IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Cze 12 2010, 14:16

First topic message reminder :


Boisko Quidditcha
Jest to duża powierzchnia o owalnym kształcie, rozmiarów około 55 na 152 metry. Po dwóch przeciwnych końcach, na polach bramkowych umieszczone są trzy tyczki, każda z obręczą na czubku, do których to wrzuca się kafla. Po środku znajduje się koło środkowe, skąd na początku meczu wypuszcza się piłki.
Odbywają się tu wszystkie rozgrywki Quidditcha między domami, a także treningi drużyn. Czasem uczniowie przychodzą sami, bądź większymi grupami by polatać sobie dla przyjemności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Maj 17 2013, 16:49

Mam prośbę. Albo zakończcie wątek, albo przenieście się gdzieś czy coś, żeby nie robić bałaganu podczas treningu.

Farid po skończonym szlabanie odstawił złe, niedobre, niewychowane bachy, niegodne przebywania w Hogwarcie, do ich dormitorium. Zaraz po tym zajął się przeglądaniem akt przyjezdnych. Dyrektorom ich szkół specjalnie kazał wszystko przysłać. Znaczy Gareth kazał. Ale Farid wiedział, jak dyrektora Hogwartu przekonać, więc plus dla niego. I teraz był zmuszony obejrzeć sobie teraz wszystko i oczywiście zadecydować kto jest godny, aby dołączyć do jego zgrupowania. Wiedział, że niektórzy z nich będą mogli zostać w Hogwarcie. Farid zamierzał podarować promocję tym, który mieli w sobie chociaż kroplę potencjału, a nie takie bachory, że aż szkoda patrzeć, uczyć i ogólnie poświęcać cenny czas dla nich. Są po prostu niegodni. Co tu dużo mówić. Nie ma co! Nie ich wina, że urodzili się jako błędy społeczeństwa, które jeśli nie zostaną wyrzucone ze szkoły to zaprocentują kłopotami i innymi rzeczami! A jeśli on - Farid Sherazi, zapobiegnie temu pierwszy to na pewno docenią jego starania! Przecież on jest nie byle kim.
Dlatego właśnie długo rozprawiał nad tym, jak dotrzeć do przyjezdnych i wybadać ich statusy krwi, rodziny, układy, zainteresowania, potencjał intelektualny! I wreszcie wpadł na genialny pomysł! Miał licencję na prowadzenie zajęć Quidditch'a! Pod pretekstem treningu postanowił zaprosić przyjezdnych, aby pokazali co potrafią. Oczywiście, ze Farid słyszał ostatnio, że jakiś chłopiec podpalił flagę Hogwartu i ten oto chłopczyk interesował Farida najbardziej, ale boisko było puste... On - Sherazi, czaił się teraz w jednym z zakamarków. Nikt nie mógł go dostrzec. Pod jego stopą miotało się "zniecierpliwione" pudełko, w którym chyba czekało na uczestników 'zabawy' pierwsze, a może i w niektórych przypadkach, ostatnie zadanie...
Przybłędom mówimy nie.

Tak. Zatem Ci od treningu mogą już się zbierać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Maj 17 2013, 17:52

Iść na lekcje czy nie iść na lekcje? Słyszał ostatnio od jakiś ziomków, że niezłe dupeczki z innych krajów przyleciały do cudownego Hogwartu, aby poznać jego wspaniałą historię i zgarnąć kilka pucharów. Oczywiście Bruno nie chciał na to pozwolić. Bardzo był urażony tym gościem Riverem, który podpalił flagę Hogwartu. Jednak jego uwagę bardziej przykuła Madison, wymagająca wizyty w skrzydle szpitalnym niż chwilowa porażka. Bruno po prostu wiedział, że nie ma innej opcji, aby wygrał ktoś inny w tych szalonych mistrzostwach niż Hogwart. Ale chciał nieco zbadać konkurencje. Musiał poznać ich taktykę i w ogóle – chociaż sam w końcu nie brał (na razie) udziału w meczach. Bo i po co? W sumie nie potrafił grać. Ale nie lubił innych narodowości, więc mógł się chociaż ponabijać, porzucać jabłkami, pomidorami, a co mu tam! Jednak ten koleś, co wygrał nielegalny wyścig, miał w sobie to coś. Powinniśmy na niego uważać! Usiadł sobie gdzieś tam na trybunach czy na skraju boiska i wyjął z kieszeni jabłko. Zaczął je jeść, obserwując ludzi na boisku. Kto wie, co tam się ciekawego wydarzy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 70
  Liczba postów : 228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5606-cameron-bendix-weatherly
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5620-cam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5663-cameron
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7827-cameron-bendix-weatherly




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Maj 17 2013, 19:27

Nie podobało mu się tu wiele rzeczy. Najbardziej brakowało mu gór i lasów Kanady. Jej całej, tam się czuł jak ryba w wodzie. Tamten klimat, po prostu wszystko! Co tu niepotrzebnie wymieniać i rozdrabniać się nad każdą rzeczą, którą tam zostawił. Jednak rozgrywek juniorów nie mógł sobie odpuścić. Proszę was, on ma z czegoś zrezygnować? Bardzo śmieszne! Zamierzał dumnie reprezentować swoją szkołę w Qudditchu. Jak chodzi o zachowanie, to już mniej. Przepraszam bardzo, ale niektórzy uczniowie Hogwartu, aż się prosili by skopać im tyłek. On taki dobry chłopak, nie chciał ich przecież zawieść! Już pierwszego dnia rzuciło mu się parę ślicznych uczennic. Nawet jedna z Australii była niczego sobie! W sumie odnajdywał kolejne plusy z tego wyjazdu. Przynajmniej na moment mógł zapomnieć o męczącej rodzinie, która próbowała wchodzić mu na głowę. Przerobić go na marionetkę, ale on nie zamierzał dać nikomu pociągać za własne sznurki. Niestety ominęła go ostatnia 'ustaweczka' z Hogwartem, tyle przegrać! Spalenie flagi tamtej szkoły? Zapowiadał się bardzo ciekawy wyjazd, oby tak dalej! Dzisiaj musiał jednak zająć się czymś innym, niż zabawą w nowym miejscu i innymi fajnymi zajęciami. Z radością udał się na trening Qudditcha, bo to w końcu coś co naprawdę kocha. Ubierając się odpowiednio do pogody, wyszedł z dormitorium krukonów. Myślał, że dzielenie sypialni z takimi mózgami będzie strasznie nudne... ale na szczęście się pomylił i nawet zakumplował z paroma. Przynajmniej ma się teraz z kim robić małe imprezki. Przemierzając kolejne korytarze, trzymał w ręku swoją miotłę. Nie traktował jej z świętością, jak niektórzy, ale nie mogę zaprzeczyć, że nie była dla niego ważna. Poza tym nie to nie byle jaka miotła! Sam na nią oszczędzał i kupił za własne galeony. Wiadomo, o takie rzeczy dba się już bardziej, niż o prezenty od rodziny! Gdy w końcu trafił na boisko, spostrzegł, iż jeszcze nikogo z jego drużyny nie ma. Z grymasem na ustach klapnął sobie na trawię, ignorując fakt, że może się pobrudzić. Trudno, nie będzie stał jak dupa, za przeproszeniem, czekając na resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 11:20

