IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klasa Starożytnych Run

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 12 ... 21  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 34
Skąd : Londyn /narodowość: Rosjanka
Galeony : 62
  Liczba postów : 60




Gracz






PisanieTemat: Klasa Starożytnych Run   Pon Wrz 06 2010, 17:39

First topic message reminder :


Klasa Starozytnych Run

Ciemna i brudna sala do run świeciła pustkami. Na oknie stał jeden zwykły kwiat, którego można często spotkać w domach mugoli. Światła w sali prawie nie było i sprawiała ona wrażenie bardzo ponurej i zimnej. Gdyby nie ławki, można by było pomyśleć, że robi ona za kostnicę.

Opis zadań z OWuTeMów:
 


Lena weszla dziś do klasy trochę wcześniej niż zazwyczaj. Chciała dowiedzieć się czy wszyscy uczniowie odrobili zadaną prace i czy wszystkie trafią dziś do jej rąk. Weszła spokojnie, nie śpieszyła się. No, bo niby po co? Usiadął jak zawsze przy swoim biurku. Może i było stare, ale prawdopodobnie miało jakąś ciekawą historię na swoim koncie.
Kobieta zbarbiła się lekko, a jej długie wlosy opadły na twarz.
Chwila skupienia i jedna myśl: co dzisiaj zaproponuje uczniom na zajęciach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Pon Kwi 29 2013, 14:39

Może to wszystko po to, żeby zdał sobie sprawę, jak bardzo miał wszystko gdzieś i jak bardzo to wszystko było mało istotne. Może w życiu każdego miał przyjść moment, kiedy zostaje sam i musi pokazać, jak dobrze radzi sobie z taką towarzyszką? Bo Samotność to kapryśna kompanka. Czasem z nią jest tak dobrze, że gdy jej nie ma pożądamy jej. Pragniemy jej, jak nagiej istoty, którą nie tylko umysł chce posiąść. To wiele... Wiele nie dopowiedzeń. I choć rzeczywiście czasem jej potrzebujesz po jakimś czasie staje się okropna. Każda chwila z nią boli. Jej cisza zabija. Ona nie przygotuje Ci herbaty i nie zapyta czy Ci zimno. Zwykle robi na złość... Sprawia, że rozbijasz ulubiony kubek i otwiera okna na oścież... Aby było Ci zimno, niedobrze... Abyś tęsknił, jak wariat... Ona pożąda wariata. Chce, abyś zwariował z tej nienawiści do świata, do ludzi, abyś znienawidził ją za to, że tak dokładnie Cię przytula... Okrywa kocem, który wykształca w Tobie nowe pokłady obojętności i desperacji, która sięga po kolejne środki ogłupiające wszystko, co wydawało by Ci się w Tobie wartościowe. I tylko głupi myślą, że taka śmierć jest dobra i spokojna. Może nie raz wolałbyś jakikolwiek, fizyczny ból. Zapraszamy.
I teraz własnie o tym myślał. Że jednocześnie może to być dobre i złe. A ona mu zaproponowała pożegnanie... Najgorsze było te błędne koło, z którego nie mógł wyjść. Pobyt na cmentarzu jeszcze gorzej by go osłabił. Zamknął go w pewnej skrajności, której by nie pokonał.
- Spraw, aby coś poczuł. - Wydukał, ale z nieznaną mu dotąd intensywnością. - Dotknij, krzyknij, uderz... Cokolwiek. Spraw, żebym poczuł. - W tym zdaniu słychać było pewne pożądanie, którego nigdy wcześniej nie znał... Jakby po raz pierwszy poznał wszystkie swoje zmysły. Pożądał jej... Może z taką intensywnością, jak człowiek pozbycia się samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Liverpool, UK
Galeony : 0
Dodatkowo : Ćwierć - wila, teleportacja
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5122-cece-meyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5123p15-halo-halo-cece
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5124-cycusiowa-sowka#150120




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sro Maj 01 2013, 23:07

Samotność nigdy nie będzie najlepszym co może spotkać człowieka. Nieważne jaki on by był. Czy to odludek, czy sponiewierana dusza towarzystwa, która właśnie sięgnęła dna. Dla pierwszego to kwestia wychowania, im więcej samotności tym bardziej wariujesz, dziczejesz. Drugie mimo, że pragnie samotności wcale jej nie potrzebuje. Słaba wola, to wszystko. Jak było z CeCe i jej samotnością? Bywało różnie. Mimo, że na brak towarzystwa nigdy nie narzekała, ba! wręcz była rozchwytywana, to w jej życiu zawsze czegoś brakowało. Nie zawsze wiedziała czego, ale kiedy była to rzecz z której zdawała sobie sprawę, nie miała już na to wpływu. Samotność zabija, wzmaga obojętność, a to coś czego ci dotąd brakowało w życiu zmienia się we wszechogarniającą pustkę, która niczym nienasycone monstrum pożera wszystko. Rodzinę, przyjaciół, twoje dotychczasowe życie, a Ty pozostajesz bez niczego.
Ciężko wtedy o emocje, uczucie, cokolwiek.
Nie chciała tego robić. Nie lubiła sprawiać krzywdy. Owszem lubiła wyżywać się na innych, wykorzystywać ich, a nawet niekiedy wyśmiewać, ale nigdy celowo nikogo nie krzywdziła. Z jej oczu nie można było nic wyczytać, a ona w tym momencie biła się z myślami. Spojrzała na niego swoimi wielkimi, granatowymi oczami, dzisiaj wypełnionymi po brzegi morzem smutku.
- Uważasz, że cokolwiek w tej chwili masz? Nie masz nic, nie zostało ci nic do czego mógłbyś wrócić. W tym momencie twoja jedyna ma cię za nic. Może i myśleli,że jesteś idiotą, kretynem, bezużytecznym darmozjadem, ale założę się że teraz wcale tak nie myślą. Oni WCALE nie myślą o tobie. Zobaczysz nie minie nawet miesiąc kiedy gdy ktoś ich o ciebie zapyta, w co szczerze wątpię, oni odpowiedzą 'Christian, a kto to taki?'. Jesteś w tym momencie niczym. Wszystko co miałeś leży kilka stóp pod ziemią i zostanie zapomniane tak samo jak ty. Chciałeś dzieciństwa, marzeń, uczucia? Nie miałeś żadnej z tych rzeczy. I nigdy nie będziesz miał. Jesteś zamknięty pułapce, którą sam na siebie zastawiłeś i nigdy tych wszystkich rzeczy nikomu nie dasz. Chciałeś zostać pianistą? Pianistą o którym nikt nigdy nie usłyszy? Może i masz swój świat, ale on jest tylko Twój i nikt nie ma do niego dostępu. Nie tyle co Ty nie chcesz nikogo wpuszczać, ale nikt nie będzie się pchał nigdy oknami, ani drzwiami. Nikt nawet nie zapuka. Jesteś wrakiem, duchem, zjawą, cieniem człowieka. Ona nigdy nie okazywała Ci uczuć, co? TY TEŻ JEJ ICH NIE OKAZYWAŁEŚ. Nie dawałeś od siebie nic. Nawet kiedy umierała byłeś daleko poza jej zasięgiem. Ty już dawno umarłeś, jeszcze przed nią. Może w chwili kiedy przyjechałeś do Chorley, może nawet i wcześniej. Nikt nigdy cie nie chciał i nikt nie będzie płakał kiedy odejdziesz. Co do jednego nie masz racji, jesteś nędznym robaczkiem, który na miano śmiecia nawet nie zasługuje - potok słów wydobywał jej się z ust. Z początku mówiła to bezbarwnym tonem, maskując ból jaki jej się pojawiał z każdym słowem. Jednak z każdą sekundą emocje wylewały się z niej poprzez słowa. Wcale nie chciało jej się płakać, biadolić, pocieszać. To co mówiła było okrutne, ale prawdziwe. Może nie do końca w każdym zdaniu, ale miało poskutkować. Niech czuje coś. Cokolwiek. Niech ją uderzy, znienawidzi, wypędzi, wyśmieje. Kiedy ostatnie słowo z trudem przeszło jej przez gardło, naparła mocno rękoma na jego klatkę piersiową, tak że gdyby nie był teraz oparty o ścianę z pewnością by się przewrócił, a następnie wpiła się ustami w jego usta, dając upust emocjom, które w tej chwili wręcz wrzały. Gorzko-namiętny pocałunek był pełen nienawiści do całego świata i tego kto ją obarczył tą odpowiedzialnością, frustracji, pożądania, smutku, radości, szaleństwa, namiętności, bezradności i tej cholernej samotności która jak ten cień wiecznie czyhała gdzieś za rogiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Czw Maj 02 2013, 13:33

To wszystko było, jak piekło... Jakby upadły anioł, którego skrzydła są teraz czarne i pokryte smołą... Kleistą i okropną... Źle pachnącą, obrzydliwą. Ona miała rację. On musiał umrzeć już kilka miesięcy wcześniej. Gdzie w nim duch zabawy i innych dziwnych rzeczy, którymi była np. potrzeba seksu? Gdzie teraz byli ludzie, z którymi próbował współżyć? Odrzucał ich. W efekcie następnie oni odrzucali jego. Był specjalistą w składaniu obietnic bez pokrycia. Był obrzydliwym kretynem z biletem do Nicości... I to jest kurwa i tak daleko! To jest ten cel podróży, który może osiągnąć, kiedy dojedzie do Dna. I wysiądzie na tej pieprzonej stacji i zostanie na niej kurewsko sam. I nikt nie zapyta kim jest, bo obok niego będzie siedziało sto tysięcy takich ludzi, jak on. Idiotów, samotnych, kretynów, pedałów, lesbosów, pijaków, narkomanów, melancholików, psychicznych dupków, nimfomanek... I wszyscy oni będą pieprzyć się ze swoimi wspomnieniami. Każdy tam będzie miał plakietkę. Może ktoś kiedyś odważy się posegregować ich ból... I wtedy poczują... Jak on poczuł teraz. Odkąd się urodził wszyscy powtarzali, że jest spokojnym chłopcem z dobrej rodziny... Był bezbarwny. Bez kolegów, bez pomysłu na coś, był pieprzonym myślicielem, który rozkminiał kolor trawy późnym wieczorem. Niewiele sam z tego rozumiał, ale żył w tym, a innym było dobrze go ignorować. A teraz kobieta, która go wypchała ze swojego ciała nie żyła... A przed nim? Stała dziewczyna, której niegdyś podarował serce i wszystko, co miał. Ale ona nie wiedziała... Nie mogła wiedzieć. Nie powiedział. Był złym bachem. Tak. Był bachem. Świat był dla niego zbyt szybki. On nie nadążał za CeCe. Nie chciał jej zakląć w swojej beznadziejności... Przestał ją kochać. Łatwo go było zaprogramować... Ale teraz ta pustka, ta beznadzieja, to wszystko... To było jak pieprzona retrospekcja wszystkiego... Po wszystkie beznadziejne urodziny, po wszystkie nieudane imprezy, po pierwszy pocałunek, który wspominał z obrzydzeniem, po pierwszy raz z kimś kogo chciał zapomnieć, po randkę, która dla niego miała znaczyć wiele, a skończyła się bijatyką od byłego tamtej dziewczyny... Co los od niego chciał? Był pomywaką. Kawałem szmaty, którą wytrzeć można było wszystko i nic... On najzwyczajniej w świecie był takim kimś kto niepotrzebne dostał życie... A teraz... To wszystko do niego dochodziło. To, jak bardzo zawiódł wszystkich. Jak bardzo okłamywał siebie obiecując sobie, że zacznie żyć. To dużo? To dużo za dużo, dziwko... I tyle... Spojrzał na nią szarymi oczami przepełnionymi pustką... Nie wiedzieć, kiedy do wzburzonego morza oczu nadszedł sztorm... Pośród kolejnymi słowami odczuł, jak słowa podobne do kolców zaczęły wpijać się w jego umysł... One były matkami zaszklonych oczu... A następnie kilku łez... Zaciśnięcia warg, a potem były potokiem namiętności... Odpowiedział na pocałunek. Przywarł do niej całym ciałem. Płacząc, wierzgając się... Obejmował ją i całował. Jak szaleniec i wariat... Choć to, to samo... On teraz był wszystkim tym, czego wyrzekał się przez tyle lat. Nienawidził siebie. Teraz nadszedł czas... Ogarnął go ból... Dno? Nicość? Namiętność? Chciał przy niej trwać. Chciał ja całować... I pewnie dlatego jego ręka zaplątała się w burzy jej włosów by jeszcze mocniej ją przygarnąć. By ją poczuć i smakować... Jeżeli właśnie tak się umiera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Liverpool, UK
Galeony : 0
Dodatkowo : Ćwierć - wila, teleportacja
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5122-cece-meyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5123p15-halo-halo-cece
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5124-cycusiowa-sowka#150120




