IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dom pani Bakers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35041
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Dom pani Bakers   Wto Mar 25 2014, 23:04

Dom Pani Bakers

Swego czasu urzędowała tu jeszcze stara kobiecina, która specjalizowała się we wszelkiego rodzaju wróżbach. Lecz wielki dom świecił pustkami, co ją smuciło, a przecież był stworzony do tego, aby przebywały w nim młode dusze! To pewnie stąd zrodził się w niej pomysł, aby wyprowadzić się, a wszystkie pokoje wynajmować dla studentów z Hogwartu, którzy uiszczają u niej opłatę 50 galeonów i dzięki temu mogą zamieszkiwać owy dom. Aczkolwiek to nie koniec ich przygód. Wszak mieszka z nim skrzat domowy Edward, który pełni rolę portiera. Zatem kto wie, może gdy przyjdziesz oglądać tu pokój on będzie pierwszą istotą, na którą natrafisz?

Kuchnia


Kiedyś ładnie tu pachniało! Dziś jesteś skazany na swoje umiejętności, które niestety mogą się ograniczać tylko do umiejętności robienia kanapek!

Łazienka


Prześliczna łazieneczka... Szkoda, że jedyna w tym wielkim domu, więc jeśli masz ochotę potrzebę tam iść, to może kieruj się intuicją tak z godzinę wcześniej!

Salon


Tu możesz spokojnie odpocząć!

Pokój I


Opis zależy od właściciela.

Pokój II


Opis zależy od właściciela.
Dwuosobowy pokój!

Pokój III


Opis zależy od właściciela.

Pokój IV


Opis zależy od właściciela.

Pokój V


Dwuosobowy pokój!

Pokój VI


Dwuosobowy pokój!

Aby wynająć pokój po prostu napisz tu post i poczekać na Mistrza Gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nefyn, Walia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 605
  Liczba postów : 435
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7759-madness-toinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7761-bedetwoimszalenstwem#215854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7765-piszdomnieoszalenstwie#215942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7762-madness-toinen




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom pani Bakers   Sro Sie 20 2014, 08:28

- Jest robota.
- Na kiedy?
- Na wczoraj.

Pierdolenie. Każdy chce zawsze wszystko na już albo najlepiej, aby wszystko było zrobione w momencie kiedy o tym mówi. Tacy ludzie, ale ich się już nie da naprawić. Zresztą Madness nigdy się do tego nie rwał. Miał swoje sprawy, więc wchodzenie w życie innych nigdy go nie interesowało. Nie było potrzebne w żaden sposób do szczęścia. Po wszystko czego sam chciał wyciągał rękę i nie było raczej rzeczy której sobie odmawiał. Musiał sobie jakoś radzić. Z każdym dniem bardziej. Nie mógł wiecznie siedzieć na głowie matce. Od dawna tego nie robił, a teraz jeszcze miał w planach wynająć mieszkanie w Londynie, więc jego wydatki wzrosły. Nic dziwnego, że dodatkowy hajs przyjmie z otwartymi ramionami. Jak zawsze mało czasu, aby zrobić jakiekolwiek rozeznanie. Tylko krótka wiadomość, że prawdopodobnie przez większość wieczory nikogo nie będzie w mieszkaniu. Uwielbiał takie akcje. Kochał je całym sercem. Wpierdalanie się w taki coś opanował już prawie do perfekcji.
Jednak dziś nie będzie jak zawsze. Teraz będzie inaczej. W końcu Zil miała mu pomóc. Bo tak naprawdę nie wiedział ile będzie mieć czasu, aby znaleźć to czego potrzebował dla swojego klienta. Tak było bezpieczniej. Ona pierwsza wpadła mu do głowy. Jedyny logiczny wybór. Bo kto inny jak nie ona? Nie chciał mieć teraz do czynienia z ludźmi którzy nie znali się na robocie. Może i władowała go w szlaban, ale… Nie była taka zła. Czego nie powie głośno. Nigdy. Co za różnica. Stał oparty plecami o płot jakiegoś domu. Palił kolejnego papierosa czekając na nią i od czasu do czasu zerkając w stronę domu do którego mieli się zaraz włamać. Od kiedy tutaj stał wyszły z niego trzy osoby i od tamtego czasu w domu panowała ciemność. Żadnego światła. Nic.
- Było powiedzieć że nie wiesz gdzie to jest a wyszedłbym po ciebie jak niańka. Za rączkę bym przyprowadził i te sprawy - przywitał Zil tymi słowami. Bez ani cienia ironii i irytacji. Nic, a nic. Po czym wyciągnął pomięte już zdjęcie na którym było to co mieli zabrać z tego domu. Jakieś pamiątki rodzinne, bo ktoś tam coś tam. Nie wnikał Madness bo go nigdy te historie nie interesowały. Miał je ukraść i dostarczyć temu facetowi. I tyle. Koniec historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3000
  Liczba postów : 1771
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Dom pani Bakers   Sro Sie 20 2014, 12:03

