IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczne jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Magiczne jezioro   Nie Mar 16 2014, 20:16


Magiczne jezioro

To tutaj możesz się odprężyć, wspaniale się bawiąc. Woda jest tu zawsze czysta i ciepła. Uważaj jednak na magiczne, wodne stworzenia, których jest tu całkiem sporo! A nieopodal znajdują się liczne łowiska, gdzie hodowane są między innymi pumpki. I strzeż się demonów wodnych!

    Cena za wodną rybę/stworzenie - 40 g za sztukę

    Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 49
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 325
  Liczba postów : 281
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6626-michael-thornton#186315
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6625-michael-thornton#186314




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Pon Maj 26 2014, 15:39

Spotykacie się z Ralphem przed głównym wejściem. Udajecie się do Hogsmeade, a po drodze nauczyciel przepytuje cię ze znajomości natury gryfów. Ogółem rozmowa idzie wam dosyć gładko, bo w końcu jesteś już na III roku studiów, więc jakąś wiedzę powinieneś posiadać. Następnie teleportujecie się do rezerwatu za Londynem. Jest pięknie. Dookoła widać ogromne przestrzenie, bujną roślinność i jedyne, co słychać to… cisza. Udajecie się do głównej siedziby Departamentu, gdzie Withman robi ci krótki wykład na temat zachowania się w rezerwacie. Dobrze by było, abyś sobie wszystko zanotował. Szczególnie, że mówi ci też parę ciekawych rzeczy na temat stworzeń, które przyjdzie ci obserwować. Rzuca na ciebie odpowiednie zaklęcie maskujące, a ty zabierasz swoje manatki. Idziecie jakiś czas, aż dochodzicie nad wodę z gorącym piaskiem. Profesor życzy ci powodzenia i odchodzi. Ty zaś siedzisz ukryty, a minuty mijają nieubłaganie. Nareszcie! W końcu dostrzegasz trzy gryfy udające się na wodopój. Skrzętnie je obserwujesz, a te obserwacje zapisujesz na pergaminie, prawda?

Rzut kostkami:
1,2,5 – przedstawiasz wyniki swych zapisków Withmanowi. Okazuje się, że nauczyciel jest zadowolony z twojej pracy. Dostajesz 3 punkty do ONMS.
3,4,6 – przedstawiasz wyniki swych zapisków Withmanowi. Okazuje się, że nauczyciel nie jest zadowolony z twojej pracy. Znalazł w niej sporo błędów i mówi ci, że musisz jeszcze trochę zagłębić się w temacie gryfów. Dostajesz 2 punkty do ONMS.

Za każde 10 punktów kuferkowych z ONMS przysługuje ci dodatkowy rzut kostką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Pon Maj 26 2014, 16:17

Rozmowa na temat gryfów przeszła dość łatwo. Oczywiście, nie żeby nasz pilny prefekt nauczył się tego z książek, całe szczęście miał okazję osobiście odrobinę zająć się stworzeniem. Zapewne, gdyby tylko poświęcał mu chociaż odrobinę więcej czasu, nie zwalając wszystkiego na Is, odpowiadałby jeszcze płynniej. Tak czy siak, nie ma co marudzić, należy docenić iż wiedział cokolwiek. Wszakże to muzyk, a nie pasjonat dzikich stworzeń! Swoją drogą wybór przedmiotu, jaki będzie zdawać na egzaminie był jakiś piekielnie trudny. Nie było żadnej dziedziny magii, poza muzyką czarodziejską, z której Dex byłby dobry. Z wszystkiego miał piekielne braki i zaległości, zdawał cudem, a właściwie i nie zawsze, bowiem rok już miał okazję powtarzać. Teraz jednak czując, iż pora opuścić przytłaczające zamkowe mury, zamierzał zdać egzaminy wszystkie. O żadnym nie zapominając.
Obserwowanie gryfów było piekielnie nudne. Najgorsze jednak było robienie tych cholernych notatek. Nie był pewien co ma tam zapisywać, notował więc dosłownie wszystko co rozgrywało się przed jego oczami. Końcem końców zapisał naprawdę sporo, a jego notatki okazały się być wyjątkowo wnikliwe. Kiedy więc pokazał je profesorowi, ten przyznał, iż są dobre. Oczywiście całkiem zaskoczyło to muzyka, bo sądził, że te pierdoły, które tam nabazgrał były trochę zbędne. Najwyraźniej jednak, o to właśnie chodziło.

1!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Nie Cze 29 2014, 21:00

Leonardo już od jakiegoś czasu zabierał się za napisanie do tej cudownej dziewczyny, którą kiedyś obserwował przez dobrą godzinę, gdy ta siedziała na błoniach ze znajomymi. Normalnie nie miałby problemu z podejściem do niej, przedstawieniem się, porozmawianiem. Wiedział jednak, że zwykła gadka w jej przypadku nie będzie dobrze odebrana. Będzie zwykłą próbą podrywu, jakich wiele. Napisał więc list, w którym poprosił ją o spotkanie, nie zdradzając tego kim jest ani po co mają się tak właściwie zobaczyć. Jestem wszystkim czego potrzebujesz. Idiotyzm? Być może. Jednak wiedział, że tak właśnie jest. Wierzył w przeznaczenie, wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia i właśnie teraz wydawało mu się, że ma z tym do czynienia. Siedział na jednej z ławek, zastanawiając się czy dziewczyn się pojawi. Była już równo dziewiętnasta, a jej dalej nie było. Może po prostu go zignoruje? Może nie będzie chciała mieć do czynienia z jakimś popaprańcem, który wypisuje do niej dziwne anonimy i prosi ją o spotkanie w tak późnych godzinach, do tego poza miastem? Nie wyglądała jednak na strachliwą. Zdecydowanie była dziewczyną, która poradzi sobie z każdym problemem bez pomocy innych ludzi. Jeżeli się nie pojawi, to z pewnością nie przez strach. Nie pojawi się, ponieważ nie będzie tego chciała. To jej wybór. Na pewno decyduje sama o swoim losie, nie pozwalając nikomu go zmienić. Nie to, co Leonardo. On woli, żeby rzeczy toczyły się swoim torem, żeby wszystko układało się zgodnie z naturą i z losem. Nie musi mieć nad wszystkim kontroli, bo jeśli się ją ma.. gdzie zabawa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż, Francja / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8714-charlotte-d-avignon#246112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8716-charlottowe-love#246140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8715-niezbyt-inteligentna-sowa-szarloty




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Czw Lip 03 2014, 13:43

Charlotte miała ostatnio za dużo problemów, przez co nie mogła normalnie funkcjonować przy ludziach, którzy wydawali jej się totalnie niegodni jakiejkolwiek uwagi. Po awanturze z Willisem, którą odbyła w korytarzu Slytherinu, a zaraz potem szlabanie od Adena zwątpiła w to, że wakacje, które nadchodziły wielkimi krokami jakkolwiek jej się udadzą. Nie, to wręcz było abstrakcją by mogła ze spokojem spędzić kilka tygodni na wyjeździe, który organizował Hogwart. Jakim prawem jednak mogła wydawać już te wszystkie osądy dotyczące tego co się wydarzy? Nie mogła, bo przecież była rozkojarzona, nieobecna, a co za tym idzie -ze wszystkim była na nie. Dopiero zaskakująca treść listu wprawiła ją w lepszy humor. Nie mogła więc sobie odmówić przyjemnego spaceru i być może osoby, która nie spojrzy na nią przez pryzmat metki kogokolwiek. Zabawne? Nie. Żałośnie głupie. Ona naprawdę potrzebowała chwili oddechu. Czasu by złapać wiatr w żagle. By móc wrócić, do swojej naturalnej pozy. Z drugiej strony, czy tego chciała?
Ubrana nazbyt niestosownie jak na swoją naturę, bo w dres, który zakrywał całą jej zgrabną sylwetkę, a także trampki, które w tej chwili były jedynym wygodnym obuwiem na spacery, w okolice magicznego jeziora. Uśmiechnęła się pod nosem, odgarniając włosy na plecy, bo te jak zawsze pozostawały niespięte. Zaszła w końcu jednak na miejsce, nie rozmyślając już o Lowellu, dzięki czemu po chwili ujrzała nieznajomą sylwetkę, która prawdopodobnie to właśnie na nią czekała. A może to jakieś omamy i zwidy? Niemniej jednak podeszła do chłopaka z lekkim uśmiechem, przyklejonym do twarzy, a po chwili przedstawiła się w najbardziej idiotyczny sposób, zapominając o tym, że nie każdy rozumie francuski.
-Je suis Charlotte. Est-ce que vous attendez de moi? - co znaczyło nie więcej jak, jestem Charlotte, czekasz na mnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Nie Lip 06 2014, 19:36

Nie zauważył jej. Jak to możliwe, że udało jej się przyjść tu tak niepostrzeżenie? Nie zobaczył, że do niego idzie, nie zobaczył, że chce coś powiedzieć. Dopiero na dźwięk jej głosu poczuł, jak wszystko w jego żołądku zaczyna się powoli przewracać i jakoś nie chce znaleźć wygodnego położenia. Czuł się tak, jakby miał zamiar zwymiotować. To straszne. Nie chciał się się tak czuć. Pierwszy raz jakaś kobieta powodowała u niego zawroty głowy i mdłości.
- Przepraszam, co powiedziałaś? - języka jakim przemówiła dziewczyna nie znał ani trochę, więc z pewnością wyszedł na idiotę, który tylko się jąka i prosi o powtórzenie jakiegoś zdania. Miał zamiar zrobić dobre wrażenie na dziewczynie, której nawet nie znał. Nie wiedział jak ma na imię, nie wiedział ile ma lat i z jakiego jest domu. Wiedział tylko, że musi z nią porozmawiać, dowiedzieć się jaka jest, co lubi i czego nienawidzi. Chciał to wiedzieć. Po raz pierwszy naprawdę chciał znać czyjąś ulubioną liczbę, znienawidzoną potrawę i wiedzieć czy woli psidwaki czy koty. Wywrócił oczami i zaczął gorączkowo myśleć, jakby zacząć tą rozmowę, żeby nie wyjść na kompletnego idiotę.
- Podoba Ci się to miejsce czy może wolisz zmienić lokalizację? Wydawało mi się, że będzie ono idealne na pierwsze spotkanie - zaśmiał się cicho, wstając i podchodząc odrobinę bliżej do dziewczyny, coby móc złapać ją za rękę i podciągnąć na wysokość swoich ust. - Nie podam Ci swojego imienia, przynajmniej jeszcze nie teraz, ale muszę powiedzieć, że bardzo miło Cię znów zobaczyć. Jestem zadowolony, że zdecydowałaś się ze mną spotkać, chociaż pewnie kompletnie nie wiesz kim jestem i dlaczego zawracam Ci głowę - powiedział i musnął wargami jej dłoń, uśmiechając się przy tym słodko niczym kotek ze Shreka. Oby to podziałało, bo inaczej Leonardo będzie musiał wymyślać powód inny niż "zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż, Francja / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8714-charlotte-d-avignon#246112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8716-charlottowe-love#246140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8715-niezbyt-inteligentna-sowa-szarloty




