IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magic Trade Center

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Hogsmeade, Wielka Brytania /George Town, Cayman Islands
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 11
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7724-winter-teixeira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7725-i-ll-be-your-winter#214705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7727-pixiebella-masz-wiadomosc#214759
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7726-winter-teixeira#214719




Gracz






PisanieTemat: Magic Trade Center   Sro 12 Mar - 23:46


Magic Trade Center


Jest to budynek, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Umiejscowiony na obrzeżach Londynu, widziany tylko i wyłącznie przez czarodziejów; dla mugoli jest to zwyczajnie pusta przestrzeń, którą mimo wszystko potrafią ominąć, nie wpadając w niewidzialną ścianę. Na kolejne piętra można dostać się wygodnymi windami, sunącymi lekko i prawie bezgłośnie w górę i w dół. Niemalże zawsze rozlegają się w niej ciche tony muzyki klasycznej. Podróżując oszklonymi windami z łatwością można obserwować otoczenie.
Parter oraz pierwsze trzy piętra to instytucje finansowo-komornicze dzięki, którym wszystko na terenie Londynu i Hogsmeade funkcjonuje zgodnie z prawem, a co za tym idzie rynek gospodarczy jest w perfekcyjnej formie. Możesz tutaj uregulować wszelkie płatności oraz wezwania od magicznego komornika, który wysłał do Ciebie wyjca, o ile nie płaciłeś chociażby za czynsz.
Dziesięć pięter przeznaczone jest dla „Agency Making Of You…” – pomogą oni wkraczającym w dorosłość, w odnalezieniu się w świecie czarodziejskiej twórczości, artyzmu i wszystkiego co ma związek ze sztuką. Marzysz o tym by przejść praktyki dotyczące magicznej fotografii? A może chciałbyś mieć w ręku certyfikat, który zaświadcza iż jesteś modelem bądź modelką gotowym podjąć pracę dla najlepszych czarodziejskich magazynów? Warto pamiętać o tym, że w obydwu kwestiach – zdjęcia się ruszają!
Znajdzie się także piętro dla muzyków, którzy w przeróżnych salach nagraniowych będą mogli korzystać z magicznych sprzętów, które pozwolą nagrać wasz kawałek.  Tuż nad nim swoją siedzibę ma firma, poszerzająca swą działalność w kwestiach współpracy z pisarzami. Jest to wydawnictwo "Magic You", które z rozkoszą przyjmie do swego grona kolejnych – młodych–zdolnych.

Trzy najwyższe piętra przeznaczone są do przeróżnych spotkań, konferencji, bankietów oraz innych kulturowych i biznesowych eventów. Widok rozciągający się ze szczytu wieżowca jest imponujący, dlatego nie dziw, że goście przeróżnych imprez uwielbiają stać przy oszklonych ścianach, podziwiając panoramę Londynu oraz okolic. Mniej strachliwi wychodzą nawet na sporych rozmiarów balkon. Znajduje się tu teleskop, ułatwiający obeznanym czarodziejom obserwację nieba - nie od dziś wiadomo, że im wyżej, tym lepiej. Na czas imprez jest on jednak zabezpieczany specjalnymi zaklęciami, aby nikomu nie przyszło do głowy się nim bawić. Temperatura w obrębie balkonu jest dostosowywana do pomieszczeń - zimą jest ogrzewany, latem chłodzony, dzięki czemu elegancko ubrani czarodzieje nie muszą przejmować się wychłodzeniem lub przegrzaniem. Nie ma tu żadnych stołów, jedynie kilka zgrabnych ławek. Głównym pomieszczeniem ostatniego piętra jest duża sala, dostosowywana do każdego wydarzenia, jakie ma tu miejsce. Zazwyczaj wybiera się miejsce na niedużą scenę, rozstawia się stoły oraz zapewnia kawałek parkietu do tańca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31697
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Sro 4 Mar - 18:01


Magiczny Bankiet

Magiczne bankiety, z racji udziału czarów, różnią się zazwyczaj od bankietów typowo mugolskich. Podczas gdy te drugie wyraźnie skupiają się na kulturalnych pogawędkach nad talerzami z przekąskami, w towarzystwie, w którym większość obecnych stara się zgrabnie utrzymać kieliszek z winem lub szampanem w odpowiedni sposób, bankiet czarodziejski zapewnia nieco więcej swobody. Być może jest to spowodowane istnieniem pewnego czynnika losowego. Nie raz zdarzało się, że talerz z reemem w kwiatkach uniósł się niespodziewanie w górę w rytm muzyki (a i owszem, muzyka przy takiej okazji jest wręcz wymagana, podobnie do czasu wyznaczonego na taniec i kulturalną rozrywkę), aby pokonać całą długość sali, rozsypując wokół rzeczone kwiatki. Bankiety magiczne są bowiem bardziej szalone od mugolskich, choć obowiązują na nich podobne zasady - ogromnym błędem byłoby zapomnienie o wszelkich punktach magicznego savoir vivre. Organizowane są zazwyczaj w celu przedstawienia większej grupie planów przedsięwzięć oraz zorganizowania podziękowań, czy chociażby dla zwykłego zebrania czarodziejów, aby mogli oderwać się od swoich codziennych obowiązków i zająć sobą - nie od dziś wiadomo, że kobiety uwielbiają ubrać się zjawiskowo oraz spędzić trochę czasu na parkiecie. Jest to dobry czas na zwykłą pogawędkę czy poszerzenie kręgu znajomości - na bankiecie bardzo łatwo spotkać znaną osobistość. Kolejny as w rękawie nigdy nie zaszkodzi przy torowaniu sobie drogi na szczyt kariery. Zdarzają się także osoby, które przychodzą na bankiety, aby zjeść nieco wyszukanych przekąsek. Wystarczy, że masz zaproszenie, a śmiało możesz pojawić się w wyznaczonym miejscu i czasie.

Zaproszenia zostały rozesłane odpowiednio wcześniej, aby każdy mógł wygospodarować sobie czas na bankiet. Goście zbierali się powoli na parterze ekskluzywnego budynku, jakim był Magic Trade Center, górujący nad Londynem, choć tylko czarodzieje mogli go dostrzec. Pomieszczenie było ciepłe i duże, a zaproszeni mogli pozostawić swoje okrycia w magicznej szatni, rozpoznającej właściciela ubrania, które się w niej zostawiało. Choć było całkiem luźno i bez problemu dało się przejść przez cały hol, z łatwością można było zauważyć, że pojawiło się dużo ludzi i nie zapowiadało się na to, aby szybko mieli przestać przybywać kolejni. Po dwóch stronach rozległej sali stały stoły z przekąskami, alkohole i fontanny z ponczem, przy których rozstawione były kieliszki. Mniej obeznani próbowali zanurzać szkło w przejrzystej cieczy, bardziej obeznani byli świadomi, że wystarczy uderzyć różdżką w szczyt fontanny, aby sama, bez niepotrzebnego rozlewania i klejenia palców, napełniła kieliszek. Różnorodność pozwalała każdemu na wybranie tego, co było dla niego odpowiednie, zaś stoły były regularnie uzupełniane.
W trzech miejscach sali, oddalonych od siebie dokładnie taką samą ilość centymetrów, ustawiono trzy tablice, na których każdy mógł odnaleźć przydzielone sobie miejsce. Na parterze nie było gdzie zasiąść, stoły znajdowały się w sali bankietowej, na samej górze, jednak rozpiska, według której należało zająć miejsca, umieszczona była właśnie na dole, przy wejściu. Krótkie posiedzenie w holu miało trwać pół godziny i było zwyczajną częścią bankietu, organizowaną po to, aby ewentualnie spóźnione osoby mogły dołączyć przed oficjalnym rozpoczęciem. Drzwi otwierało dwóch mężczyzn, witających każdą osobę, pojawiającą się w Magic Trade Center.

kostki - przybycie:
 

kostki - przydzielone miejsce:
 


Kod:
<zg>Para: </zg>wpisz nick postaci, z którą przychodzisz (jeśli przychodzisz sam, napisz, że brak; możesz wspomnieć, że rozglądasz się za kimś, kto również jest sam)
<zg>Kostki - przybycie: </zg>wpisz wyrzuconą kostkę
<zg>Kostki - miejsce: </zg>wpisz wyrzuconą kostkę
<zg>Propozycje przy usadzaniu: </zg>jeśli masz jakieś propozycje lub życzenia co do grona, w jakim chcesz zasiąść, możesz umieścić je tutaj; jeśli nie, usuń tę kategorię

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Sro 4 Mar - 21:03

Przez wiele godzin, szykując się na to całkiem spore wydarzenie, zastanawiała się także, czemu w ogóle tam idzie. Może dlatego, by zmyć z siebie ohydny, choć czysto iluzoryczny odór baru na Nokturnie? A może po prostu bankiet wydawał się powrotem do jej dawnego życia, które być może nie było do końca poukładane, ale nie było również aż tak chaotyczne. Z uporem maniaka malowała więc usta czerwoną szminką, nadając im coraz bardziej szkarłatny odcień. Tego wieczoru szkarłat miał stanowić jedyny mocny element jej makijażu. Trudno było mówić także o elektryzującej kreacji - jej sukienka była biała i ukrywała większość jej ciała, nie licząc szczupłych rąk. Zadowolona z takiego stanu rzeczy, narzuciła na ramiona półprzezroczysty szal i teleportowała się ze swojego domu prosto przed Magic Trade Center. Wszystko zdawało się iść w miarę sprawnie, przynajmniej we wnętrzu umysłu Callisto. Jej obcasy wydawały charakterystyczny stukot, gdy szła przez hol, a z każdym krokiem nabierała coraz większej pewności. Nie poświęciła nawet chwili na zaprzątanie sobie myśli osobą Eris - nie planowała jej tu spotkać. Podobnie zresztą, jak panny Grimsdóttir czy Ronalda Reagana albo kogokolwiek, z kim miała ostatnie jakieś paskudniejsze przeżycia. A może powinna przemyśleć tę sprawę raz jeszcze? Spodziewaj się niespodziewanego, jak to mówią.
Wracając więc do naszego wątku - wszystko zdawało się iść w miarę sprawnie również na zewnątrz. Przynajmniej do czasu, gdy nie potknęła się o jednego ze skrzatów. Co on, u licha, robił pod jej nogami? Jej ręka przecięła powietrze w poszukiwania kogoś, na kim mogłaby się oprzeć, ale w pobliżu było kompletnie pusto mimo tłoku w sali. Cud, że utrzymała się w pionie. A może po prostu wsparł ją ktoś, kogo przeoczyła? Tak czy inaczej, wróciła do stabilnej postawy ze swoją chłodną, pełną powagi miną, nie dając po sobie poznać absolutnie niczego, choć krew w niej zawrzała, gdy jeden z bankietów jej życia stanął jej przed oczami. A może raczej chodziło nie tyle o bankiet, co o sposób, w jaki jej ojciec traktował na nich skrzaty, które popełniły błąd? Tak czy siak, tym razem to nie jakiś tam bankiet, a jeden konkretny powrócił do jej myśli. Blizna na grzbiecie jej dłoni zdawała się zapiec lekko, choć było to kompletnie niemożliwe. Przetarła ją jednak odruchowo. Brakowało już tylko mężczyzny, który próbowałby uczynić z niej na siłę swoją partnerkę wieczoru... To był pierwszy raz podczas tego wydarzenia, gdy Callisto pożałowała, że nie zabrała ze sobą jakiejś uroczej towarzyszki, nawet jeśli nie miała teraz ochoty na jakiekolwiek romanse.

