IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Pon Maj 12 2014, 19:31

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha

Jedno z największych boisk w Wielkiej Brytanii. Umieszczone za Londynem, aby nie przyciągać mugoli. To tutaj rozgrywają się istotne mecze zarówno krajowych i jak i światowych drużyn Quidditcha. Warto nadmienić, że cały stadion jest... naprawdę ogromny. Co rusz odbywają się tu jakieś konkursy sportowe, nie tylko tej jednej, popularnej gry miotlarskiej. Na zewnątrz są różne stragany oferujące pamiątki i gadżety kibiców. Można tu także zakupić różne przekąski oraz napoje. Znajdziesz tu także oczywiście toalety oraz szatnie z prysznicami. Wszystko sprawia wrażenie dopracowanego i... ogromnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Maj 27 2014, 20:31

Dzień Quidditcha! Tego było trzeba Percivalowi, który z bólem serca pomyślał, że jednak brakuje mu świstu wiatru w uszach, treningów, które wyciskały z niego więcej niż sądził, że jest w stanie z siebie dać, euforii zwycięstwa, tego wszystkiego, co było nieodłącznym elementem tej gry.
Nie miał ochoty oglądać się na te wszystkie duperele. Gdzieś tam z tyłu głowy miał nieśmiałą myśl, że może pewnego dnia to on będzie postacią z breloczków i plakatów? Percival Magnus Follett, najlepszy ściagający (albo pałkarz, w sumie grał na obu pozycjach) w Wielkiej Brytanii. A potem może nawet na świecie. W porządku, może nie był najlepszym kapitanem - miał zbyt niezdyscyplinowaną drużynę, a sam był strasznym cholerykiem i chyba nie nadawał się na to stanowisko, ale przecież poprowadził ich do zwycięstwa! To się liczyło.
Hm, w wyścigach poszło mu całkiem nieźle - biorąc pod uwagę, jak rzadko teraz trenował, pochłonięty pisaniem swojej pracy dyplomowej i zbieraniem do niej materiałów, był w całkiem przyzwoitej formie, co dodało mu animuszu. W rzucie kaflem do obręczy trafił dziesięć na dwanaście razy, co było również zacnym wynikiem i utwierdziło go w przekonaniu, że nie powinien zaszywać się do końca życia w jakiejś dziczy i poświęcać się obserwowaniu hipogryfów lubi innych magicznych zwierząt, bo byłaby to strata talentu i tych wszystkich lat, gdy intensywnie trenował. Celowanie do tarczy nie poszło już tak pięknie, ale nie miał zamiaru się tym przejmować.
Jako partner do bludgera trafił mu się Tanner Chapman, którego kojarzył z hogwarckiej drużyny. Przywitał się z nim uprzejmie, cieszą się w duchu, że przypadł mu godny przeciwnik. I chyba za te pyszałkowate myśli został ukarany, bo najzwyczajniej w świecie spudłował - tłuczek przeleciał obok ucha Tannera, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Ech. Losie.



wyścigi: 1,5 = 6 pkt
rzuty kaflem: 5,5 = 10 pkt
celowanie do tarczy: 3, 3
bludger: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8439-nadia-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8445-nadia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8446-salazar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8444-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Maj 27 2014, 21:14

stawiam 20g na Armaty

Kostki:
celowanie do tarczy: 6
wyścig na miotle: [1,2]
rzut kaflem: [1,3]
bludger: 2
zdjęcie: 2