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 05 2013, 23:09

Jeżeli właśnie tak się umiera... To CeCe nie miała nic przeciwko takiej śmierci. Mogłaby już zacząć w tej chwili, bo nawet teraz czuła jak jej dusza rozpada się na milion kawałków, które w zawrotnym tempie, szaleńczo wirują wokół nich. Czuła się jakby wzleciała ponad nicość, a ta samotność, która ją każdego dnia tak bardzo przerażała zniknęła gdzieś w promieniach wschodzącej nadziei. Tak, pojawiła się nadzieja w jej sercu. Na to, że może życie nie będzie wcale takie popieprzone jakie się wydawało, że może w tym chłopaku obudziły się wreszcie uczucia, na które nikt już nie liczył, że może to szaleństwo które tak gnało ją przez życie, to najpiękniejsze co jej się mogło przytrafić. Może.
Nigdy nie było jej dane się dowiedzieć o tym co kiedyś on do niej czuł. Przypuszczalnie mógł mieć serce na dłoni, ale nie potrafił jej go dać albo to ona tak bardzo chciała gnać czym szybciej na przód, że nie zauważała tych istotnych faktów, które były dla niej jak rzucanie grochem o ścianę. Emocje jednak zawsze brały nad nią górę, więc niedziwne, że i teraz dała się im ponieść. W momencie kiedy ich usta się złączyły poczuła wzbierający ogień tego piekielnego szaleństwa, które tkwiło między tą dwójką. W tej chwili mogła i bez skrzydeł polecieć na drugi koniec świata, przywlec gwiazdę z nieba i zrównać cały świat z ziemią. Na chwilę oderwała się żeby spojrzeć mu w oczy, które pierwszy raz odkąd go widziała nie były przepełnione pustką. To jeszcze bardziej ją rozpaliło, a plątanina włosów i jego rąk nie była żadną przeszkodą żeby przykuć go swoim ciałem do ściany. Tu nie było żadnych rozgraniczników na słuszne i niewłaściwe, w tym momencie tak naprawdę nie liczyło się nic. Niebo i ziemia, szaleństwo i rozum nie istniało. To był jej świat. Pełen emocji i niezrównoważenia. Spontaniczności, namiętności, uczuć i ognia. Zamiast napełnić go wysuszonego z uczuć, ona go rozpali. To tak się powinno umierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Pią Maj 10 2013, 16:49

sorry bardzo, bardzo sorry, ale umkło mi to w masie postów. ;c

On osobiście był teraz w czarnej dupie... Istniała tylko jedna droga. Ale zbyt kręta, aby podnieść się z tej beznadziei i po prostu stawić temu czoła. Był facetem. Powinien być męski, dobry, opiekuńczy, wierny jednej kobiecie, której złożył serce. A on teraz takie rzeczy... Przytłoczony wszystkim co się stało był teraz mieszkańcem krawędzi, z której przepaść wydawała się teraz celem łatwym do osiągnięcia. Może powinien spróbować. Może tak się umierało... Powoli, ale każdego dnia. Nawet teraz. Już nigdy nie będziesz tak młody, jak dzisiejszego poranka. Jesteś starszy o ten jeden poranek. Dzisiejsza herbata przepadła we wspomnieniach, łóżko nie musi być wcale takie miękkie, jak rano. Mogło dużo się zmienić, a ile zmieniło się rzeczywiście... Na te pytania i inne zagadnienia odpowie człowiek skatowany, jak Shiver... Między innymi własną głupotą i brakiem ogaru w czynach... Przecież obiecał Dahlii, że spróbuje... Że przekona ją do swoich szczerych intencji, a teraz stał tu z CeCe i nic potrafiło powstrzymać go przed kontynuowaniem pocałunku. "Mogły burzyć się ściany i pękać okna na raz... A on dalej leciałby przez błędy wszystkich lat..."(przerobiony tekst Dawida Podsiadło). To dużo? Dużo za dużo, cholera. Jak tu sobie pomóc. Jak błagać o litość, kiedy w samym sobie wzbudza się odrazę. To autodestrukcja na którą nie trzeba było przepisu. Mógł trwać w tej popieprzonej namiętności, albo przerwać ją i wybiec z mieszkania. Zaprowadzić samego siebie do dormitorium. Spakować rzeczy. Uciec na tydzień, albo na dwa. Napisać list do CeCe, że to nie powinno mieć miejsca... potem spotkać się z Dahlią, ale jak tu przejść do początku dziennego. Skąd szukać ucieczki? Jak? Którędy? Brak chęci pomocy... Wrażenie, że jest się pozostawionym samym sobie... Idziesz tam sam. Nigdy nie może cię do niczego zmusić. A on właśnie nie zdając sobie z tego sprawy budził w sobie emocje. Szkoda, że te najgorsze. Boże, jak było mu siebie żal. Boże... Nienawidził każdej litery, która składała się na jego imię i nazwisko. Nienawidził wszystkiego co tworzyło jego. Nie. To koniec. To już beztroski lot w dół... Żniwo upadku czas zbierać. Dojrzało wszystko, co mogło wybuchnąć.
"Przez błędy wszystkich lat"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Liverpool, UK
Galeony : 0
Dodatkowo : Ćwierć - wila, teleportacja
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5122-cece-meyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5123p15-halo-halo-cece
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5124-cycusiowa-sowka#150120




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 12 2013, 23:11

spoczi, mnie goni sesja więc jest cięzko]

To nie była jej bajka, ani jej czas. To jakby wysłać śpiąca królewnę na after party u gina w lampie alladyna. Zupełny nieogar, puzzle nie do pary, układanka która nie miała sensu. Z jednej strony burza emocji, które się z niej wydobywały, zataczając wokół nich koła. Z drugiej, tysiąc sprzeczności i czerwonych lampek, które zapalały się w dzikim tempie żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. To przypominało jej ulubioną zabawę z dzieciństwa. W chowanego. Teraz też się chowała, ale przed czym? Przecież nie przed samą sobą. Przed zbliżającą się destrukcją? Ta z kolei nie dotyczyła jej samej, prawda? Ogień namiętności, spontaniczności i szaleństwa powoli zaczął maleć, gaszony przez strumień emocji, które udało jej się wydobyć z chłopaka. Powinna się cieszyć, czy powinna się smucić? W tym momencie sama nie wiedziała co było dobre, a co złe, jakby się znalazła przed wyborem: ugryźć zakazany owoc czy nie? Ciężki oddech wcale nie chciał się uspokoić, ale oczy się szeroko otworzyły. Czas na decyzję suko. Odsunęła się stanowczo, ale niechętnie, a jej intensywne spojrzenie gdyby mogło wywierciłoby w nim dziurę. Jej oczy dalej błyszczały, a policzki były rumiane. Burza zwichrowanych, rudych włosów opadała jej lekko na plecy, a pojedyncze kosmyki upodobały sobie miejsce na jej twarzy. Zastanawiała się teraz co powinna zrobić, co powiedzieć. Gdyby jakiś czas temu nie poczuła jakiś nieokreślonych wibracji, dalej by kontynuowała bieg po śmierć i rozpadała się nieskończenie w miliony kawałków. Dość. Nie po to tu przecież była. Tak? Nie. Nie wiem.
- Nie tak... - stwierdziła po chwili tonem jakby przypadkiem wtykał palec w niewłaściwą dziurę. Nie żeby uważała, że to co przed chwilą się było było niewłaściwe. Najchętniej znowu by go do siebie przyciągnęła, ale po prostu uznała, że tego nie zrobi. Hej to przecież nic złego.
- Powinieneś mnie teraz nienawidzić - szepnęła, zgodnie z prawdą. Chociaż po tym co powiedziała nie była pewna czy teraz znienawidzi ją czy siebie samego. Po tym co się jednak stało wszystko wskazywało na to, że to drugie. Czego w takim razie on chciał, czego pragnął i do czego dążył? Miała wrażenie jakby wokół nich zakrzywiła się czasoprzestrzeń, on wpadł do czarnej dziury, a ona miała wpaść zaraz za nim. Klops.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Wto Maj 14 2013, 15:39

