IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Rezydencja Sharkera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Rezydencja Sharkera   Sob Mar 29 2014, 23:38

Rezydencja Sharkera



Front




Parter


Kuchnia



Lazienka



Jadalnia



Salon






I pietro


Pokój rozrywek



Gabinet



Pokój Rasheeda



Pokój goscinny





______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *




Ostatnio zmieniony przez Rasheed Sharker dnia Wto Paź 17 2017, 12:21, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Nie Mar 30 2014, 03:21

Bardzo dobrze, że go takim nie widziała, bo to by było szkodliwe dla jego image’u, a tego przecież nie chcieliśmy. Ba, nie było takiej opcji, żeby w ogóle mógł kiedyś pozwierzać się jakoś podobnie przy Julce i odbywać z nią jakieś poważne tematy. Byli chyba oboje zbyt niedojrzali do tego i po prostu ciężko im było tak pogadać. No, a przynajmniej tak było z nim, ale cśś, lubimy uogólniać.
- Taki jestem, co zrobisz - skomentował jej słowa, a potem wzruszył ramionami. Faktycznie, on taki był tego mu nie można było odmówić i fakt, że kogoś sobie radośnie hejtował chyba już nikogo nie dziwił.
Nie chciał o niej rozmawiać. Tematy rudych, w jego życiu były dość drażliwymi, dlatego specjalnie wolał się nie zagłębiać. Liczyło się tylko jego życie, jego potrzeby, jego pierdolone priorytety. Ktoś wątpił? WATCH ME. Nic więc nie mówił, niechże temat umrze śmiercią naturalną, na cóż mu takie głupie gadki?
Nie sprzeczał się z nią, gdy stwierdziła, że woli nie zmieniać się tutaj. Jasne, to nawet dobry pomysł aby zmienić miejscówkę, ale PRZECIEŻ, że jej tego nie powie. Jasne, ostatnio się do siebie zbliżyli, jednak on nadal pozostawał Sharkerem i cóż z tego, że to z niego ostatnio robiła się ciepła kluska? Od nadmiaru słodyczy można się pożygać i taka taktykę przyjmijmy w tym przypadku.
Zaprowadził ją więc do swojego domu, w którym notabene dawno nie mieszkał. Nie czuł jakiejś większej potrzeby, aby ferie spędzać samotnie w swojej rezydencji, więc w sumie czemu nie miałby wrócić do niej teraz? Wszak okoliczności temu sprzyjały, więc chwycił ją bezpardonowo za łokieć i deportowali się na ulicę Tojadową, by następnie wspiąć się po schodach i wejść do środka, wprost do salonu. Rasheed wciąż ubolewał nad tym, że nie udało mu się wygospodarować fragmentu na przedpokój, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Miał zaledwie osiemnaście lat, a już miał własny dom, firmę i domowego skrzata, który wręcz siłą wyciągnął od nich płaszcze, chociaż od samego „panicza” nie było trzeba tego wymagać. Sam wolał rzucić mu swoje okrycie, a następnie podążyć na górę, po spiralnych schodach, w międzyczasie prosząc dziewczynę, żeby podążyła za nim. Chyba nigdy jeszcze nie widziała jak mieszka, ale czy to było ważne? Nie sądził. Jeśli będzie chciała obejrzeć jego progi to jeszcze będzie na to czas, wszak był teraz zbyt ciekawy tego co miała mu pokazać. Animagia była zaskakującą dziedziną transmutacji, a on zdecydowanie nie chciał zwlekać z poznaniem innej strony Julii.
- No dalej - poprosił ją, a może zażądał (?), gdy dotarli już do pokoju rozrywek, jak zwykł go nazywać i skończył grzebać na półkach w poszukiwaniu Ognistej Whisky. Zajęło mu to chwilę, bo dopiero co spławił skrzata domowego. Nie chciał, aby wiedział co się tutaj kroi, nawet mimo tego, że zobowiązany był do dochowania tajemnicy. To wciąż nie była jego sprawa. Znalazł więc ładne, kurewsko drogie, szklanki i rozlał do nich bursztynowego płynu, przesuwając po stoliku, w stronę dziewczyny jej przydział, a samemu upijając szczodry łyk. Był tak cholernie ciekaw, że aż zaczął nerwowo bębnić palcami o udo. Niecierpliwy i władzy jak zazwyczaj. Zainteresowany jak nigdy.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3505
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 943
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pon Mar 31 2014, 19:10

Chwilę po zaproponowaniu zmiany miejsca znaleźli się przed domem Rekina. Była tu pierwszy raz, choć znali się już dość długo. Właściwie to on też nie był w jej mieszkaniu, bo nie było takiej potrzeby, ale teraz kiedy to znów(nyh) musiała komuś zademonstrować co potrafi było to najlepszym miejscem, nikt obcy nie dowie się o jej umiejętności. Gdy szli w nieznanym jej kierunku rozglądała się aby ogarnąć jak najwięcej, dom był dość imponujący jednak niezupełnie w jej stylu. Cóż każdy ma swój gust. Po chwili byli już w pokoju, widziała zniecierpliwienie kolegi, jednak chciała się z nim trochę podrażnić i zwlekała z przemianą, jakby chciała mu powiedzieć 'no dalej nie zmieniaj się w ciepła kluchę'. To byłoby smutne, bo wtedy Jul nie miałaby z kim się przekomarzać. Wypiła trochę whisky i przeszła się po pokoju, minęło kilka minut i dopiero wtedy się przemieniła. W postaci tygrysa podeszła do niego coby mógł się dokładnie przyjrzeć, następnie odeszła i znów po chwili była człowiekiem. Usiadła przy stoliku - Zadowolony? Teraz twoja kolej.
Spojrzała na niego wyczekująco i wypiła resztę alkoholu. Miała nadzieję, że nie żartował mówiąc o tym, że też ma jakąś ciekawą umiejętność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pon Mar 31 2014, 19:59

Był zniecierpliwiony tak, jak jeszcze nigdy wcześniej, a okazywał to całym sobą, na różne sposoby i niemalże niekoniecznie świadomie. Bębnił palcami o stół, nerwowo dreptał nogą, zaciskał i prostował dłonie. Cały on! Nigdy nie potrafił wysiedzieć nawet chwili w spokoju, jeśli chciał coś wiedzieć, a teraz Julia sprawiła, że obudziła się w nim naprawdę bardzo niecierpliwa natura. No dalej! Ileż można? Myślał, gdy ta wędrowała po pokoju, aż wreszcie jego oczom ukazał się ogromny, drapieżny kot. Miała szczęście, że akurat nic nie pił, bo jak nic udławiłby się. Parsknął rozbawiony i na sekundę odwrócił się, aby opanować śmiech, który nawet mimo tego wydarł mu się z gardła.
- Tygrys? Serio? - wcale sobie z niej nie kpił, oj nie, wprost przeciwnie, zdawał się być mile zaskoczony zwierzęciem, w które się zmieniała. Pochylił się i odważnie podrapał ją za uszami.
- Jesteś słodka - skomentował nim jeszcze zmieniła się w człowieka, a potem również usiadł, zajmując miejsce naprzeciw niej.
- Czarowałaś kiedyś patronusa, nie? - spytał ją, bo i był pewien, że to potrafi. Julka nie była bezbronną dziewczynką i kiedyś na bank musiała się tego uczyć. - Jestem ciekaw czym jest Twój opiekun. Pewnie też kot? Może ocelot?
Och, teraz widocznie się z nią drażnił, insynuując nieświadomej dziewczynie, że mają takiego samego patronusa. To byłoby zabawne, gdyby okazało się, że w istocie tak jest!
Widząc jak na niego patrzy, uśmiechnął się przewrotnie i wbił w nią pewne siebie spojrzenie.
- To nie jest tak widowiskowe jak Twoje, no ale… - zaczął po angielsku, a potem jego wargi wykrzywiły się w jakiś dziwny, nieludzki sposób, układając się w słowa zdecydowanie nie w tym języku - myślę, że musi Ci wystarczyć, kochanie.
Drugą część swojej wypowiedzi oczywiście wysyczał i wycharczał w wężomowie.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3505
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 943
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sro Kwi 02 2014, 20:47

Mhmm, a więc animagia póki co przydała jej się do tego, aby wszyscy ją głaskali, super. Choć było to bardzo fajne uczucie to wolałaby, żeby ta umiejętność przydawała się do czegoś praktyczniejszego. Cóż, może kiedyś...
Jul jako tygrys słodka? Na pewno zmieniłby zdanie kiedy odgryzłaby mu tą rękę, ale oczywiście tego nie zrobi, bo w końcu są przyjaciółmi, a przyjaciół się nie gryzie prawda? Noo może czasem. Hehs
- Taki zdziwiony? Myślałeś, że w jakie zwierze się zamienię? Co do patronusa to też jest to kot, konkretniej puma.
Tak, koty wszędzie...
O proszę, a więc Sharker był wężoustym, ciekawe aczkolwiek również chyba mało przydatne na co dzień. No chyba, że Jul o czymś nie wiedziała.
- Całkiem spoko, tymczasem wybacz, ale ja będę się już zbierać. Mam parę spraw do załatwienia.
Po chwili wstała i ruszyła w stronę drzwi - Cześć - uśmiechnęła się do niego i wyszła.