Ona również pojawiła się na Dniu Quidditcha. Na szczęście udało jej się pojawić w umówionym miejscu na czas, a naprawdę niewiele jej brakowało do spóźnienia. Miała niewielki problem z miotłą, którą musiała wypożyczyć. Naprawdę będzie musiała sobie wreszcie coś porządnego zakupić, bo szkolne miotły może nie były takie złe, ale należały do każdego i w tym był właśnie problem. Nadia miała swoją ulubioną szkolną miotłę, ale ciężko było ją zarezerwować, bo nie byłą jedną, która nie posiadała własnej miotły.
Kiedy pojawili się na stadionie i zobaczyła te tłumy ludzi z flagami ulubionych drużyn i rozmawiających już teraz o wyniku meczu, po prostu pokręciła głową z rozbawieniem. Już chciała się wtrącić do rozmowy dwóch mężczyzn, którzy to otwarcie mówili, że Armaty nie mają szans, ale niestety musieli już iść do szatni. Przebrała się w strój i związała włosy w kucyk. Breloczek z zawodnikiem Armat, który dostała schowała do torby, którą zostawiła. Gdy wychodziła na murawę zauważyła, że przy wyjściu z szatni stoją miotły dla tych, którzy nie mają swoich. Ścisnęła mocniej trzonek szkolnej miotły jednocześnie decydując, że poleci na szkolnej miotle. Nie po to jej tyle szukała i niemalże się nie spóźniła, żeby teraz polecieć na innej. Przed wyjściem zerknęła jeszcze na listę w poszukiwaniu swojego rywala, miała rywalizować z Puchonem. Szybko go zlokalizowała i on zresztą ją też, kiwnęli do siebie w geście powitania i wyszli na boisko.
- Zaczynamy od celowania do tarczy – powiedziała i podała pałkę chłopakowi. Wzlecieli w powietrze, pierwsza celowała Nadia. Dawno nie miała okazji wypróbowania swoich zdolności pałkarskich, czas najwyższy sprawdzić czy nadawałaby się do tej pozycji.
Pewnie ścisnęła pałkę i z całej siły trafiła lecący w jej stronę tłuczek. Z zadowoleniem patrzyła na rezultat odbicia. Trafiła w sam środek tarczy! Następnie przystąpili do wyścigu na miotłach. Całkiem nieźle jej poszło, niby zwykła szkolna miotła, ale naprawdę szybko okrążyła boisko. Początek zapowiadał się naprawdę dobrze. Dalej rozpoczęli rzuty kaflem do obręczy. Poszło jej delikatnie mówiąc beznadziejnie. Naprawdę, cztery trafienia na dwanaście, to nie jest nawet dobry wynik. Na koniec ponownie chwycili pałki w dłonie i rozpoczęła się gra w Bludger. Nadia trafiła chłopaka w nogę, miała nadzieje, że straci przez to równowagę czy chociaż następnego dnia będzie miał wielkiego siniaka. Szkoda tylko, że teraz chłopak odbijał, może spudłuje! Tak, niech spudłuje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35069
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Maj 28 2014, 16:34

Dzień Qudditcha dobiegł końca. No, prawie. Na koniec zorganizowano mecz Armat i Pogromców Kafla. Walka była zacięta, bowiem obie drużyny są mocnymi przeciwnikami. Padło dużo bramek, a emocji nie zabrakło. Jeden kolorowy tłum szalał, by drugi pogrążył się w niezadowoleniu i tak na zmianę. Ostatecznie jednak zwycięstwo należało do... Armat z Chudley (kostka - 6)! To wielka chwila szczęścia dla ich fanów i porażki dla tych drugich. No cóż, jedni wrócą dziś do domu z dobrym humorem, inni z gorszym. Ale nie martwcie się, do zobaczenia za rok!

Główne wygrane:
Spoiler:
 

Te osoby otrzymują 3 punkty do kuferka z gier miotlarskich, 80 galeonów, miotłę Nimbus 2013 i Slytherin otrzymuje łącznie 150 punktów, za godną reprezentację tego domu w wielkim, magicznym świecie!

Wygrane osoby z par (osoba pogrubiona wygrała):

Spoiler:
 

Każdy obecny otrzymuje po 2 punkty do kuferka z gier miotlarskich. Wygrane osoby z par otrzymują magiczną koszulkę zawodnika quidditcha, na której pojawia się nazwisko osoby, która ją aktualnie nosi. Można ją także zaczarować - po dotknięciu na nią różdżką i wypowiedzenie na głos nazwę drużyny, koszulka automatycznie zmienia barwy na właśnie tej drużyny. Pozostali, którzy byli, otrzymali złoty znicz, który po dotknięciu różdżką lata dookoła głowy i nuci melodię niczym pozytywka.

z/t wszyscy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Sie 13 2014, 01:27

