IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magic Trade Center

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Hogsmeade, Wielka Brytania /George Town, Cayman Islands
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 11
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7724-winter-teixeira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7725-i-ll-be-your-winter#214705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7727-pixiebella-masz-wiadomosc#214759
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7726-winter-teixeira#214719




Gracz






PisanieTemat: Magic Trade Center   Sro Mar 12 2014, 23:46

First topic message reminder :


Magic Trade Center


Jest to budynek, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Umiejscowiony na obrzeżach Londynu, widziany tylko i wyłącznie przez czarodziejów; dla mugoli jest to zwyczajnie pusta przestrzeń, którą mimo wszystko potrafią ominąć, nie wpadając w niewidzialną ścianę. Na kolejne piętra można dostać się wygodnymi windami, sunącymi lekko i prawie bezgłośnie w górę i w dół. Niemalże zawsze rozlegają się w niej ciche tony muzyki klasycznej. Podróżując oszklonymi windami z łatwością można obserwować otoczenie.
Parter oraz pierwsze trzy piętra to instytucje finansowo-komornicze dzięki, którym wszystko na terenie Londynu i Hogsmeade funkcjonuje zgodnie z prawem, a co za tym idzie rynek gospodarczy jest w perfekcyjnej formie. Możesz tutaj uregulować wszelkie płatności oraz wezwania od magicznego komornika, który wysłał do Ciebie wyjca, o ile nie płaciłeś chociażby za czynsz.
Dziesięć pięter przeznaczone jest dla „Agency Making Of You…” – pomogą oni wkraczającym w dorosłość, w odnalezieniu się w świecie czarodziejskiej twórczości, artyzmu i wszystkiego co ma związek ze sztuką. Marzysz o tym by przejść praktyki dotyczące magicznej fotografii? A może chciałbyś mieć w ręku certyfikat, który zaświadcza iż jesteś modelem bądź modelką gotowym podjąć pracę dla najlepszych czarodziejskich magazynów? Warto pamiętać o tym, że w obydwu kwestiach – zdjęcia się ruszają!
Znajdzie się także piętro dla muzyków, którzy w przeróżnych salach nagraniowych będą mogli korzystać z magicznych sprzętów, które pozwolą nagrać wasz kawałek.  Tuż nad nim swoją siedzibę ma firma, poszerzająca swą działalność w kwestiach współpracy z pisarzami. Jest to wydawnictwo "Magic You", które z rozkoszą przyjmie do swego grona kolejnych – młodych–zdolnych.

Trzy najwyższe piętra przeznaczone są do przeróżnych spotkań, konferencji, bankietów oraz innych kulturowych i biznesowych eventów. Widok rozciągający się ze szczytu wieżowca jest imponujący, dlatego nie dziw, że goście przeróżnych imprez uwielbiają stać przy oszklonych ścianach, podziwiając panoramę Londynu oraz okolic. Mniej strachliwi wychodzą nawet na sporych rozmiarów balkon. Znajduje się tu teleskop, ułatwiający obeznanym czarodziejom obserwację nieba - nie od dziś wiadomo, że im wyżej, tym lepiej. Na czas imprez jest on jednak zabezpieczany specjalnymi zaklęciami, aby nikomu nie przyszło do głowy się nim bawić. Temperatura w obrębie balkonu jest dostosowywana do pomieszczeń - zimą jest ogrzewany, latem chłodzony, dzięki czemu elegancko ubrani czarodzieje nie muszą przejmować się wychłodzeniem lub przegrzaniem. Nie ma tu żadnych stołów, jedynie kilka zgrabnych ławek. Głównym pomieszczeniem ostatniego piętra jest duża sala, dostosowywana do każdego wydarzenia, jakie ma tu miejsce. Zazwyczaj wybiera się miejsce na niedużą scenę, rozstawia się stoły oraz zapewnia kawałek parkietu do tańca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Wto Kwi 21 2015, 12:15