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Lip 19 2014, 16:22

Ludzie niszczą innych. Dla zasady. Dla zabawy. Niewielu jest przyjaciół, czy tych którzy naprawdę interesują się naszym losem. Szukamy odpowiedzi na wiele pytań. Nie poświęcamy wystarczająco uwagi osobom, które na to zasługują. Dlaczego więc Charlotte miała się ograniczać w kwestii spotkania z kimś kogo nie znała? To dość proste. Chciała go zobaczyć, bo sądziła, że tak będzie dobrze. Pozna kogoś normalnego. Spędzi z nim kilka chwil, porozmawia. Przestanie myśleć o szmaciarstwie i ludziach bez wartości, a przecież takich było od chuja, czyż nie? Nie obchodziło ją to na tyle, by obracać się za siebie, by analizować, by wiedzieć cokolwiek o tym, co się dzieje. Chciała tylko… Odpocząć, a wyjazd? Myślała o tym coraz częściej.
-Mówiłam, że jestem Charlotte i pytałam czy czekasz na mnie… - Uśmiechnęła się szerzej, a gdy tylko ucałował jej dłoń, otworzyła lekko usta bo się tego nie spodziewała. Życie nauczyło ją tego, że ludzie robili z niej dziwkę, nawet kiedy nie znali jej historii. Nie znali przeszłości. Właściwie wtedy, gdy nie mieli świadomości jaka była, a przecież… Nie robiła nic złego. Nikomu nie przeszkadzała. Nie wchodziła ludziom w drogę, po prostu trwała w tym co jest niesamowicie sztuczne. Ludzie interesują się Tobą – nie dlatego, że chcą, a dlatego że Twoje problemy ich kręcą. Dlatego d’Avignon nie opowiadała o swoim prywatnym życiu. O tym jaka jest. O tym co zrobiła. Nie mówiła o niczym, co byłoby niestosowne.
-Jest piękne. Pomimo tej otoczki zimnej suki, która niby daje dupy każdemu… Lubię takie miejsca. Są idealne. Można pomyśleć. Wyciszyć się. Można właściwie wszystko. – Powiedziała z niepewnym uśmiechem, a po chwili rozglądnęła się dookoła. Nie zastanawiała się dlaczego nie chce jej się przedstawić. Dlaczego ma taki dystans. Nie obchodziło jej kompletnie nic. Zwłaszcza teraz…
-Dlaczego mnie tutaj zaprosiłes?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sro Sie 06 2014, 20:26

- Widocznie za mało o mnie wiesz - roześmiała się cicho, choć na dobrą sprawę miał rację. Nie była buntowniczką, nie w takim sensie. Zwykle przeforsowywanie jej zdania odbywało się poprzez wielogodzinne rozmowy, dyskusje, argumentacje i przekonywanie o swoich racjach. Poza tym trudno było jej odmówić rozsądku, a poważnych decyzji nigdy nie podejmowała pochopnie, wobec czego nie można jej było zarzucić działania pod wpływem chwili. Zazwyczaj. Teraz wszystko wywróciło się do góry nogami, Isolde właśnie robiła coś wyjątkowo niemądrego i nieprzemyślanego, coś, czego pewnie nigdy nie powinna była robić. Cały jej rozsądek diabli wzięli, ostatnio była jakaś inna i nie potrafiła sobie wyjaśnić, skąd się to brało.
To wszystko było jakieś szalone, poplątane do tego stopnia, że Is prawie nie zdawała sobie sprawy z tego, co robi, w co brnie i co mówi. Nie doceniała siebie, nie podejrzewała, że jej zaczepki, w dodatku bardzo niewprawne, mogą na niego tak podziałać. Nie wierzyła, że dostrzegł w niej kobietę, a przecież od dłuższego czasu o to walczyła. Nie po to, żeby wplątać się z nim w jakiś romans, czy coś równie niebezpiecznego i absurdalnego, ale żeby po prostu zrozumiał, że dorosła. Fakt, że zawsze się jej podobał, nabrał nagle znaczenia, bo nagle Zachariasz znalazł się niemal na wyciągnięcie ręki.
Pozwoliła się wsadzić na Vespę i porwać. Tak po prostu, bez żadnych protestów, bez namysłu i tego wszystkiego, czym zawsze zawracała sobie głowę. Może to kwestia tego, że ufała Zachariaszowi, a może tego, że po prostu zawsze o tym marzyła? Obejmowała go mocno, zamykając oczy, bo migające obrazy przyprawiały ją o zawrót głowy. Pod palcami czuła jego brzuch i było to dziwnie rozkoszne i ekscytujące uczucie, choć gdy nareszcie dopuściła do głosu swój zwykły rozsądek, zrobiło się jej gorąco z przerażenia. Co ona wygadywała? Co najlepszego zrobiła? Przecież to mogło zniszczyć wszystko, a tak ceniła status quo! Dlaczego drażniła Zachariasza w taki sposób? Dlaczego zareagował zupełnie inaczej niż przewidywała i odpowiedział pocałunkiem? Przywarła mocniej do jego pleców, czując, że robi się jej słabo z emocji i przerażenia. Tak, wszystko było dobrze, dopóki nie myślała, dopóki nie analizowała swoich zachowań i potencjalnych konsekwencji. Te pocałunki były miłe... przyprawiły ją o przyjemny dreszcz wędrujący wzdłuż kręgosłupa, ale nigdy nie powinno do nich dojść. Przecież Zachariasz był jej... trudno powiedzieć kim właściwie był, jednak tej relacji najbliżej było do przyjaźni, poza tym on miał żonę. ŻO-NĘ! Zacisnęła mocniej powieki, zagryzając usta i mając wrażenie, że to otrzeźwienie jest najboleśniejszym procesem. Jednocześnie w jej podbrzuszu wirowały jakieś ciepłe prądy, a bliskość Zachariasza przyprawiała ją o zawrót głowy. W idiotyczny sposób zburzyła tę relację. A może wcale nie? O ile łatwiej by było, gdyby potrafiła przewidzieć konsekwencje swojego głupiego zachowania...
Gdy w końcu dotarli na miejsce, a warkot silnika ucichł, Isolde w końcu odważyła się otworzyć oczy i wypuścić Zachariasza z objęć. Zsiadła z Vespy i obróciła się wokół własnej osi, oczarowana miejscem, które pierwszy raz widziała na oczy, a jej spódnica zafalowała malowniczo odsłaniając jej długie nogi.
- Ślicznie. Nigdy tu nie byłam...! Nie będziesz miał kłopotów...? W końcu podobno wyskoczyłeś tylko na kawę...? - zatroskała się nagle, obracając przodem do Zachariasza i przybierając typową dla siebie niespokojną i jednocześnie ciepłą minę, którą znał chyba każdy, kto był z Is tak czy inaczej zaprzyjaźniony. Miała ochotę znów go objąć i pocałować, ale zdawała sobie sprawę, że nie jest to dobry pomysł. Choćby właśnie dlatego, że naprawdę tego chciała.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Sie 09 2014, 10:57

- Nie chcę znać o tobie wszystkiego, przestałabyś być interesująca – rzucił, pokazując dokładnie jak ma się trzymać na skuterze, aby nie spaść. Jeszcze przez moment mógł ją trzymać za dłonie, poprawił kask na głowie dziewczyny i uznał, że pasuje do niego idealnie. Nawet jeśli zepsuje fryzurę... Wiedział, że jest uparta. I to właśnie najbardziej mu imponowało. Charakter Isoldy był bardzo intrygujący. Zachariasz nie potrafił czasami się od niej oderwać. Wiele dałby, aby mógł porozmawiać w taki sposób z żoną. Zoya zbyt często była lekkomyślna. Nie chodziło o samą spontaniczność, ale głupotę. Słysząc od Bloodworth o planach na przyszłość, nie potraktował tego jak szczeniackie marzenie. Wiedział, że decyzję podjęła świadomie. Poczuła podobne powołanie, jakie Zachariasz, gdy zaczynał studia. Chciał ludziom pomagać, nic więcej.
Ich podróż była przydługa. Mogła się niecierpliwić, a rozsądek w głowie zaczął układać plan ucieczki. Zachariasz nie zrobiłby jej żadnej krzywdy, tego powinna być pewna. Spontaniczny wypad na Vespie nie potoczy się wbrew jej woli. Jeśli powie mu, że chce teraz wracać, posłucha ją. Teraz delektował się tą chwilą, gdy obejmowała go z czystego przymusu. Aby nie spaść, aby nie skończyć jako kotlet mielony na londyńskiej, ruchliwej ulicy. Nie myślał, co robi. Uważał, że mniej wzbudzi podejrzeń, gdy zabierze Isoldę spod szpitala, niż miałby się z nią dalej całować na tej samej ławce. Bo miał ochotę na więcej. Nagle coś tak zakazanego i absurdalnego, było na wyciągnięcie ręki. Marzenia nastoletniego chłopca właśnie się spełniły. Z lekkim zarostem, pewnie z papierosem w ustach, mógł obejmować dziewczynę, z której wiele czarownic chciałoby zrobić eliksir młodości. Spuściłby z niej krew, odcięły pukle. Na pewno jest na to jakiś rytuał. A Zachariasz nie mógł się wciąż nadziwić, że ją pocałował. I to Isolde zaczęła. Na całe szczęście nie wiedziała o żonie. Pewnie potraktowałaby go paskudnymi zaklęciami, pobiła torebką, a na wisieńkę na torcie uderzyłaby go w twarz. Wiedział, że na to zasługuje. To wszystko było silniejsze od niego. Dlaczego miałby być szczęśliwy w małżeństwie, które nie istniało? Stali się instytucją, parą, która razem prowadziła interes, czasami ze sobą spała, ale większość czasu się po prostu na siebie wydzierała. Zachariasz nie wiedział, jakie Zoya ma zalety. Ostatnimi czasy widział same wady. A to kończyło się kłótniami, pobitą porcelaną, którą na szczęście dało się uratować krótkim reparo. Wyrywał sobie włosy, Zoi i bił wszystko wokół. A najgorsze było to, że nie mogli się rozwieść. Chyba, że Zoya powie, że jest w ciąży. Zachariasz nie zaakceptowałby jej zdrady, a sam notorycznie się wymykał. Pewnie wiedziała, że nie jedzie do pracy, że nie jest tylko jej i po prostu nie ma między nimi miłości. Nawet jeśli się mówi, że między miłością i nienawiścią jest cienka granica, to Zachariasz nie wiedział, jak ma ją przekroczyć na tę dobrą stronę.
- Przed godziną jeszcze bezczelnie całowałaś mnie w miejscu pracy zarówno Twojej matki jak i moim, a teraz się zastanawiasz, czy mnie nie wyleją? – zaśmiał się i machnął ręką – Nawet w Mungu nie akceptują zmiany powyżej 18 h, więc teoretycznie jakbym wrócił z kawą, zabraliby mi szatę i kazali iść do domu – dodał w kwestii wyjaśnienia, żeby też nie czuła się aż tak winna. Poprawił bezczelnie jej spódniczkę, gdy materiał podwinął się po zejściu ze skutera. Objął ją w talii i zaczął prowadzić do brzegu jeziora.
- To moja tajna miejscówa, spróbuj kogoś przyprowadzić tu innego, a cię znajdę i poćwiartuje. Masz bezwzględny zakaz, to będzie nasze sekret – powiedział poważnym tonem, zajmując miejsce na trawie. Pierwszy raz poczuł się niezręcznie przy Isoldzie. Z jednej strony chętnie przytuliłby ją od tyłu, opowiadając o tym miejscu jak o swoim prawdziwym domu, a z drugiej strony miał wrażenie jakby robił najgorszą rzecz w swoim życiu, na jaką miał ochotę. Zastanawiał się chwilę, czy powinien czy wypada. Mimo wszystko usiadł w lekkim rozkroku i poklepał miejsce między nogami, aby wygodnie usiadła. Bo Zachariasz chciał ją przytulać i już w dupie miał rozsądek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Sie 09 2014, 12:26