Para: możesz wspomnieć, że rozglądasz się za kimś za kobietą, kto również jest sam która również jest sama Ing face
Kostki - przybycie: 3
Kostki - miejsce: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1491
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9200-cleopatra-calliste-pevensey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9204-kleopatra-wielka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9206-papirusy-cleopatry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9209-cleopatra-calliste-pevensey#258033




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Czw 5 Mar - 0:49

Dzień Cleopatry zaczął się dość zwyczajnie, a dopiero w trakcie pracy pojawiły się komplikacje. Jeden z nowych stażystów usilnie starał się zagłuszyć jej kwestie w trakcie próby. Oczywiście na jej uprzejme upomnienie i prośbę, zareagował tak jakby co najmniej zabiła mu całą rodzinę. Jak tu się nie zdenerwować? Po zakończeniu pracy w teatrze nieprzyjemną sprzeczką, szybko udała się do swojego mieszkania. W końcu musiała się jeszcze przygotować na bankiet, na którym co raz mniej miała ochotę się pojawić. Powoli przejrzała suknie wiszące w jej szafie, szukając najodpowiedniejszej. Nie była już przecież pierwszą lepszą aktorzyną, a na Merlina ktoś by ją jeszcze rozpoznał i rozpowiedział, że nawet samemu ubrać się nie umie. Śmieszne, że w pewnym sensie nawet poza teatrem pracowała nad wyrobieniem o sobie dobrej opinii. Ostatecznie zdecydowała się na długą sukienkę w czarnym kolorze. By nie przesadzić z dodatkami, postawiła na zwykłą malutką torebeczkę, w której schowała najpotrzebniejsze rzeczy i kolczyki z zielonymi kamieniami. Górna część sukienki w zupełności dopełniła drugą część ozdób w kreacji. Pozostało jej już tylko starannie upiąć włosy i wykonać delikatny makijaż. Akurat do tej części miała już wprawę i poszło Patty to dość szybko. Wychodząc z domu zdecydowała się wstąpić na jednego drinka, chcąc odstresować się po wcześniejszych nieprzyjemnościach. Jasne, musiała wyglądać dość dziwnie tak wystrojona wchodząc do najzwyklejszego baru. Co śmieszne przy barze spotkała równie elegancko ubranego mężczyznę, a nawet wydawało jej się, że kojarzy go z jednej z drużyn. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, iż nawet wybierają się w to samo miejsce. Cleopatra nawet nie zauważyła, w którym momencie ustalili fakt, że mogą pójść tam razem. W końcu zawsze z kimś będzie troszeczkę raźniej, prawda? Już na miejscu poczuła się odrobinę lepiej, spychając na bok wcześniejsze zmartwienia. Oddali nakrycia do szatni i już mieli kierować się na salę... gdy Patty zauważyła leżący samotnie pierścionek. Jakaś biedna kobieta musiała go tutaj zostawić. Dobrze znała to uczucie, gdy zestresowana chodziła pytając obsługę czy nie widzieli jej zguby. Podniosła go z myślą o jakże bohaterskim odszukaniu właściciela.
-Myślisz, że mają tutaj biuro rzeczy znalezionych? Wypadało by go oddać przed rozpoczęciem. -  zwróciła się do Storma pokazując złoty pierścień.
Nie zdążyła się nawet rozejrzeć po pomieszczeniu, by odszukać wzrokiem potencjalną właścicielkę, bo ta sama się znalazła. Szkoda tylko jej reakcji, która prawie wbiła Pevensey w podłogę. Ta kobieta postradała rozum? Po dzieciństwie spędzonym w domu dziecka była wyczulona na takie rzeczy. Nigdy w całym swoim życiu niczego nie ukradła, a nawet nie przetrzymała!
-Z miłą chęcią wypiłabym dla Pani całą buteleczkę veritaserum by udowodnić swoją niewinność - uśmiechnęła się ciepło siląc na uprzejmość i ledwo panując nad rosnącym w niej oburzeniem - Mam nadzieję, że ktoś z obecnych na sali potwierdzi to i bez eliksiru.
Dobrze, że po takim doświadczeniu w aktorstwie umiała zamaskować swoje emocje przed innymi. Na szczęście Cleopatra jeszcze zachowała w sobie resztki cierpliwości i nie dała ponieść się swojemu zażenowaniu tą sytuacją. To tej starszej Pani powinno być głupio! Oskarżać tak drugą osobę, a nawet nie dać sobie niczego wytłumaczyć. Tylko robi niepotrzebne zdaniem Patty zamieszanie.


Para: Storm E. Xander
Kostki - przybycie: 5 (opcja B i kolejny rzut nieparzysty :"))
Kostki - miejsce: 4
Propozycje przy usadzaniu: może do Romulusa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 33
Galeony : 654
Dodatkowo : opiekun Ravenclaw, hipnoza
  Liczba postów : 102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10456-cassandra-allard#288362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10552-no-nie-mow-ze-nie-chcesz-relacji-z-pania-profesor#290045
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10554-morgana#290048
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10553-cassandra-allard#290047




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Czw 5 Mar - 14:23

Kiedy tylko dowiedziała się, że odbędzie się bankiet, nie mogła się doczekać. Trochę się obawiała, że może być drętwo, ale ostatnio tak bardzo zagrzebała się w pracy, że potrzebowała chwili oddechu. Nawet jeśli przez cały wieczór będzie siedzieć wyprostowana przy stole i jeść piętnastoma widelcami, jak w rodzinnym domu. Może przynajmniej znajdzie się ktoś interesujący do rozmowy - szczerze na to liczyła.
Przygotowania zajęły jej całe popołudnie. Zwykle nie zajmowała się z taką starannością ubiorem i makijażem, ale teraz okazja była wyjątkowa. Włosy upięła dość wysoko, a resztę puściła luzem. Najpierw myślała o koku, ale to byłoby jak na nią zbyt poważne. Z kolei całkiem rozpuszczone mogłyby być za bardzo swobodne. Suknię kupiła specjalnie na tą okazję, jako że raczej nie miewała takich strojów w swojej szafie. Kiecki do ziemi niezbyt jej pasowały. Ale wiadomo, pewne zasady obowiązują i koktajlowa się nie nadawała. Całe szczęście, że dość szybko znalazła coś, co wpadło jej w oko. Długa, dopasowana, z dekoltem w łódkę i w odcieniu pięknej butelkowej zieleni. Po cichu liczyła, że tym strojem ujmie jakąś miłą, samotną niewiastę.
Kiedy dotarła na miejsce, ucieszyło ją, że pojawiło się już całkiem sporo osób. Czasem przychodziła na różne wydarzenia za wcześnie i wtedy robiło się niezręcznie. Teraz jednak tego uniknęła. Miała więc nadzieję, że wszystko pójdzie jak trzeba, ale zdążyła przekroczyć próg budynku, żeby przekonać się, że nie będzie aż tak cudownie. Nad jej głową pojawiła się chmura, a ona nie miała pojęcia, co z nią zrobić. Trochę się obawiała, co się stanie, kiedy sama spróbuje ją usunąć, bo nie była zbyt dobra w zaklęciach. Wolała się tego nie podejmować, tym bardziej, że chmurka wyglądała, jakby miała ochotę oblać ją lodowatą wodą, a to zdecydowanie zrujnowałoby całe misterne przygotowania.
Rozejrzała się po sali i zauważyła Callisto Marquett. Pomyślała, że skoro była mistrzynią transmutacji, to na pewno bez problemu poradzi sobie z nieznośną chmurą. Wystarczy się tylko ładnie do niej uśmiechnąć i poprosić o pomoc. W tej chwili szczęściem było to, że najwyraźniej przyszła sama - przynajmniej Cas nie będzie jej przeszkadzać. Podeszła do niej i uśmiechnęła się serdecznie.
- Callisto, witaj. Piękna suknia. Dobrze się bawisz? Jeśli to nie byłby problem, mogłabyś mi pomóc...? - zapytała, pokazując z rozbawieniem swoją towarzyszkę, która z uporem godnym lepszej sprawy wciąż wisiała nad jej głową.


Para: -
Kostki - przybycie: 2
Kostki - miejsce: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Czw 5 Mar - 20:47

Wokół zaczęło pojawiać się coraz więcej znajomych twarzy i Callisto nie potrafiła określić czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie. Ci ludzie byli jej raczej obojętni, przynajmniej dopóki nie wchodzili jej pod nogi, jak zrobił to ten przeklęty skrzat. Morgano, to nie było tak, że nienawidziła tych małych, niezwykle pożytecznych stworzeń. Nie rozumiała tylko, dlaczego takie sytuacje musiały się przytrafiać akurat jej, gdy jedynym, czego naprawdę pragnęła, było po prostu odprężenie i zapomnienie. Teraz stała z boku, przypatrując się tętniącemu życiem tłumowi i nie mogła odeprzeć wrażenia, że jeszcze wiele rzeczy może dzisiaj pójść nie tak. Zwłaszcza, że tak bardzo pragnęła, by było wręcz odwrotnie. Jej spokój przerwał kobiecy głos, którego źródło zatrzymało się tuż obok i wyglądało... Callisto powoli zmierzyła wzrokiem twarz Cassandry po czym przesunęła go wyżej, na małą i najwyraźniej burzową chmurkę tuż nad jej głową.
- Witaj - rzuciła lekko, całkiem przyjemnym tonem. Była nieco zdziwiona. Spodziewała się raczej fali chłodu zalewającej Allard od stóp do głów. Czy kontrolowała się aż tak słabo, że nie potrafiła już nawet wykrzesać z siebie czegoś niesympatycznego? Och, oczywiście, że nie wprost. Czegoś... subtelnie niesympatycznego. A jednak Cassandra zdawała się być całkiem optymistycznie nastawiona. Jej optymizm za to udzielał się z wolna Marquett. To było nawet zabawne uczucie i może warto było mu się poddać? Jej dłoń zręcznie sięgnęła po różdżkę, tego wieczoru ukrytą w niewielkiej kopertówce, którą trzymała w dłoni. - Ty również pięknie wyglądasz - dodała, przyglądając się kreacji Allard. - Ale może faktycznie zróbmy coś z tą chmurą, zanim postanowi zepsuć cały efekt - ciągnęła, celując różdżką w szczupłej dłoni wprost w niechcianą towarzyszkę Cassandry. - Scribblifors - rzuciła cicho, a chmura natychmiast przemieniła się w kilka białych piór, opadających z wolna na nienagannie ułożoną fryzurę kobiety. - Mam nadzieję, że to cię zadowala - uśmiechnęła się lekko. - A gdzie twój partner? Jeśli oczywiście mogę spytać. - Delikatny uśmiech nie znikał jej z twarzy, choć wewnątrz wcale nie czuła się jakoś bardziej... naentuzjazmowana. Mimo wszystko to chwilowe towarzystwo Allard było całkiem sympatyczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : okolice Dundee, domostwo Penny's Haven, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1140
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 569
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10397-avalon-cufferborough
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10406-abc#286919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10407-the-princess#286920
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10408-avalon-bee-cufferborough#286921




