IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Stara Rudera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Hogsmeade, Wielka Brytania /George Town, Cayman Islands
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 11
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7724-winter-teixeira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7725-i-ll-be-your-winter#214705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7727-pixiebella-masz-wiadomosc#214759
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7726-winter-teixeira#214719




Gracz






PisanieTemat: Stara Rudera   Sob Kwi 05 2014, 00:15

First topic message reminder :


Stara Rudera


Na co dzień jest to miejsce, w którym ponoć straszy, nikt jednak nie ma świadomości tego, że cokolwiek tutaj się wydarzy jest magiczne. Kiedyś ta rudera należała do jednego z zielarzy, który ponoć pędził bimber, dlatego też unosi się tu zapach alkoholu. Inni zaś uważają, że w tym miejscu była stajnia dla koni i jednorożców, a każdy kto tu wpadnie ma wrażenie, że chodzi po magicznym łajnie. Nikt nie ma świadomości, że ta rudera co jakiś czas jest zamieniana w przepiękne miejsce, które staje się idealne na imprezy plenerowe dla uczniów Hogwartu.
Kilka metrów od zniszczonego budynku znajduje się jezioro, a kawałek dalej, docieramy do przepięknego ogrodu, jednak rośliny, które tam rosną nigdy nie były w stanie utrzymać się zbyt długo w obrębie tego miejsca, wszak jednorożcowe łajno nie służy, niektórym kwiatom.



Ostatnio zmieniony przez Winter Teixeira dnia Pon Kwi 14 2014, 17:40, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Veurne, Belgia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 280
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3538-cyril-delvaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3539-like-a-puppets-on-a-string
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8056-milord
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7885-cyril-delvaux




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Nie Kwi 06 2014, 23:42

- A, o tym śpiewaniu mówiłaś - mruknął po chwili, słysząc z wnętrza kieszeni stłumiony głosik dementora. No nic, miał przynajmniej nieco mniej irytujący dźwięk od nieszczęsnego Puffka. Spojrzał na Jeanette z wyczekiwaniem, unosząc brwi.
- Halo, drink. Co ty tu jeszcze robisz? - zapytał z niezadowoleniem, po czym potrząsnął lekko za jej ramię, jakby chciał zobaczyć, czy w środku coś grzechocze, a jego niewolnica jest zepsuta.
Bardzo rozczarowany lenistwem swojej służącej, przeniósł na chwilę spojrzenie w grających w butelkę. Jakiś Krukon właśnie zdradzał, bardzo inteligentnie rzecz jasna, bo przy Hampsonie, swe sekrety dotyczące ćpania. One też na pewno wszystkich zdziwiły, skoro pół uczniów Hogwartu marnowało się na używkach. Cyril wywrócił oczami, gotów już skomentować to w jakiś kąśliwy sposób, lecz nie zdążył, bo butelka wskazała na niego, a Friday kazał mu się rozebrać.
- W innych słowach, po prostu nie jesteś dość kreatywny, by wymyślić jakieś własne zadanie? - zapytał, wzdychając. Krukon mógł zrobić przysługę sobie i innym, zachowując striptiz dla jakiejś ponętnej dziewczyny z butelkowego kręgu. Nie to, że Cyril nie był ponętny, ale takie powielanie zadań jest dość nudne. Zwłaszcza, że przed chwilą zrobił to już ktoś inny, a Hampson kręcił się w pobliżu i wywala z imprezy za ściąganie nakryć wierzchnich. Zadanie to jednak zadanie, musiał je wykonać.
Wstał, kiwając głową do wiejskiej muzyki, która rozbrzmiewała na błoniach. (serio, MG, ona tanczy dla mnie? xd). Wycelował palcem przed siebie i przenosząc rytmiczne podrygiwanie na całe ciało, okręcił się wokół własnej osi, wskazując palcem (w)skazującym na wszystkich w okręgu. Wydął przy tym usta w podkówkę jak tani striptizer i zmrużył seksownie jasne oczęta. Przy podbiciu rytmu w piosence zaszalał już całkowicie, pociągając za koszulę. Guziki wystrzeliły na wszystkie strony, a Ślizgon ukazał swój zajebisty, wydepilowany tors. Koszulę rzucił na twarz Żanetki. Niech pozszywa. Potem seksownym, tygrysim chodem podszedł ku Piątkowi i co by ukarać go za przydzielenie mu takiego zadania, usiadł mu na kolanach, dalej wydymając usta w podkówkę. Gdy nabawił się już wystarczająco jego kosztem, ponownie wstał, powoli rozpinając guziki spodni. Zaprzestał jednak tej czynności, by podejść do Charlie, Arienne i Shenae, i zatańczyć przy tej ostatniej z tym samym, idiotycznym wyrazem twarzy. Ciężko było mu jednocześnie ocierać się o nią i  zachować powagę, patrząc przy tym na jej minę, więc wrócił się do Żanetki, pozwolił spodniom opaść do kostek i wraz z finałowym akordem piosenki, uderzył się lekko w dłonią pośladki i teatralnie otworzył szeroko usta ze zdziwienia.

Ok, nie oszukujmy się. Okazało się, że definitywnie ma w tym talent!
Po NIEWĄTPLIWYCH BRAWACH, ubrał się z powrotem, posyłając uśmiechy wszystkim fanom, skarcił Jeanette za niedoszycie guzików do koszuli, gdy on harował ciężko w robocie, po czym zadeklarował wszystkim głośno, że bokserki też może zdjąć, lecz tylko na prywatnym pokazie, a za ten przed chwilą płacą po sto galeonów na głowę.
Popełniwszy już, w tenże spektakularny sposób, towarzyskie samobójstwo, sam zabrał się za kręcenie butelką. Padło na jakąś młodą Ślizgonkę, której imienia nie znał, ale ktoś podszepnął mu, że to Katherine Russeau.
- To co, może się rozbierzesz? - zaproponował najpierw, uśmiechając się złośliwie, bo miał jej wyznaczyć jakieś szalone zadanie. - Nie, nie. - Szesnaście lat? O, no proszę, to chyba mogliby go nawet wsadzić za takie polecenie, hehe. Można było wydawać takie długozasięgowe? Zażyczyłby sobie, by była jego służącą. Już trzecią. - Pięknie wyglądasz - zaczął od komplementu, skłaniając lekko głowę. - Musiałaś spędzić sporo czasu, robiąc makijaż, wybierając sukienkę. No to teraz zmywaj z siebie to wszystko, wiąż włosy w kitkę iii... dres! Dres. Poszukuję dresu. - I już jakiś zdolny adept szkoły transmutacji wręczył mu dresową bluzę, która przed chwilą była kubkiem i dresowe spodnie, robiące sekundę temu za gruszkę. Rzucił ciuchy w stronę dziewczyny, uśmiechając się do niej szeroko. - I przebieraj się. Do końca gry. Albo imprezy, jeśli ci się spodoba - mrugnął do niej wesoło i rozsiadł się znów wygodnie. Pewnie wszyscy pomyślą, że jest okropnym Ślizgonem, no ale hej, trochę pikanterii w tej grze w butelkę, a nie ciągle rozbieranki.


impedimento, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pon Kwi 07 2014, 15:04

Uśmiechnęła się krzywo do Arienne. Oj no, niech już się jej biustu nie czepia. Dźgnęła ją bez przekonania w bok stając kawałek od niej.
Nie  przy ludziach, Levi — skwitowała to w ten sposób, jakby Arienne powiedziała coś zbereźnego, a nie właśnie weszła jej na ego. Choć akurat ich wymianę zdań D’Angelo zwykła traktować z przymrużeniem oka.  Westchnęłaby, nieco znużona przebiegiem gry w butelkę, ale zamiast tego przechyliła głowę na bok, patrząc się z ukosa, w tylko sobie znanym kierunku. Do jej uszu dochodziła krótka wymiana zdań między Arienne, a Charlie. Sama milczała, nie chcąc się mieszać w sam jej środek. Konwersacja, która prowadzona była wokół rzeczy codziennych, tak zajebiście nudnych, nie sprawiała jej żadnej przyjemności. Mogłaby pociągnąć grę słów z Cyrilem, ale on szybko zrezygnował. Nie chciał w to wchodzić. Jego strata. Określiła go w pamięci na jeszcze bardziej nużącego niż w opinii, jaką uzyskał po spotkaniu w łazience. Odłączyła się od towarzystwa, taksując spojrzeniem ludzi przy stolikach. Zupełnie nieznane sobie persony. Nie każdy miał ten zaszczyt, że kojarzyła jego nazwisko. Pamiętała tylko tych, którzy rodzili wokół siebie jakąś aurę godną jej zainteresowania. Odetchnęłaby ciężko, mocno znudzona, gdyby nie trzeba było przy tym okazać za wiele emocji, więc ograniczyła się tylko do powrócenia mocno sfrustrowanym tą bezczynnością, spojrzeniem do ludzi grających w butelkę. Bez wyrazu obserwowała poczynania Emrysa, który już chwilę później, świecąc tyłkiem wbiegł między stoliki. Podążyła za nim spojrzeniem raczej tylko zainteresowana reakcją ludzi wokół, niż samym chłopakiem, prezentującym swoje wdzięki. Zaciekawienie straciła kiedy przyszła kolej na zwierzenia Piątka. Nuda, nuda, nuda. Miała właściwie już odchodzić, w momencie, w którym zaczął się striptiz, ale zatrzymał ją Cyril, który wyrósł najpierw przed Ari i Charlie, a potem wprost przed nią. Zatrzymała się gwałtownie, posyłając mu w jednym momencie piorunujące spojrzenie. On żartował, prawda? Przeciągnęła po nim spojrzeniem, uśmiechając się kwaśno, jakby jej to nie ruszało, choć miała ochotę skręcić mu kark. Zamiast tego, splotła ręce na piersi, żeby czasem ją do tego nie kusiło.
A jednak, miałam rację, ze nic tam nie masz — rzuciła zniechęcając go do jego perfidnej gry, z obojętnością wpatrując się przez chwilę w jego bokserki, powoli uwalniane spod spodni i posłała mu ironiczne spojrzenie, przewracając w końcu oczami, kiedy, ku jej nieokazanej uldze, oddalił się w kierunku Jaenette.
Tego nie chciałabym doświadczać ponownie — mruknęła widocznie niezadowolona w kierunku Arienne, albo i Charlie. W sumie było jej wszystko jedno, która zareaguje, o ile w ogóle zamierzały jej odpowiadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pon Kwi 07 2014, 16:53

