IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Amfiteatr na końcu głównej ulicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Maj 01 2014, 00:05

First topic message reminder :


Amfiteatr na końcu głównej ulicy

Leśny amfiteatr, niesamowicie klimatyczny i przyjemny. Akustyka tego miejsca zachwyci nawet największego sceptyka, a wydarzenia rozgrywające się na scenie są doskonale widoczne z każdego miejsca na widowni. Cóż tu więcej mówić, ten amfiteatr jest idealny na wszelakie wystąpienia!



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Sro Sty 14 2015, 21:32

Dokładnie. Dziewczyna miała stu procentową rację. I tego się trzymajmy. Może kiedyś będą mogły o tym porozmawiać. Ale to kiedyś.
- No nie przesadzaj, to ja jestem kurduplowatym dzieciakiem, który nosi plecy na brzuchu! – nie ma to jak zjechać się całkowicie w jednym zdaniu. Po prostu wiedziała jaka jest. Wiedziała, że jest urocza i może śliczna i słodka, ale czy była piękna? Jak taka prawdziwa kobieta? No może nie do końca.
Widząc jej gestykulację zaśmiała się pod nosem, a jej pytanie wybiło ją z rytmu.
- Jonatan de Gold… jest trochę… pusty, ale ma w sobie coś… – o dziwo jej odpowiedź była bardziej rozwinięta. Nie ograniczała się do odpowiedzi na pytanie, po prostu dodała coś od siebie.
- Nie wiem… – ależ nam rozjaśniłaś sytuacje Moonlight –po prostu tak mi się wydaje. Często o nim myślę i mam ochotę się z nim zobaczyć, a kiedy widziałam ich razem… – zamilkła i zacisnęła jedną pięść, tak niewidocznie – zabolało mnie to… bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn/Tokio
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8580-elishia-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8582-dziabagi-elci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8581-pusia-elci#242490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8583-elishia-brockway#242495




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Sro Sty 14 2015, 21:42

- Nie możesz nosić pleców na brzuchu, bo masz pępek – Podejrzewam, że ten tekst wypowiedziany tak poważnie po prostu zniszczył jakiekolwiek resztki ciężkiej atmosfery. Przynajmniej taką miała nadzieję dlatego też zażartowała w taki, a nie inny sposób. A jeśli to nie było śmieszne to cóż, Lish i tak wierzyła, że jest szalenie zabawna i nikt jej nie wmówi, że nie.
- Jonatan de Gold? Moment, brat Nicka? - Zagadnęła kojarząc raczej tego drugiego z de Goldów. No kto by pomyślał. Vivi zakochana w Jonatanie, a Elishia miała z Nicholasem relację... Specyficzną. Oh to słowo doskonale zastępowało wszelkie nieścisłości. Lepiej się jednak do tego po prostu nie przyznawać i tyle. Bezpieczniej, przynajmniej na razie. Choć jeśli Vi spyta, to nie będzie miała problemów w powiedzeniu jej co nieco.
- Rozumiem... Myślisz, że to znaczy, że jesteś zakochana? - Zapytała przymykając lekko oczy. Przez jej głowę przeskoczyło kilka twarzy. Liam. Nick. Tony. Edward. Thomas. Czy gdyby któregokolwiek zobaczyła z inną kobietą to by ją zabolało? Tony, Liam na pewno są do wykluczenia. Prawie się nie znali, a poza tym jeden z nich znał ją jako Lullaby. Thomas to tylko puchon. Nick tylko przyjaciel. A Edward... Tu następuje w jej myślach wyłącznie cisza. A potem kilka słów: Jestem jak dziwka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Sro Sty 14 2015, 21:52

Dobra udało się jej ją rozśmieszyć. Zasłoniła usta i spojrzała pretensjonalnie na dziewczynę.
- Nie przeszkadzaj mi jak siebie obrażam! – zaśmiała się ponownie i wzięła głęboki oddech. Czuła się odrobinę lepiej. Czemu wcześniej się z nią nie spotkała? Głupia Vivi.
- Ummm tak… chyba tak. A co? – zapytała się niepewnie i widocznie zaciekawiona. Widocznie Elishia kojarzyła drugiego z braci. Widać, że to są przyjaciółki, nawet polują na braci. Kurcze… powinny kiedyś tak razem wyjść na polowanie… no bo z tego co słyszała i widziała to oni są totalnymi przeciwieństwami, dlatego zawsze będą mogły się podzielić, ne?!
- A ty skąd znasz Nicka? – zapytała niepewnie. Ona go kojarzyła bo… no właśnie naśmiewał się z niej często, a kiedy ona z wyskakiwała z tekstem, że jest miły to odchodził… zakłopotany? Albo znudzony. To są podobne uczucia.
- Tak… znaczy się… trudno mi powiedzieć, nigdy nie byłam zakochana. Trudno mi w ogóle rozróżniać jakiekolwiek uczucia, dlatego… z tego co słyszałam to chyba przez to można określić czy jest się zakochanym.
Och niech się dziewczyna tak nie przejmuje. Vivi była bardzo skryta, a czasami za głupia, żeby zauważyć, że może z kimś romansować, dlatego jej amanci ograniczali się do jednego. Gdybym miała zacząć jej wymieniać tych, którzy naprawdę się obok niej kręcili… no cóż… to nie byłoby dobry pomysł, tak myślę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn/Tokio
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8580-elishia-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8582-dziabagi-elci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8581-pusia-elci#242490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8583-elishia-brockway#242495




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Sro Sty 14 2015, 22:02

Nikt się tu nie będzie obrażać! Powiedziała ta, która chwilę temu nazwała się w myślach prostytutką. Cóż, ale miała trochę większe podstawy do tego, żeby tak uważać. Martwi mnie tylko jedno – brak wyrzutów sumienia. Zaciekawienie owszem. Zaskoczenie owszem. Gdzie jednak jakaś samopogarda? Zero. To źle... Prawda?
To Eli będzie lwicą, Vivi będzie lwiątkiem, a chłopaki gazelkami mrau kici kici rawr! To bardzo dobry plan, nie uważasz? Wezmą jakieś wielkie kły, futerka i dawaj polować!
- Aa Nick jest spoko. Zajebisty facet. Ostatnio byłam z nim na lodowisku, w barze, w wannie – Rzuciła jak gdyby nigdy nic. No nie mogę, nie ma to jak się otwarcie do czegoś przyznać. Aczkolwiek nic więcej na ten temat nie będziemy mówić, ponieważ o ile bar i lodowisko było już dawno i nic w tym ciekawego, to cóż - wanna pełna była niespodzianek
- Ja chyba też nigdy wiesz. Ciekawe, czy to się po prostu wie? - Zagadnęła ją podejmując ten filozoficzny temat – Bo przecież czuć się dobrze można przy wielu osobach i w ogóle – Dodała po chwili. A wracając do amantów, to nie oni się kręcili wokół Elishii. To ona kręciła się wokół nich. Z wzajemnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 06:58