Szczerze mówiąc... Kiedy odepchnęła miał wrażenie, że jakby wszystko co wirowało powoli wróciło na swoje miejsce. Znów było szaro i pusto. Jak na klasę starożytnych runów przystało. Nigdy nie był fanem tego przedmiotu. Choć lubił czasem przyjść i posłuchać od niechcenia. Taki miał charakter. Większość rzeczy robił od niechcenia. Stawiał się na spotkania i szybko z nich wychodził, pisał prace pisemne, jak i eseje, które zawierały milion słów, których nigdy nie będzie w stanie powtórzyć.
Upojność tej chwili polegała na tym, że jakby oboje skomleli oto jakieś rozwiązanie. O coś, co podsunie im wszystko jak na talerzu. Może kiedyś Christian cicho błagał o taką chwilę z CeCe, ale teraz miał wrażenie, że popełnił niewyobrażalny błąd wobec dziewczyny, którą chyba w sobie rozkochał. O ile w ogóle był zdolny do takich rzeczy... To zabawne, jak po takiej chwili szybko dobiegło go poczucie winy, wyrzuty sumienia zaczęły pojawiać się jak zwiastun do filmu, w którym nie będzie szczęśliwego zakończenia. Nie wiedziałby czy byłby w stanie się zatrzymać, zatem dziękował w duchu za to, że właśnie teraz to ona zadecydowała o przerwaniu nici pociągu (może nie tylko seksualnego), która się bezczelnie wytworzyła między nimi nie pytając w ogóle czy jest komukolwiek do czegokolwiek potrzebna. Ot bezczelna, niewychowana pannica z wywalonym stosunkiem do wszystkiego. Czy było mu przykro? Bardzo. Czuł się zbesztany, że postawił własne pragnienia (?) ponad chronienie osoby, która mu pozostała... Jeżeli jedyną osobą, która teraz z lubością mogła wymawiać jego imię była Dahlia to czy właśnie teraz nie zniszczył tego? Nie odebrał jej tej niewinności i obietnicy w stylu "wierność ponad wszystko"? CeCe... Tak bardzo w tej chwili potrzebował przyjacielskiej rozmowy, przytulenia, wymiany zdań, lampki wina, a dostał pocałunek. Pełen emocji, pełen czegoś, czego nigdy nie odczuł. I wcale nie chodziło oto, że to było złe. To było nowe. Nie podobne do uczucia miłości. Troski, którą musimy odczuwać. To było podobne do jakby chwytania się o ostatnie źdźbło trawy, o ostatnie próby zdobycia czegokolwiek, co można będzie wspominać... Nawet ze strachem. Jakby dwoje desperatów skrzyżowało swoje drogi, aby stworzyć mieszankę wybuchową. Cierpiał z powodu śmierci ojca, który odszedł zbyt wcześnie, cierpiał, bo matka nigdy nie była "matką", o której opowiadano w pięknych baśniach. Cierpiał, bo nigdy nie miał rodzeństwa, albo człowieka, z którym dałoby się pogadać. A gdy tylko okazywało się, że chciał wplątywał się w taki szit, jak ten. I wcale nie dlatego, że nie chciał CeCe... Może w innych okolicznościach... Pół roku temu... Ale przed złożeniem tego co zostało z serca komuś innemu. Cholernie trudne. A teraz nie wiedział, co powiedzieć.
- CeCe... Nie chciałem Cię skrzywdzić. - Wyciągnął ku niej rękę, ale zaraz ją zabrał. Złapał torbę, jak tchórz i skierował się do wyjścia. Trzymając klamkę spojrzał na nią i zatrzymał się... Na minutę, na dwie... Na wieczność w potępieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Liverpool, UK
Galeony : 0
Dodatkowo : Ćwierć - wila, teleportacja
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5122-cece-meyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5123p15-halo-halo-cece
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5124-cycusiowa-sowka#150120




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Wto Maj 21 2013, 00:57

To jakby schwytać motyla i umieścić go w słoiku. Motyl w tym momencie symbolizowałby wolność, a słoik wiadomo - zamknięcie. Jak więc można zniewolić wolność? Paradoks. Czuła się jakby udało jej się zatrzymać czas w miejscu, a chwilę schować do kieszeni. Bardzo potrzebowała uwolnienia wszystkich swoich żywiołów z głowy. Łaknęła każdej sekundy trwania w tym wolnym zniewoleniu jak powietrza. Nie przejmowała się tym jakie konsekwencje może ponieść, czy komuś tym zaszkodzi... Szła na żywioł jak zawsze. Może dlatego też jej życie wbrew pozorom było takie skomplikowane. Cieszyła się, że udało jej się doprowadzić do wyzwolenia z Christiana jakiś emocji. O to przecież chodziło, nie? Mission Complete, mogła już sobie iść. Jednak siedziała teraz wbijając w chłopaka spojrzenie swoich wielkich oczu, w których mogłeś zobaczyć odbicie swoich uczuć. Teraz była obserwatorem. Czekała spokojnie na swoją chwilę. Ta sama roztrzepana dziewczyna, potrafiąca cię obdarzyć potokiem słów na powitanie. Czuła się nieprawdopodobnie lekko i beztrosko mimo powagi sytuacji. Wtedy on spojrzał na nią jakoś dziwnie i powiedział słowa, które dla niej nie miały sensu. To ona przecież miała go skrzywdzić. To jest, nie chciała tego, ale miała, nie? Jezu, jakie to skomplikowane było. Znowu nic nie rozumiała. Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować jego już obok niej nie było. W kosmicznym tempie znalazł się przy drzwiach, tylko nie wiadomo czemu się zatrzymał. O panie, w tym momencie mogła tylko stwierdzić, że dawno tak nieprzewidywalnej osoby nie spotkała. Może gdyby pół roku temu potrafił jej powiedzieć choćby okruch z tego co czuł, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Trudno to było jej przewidzieć, przecież o tym nie wiedziała. Zagryzła wargi i uniosła lekko kąciki do góry. Tak samo szybko jak on znalazła się teraz przy nim i zarzuciła mu ręce na szyję. Przytuliła go mocno, żywiołowo, pełna pasji i tego co było w niej dobre (bo zdarzało się i tak). Nie chciała być dla niego kimś więcej. Właściwie dla nikogo nie chciała, ale to już inna bajka i inne powody, ale czuła że jest dla niej ważny. Ważniejszy niż przedtem.
- Hej, to nic - szepnęła mu do ucha. - Ty robisz swoje, a ja swoje. Może kiedyś wybierzemy się w podróż do wnętrza ziemi i wtedy coś się zmieni, ale chcę żebyś wiedział, że możesz na mnie liczyć w każdej chwili, że zawsze przy tobie będę, nieważne co by się działo - przytuliła go najmocniej jak potrafiła, a niestety była dość wątłej postury więc siły za wiele nie miała.
- I wiesz... Zawsze jak będziesz chciał usłyszeć coś okropnego na swój temat, jestem do usług - teraz odsunęła się, a na jej usta pojawił się zaczepny uśmieszek, z którym najczęściej była widziana. To on skrywał pod sobą tyle emocji. Nie chciała żeby było jak dawniej. Żeby znowu mijali się na schodach bez słowa. O co to to nie.

dobra teraz to ja nawaliłam z odpisywaniem bo kłopoty w raju, juwenalia i te sprawy xdd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Chorley, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 236




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Maj 25 2013, 16:14

sorry, ale nie mogłam się zebrać na odwagę, aby napisać tego posta. sorry serio bardzo. ;********

Był nieprzewidywalny? To coś nowego. Zawsze w grupie oddał prace ostatni, zawsze musiał wszystko zaplanować. Zwykle nie szedł na żywioł, bo chciał uniknąć konsekwencji, które potem pałały żarem i śmiercią. Nieuchronną. Ból i rozpacz w tym momencie. Ale to wszystko nic. Bo był przerażony kwestią pocałowania innej dziewczyny i powagi sytuacji nie ujmowało nawet to, że to była CeCe. Głównie chodziło oto, że to była właśnie ona. I że nie odepchnął jej tylko zatracił się w tym. Że zachował się jak zjeb, bo możliwe, że właśnie teraz zakłócił porządek bycia nieznaczącym. Że teraz znienawidzi go jeszcze więcej osób. Pomimo tego, że byli tu sami i praktycznie nikt tego nie musiał widzieć, to nie mógł być tego pewien. Dlaczego? To Hogwart. Ściany mają uszy, a także usta i oczy, one pożerają informacje i zdarzenia. Pragną więcej. Umieszczają to gdzie indziej, rozpowszechniają, zabijają niewinnego człowieka. Był pewien, że o wszystkim dowie się Dahlia i już niedługo będzie miał kolejny problem, a te się mnożyły. Po rozwiązaniu jednego pojawiało się kolejnych dziesięć, jakby wredne stworzenia, które pragną twojej zguby. Jesteś tego pewien, że w to nie wierzysz? To wszystko prawda. Przynajmniej jeśli chodzi o niego. Uśmiechnął się blado i być może niewiele zrozumiał z tego nagłego przytulenia, że może nie wszystko było takie, jak chciał zobaczyć, ale po raz kolejny odwzajemnił uścisk. Tym razem trwało to nieco krócej. Położył ręce na jej ramieniu i uśmiechnął się smutno.
- Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego spotkałem. Może tupać, możesz być na mnie zła, ale nie powinienem Cię niszczyć. Chcę być twoim przyjacielem, tak jak ty moim, ale czy to możliwe? Ufam nam. Jednocześnie boję się tego co się stało. Przepraszam, bo to może znaczyć dużo. Nie pomożesz mi, ale dziękuję. - Przygryzł dolną wargę i pocałował ją w czoło powstrzymując się przed ponownym przytuleniem się do niej. Po prostu czuł, jakby rzeczywiście to mogłaby być przesada. A dopiero potem wyszedł z klasy nie wierząc w to co się stało.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Liverpool, UK
Galeony : 0
Dodatkowo : Ćwierć - wila, teleportacja
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5122-cece-meyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5123p15-halo-halo-cece
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5124-cycusiowa-sowka#150120




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Wto Maj 28 2013, 15:01

Nowy przydomek dla CeCe. Rozbijaczka związków, zdzira? Do tej pory nie miała zielonego pojęcia o tym, że Christian z kimś jest, z kimś się spotyka. Interesowała się nim, ale nie do przesady. Nie była żadnym stalkerem, który obsesyjnie sprawdzał wizbooka i niby przypadkowo zjawiał się w tych miejscach, w których powinien spotkać daną osobę. Nie, nie. Ona miała własne życie, własne problemy i zmartwienia. Nie potrzebowała ich więcej. Może nie był to pierwszy raz kiedy znalazła się w popapranej sytuacji, ale często to się nie zdarzało. Właściwie nikt jej do tego nie zmuszał żeby go pocałowała. Mogła wydobyć z niego uczucia w każdy inny sposób, jednak dała się ponieść emocjom, które bardzo często brały u niej górę nad racjonalnym myśleniem. Mogła być przebiegła, złośliwa, cyniczna czy egoistyczna, ale nie zmieniało to faktu że była okropną marzycielką, która chodziła często z głową w chmurach.
Chaos jaki on jej wprowadził do głowy rzeczywiście sprawił, że postrzegała go teraz jako osobę zmienną, nieprzewidywalną. On sam chyba w tym momencie nie wiedział czego chciał. Ludzie często tego nie wiedzą i to staje się powodem ich problemów w życiu. Rzadko spotykamy kogoś kto jasno daje do zrozumienia czego pragnie, czego oczekuje. Zdaje się, że nie ma takich osób. Nawet jeśli ktoś uważa, że wie czego w życiu chce, zawsze nadejdzie ta sytuacja, punkt krytyczny, w którym ciężko jest się ogarnąć.
- Niszczyć? - szepnęła zdziwiona. Nie nazwała by tego tak. Jeżeli on tak uważał, to współczuła mu tego co rzeczywiście działo się w jego głowie. Pomogłaby mu, ale miał rację, ona nawet nie wiedziała jak. W każdym razie dała mu do zrozumienia, że może na nią zawsze liczyć, więc jeśli kiedyś będzie jej jeszcze potrzebował, w ramach przyjaciół to niech się odezwie. Uśmiechnęła się smutno, rozumiejąc że nadszedł właśnie koniec. Jeszcze raz oparła mu głowę na ramieniu keidy ją przytulał, a potem grzecznie poczekała aż wyjdzie. Rozejrzała się po sali, czy aby przypadkiem czegoś w ferworze nie zostawiła i sama zaraz potem udała się w swoją stronę.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 695
  Liczba postów : 952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6249-philippe-dominique-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6250-filipowy-natlok-ludzi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6251-zrobie-sobie-poczte-stac-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7181-philippe-dominique-lorrain#204379