Echo odebrała zwitek, rzucając Loganowi ostatnie spojrzenie, nie mniej podejrzliwe niż kilka ostatnich. Treść listu wcale jej nie ucieszyła, choć pewnie w innej sytuacji uznałaby ten żart za średnio śmieszny i może nawet skwitowała go śmiechem. Teraz nie mogła, bo denerwowała się coraz bardziej. Świetnie, w tym momencie brakowało jej tylko głupich żartów prima aprilisowych. Mogłaby rozładować sytuację, bo atmosfera nieubłaganie się zagęszczała, ale nie zrobiła tego. Koniec wzmianek o wykałaczkach w brodzie, nadchodzi nowa era! Zignorowała pierwszą część wypowiedzi, oddając Gryfonowi liścik. Jednak jego ton i kolejne słowa aż ją tknęły, tak że nie mogła się powstrzymać. Przeprosiny, niestety, puściła mimo uszu.
- Jasne. Wydawało mi się, że to ja o kimś nie wiem - burknęła, odwracając głowę i mrugając chwilę. Szklane oczy były wrogiem numer jeden! Było jej okropnie przykro i zaczynała żałować, że cokolwiek proponowała. Miała małe wyrzuty sumienia, bo mimo wszystko zwlekała z listem, ale dziwnym trafem znikały momentalnie.
- Uhm, okej - zgodziła się, wstając szybko. Skrzyżowała ręce i wciąż miała lekkiego focha. Niestety, takie dziewczę z niej było. W każdym razie czekała na sugestie, gdzie mogą się wybrać.

/ztx2
napisz gdzieś xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Wto Kwi 08 2014, 17:03

Życie moi drodzy, życie. Oliver zmiennym jest, jednak nie zamierzał sobie dzisiaj psuć humoru przez jakieś sceny i nieprzyjemności, więc po prostu cieszył się chwilą i towarzystwem Scarlett, która chwilami mogła go onieśmielać swoim wdziękiem. Ale przecież jeszcze roku temu zanurzał się w tym całym sobą. Piękne kobiety, wieża Gryffindor, leki, tableteczki, eliksiry... Wszystko co chciał to miał. Karmił pewnością siebie innych, bo miał jej aż zanadto, gdy po każdej tabletce stawał się nadpobudliwy i wychodził naprzeciw każdego nauczyciela, by udzielić mu rady jak dbać o swoje kochane uczennice czy coś takiego. Czasem nawet rzucił coś świńskiego o partnerce, która leżała tuż obok niego poprzedniej nocy, a teraz musiała pisać teścik. Taki był dobroduszny, że chciał ją usprawiedliwić, ale potem... Potem ich związek zwykle burzowo się kończył. Teraz jednak był inny. Wolny od tabletek z osłabionym układem odpornościowym i krzywo bijącym sercem. I wszystko co mu zostało to wspomnienia, czasem gorzki pożałowania wyraz twarzy, szczególnie gdy nie wiedział co powinien już zrobić. Teraz jednak cieszył się z jej towarzystwa i pewnie odrzuciłby jakąś uroczą uwagą, gdyby swoim towarzystwem nie zaszczycił ich dyrektor Gareth Hampson, który zaraz chciał mu porwać blond prefekt w ślizgońskim odzieniu herbowym, ale Oliverek pociągnął za dłoń Scarlett, gdy ta skończyła sobie ucinać pogawędkę z najwyższą władzą w szkole i wyjaśnił jej pokrętnie, że ktoś tam chyba potrzebuje pomocy. I rzeczywiście dwójka czwartoklasistów brała się do walki, bo coś tam, ale Oliver i Scarlett, zawsze na służbie i oto pokonali całe zło jednocześnie mogąc oddalić się hen daleko.
- Powinnaś zrezygnować z tej odznaki, za dużo kłopotów! - Poradził jej wspaniałomyślnie, bo przecież uważał, że naprawdę powinna przemyśleć to i zastanowić się czy chce się jej rozwiązywać problemy całego świata. Na całe szczęście dobry Oliver pomyślał o wszystkim i tak oto postanowił zabrać ją do małej przytani, gdzie mogli wziąć sobie łódeczkę by wypłynąć daleko na środek od wszystkich dzieciorów. Nie żeby nie kochał dzieci, dzieci są przecież takie kochane!

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Wto Kwi 08 2014, 17:14

Oczywiście, chłopak miał rację. Dziewczyna spędziła trochę czasu przygotowując się na to przyjęcie, spotkanie z ludźmi z wymiany. Spotkania z wygranymi. Była wściekła, że nie udało jej się zagrać, ale to sobie jeszcze odbije. Gdyby udało jej się zagrać, mogłaby teraz być zwyciężczynią, a tak przegrali. Chyba, że przegrana ich, była z góry założona. Przy wejściu dostała breloczek przedstawiający figurkę jednorożca. Ponoć symbolizował szczęście. Odstraszał złe moce, a tym samym pomagał przy egzaminach. Tego nie wiedziała, ostatnio jednak zmarł jej ukochany dziadek i trochę szczęścia jej się przyda. Nie wierzyła jednak w takie zabobony jak breloczki. Schowała jednorożca do kieszeni spodni. Nie założyła jak przeciętna dziewczyna ślicznej sukienki. Była typem sportowca, a spotkać w sukience to można było prędzej jej siostrę bliźniaczkę aniżeli Katherine. Tak więc Kattie miała na sobie spodnie z wysokim stanem z jakiegoś nieznanego jej rozciągliwego i przyjemnego w dotyku materiału oraz bluzkę z delikatnego materiału niczym mgiełka narzuconą na czarny stanik, prześwitujący z kolei przez materiał bluzki.. Włosy w pięknych falach potraktowane magicznym lakierem na lepszą trwałość. Tylko takie znała. Usta pociągnięte lekko błyszczykiem, oczy tuszem do rzęs. No i tyle z całego kobiecego makijażu. Była piękną i bez niego. Znalazła wcześniej wzrokiem Ambrożego więc podbiegła do niego przytulając go i witając się z nim. Była po prostu miła. To wszystko. Lubiła tego chłopaka, ot tak po prostu. Za nic, miał szczęście. Potem ruszyła do gry w butelkę, gdy padło na nią i jakiś chłopak zaczął do niej mówić, to szybko zapytała się kto to jest. Osoba obok powiedziała, że to Cyril. Uśmiechnęła się więc do niego.
-Ty już się rozebrałeś wcześniej, miałabym do ciebie dołączyć? Zabawmy się tak jak Adam i Ewa w Raju. Zdejmiesz przede mną bokserki? Wątpię, że cię stać na taki wyczyn. Zależy też od tego czy masz sprzęt, którym warto chwalić się przed dziewczyną- powiedziała pewnym siebie tonem po czym posłała mu buziaka. Ona szesnastka, której nie wolno ot tak tknąć? Ślizgon chyba nie wiedział jeszcze o niej zbyt wiele, albo też historie o jej wyczynach jeszcze do niej nie dotarły. Nagle zmienił zdanie. Zaczął coś mówić o makijażu, włosach, sukience. Kazał jej przebrać się w dres i paradować tak do końca imprezy. Cóż, jeśli takie było wyzwanie? Nie było jej to na rękę, wolała swój obecny elegancki strój. No ale cóż było robić, przyjęła zakład.
-Jestem Znikaczem, bardziej interesuje mnie sport niż paradowanie niczym modelka kochanie- wymruczała po czym podeszła do niego bliżej, a gdy już stała na przeciw niego to zaczęła się po prostu rozbierać. Najpierw pozbyła się bluzki zostając teraz na samym staniku. Potem schyliła się powoli w dół by zdjąć najpierw jednego, potem drugiego buta, opierając się przy tym wolną ręką o chłopaka. Później zdjęła spodnie ukazując wszystkim tu obecnym swoje czarne koronkowe figi. Chwilę potem wciągała już jednak dresowe spodnie i bluzę, która nie była zapinana na zamek ale wciągana przez głowę. Szybko rzuciła w tłum hasło, że musi zmyć tusz z rzęs więc jakaś podekscytowana dziewczyna, bodajże z trzeciego roku podała jej płyn do demakijażu i płatki. Szybko pozbyła się tuszu.
- I jak teraz wyglądam? Nadal śliczna i nadal pewnie masz na mnie ochotę, ale nie powiesz tego otwarcie prawda?- zapytała zbliżając swoją twarz do jego twarzy i dając mu szybkiego całusa w usta.
-To tak w gratisie- oznajmiła po czym zwinęła ciuchy i wrzuciła je do swojej torby. Butów nie założyła na powrót. Nie pasowały do tego stroju, ale było tu na tyle dobre podłoże iż mogła paradować boso. Na pewno zaskoczyła niedobrego Ślizgona, pokazując mu, że ona jest tą niegrzeczną Ślizgonką. Usiadła z powrotem na swoim miejscu. Wiedziała, że chłopak do niej wróci i będzie chciał więcej, była tego pewna. Chyba, że pozwoli by Ambroge mu ją odbił wcześniej. Zakręciła butelką, a ona wskazała jej na Margaret Reeve. Spojrzała na nią z szerokim uśmiechem na twarzy. Zaczynała się naprawdę dobrze tutaj bawić.
-Kochana, nie sztuką jest powiedzieć, że potrafi się góry przenosić. Oczywiście to przenośnia, żeby nie było- zaczęła się przy tym śmiać.
-Zrób coś, czym mnie naprawdę zaskoczyć. Ma być to jednak godne poświęcenia.Od razu powiem, że Rozbieranie, całowanie, czy też masturbacja na oczach innych nie zrobi na mnie wrażenia bo to już widziałam. No to do dzieła Margaret. Wysil szare komóreczki i pokaż nam coś fajnego- powiedziała zakładając ręce na piersi i czekając na to co gryfonka zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Wto Kwi 08 2014, 19:58