Isolde często zastanawiała się, czy Zachariasz kogoś ma. Zdziwiłaby się, gdyby trwał w samotności, bo po prostu nie był takim typem. Był na to za przystojny i zbyt... czarujący? Tak, potrafił roztaczać jakiś urok, choć do tej pory nie silił się na to w jej obecności. Bo po co miałby uwodzić takiego dzieciaka jak ona? Próbowała nie myśleć o jego potencjalnych partnerkach, wyobrażając je sobie jako zjawiskowe, pewne siebie kobiety, zadowolone ze swojego ciała i dumne ze swojej kobiecości. Ona taka nie była. Kokietowanie szło jej źle, była chyba na to zbyt... pełna godności? Mogła być czuła, mogła być dumna, mogła być troskliwa i łagodna albo wręcz przeciwnie - lodowata i ironiczna. Ale kokieterii dopiero się uczyła i nie czuła się z tym zbyt komfortowo. Zresztą może jej słabością był fakt, że za dużo myślała, miała zbyt duże oczekiwania wobec siebie i innych. Nie potrafiła zachwycić się sobą do takiego stopnia, by samą osobowością i pewnością siebie rzucić na kolana. Była pewna swojego intelektu. Ale nie urody.
Starała się nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie, oczywiście, że nie podejrzewała Zachariasza o żadne niecne zamiary, prędzej siebie samą, choć teraz trochę ochłonęła i znów myślała racjonalnie. Miała ochotę palnąć się w tą głupią głowę, bo sama nie wiedziała, co ją podkusiło, żeby się tak zachowywać. Dlaczego tak bardzo chciała, by wreszcie dostrzegł, że jest kobietą. KO-BIE-TĄ. Nie dzieckiem, nie podlotkiem, nawet nie młodą dziewczyną, ale właśnie kobietą? Przecież... przecież nigdy nie czuła takiej potrzeby, przecież nigdy nie bawiła się w udowadnianie komuś czegoś, w co nie wierzył.
- To że zrobiłam jedną niemądrą rzecz, nie znaczy, że musimy robić całą serię innych... - mruknęła wprost to jego ucha trochę wbrew sobie, nie mogąc się oprzeć pokusie podrażnienia go. Dopiero niedawno odkryła, że potrafi być tak kobieca, że instynktownie wie, co powiedzieć, jak się zachować, by zawrócić mężczyźnie w głowie. I podobnie jak dziecko, które odkrywa, że potrafi stanąć i upaja się nową umiejętnością, sprawdzała, czy to rzeczywiście działa. I działało. Może nawet bardziej niż by chciała. Prychnęła lekko, gdy poprawił jej spódnicę, ale pozwoliła się objąć i poprowadzić. Prawdę mówiąc, paraliżowała ją świadomość tego, co wyprawiała. Prawdę mówiąc, miała ochotę zaprotestować i zacząć mu tłumaczyć, że się pogubiła, że nie przewidziała, że on, Zachariasz, tak zareaguje i że teraz strasznie się boi, że popsuła, bo przecież to wszystko razem jest niemożliwe, a konsekwencje... konsekwencje zawsze są bolesne, bo przecież teraz stracili tę zażyłość, czy też zmieniła ona swoje zabarwienie i nie jest to dobre i... Ale milczała, uśmiechając się łagodnie i nie dając po sobie nic poznać.
- Nie martw się. Nie puszczę pary z ust - obiecała. Przez chwilę stała nad nim niezdecydowana, nie wiedząc, czy usłuchać, czy usiąść, czy... W końcu podjęła decyzję, usiadła, opierając głowę o jego pierś i czując, że serce jej wariuje, gdy oddech Zachariasza owiewał jej szyję. - Więc... nareszcie uwierzyłeś, że jestem dorosła? - spytała z ironicznym uśmieszkiem, oplatając się jego ramionami.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for


Ostatnio zmieniony przez Isolde Bloodworth dnia Sob Sie 09 2014, 22:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Sie 09 2014, 20:20

Zachariasz niespecjalnie chwalił się ze swoich podbojów, które często były po prostu chwilowe. Albo on je zostawiał, albo one jego. Nie było to istotne. Żadnej zbyt wiele nie obiecywał. Nie mógł zaproponować im ani małżeństwa ani dzieci. Być może zawsze się dziwiły, że nie dbał o to, czy piją eliksir antykoncepcyjny. Znikały i pojawiały się w jego życiu jak zwykłe szare dni. Czasami nie pamiętał nawet ich imion. Po pewnym czasie się po prostu zapomina. Jeśli to nie był nikt wyjątkowy... A Isolda, Isolda stanowiła jakąś część jego pamięci, której nie potrafił się pozbyć nawet, gdy upijał się wieczorem. Miał wiele argumentów, dlaczego się powstrzymywał. Wzdychał do niej, chociaż nie powinien. Codziennie widział, jak staje się kobietą. Miał ochotę odgarniać kosmyki włosów, poprawiać szatę i uczyć wszystkiego tylko po to, aby spędzić z nią czas. Mógł patrzeć na jej usta, słuchać głosu, a potem przypominać sobie każdą chwilę wieczorem, gdy leżał w łóżku...
Mężczyzna zwykle nie zauważa zmiany humoru kobiety, więc i Zachariasz nie zwrócił na to uwagi. Miał wrażenie, że to wszystko to kiepski sen. A on obudzi się w środku nocy, z olbrzymią erekcją, a jedyna kobieta w domu to Zoya. Nie podobałoby mu się to. Chciał, aby wyprawa nad jezioro z Isolde była prawdą, żeby go uszczypnęła, pocałowała i sprowadziła na ziemię. Wiedział, że nigdy nie będzie „jego”. To tylko marzenia, grzeszne myśli, gdy zasypiał. Była za młoda, zakazana i nieosiągalna.
- A kto mówi o niemądrych rzeczach? Jak dla mnie są całkiem miłe – zaśmiał się. Pocałunki i to co skrywała tajemnica przyszłości poprawiły mu zdecydowanie humor. Nie będzie mógł zasnąć. Będzie się powstrzymywać, aby nie życzyć jej dobranoc. A co powiedzą rodzice? Czy powinien się nimi przejmować? Nigdy nie całował tak młodej osoby. Włączał mu się rozsądek, a teraz, teraz powinien zamilknąć, chociaż na czas, kiedy tu byli. Zachariasz objął talię Isolde, przysuwając ją do siebie. Odgarnął włosy dziewczyny na jedną stronę, spoglądając na skórę na szyi. Taka jędrna, taka gładka, prosząca o pocałunki, o grzech.
- To dobrze, wolałbym, aby to był nasz sekret. – dodał szeptem. Nie mógł się powstrzymać. Jakieś demony podpowiadały mu same złe rzeczy, a usta jakby same, mimowolnie zbliżyły się do szyi dziewczyny. Nie powinien, nie mógł, nie, nie, nie. Muskały raz po raz, a głos w głowie wyklinał Zachariasza za to zachowanie. Po raz ostatni ucałował kark, napawając się zapachem włosów Isoldy.
- Dawno niestety wierzyłem, byłaś bohaterką wszystkich moich koszmarów, jak się z tym czujesz? – zaśmiał się, przypominając sobie wszystkie te sny, który budził się rozdrażniony i w dodatku sam w łóżku. Bo z Zoyą nie sypiał. Czasem się pieprzył, ale nie sypiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Sie 09 2014, 22:39

Cóż, zdziwiłaby się, gdyby popisywał się przed nią listą zaliczonych panienek. Podobnie jak on zdziwiłby się, gdyby się przyznała do tamtej upojnej nocy z Vanbergiem. Po prostu pewne rzeczy powinny zostać niedopowiedziane, szczególnie że nic by nie wniosły do ich relacji, najwyżej niepotrzebne skrępowanie. Nigdy nie sądziła, że Zachariasz może patrzeć na nią w ten sposób. Wydawało się, że fakt, że zna ją od tak dawna, że dorastała na jego oczach, odarł ją z całej zmysłowości. I właściwie pogodziła się z tą myślą, uważając, że to po prostu nie ma sensu. Czasami marzyła o nim, ale to było dawno temu, zanim nabrała nieco większego dystansu do swoich wyobrażeń, zanim wyjaśniła sobie dobitnie, że to głupstwo i dla wszystkich będzie lepiej, jeśli wybije go sobie z głowy. Ostatnio jego miejsce zajął Dexter Vanberg, ale do tego nie przyznałaby się przed nikim. Ciągle wracała do związanych z nim wspomnień, do pocałunków, do jego dotyku, przeżywając to wciąż na nowo i ze zdumieniem odkrywając, że choć budzi w niej fale pożądania, to nie jest związane z żadnym głębszym uczuciem. Że jest w stanie rozdzielić namiętność i miłość, a to już dużo, zwłaszcza w przypadku takiej idealistki jak Isolde.
- Zazwyczaj to idzie w parze. Zazwyczaj to niemądre rzeczy są najprzyjemniejsze - westchnęła cicho. Nie myślała o swoich rodzicach. Nie teraz. Zresztą była dorosła, sami to przyznali i zaakceptowali. Dlaczego mieliby się wtrącać? Ufali jej rozsądkowi, poza tym nie robiła nic złego. Może trochę nieprzemyślanego, ale na pewno nie złego. Miała prawo do prywatności, miała prawo wyboru, a przecież nie chodziło o nic poważnego - małżeństwo czy coś w tym rodzaju. Po prostu chwytała chwilę, co nie zdarzało się jej zbyt często, a jej rodzice byliby skończonymi hipokrytami, krytykując jej ciągoty do starszych od siebie mężczyzn.
Drgnęła mimowolnie, czując delikatne muśnięcia jego warg na swojej szyi. Wiedziała, że powinna mu tego zabronić, ale... ale było jej tak dobrze, tak błogo, a jednocześnie czuła, że jej tętno gwałtownie przyspiesza. Przygryzła lekko dolną wargę, odchylając głowę na bok, tak by miał wygodniejszy dostęp do jej szyi, by mógł bez przeszkód składać na niej te palące pocałunki.
- Nie drwij. Pytam prawie poważnie - mruknęła Is, nie myśląc, że mówi serio. Nie wierzyła, że Zachariasz naprawdę mógł o niej marzyć. Śnić. To po prostu nie wchodziło w rachubę. Przekręciła lekko głowę i ucałowała go w podbródek. Zarost przyjemnie drażnił jej miękkie wargi, poczuła dreszcz i jeszcze raz go pocałowała, tym razem w usta. Tak leciutko, że prawie tego nie poczuł. - Co my właściwie robimy...? - szepnęła, przekręcając się w jego objęciach i przesuwając palcami po linii jego szczęki, potem aż na kark i patrząc mu uważnie w oczy. Była jednocześnie niespokojna, poważna i rozbawiona własną głupotą.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Nie Sie 10 2014, 13:02