Marceline była bardzo podekscytowana perspektywą tego treningu. W gruncie rzeczy, już od samego przyjazdu na Wyspy Brytyjskie nie mogła się doczekać chwili, kiedy będzie mogła na własne oczy zobaczyć i porównać umiejętności jej własnej drużyny z Australijczykami. Ale wiadomo, Kanada lepsza! Z łóżka zerwała się już o ósmej, co w jej przypadku graniczyło niemal z cudem! Przegrzebała kufer w poszukiwaniu odpowiednich ubrań, aż wreszcie zdecydowała się na zwyczajną, białą bokserkę i czarne rurki. Miała nadzieję, że nie będzie jej za zimno. Niczym strzałą pomknęła w kierunku boiska Qudditcha. Na korytarzach, ku jej zdziwieniu, spotkała wielu uczniów, ale nikogo z jej rodzinnych stron. Czyżby wszyscy byli już a miejscu a ona skończy jako ta ostatnia, do tego spóźnialska? Zerknęła za zegarek. Przecież nie było jeszcze tak późno. Odetchnęła z ulgom, kiedy zbliżając się do miejsca treningu zauważyła z oddali tylko jedną osobę i jeszcze jakąś drugą, która chyba jednak nie przyszła tam z powodu treningu. Podchodząc jeszcze bliżej, w owej sylwetce dostrzegła swojego kolegę z drużyny - Cama'a. Podobnie jak ona pochodził z Toronto, więc znali się nawet dobrze. Był od szatynki starszy o dwa lata i nie łączyły ich jakieś większe zażyłości, ale Marceline nawet go lubiła. Nigdy nie dał jej powodu, aby było inaczej.
- Czeeść! - powiedziała z lekkim uśmiechem, podchodząc do bruneta. - Widzę, że na razie nie ma nas zbyt wielu. - stwierdziła, rozglądając się wokół. Faktycznie, było zupełnie pusto. Czyżby reszta kompletnie zapomniała w jakim celu przyjechali do Hogwartu? Na pewno nie. Chociaż w sumie, z Red Rock nie było nikogo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Australia, Cairns
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 121




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 13:33

Blair ten trening był potrzebny teraz, jak pięść do nosa. Doskonale już sobie radziła w odszukiwaniu głównych korytarzu i chodzenie na błonia, aby chwilę odpocząć. Szczerze mówiąc nudziła się w Hogwarcie, ale ten nadmiar czasu wolnego inwestowała w siostrę i książki. Czasem nawet chodziła na zajęcia w Hogwarcie. To było dziwne, ale siadała w rogu klasy i zajmowała się kilkoma rzeczami na raz. Jak to zwykle ona. Niby skupiona, ale rozproszona. Ni w kij ni w dziesięć, nie chciało się jej iść na boisku Quidditch'a. Powodów było sto tysięcy i jeszcze więcej: a) lenistwo, b) senność, c) słońce, które chciała wykorzystać na coś innego, d) nie chęć do oglądania innych ludzi. O swojej drużynie już nie wspominała, bo rozsypali się po zamku, jak okruszki ciastka na talerzyku i nie można było ich nigdzie znaleźć. Zresztą ciężko mówić o przyjacielskich relacjach, skoro połowa ludzi, z którymi Bibi tu przyjechała, to byli również odludkowie. No nic. Tak czy nie tak, zmuszona była podnieść swój leniwy tyłek z ławeczki na dziedzińcu i pójść po miotłę. Dawno jej nie używała, coś jest dziwne dla osoby, która bierze udział w tych zawodach. Ich opiekunowie w Hogwarcie chyba już dawno stwierdzili, że mało ich obchodzić los uczniów i to jak sobie poradzą. Wywieźli ich chyba i mało kto miał zamiar teraz wracać i sprawdzać czy chociaż dobrze się czują. Tak ich oceniała Blair. Chłodno i bez litości.
Ale wreszcie dostała się na boisko i doznała kolejnego zawodu. Żadnego zawodnika z Red Rock oprócz niej. ŻADNEGO. Nikt się nie pofatygował?! Gdzie Kaia i Riley? ALbo ktokolwiek i jakkolwiek? Oczywiście najpierw wymieniła ścigających, ale spodziewała się przynajmniej zobaczyć kapitana ich drużyny, noi oczywiście Pandę. A najwidoczniej wszyscy mieli to gdzieś. Stanęła kilka kroków dalej od Riverside i również pacnęła na trawę.
- Hej. - Mruknęła do nich bez entuzjazmu. Ale to nic. Przynajmniej się przywitała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Cairns, Australia
Galeony : 19
  Liczba postów : 24