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Czw 5 Mar - 20:53

ciuch

Plotki o nadchodzącym bankiecie w MTC rozeszły się dosyć prędko. Wystarczyły dwa dni od wysłania zaproszeń, aby Avalon była już w pełni świadoma planowanej imprezy i fragmentu listy z zaproszonymi osobami. Ze znajomych - Follett i Pevensey. Propozycji wybrania się razem z którymś z nich spodziewała się tylko od Percivala, choć czekała na nią dosyć długo. Rzecz jasna, nie miała zamiaru wytykać tego jednemu ze swoich najlepszych przyjaciół - który, obok Utopii, był jednym z niewielu dostępujących zaszczytu dłuższej, bardziej życzliwej relacji - ale zanotowała sobie na przyszłość, że Kanadyjczyk potrafi być nieco niezdecydowany. Oczywiście nie w tym stopniu co ona, bo niewyposażona w jakiekolwiek nadające się na bankiety ubrania, była zmuszona do zmiany tego stanu rzeczy. Zaczęło się więc łażenie po sklepach, uprawianie sławetnego window-shopping i panikowanie, że do godziny przed umówioną z partnerem porą nie ma się jeszcze sukienki. Im Ava miała mniej czasu, tym potężniej kombinowała. Przez chwilę zastanawiała się nawet nad oczarowaniem sprzedawcy w jednym ohydnie drogim sklepie, ale ostatecznie stwierdziła, że nie chce z siebie robić jakiejś perfidnej złodziejki. Padło więc na namówienie koleżanki, która w swojej garderobie zwykła umieszczać naprawdę świetne kreacje, a która nosiła ten sam rozmiar co Cufferborough, aby coś jej pożyczyła. Wydawać by się mogło, że lepiej nie będzie, problem polegał jednak na tym, że panna X, pozbawiona imienia głównie z lenistwa narratorki, nie chciała Gryfonce wypożyczyć sukienki, która tej się najbardziej spodobała. Pszczoła chyba jeszcze nigdy nie używała swojego uroku tak starannie i mocno.
Oczarowaną dziewczynę zostawiła samą sobie na dwadzieścia minut przed ustaloną godziną. W takim stanie spraw mogła ją nawet ogołocić z całej garderoby, ale w swojej własnej miała już upatrzone buty, które byłyby doskonałymi ratownikami od zgubnej niezręczności, na jaką Szkotka została narażona przez cały ten bankiet. Fajnie jest chodzić na podobne imprezy, ale gorzej, jeśli z braku przyzwyczajenia nie ma się nawet czego na siebie wrzucić, zwłaszcza jeśli nie lubi się zbyt oficjalnych fatałaszków. Tak więc ulubione buty, prawie cała szuflada kolczyków, pierścionków, naszyjników, bransoletek, w miarę kreatywny makijaż i można się było uznać za gotową do drogi. Przed Magic Trade Center aportowała się o siedemnastej czterdzieści dziewięć, niedługo potem wchodząc z Percivalem do środka. Przez krótki czas, w którym on zagadał się z kimś, kogo ona jeszcze nie znała, na ziemi błysnęła jej jakaś zagubiona błyskotka. Siłą rzeczy nie mogła się powstrzymać przed powiększeniem swojej niemal smoczej kolekcji, więc zgrabnie zgarnęła ją z podłogi i nasunęła na palec, stwierdzając że kolejny złoty element w kreacji tworzy piękny obrazek. Niestety, zdawało się, że Callisto Marquett była innego zdania. Tak to przynajmniej wyglądało, kiedy ze swoistym wyrazem twarzy kierowała się w stronę Cufferborough.



Para: Percival M. Follett
Kostki - przybycie: 5, opcja A, parzysta, przyłapana
Kostki - miejsce: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4005
  Liczba postów : 957
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 12:38

Oczywiście zdawał sobie sprawę, że zapraszanie kobiety na bankiet w ostatniej chwili jest najgorszym z możliwych faux pas, ale była to po prostu suma niefortunnych zdarzeń i zbiegów okoliczności, na które nie miał wpływu. Sądził, że zabierze ze sobą Madison, jednak ta w ostatniej chwili gdzieś wyparowała. Cóż, wyjście ze swoją najlepszą przyjaciółką i współlokatorką miało niewątpliwie szereg zalet i Percivalowi było trochę smutno, że nic z tego nie wyszło, oczywiście tylko do momentu, kiedy Avalon zgodziła się mu towarzyszyć. Ich znajomość wyglądała zupełnie inaczej i Percy musiał przyznać, że była jedną z nielicznych kobiet, przy których zdarzało mu się tracić pewność siebie i dawać się wodzić za nos. Zwykle to on był tym, który mieszał kobietom w głowach i uwodził, ale przy półwili nie miał najmniejszych szans. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że oprócz czysto fizycznej fascynacji nie łączy ich nic oprócz przyjaźni, dlatego nie bał się, że ponownie ktoś złamie mu serce. Miał dosyć uczuciowych dramatów, więc z przyjemnością pozwoli Avie, by otuliła go swoim zmysłowym czarem. Poza tym wizualnie stanowili dobrany duet - ona piękna niebieskooka blondynka, on - atrakcyjny brunet o ciemnych oczach. Nie dało się na nich zwrócić uwagi, a Percy'ego zawsze bawiły pełne zachwytu lub zawiści spojrzenia. Tak po prostu miał.
Oczywiście życie nie jest takie proste i piękne, dlatego przez pół godziny miotał się po mieszkaniu, próbując znaleźć krawat pasujący do szarego garnituru, a kiedy już mu się to udało, nie był w stanie znaleźć różdżki, co zakrawało na ironię losu. Jakimś cudem jednak udało mu się przybyć punktualnie, złożyć kilka zgrabnych komplementów pod adresem Avalon, która jak zwykle wyglądała niesamowicie efektownie i sprawiała, że jego zmysły były niezwykle wyczulone. Weszli do gmachu, rozmawiając o czymś półgłosem. Rozdzielili się na chwilę przy szatni i Percy kątem oka dostrzegł pierścień z rubinem. Musiał kosztować majątek. Follett schylił się szybko, podniósł go i zaczął szukać właścicielki. Przeprosił na chwilę swoją partnerkę, po czym z pomocą ochroniarzy odszukał staruszkę, która rozpaczała nad stratą rodowego pierścienia. Percy bohater wieczoru!




Para: Avalon Cufferborough
Kostki - przybycie: 5, wersja B i parzysta (6)
Kostki - miejsce: 6

______________________



Everybody's looking for

somebody's arms to fall into.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1250
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 211
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9198-romulus-pevensey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9201-wszystkie-drogi-prowadza-do-rzymu#257930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9202-puchacz-romulusa#257931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9203-romulus-balthasar-pevensey#257935




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 13:52

Nie istnieją na świecie lepsze okazje do promowania własnego interesu niż wszelkie imprezy okolicznościowe, gdzie zbierają się setki, jeśli nie tysiące ludzi. Romulus wywęszył okazję już z pierwszymi zdaniami zaproszenia, co przełożyło się na pewną stratę zainteresowania resztą treści na rzecz rozmyślania o sposobie, w jaki będzie mógł rozprowadzić znośną ilość swoich - nieskromnie mówiąc - cudeniek. Nie wiedział więc kto go zaprosił, po co i co tam się będzie działo, ale prędko wymyślił sposób na biznes. Rozesłał kilka listów, poszukując wspólników którzy akurat też byli zaproszeni na ten sam bankiet i po krótkim czasie miał już w pełni ustalony plan działania. Prawdę mówiąc trochę się stęsknił za sprzedawaniem "spod palta", a przecież swego czasu była to jego ulubiona rozrywka. Taka sama, jak na przykład szykowanie się do wyjścia, które obejmowało gruntowne przygotowanie nie tylko garnituru z płaszczem, ale też samego siebie. W strojach wyjściowych nie dało się niestety zabłysnąć swymi tatuażami, dlatego więc należało zadbać o to, aby chociaż głowa wyglądała w miarę reprezentacyjnie. Dzień - właściwie wieczór - zapowiadał się wybitnie dobrze, nawet pomimo braku odpowiedzi na zaproszenie od Madison, która najwidoczniej miała ostatnio lepsze rzeczy do roboty niż odpisywanie na listy. Włosy Pevenseya chyba pierwszy raz od dawna postanowiły nie stawiać jakiegokolwiek oporu przy stylizacji, zaś w ich ślad poszła broda. Mówi się, że tylko wile potrafią zrobić podobne wrażenie, ale ciężko będzie to stwierdzić, bowiem Romek nie miał szczęścia tak wielkiego jak Percival, żeby znać jakąś półwilę która mogłaby mu zastąpić Madison. Ostatecznie sprawy ułożyły się dosyć pozytywnie, bo świadomość swoistej wolności dawała mu pewność względem sprzedania czegokolwiek. Nie chciał się tak na dobrą sprawę uciekać do hipnozy, podążając za swą własną doktryną "życia ciekawszego, bo wypełnionego wyzwaniami".
Pod Trade Center znalazł się równo pół godziny przed osiemnastą, tak jak się umówił ze swoimi tymczasowymi partnerami w interesie, czyli na ten przykład - Pixie Cheshire. Rozdał każdemu tyle, ile zdołali unieść czy schować po torebkach lub marynarkach, wyjmując wszystko ze swojego pomniejszonego zaklęciem kufra. Potem, kiedy wszystko sobie dokładnie ustalili, wszedł do rzeczonego MTC, podśpiewując sobie jedną z ulubionych ostatnio piosenek, która zdawała mu się idealnie pasować do sytuacji. Pozbywszy się płaszcza, kufer trzymając w wewnętrznej kieszeni marynarki, podszedł do Cleopatry. Podsłuchał nieco wcześniej przez zupełny przypadek jej rozmowę z rozhisteryzowaną staruszką i postanowił pomóc, niezależnie od tego jak niemiłe mogłyby być konsekwencje tego spotkania.
- Zapewniam panią, że nikt pani nie okłamuje - zaczął szarmanckim tonem, kładąc wtedy prawą dłoń mniej więcej w okolicach talii swojej siostry, zaś lewą wykradając jej ów złoty pierścień, o który wybuchła afera - Tylko że wyskakiwanie na ludzi z bezpodstawnymi oskarżeniami potrafi onieśmielić nawet tych, którzy mówią całą prawdę. Proszę bardzo, oto zguba, życzę udanego bankietu. A ty, ty się powinnaś bardziej pilnować - zakończył cichą uwagą skierowaną do Patty, połączoną z porozumiewawczym spojrzeniem. Chwilę po rozwiązaniu sprawy udał się gdzieś dalej, kiwając głową na powitanie do Cufferborough - która z pewnością go nawet nie zauważyła - aby za moment zająć się rozprowadzaniem Draconisów. Dobrze jest zacząć specjalnością zakładu, żeby potem łatwiej było pozbyć się wszelkich słabszych elementów.



Para: zdawałoby się, że brak
Kostki - przybycie: 1
Kostki - miejsce: 1
Propozycje przy usadzaniu: byle jak najdalej od Avalon, cienko tak trzymać interakcję z własnym multi :') (za to siostrę chętnie przyjmę, bo pasuje do kosteczki!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 13:59

Pani jeszcze OFICJALNIE NIE Blythe, przybyła ze swoim małżonkiem na bankiet. Obyło się bez żadnych nieprzyjemności. Przez chwilę mogło się wydawać, że wrodzone umiejętności Iriny do pakowania się w kłopoty, zostały powoli unicestwiane przez jej jakże pod tym względem od niej różnego, nie niezdarnego, choć chętnie przyciągającego niekonwencjonalne okoliczności męża. Nic bardziej dziwnego, bo chociaż udało im się dotrzeć cało na bankiet i nawet dotarli do fontanny z ponczem, kierowani przez Irinę, jak zawsze szukającą interesującego ją punktu do zaczepienia wzroku, okazało się, że nie było to dla nich taki szczęśliwe. Archibald może mógł się domyślić, ale nikt inny pewnie się nie spodziewał, że fontanna zaprogramowana na magiczne machnięcie różdżki może źle współdziałać z czyjąś magią. Irka podpatrzyła jak większość czarodziei podchodzi do ponczowego wodotrysku i sama zrobiła dokładnie to samo, akurat kiedy jej mąż został zaczepiony przez jednego z kelnerów bankietu, proponując przystawki. Zajęty Archibald mógł tylko chwilę potem obserwować, jak Irina uderza różdżką o fontannę i choć to było magicznie niemożliwe, żeby mechanizm fontanny się popsuł, w starciu z magią Iriny Blythe nic nie miało prawa działać tak, jak powinno…

1, 2 —  Dotknięta różdżką fontanna, owszem, wypełniła kieliszek Iriny, ale wraz z nim rozlała się całkowicie po jej ciele, całą falą lecąc na nią z góry. Archibald miał bardzo rycerskie zadanie, uratować honor swojej małżonki, bo delikatny żorżetowy materiał, nasączony ponczem odsłaniał więcej niż przyzwoita kobieta z przyodzianym pod suknię walentynkowym prezentem od męża, chciałaby pokazać.