Nie chciał żadnych prezentów, bo dla niego to było abstrakcyjne. Obchodzenie tego głupiego dnia, który mógłby dać mu coś więcej niż tylko kolejny rok do przodu, ale czego nie robi się z miłości, prawda? Musiał ugryźć się w język, gdy zaczęła opowiadać o świstokliku, gdy wspominała o tym, że ma niespodziankę. Pogubił się chyba aż za bardzo, dlatego wolał w tym momencie odpuścić niż stawiać czoła wyzwaniu jakie mu rzucała. Zabierze go do gwiazd? Bez zastanowienia podałby jej dłoń i dał się poprowadzić drogą, której nigdy wcześniej nie znał, ale teraz? Musiał zagryźć dolną wargę, gdy zobaczył miejsce, w którym się znaleźli. Serce przyspieszyło rytm, a krew tętniła w jego żyłach, tłocząc przeróżne emocje, które płynęły po całym jego ciele. Zaciskał pięści, a zaraz potem szczękę, bo nie miał pojęcia co powinien powiedzieć, byleby nie wyjść na idiotę, który w tym momencie staje się tchórzem. Przełknął głośniej ślinę, by ruszyć przed siebie i rozglądnąć się po boisku, które dla niego było niesamowicie obce, a przecież spędzał tutaj wiele czasu, zwłaszcza gdy trwały mistrzostwa. Ostatni mecz? Nawet go nie było, taki kapitan, który nie zna swoich obowiązków, czy naprawdę nie ma w tym jego winy, że przegrali? Owszem, że jest, ale on wolał zapijać dupę w jakimś londyńskim pubie, niż wspierać przyjaciół, którzy walczyli o lepsze życie i szansę na mistrzostwo. Był temu winny, dlatego tak bardzo czuł się obco w miejscu, które było jego prawdziwym domem. Spojrzał jeszcze w górę, przeniósł wzrok na obręcze i trybuny. Szukał we wspomnieniach najwspanialszych momentów, w których po prostu latał. Bez celu. Bez określonego widzimisię, dla własnej satysfakcji, że nadal potrafi. I potrafił, ciągle pewnie tak jest, ale tchórzostwo przyćmiło jego umysł. Stał plecami do dziewczyny, która sprawiła mu w tym momencie niespodziankę, ale też swego rodzaju zawód. Szukał odpowiedzi dlaczego go tu przyprowadziła, ale jedynym logicznym rozwiązaniem dla tej sytuacji było to, że chciała go upokorzyć, za wszystko co zrobił. Odgonił te brudne myśli od siebie, ona przecież nie była taka. Nie mogła mu tego zrobić. I stojąc do niej plecami, upadł nagle na kolana, by dłońmi przejechać po trawie, którą pokrywała delikatna rosa. Czuł jak pęka. Jak wszystkie złe rzeczy uderzają w niego ze zdwojoną siłą. Jak wszystko znajduje swój punkt kulminacyjny, a po jego policzkach jak gdyby nigdy nic spływają dwie łzy, które w tym momencie są odzwierciedleniem wszystkiego, co w nim się zbierało od wielu miesięcy. W końcu od ponad dziewięciu nie znalazł nawet odrobiny chęci by znaleźć się na boisku do quidditcha. Nie potrafił tego przeskoczyć, bo dla niego to było coś… Złego. Budziło w nim lęk, z którym nie chciał walczyć.
-Lubiłem to, wiesz? Lubiłem latać, ale… To przeszłość. Takie wspomnienie, do którego nikt nie chce wracać, a już na pewno nie ja. Ty nadal to robisz? Chciałbym Cię kiedyś zobaczyć, wiesz… Jak sobie radzisz i w ogóle. Jakbyś robiła cokolwiek źle, to pewnie bym Cię musiał ogarnąć, tak jak kiedyś. A może powinna to zrobić osoba, która bardziej się do tego nadaje? – Wydukał na jednym wydechu, by po chwili lewym nadgarstkiem wytrzeć z oczu łzy. Nie chciał żeby dziewczyna widziała coś tak upokarzającego dla niego, więc po prostu… Pękał w sobie, nie okazując tego w żaden sposób, a jedynie przybierając obojętny wyraz twarzy, ale emocje, które kotłowały się w nim uderzały z każdą chwilą ze zdwojoną siłą. Musiał zapomnieć, wymazać to wszystko z pamięci. Musiał uciec jak najdalej, ale… Chciał też dlaczego go tutaj przyprowadziła – to przecież jest tak bardzo bez sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Sie 13 2014, 15:33