Pożegnanie. Zwykłe słowo, a tak wiele tęsknoty w sobie mieści. Przynajmniej dla osób sentymentalnych. Ale pamiętajmy, że Margo wcale taka nie była i jej to jakoś specjalnie nie zmartwiło, że przyjezdni wracają do domu. No, może trochę. No bo na przykład taki Jack... albo Penelopka, którą poznała na feriach... wolałaby ich w szkole, zamiast niektórych Hogwartczyków, którzy doprowadzali ją do szewskiej pasji. Oczywiście nie mam tu nikogo konkretnego na myśli. Bez obrazy i takich tam. Gdy przygotowywała się do wyjścia, dużo nad tym myślała. Zastanawiała się, kto wyjedzie, kto zostanie z jej znajomych... szczególnie interesowały ją osoby, które nie wzięły udziału w meczu. Dużo plotek chodziło o problemach w drużynie Kanadyjczyków, choć Maggie nie przywiązywała do tego większej wagi. Wolałaby zapytać kogoś wprost, choć to też mogłoby być chamskie. "Hej, podobno jakieś spiny były u was w drużynie?" - brzmiało to strasznie wścibsko i bezceremonialnie, a choć Maggie nie raz i nie dwa popełniła jakąś gafę, to jednak potrafiła wyczuć, czego raczej nie powinna mówić.
Wracając do tematu, przyszykowanie się na pożegnalną imprezę nie zajęło jej zbyt wiele. Założyła na siebie szary T-shirt z logiem zespołu Czochrający Puszka i do tego jakieś dżinsowe rurki. Na wszelki wypadek wzięła jeszcze ramoneskę, gdyby zrobiło się zimniej, no i zamiast nieodłącznych, ciężkich glanów założyła czarne trampki. Patrzcie, jaka z niej ekolożka, skoro dba o to, by nie gnieść trawy zbyt mocno swoimi butami! No, tylko pogratulować i brać z niej przykład. Po przybyciu na miejsce otrzymała super breloczek z buteleczką Felix Felicis. Oczywiście w środku były tylko cukierki. No tak. Przecież nie dawaliby uczniom czegoś takiego bez żadnego wysiłku z ich strony, no nie? Felix Felicis był zbyt cennym eliksirem, by rozdawać na przyjęciu, od tak, po prostu. Otworzyła fiolkę i wyciągnęła z niej jednego cukierka. Zielony. No cóż, była nieco podejrzliwa do jego smaku, ale już po chwili okazało się, że to tylko miętowy. Mniam!
Przechadzała się po tym jakże cudownym ogrodzie, zagadując do różnych znajomych, jednak nigdzie nie zatrzymała się na rozmowę dłuższą niż dwie minuty. No nic. Po chwili jej uwagę przyciągnęło dość duże grono osób siedzących na trawie. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła kręcącą się pośrodku butelkę. Nie zadając zbyt wiele pytań, dosiadła się obok Arienne (nie wiem czy tam jest miejsce, nevermind). -Siemka wszystkim!- przywitała się grzeczniutko, po czym siedziała i obserwowała co się dzieje. No, los chciał, że trafiła akurat na popis Cyrila, który ją naprawdę rozbawił. A potem była jakaś Ślizgonka, której zachowanie drażniło ją i skłaniało do śmiechu jednocześnie. Miała przecież tylko 16 lat, a zachowywała się jak trzydziestolatka w burdelu. No, przynajmniej jeśli chodzi o wypowiedź skierowaną do Delvauxa oraz późniejsze przebieranki. Było to tak smutne, że aż śmieszne. A jej pewność siebie... żałosne. Żałosna żałosność. A gdy butelka wskazała Margaret i Kath zaczęła się śmiać z własnej wypowiedzi, to już było przegięcie. Zielona zachowywała się jakby była nad nimi wszystkimi, miała jakąś super moc, czy coś. Podczas gdy ona sobie coś tam mówiła o wykazaniu się i wymieniała rzeczy, które jej nie imponują, na twarzy Gryfonki pojawił się diabelski, złośliwy uśmiech.
- Nie, wyobraź sobie, że nie zamierzam świecić gołą dupą jak ty przed chwilą.... - oj, taki tam przytyk. Stać ją na więcej. Na dużo dużo więcej. - A szarych komórek mi nie brak, słonko, w przeciwieństwie do niektórych głupiutkich Ślizgoneczek. - hoho, Margo rozkręca się coraz bardziej. - I huj mnie obchodzi czy mi to uznasz czy nie, bo pewnie jesteś największym yolo z nas wszystkich i tobie nie można "zaimponować"... - przy ostatnim słowie zaznaczyła ruchem palców cudzysłów. - No, skoro wszystko sobie wyjaśniłyśmy, to pozwól, że przejdę do konkretów.Pilustransferam!- wykrzyknęła, wyciągając ją z kieszeni i kierując w stronę główki Ślizgonki. Ups. Czyżby właśnie pozbawiła ją włosów? -Defigo.- mruknęła przy okazji, zastanawiając się czy zaklęcie z miesięcznym efektem można utrwalać. Zapewne tak. - O, nie! Chyba pomyliłam zaklęcia... - powiedziała tonem "słodkiej idiotki", chowając różdżkę do kieszeni. Tak, na jej ustach nadal gościł wredny uśmiech. Usiadła na swoim miejscu i zakręciła butelką.
Shenae D'Angelo! No proszę, kto by się spodziewał. To może jakieś zadanie? Choć była tu niedługo, zdążyła usłyszeć skrawki rozmów, a przynajmniej wyczuć ich charakter. - Hmmm.... no to jak zadanie, to takie tam, łatwiutkie i przyjemne. - zaczęła, uśmiechając się do Krukonki. - Po prostu musisz tańczyć taniec przytulaniec obejmując partnera za szyję, on ciebie w talii i macie być przytuleni! A twoim partnerem będzie Cyril. I tak przez trzy kolejki. Nie gniewaj się na mnie, to takie integracyjne.- no no, Margo taka pomysłowa. Albo i nie. W każdym razie zapas jej złośliwości już się wyczerpał. Cieszmy się i radujmy się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Wto Kwi 08 2014, 23:37

Siadła sobie pierwszy raz od początku wszystkich kolejek. Autorka nie wie jakie dokładnie gracze zajmują miejsce, więc zakłada, że She gdzieś się zmieściła obok Arienne. Z sympatii do Rudej. D’Angelo oparła nawet głowę na jej ramieniu ze zrezygnowania, przykładając dłoń do oczu, powoli znużona. W czasie kiedy zaczęła się rozbierać kolejna osoba, zdecydowanie ryzykując stwierdzeniem, że znudziło jej się oglądanie nagich, czy półnagich ciał, odchyliła się do tyłu zgarniając od jakiegoś pociesznego wolontariusza butelkę czegoś do picia. Jak dobrze, że to była impreza pełna klasa. Otwierając butelkę z cholera wie czym, upiła kilka łyków, powracając wzrokiem do Katherine:
— Ładne figi — skomentowała o dziwo bez ironii, lustrując wzrokiem czarną bieliznę koleżanki. Komentarz rzuciła od tak, w akcie desperacji, bo nawet przez myśl przeszła jej przez ułamek sekundy głupia nadzieja, że butelka wypadnie na nią. Byle żeby przerwać tą bezczynność, do której D’Angelo nie była przyzwyczajona. Na szczęście spokojny rytm gry w butelkę został przerwany przez przybycie Margie. Shenae przesunęła się w bok, ustępując jej miejsca. Chamsko spychając przy tym Ari poza obręb siedziska, na którym siedziały. — Siadaj — zawołała do Gryfonki, wskazując jej wolne już miejsce, na którym zmieściłyby się dwie panny Reeve. No cóż. Czerpała niewymowną satysfakcję z przesuwania kościstego – nie, przepraszam – seksownego, tyłka Levi na ławce. Margaret tylko na tym korzystała, miała dużo miejsca dla siebie. Potem, od wejścia Margie było już tylko weselej. Ba. Margie zabiła w She opinię o Gryfonach. Tą, którą wyrobił o nich Alec, jakoby byli irytującą, niepotrzebnie biegającą po szkole ciemną masą zapitych Ognistą Wódą szarańczy. Jeśli zaś chodziło o ta konkretnie Gryfonkę, na jej sposób poradzenia sobie z zadaniem, Krukonka zareagowała krótkim parsknięciem, dla odmiany próbując powstrzymać się od śmiechu, czego nieczęsto można było być świadkiem. Zawiesiła wzrok na dziewczynie, z nieukrywaną aprobatą co do jej charyzmatyczności i zaraz potem wyprostowała się współczując temu, kogo Margaret miała wylosować. Zdaje się… sobie. Mimo wszystko, popiła sobie ze swojej butelki, na zaś się tym nie przejmując. Taniec—przytulaniec.  Luz. Już zdążyła wstając, poderwać do góry Levittoux, czy ten zjeb chciał z nią współpracować czy nie, kiedy padło imię Cyrila. Płyn, który przelatywał jej aktualnie przez gardło ugrzązł w połowie drogi i aż zachłysnęła się jak cofnięta w rozwoju, odkasłując gorzki smak alkoholu, teraz pieczącego ją w gardle. O tyle dobrze, że udało jej się w całym tym swoim akcie buntu nie opluć, a jedynie źle przełknęła płyn.
— A jeszcze trzydzieści sekund temu byłam pewna, że Cię lubię, Margo — rzuciła niezadowolona, wbrew pozorom swojego niezadowolenia nie skierowując wcale w stronę dziewczyny, a po prostu puszczając je w przestrzeń. Zerknęła w stronę Levitoux szukając w niej ratunku, choć w końcu przewróciła ze sfrustrowaniem oczami, popijając kilka łyków alkoholu, nie na odwagę, a na zachętę, bo z własnej nieprzymuszonej woli wolałaby wybrać sobie dowolnie inną osobę. No… z aktualnie tu obecnych jedynym osobnikiem jeszcze mniej oczekiwanym był Walkin i świeżo łysa koleżanka. Więc pocieszała się faktem, że mogło być gorzej.
— Levi, zarzuć jakimś sensownym rytmem. Jakąś serenadę, balladę, czy inne badziewie.
A zanim podeszła do chłopaka, pochyliła się nad butelką chcąc najpierw zlecić kolejne zadanie. Jakież było jej szczęście kiedy butelka zawirowała wokół i zatrzymała się na Alecu. Odkupiło to nawet zadanie zlecone jej przez Margo. Krukonka uśmiechnęła się do siebie widocznie cynicznie, w podejrzany sposób i krzyżując tęczówki z Aleciem, dobrze wiedziała już czego chce.
— Alec… jesteś mi winny przysługę. Nieważne co się będzie działo. Będzie się walić, palić, będę Ci kazała wyłożyć się na ziemi i czekać na śmierć, zgwałcić matkę na rodzinnym obiedzie czy spalić szkołę, wykonasz to zadanie bez mrugnięcia okiem, czy zająknięcia. W jakimkolwiek czasie to nie nastąpi. Oni mi świadkiem, ze dostałeś takie zadanie. Bierzesz je czy tchórzysz?
Z tego zadowolenia ironią losu, nawet bez jękolenia podeszła do Cyrila, obejmując go za kark i okręciła się razem z nim, w taki sposób, że mogła przez jego ramię, wpatrywać się wprost w twarz Gryfona. Samego Cyrila ignorowała na razie, był tylko przedmiotem jej zadania. Niczym więcej.
— Bo jeśli zamierzasz spasować, powiedz to już teraz. Zacznę obmyślać nowe, adekwatne do Twojego poziomu intelektualnego, prymitywne zadanko — nie wjeżdżała mu w jego kompetencje o wiedzy o świecie, ale czasami miała wrażenie, że jako człowiek jest z lekka nieogarnięty.
I dopiero teraz odchyliła się nieco do tyłu, patrząc w skupieniu w tęczówki oczu Delvauxa.
— Ty tańczysz czy masz atak drętwoty?