No właśnie, dziewczyny ogarnijcie się! To taka mała prywatna prośba.
Chyba tak, ale skoro dziewczyna ma taki charakter to czemu nie? Czemu to miało być takie złe? Zróżnicowanie jest dobre, nawet jeżeli kończy się jako… prostytutka. Dobra to nie brzmi za dobrze.
- W wannie?! – widać było jej zdziwienie. Wydawało się jej, że się przesłyszała, ale po chwili doszła do wniosku, że to najwyraźniej normalne. Mało osób czuło się zażenowanych w takich sytuacjach, ona należała do takich osób, gdzie nie potrafiła siedzieć w jednej wannie od tak z facetem, którego nawet nie zna tak dobrze.
- Lodowisko… – tutaj już się zamyśliła i spojrzała na nią kątem oka. No cóż… o tym to ona coś mogła wiedzieć. Pamięta, jak Nicholas zaatakował ją na korytarzu i męczył na temat Elishi i nie dał jej spokoju dopóki nie powiedziała lodowisko… A więc flirtuje z nią… on nie jest taki zły, chyba.
- No… to jest takie dziwne i trudne do określenia, że powinni tego uczyć w szkole… takie pustaki uczuciowe, albo daltoniści uczuciowi jak ja mieliby troszkę łatwiej! – no cóż… była pewnego rodzaju daltonistką uczuciową, myliła wszystkie uczucia i nie potrafiła ich określić… dziwak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn/Tokio
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8580-elishia-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8582-dziabagi-elci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8581-pusia-elci#242490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8583-elishia-brockway#242495




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 19:03

Jak wy się nie ogarniecie, to was autorki ogarną! Dać takim wolną wolę i szaleją! Trudno być Bogiem no! :D
Zdecydowanie nie brzmi za dobrze, ale no co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Obie dziewczyny miały takie życie, do jakiego doprowadziły. Mogły je zmienić w każdej chwili, prawda? Na tym polegał świat. To ich wybory decydowały o wszystkim, co się działo.
- Nom. I wyobraź sobie złapał nas nauczyciel! Mam szlaban, a Nicholas usłyszał, że... - I tutaj stanęła. Moment moment... Niech sobie dokładnie przypomni tą sytuację, bo w przypływie strachu przed nauczycielem (który był straszny abrrr!) czegoś na zauważyła. Może ja zacytuję:

 I tutaj uśmiechnął się jeszcze szerzej i drapieżniej niż do swojej nierozważnej uczennicy. 
- De Gold! Co ja ci mówiłem do cholery, gdy znowu cię złapię? Języka w gębie zapomniałeś? Wczoraj z panienką Moonlight, dzisiaj z Brockway? - Aden Morris, zdecydowane w tej wiekopomnej chwili, miał chęć na chlapnięcie sobie czegoś mocniejszego. 


Panienką Moonlight... Od tych dwóch słów huczało jej w głowie. Czy to możliwe, że Victorique nie była taka święta? Że mówiła o złym De Goldzie. Że tak naprawdę była zakochana w Nicholasie, a ten jej się źle przedstawił? A może... Może po prostu okłamywała ją ona. Może on. Może oboje. Ucichła. Na dłuższy czas. Jak tu udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy właśnie zorientowała się, że stało się coś bolesnego. Tylko co ją tak naprawdę bolało. To, że Nicka i Vivi coś łączyło, czy to że ktoś ją oszukiwał?
- Tak – To było tyle jakże błyskotliwej odpowiedzi na ich daltonizm uczuciowy. Zrobiła krok do tylu uśmiechając się najwyraźniej przepraszająco – Muszę iść – Szepnęła, ale nie ruszyła się ani o krok. Jakby nogi jej wrosły w ziemię. Dlaczego nagle zrobiło jej się tak ciężko i tak smutno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 19:14

Dokładnie one i ich otoczenie kreowały ich rzeczywistość ich życie, chociaż w głównej mierze zależało to od nich samych i od nich nastawienia.
Kiedy dziewczyna zaczęła opisywać całą sytuację słuchała ją z uwagą… a ta cisza sprawiła, że ciarki ją przechodziły po plecach.
- Coś nie tak? – zapytała spoglądając niepewnie na ślizgonkę – Eli… powiedz coś… przerażasz mnie – wydukała, a po jej plecach przeleciały ciarki. Gdyby wiedziała o tym, że dziewczyna ma takie myśli… natychmiast by im zaradziła. Ale to był trudny temat, bardzo trudny.
Dziewczyna wpatrywała się w ślizgonkę niepewnie.
- Eli… – nie wiedziała co się stało, a chciała temu zaradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn/Tokio
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8580-elishia-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8582-dziabagi-elci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8581-pusia-elci#242490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8583-elishia-brockway#242495




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 19:29

Komu ciarki przechodziły po plecach? To nie Victorique widziała swoich przyjaciół migdalących się w łóżku razem, których nagle nakrywa nauczyciel. Tak samo jak ją z Nicholasem. Jednak wszystko się musi mścić na nie, naprawdę. Już wszystko było w porządku, a tu nagle jej pamięć musiało jej podsunąć coś, na co nawet nie zwróciła uwagi ostatnio! No dobra, to nieważne. Miała tyle bardziej znaczących problemów... W sumie nie ona, tylko gryfonka. Nie będą teraz o tym rozmawiać.
- Vivi. Czy możesz tu na mnie poczekać? Proszę... - Wyszeptała po czym uśmiechnęła się do niej tak sztucznie, że jeszcze bardziej się już nie dało. Potem trzask. Teleportowała się. Gdzie? Nie ważne. Dlaczego? To też nie miało znaczenia. Po prostu wyparowała...