Nie miała wyboru, musiała to zrobić. Musiała go zabrać na sam początek, żeby mógł ruszyć dalej i nieważne jaką rolę miała w tym odegrać. Musiała mu pomóc, to wszystko co mogła zrobić... I jednocześnie mu podarować. Przecież... Przecież to było po coś, tak? Nieistotnym dziś było to co mogła jeszcze czuć. Gdy tylko świstoklik wyrzucił ich w odpowiednim miejscu, a Math stanęła zgrabnie na ziemi rozejrzała się. Było tu przeraźliwie pusto i głucho. Nie podobało się jej to, wolała kiedy trybuny były szczęśliwe i pełne ludzi chętnych stanąć sobie na głowach, żeby widzieć więcej. A teraz? Teraz stała tutaj z facetem, którego marzenia pogrążyły się gdzieś pod murawą, a ona za nic nie mogła tego naprawić, przynajmniej dopóki nie pozwalał jej. W tej jednej sekundzie chciała przeprosić, że w ogóle odważyła się go tu zabrać... Zaczęła się zastanawiać czy przygotowała odpowiedni prezent, mimo to stała gdzieś dalej przyglądając się mu z dystansu. Nie chciała teraz naruszać jego osobistej przestrzeni, która zacieśniała się w klatkę, choć na ironię mieli tu dużo pustej przestrzeni. Dopiero potem gdy zaczął mówić, spojrzał na nią, a ona dostrzegła tą jedną wycieraną łzę uśmiechnęła się pocieszająco i podeszła nieco bliżej ujmując jego zimną rękę.
- To ładne miejsce. Jest tu tak dużo przestrzeni, choć jesteśmy zawsze w górze. To nawet zabawne wszystko... Nie musisz już mnie trenować, bo ja już tego nie potrzebuję. Nie latam, bo to nie jest moja pasja. Zajmuję się innymi rzeczami, w których wcale nie jestem dobra. Może dopiero kiedyś będę. Wiesz o co mi chodzi? To że porażka nie oznacza, że mamy zrezygnować z tego czego chcemy. Myślę, że to odpowiednie miejsce, żebyś mógł się odważyć pójść dalej. Nie zmuszę Cię do tego, żebyś latał. Myślę, że nawet bym nie chciała... Ale to jest coś... Coś co może Ci pomóc. Nawet tylko dla rozrywki. Przecież nikt nie musi wiedzieć, że latasz. Szczególnie dziś... Wiesz? - I tu odeszła kawałek, co by tylko wziąć na ręce pakunek i przynieść mu go. Wyciągnęła ręce w kierunku Kaia z uśmiechem.
- Wszystkiego najlepszego. - Błyskawica 2013 czekała w środku. Trzeba było tylko pociągnąć za jedną wstążeczkę, zdjąć papierowe opakowanie, a potem otworzy pokrowiec, w którym spoczywała ona... Unosiła jak najwyżej, podobno to miotła typowo zawodnicza. Mathilde nie sprawdzała jak działa, od razu na rękojeści zostały wygrawerowane dane Younga, co tym samym uczyniło sprzęt nieużywalnym dla innego człowieka. Math głęboko jednak wierzyła, że ten egzemplarz nie jest trefny, a raczej przyniesie szczęście.
- Nie bój się... Proszę. Jesteśmy tu sami, przekonaj się czy to rzeczywiście jest takie złe. Jeśli tak... Nigdy więcej nie wrócimy do tego. Przysięgam na stado aniołków Merlina i na dobro Morgany. - Przyglądała mu się badawczo w obawie, że może potraktować to źle, że może się obrazi... Ale wciąż czekała, wciąż miała wyciągnięte ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Sie 14 2014, 12:25