Marquett miała wrażenie, że minęły całe wieki nim ktokolwiek pojawił się przy jej stoliku. Czyżby wszyscy pogubili się gdzieś po drodze? A jednak w końcu dostrzegła kątem oka ruch tuż obok siebie i gdy uniosła głowę, mogła wreszcie powitać pierwszego towarzysza, przynajmniej jeśli chodziło o czas obiadu.
- Witaj, Archibaldzie - rzuciła łagodniej niż zwykle. Trudno było powiedzieć, że ten idiotyczny incydent z Szatańskiej Pożogi przysporzył jej nowego przyjaciela, biorąc pod uwagę fakt, jak rzadko używała tego słowa. Miała jednak wrażenie, że Blythe nie jest taki zły, a to w zupełności wystarczyło. Jej spojrzenie podryfowała powoli do towarzyszki mężczyzny. Irina - teraz najwyraźniej już Blythe, jak sugerowała rozpiska miejsc - w całej swej okazałości, nie witając się ani słowem, zasiadła do stołu. No cóż. Ignorując ją równie grzecznie, Callisto także zajęła się własnym talerzem, opróżniając go małymi kęsami. Nie miała ochoty na jedzenie, ale grzebanie widelcem w talerzu nie było w dobrym guście. Nie miała już pewności czy rozsądnie było tu przychodzić. Reagan w windzie raczej nie był miłą niespodzianką. Teraz natomiast dobra zabawa nie wychodziła jej ani trochę. Przynajmniej do czasu... Drgnęła niebezpiecznie, gdy towarzyszka Archibalda zerwała się z krzesła i zbliżyła do niej stanowczo za bardzo. Nigdy nie były zbyt blisko, a przynajmniej Callisto nie przypominała sobie, by kiedykolwiek były. Nie licząc wybryku z Szatańskiej Pożogi, raczej szczędziła sobie alkoholu, a i nawet po tamtym dokładnie pamiętała każdą sekundę. Choć z pewnością wolałaby nie. - Irino - odrzekła sucho i krótko, unosząc wzrok na wiszącą nad nią kobietę. Blond kosmyki osunęły się po jej policzku, odsłaniając twarz. Minęły wieki? Być może. Niemniej Marquett nie liczyła godzin czy sekund do każdego powrotu będącej wiecznie poza zamkiem Iriny. Czy one kiedykolwiek zamieniły ze sobą więcej niż dwa słowa i to poza radą pedagogiczną? Callisto nie mogła sobie przypomnieć. Do czego więc właściwie piła pani Blythe? Cokolwiek wywoływało tę przeklętą chęć dowiedzenia się tego, Marquett pragnęła, by umarło. Teraz jednak najwyraźniej miało się świetnie, bowiem zanim zdążyła się zorientować, co właściwie robi, znajdowała się jeszcze bliżej Iriny, odzyskując przewagę wysokości. Nie było to trudne, bo nawet gdy stała, Irinie wciąż brakowało może z trzech centymetrów. Odsunęła się zgrabnie do tyłu, zwiększając niezręcznie krótki dystans. Niezręcznie krótki nie tyle przez obecność pana Blythe siedzącego kawałek dalej, co przez sam fakt swojego istnienia. - Z chęcią - powiedziała w końcu, chociaż ton jej głosu raczej nie wyrażał najmniejszej przyjemności. Może jedynie czystą grzeczność. Z zainteresowaniem wysłuchała tłumaczeń Iriny. Droga przyjaciółka? Marquett miała nieznośne przeczucie, że coś bardzo ważnego już nie tyle umyka z jej umysłu, co kompletnie leje jej się przez palce, a ona nawet nie potrafi tego rozpoznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Pią Kwi 24 2015, 19:53