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 13:54

Dzisiaj miała wyjątkowo dobry humor. Wzięła naprawdę dłuuugą, zimnawą kąpiel. Tylko ona i woda, mogła zamknąć oczy, wyczarować sobie odgłosy kojarzące jej się z oceanem w Australii i po prostu leżeć. Bibi Zapewne założyła, że już się utopiła i nie ma co jej ratować, więc czmychnęła gdzieś, by nie kierować na siebie podejrzeń. Panda chyba właśnie tego potrzebowała, by móc poczuć się odrobinę lepiej. Chwila sam na sam z wodą i od razu Panda robi się przyjaźniejsza! No dobrze, może i szału nie ma, ale teraz nawet podobała jej się myśl, że czeka ją trening!
Przez jakiś czas przed treningiem siedziała sobie sama w dormitorium i dopieszczała swoją miotłę, by prezentowała się jak najlepiej. Panda jest typem perfekcjonistki i jeśli ma coś zrobić niewystarczająco dobrze, to woli tego nie robić w ogóle. Dlatego właśnie wręcz sama pchała się, by być rezerwowym. Dopóki nie osiągnie perfekcji nie chce być głównym reprezentantem.
Niezbyt odpowiadał jej fakt, że mają trenować z inną drużyną. Sami by sobie świetnie poradzili, a nawet lepiej! O ile w ogóle ktoś jeszcze przyjdzie, bo gdy dotarła na boisko... Zauważyła tylko(/aż) Bibi! A gdzie reszta? Z resztą... i tak rozniosą inne drużyny w pył na meczu.
- Cześć. - przywitała się z obecnymi dość cicho, by ją usłyszeli i by nie zwróciła na siebie zbyt dużej uwagi. Uśmiechając się ledwo widocznie, odwracając się i siadając koło siostry. Od razu poczuła się bezpieczniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 14:09

Najgorsze ze wszystkiego w Hogwarcie było to, że wszyscy byli strasznie leniwi. Wiadomo, ten angielski flegmatyzm... ale może bez przesady? No bo tak siedzieć całymi dniami i nic nie robić? Doszły ją słuchy tylko o jakimś nielegalnym wyścigu, na którym żałowała, że jej nie było, przynajmniej żeby popatrzeć i zebrać informacje o przeciwnikach. A oprócz tego właściwie... no, nic. Albo to ją wszystko omijało.
I kiedy dotarły do niej wieści o treningu (no nareszcie!), zabrała swoją biedną, pozbawioną do tej pory zajęcia miotłę i za chwilę już była na boisku, gdzie czekał ją kolejny powód do niezadowolenia. Z ich drużyny były tylko Blair i Pandora. No jak to?! Jak oni chcą, do jasnej cholery, wygrać ten turniej, nie trenując, albo spóźniając się na treningi? Trening rzecz święta! Będzie musiała to wszystkim wygarnąć, co z tego, że nie była kapitanem. Pewnie i tak bardziej nadawała się do tej roli, skoro tylko ona wpadła na pomysł, żeby jednak motywować drużynę do pracy, pff.
- Cześć, Blair, Pandora, gdzie są wszyscy? - zapytała, jakby inni gracze gdzieś się tylko schowali. No ale może chociaż one miały jakieś informacje o tym, kto przyjdzie?
GPS oparła swoją miotłę na ziemi. Nie usiadła, jak siostry Blake. Przyszła pracować, a nie się opalać. Panie, gdyby tylko wszyscy mieli tyle samozaparcia co ona, wszystko byłoby łatwiejsze... pomińmy, że Blair i Pandora były tam przed nią, Blair pewnie i tak ma coś na sumieniu względem drużyny, a Pandora była w końcu tylko rezerwową!
Powrót do góry Go down



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 14:58

Pewnie zapowiedź tego treningu budziła różne emocje, może nawet część przyjezdnych tak dobrze się poczuła w Anglii, że zapomnieli o celu, jaki przyświecał ich wyjazdowi, ale co tam. W przypadku dziewczyny, która zaczęła grać w Quidditcha tylko dlatego, żeby zaimponować chłopakowi może się to wydawać dziwne, ale naprawdę była podekscytowana na myśl o łączonym treningu. Nie dość, że będzie to okazja, żeby w końcu zobaczyć swoich kanadyjskich znajomych, jak i poznać lepiej zagrywki przeciwnej drużyny, normalnie dwie pieczenie na jednym ogniu! Nie miała pojęcia, jak ma się ubrać na ten cały trening i pomimo, że jej strój drużyny Riverside był najpiękniejszy na świecie i niezwykle twarzowy, postanowiła nie zawstydzać plebsu i przywdziała zwyczajną białą bokserkę i czarne dresowe spodnie (ale to był bawełniany dres, szlachecki!), a włosy związała w wysoki kucyk, po czym chwyciła swoją ukochaną miotełkę, którą otaczała wręcz czcią i pieczołowicie o nią dbała i ruszyła bojowym krokiem na boisko. Na miejscu zobaczyła zbierających się powoli zawodników i obrzuciła ich badawczym acz raczej przyjaznym spojrzeniem, a następnie uśmiechnęła się szeroko do swoich znajomych.
- Marcelinka, Cameron! – zawołała radośnie, przyśpieszając nieco kroku. Jak dawno ich nie widziała! Za Marc stęskniła się z całego serduszka, dlatego uściskała ją mocno wolną ręką, bo przecież nie wypuści swojej miotły na ziemię, żeby przytulić przyjaciółkę normalnie, chwilę później uśmiechnęła się uroczo do Camerona i pocałowała go przelotnie w policzek na przywitanie, taka już z niej wylewna istotka! – Jak tam nastroje? – zapytała pogodnie, omiatając boisko uważnym spojrzeniem. I wtedy właśnie wypatrzyła Bruna, z którym ścigała się w Zakazanym Lesie z dość ciekawym skutkiem.
- Przepraszam na chwilę, zaraz wrócę. – rzuciła do znajomych i podeszła w stronę Beadu, który najwyraźniej przyszedł poobserwować konkurencję. Jaki cwaniak! – Merci beaucoup de m'avoir sauvée dans les bois. – powiedziała, zamiast jakiegokolwiek przywitania, uśmiechając się lekko. Specjalnie zwróciła się do niego po francusku, wychodząc z założenia, że tak jak większość Francuzów uznaje wyższość tego języka nad innymi, a w końcu dla niej, urodzonej we frankofonicznej części Kanady, nie stanowiło to żadnego problemu. Może już wyrażała swoją wdzięczność, byłoby to w sumie dość prawdopodobne, jednak nie pamiętała co mówiła, kiedy zabierał ją z lasu, a zawsze lepiej podziękować jeszcze raz niż wyjść na buraka bez obycia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 15:39