I prawdopodobnie to był dobry wybór, że to zrobiła. W końcu… Znała go najlepiej i wiedziała czego w danej chwili chłopak mógł potrzebować. To było ładne miejsce, ale nie dla Kaia. Już nie. On był skończony w dziedzinie quidditcha. On… Nie istniał w świecie, który nie był napisany dla niego. Być może powinien porzucić wszelkie nadzieje, że jeszcze kiedykolwiek wsiądzie na miotłe, a potem uda się w szalony rytm, który sprawi, że wzbije się do chmur. Chciał tego, ale coś go blokowało. Zaciskało się w jego wnętrzu do tego stopnia, że miał nieodparte wrażenie, że zaraz zacznie się dusić. Nagle zimny wiatr dostał się pod jego koszulkę, a  po chwili odetchnął ciężko. Zagryzł dolną wargę i wbił spojrzenie w dziewczynę, która zaskakiwała go coraz bardziej. Nie umiał się odezwać, wydawało mu się, że wszystko  co chciałby jej przekazać było na tyle głupie, że mogłaby go wyśmiać. Z drugiej strony Tillie nigdy go nie wyśmiała, chyba że w złości ale teraz? Przypomniała mu jeszcze o urodzinach. Pokręcił z rozbawienia głową, bo doprawdy zapomniał o tym, że to jego dzień. Jego święto. To było nieco dziwne, że dziewczę mimo wszystko przygotowało dla niego taki prezent . Chyba najlepszy, bo innego nie mógłby sobie wymarzyć.
Zanim więc wziął w ręce to co mu dała, podszedł do niej i właśnie drążek od miotły czynił między nimi pewną granicę, nie na tyle by nie dało się jej przeskoczyć. Objął ją na wysokości ramion, mocno do siebie przyciągając i całując w czubek głowy. Serce biło mu jak szalone, myśli pędziły szybciej niż stado koni, a on? Chciałby tyle teraz z siebie wykrzesać, ale zablokował się. Głos ugrzązł mu w gardle, a jedyne co robił, to dłońmi gładził plecy Villadsen. Była taka mała, taka urocza. Taka… Inna.
-Math… Ja nie sądziłem, że zrobisz coś takiego, wiesz? To znaczy, to niesamowite. Nie umiem być wylewny w takich momentach, ale… No Math, to dużo dla mnie znaczy. Naprawdę. Tylko ja już chyba nie potrafię, rozumiesz tak? – Ujął jej twarz w obie ręce, by po chwili zmusić ją do patrzenia mu w oczy. Było w niej tyle żaru. Było w niej to czego nie potrafił zrozumieć, zidentyfikować. Miała w sobie taką nieopisaną moc, która zmuszała chłopaka, do tego by po prostu jej ulec. Przełknęła głośniej ślinę, a prawą dłoń zsunął na jej, by ująć miotłę, którą jeszcze przez moment dzierżyła w drobnych łapkach. Zagryzł dolną wargę, próbował złapać równomierny oddech. Spojrzał też na wygrawerowane dane, które należały do Kaia. To było takie… Niesamowite. Nie umiał zebrać myśli, ani słów, które pozwoliłyby mu zrozumieć te wszystkie aspekty.
-Math… Myślisz, że Merlin ma stado aniołków? To nawet zabawna wizja, ale… Lepiej tego nie analizujmy, co? – Uśmiechnął się szerzej, a zaraz potem trzymając Błyskawicę 2013, miał wrażenie, że grunt, który osuwał mu się z pod stóp nagle sie zatrzymał, a on stał na pewnej ziemi. Lewą ręką przyciągnął do siebie Math, całując ją prosto w usta, zaraz potem zanurzając twarz we wgłębieniu ramienia byłej puchonki, która miała w sobie nadzwyczajną magię i dobro. Ucałował ją lekko w odsłonięte miejsce na dekolcie, które równoznaczne było z niemym dziękuje, które chwilę później wypowiedział nieco głośniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Sie 16 2014, 23:33

Wiara w bliskich ludzi polega na tym, zeby ich wspierać, nie podkładać kłód pod nogi, ale odsuwać je wtedy gdy ich nie widzą, gdy sami sobie nie poradzą. To nic, że wyciągasz palec, a chwytają całą rękę. Niech chwytają Cię całego, biorą Cię w objęcia. Potrzebują Cię, tak samo jak wielokrotnie oni potrzebowali Ciebie. Math była tego świadoma jak wiele razy polegała na innych i bardzo chciała spłacić pewne długi. Oczywiście Kai... To nie był ten rodzaj kategorii. Próbowała mu pomóc, otworzyć zatrzaśnięte drzwi, naprowadzić na odpowiednią ścieżkę. Źle się pożegnał z lataniem. To nie powinno tak się odbywać. Wierzyła w to, że istniała inna ścieżka do zakończenia kariery, nie taka która napełniała jego oczy zgubą i wręcz zmuszała do tego by rezygnował. Nie mógł sam sobie czegoś zabraniać. Nie wtedy gdy diabelsko tego potrzebował. Tak jak teraz. Nie byłaby mu teraz potrzebna, gdyby umiał patrzeć na pewne rzeczy obiektywnie. To co się wydarzyło było przecież historią, wciąż nie wierzyła że pośród ostatniego czasu tak często się widywali, że spóźnił się tylko kilka minut... Ale przez to czuła przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele. Zanim jednak dojdzie tu jakiegokolwiek pocałunku wolała porozmawiać o tym, co go trapi. Dlatego usiadła na murawie po turecku, gdy odebrał jej miotłę i rozpakowywał, co by tylko znów powiedzieć, że nie jest gotowy, że już nie może. Nie wierzyła. Można czegoś zaniechać, nie można tego przerwać. Tak jak ona nie potrafiła oderwać się od gry na pianinie, ale potrzebując oddechu zdecydowała się na to, żeby po prostu na jakiś czas nie mieć kontaktu z instrumentem, co by dojrzeć do wielu kwestii.
- Nie wierzę. Rozmawiam z najsilniejszą osobą jaką było dane mi poznać, a ona mi mówi że czegoś nie potrafi? Nie wierzę. Powtórz to. Albo udowodnij, że jest inaczej. Jeśli chcesz wszystko naprawić musisz wsiąść na tą miotłę choćby tylko po to, żeby się przekonać jak bardzo tego nienawidzisz. Ostatni raz, ostatnie pożegnanie. Jednak jeśli stwierdzisz, że to jednak jest coś, co chcesz ogarnąć to nie ma problemu. Masz wszystko czego potrzebujesz. Miotłę, umiejętności, czas i rok szkolny, żeby ćwiczyć z drużyną. Nie musisz być kapitanem, żeby zwyciężać Kai. Wiesz o tym, tak? Bo to najważniejsze dla Ciebie. Jesteś najsilniejszy i ja w Ciebie wierzę. Tak samo jak wszyscy inni twoi przyjaciele. To takie wsparcie. Ściana o którą możesz się oprzeć, nie musisz od nas uciekać. Po prostu spróbuj zrobić choć jedno okrążenie wokół boiska. Niekoniecznie w pozycji bojowej. Przecież miotła to też środek lokomocji. Powinieneś spróbować. To nie jest złe, to dobre, bo długo odpowiadało za to kim jesteś, zabierało Ci czas. Nie pozwól, by to wszystko się zmarnowało. Tylko my tu jesteśmy, nikt nie musi wiedzieć, że... Że tu byliśmy. Możemy o tym zapomnieć jeśli tego będziesz chciał. - Mówiła skubiąc trawę, to patrząc na niego, to zastanawiając się czy się odważy.
Chyba tak. Przecież jest najsilniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Sie 17 2014, 01:01