z/t
Nyh, brak weny :(
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sro Kwi 02 2014, 21:48

Beatrice od kilku dni chodziła od okna do okna. Coś się stało. Nie mogła wrócić do Francji. To pewnie przez brak pieniędzy i to iż Celie nie chciała jej wesprzeć przez wzgląd na to, że nagle uciekła nie dając znaku życia. Oczywiście Beatrice wiedziała, że to tylko chwila zanim Hortense ruszy ze swoją sakiewką na ratunek, ale i tak nie mogła skorzystać z ich propozycji od razu, i nie tylko o honor się tu rozchodziło. Miała zadanie. Misję. Wykonała, ale nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, zatem teraz musiała stawić czoła nowej rzeczywistości licząc się z tym, ze pocałunek dementora w Azkabanie może okazać się jedyną podniecającą rzeczą, która spotka ją podczas reszty życia. Koniec z końców nie mogła dalej mieszkać w obskurnym motelu na obrzeżach Londynu. Potrzebowała zmienić kryjówkę, nie wiedziała dlaczego wybrała Rasheeda... Jednak w żaden sposób dziś nie przypominała dziewczynę w sukni, która otworzyła mu drzwi do rodzinnej rezydencji. Ta Soph miała długie włosy splecione w luźny warkocz opadający lekko na prawie ramię, a ciało miała przyodziane w ciemne jeansowe spodnie, a na luźnej, białej podkoszulce znajdowała się skórzana ramoneska. Warto też wiedzieć chyba, że nie miała pod spodem stanika przez co dodawało to pikanterii jej stroju. Ponadto na barkach taszczyła plecak i teraz przyglądała się beznadziejnie wymiętej kartce z adresem jego domu, gdy marszczyła brwi, a oczy podkreślone nieskazitelną czernią po prost dryfowały wszędzie, co by tylko się nie pomylić. Miała dość kłamstw. Przynajmniej na ten moment, gdyż była zaprawdę zmęczona i marzyła tylko o tym, by ta tułaczka się skończyła. Zatem przestąpiła próg posesji i podeszła kilka kroków, by po prostu zadzwonić dzwonkiem. Westchnąwszy przyłożyła dłoń do policzka przy okazji przebiegając palcem po ustach, które pokrywała ciemnoczerwona szminka.
A w myślach chaos, a obok myśli bałagan, a za bałaganem wszystko,tylko nie konkretny plan. Tego przebiegu sprawy się nie spodziewała. I gwałtownie opuściła prawą rękę do dołu czując, jak srebrna nić bransoletki przesuwa się w dół nadgarstka.
Raz, dwa drzwi otwieramy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sro Kwi 02 2014, 22:28

Nie zatrzymywał jej, pozwalając odejść, jeśli tylko tego teraz potrzebowała, chociaż dopiero co sama chciała zmienić miejsce. No cóż, kobietom jednak nie dogodzisz. Zdążył zamknąć za nią drzwi i powrócić do opróżniania butelki Ognistej, kiedy to otrzymał sowę od Sophie. Zdziwił się nieco jej pytaniem bądź prośbą, ciężko było ocenić cóż to było, ale nie zamierzał odmawiać jej kolejnej przysługi. Widzicie, to działa tak, że Rasheed lubił zbierać sobie sprzymierzeńców, zwłaszcza tak olśniewająco pięknych, którzy mogli coś zdziałać na tym żałosnym, ziemskim padole. Odpisał jej więc i postanowił ogarnąć mniej więcej zanim przyjdzie, co ostatecznie i tak skończyło się tylko na tym, że się przebrał i ułożył włosy, chociaż wcale nie potrzebowały żadnej poprawki. Potem zaś zasiadł na kanapie w salonie i opierając buty o podnóżek, palił papierosa, leniwie wypuszczając dym nosem i wyglądając co najmniej jak siedem nieszczęść. Teraz, kiedy był już sam, jego maska całkowicie stopniała, a wychynął zza niego obraz nędzy i rozpaczy, który ostatnio sobą prezentował. Ta cała sytuacja z Kanadą tak go denerwowała, że aż załamywała i zmuszała do palenia, co było niecodziennym widokiem. Niemniej jednak był w połowie zatruwania się, kiedy to rozległ się dzwonek do drzwi. Chłopak leniwie podciągnął się do mniej nonszalanckiej pozycji, ostatecznie decydując się na wstanie z siedziska. Sophie zasługiwała na to, aby przywitał ja należycie. Skrzat jednak uprzedził go, jeśli chodziło o otwieranie drzwi, ale to dobrze. Dzięki temu mógł powłóczyć za nim niespiesznie nogami i przybrać ponownie nieprzeniknioną przez nikogo maskę pod tytułem „nic mnie, kurwa, nie obchodzi i tak będziesz dzisiaj moja”, gdzieś po drodze gasząc również papierosa. No dobra, dzisiejszego dnia ta wersja została nieco zaburzona i wyglądała teraz jak „jestem zmaltretowany przez życie, sorkens za brak entuzjazmu”. Niemniej jednak zdawał się być ucieszony tym, że ją widzi.
- Witaj - powiedział melodyjnie, zapraszając ją gestem do środka - Rozgość się.
I wtedy poprowadził ją do salonu, omiatając raz po raz jej sylwetkę ukradkowymi spojrzeniami. Cieszył się, że nie miała dzisiaj na sobie sukienki takiej, w jakiej ostatnio ją oglądał. Teraz mógł się chociaż skupić na tym co do niej mówił, a ostatnim razem zadanie miał dość utrudnione. Nieważne! Nie warto grzebać się w przeszłości. W dodatku wychynął z niego Sherlock!
- Napijesz się czegoś czy może chcesz odpocząć? Wyglądasz na… lekko zużytą przez życie.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 04 2014, 00:12

Jakie to żałosne. Płynie przez Ciebie strumień piękna, lecz Ty pięknem nie jesteś. Codziennie rano rozczesywała długie pasma blond włosów, których nie mogła ściąć. Bo były one jej jedynym kostiumem, którym operowała z czystą przyjemnością. Szczególnie gdy chodziło o chowanie za ich burzą nieśmiałych spojrzeń, za które byłbyś gotów oddać życie. A ona wzięłaby je całe wkładając do sakiewki zwanej grobowcem... Niestety zarówno Ty, ani Twoja dusza nigdy byście stamtąd nie wyszli. Na zawsze. Widzisz ją i po prostu jesteś na zawsze oczarowany jej zachowaniem, sposobem bycia. A nawet jeśli nie biegniesz by podać jej dłoni, to z pewnością przez jakiś czas gości w Twoich myślach. Błądzisz z opaską na oczach pytając kim jest Sophie Beatrice Lorrain, a najgorsze jest to, że nikt Ci nie odpowiada, tylko echo powtarza za Tobą końcówki pytań. Lecz wiedz, że i ono by milczało, gdyby nie było ciekawe odpowiedzi, a może i było bardziej zainteresowane niż Twoje ogłupiałe zmysły? Fakt był jednak taki, ze Beatrice musiała uciekać. Musiała biec przez tor z przeszkodami, który ustawiła sobie sama, a teraz była w domu znajomego, któremu skłamałaby, że o nim myślała. Nie myślała. Nie było Rasheeda w jej myślach. Jednak to dobrze. Tam panowała niedobra ciemność połykające wszystkie nadzieje i dobre emocje jak stado dementorów, a ono zawsze było głodne. Zatem nie mogła się z nim kłócić. Fakt był taki, że rzeczywiście była zmęczona, zagubiona? Może po prostu jeszcze nie miała planu, ale przecież to może się za chwilę zmienić. Zatem gdy tylko wpuścił ją do domu zajęła miejsce na fotelu po prostu obserwując otoczenie, a gdzieś z boku odkładając plecak. Miał tu ładnie. Na tyle ładnie by uśmiechnęła się do niego cierpko i zaraz podjęła odpowiedź:
- Tak, ostatnio treningi baletowe łączę z wysiłkowymi. To nie jest chyba dobre dla mnie, ale to nic. Najważniejsze są efekty. Chyba zaszczycisz mnie obecnością na spektaklu? - Spytała, bo oczywiście blefowąła, jednak w każdej chwili mogła zgłosić się, by jednak zaangażowali ją do jakiegoś przedstawienia. Chociażby dlatego, że jej matką była pół wilą, chociażby dlatego, że to była Sophie... Perfekcyjna dama tonąca w spojrzeniach mężczyzn, która pomogłaby zarobić im wszystkim dużo pieniędzy... A w życiu przecież oto chodzi. Każdy człowiek jest transakcją.
- Poproszę szklankę wody z cytryną, jeśli to nie problem. Ewentualnie bez cytryny. - Rzuciła luźniej przesuwając dłońmi, po czole, by zaraz złapać za warkocz i ułożyć go na ramieniu.
- Jeśli Ci to nie przeszkadzałoby, chciałabym u Ciebie zostać kilka dni. Trzy, góra cztery, a potem zobaczę. - Wyjaśniła na moment spuszczając wzrok na czubki swoich butów, jakby się wstydziła. Jakby... Wszak była aktorką, a z desek tego teatru nie schodziła nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 04 2014, 19:46