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Czw Wrz 12 2013, 21:33

Wiedział, że nie powinien tutaj siedzieć wieczorem, gdy już zajęć nie ma, a uczniowie spędzają czas albo w wielkiej sali albo w dormitoriach, śmiejąc się z wydarzeń jakimi obdarował ich miniony dzień albo stresując się jakimiś pierwszymi kartkóweczkami, którymi obdaruje ich dzień jutrzejszy. Normalne życie w normalnej szkole... No, normalnej nie licząc wszędzie biegających aurorów, młodych alkoholików, palaczy, nauczycieli pedofilii, wilkołaków, seksów gdzie popadnie i jeszcze kilkudziesięciu jak nie kilkunastu innych anomalii. Nie czas i miejsce jednak je wymieniać. Skupmy się na tym blondynie, który teraz siedział wpatrzony w biurko niczym w jakąś pradawną księgę. Tylko nieregularne ruchy gałek ocznych i lekkie falowanie klatki piersiowej mogło wskazywać, ze on w ogóle żyje. Prawie jak posąg... Symbol pamięci, sztuki. Może jego twarzyczka jest dziełem natury, ale umysł to czysta magia. Tam właśnie w tym momencie rozgrywają się burzliwe dyskusje, potyczki... No cuda wianki, rosną gruszki na wierzbie i śliwki na sośnie. O co to wszystko? Nawet ja nie wiem. On ma tak często, tak po prostu, a gdy już się otrząśnie zdaje sobie sprawę, że nie pamięta o czym myślał. I nie kochani, to nie autyzm. To nierozerwalna część jego charakteru. Każdy ma coś takiego... Ten swój mały okruszek charakteru, który pokazuje kim się naprawdę jest. On... no patrząc na niego można by powiedzieć, ze rola posągu została stworzona specjalnie dla niego.
Czyżby jednak coś miało zakłócić jego spokój? Tu takiej szelesty, tam jakieś szumy... W tej szkole to nawet w sali od jednego z najnudniejszych przedmiotów nie można pobyć samemu. No skandal no!

Przepraszam za słaby post, coś nie mam już dziś siły
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Gru 07 2013, 16:37

Och, tyle się wydarzyło. Zbyt wiele, zdecydowanie zbyt wiele, a dopiero minęło kilka dni. No dobra, może raptem cztery, ale jakie to miało w tym momencie znaczenie, że jeszcze kilka godzin temu była w szpitalu, co? Żadne. Była bo taki był jej obowiązek, a teraz jej obowiązkiem było spotkanie z szanownym mężczyzną, który zbałamucił jej umysł. Nie, żeby protestowała! Pewnie, że nie. Z rozkoszą brnęła w to wszystko co się działo. Jeszcze bardziej, mocniej i chętniej. W tym momencie to nawet on trzymał ją, by postanowienia o sprzedaży prochów, którą zajmował się do tej pory Oliver odłożyć na później. W końcu mogłaby stracić Caspra, a rozdarcie pomiędzy nimi dwoma było nie do wytrzymania, bo przecież nie mogła wybierać. To byłoby cholernie nieodpowiedzialne z jej strony. Ale co to zmienia skoro Villiers już na nią czekał, a Watson zdychał na łóżku szpitalnym? Och tam, takie smutne życie z piekła rodem. Jednak data urodzin do czegoś zobowiązywała, nie?
Ubrana w obcisłe skóro podobne rurki, które opinały jej tyłek, oraz znacznie wydłużały jej zgrabne nogi. Do tego biały podkoszulek z zabawnym napisem, który cholernie odwzorowywał obecnie panującą modę Hogwartu. Ach, tak… „Fuck You Hipsters”, przewiązana na biodrach szeroka, czerwona koszula w kratę i jak zawsze fullcap, który za jakiś czas sprawi, że jej puszyste włosy oklapną. Może i nie wyglądała jak seksbomba, którą była jeszcze kilka dni temu będąc w jego domu, ale to było jej naturalne wydanie, z conversami, w kolorze karmazynowym.
Uch, po piętnastu minutach dreptania po zakichanych korytarzach szkoły w końcu udało jej się dotrzeć do Sali, w której miało się odbyć zaliczenie ze „starożytnych run”, jeśli miała to być jakaś aluzja, to chcę nadmienić, że CC teoretycznie miesiąc temu skończyła dopiero siedemnaście lat, ale przecież… Wiemy po co ona tam idzie, czyż nie? No ewentualnie może się wydarzyć coś jeszcze cholernie zaskakującego, ale to już pozostawmy losowi.
Weszła do Sali, nie wiedząc czy chłopak już jest, ale dopiero po chwili zorientowała się, że siedział za biurkiem. No całkiem przyjemnie, tylko dlaczego tam? Czyżby naprawdę miała zaliczać w tym momencie przedmiot bądź przepraszać za trzy minutowe spóźnienie? Nie ważne, nie miało to znaczenia.
-Casper… - Zmarszczyła brwi, nie zastanawiając się nad tym co powinno się teraz stać. Bez pardonowo ruszyła w stronę biurka, a kiedy się już przy nim znalazła, rozsiadła się wygodnie, nieco rozsuwając nogi, bo jakby chciał wstać i złożyć na jej ustach namiętny pocałunek, to musiał mieć do tego sposobną pozycję, a ta była wręcz idealna.
-Zatem… Od czego zaczniemy? Jakaś prelekcja, czy od razu egzamin? – Uśmiechnęła się zadziornie, przyjmując swoją naturalną postawę. Nieco zgarbiona, ale nadal urocza, a przy tym rak wymownie założyła ręce na swoich piersiach. Czekała, nie da mu tej satysfakcji. Jeśli naprawdę czegoś chce, niech zacznie. Teraz to jego kolej na zabawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Gru 07 2013, 18:18

Casper Villiers - człowiek, który dziś pojawił się na wszystkich zajęciach w koszulce z napisem: "fuck you" i wcale mu to nie przeszkadzało, aby zostać wywołanym do odpowiedzi ustnej, która skończyła się uroczym Trollem i możliwym nie zaliczeniem przedmiotu, ale to nic. Bo przecież on jest genialny, a i tak sobie poradzi. Po prostu znów będzie musiał zapłacić dla tego bachora z Ravenclawu, który wypije eliksir wielosokowy na czas egzaminu i pójdzie go zdać za Kacperka. Oczywiście, żeby nie nadużywać kozackiego wizerunku Caspra to kapitan drużyny Slytherinu pójdzie zanim, a żeby trafił idealnie do klasy i nie przyszło mu do głowy zaliczanie po drodze jakiejś panienki. Za to, że jest się pryszczatym i bez życia trzeba płacić, zamiast nadużywać gościnności czyjegoś wizerunku. Widzicie, jaki z Kacperka dobry chłopiec?
Spędził dziś cały dzień na zajęciach i ani razu z nich nie uciekł. Po drodze spotkał się z Dexterem, który ostatnio chyba zaczął prowadzić tajemnicze życie celebryty, bo chyba dalej uwodził Isoldę. Casper znów mu doradził, żeby znalazł sobie kogoś na swoim poziomie, bo szkoda czasu, ale Gryffon chyba nie miał czasu, bo dalej pognał za swoją spódniczką w żelaznych majtkach. No co kto lubi. Casperek na całe szczęście miał już swoje szczęście życiowe i tymczasowo nie spieszyło mu się, żeby to zmieniać. Zarzucił zatem plecak na ramię i poszedł dalej przyglądając się czemuś, co wyglądało dość dziwnie, a mianowicie posągowi, dla którego czwartoklasista dorysował fallusa. Szkoda, że Vanberg czmychnął, bo Casper zawsze chciał go zobaczyć w akcji, gdy wymierza chłostę dla jakiegoś bacha przy okazji rzucając w niego odznaką prefekta. Szkoda, naprawdę szkoda. Zatem sam dognał bachora i nakazał mu to zlizać językiem przy czym napawał się tym widokiem, dopóki na horyzoncie nie pojawił się Morris, a on sam nie musiał uciekać przed sową, która teraz zaczęła go gonić. Dopiero potem zauwazył, że ma ona dla niego list, więc odebrał go kulturalnie i odwinął pergamin, aby się doczytać, że jego najpiękniejsza (która wcale w wątku obok nie zamierza się grzmocić z jego kumplem) chce się spotkać. Zatem Casper odpisał jej troszeczkę tak, a potem troszeczkę inaczej i ruszył do klasy starożytnych run zasiadając za biurkiem, a kiedy przyszła wstał, aby rzeczywiście wpić się w jej usta a następnie przytulić się do niej. Jak tęsknić to na całego. Westchnąwszy przejechał dłonią po jej plecach.
- Wziąłbym Cię tu, albo to zrobię... Ale najpierw chcę wiedzieć, co się stało. - Wymruczał do jej ucha nadal nie wypuszczając jej z ramion. Może gdzieś podświadomie wiedział, że niedługo będzie musiał się oderwać, żeby wpierdolić Youngowi, ale na razie... Przecież nic nie wiedział, a miesiąc trwał i chyba po raz pierwszy czuł, że mógłby jej powiedzieć wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Gru 07 2013, 18:57

Jakby tak się przyjrzeć, to szanowna panna proelozajebista, zapomniała o jednej rzeczy. Coco się będzie grzmocić na ponad DZIESIĘĆ dni przed, a to, że Kai długo dochodzi do erotycznych aspektów, bo to, że uwielbia grę wstępną na ponad trzy tygodnie to inna bajka. Ja nic na to nie poradzę. Więc sorry-helloł, ale Casperkowi wara z kim się Coco grzmoci od ponad miesiąca! Swoją drogą ta Mins to zabawna jest. Grzmoci, grzmoci, grzmot, grzmot, wygrzmoć mnie.
Nie ważne.
W każdym razie… CC zanim tu dotarła, nie miała tak zajebistych przygód jak Casper. Jej życie było nudne, przesiąknięte stagnacją i czymś w rodzaju uciążliwego już gonienia za marzeniami. Jednak nie w tym rzecz. Watsonowa też chciała widzieć jak jakiś tępy debil rysuje fallusa. Chciała widzieć jak potem musi to zlizywać, a jedyne co dziś widziała to tak jak zajebisty Oliver Błąd Watson rozbija szklankę wody, zaraz potem ją naprawia, nic nie ogarnia i dodatkowo przyznaje siostrze, że tu i tu handluje prochami. Zabawne.
Wbiła wzrok w Villiersa, który ją pocałował. Nie mogła się mu oprzeć. Potrafił całować tak, że uzależniała się od każdego muśnięcia jego warg. Od każdego dotknięcia, nawet przez durną koszulkę, a przecież chciała jedynie się na chwilę oderwać i nagle jakby dostała obuchem przez głowę. Jak mógł jej powiedzieć coś takiego. Zaliczy ją jeśli ona mu powie co się stało? I co niby miała mu powiedzieć? Zagryzła dolną wargę po raz kolejny, nadal ją bolała. Nie mogła opanować aż tego syknięcia. W szpitalu jednak za mocno to zrobiła. Zdecydowanie za mocno.
-Casper… - Powiedziała z lekkim wyrzutem, ale przecież nie mogła się w tej chwili na niego wydzierać tylko i wyłącznie dlatego, że chciał znać prawdę i jako jej facet, którym będzie jeszcze przez jakiś czas, może wymagać szczerości. Tylko… Jak poukładać to wszystko w idealne słowa, by nie zrozumiał czegokolwiek opacznie?
-Dobrze. – Uśmiechnęła się nieco z przekąsem, ale nadal była w tym wszystkim uczciwa i szczera, w końcu wyczuje, że kłamie. Tego CC nie potrafiła robić.
-Brat wylądował w szpitalu… Byłam go odwiedzić. Siostra wróciła z tourne. Takie tam… Rodzinne bzdety. Nic konkretnego. – Ha! Proszę, proszę. CC mimo uczciwości, nie musiała mówić do końca prawdy, ale też do końca nie kłamała. Byleby nie drążył teraz tematu, byleby nie drążył tematu… Modliła się o to w duchu, jak o nic innego na świecie.
-To co? Rozbierasz mnie już i pozwolisz zaliczyć Starożytne Runy, czy…? – Uśmiechnęła się przebiegle, a potem sama się do niego zbliżyła, z tajemniczym spojrzeniem, a kilka chwil później zmusiła go do pocałunku, byleby odebrać mu możliwość pytania o cokolwiek. Po co psuć atmosferę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Gru 07 2013, 22:24