Wiara czyni cuda, tak przynajmniej mówią. Kai jakby nie patrzeć nie potrafił wierzyć w tak głupie rzeczy. Jednak Math, anioł w ciele człowieka, zszedł na ziemię by takich kretynów jak Young składać do kupy, pomimo że ten krzywdził ją na każdym kroku. Chciał o nią dbać, chciał jej to obiecać, chciał by miała pewność, że nie są to jedynie puste słowa, które rzuca na wiatr, a tak? Głos grzązł mu w gardle. Nie umiał wydukać chociażby jednego słowa, a mimo wszystko trwał przy niej. Gapiąc się. Będąc. Oddychając. To jedyne na co się zdecydował w momencie, gdy była tak blisko. Dla niego idiotyzmem było uzewnętrznianie się. Lanie wody emocjonalnym gównem, które może sprać ją do reszty. Nie umiał opowiadać o tym co widział, czego dotykał i co robił, gdy nie było go w Londynie. Ostatnim razem wylanie z siebie bólu i żalu było podpisaniem cyrografu na kolejny strzał w mordę, a przecież tego nie chciał otrzymać po raz kolejny. Tym razem nie zasłużył. Choć może właśnie samą obecnością zasługiwał na to by go karać w ten sposób, a Math przecież się zmieniła. Nie była już małą, słodką pszczółką, która grzecznie ulegała wszystkim wpływom. On się przyczynił do tych zmian? Aż z bólem trzeba przyznać, ale on był przyczyną i skutkiem.
Zacisnął mocniej zęby, by po chwili kucnąć przy niej i odgarnąć jasne włosy z jej czoła i policzków. Cały czas tkwił w bezruchu, jakby miało mu to pomóc, a przecież to miało być tylko chwilowe. Wolał ją wziąć w ramiona, a potem wrócić na pewniejszy grunt niż to co los serwował mu tutaj. I to jedno zdanie. Jedna wzmianka o tym jaki jest, wiara. Wierzę w Ciebie, Kai. Przełknął głośniej ślinę, a zaraz potem wstał na równe nogi, by pewnie dzierżyć w dłoni miotłę, która zaraz miała go unieść do góry, by mógł odżyć. By mogło być choć przez moment tak jak w Australii. Tego potrzebował, prawdopodobnie od dawna, a tylko Villadsen dała mu to wręcz na tacy.
-Zrobię to dla Ciebie. – Wydukał z siebie po kilku chwilach, by zdać sobie sprawę, że powoli zaczynając mijać długie minuty, a jeśli nie zrobi czegoś produktywnego to z pewnością skończy z tą miotłą w dupie. Przełknął jeszcze ślinę, a potem pewnie ujął rękojeść miotły, by lekko wzbić się nad ziemię. Serce zaczęło walić jak wściekłe, krew była pompowana przez adrenalinę, a finalnie? Przestał tkwić tak blisko dziewczyny, która pomogła mu zrealizować kilka marzeń z przeszłości. To było niesamowite, że znów czuł jak wiat otula jego kościste policzki, jak zmusza do przymykania oczy i gdy tylko pochylił się nad końcem Błyskawicy, uśmiechnął się szerzej. To było takie inne niż wszystko co go do tej pory spotkało. Mógł na moment zapomnieć o tym co boli i jest przytłaczające. Myślał jedynie o tym, by ta chwila się nie kończyła. By mógł latać, bez względu na wszystko. Zataczał więc koła nad boiskiem, latał pomiędzy trybunami. W górę i w dół, lecąc tuż nad murawą, a zaraz potem wzbijając się do chmur, by poczuć ten zew, który go unosi i nie pozwala spaść. To trwało dłuższą chwilę gdy rozkoszował się powietrzem, które unosiło jego niewidzialne skrzydła. Nie chciał lądować, choć w tym momencie na to się zdecydował i gdy w końcu udało mu się postawić stopy na ziemi, wypuścił z dłoni miotłę, by zacząć biec w stronę Math. I jak znalazł się przy niej, nie pytając o pozwolenie chwycił ją pod kolanami, by podrzucić lekko do góry. Mogła wesprzeć się dłońmi o jego ramiona, ale zanim się zorientowała co się dzieje, on obrócił ją kilkukrotnie. Dopiero po chwili pozwolił jej stanąć na własnych nogach, by objąć ja mocno i całował jej policzki, usta, czoło. Gładził włosy, wplatał w nie smukłe palce, by po chwili zagłębić je w perłowych puklach otulających jej kark.
-Tak bardzo Cię kocham, Math. Tak bardzo, wiesz to, prawda pszczółko? – Uśmiechnął się szeroko, by nie uciekała. Nie teraz, kiedy… Wróciła mu marzenia o lataniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Sie 18 2014, 21:28