Chyba w ogóle uważał, że nie powinien mówić takich rzeczy Isoldzie. A co jeśli zacznie go uważać za niedostępnego? Zawsze była nadzieja, że będzie mógł wykonać pierwszego kroku. Czekał na odpowiedni moment, na mrugnięcie, uśmiech cokolwiek. Nie oceniałby ją ze względu na upojną noc. Sam przeżył niejedną taką noc, może nie z gwiazdą rocka. Myśli Zachariasza w większości były już zakazane. Nie mógł się nimi podzielić z nikim. Z resztą, komu miałby zaufać? Archibaldowi? „Stary, podnieca mnie laska, która jest córką tej wiesz no...” Nie wiedział, na czym to wszystko polega i czy nie jest to zwykła zachcianka mężczyzny po trzydziestce, pragnącego świeżej krwi, która nie będzie bała się spontaniczności. Odgarnął kosmyki włosów Isolde, uśmiechając się lekko.
- Czyli to jest nieprzyjemne? – spytał ze smutkiem. Nie wiedział, dlaczego zdradził miejsce, w którym zabijał wszystkie swoje problemy. Gdy działo się tylko coś źle, Zachariasz tu uciekał. Nie miał aż tak daleko jak mogło się wydawać dziewczynie. Niekiedy nawet stosował teleportację, aby znaleźć się tu najszybciej jak to było możliwe. Siadał na brzegu, czasem się modlił, a czasem upijał do nieprzytomności. To drugie zbyt często mu się zdarzało. I co raz częściej większość alkoholu wylewał prosto na siebie przez pieprzone parastezje kończyn. Teraz też mu zaczęła drzeć. Zacisnął ją prędko w pięść, odkładając na ziemię. Dlaczego właśnie teraz? Teraz, kiedy mógł bez problemów dotykać i całować Isolde. Ta choroba niszczyła mu życie. Lekko nawet przygryzł jej szyję z zemsty na Parkinsonie.
- Zawsze masz na sobie tę niebieską sukienkę. Z paskiem w talii, za który mam ochotę cię pociągnąć. Odsłania ci ramiona, szyję. Gdy tylko chciałem je pocałować, ty znikałaś albo zamieniałaś się w jakiegoś demona i mnie zabijałaś. Uciekałaś, a ja krzyczałem, że to nie w twoim stylu. Jesteś moim koszmarem, Is, nie drwię – nie wspomniał już o tym, że budził się nieziemsko napalony i to bardzo, ale bardzo mu przeszkadzało. Mogła mu w snach mówić wszystko. Od wyznawania miłości po nienawiść, aż po samo zabójstwo. Jednak tego stanu napalenia nie mógł znieść. Rozchylił prawie że automatycznie wargi, gdy poczuł na sobie usta dziewczyny.
- Właśnie, Isolde, co my właściwie robimy, dlaczego mnie uwodzisz? – spytał bezpardonowo, patrząc jej prosto w oczy. Nie mógł znieść dotyku Isolde. Parzył, obiecywał zbyt wiele. Miał ochotę, och, na co nie miał ochoty. Widać było po nim, że nie wie, czy powinien. Gubił się we własnych decyzjach, a rozchylone wargi co chwilę zbliżały i oddalały się od Isoldy. Miał wrażenie jakby walczył z jakimś demonem. Nie pocałował jej, coś go zatrzymało, chociaż złączył ich dłonie razem. Oczekiwał, sam nie wiedział na co. Tyle przed nim i tyle za nim. Zgubił się, a przed nim była zdecydowanie najpiękniejsza istota, o jakiej mógł pomarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Nie Sie 10 2014, 16:54

Zwierzanie się Archibaldowi z jego stosunku do Isolde też byłoby kiepskim pomysłem, o tyle, że ten był opiekunem jej domu, znał ją naprawdę dobrze, bo nie dość, że była prefektem, to jeszcze wykazywała ogromne zdolności w dziedzinie zaklęć i OPCM. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że była jego pupilką, o ile takie słowo w ogóle pasowało do Isolde, która nigdy się przed nikim nie płaszczyła, a po prostu była odpowiedzialna, zdolna i uprzejma. A chyba każdy opiekun domu marzy o właśnie takich uczniach. W sumie strasznie chciałabym zobaczyć taką akcję - Zachariasz przyznający się Archiemu, że pragnie Isolde, nie zdając sobie sprawy, że jego przyjaciel jest jednocześnie opiekunem Gryffindoru. A raczej zdając sobie sprawę, ale nie wiążąc tych dwóch faktów ze sobą.
- Wiesz o co mi chodzi - uśmiechnęła się, po czym ucałowała wnętrze jego dłoni. Delikatnie, niewinnie, choć podejrzewała, że on nie odbierze tej pieszczoty w ten sposób. Nie powinna tego robić. On też nie powinien. Robili coś bardzo niemądrego i oboje się na to godzili. On powinien protestować, bo przecież był starszy, a więc, jak często zakładano, mądrzejszy, a ona powinna, bo była sobą - rozsądną, analizującą i unikającą kłopotów. Syknęła, gdy ugryzł ją w szyję, czując przypływ pożądania, który na chwilę odebrał jej zdolność racjonalnego myślenia. Nie wiedziała, że coś jest z nim nie tak, nie rozumiała, dlaczego to zrobił, ale całe jej ciało domagało się więcej.
Milczała, słuchając jego słów i czując, że kręci się jej w głowie od nadmiaru wrażeń. Równie dobrze mógłby ją spić. Nie wierzyła, choć brzmiał bardzo przekonująco, może dlatego po raz kolejny szukała jego ust. By móc uwierzyć, że mówi prawdę.
- Nigdy nie przypuszczałam... że... że możesz na mnie patrzeć w ten sposób. Że widzisz we mnie kogoś więcej niż córkę mojej matki - przyznała, nie patrząc na niego i czując, że jej serce tłucze się w piersi jak oszalałe.
Nie oddał pocałunku. Chyba po raz pierwszy tego dnia, zachował się tak, jak przypuszczała, że zachowa się na samym początku. Tylko że teraz było już trochę za późno, zabrnęli w to zbyt daleko i Is nie była pewna, czy zdołają wszystko naprawić, a przynajmniej nie zepsuć do końca. To pytanie było zbyt trudne, by mogła na niego szczerze odpowiedzieć. Na jej zachowanie składały się te wszystkie lata, kiedy się w nim podkochiwała jako smarkula, te wszystkie lata, kiedy nie mogła się odnaleźć jako kobieta i fakt, że nareszcie czuła się panią własnego ciała, własnej zmysłowości zupełnie zachwiał jej osobowością, wyzwolił coś, nad czym nie do końca panowała.
- Z tego samego powodu, dla którego mi na to pozwalasz - szepnęła, nie odwracając oczu i uśmiechając się trochę smutno, świadoma, że nie powinna na to wszystko się godzić, nie powinna puszczać w ruch tej machiny, która zgniecie ich oboje, bo to wszystko nie ma sensu. - Przepraszam. Nie powinnam - westchnęła, wyplątując się z jego objęć i siadając kawałek przed nim, obejmując ramionami kolana i starając się opanować.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Pon Sie 11 2014, 16:49

Nie, raczej opowiadał mu o zdobyczach, nie rozklejał się i nie informował go, jakim jest nieudacznikiem. Archibald mógłby z niego drwić, że podobno nie ma kobiety nie zdobycia, a tymczasem trafił na Isoldę, do której wzdychał jak nastolatek. Blythe był przyzwyczajony do wyborów Zachariasza i zapewne często się śmiał, że jego żona nie powinna się jeszcze narodzić. Wielokrotnie od swojego przyjaciela słyszał, jaka jest uzdolniona. A Zachariasz przytakiwał tylko głową, mamrocząc: wiem, doskonale wiem, stary. Blythe na szczęście był profesjonalistą. I nawet jeśli wiedziałby, że coś się dzieje między nimi, nie zacząłby inaczej traktować Bloodworth. Gdy pocałowała dłoń Smirnova, lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Nie myśl za dużo o tym - rzucił świetną radą. Kiedy tylko odstawi ją do domu, wiedział, że nie będzie mógł przestać o niej rozmyślać. Kobiety były największym przekleństwem Zachariasza. Kiedyś przez nie umrze albo trafi do Azkabanu. W każdej z niej istniał pierwiastek najprawdziwszego diabła, wodzącego na pokuszenie. Nie dość, że miał słabość do alkoholu przez chorobę, to te piękne istoty... Smirnov był romantykiem. Wciąż, mając juz tyle lat na karku, poszukiwał swojej romantycznej miłości, przez którą straci głowę. Nie czuł tego z Zoyą. A z Isoldą, nie wiedział, co ich łączy i będzie łączyć. Zaczynało to nabierać najpiękniejszych barw, jakie mógł tylko sobie wyobrazić. Westchnął ciężko.
- Nigdy nie patrzyłem na ciebie przez pryzmat: córka tej Bloodworth. Od zawsze byłaś wyjątkowa i zupełnie inna od niej. Liczyłem, że życie cię nie zniszczy i nie staniesz się tak jak ona, bez obrazy oczywiście - Ailla w pracy często dawała mu popalić. Jej władczy charakter rozkładał Zachariasza na łopatki. Często od niej uciekał, a gdy tylko wydawała mu polecenia, miał ochotę na same niedobre rzeczy. Rozważał za co by bardziej oberwał: zaklejenie ust czy powieszenie do góry nogami. W wielu sprawach się sprzeczali, ale Zachariasz bardzo ją szanował. Była o wiele starsza od niego i przez to bardziej doświadczona. Kiedy tylko mógł jej asystować, skakał z radości jak opętany. Nie oddał pocałunku Isolde, bo chciał się z nią podrażnić. Nie było już odwrotu. Powiedzieli sobie za dużo o kilka słów, a ich usta złączyły się już zbyt wiele razy. Widząc zmianę w zachowaniu Isolde, ogłupiał. Nie chciał, aby tak to odebrała. Nie miała prawa przestań go przytulać ani całować ani oddalać się chociażby na krok. Złapał ją za kostki i lekko pociągnął. Podniósł się z siadu, w ułamku sekundy znajdując się tuż nad Isoldą. Opierał się na rękach, aby jej nie zgnieść.
- To nie przestawaj, wciąż masz pozwolenie, uwodź mnie, zaskakuj mnie tym, tym wszystkim - obniżając się nieznacznie na rękach, złączył ich usta ponownie w pocałunku, lecz ten należał do wyjątkowych. Był o wiele śmielszy, drapieżniejszy. Zachariasz nie za długo wytrzymał w pół pompce, więc położył się tuż obok Isolde, lokując jedną z dłoni w okolicach granicy żeber z talią. Nie martwił się tym, że prawdopodobnie szminka z ust Isolde znajduje się wszędzie tylko nie tam, gdzie powinna. Zdrada smakowała zbyt słodko. Nieznacznie się odsunął od dziewczyny, chrząkając cicho.
- Chcesz trzymać to w tajemnicy? Przed rodzicami? - spytał, nie wiedząc, jak ma w ogóle zacząć temat. Znajdowali się w magicznym miejscu, a lepkie dłonie Zachariasza sunęły po brzuchu dziewczyny, kreśląc znaki. Czy w ogóle powinien ją o to pytać? A może to jednak sen? Jednorazowa przygoda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Pon Sie 11 2014, 18:08