Dla Madison sposób, w jaki reagował Romulus w momencie wypłynięcia tematu muzyki był zupełnie zrozumiały, bo przecież na nią samą na podobnej zasadzie działał sport. Mogła bez końca rozwodzić się nad wynikami ostatnich meczy Quidditcha, omawiać zawiłe taktyki i zagrania, spekulować co do składu drużyn i tego, który zawodnik osiągnie najlepsze wyniki w nadchodzącym sezonie i kiedy tak pławiła się w temacie-rzece, jakim był dla niej właśnie Quidditch, nic innego zdawało się nie mieć znaczenia. My, ludzie dwudziestego pierwszego wieku, wiemy już, że klimat się zmienia, a rzeki wysychają - nie inaczej stało się w przypadku młodej Kanadyjki, a niegdyś godna podziwu pasja zostawiła po sobie tylko gorzkie pytanie: czy naprawdę była pasją, jeśli okazała się być tak nietrwała? Wracając jednak do Pevenseya, Richelieu rozumiała jego obsesję, ale z jej ulokowaniem szło już gorzej. W życiu blondynki muzyka nie miała żadnego większego znaczenia. Była to dobrze, nie było jej, też dobrze, zresztą jak i pozostałe formy sztuki. Nie, żeby była kompletną ignorantką, potrafiła docenić to i tamto, pozachwycać się trochę na wystawie, kupić coś ładnego do mieszkania w Londynie czy podśpiewywać do kawałka lecącego z gramofonu w trakcie gotowania, ostatecznie jednak wracała do rzeczy praktyczniejszych, stawiając użyteczność wyżej niż piękno. Może to Riverside, kreujące twardo stąpające po ziemi ideały, uczyniło z niej osobę niewrażliwą na sztukę? Ale hola hola, najwidoczniej ktoś inny jest niewrażliwy na coś innego, skandal! Przecież to wcale było nie tak, że Richelieu eksponowała swoich walorów i nie prezentowała godnych uwagi umiejętności zbyt często. A już na pewno nie byle komu, więc Pevensey powinien się poczuć niesamowicie jak wyróżniony, zamiast kręcić nosem i kombinować, jakby tu w inny sposób zmęczyć Kanadyjkę tak bardzo, żeby odechciało jej się wyskakiwać z ubrań. Może faktycznie co za dużo, to niezdrowo, ale czy ich relacje, ostatnio zawieszone na kilka jałowych miesięcy, można wpisać do rubryczki "przesyt", "za dużo", "bleee" albo "rutyna wieje nudą"? Romulus powinien przywołać na twarz swój leniwy uśmiech i płynąć z prądem, dopóki może. Wszystko się zmienia, fortuna kołem się toczy i lepiej, żeby pewien fan brytyjskiej herbatki nie czuł rozgoryczenia, kiedy w jakimś punkcie w przyszłości będzie wspominał czasy, kiedy mógł mawiać "nie dorównujecie biodrami mojej gwieździe Quidditcha" i ów zaimek dzierżawczy był jak najbardziej na miejscu. Taka tam dygresyjka w ramach ostrzeżenia, bo gwiazdy Quidditcha o niesamowitych biodrach bywają kapryśne jak cholera.
Pevensey, antyfan Azjatów, zwierzaków, teatru i polityki, w przeciwieństwie do Richelieu, przeciwniczki Arabów, roślin, wystaw sztuki i socjologii, miał swoje małe królestwo, w którym mógł rządzić mniej lub bardziej liberalnie, wedle uznania. Niemniej jednak, zgodnie z zasadą wolnoć Tomku Romku w swoim domku, ekscesy na zapleczu w oparach różanych trucicieli powinny zostać ograniczone do tylko jednego pracownika Stasha.
Kilka milutkich uwag jeszcze nikogo nie zabiło, niepotrzebnie więc brodacz zachował swoje komentarze dla siebie! Różnica zdań w kwestii wodzireja i wyższości kaczuszek nad tańcami towarzyskimi została nieodkryta, a Madison skupiła swoje myśli na słowach Romulusa, rozważając je na wszelkie możliwe sposoby, jakby od jej odpowiedzi zależały losy wszechświata.
- Niewinne after-party? Chyba musisz mi dokładnie wyjaśnić jakie mam alternatywy, bo, sam rozumiesz, ja taka młoda, niedoświadczona, najwyraźniej kompletnie się nie orientuję w temacie i nie znam się na rodzajach after-party tak dobrze jak Ty. - oznajmiła ostatecznie, pogrywając sobie w jakąś gierkę, której chyba sama do końca nie rozumiała. Cwana bestyjka wiedziała jednak, że pytanie jej towarzysza nie jest zupełnie bezpodstawne i ma jakiś ukryty motyw, a ona była zdeterminowana, by ten motyw poznać bez wykładania wszystkich swoich kart na stół. Co tam astroruletka w sąsiedniej sali, Pevensey i Richelieu pokerowali sobie w trakcie pokazów umiejętności tanecznych!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28621
  Liczba postów : 31704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Magic Trade Center   Nie Maj 03 2015, 09:54


Magiczny Bankiet
Bankiet powoli zmierzał ku końcowi, najwytrwalsze pary wciąż szalały na parkiecie, pozostali miło spędzali czas przy stolikach, niektórzy już wybrali się do domu. Randy Thomas nie bez satysfakcji myślał o kilku rozmowach, które przeprowadził tego wieczoru, a które mogły zaowocować obiecującą współpracą. Zebrał też fundusze, które na pewno nie zaszkodzą przy przeprowadzaniu wszelkiego rodzaju przedsięwzięć, które planowano na najbliższy rok. Mógł więc bez wahania uznać bankiet za udany. Niestety, w związku z pilnym wezwaniem do ministerstwa, nie mógł dłużej uczestniczyć w przyjęciu. Dlatego też raz jeszcze wszedł na scenę, aby przemówić na zakończenie.
- Szanowni państwo, bardzo dziękuję państwu za przybycie. Żywię nadzieję, że spędzili państwo ten czas równie wybornie jak ja. Już teraz zachęcam do udziału w następnych wydarzeniach kulturalnych, jakie planujemy na ten rok, obiecuję, że się państwo nie zawiodą. Mnie w tej chwili wzywają obowiązki służbowe, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby państwo dalej się bawili. Życzę miłej nocy i do zobaczenia podczas następnego wydarzenia!
Mężczyzna ukłonił się, zszedł ze sceny, pożegnał się osobiście z resztą organizatorów, po czym udał się do wyjścia.


Tym samym event zostaje zakończony, a jeśli ktoś ma ochotę dokończyć wątek, nic nie stoi na przeszkodzie. Punkty zostaną rozdane w najbliższym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Magic Trade Center

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Magic Trade Center
» 1 World Trade Center
» Studio Tatuażu "Magic Tattoo"
» Zaklęcia i uroki
» Brama Trzynasta-Fairy Tail Path Magic

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-