Jeśli kogoś kochasz, musisz wiedzieć, że sporo ryzykujesz i możesz stracić zupełnie wszystko, albo pomnożyć dobro, ciepło, ale też i skłonność do zmartwień. Możesz już zawsze niespokojnie obudzić się w nocy, by odnaleźć kogoś wzrokiem, a napotkawszy pustą część łóżka może opaść Ci niespokojnie powieka zanim poderwiesz się z miejsca... To jednak jeszcze nie był etap uczucia jaki przytrafił się Mathilde. Ona zbyt często była rozrywana na strzępy. Teraz nie mogła już sobie na to pozwolić, na żadną chorą zależność. Spłacała jedynie długi bezwarunkowego uczucia, którego źródło jeszcze się nie skończyło. Bardzo by chciała go nienawidzić, zniknąć za kotarą, a zamiast tego kochała go jak głupia, nie wiedząc ile jeszcze przykrych rzeczy może ją spotkać. Może była ślepcem, który miał na oczach opaskę i mógł iść tylko w jedną stronę kierowany jego głosem? Był słabym przewodnikiem skoro tak, skoro pozwalał jej wciąż wpadać na kolejne przeszkody i pozwalał się jej poparzyć najgorszym ogniem, co by tylko potem wyciągnąć ją z popiołów i zmusić do dalszej wędrówki. Ona nie widziała tego w ten sposób. Zgodziła mu się wybaczyć po raz kolejny. Chciała nauczyć go tego, że świat nie jest taki zły i ma szansę zrobić coś z sobą wyjątkowo jeśli tylko sam sobie na to pozwoli. Można było dać człowiekowi narzędzia, ale bez chęci nie miało to najmniejszego sensu.
Obserwowała go przez chwilę gdy latał. Potem opuściła spojrzenie na murawę, co by westchnąć gdy tylko go tam widziała. Był w swojej pasji, tańczył z nią, wiatr otulał go zapewne ściśle i smagał po policzkach. Tak bardzo musiał czuć się sobą... Wyraził to uśmiech, który podarował jej po zejściu z miotły, by objąć ją i pocałować. Uśmiechnęła się ciepło, gdy tylko skończył ją prawie nosić na rękach i przyłożyła dłoń do torsu Kaia.
- Widzisz? Nie boli. Mówiłam, że nie będzie boleć. To odpowiedni dzień, żebyś spróbował tego wszystkiego na nowo. Naprawdę. Nie ma szans, żebyś po prostu się poddał. Nie jesteś tym typem człowieka. Wiesz? - Spytała, co by tylko przekonać się czy on też w to wierzy. Gdy tylko tego dokonała uśmiechnęła się nieznacznie po czym splotła z jego dłonią swoje palce i wspięła się na palce, żeby musnąć go w policzek.
- Wszystkiego najlepszego, żebyś z nadchodzącym rokiem był bardziej odważny, bardziej śmiały. Nie wobec mnie. Ale wobec tego wszystkiego co się stało i stanie. To nieuniknione, ale naprawdę mam nadzieję, że tym razem Ci się ułoży. To byłoby bardzo niesprawiedliwe gdyby to się nie spełniło. Zasługujesz na to. I choć nie mogę Ci tego dać w prezencie, to mam nadzieję, ze ktoś inny o tym pomyśli zanim sprawi, że znów znikniesz. - A po złożeniu życzeń w tym melancholijnym tonie westchnęła krótko zakładając ręce na biodrach.
- I obiecaj mi, że będziesz chodził na zajęcia. - Powiedziała odrywając się już od tej poważniejszej części rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Sie 20 2014, 15:29