Był powierzchowny, płytki i pusty, tak bardzo jak piękny, misternie zdobiony wazon z kwiatami, stojący teraz w jadalni. Niby był interesujący i przyciągający wzrok, ale z drugiej strony nie był niczym innym jak surowym materiałem, które istniał bez uczuć i jakichkolwiek cieplejszych emocji. Bez naturalnych reakcji, pochłonięty całkowicie poprzez prąd z którym walczył i któremu się poddawał, w zależności od sytuacji oczywiście i tak naprawdę to Sharker sam nie wiedział czego chciał. Wizyta Sophie wcale też nie pomagała mu ustabilizować jego życia emocjonalnego, które w tym momencie stawało na głowie i odprawiało jakieś zaawansowane sztuczki cyrkowe wprost na jego stole. Nie potrafił tego ogarnąć umysłem nawet we fragmentach, nie mówiąc już zupełnie o tym, aby umieć ustosunkowywać się do uczuć Filipa na bieżąco.
Nie, nie, nie.
Miał o tym nie myśleć, czyż nie? Jak to się działo, że gdy potrzebował odwrócić od czegoś uwagę wszystko przychodziło mu tak ciężko? Może naprawdę mu na nim zależało? Ta myśl sprawiała, że chłodny dreszcz przebiegał mu po plecach, naznaczając skórę wypustkami gęsiej skórki. Nie chciał tego i nienawidził się za to, że się zmieniał.
Jak dobrze, że ona tutaj była. Przyciągała jego wzrok i wybijała z głowy wszelkie prozaiczne i ludzkie zmartwienia, mącąc tok myśli każdym spojrzeniem czy odrzuceniem włosów. Nie potrafił sobie poradzić z tym, że była piękna, bo on zawsze był materialistą. Chciał posiadać, nierzadko na własność bądź jeśli wiedział, że to niemożliwe to chciał posiąść i użyczyć, a mimo tego, że nie miał ostatnio nastroju na wszelakie harce to teraz… teraz czuł, że wszystko może się zmienić w jednej chwili. Ona była piękna, on był zapatrzony w jej urodę. Żadne z nich nie chciało wielkiej miłości, ale i z drugiej strony on nie zamierzał na nią naciskać. Przecież się nie znali tak w gruncie rzeczy. Widział jedynie jej rodzinę i uczestniczył w tym całym przedstawieniu. Nic wielkiego czy zobowiązującego, a teraz ona była w jego domu i prosiła go o pomoc. Jakże mógłby jej odmówić? Wszak nie potrafiłby jej od tak odrzucić, ale i z drugiej strony wiadomo jak to było. Sharker nic nie robił bezinteresownie.
- Jeśli tego właśnie potrzebujesz - odparł jej, chociaż nie był zbytnio zainteresowany jakąkolwiek sztuką. Bardziej pewnie zaintrygowałoby go, gdyby Lorrain wykonała taniec tylko dla niego, w zaciszach jego sypialni. Bogowie, jakiż on był próżny!
Machnął dłonią na skrzata, a ten podreptał do kuchni, by zaraz wrócić z tacą, na której była woda dla gościa. Ukłonił się nisko i spuścił wzrok na swoje stopy, trzymając metalowy przedmiot nad głową. To była jedna z tych nauk, które wpoili mu rodzice Rasheeda. Prawdziwemu czarodziejowi nie patrzy się w oczy jeśli cię o to nie poprosi, w innym wypadku… no cóż, okropny brak szacunku skutkuje karą.
Przystanął przy oknie, spoglądając na ulicę bez jakiegoś konkretnego celu i pozwalając swoim myślom na lekkie rozluźnienie. Nie musiał ciągle się na nią gapić, tak nie przystoi! Cóż z tego, że jest zjawiskowa, skoro zamierzała spędzić tutaj kilka dni? Jeszcze się napatrzy.
- Oczywiście - odparł, jakby to było dla niego najnormalniejsze na świecie, tak gościć u siebie ćwierć wile. Naprawdę nie miał nic przeciw i to wcale nie chodziło o to, że Sophie była kim była. Miał już po prostu dosyć tej samotności i wcale nie chodzi mi tutaj o seks czy coś podobnego, o nie. Czuł się po prostu zagubiony w tym wielkim domu, który przypominał mu o rodzinie, której z kolei nienawidził. Znów wszystko wracało do tematu ojca. Czy on się kiedyś tego pozbędzie? Nie wiedział, ale z pewnością nie chciał nad nim więcej rozprawiać, a tak może chociaż nie oszaleje.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 04 2014, 21:37

Gdyby tylko Beatrice była inna, gdyby tylko jej serce nie było przegniłe nienawiścią i obojętnością, gdyby tylko potrafiła patrzeć ludzi nie doszukując się w nich własnych korzyści... Kto we. Może to wszystko potoczyłoby się inaczej. Jeśli znałaby Sharkera, a on wpuściłby ją w progi swojego domu, może siedziałaby tu teraz wtulona w jego klatkę piersiową ciężko łapiąc oddech po długim maratonie przez cały Londyn, bo z pewnością biegłaby tu jak szalona całkowicie zapominając o umiejętności teleportacji, co by tylko mu pomóc. Wesprzeć skołatane myśli, serce... Ale nie. Beatrice taka nie była. Była ekslunarną, która nie potrafiła zapanować nad tym co tam się działo. Przegrali. A ona była zbiegiem. Nie należała teraz do żadnej ze szkół. Nie miała pojęcia co ma zrobić. Znów przerzucić papiery z Beauxbatons do Hogwartu? Była uciekinierką, ileż to można... Nawet teraz zdawała sobie sprawę z tego, że Celie dostaje szału gdy dowiaduje się na ilu zajęciach nie było jej córki przed szaloną eskapadą, a ile teraz... I pół wila wybucha gniewem na całą Francję, potwór pożera jej piękno, przetwarza na gniew harpii i to rozpada się pośród borrisowych zmartwień, które brną ku szufladzie z papierami rozwodowymi, ale ta jest szczelnie zamknięta przez ogłupione zmysły, bo zaraz Celie powraca, tuli mężczyznę przekonując do swoich racji... Znów jest silna. I może to właśnie motywowało naszą blondynę do walki. Do tego, by zaraz po nieudanych akcjach Lunarnych po prostu odnaleźć w motelu swoje rzeczy, zostać tam dobę i zaraz udać się do Sharkera, w końcu tutaj pomyśleć o dalszym toku wydarzeń. Wszak nic jej więcej na tą chwilę nie zostawało. Lorrain musiała po prostu coś opracować. To był ten jeden moment. kiedy nie mogła się zawahać. Zatem o czym chcieliśmy oboje rozmawiać?
Na jej twarz wpadł sztuczny uśmiech, gdy przyjęła od skrzata szklankę z wodą i od razu upiła z niej łyk czując, jak zimna ciecz przebiega przez jej gardło, a po chwili zostaje zamknięta gdzieś dalej. Beatrice obserwowała teraz sylwetkę swojego przyjaciela, przy czym zaczęła się zastanawiać kim on naprawdę jest poza Rasheedem Sharkerem i co powinna o nim wiedzieć zanim weszła do tego domu i gdyby miała więcej czasu. Teraz chyba za późno na takie wywiady.
- Czy coś się stało Sharker? Wydajesz się być bardziej nieobecny ode mnie, a może i bardziej zmęczony życiem. - Podzieliła się z nim swoim spostrzeżeniem. Zupełnie tak, jakby zajmowały ją ludzkie uczucia... Zupełnie tak jakby się martwiła. A czy któreś z tych uczuć było prawdziwe? Przekonaj się Sharker, jednak pamiętaj, że to nie spowiedź. To tylko wila, która teraz zgrabnie założyła nogę na nogę i ułożyła dłonie na kolanach wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 04 2014, 22:16