I po cóż to taki bunt podnosić nie miły? Przecież Kacperek nic złego nie robi, a to że nasza kochana dramatorka robi sobie z nas jajeczki i nie odpisuje jak człowiek to przecież kompletnie nie nasza wina! Bumbumbum.
Casper Villiers to był człowiek, który podobnie jak CoCo miał swój pewien pokręcony świat, którego w żaden sposób nie mogłeś ogarnąć. Najgorsze było to, że nikt o nim nic nie wiedział, bo nigdy nie kwapił się do szczerych rozmów... Każda by bolała. Pewnie z trudem by to z siebie wyrzucił, a jakby skończył to pewnie nastąpiłaby fala współczucia... Kiedy on nie oczekiwał czułości od wszystkich, mogli mieć na niego wyjebańcze... Jak sobie chcą. Dla niego liczyło się zaledwie kilka osób, na których reakcje by liczył, choć na twarzy byś nie zobaczył żadnych emocji. Dlatego tak mocno wtulał się w CoCo. Może gdzieś tam w środku jakaś jego część miała nadzieję, że ją w ten sposób pocieszy, ukoi, że nie będzie dla niej tylko kimś, z kim się uprawia seks. Zabawne... Casper i takie nadzieje? Niespotykane, ale jeśli wytrwaliby ten miesiąc można by było mówić o najdłuższym związku Villiersa, w który byłby tak zaangażowany. Co prawda w jego historii życia dryfowało jeszcze małżeństwo, ale... Dryfowało. Istniało. Było. Było, bo był popęd seksualny, chęć stworzenia czegoś nowego, co zapłonęło taką energią jak zapałka i równie szybko zgasło. Może szkoda, że tak wyszło. Może to wina tego, że dziś wszędzie panowało przeświadczenie, że lepiej coś wyrzucić niż naprawić i na tej zasadzie działał Kacper. Wyrzucił obrączkę, podpisał papiery rozwodowe, nie zastanawiał się zbyt długo nad tym co będzie jutro... I takie podejście do życia smakowało najlepiej. Nie wiesz co zjesz jutro, nie popadasz w monotonię, ale podróżujesz od skrajności do skrajności. Bywa pięknie, bywa boleśnie... Zdarza się.
Wdychał jej błogi zapach co nie raz muskając ją w szyję, ale już bez tej nachalności, co tej nocy, gdy wylądowali w jego mieszkaniu. Jakby czekał na to, aż powie mu coś więcej. Wiedział, że to trudne słuchać o czyiś problemach, może też połowicznie bał się tego, że nie będzie miał pojęcia jak zareagować, ale jego minka nic nie zdradzała, więc trudno nawet snuć jakiekolwiek przypuszczenia. Może szkoda, może warto zaryzykować.
- Jesteś pewna, że masz trudne rodzeństwo? Wiesz, zawsze mogę oddać Ci Mins, choć z drugiej strony to głupie, bo byście się skumplowały jeszcze bardziej... Baby zawsze sobie tworzą jakąś koalicję. Zjebanie. - Zwierzył się jej zatrzymując dłoń na jej biodrze.
- Pozwolę Ci nawet podejść do poprawy jeśli nie zdasz, wiesz że przecież jestem mega wyrozumiały... Właściwie o co chodzi z Oliverem? Co znowu zjebał? Połamał się? - Wtrącił kilka jakże inteligentnych pytań. Kacper taki opiekuńczy, Kacper taki dobry, wow.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Gru 07 2013, 22:57

Oj tam, drama się rozciągnie w czasie, tak samo jak nasz romans. No wiesz… Czasami trzeba nagiąć fabułę, jak ktoś zwleka, a niby takiego seksa chciała z Kaia robić. Jak w przyszłym roku Casper mu wpierdoli to będzie dobrze, nie?
Ale jednak wracając do samej Coco i Caspra. Uch, różnica między niby była zasadnicza. Ona była przy awanturze jego z Mins. Była jak rozbijał butelkę whiskey, jak wspominał Cass i swojego syna. Była przy tym, patrzyła na niego, i poczuła nawet ten sam ból, do którego on się nigdy nie przyzna. Tylko po co? Po to żeby zrobić jej jakieś tam płonne nadzieje. A co jak ona się w końcu zakocha? Taaa, będzie wpisana na listę tych naiwnych, chociaż Casper przecież zarzucił tym wszystkim laskom, które przewinęły się przez jego łóżko, że nic nie czuły, ale skąd to wiedział, skoro nie dał im tego co daje w tym momencie C?
A Coco się bała się zaufać, bała się otworzyć, bała się tych pierdolonych obietnic, które naskładał jej przez niemal całe życie Oliver i spierdolił jak tchórz, który nie potrafi zająć się siostrą. No, ale przecież… Nie mogła mieć pretensji, nie? Dał jej dach nad głową, kasę na jedzenie, ciuchy. Nie chodziła jak zwykły szmaciarz, w potarganych ubraniach. Miała wszystko, a mimo to nie miała tak naprawdę nic. I co z tego, że kurwa Charlie wróciła? To nadal była pusta, wyprana ze wszystkiego Watsonowa, która nie umiała zaufać. Dlaczego? Bo za bardzo ją zranili najbliżsi – miliardem niezrozumiałych obietnic.
Uśmiechnęła się gdy całował jej szyję, próbując ją zdekoncentrować. Próbując sprawić, że jej umysł będzie niezdolny do myślenia. To nawet zabawne. Wbiła mocniej paznokcie w jego kark, bo gra z pocałunkami w jej delikatną i wrażliwą szyję była poniżej pasa. Za bardzo to lubiła…
-Casper… Nie chcę Mins, nie chcę nikogo innego. Chcę normalnego rodzeństwa, które mnie nie wychuja po raz kolejny. Tobie spierdoliła Mins, a ja spierdoliłam Oliverowi i Charlie, a wiesz czemu? – Zawiesiła głos nie mogąc pozbierać myśli, które przepływały przez jej głowę jak jakaś rwąca rzeka. Tyle chciała wyrzucić, powiedzieć i znów ta blokada.
-Bo niedotrzymane obietnice bolą bardziej niż cokolwiek innego. Oliver znów kurwa leży zadowolony na detoksie, bo kurwa przećpał… Zajebiście ogólnie, nie? Wiesz… Po raz kolejny tkwić przy nim, i kurwa słyszeć „dla Ciebie wszystko…”. Wszystko kurwa?! Jakby było wszystko to w tym momencie by był przy mnie, i wiedziałby że jesteś  Ty, a on nawet na to chuja położył i co? I powiedziałam mu, że znikam z jego życia, dopóki się nie ogarnie i dopóki nie zrezygnuje z narkotyków, taka hipokrytka ze mnie. A gdybym ja wylądowała na detoksie to kurwa, co? To by była afera, wyzywanie mnie od zjebanych pizd, które jedyne co potrafią to się ućpać, on chyba nawet nie jest świadomy tego co mi obiecał… A no tak, i zapomniałam, jeszcze wielka księżniczka Charlie, która nie chciała mnie zranić, przyjechała i mi oznajmiła, że zajebała jakiegoś frajera, który próbował ją zgwałcił! A co ze mną kurwa, Villiers co?! – Nie mogła wytrzymać. Wszystko w niej pękło. Nie chciała tego. Nie chciała takiej sytuacji. Wiedziała, że jedno wyznanie przeleje szalę goryczy i wszystko pójdzie zbyt prosto. Jednak wiedziała, że nie może wymagać już niczego od Kacpra. Miał swoje problemy, swoje życie, a teraz jeszcze ona się otworzyła, jak zwykła, nudna książka.
-Nikt! NIKT kurwa się ze mną nie liczył. Z tym co czuje, z tym co myślę… Byłam tylko kurwa ćpającą, pijącą i wiecznie bawiącą się Coco Frajerką Watson, dopóki nie wylądowałam w łóżku… Dopóki nie powiedziałeś, że chcesz mnie mieć. Na wyłączność. Tylko dla siebie. A wiesz co mam w głowie? – Już niczego nie było. Tylko CC i pustka. Piekielna pustka, której nie potrafiła wypełnić niczym.
-Poznaje zajebistego faceta, który jest niemal identyczny jak ja. Ze swoim zajebiście pokręconym życiem, ale zanim go poznałam przecież byli inny, nie? Chociażby taki Mellow, który kurwa mnie rozdziewiczył i nie miał z tym problemów, że… Znał mnie chwile. Alkohol wtedy zrobił swoje, narkotyki też, a potem? Potem się zawzięłam, że będę największą suką ever i zranię każdego. I napatoczył się taki Young, który kurwa mać był moim najlepszym kumplem i kurwa, co? Alkohol, zjaranie… Tak, to zrobiło swoje i wylądowałam z nim kurwa jak ostatnia dziwka, którą zaliczyli ogólnie rzecz biorąc trzej kumple… Zajebiście, nie?! – Nie wytrzymała, to wszystko ją tak zajebiście gryzło, że… Po prostu się rozpłakała. Nie mogła dłużej tego w sobie trzymać, i kiedy to wszystko z niej zeszło, zdała sobie sprawę z jednego.
W tym momencie straciła wszystko na czym jej zależało. Jebany kurwa, jeden dzień. Jeden dzień, który zabrał jej wszystko i wszystkich. Wszystkich, na których jej zależało. Odetchnęła ciężko, wycierając sobie mokre policzki. Nie mogła aż tak nisko upaść. Wystarczyło to, co mu powiedziała. I tak, nigdy wcześniej nie czuła się tak skurwiona, jak w tym momencie.