3, 4 — Archibald instynktownie już przygotowany do ratunku, jak zwykle wykazał się refleksem, ale tym razem za szybkim. Co prawda ochronił małżonkę przed złowieszczym działaniem strumienia ponczu, ale sam nadstawił pierś, oblepioną teraz słodkim alkoholem. Jako, ze jednak miał bardzo dobroduszną i wspaniałomyślną żonę, ta od razu przyszła mu z pomocą. Pech chciał, że posadzka pod nimi sprzyjała teraz upadkom. Irina poślizgnęła się, dokoptowując panu Blythe dodatkowej roboty z łapaniem jej, a jej upadek mógłby się wydawać groźny gdyby pan Blythe… nieparzyste – nie pochwycił jej zręcznie i nie upadł razem z nią, amortyzując jej upadek swoją ręką, która niepokojąco chrupnęła, parzyste – nie zdążył wyciągnąć różdżki spowalniając lot, łapiąc żonę przed samym zderzeniem z ziemią, w pozycji idealnej do tanga. A do tanga trzeba dwóch.

5, 6 — Za dotknięciem Irkowatej różdżki, cała konstrukcja zaczęła się chwiać, a fontanna niczym zraszacz wystrzeliła w promieniu pięciu metrów na około, oblepiając wszystkich wokół alkoholem. W tym przypadku Archibalda czeka ciężka przeprawa, bo musi chronić zarówno honor Irki, jak i swój własny i jej tyłek przed upadkiem. Czytaj: dotyczy go wszystko co w kostkach 1, 2, 3, 4.

Para: Archibald Blythe
Kostki - przybycie: 1
Kostki - miejsce: 4
Propozycje przy usadzaniu: Callisto, Archibald
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31697
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 14:09

Amaranthe Favreau musiała ostatnio sporo schudnąć. Stres dawał jej się we znaki - bez przerwy męczono ją o spotkania, konsultacje, rady, szkolenia... Jako emerytowana aurorka, miała ochotę odpocząć i oderwać się od trudów, które nawet po tylu latach pracy pojawiały się w jej życiu. Sowy były częstymi gośćmi jej domku na peryferiach, ale niedawny wysyp listów sprawił, że myślami częściej wracała do pracy, angażując się niesamowicie w sprawy, jakie jej podsyłano. Miała nawet okazję zadziałać w terenie, pomagając przeróżnym aurorom - od tych nowych, aż do szefa, Ronalda Reagana. Wzmożona aktywność w jej wieku niestety wskazana nie była, a stres oraz odzwyczajenie od warunków, do których siłą rzeczy powróciła, zrobiły swoje. Na bankiet oczywiście musiała się wybrać, nie mogąc przegapić takiej okazji. Brak partnera nie raził jej - zapewne znalazłby się ktoś, kto udałby się razem z nią, jednak nie chciała szukać nikogo na siłę, a jej mąż, zmarły już, pan Favreau, żył w jej pamięci. Wchodząc do Magic Trade Center, witana z szacunkiem przez odźwiernych oraz obecnych gości, przesunęła nawet palcami po złotym pierścionku zaręczynowym, zahaczając przy okazji o kolejny - z rubinem, będącego pamiątką pokoleniową - przekazywany zawsze córce przez matkę. Trzeci pierścień, najprostszy, ale równie wartościowy co dwa poprzednie, bo wiążące się z pobytem w cudownej Francji, mieścił się na trzecim palcu. Amaranthe uśmiechnęła się do siebie, wspominając męża i matkę, kierując się w stronę magicznej szatni.
Oddała swój płaszcz i natychmiast zaczęła rozglądać się za znajomymi twarzami. Młodzi ludzie napawali ją energią i zapałem, ale musiała przyznać, że momentami byli irytujący - zapewne praca z nimi oraz stres zmęczyły ją na tyle, że nie zauważyła, jak wszystkie pierścionki zsuwają się z jej szczupłych palców. Dopiero, gdy uniosła ręce, chcąc przywitać starego znajomego, wyróżniającego się na tle gładkich i pięknych twarzy młodzieńców, dostrzegła, że na jej palcach nie ma ŻADNEGO z trzech pierścieni. Żadnego.
Oczy natychmiast zaszły jej łzami, a wszystkie wspomnienia związane z mężem i matką przeleciały jej przed oczami. Najpierw zrobiło jej się okropnie przykro i smutno, ale kiedy zauważyła, jak pewna piękna panienka przygląda się jej pierścionkowi zaręczynowemu, nie mogła powstrzymać złości. Ci młodzi! Wszystko by chcieli, wszystko, bez oglądania się na innych. Ze łzami w oczach podeszła do Cleopatry, całkiem żywym krokiem, bo formę mimo wszystko trzymała.
- Ach, jak tak można! - wykrzyknęła oburzona, mierząc kobietę wzrokiem, który nie wróżył nic dobrego. - Kraść, tak bezczelnie okradać doświadczoną aurorkę! To wspomnienia, wspomnienia! - podkreśliła, wskazując dłonią (broń Merlinie nie samym palcem!) złoty pierścień. - Może dla takich ludzi jak PANI to tylko kolejne galeony, ale dla mnie to WSPOMNIENIA! - kontynuowała, nie myśląc o tym, aby się uspokoić. Zdawała się nie słyszeć słów Cleopatry, za to ochrona oraz uroczy młodzieniec, zwrócili jej uwagę na tyle, aby oderwała się od prawienia morałów aktorce. Spojrzała na Percivala, mrugając krótko, a pierścień z rubinem w jego ręce był zbawiennym widokiem.
- Och, widzi pani? Widzi? Ten młodzieniec nie miał problemu z odszukaniem właścicielki! - powykrzykiwała jeszcze do panny Pevensey, odwracając się do Folletta. - Jak się pan nazywa? Dziękuję uprzejmie, jest pan światłem nadziei w tych czasach - powiedziała spokojniej, choć nerwy wciąż przebijały się przez jej głos, a Cleopatrę konsekwentnie ignorowała. - Będę musiała z panem porozmawiać chwilę dłużej - oznajmiła, a kto odmówiłby doświadczonej aurorce z masą przydatnych znajomości? Idiota, tylko idiota! Wsunęła pierścień na palec. W tym czasie do dyskusji włączył się Romulus, którego Amaranthe obdarzyła spojrzeniem pełnym pogardy.
- Pan wybaczy, ale z racji swojego zawodu potrzebuję więcej dowodów oraz świadków. Wygląda na to, że są państwo w dobrych relacjach, co dodatkowo zmniejsza moje zaufanie do pańskich słów - oznajmiła dobitnie, już spokojniejszym tonem, choć cała sytuacja wciąż działała na nią niesamowicie drażniąco.
- Och, a może to pan widział mój trzeci pierścień? - zapytała Romulusa, nie zdając sobie sprawy, że Avalon właśnie wkładała go na palec. - Ten również pragnę odzyskać - dodała, jakby nie było to jeszcze oczywiste.

Uwaga! Każdy, kto stanie w obronie Cleopatry, dostanie +1 punkt do dowolnej umiejętności z kuferka (tyczy się również Romulusa, który już się udzielił w dyskusji!).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 33
Galeony : 654
Dodatkowo : opiekun Ravenclaw, hipnoza
  Liczba postów : 102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10456-cassandra-allard#288362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10552-no-nie-mow-ze-nie-chcesz-relacji-z-pania-profesor#290045
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10554-morgana#290048
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10553-cassandra-allard#290047




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 15:09

Kiedy na jej ramiona opadły pióra, oczy jej zabłyszczały. Callisto pięknie to zrobiła. Wzięła jedno pióro i zdmuchnęła je w stronę kobiety, po czym puściła jej oczko.
- Dziękuję. Wiedziałam, kogo poprosić o pomoc. A co do partnera... - wzruszyła ramionami. - Właśnie go transmutowałaś. A Twój? - spytała zaciekawiona.
Jak do tej pory niewiele miały okazji do rozmowy. Ale towarzystwo Callisto było miłe. Cass patrzyła na nią z pewnym podziwem. Kobieta najwyraźniej prawie nie okazywała emocji, potrafiła zachować dostojną powagę w każdej sytuacji i to jej imponowało. Po cichu marzyła, żeby dojść do takiej perfekcji, bo na razie nie zawsze jej wychodziło. Może Callisto by jej kiedyś powiedziała, jak to robi... Z drugiej strony jednak, dokładnie taka jak ona by nie chciała być. Bo jasne, powaga, maska na twarzy i tak dalej, ale jednocześnie dało się wyczuć pewien snobizm. A to była postawa, jaką Cass, no, może nie pogardzała, ale na pewno nie patrzyła przychylnie.
W pewnym momencie jej towarzyszka ją opuściła, zmierzając w stronę dziewczyny, której Cass nie kojarzyła. No nic. Nudzić się nie będzie, tym bardziej, że raptem kilka kroków dalej zrobiło się zamieszanie. Jakaś starsza kobieta awanturowała się, jakby nie mogła załatwić wszystkiego polubownie. Cassandra pokręciła głową. Co też ci ludzie mają w głowach... Tym bardziej, że widziała, że dziewczyna, która znalazła pierścionek, najwyraźniej chciała go zwrócić, przecież nie założyła go na palec ani nie schowała do torebki. Allard pokręciła głową i postanowiła się wtrącić. Nie lubiła takich bezpodstawnych oskarżeń.
- Proszę pani, z całym szacunkiem, ale tu nikt nie próbuje pani okradać. Ta pani przecież zwróciła pani własność, nie robiła problemów, a ja mogę potwierdzić, że z jej zachowania nie wynikało, jakby chciała zawłaszczyć sobie ten pierścionek. Nie jestem stronnicza, nie znam tych państwa, więc chyba mogę być wiarygodnym świadkiem, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4005
  Liczba postów : 957
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 15:16

Percival poczuł się nieco niezręcznie, widząc, że jego dobry uczynek (który był dla niego czymś zupełnie oczywistym, bo Percy to Percy, szlachetny gryfon i te sprawy) okazał się gwoździem do trumny dla pięknej nieznajomej, która najwyraźniej została posądzona o kradzież, a zdecydowanie nie wyglądała na złodziejkę. Wstyd powiedzieć, ale z tego wszystkiego nawet nie rozglądał się za Avalon, wciągnięty w sam środek zdarzeń i nieco zagubiony.
- Percival Follett... - przedstawił się z uprzejmym uśmiechem, jednocześnie nie chcąc wyjść na lizusa czy kogoś w tym rodzaju. Zdawał sobie sprawę, że właścicielka pierścieni musi być wpływową osobą, jednak tak naprawdę wcale go to nie obchodziło. Jej komplementy pod jego adresem, stanowiące przykry kontrast dla potępienia, jakie spadło na głowę Cleopatry (choć oczywiście nie wiedział, jak ta zjawiskowa istota ma na imię), wcale nie były przyjemne. Słysząc komentarz Romulusa, nieco sformułowany nieco szorstko i z pewnością nie mający zbawiennego wpływu na skołatane nerwy doświadczonej aurorki, którą trochę ponosiło, postanowił zainterweniować, wykorzystując fakt, że sam nieświadomie wkradł się w jej łaski.
- Szanowna pani, jestem przekonany, że zaszło tu jakieś fatalne nieporozumienie, a ta pani po prostu nie miała tyle szczęścia co ja i nie zdołała pani odnaleźć - powiedział łagodnie, ale stanowczo, mając nadzieję, że uda się jakoś załagodzić sytuację. Wieczór pod znakiem domniemanej kradzieży nie zapowiadał się zbyt przyjemnie, a w końcu mieli się dobrze bawić. - Oczywiście nie jestem aurorem i nie znam się na tych sprawach zbyt dobrze, ale jestem przekonany, że osoba nieuczciwa nie byłaby skłonna wypić veritaserum i nie eksponowałaby swojej zdobyczy - dodał, unosząc wzrok na Cleopatrę i chcąc w jakiś sposób dodać jej otuchy, bo mimo że zachowywała się nadzwyczaj spokojnie, nie mogło być to przyjemne doświadczenie. - Ja również nie znam tej pani i nie mam żadnego osobistego interesu w bronieniu jej, jednak uważam, że doszło tu do bardzo przykrego nieporozumienia.