Marzenia. Wielkie. Potężne. O niesamowitej sile i… Czymś jeszcze. Czymś czego nie da się opisać słowami, ale jednym z tych marzeń jeśli chodzi o Kaia, była śliczna, niska istotka, która miała perłowe włosy i wielkie serce. Pomimo cierpienia i wielu krzywd, nadal trzymała je na dłoni, jakby chcąc pokazać, że wszystko  wciąż jest idealne i… Nie było, ale Young wiedział, że musi się aktualnie starać o to co się między nimi będzie działo. Nie było zależności jakichkolwiek między nimi. Kai funkcjonował przez kilka miesięcy – gdzieś. Z dala od zgiełku i wszystkiego co jest złe, ale mimo to wpadał w coraz większe kłopoty. I tak było za każdym razem, gdy próbował wyjść na prostą, ale może teraz będzie inaczej. Dokładnie to samo robił z Math. Nie chciał tego, ale tak się po prostu działo – to samo wszystko wychodziło, dlatego im głębiej w to wbijał, miał wrażenie, że wszystko się rozsypie w drobny mak, ale nie potrafił inaczej. Chora miłość? Nie umiał tego określić. Dla niej to było czymś zupełnie innym, niż dla niego. Z każdym dniem próbował podnieść się na nowo, ale kiedy zaczyna się raczkować i uczyć tego co przynosi życie, ciężko jest podjąć odpowiedzialność za siebie, a co dopiero za kogoś.
Oczywiście nie sądził, że będzie go obserwować. Dla niego latanie było swoistą ucieczką od wielu problemów, o których nie potrafił opowiadać z zachwytem, ani tym bardziej w ogóle do nich wracać. Najważniejsze w tym wszystkim było to by choć na chwilę oderwać się od życia na ziemi. To między chmurami, kiedy wiatr otula Twoją twarz jest dużo lepsze. Nie musisz myśleć o tym co zostało na dole. Żyjesz jakby miało nie być jutro, a czy to właśnie nie jest najważniejsze? Owszem. Właśnie to.
-Mathilde, po prostu nie rozumiesz. To jedyny moment kiedy mogę zapomnieć o wszystkim. Codziennie katowałem się żeby pamiętać jak wiele złego zrobiłem, ale nie po to by być ckliwym jak ciota. – Powiedział na jednym wydechu, dopiero po chwili ją puszczając, a zaraz potem kładąc dłoń na prawym ramieniu dziewczyny. Zagryzł lekko dolną wargę, bo nie chciał się uzewnętrzniać, ani w jakikolwiek sposób otwierać, bo wydawało się to niepotrzebne w tym momencie, chociażby przez wzgląd, że sam nie wiedział co mówić.
-Dziękuje, Villadsen. Za wszystko. – Nie całował jej, to byłoby niestosowne, zwłaszcza w tej chwili. Wolał się upewnić, że z dziewczyną jest wszystko w porządku, niż idąc do przodu, po trupach. Wziął głębszy wdech, przytulił ją, a po chwili ucałował w czoło Był nadzwyczajnie opiekuńczy, co chyba nie było do niego podobne. Zmarszczył lekko brwi, bo nie chciał tu już być. Chciał jak najszybciej stąd wyjść, bo im dłużej tkwił na murawie, tym się utwierdzał, że nie powinien tego rzucać, ale… Specjalne wybory, bywają trudniejsze.
-Chodźmy się przejść. W porządku? - Informacja o szkole? Na ten moment musiał zignorować to całkowicie.

/zt x2 – jak chcesz gdzieś pisać, to zacznij
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-