Isolde właśnie była trudna do zdobycia. To nie tak, że nie interesowali ją mężczyźni - po prostu miała bardzo duże wymagania i trudno było jej czymkolwiek zaimponować. Poza tym była zbyt dumna i zbyt się ceniła, żeby rozmieniać swoje uczucia na drobne i szafować ciałem. To zwyczajnie nie leżało w jej naturze, choć czasem płakała z samotności i pragnienia, które obezwładniało, zacierało klarowność myślenia. Z jakiegoś powodu wszystkie jej związki kończyły się fiaskiem, łzami i wyrzutami sumienia. Z jakiegoś powodu nikt nie potrafił jej dać jednocześnie poczucia bezpieczeństwa i wolności, którą kochała nad wszystko. Może potrzebowała mężczyzny dużego formatu, kogoś, kto zrozumiałby jej złożoną naturę i nie zadręczał, nakładając na nią kolejne ograniczenia, które, jak twierdził, wynikały z miłości. Nie chciała takiej miłości, nie chciała takiego związku i wolała łykać łzy w samotności niż męczyć się tak potwornie, narażona na ciągłe pretensje albo poczucie krzywdy.
Sama nie wiedziała, dlaczego tak bardzo ją ciągnie do Zachariasza. Przez te wszystkie lata zmądrzała i przestała marzyć, że może pewnego dnia ona i on... Zresztą patrząc na sprawę trzeźwo, to nie byłoby chyba najlepsze rozwiązanie - Is podobnie jak Zachariasz marzyła o wielkiej, romantycznej miłości, takiej, która spadłaby na nią znienacka i wywróciła życie do góry nogami. Zawsze miała kłopot ze zmienianiem kształtu relacji, szczególnie tak długoletniej. Czuła się wtedy niepewna, zagubiona i sparaliżowana strachem, że jeden niewłaściwy ruch może wszystko zniszczyć. Dlatego lepiej było nie ruszać takich rzeczy, utrzymywać status quo możliwie najdłużej i modlić się, żeby druga strona miała podobne podejście. Tak. Teraz ta teoria zaczęła się jakoś sypać, jakby Is nie mogła opanować własnego instynktu, który uparcie pchał ją w ramiona Zachariasza, ignorując rozsądek i wszystko inne.
Parsknęła cichym śmiechem, nie wiedząc, czy się obrazić w imieniu matki, czy przyjąć to jako nieszczególnie zgrabny komplement ze strony Zacha. Zwłaszcza że całe życie chciała się do niej upodobnić, a nagle się okazywało, że jej starania okazały się daremne i, według pana uzdrowiciela, całe szczęście. Wiedziała, że Ailla nie należy do łatwych ludzi, bywa apodyktyczna, choć równocześnie potrafi być niezwykle łagodna i współczująca, a jej wiedza i charyzma trzymają Oddział Urazów Pozaklęciowych w całości. Była też piękna i zupełnie nie wyglądała na swój wiek, a Is z satysfakcją rejestrowała pełne uwielbienia spojrzenia mężczyzn, czy to uzdrowicieli, czy pacjentów.
Zachariasz nie powinien był tego robić. Nie powinien był zasiewać w umyśle Is ziarna wątpliwości ani skłaniać jej do zastanowienia nad swoim zachowaniem, bo w ten sposób nie tylko zepsuł jej humor, ale też odebrał całą chęć na... no wiadomo na co. Opadły ją wyrzuty sumienia i strach przed konsekwencjami. Szkoda, że nie pomyślała o tym wcześniej. Pisnęła, gdy złapał ją za kostki i nawet się nie zorientowała, kiedy leżała pod nim, czując jego oszałamiający zapach, jego ciepło i mając wrażenie, że jej ciało oszaleje z tęsknoty za jego dotykiem.
Jęknęła mu w usta, oddając każdy pocałunek i wodząc palcami po jego policzkach, szczęce, karku. Nie panowała nad sobą i nie chciała panować, bo to zapomnienie było zbyt przyjemne, by mogła go sobie odmówić...
Dopóki się nie odezwał. Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, w których najpierw lśniło tylko zdumienie, a zaraz potem gniew. Odepchnęła jego ręce i zagryzła usta, próbując się opanować, co nie szło jej zbyt dobrze.
- A więc jednak! Mówisz, że uważasz mnie za dorosłą kobietę, dotykasz mnie, jak dorosłą kobietę, by po chwili potraktować jak dziecko! - powiedziała lodowatym głosem, sztywna ze złości. - Amator zielonych jabłek? Naprawdę uważasz, że... że... że nie mogę robić tego, na co mam ochotę? Że moi rodzice muszą zaaprobować moje życie seksualne? Uczuciowe? Nie dotykaj mnie! - tym razem to jej drżały ręce. Ze złości. Miała ochotę go uderzyć, rozpłakać się, zrobić cokolwiek, by odreagować to upokorzenie, jakiego od niego doznała. Wstała, otrzepała sukienkę i obrzuciła go zimnym spojrzeniem, jednocześnie zaciskając palce na fałdzie spódnicy. - Nic o mnie nie wiesz. Zupełnie nic - odwróciła się do niego tyłem i podeszła bliżej jeziora, walcząc ze łzami wściekłości i upokorzenia, które pęczniały pod powiekami.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Sie 16 2014, 18:08

Zachariasz nie oglądałby się za kobietą, którą każdy może mieć. Interesująca wydawała się ta, która była trudno dostępna. Jeśli osiągał coś zbyt szybko i łatwo, odpuszczał. Zachariasz chciał mieć jakiś cel w życiu. Na palcach czasami liczył, ile zostało mu miesięcy życia. Wciąż było za mało. Miał wrażenie jakby wcale nie przeżył wszystkiego, tak jak chciał. Oczekiwał fajerwerków. Teraz, gdy śmierć była tak blisko, wszystkie młodzieńcze marzenia do niego wróciły z podwójną siłą. Chciał przeżyć prawdziwą, romantyczną miłość. Miłość przez wielkie M. Z jednej strony bał się jej bardziej niż Azkabanu, który zawsze chłodnym oddechem owiewał jego szyję, ale z drugiej pragnął jej jak rozkapryszona nastolatka. Gdyby można było ją kupić za pieniądze... Chciał w końcu, przeżyć coś sam. Rodzice narzucili mu zbyt wiele rzeczy. Zachariasz uparł się tylko na uzdrowiciela. Nie obchodziło go, z kim będzie mieszkał, jadł śniadanie i nosił obrączkę z wygrawerowanymi imionami, które w zasadzie niewiele dla niego znaczyły. Zoya jego koszmar, marzenie i cudowna codzienność. Kobieta, która nie zauważała ani jego zdrad ani choroby. Ile jeszcze musi czasu minąć, aby zobaczyła, że to całe małżeństwo było najgłupszą rzeczą, na jaką obydwoje przystali?
To szaleństwo, że obydwoje czuli do siebie mięte, ale nigdy nie postanowili dopuścić do sytuacji, aby sprawdzić, czy w ogóle do siebie pasują. Bali się ryzyka. Chociaż obydwoje tak często powtarzali, że są dorośli, nie zdecydowali się na tak podstawową rzecz, jak niezobowiązujący flirt. Co on pomyśli, co ona pomyśli, czy mogę, czy wypada? Gdyby Isolde nie zdecydowała się na ten spontaniczny pocałunek przed szpitalem, ich marzenia i wszystkie wątpliwości wciąż pojawiałyby się, kiedy tylko chcieliby zasnąć. Sen wydawał się najbardziej intymną czynnością. Uprawianie seksu nie oznaczało przywiązania. Czasem był to tylko instynkt. A Zachariasz nie potrafił spać z żoną, chociaż teoretycznie była najbliższą osobą. Powinien być wierny, zakochany w swojej żonie, wieść życie przecudownego trzydziestolatka. A on, nie wiedział kiedy umrze i nie był szczęśliwy.
Nie mógł przecież rozpocząć rozmowy od tekstu: jesteś lepsza niż twoja matka. W ogóle nie spodziewał się, że Isolde będzie chciała być taka jak ona. Nie, on nie pozwoli! Nie chciałby, żeby stała się czyjąś kopią. Nawet jeśli matka stanowiła dla niej jakiś niedościgniony ideał, Zachariasz naprawdę się cieszył, że „nie dorównała” starszej Bloodworth.
Nie wiedział kiedy, Isolde wystrzeliła jak poparzona. Nie sprowadził jej tu dla seksu w plenerze ani po to, aby zdradziecko upić i wykorzystać. Wciąż należy pamiętać, że Zachariaszowi marzyła się prawdziwa miłość. Seks mogła mu zaoferować również żona, a to wcale nie spełniało jego oczekiwań. Opadł plecami na trawę i uderzył pięściami o ziemię. Dlaczego się nie zrozumieli? Dopiero po chwili, gdy Isolde odeszła o te kilka kroków, a wciąż miał wrażenie, że ją za doskonale słyszał, wstał i do niej podszedł z uniesionymi dłońmi do góry. „Rączki mam tutaj”.
- Opanuj się – rzekł surowo i krótko. Stał od Isolde oddalony o kilka kroków. Nie wiedział na początku, co ma jej odpowiedzieć. Nie otwierał ust nawet. Po prostu na nią patrzył w milczeniu. Na Zoyę wydarłby się. Rzuciłby ją o ścianę, kilka razy pewnie uderzył, a potem uprawialiby seks. Ale to tak nie działało. Poczuł się emocjonalną kaleką. Miał ochotę odwrócić się na pięcie i powiedzieć, że właśnie robi szopkę jak dziecko. Wypuścił ciężko powietrze.
- Isolde, sprawdzam cię. Wolę nie dostać w mordę od ciebie jak bez skrupułów pocałuje cię w szpitalu. Widzisz gdzieś tu watę cukrową, tęczę i huśtawki dla małych dziewczynek? – spytał, obracając się wokół osi, wskazując wspaniałości tego miejsca. - Zabieram cię w swoje miejsce, moje, totalnie moje miejsce, które nikomu nie pokazywałem i nawet mój najlepszy przyjaciel go nie zna, po to, aby cię potraktować jako dziecko? Otwórz oczy, Isolde. Jakbym miał cię właśnie w ten sposób traktować, zabrałbym cię na lody. Nie pokazywałbym ci części siebie dla zabawy. Ludzie się nie otwierają przed innymi dla zabawy. Policz na palcach, ile rzeczy o mnie wiesz i jak często mówiłem ci o czymś osobistym, a potem podważaj świętość mojego miejsca. To, właśnie to, magiczne jeziorko, miało ci zapewnić świetne wspomnienia. Nasze wspomnienia, miało być romantycznie i tak, abyś potem się uśmiechała przez cały dzień. Nic więcej, to miało być wyjątkowe, bo ty jesteś wyjątkowa i spełniło się moje marzenie. Jeśli uważasz, że to jest traktowanie cię jak dzieciaka, mogę cię odwieść do domu – Zachariasz absolutnie nie krzyczał. Przekazywał informacje, tonem bez emocji, bez gniewu i wściekłości. Z rezygnacją zaczął iść w stronę krzywo zaparkowanego skutera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Nie Sie 17 2014, 23:09