Ostatnio zmieniony przez Coco R. Watson dnia Nie Gru 08 2013, 01:14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Sob Gru 07 2013, 23:27

Villiers nie miał siły do układania pewnych rzeczy, wolał to zostawić w chaosie i poczekać aż ktoś to pozbiera za niego, a ponieważ ostatnio nikogo takiego nie było... To niestety gubił się w bałaganie. Nie wiedział, co jest z nim nie tak, jednak pomimo tego problemu nie uśmiechało mu się przerywanie błogiej egzystencji, która pozwalała mu na podrywanie dziewcząt i gardzenie siostrą. Właściwie to nawet nie wiedział skąd się zrodziła w nim potrzeba posiadania na wyłączność pewnej osoby. Na początku zaintrygowała go Ventura, ale była zbyt natarczywa. Jedna z tych dziewcząt, które chcą chodzić z Tobą za ręce na spacery i układać plany na przyszłość... To było zbyt wiele. Kacper mógł zaproponować kilka rzeczy z listy, ale nie wszystko na raz. Już nawet przestała mu się podobać, po prostu za dużo uroku ujęło to kim właściwie była. Nie do wiary ile negatywnych emocji można w kimś wzbudzić samym swoim jestestwem. Ale nie obgadujemy Ventury, przecież urocza z niej laska... Tyle, że nie dla Caspra. Może dobrze, że był taki Joshua, który potrafił spełnić listę życzeń Australijki... Kobiety zazwyczaj wiele wymagały, z tym, że jeśli robiły to nieświadomie było to jeszcze do przejścia. Gorzej jak wyliczały wszystko po kolei licząc, że po chwili stanie przed nimi ziszczenie ich wizji. Ups. Chyba nie ten facet i nie ta przyszłość... A potem była CoCo. CoCo kumpela, która pojawiła się na imprezie, tańczyła z nim i pozwoliła mu się oderwać od myślenia o dziecku, Minervie, kumplach i wielu innych rzeczach, które go irytowały w rzeczywistości. To dużo... To bardzo dużo. Watson i Villiers mieli jeden wspólny problem. Nie potrafili spojrzeć w lustro, aby się wycenić. Zazwyczaj choć udawali mega wyluzowanych i pełnych życia, to drzemały w nich samokrytyczne wyzwiska, które wylewały się podczas takich chwil jak ta... Może gdyby mieli w sobie choć trochę wiary w siebie nie musieliby z takim strachem patrzeć na reakcje innych... Angażowanie się nie boli, nawet cieszy. Boli dopiero zawód, brak chęci, aby brnąć w to dalej. Może dlatego Casper postawił przed nią trzydziestodniowe wyzwanie, jeśli by nie wyszło, to zawsze istniała opcja, aby po tych trzydziestu dniach machnąć dłonią i stwierdzić, że to co się stało, wcale się nie stało i przecież po co zaprzątać sobie czymś takim umysł. W ogóle o czym my tu rozmawiamy przecież nigdy nic się nie zdarzyło!!! Widzicie? Villiers myślał, planował... Umiał zainwestować w coś swoją inteligencję, jak nic wpasowałby się w klimat Ravenclawu. Ach ta tiara.
Kiedy tak wybuchła on ją wypuścił ze swoich ramion opierając się o ścianę teraz, aby patrzeć na nią nie pozwalając sobie na zmianę min... Jego twarz nie wyrażała niczego, pomimo tego nie spuszczał z niej wzroku. Nie bał się. Nigdy się nie bał. Umiał znosić ból, taki jak teraz, taki jak przy śmierci matki oraz przy scenach z siostrą, gdy ona robiła co chciała. Życie ludzie. To po prostu życia.
Kiedy skończyła westchnął przykładając dłoń do karku. Wiedział czym się zajmuje Oliver Watson i czasem sam korzystał z usług chłopaka, który nigdy nie sprzedał mu żadnego gówna. Może nawet by się z nim zakumplował, gdyby ten miał ogar w głowie, żeby określić to co się dzieje wokół niego, a ten chyba pożerał pół towaru na sprzedaż, więc... Nieważne. Potem Mellow. Lubił zioma, zdarzały się różne sytuacje, czasem razem pili... Jednak nigdy nie wbijał w to, kto się przewija przez jego łóżko. Może to dobrze, bo właśnie teraz zacisnął nieznacznie prawą dłoń w pięść. A potem padło to nazwisko "Young", czy to ten Young? Ziom, z którym zajebiście się zwiedzało bary? Zacisnął zatem lewą dłoń w pięść, może już o wiele mocniej... Także na jego rękach uwydatniły się żyły. Nie tego się spodziewał mówiąc "miesiąc". Nie spodziewał się, że Kai przeleci mu laskę. Nieważne nawet kiedy. Mellow to jeszcze chuj z nim na drogę... Jednak Young? Ziom, który tak pieprzył o swojej miłości do córeczki Ministra Magii? Może rzeczywiście zależało mu tylko na tym, aby przy jej imieniu się wybić? Wszak to nie głupio brzmiało. Ta blondynka wydawała się Kacprowi tępa i niedorozwinięta, a to by wszystko wyjaśniało. Kai przy swojej reputacji musiał z nią być, żeby ładnie wyglądać, a kiedy mu się znudziła rzucił nią o ścianę... W między czasie ruchał CoCo i cieszył się życiem szczerząc się przed Kacprem, że jest taki zajebisty i tworzy sobie nowe życie... Chuj by go zajebał. Na zdrowie! Nawet różdżka Villiersa wyjrzała zza paska od spodni, aby cicho szeptać: Avada Kedavra... Tylko kto? Tylko jak? Nieważne... Wszyscy umrzemy. Tylko, że niektórzy szybciej... Tak jak Young. Biedny Australijczyk, który już niedługo będzie wąchał glebę... Może to będzie jego ulubiony zapach?
- No i po chuj to zrobiłaś? Ucieszyło Cię jak ruchał Cię ten niedorajda Mellow? Albo ten w chuj zajebisty Young? On też Cię wyruchał tak? W między czasie pierdolił mi, że jest tak zakochany w tej Villadsen a ta suka się puszcza. Zajebiście się dobrali, co? Wpierdolę mu tylko po to, aby wypluł swoje zęby i zrobił sobie kurwa z nich naszyjnik. Nie musisz zaprzeczać. Odkąd przyjechali do zamku był z tą pindą, dopiero niedawno zerwali, więc pewnie zaliczył cię w trakcie. Jebany idiota. - Mówił tonem stoickiego spokoju uśmiechając się przy tym jakby za chwilę miał wyrzucić z siebie wnętrzności. Pewnie by tak zrobił. Łatwiej by teraz było wyrywać serce i położyć je gdzieś obok niż znosić to wszystko w środku jednocześnie patrząc na płaczące dziewczę.
- Na chuj Ci te odchodzenie? Pojebani wszyscy jesteście. Oliver, Charlie... To pierdolenie. Serio liczyłaś na rodzeństwo? Na rodzinę? To Ci powiem, że z nimi to najlepiej się na zdjęciach wychodzi. Taki ze mnie zajebisty poeta. Moja siostra to najgorsze kurwiszcze w okolicy. Może też leżała przed Youngiem. Choć nie. Może nie. Jebać. Niech robi co chce. Ty też masz do tego jebane prawo. Masz jebane prawo robić co chcesz... I skoro stwierdziłaś, że dasz Youngowi i Mellowi to pewnie było ok. Ze mną też Ci było ok? Dla Twojej jebanej świadomości... Gardzę tym, co powiedziałaś. Jak widać Young to jebana ciota, już nawet chuj, że przeleciał moją dziewczynę... Za to jebany zapłaci tak drogo, że szok. Mellow w sumie też. Zrzucę ich z Wieży Astronomicznej, a Tobie będę kazał na to kurwa patrzeć... A wiesz kurwa czemu? - Tutaj podszedł do niej aby ująć jej twarz dłońmi i zmusić ją do patrzenia na siebie.
- Bo mi się kurwa podobasz, jara mnie to jak wyglądasz, jak się ruszasz i to jaka jesteś. Jebie mnie to kogo udajesz. Ale jeśli jeszcze raz się dowiem, że któryś z nich tknął Cię palcem, albo ktoś inny... Zabiję ich i to nie jest jebana metafora. I będziesz na to patrzeć. Jedyną osobą, z którą możesz się ruchać to ja. I jestem jebanym psychopatą, ale tak teraz będzie. Zwiążę Cię jeśli zajdzie taka potrzeba. Ty nie możesz się puszczać. - Wycedził ostatnie zdanie, jakby w tej chwili pojawił się między nimi kolejny cyrograf.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Gru 08 2013, 00:08

Gdyby miała pełną świadomość tego, że może zaufać Oliverowi czy Charlie z pewnością by to zrobiła. Z pewnością by mu zaufała, oddała wszystko co mogła, nawet była w stanie się poświęcić i zacząć handlować, byleby spłacić swój dług względem niego. W końcu to przecież jemu to wszystko zawdzięczała czyż nie? To kim była i jak bardzo narkotyki, które jej dawał otępiły mózg rudej. Zabawne, że sam brat był przyczyną i skutkiem jej stanu psychicznego. Zawdzięczała to też swoim cudownym staruszkom, dla których Coco była tylko i wyłącznie narzędziem szatana, dokładnie tak samo jak Oliver. Różnica dwóch lat i niczego więcej. Niby przypadek, ale ja w takiej rzeczy po prostu nie wierzę. Po co mam w to wierzyć? Zresztą nikt w to nie jest w stanie uwierzyć, oboje byli skazani na życiową porażkę, a może któreś z nich się wybroni. Tylko, które? Oliver, Charlie, a może kurwa Coco, która w tym momencie się rozkleiła przed Villiersem?
Ta pustka. Ten zawód jaki przeżywała od ponad dwóch lat. Miała sama dopiero siedemnaście, a przed nią stały tak ciężkie wybory. Tak chore wybory jak chociażby co wsadzić do garnka, byleby Oliver miał co zjeść, w końcu samymi narkotykami raczej człowiek długo nie pożyje, a Coco tak zajebiście zależało na tym, by chociaż w ten sposób mogła się mu odwdzięczyć. A Charlie niby lepsza była tak? Jasne! Wszyscy ją olali i to równo. Zlali ciepłym moczem, nie licząc się z tym co ona może myśleć, a co oni myśli, że jest kurwa niezniszczalna?
No to kurwa krzyżyk na drogę dla frajerstwa.
Jednak gdy tylko przypomniała sobie tą noc z Youngiem w Zakazanym Lesie, gdy w jej głowie pojawił się obraz tego jak Mellow zaliczył ją w swoim łóżku. Jak to możliwe, że była taka głupia i tak się dała? To było zabawne. Villiersa znała tyle czasu, tyle czasu się przyjaźnili i w łóżku wylądowali po jakimś, a tam? Nie, to nie było tak, że Casper był gorszy, czy coś. Na nim akurat zależało CC jak na nikim do tej pory, nikt nie był na tyle ważny, jednak nigdy mu tego nie powie, przynajmniej nie teraz, bo obdarcie się ze wszelkich możliwych pozostałościach po uczuciach było cholernie żałosne.
Wbiła wzrok w chłopaka gdy jego pięści mimowolnie się zaciskały. Bała się, piekielnie się bała. Nie chciała widzieć go w takim stanie. Agresja ją cholernie przerażała. Przerażało ją wszystko co miało związek z przemocą, a w tym momencie sugerował jej coś, przed czym uciekała. I tak, być może z jakiś konkretnych powodów, być może dlatego, że nie lubi… Kto ją tam wiedział.
-Casper… - Jęknęła gdy ten uderzył w czuły punkt. Poczuła się jak skończona dziwka, którą można by ze spokojem powiedzieć, że była. Przecież kto ją tam zrozum, co nie? Kto tam dojdzie do tego dlatego tak się czuła? Wróci do Hogs, wyczai gdzieś jakieś prochy, zaćpa się… A z nieznanym towarem mogło skończyć się na wiele sposobów, co nie?
Po za tym.. Cała ta otoczka Mathie była tak żałosna, że nie można było nawet tego przełknąć na trzeźwo. O kim mówił przed seksem Kai? O nikim innym, jak o jego kochanej Villadsen, która teoretycznie „tylko” się lizała z jakimś puchonem, prawdopodobnie. Pewnie Coco coś pokręciło, ale to ona była jego pocieszycielką, to ona była taka głupia, że wypiła o dwa kieliszki za dużo. Nie pamiętała z tego nic, jedynie świadomość, że to się stało, nadal nie dawał jej pełni spokoju. Świadomość, że jest tak zajebiście żałosna i zaliczył ją tylko po to by zapomnieć o Mathie. Tylko nie zapomniał. Z samego rana niemal potrafił jeszcze rzucić tekstem, że mu na niej zależy, och takie tam słodkie newsy na dzień dobry! A CC? Co miała czuć, co? Co miała kurwa wtedy poczuć?!
-Casper… - Powtórzyła raz jeszcze jego imię nie mogąc zebrać myśli, nie mogąc dojść do żadnego konkretnego konsensusu. Nie mogąc niczego wydukać, w końcu to przecież był w tym momencie szanowny pan Casper Villiers, który zwrócił jej w głowie, i którego nie mogła stracić z własnej głupoty, ale sam fakt tego, że chciał by patrzyła na to co on robi, jak się mści, sprawił, że coś w niej pękło. Coś tak ważnego w sercu. Nie wiedziała czy zrobi to tylko po to by ją upokorzyć, czy zrobi to po to by po prostu pokazać jej, że nie da jej tknąć, bo należy do niego. Jest jego i zawsze będzie tylko jego. Tylko czy Casper zdawał sobie sprawę, że te jebane trzydzieści dni tak odmienią ich życie? Chyba nie.
Znów, znów przygryzła tą cholerną wargę, która w tym momencie była w opłakanym stanie. Co miała mu mówić kiedy nie dość, ze ból fizyczny ją niszczył to jeszcze psychicznie się czuła jak ostatnie ścierwo. Dopiero gdy zmusił ją do patrzenia sobie w oczy. Dopiero gdy ujął jej twarz i złożył najlepsze wyznanie przesiąknięte wulgarnością, ale i szczerością mogła zrozumieć, że jej nie zostawi. To było, przeszłość. Pieprzona przeszłość, która miała większe znaczenie niż mogłoby się wydawać.
-Villiers, nie bronię ich. Nie bronię, ale dobrze wiesz, że nie zrobili tego bez mojej zgody. To Twoi kumple. Tyle czasu się przyjaźniliście i nagle ja to spierdoliłam, bo Ci się do czegoś przyznałam?! Zachowujesz się jakby Ci na mnie zależało. Jakbym naprawdę była ważna, a to co czuje Cię obchodziło. Robisz mi sieczkę z mózgu, robisz mi totalny rozjeb w umyśle, a ja z każdym słowem chce Ci coraz mocniej zaufać… Daj mi tylko jedno. Jedno. Jebaną gwarancję, że nie jestem jedynie zabaweczką w rękach chłopaka, który znaczy dla mnie więcej niż mógłby sobie wyobrazić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Gru 08 2013, 14:39