To było prostsze niż sądził, to zamknięcie się na emocje, na rozważania, na cokolwiek poza obojętnością i chłodem, którym nie potrafił powlec się od tak dawna. Jak bardzo rozpuścił on jego serce? Aż za bardzo, Sharker to czul i właśnie przez to nie potrafił teraz spoglądać na Sophie bez tego dziwnego poczucia, że robi coś niewłaściwego. Nie chciał tego tak odbierać, starał się, naprawdę walczył z tym, żeby znowu móc niszczyć i miażdżyć serca, wgryzać się w wątrobę, a potem wypluwać nerki, śmiejąc się przy tym tak, jakby właśnie skończył się świat. Jakby słońce zgasło i zniknęła grawitacja. Morza wystąpiły z brzegów i oto rozpoczęła się apokalipsa, na czele której stał on. Czyżby jego rozważania naprawdę były takie dziwne i skomplikowane? W gruncie rzeczy nie. On po prostu chciał zapomnieć, stracić poczucie rzeczywistości, a zarazem ocknąć się i móc ruszyć dalej, zapominając o skale uwiązanej łańcuchem do jego nogi. Było mu tak bardzo źle, że nie czuł tego, że stoi przy tym cholernym oknie już kilka minut, ale czy to się liczyło? Wszak był u siebie i ta odrobina braku zainteresowania z jego strony nie powinna urazić Beatrice, chociaż zaskoczyć mogła. Wszak musiała być przyzwyczajona do tego, że spojrzenia wszystkich wokół koncentrują się właśnie na niej. Na tej jednej, jedynej wili w sali.
Czuł, że potrafi to zrobić - tak odciąć się zupełnie, przecież już niejednokrotnie to robił i za każdym razem ktoś odpuszczał. Mówił, że go nie zostawi, że przyczepi się jak nikt inny, a mimo tego nie napisał nawet listu. Jak mógł go tak okłamywać? Przecież to była jego rola w tym związku. To on zawsze oszukiwał i mamił, zwodził za pomocą pieniędzy czy intrygujących uśmiechów, czarował słowem, gestem, dobrym wychowaniem. Jak ten pierdolony Stone, mógł od tak po prostu go zignorować? Miał się płaszczyć, błagać o to aby do niego wrócił, za to to co właśnie się rozgrywało, zdecydowanie przeczyło temu, co zwykle odczuwał w takich chwilach. Odrealnienie. To idealne, pięknie współpracujące z aktualnym obrazem Sharkera, słowo.
- Hm? - mruknął pod nosem, czując nagle jak jego myśli powracają na właściwy tor. Czymże się przejmował? Przecież nie było warto, wiedział to. Teraz spakuje manatki i wróci do Kanady. Tak będzie lepiej, wszak Rasheed zawsze postępował tak, aby nie narazić się zasadzie postępowania dla większego dobra. Wybierać mniejsze zło. Ścinać głupsze głowy.
- Przepraszam - powiedział wreszcie, gdy już mniej więcej doszedł do ładu ze sobą, a wtedy się odwrócił, bardzo teatralnym gestem sięgając do włosów, które przeczesał palcami, jakby w zamyśleniu.
- Widzisz, szczeniackie problemy nastolatków potrafią być uciążliwe - powiedział do niej, uśmiechając się równie sztucznie, jak wcześniej Sophie, a potem zbliżył się do niej powoli, obracając na kciuku pierścień rodowy, wciąż jakby coś intensywnie sobie kalkulując. Zmierzył spojrzeniem jej sylwetkę, a potem wyciągnął ku niej rękę w zapraszającym, bardzo stosownym geście.
- Pozwolisz, że pokażę Ci Twój pokój?

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 04 2014, 22:41

Musiała dbać o pozory. O ile nikt nie musiał wiedzieć o jej małych grzeszkach, to z pewnością wszyscy musieli pozostawać skarmieni kłamstwem, że jest bezpieczna tylko przy nich, ze każdy inny jest zagrożeniem. Nawet taki Sharker, powinien mieć uczucie, ze Soph jest tu dobrze, lecz gdyby wyszła teraz gdziekolwiek zdana byłaby na łaskę okrutnego świata i tylko on byłby w stanie ją ocalić. I nie były potrzebne do tego jakieś specjalne sztuczki, wystarczyłoby jedno spojrzenie jak dla Jacka Reyesa. Ale właśnie przez tego chłopaka nie mogła teraz wrócić do Hogwartu. Potrzebowała przysługi z zaklęcia i była tylko jedna osoba, która mogła uwolnić ją od zmartwień, był to jej brat, któremu mogłaby polecić przeczyszczenie pamięci dla przyjezdnego gościa, lecz... Lecz bała się? Miała wreszcie jakiś wyrzuty sumienia? A może jednak nie chciała powierzać Phillowi tak ważnego zadania? Z pewnością jednak jej myśli kłębiły się w inny miejscach, niż te które odwiedzały Rasheed'owe. Gdyby tylko wiedziała, ze Ślizgon przejawiał jakieś ludzkie uczucia, po prostu wybuchłaby śmiechem pewna tego, że to jakiś kiepski żart, a on jej to wyjaśni. Przecież nigdy nie był idiotą biegającym po korytarzach za jakąś kretynką, co by tylko podać jej kwiat. Cóż... Może dobrze, że nie wiedziała, że serce Sharkera należało do mężczyzny, bo trudno by było mówić przy niej o tolerancyjności. Ona nie pojmowała związków w szipie facet - facet. W rzeczywistości uznawała to za durny eksperyment, który nie powinien w ogóle mieć miejsca przez wzgląd na jego opłakane skutki i przymuszenie ludzi do zajęcia roli wyrzutów, a przecież Sharker... Sharker z pewnością nie chciał być wyrzutkiem.
Kiedy tylko wskazał jej dłonią, iż powinna zanim iść, to chciała sięgnąć po torbę, którą ze sobą przytaszczyła. Ale tą chyba zajął się już skrzat. Skrzat, który był na tyle miły, że nawet otworzył przed nimi drzwi. Sophie przekroczyła próg niby to niepewnie, a z drugiej strony z wpisaną w jej jestestwo gracją.
- Ładne wnętrze. - Rzuciła lakonicznie rzeczywiście zauważając, że wszystko jest eleganckie, ze to zaplanowana przestrzeń. Nawet wolne elementy są na tyle zajęte, że w momencie gdy zostałyby zagracone to równowaga zostałaby zachwiana... Ale w którą stronę? W przyjemny nieład mówiący, że to mieszkanie Sharkera czy w stronę, w której okazuje się że dekorator wnętrz zagalopował się zanadto wykluczając moment, kiedy mieszaniec okaże się człowiekiem potrzebującym chaosu?
- Wiesz Sharker, zadziwiasz mnie. Rzeczywiście widzę, że dorastasz. Coś jeszcze się zmieniło w Twoim życiu oprócz tego, że okazuje się, iż masz wyrafinowany gust? - Spytała, acz mogła wcale nie spodziewać się odpowiedzi. Wszak wcale nie obserwowała czy on w ogóle tu jest odwrócona do drzwi plecami lustrowała wnętrze wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 04 2014, 23:01

Potem znowu się zastanawiał, wciąż drążył temat, niczym kornik, ryjąc dziurę w bezmiarze swoich dylematów i starając się dotrzeć do sedna sprawy na tyle szybko i sprawnie, aby wreszcie móc osiągnąć to czego pragnął. Ukojenie i spokój ducha. Drogi Slytherinie, jak on za tym tęsknił. Każda myśl o tym, jak niegdyś nic go nie wzruszała sprawiała mu wręcz fizyczny ból. Chciał to odzyskać, ale nie wiedział czy będzie potrafił. Niestety z Sophie nie mógłby o tym porozmawiać, wiedział to aż za dobrze, więc nawet nie próbował być z nią szczery, karmiąc ją takim obrazem siebie, jaki chciała oglądać. Cóż w tym złego? Iluzja jest dobra, złudzenia są dobre. Kłamstwo to jego drugie imię. Obojętność stanowi jego drugą twarz, więc czemu serce panicznie wyrywa się z piersi na wspomnienie tego imienia? Był okrutnie wręcz żałosny, a nawet teraz, gdy spoglądał w jej piękne oczy, wciągające w swą niebieską toń, tak bardzo niepodobną do jego chłodnego stalowego ocienia, nie mógł odpędzić natrętnych myśli.
Nie, pomyślał wtedy, a wzrok, jakim świdrował schody, gdy wspinali się po nich na górę, nagle stwardniał, zamieniając się w chłodny, taksujący. Nieprzenikniony. Nie mógł się tak zachowywać, skoro Beatrice wszystko spostrzegała. Mógł o niej wiele powiedzieć, ale na pewno nie pokusiłby się o nazwanie jej głupią. Jakże zabawne jest to, że w tym całym zamieszaniu, nawet nie przejmował się tym, co stało się wtedy w kuźni. Może nie pamiętał? Może nie chciał pamiętać? Był tak pochłonięty przez swoje własne, bezsensowne dywagacje, że aż ciężko było to jednoznacznie określić, stawiając go znowu w punkcie wyjścia. Bla, bla, bla, jego myśli to dziś stek bzdur. Studnia problemów, która pierdoli bez sensu.
- Dziękuję - powiedział cicho, nieco mniej zgrabnie, wszak on nie był wilem, aczkolwiek wciąż zachowując odpowiedni balans ciała, przekroczył próg, obserwując jednocześnie skrzata, który pozostawiał bagaż dziewczyny obok łóżka.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała wystarczy pstryknąć palcami, a pojawi się skrzat. Łazienka jest na dole, sądzę, że trafisz, a jeśli nie to ja również śpię na piętrze, więc mogę Cię zapoznać z obsługą prysznica. - trochę sobie żartował, a trochę z niej pokpiwał. Był dzisiaj w takim nastroju, że albo się wieszać, albo wściekać i najwyraźniej, wytrącony z rytmu jej urodą, nie mógł zdecydować się na żaden konkret, lawirując pomiędzy tymi dwoma sposobami odpowiedzi. Musnął lekko jej ramię dłonią, cofając ją równie szybko, jak i w ogóle wyciągnął rękę w jej stronę. Był to przepraszający gest, którym posłużył się aby na głos nie wypowiadać prawdziwych przeprosin. Ostatnim razem jak to zrobił… cóż, widzimy dzisiaj skutki tego co się wtedy stało, a Sophie przecież nie była winna temu, że jego życie stało się burdelem na kółkach, który wciąż ze sobą taszczył.
- Cóż się mogło zmienić? - zastanowił się na głos, opierając plecami o ścianę i wpatrując się w nią intensywnie - Drogi Malcolm nie żyje. Penelopa wciąż rozpacza, wydając kolejne stypy. Nie mogłem już z nimi wytrzymać, wróciłem do Londynu i ogarniam burdel, który pozostawił mi w spadku. Cóż więcej mogę Ci powiedzieć?
Odsunął się od ściany i naparł delikatnie na jej ramię, kierując ją w stronę łóżka w pokoju gościnnym i nakłaniając ją do zajęcia miejsca na nim, obok niego. Nie była to żadna propozycja, oj nie. Chyba po prostu potrzebował z kimś porozmawiać, a że Lorrain była akurat w pobliżu…
- Opowiedz mi o sobie. Kim jesteś, z kim się przyjaźnisz, czym jest dla Ciebie Twoja rodzina, co porabiałaś ostatnio? Mów do mnie Sophie. Chce cię posłuchać.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sob Kwi 05 2014, 19:05