Is bała się wielu rzeczy, przy czym wszystkie były w jakiś sposób abstrakcyjne. Nigdy nie panikowała na widok pająka, myszy czy jakiegokolwiek stworzenia, które przyprawiało jej koleżanki niemalże o zawał. Nie spanikowała wtedy, kiedy podczas balu nastąpił atak Lunarnych – nawet nie przyszło jej do głowy, że mogłaby uciec, jak zrobiła to większość uczniów i studentów. Może nie było to zbyt rozsądne z jej strony, ale odcięła jednemu z napastników drogę ucieczki, jednocześnie oświetlając go i ujawniając jego tożsamość. Nie bała się walki, nie bała się pojedynków, choć po wszystkim dostawała dreszczy i miękły jej kolana. Przerażały ją za to inne rzeczy – urazy emocjonalne, utrata kogoś bliskiego albo zmarnowanie sobie życia, szans, jakie się pojawiły. Bała się nieodwracalności swoich decyzji, tego, że mogą zaważyć na całym jej życiu, choć w danej chwili mogą się wydawać zupełnie niewinne, niewiele znaczące. Ta myśl często ją paraliżowała, zbyt często. Przez to nie potrafiła czerpać radości z chwil zapomnienia – każda z nich oznaczała potencjalną katastrofę, bombę z opóźnionym zapłonem. Musiała mieć wszystko pod kontrolą, upewnić się, że nic jej nie grozi, zminimalizować ryzyko... Nie bała się prawdziwego niebezpieczeństwa, ale to wyimaginowane było stokroć gorsze, bo nieznane, nienazwane, niemożliwe do przewidzenia.
Była na niego wściekła, pod powiekami pęczniały łzy złości i zawodu. Jej duma, może nieco zbyt rozrośnięta, zbyt gorliwie pielęgnowana najpierw przez jej ojca, a potem nią samą, była zraniona, a sama Isolde tylko jakimś cudem nie teleportowała się natychmiast z tego miejsca, które nagle wydało się jej pretensjonalne i pospolite, mimo że jeszcze chwilę temu uważała je za najurokliwsze pod słońcem. Nie docenił jej. Nie znał wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że pewne zagrywki po prostu nie wchodzą w rachubę w jej przypadku. Że nie jest taka jak większość kobiet, a jej arystokratyczna duma jest tak krucha i delikatna, że jeden fałszywy ruch może wszystko zniszczyć. Czuła się upokorzona. Była pewna, że Zachariasz po prostu z niej zakpił i w ten brutalny sposób udowodnił, że jest dla niego po prostu dzieckiem, nieopierzoną smarkulą, która próbuje uwieść zbyt doświadczonego gracza. Nie, nie wierzyła w siebie. Uwierzyła tylko na tę krótką chwilę i była upojona myślą, że jest na tyle zmysłowa i kobieca, by omotać Zachariasza, dlatego zareagowała tak gwałtownie, gdy nagle podważył ją dorosłość.
Odwróciła się, gdy kazał się jej opanować. Zabawne, ale nagle jej twarz wydawała się tak lodowata i niewzruszona, że trudno by uwierzyć, że była bliska płaczu ze złości i rozczarowania. Że przed chwilą zwymyślała Zachariasza i miała ochotę go uderzyć. Nagle między nimi wyrósł mur. Znów stała się niedostępna i daleka, zimna i wyniosła. Odpychała go od siebie, choć nie wykonała najmniejszego ruchu.
- Nie mów do mnie tym tonem - rzuciła lodowato, splatając ramiona na piersi i unosząc nieznacznie brwi. Jeśli sądził, że jego wyjaśnienia uspokoją Isolde, to był w błędzie. Z każdym jego słowem jej furia rosła, choć starała się nie dać tego po sobie poznać. Wypielęgnowane paznokcie wbiły się w przedramiona, zostawiając na nich czerwone ślady w kształcie półksiężyców. - Czy ty naprawdę uważasz, że... że zrobiłabym coś takiego? Żenującą scenę? Jakim prawem mnie sprawdzasz? Jak śmiesz mnie tak traktować... - jej głos prawie się załamał, ale przełknęła ślinę i ściągnęła gniewnie brwi. - W mordę, jak mówisz, możesz dostać tu. Bez świadków i za coś zupełnie innego. Skąd mam wiedzieć, że znów mnie nie sprawdzasz? Jak mam ci zaufać? Nie kłopocz się odwożeniem mnie dokądkolwiek, od paru ładnych lat potrafię się teleportować - stwierdziła sucho, choć jej oczy zaczęły niebezpiecznie wilgotnieć. Chciała stąd uciec. Już, natychmiast. Nie potrafiła mu uwierzyć, nie rozumiała, w jaki sposób to miejsce mogłoby jej powiedzieć coś o nim samym. Każdy ma swoje magiczne miejsce, w którym próbuje odnaleźć siebie. Pokazanie go komuś innemu było dowodem zaufania, ale tak naprawdę nie zdarzało żadnych tajemnic duszy. Patrzyła na niego, gdy powoli szedł w kierunku tej przeklętej Vespy. Nagle wszystko, co było związane z Zachariaszem, zaczęło budzić w niej jednocześnie wściekłość i tęsknotę. - Oczekujesz, że pobiegnę za tobą? Że zacznę cię przepraszać, że... że... nie doceniłam tego, że chciałeś mi pokazać to miejsce? Że nie pozwalam ci traktować mnie w taki sposób? Czego ty ode mnie chcesz? Chcesz mnie, czy... czy jakiegoś idiotycznego wyobrażenia na mój temat? - w jej głosie pobrzmiewała wściekłość, zagubienie i spychany na samo dno ból. Chciała go uderzyć, objąć, pocałować. Chciała mu uwierzyć, ale teraz nie była pewna czy potrafi. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, rozzłoszczona i zraniona.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sro Sie 20 2014, 20:54

Człowiek, kiedy stoi u progu śmierci, przestaje się bać wielu rzeczy. Nie martwią go jadowite pająki ani węże. Ciemność stała się przyjacielem, a wysokość stała się wyzwaniem. Zachariasz zaczął myśleć, że wolałby zginąć w taki sposób, a nie w łóżku, śliniąc i trzęsąc się na zmianę, zapominając imion najbliższych osób. Chciałby trzymać kogoś za rękę, nie wprowadzając ich kończyny w jakiś rezonans. To wszystko było zbyt trudne. Wszyscy myśleli, że najbardziej odważny człowiekiem jest ten, który codziennie pokonuje zło, jest aurorem i dumnie wypina pierś. Natomiast nie. Trzeba odważyć się żyć. Carpe diem, spełniać marzenia, poznawać innych ludzi oraz kultury. Ludzie boją się spojrzeć na drugą osobę bardziej niż wyjąć różdżkę, rzucając kilka zaklęć, które mogą zadać ból. Właśnie teraz tak się czuł Zachariasz. Patrząc na Isoldę, nie wiedział, czy nie lepiej się zamknąć. U niego to wszystko nigdy nie egzystowało jako spokojna, cicha rozmowa. Wszystko kończył krzykiem, rozbijaniem naczyń... Uśmiech Isolde i cały nastrój uciekał między palcami, a on chociaż bardzo chciał, nie mógł go złapać.
Widział złość i zawód. Nie wiedział, czy teraz zobaczyła jego prawdziwy obraz, który zderzył się z marzeniami. Było mu tak przykro. Szczęście uciekało szybciej niż zdążył je złapać. Westchnął ciężko, opierając się o Vespę. Słuchał zbyt uważnie wszystkich słów, które do niego mówiła. A odpowiedź było bardzo trudno znaleźć. Tym razem otwierał i zamykał usta, mając wrażenie jakby milion kamieni ulokowało się na klatce piersiowej, nie pozwalając mu wziąć nawet oddechu. Stał jak idiota, bo tylko to mu pozostało. Miał ochotę wydrzeć się na nią, że właśnie robi żenującą scenę, gdzie ona krzyczy, a on milczy.
- Znamy się ponad dziesięć lat, Isolde, jak poczujesz się lepiej dając mi w twarz, to nie czekaj, ale nie krzycz już, po prostu na mnie już nie krzycz – rzekł stanowczo. Nie wiedział, czy ma już zamknąć oczy albo rzucić na siebie zaklęcie uśmierzające ból. Dla niego to wszystko było zbyt skomplikowane. Przed śmiercią chciał się poczuć tylko szczęśliwy, kochany. Dążył do spełnienia swoich marzeń, które teraz, właśnie teraz, wydawały się zbyt abstrakcyjne. Pierwszy raz w całej ich znajomości wywrócił oczami.
- Nie, Isolde – dodał po chwili. Miał ochotę powiedzieć jej: run, run, gazelle, pokazując kierunek, w którym powinna się udać prosto do Londynu. Co ona sobie wyobrażała? Zachariasz był romantykiem. Nie przeruchałby jej nad magicznym jeziorkiem, czekając aż zacznie jęczeć jego imię. To nie były studia, tu nie o to w tym wszystkim chodziło. Naruszyła świętość jego miejsca, a on czuł się jak wyżymana szmata. Jeden wdech i bardzo długi wydech. Jak pozbierać myśli, słowa?
- Oczekuje tylko tego, że będziemy szczęśliwi, tego właśnie od ciebie chcę. Pragnę ciebie, twojej obecności w moim życiu, nie tylko wtedy gdy mijam cię na korytarzach albo umawiam się z tobą w Hogsmeade. Jesteś zbyt ważna. – przerwał na chwilę, spuszczając wzrok. Podniósł się ze skutera. Właśnie teraz chciał jej powiedzieć, że jeśli nie umrze w ciągu roku to pewnie zamkną go w Azkabanie. Brzmiałoby to bardzo żałośnie. Zaczął okrążać skuter, próbując uzbierać myśli. Przystanął tuż obok Isolde. Wyciągnął ręce jakby chciał się przytulić, ale przez to lodowate spojrzenie stanął jak kołek.
- Chcę cię tylko kochać, jeśli to za dużo, to ten, odsunę się, abyś się bez problemu teleportowała – dodał zrezygnowany. Miał sztylet w sercu i czuł go przy każdym oddechu. Dziś poleje się zbyt wiele alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Czw Sie 21 2014, 10:54