Farid troszeczkę się zdenerwował. Nienawidził spóźnialskich, którzy nie mieli potem o niczym pojęcia, a on musiał wszystko tłumaczyć od początku. Gdyby wykazali choć trochę chęci i współpracy nie musiałby tego robić, ale oczywiście był nauczycielem i musiał udawać miłego dla takich ludzi. Dlatego bardzo go zdenerwował brak zdyscyplinowania w obu drużynach przyjezdnych. Co prawda pojawiło się kilka dusz, ale nigdy nie wiadomo jaki mają status krwi i czy są normalni, a może przyszli podenerwować Farida. Tak, jak ten Bedau co tam z boku stał. Ale jego się może zagoni do gry, więc niech się dzieje wola nieba. Pozostało mu stanie tutaj i zastanawianie się, co złego z tymi bachorami.
Wreszcie zdecydował się, że podejdzie do nich i się chociaż przywita i zagoni do roboty. Przecież im dłużej stoją w miejscu tym szybciej się rozleniwiają, albo wezmą przykład z tego chłopaczka, co podpalił flagę, z tym, że Ci zniszczą boisko. Dlatego on - wspaniały nauczyciel, postanowił temu zapobiec. Wyszedł na środek boiska razem z wielkim pudłem i stanął przy nich.
- Podzielcie się na dwie drużyny, ustawcie po przeciwległych stronach boiska. Zagracie w powietrznego zbijaka, ale skoro nie ma jeszcze wszystkich to osiem kółek dokoła boiska. - Ogłosił, jakby to była byle jaka gra i w ogóle beznadziejna. Ale on Farid wiedział, jak cudownie można sabotować takie wydarzenia, więc przystał na ten pomysł, a teraz go realizował.


Trening Quidditcha – Powietrzny Zbijak


Pierwszy łączony trening przyjezdnych wcale nie przypomina meczu towarzyskiego, ani nie polega na bieganiu dookoła boiska i robieniu brzuszków – otóż, Panie i Panowie, wszyscy zgłoszeni, podzieleni na drużyny, zagrają w Powietrznego Zbijaka! A teraz trochę szczegółów:

1. Gotowi? Do biegu? Start!

Tak jak w przypadku meczu, o tym, kto rozpoczyna, decydują kostki. W tym przypadku osobą nadzorująca trening jest nauczyciel Quiddicha - profesor Farid Sherazi. To on wykonuje rzut jedną kością:
• liczba parzysta – zaczynają Reemy
• liczba nieparzysta – zaczynają Kraby

2. Team!


Każda drużyna składa się z siedmiu osób. Z kapitana i sześciu zawodników, którzy są w ‘polu gry’. Jeśli kapitan drużyny nie jest obecny na boisku, nauczyciel wyznacza zastępcę.


3. Zasady dla Kapitana!


Kapitan rozpoczynającej drużyny otrzymuje piłkę. Nie jest to jednak zwykła piłka! Ponieważ klasycznego tłuczka ciężko byłoby złapać, do Powietrznego Zbijaka używana jest specjalna piłka, która wygląda jak wyjątkowo okazały znicz, który w dodatku parzy w ręce i wyślizguje się z palców, dlatego trzeba działać szybko i nie latać w nieskończoność, tylko wykonywać silne i sprawne rzuty w przeciwników.

Rozpoczynający rzuca dwiema kostkami i tymi zasadami kieruje się również przy podaniach od zawodników swojej drużyny:
• pierwsza kostka decyduje o tym, czy jego rzut jest celny czy nie:
- nieparzysta kostka – piłka leci prosto w przeciwnika
- parzysta – piłka została rzucona zbyt słabo/wyślizgnęła się z rąk i przeciwnik może ją łatwo przejąć
• Druga kostka decyduje o tym, kto był celem rzutu
– zawodnicy obu drużyn mają przypisane numery, numer wskazany przez kostkę oznacza w czyją stronę leci piłka.

4. Gracze z 'pola gry'!


Osoba z przeciwnej drużyny, która została wskazana przez drugą z kości, wykonuje rzut TRZEMA kostkami:
• pierwsza decyduje o tym, czy udało się jej obronić czy nie:
- parzysta – tak, złapałeś piłkę i możesz rzucać w przeciwnika
- nieparzysta – zostajesz zbity i odpadasz z gry, tak jak to jest w normalnym zbijaku, ale przysługuje Ci prawo do ostatniego rzutu!
- UWAGA: jeśli osoba poprzedzająca Twój post wyrzuciła w kostce decydującej o skuteczności rzutu liczbę parzystą, co oznacza niepowodzenie ( na pewno wspomniała o tym w poście), wtedy niezależnie od liczby wskazanej przez pierwszą z kości osoba grająca automatycznie przejmuje piłkę.
• druga kostka:
- kto jest celem twojego rzutu
. trzecia kostka:
- 6, 1 – rzut udany
- 2, 3 – piłka została rzucona zbyt słabo/wyślizgnęła się z rąk i przeciwnik może ją łatwo przejąć
- 4,5 – podanie do kapitana

5. Czas gry!

5. Cykl jest powtarzany aż do momentu zbicia wszystkich osób z jednej z drużyn. Wtedy w ‘pole gry’ wchodzi kapitan, który do tej pory przyjmował tylko podania i otrzymuje on dwie szanse. Od tej pory obowiązują go zasady z punktu 4 oraz bonus.


6. Bonusowe urozmaicenie gry!


• jeśli dwie z kostek (pierwsza i druga) wskażą te same liczby, piłka staje się wyjątkowo nieposłuszna i atakuje trzymającą ją osobę, zrzucając ją przy tym z miotły lub robiąc inną krzywdę, wynikiem czego jest odpadnięcie ze zbijaka i wycieczka do Skrzydła Szpitalnego (nie dotyczy kapitana, który jest nie jest jeszcze obecny w polu gry).

Obrazek ilustrujący zawodników na boisku:

- czerwoni - jedna drużyna
- żółci - druga drużyna
- kółeczko z literką 'K' - kapitan

Numerki graczy!


