IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Departament Magicznych Wypadków i Katastrof

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 325
  Liczba postów : 297
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7384-charlene-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7385-nibylandia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7386-wendy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7387-charlie-watson




Gracz






PisanieTemat: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Wto Kwi 08 2014, 16:36


Departament Magicznych Wypadków i Katastrof

Departament, który nad swoimi drzwiami zawieszoną ma ogromną mapę i w zależności od niebezpieczeństwa jej dany obszar zaczyna zmieniać swoją barwę. Gdy jest ona już brunatna, sprawa wymaga natychmiastowej ingerencji tego Departamentu, zatem wszyscy ją bacznie obserwują, nawet wtedy gdy podejmują interesantów. Znajduje się tu również siedziba główna Brygady Uderzeniowej, zwalczającej skutki nieudanych zaklęć lub eliksirów, Kwatera Główna Amnezjatorów, zajmujących się modyfikowaniem pamięci mugoli będących świadkami używania magii lub czarodziejskich wypadków oraz Biuro Dezinformacji, którego pracownicy przekazują mugolskiemu premierowi wiarygodne niemagiczne uzasadnienia danego zdarzenia, którego skutków nie byli w stanie całkowicie usunąć pracownicy Departamentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sob Wrz 06 2014, 08:14

Staż - etap I
Ministerstwo Magii, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof
Rok 2013, zaraz po ukończeniu studiów

Kostki: 2 i 6

Odbębnić, zapomnieć, zacząć wakacje. Proste założenie, którego za wszelką cenę się trzymał i chciał jak najszybciej sobie z tym poradzić. Nie wybrał departamentu w którym pracował ojciec, co było logiczne i zrozumiałe dla wszystkich, na innych miał nieodparte wrażenie, że będzie miał więcej roboty niż tutaj. Kategorie którymi kierował się w życiu ambitny Mars. Najważniejsze, aby nie było za dużo roboty. Mów co chcesz, ale to tylko jakiś pierdolony staż, który odrobi, bo tak trzeba. Później będzie miał prościej przy staraniu się o pracę w ministerstwie. Nawet jeżeli będzie to inny departament.
Już pierwszego dnia sobie przejebał lekko sprawę. Mógł się zastanowić zanim na tyłek wciągnął skórzane jeansy i poniósł z podłogi koszulkę, która nie była w bardzo opłakanym stanie. Szef od razu wyrobił sobie o nim opinie i jakby się nie starał później Mars, nie mógł nic zmienić. A starał się. Może i wszyscy z początku mieli go za lesera, który wybrał ten staż ze względu na to, aby mieć mało roboty, ale zdanie zmieniło szybo. Oprócz tego jebanego kutasa szefa. Nie przejmował się nim za bardzo, bo nie miał w planach spędzić trzech miesięcy z morderczymi myślami. Zamiast pokazywać mu jak bardzo jest na niego zły uśmiechał się od ucha do ucha i przytakiwał kilka razy. Rzecz której nauczył się dawno. Jeżeli ktoś go nie lubił, pokazywał jak bardzo się nim nie przejmuje. Zamiast ciskać się bez sensu i rzucać komentarze, które tylko postawią go na gorszej pozycji, uśmiechał się. Im szerzej tym bardziej wyprowadzał szefa z równowagi. To było tak proste, że nie wierzył, że ten dupek tak łatwo daje mu się podejść. Na koniec miesiąca tylko pożałował, bo chuj ujebał mu dziesięć galeonów z wypłaty, ale i tak koniec końców przyjął to z uśmiechem, aby pokazać, że to nie jest najstraszniejsza rzecz jaka mogła mu się przydarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9603-mercury-john-leighton#269073
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9604-nie-grzesz-skromnoscia#269085
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9611-wyzyj-sie-slownie#269274
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9605-mercury-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pią Wrz 12 2014, 20:22

mm, departament magicznych wypadków i katastrof
2008 (bo wtedy chyba skończył hogwart)
staż, cz. I
3,3

Tydzień pierwszy najnudniejszy. Jak dalej tak będzie zniesie jajo i je wysiedzi. Nie widział szefa, widać miał okres albo coś poważniejszego. Lepiej dla Merkurego, który spóźniał się każdego dnia, bo musiał zjeść w domu śniadanie i zrobić się na bóstwo. Mawiają, że pierwsze wrażenie najważniejsze, więc nie mógł pozwolić sobie na rozwiany włos czy krzywo zapiętą szatę. Miał być w końcu przez ten miesiąc EKSPERTEM, a to mówi samo za siebie.
Siedział ten biedny Merkury za biurkiem z toną papierów i przykładał się do pracy. Ekhm… Prawie się przykładał, bo zawsze znajdował sobie lepsze zajęcie, a papierologią zajmował się najpóźniej. To nie było wcale takie trudne, odkładnie tego wszystkiego w bliżej nieokreśloną przyszłość. To prawie jak wrzucanie do szafy, tylko gorzej później było ją otworzyć. Bo jak wszystko wypadało, to przestawało być śmiesznie. Dlatego zaczął się i Merkury przykładać do narzuconych mu zajęć. Powoli, bo dopóki nikt go nie pośpieszał to po co miał się przepracowywać. Jeszcze te okrutna papierzyska by go pogryzły i wcale tak przyjemnie by nie było. Dobra, koniec żartów. Tak z zewnątrz mogło wszystko wyglądać, bo Merkury się przykładał do tego wszystkiego. SERIO, a że nie wychodziło mu za dobrze to inna sprawa. Starał się zgrać z innymi, ale nie był to typ ludzi z jakimi obracał się do tek pory, więc ciężko mu było w tym pierwszym tygodniu. Może dalej pójdzie mu lepiej, ale nigdy nie wiadomo. Może pójdzie do jakiejś wybitnej wróżki, rozważy to na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sob Wrz 13 2014, 00:27

Staż - etap II
Ministerstwo Magii, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof
Rok 2013, zaraz po ukończeniu studiów

Kostka: 2

Może to być głupie, ale miał nieodpartą ochotę zawieszenia na ścianie wielkiego kalendarza z którego będzie skreślał kolejne dni mordęgi. Szef miał go za obiboka i nie ważne co o nim myślała reszta ludzi z którymi pracował. Najważniejsze było zdanie jednego człowieka, który według Marsa na niczym się nie znał. Na szczęście zostawił to dla siebie i nie podzielił się z nikim swoją super błyskotliwą uwagą. Czasem lepiej trzymać język za zębami. Dalej się starał jak do tej pory i kiedy miał już dość i obiecał sobie, że od kolejnego dnia będzie miał wszystko w dupie to stało się najgorsze - szef go wezwał. Na co Mars wywrócił oczami, bo nie chciał słuchać po raz kolejny o tym jaki jest beznadziejny. Co prawda skończył wcześniej i patrzył bezproduktywnie w sufit, ale co innego miał robić? Zdążył też pomóc innym, a i tak miał w zapasie jeszcze dużo czasu, więc chociaż pająki policzy.
Chciał czy nie chciał znalazł się u szefa w gabinecie. Nie było to najprzyjemniejsze pomieszczenie, ale znów się ugryzł w język, bo nie zamierzał bawić się w dekoratora wnętrz. Przygotowany był na najgorsze słowa, ale ku swojemu zaskoczeni tym razem takich nie otrzymał. Trochę nieufnie spoglądał na faceta, który jeszcze dzień wcześniej miał wiele do powiedzenia na temat jego pracy i żadne z tych słów nie było przychylne. A teraz taka odmiana. Jeszcze jak usłyszał, że może wyjść wcześniej jak skończy wszystko i to już w ogóle uśmiech zagościł na jego twarzy. Z zadowoleniem opuścił gabinet i przez pierwszych kilka dni stażu wychodził wcześniej niż powinien. Od razu jakoś lżej mu się przychodziło w to miejsce. Widać czego mu było trzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865




Gracz






PisanieTemat: wypadki   Nie Wrz 21 2014, 21:40

Staż - etap III
Ministerstwo Magii, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof
Rok 2013, zaraz po ukończeniu studiów
Kostka: 6
Kostka na upominek: 5


Spodobało mu się kończenie wcześniej roboty. Doprawdy to było coś wspaniałego i motywował do tego, aby nadal pracował w taki, a nie inny sposób. Taktykę miał prostą i skuteczną, jak było to widać każdego dnia kiedy pojawiał się w ministerstwie. Dni mijały o wiele przyjemniej kiedy wiadomo było, że dzień w pracy skończy się szybciej, a później będzie mógł spokojnie robić wszystko na co będzie miał ochotę.
Wszystko było idealnie do dnia w którym ze swojego pośpiechu zgubił ważny list. Po prostu go gdzieś schował tak, aby później go przekazać w odpowiednie ręce, ale kawałek papieru przepadł! Nigdzie nie mógł go znaleźć. Przekopał swoje biurku i kilka innych, ku niezadowoleniu nikogo, ale nie chciał, aby ten dzień okazał się koszmarem. Na nic jego starania, bo list przepadł, a on musiał się udać do szefa, aby mu o tym powiedzieć. Mało przyjemnie było siedzieć w jego gabinecie i słuchać tych wszystkich słów, ale co on mógł na to poradzić. Spieprzył i mu się należało. Z zaciśniętymi zębami przyjął wszystko, a później wrócił do siebie gratulując sobie głupoty. Ostatnie dni w ministerstwie nie było dla niego proste, ale co mógł więcej zrobić. Nie przerwie stażu tylko go dokończy, a później będzie się starał i pracę tutaj. Może jednak się okaże, że na rozmowie zatrze złe wrażenie. Albo jego szefem będzie ktoś inny i do jego uszu nie dotrą żadne złe słowa o nim. Taka możliwość też istniała, dlatego dotrwał do końca i ku jego zdziwieni na koniec stażu dostał od szefa upominek, a dokładnie sto galeonów. Widać zatarł złe wrażenie albo to było jakąś tradycją, że wszyscy na koniec coś dostawali. Nie wnikał, ale z ulgą przyjął, że to już koniec. Naprawdę wytrwał do końca i był z siebie dumny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 46
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4219-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4224-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4220-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7195-grigori-orlov