To wszystko było zbyt trudne. Nie potrafiła wsadzić swojej dumy w kieszeń i przełknąć tamtych słów. Dotknął ją zbyt boleśnie, a teraz nie wiedziała, jak się wycofać, zresztą nie chciała się wycofywać, nie chciała kłaść uszu po sobie, bo to nie leżało w jej naturze, podobnie jak wywoływanie awantur. Po prostu zawiodła się na nim – jej pewność siebie jako kobiety była zbyt krucha, zbyt delikatna i świeża, by słowa Zachariasza nie ugodziły w nią i nie zraniły głęboko. Nie chciała, by widział w niej dziecko, niedoświadczoną młódkę, którą może traktować w taki sposób. Nie chciała, by ją uczył życia, seksu czy czegokolwiek innego. Chciała być dla niego po prostu partnerem do rozmowy, łóżka i tak dalej, choć na razie w ogóle się nad tym nie zastanawiała. Czuła to podskórnie, ale nie potrafiła zwerbalizować. Nie zgadzała się na spychanie jej do roli tej młodszej, tej głupszej, tej mniej doświadczonej.
- Przecież nie krzyczę - zauważyła przytomnie, na wszelki wypadek jednak ściszając głos. Naprawdę nie krzyczała, choć miała na to wielką ochotę. - Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz? Dlaczego się zasłaniasz tymi dziesięcioma latami? To coś zmienia? Chyba tylko utrudnia to... to wszystko - dodała cicho, spuszczając oczy i walcząc z łzami. Chciała zachować chociaż resztki godności, ale szło jej źle. Była zbyt wrażliwa, by zapanować nad emocjami, które targały całym jej jestestwem. Walczyły w niej zraniona kobieca duma i chęć objęcia Zachariasza, choć przecież była na niego wściekła. Gdyby miała zmieniacz czasu zrobiłaby coś, by nigdy nie doszło do tej sytuacji. Wysłałaby sama do siebie sowę, zmieniając plany, nie doprowadzając do spotkania z Zachariaszem... cokolwiek. Cokolwiek, by nie stać tu teraz, próbując nie zniszczyć czegoś bardzo cennego.
Słysząc jego słowa, gwałtownie uniosła głowę. Akurat teraz, kiedy on spuścił wzrok. Nie wierzyła własnym uszom, nie mogła uwierzyć w tę deklarację, brzmiącą tak... poważnie. Poczuła falę chłodu, potem uderzenie gorąca. Nie wiedziała, co robić, jak zareagować. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy i nagle ogarnęła ją euforia i przerażenie, i niedowierzanie, i wszystko inne, tworząc jakąś szaleńczą mieszankę, przysłaniając złość. Wpatrywała się w niego w milczeniu, mając wrażenie, że właśnie ją rozbroił, zostawił zupełnie bezbronną na pastwę emocji, którym nie mogła się oprzeć. Chciała się od niego odsunąć, jakoś wycofać, choć jednocześnie wszystko w niej wyrywało się do objęć Zacha. Na Merlina, czy on... czy on jej proponował związek?
Chcę cię tylko kochać...
Bała się tak bardzo. Nie chciała kolejnych zobowiązań, nie chciała rozczarowań, nie chciała tracić niezależności, choć samotność stawała się nie do wytrzymania. Spojrzała mu poważnie w oczy. To nie był Vanberg, z którym mogła sobie pozwolić na przelotną znajomość, nie bojąc się konsekwencji emocjonalnych. Wiedziała, że żadna decyzja nie będzie dobrą. Że jednym niebacznym pocałunkiem wywołała całą lawinę skutków i przyczyn, które splątywały się ze sobą w potworny supeł. I nie było odwrotu. Chciała poprosić, żeby jej nie kochał, bo to wszystko tylko skomplikuje, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Zresztą w głębi duszy marzyła o jego miłości. Od zawsze.
Jej zimne spojrzenie nagle złagodniało, choć nadal nie było w nim uśmiechu, a tylko ból i strach. I odrobina czułości, która zaczęła się rozlewać po jej sercu wbrew woli i logice. Objęła go mocno i wtuliła twarz w zagłębienie jego szyi, czując pojedyncze łzy spływające po jej policzkach. Kilka razy otwierała i zamykała usta, szukając właściwych słów, słów, które oddałyby te wszystkie złożone uczucia, z którymi nie mogła sobie poradzić.
- Kochanie mnie... kochanie mnie nigdy nie kończy się dobrze. Uważaj, proszę... Boję się, Zach... nie powinnam była tego robić, boję się, że niezależnie od tego, co zrobimy, nie będziemy szczęśliwi, a przeze mnie straciliśmy tamto... Zawsze tak bardzo marzyłam o... o tobie, o tym, że będziesz mnie chciał, a teraz jestem przerażona - szeptała chaotycznie, czując, że łzy zalewają jej twarz, a bliskość Zachariasza mąci w głowie. Ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała go delikatnie w usta, rozkoszując się tą chwilą i płacząc bezgłośnie, przerażona własnym zachowaniem. - Tak, to za dużo. Ale jestem zbyt wielką egoistką, by z tego zrezygnować - dodała nieco spokojniej, choć nadal wyglądała jak przerażone leśne zwierzątko.
Isolde, jesteś żałosna. Wystarczy wspomnieć o miłości, żebyś zapomniała o swojej dumie...
- Myślę... myślę, że musimy to wszystko przemyśleć. Zawsze możemy spróbować... zapomnieć. O tym. Bo... bo może tak byłoby lepiej. Bezpieczniej - westchnęła, całując go raz po raz i nie do końca wierząc we własne słowa. Upajała się jego bliskością, chociaż paraliżował ją lęk. Lęk przed konsekwencjami.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sob Sie 23 2014, 20:00

Zachariasz powinien spytać się matki Isoldy, czy nie mają przypadkiem jakiś szlacheckich korzeni, bo obydwie miały bardzo wychuchaną dumę. Nie rozumiał, co powiedział takiego, co ją tak bardzo uraziło. Wytłumaczył wszystko, według niego szczegółowo. Oferował Isoldzie siebie, coś wspaniałego, czego nie przeżyje z drugim człowiekiem. A ona wydała się mieć uczulenie na Smirnova. I może powinien powiedzieć, że ma żonę, że jest chory i świat jest do dupy. Mógłby. Wziąłby ją na litość. A Zachariasz nie przedstawiał ponurych faktów rzeczywistości. Chciał żyć właśnie tu i teraz, i tylko z nią. Jeśli urządzała mu taką awanturę, miał pewność, że sama czuje się jeszcze dzieckiem. Może nie powinien jej całować ani wzdychać i śnić. Wszystko było tak wystarczająco popieprzone. Chciał napić się doskonałej kawy przy dobrej książce, przestać o tym myśleć. Ale tak się nie dało. Był jeszcze w towarzystwie Isolde, patrzył wprost w jej oczy, pokazując tym samym, że obydwoje wiedzą, iż jej głos podniósł się kilka tonów za wysoko.
- Nie zasłaniam się dziesięcioma latami, przestań konfabulować. Jak się ludzie znają przez dziesięć lat, to sobie ufają i się znają. - stanowczy ton znów pojawił się między tą dwójką. Zachariasz nie miał pomysłu, jak ma to wszystko rozegrać, aby naprawdę zaraz nie zarobić w mordę. Mimo wszystkich podłych i paskudnych słów, wyciągnął dłonie, szarpiąc Isolde za talię. Przytulił ją do siebie, otulając ramionami. Nie chciał całować jej w czoło, ale czuł się naprawdę paskudnie. Dlaczego przeinaczała jego słowa? Brała wszystko do siebie to, czego Zachariasz tak naprawdę nie powiedział. Dopiero, kiedy prosił po pozwolenie na kochanie jej, się obudziła. Nie oferował Isolde dzikiego seksu przy skuterze ani nie mącił w głowie słodkimi słówkami. Zaproponował jej coś solidnego, poważnego. Związek – coś dla jednych było abstrakcją, dla drugich marzeniem. On nigdy nie miał szansy na coś takiego. Zoya była po prostu żoną. Widniała na papierach, miała go pochować i urodzić mu dzieci. Szkoda, że cała jego rodzina nie wiedziała o bezpłodności Smirnova. Nie mieli pojęcia, że małżeństwo wkrótce pewnie samo się pozabija. Tak nieszczęśliwych osób nie można było spotkać w jednym mieszkaniu. I chociaż razem funkcjonowali, Zoya wydawała się być ślepa, nawet ze swoim darem pseudo medium, na Zachariasza, który powoli wybierał się na drugą stronę. Z dwojga złego lepiej tam niż do Azkabanu. Dopiero po chwili, gdy wypowiedział magiczne słowa, zrozumiał, jak daleko zabrnął. Zaprowadził ją tu, bo w szpitalu złożył wymówienie i nie chciał, aby powstały plotki, że odchodzi z powodu kłopotów zdrowotnych, a dupy mu pozostały w głowie. Nie oferował jej małżeństwa ni nie prosił o złożenie przysięgi wieczystej. Jej zdziwiona i przestraszona mina sprawiła, że Zachariasz poczuł się odtrącony. Wierzchem dłoni ścierał łzy dziewczyny, nie wiedząc, co się kompletnie dzieje. Nigdy żadna kobieta nie reagowała tak na jego propozycje. Może, może przesadził?
- Nie wiesz, co jest w przyszłości, zaryzykujmy – odpowiedział, specjalnie używając formy „my”. Bo on chciał, aby nie było Isoldy i Zachariasza, tylko byli: oni. Pogłaskał ją po głowie – A ocenę czy kończy się dobrze czy też nie zostaw mi, nie bój się, przy mnie nie stanie ci się krzywda – mówił już potulnie, tracąc na swojej stanowczości i waleczności. Kiedy tylko wargi Isolde na swoich, chwycił ją mocniej w talii, przysuwając do siebie i podnosząc o kilka cali. Chociaż dziewczyna nie należała do najniższych, chciał mieć ją jak najbliżej siebie.
- Nie chcę zapominać, doskonale o tym wiesz – zamknął oczy, wtulając usta we włosy Isolde, napawając się ich zapachem. Nie chciał ani go zapominać ani smaku jej ust. Nie, to wszystko było jakimś podłym koszmarem. Jeszcze raz pocałował wargi Isolde, tym razem dłużej i zachłanniej.
- Muszę wracać, to ostatnie dni mojej pracy, nie chcę aż tak znikać, chodź – wciąż trzymając jej dłoń, wsiedli obydwoje na skuter. Odwiózł ją gdziekolwiek tylko chciała, może nawet do szpitala, nie mogąc pozbyć się z głowy słów, które przed chwilą powiedziała. Czy tak trudno było kochać drugiego człowieka? Tak na moment, tak na wieczność, tak bez zapomnienia?
[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 20
Skąd : Tønsberg, Norwegia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 39
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9299-kayden-alpha-chaismore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9302-poskromisz-alfe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9305-sowka-alfy




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sro Lis 26 2014, 15:45

Alfa, wychodząc z zamku, obdarzyła wszechświat tylko jednym, ładnym nienawidzę, kurwa zimy, niezależnie od tego, że oficjalnie była jeszcze jesień. Wiał przeszywający wiatr, a ona idąc w ciepłym płaszczu, wyróżniającym ją wśród tłumu swoim krwisto czerwonym kolorem, na ramię zarzuciła czarny plecak. Tak, bo toreb nie nosiła, dochodząc do  wniosku, że są zbyt niewygodne i takie, takie... Niepraktyczne. Zdecydowanie zbyt dziewczęce i za mało rzeczy można było do nich wrzucić. W każdym razie, plecak. W plecaku  miała krótkie spodenki i jakąś pierwszą, lepszą bluzkę na ramiączkach. Dziwne? Nic bardziej mylnego. Młoda Gryffonka wybierała się właśnie nad magiczne jezioro, gdzie powietrze zawsze było ciepłe, wiatr przyjemny, a woda miała wymarzoną wręcz, temperaturę.  Raj na ziemi dla tych, którzy nie znoszą chłodnych, jesiennych dni, a ona zdecydowanie do takich należała. Dotarłszy więc na miejsce, rozejrzała się parę razy dookoła, by nabrać pewności, że żaden z b o c z e n i e c jej nie podgląda, zrzuciła niewygodne, zimowe ciuchy i wskoczyła w te bardziej przewiewne. Chwilę później, kiedy przyjemne ciepło wprawiło ją w błogi stan, rozłożyła się wygodnie na trawie i zamknęła oczy, a ten widok był doprawdy godny uwiecznienia! Wszak to jedna z nielicznych chwil, kiedy Alfa nie krzyczała nie biegała, nie latała nawet na miotle, czyli słowem, uspokoiła swoje ADHD i postanowiła odpocząć. Bo generalnie, to była znana z tego, że gada, jak najęta, wszędzie jej pełno i większość od dawna ma jej dosyć... Chwila ciszy nie mogła więc trwać długo. Po minucie, a może dwóch, leniwie otworzyła jedno oko, chwilę później drugie i wzdychając przeciągle, usiadła na ziemi. W tym momencie nasuwa się intrygujące pytanie, a mianowicie...
Czy ona potrafi spać dłużej, niż godzinę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Tønsberg, Norwegia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 57
  Liczba postów : 63
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9135-lucius-carney-chaismore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9142-lucek-zaprasza#256561
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9160-pisz-co-masz-pisac-i-spieprzaj#256565