Numerki będą aktualizowane wraz z przyjściem kolejnych zawodników.
Riverside
1. Madison Richelieu
2. Marceline Delacroix
3. Cameron Weatherly
4. Teddra Manseley
5. River Quayle

6. Adelaide Perry
KAPITAN: Czarek Grisham

Red Rock
1. Georgia P. Sancroft
2. Pandora Blake
3. Kaia Chevey (ZOSTAŁO JEDNO OCZKO)
5. Riley Salinger
6. Blair Blake

KAPITAN: Dahlia E. Slater

W przypadku zbicia np. gracza z numerem 5 z jednej drużyny, a potem ponownego wylosowania gracza z numerem 5, rzucającemu przysługuje jeszcze jeden rzut kostką, aby wyznaczyć cel lub po prostu niech doda jedno oczko lub je odejmie!

Jeśli szeregów obu drużyn nie zapełnią reprezentanci ich szkół to zaprosimy uczniów z Hogwartu.

W przypadku wyłapania błędów w zasadach, albo jakichkolwiek pytań proszę łapać na czacie Farida, albo Lailę i spółkę.


Ostatnio zmieniony przez Farid Sherazi dnia Pon Maj 27 2013, 21:01, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 15:53

Bruno obserwował całe zajście na uczelni, chociaż szczerze mówiąc, niezbyt się do tego przykładał. Przecież o wiele bardziej interesujące były nogi dziewcząt czy sam dziwny, arabski trener. Wbijał agresywnie zęby w miąższ owocu. Kiedy oni w końcu zaczną ten trening? Zaczynał się powoli nudzić i miał zdecydowanie tego dosyć. Ileż miał jeszcze czekać? Każda minuta trwała jakby całą wieczność. Dopóki nie zobaczył Madison, która psia krew była przyjezdną! Kolejna z innej nacji. Zdecydowanie miał tego dosyć. Ile razy jeszcze oni będą w centrum uwagi zamiast Bruna? W czym niby byli lepsi? Może rzeczywiście dość kijowo sprawdzał się w roli pałkarza, ale był geniuszem! To się powinno liczyć! Z trudem połknął kawałek jabłka, widząc jak dziewczyna zmierza w kierunku chłopaka. Czy miał jakąś drogę ucieczki? Zaczął nerwowo rozglądać się wokół siebie. Dlaczego nie miał jakieś szalonej genetyki? Mógłby zmienić kolor włosów, rysy twarzy… Tylko oczy zostałby takie same. A wierzył, że Madison ich nie zapamiętała.
- Proszę. – odpowiedział po angielsku chłodno, ponieważ włączyła mu się nieprzyjemna strona. W końcu dlaczego Przyjezdna musiała mówić po francusku?! Chrząknął, odrywając się na chwilę od jabłka.
Jesteś mi coś winna, lepiej abyś mnie zaskoczyła. Tam mogło się zdarzyć wszystko – dorzucił, zerkając mimowolnie na dziewczynę. I w dodatku na Merlina była tak piekielnie piękna! Jak on miał niby ją lekceważyć? Nie potrafił być aż tak chamski jak tak naprawdę powinien być. Westchnął ciężko, patrząc na boisko.
- Chyba jesteś wzywana. – zakomunikował, wracając do konsumpcji jabłka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 16:18

Co takiego się stało, co podkusiło Dahlię, aby przyjść na boisko quidditcha? Cóż, chciała trochę potrenować, dlatego ubrała się w jakieś szorty, bluzkę na ramiączkach i założyła jakieś zdezelowane trampki, by po drodze spiąć włosy i chwycić za miotłę, na której miała nadzieję polatać. Nie słyszała o tym super treningu dwóch przyjezdnych drużyn, jaka szkoda. Ostatnio chyba żyła w swoim świecie, gdzie wszystko jej się chrzaniło w życiu osobistym i przeklinała siebie za to, że ma niekiedy tak durne pomysły, że to po prostu przegięcie. I tak, miała na myśli ten durny, eksperymentalny pocałunek Petrosa, a potem ten zupełnie nieoczekiwany Bruna, który de facto pocałował Vanessę, a nie ją, ale i tak totalna beznadzieja! To wszystko zaszło zdecydowanie za daleko, gdzie ona miała rozum? Nie powinna się tak bawić uczuciami innych. I nawet jeśli to była wszystko wina Christiana! Heheh. No dobra, nie potrafiła zwalić winy na niego, więc jeszcze bardziej nakręcała się, że to wszystko przez nią.
Teraz chciała się wyżyć, polatać trochę, może znajdzie zagubioną duszyczkę, która porzuca jej trochę kafla, albo stanie na bramce czy coś? Niestety, przemierzywszy błonia i dotarłszy na boisko, szczerze się zdziwiła, widząc profesora Sherazi i jakieś inne osoby, które chyba miały trening. Rozpoznała parę dziewcząt z wieży gryfonów, stąd też uznała, że to ci przyjezdni. Otworzyła lekko buzię ze zdziwienia, aby po chwili ją zamknąć i przejść się na trybuny. Może nie będzie to długo trwało? Klapnie sobie i zaczeka na siedzonku. Kiedy kierowała się już do upatrzonego miejsca, nagle dostrzegła... Bedau, rozmawiającego z Madison, którą zdążyła już poznać i polubić! Jednak fakt, że był tam ślizgon, wcale jej się nie podobał. Nie była już Vanessą, więc jej nie znał, ale może rozpozna jej oczy? Nieeee... a może jednak tak? Nie potrafiła się zdecydować, więc wyhamowała, zanim podeszła bliżej nich i w rezultacie usiadła dosyć daleko od tej dwójki. Z walącym sercem przysiadła na ławie, w jednej ręce trzymając miotłę, a drugą skubała brzeg jej krótkich spodenek. Jednocześnie starała się jak gdyby nigdy nic obserwować wyczyny przyjezdnych na boisku. No, oby szybko skończyli!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5607-adelaide-perry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5608-brzydale-add
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5614-poczta-add#162775