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 19:30


Zaskakujące było dla niego to, że nagle na korytarzu zaczepiła go obca dziewczyna. Była zmachana - najwyraźniej spory kawałek biegła. Poza tym gadała bardzo nieskładnie, szybko i dysząc do czasu do czasu. Musiała się bardzo spieszyć. Jednym uchem ją słuchał i starał się by wszystko do niego dotarło podczas gdy oczami obserwował jej mimikę twarzy i ruchy ciała. „Musisz natychmiast iść do Amfiteatru w Hogsmeade! Stało się coś strasznego! Nicholas ma kłopoty! Tylko ty mu możesz pomóc”. Kłamała. Nie patrzyła mu w oczy, mieszała się, starała się jak najszybciej odejść, nie odpowiadała na dodatkowe pytania. Kłamała, ale po co? Nie interesowało go czy to kolejna pułapka Nicholasa, czy może coś innego? Nie zamierzał tam iść. Uśmiechnął się do dziewczyny i powiedział, że natychmiast rusza. Nie chciał jej urazić szczególnie, że obdarzyła go za to ogromną radością. Dlaczego jej tak zależało? To dopiero wzbudziło w nim ciekawość. I dlatego też właśnie zbliżał się do amfiteatru. Jego kroki było już wyraźnie słychać na trzeszczącym pod butami śniegu. Pojawił się na horyzoncie jego kontur.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 19:36

Och czemu świat stawia przed nami takie problemy? Człowiek chce dobrze, a dzieje się inaczej, wręcz przeciwnie, całkowicie źle!
Jej pytanie wybiło ją z rytmu, nie wiedziała co ma zrobić, uchyliła usta i zaczęła mówić mieszając się.
- Ale Eli… o co chodzi, poczekaj, Eli… – wpatrywała się w miejsce, gdzie przed chwilą stała. Poczuła się jakby tysiąc igieł wbijało się w jej serce. Usiadła i wlepiła swoje szare oczy w powietrze.
Czy zrobiłam coś złego? Powiedziałam coś? Czy ona… mnie już nie lubi? Co się stało
Była w szoku. Nie wiedziała co ma myśleć. Zamknęła oczy i… wyciszyła się. Musiała pomyśleć. Nie miała zamiaru się stąd ruszać. Będzie czekać tak długo jak tylko się da. Nawet nie dostrzegła zbliżającego się osobnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 20:05

Eli to jak widać podła bestia, skoro mimo wszystko postanowiła ich dzisiaj ze sobą spotkać. Szkoda tylko, że dochodząc tutaj Jonatan kompletnie nie widział o co chodzi. I gdy się zbliżał widział tylko kobietę. Talia słabo zarysowana pod ciepłym ubraniem, ale jednak była – stąd takie stwierdzenie. Z daleka wzrost wydał mu się od 155 cm – 165 cm. Taki tam margines błędu, który oczywiście musiał wziąć pod uwagę ze względu na okrycie głowy, wysokość butów. Koloru włosów nie dostrzegł. Może to byłą ta blondynka, która go zaczepiła na korytarzu? Czy to było takie... Szalone zaproszenie na randkę? Przykro mi, ale jego nie interesowały takie przyziemne sprawy. Miał przecież... Em... Naukę.
Im bliżej podchodził tym zauważał więcej. I w końcu się zorientował. Victorique. Był już blisko, ale mimo to się gwałtownie cofnął – niemal tak, jak oparzony. Niestety o dziwo za bardzo w prawo, przez co uderzył w cienkie drzewo z dość nisko wiszącą gałęzią. Cały śnieg się z niej posypał. Wiedział już, że gryfonka zauważy. Głownie dlatego, że wszystko wylądowało na jej głowie. Oj, i chyba też kawałek gałęzi. Dziewczyna nie miała wyboru – choćby się uchylając musiała runąć w śnieg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 20:11

Runąć w śnieg? RUNĄĆ W ŚNIEG? To ją chyba zasypało całą. Poczuła tylko jak coś spada na nią z góry i gniecie ją. Poczuła jak spłaszcza ją i przyciąga do ziemi. Dlaczego było to takie mocne? Może dlatego, że dziewczyna się rozluźniła i wystarczyło ją dźgnąć palcem, żeby się przewróciła.
Natychmiast otworzyła oczy i podniosła się jak oparzona wydając z siebie zduszony okrzyk. Czuła jak śnieg… był wszędzie. Natychmiast zaczęła się trząść. Spojrzała w prawo, był tylko śnieg, w lewo, czy to był kawałek gałęzi? Do góry, tak to był kawałek gałęzi, oberwała z gałęzi, pięknie… chyba zadrapała sobie policzek. Odwróciła się i dostrzegła osobę, która tak bardzo chciała ją zabić.
- Jonatan? – zapytała widocznie zmarnowana. Czuła jak jej spodnie są całe mokre, jak bluza, którą uważała, za cieplejszą od kurtki była zaczynała przemakać. Czapka zniknęła gdzieś pod fałdą śniegu i na jej włosach można było dostrzec rozprószony śnieg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 122
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10019-jonatan-de-gold
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10110-robojonatan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10108-sowa-jonatana#281143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10109-jonatan-de-gold#281144




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Sty 15 2015, 20:20

No, w sumie to ona była przecież taki malutki słodziak, to jak mogłoby jej nie przysypać w całości? Ona by się pod naparstkiem schowała i... Dobra, przesadzam, ale sens jest jednoznaczny, prawda? Nie trzeba nic więcej dodawać.
Oczywiście momentalnie podszedł do niej i ją trochę odkopał. Owszem miał chwilę, by stąd uciec zanim ona wstanie, ale to by było wysoce nietaktowne. Poza tym nawet, jeśli nie byłby wytresowany do bycia dżentelmenem, to i tak musiał pomóc, bo taką miał po prostu potrzebę. Kiedy już był pewien, że wstanie to podał jej rękę, ale nie czekał aż sama ją wyciągnie. O, właściwie to lepiej obrazuje to powiedzenie, że złapał ją za dłoń i pociągnął na siłę do góry, lekko jak lalkę.
- Przemokłaś... Chodź, pójdziemy Cie przesuszyć zanim będziesz chora – Zamarznie zanim dotrą do zamku. Zostaje Hogsmeade. Nawet nie czekał na jej odpowiedź. Pociągnął dziewczynę nim zdążyła się odezwać. I widać było, że po drodze już do niej nic więcej nie powie. Ani nie pozwoli się wyrwać.