Moderator






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pon Lis 23 2015, 15:37

Grigori musiał porzucić w tamtym roku swój dobrze zapowiadający się staż. Jego matka zachorowała na Kagontorię, chorobę przewlekłą, przez którą Walentina chodziła po uzdrowicielach, a niewystarczające zarobki ojca oraz niemoc matki, zmusiły Griga do pracy w Rosji. Petersburg nie wydawał się tak ciepły i przyjazny jak zawsze. Lato tego roku było wyjątkowo paskudne. Grigori martwił się o matkę, palił jeszcze więcej niż zazwyczaj, nie miał nawet czasu na spotykanie się ze swoimi rosyjskimi przyjaciółmi. Kiedy tylko nastąpiła poprawa stanu zdrowia Walentiny, która wróciła do domu, jego rodzice polecili mu wracać do Anglii, gdzie miał znacznie szersze perspektywy. Tutaj nie był znany jako dawny uczestnik turnieju trójmagicznego, a jego kraj nie był tak rozwinięty jak magiczny świat Wielkiej Brytanii. Orlov wrócił do Londynu, gdzie ponownie przystąpił na kurs do wydziału Magicznych Katastrof. Okazało się, że był w tym zwyczajnie dobry. Grig nigdy nie panikował przy sytuacjach kryzysowych. Ze spokojem transmutował głowy bandy naukowców, które pozamieniały się w kociołki, przez co czarodzieje obijali się o ściany pokoju. A pupilkiem szefa został kiedy samodzielnie ujarzmił magiczny ogień, który żywo rozprzestrzeniał się na mugolskie budynki znajdujące się dookoła. Orlov był w końcu mistrzem tego żywiołu, szczęśliwym zbiegiem okoliczności został przydzielony do tego wypadku, by zyskać sobie popularność u przełożonego.
Wciąż często wracał do domu. Każdy weekend spędzał opiekując się matką. Dostarczał nowocześniejsze leki Walentinie, na które wydawał większość swojej pensji. Coraz poważniej myślał o sprzedaniu swojego mieszkania w Londynie. Zmęczony psychicznie i fizycznie Orlov sporo schudł. Nabrał nawyku bawienia się kolczykiem w nosie podczas palenia. Często nerwowo poruszał nogą. A jego oddanie pracy wynikało z tego jak bardzo chciał zapomnieć o tym co się dzieje w domu, przez zatracenie się w ciężkiej robocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 46
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4219-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4224-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4220-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7195-grigori-orlov




Moderator






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sro Gru 02 2015, 01:52

Dni pracy dłużyły mu się niepomiernie. O ile na początku praca wydawała się być całkiem ciekawa, aktualnie wszelkie jego zadania były dość nudne. Żadnych ekscytujących wyjść, a tak zwane „katastrofy”, którymi się zajmował, wyglądały naprawdę żenująco. Dobrze wiedział, źe dopóki nie dostanie lepszej posady, nie będzie dostawał zbyt wiele ciekawych zdarzeń, w których będzie mógł interweniować. Jednak wydawało mu się wcześniej, że pokazał ile jest warty i jego szefostwo mogłoby dać mu chociażby jedno ciekawe zadanie!
Na nic takiego, niestety, nie zanosiło się w najmniejszym stopniu. Kiedy Grig siedział i robił sprawozdanie, a raczej próbował usunąć z niego wielki kleks, który przed chwilą na nim wytworzył, zobaczył lezące obok niego pióro. Od razu zauważył, że to jeden z samonotujących cudów, których niestety nigdy nie mógł zakupić. Nie wziął go jednak od razu. Po usunięciu plamy wrócił do żmudnego opisywania ostatniej małej tragedii, w postaci zaczarowanych mioteł, biegających wokół domu mugola. Kiedy jednak następnego dnia wrócił do skrupulatnego wyjaśniania kolejnego incydentu, pióro wciąż lezało na swoim miejscu. Po trzecim dniu bez właściciela, Orlov przywłaszczył sobie w końcu przedmiot. Kolejny tydzień upłynął mu znacznie przyjemniej, kiedy mógł przynajmniej jeść lunch, podczas gdzie pióro w jego imieniu opisywało wszelkie zaistniałe zdarzenia.


5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pią Lip 29 2016, 11:35

Staż - etap I
Ministerstwo Magii, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof
Rok 2000
Kostki: 6 i 1

Pierwszy dzień stażu po niepowodzeniach i licznych porażkach podczas kursu młody Nolan przyrzekł sobie wypełniać swoje obowiązki dobrze, sumiennie. Wstawał dużo wcześniej do pracy, by umyć się, zjeść śniadanie. Wyglądać schludnie i nie nagannie, bo przecież tego wymagała praca w ministerstwie. Sumienności, rzetelności i wyglądu. Nie przeszkadzało mu to szczególnie, gdyż uwielbiał wyglądać czarująco. Szef był zachwycony, że ktokolwiek prócz niego przykłada tyle uwagi do nienagannego wyglądu. Już w pierwszym dniu pracy, kiedy myślał, że otrzyma soczystą burę, okazało się, że szef biura podszedł do niego, uścisnął mu dłoń i powitał w załodze. To było miłe zaskoczenie dla młodzieńca, które dało mu motywacje do pracy. Pracował pilnie, ciężko i sumiennie, w końcu chciał bardzo zająć tą posadę. Marzył o tym, by w końcu zarobić uczciwie kilka galeonów. Miłym zaskoczeniem dla niego było, kiedy otrzymał premię za pierwsze tygodnie pracy. To uszczęśliwiło go niezmiernie.

cz II

3, parzysta

Dzień w pracy nigdy nie może być miły, są tylko dni bardziej i mniej niemiłe. Dzisiejszy był w miarę spokojnym i tak niby miało pozostać. Pozory. Nie było większym zaskoczeniem, kiedy nawalił sprzęt w pomieszczeniu socjalnym. Magokawiarka. Najważniejsze urządzenie w całej pracy. Kawa musi być zawsze, daje pobudzenie, zbiera rozproszone myśli, daje siłę na kolejną resztę dnia. Kiedy tylko to mężczyzna zobaczył, musiał szybko coś temu zaradzić, a że znał się nieco na majsterkowaniu, postanowił sam naprawić sprzęt, nie zgłaszał awarii do przełożonego. Sam wyją różdżkę i zaczął majstrować w sprzęcie. Po próbach, sprawdzaniu całej aparatury, zadziałała! Wielki sukces! Kiedy się odwrócił, jego szef, stał za nim kiwając potakująco głową z wielką aprobatą.

cz III

3, nieparzysta 1, 4

Wszystko mogło się pięknie skończyć, pracy było sporo, ale cały staż przebiegał Nolanowi spokojnie i bez większych problemów. Pracy przybyło w ostatnich dniach, nie wiedział sam w co mógłby włożyć ręce najpierw i mimo nadgodzin nie mógł sobie poradzić z nadmiarem obowiązków. Pech dodatkowo chciał, że kolega z pracy związał mu sznurówki w butach i nagle pizg. Krew się polała wartko na podłogę. Później było milej, bo mógł spędzić dzień na oddziale nic nie robiąc. Kolejną miłą niespodzianką był prezent od szefa na koniec stażu. Młody rekin ministerstwa wkraczał w życie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Anglia, Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 0
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14130-quentin-lancaster
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14173-amigos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14174-sowson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14171-quentin-lancaster




Moderator






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pon Lut 20 2017, 18:55


    Staż, Ministestwo Magii, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Etap I
    • Po ukończeniu szkoły, w wieku osiemnastu lat.


Przychodząc na staż, nie miał żadnej motywacji, żeby "zdać" jak najlepiej. A mimo wszystko miał taki zamiar - być najlepszym. Można to było nazwać jego zboczeniem, jednakże tak było - lubił i pragnął zawsze być najlepszy, albo po prostu zrobić coś idealnie. Bez skazy. Bez jakichkolwiek wątpliwości co do jego pracy.
I tak właśnie myśląc, pojawił się w Ministerstwie, a potem w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof, gdzie miał odbyć się staż. Miesiąc mięli pracować i już na początku rozejrzał się po całym pomieszczeniu, zapamiętując najważniejsze twarze, przedmioty, elementy wystroju wnętrza, bądź inne korytarze prowadzące do tego miejsca. Jednym słowem, wszystko. Po kilku dniach pracy zauważył także, że egzaminator, wykładowca jak zwracał uwagę na resztę - tak na niego wcale. Był powietrzem, niewidocznym i niedotykalnym. Nie przeszkadzało mu to, ale też nie pasowało szczególnie. Będąc pupilkiem osoby, która wypłaca pieniądze zawsze można liczyć na podwyżkę. W jego sytuacji nie miał takiej szansy, by dostać dodatkowe galeony. Pewnie o normalną zapłatę będzie także musiał się upomnieć, staruszek mógł zapomnieć o jego istnieniu.
Quentin miał proste zadanie, lecz trochę nudne i papierkowa robota nie była jego mocną stroną - musiał zastanawiać się nad pewnymi przyczynami i skutkami wypadków, metodę zapobiegawczą takiemu rozwojowi zdarzeń i tak dalej. W sumie robota niczego sobie. Dla Quentina jednakże była niezwykle prosta, nie musiał specjalnie główkować nad wytyczonym mu tematem. Zadania odrabiał każdego dnia jeszcze szybciej i lepiej, pod koniec pomagając towarzyszom, który nie byli równie szybcy co on. Cóż, nie każdy był idealny. On był.

kostki:
pierwsza:
4
druga:6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Nie Mar 05 2017, 16:03