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 18:39

A co podkusiło Add by tu przyjść? Wiadomo! Chęć obczajenia nowych chłopców! Ci przyjezdni byli ponoć całkiem nieźli. Cóż, tak przynajmniej twierdziły jej koleżanki, gdy siłą wyciągnęły ją z dormitorium. Bo tak naprawdę nasza księżniczka nie miała ochoty nigdzie ruszać swoje tyłeczka, zwłaszcza dla jakieś bandy obcych chłopaków pocących się w pogoni za tą głupią złotą piłeczką. Rety, ona pewnie nawet nie była naprawdę złota, pff. I czym tu się tak ekscytować? Poza tym w każdej chwili mogło się oberwać tłuczkiem i wylądować w SS, a to raczej mało efektowne.
No, oczywiście co innego, gdyby grała drużyna Puchonów, w której składzie mógłby być Elliot. Wtedy Adelaide przychodziłaby na każdy mecz i trening, czekając na niego z ciasteczkami i ciepłą herbatką albo sokiem dyniowym. I kibicowałaby mu zawzięcie, nawet, gdyby siedział na ławce rezerwowych albo nie zdobył żadnego punktu. Była przecież jego pierwszą i największą fanką!
Ale teraz dzielnie towarzyszyła swoim koleżankom z pokoju, które piszczały i omal nie dostawały orgazmu na sam widok tych chłopaków w kolorowych pelerynkach, czy co to tam było. Komentowały wygląd każdego, żadnemu nie mogły odpuścić, a Add po prostu siedziała tak z założonymi rękami i wzrokiem wbitym w boisko, choć tak naprawdę nie śledziła przebiegu zdarzeń. Pewnie ocknie się dopiero, gdy któryś z nich dostanie tłuczkiem albo coś! Wtedy się zrobi ciekawie, hłe hłe hłe.
Tylko, że ocknęła się dużo wcześniej, gdy jej "koleżanka" nie grzesząca inteligencją wystrzeliła w górę różdżkę, mamrocząc pod nosem zaklęcie. Co prawda, udało się jej ono, bo z końca patyka wystrzeliły kolorowe fajerwerki, ale Add natychmiast wstała i wyrwała jej różdżkę.
-Co ty wyprawiasz?- syknęła, po czym spojrzała w stronę boiska, z którego ludzie pewnie patrzyli na nią jak na jakąś kretynkę. Uśmiechnęła się głupkowato i zażenowana siadła na miejsce, mając ochotę zapaść się pod ziemię. To wyglądało tak, jakby to ona była jakąś napaloną trzynastolatką, która chce zwrócić na siebie uwagę. Pięknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 70
  Liczba postów : 228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5606-cameron-bendix-weatherly
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5620-cam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5663-cameron
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7827-cameron-bendix-weatherly




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 20:02

Zamierzał już wstać i olać tych spóźnialskich. Bo niby dlaczego ma marnować swój cenny czas dla jakiś tam kangurów z Australii. Przeciągnął się leniwie i spostrzegł zbliżającą się osobę. No w końcu, ile można tak czekać? Jak się okazało tą nieznajomą okazała się Marcelina. Nawet ucieszył go ten fakt, bo mieli raczej pozytywne stosunki. Poza tym ziomki z Toronto trzymają się razem!
-No hej Marcyś! - kąciki jego ust lekko się podniosły - Pewnie gubią się jak sieroty.
Zaśmiał się jak oczami wyobraźni ujrzał grupkę Australijczyków szukających boiska, którzy wyglądali jak jacyż zagubieni chińscy turyści. Przeczesał wolną ręką włosy i trochę je poczochrał. Typowa dla niego fryzura 'artystyczny nieład', tak bardzo seksownie, wiem! Następny uczeń, tym razem z przeciwnej drużyny. Usiadła sobie gdzieś dalej i coś tam mamrotała pod nosem. Who cares? No właśnie, mało go to obchodziło. Zbył jej obecność, ale wcale nie chciał być perfidnie chamski. Po prostu takie zachowanie przychodziło mu z niezwykłą łatwością... tak naturalnie! Po tamtej dziewczynie przyszły kolejne dwie z Krabów. Co tak samo interesowało go jak w poprzednim wypadku. Dopiero podniósł się, gdy ujrzał zbliżającą się Madison. Ten uroczy uśmiech i całusek, jak słodko! Grała mu na nerwach, nie wiadomo za co. Dobra może i miał w tym jakąś winę, ale co się będzie jej teraz tłumaczył. Niech sądzi, że jest dupkiem; jej sprawa! Właśnie, to dobry przykład tego, jak rodzina może niszczyć komuś życie.
- Cześć Mad - puścił jej perskie oko i uśmiechnął się szerzej. No dobra, nie mieli aktualnie pozytywnych relacji... ale raczej nigdy nie wbił by jej przysłowiowego noża w plecy.
Nagle znikąd zjawił się jakiś podejrzanie wyglądający mroczny arab. Cameronowi przeleciały przez głowę wszystkie kawały o nich jakie kiedykolwiek słyszał. Takie o zabawach z owcami i inne podobne! Okazało się, że facet prowadził ich trening. Fajną kadrę mieli w tym Hogwarcie! Jednak bez żadnego sprzeciwu wykonał jego polecenie. A co! Wsiadł na miotłę i poleciał robić te okrążenia. Osiem? Pf, co to dla niego i Kanadyjczyków. Super, na razie jest jedynym przedstawicielem płci męskiej na boisku! Nie licząc Araba, ale on raczej nie zamierza bajerować uczennic. Chociaż, kto go tam wie! Gdy już był w połowie zadania dostrzegł, jak na trybunach jakaś dziewczyna wystrzeliła kolorowe fajerwerki. Już fanki, a jeszcze nie zaczęli dobrze się rozgrzewać? Z typowym dla niego uśmiechem pomachał im jak królowa angielska. Dobra, trochę bardziej męsko.
- Autografy dopiero po treningu! - puścił grupce dziewcząt oczko i troszkę zwolnił mijając je. Mógłby umówić się z którąś z nich, nawet tą która z podekscytowania próbowała zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście była jeszcze Kaia, ale z nią to już inna historia.