z/tx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Nie Wrz 13 2015, 23:19

Zapowiadało się na to, że nowy rok szkolny upłynie pod znakiem próżnych Salemczyków, ich zasranych kotów i dywagacji na temat McGilla. Skoro już biedny Hogwart miał być na to skazany, Voice wolała zbierać pośród Amerykanów przyjaciół, niż wrogów. Rzecz jasna, musiała komuś podpaść już na samym początku. Tym razem padło na, jak się okazało, Zoella. Szkoda tylko, że był przystojny... Kogoś z twarzą podobną do podeszwy nie zaprosiłaby nawet na piwo w podrzędnym pubie, a tym bardziej nie zbierałaby się na żadne słowa przeprosin. Było jej po prostu szkoda tracić jego potencjał. Ktoś powinien pokazać mu jakieś ładne miejsca, oprowadzić po Hogwarcie, przedstawić ludzi wartych uwagi, mruknąć kilka słów o nauczycielach i o duchach. A kto nadawał się do tego lepiej, niż Voice?
Jasne, na jej miejsce znalazłoby się z dziesięciu bardziej obeznanych i, co ważne, bardziej uprzejmych, ale skoro już los ściągnął ich do biblioteki w tym samym czasie... No i nie można zapomnieć o intuicji i fali przypadków, które zachęciły Voice do wykładu na temat eliksirów i osób, które z ich powodu wylądowały w Azkabanie. Ach, jeszcze bibliotekarka i te szóstoklasistki, które rozmawiały o pożarze w Salem, jakby szkoły stawały w ogniu codziennie. Ponoć nie ma czegoś takiego jak zbiegi okoliczności...
Z tą myślą Cheney szła do amfiteatru, w którym panowały pustki. W sumie to nic się nie działo, więc co tu się dziwić... I całe szczęście, bo w okolicy lepszego miejsca do ćwiczeń nie było, tak więc Voice stanęła w końcu na scenie, gdzie uklękła, zakrywając nogi materiałem prostej, szarej sukienki, i rozłożyła skrzypce. Licząc na to, że Zoell nie przyjdzie przez najbliższe dziesięć minut, oddała się melodii, którą ostatnio układała w głowie. Melodii pełnej smutku, gniewu, zniecierpliwienia, kpiny, radości, tęsknoty i... Wielu brakujących elementów, których nadal nie potrafiła w nią wpleść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nowy Orlean, Luizjana
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 208
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11480-zoell-e-wells#308547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11481-sa-jacys-chetni-na-pojedynek#308550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11483-nie-rozpisuj-sie-za-bardzo#308553
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11482-zoell-wells#308552




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Pon Wrz 14 2015, 09:04

Zaskoczenie szybko przeszło w zaciekawienie, a może jeszcze coś innego. Pamiętał jak stał w bibliotece i usłyszał imię swojej matki, początkowo myślał, że to zbieg okoliczności, ale w połączeniu z nazwiskiem i historią opowiedzianą dalej, nie mogło tak być. Bez zainteresowania przystanął za grupką osób, które żywo o tym dyskutowały i przysłuchiwał się słowom jakie wypowiadała blondyneczka. Nie miał zamiaru się wtrącać gdyby nie to, że pierdoliła głupoty. Zadziałał impulsywnie, czego od razu pożałował, ale nie zamierzał się wycofywać. Na wspomnienie o kłótni, a raczej dyskusji jaką później wywołał i rzuceniem ostatecznym argumentem, który zamknął jej usta, nadal chciało mu się śmiać. Może dlatego nie oczekiwał od niej listu, ani niczego innego. Wymyśliła przeprosiny, ale czuł, że pod tym może kryć się coś innego. Dlatego szedł teraz główną ulicą wioski o której napisała w liście. Jak nic nie pomyliła powinien znaleźć się na miejscu chwilę. Chyba, że pomyliła koniec z początek. Nie wykluczał i takiej możliwości. Nie spodziewał się na końcu drogi niczego innego jak to z czego początkowo kazała mu wybierać. Można bez wahania stwierdzić, że gdyby zabrała go w jakieś hałaśliwe miejsce czułby się rozczarowany.
Ostatni kawałek drogi podążał za muzyką, która dobiegła jego uszu. Nie spodziewał się tego, że źródłem tych dźwięków będzie Voice. W końcu z daleka było widać, że zmierza w kierunku amfiteatru, więc wiele różnych rzeczy mogło się w nim dziać. Z przymkniętymi oczami i skrzypcami nie przypominała dziewczyny z biblioteki. Wyglądała jakby odsłoniła kawałek siebie, a jednocześnie dawała zagadkę, która nie ma łatwego rozwiązania. Większe wrażenie niż miejsce zrobiła na nim muzyka, która wydobywała się spod jej palców. Wahał się chwilę czy pozostać na miejscu, ale ostatecznie wybrał drogę na scenę. Z kieszeni wydobył kilka sykli, które wrzucił do futerału po skrzypcach. Monety obijając się o siebie wpasowały mu się w muzykę, której blondyneczka była autorką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Pon Wrz 14 2015, 16:02

Obcowanie z Voice to nie bajka. To złośliwe uwagi, kpiące uśmiechy i zapewnienia, że jest przeciwko tobie, bylebyś tylko nie poczuł się w jej towarzystwie bezpieczny. Bylebyś tylko nie pomyślał, że w jej oczach cokolwiek znaczysz. Możesz być dla niej wszystkim, ale jeżeli nie znajdzie w tym odpowiednich korzyści, zaprzeczy. Wbije ci nóż między łopatki i tyle ją będziesz widział. Nie uzależnia się od ludzi. Uzależniła się raz... Ostatecznie pozostała słabym, drobnym, zagubionym w przestrzeni pyłkiem. Nie chce tego poczuć jeszcze raz, więc po prostu gra, a ta scena jest idealna dla niej.
Dlaczego miała wyrażać się pochlebnie o ludziach, których nienawidziła większość świata? A tym bardziej, dlaczego miała wyrażać się pochlebnie o ludziach, którzy tępili mugoli? W tej kwestii nastawienie Cheney było zupełnie inne, niż nastawienie Zoella. Ale o tym mieli zapewne dopiero się przekonać.
Wciąż pamiętała dzień, gdy matka wcisnęła jej w ręce skrzypce. Miała wtedy dłonie niezdarnie owinięte bandażami, a na ubraniach plamy krwi, łez i trochę kurzu. Pamiętała chwilę, gdy wzięła je w dłonie i przesunęła smyczkiem po strunach. Już wtedy wiedziała, że to jej instrument, kawałek jej serca, który pomoże jej uporać się z tym wszystkim. Oddała się mu, tak jak teraz. Klęcząc na scenie, zamykając oczy, z falującymi delikatnie na wietrze włosami, zdecydowanie była jedną z najprawdziwszych wersji siebie. Ukołysana w fali uczuć nie zauważyła, że Zoell już przyszedł. Nawet gdy stanął tak blisko, wygrywała pasaż za pasażem, po czym miękko spłynęła w dół i gdy już, już wydawało się, że nadchodzi najwspanialszy moment, brzęknęły sykle, a Voice natychmiast oderwała brodę od podbródka, otwierając oczy i układając skrzypce na kolanach. Przez ułamek sekundy była zagubiona, zdziwiona, ale jej oczy szybko wypełniła kpina i pewien rodzaj złości.
- Brawo. Naprawdę cicho chodzisz... Zoell?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nowy Orlean, Luizjana
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 208
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11480-zoell-e-wells#308547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11481-sa-jacys-chetni-na-pojedynek#308550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11483-nie-rozpisuj-sie-za-bardzo#308553
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11482-zoell-wells#308552