Nie trzeba chyba geniusza, aby stwierdzić, że to co powiedziała ruszyło go... Ruszyło go na tyle, że chciał stąd wyjść, zapić smutki i zasnąć gdzieś daleko. Nawet bez kolejnej kobiety. Ot tak po prostu potrzebował więcej tlenu, którego nikt by nie kradł. Nikt ważny. Potrzebował uwolnić myśli, a teraz to wszystko było jeszcze bardziej pogmatwane niż piętnaście minut temu... Ale z drugiej strony, gdyby wyszedł... Ona była w takim stanie, że nie mógł jej tu zostawić. Musiał ją chociażby uspokoić. Obudziły się w nim wyrzuty sumienia? To jego matka zawsze mu powtarzała, że on sam za bardzo się w sobie zamyka i wszystko utrudnia nie dbając o innych, więc ten jeden raz się zatrzymał? Przymknął powieki wzdychając ciężko. Powiedział co powiedział. Oparł swoją głowę o jej czoło mrucząc pod nosem coś na tyle kojącego, aby nie trzęsła się z nerwów tak jak teraz... Miała swój pewien świat, który okręcił ją w pułapce i wtrącił ją tam na wieki wieków... Nie było nikogo z kluczem. Ułożyła swój labirynt, z którego powinna umieć wyjść. Był taki Young, który sam wykorzystał okazję, żeby się zabawić. Co się dziwić, był zawsze jeszcze bardziej napalony od Caspra... W tym momencie z Villiersa ulotniła się cała sympatia, którą mógł darzyć faceta. Zazwyczaj to Ślizgon występował w roli tego, który ruchał panienki i rozwalał związki, a teraz? Teraz stał po drugiej stronie barykady i jedyne na co miał teraz ochotę to zajebać Mellow'a i Young'a. Da się? Musi się dać. Nie można temu zaprzeczać, uciekać przed tym. Pewne rzeczy, zjawiska... Należą do osobowości faceta, a chciał, żeby CoCo to zobaczyła i potraktowała jako przestrogę. Żeby być z nim nie wystarczy egzystować w pojęciu jako jego dziewczyna. Nie można sobie folgować i latać na boki. Trzeba trwać, bawić się... Ale być zajebiście szczerym. Bo inaczej? Bo inaczej to wszystko spłonie. Już połowicznie Casper był przestraszony faktem, że wychujała go dziewczyna, ale nie miał w sobie tyle siły, aby ją teraz obarczać kolejnym epitetem. Nie byłby na to gotów. Jeśli to kiedykolwiek będzie miało okazję się poukładać to może warto w to brnąć dalej.
- Ciii... - Uciszył ją przykładając swój palec do jej ust wskoczył na biurko obok niej i przyciągnął do siebie, aby potem podnieść ją i usadzić sobie na kolanach i przez dłuższą chwilę kołysać jak niemowlę, które potrzebuje opieki. Oboje tego potrzebowali. Przytulił ją jeszcze mocniej gdzieś pomiędzy wtrącając pocałunek w czoło i znów zamknął oczy. Jedyne czego teraz chciał to żeby zaczęła spokojniej oddychać. Nie chciał zbyt wiele obiecywać. Nigdy nie spełniał obietnic. Postanawiał coś, a wszystko wypadało mu z rąk. Jeśli teraz wyznałby jej coś, przyrzekł, zabrał gdziekolwiek... Nie mógłby później od siebie zbyt wiele wymagać. Był podobnym zdrajcą do niej i to chyba było w tym najsmutniejsze, że choć oboje mogli coś do siebie czuć to wierność będzie i jest dla nich ogromną przeszkodą.
- W porządku CoCo rozumiem, dałaś im. Rozumiem. - Wciąż mówił kojącym głosem odsuwając od siebie prawdziwe znaczenie tych słów. Gdyby tylko spróbował to wszystko na raz do siebie dopuścić, pewnie by ją tu zostawił, a przecież nie chciał tego. Miesiąc... Trudny okres.
A potem gdy tak znów zaczęła mówić to pochyli głowę by ją pocałować tak delikatnie, ulotnie. Aby tylko uspokoić struny głosowe, które wrzały w wyznaniach. Może teraz kompletnie nie wiedział kogo kołysał trzymając na swoich kolanach. Może kompletnie nie wiedział kim teraz jest, a i choć w jego mózgu pojawił się teraz wielki kamień to drżał tutaj na myśl, co się teraz stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Gru 08 2013, 16:23

Lecisz. Lecisz wysoko, między chmurami, które delikatnie drażnią Twoje nagie ciało. Lecisz i marzysz. Wierzysz, że będzie inaczej. Wierzysz, że dostaniesz coś więcej niż tylko zwykłą, durną nadzieję na coś innego. Wierzysz w to, że jesteś w stanie przenosić góry, bo jest ktoś kto daje Ci siłę i wiarę.  Jest ktoś dla kogo chcesz się budzić, bez względu na to co się danego dnia wydarzy.
Życie w jednej chwili może być niczym diament, może się szklić, może błyszczeć i może być największym prezentem od losu jaki mogliśmy dostać. Może być piękne jeśli cokolwiek będziemy chcieli zmienić. Może być wszystkim czego tylko chcemy.  A teraz chciała być kimś normalnym. Kimś zwyczajnie-normalnym, kto nie podda się po jednej nieudanej próbie. Kimś kogo przeszłość nie będzie miała większego znaczenia.
Była śliczną, nieznajomą księżniczkę. Tak, każda dziewczyna taka była, tylko jej korona spadła z głowy jakiś czas temu, gdy zderzyła się po swoim locie marzeń z brutalną nic nie znaczącą rzeczywistością. Kiedy stoczyła się niżej niż było to ustalone w jakichkolwiek normach. Niż było to jakkolwiek znaczące.
Coco pewnie, że była roztrzęsiona, w końcu igrała z losem, wiedząc, że w każdej chwili może stracić chłopaka, na którym jej zależało. Mimo, że czuła to ciepło, od którego była tak uzależniona, mimo że pragnęła, by był, musiała podjąć pewne kroki. Chciała go pocałować, poczuć bliżej siebie, ale nie teraz. Jeszcze nie teraz. Za dużo przykrych słów padło, żeby mogła coś takiego zrobić, w końcu nie była teraz pewna, czy właśnie miesiąc, który trwał raptem pięć dni się właśnie nie zakończył. To nawet zabawne, bo tak naprawdę nie mogła przewidzieć niczego, a przecież nikt nie lubił dreptać po nieznanym i niepewnym gruncie.
-Casper… Zrób coś dla mnie. Jedna rzecz. Jedną jedyną rzecz. Niczego więcej nie będę chcieć ani o nic więcej nie poproszę. – Powiedziała gdy ten  skończył całować jej usta, nie mogła ciągnąć tego pocałunku w nieskończoność, bo nie o to przecież w tym momencie chodziło. Nie to musiało się stać by oni zaczęli normalnie funkcjonować i rozmawiać.
-Wbij sobie do głowy, że nie stało się to przez ostatnie pięć dni, tylko dwa tygodnie temu. Możesz myśleć, że się puszczam, i że jestem dziwką, ale nigdy… Nigdy nie zdradziłam. Nigdy po za tym nie byłam w związku. – To ostatnie zdanie dodała ciut ciszej, tak jakby nie chciała żeby Villiers to słyszał, ale to przecież nie miało znaczenia, zwłaszcza teraz. Wbiła w niego wzrok, po czym zsunęła się z kolan. Miała nadzieję, że chłopak spełni jej jedną, i jedyną prośbę. Delikatnie dotknęła jego ręki, po czym odezwała się po raz ostatni.
-Dziś wieczorem, przyjdź do mnie. Ulica Tojadowa, kamienica 52, mieszkanie numer jedenaście. – Nie pożegnała się z nim, nie pozwoliła się tknąć. Po prostu mu zniknęła za drzwiami, które prowadziły na korytarz. Teraz to on musiał zdecydować czy chce się pobawić w coś więcej niż tylko jeden miesiąc.