Acusdolor (Alec), 6 (wyzwanie)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Czw Kwi 10 2014, 12:56

Amelia siedziała tu już od dłuższego czasu, sącząc sobie kremowe piwo i oglądając poczynania ludzi grających w butelkę. Było całkiem wesoło, jednak dzisiaj nie miała jakoś humoru na udział w imprezie. Przyszłe tu właściwie tylko po jedną rzecz - wierzcie lub nie - uwielbiała wszelkiego rodzaju breloczki i inne rzeczy, które można przywiesić do kluczy albo czegokolwiek innego. Taka jej malutka tajemnica, którą nigdy z nikim się nie podzieliła i pewnie nie podzieli.
Miała nadzieję wylosować portret dyrektora ich szkoły, który przypomina o rzeczach, które powinno się jeszcze zrobić. W zamian tego dostała jednak coś innego - nigdy nie miała szczęścia w życiu do losowania i innych tego typu zabaw. Breloczek Puffek należał teraz do niej. Na początku parsknęła histerycznym śmiechem, widząc małe, słodkie stworzonko, które chciało tulić się do wszystkiego, co napotkało na swojej drodze. Po chwili jednak stwierdziła, że z takim maleństwem może być sporo zabawy i powinna się z nim jakoś "zaprzyjaźnić".
W tym też celu udała się w stronę swojego dormitorium, coby położyć się wcześniej spać i uciec gdzieś daleko, daleko.

/zt, kosteczki: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pią Kwi 11 2014, 00:03

(z braku czasu nie czytałam wszystkich postów, więc wybaczcie mi jakiekolwiek błędy w tej materii)
Kostki: 5 dla przedmiotu; confundus (Arienne), dla której mam zadanie.

Imprezy z zasady służyły temu, aby się upić. Tak brzmi zasada numer jeden. Zasada numer dwa brzmi, że jeśli nie pamiętasz imprezy, ale budzisz się we własnym łóżku z różdżką, galeonami w kieszeni i względnie czystą koszulą, nie masz się czym przejmować. Chyba, że okaże się, że poleciałeś ostro z byłą dziewczyną kumpla, bądź laską do której uderzał. Wtedy masz problem i do kaca dołącza moralniak. Oczywiście od wszystkich zasad, nawet tych nie wymienionych tutaj są wyjątki, ale nie o nich dzisiaj.
Alec w pełni szczęśliwy udał się na imprezę pożegnalną. Wszak każda impreza to okazja do poznania kogoś, z kim może spędzić czas w bardziej przyjemny sposób, niż siedzenie na trawie. Okazję dostrzegł w butelce. Zabawa dla czwartej klasy, nie dla studenta, ale kto by się tym przejmował. Usiadł tuż koło dziewczyny o ciemnych włosach, którą okazała się Shenae.
- Jak zawsze na mnie skazana D'Angelo - rzucił pogodnie zamiast powitania, całej reszcie kiwając głową z szerokim uśmiechem. Maksymalnego opanowania wymagało od niego, aby nie zacząć jej drażnić. Bądź co bądź nie chciał psuć innym zabawy. To były ich prywatne potyczki i nie musiały być w nie mieszane osoby trzecie jak te tutaj.
Czekał cierpliwie na swoją kolej, w zasadzie nie przywiązując wagi do tego co się działo, tylko do tego, aby ciągle mieć pełną szklankę. Jak on to robił - sam chciałby to wiedzieć. Jednak uśmiech, stan upojenia i ogólnie jego dobry humor zniknął, gdy tylko butelka wskazała na niego, a on zorientował się, że jego ulubiona Krukonka nią zakręciła. Momentalnie pobladł. Wiedział, że się zemści.
Uśmiechnął się chłodno, co było rzadkie w jego przypadku po wysłuchaniu całego jej monologu.
- Skarbie, nie jestem tobą, aby cofać się przed czymkolwiek. - Przechylił głowę, oczekując błysku irytacji w jej oczach. - Poza tym, jeśli chcesz wylądować ze mną sam na sam, nie potrzebujesz do tego zadania. Zrobię ci przysługę.
Ironizował, ale w oczach wszystkich innych i zapewne samej Shenae, mówił całkowicie poważnie, a przynajmniej na tyle, na ile ktokolwiek może przypisać Alecowi powagi. Nie miał zamiaru się wycofać. nawet jeśli przez to miałby wylądować nagi na środku Wielkiej Sali, tańcząc salsę.
- Skoro skończyłaś... Arienne, twoja kolej. - Uśmiechnął się nieznacznie, kiedy zobaczył kogo wylosował. - Chcę, żebyś w przeciągu tygodnia zafarbowała się na blond i utrzymała go przynajmniej przez dwa. Tygodnie, rzecz jasna - obwieścił jej pogodnie, podając jej butelkę. Musiał zachować pozory nieprzejmowania się tym, że młoda Drake uwięziła go w swoich rączkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pią Kwi 11 2014, 20:34

Krukonka zmrużyła oczy, mierząc Cyrila chłodnym spojrzeniem. Wcale nie miała ochoty być niewolnikiem, a sposób w jaki rzekomo się nim stała, także ją raził. Zero sprawiedliwości na tym świecie, no zupełnie nic! Zamknęła oczy z godnością, która zaprzeczała jej poddaństwu i odwróciła dumnie głowę, grając focha życia. Prychnęła najabsolutniej jak potrafiła, puszczając rozkaz mimo uszu.
- Cudowny z was będzie duet - stwierdziła, nie mając ochoty na wykłócanie się o swojego dementorka. Może podjęłaby się tego, gdyby nie fakt, że prawdziwe były ciekawsze.
- Mylisz mnie z tym biednym skrzatem, którego skazałeś na korespondencję ze sobą - odpowiedziała wesoło, kontrastując poprzednią pozę z tonem głosu. - Doceniłbyś czasem te biedactwa - dodała z wyrzutem. Nie zdążyła dać większego wywodu na ten temat, bo Delvaux dostał zadanie. Wyznania narkotykowe Piątka przemknęły niezauważone w tle, ale wyzwanie, które dostał, niestety nie. Żanetka przewróciła oczami, uznając to za wystarczający komentarz. Ponętna mina Cyrila zburzyła jednak jej wewnętrzny spokój i wywołała nikły uśmiech. Villeneuve wykazała się niebywałym refleksem, łapiąc koszulę w locie. Szkoda było nie wykorzystać sytuacji. Chwyciła swoją różdżkę i, nie przejmując się zbytnio aktualnym stanem występu Ślizgona, zajęła się majstrowaniem przy koszuli. Teraz zdobiły ją kolorowe zwierzątka (całe zoo) i owocki, ale nie mogła powstrzymać się przed dodaniem na plecach minki, odzwierciedlającej twarz Cyrila z ustami wygiętymi w podkówkę jak u rasowego striptizera. Zadowolona ze swojego dzieła podniosła wzrok, trafiając idealnie na gacie chłopaka. Gdyby nie przeróbki koszuli, pewnie dorobiłaby mu jakąś kaczuszkę lub coś w ten deseń. Ale wiadomo, że co za dużo, to niezdrowo.
- Zawodowo, szanowanko. Powinieneś pomyśleć o karierze w tej dziedzinie - powiedziała, podając mu piękną koszulę. Niestety, wciąż niepozszywane. - Ale tylko w tej koszuli.
A potem jakaś młoda Ślizgonka zaczęła strzelać tekstami jak z kar... różdżki, wywołując małą lawinę, która tknęła kolejną osobę, tym razem Gryfonkę. Po kolejnej dawce ripost wywołano panią kapitan razem z Cyrilem, więc Jeanette pożegnała go, machając łapką.