Ostatnio zmieniony przez Cameron Weatherly dnia Sob Maj 18 2013, 20:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kanada, Montreal
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 106
  Liczba postów : 278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5481-teddra-manseley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5487-teddy-bears
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5492-tedtedtedted#159646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7194-teddra-manseley#204412




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 20:24

Tedowi całkiem podobał się Hogwart, ale raczej nie mówiła tego na głos. Tak jak miała w swoim zwyczaju, narzekała zazwyczaj na wszystko, krzywiąc się niepomiernie, jedynie najbliższym wyjawiając, że tak naprawdę widzi sporo zalet w tym odrobinę ponurym zamku. Tedowi podobała się jej nowa wieża i nie przeszkadzała jej ogromna ilość stopni, które musiała wpierw przemierzyć. Wręcz przeciwnie, po bieganiu jeszcze bardziej się męczyła, a to tym lepiej. Nie miała już nawet siły na agresywne zaczepki w pokoju wspólnym Gryffindoru. Nie mogła jednak zrozumieć, dlaczego River został umieszczony w pokoju, do którego zamiast podawać hasło, musiał odpowiadać na jakąś wymyślną zagadkę. Zakładała, że to zupełnie nie było zgodne z regulaminem, ale podawała mu zawsze hasło do wieży Gryffu, żeby miał chociaż gdzie spać, nie? Najgorsze było jednak jedzenie. Ile razy można jeść na deser pudding? Najwyraźniej non stop, bo ci pieprzeni Anglicy jedli to każdego wieczora, jak dzikusy. Jedyne co wiedziała po tym wyjeździe, to że nigdy więcej nie zje puddingu. W każdym razie na szczęście dzisiaj był trening quidditcha. To świetnie. Wcześniej umówiła się z Riverkiem, że spotkają się przy wyjściu na błonia. Dlatego razem szli sobie na boisko kłidicza. Oczywiście nie zapomnieli o swoim niesamowitym zespole country! Ich nowa piosenka była niesamowicie wzruszająca. O koniach, ludziach ujarzmiających dzikie rumaki, kobietach, które dzielnie piorą ubrania swoich mężów… Musieli ją skończyć, więc kiedy pojawili się na boisku, wciąż ją śpiewali bardzo głośno, swoimi niezwykłymi głosami. Na dodatek River dalej dziko tańczył, a Teds klaskała do rytmu w rękach, niczym szaleniec. Gdy przestali dopiero zadowolona z nich Teddra rozejrzała się po ludziach, którzy już byli na boisku i poczłapała do Camerona i Marceline, którzy już wchodzili na swoje miotły, by zrobić te osiem kółek.
- Siemka – krzyknęła już w locie do dwójki Kanadyjczyków, uśmiechając się krzywo. Zignorowała grzecznie resztę ludzi na boisku, bo co tam się będzie wysilać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 21:05

Ćwiczenia do ich występów, jako zespołu country, szły coraz lepiej. Udało się im wymyślić piosenkę, River miał praktycznie zupełnie opanowany układ taneczny i potrafił już niczym prawdziwy kowboj wywijać nogami, a co więcej Ted idealnie już wyklaskiwała rytm. Lada dzień będą gotowi podbić całą Anglię swoim talentem. Póki co nieustannie serwowali popis swoich zdolności uczniom Hogwartu. I zawsze nagradzani byli ogromnymi oklaskami (i nie istotne, że to sami je sobie często po prostu dawali)! Idąc na trening również postanowili wykorzystać tą chwilę i po prostu poćwiczyć swoje i tak już wyśmienite zdolności. Przy wszystkich tych czynnościach, warto wspomnieć, że Riv całkiem wesoło pobrzękiwał, bo na szyi, mimo stroju do Quidditcha, miał kilka łańcuszków z drewnianymi koralikami. Co więcej, takowymi miał nawet związanego koka, ze swych gęstych włosów, na czubku głowy.
Na trening dotarli chyba mniej więcej w porę, ewentualne spóźnienia na pewno wynikały z tego, że zaczepiano ich po drodze i błagano o popis ich zespołu. I niestety, za każdym razem musieli odmawiać. Nie było przecież z nimi faceta z sową na ramieniu, który miał stać w tle przy każdym popisie.
- Cześć słońca! - będąc już na boisku Riverek krzyknął wesoło do wszystkich Kanadyjczyków, których tylko wypatrzył, a przy tym żywo im pomachał. Natomiast do Madison nawet wysłał buziaka w powietrze! Niestety nie miał okazji z nimi wszystkimi pogadać, bo musiał zaraz wskoczyć na miotłę i zacząć robić jakieś szaleńcze kółka dookoła boiska. Jak mus to mus! Wzbił się więc w powietrze, mniej więcej po Tedrze, by elegancko wykonać wymagane okrążenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Darwin, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 70
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5475-kaia-chevey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5478-milutka-kaika
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5506-sowasowasowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Maj 18 2013, 21:22

Chciała wracać. Tutaj wszystko było jakieś na opak. A ci wszyscy Kanadyjczycy byli dziwaczni i to wcale nie w ten pozytywny sposób, który pociągał Kaię, zwłaszcza u starszych osób, co było dość emm, osobliwe! Tylko jeden z nich zasługiwał na jej uwagę, tak po prawdzie... a ta reszta niech rzuca kałamarnicami na swoim kontynencie! Żałowała, że w ogóle zgłosiła się na ten wyjazd... nie, nawet zazdrosne spojrzenia koleżaneczek nie zajmujących się quidditchem nie były jej w stanie wynagrodzić tego wszystkiego co biedną Chevey tutaj spotykało... zwłaszcza po ostatnim wypadzie "na zakupy" podczas którego ona i Holly zabłądziły w jakimś lesie. No tragedia! Nawet jej listy do tatka stawały się coraz bardziej pesymistyczne, chociaż wciąż starała się mu przedstawić Wielką Brytanię w samych superlatywach. Przecież nie mógł wiedzieć jak jest naprawdę, do końca straciłby wiarę w samodzielność, odpowiedzialność i zdolność do podejmowania decyzji swojej jedynaczki... a ona nie mogła na to pozwolić, za żadne skarby! Chociaż niesamowicie tęskniła za swoim ogromnym, wygodnym łóżkiem, własną wanną... nie, nie stop, bo jeszcze napisze mu, że chce wracać!
Jednakże przyszła na trening, organizowany przez jakiegoś dziwaka z Hogwartu. Przyjechała tutaj, żeby wygrać puchar dla swojej drużyny i jej nie zawiedzie, ot co. Nawet jeśli miałaby wszystkim tutaj po kolei pokazać, że jest od nich lepsza, da radę, a co!
Zdecydowanym krokiem podeszła do Georgii, którą wypatrzyła w tłumie, wcześniej puszczając oczko do Camerona, którego również gdzieś tam wypatrzyła.
- Cześć - powiedziała spokojnie do dziewczyn ze swojej drużyny, kiedy stanęła już obok nich. Równocześnie spoglądała z wyższością na całą resztę, co chyba zresztą było jej głównym hobby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 11:08