Wydatki rosły, pieniądze zaś uparcie nie chciały się mnożyć w oczach, wciąż też nie zakwitły na wysokich, iglastych lasach otaczających jej dom. To co zdobyła w Indiach przeznaczyła na naprawę okien. Kiedy je ulepszali przed oczami miała tysiące wieczorów, gdy starymi szmatami zasłaniała wszystkie te szczeliny przepuszczające mrożące powietrze. Musiała zostawić też pieniądze dla tatka. Za co żyć miał przez najbliższe miesiące, jeśli ona spędzać miała ten czas wygodnie w ciepłym zamku? Wyrzuty sumienia związane z tym, że go opuszcza, nigdy nie dawały jej spokoju. Miał tylko ją.
Książki, kociołki i głupie rękawice, wszystko to kosztowało i na wszystko to zupełnie nie miała pieniędzy. Tak naprawdę list od Madnessa tuż na początku roku szkolnego był zbawienny. Choć głośno oczywiście nie zamierzała tego przyznawać. Robota, jakakolwiek by to nie była, na gwałt była jej potrzebna. Domyślała się, że nie będzie to nic legalnego, ale tak naprawdę to, jeszcze bardziej skłaniało ją do tego, by w to wejść. Nawet nie chodziło o adrenalinę (może minimalnie), ale przede wszystkim o to, iż na rzeczach wbrew prawu zawsze było można znacznie więcej zarobić. Pieniądze były zajebiście ważne.
Rzuciła mu wrogie spojrzenie, usłyszawszy to słodkie przywitanie.
- Jasne. Kurwa mądry, bo uczy się tu już w chuj czasu, ciekawe ile czasu rysowałeś sobie jakieś jebane mapy na początku - odburknęła zupełnie niezadowolona. Fakt, nie była jeszcze na alei amortencji, głównie dlatego, że nie miała tu czego szukać. Do Hogsmeade chodziła tylko w wypadku jakichś koniecznych zakupów lub, gdy chciała opchnąć trochę swoich futer. Nigdy nie przyszło jej więc do głowy, by udać się na tą idylliczną aleję, którą zamieszkiwali studenci na tyle bogaci, by pozwolić sobie mogli na mieszkanie, gdy jednocześnie się uczyli.
Obejrzała uważnie zdjęcie starając się od razu doskonale zapamiętać to, czego mają szukać. Oczywiście od razu domyśliła się, że mają to stamtąd wynieść, to akurat nie było trudne do przewidzenia.
- Mam nadzieję, że to będzie warte zachodu - skwitowała jedynie robiąc od razu parę kroków na przód. Dom wyglądał spokojnie. Był jednym z tych uroczych budynków. Światło we wszystkich oknach było zgaszone, wprost jakby zapraszało, by wejść i wynieść największe skarby. - Jakieś tylne wejście, czy coś w tym stylu? - Dopytała jeszcze, zatrzymując się i spoglądając znów w stronę chłopaka. To w końcu był jego napad, chyba miał jakiś plan jak tam wejdą, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nefyn, Walia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 605
  Liczba postów : 435
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7759-madness-toinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7761-bedetwoimszalenstwem#215854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7765-piszdomnieoszalenstwie#215942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7762-madness-toinen




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom pani Bakers   Sro Sie 20 2014, 21:08