Staż - etap I
kostki:2 i 5

Nie da się opisać, ile nerwów, bólu i wyrzeczeń kosztowało Ruth dostanie się na staż. Kiedy jakimś niewyobrażalnym cudem wcisnęła się do Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof na praktykę myślała, że przyjęcie jej na staż w trakcie studiów nie będzie sprawiało większego problemu. Jak bardzo się pomyliła, przyszło jej dowiedzieć się już wtedy, gdy od zakończenia praktyki w październiku bezskutecznie usiłowała pokonać tę administracyjną machinę i zatrudnić się na stanowisko dzielące ją już zaledwie krok od kariery analityka. Najpierw seria odmownych listów, potem jakieś bezsensowne tłumaczenia, a nawet wytknięcie jej etatu w Mungu, jakoby miała nie mieć czasu na zajmowanie się poważnymi sprawami. Te nonsensy nasiliły się jeszcze bardziej, gdy Nolan, jej dawny kierownik rozstał się z posadą Ministra Magii a z osób decyzyjnych nie pozostał kompletnie nikt, kto mógłby ułatwić biednej Szwedce dostanie się na staż.
I nagle, kiedy już załamała ręce kompletnie i doszła do wniosku, że ten skretyniały, seksistowski szef departamentu nigdy jej nie przyjmie jego zastępcą (czyli osobą, która pod nieobecność samego szefa odpowiada za przyjęcia, jak niegdyś Nolan) został Quentin. Ten sam, z którym miała przyjemność pracować podczas swojej praktyki, kochany, ambitny czarodziej, który wprowadzał normalność do tego zwariowanego grajdołka osobliwości.
Stało się. Ruth otrzymała list, z którego jasno wynikało, że szanowny pan Lancaster z miłą chęcią przyjmie ją na odbycie stażu od marca. Wittenberg domyślała się, że może to być spowodowane deficytem pracowników, ale oprócz pozytywnej decyzji najważniejsze było dla niej chyba to, że skoro przyjął ją Quentin to oznaczało, że szef jest na urlopie. Może uda jej się zrobić cały staż bez konieczności znoszenia jego przykrych komentarzy?
Pierwszy dzień przebiegł normalnie. Znała w biurze każdy kąt, każdą książkę i większość twarzy, toteż czuła się swobodnie i nawet zasypanie jej stertą raportów nie wzruszyło jej tak, żeby jakkolwiek mogło jej to popsuć humor. Niestety, na drugi dzień wrócił szef. Ten sam, który niezmiennie uważał każdą kobietę w jego dziale wyłącznie za dodatek estetyczny (w departamencie oprócz Ruth pracowała wyłącznie jedna kobieta - sekretarka. Wszyscy urzędnicy byli mężczyznami). I się zaczęło.
Czegokolwiek by nie robiła, jakkolwiek nie przyłożyła by się do sprawy zawsze było źle. Komentarze o jej ubiorze, braku kompetencji i stracie galeonów z tego tytułu były na porządku dziennym. Szef bez skrupułów potrafił doczepić się do niej o byle bzdurę przy wszystkich, wystarczyło, że odstawiła kubek w złym miejscu, albo oddała raporty pięć minut później - dla niego była tylko kobietą, która nie będzie w stanie poradzić sobie jako analityk. Ruth czasami była bliska płaczu, bo pracowała za trzech, żeby udowodnić - przede wszystkim samej sobie - że nadaje się na to stanowisko. Koledzy coraz chętniej korzystali z jej rad dotyczących mugolskich technologii, żeby pisać coraz bardziej aktualne wyjaśnienia, ale fakt, że szef jej nienawidził przekładał się na część osób, które jakby z dystansem podchodziły do młodej Szwedki. Czyżby bali się, że jawne koleżeństwo z kobietą w tym departamencie grozi zwolnieniem? To niedorzeczne.
Bywały dni, kiedy wbiegała do pracy na kilka godzin po południu i przypadkiem zdarzyło jej się upuścić jakieś dokumenty, ale nie wywoływała tym większego zamieszania i mimo bardzo, ale to bardzo elastycznych godzin pracy wszystkie zadania wykonywała poprawnie a cały ten etap można by było podsumować jako stabilny. Ze względu na szkołę nie udało jej się wykonać wszystkich powierzonych zadań, więc brała pracę do domu, choć i to na niewiele się w końcu zdało. Zmęczona przykrą sytuacją z szefem postanowiła, że przestanie zwracać na niego uwagę i przyłoży się jeszcze bardziej, co wcale nie było takie proste, bo przecież o ile skończyła praktykę o tyle nie była jeszcze pracownikiem i wielu rzeczy nie wiedziała, stąd czasem nachodziły ją myśli, żeby - mimo poprawności wykonywania zadań - zrezygnować. Może to rzeczywiście nie jest praca dla niej?

Ruth nie byłaby jednak sobą, gdyby dała się zgnębić takim pochmurnym myślom. Postanowiła, że zacznie się bardziej organizować, na pewno przestanie słuchać głupich docinek szefa, który potrafił jej obciąć pensję za jakąś wymyśloną niedoróbkę z jej strony i przede wszystkim - zacznie uczyć. Chciała być analitykiem z krwi i kości to nim zostanie. I żadne przeciwności jej w tym nie przeszkodzą. Za dużo poświęciła, żeby tu być, dlatego teraz mimo górek na drodze do sukcesu czuła, że to jest właściwa droga i była szczęśliwa, jak nigdy dotąd. W końcu udało jej się spełnić największe marzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pon Mar 13 2017, 19:21

Staż - etap II
kostka:5

Pracowała tu wcześniej. Była praktykantką przez okrągły miesiąc w tym jakże cudownym departamencie i dałaby się pokroić za ten staż, ale...To było kilka miesięcy temu. Teraz Ruth miała ochotę strzelić w głowę sobie, albo komuś, kto znajdzie się w niebezpiecznie bliskiej odległości, bo z nudów chyba nie tylko ona zaczynała chodzić po ścianach.
Żadnej sprawy. Nic. Raporty z niekontrolowanych rozbłysków w mugolskich dzielnicach, widzianych za oknami alhemików-amatorów wszyscy pisali już machinalnie, a do takiej sprawy był potrzebny jeden, góra dwóch pracowników. Zbierali się na piętnaście minut, sprzątali, rzucali Obliviate, albo nawet i nie, po czym wracali do popijania zimnej kawy. Dni mijały współpracownikom leniwie, aż pewnego dnia mapa wisząca na ścianie, która była ich lokalizatorem wypadków zaświeciła tak krwiście, że wszyscy zerwali się na równe nogi.
-Mamy trupa! - krzyknął barczysty mężczyzna, który właśnie wbiegł przed drzwi wejściowe, przy czym Ruth wydawało się, że wywalił te biedne drzwi chyba z kopa, bo aż jęknęły pod naporem jego ciała.
Wszyscy w popłochu zaczęli się zbierać do wyjścia, co zresztą młodej Szwedce wydawało się dość bezmyślne, bo jeśli jakikolwiek pismak znalazłby się w Ministerstwie i zobaczył, jak kilku rosłych facetów biegnie na złamanie karku do kominków transportowych, przepychając się między innymi pracownikami w głównym holu od razu wiedziałby, że kroi się niezły artykuł. Ruth już sięgała po płaszcz, kiedy poczuła na swoim ramieniu ciężką dłoń, która praktycznie wgniatała jej zapał w podłogę.
-Mała, do trupa cię nie bierzemy. To może być smok, jakiś kretyn z Azkabanu albo obskurus. Zostajesz - powiedział twardo, wymieniając jedne z najgorszych przyczyn śmierci, z którymi niestety spotykali się na swojej drodze pracownicy tego departamentu.
Została, ale skoro cały dział wybył pomyślała też, że zaraz będą tu mieli kolejnego trupa, jeśli czegoś za chwilę sobie nie wymyśli do roboty. Zaczęła więc ogarniać ten syf, jaki zrobiły sterty dokumentów dotyczących przedawnionych spraw i po jakichś dwóch godzinach układała już książki na wysokich regałach, których nikt nigdy nie używał. A przynajmniej nie kojarzyła takiego faktu ani z teraz, ani z praktyki. Kiedy jedna z książek uparcie nie chciała się ulokować na swoim miejscu dziewczyna odsunąwszy ją spostrzegła niewielkie, podłużne pudełeczko, trochę jakby zniszczone znakiem czasu.
Otworzyła.
W środku znajdowało się piękne, puchate pióro, prawdopodobnie samopiszące - miała już jedno, które wygrała na loterii, więc mniej więcej wiedziała, jak wyglądają takie przedmioty magiczne, ale to wyglądało na zupełnie nowe, jakby ktoś zostawił je tutaj lata temu nieużywane i kompletnie o nim zapomniał.
Zabrała je do biurka, ale jeszcze tego samego dnia wieczorem zapytała jednego ze starszych kolegów, czy wie, czyja to zguba.
-My tutaj mamy stertę mugolskich trupów a ty mi machasz przed nosem jakimś piórem, no litości, Ruth... - jęknął zawiedziony i zmęczony jak nigdy, bo tego popołudnia okazało się, że pod zawalonym przez czarodzieja budynkiem zginęła czteroosobowa rodzina mugoli. No zdarza się. Aurorzy ganiają za kryminalistami, ale potem to ich departament musi tłumaczyć się premierowi, że komuś pospadały na łeb cegły  dachu. Co za banda partaczy!
-Nie wiem czyje, niech będzie, że twoje - rzucił jej na odchodne, razem z ogromnym stosem papierów do uzupełnienia.
-Tak się wynudziłaś przez te dwa tygodnie, to chociaż przez to jedno popołudnie coś porobisz. No, bo to na jutro te dokumenty jak coś. Masz nowe pióro, to ci szybciej pójdzie - machnął ręką i zniknął za drzwiami. To popołudnie zamieniło się dla Ruth w noc spędzoną nad nudną dokumentacją. Następnego dnia oczywiście znów nie było nic do roboty, ale to tego wieczora była umówiona i to ten wieczór sprawił, że kolejny raz zawiodła najbliższych przez pracę. Pióro, choć piękne było niewielkim pocieszeniem, ale dziewczyna liczyła, że uda jej się nadrobić czas z bliskimi poświęcony na pracę i - oczywiście - zacznie się i tutaj dziać coś ciekawego. To przecież praca jej marzeń, tu zawsze było fantastycznie, tydzień czy dwa nudnego raportowania nie zgasi jej zapału.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Anglia, Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 0
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14130-quentin-lancaster
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14173-amigos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14174-sowson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14171-quentin-lancaster




Moderator






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Czw Mar 23 2017, 19:54

    Staż, Ministestwo Magii, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Etap II
    • Po ukończeniu szkoły, w wieku osiemnastu lat.