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Pon Wrz 14 2015, 18:59

Nie miał w planach skradania się, widać była pochłonięta tym co robi skoro nie zauważyła jego przyjścia do momentu w którym zabrzęczały sykle. Tymi skrzypcami trochę go zaintrygowała, nie pasowały mu do niej. Bardziej widział ten instrument przy jakiejś delikatnej osobie, uroczej i płochliwiej. Nie poznał jeszcze Voice, więc może właśnie taka była? Jeżeli ich drogi będą się częściej krzyżować to sam się o tym przekona. Nie zakładał niczego z góry. Równie dobrze po dzisiejszym spotkaniu będzie jej unikać, bo okaże się mało wartościowa i pusta. Jak wiele innych dziewczyn, które tylko z zewnątrz są piękne. Nie lubić mieć takich osób w swoim zasięgu, niepotrzebnie tylko zawracały mu głowę, a ze znajomości z nimi nie miał żadnych korzyści. Taki był interesowny.
Podobała mu się przez tą jedną, krótką chwilę. Kiedy wybił ją z rytmu. Będzie musiał spróbować jeszcze nie raz pozbyć się z jej twarzy tego wyrazu, który przybrała sekundę później.
- Naprawdę odróżniasz koniec od początku - nie skłamała w liście. Chociaż i tego mógł się spodziewać. Zamiast do amfiteatru mogła mu wskazać drogę w zupełne inne miejsce, gdzie ściągnąłby na siebie bez trudu kłopoty. Tak się nie stało, więc nie ma co roztrząsać - Bardziej spodziewałbym się po tobie bębnów albo czegoś równie prostego w obsłudze. Jakie jeszcze skrywasz tajemnice, Voice?
Usiadł obok niej i wyciągnął ręce po skrzypce, zapomniał albo i nie chciał zapytać się o zgodę. Nie była mu potrzeba. Wziął w ręce instrument, podrzucił do góry, a później złapał zanim roztrzaskał się o deski amfiteatru. Zawsze wykazywał się refleksem, więc nie musiała się o nic bać. Szkoda tylko, że tego nie wiedziała. Na jej miejscu wściekłby się, ale na całe szczęście był po drugiej stronie. Były lżejsze niż przypuszczał, a smyczek którym się od kilku sekund bawił zupełnie nie leżał mu rękach.
- Spokojnie, tylko coś sprawdzałem - powiedział nim przesunął smyczkiem po strunach. Zdecydowanie powinien zostawić skrzypce w spokoju, bo właśnie zabił ten instrument. Do tej pory nadal miał w głowie melodię jaką grała Voice, a teraz tylko nędzne skrzypienie struny, którą zbyt mocno docisnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Pon Wrz 14 2015, 21:10

Delikatna, urocza, płochliwa... Czy to nie Voice? Czy to nie jest właśnie Voice skrywana przed światem w kole innych, obojętniejszych, pewniejszych siebie, identycznych jedynie fizycznie? Są ludzie, którzy mieli szansę ją taką dostrzec, tylko czy naprawdę była nieskażona kłamstwem i obłudą? Chyba tak, skoro wyrwana z kompletnie innego, swojego świata, nawet zgadzała się z opisem. Niezła z niej aktorka, nie da się ukryć. Wyszkolił ją sam mistrz zwany Losem, a po raz pierwszy wystąpiła w sztuce znanej szerzej jako Sekrety Lloyd. Cóż, każdy jakieś sekrety ma, a Cheney wyjawiła ich już dostatecznie dużo, pokazując światu dłonie pokryte siatką blizn. Szczupłe, ciepłe dłonie z długimi, smukłymi palcami pianistki lub skrzypaczki właśnie. Jej historia była niemalże ogólnodostępna - wystarczyło zadawać odpowiednie pytania i być uważnym obserwatorem. A skoro nasz charakter ukształtowały minione wydarzenia... Voice możemy uznać za zagadkę rozwiązaną.
A może jednak nie?
- Bystry jesteś. Ty chyba też, skoro dotarłeś tu szybciej, niż się spodziewałam, Kapitanie Ameryka. - Czy urodzeni w Azkabanie wiedzą, kto to Kapitan Ameryka? W sumie czarodzieje w ogóle nie wiedzą, a co dopiero dzieci skazańców. Weź tu z takim gadaj jak człowiek. - Jestem otwartą księgą... Jeśli tylko ktoś poświęci czas, by nauczyć się mojego języka, wszystkie tajemnice okazują się leżeć na złotej tacy - odparła całkiem spokojnie, wręcz obojętnie, z kpiącym wyrazem twarzy i jawnym wyzwaniem w oczach. Nie kłamała. Przecież wystarczyło dokładniej przyjrzeć się jej dłoniom i zadać jedno, kluczowe pytanie... Ponoć lawina słów jest niepowstrzymana i porywa ze sobą wszystko, co napotyka na swojej drodze.
Z lekko wymuszonym spokojem patrzyła, jak z jej kolan znikają skrzypce. Nie był idiotą, prawda? W tą tezę zwątpiła w chwili, gdy zerwała się z miejsca, usiłując chwycić go za ramię, nim podrzucił instrument. Tylko krótkie nie wyrwało się z jej ust, a w szaroniebieskich oczach błyszczał strach i zagubienie, które nie zniknęły, gdy chwycił przedmiot na ułamek sekundy przed upadkiem.
- Nie rób tego więcej - odparła drżącym głosem, dobitnie akcentując przerwy między wyrazami. Nie zamierzała wyrywać mu niczego z rąk, bo znając jego wyczucie tylko by coś zniszczyli, dlatego też jej serce biło szybko, zbyt szybko. I zbyt głośno, biorąc pod uwagę fakt, jak blisko siedział Zoell. I fakt, jak beznadziejny był w głupim pociąganiu smyczkiem po strunach. - Nie. Delikatnie - skomentowała, całkiem miękko i przyjemnie, bo jego kompletny brak umiejętności nawet trzymania instrumentu nieco ją rozbawił. Ostrożnie położyła palce na jego palcach i powoli, właściwie je ułożyła, po czym przesunęła dłoń na jego nadgarstek, by lekko go unieść i odpowiednio przyłożyć smyczek do strun, po czym spokojnie, płynnie nim pociągnąć, wydobywając nieco drżące, ale czyste a razkreślne. Tylko czemu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nowy Orlean, Luizjana
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 208
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11480-zoell-e-wells#308547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11481-sa-jacys-chetni-na-pojedynek#308550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11483-nie-rozpisuj-sie-za-bardzo#308553
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11482-zoell-wells#308552