//alesuperidziemipisanie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Veurne, Belgia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 280
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3538-cyril-delvaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3539-like-a-puppets-on-a-string
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8056-milord
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7885-cyril-delvaux




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Sob Kwi 12 2014, 12:40

- Też tak sądzę. Ale jeśli chcesz, możesz wpadać i go odwiedzać - rzekł Cyril, wspaniałomyślnie udzielając jej pozwolenia na obcowanie z jego osobą i breloczkiem dementora w zestawie.
Bardzo podobały mu się ulepszenia, które Jeanette zastosowała na jego koszuli. Będzie ją nosić dumnie, wcale nie przejmując się faktem, że zniszczyła materiał skrojony na miarę za dwa tysiące funtów. Miał takich jeszcze całą masę.
Zajął się obserwowaniem Ślizgonki, której dał mało pochlebne zadanie. Lecz sposób, w jaki wypełniła jego polecenie, był co najmniej odstręczający.
Przewrócił oczami, gdy szalona szesnastka zaczęła wyrażać wątpliwości co do jakości jego "sprzętu". Spojrzał przy tym z uśmiechem na Żanetkę, która w tym momencie powinna zacząć gorąco protestować, wszak zdarzyło się jej kiedyś obcować z każdą częścią ciała Cyrila. Kiedy Katherine zaczęła wyskakiwać ze zwrotami typu "kochanie", pokrętne spojrzenie jasnych ślepii powędrowało tym razem do D'Angelo. Ślizgon uniósł wymownie brwi, jakby chciał przekazać, że Krukonka brzmiała równie idiotycznie, zwracając się do niego per "skarbie" i tym podobne.
Wrócił jednak spojrzeniem do małej zbuntowanej, która wciąż próbowała brzmieć i wyglądać seksownie.
- Faktycznie, niewiele się zmieniło - przyznał, gdy zmyła makijaż. - Niewiele ci to pomaga, dalej jesteś szpetna - dokończył, uśmiechając się szeroko. Naprawdę miał nadzieję na metamorfozę typu potwór -> OKROPNY POTWÓR, lecz dziewczyna w obu wariantach trzymała się po prostu poniżej średniej. Jego striptiz był przynajmniej zabawny, jej wyglądał po prostu żałośnie. Kiedy dała mu szybkiego całusa w usta, splunął na ziemię, pozbywając się jej śliny. Jeśli zachowywała się w ten sposób, kto ją tam wie, jak często miewa coś w ustach. Nie miał zamiaru łapać od niej opryszczki, czy czegoś równie obrzydliwego.
Czuł się zbrukany i już zaczął jęczeć Żanetce, że umiera, że na pewno złapał coś od tej małej kurwy i że musi go ratować, teatralnie składając głowę na kolanach Krukonki i oddychając płytko, trzymając się za serce. Musiał jednak zaprzestać przedstawienia, widząc jak Margaret idealnie wypełnia swoje zadanie i pozbawia Katherine włosów. Ozdrowiał jak za dotknięciem magicznej różdżki (hehe) i klaskał chyba najgłośniej ze wszystkim. Entuzjazm szybko mu minął, gdy Gryfonka zniszczyła całe cudowne wrażenie zadaniem dla D'Angelo. Rzucił jej taksujące spojrzenie. Miał zamiar wysłać Jeanette, by go zastąpiła, ale Krukonka okazałaby się zapewne pełną niesubordynacji niewolnicą i nie zgodziłaby się. Z ociąganiem i niechęcią wstał w końcu, podchodząc do Krukonki i obejmując ją.
- O, sztywniaku, kolejna osoba z którą masz świetne relacje - zauważył z uśmiechem, słysząc wymianę zdań jej i Gryfona, którego wylosowała. - Szkolna gwiazda, czuję się zaszczycony tym tańcem - rzekł, przyciągając ją blisko. Jeśli ma już z nią tańczyć, to nie może przecież zrezygnować z okazji dręczenia swojej nowej, ulubionej koleżanki z kibla. - Powinnaś zaprzyjaźnić się z tą łysą, macie kilka bardzo podobnych cech - zaproponował, porywając ją nieco dalej od butelkowej ekipy, w stronę parkietu, czy cokolwiek tam było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pon Kwi 14 2014, 17:42

Impreza dobiegła końca! Wszyscy, którzy się zgromadzili tego wieczoru w Magicznym Ogrodzie powoli powinni wracać, wszak jest już na tyle późno, że przechodząc przez Zakazany Las, a może i nawet nie… A może wędrując po uliczkach Hogsmeade stanie się coś niewyobrażalnego. Jaką masz pewność, że znasz tę okolicę? Nie masz żadnej pewności, musisz mieć tego świadomości, dlatego wszyscy ładnie łączą się w grupki, z podziałem na domy do których nalezą i wraz z opiekunami udają się do szkoły. Tak, tę noc dzisiaj wszyscy spędzają w Hogwarcie, a do swoich mieszkań czy domów mogą dopiero wrócić po jutrzejszym śniadaniu, dlatego też bez zbędnych pytań… Życzymy Wam udanej nocy, i niech magia ma Was w opiece!

/zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Wto Kwi 29 2014, 22:13

No proszę, jak to się życie układa! W jednym momencie jesteś tu, w drugim tam. I nawet nie musisz umieć teleportacji. Ale do rzeczy. Wiecie, jak to jest - nauczyciele lubią truć dupę swym podopiecznym, aby wyszli trochę na świeże powietrze, albo wzięli się do roboty, no bo przyszłość, bo to, bo tamto. Każdy zna powiedzonko o tym, że nauka jest potęgi kluczem. I tak też było w tym przypadku. Nastasja Wodnicov dostała bardzo ważne zadanie od profesora Withmana, które polegało na tym, aby zbadała trop jednorożców. Puchonka, jako zapewne pilna studentka, postanowiła posłuchać nauczyciela i wybrała się na polowanie. I tak oto kroki zaprowadziły ją aż tutaj, do tej Starej Rudery. Co śmieszniejsze, Victor Blaise dostał karę od naszego gajowego za zbytnie pyskowanie, więc ten nakazał mu pójście w te okolice, aby trochę posprzątać po zwierzątkach, które tutaj narobiły. W przeciwnym razie miał odjąć punkty Slytherinowi, a że trochę szkoda, szczególnie, że nie prowadzi w punktacji, no to biedny chłopiec się zgodził, z niechęcią zapewne, ale cóż począć! W każdym razie nasza parka spotkała się w jakże sprzyjających okolicznościach.

Zaczyna Nastasja. Rzut kostką:
1,2 - chyba się poślizgnęłaś i upadłaś ciałem w końskie łajno. Fujka. Ale może przystojny Victor się uratuje z opresji?
3,4 - obchodziłaś chatę dookoła, kiedy obluzowała się dachówka, która z impetem uderzyła w stopę Victora. Chyba powinnaś mu pomóc, bo zapewne bardzo boli!
5,6 - Nastasja widzi pędzącego w jej kierunku robala, więc z całych sił próbuje go od siebie odgonić, nie mniej w tym samym czasie wpada z impetem w Victora. Ups?


z/t dla Miszcza
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Moskwa, Londyn
Galeony : 187
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4823-nastasja-wodnicov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4824-nastka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4825-argus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7928-nastasja-wodnicov




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Sro Kwi 30 2014, 00:03

Nastasja nie lubiła nigdzie chodzić sama. Nie lubiła też przebywać w towarzystwie osób, których nie znała. Czyli jednym słowem, owej kobiecie nie dało się dogodzić tak po prostu. Jej wrodzona nieśmiałość powodowała, że wolała być sama. Jednak trwoga o własne życie sprawiała, że w takich przedsięwzięciach jak to, wolałaby mieć kogoś razem z sobą. Tak źle i tak niedobrze, jednym słowem. Jednak prośby profesora Withmana nie mogła zignorować. Wszak była puchonką. Ceniono ją za dokładność i szanowanie reguł, oraz pomocność. Ruszyła więc śladami jednorożca, o co prosił ją profesor, choć nie uśmiechało jej się to zadanie. Nie miała ku niemu też cieplejszych myśli, gdy kroki te zaprowadziły ją do starej rudery.
-I co jeszcze? - jęknęła do siebie w myślach. Bo tylko w nich potrafiła mówić normalnie, a to tylko i wyłącznie dlatego, że rozmawiała sama z sobą. Powoli przełamywała się i ostatnio głównie pomagał jej w tym alkohol, którego przez wiele czasu nie tykała, nawet używała za zło. Rodowici Rosjanie uważali to za niezły żart. Rosjanka abstynentka. Taaa, jasne. I może latający pies do tego? Nastka już miała si wycofać, gdy w jej stronę niestrudzenie maszerował wielki robal. Cofnęła się o krok i poczuła jak jej plecy dotykają ściany. Czuła, że jeśli jakimś magicznym sposobem nikt jej nie uratuje, kompletnie zwariuje i zacznie drzeć się w niebogłosy. Przez jednego, niby zwykłego robala.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 91
  Liczba postów : 138
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8254-victor-nathaniel-blaise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8270-salon-arystokracji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8271-uwaga-na-abaddona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8257-victor-n-blaise