Staż trwał nieprzerwanie, z każdym dniem coraz więcej Quentin potrafił i był z tego zadowolony. Kto by nie był. Szef tak jak przez cały staż, nie był chyba świadom, że ktoś taki jak on w ogóle się znajdował w pomieszczeniu i robi robotę za połowę stażystów. Ale Q już się do tego przyzwyczaił i nie miał z tym problemu. To problem szefa, że nie zauważa takiego talentu jakim był on... lecz to już zaczynało przekraczać poza skalę.
Pewnego dnia w Ministerstwie podczas stażu jeden mężczyzna, siedzący trochę dalej od Quentina, nagle zaczął krzyczeć coś do ludzi obok niego i do szefa. Nikt nie wiedział o co chodzi, ale niedługo się wyjaśniło. Owy mężczyzna zepsuł maszynę... którą z teoretycznego punktu widzenia nie dało się zepsuć. Quentin w duchu tak się śmiał z szefa i tego chłopaka, który czerwony na twarzy, musiał wysłuchiwać opieprzu ze strony szefa. Było to niezwykle zabawne dla Lancastera i nawet zrobiło mu się po jakimś czasie żal. Kiedy szef zagroził mu, że musi to naprawić, albo wylatuje i poszedł, Q westchnął i kucając, przyjrzał się zepsutej zabawce.
Z zewnątrz wyglądało to wszystko normalnie, nie było żadnej uszczerbki, a jednak przy każdej próbie uruchomienia, maszyna nie uruchamia się i jedynie wydaje dziwny dźwięk ze środka.
Quentin siedział nad tym ponad dwie godziny. Miał ze sobą scyzoryk szwajcarski, zawsze go miał przy sobie, w którym była funkcja śrubokręta. Cały ten zepsuty przedmiot był niebawem magiczny, jednak w rzeczywistości był to zwyczajny zaczarowany mugolska maszyna. Quentin rozkręcił ją i problem nie był magiczny, lecz po prostu przewody się zerwały i w jakiś magiczny sposób to uniemożliwiało działanie maszyny. Lancaster szybko sobie z tym poradził, zakręcił i sprawdził czy działa.
Działało i tym razem chciał walczyć z szefem. Trzeba było się kiedyś przeciwstawić.
Zapukał do gabinetu i przedstawił się jego patronowi. Ten wydawał się, jakby widział go pierwszy raz na oczy. Q nie zdziwił się, więc opowiadał co się wydarzyło. Szef jedynie go wyśmiał, nie wierząc, że ktoś taki jak on mógł naprawić coś, czego on na początku nie potrafił. Lancaster już miał dyskutować, dość niemile, kiedy cała załoga stażystów stanęła w jego obronie. Zaczęli opowiadać jaki z Quentina super ziomuś i w ogóle. Dzięki temu zdobył 15 galeonów premii. W sumie bardzo miło z jego strony.

kostki:
pierwsza:
3
druga:1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pią Mar 24 2017, 22:43

staż - etap III
kostka:1,6

Tak to już jest, kiedy planuje się złapać kilka srok za ogon i pracować, robić staż i studiować jednocześnie. Natłok obowiązków zaczyna walić się na głowę i nawet będąc perfekcyjnie zorganizowanym nie jest się w stanie wszystkiego ogarnąć. Ruth robiła co mogła, ale ostatnie dni na stażu musiała nieco wyszczuplić, jeśli chodzi o zakres godzinowy, bo nagle, ni z tego ni z owego miała lekcję za lekcją przy czym - oczywiście - wszystkie super ważne. Dlatego ambitnie postanowiła, że ogarnie wszystko jednego dnia. Całą papierkową robotę, którą miała skończyć, a nie skończyła, bo albo się uczyła, albo siedziała w Mungu, bo na pewno nie w Ministerstwie. Przyszła z samego rana, wypiła kawę, najpierw jedną, potem drugą, zjadła ciastko od swojej najukochańszej Pandy i zabrała się za wertowanie sterty papierzysk.
Nawet się nie zorientowała, kiedy minęło południe, a na stole stały już nie dwa, a cztery kubki z ciemnymi obwódkami po osadzie z kawy. Ruth skończyła lwią część swoich obowiązków, siedząc przy biurku kilka godzin, ale w końcu trzeba było wstać i rozprostować nogi. Tak więc tłumacząc sobie, że pięć minut w łazience nie przesunie krytycznie jej godziny wyjścia z tego przybytku postanowiła wyjść z biura i trochę się odświeżyć.
Runęła na ziemię tak szybko i tak boleśnie, że w pierwszej chwili nie wiedziała, co się właściwie wydarzyło. Dopiero po chwili zobaczyła, że jej sznurówki są przywiązane do krzesła, ale biała z wściekłości zrobiła dopiero wtedy, kiedy kolega, który pilnie studiował jakiś raport chwilę temu, teraz śmiał się z biednej Szwedki do rozpuku. Wyborny żart, no naprawdę.
Nie powiedziała jednak nic, bo z przerażeniem okryła, że po podłodze zaczęły rozprzestrzeniać się czerwone plamki, spadające prosto z jej nosa. Przyłożyła wierzch dłoni do twarzy i nieświadomie roztarła krew, która popłynęła małą strużką z jej nosa i najwidoczniej wcale nie miała zamiaru przestać.
-Oj, Ruth, nie chciałem! - wyrwał się nagle jej towarzysz z przeprosinami, kiedy dostrzegł powagę sytuacji, ale chyba trochę ironizował, bo jego usta wciąż wyginały się w głupawym uśmieszku.
-Nie odzywaj się do mnie, aż nie skończysz siedemnastu lat - rzuciła do starego faceta, sugerując, że zachowuje się jak gówniarz i ona naprawdę nie będzie się z nim biła na słówka. Odwiązała sznurówki, znalazła swoją różdżkę i rzuciła zaklęcie, które zatamowało krwotok, ale nie miała ochoty dłużej siedzieć w biurze. Z drugiej strony ie chciała kończyć stażu w taki sposób, więc nie pozostało jej nic innego, jak wypić piątą kawę, przyjąć przeprosiny od kolegi, który chyba faktycznie przyznał swój błąd i siedzieć w Ministerstwie do nocy, aż nie skończyła całej papierologii.
Było ciężko, była notorycznie zmęczona, musiała wysłuchiwać uwag szefa i kolegów z pracy, ale w końcu się udało! Docenili ją, a szef uznał, że jeszcze będzie z niej dobry analityk. Nie ma słów, jakimi można by opisać to, jak Ruth cieszyła się z ukończenia tego stażu, w końcu w jej mniemaniu otworzył jej drogę do pracy w Ministerstwie, a przede wszystkim pokazał, że swoim uporem, ciężką pracą i ambicją może osiągnąć to, o czym tylko zamarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Czw Kwi 27 2017, 22:38

Było już stanowczo zbyt późno na pracę normalnych urzędników. W Ministerstwie Magii o tej porze zostawali tylko ci najbardziej ambitni lub ci najbardziej szaleni, którzy widzieli w pracy największy sens swojego życia. Byli też tacy, którzy z miłą chęcią posiedzieliby sobie teraz przy kłębolocie ale niestety sterty papierzysk niemal dosłownie trzymały ich jeszcze przy biurkach.
Ruth doskonale znała tę porę, bo kiedy zaczynała staż, a wcześniej jeszcze na praktyce, często zostawała po godzinach, żeby dokończyć jakieś raporty, którymi koledzy zarzucali ją coraz chętniej, kiedy tylko dowiedzieli się, że całkiem nieźle je ogarnia. Potem fascynacja zapachem papieru przeszła młodej Szwedce i zaczęła się pchać do spraw w terenie, ale dość szybko okazało się, że ta praca wygląda dokładnie tak, jak ją sobie wymarzyła - jest niebezpieczna i wymaga od pracownika zawsze pełnej koncentracji, skupienia i niesamowitych umiejętności, toteż nikomu specjalnie nie chciało się niańczyć studentki na wyjazdach do rozwalonych od źle uwarzonych eliksirów kamienic. Dużo czasu jej zajęło, żeby pokazać, że czaruje całkiem nieźle i chyba jeszcze więcej, żeby przekonać do siebie kolegów z działu. Jednak kiedy to już osiągnęła, Departament Magicznych Wypadków i Katastrof stał się dla niej swojego rodzaju małą rodziną, której nie chciała opuszczać.
Pracownicy się zmieniali, a rotacja była oczywiście naturalną koleją rzeczy przy tak wyczerpującej i mało płatnej pracy. Kobieta miała jednak swoich ulubieńców, którzy na szczęście nie planowali (przynajmniej na razie) odchodzić z biura. Takim ulubieńcem był Dead. Przystojny, zorganizowany, błyskotliwy i zawsze trafny. Wittenberg miała w nim nie tylko oparcie merytoryczne, ale też doskonale zdawała sobie sprawę, że jeśli kiedyś przyszłaby do niego popłakać w rękaw to w sekundę znalazłby sposób, żeby rozwiązać jej problem.
Dziś jednak umówiła się z nim nie po to, żeby się spoufalać, tylko żeby porozmawiać o dość istotnej dla niej sprawie, którą drążyła od niedawna, ale za to bardzo intensywnie.
Weszła cichutko do biura i uśmiechnęła się przyjaźnie, czując ciepło bijące z pomieszczenia.
-Przepracowujesz się Dorien, wiesz? - zaczęła, siadając na biurku i biorąc do ręki jedno z piór nie zamoczonych jeszcze w atramencie. Skupiła się na okręcaniu go sobie w dłoniach, żeby ciekawsko nie zaglądać koledze do raportów, choć oboje dobrze wiedzieli, że długo to machanie nogami Ruth bez celu nie potrwa.
@Dorien E. A. Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sro Maj 03 2017, 19:09