Zawsze mu było za mało. Każdego dnia uświadamiał to sobie boleśniej niż poprzedniego. Galeony znikały w zastraszającym tempie, a on nawet nie wiedział kiedy. Jakby same znajdowały sposób, aby zniknąć z sakiewki. Wolał nie myśleć o tych wszystkich wydatkach które były przed nim. Odpychał od siebie niektóre myśli, ale wiedział doskonale, że tak właśnie było.  Próbował je zepchnąć na dalszy plan i w niektórych momentach całkiem nieźle mu się udawało. Tak jak teraz. Teraz patrzył pod nogi gasząc kolejnego papierosa i obserwując niby od niechcenia okolicę. I wtedy zjawiła się Zil. Jak zawsze jego dzień stawał się piękniejszy kiedy miał z nią do czynienia. Nie przywyknie za nic do jej jebanego akcentu, którego według niego powinna się pozbyć albo chociaż próbować z nim walczyć.
- Z każdym dniem bardziej urocza. Jak ty to robisz? - spytał z nieskrywanym sarkazmem. Bo i po co miał w ogóle udawać. Wiedział, że z nią będzie mu łatwiej szczególnie, że ten pierdolony dom był w chuj wielki. Zresztą znała się na robocie. To musiał jej przyznać. Dlatego był tak dobry, że na którymś ze szlabanów sypnął dobrą radą. Podejrzewał, że olała jego słowa. Sam by tak zrobił na jej miejscu, a teraz gdyby się dowiedział, że nastąpiły jakieś komplikacje z tego powodu, że go nie posłuchała zacząłby się naprawdę głośno śmiać. Pewnie niewybredny komentarz też wyszedłby z jego ust.
- Mam nadzieję, że się w końcu zamkniesz. Mogę na to liczyć? - zrównał z nią krok i jakby robił to zawsze wszedł na teren posesji. Nie było co milion razy odwracać się za siebie, to zawsze wzbudzało podejrzenia, a już na pewno w tak spokojnej okolicy. Nigdy nie wiadomo co robiła znudzona sąsiadka z naprzeciwka albo sąsiad z domu obok. Tak ci zawsze byli najgorsi, oby tylko nigdzie nie mieszkała jakaś starowinka której jedyną rozrywką było leżenie na parapecie i obserwowanie. Chociaż one też kiedyś musiały spać, nie? W końcu ile można było siedzieć w jednym miejscu bez ruchu? Nigdy nie próbował tego, ale podejrzewał, że gdzieś muszą być jakieś granice wytrzymałości. - Jest. Mam klucz i jak ci idioci nie zmienili zamków, będzie to prostsze niż zabranie dziecku lizaka. Chociaż kto inny może tutaj mieszkać? - to pytanie skierował już chyba bardziej do siebie. Chyba z domu wyniósł przekonanie, że im człowiek ma więcej tym mniej to szanuje. Bo kto inny mógł mieszkać w takim miejscu. Jakoś nie widział ludzi swojego pokroju okupujących domy w takiej okolicy. Spokojne miejsce gdzie jedynym problemem było deptanie trawników i inne tego typu rzeczy. Nudne i przewidywalne. Pewnie wszyscy żyli tutaj w określonym schemacie niezmiennym od lat. Może się mylił, ale teraz to bez znaczenia, bo stanął przy tylnych drzwiach i włożył klucz do zamka. Pasował idealnie i bycie idiotą podobno nie boli. Jeszcze wyciągnął różdżkę, aby sprawdzić czy może nie są nałożone jakieś zaklęcia. Z tymi bardziej skomplikowanymi miałby pewnie problem, ale te podstawowe to był jakiś żart.
- Wszędzie idioci - skomentował tylko przekraczając próg domu. Znał mniej więcej rozkład pomieszczeń, chociaż tyle dobrego. Ale tak czuł, że za mało wie. Że zgodził się na wszystko za szybko kuszony wizją pieniędzy. I tego co może jeszcze znajdzie dla siebie. Bo skoro już tutaj był to dlaczego miałby z tego nie skorzystać. Albo właśnie niezły interes albo dał się wjebać w niezłe gówno. Czas pokaże, a z każdą chwilą było go coraz mniej - Na pierwszym piętrze są trzy pokoje, a wyżej dwa i gdzieś tutaj też coś powinno być. I nie mam pojęcia gdzie mamy tego szukać, ale lepiej zróbmy to szybko. I nie wyżeraj żadnego jedzenia, później dam ci jakieś ciastko czy coś. Lepiej pójdź na górę żeby cię nie kusiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3000
  Liczba postów : 1771
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Dom pani Bakers   Sro Paź 08 2014, 19:16