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sro Lis 26 2014, 18:05

Dwa kroki do boku, jeden do tyłu. Dwa kroki do boku, jeden do tyłu. Dwa kroki do boku..  Czyli jak oto Luciusowi, Mistrzowi Transmutacji i Naczelnemu Łobuzowi Hogwartu, niemiłosiernie się nudziło. Zwiedził lochy i nic ciekawego nie spotkał po drodze. Na szczęście, tym razem nie spotkał tamtej wariatki, która zatrzasnęła się w szafie i jeszcze śmiała go znokautować! Skrzywił się grymaśnie, na wspomnienie jej spoliczkowania i odruchowo potarł swój policzek, by chwilę później ze złością wetknąć dłonie w kieszenie. Żadną nowiną jest to, iż w dalszym ciągu, tkwił w swoim dość depresyjnym stanie. I trzeba przyznać, że wszyscy inni, już go powoli wkurwiali swoimi zapytaniami odnośnie tego co mu jest bądź zasypywali kurewskimi listami. A on nie lubił dostawać listów od Merlin wie kogo - a jeszcze bardziej nie lubił, w nich czytać analizy swojego zachowania. Głupie chuje. A Ivor, ten jebany idiota, zapadał się pod ziemię i młody, lecz za to gniewny za wszystkie czasy Lucius, już sobie mściwie postanowił, że gdy ten, tylko wpadnie w jego łapy, to obedrze go żywcem ze skóry i zrobi sobie z niego jebany dywanik pod kominkiem. Rozkoszując się tą przepiękną wizją, mlasnął językiem, będąc na sekundę szczęśliwszym człowiekiem i po chwili oświeciło go. I to tak bardzo, że biedaczyna aż przystanął w pół kroku i z cichym, zdruzgotanym jękiem, bezceremonialnie jebnął się w czoło, swoją dłonią. Jednakże lekko - co by nie uszkodzić swojego cennego ciała.  Do diabła, miał przecież jeszcze Kayden. Czyli Alfę! Omegę! W każdym razie tą zdziczałą kuzynkę. I to Gryfonkę, na jego nieszczęście! A każdy przebiegły Ślizgon  przecież dobrze wie, że jak dręczyć to tylko gryfonów. Oni najszybciej się denerwują i jeszcze szybciej zaczynają mu się odgrażać - dopóki oczywiście, nie wyciągnie przeciwko nim swojej różdżki. Na samo takie wspomnienie, uśmiechnął się do siebie dziko, strzelił tylko palcami i przeciągnął się leniwie. A potem ruszył w stronę błoni, swoim dziarskim krokiem. Dopiero po godzinie, bezcelowego szwendania się po tej kurewskiej hogwarckiej puszczy, Luciusowi puściły nerwy i złapał pierwszego lepszego chłoptasia za ramię i niezbyt grzecznie przyciągnął go do swojej twarzy. Wyraz zszokowanych oczu jak i drżąca dolna warga, podpowiedziała mądremu Ślizgonowi, że właśnie dorwał jakiegoś szczawika - i to jakby inaczej -z Gryfolandu! Jednakże, że nie było mu wcale a wcale do śmiechu, to obnażył zęby w miernej imitacji paskudnego uśmiechu i wręcz potrząsnął tym lamusem, jednocześnie sycząc przez zaciśnięte zęby.
- Widziałeś gdzieś do kurwy nędzy, Kayden Chaismore? - niski, groźny szept wydobywający się z ust, jednego z bliźniaków Chaismore ’ów z pewnością niektórym kojarzył się z bolesną śmiercią ale do chuja pana, czemuż ten chłopaczyna tak drżał pod jego ciężkim, niemalże morderczym spojrzeniem? Otaksował z pogardą, młodego gryfona i warknął z frustracją na niego.
- Nie drygaj tak, tylko gadaj. Przecież nie wpierdolę ci za niewinność, człowieku. Myślałby kto, że godłem gryfonów jest lew, nie kurczak.- stwierdził z niesmakiem, młody Lucius i po usłyszeniu odpowiedzi, natychmiastowo go puścił a sam obrócił się na pięcie i ruszył w stronę tego zjebanego, magicznego jeziora. Serio? Kurwa mać, serio? Mało jej magii? Musiała poleźć aż nad jakieś kurewskie, MAGICZNE jezioro?! Chaismore tylko jęknął. I przez całą drogę mamrotał pod nosem najznakomitsze przekleństwa pod swoim nosem, dopóki nie dostrzegł tej idi.. idiotycznej fryzury z daleka. Jego kuzynki, rzecz jasna. Prychnął zniesmaczony, gdy ta zaczęła się przebierać i wystarczyło jedno jego machnięcie różdżki, by zrzucone ubrania przez tego sierściucha uległy zmianie. W końcu taki z niego życzliwy, starszy opiekun, że postanowił przetransmutować jej czerwony płaszczyk w mugolski, czarniutki habit. A potem uśmiechając się jak obłąkaniec, ruszył w stronę Kayden i gdy tylko ta zamknęła swoje ślepia, to Luc z całą premedytacją rzucił się na nią i położył. Oczywiście, że nie zabrakło jego całego teatrzyku, gdy usiłował pieszczotliwie przytulić, udusić swoją kuzynkę oraz gdy w międzyczasie wydawał jej takie komendy jak dla psa w stylu: leżeć oraz przestań kurwa wierzgać. A potem.. potem,  zajebał jej przeciwsłoneczne okulary i ze złośliwym uśmiechem wsunął je na nos.
- Ahoj, kuzyneczko moja droga. Jak tam życie się toczy? Komu mam sprać ryja, na dzień dobry?  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 20
Skąd : Tønsberg, Norwegia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 39
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9299-kayden-alpha-chaismore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9302-poskromisz-alfe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9305-sowka-alfy




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sro Lis 26 2014, 20:15

Leżała spokojnie, rozmyślając na przeróżne tematy, a duchem była zapewne wysoko w powietrzu, na miotle, czując, jak wiatr rozwiewa jej włosy.... Ale wszystko to nieważne, bo długo nie zaznała spokoju. Kiedy poczuła, że coś bliżej niezidentyfikowanego z impetem rzuciło się na nią, odruchowo wydała z siebie dźwięk, który można określić jako coś pomiędzy krzykiem, a  piskiem. Takim nerwowym piskiem, jaki wypływa często z ust kobiet, które zobaczą chociażby... mysz. Węża. Pająka, albo jakiekolwiek inne zwierze z serii mniej przyjemnych. Ach, ona nie znosiła takich kobiet. Po co  drzesz mordę?! Właśnie w ten sposób zazwyczaj reagowała na owe nieprzyjemne dla ucha, dźwięki, dlatego teraz niemalże bezwiednie zakryła usta ręką. Och, przecież każdy normalny człowiek by się przestraszył w takiej sytuacji! Nawet prawdziwy Gryffon! Dosłownie sekundę później otworzyła oczy, a gdy ujrzała ten zawadiacki uśmieszek, westchnęła krótko i ciężko, bo już po chwili Carney zaczął tulić ją na ten swój dziwny sposób. Alfa groziła, klęła i warczała, a kiedy Lucius okazał już całą radość ze spotkania i puścił młodą wolno, ta o dziwo uśmiechnęła się szeroko.
- A ty co? Nudziło ci się w zamku i postanowiłeś wyruszyć w świat? - Usiadła i poprawiwszy  doszczętnie zrujnowaną fryzurę, podpadła się na rękach, po czym z refleksem godnym szukającej, odebrała Ślizgonowi swoją własność. Przetarła okulary skrawkiem koszulki i z równie złośliwym uśmiechem, ułożyła je sobie we włosach. - Komu sprać ryja... - Przechyliła na chwilę głowę dokładnie tak, jakby w myślach liczyła wszystkich tych delikwentów, po czym wzruszyła ramionami. - O dziwo nikt mi nie podpadł. - Uniosła brwi, najwyraźniej tym faktem zdziwiona. - I w sumie,  to rzeczywiście nudno w tym zamku. Nic się nie dzieje, a na dworze jest cholernie zimno. Tak zimno, że muszę napierdalać tutaj, żeby się ogrzać. Nienawidzę zimy. - Rzuciła, ze złością opadając z powrotem na ziemię, po czym uniosła głowę i zerknęła na kuzyna.
- A co u ciebie? Oprócz tego, że nudzisz się tak, jak ja? Co z naszą kapelą? I w ogóle, gdzie jest, kurwa, Ivor?! Już ze dwa miesiące go nie widziałam!- Zalała go potokiem pytań, których od ostatniego spotkania trochę się nazbierało. Zdążyła już zatęsknić za tym  złośliwym dzieciakiem z przerośniętym ego, jakkolwiek to brzmi. No bo, bądź, co bądź, właśnie ten wredny Ślizgon, był dla niej ważny i bliski. - Jak na niego kiedyś wpadnę, to dostanie taki wpierdol, że nie stanie na nogi przez kolejny rok. - Rzuciła żartem, choć jej mina była tak poważna, że można by nad tym polemizować. Odwróciła się na chwilę, prawdopodobnie chcąc obadać teren, a na trawie dostrzegła coś czarnego. Habit?
- Co tu robi habit? - Spojrzała pytająco na kuzyna. Równocześnie zauważyła brak swojego ulubionego, czerwonego płaszcza, a kiedy połączyła to wszystko w logiczną całość, utkwiła w Ślizgonie ogniste spojrzenie.
- Ty kretynie! Już! Wyciągaj różdżkę! Chcę tu widzieć mój płaszcz! Liczę, kurwa, do trzech, rusz dupę! - Wstała i zaczęła machać rękami, jak szalona, tradycyjnie dając się ponieść emocjom. Wszak bez tego nie byłaby Alfą! - Wszyscy Ślizgoni mają takie głupie pomysły, czy to tylko ty jesteś taki wyjątkowy? - Rzuciła, a jej wargi drgnęły, rwąc się do uśmiechu. Jak to się nazywa? Huśtawka nastrojów, czy coś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
Dodatkowo : Pałkarz
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10279-grace-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10282-no-to-ten-tego-zapraszam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10284-blake-grace




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczne jezioro   Sro Lut 04 2015, 18:46

Grace przyszła ze swoją miotłą nad jezioro. W planach miała trochę poćwiczyć, aby przed powrotem do szkoły nie stracić kondycji. Miała wrażenie, że nikt nie przeszkodzi jej w lataniu. Ubrana była w prostu mugolski strój - jeansy, duża o wiele za luźna koszula i tenisówki, a na głowie standardowo czapkę.
Na ramionach spoczywała ogromna, puchata kurtka. Dziewczyna od razu gdy znalazła się na miejscu, przerzuciła nogę na drugą stronę i odbiła się wysoko od ziemi, wykonując różne dziwne sztuczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Magiczne jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Magiczne choroby i urazy
» Zwykłe Jezioro
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis
» Znane postacie magiczne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-