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Pon Wrz 14 2015, 22:08

Tylko kto dla kogo będzie większą zagadką? Voice dla Zoella czy Zoell dla Voice? Sam kryje w sobie sekretów. Starannie je ukrywając i nie pozwalając wypłynąć na światło dzienne. A jeżeli już jakiś je ujrzy kłamie dla zasady albo przedstawia najszczerszą prawdę ze wszystkimi pikantnymi szczegółami. Dezorientuje rozmówcę mieszając jedno z drugim, bo na dziwny sposób sprawia mu to przyjemność. Ten wzrok kiedy inni próbują przejrzeć go na wylot w poszukiwaniu jakiejś podpowiedzi. Zadawanie pytań które zamiast pomóc rozwiązać zagadkę coraz bardziej ją komplikują. Niby czytasz z niego jak z otwartej księgi tylko szkoda, że w języku którego nie znasz.
- Zoell starczy, nie musisz mnie nazywać kapitanem - dopóki ktoś go nie uświadomi, że to postać z mugolskiej bajki będzie żył w błogiej nieświadomości. Dla Voice może i lepiej, żeby tak pozostało. Już różnie go nazywali, w różny sposób próbowali go zdenerwować. Nie robiło to na nim wrażenia. Ciekawe jak zareaguje na to, że Kapitan Ameryka jest postacią od mugoli? Może lepiej nie przekonywać się od razu. Pozostawić coś sobie na później, a już na pewno na moment kiedy skrzypce bezpiecznie znajdą się poza zasięgiem jego dłoni.
Dostał to czego chciał, ale tym razem na dłuższą chwilę. Przerażenie malujące się oczach Voice, i krótki krzyk powiedziały mu aż nadto. Nie pokazał po sobie tego małego triumfu, nie zaczął się głupio śmiać, ani szydzić z tego jak jest przywiązana do tego przedmiotu. Na razie nie zamierzał tego powtarzać, ale nie jest powiedziane, że w najbliższej przyszłości skrzypce znów nie polecą w górę.
- Czego? - spytał tylko, jakby naprawdę nie wiedział o co chodziło. Nic się nie stało, sprawę można uznać za niebyłą. Skrzypce są całe w przeciwieństwie do jej dłoni pokrytych bliznami. Początkowo próbował je zliczyć, ale dał sobie spokój. Może jeszcze na to przyjdzie czas. Pozwolił sobie pomóc, nie odepchnął jej ręki, choć początkowo miał taki zamiar. Nie da się pokonać kilku strunom i smyczkowi, którego można by użyć w wielu innych celach. Jednak poddał się jej wskazówkom, które okazały się wartościowe - Bez nauki twojego języka, nie będzie zdradzania żadnych tajemnic? - wrócił do tego o czym mówiła wcześniej, zastanawiając się jednocześnie czy już takiej nauki nie podjął. Mimowolnie. Zupełnie w nienachalny sposób zmusiła go do tego, a on jak dziecko poddał się temu. Tak było?
- Jeszcze jakieś wskazówki? - wiedział co wcześniej zrobił nie tak i ten dźwięk, które wydały z siebie skrzypce okazał się o wiele przyjemniejszy. Broń Merlinie nazywać go doskonałym, ale w porównaniu z mordowaniem skrzypiec…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Pon Wrz 14 2015, 23:04

Czy zagadki w ogóle są po to, żeby je rozwiązywać? Czy nie mogą pozostać intrygującą, interesującą cząstką rzeczywistości, niekoniecznie codzienności? W sumie to nie mogą. Człowiek jest w końcu istotą ciekawską aż do bólu. Potrafi wejść w czyjeś życie z butami, wrzucić swoje śmieci na cudzą wycieraczkę i podstawić nogę w decydującym momencie maratonu. Dzielmy się miłością! Wszyscy jesteśmy równi! Zabawne hasła, doprawdy. Odbieramy innym, uprzykrzamy im każdy kolejny dzień. Dajemy komuś cierpienie, by ktoś inny dał je nam. Błędne koło, które będzie się toczyć aż do ostatniej, najsilniejszej jednostki. Wygrywasz lub przegrywasz. Prosta sprawa.
Mało nie parsknęła śmiechem. Ci czarodzieje czystej krwi... Ach, tak. Sama nie była tknięta najmniejszą skazą, ale wychowała się wśród ludzi, którzy znali Kapitana Amerykę, a nie Czarę Marę i jej skaczący pieniek. Ludzi, dla których zielony błysk był fleszem, a nie Avadą Kadavrą. Ludzi z jednym uprzedzeniem mniej - tym do mugoli.
Była słaba, miała zszargane nerwy, nadal nie ułożyła sobie w głowie faktów odnośnie ojca, nie pogodziła się ze śmiercią matki, a tu jakiś Amerykanin postanowił pożonglować jej duszą. Nic dziwnego, że zaregowała, jak na siebie, dosyć intensywnie. Przynajmniej nie strzeliła go w głowę, nie wcisnęła różdżki między łopatki ani nie wbiła paznokci w kark. I się nie rozpłakała, chociaż czuła się tak, jakby ktoś zamierzał rzucić o podłogę jej dzieckiem, albo innym brzęczącym, pociesznym dzwoneczkiem.
- Kiepsko u ciebie z pamięcią krótkotrwałą, czy jesteś głupszy, niż wydawałeś mi się ostatnio? - odzyskała na chwilę trochę pewności siebie. Założyła za ucho kosmyk włosów, wygładziła materiał sukienki. Była w końcu spokojna, prawda? Dlatego też zajęła się jego brakiem edukacji muzycznej z należytą cierpliwością, uwagą i ostrożnością, nietypowymi dla jej codziennych masek.
- To zależy, jakie tajemnice cię interesują. Jeśli pikantne, to nie mam nic do zdradzania. - Nie ukrywała byle czego. W sumie nie ukrywała już niczego, ale też nie obnosiła się ze swoimi sekretami, jakby były pierścionkiem z dużym, błyszczącym diamentem. Z resztą, wolała mówić o sobie nieznajomym, niż przyjaciołom. Łatwiej było się od nich odciąć, a ten tutaj... Nie znali nawet swoich nazwisk. Zoell i Blondyneczka, którą zwą Voice. Blondyneczka, która delikatnie manipuluje ludźmi. Tak delikatnie, że nawet nie zauważają, że zaczynają jej ulegać.
- Tak. Oddaj mi te skrzypce, smyczek i lepiej ze mną nie zadzieraj - dodała ni to żartem, ni to serio, wyciągając w jego stronę dłonie. Należało jej się, w końcu przez chwilę była miła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nowy Orlean, Luizjana
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 208
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11480-zoell-e-wells#308547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11481-sa-jacys-chetni-na-pojedynek#308550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11483-nie-rozpisuj-sie-za-bardzo#308553
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11482-zoell-wells#308552