______________________



Everybody's looking for

somebody's arms to fall into.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 15:17

Kimże by był, gdyby nie miał tego wieczoru wszystkiego pod kontrolą? Na pewno nie sobą, ale pierwiastek archibaldowości musiał odjąć już z kapeluszem, którego dziś nie założył. Z bólem serca musiał zostawić swój ulubiony dodatek, bez którego czuł się niewyobrażalnie łyso i niekomfortowo, ale podobno do wszystkiego da się przyzwyczaić. Wszystko zapowiadało się niesamowicie dobrze, wręcz podejrzanie, jakby spojrzeć na fakt, że jego olśniewająca partnerka lubiła ciągnąć za sobą cały sznur komplikacji w postaci przeróżnych nieszczęść. Dotarli jednak na bankiet, bezpiecznie i spokojnie. Stół z przystawkami większości mógł się wydawać małym zagrożeniem, ale jak widać - wcale nie musiała to być reguła. Ewentualnie była, ale państwo Blythe (oficjalnie panna Magyar i pan Blythe) nie poddawali się zwyczajnym ustawom i ogólnym zasadom, dlatego oczywistym było, że COŚ musi się wydarzyć. Prędzej czy później, przy tym stole, czy innym.
Rozproszony dosłownie na moment, Archibald nie zauważył, kiedy Ira wydobyła swoją różdżkę i z przekonaniem, że wszystko pójdzie jak należy, zaczęła testować wymyślną fontannę z ponczem. Bezpieczniej byłoby, gdyby ludzie odpowiedzialni za bankiet postarali się o jakieś prostsze rozwiązanie (pomijając fakt, że obecne i tak było proste, ale trzeba je czymś usprawiedliwić), jednak skoro tego nie zrobili...
W ostatniej chwili zareagował, bardziej na sam fakt ujrzenia magicznej pomocy w dłoni żony, niż cokolwiek innego. Odciągnął Irę od fontanny, stanowczo, dosyć mocno, ale gestem, który robił się coraz bardziej wypracowany - wyszło mu nawet zgrabnie, bo Węgierka jakimś cudem znalazła się bardziej za nim samym, przez co trafił bezpośrednio pod zasięg już ruszonej fontanny. Jego śliczny, czarny strój, który Irka sama wybrała z jego szafy (o dziwo pozwolił jej na to, z zastrzeżeniem, że nie ma mowy o wprowadzeniu czegokolwiek nowego), został więc naznaczony piękną plamą. Wystarczyłoby proste zaklęcie, które miał zamiar wykonać jej różdżką, gdy już uda mu się ją przechwycić, ale Magyar była szybsza. Zdążył tylko złapać ją w talii, obejmując ją sprytnie ramieniem, ale na skoordynowanie tego ruchu z punktem równowagi miał już nikłe szanse. Pociągnęła go za sobą, przez co wylądowali na posadzce, a chrupnięcie, które dotarło do ich uszu, zabrzmiało bardzo wymownie. Łatwo było się domyślić, że łokieć, który przyjął na siebie całą siłę upadku, nie mógł skończyć zbyt szczęśliwie, dźwięk był jedynie potwierdzenie. Archibald przygryzł wargę, tłumiąc ból i uśmiechnął się krzywo, częściowo rozbawiony.
- Powinniśmy dostać tytuł pary roku - stwierdził. - Ratowanie bez towarzystwa wystrojonych osobistości to trochę łatwiejsze zadanie. Nie utrudniaj mi go, najdroższa przyjaciółko - dorzucił, jakimś cudem podnosząc się, żeby móc, zdrową ręką, pomóc Irze powrócić do właściwej pozycji, którą większość w tym miejscu była w stanie utrzymać. - Ał? - burknął pod nosem, poruszając lekko prawą reką, zaś lewą obejmując Węgierkę w talii. - Nie zabrałem ci różdżki? Trzeba to nadrobić - zasugerował, wypuszczając ją na chwilę spod swojego ramienia i przy okazji z łatwością sięgając do jej dłoni, aby przywłaszczyć sobie różdżkę. Niewerbalny chłoszczyść poradził sobie z ubrudzonym garniturem.

Para: Irina Blythe (Magyar!)
Kostki - przybycie: nie rzucam sobie, Irkowe są jak za przybycie :') z Irkowych 3 i nieparzysta
Kostki - miejsce: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1250
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 211
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9198-romulus-pevensey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9201-wszystkie-drogi-prowadza-do-rzymu#257930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9202-puchacz-romulusa#257931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9203-romulus-balthasar-pevensey#257935




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 15:39

Romulus pewnie dawno zniknąłby w tłumie gości, rozdając za garstkę galeonów dziesiątki papierosów, gdyby nie usiłująca wywołać niepotrzebną aferę kobieta, z tak ogromną determinacją psująca niejednej osobie wieczór. Pevensey przewrócił teatralnie oczyma, jeszcze zanim z powrotem odwrócił się w stronę Amaranthe, aby spróbować jednak uratować Cleopatrę od dłuższego męczenia się z natrętną kobietą. Nie miał w tym najmniejszego nawet interesu, tak właściwie to po prostu podświadomie wypełniał braterski obowiązek zawierający się w ochronie siostry, ba, nie tylko siostry, ale też swojego dobrego imienia. Podszedł więc z powrotem do towarzystwa, gdzie już gościła nauczycielka z Hogwartu i jego absolwent, którego personalia zdołał usłyszeć. Brodacz kiwał głową, nie chcąc setny raz powtarzać tego, co mówili inni, bowiem hipnoza wcale w podobny sposób - wbrew pozorom - nie działa. Już bardziej jakaś dziwaczna mantra, ale to nie o to nam chodzi.
- Oto pani świadkowie - skwitował z lepszym już humorem, pokazując odpowiednio prawą i lewą dłonią Percivala oraz Cassandrę - Zaś dobre relacje moje i panny Pevensey ograniczają się do dzielonego przez nas nazwiska. Ubolewam nad tym zmniejszonym zaufaniem, a co się tyczy trzeciego pierścienia... obawiam się, że nigdzie go nie widziałem. Oczywiście teraz, czując się zobligowanym do przywrócenia wiary w moją osobę, niniejszym zobowiązuję się go, przy okazji przebywania tu, poszukać. Jeśli szczęście dopisze, od razu panią odnajdę, lecz wpierw potrzebuję spytać: z kim mamy wszyscy przyjemność? - kto by pomyślał, że mężczyzna który w młodości zwiał z domu dziecka i uczył się życia praktycznie na własną rękę mógłby wypowiadać się z taką ogładą, prawda? Tak się kończy zainteresowanie zamierzchłymi epokami lat trzydziestych, czterdziestych oraz pięćdziesiątych, gdzie podobne wyrażenia oraz zagrywki były na porządku dziennym, a w których Romulus ponad wszystko się lubuje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 15:53

Kiedy wszyscy przychodzili jeden i ten sam dramat Cleopatry, Archibald i Irina doświadczali swojej małej jednoaktówki. Irina ledwie zdążyła o pomocy panu Blythe pomyśleć, kiedy pomysł ten wydał się tak absurdalny i tak niemożliwy w wykonaniu, że oboje wylądowali na ziemi. O ile Irka obiła sobie tylko tyłek, o tyle chrupnięcie kości Archibalda wydawało się bardziej poważne.
— Starałam się, ale tutaj dzieją się dziwne rzeczy — podążyła wzrokiem za chmurą, która dzielnie trzymała się Cassandry i zaśmiała się krótko pod nosem, korzystając z pomocy Archiego. Wstała do pionu dając się mężczyźnie przyciągnąć zdrową ręką do siebie. Objęcie w talii wydawało się pewne i prawdopodobnie w normalnych okolicznościach wcale nie chciałaby psuć mu jego zamiarów, w końcu męska duma mogłaby zostać nadszarpnięta, gdyby Irina konsekwentnie za każdym razem, kiedy Archie chciał przejąć kontrolę nad swoją niesforną żoną, mu uciekała. Tym razem jednak było to konieczne, a pomógł fakt, że Archibald tak naprawdę myślał, że sam ją puścił, sięgając po jej różdżkę, kiedy pani Blythe posłusznie mu ją oddała, z większą uwagą traktując jego złamaną rękę. Chwyciła ją delikatnie w dłoni między swoje palce i ułożyła ją pionowo na swojej piersi i ramieniu, tak, żeby mogła musnąć ustami jego dłoń, ułożoną mniej więcej na wysokości jej mostka.
— Jesteś taki niezdarny, Archie… — mruknęła rozbawiona pochylając się żeby owiać z pewnej odległości chłodnym powietrzem zwieńczenie jego kości łokcia z kością przedramienia. Wydawała się brzmieć bardzo ironicznie, zważywszy na fakt, że nic z tego nie miałoby miejsca, gdyby to ona nie zesłała na Blythe swojej nieporadności — Ale nikt nie widział, mój kochany przyjacielu — Puściła jego rękę i oparła jedną ze swoich dłoni na jego torsie zadzierając głowę do góry, żeby móc musnąć kącik jego ust, bardzo blisko pełnych warg, jakby przez chwilę chciała go pocałować właśnie centralnie w sam ich środek, ale przecież obiecała, że ich małżeństwo pozostawią w tajemnicy, dopóki on nie powie, że ma być inaczej.
— Na pewno jest jakiś sposób, żebyś zapomniał o bólu... — mruknęła patrząc w jego tęczówki oczu swoim czystym, brązowym spojrzeniem, jakby wcale nie sugerowała nic niestosownego w tak dystyngowanym bankietowym towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Hogsmade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1410
  Liczba postów : 256
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8625-storm-ethan-xander
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8626p15-free-sex-for-everyone#243694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8677-write-for-sex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8627-storm-ethan-xander




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 16:02

Storm sam nie wiedział, czy na bankiet ma w ogóle ochotę iść. Nie dość, że odbywał się on po pierwszym w sezonie treningu, to jeszcze jakoś tak nawet pary nie zdążył sobie znaleźć. Nie to, że jakiejkolwiek pary potrzebował. Zawsze przecież istniała okazja pozanania kogoś nowego, czyż nie? Poza tym, darmowe jedzenie i alkohol zawsze było przekonać go praktycznie do wszystkiego. Tak więc zmachany po treningu wrócił na swoje mieszkanie, na którym wziął szybki orzeźwiający prysznic. Potem narzucił na siebie garniak i choć starał się uczesać w jakiś normalny i ludzki sposób włosy, te zaraz po wyjściu  na dwór i przejściu kilku przecznic wróciły z powrotem na swoje miejsce. Czy  może raczej powróciły do stanu słodkiego nieładu. Westchnął sobie wtedy i uznał, że dobrym pomysłem będzie wstąpienie na drinka przed tym całym wystawnym wieczorkiem. Siedział sobie tak przy barze, kiedy to do lokalu weszła niewątpliwej urody dziewczyna, czy raczej kobieta już w zdecydowanie zbyt wyszukanej sukni jak na wieczór w barze. Nawet nie wiedział kiedy zaczęli rozmawiać a już chwilę później postanawiali iść na bankiet razem. Storm jak zawsze miał szczęście. Na sale dotarli stosunkowo szybko. Zostawili kurtki w szatni i kawałek dalej Cleo znalazła pierścień, który pokazała Stormowi. Ten podrapał się w głowię, próbując sobie przypomnieć, czy koło szatni znajdowało się jakieś biuro rzeczy znalezionych, chcąc zaoszczędzić nowej znajomej chodzenia mruknął do niej.
-Zaczekaj, wrócę i sprawdzę. - i zupełnie nieświadomy nadchodzącej burzy ruszył do szatni by znaleźć owe biuro. Nie znalazł go, ale szatniarz zapewnił, że znalezione rzeczy można zostawić u niego. Z radosną nowiną wracał do nowej znajomej, jednak tłumek, który zebrał się na około niej mógł oznaczać dwie rzeczy. Albo miała dużo znajomych, albo..
K-raść, tak bezczelnie okradać doświadczoną aurorkę!-doszło jego uszy. Podszedł spokojnie i wysłuchał reszty osób, po czym uśmiechnął się urzekająco do kobiety.
-Ja również mogę poświadczyć, że obecna tutaj pani miała zamiar zwrócić pierścień. Byłem właśnie w szatni zapytać, czy nie mają biura rzeczy  zagubionych. - powiedział do aurorki, mając nadzieję, że cztery osoby, to już wystarczająco dużo, by skończyć ten spór o nic. - Nie sądzi pani, że gdyby ktoś chciał pani pierścień ukraść, to schowałby go do kieszeni, zamiast rozglądać się za miejscem, w którym może go zwrócić?
Zakończył, choć nie wiedział, czy jego słowa, w ogóle cokolwiek, zdziałają.