/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 71
Skąd : Wielka Brytania
Galeony : 291
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 299
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3545-howard-forester




Specjalny






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 11 2014, 15:17

Howard był trochę niepocieszony, że jego ukochane przedmioty stały się tymi dodatkowymi, a on musiał przejść serię kursów na bycie pedagogiem od Starożytnych Run. Choć szybko się wciągnął w ich świat i uznał, że nie są wcale takie złe, to jednak brakowało mu typowych zajęć ze śpiewu czy gry na instrumencie. Musiał więc sobie sam wszystko nucić, aby nie zagubić gdzieś po drodze słuchu. Miał dziś dobry humor i liczył, że wielu uczniów zjawi się na tych zajęciach. Co prawda nie miały być one trudne, a były wręcz szalenie łatwe, nie mniej musiał wpierw sprawdzić stan wiedzy swoich podopiecznych. Nie mógł przecież im wyłożyć od razu całej specyfikacji i podzielić zadania, jeżeli nie mieli nawet podstawowych wiadomości z run, to się mijało z celem. A Forester nie lubił robić czegoś bezsensownie. O dziwo całkiem sprawnie znalazł się w klasie, nie spóźniając się ani chwili! Rozejrzał się bacznie po pomieszczeniu, a potem przywitał się z młodzieżą i odczytał listę obecności. Takiej to starej daty był ten człowiek.
Lecz kiedy to wreszcie nastąpiło, Howard rozdał każdemu dwa białe, płócienne woreczki z okrągłymi kamykami, a następnie objaśnił, co będą robić.
- W jednym woreczku, tym oznaczonym numerem jeden, znajdują się gotowe runy. Losujecie cztery z nich, przerysowujecie na pergamin i podajecie mi ich znaczenie. Słowem wszystko, co o nich wiecie. Następnie bierzecie cztery czyste kamyczki z woreczka oznaczonego numerem dwa i rzeźbicie na nich cztery znaki runiczne zaklęciem Caelator Lapis. Kiedy wam się to uda, wrzucacie kamyki do woreczków, które mi oddajecie, tak samo jak zapisane i podpisane pergaminy. Możecie iść do swoich zajęć. Na następnej lekcji zajmiemy się czymś ciekawszym, mianowicie wróżeniem. Teraz jednak to będzie koniec waszych zadań – wyjaśnił spokojnie, po czym leniwie udał się za biurko, obserwując pracę innych oraz przyjmując rzeczy z powrotem.

1. rzut czterema kostkami
parzyste – runy odgadnięte
nieparzyste – runy nieodgadnięte
wybieracie i opisujecie jakie chcecie runy, oczywiście zgodnie z tym, co wylosowaliście (czyli jak macie 3 liczby parzyste to opisujecie 3 runy).
2. rzut czterema kostkami
parzyste – poprawnie umieszczony znak runiczny na kamieniu
nieparzyste – niepoprawnie umieszczony znak runiczny na kamieniu
wybieracie sami jakie runy udało wam się przenieść na kamień.

Za każde 5 punktów w kuferku z historii magii i run można wymienić jedną kostkę, zarówno w 1 jak i w 2 zadaniu. Wymienić = nie rzucać ponownie.

Piszecie posta, co wylosowaliście i na koniec dajecie z/t.

Czas macie do czwartku do godziny 21:00.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Rimini
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 49
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8336-emilia-palerma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8339-you-re-the-one-i-need#234547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8340-emilia-palerma#234548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8341-emilia-palerma#234549




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 11 2014, 15:40

Nic nie było tak pokrzepiające jak myśl o zajęciach ze starożytnych run. W sumie – na rozluźnienie i taki przedmiot może się przydać, bo czemu nie? Do klasy nie wpadła spóźniona, wręcz przeciwnie, była tam przed nauczycielem. Zajęła swoje miejsce w ławce, jak na dobrą studentkę przystało. Chwilę później w klasie zjawił się nauczyciel, wyjaśnił co będą robić na dzisiejszych zajęciach i po otrzymaniu dwóch woreczków dziewczyna wzięła się do pracy.
Najpierw zajęła się pierwszym woreczkiem. Wylosowała z niego cztery kamyki i spojrzała na nie. Dwie runy znała więc szybko przerysowała je na pergamin i opisała najszczegółowiej jak potrafiła. Pozostałe dwa już nie poszły tak łatwo. Nie miała pojęcia co ma obok nich napisać, więc tylko przerysowała runy i napisała obok nich znak zapytania.
Potem sięgnęła po drugi woreczek i sięgnęła po różdżkę. Zadanie wydawało jej się łatwe, więc wyobrażacie sobie jak bardzo się zdziwiła, gdy udało jej się wyrzeźbić tylko jeden znak runiczny. Zniesmaczona włożyła kamyki do woreczka i oddała nauczycielowi razem z pergaminem. Potem skierowała się w stronę wyjścia, z nadzieją, że na wróżeniu pójdzie jej lepiej.

(pierwsze – 3,1,4,6
drugie – 3,5,6,3)
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 11 2014, 16:08

Runy losowała bodajze jako druga, ale jakie to miało znaczenie, jak ich znajomość miała zostać sprawdzona wyłącznie za sprawą przypadku? Osobiście Starożytne Runy miała za przedmiot troszeczkę nudny. Nawet jak na Krukonkę, która wiecznie siedziała w książkach, nie widziała w nim żadnego celu. Bo komu z czarodziejów mogło się to później przydać? Uśmiechnęła się kwaśno, raczej do swoich myśli, chodząc ostatnio w podłym humorze. Chwilę potem przerysowała chaotycznie na kartkę dwa znaki, których znaczenie znała. Pozostałe dwa postawiła przed sobą, przypatrując się im uważnie. Ale za nic nie potrafiła ich sobie przypomnieć. W końcu odetchnęła cieżko, rzucając je na ławkę. Trudno. Nic już nie wymyśli. Pozostawiła pergaminy zapisane tym co miała. Czterema symbolami, w tym tylko dwoma opisanymi. Do pozostałych dopisała strzały, na Chybiu-trafiuł. Znając jej szczęście – niecelne. Odtworzyła sobie dalszą część zadania, podnosząc różdżkę do wypowiedzenia formuły zaklęcia:
Caelator Lapis — i liczba dwa zdawała się ją dzisiaj prześladować. Przypominając o tym, że o ironii, żadnego duetu w jej życiu nie było. Może kiedyś, ale nieaktualnie. Kiedy potrzebowała przyjaciela, wroga, miłości, kogokolwiek, na kim mogłaby wyładować emocje. I jak na złość, nikogo w tym momencie nie było. Nic dziwnego, ze coraz częściej partaczyła nawet zaklęcia. Tak, jak w tym przypadku. Dwie wyżłobione w kamieniach runy wyglądały dobrze. Pozostałe… do nich się nie przyznawała. Wyszła z klasy wkurzona na siebie, za tak podłą robotę.

(4, 4, 5, 3) ; (2, 1, 6, 1) zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bośnia i Hercegowina
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 11 2014, 16:22

Xavier czuł się świetnie. To nic, że nie chodził na inne zajęcia poza Historią Magii i Starożytnymi Runami, a od jakiegoś czasu dostawał furę listów z Ardealu z upomnieniami. Wszak jako gość zobowiązany był do poszanowania uroczych człowieczków, którzy stawali na głowie by mu dogodzić, a na zajęciach traktowali go w pobłażliwy sposób. Pewnie padłby na kolana w podzięce czy coś, ale na nic takiego się nie zapowiadało, bo zwyczajnie mu się nie chciało. Wszedł do klasy, mruknął dzień dobry, po czym wylosował cztery runy. Wziął od kogoś pergamin, a potem zamotał pióro z atramentem i w ten sposób odwzorował idealnie cztery runy, które następnie podpisał. Wszak prościzna to była. Fa, w symbolice jako bydło, złoto oznaczała majątek, następna była Thurs oparta na jakimś olbrzymie, ale oznaczała moc i siłę. W sumie to akurat korespondowało. Kolejną runą było Kaun, czyli rana, ale oznaczała zmiany powodowane chorobami. Miał szczerą nadzieję, że nie jest to jakaś proelokozacka metafora, bo nie chciało mu się leżeć w Skrzydle Szpitalnym mimo tego, że urzędowała tam całkiem urocza kobieta. Ostatnia runa, to była Is, czyli lód jako stałość. Złożył pergamin na wpół po drodze zamaszyście się podpisując, aż sięgnął po drugi woreczek. Za pomocą zaklęcia przeniósł idealnie runy na kamyczki i podziwiał po chwili swoje dzieło. Pięknie. Taki geniusz z niego był. Z machnięciem ręki oddał obie prace i wyszedł.

kostki 1: 2,4,1,3 jestem bogaty, bo mam 23 punkty w kuferku, więc wymieniam dwie kosteczki wowowo, idealnie.
kostki2: 3,2,2,4 tutaj też elokozacki jestem, bo wymieniam jedną kosteczkę i jestem bogiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   Nie Maj 11 2014, 16:34

Tanner wydawał się mieć dzisiaj tak samo leniwe ruchy, jak pan profesor, który uczył ich starożytnych run. Dużo czasu zabrało mu zebranie się w sobie, coby wstać z ławki, podejść do woreczka i wylosować swoje cztery runy, które miał przerysować na kawałek pergaminu i wyjaśnić ich znaczenie, jak najbardziej szczegółowo potrafił. Sądził, że z zadaniem poradzi sobie miernie. Znał znaczenie może jakichś pięciu run? Prawdopodobieństwo wylosowania akurat ich z tego ogromnego worka pełne run było przecież prawie niemożliwe. Jednak szczęście tym razem postanowiło dopisać panu Chapman'owi. Gdy wrócił do ławki i spojrzał, co wylosował, okazało się, że wyśmienicie znał znaczenie trzech z nich! Przerysował je szybko na pergamin, obok wyjaśniając znaczenie każdej z nich, bardzo, bardzo dokładnie. Czwartą zostawił sobie na koniec i próbował zmyślać, co może znaczyć. W rezultacie jednak przerysował tylko samą runę, przekreślając wszystko co napisał wokół niej. Następnym zadaniem było namalowanie czterech run na kamyczkach, za pomocą zaklęcia Caelator Lapis. Tanner, lekko zmieszany, podszedł do woreczka z numerem dwa i wyciągnął z niego cztery świeże kamienie, uśmiechając się do siebie pod nosem.
- Caelator Lapis! - zaklęcie wyszło idealnie w trzech przypadkach, tylko raz nie za bardzo wiedział, co starał się przekazać swoim rysunkiem. Zadowolony zapakował je do osobnego woreczka, wrzucił tam pergamin z opisem wcześniejszych run, podpisał swoim nazwiskiem i oddał profesorowi, uśmiechając się do niego przy wyjściu. Gdyby każda lekcja sprawiała mu tak mało problemów! Wyszedł z klasy w wyśmienitym nastroju, pędząc na następną lekcję.

/zt
(pierwsze: 6, 6, 2, 5;
drugie: 2, 4, 1, 6)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klasa Starożytnych Run   

Powrót do góry Go down
 

Klasa Starożytnych Run

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 21Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 12 ... 21  Next

 Similar topics

-
» Klasa Starożytnych Run
» Podręcznik do Starożytnych Run
» Klasa Starożytnych Run
» Klasa Starożytnych Run
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-