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Nie Maj 04 2014, 15:58

Victor nie lubił jak się go niesłusznie oskarżało. Oczywiście w jego mniemaniu niesłusznie. Co za niesprawiedliwość. Że ja niby pyskowałem, kiedy się pytam? Ja tylko wyrażałem swoją opinię, ale nie. I teraz zamiast spokojnie wypoczywać w dormitorium zmierzał w kierunku tej rudery, aby, jak to gajowy określił posprzątać po zwierzaczkach. Grrr. I jeszcze tego mało, wręczył mu wiadro i łopatę, jak jakiemuś mugolowi. Po dotarciu na miejsce chłopak rozejrzał się rozeźlony.
Nagle usłyszał głośny pisk, który niebezpiecznie szybko zbliżał się w jego kierunku. Co do cholery... Tylko tyle zdążył pomyśleć zanim ktoś z rozpędem wpadł prosto na niego. Łup. Obydwoje z ową osobą wylądowali na ziemi, a wiadro wykonało spektakularny wyrzut do góry, na szczęście jeszcze całkowicie puste. Hmm. Chyba dzisiaj ściągam na siebie same nieszczęścia. Jak nigdy. Spojrzał w dół na tego ktosia co wpadł na niego i zauważył długie blond włosy. Ok, teraz trzeba się dowiedzieć co tak przestraszyło tą dziewczynę, że darła się wniebogłosy.
- Przepraszam, ale czy mogłabyś łaskawie ze mnie zejść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Nie Mar 29 2015, 12:49


Przypadki nie zdarzały się Tianie dość często. Odkąd tylko jej znajomi sięgają pamięcią, kobieta zawsze miała wszystko dokładnie uporządkowane i nawet najmniejsze potknięcie owocowało natychmiastowymi próbami zatuszowania niepochlebnej sytuacji, a teraz? Przypadek zawirował jej życiem tak nagle, że absolutnie się tego nie spodziewała i pchnął ją wprost w poszukiwania czarodziejskich kart, chociaż wcale sobie tego nie życzyła. Jednorożec, przy którym dziś siedziała zdawał się być we wcale nie tak dobrym stanie jak sądzili organizatorzy, a Tiana pomstowała na nich w myślach. Jak mogli dopuścić do tego, aby czekał tutaj, chory i pozbawiony sił na kogoś, kto będzie łaskaw mu pomóc. Okrucieństwo tej sytuacji obserwował z wysokości magiczny wizerunek Phillipusa Aureolusa Theophrastusa Bombastusa von Hohenheima, znanego bliżej jako Paracelsus. Co prawda mistrzem uzdrawiania zwierząt to on nie był, ale nawet on zdawał się być poruszony stanem zwierzęcia. Bok jednorożca iskrzył się od zastygającej już srebrnej posoki, a on sam zdawał się nawet nie zauważać obecności człowieka tuż przy sobie, w innym wypadku zapewne okazywałby nieco mniej spokoju. Oczekiwania wcale nie umilała jej cisza, która zapanowała w lesie, a wręcz sprawiała, że Tiana czuła się nieswojo, niemniej jednak wciąż nie ruszała się z miejsca. Niedługo ktoś się zjawi, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3382
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 932
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Nie Mar 29 2015, 20:08

Jul jakoś ostatnio nie cierpiała na brak zajęć jednak i tak postanowiła wybrać się na poszukiwanie kart, bo święta wow i w ogóle super. Głupotki, ale nie aż tak całkiem, specjalnie wybrała miejsce w które będzie mogła sobie potygryskować. Mając wolny dzień naprawdę mogła na to poświęcić swój czas no i masz, poderpiła do starej rudery. Nie wiedziała czego może się tam spodziewać, ale znając organizatorów mogło to być wszystko i na pewno nie będzie to proste zabranie karty. Zadania z serii trudnych? Proszę bardzo, może to pozwoli jej zapomnieć o całej reszcie, nie martwiła się tym, że przy okazji może się połamać. No i aby ktoś jej nie sprzątnął papierka sprzed nosa, o to by był gniew niebios i inne hejty. Biegła nie zwracając uwagi na otoczenie przy czym ryzykowała potknięciem się na jakimś złośliwym kamieniu czy co to tam mogło stać na jej drodze. Takim sposobem natknęła się na coś czego jeszcze nie miała okazji zobaczyć, jednorożec leżący na ziemi i w zasadzie bliski śmierci patrząc na tą całą krew plus jakaś nieznajoma i o karta. Znalezienie tego miejsca nie było jakieś super trudne, ale teraz musiała pomóc dziewczynie i co najważniejsze zwierzakowi. Zmartwiła się faktem, że może je uśmiercić, bo jej umiejętności uzdrawiania nie były jakieś zajebiste, a wręcz przeciwnie. Podbiegła bliżej i przycupnęła przy jednorożcu, w jej głowie przelatywały teraz różne zaklęcia, nie chciała zastanawiać się zbyt długo i spojrzała pytająco na nieznajomą, zdecydowanie potrzebowała pomocy.

/yolo post
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Nie Mar 29 2015, 21:11

Tiana wręcz kipiała irytacją. Gdzie podziewali się Ci wszyscy „pilni studenci” i wspaniali uzdrowiciele, kiedy byli potrzebni? Jednorożec był zabezpieczony zaklęciem zatrzymującym postęp urazu, ale i tak było jej go tak szkoda, że na widok Julki nie mogła się powstrzymać i po prostu na nią fuknęła:
- No nareszcie, ile można było na Ciebie czekać?! - chwyciła ją za ramię i powstrzymała przed dobiegnięciem do zwierzęcia. W tej samej chwili jednorożec poruszył się niespokojnie na trawie. - Nie podchodź do niego tak po prostu, dziecko. Jest ranny, więc może być odrobinę nieobliczalny. Zobacz, stań z tej strony.
Pociągnęła ją w kierunku grzbietu, z daleka od silnych nóg z kopytami i nakazała przyklęknąć.
- Jednorożce są wyjątkowo wrażliwe, dlatego cieszę się, że dotarła tutaj kobieta. Powiedz mi jak się nazywasz i możemy zacząć leczenie. - poinformowała ją Tiana, a widząc jej spojrzenie westchnęła. - Pewnie wcześniej tego nie robiłaś, ale nie martw się, wyjaśnię Ci wszystko.
Wskazała dłonią na paskudne rozcięcie na boku stworzenia.
- Krwawi dość mocno i jest przestraszony. Powinnaś do niego mówić, to najważniejsze i staraj się, aby Twój głos uspokajał i nie drżał. Łagodne i pozytywne obejście na pewno pomogło każdej z nas stać się wspaniałym magomedykiem. Kiedy już przestanie drżeć, weź tą szmatkę i nasącz ją preparatem odkażającym - to ten w wysokiej, cienkiej butelce - a następnie delikatnie i z wyczuciem zetrzyj krew, która broczy z rany. Przetrzyj ją ostrożnie i polej dyptamem, który jest w tej małej i szerokiej butelce. Powinno pójść Ci gładko, jeśli właściwie go uspokoisz, więc postaraj się, dziecinko. No dalej, bo cierpi, pospiesz się.

Kostka - uspokojenie zwierzęcia:
1 i 2 - Zdaje się, że niezbyt dobrze wiedziałaś jak się do wszystkiego zabrać, a uspokajanie jednorożców z całą pewnością nie należało do Twoich codziennych zajęć. Słowa, które z siebie wyrzucałaś nieco uspokoiły jednorożca, ale jego błękitne oczy spoglądały na Twoje ręce z dość dużą dezorientacją. Tiana musiała Ci trochę pomóc, bo obawiała się, że zaraz obie wykopie was na drzewo, ale w gruncie rzeczy było okej.
3 i 4 - Katastrofa! Zupełnie nie masz ręki do zwierząt, albo byłaś jeszcze bardziej przestraszona całą tą sytuacją niż sam jednorożec. Konik wcale się nie uspokoił, a wręcz dodatkowo zdenerwował i spróbował wstać. Tiana szybko poradziła sobie z ponownym usadzeniem go na miejscu i szeptem podsunęła Ci parę wskazówek na temat tego jak powinno się obchodzić z chorymi.
5 i 6 - Doskonale sobie poradziłaś. Twój głos ukoił skołatane nerwy zwierzęcia i pozwolił mu na odpowiednie przygotowanie się do oczyszczania rany co Twoja nauczycielka skwitowała nieznacznym uśmiechem. Chyba zrobiłaś na niej wrażenie.

Kostka - oczyszczanie rany:
1 i 2 - Woops, nie wszystko musiało pójść idealnie, prawda? Odkażenie rany poszło Ci całkiem nieźle. Nieco niedokładnie jednak poradziłaś sobie z krwią, gdyż wytarłaś jedynie szarpaną linię rozcięcia, zapominając o okalającym ją futrze, które wciąż lepiło się od posoki i brudu. Tiana wszystko po Tobie poprawiła i pouczyła Cię cicho jak powinno się poprawnie to wykonywać.
3 i 4 - Porażka to zbyt delikatne określenie na to co zrobiłaś. Pomyliłaś fiolki i na samym wstępie zafundowałaś jednorożcowi nieco cierpienia, gdyż dyptam połączony z krwią jednorożca zadziałał drażniąco na jego delikatną skórę. Tiana przeklinała rytmicznie, ale udało jej się doprowadzić zwierzę do stanu bazowego zero, nim pozwoliła Ci się nim dalej zajmować. Potem spędziła jeszcze parę chwil na dokładnym wytłumaczeniu Ci, dlaczego skupienie jest bardzo ważną cechą u każdego uzdrowiciela.
5 i 6 - Doskonale - tak jednym słowem można określić Twoje wyczyny w zakresie odkażania i regeneracji rany. Zgrabnie i bezproblemowo przetarłaś poszarpaną linię rozcięcia i pieczołowicie potraktowawszy ją dyptamem niemalże natychmiast dostrzegłaś wyraźną poprawę. Nawet Twoja opiekunka przez chwilę rozpływała się nad zgrabnością Twych dłoni, a to już coś!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3382
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 932
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Sro Kwi 01 2015, 15:16