Para: Cleopatra
Kostki - przybycie: -
Kostki - miejsce: 5
Propozycje przy usadzaniu: whateva
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 67
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1417
  Liczba postów : 61
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10342-ronald-reagan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10344-ronald-reagan-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10345-ronald-reagan-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10346-ronald-reagan




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 16:35

O organizacji bankietu wiedział, oczywiście, od dawna. Nie brał udziału w organizacji, bo to nie jego działka, ale informacja o takich wydarzeniach rozprzestrzenia się lotem błyskawicy. Dzięki temu kiedy dostał list, był już przygotowany - a wygospodarowanie takiej ilości wolnego czasu przez kogoś takiego jak on, dzięki komu świat ma stać się bezpieczniejszym miejscem, nie jest proste.
Nie planował zabierać nikogo ze sobą. W pewnym stopniu traktował ten bankiet jako zadanie służbowe. Może i pozostali pojawili się, by miło spędzić czas ze znajomymi, odpocząć od pracy i zapewnić sobie rozrywkę, ale dla niego nie to było najważniejsze. Widział w tym wydarzeniu okazję do szerzenia świadomości na temat zagrożeń dzisiejszego świata, a to była bardzo istotna misja.
Kiedy już niemal dotarł na miejsce, przed wejściem zaczepił go jakiś żebrak. Nawet nie zaczepił, a zaatakował, co wydało się Ronaldowi absurdalne. Atakować szefa Biura Aurorów? Ten człowiek nie wiedział, na co się porywa. Reagan nie przestraszył się wyciągniętej w swoją stronę różdżki, nie pozwoli się zastraszyć. Najpierw, by uczynić zadość pewnym procedurom, zapytał mężczyznę, czy ten wie, że żebranie jest nielegalne. Kiedy ten nie odpowiedział, błyskawicznie wyciągnął swoją różdżkę i potraktował żebraka Drętwotą. To powinno wystarczyć do czasu, aż przyjedzie ekipa interwencyjna, którą niezwłocznie wezwał. I proszę, problem rozwiązany.
W środku było już całkiem sporo osób, większości jednak nie znał. Największy szum robiła jednak osoba, którą kojarzył doskonale. Właściwie gdyby postanowił przyjść z towarzyszką, to właśnie Amaranthe Favreau byłaby jego wybranką. Była wyśmienitym aurorem i chociaż od jakiegoś czasu była na emeryturze, jej niesamowite umiejętności wciąż robiły na nim wrażenie. Bardzo cenił sobie współpracę z nią i teraz, widząc jej zdenerwowanie, musiał zainterweniować. Podszedł do niej zdecydowanym krokiem i ujął jej dłoń, chcąc ją uspokoić.
- Moja droga Amaranthe, co się stało? Okradziono cię? To niebywałe... Pozwolisz, że pomogę?
Obrzucił swoim podejrzliwym, aurorskim okiem zebrane grono. Tłumaczyli się, ale dla niego to wciąż było niewiarygodne.
- Proszę państwa, nie chciałbym, żeby zrobiło się nieprzyjemnie. Pani Favreau wciąż nie odzyskała całej zagubionej biżuterii i sugeruję, by ten, kto dopuścił się tak okropnego czynu, natychmiast się przyznał. Wolałbym nie musieć spotykać się w tej sprawie z kimkolwiek z państwa po zakończeniu tego bankietu.
Poprowadził Amaranthę na stojący nieopodal fotel i wysłał jakiegoś kelnera po szklankę wody. To niedorzeczne, żeby tak szanowanej osobie przydarzyło się coś tak przykrego i to w wieczór, który miał być dla wszystkich miły! I dlatego właśnie jego misja otrzymała jeszcze wyższy priorytet. To było ważne, aby uświadomić tych ludzi, że kradzieże to już oznaka tego, w jakim kierunku podążał ten świat.


Para: brak
Kostki - przybycie: 6
Kostki - miejsce: 2
Propozycje przy usadzaniu: niekoniecznie blisko Callisto
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 461
  Liczba postów : 138
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9997-asher-belshazzar-hawkeye#279002
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10004-zagraj-z-kanciarzem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10005-zastawiona-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10006-asher-hawkeye




Moderator






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 19:39

Od razu mówię, że jak czegoś ważnego nie ogarnęłam to walcie na gg czy gdziekolwiek, bo nie czytałam postów powyżej i może być mielonka, dzięki < 3

Dziwaczne bankiety nie były czymś na czym Ash często bywał. Zdaje się, że szybciej spodziewałby się listu z Ministerstwa, w którym traktowano by o domniemanych kradzieżach, których mógł dokonać podczas licznych partyjek Krwawego Barona, aniżeli zaproszenia na podobne wydarzenie. Masowość zaproszeń niemalże kuła w oczy, ale to wcale nie oznaczało, że nie zamierzał skorzystać z okazji. Wizja najedzenia się za friko i przy okazji spędzenia czasu z Pixie jakoś wynagradzała wszystkie niedogodności, a wcale nie było ich niewiele. Wszystko zaczęło się już przez bankietem, kiedy Asher przygotowywał strój na dzisiejszy wieczór. Nie było to nic wyszukanego, bo takich ubrań w swojej szafie raczej nie miał zbyt wiele, ale udało mu się nawet wygrzebać jakiś stary, przykrótki już nieco garnitur. Oczywiście, że musiał być zaczarowany! Hawkeye swego czasu dorwał sklep na ulicy Pokątnej, który oferował całą gamę ubrań inspirowanych zwyczajną mugolską modą, a zawierających w sobie pewne magiczne udogodnienia. W tym momencie nie potrafił już powiedzieć w jakich okolicznościach go zakupił, ale to nie było ważne. Natomiast fakt, że był obrzydliwie drogi już zapadł mu w pamięć wyjątkowo wyraźnie, ale było warto. Teraz, za pomocą kilku prostych zaklęć, udało mu się wydłużyć nogawki i rękawy, a także ściślej dopasować go do swojej sylwetki, bo trochę zdążył w tym czasie przybrać na wadze i było to po nim widać. Dobrze jednak, że ta zmiana nie objawiała się dodatkowymi, zbędnymi kilogramami, a wprost przeciwnie - składały się na nią mięśnie, nad którymi pracował i pracuje do tej pory w chwilach, w których nie pracuje zawodowo lub nie zajmuje go hazard. Ash nie jest wyjątkowo wymagający w temacie rozrywek, także to wszystko zdecydowanie mu wystarczało, ale teraz? Jakżeby mógł odmówić sobie takiej okazji? Wrzucił na grzbiet białą koszulę, a potem marynarkę, jednocześnie wiążąc gdzieś po drodze czerwony krawat w czarne ukośne pasy. Jak zawsze szykował się w pośpiechu, bo nagle okazało się, że zaraz wpadnie do niego Pixie, aby się przebrać. Pomimo szaleńczego tempa i tak nie udało mu się osiągnąć wymaganego efektu nim rozbrzmiał dzwonek od drzwi. Otworzył dziewczynie drzwi jeszcze wciągając na tyłek spodnie, ale najwyraźniej nie był tym speszony, tak samo jak okrutnym bałaganem, który panował w domu. Rzucił tylko krótkie „rozgość się” po czym wrócił do ubierania się. Właściwie to dokończenie zaczętej pracy nad sobą nie zajęło mu dużo czasu i ostatecznie ułożył tylko włosy zaczesując je do tyłu i wpinając spinki w mankiety. Po tym jak Pix również się wyszykowała, a chłopak nie oszczędził jej komentarzy teleportowali się do Londynu, aby bezproblemowo dostać się do Magic Trade Center… okej, a przynajmniej w przypadku Asha obyło się bez komplikacji, bo nad głową jego towarzyszki zawisła deszczowa chmura. Uznał to za wyjątkowo zabawne, ale przecież nie mógł pozwolić, aby deszcz zniszczył tak piękną kreację. Rzucił szeptem jedno szybkie zaklęcie i  chmurka rozpłynęła się w obłoku złotego pyłu, który opadł dziewczynie na włosy, a którego Hawkeye chyba nawet nie zauważył.
- Och, zamieszanie. - westchnął tęsknie, zupełnie tak, jakby przypomniały mu się stare, Gryfońskie czasy. Ash wciąż czuł niezdrowy pociąg do wikłania się w tego typu sytuacje, więc teraz podsłuchał sobie bezczelnie lamenty starszej pani, aby po chwili rozejrzeć się uważnie po zebranych. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po znajomych nauczycielach i kilkorgu absolwentach, których kojarzył ze szkoły, aż wreszcie zatrzymało się na Avalon. Wilowaty gen niemalże natychmiast uderzył go w oczy, więc czym prędzej odwrócił spojrzenie na Cheshire u jego boku. Jej widok chociaż nie robił mu papki z mózgu. Zdaje się, że poczucie obywatelskiego obowiązku względem starszych osób niebywale mocno działało na Asha. W lodowej jaskini postawił grać czysto z widmem Dorothei, chociaż wcale nie musiał, a teraz względem Amaranthe poczuł coś podobnego. Niemalże odruchowo zaczął spoglądać na palce zebranych ludzi, jakby spodziewał się, że znajdzie na nich dowód zbrodni. Ostatecznie jego spojrzenie znowu powędrowało w kierunku blondynki, a widząc jej upierścienione palce nagle jakoś go tknęło.
- Przepraszam na chwilę. - rzucił w stronę Pixie i odszedł od niej na moment, aby po sekundach kilku uśmiechnąć się uroczo do @Avalon Cufferborough, którą chwycił bezpardonowo za nadgarstek i pociągnął za sobą (w uzgodnionym zastępstwie za Callisto) w stronę starszej pani. Zablokował nadgarstki dziewczyny, aby wyciągnąć jej dłonie przed nos kobiety.
- Droga pani, czy któryś z nich wygląda może znajomo? - zapytał, a uśmiech który wykwitł mu na twarzy był jednocześnie uprzejmy jak i nieco mroczny, ale to nic, bo przecież był bohaterem w lśniącej zbroi, nie?