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Wto Wrz 15 2015, 10:11

Każdy jest zagadką, odsłania tyle ile i przed kim chce. Innym daje wskazówki, które już od nas zależy jak rozszyfrujemy. Podążymy w odpowiednim kierunku, a może zbłądzimy. Wszystko zależy od nas samych. Zoell lubił obserwować zachowania innych, ich reakcje w najprzeróżniejszych sytuacjach. Zmianę wyrazu twarzy na ułamek sekundy zanim ktoś znajdzie odpowiednią maskę albo przypomni sobie, że jednak nie jest sam. Ta krótka chwila mówiła o więcej niż płynące słowa, które często były kłamstwami i miały kreować obrazy odmienne od tych widzianych w lustrze. Nie było to proste i często się mylił, ale dawał sobie czas. Wszystkiego można się było nauczyć w ten czy inny sposób.
- Z tego co pamiętam miałaś mnie przepraszać, a nie dalej obrażać - powiedział z wyjątkowo szerokim uśmiechem. Od początku było widać, że jest on wymuszony, bo ostatnią rzeczą jakiej mógł się spodziewać po Voice były przeprosiny. A może się mylił? I właśnie w ten sposób to robiła? Dawała mu lekcje gry na skrzypcach i póki co nie uszkodziła go w najmniejszym stopniu. Rzucanie instrumentem nie było najrozważniejsze, bo ludzie różnie reagują. Widać Voice ma trochę oleju w głowie skoro od razu się na niego nie rzuciła, co mogło dopiero spowodować katastrofę.
- Nic? Zupełnie? Totalne zero? Każdy coś ukrywa - stwierdził, bez żadnego naciskania na to, aby wyjawiła mu coś o sobie. Nie chodzi o to, że nie potrafił zadawać bezpośrednich pytań, za które często obrywał. Zawsze uważał, że na wszystko przyjdzie czas. Na razie nie musiał wiedzieć o niej więcej, a może i nie chciał. Tak było lepiej. Blondyneczka, która wygłasza osądy w bibliotece. Po co mu wiedzieć więcej. Nazwisko, miejsce urodzenia, przedmioty szkolne z których jest dobra, a może jeszcze ulubiony kolor? Nie, takich rzeczy na pewno nie będzie chciał o niej wiedzieć. Nie dziś i nawet nie nigdy. Wolał mroczne sekrety, coś co będzie później mógł wykorzystać.
- Rzucisz się na mnie ze swoimi mikroskopijnymi pięściami, a może znajdziesz w zakamarkach pamięci zaklęcie, które jedynie zwali mnie z nóg? - złapał jej wyciągniętą dłoń i palcem zaczął znaczyć linie, które kiedyś musiały być okropnymi ranami, a teraz pozostało po nich tylko wspomnienie. Blizny, które całą siatką nachodziły na siebie i trudno mu było odnaleźć w nich jakiś schemat. Nie znał historii ich powstania. W głowie nie układał żadnej sensownej historii, bo znając życie minie się z prawdą nie o milimetry, a metry - A jak ze skrzypiec zrobię zakładnika?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Wto Wrz 15 2015, 20:50

Zdradza nas mimika, zdradzają nas oczy, drżące powieki i dłonie, pojedyncza zmarszczka na czole, przyspieszony oddech. Nie każdy jest uważnym obserwatorem i nie każdy poprawnie interpretuje wszystkie gesty, ale nie ma ludzi w masce bez dziur. I nie ma ludzi bez masek, bez sekretów, bez ran. A Voice... Voice ryzykuje, bo pozwala się z tego wszystkiego obedrzeć. Daje podpowiedź za podpowiedzią, odpowiada na pytania, czyni uśmiechy przyjemniejszymi. Otwiera kolejne bramki, dużymi, drukowanymi literami spisuje swoją historię i każdy, kto poświęci chwilę czasu, może nauczyć się ją czytać. Co stoi na przeszkodzie? Tylko wyobraźnia, bystrość i pewne zasady moralności i przyzwoitości. To zagadka z podręcznika ze spisem rozwiązań, równanie z jedną niewiadomą. Przykładasz jeden element do drugiego i już działa.
- Cóż, Kapitanie Ameryka... U nas, w Hogwarcie, uczniów dzieli się na domy na podstawie ich cech charakteru. Tłumaczył ci to ktoś? Jestem Ślizgonką. Nie mam w zwyczaju przepraszać, prosić, dziękować. - Stwierdzała fakty, mówiła o oczywistościach, a przynajmniej do chwili, gdy zaczęła opowiadać o typowych dla niej rzeczach. Bo przeprosić umie. Umie poprosić i podziękować... Z tym, że to jeszcze nie pora na to. Teraz chce go sprawdzić, zobaczyć, czy jest warty jednego słowa, jednego uśmiechu.
- Też ukrywam wiele rzeczy... Ale o każdej z nich wie chociaż jedna osoba. Z tym, że niekoniecznie żyjąca - dodała z kpiącym uśmiechem. Jakie to smutne, że wiele problemów i wspomnień pogrzebała razem z matką... Ach, nie, przepraszam. To całkiem zabawne. Jeden eliksir, jeden wybuch, jeden tydzień, a świat stanął znów na nogach, po raz pierwszy od osiemnastu lat.
Nazwisko... Akurat nim powinien się zainteresować, ale kto by przypuszczał, że znajdzie rodzinę w wietrznej Anglii, w dodatku w postaci małej blondyneczki? Ona też nie wiedziała o nim nic, zaledwie tyle, że jego matka siedziała w Azkabanie, ma na imię Zoell, no i posiada niezły refleks. I chyba lubi książki.
Gdy złapał ją za dłoń znów się zdezorientowała, ale ten moment znała na pamięć. Umiała zapanować nad nerwami. Zachowywała się więc jak gdyby nigdy nic, jakby jej dłoni nie pokrywała siatka blizn po cięciach nożem. To już nic nie znaczyło. Ręce jak ręce. Nie do końca potrafiła to sobie wcisnąć, ale chwilowo działało.
- Wątpisz w siłę moich pięści, czy w znajomość zaklęć? Prawdę mówiąc wolę negocjacje i eliksiry. Co ci z tych skrzypiec, Kapitanie Ameryka? Chcesz zagrać w koszykówkę? Podpowiem ci, że piłka jest nieco bardziej okrągła... - zamyśliła się przez chwilę, bo coś jej w tej wypowiedzi nie grało. - Pewnie nie wiesz, co to koszykówka. Bynajmniej nic ci po tych skrzypcach, a ja mam jeszcze jedne - wzruszyła nieznacznie ramionami, żeby sobie nie myślał, że ma nad nią jakąkolwiek przewagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nowy Orlean, Luizjana
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 208
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11480-zoell-e-wells#308547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11481-sa-jacys-chetni-na-pojedynek#308550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11483-nie-rozpisuj-sie-za-bardzo#308553
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11482-zoell-wells#308552