Dorien był jednym z tych, którzy często zostawali po godzinach, to fakt. Dużo pracował, ale jako urzędnik w tak wymagającym departamencie miał naprawdę dużo obowiązków. Czy było mu z tym źle? Tylko trochę. Czasem miał wrażenie, że życie ucieka mu przez palce, bo albo siedzi w biurze albo śpi. Z drugiej strony, jego rówieśnicy, którzy dopiero co kończyli studia, mieli w plecy doświadczenie, które on już zdobył pracując na tym stanowisku. Nie czuł się gorszy przez brak wyższego wykształcenia. Uważał się za mądrzejszego, bo lepiej spożytkował czas, który inni tracili na bezsensownych studiach. Ci sami studenci potem trafiali na dokładnie te same stanowiska co on i wcale nie płacili im więcej.
Tego dnia natomiast nie został w biurze dlatego, że nie starczyło mu czasu na raporty. Fakt, zawsze było co robić i zdecydowanie się nie nudził, natomiast powód pozostania w biurze był zupełnie inny – otóż został o to poproszony. I to nie przez byle kogo. Nie przez szefa departamentu, nawet nie przez samego Ministra. Cała ta sytuacja została spowodowana przez jego najmłodszą koleżankę z pracy, Ruth. Niesamowicie intrygowała go przyczyna tejże prośby. Równie dobrze mogli przecież porozmawiać pijąc kawę i siedząc przy biurkach, pomiędzy stertami tych głupich raportów, których i tak w większości nikt nie czyta. Czekał zatem aż do późnego popołudnia, a może wręcz wczesnego wieczora. Frapowało go również czemu jako miejsce spotkania wybrała biuro, a nie jakiś mniej lub bardziej oblegany lokal. Obawiała się, że ktoś ich razem zobaczy? Dziwne.
Kiedy już w końcu się pojawiła, zamiast dać upust zniecierpliwieniu i ciekawości, zaogniła ją jeszcze bardziej. Usiadła na skraju jego biurka, prawdopodobnie w dużo mniej wyzywającej pozie niż mu się wydawało. Odchylił się do tyłu w swoim fotelu, tak by objąć wzrokiem jak najwięcej jej atutów, wliczając w to długie i zgrabne nogi, które zresztą zauważył pierwszego dnia, gdy tylko pojawiła się w ich departamencie. Jego twarz przyozdobił szczery uśmiech hedonistycznego zadowolenia.
– Ktoś musi ogarnąć ten bajzel, tym razem trafiło na mnie. Nie ukrywam, że zostałem, bo czekałem na ciebie. Miałaś jakąś… sprawę.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sro Maj 03 2017, 21:27

Mimo, że jej staż definitywnie dobiegł końca Ruth czuła się związana z tym Departamentem. Od kiedy sięgała pamięcią, chciała zostać analitykiem i uparcie dążyła do tego celu, powoli, acz skrupulatnie pokonując przeszkody na swojej drodze do kariery. Ostatnio jednak z racji rozwiązania się tego supła stażowego, który zaciskały dodatkowo kursy i mnogość lekcji miała o wiele więcej czasu na swoje prywatne sprawy i stąd też tak bardzo pochłonęła ją sprawa dość niejasnej klątwy, a w zasadzie nieodgadnionego słowa z kamienia sprzed prawie tysiąca pięciuset lat.
Ruth z przetwarzaniem i pozyskiwaniem informacji radziła sobie nawet poprawnie, jednakże z czarną magią było tak, że żeby znaleźć coś konkretnego trzeba było w pierwszej kolejności dokładnie sprecyzować, czego się szuka, stąd od jakiegoś czasu Szwedka miała wrażenie, że błądzi we mgle, nie przybliżając się ani o krok do rozwiązania zagadki tajemniczego słowa z kamienia z Kylver. I oczywiście nie miała w planach zajmować się czarną magią, przez myśl nie przeszłyby jej jakieś nielegalne czynności, ale czuła przez skórę, że ów słowo musiało być jakąś formułą magiczną wykorzystywaną przez bardzo złych ludzi, a kto, jeśli nie Departament Magicznych Wypadków i Katastrof ma z takimi najwięcej do czynienia? Kto, jeśli nie Dorien?
Był błyskotliwy i trudno było mu odmówić inteligencji, przez co Ruth lubiła go jeszcze bardziej, a sposób bycia pewnego siebie, przystojnego dwudziestokilkolatka wyjątkowo przyciągał jej uwagę. Przyszła z konkretną sprawą, jednak nie byłaby sobą, gdyby nie pozwoliła na tę małą grę spojrzeń i jednoznacznych gestów, na którą raczej nie pozwalała sobie w murach szkoły.
Założyła nogę na nogę, wyjątkowo zostawiając w spokoju poprawianie spódnicy na udach i posłała koledze kolejny uśmiech. Hedoniści, wszędzie hedoniści.
-Niebezpiecznie często trafia na ciebie... - zaczęła, przestając obracać pióro w dłoniach i z całą świadomością muskając nim policzek Doriena. To, że spotkali się biurze miało szereg zalet, nie tylko tych z rodzaju "nikt nas nie przyłapie", czy kwestii dostępności różnych materiałów dowodowych, których sprawę Ruth chciała poruszyć tego wieczoru. Tutaj kobieta czuła się po prostu pewnie, choć w gruncie rzeczy oboje byli na swoim terenie i kto wie, jak potoczy się ta gra, zważywszy na ich tak różne, a jednocześnie spójne charaktery.
Zabrała pióro z policzka Deara i odwróciwszy się doń plecami, powoli przemaszerowała w stronę półki z książkami, zabierając za sobą odgłos czarnych szpilek, wystukujących w podłodze coraz cichsze takty. Zatrzymała się przed regałem i wyciągnęła jedną z lektur, uważnie lustrując okładkę.
-Mieliście ostatnio do czynienia z jakimiś dziwnymi klątwami dotyczącymi zaburzeń układu nerwowego? - zapytała, odwracając się w końcu w stronę Doriena, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Gdyby nie jej grzeczne loki opadające na ramiona i równo skrojona spódnica przed kolano można by uznać, że naprawdę mówi poważnie. W tej sytuacji osoba, która jej nie znała mogłaby pomyśleć, że dziewczynka sobie żartuje. Dear znał jednak Ruth i mógł przypuszczać, że nie tylko jest konkretny powód tego zapytania, ale także stuprocentowa pewność, że Szwedka mu nie odpuści tematu, choćby mieli tu siedzieć całą noc, co i jej - i pewnie także jemu - całkiem by odpowiadało. Może niekoniecznie jednak spędzoną na pracy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Czw Maj 04 2017, 01:12

Naprawdę przed spotkaniem nie miał pojęcia o co może jej chodzić. Na tyle na ile zdążył ją poznać, Ruth wydawała mu się być stonowaną, może nieco zamkniętą w sobie, ale rozważną i ambitną młodą kobietą. Podziwiał jej zapał i upór, to że potrafiła połączyć ze sobą tyle obowiązków i jeszcze prawdopodobnie mieć trochę czasu dla siebie. Zdolna, bystra, szybko się uczyła, wykonywała zadania w zabójczym tempie, a te nieszczęsne raporty pisała jak nikt inny.
– Ciekawe czemu. Może mam za małą wydajność w trakcie godzin roboczych, a może jestem tak dobry, że muszę poprawiać po innych, ale też jestem zawodnikiem do zadań specjalnych – w końcu mrugnął powiekami i uniósł wzrok, który wcześniej był niby utkwiony gdzieś pomiędzy nią a dokumentami – Także nie jestem pewien, czy powinienem być zły, czy czuć się doceniony.
Totalnie nie przeszkadzało mu to, że zabrała mu pióro i kokieteryjnie się nim bawiła. Ale to, co zrobiła później, było co najmniej zaskakujące. Jego brwi chwilowo się zmarszczyły, poczuł na plecach przyjemny dreszcz. Ewidentnie z nim flirtowała, albo czegoś bardzo bardzo chciała i wybrała doskonały sposób na zyskanie jeszcze większej przychylności Doriena. Aż zaczął żałować, że jej staż się kończył i jednocześnie wyczuwał czemu wybrała ciche i ustronne biuro. Czy pasował mu układ ze swoich, prawdopodobnie wyolbrzymionych, wyobrażeń? Jak najbardziej. A fakt że nie miał aktualnie stałej partnerki tylko tę wizję pogłębiał. Już prawie wyciągnął do niej rękę, prawie dotknął jej dłoni, może kolana, ale najpierw chciał się upewnić, że te jej zamiary są na pewno jednoznaczne.
I wtedy wstała, zostawiając Doriena totalnie zdezorientowanego. Podeszła do regału i zaczęła bredzić o jakichś klątwach. Zupełnie nie dotarło do niego to, o czym mówiła, a poproszenie o powtórzenie byłoby totalnym strzałem w stopę.
Zatem nie odpowiedział. Obrócił się powoli na krześle, wziął głęboki wdech po tym jak zorientował się, że od kilku sekund siedzi na bezdechu, cmoknął ustami bardzo cicho. Oparł się łokciem o fotel, brodą o zwiniętą w luźną pięść dłoń, kupując sobie cenne ułamki sekund na opracowanie odpowiedniej reakcji.
– Nie przypominam sobie, choć mogę się mylić. Jakieś konkretne przypadki? – nie powiedział zbyt dużo, same ogólniki, tak by zmusić ją do głębszego nakreślenia tematu. Usłyszał tylko coś o klątwach, ale nic więcej. Pozostawiła go w niemałym szoku, sama zachowując się, jakby zupełnie nic się nie stało.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Czw Maj 04 2017, 21:35