Sophie zdawała sobie sprawę z tego jak często staje się obiektem seksualnych fantazji mężczyzn, pomimo młodego wieku potrafiła oszukać tym wszystkich. I dziękowała za to, że była wilą, że nie musiała siedzieć godzinami przed lustrem, by inni bili jej pokłony. Aparycja jednak nie była świadectwem tego, że warto jej ufać, że należy jej dać szczerość. Jedyne czym była w stanie Cię poczęstować to były same kłamstwa, czasem obelgi jeśli pokazała Ci swoją prawdziwą twarz. Nie była w stanie inaczej postępować. Istniała tylko jedna osoba, która budziła u niej pozytywne emocje sprowadzające się do tego, że potrzebowała chwili na zastanowienie jak obejść jego blokady, a przede wszystkim swoje by nigdy nie stracili tego kontaktu. Tej charakterystycznej nici, która odpowiada za nich, gdy nie są ukryci pod plakietkami swojego nazwiska. Sophie naprawdę czuła, że Philippe to osoba, dla której byłaby w stanie wiele poświęcić, zatem... Zatem może miała jakieś ludzkie uczucia, o których się po prostu nie mówiło, bo były prawie niedostrzegalne pod grubą warstwą piękna. Tak przynajmniej można by kluczyć pomiędzy tak, a może jednak nie... Bo przecież to wszystko domysły. Nigdy nie prześwietlisz duszy drugiego człowieka, nigdy nie przejdziesz się spacerkiem do Hadesu, by sprawdzić czy jednak mitologia miała rację, a może jednak religie... Ale to dzięki niepewności chcesz żyć dalej, odkrywać. Zachęca Cię do tego między innymi fakt, że skoro nie znasz, to może warto poznać... Tylko po to by się czasem rozczarować.
Beatrice rozejrzawszy się po pomieszczeniu spuściła wzrok na znikającego skrzata i zaraz pchnięta przez Rasheed'a rzeczywiście siadając obok niego by po prostu się uśmiechnąć. Prosił ją o opowieść? Czy byłby w stanie usłyszeć prawdę? Była potworem, torturowała tylko po to by karmić się widokiem cierpienia u kogoś innego... I nie do wiary, że w tej pięknej istocie kryje się tyle zła. Zło... Co to w ogóle jest? Nieważne. O czym rozmawialiśmy?
- Zatem masz ręce pełne roboty. Jak każdy. - Skomentowała krótko, bo przecież nie wiedziała kim jest Malcom i jaki burdel Rasheed musi ogarniać. Niewiedza bolała, zaczęła ją kolić we wszystkie narządy. Niewiedza sprawiała, że czuła się słabsza.
- Hmmm... Jestem Sophie. Na drugie mówią mi Beatrice. Używają ich wymiennie. Jestem chyba jedyną osobą, która używa swojego drugiego imienia z kaprysu. Czasem. Widziałeś moją rodzinę. Są żałosnymi kreaturami. Przyrodnią siostrę najchętniej bym zabiła. Brata bym uratowała od dziewczęcia, które chyba nie ma ani trochę mózgu. Matka chyba wariuje od genu wili, babka to samo. Nie ma tu za wiele rzeczy do opowiadania. A ja po prostu tańczę balet. - Rzuciła dość treściwie, jak na jej poematy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sob Kwi 05 2014, 19:41

Nie myślał w tym momencie nad niczym, chłonąc całym ciałem jej bliskość. Co prawda tylko obok siebie siedzieli, a on po prostu prosił ją o jakiekolwiek słowa, zbyt zmęczony własnymi, raczej przyziemnymi problemami, ale i tak to znaczyło dla niego wiele. Czuł magnetyczne przyciąganie wywoływane przez krew wili płynącej w jej żyłach nawet w tej sytuacji. Najchętniej przesunąłby palcami po jej ramieniu, napawając się gładkością i miękkością delikatnej, jasnej skóry. Wtulił nos w zagłębienie za jej uchem, wciągając w nozdrza słodki i zmysłowy zamach perfum oraz jej ciała, bawiąc się jednocześnie jej blond włosami. Smakowałby jej warg, upajając się porażającą urodą, która wręcz odbierała zmysły. Nie miałoby dla niego znaczenia, że jest tylko ćwierć wilą, bo i czemu miałoby mieć? Miała cały ich urok, idący w parze z wszystkimi negatywami, jakie tylko mogło to ze sobą nieść, a jednak nie potrafił nie myśleć teraz o niej w kategorii obiektu seksualnego. Czemu miałby przestać? Ona była piękna, a on płytki, wszystko było na swoich miejscach, a mimo tego to nie było to. Może kiedyś pokusiłby się o narzucanie jej swojej obecności i swoich przyziemnych, męskich potrzeb, ale zdecydowanie nie była to ta chwila. Wsłuchiwał się w jej melodyjny głos, chłonąc go całym sobą i na sekundę nawet przymknął powieki, otwierając się na pozostałe zmysły. Chyba dzisiaj został oficjalnym mistrzem samokontroli.
- Faktycznie, nie wydawała się być zbyt bystra - odezwał się po chwili, otwierając na powrót oczy, wybudzony z dziwnego letargu, w jaki zapadł na te kilka chwil. Niestety nie mogę sobie pogadać dalej o Penelopie, bo nie pamiętam jak się w czasie trzymały tamte wydarzenia w kontekście Szafy Nieśmiałka, ale chyba szły równolegle, więc jakoś tak ten teges. Posiedział jeszcze przy niej chwilę, a potem wstał i przeszedł w kierunku drzwi powolnym, jakby rozleniwionym krokiem.
- Za pół godziny podadzą obiad - powiedział, po czym ruszył dalej, zamykając za sobą drzwi i nawet się na nią nie oglądając. Poszedł do swojego pokoju, starając się opanować drżenie rąk. Teraz, jak już został wyrwany z dziwnego spokoju, w jaki wpędzało go towarzystwo Sophie, czuł się jak narkoman, który nie wziął dzisiaj swojej działki. Jak dobrze, że dwa kwadranse to w gruncie rzeczy niewiele. Zanim zszedł do jadalni, zdążył się ogarnąć, na nowo przywdziewając swoją maskę i kryjąc się za nią dokładnie. Odesłał skrzata po dziewczynę, a gdy już przybyła na miejsce, rozpoczęła się kolacja. Zabawne, że tych dwoje w gruncie rzeczy niewiele jadło, a strawa jaką im przygotowano była iście królewska. Wśród dań można było wypatrzeć znakomite pstrągi czy jesiotry, ravioli z kozim serem, ba, nawet pieczony żuraw się znalazł. Tradycyjne dania arystokracji, które Sharker wyniósł z domu, teraz cieszyły ich oczy i napełniały żołądki, chociaż Ślizgon raczej rozdłubywał zawzięcie swoją porcję, aniżeli cokolwiek z niej jadł, woląc rzucać ukradkowe spojrzenia na swą piękną towarzyszkę.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sob Kwi 05 2014, 22:42