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Wto Wrz 15 2015, 21:42

Nie wszystkim się jednak chce poświęcać swoją uwagę. Tak było z Zoellem, który na tylko sobie znany sposób dobierał ludzi, których chciał poznać bliżej. Czasem mylił się w osądach, ale z czasem stały się to odosobnione przypadki. Na szczęście, bo marnowanie czasu nie leżało w jego naturze. Często nie umiał określić na jakiej zasadzie to robi. Wystarczyło niewiele, aby się kimś zainetesował. Tak samo było z Voice. Już wtedy w bibliotece zauważył w niej coś, co później skłoniło go do odpowiedzi na list, a w efekcie końcowym na spotkanie.
- Powiedzmy, że tłumaczył - tak było w istocie. Ktoś próbował to zrobić, ale wolał poświęcić się przekopywaniu tutejszej biblioteki niż słuchaniu o domach, rozgrywkach, układach i tym, że Gryfoni, nie przepadali za Ślizgonami czy Puchonów można poznać zawsze po ich nieznarności. Przyjdzie czas kiedy sam się o tym przekona. Prędzej albo później. Wszystko zależy od tego ile poświęci uwagi Hogwartczykom. Nie zapowiadało się póki co, że dużo. Może zmieni swoje nastawienie w ciągu najbliższych dni, tygodni, a może i wcale - I nie przepadasz za Gryfonami, Puchonami i Krukonami - uzupełnił jej wypowiedź o to co zdążył wcześniej usłyszeć. Nie wiedział ile w tym było prawdy. Wątpił, aby wszyscy wpasowali się w swój dom idealnie. Byli typowymi Krukonami i przykładnymi Ślizgonami. Chociaż... Wszystko jest przecież możliwe.
- Zabiasz ich po kolei czy zupełnie losowo? - zakpił tym pytaniem. Sam nie wiedział czy w ogóle oczekiwał jakiejś odpowiedzi, ale jak postanowi mu jej udzielić to też dobrze. Każdy miał jakąś przeszłość. Rodziców z którymi żył w lepszym bądź gorszym kontakcie. Matka zmarła przy porodzie, a ojciec uciekł zanim się urodził. Dopiero później się pojawił, ale na szczęście tylko wpadał na chwilę. Zdecydowanie bardziej wolał towarzystko Zeke'a, który według niego był bardziej wartościowym człowiekiem. Nie zamierzał się na pewno z tego nikomu zwierzać czy opowiadać o tym. Jako dzieciak nie mógł sobie z tym porazić, ale teraz było już inaczej. Zamkął ten temat, uporządkował i żył dalej. Tak samo działo się z innymi rzeczami w jego życiu. Porządek najważniejszy.
- W jedno i drugie. Chociaż już doszliśmy do tego, że wiesz gdzie jest początek, a gdzie koniec, więc może umiesz złapać różdżkę odpowiednio - nie zamerzał jej powtarzać w kółko, aby przestała go nazywać Kapitan Ameryka. Przy odrobinie szczęścia sama sie znudzi. Prędzej sama z tego zrezygnuje niż okaże, że go to irytuje. Zmarszczył się na wspomnienie o koszykówce, nie wiedział co to jest, więc od razu podejrzenie padło na jedno - To jakieś mugolskie gówno - stwierdził z nieukrywaną pogardą. Nigdy nie wychodziło za dobrze maskowanie swoich uczuć względem ludzi niemagicznych. Tak samo było i w tym przypadku.
- Skoro tak to tym bardziej je wezmę. Poćwiczę. Nauczę się czegoś nowego, a na sam koniec poćwiczę refleks - jeżeli i tak mu pozwoliła je wziąć to nie zamierzał z tego rezygnować. Zawsze mogła się zdarzyć taka możliwość, że blefowała, a wtedy jednak będzie górą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Los Angeles
Galeony : 130
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11743-tonia-paisley?nid=1#314642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11744-wesoly-podlokietnik-szuka-ekipy?nid=2#314648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11746-pani-paczek#314688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11745-tonia-paisley#314650




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Paź 22 2015, 16:49

Tonia spokojnie wyszła z baru, hamując wściekłość, ale gdy tylko znalazła się na zewnątrz, postanowiła wyrzucić ja z siebie. Zasłoniła jednak usta; w końcu była na głównej ulicy, nie ma zamiaru zrobić tu przedstawienia. Ruszyła więc do przodu. Na początku wolno, potem coraz szybciej, aż w końcu sama nie zauważyła, kiedy zaczęła biec. Nie był to szczególnie dramatyczny bieg - rozchlapywała kałuże na niezadowolonych przechodniów, dalej trzymając dłoń przy ustach, co wyglądało co najmniej dziwnie. I w ten sposób dobiegła aż do amfiteatru.
Gdy tylko zauważyła, że hmmm jeśli pobiegnie dalej jej mózg rozbije się na ścianie, usiadła po turecku tam, gdzie stała - na środku tego dziwnego miejsca. Jej zachowanie aż niepokoiło ją samą. Co się z nią działo? Czy naprawdę była aż tak słaba, że nie potrafiła pokonać własnych emocji?
Wzięła głęboki wdech, po czym delikatnie uderzyła głową w ziemię. Nie, nie pomogło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Santa Monica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 225
  Liczba postów : 178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11680-carter-wright
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11684-relacje-cartera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11688-poczta-cartera#312539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11685-carter-wright




Gracz






PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   Czw Paź 22 2015, 17:09

Zamknął za sobą drzwi baru i rozejrzał się po ulicy. Zauważył ciemne loki Toni, więc skierował się w tamtą stronę. Szedł spokojnym krokiem, przepychając się wśród przechodniów. Pomimo kiepskiej pogody było ich całkiem sporo. Dziewczyna poruszała się coraz szybciej, aż w końcu zaczęła biec. On też nieco przyspieszył. Nie miał pojęcia co się działo. Nigdy nie widział przyjaciółki w takim stanie. Miał nadzieję, że to nie przez jego zachowanie.
Szła w stronę amfiteatru. Podejrzewał, że nie robiła tego specjalnie, tylko po prostu szła przed siebie. Zaszła na sam jego środek i usiadła na ziemi. Stanął nieco dalej i obserwował. Zastanawiał się, co powinien teraz zrobić. Nie był zbyt dobry w planowaniu scenariuszy na sytuacje podobne do tej. Powoli podszedł do Toni. Zatrzymał się jeszcze na chwilę. Dobra, rusz się Wright, ile będziesz t tak stał. Po cichu podszedł do dziewczyny i usiadł obok niej. Nie widział jej twarzy, więc dalej nie był pewien w jakim jest stanie. Delikatnie objął ją ramieniem.
- Ej, co się dzieje? - zapytał szeptem. Trochę to było głupie, ale nie miał pojęcia co innego mógłby powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Amfiteatr na końcu głównej ulicy   

Powrót do góry Go down
 

Amfiteatr na końcu głównej ulicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Amfiteatr na końcu głównej ulicy
» Boczna Głównej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-