Z Ruth był jeden zasadniczy problem.
W większości nie wiedziała, że jej zachowanie jest odbierane jako flirt i że niektóre poczynania, które tak swobodnie uskuteczniała wobec nie tak wcale bliskich sobie osób zwyczajnie są przekroczeniem pewnej granicy, jednak… Czasem miała tę świadomość. I to były momenty, w których doskonale zdawała sobie sprawę z tego, gdzie uderzyć, jak się uśmiechnąć i kiedy „przypadkiem” podejść za blisko, żeby osiągnąć swój cel. Istniała wyraźna, bardzo gruba linia między tą kobietą, którą Ruth chciała być, a tą, którą w rzeczywistości była. Mimo swojego zapatrzenia w wiedzę i spokojnych, opanowanych oczu dawno temu zorientowała się, że (dzieci, nie słuchajcie!) książkowa wiedza wcale nie jest gwarantem sukcesu w życiu. Na zwycięstwo składa się kilka innych czynników, których pozwolę sobie tutaj nie wymieniać, ale chyba nikogo nie zdziwi, że młode, inteligentne kobiety miały w tej grze łatwiej. Mężczyźni byli dość nieskomplikowani i w większości wystarczał szereg ściśle po sobie następujących spojrzeń i gestów, żeby nawet najbardziej zatwardziali w swoich tezach zmieniali podejście. Ale…
Mężczyznę łatwiej rozgryźć, ale kobietę łatwiej ograć.
Ruth wiedziała doskonale, że jeśli zacznie tę rozgrywkę z Dorienem Dearem, chyba najbardziej pewnym swoich atutów, zresztą bardzo słusznie, członkiem sławnej rodziny Dearów, przegra.
Czy to jednak oznaczało, że ma nie spróbować?
-Zastanawiam się teraz, jak bardzo chciałabym się przekonać, czym są dla ciebie zadania specjalne. Bardzo możliwe, że myślimy o podobnych – zaśmiała się, rozbawiona tymi dwuznacznościami, między którymi przecież oboje lawirowali tak płynnie. Prawdę mówiąc Dorien naprawdę się przepracowywał i jednym z powodów była oczywiście jego ogromna, bardzo Ruth imponująca ambicja i skrupulatność, ale w końcu oboje o tym wiedzieli, więc kobieta nie czuła, że powinna po raz setny mówić mu, że jest zwyczajnie za dobrym pracownikiem. I tak zapewne wiedział, że Szwedka podświadomie się zachwyca jego pracą.
Nie mogła opanować uśmiechu zwycięstwa, kiedy zaobserwowała jego reakcję, gdy stała już z książką pod regałem. I może właśnie zrujnowała całą swoją otoczkę pilnej, grzecznej studentki, ale… Czy kiedykolwiek deklarowała się, że właśnie taka jest?
Zmarszczyła brwi, jakby się nad czymś zastanawiała, przesuwając pióro tym razem po swoim własnym policzku, odrywając je od skóry dopiero, gdy przejechała nim przez cały dekolt. Celowo też nie patrzyła na Deara, bo o ile nie planowała zakochać się w nim na śmierć to – ustalmy – był naprawdę przystojny i trudno byłoby się jej skupić, wgapiając się weń jak w obraz. Lepiej się nie rozpraszać.
-Tajemnicze śpiączki, zaburzenia osobowości, halucynacje… - zaczęła wyliczać, odkładając książkę z powrotem na półkę i wracając do biurka Doriena, ponownie opierając się o jego brzeg.
-Możliwe, że stare, ale niezbyt dobrze rozpoznane przez uzdrowicieli. Coś trudnego do wykrycia – powiedziała i dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo dziwnie brzmi jej poważny ton. Ruth, na miłość, nie można mówić o takich sprawach tonem, jakbyś faktycznie chciała kogoś wykończyć!
-Bez obaw, nie chcę cię zabić. Oboje dobrze wiemy, że wymyśliłabym lepsze sposoby na dręczenie cię niż klątwy – mruknęła kokieteryjnie niemal szeptem, odwracając się przy tym zdaniu w jego stronę i lądując swoim nosem o wiele za blisko jego twarzy, niżby chciała. A może jednak chciała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sob Maj 06 2017, 01:07

– Nie boję się wyzwań, jeśli o tym mówisz. Jestem gotów stawić im czoła i jestem pewien, że nie polegnę – jego głos był dosyć stanowczy, ale nie mówił głośno – Jakiekolwiek by one nie były. Nigdy się nie poddaję, nie oddaję niczego bez walki. Pewnie dlatego dostaję te najcięższe przypadki. Kiedyś na przykład znalazłem kota sąsiadów, którzy już prawie pogodzili się ze stratą pupila. To dopiero osiągnięcie! Ci, którzy oddają się w moje ręce zazwyczaj są zadowoleni. Czy o takich zadaniach myślałaś?
Znów ten delikatny szelmowski uśmiech wpłynął na jego usta. Poruszał ustami naprawdę nieznacznie, zaledwie jednym kącikiem, do tego troszeczkę brwiami, a zmieniał się cały wyraz jego twarzy. Wyglądał na okrutnie pewnego siebie, aż do przesady. Sam chciał siebie przekonać, że to on w tej partii rozdaje karty, choć w głębi chyba wiedział, że to nieprawda. Dorien miał jedną bardzo wielką wadę – był bardzo podatny na kobiece wdzięki. Emanował opanowaniem, starał się nie pokazywać zbędnie emocji. Nigdy nie był zbyt wylewny, ale też taktownie omijał pewne kwestie. Dojrzale podchodził do tematu. Jednocześnie sam też był świadomy swojej atrakcyjności. Podobał się paniom i też umiał to wykorzystać. Nie rzucał się na każdą osobniczkę płci żeńskiej, jego zachowanie nie miało nic wspólnego z desperacją. Po prostu paniom, które potrafiły użyć swoich atutów, łatwiej przychodziło go zmanipulować. Ale czy to nie typowa męska cecha? W każdym razie, ta sukienka… spódnica (?) – tak, Dorien nie do końca je rozróżniał, pewnie również jak większość mężczyzn – przed kolano, to był doskonały początek. Czy zrobiła to specjalnie czy nie, tego raczej się nie dowie.
Uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona. A zatem jednak wiedziała co robi. Wyczytał to z jej zazwyczaj słodkiej i niewinnej twarzyczki. Spróbował jednak przeanalizować jej pytanie, podejść do sprawy profesjonalnie. Ciężko mu się myślało, bo nie dość, że po całym dniu w tym dusznym biurze był zwyczajnie zmęczony, to jeszcze ta młoda dama go rozpraszała.
I właściwie to jej nie odpowiedział. Obserwował jak odłożyła książkę z powrotem na półkę, jak przestąpiła powoli kilka kroków w szpilkach, noga za nogą, eleganckim krokiem. Niemal niezauważalnie przesunął czubkiem języka po spierzchniętej dolnej wardze. Po prostu z wrażenia nie domknął ust. Oparła się znów o kant jego biurka, a potem bardzo niebezpiecznie nad Dorienem pochyliła. I niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który w wyżej wymienionej sytuacji nie spojrzałby kobiecie w dekolt. To naprawdę trwało pół sekundy, może mniej. Mimo wszystko Dear był dobrze wychowanym młodzieńcem i gdy mrugnął powiekami, jego wzrok od razu powędrował wyżej.
– Zawsze możemy przeszukać razem kartoteki – zakończył płynnie, próbując jakoś wybrnąć z sytuacji.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sob Maj 06 2017, 01:57

"Pewnie dlatego zawsze dostaję...to co chcę" - przeszło jej przez myśl, kiedy słuchała odpowiedzi Doriena. I prawdopodobnie bardzo nieuprzejmie by się wyłączyła, błądząc myślami po ciemnych pomieszczeniach swojego umysłu, szukając kolejnego tropu, który mógłby doprowadzić ją do rozwiązania osobliwej zagadki, jaką była rzeczona klątwa, gdy mężczyzna zakończył wypowiedź w całkowicie niespodziewany dla Ruth sposób.
Wittenberg słyszała w swoim życiu sporo autoreklam, ale tak bezpośredniej, przy jednoczesnym wyszukaniu i takcie nie słyszała dawno. Już dawno wiedziała, że Dear jest mężczyzną, który w jeden wieczór, w eleganckim garniturze, z kieliszkiem szampana w dłoni i dżentelmeńskim uśmiechem na twarzy potrafi samym spojrzeniem rozebrać kobietę, jednak gdyby mogła, prawdopodobnie Ruth pokiwałaby mu teraz głową z uznaniem. Potrafił się sprzedać prawie tak samo dobrze, jak pewnie potrafił w magiczny sposób spowodować, że niewinne duszyczki oblewały się rumieńcem zawstydzenia pomieszanego z fascynacją.
Jednak to był dzień, w którym trafiła kosa na kamień. A Ruth bawiła się teraz wprost wybornie.
-Twoi sąsiedzi na pewno nie posiadali się ze szczęścia - przyznała, taktycznie omijając pozostałe odpowiedzi. Mieli do zrobienia sporo pracy, ale nie oznaczało to przecież, że muszą zaraz zasypać się nawzajem stertą kart i raportów, żeby potem bez tchu spędzić całą noc na ich przeglądaniu. Zajmowanie się kilkoma sprawami na raz miało szereg zalet, tak też Ruth pamiętając o tym, po co tu właściwie przyszła nie planowała przerwać ich subtelnej gry, w której oboje zaczęli czuć się coraz pewniej. Niedobrze, przegrany upadnie boleśnie.
Ponownie mężczyzna pozostawił jej zdania bez odpowiedzi, przez co Szwedka zaczęła się zastanawiać, czy nie naciska nań za bardzo, bo może faktycznie tematy takie jak klątwy nie były w pierwszej dziesiątce tematów do rozmawiania z byłymi stażystami departamentu, ale ostatecznie uzyskała odpowiedź, choć nie tak satysfakcjonującą, jak chciała. No dobrze, praca może chwilę zaczekać.
Czy zauważyła, że Dorien przez ten ułamek sekundy zmienił kierunek patrzenia? Nie musiała. Było to właściwie dość proste do przewidzenia, ale w dalszym ciągu Ruth czuła na karku ten dreszcz niepokoju, że to pogrywanie zaraz skończy się dla niej tragicznie, więc postanowiła, że przestanie prowadzić tę grę i zajmie się profesjonalnym podejściem do tematu.
I w tym postanowieniu przetrwała jakieś pięć sekund.
-To może zająć całe wieki - powiedziała w końcu, marszcząc brwi, ale nie zmniejszając dystansu między nimi - Naprawdę masz ochotę spędzić tu ze mną całą noc? Panie Dear, a co na to szef? - przygryzła wargę, mrużąc oczy w wyrazie roześmiania. Świetnie się bawiła, choć zaczęło jej być koszmarnie niewygodnie w pozycji, którą postanowiła przyjąć. Niemniej jednak takie wgapianie się w siebie nawzajem było dość rozbawiające, stąd w przypływie dobrego nastroju i poczucia prowadzenia w ich malutkiej rozgrywce Ruth wstała i niespiesznie obeszła pracownicze biurko dookoła, zatrzymując się tuż za plecami Doriena. Położyła palce na jego barkach i nachyliła nieznacznie, parkując swoje loki na ramieniu mężczyzny.
-Sueus. Nic ci nie mówi? - zapytała, cichym westchnieniem kończąc ten kokieteryjny skłon, ale nie zabrała rąk z barków Deara. Tym razem to ona poczuła na plecach dreszcz. Sama się wpędzasz na minę Ruth. Ostrożnie, bo zabawa z ogniem często kończy się poparzeniami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Sob Maj 06 2017, 22:14