Po wspólnie zjedzonej kolacji, po momencie, w którym udała się do pokoju gościnnego i została sama po prostu wyciągnęła z plecaka czystą bieliznę, czystą, jedwabną koszulę nocną nieznacznie sięgającą za jej pupę, aż wreszcie zdecydowała się zbiec na dół do łazienki, by zażyć kąpieli. Ta prozaiczna czynność zawsze pozwalała się jej zrelaksować i po prostu nie mogła nigdy tego nie przedłużyć, więc uśmiechnęła się ciepło sama do siebie, co było zupełnie do niej nie podobne. W końcu jednak zebrała się w sobie i zeszła na dół Rasheedowego domu, by odnaleźć drzwi od łazienki, a później przesunąć szklanką ściankę kryjącą prysznic. Po drodze oczywiście zrzuciła z siebie niedbale ubrania, a potem wsunęła się na kamienistą powierzchnię pod gorący strumień cieczy, która z nieznaną jej dotąd dokładnością muskała ją wodą tym samym powodując, że Soph odrzuciła energicznie włosy do tyłu i przez moment otulała się ramionami, jakby potrzebowała czyjeś bliskości, a nikt nie był w stanie przytulić jej tak, jak w rzeczywistości tego potrzebowała, więc... Cóż. Zamknęła oczy osuwając się w dobrą krainę, w której nie było Lucasa, Lunarnych i całej tej drużyny, która wzbudzała w niej więcej zażenowania niż wszystko razem wzięte do tej pory. Przesunęła dłońmi po nagim ciele wyzbywając się nawet wyimaginowanego brudu, aczkolwiek zło... Zła nie dawało się zmyć po kilku dodatkowych pociągnięciach gąbki po ciele, a nawet szczotka druciana nie była w stanie z niej tego wyplenić, więc nawet po udanym prysznicu nie była do końca czysta. Jednak otuliła się czystym ręcznikiem wpatrując się w lustro, które zaparowało. Przebrnęła po nim dłonią i spojrzała w swoje odbicie... Nawet teraz sama sobie imponowała. Wywróciła oczami zażenowana. Była cholernie zmęczona, zachwycanie się sobą było próżne. Zatem przystąpiła do energicznego wycierania się, a potem wsunęła na siebie bieliznę i delikatną koronkową koszulę, przy czym pozbierała rzeczy i zabrała je ze sobą z powrotem. Rasheeda nigdzie nie było, aczkolwiek może to dobrze. Potrzebowała się zdrzemnąć. Ułożyła się w łóżku zastanawiając się co to wszystko znaczy, dokąd powinna się teraz udać... I zasnęła na kilka godzin udając się w jeden ze swoich najczęstszych koszmarów, którym była utrata wrodzonej urody, gdy już wszyscy przestają ją cenić. Gdy ona sama nie umie już tańczyć, gdy biegnie przez opór ciemnych korytarzy i w końcu trafia na wielką łąkę, na której jest ciepło, słońce i tutaj odnajduje spokój... Jednak to wszystko zapada się wraz z nią. Znikała. A przecież jedynym jej lękiem była utrata życia...
W końcu przebudziła się przerażona i przerzuciła się na drugi bok. Nie mogła jednak już zasnąć. Zatem rozczesała powolnie włosy, aż wreszcie postanowiła przejść się samotnie do domu i w ten sposób stanęła w salonie przy oknie, zakładając ręce na piersiach i zastanawiając się, co powinno się wreszcie wydarzyć, by jej decyzje były odpowiednie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Nie Kwi 06 2014, 00:14

Rozdłubywał zawartość swojego talerza najwyraźniej umyślnie, bo zdążył zmasakrować jedzenie jak nigdy, czekając aż Sophie wstanie od stołu. Potem posiedział jeszcze kilka minut, dla upewnienia się, że wróciła już do swojej sypialni, a potem sam również opuścił jadalnie, wspinając się powoli po schodach na piętro i kierując się w swoją stronę. Nie minęło kilka kolejnych setek sekund, aby usłyszał ciche skrzypienie podłogi, na które był wyczulony.  Był tak długo sam w tym wielkim domu, że nawet najmniejszy szmer mógłby do przebudzić, nie mówiąc już o zwracaniu jego uwagi przez odgłosy kroków jego gościa, zwłaszcza przecież, że spodziewał się iż nie będzie siedziała zamknięta sama ze sobą.
Ułożył się na łóżku, żałując, że nie ma drugiej łazienki, gdyż jego myśli aż za bardzo pomykały w tej chwili do Beatrice ukrytej za zaparowaną, szklaną szybką prysznica. Domyślił się, że poszła zażyć kąpieli po oddalających się krokach. Nie było tutaj zbyt wiele pokoi, więc pole manewru było mocno zawężone. W dodatku nie powracała przez dłuższą chwilę, co tylko upewniło go w jego przekonaniu. Dał jej jednak czas, bo i czegóż więcej mogła od niego oczekiwać jak nie tego? Potem sam również wybrał się w tamte okolice, alby oczyścić się ze znojów dnia dzisiejszego, nucąc pod nosem coś, co nie brzmiało zbyt ludzko. Składało się bowiem z syków i nieprzyjaznych charkotów, wywołujących węże, od których roiło się w tej posiadłości. Jakże mogło być inaczej skoro to miejsce zamieszkiwał wężousty? Nie zwracał jednak uwagi na dziesiątki wlepionych w niego spojrzeń, również w końcu zajmując miejsce przed lustrem, które wcześniej okupowała jego tymczasowa współlokatorka.  Powiódł palcami po swojej twarzy, rozluźniając jej napięte, od ciągłego modulowania emocji, mięśnie, przesuwając również dłonią wzdłuż włosów, odchylając je do tyłu i wreszcie mącąc nieskazitelną, misternie tworzoną fryzurę. Dopiero po godzinach potrafił być autentyczny. Zupełnie tak, jakby stojąc przed lustrem, przykładał do twarzy zdjęcia, które potem przez cały czas zastępowały normalny obraz Rasheeda. Męczyło go to, ale i wiedział, że to daje mu poczucie bezpieczeństwa. Mogli go kochać lub nienawidzić, ale to w gruncie rzeczy on wygrywał całe starcie. Nie znali jego prawdziwej twarzy, więc i nie odbierał tego aż tak negatywnie jak w gruncie rzeczy powinien. Tak, miłość również była negatywem w jego pojęciu.
Wrócił do łóżka, uprzednio wciągając na siebie bokserki i rozłożył się na materacu, wpatrując się w sufit i rozmyślając. Nie wiedział ile czasu tak spędził, jednak nie mógł zasnąć, wciąż przewracając się z boku na bok wciąż i wciąż, w ten sposób spędzając najbardziej potrzebny mu czas w ciągu doby. Nie martwiło go to jednak, gdyż ostatnio nie zdarzało mu się to rzadko. Bardziej za to zainteresowały go kroki w przedpokoju. Zaintrygowany dźwignął się na nogi, wychylając głowę zza drzwi i powoli śledząc nocną spacerowiczkę. Zleciał jak na skrzydłach do salonu, zachodząc Sophie od tyłu. Jej sylwetka, skąpana w blasku księżyca go przyciągała. Nawet nie siedział kiedy zbliżył się do niej, sunąc po grubym dywanie i kierując ręce w jej stronę. Owinął je wokół jej talii, nic jednak nie mówiąc. Czyżby i tym razem odebrano mu zdolność składania logicznych zdań?

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Nie Kwi 06 2014, 00:45

Beatrice nigdy nie miała jeszcze okazji mieszkać sama, więc... Nie miała takiego doświadczenia w odnajdywaniu najmniejszych dźwięków w drobnostkach. Po prostu... To wszystko wydawało się jakieś skomplikowane. Choć uwielbiała ciszę często wchodząc do gabinetu Borrisa, gdy tego nie było. Celie nigdy nie podejrzewała ją o obecność w tamtym miejscu, a w ten sposób Beatrice była na bieżąco jeśli chodziło chociażby o finanse rodzinne. Lubiła też siadać tam na szerokim parapecie, gdzie doskonale czytało się książki... Tak. To była jej cisza, ale nie prywatna. Nie taka, w której skąpany był Sharker. Wydawało się jej, że przecież porusza się bezszelestnie. Cóż by to byłaby dla niej za niespodzianka, gdyby tylko wiedziała jak bardzo się myliła. Zatem stojąc w salonie odnajdywała się powoli w tej ciemności dostrzegając co raz więcej elementów, aż nagle poczuła jak ktoś obejmuje ją swoimi ramionami, lecz to nie był taki zwykły ktoś. Przecież nie skrzat domowy, przecież oprócz niej był tu tylko Sharker.
Płynnie obróciła się w jego ramionach, by teraz stać przed nim przodem. Przecież wiedziała jak powinna mu podziękować za nocleg i za brak pytań, które mogłyby być dla niej niewygodne. I nie dbała teraz o nic. Po prostu przesunęła dłonią po jego policzku powoli zbliżając twarz ku jego twarzy i złożyła na jego ustach pojedynczy pocałunek, który przetransformował się w kolejny, nieco dłuższy, w końcu zdecydowanie bardziej zachłanny. Przesunęła dłonią po jego nagiej klatce piersiowej zadowalając się tym rodzajem bliskości, którego swoją drogą dawno nie czuła. Czy to normalne, że właśnie w tym momencie zaczęła ścisło analizować to jak dawno nie była tak blisko mężczyzny w ten sposób? Być może nie, być może tak. Nieważne. Całowała go teraz, bo miała wrażenie, że tak powinna postąpić. Po raz. Odwdzięczyć się. Po dwa. Podzielić się swoim pięknem. Po trzy. Zabrać od niego wszystkie dręczącego lęki. Jeśli potrzebował właśnie jej, właśnie teraz, a ona sama korzystała z jego dóbr, to musiała... Musiała w pewien sposób odwdzięczyć się, zaprezentować się z tej właściwej strony. Czasem ludzie tak robią prawda?
Nie musieli chyba ze sobą rozmawiać. Pewne rzeczy po prostu się działy. Ten dom gościł dwie zagubione, przegrane dusze. Czy to dziwne, że akurat tej nocy postanowili zapewnić sobie rozrywkę? No powiedzcie. To przecież nie dziwne, to przecież żadna abstrakcja.
Wplotła dłoń w jego włosy przebiegając tam co raz palcami, może nawet za mocno zaciskając na nich dłoń, może zadawała mu ból. Kto ją tam wie... Wszystko teraz było możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Nie Kwi 06 2014, 12:18