Jul taki pilny student chodzi po okolicy szukając ludzi którzy potrzebują pomocy, hehe nie. No bo w końcu skąd miałaby wiedzieć, że będzie tu leczyć zwierzątko i taka presja spadnie akurat na nią. Wspaniałym uzdrowicielem także nie była, to chyba fail dla pani która najwyraźniej siedziała już tu dość długo. Pani czy dziewczyny? Dobra nvm.
- Nie wiedziałam, że czeka tu na mnie umierający jednorożec - wyrzuciła z siebie zupełnie szczerze i na dodatek dość szybko, bo już była ciągnięta w odpowiednią stronę zwierzęcia. No w sumie okej, choć nie była głupia i wiedziała, że to może ją kopnąć i bezpieczniej było zajść je od grzbietu skoro już leżało. Dość nasłuchała się historii gdzie nawet ranny zwierzak potrafił porządnie przywalić. Zaraz zaraz, w co ją właśnie wciągano? Przycupnęła właśnie z tą myślą i patrząc na Tianę jak na głupka, uznała, że ta naprawdę jest desperatką, w sumie nic dziwnego. Widział ktoś kiedyś Jul leczącą kogokolwiek? Zazwyczaj raczej ona potrzebowała pomocy uzdrowiciela, cóż kiedyś role musiały się odwrócić.
- Julia Heikkonen - przedstawiła się, zdradzając również nazwisko, aby nie pozostawiać żadnych niedomówień. Może to nie było takie koniecznie ale już. Najwyżej w chwili wkurwienia nieznajoma zacznie krzyczeć na nią po nazwisku, ludzie chyba tak właśnie robili? W każdym razie niektórzy.
Omatko, ona wrażliwa, no szczególnie jak przywaliła Chapmanowi pałką na treningu... Na szczęście jeśli chodziło o zwierzęta kobieta miała rację no i bardzo dobrze, że z jej wyrazu twarzy wyczytała, że nie ma pojęcia co ma zrobić, nawet teraz do jej mózgu przebijały się przebłyski logicznego myślenia. Patrzyła się jak wół z malowane wrota na ranę koniowatego, jednocześnie słuchając instrukcji na temat jego uleczenia, no fajnie skoro T. tak wszystko wie to czemu sama tego nie zrobiła? Dobra już nie znam się, nie wypowiadam.
Co do wypowiadania się, fail, mówić do niego żeby się uspokoił? Z reguły, znów, to ona sama tego potrzebowała, choć raczej nikomu się to nie udawało, przynajmniej w tych skrajnych momentach. Tym bardziej ona sama nie bardzo potrafiła uspokajać innych i co teraz? Ona magomedykiem, w jej głowie wciąż trwało mini przetwarzanie, gdy ostrożnie głaskała zwierze i rzucała tekstami typu 'będzie dobrze', co chyba trochę pomagało, jednak nie do końca. Nic dziwnego nawet ludzie nie lubili kiedy tak do nich mówiono, będzie dobrze, jednorożec właściwie już umierał, a rolę lekarza oddano właśnie jej... Bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że zrobi co będzie mogła żeby przeżył, ale nie gwarantuje sukcesu, wtedy na pewno dostałaby kopa nie tylko od konia. Jak dobrze, że nie była tu sama i mogła liczyć na pomoc, gdyby nie to to pewnie w krytycznym momencie mówiłaby do niego proste 'żyj'. Taka pomocna ona wow, kuźde dobra przecież nie było tak źle. Nadeszła pora na oczyszczenie rany, a to było już raczej małą katastrofą. Pomyliła fiolki i cóż... Może lepiej o tym nie mówić, jedynym komentarzem będzie facepalm, którego oczywiście strzeliła. Zdziwiła się, że po tym wszystkim pozwolono jej dalej działać, lecz za drugim razem wszystko się udało. Wysłuchała również wykładu na temat skupiania się, nie tłumacząc jednak dlaczego trudno jej się skoncentrować.
- Przepraszam, kiepski ze mnie uzdrowiciel - powiedziała, siedząc na ziemi i przyglądając się efektom ich pracy, dopiero teraz cały stres związany z daną sytuacją zaczął znikać. Nie myślała już o tej całej karcie po którą tu przyszła, no właściwie to miała pustkę w głowie i wyglądało na to, że nieprędko opuści to miejsce.

[1, 4]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Sro Kwi 01 2015, 17:34

Tiana zdecydowanie potrzebuje mocnej kawy. Może mogłaby tę dziewczynę wysłać do zamku i nakazać jej przyniesienie jej litra albo dwóch? Widząc jak znęca się nad biednym jednorożcem miała wrażenie, że to jedyna słuszna droga postępowania, w przeciwnym wypadku stworzenie z rozciętym bokiem stanie się prawdziwą ofiarą i zaraz im tu zejdzie. Nie chciała tego komentować, więc po prostu machinalnie przygładziła włosy.
- Cóż… przeżyje. - stwierdziła i westchnęła nim zaczęła ponownie przeszukiwać słoiczki w poszukiwaniu nowego specyfiku. Po kilkudziesięciu sekundach wepchnęła w ręce Julii niewielki pojemniczek z wyjątkowo słodko pachnącą maścią.
- Nałóż cienką warstwę na ranę i poczekaj około minuty. Potem możesz delikatnie chwycić za brzeg rany i pociągnąć w górę, a powinna odejść od niej cienka powłoka. To wstępny etap gojenia rany, który praktykowałam na jednorożcach, więc ostrożnie, bo wciąż może go zaboleć. Potem kładziesz drugą i tę już zostawiasz. Przykładasz skrawek tkaniny i oplatasz bandażem. Tylko nie za ciasno, bo mu zablokujesz krążenie. Co się stanie, jeśli będzie za luźno chyba też nie muszę mówić. Nie musisz być świetnym uzdrowicielem, ważne, że właśnie się uczysz jak pomagać innym. No dalej, spróbuj, będę czuwała nad Twoimi postępami.

Kostka - maść:
Parzysta -  Bardzo dobrze wsłuchałaś się w instrukcje Tiany, bo dziwaczne ściąganie przeźroczystego ni to żelu ni to substancji całkiem stałej poszło Ci sprawnie i szybko. Jednorożec zdecydowanie zaczął oddychać spokojniej.
Nieparzysta - Niestety, ale znów nie wyszło. Zamiast zdjąć powłoczkę, niemalże zdjęłaś skórę ze stworzenia. Julia „Rzeźnik” Heikkonen nadchodzi, strzeżcie się niewierni!

Kostka - bandażowanie:
1 i 2 - Nie słuchałaś uważnie, a może to pierwszy raz kiedy masz w ogóle bandaż w ręku? Twój splot jest za luźny i Tiana od razu widzi, że to za żadne skarby nie będzie się trzymało. Zwraca Ci na to uwagę i dzięki temu dajesz radę wszystko poprawić.
3 i 4 - Masakra! Chcesz naprawdę go zabić, czy jak? Tak mocno zawiązałaś bandaż, że czerwony ślad po jego brzegu zdążył przez te kilkadziesiąt sekund nieuwagi Tiany odbić się na jego jasnej skórze. Zagrożono Ci nawet, że następnym razem to Tobie tak zabandażują ranę, więc lepiej się pilnuj, żeby Twoim medykiem nie został ktoś ze znajomych Tiany ze Świętego Munga. Nie ominęła Cię przydługa pogadanka i prezentacja poprawnego bandażowania, więc może nie ma tego złego, bo teraz z pewnością dałabyś sobie radę z jakimkolwiek bandażowaniem.  
5 i 6 - Wielki sukces, hurra! Bandażowanie? Co to dla Ciebie! Raz dwa zdołałaś zabandażować zraniony bok jednorożca i nawet Tiana była pod wrażeniem Twojej dokładności i poprawności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3382
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 932
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Czw Kwi 16 2015, 20:24

No nie no dlaczego ona? Na pierwszy rzut oka było widać, że nie najlepiej sobie radzi ale i tak dostała jakieś następne cuś i miała jeszcze doprowadzić tą całą operację do końca? Jakoś nie uśmiechało jej się dalsze krzywdzenie zwierzęcia, w końcu doskonale wiedziała jak to jest. Ona żyła, jednak właśnie za chwile przez jeden błąd mogła zabić jednorożca, a po tym na pewno nabawiłaby się jakiegoś urazu. No kontuzja mózgu gwarantowana i siedzenie jak ten zacny liseł przez przynajmniej tydzień. Spojrzała na słoiczek, a potem na Tianę jakby pytając ją czy po jej poprzednich wyczynach naprawdę tego chce. Po tym całym tłumaczeniu procesu bandażowania najwyraźniej musiała to zrobić sama. Nałożyła maść na zraniony bok, poczekała, chwyciła za brzeg rany i... zdarła skórę z konika. Ech no prawie, bo przecież by tego nie zrobiła, w każdym razie jednorożec na pewno nie był zadowolony z tego, że zajmuje się nim taki niedorobiony uzdrowiciel. Gdyby mógł na pewno zrobiłby minę w stylu ayfkm. Niestety nie mogła przerwać i pozostawić dokończenie całego procesu dla dziewczyny, więc co teraz? A tak, bandażowanie. Faktycznie, jakoś nigdy wcześniej nie zajmowała się zbytnio swoimi ranami, a raczej była od razu wysyłana do szpitala z okazji poważniejszych urazów lub zajmował się nią ktoś bliski. Szkoda, bo gdyby nie to poradziłaby sobie lepiej. Zbyt luźno zawiązała bandaż, co dość szybko zauważyła uzdrowicielka, która znów wskazała jej co robi źle. Zwierzęta chyba jej nie polubią co nie? No nic, przecież nigdy wcześniej tego nie robiła i miała prawo się pomylić. Cały proces wyglądał na zakończony tak więc z ulgą usiadła na ziemi i po kilku minutach upewniając się, że wszystko jest w porządku opuściła miejsce. Co za dzień...