I jeszcze tak ładnie pachniała. I wyglądała, jakby wcale nie chciała się odsuwać. I chyba naprawdę zależało jej na informacjach dotyczących tej klątwy.
Przez chwilę zastanawiał się, czy to był pretekst, by spotkać się z nim sam na sam w praktycznie pustym Ministerstwie, gdzie absolutnie nikt by im nie przeszkadzał, czy wręcz odwrotnie – jej zachowanie miało być tylko przekonywującym dodatkiem do faktycznego celu wizyty.  Niezależnie od zamiarów jego młodszej współpracownicy, obydwoje mogliby wyjść z tego spotkania usatysfakcjonowani. Czy kiedykolwiek wcześniej myślał o niej w takich kategoriach? Tak. Pierwsze wrażenie jest niesamowicie istotne, które to wywarła na Dorienie naprawdę bardzo dobre, gdy przekroczyła próg Departamentu, w którym pracował. W tym momencie znów mógłby wychwalać wszelkie jej atuty – nie dość, że mądra i inteligentna, to jeszcze ładna i zgrabna.
I zawsze ładnie pachniała.
– Nocą bym się nie przejmował. Gorzej, że jutro też powinienem pracować, a jestem tu już od mniej więcej dwunastu, może czternastu godzin, nie liczyłem. Cała noc i kolejne osiem godzin może być trudne. Ale już mówiłem… - wstała i  przeszła kilka kroków, niebezpiecznie stając za plecami mężczyzny.
Nie dokończył wypowiedzi, bo uznał to za totalnie zbędne. Gdy pochyliła się nad nim, tym razem tuż nad jego ramieniem, po raz pierwszy przeszło mu przez myśl, że to może być pułapka. Tylko czemu ktoś taki jak Ruth miałby chcieć się pozbyć Doriena? Chyba nie zalazł jej niczym za skórę, może poza zrzucaniem na nią swojej pracy, ale w ten sposób się uczyła, czyż nie? Odpędził te myśli, tym razem naprawdę koncentrując się nie tylko na słodkim brzmieniu jej głosu, ale też na wypowiadanej przez nią treści. ‘Sueus’. Słyszał już kiedyś tę nazwę, na pewno. Zbyt wiele mu nie mówiła, musiałby… musieliby pogrzebać w jakichś, pewnie raczej starych księgach. Ruth mówiła wcześniej o halucynacjach, śpiączkach. Chyba jednak podświadomie jej słuchał. Jego instynkt jednak podpowiadał mu, by tak totalnie nie obnażać swojej niewiedzy.
– W końcu jakieś konkrety. Hmm… Może będę w stanie ci pomóc, droga koleżanko.  Wszystko uwarunkowane jest głównie tym jak bardzo tobie na tych informacjach zależy. Powiedzmy, że wersja deluxe jest ‘dodatkowo płatna’, ale w tej kwestii na pewno się dogadamy.
Nawet przez koszulę dokładnie wyczuwał subtelny nacisk jej palców na swoich ramionach. Zdecydowanie nie wzgardziłby odprężającym masażem, choć o to nie śmiałby poprosić wprost. I zrobiło mu się gorąco. Co prawda nie był zapięty aż pod samą szyję, kołnierzyk nie ściskał mu gardła, ale gdyby mógł, to na pewno pozwoliłby swojej białej koszuli nieco się rozchełstać.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Nie Maj 07 2017, 01:38

Wsłuchując się w wyliczenia Doriena od ilu godzin siedzi w pracy, kobieta mimowolnie zmarszczyła brwi. Poczuła ukłucie wyrzutów sumienia, kiedy uświadomiła sobie, że na dobrą sprawę mógłby teraz siedzieć w domu i patrzeć w sufit, zamiast ślęczeć w biurze praktycznie bez celu po godzinach. Powinna mu to jakoś wynagrodzić. Zdecydowanie.
W całej tej sytuacji wręcz nie dało się nie zauważyć, że Ruth prawie nie patrzyła na Doriena, pomijając incydent w praktycznym zetknięciu się z jego nosem. Mimo wszystko miała świadomość, jak może skończyć się ten wieczór, kiedy zamiast skupiać się na pracy zatonie w czujnych oczach tego mężczyzny i choć dużo by teraz dała, żeby ta sytuacja wyglądała inaczej, niestety nie mogła jej zmienić. Faktem było, że pełniła tutaj rolę wyłącznie byłej stażystki, co nie zmieniało tego, że gdyby mogła, poczytałaby sobie te nieszczęsne raporty na kolanach Doriena, a nie na swoim fotelu – tak czy owak, chciała się trzymać zasad. Dlatego unikała kontaktu wzrokowego, czując, że bardzo szybko by je złamała.
Kiedy przychodziła na staż była w związku z Norbertem. Podczas praktyki z kolei była platonicznie zakochana w Ezrze. Teraz nie dość, że nie miała nikogo na stałe to jeszcze przeszłość wydawała jej się coraz bledsza, stąd też nietrudno zgadnąć, jakby się zachowała, dostając zielone światło w tej grze domysłów. Czego by jednak teraz sobie nie myślała, musiała pozostać profesjonalna. Tak na minimum sześćdziesiąt procent, Dorien nie powinien się pogniewać za małe odstępstwa od tej reguły, prawda?
Gdy zaznaczył swoje stanowisko odnośnie rzeczonej klątwy, Ruth machinalnie zacisnęła palce na jego barkach trochę mocniej, niżby chciała. Rozluźniła uścisk dopiero po chwili, przenosząc otwarte dłonie na jego koszulę, jakby chciała sprawdzić, czy jeszcze bije mu serce. Był rozgrzany prawie tak bardzo, jak ona, choć trudno było zgadnąć, czy zrobiło im się ciepło ze zdenerwowania, stresu, napięcia, czy innych odczuć, o których pozwolę się nie rozpisywać.
-Dorien, nie powinnam cię tu tak długo zatrzymywać – powiedziała całkiem poważnie, wciąż trzymając ręce na jego koszuli. – Choć muszę się przyznać, że bardzo bym chciała.
Miała tę przewagę, że nie widział teraz jej twarzy, jednak z tonu głosu można było wywnioskować, że chodzi jej dokładnie o to samo, o co chodziło jemu.
-Możemy zrobić tak, że jeśli mniej więcej pamiętasz okresy czasu, w których natknęliście się na tę klątwę, przejrzę dane sama. Scribo, albo samopiszące pióro i erado. Nawet nie zauważysz, że czegoś szukałam. Muszę tylko wiedzieć, gdzie szukać – przyznała w końcu, zabierając ręce z jego torsu i to był chyba moment, w którym poddała się jej profesjonalna część umysłu. A może po prostu zjadły ją właśnie wyrzuty sumienia, że trzyma zmęczonego Doriena praktycznie pod kluczem?
I jakkolwiek to teraz nie wygląda zrobiła dwa małe kroki w stronę oparcia fotela, na którym siedział i tak po prostu, bezceremonialnie zaparkowała mu na kolanach, niewinnie łapiąc za kołnierzyk jego kompletnie niepotrzebnej w tym przedstawieniu koszuli.
-Kiedy się zorientujesz, że nie musisz mnie przekupywać? – zapytała tym samym, słodkim tonem, jakiego zwykła używać, kiedy przestawała się kontrolować i znów wyglądała jak mała, naiwna dziewczynka. Nienawidziła tego w swojej aparycji, ale ostatecznie taka już była jej uroda. Dręczyło ją sumienie i okropnie nie chciała przetrzymywać Deara w biurze, a z drugiej strony tak samo zależało jej na odkryciu znaczenia, albo chociaż płaszczyzny na której działała tajemnicza klątwa. Co robić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pon Maj 08 2017, 20:35

Mógłby teraz spać, czytać, siedzieć ze szklanką szkockiej i faktycznie wpatrywać się w sufit. Mógłby być na wieczornym spacerze, które często praktykował – dużo szybciej zasypiał i regenerował więcej sił. Mógł właśnie brać gorący prysznic po męczącym treningu albo przeokrutnie brzdąkać na czasem zbyt zakurzonej wiolonczeli. Zamiast tego siedział w biurze, między stertą papierów, teczek i pudeł pełnych dokumentów.
Był tylko jeden drobny, ale jakże ważny element, który nie pasował do codziennego obrazu. Była nim ta młodsza od niego o trzy lata młoda kobieta. Ta sama, która do niedawna pomagała mu w trakcie odbywania stażu, mimo że czasem traktował ją jak powietrze. Chwilami, wtedy, kiedy był świadomy i nie ignorował jej obecności, zastanawiał się, czy ją pamięta. Dowiedział się, że pomimo jej pochodzenia od pierwszej klasy była w Hogwarcie, ale gdy Dorien opuszczał szkołę, ona dopiero kończyła czwartą klasę. Gdyby jeszcze była Ślizgonką, to może by ją kojarzył. Dzieciaki z innych domów mało go interesowały, zupełnie nie kojarzył jej z tamtych czasów.
A teraz siedziała na jego kolanach. Jak to rozumieć?
– I uważasz, że to jest odpowiednie miejsce? Myślisz, że tu – spuścił nieco wzrok i wrócił w górę, jakby sugerował, że chodzi mu o miejsce, w którym usiadła – znajdziesz odpowiedź na frapujące cię pytania?
Najchętniej by ją objął, oplótł ramionami na wysokości jej talii, bioder, może jedną rękę umieściłby na jej udach. Nie krępowała się, jej zachowanie wydawało się być dosyć odważne. Sugerowała wiele, możliwe, że wykraczała myślami poza wszelkie etyczne normy, które obowiązują współpracowników. Trzymał jednak emocje na wodzy, nie chciał dać się ponieść chwili. Jeszcze nie. Nie był już podlotkiem, potrafił oszacować szanse. Z drugiej strony był ciekaw, ile dziewczyna jest w stanie dać za informacje, na których tak bardzo jej zależało. Jeśli to Dorien znalazłby się w miejscu stawiającego warunki, to wyniósłby z tego układu zaskakująco dużo.
– Przeszkadza ci? – spytał, wskazując na trzymany przez nią kołnierzyk – Wydawało mi się, że całkiem do mnie pasuje. Wcześniej nie zwracałaś na mnie aż takiej uwagi.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Pon Maj 08 2017, 22:18