Może i tak było, być może go raniła, możliwe, że pociągane przez nią włosy boleśnie go otrzeźwiały. Kto wie? Na pewno nie on. Ogłupiały przez brak snu i wyniszczony psychicznie pragnął bliskości i spełnienia jak jeszcze nigdy wcześniej. Tak na dobrą sprawę sam również miał problemy z określeniem w czasie tego, kiedy ostatni raz wślizgiwał się w czyjekolwiek objęcia. Stone, Saunders, Teixeira nie mieli dla niego żadnego znaczenia w obliczu tego z kim znajdował się obecnie w salonie. Opadające na plecy jasne, długie włosy, jej jedwabista skóra pod jego palcami, oszałamiający zapach. Zabawne było to jak dobrze na niego działała. Był w tej chwili tak beznadziejnie prostą jednostką, zagubioną we własnych priorytetach i chcącą jedynie seksu, zbliżenia, zapomnienia, a Beatrice… ona zdawała się chcieć mu to dać. Czyżby myślała o tym jak i on? Jako nic nie znaczącej potrzebie, tak naglącej, że nie znoszącej ani sekundy sprzeciwu? Nie wiedział tego, nie chciał się zastanawiać, ale w gruncie rzeczy mógłby tak pomyśleć.
Chłonął jej bliskość całym ciałem, przyjmując muśnięcie jej ustami niczym najlepsze z błogosławieństw, odpowiadając na nie tak entuzjastycznie jak jeszcze dawno nie miał okazji. To był tylko pusty pocałunek, a mimo tego poczuł się po nim o wiele lepiej. Był tutaj z nią, splatał się z nią w objęciach, zapominał o reszcie świata. Gdzie był teraz jego instynkt samozachowawczy? Powinien ją tutaj zostawić samą, wszak jego serce już do kogoś należało. Jak mógł przez całe życie tak mocno odpychać? Wciąż ranić, nie liczyć się z nikim innym? Wskakiwać do pierwszych, lepszych chętnych i gotowych aby go przyjąć ramion? To było niesprawiedliwe, krzywdzące, ale nie myślał o tym. Był egoistą.
Wsunął palce za linię jej koszulki, układając dłonie na jej płaskim brzuchu i sunąc nimi dalej, po biodrach, żebrach, a na końcu plecach, na które naparł, zmuszając ją do zbliżenia się do niego. Nic więcej się nie liczyło. Były tylko jej usta, które atakował zawzięcie, biorąc bez najmniejszego problemu to co chciała mu oddać, bo i już nie widział powodu, dla którego miałby ją odpychać. Odmawianie ćwierć wili? Nie do pomyślenia!
Przesunął ją sobie bez problemu, napierając coraz mocniej i zajadlej. Agresywniej popychając w stronę drzwi i wypychając ją do jadalni. Kurwa, chciał ją wziąć na stole…

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sob Kwi 12 2014, 22:37

Kochaj ją. Masz powód. Jest piękna. Z jej oczu zerka pożądanie, oddanie, nieprawdziwa szczerość, do której chcesz wejść całym sobą, ale brak tam miejsca, więc wkładasz tylko nadzieje. Jest hipnotyzująca. Mówi ciałem. Mówi, bo gdy kładzie dłonie na Twojej szyi wyciąga cały lęk z głowy. Wpierw rozbiera Cię emocjonalnie nie zwracając uwagi z jakich emocji jest uszyta marynarka Twoich łez, słów, których nie chciałeś nigdy powiedzieć. Ma plan. Nauczy Cię czuć, bo wie, że tak należy. Należy współżyć, egzystować, ale nigdy po sąsiedzku. To za blisko. Jeszcze zobaczysz parę obrazów, których Twoje oczy nie powinny widzieć, bo gardzą. Tonęła w jego ramionach dając się dotknąć, smakować i doskonale wiedziała, że może czasem nie ma się wyboru. Dała się poprowadzić do jadalni, w której bez ogródek usadził ją na stole po chwili zmuszając do tego, by ułożyła się wygodnie, a on mógł rozpocząć wędrówkę dłoni po drobnym ciele, które zaraz całował. To było przyjemne. Beatrice przymknąwszy powieki rozkoszowała się ciepłem drugiego ciała, które ocierało się o nią co raz gwałtowniej, w co raz odważniejszych pieszczotach. I może przez jakiś czas była bierna, doskonale jednak wiedziała do jakiego poziomu fascynacji go doprowadza, gdy on widzi nagą ćwierć wilę poddaną jego pieszczotom, które doprowadzają ją do konsternacji, ale jak długo można być biernym? Pociągnąwszy go ku sobie zatopiła się w pocałunku przez który przebijały się gorzkie uczucia wymieszane z chęcią bycia obok. W końcu jednak dochodzi do momentu, w którym on wypełniwszy ją całkowicie istniał w niej w co raz gwałtowniejszych ruchach, które przeradzały ich ciała w jednostajny rytm, przez który można było doszukać się pożądania w najgorszym jego wydaniu. Brutalnym, bo nie znoszącym przerwy i co raz szybszym pociąganiu siebie nawzajem, aby w końcu opaść i dać sobie spokój. A potem rozpocząć ten taniec od początku.
Wszak ta noc nie ma prawa być spokojną.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 25 2014, 17:59

Omal się nie udławił tą bezpośredniością Sharkera. Ale zaraz uśmiechnął się leciutko, troszkę łobuzersko, poruszając przy tym brwią w dość znaczący sposób. Skoro chciał... hłe hłe.
-Ale, jak będziesz jeszcze trenował Quditicha to w ogóle nie będziesz miał dla mnie czasu- udał naburmuszonego, wydymając zabawnie wargi. -Mogę ci zrobić trening personalny. Jeśli dasz radę- dodał, chcąc trochę się z nim podroczyć, po czym wstał grzecznie. Pozwolił mu się nawet ciągnąć, a co.
-Na razie- mruknął i nim zdążył powiedzieć cokolwiek innego już się teleportowali. Filip nie robił tego zbyt często i musiał przyznać, że uczucie towarzyszące takiej podróży wciąż budziło w nim pewien niepokój. Skręcał mu się żołądek, w głowie szumiało, jak po dobrym winie. Zdecydowanie bardziej wolał przemieszczać się na piechotę albo na miotle. Ewentualnie pociągiem. Nie lubił teleportacji, a do egzaminu podszedł jedynie, by mieć święty spokój. No i bo to jeszcze równie bywa, lepiej umieć takie bajery.
-To twoja chata?- zamrugał oczyma, gdy ukazała się przed nimi sporych rozmiarów willa wręcz. Rodzinny dom Stone'a wyglądał przy tym, jak obora albo chatka ogrodnika, czy coś w tym stylu. -Czemu mi nie powiedziałeś, że kupiłeś dom?! Też chcę!- zawołał radośnie, sam zapraszając się do środka. Poczekał aż Sharker otworzy drzwi i wparował, jak burza, chłonąc wszystko wzrokiem i co chwila wydając ciche westchnienia. Tak z zachwytu.
Pospiesznie ściągnął buty i wyłożył się na kanapie, opierając łeb na zagłówku. Wyciągnął ramiona w stronę chłopaka.
-Sharker. Chodź do mnie- poprosił, pół leżąc pół siedząc na tej kanapie. Chodź do taty, bejbs, na kolanka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 25 2014, 19:00

A niechże się dławi! Jeszcze może nie jeden raz będzie miał okazję, aby udławić się czymś od niego… ciastkiem na przykład! Oj ja już wiem co wam do głowy przyszło. Przecież mógł mu także podać wino do picia bądź obiad, wszak jego skrzatka kochała gości. Mogła wtedy uwijać się godzinami w kuchni, podśpiewując sobie wesoło, bo przecież Rasheed zazwyczaj tam nie zaglądał. Nie czuł potrzeby, wszak wszystko co mu podawano było wyśmienite, idealnie dopasowane do jego upodobań, ale skoro lubił raczej mało jeść to jakże mogła taka pomoc domowa się przy nim wykazać? Musiała się tutaj okropnie nudzić, dlatego, gdy tylko przekroczyli próg domu, Ślizgon rzucił w jej objęcia ich okrycia wierzchnie, samemu powoli zdejmując buty i kierując się niespiesznie za nim.
- Och, widzę, że komuś się spieszy - zadrwił sobie z niego, ale posłusznie zbliżył się do kanapy, siadając na niej powoli.
- Przynieś nam butelkę Smoczej Krwi - rzucił do skrzatki, a gdy ta zaczęła wbiegać po schodach zawołał jeszcze - I mineralną.
Alkohol był niezbędny na każdej imprezie, a skoro już byli u niego, to mógł Filipa poczęstować jednym z najlepszych alkoholi, jakie kiedykolwiek poznał dzięki ojcu. Właśnie, a skoro o nim mowa.
- Widzisz, dostałem go w spadku. Kiedyś miał tak czy siak być mój, ale z racji tego, że musiałem opłacić wszelkie zaległe opłaty, jakie pozostawił po sobie mój świętej pamięci tatusiek, trochę odbiło się to na mojej kieszeni. Niemniej jednak można uznać, że go kupiłem, a nie powiedziałem Ci bo… bo w gruncie rzeczy już się wtedy do siebie nie odzywaliśmy. Potem był ten miesiąc, w którym szkoliłem się do Złotego Sfinksa i sam rozumiesz. - przerwał na chwilę, aby dać skrzatce możliwość na postawienie na stoliku alkoholu i wody, wraz z zestawem drogich kieliszków i magiczną miseczką na lód. Włożyła w nią Smoczą Krew, a potem skłoniła się i zaczęła wycofywać w stronę kuchni.
- Nie przeszkadzaj nam - powiedział jeszcze za nią, dość cicho, ale był pewien, że zrozumiała, bo ledwie zniknęła za drzwiami, a już rozległ się cichy trzask deportacji. Prawdopodobnie była teraz w Szwecji na zakupach spożywczych. Och, jak ona dobrze wiedziała, jak bardzo Rasheed lubił swoją rodzimą kuchnię. Rozlał alkoholu do kieliszków, powąchał, a następnie napił się, pozwalając bogatemu bukietowi wina na rozlanie się po jego przełyku. Potem cofnął się i oparłszy plecami o oparcie mebla, spojrzał na Kanadyjczyka z władczym uśmieszkiem, machnąwszy na niego krótko ręką.
- Proszę bardzo, czekam