3, 2
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 74
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10656-vanille-virginia-sweeney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10659-waniliowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10678-niby-sowa-van#293140




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pią Maj 08 2015, 22:49

Wanilia lubiła takie miejsca. Takie owiane jakąś tajemnicą, której wcale nie musiała poznawać, może jakimś wyjątkowym mrokiem czy czymś podobnym, no i przede wszystkim rzadko odwiedzane. Na całych zamkowych terenach zakładała własne specjalne miejsca, w których spokojnie mogła się rozkoszować peruwiańskim ziołem, oprylakiem czy innymi ze swoich słodkich faworytów. Stara rudera stała z pewnością na szczycie owej nieistniejącej listy, choć była dopiero Sekretną Kryjówką Wanilki nr 4. W każdym razie, tym razem nie przybyła tu z żadnymi mniej czy bardziej mocnymi narkotykami. Miała już dług na kresce u swojego ulubionego i pewnie jedynego dilera, a że z jej aktualnym stanem sakiewki jest nieciekawie, nie chciała jeszcze bardziej się pogrążać. Tym bardziej, że wkrótce mogła stracić ten przywilej dla przyjaciół! Zostało jej trochę Hogsów. W temacie papierosów Vanille nie była wybredną personą, paliła więc co jej podeszło. Nie dumając nad danymi Hogsami, już w połowie drogi do starej rudery odpaliła fajkę i nie bojąc się o jakiekolwiek konsekwencje związane z tym, że ktoś mógł ją widzieć i zaraz pośpiesznie nakablować, wolno zaciągała się tytoniem, tak w formie umilenia sobie przechadzki. Tego właśnie potrzebowała. Ciszy, spokoju, żadnych męczybuł wokół siebie. Przydałyby się jej jeszcze jakieś procenty i ewentualnie lepsze towarzystwo, chociaż bez tego drugiego może być równie fajnie. Vanille nie umiała się w końcu skategoryzować czy jednak jest tą duszą towarzystwa, czy wilczym samotnikiem. To było coś pomiędzy - umiała bawić się w grupie, ale nie miała nic przeciwko samotności, która dla dziewczyny równała się zresztą z prywatnością, którą sobie ceniła. To wtedy najlepiej jej się myślało, może nawet nie na tematy związane z Laurencym i resztą jej tragedii życiowych, choć by o nich zapomnieć wciąż od tych czterech minionych lat potrzebowała czegoś silniejszego. Cóż, styczność z papierosami miała właściwie od maleńkości, to jest może od drugiego roku "nauki" w Hogwarcie, z narkotykami zaczęła rok po śmierci brata. Były zdecydowanie lepszym pocieszycielem od tych pseudoprzyjaciół. Ach, no właśnie. Jeśli już schodzimy na temat takich mało wartych stworzeń... Wanilia musiała odreagować tą wczorajszą batalię z Cassie. Poszło o to, co zawsze - panienka Sweeney nie miała humoru i ponoć atakowała pierwszego lepszego. Jeszcze do tego dorzućmy temat "czyja wina" i rozprawki na temat która którą zostawiła w najtrudniejszych momentach i mamy dramę idealną. Plus bardzo dorosłą jak na siedemnastolatki. No ale dobrze. Vanille nie miała czasu na wczorajsze bzdety. Siedziała już, praktycznie leżąc na drobnej ławce znajdującej się wewnątrz rudery. Ślizgonka nie miała żadnych przeczuć, jakoby znajdowała się w jakimś nawiedzonym miejscu czy też wielkim, magicznym łajnie. Ona gustowała w takich... ruinach. Czyż nie miały z nią czegoś wspólnego? Kto tam by snuł refleksje, gdy pod ręką ma się wystarczająco relaksacyjne Hogsy. Vanille po prostu korzystała z okazji i wypalała pierwszego papierosa, którego specjalne działania oczywiście zaczęła odczuwać niezwłocznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Glasgow, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 174
  Liczba postów : 80
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10801-lara-a-lavey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10802-jestem-jajkiem-hau-hau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10803-bo-nietoperzy-juz-nie-mieli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10804-lara-lavey




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Pią Maj 08 2015, 23:27

- Na litość boską, dziecko - powiedziała krztusząc się i machając ręką przed nosem, jakby to faktycznie pomagało w odgonieniu nieprzyjemnego zapachu dymu - wiesz ile osób od tego przedwcześnie ginie? - powiedziała jako przestroga, choć doskonale wiedziała, że czegokolwiek by nie zrobiła, zachowanie Vanile się nie zmieni. - No już, schowaj to "avada kedavra" w patyku i razem pozastanawiajmy się nad sensem istnienia ludzkiego - udała rozmarzoną, majestatycznie wyciągając rękę w górę tworząc w powietrzu tęczę. - Suń dupę - usiadła obok niej. - Wiesz co mnie wkurwia? - bezsensowne wyznania MODE ON. - Ludzie Vanille, ludzie. Czy oni naprawdę myślą, że zapamiętam każde imię przedstawiającego mi się napalonego małolata? - udała zagubioną marszcząc czoło. - A ty jaki masz problem?
Bożeeee, jakie to cudowne! W towarzystwie niektórych osób można kompletnie zmienić swoje zachowanie - choć na chwilę. Lara lubiła czasami odciąć się od prawdziwych problemów i poudawać, że "nie mam co na siebie włożyć" jest największym dramatem jej siedemnastoletniego życia. Fajnie jest zapomnieć, że zamordowano ci matkę, nie ma co. A w tej chwili, LaVey nie zastanawiała się nad innym sposobem dokonania tego, skoro jeden i to całkiem niezły właśnie pojawił się przed jej zgrabnym noskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 74
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10656-vanille-virginia-sweeney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10659-waniliowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10678-niby-sowa-van#293140




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Sob Maj 09 2015, 11:36

Wanilia tylko uśmiechnęła się lekko z czymś na kształt kpiny widząc reakcję Lary. Nigdy nie potrafiła zrozumieć reakcji sceptyków papierosów na ich widok. Bali się, że dostaną raka płuc od samego patrzenia czy niby wdychania? Vanille zaśmiała się krótko na uwagę o przedwczesnej śmierci, bo ona sama jakoś tego się nigdy nie obawiała. Dokładniej to właśnie tego, co by było, gdyby umarła i zniknęła z tej planety. Czy został jej w ogóle ktoś, kto by ją opłakiwał? No, w każdym razie teraz nie miała czasu na takie kontemplowanie, bo przecież Ślizgonka się jej zwierzała, halo! A ona serio lubiła ją słuchać. Była chyba takim rarytasem, który jak mówił, to nawet jej nie denerwował. Najczęściej. Aż tak bardzo. Poza tym mówiła kompletnie bez sensu, przez co Wanilia nie czuła żadnego znużenia, repulsji czy innego negatywnego skutku ubocznego słuchania ludzkich rozmyśleń. Jeszcze udało się jej w tym czasie skończyć swojego papierosa, więc Lara miała najwidoczniej szczęście. Inaczej musiałaby sobie jakoś radzić z dymem tytoniowym panny Sweeney,  bo, no halo, ta nie zamierzała z nimi kończyć tylko przez to, że lubiła LaVey i że przerwała jej samotne egzystowanie w tym superkowym miejscu. A skąd ona w ogóle znała drogę? Vanille była pewna, że nikt tu nie zagląda. Czuła teraz, że nie jest taka wyjątkowa, smuteczek.
- No wiesz, ja... - Tu zastanowiła się na chwilę, udając wielce zadumaną, chociaż naprawdę zastanawiała się od czego tu zacząć. Ona to mogła na wszystko narzekać, tak tego świata nienawidziła, no przecież! Aczkolwiek zdecydowała się na zupełnie odwrotną sytuację, to jest pochwalenie się albo raczej polansowaniem, że ona takiego ambarasu jak jej śliczna koleżanka nie ma. Brak powodzenia, no to jest się czym chwalić. - Ja to bynajmniej nie mam takich problemów jak ty. Nikt nie mnie nie leci i nikt nie jest na mnie napalony, więc widzisz, mam takich skurwiałych frajerów z głowy - wyznała dumnym tonem i nawet uśmiechnęła się szczęśliwa, że większość facetów to ją właśnie bardziej jak faceta traktuje! Ale taka była prawda, w Vanille było tyle kobiecości, co w traktorze wdzięku i ona na to nie narzekała. Wręcz momentami się cieszyła, bo wiadomo - jej takie rzeczy jak miłość i pogoń za romansami nie bawiła. - Ale jak chodzi o mój problem, to się zajebiście nudzę i myślę, że powinnyśmy coś zrobić, jak już w dwójkę jesteśmy. No nie wiem, masz ochotę na Zakazany Las albo nielegalny wypad do Hogsmeade po procenty? Albo poderwiemy jakiegoś podstarzałego typa, a potem zaczarujemy, żeby idiota zrobił sobie jakąś krzywdę? Możemy też, no kurwa, nie wiem, wszystko możemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Glasgow, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 174
  Liczba postów : 80
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10801-lara-a-lavey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10802-jestem-jajkiem-hau-hau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10803-bo-nietoperzy-juz-nie-mieli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10804-lara-lavey




Gracz






PisanieTemat: Re: Stara Rudera   Sob Maj 09 2015, 14:35

Lara udała, że słucha z przejęciem, przytakując co jakiś czas. Oparła się łokciem o oparcie ławki podpierając przy tym brodę. Uśmiechnęła się i cicho zaśmiała z pomysłów, na które oczywiście nikt inny by nie wpadł. No a przynajmniej na trzeźwo.
- Słuchaj, a może od razu wbijemy do Departamentu i porwiemy Ministra. Dajesz, myślę, że się nie zorientują - odpowiedziała równie szalonym pomysłem. - Wiesz, do Hogsmeade możemy podskoczyć. Co prawda mnie procenty nie interesują, ale tobie mogę w tym pomóc - uśmiechnęła się niewinnie. - Nie dziękuj - zawstydziła się teatralnie.
Zapadła chwilowa cisza. LaVey spojrzała na koleżankę, a jej mina ewidentnie ukazywała zarodek jakiegoś pomysłu.
- Ale może lepszym pomysłem byłby las?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Stara Rudera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Stara Rudera
» Stara latarnia morska
» Stara, pusta klasa
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Płacząca wierzba przy stawie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-