándida Feliciana Miramon
Pałkarze:
Obrońca: @Daniel Schweizer

DRUŻYNA NR 2
Szukający: @Deven Quayle
Ścigający: @"Sumayah "Summer" Rochelle", @Yngve Løsnedahl, @Léonore Rožmitál
Pałkarze:
Obrońca: @Padme A. Naberrie

Jeżeli ktoś dołączy, to @Léonore Rožmitál, @Harriette Wykeham, @Cándida Feliciana Miramon, możecie zamienić się z nimi miejscami i wrócić na pozycję pałkarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : z Nibylandii!
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
Dodatkowo : Pałkarz w drużynie Quidditcha
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14132-leonore-rozmital#373492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14168-take-my-life-and-set-me-free-again#373876
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14169-cytrynowe-ciasteczko#373879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14170-leonore-rozmital#373880




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 21:09

Kostka: 4


Leonore nie była zachwycona takim obrotem spraw. Spodziewała się, że przed oficjalnym meczem trener pozwoli jej chwycić za pałkę i robić to, do czego została stworzona. Przecież jest w głównym składzie drużyny Ślizgonów! Miała prawo do tej roli.
Wymamrotała kilka nieprzyjemnych słów pod nosem, kiedy Lazare kazał jej wejść w rolę ścigającego. Mało się na tym znała, ale ostatecznie da radę. Przecież zdolna z niej dziewczynka! Dzielnie zarzuciła fioletową szmatkę, potocznie zwaną koszulką, po czym usiadła na niespecjalnie wygodnej miotle i wzbiła się nad ziemię. Zobaczyła jak tłuczki i malutki, złoty znicz wznoszą się w powietrze, ale Leo skupiła się tylko na kaflu. Przecież to tę piłkę powinien obserwować dobry ścigający!
Kiedy tylko trener gwizdnął na start, poderwała się w górę i przejęła kafel, by chwilę później sfrunąć niżej. Kiedy zaczęło się robić gorąco i jakby niebezpiecznie, podała do znajdującego się w zasięgu wzroku @Yngve Løsnedahl - niech teraz on się bawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lut 13 2017, 21:10

Udało mu się załapać na odpowiednią pozycję, mimo niewielkich umiejętności, co ucieszyło go podwójnie. Po pierwsze – nie siedzi na ławce rezerwowych, po drugie – był ścigającym. A jeśli połączyć to z ostatnią lekcją OPCM, to zdecydowanie ten tydzień należy uznać za uważny.
Rozgrzał się wcześniej, tak jak polecił profesor, a teraz wzbił się w powietrze i czekał, aż zobaczy kafel i wszyscy ruszą. Wolał skupić się na piłce niż profesorze, więc to gracze byli wyznacznikiem startu. Niestety piłki pierwszy nie przejął, ale zaraz dostał ją od dziewczyny z drużyny i pomknął przed siebie. Unikanie tłuczków i innych graczy było trudne, a że to jego pierwszy raz… Nie mógł za długo manewrować między tym wszystkim, więc czym prędzej rzucił do obręczy przeciwnika. Starał się jak najdokładniej, z mocnym zamachem, tak, żeby kafel świsnął obok głowy obrońcy.

6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-