Para: Pixie Ally Cheshire
Kostki - przybycie: 4
Kostki - miejsce: 2
Propozycje przy usadzaniu: w pobliżu Severusa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : okolice Dundee, domostwo Penny's Haven, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1140
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 569
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10397-avalon-cufferborough
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10406-abc#286919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10407-the-princess#286920
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10408-avalon-bee-cufferborough#286921




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 20:15

Avalon nie była jakoś specjalnie zainteresowana całą tą awanturą, jaką wywoływała dziwaczna staruszka kilkanaście metrów od niej, zamiast tego interesując się bardziej przybyciem Archibalda z Iriną. Od dawien dawna była fanką tej parki, toteż teraz z wielką ciekawością obserwowała, jakie zrobią entrée. Nie musiała długo czekać na akcję, z rozbawieniem obserwując, jak oboje lądują na podłodze. Stłumiła śmiech, zasłaniając usta dłonią, aby przypadkiem nikt nie zorientował się w jej drobnych obserwacjach. Przez pewien czas miała zamiar podejść i się przywitać, ale ostatecznie postanowiła przeciw temu. Pomyślała że lepiej, jeśli się najzwyczajniej w świecie nie zbliży, dając tym samym zakochańcom ich upragnione chwile sam na sam. Mimo że byli praktycznie w samym środku ogromnego tłumu sproszonego na bankiet. Ale to nic. Rozejrzała się ponownie, jak gdyby mając wielką nadzieję na znalezienie kogoś znajomego, spotykając się jednak z nieco niespodziewanym rozczarowaniem. Nie sądziła, że zamiast dojrzeć przyjazne twarze, zostanie prawdziwie... porwana!
- Co ty rob... - wydukała, prędko orientując się, w którą stronę ciągnie ją nieznajomy facet. Zaklęła w myślach, dochodząc do wniosku że kobieta, wokół której zebrało się grono skonsternowanych osób musiała być właścicielką zagubionego pierścionka. Rzeczywiście, ładna była z niego błyskotka, więc nie byłoby dziwnym, gdyby wywołała wielkie podniesienie w tej sprawie. Trzeba było działać prędko, zanim ktoś zwróci uwagę, że dziwaczna para zbliża się do zebranego towarzystwa. Cufferborough wykorzystała skierowany naprzód wzrok Asha, aby wolną jeszcze ręką szybko ściągnąć złoty, przeklęty kawałek złomu i zrzucić go na podłogę. Starała się go jeszcze przydeptać, aby przypadkiem nie zaczął się odbijać na prawo i lewo, wyszło to chyba nawet sprawnie.
- Jeśli się okaże że tak, to będę musiała zmienić sklep z biżuterią... - mruknęła z pewnym niesmakiem nasza cwana półwila, którą pewnie i tak ktoś zaraz przyłapie na przekręcie, ale dajmy jej się cieszyć chwilą górowania nad resztą oraz nadzieją na czystą ucieczkę od odpowiedzialności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1491
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9200-cleopatra-calliste-pevensey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9204-kleopatra-wielka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9206-papirusy-cleopatry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9209-cleopatra-calliste-pevensey#258033




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 21:51

Czuła coraz większe zażenowanie sytuacją, w której właśnie uczestniczyła. Oczywiście nawet mogłaby współczuć kobiecie, bo najwidoczniej czuła duży sentyment do zagubionej biżuterii... ale na litość boską! To nie upoważniało jej do traktowania tak drugiego człowieka. Nie zamierzała dać obrażać tak swojego imienia jakimiś absurdalnymi oskarżeniami. Dla ludzi takich jak Pani? Za kogo się ta staruszka wyobrażała, że z taką łatwością przykleiła jej łatkę złodziejki.
- Przepraszam bardzo, ale nie zna mnie Pani, więc wypraszam sobie kierowanie takich insynuacji  pod moim adresem. - z przyklejonym uśmiechem obserwowała, jak starsza pani genialnie radzi sobie w ignorowaniu jej. Dopiero jej, ciągnący się w nieskończoność zdaniem Cleopatry, wywód przerwało pojawienie się kolejnej osoby. Tym razem okazał się nim mężczyzna, który znalazł bidulce kolejną zgubę. Przez moment Patty była w takim szoku, że nie wiedziała jak zareagować. To jakiś żart, prawda? Wieczór zagubionej biżuterii? O dziwo jego potraktowała jak księcia w błyszczącej zbroi, szczęściarz z niego! Z pewnością, gdyby przewidziała ten incydent, wcale nie pojawiałby się na bankiecie. Nawet teraz miała ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść poniżona tymi wszystkimi oszczerstwami. Kto jednak oczyściłby ją z tych paskudnych zarzutów? Prawie nie podskoczyła, gdy poczuła na swojej talii czyjąś rękę. Idealna pora na rodzinne spotkanie. Spojrzała na swojego bliźniaka nie wiedząc, czy jego obecność  w tej kłótni jakoś poprawi jej sytuację.  Wsłuchiwała się w to co mówił aurorce, podając jej przy tym pierścień. Oby to już było po wszystkim! Głupia łudziła się, iż w końcu dadzą jej święty spokój i nie będzie pogrążać jej jeszcze bardziej. Ależ oczywiście, dobre relacji... z Romulusem? Kobieta kompletnie nie zdawała sobie sprawy, że jedyne co ich łączyło to krew i wiele nieprzyjemnych wspomnień. Pokręciła głową wciąż starając się zachować spokój w tej niedorzecznej sprzeczce. Bądź tu uczynny, a jeszcze zmieszają Cię z błotem w miejscu publicznym. Jeśli z niej taka obrończyni dobra, powinna wiedzieć, iż to co robiło mogło podchodzić pod zniesławienie... a to już przestępstwo! Już miała ponownie zwrócić się do starszej pani, gdy nagle jakaś nieznajoma kobieta dołączyła się do dyskusji. Uśmiechnęła się delikatnie do kobiety, dziękując tym samym za interwencję. W dodatku po chwili odezwał się też mężczyzna, który jako pierwszy przyłączył się do pierścionkowej akcji. Z jednej strony czuła się jeszcze gorzej, obserwując powiększające się grono świadków tego zamieszania... a z drugiej niewątpliwą ulgę faktem, że ktoś potwierdzał jej słowa. Słysząc jego słowa poczuła się odrobinę lepiej, lecz nadal nie tak jak miała w założeniu wybierając się w to miejsce. Nawet nie zauważyła momentu, w którym Pevensey wkroczył ponownie do tej przejmującej rozmowy. Powstrzymała się przed skierowaniem do brata uszczypliwego komentarzu, co do tego co ich łączyło. Taki kochany przedstawił wszystkim to w taki uroczy sposób! Nie wiedziała co tym razem kierowało Romulusem, ale z pewnością nazwałaby to miłą niespodzianką w jego zachowaniu. Wszystko działo się tak szybko, że zapomniała o wyprawie w poszukiwaniu biura rzeczy znalezionych, swojego bankietowego partnera. Odwróciła ku niemu głowę słysząc jego głos i uśmiechnęła się przepraszająco. Do wszystkich, bo w końcu musieli teraz uczestniczyć w tej paranoi.
- Naprawdę rozumiem Pani zdenerwowanie, ale jak widzi Pani nie miałam nic wspólnego z zaginięciem Pani pierścionków. Za to moje dobre chęci zostały tylko wynagrodzone tymi raniącymi oskarżeniami. - odezwała się starannie dobierając słowa. Miało być miło, a skończyło się jak zwykle. Nie zdążyła zastanowić się nad następną odpowiedzią, bo (jakie zaskoczenie!) ich grono powiększyło się o kolejną osobę. Westchnęła cicho na słowa starszego pana, który chyba od razu założył sobie, że kłamią. Zdążyła tylko lekko pokręcić głową nad beznadziejnością tej sytuacji, a wtem pojawiła się dwójka nowych duszyczek. Teraz Cleopatra nie wiedziała, czy ma zacząć się śmiać, a może płakać. Młodzieniec zaciągnął urodziwą blondynkę do aurorki i wyciągnął jej dłoni, by oskarżyć o kradzież? Zamrugała starając pozbyć się zdziwienia tymi cudownymi atrakcjami wieczoru. To z pewnością zaczynało się robić coraz dziwniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1250
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 211
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9198-romulus-pevensey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9201-wszystkie-drogi-prowadza-do-rzymu#257930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9202-puchacz-romulusa#257931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9203-romulus-balthasar-pevensey#257935




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 21:57

Pevensey czuł się trochę jak w jednym z tych dziwacznych spektakli, gdzie wrzuca się jedną postać, zupełnie nie mającą pojęcia co ze sobą zrobić, w towarzystwo dziesiątek innych postaci, wyposażonych w tony niebywałych dziwactw. Tak oto dwóch mężczyzn obchodziło się z awanturniczą kobietą jak z panią, która niedawno opuściła zakład dla umysłowo chorych, starszych ludzi, a jeszcze jakiś nieznany mu osobnik przywlókł do towarzystwa Cufferborough. Och, zrobiło się dosyć niezręcznie, głównie dlatego że Romulus doskonale znał zamiłowania Avalon do wszelkich błyskotek i nie zdziwiłby się, gdyby rzeczywiście skradła jedną należącą do podstarzałej histeryczki, tak jak to sugerował Hawkeye. Romek chciał jak najprędzej uciekać, żeby nikomu nie rzuciło się w oczy to, iż z półwilą są zaznajomieni, co potem mogłoby rzucić jeszcze na niego cień podejrzeń. Uratował go chyba jakiś cud, który przemienił się w jego własną sowę. Puchacz wleciał do Magic Trade Center jak gdyby nigdy nic, zaatakował swojego właściciela i przekazał mu - najwidoczniej bardzo pilny! - list. Baltazar przeprosił wszystkich najgrzeczniej jak potrafił, przeczytał naskrobane na pergaminie literki, wyrażenia, zdania, a potem z radością wymalowaną na twarzy wyszedł z budynku. Gdzieś w międzyczasie dopadł przechodnia z piórem, dzięki któremu odpisał na wiadomość, a następnie popędził do najbliższego sklepu, żeby kupić swojej świeżo upieczonej towarzyszce jakiś drobiazg. Potem teleportował się, jak obiecał w liście, przed drzwi jej mieszkania, w ogromnym pośpiechu pomógł ze wszystkimi przygotowaniami, a kiedy już poradzili sobie z wynikającym z pewnej desperacji Romulusa zamieszaniem, teleportowali się osobno pod MTC. Pevensey, przybierając na twarz swój szarmancki uśmiech numer dwadzieścia osiem, wprowadził Richelieu do środka. Zdawało się, że afera pierścionkowa nadal nie znalazła rozwiązania.
- Trzymajmy się z dala od tamtych ludzi. Jakaś histeryczka oskarża wszystkich o kradzieże jej pierścionków, debilna sprawa - mruknął do Kanadyjki, usiłując nie odsłaniać zbytnio swojego zażenowania - Lepiej mi opowiedz, jak się ostatnio trzymasz. Jakoś ucichliśmy od wtedy, nie sądzisz?





Para: UWAGA, ZMIANA! Jednak będzie Madison Richelieu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią 6 Mar - 22:45

Cóż, to dopiero była szybko podjęta decyzja! W jednej chwili Madison siedziała przy oknie w swoim pokoju w londyńskim mieszkaniu, w którym od jakiegoś już czasu wyjątkowo szczęśliwie mieszkała z Percivalem i nadrabiała zaległości w korespondencji, a w drugiej chwili, kiedy wróciła do niej sowa, Richelieu zaczęła przetrząsać szafę w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji, czesać włosy i szykować się do wyjścia. Kilka dni wcześniej rozmawiała z Follettem o bankiecie i bardzo żałowała, że brakuje jej czasu na wyprawienie się tam w roli osoby towarzyszącej ze swoim przyjacielem, jednak w ostatnim momencie dostała od Zachariasza informację, że nie musi pojawić się w pracy w czwartek i w ten sposób znalazło się trochę wolnego miejsca w jej terminarzu. Szkoda jednak, że Percy znalazł w tym czasie inną partnerkę, jednak, jak się okazało, Pevensey postanowił zostać w opcji solo. Przynajmniej do momentu, w którym wysłała mu odpowiedź i w którym zjawił się pod jej mieszkaniem. Kanadyjka poprosiła Romulusa o pomoc w zapięciu suwaka swojej sukni z delikatnego, burgundowego materiału i dziękując w duchu za cudowne geny i odziedziczoną metamorfomagię, która pomogła jej się wyszykować w kilka minut, ruszyła razem z mężczyzną do MTC.
- Och, ledwo rozpoczął się wieczór, a tu już oskarżenia o kradzieże? Jeszcze na kogoś powinnam uważać? - zapytała zdziwiona, konspiracyjnie ściszając głos, kiedy brodacz zalecił trzymanie się od pewnej grupy na dystans. - Wiesz, nic nowego. Studia, praca, treningi... Twoje papierosy mocno nadwyrężyły mój budżet, a na gratisy nie liczę, więc sam rozumiesz, że nie wpadam za często do Stasha od wtedy. - jakież to piękne określenie "od wtedy"! Richelieu uśmiechnęła się lekko, chociaż właściwie sama przed sobą nie potrafiła przyznać otwarcie, dlaczego jej kontakty z Romulusem rozluźniły się od pamiętnego wieczoru. Może się obawiała, że da się wkręcić w coś, co jest nierealne i szybko się skończy, a może wmawiała sobie, że tak będzie lepiej dla wszystkich, efekt jednak pozostawał ten sam, a blondynka ograniczyła swoje eskapady po papierosy praktycznie do zera, mimo że zawsze ceniła sobie czas spędzany w towarzystwie Pevenseya. Czy jednak brak czasu i środków nie był dobrą, sprawdzoną wymówką?