Jej ojciec też miał ogromny apetyt. Szczególnie na alkohol. Na ten wyjątkowy głód szły ogromne ilości pieniędzy, które wcześniej zdobywała przede wszystkim młoda Zilya. Ale nigdy się nie skarżyła. Jej ojciec zawsze powtarzał, że nie ma łatwo. Nie było. Dlatego Fyodorova wiecznie potrzebowała pieniędzy. Wysyłała ojcu by mógł przetrwać (i kupić butelkę wódki), by kupić deski, którymi wyłożyć trzeba dziurawy dach, na zaprawę, by zapchać dziury w oknach, na amunicję, by staruszek sam też mógł polować. To pewnie nie był zbyt klasyczny układ, ani typowa sytuacja finansowa dla rodziny, ale młoda Rosjanka mimo wszystko czuła się w tym dobrze. Pewnie po prostu dlatego, że czuła się niewątpliwie niezastąpiona i potrzebna. Banalna sprawa.
Jedno ze swych złowrogich spojrzeń posłała w stronę chłopaka, gdy raczył ją pierwszym komentarzem.
- Ty za to od samego początku jesteś tak samo pojebany - burknęła, uznając, że ten nic a nic się nie zmienia. Można by rzec, że dość szybko się na nim poznała, oczywiście na myśli mając tu zaznajomienie się z kimś od jego, niewątpliwie gorszej strony. Zdziwił ją jedynie fakt, że wciągnął ją w tą robotę, ale szybko zadecydowała, że bynajmniej nie robi tego z dobroci wypełniającej jego serce. Pewnie zadanie było zajebiście skomplikowane i sam by nawalił, a że miał małą złodziejkę pod ręką... no, wiadomo o co chodzi. Reasumując, Zilya wolała Anglika mieć na oku, jakby przypadkiem po skończonej robocie zamierzał ją wkopać. Nie, żeby zakładała najgorsze, ale po prostu była przezorna.
Zamknęła się. Ale nie na polecenie Madnessa, a wyłączenie po to, by rozmową nie wzbudzić zainteresowania sąsiadów. Ktoś mógł ich usłyszeć, ktoś mógł się zainteresować całą sytuacją, a to na pewno nie było im potrzebne.
Dom z zewnątrz wyglądał, w jej mniemaniu, bardzo ładnie. Klasycznie, jak wszystkie te Angielskie. Nie miała by nic przeciwko, gdyby ktoś zaproponował jej, żeby wraz z ojcem przeprowadziła się do takowego. Przy jej prawdziwym domu, ten wyglądał naprawdę luksusowo. Dlatego tylko zmarszczyła lekko czoło, słysząc retoryczne pytanie Toinena, zupełnie nie łapiąc o co mu zaś chodzi. Jednakże nie mogła nie przyznać mu racji, iż najwyraźniej naprawdę mieszkają tu jacyś idioci, skoro takiego domu w żaden sposób nie zabezpieczyli. Pomyślałby kto, że ona o swoją rozpierdzielającą się chatę, dbała znacznie bardziej. Ale może to była kwestia środowiska. Może w domach z równym trawnikiem nikt nie kradł. U niej zdarzało się to nagminnie.
- Spierdalaj i lepiej zajmij się sobą, żeby Ci coś nie odpierdoliło i żebyś znów nie zaczął rzucać zaklęciami jak pojebany. Nie zamierzam przez Ciebie trafić do Azkabanu - odrzekła odwołując się do ich ostatniego wypadku po błyskotki, gdzie to się poznali. Co było, swoją drogą, uroczym zapoznaniem.
- To pójdziemy równo piętrami, dzieląc się pokojami - rozdzieliła zmierzając od razu w stronę wskazanych przez Madnessa trzech pokoi. Na pewno musieli się podzielić pokojami, co by szybciej ogarnąć to co mieli do zrobienia, szczególnie, że czas grał tu ważną rolę.
Będąc już wewnątrz pierwszego z pokoi Fyodorova oczywiście pierw spróbowała z zaklęciem accio, ale nic się nie wydarzyło, z resztą tego typu błyskotki jednak bywały zabezpieczone. Pozostało jej więc przejrzenie mebli, za ów skarbami i oczywiście nie narobienie przy tym zbytniego hałasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Dom pani Bakers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Pani Norris
» Recepcja
» Lucjusz Malfoy
» Gard Manor - Swansea, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Domy Jednorodzinne
-