Bycie niewidzialnym ma praktycznie same zalety.
Ruth podczas stażu, ale także podczas większości czasu na studiach, a wcześniej w szkole nie rzucała się w oczy, będąc normalną do bólu. Nie wyróżniała się ubiorem, zachowaniem, a z racji przynależności do Krukonów także i poziomem wiedzy. I kochała tkwić w tym stanie latami.
Nikt w końcu nie interesował się jej sprawami, które mogła prowadzić w najbardziej odpowiedni dla siebie sposób i przede wszystkim nie otaczali ją ludzie, którzy, choć chyba nieczęsto to widzą, mają na czole wypisane "demon destrukcji", zamieniając w proch działania innych osób. W Departamencie było może nieznacznie inaczej, bo może i więcej pracowników wiedziało o jej istnieniu, ale wciąż pozostawała tylko stażystką, która z istoty rzeczy nie jest na liście najważniejszych osób do zapamiętania w pracy.
Jednak ona pamiętała wszystkich. A Doriena w szczególności. Jego organizacja pracy i błyskotliwość, jaką mistrzowsko posługiwał się podczas rozwiązywania spraw sprawiały, że czasem właściwie było jej przykro, że zajęty swoją papierologią kompletnie nie zwracał na nią uwagi. Mimo to, że Ruth nie potrzebowała poklepywania po głowie z otuchą za swoją pracę, zdarzały jej się momenty, kiedy naprawdę czuła, że zrobiła coś dobrze i wtedy jakaś część jej osobowości liczyła, że Dear choć kiwnie głową z uznaniem. Nie kiwnął.
Nauczyła się więc być zdana na siebie we wszystkich sprawach, które jej dotyczyły. I być może ta niezależność sprawiła, że z "dziewczyny ze stażu, która pomaga uzupełniać raporty" stała się tą osobą, która właśnie siedziała mu na kolanach, choć bynajmniej nie po to, aby zdobyć informacje. Jej ciało nie było tu walutą.
Prowadzili tak naprawdę dwie rozmowy. Pierwsza dotyczyła pracy i owego tajemniczego słowa, które wierciło młodej Szwedce dziurę w brzuchu i doprawdy całkiem profesjonalnie im ta rozmowa wychodziła, choć na chwilę obecną mieli niewiele ustalonych faktów. Druga dotyczyła czegoś, o czym prawdopodobnie żadne z nich nie mówiło by teraz wprost. Jedna nakładała się na drugą i oddzielenie ich od siebie było dla Ruth niemałym wyzwaniem, tym bardziej, że siedzenie starszemu, przystojnemu koledze z pracy na kolanach wcale tego zadania nie ułatwiało.
-Uważam, że odpowiedź znajdę tu - powiedziała, przykładając mu palec wskazujący do skroni. Zaczęła zakładać, że może wcale nie chce jej przekazać informacji zupełnie dobrowolnie i oczekuje od niej większych starań, które oczywiście mogła podjąć, ale Dorien doskonale wiedział (prawda?), że jej opanowana powierzchowność nie wzięła się znikąd. I choć Wittenberg potrafiła być naprawdę bezmyślnie odważna i bardzo często najpierw coś robiła, a dopiero potem zastanawiała się, czy było to słuszne, nie pozwoliłaby Dearowi tak łatwo wygrać tej małej bitwy. Oczywiście - w najprostszym scenariuszu po prostu wplotłaby mu dłoń we włosy i dała zapomnieć o klątwie, zapełniając jego myśli swoim ciepłym pocałunkiem, ale chyba przyszedł czas na jasne rozdzielenia płaszczyzny zawodowej od prywatnej. Chciała dostać się do tego departamentu do pracy, romans z pracownikiem był najgorszym pomysłem na ten wrażliwy czas.
Jednak prywatnie pozostawali wciąż tylko Dorienem i tylko Ruth. I mogli robić dokładnie to, na co mieli ochotę, z największą przyjemnością ignorując komentarze osób bez własnego życia, wpychający ciekawskie palce w cudze.
-Wcześniej całą moją uwagę absorbował ktoś inny - przyznała bezbarwnym tonem, wciąż bawiąc się jego kołnierzykiem, by po chwili bardzo niedbale, jakby zupełnym przypadkiem odpiąć mu dwa guziki koszuli. Kolejna zaleta bycia niewidzialnym i posiadania dwóch byłych facetów noszących koszule podobnego typu - Ruth była całkiem niezła w radzeniu sobie z guzikami, przy czym nikt o tym nie wiedział.
Teraz wiedział już Dorien.
Chciała się zdystansować do tej sytuacji i określić jednoznacznie, że za nic nie da się ponieść emocjom, ale przez chwilę poczuła, jak osobliwy impuls przebiega jej po kręgosłupie. Wyraz uznania dla prezencji Deara z rozpiętą koszulą sam Dorien mógł dostrzec w oczach Ruth przez sekundę. Zreflektowała się dopiero po momencie, odrywając wzrok od jego torsu i spojrzała mężczyźnie w oczy, po czym jak gdyby nigdy nic wstała i podeszła do regału z raportami dotyczącymi spraw zaklęć.
-Pasowałby, gdyby mnie tu nie było - odpowiedziała najnormalniej w świecie, stojąc do niego odwrócona tyłem i wyciagając sobie w najlepsze trzy grube segregatory. - Mogę to przejrzeć? Teraz? - zapytała całkiem poważnie, otwierając jeden i sprawdzając, kto jest jego autorem. Ani Dorien, ani ona. No pięknie.
Nie minęło jednak pięć sekund, a Ruth zamknęła opasły tom i spojrzała na Deara tak, jakby chciała mu wyjaśnić istotę istnienia magii, aczkolwiek wciąż rozpięta koszula totalnie, ale to totalnie nie pomagała. Dziewczyna zamrugała oczami.
-Moja efektywność pracy za chwilę spadnie do zera, więc naprawdę zależy mi na tym, żeby jak najszybciej znaleźć coś w tych papierach. A potem mogę być prywatna do bólu - przyznała bardzo niepewnym tonem, zdradzając tym samym, że najchętniej walnęłaby teraz te zapiski za okno i zajęła się czymś mniej stresującym, niż praca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Departament Magicznych Wypadków i Katastrof   Wto Maj 09 2017, 01:25

A mógł ją przytrzymać. Przez chwilę żałował, że tego nie zrobił. No, to nie było jak kubeł zimnej wody, ale czuł się tak jakby ktoś mu wrzucił śnieżkę za koszulę – trochę oszukany, trochę otrzeźwiały. Zdecydowanie dobrze mu było z tym słodkim ciężarem, gdy wstała było mu aż za lekko. Jakie były szanse, że tam wróci? W jakimś celu rozpięła mu te guziki. Prawdopodobnie nie dlatego, że było Dearowi zbyt gorąco. Już wiedziała, jak wyglądał w na wpół rozchełstanej koszuli, a wydawało mu się, że nawet jej się taki widok spodobał. Przebłyski świadomości zaznaczyły swą obecność i uciekła od niego tak niespodziewanie jak się pojawiła. Czyżby faktycznie uwodziła go tylko po to, by wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji? Sprytne. Wykazałaby jeszcze więcej zaradności, gdyby skorzystała z jego obecności w pełni.
Przytaknął jej cichym mruknięciem, gdy spytała o zbiory raportów. Przypuszczalnie wzięłaby je tak czy inaczej, ale miło z jej strony, że poprosiła o pozwolenie.
Chciała zająć się pracą, a dopiero co totalnie wytrąciła go z poziomu myślenia na temat spraw Ministerstwa. Myśl, Dorien, myśl. Kiedy mogły być rzucane tak okrutne klątwy? Odpowiedź była prosta, majaczyła mu się gdzieś z tyłu głowy. Przygryzł dolną wargę w geście absolutnego skupienia, choć jeśli Ruth by to widziała, pewnie uznałaby to za niesamowicie pociągające. Intensywnie analizował w skupieniu kilka poprzednich lat.
Bingo.
Wpadł na idealny pomysł, miał już mniej-więcej ten okres przed oczami. Ale czemu i teraz nie mógłby się z nią pobawić w kotka i myszkę? Niezwykle ciekawiło go jak szybko odszyfruje daty. Chociaż wiedział, że to zadanie może być dla niej łatwe. W końcu była najbystrzejszą kobietą, jaką zdarzyło mu się kiedykolwiek spotkać.
– Nie wiem, czy tutaj to znajdziesz. Może będziemy musieli się włamać do archiwów. ’80 rok, wrzesień, może październik. Prawdopodobnie też później, w pierwszej połowie ’81 roku – czekał na jej reakcję, choć sam się praktycznie nie ruszył – Podejrzewam, że tam odszukamy dokładniejsze opisy.
Nie wspomniał tylko, że akurat ten okres był dla jego poprzedników bardzo wymagającym czasem, a dzisiejsze raporty były zaledwie notatkami w porównaniu do wyżej wymienionych. Miał ogromne nadzieje, że udało mu się strzelić w odpowiednią datę. Jeśli dziewczyna się uprze, to będzie dla nich naprawdę długa i męcząca noc, i to niestety nie w takim sensie w jakim on by sobie tego życzył.
– Dlaczego wybrałaś mnie? – spytał, choć liczył się z tym, że odpowiedź będzie wymijająca.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 

Departament Magicznych Wypadków i Katastrof

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Departament Magicznych Wypadków i Katastrof
» Departament Magicznych Pojazdów
» Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
» Departament Tajemnic
» Podręcznik do Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
ministerstwo magii
 :: 
Parter
-