Para: Romulus Pevensey
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Sob 7 Mar - 11:34

Koplikacje stanowiły bardzo zgrany duet z Pixie. Nic więc dziwnego, że postanowiły jej towarzyszyć również czwartego marca, który sam w sobie był dziwnym dniem. Staruszki osiągały dziś szczyty niedołężności i wręcz pchały się pod koła Błędnego Rycerza, na co Cheshire musiała reagować szybko i sprawnie, aby zapobiec wypadkom - ilość manewrów wykonanych w pracy powinni jej wpisać do magicznej księgi rekordów Guinessa czy innego Merlina. Najważniejsze jest jednak to, że zmianę skończyła nie do końca zadowolona i szczęśliwa, a wizja bankietu wydawała się bardziej męcząca niż w poprzednich dniach. Miała niemały problem z poprawą humoru, więc u Asha zjawiła się jeszcze dosyć markotna, ale na wstępie poprawił jej humor, a samo jego towarzystwo zdawało się być zbawienne - nie widzieli się zbyt długo, żeby mogła zmarnować wieczór na marudzenie. Temat niedołężnych staruszek i ciężkich manewrów można było łatwo zastąpić innym.
Niespecjalnie przejmowała się bałaganem pana Hawkeye, tak jak i bieganiem w bieliźnie po jego mieszkaniu. Skrępowanie było jej w tej chwili bardzo obce, poza tym nie mieli zbyt wiele czasu. Umyta, wypachniona i umalowana Pixie, wlazła zgrabnie w białą sukienkę, niespecjalnie elegancką, ale prostą i bardzo w jej stylu. Nie zamierzała ukrywać swoich tatuaży - skoro zaprosili ją na bankiet, musieli się liczyć z tym, jak będzie wyglądać. Wydłużyła nieco rzęsy i okiełznała bardziej uparte części fryzury za pomocą metamorfomagii, założyła buty na wyższej podeszwie żeby nie robić przy Asherze za karzełka. Uśmiechnęła się też ładnie, aby pomógł jej z zaklęciem, dzięki któremu mogła zmieścić w małej torebeczce więcej, niż pozwalał na to jej rozmiar, i w zasadzie była gotowa.
Przed wejściem do budynku spotkała się jeszcze z Romulusem, nie wnikając, gdzie zniknęła jego pięknobiodra zawodniczka Quidditcha, ale za to odbierając fajki na promocję jego lokalu. Nieco powątpiewała w powodzenie, przynajmniej w swoim przypadku, bo nie za bardzo wiedziała, jak się za sprzedaż i reklamę zabrać, a nie wyobrażała sobie podchodzenia do każdej osoby i dopytywania się, czy nie kupi papierosów ze Stasha. Prędzej by tym wszystkich odgoniła.
Dopiero w Magic Trade Center nad jej głową zawisła ciemna chmura. Spojrzała na nią niepewnie, krzywym uśmiechem sugerując, że najprawdopodobniej zaraz zmoknie. Mrugnęła krótko, kiedy jej nowa towarzyszka zamieniła się w złoty pyłek, zmuszona do tego przez Asha.
- Oww, dzięki, nawet pasuje mi do dodatków - podziękowała, przyglądając się chwilę swojej ręce, która błyszczała lekko, przyozdobiona drobinkami. Nie była nawet pewna, czy Hawkeye ją usłyszał, bo w tym samym momencie przyglądał się zamieszaniu, a na jego odejście Cheshire zdążyła tylko odpowiedzieć "Co? Czek... spoko", po czym sama, zainteresowana awanturami starszej pani, podeszła do reszty. Przy okazji przyłapując Avalon na zrzuceniu pierścionka z palca. Irlandka uśmiechnęła się do siebie, prawie niezauważalnie, niezbyt zadowolona z faktu, że jej partner ciągnie za sobą piękną półwilę. Nie wiedziała, czy sama wolałaby ją ciągnąć, zapewne w innym kierunku, czy wolałaby mieć przy sobie swojego partnera, żeby nie zostawać na pastwę losu w tej jaskini ładnie-i-elegancko ubranych ludzi, których spojrzenia czuła na swoich ramionach. Ignorowała je lekko i sprawnie, ale warunki nie były sprzyjające do kompletnego wycofania ich ze świadomości. Pierwszy raz była na bankiecie. Przysłuchiwała się z zainteresowaniem wszelkim słowom dyskusji, zerkając przy okazji na pierścionek, który Cufferborough zrzuciła na posadzkę. Pixie kucnęła i zgrabnie zwinęła błyskotkę z ziemi, zbliżając się do z powrotem do centrum zamieszania.
- Naprawdę nie sądzę, aby Cleopatra Pevensey chciała ukraść pierścionek - dołączyła się, gdy emerytowana aurorka oglądała rękę półwili, poszukując swojego pierścionka, który teraz Pix trzymała w dłoni. Zamkniętej, póki co. - Zakładam, że zarabia wystarczająco dużo, aby sobie na taki pozwolić. Mężczyzn też jej pewnie nie brakuje, im za to nie brakuje galeonów, żeby ją obdarowywać - stwierdziła, przyjmując, że to zdanie jest bardzo ważne. Cheshire nie miała problemu ze zwróceniem uwagi na to, że siostra pirata wygląda olśniewająco! - Co zaś się tyczy trzeciej błyskotki, czy to nie ten pierścień? Leżał na posadzce, przed chwilą go podniosłam - powiedziała, wyciągając otwartą dłoń do kobiety, ignorując fakt, że przed chwilą gościł na ręce Avalon, na którą jeszcze nie spojrzała, choć stała zaraz obok.

Para: Ash Hawkeye
Kostki - przybycie: 2
Kostki - miejsce: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31697
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Sob 7 Mar - 12:27

Amaranthe nie mogła się nadziwić - osób do składania zeznań wciąż przybywało, a wszyscy, jak jeden mąż, stawali w obronie kobiety, której Favreau nawet nie rozpoznała. Dopiero słysząc jej nazwisko, coś zaczęło jej świtać, jeszcze niezbyt wyraźnie, gdyż była zbyt skupiona na nerwach i utracie swoich pamiątek, aby skupić się na tym dziwnym wrażeniu, że skądś ową kobietę zna. Wysłuchiwała kolejno wszystkich osób, niecierpliwiąc się, bo zdawali się powtarzać to samo. Tajemniczym sposobem wszyscy wiedzieli, że nie ukradła pierścienia, ba, wszyscy przyglądali się pannie Pevensey, gdy ów pierścień podnosiła i rozglądała się za właścicielką. Dobre sobie! Mimo wszystko Amaranthe zaczynała żałować swojego wybuchu i wcale nie była pewna zdania i oskarżeń, jakie wysunęła przeciwko Cleopatrze.
- Amaranthe Lillian Favreau - odpowiedziała Romulusowi, przedstawiając się przy okazji obecnym.
- Witaj, Ronaldzie - odpowiedziała, ciesząc się, że w tym młodym towarzystwie, tak solidarnym, jak się okazało, mogła odnaleźć sprzymierzeńca. I to jakiego!
- Dziękuję ci, mój drogi - powiedziała, siadając w wygodnym fotelu, nawet nie oglądając się na kelnera, wysłanego po wodę. - Nie mam pojęcia, co się dzieje - dodała, wzdychając krótko, ale za chwilę spojrzała na mały tłum obrońców. - Och, zbliżcie się - poprosiła, nie czując się jeszcze na siłach, aby wstać z fotela. Odebrała wodę od kelnera, upiła dwa łyki i wstała, zapewne z uprzejmą pomocą pana Reagana. Już chciała zacząć mówić, gdy zjawiły się kolejne osoby - młodzieniec, którego nie kojarzyła, prowadzący córkę Glenna Cufferborough, a za nimi wytatuowana dziewczyna, która wyglądała... osobliwie. Amaranthe spojrzała na nią mimowolnie, ale zaraz skupiła się na Ashu i Avalon, obserwując dokładnie każdy pierścionek, zdobiący dłoń półwili. Przy okazji do bałaganu wtrąciła się Pixie, którą aurorka obdarzyła spojrzeniem. Co do Cleopatry, zdecydowała chwilę wcześniej, ale otwarta dłoń z jej złotym pierścionkiem utwierdziła ją w przekonaniu, że młoda Cufferborough jest niewinna.
- Och, tak, rzeczywiście - odpowiedziała, odbierając złoty pierścionek od dziewczyny, nie mogąc nie zwracać uwagi na jej odsłonięte tatuaże, które wcale jej się nie podobały, ale musiała przełamać swoją niechęć. - Dziękuję ci bardzo - powiedziała.
- Drodzy państwo - zaczęła, odzywając się do wszystkich zamieszanych. - Muszę przyznać się do błędu. Emocje wzięły górę, to dla mnie bardzo ważne pamiątki, których nie chciałabym stracić. Panno Pevensey, w tej chwili jestem zawstydzona swoim wybuchem i chciałabym szczerze i serdecznie przeprosić za oskarżenia, jakie wysunęłam w pani kierunku - zwróciła się do Cleopatry, spoglądając na nią. - Jeśli mogłabym to w jakiś sposób wynagrodzić, proszę dać mi znać, jednak niech pani jeszcze nie odchodzi, chciałabym zamienić słówko! - powiedziała, jako że w międzyczasie skojarzyła, skąd zna ową kobietę.
- U państwa zaś doceniam oddanie oraz wstawienie się za niewinną osobą - zwróciła się do Cassandry, Percivala, Storma, Pixie, a dodałaby do tego Romulusa, gdyby nie zniknął w międzyczasie. - Powinnam państwa nagrodzić za szczerość oraz odwagę, będę to miała na względzie. Czy mógłby pan zapisać nazwiska tych państwa? Bardzo dziękuję - zwróciła się do kelnera, który miał zająć się formalnościami.
- Glenn Cufferborough jest moim dobrym znajomym - odwróciła się do Asha, spoglądając na niego niepewnie. - Jestem pewna, że jego córka nie okradałaby mnie, jednak rozumiem pańskie podejrzenia, panienka ma tego mnóstwo. Bardzo ładna biżuteria, panno Cufferborough - powiedziała do Gryfonki z uśmiechem.
Zaczekała, aż wszyscy zaczną się rozchodzić, aby móc podejść do Cleopatry.
- Bardzo mi przykro, że wywołałam takie zamieszanie. Mam nadzieję, że nie zepsułam pani wieczoru. Nie chciałabym też, aby kojarzyła mnie pani ze starą sknerą, która nie potrafi okiełznać swoich emocji - wyznała szczerze, starając się zdobyć choć trochę przychylności kobiety, którą, jak się okazało, podziwiała. - Chciałam również dodać, że pierścień, który pani znalazła, otrzymałam od mojego, zmarłego już, męża. Lata temu, zaraz po sztuce teatralnej, bardzo pięknej, swoją drogą. Byłam ostatnio na tym przedstawieniu w wersji współczesnej i wydaje mi się, że to pani w nim grała. Cudowna rola, niesamowity talent, byłam pod wrażeniem, gdyż przywołała pani największe wspomnienia, a dziś tak brutalnie panią oskarżyłam. Naprawdę... - och, teraz Amaranthe się wzruszyła i nie była w stanie powiedzieć nic więcej!


Uwaga! Wszyscy, którzy uczestniczyli w zamieszaniu, zostaną nagrodzeni I love you Afera z pierścionkami jest zakończona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Magic Trade Center

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Magic Trade Center
» 1 World Trade Center
» Studio Tatuażu "Magic Tattoo"
» Zaklęcia i uroki
» Brama Trzynasta-Fairy Tail Path Magic

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-