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Pią Kwi 25 2014, 23:31

-Ja pierdzielę. Skrzat domowy? SERIO? Jest coś, czego nie masz?- zapytał, a było to pytanie czysto retoryczne, bo nawet nie czekał na jego odpowiedź. Dom Rasheeda to był dla Filipa istny obłęd. Sam chciałby w takim mieszkać. Możecie się śmiać, ale dla kogoś kto spędził połowę swego życia cisnąc się w pokoju z dwoma braćmi to tyle przestrzeni było wprost nie do uwierzenia. Z niego to taki prosty chłopak był.
-Fajny spadek- mruknął, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę irytacji pomieszanej z zazdrością i smutkiem. Bo on nigdy nie będzie miał takich luksusów. Takich domów, takich drogich kanap i dywanów. Na kolejne pojawienie się skrzatki zareagował z równym zdziwieniem, co poprzednio, ale tym razem rzucił jeszcze szybkie "dziękuję", zanim ta odeszła. Położył dłonie na kolanach, bojąc się w ogóle sięgnąć po kieliszek, by go nie zbić albo coś. Ta cała "bogata" otoczka go przerażała, co z łatwością Rasheed mógł wyczytać z jego twarzy.
PFFFF, co on? Macha na niego łapą, jakby Filip był jakimś kundlem? Prychnął rozzłoszczony i położył dłoń na piersi chłopaka, dociskając go do oparcia kanapy. Mocno, jak najmocniej. Następnie pochylił się w jego stronę i ugryzł delikatną skórę na szyi Ślizgona. Dłoń, która dotychczas spoczywała na kolanie Filipa przeniosła się na to sharkerowe i zaczęła wspinać się na górę, po udzie. Druga dalej macała pierś i brzuch Rasheeda. W końcu Filip syknął cicho, gryząc jeszcze raz jego szyję i ucho, a potem bezczelnie rozsiadł się na jego kolanach i objął jego szyję ramionami, by równie bezczelnie wbić się w jego wargi.
-Obiecuję, że już nigdy nie pomylę cię z dziewczyną- szepnął i zaśmiał się cicho, wprost w usta chłopaka, przesuwając palcami po policzku Sharkera, drapiąc go przy tym delikatnie. Zaraz po tym podciągnął w górę jego koszulkę, badając dłońmi nagą pierś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sob Kwi 26 2014, 18:22

Pytanie retoryczne czy nie, Rasheed nie mógł powstrzymać się od oddzielenia mu odpowiedzi.
- Sumienia - rzekł wtedy i uśmiechnął się naprawdę paskudnie. W gruncie rzeczy wcale go nie okłamywał, bo jego priorytety zdecydowanie rozmijały się z tymi, które posiadał Filip, no a przynajmniej tak to działało w tej wersji, którą znał Ślizgon. Machnął niedbale dłonią na jego wzmiankę o fajnym spadku, krzywiąc się nieco.
- Daj spokój. - mruknął, a wyglądał tak, jakby naprawdę był co najmniej poirytowany tym co powiedział. - Nienawidzę tego domu.
Nie kłamał. Odkąd tylko zamieszkał sam, co najmniej połowę nocy spędzał na bezsensownym przewracaniu się na materacu bądź błądzeniu po domu, który znał już na pamięć. Nie potrafił odnaleźć się w nowej sytuacji i to męczyło go aż do teraz. O wiele łatwiej było wszystko ogarnąć, dopóki żył Malcolm… Roześmiał się krótko, widząc jego minę, gdy spoglądał na kieliszek.
- Nie bój się, że coś stłuczesz - powiedział łaskawie, a potem uśmiechnął się perfidnie - To rodzinna pamiątka po prababce. Nienawidzę ich równie mocno jak tej chaty, ale skrzatka zawsze przynosi właśnie te, a ja jestem zbyt leniwy żeby sam pójść po inne, a szkoda, bo mam takie z… ej!
Nie miał jednak zbyt wiele okazji do tego, aby dokończyć, bo Filip popchnął go na kanapę i bezceremonialnie przywłaszczył sobie jego kolana. Sharker roześmiał się tylko, pozwalając mu na chwilę przejąć dominację, ale w gruncie rzeczy nie potrafił zbyt długo pozostawać biernym, zwłaszcza czując jak gryzie go w ucho. Zasyczał coś w wężomowie, przebiegając palcami wzdłuż linii jego kręgosłupa, z ochotą smakując zaraz jego warg.
- Trzymam za słowo - mruknął jedynie, pozwalając mu na dotknięcie jego klatki piersiowej, a samemu znajdując sobie zajęcie dzięki wpleceniu palców w jego włosy. Przeczesał je kilkukrotnie, delikatnie, układając w taki sposób, w jakim podobały mu się najbardziej, by zaraz pochylić się do niego i zmiażdżyć wargi w brutalnym pocałunku, gdzieś po drodze go za te włosy również ciągnąc i wpychając siłą w swoje ramiona, nie pozwalając mu na kontemplację jego nagiego brzucha czy torsu.
- Mój - przywłaszczył go sobie na głos, bezceremonialnie ściągając z niego górną część odzieży i niedbałym ruchem odrzucając ją za siebie, by zaraz chciwie przesunąć rękoma po jego skórze. Cóż, jeśli Filip chciał spełnić jego prośbę to chyba będzie musiał wymyślić jakiś sposób na zadowolenie go, bez zmuszania do nawet sekundy uległości, bo Sharker nie miał zamiaru stracić pozycji seme w tym związku.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Rezydencja Sharkera   Sob Kwi 26 2014, 20:24

-Ach. Tak- wywrócił oczyma. I serca, dodał w myślach. Choć, gdyby nie ugryzł się w język i powiedział to na głos to Rekin zapewne by się nie przejął. Czemu? Bo to prawda, oboje to wiedzieli. Nie skomentował za to kolejnych słów chłopaka. Nie miał mu za złe, że w ten sposób wyraża się o tym miejscu no bo przykre wspomnienia i te sprawy.
-Powinieneś dbać o takie pamiątki- zaprotestował. Ale w końcu ostrożnie chwycił w dłoń kieliszek i upił łyk trunku. Tu wszystko smakowało jakoś tak inaczej, na bogato, hłe hłe. Ta atmosfera go wręcz dusiła i chętnie przeniósłby się do dormitorium albo pokoju wspólnego, gdzie było tyyyle dobrych wspomnień. HI HI.
-Twój- potwierdził szeptem. Nie protestował, gdy chłopak pozbawił go górnej części garderoby i jedynie napiął wszystkie mięśnie (taka klata, hohoho) pod jego dotykiem. Już dawno powinien był do tego przywyknąć, w końcu to nie pierwszy raz, gdy jest z kimś tak blisko, a już zwłaszcza z Sharkerem. Wciąż jednak jego usta, dłonie, brzmienie głosu, czy delikatny uśmiech potrafiły przyprawić go o szybsze bicie serca. A teraz nie tylko ono zachowywało się inaczej. Przyspieszył oddech Puchona, krew jakby szybciej krążyła w żyłach, odpływa w dół w wiadome rejony, czego skutkiem był nieznośny ból.
Przesunął się na kolanach Ślizgona, ocierając się o niego całym sobą. Ramieniem objął jego pas, nisko, na wysokości bioder, a wolną dłonią podciągnął koszulkę w górę i niemalże zmusił go do ściągnięcia jej, w czym oczywiście sam chętnie pomógł.
-Sprzedaj ten dom. I ucieknijmy gdzieś razem- mruknął do jego ucha, zaraz potem go w nie całując. Powiedział to bardziej pod wpływem chwili, emocji niżby naprawdę miał takie plany na przyszłość. Oczywiście, chciał z nim żyć, ale taka ucieczka to chyba nie był zbyt dobry pomysł.
Musnął ustami raz jeszcze jego ucho, a potem policzek i szyję. Pochylił się nad jego piersią, obejmując nogami biodra Ślizgona, by nie spaść dupą na twardą podłogę i przesuwając palcami po jasnej skórze chłopaka. Zataczał małe kółeczka wokół sutków, delikatnie wbijając paznokcie na dole, w okolicach podbrzusza, co chwilę powtarzając, jaki Sharker jest piękny. Wiedział, ze to dodatkowo wprawi go w dobry nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Rezydencja Sharkera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
domy jednorodzinne
-