Riley Salinger przegapiłby trening? Nie w tym świecie! Zresztą w jakimkolwiek innym raczej też by sobie nie odpuścił. Dowiedziawszy się o całym wydarzeniu, zaczął intensywnie myśleć - to przecież dobra okazja do rozpoznania taktyki przeciwników, wybadania ich słabych punktów i tym podobne rzeczy. Genialnie! Nienawidził rano wstawać, ale w dniu dzisiejszym musiał to zrobić. Pech chciał, że Australijczyk zupełnie zagubił się w czasie, co poskutkowało spóźnieniem. A przecież on nienawidził się spóźniać.
Kiedy wchodził na boisko, spostrzegł już kilku graczy zarówno z własnej drużyny, jak i z przeciwnej. Chyba nawet niektórzy Hogwartczycy pofatygowali się, aby obejrzeć zmagania Ognistych Krabów z Reemami. Riley wolałby, aby tego nie widzieli. Może Znikacze wysłali jakichś szpiegów albo coś w tym stylu? Chwilę później w oddali dostrzegł Dahlię, tą uroczą gryfonkę, którą miał przyjemność niedawno poznać. Wyglądała słodko - tak po prostu. Siedząc na trybunach całkiem sama, wyglądała słodko. Mimo, że w gruncie rzeczy była trochę dziecinna, to wszystko nadawało jej takiego uroku! Dobra, Riley, nie myśl teraz o tym. Trening czeka, konkurencja.
Pomachał w przelocie Slater i podszedł do swojej drużyny, po drodze rozglądając się na wszystkie strony, bo wcześniej nie było okazji ku odwiedzeniu tego miejsca. Poza tym Riley przez swoją małą niepunktualność nie wiedział, co się dzieje.
- Witam, drużyno! - zwrócił się do wszystkich. - Cześć, Kaia. W co gramy? - zapytał dziewczyny, stojącej najbliżej niego. Nie miał ochoty na żadne rozmowy, tym bardziej z Chevey. Wolałby od razu wziąć się do roboty, ale cóż, czasem trzeba się poświęcić. W dodatku miał wrażenie, że ona też nie będzie wiedziała o co chodzi, ale co tam! Zaryzykujmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Freetown
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 88




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 12:53

Co się musiało takiego wydarzyć, że Czaruś bierze udział w grze organizowanej przez szkołę? Nie miał pojęcia dlaczego właśnie zmierza na boisko w spodniach dresowych i luźnej bluzce. Rano nawet o tym nie myślał. Okej, lubił zabawy drużynowe, wtedy można bliżej poznac masę osób, ale jego ciężko zobaczyć na wykładach, a pcha się do jakiejś gdy?! No proszę was, to śmieszne. Był pewien, ze obecność Czarka wszystkich tam zadziwi. Oczywiście nie mógł sobie odmówić papieroska przed ostatecznym wkroczeniem na boisko. Zaciągnął się zbawienną nikotyną parę razy i kontynuował wędrówkę. Już widział kilka osób, już słyszał jakieś głosy. Każdy inny w takiej sytuacji mógłby sie krępować, ale nie on! Dziarskim krokiem przemierzał trawkę. Zatrzymał się, wypada czekać na jakieś wskazówki, przecież on nie ma o tym zielonego pojęcia. Zauważył Dahlię, której zaraz pomachał. Oj, jest w drużynie przeciwników, wiec moze być ciekawie. Stanął zatem po stronie Riverside i czekał na jakieś instrukcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 14:29

To wcale nie było tak, że Richelieu grała Cameronowi na nerwach i uważała go za dupka! Pogodziła się z całą sytuacją i chciała zachowywać się tak, jakby nic się nie stało, tylko najwyraźniej on to błędnie odierał. Przez krótką chwilę, gdy Madison zmierzała w stronę Bruna, wydawało jej się, że ten rozgląda się ukradkowo, jakby się jej bał i chciał uciekać, czy coś, ale przecież nie miał powodu, więc szybko odgoniła od siebie tę myśl i podeszła niezrażona. W pierwszej chwili nawet nie dotarło do niej, że odpowiedź, zresztą jakże elokwentna, padła po angielsku, wszak używała na co dzień obu języków i czasami płynnie przechodziła z jednego w drugi, zupełnie nieświadomie. Ale proszę bardzo, najwyraźniej był aż tak dumnym Francuzem, że w jego mniemaniu tego języka nie powinien używać nikt innej nacji!
- Wydaje mi się, że już nic gorszego nie mogło mnie tam spotkać. - oświadczyła dalej uparcie w jego ojczystym języku. Jak to możliwe, że zapamiętała go jako w miarę miłego acz dumnego chłopaka, a teraz nie wiadomo z jakiego powodu był oschły i oziębły? Zignorowała zupełnie część o jej długu, nie poczuwała się do bycia winną komukolwiek czegokolwiek. Zerknęła w stronę Araba, najwyraźniej będącego trenerem, kiedy ich zawołał i uśmiechnęła się krótko, kiedy dodadkowo Bruno łaskawie raczył ją poinformować, że jest wzywana. - Oglądaj, póki możesz. Następnym razem to wam będziemy kopać tyłki. Znowu. - rzuciła niedbale, przy okazji podkreślając ostatnie słowo i nie dając mu tym samym zapomnieć o porażce Hogwartu w trakcie nielegalnych wyścigów. Na koniec jeszcze, zupełnie jak w Zakazanym Lesie, posłała mu jakże uroczego buziaka w powietrzu i powróciła do zbierających się na środku boiska uczestnikach treningu. Wtedy też przyszła Teddra i River, wyśpiewujący i tańczący jakąś dziwną piosenkę, a Arab ogłosił początek rozgrzewki, więc nawet nie zdążyła nic powiedzieć do nowo przybyłych, uśmiechnęła się tylko szeroko, gdy Riverek posłał jej całusa, po czym tak jak reszta wskoczyła na miotłę i zaczęła okrążać boisko z dość umiarkowaną prędkością, obserwując lot zawodników z Australii, taki z niej tajniak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 14:31

Farid przyglądał się Przyjezdnym, którzy witali się ze sobą całkowicie ignorując jego osobę. W sumie mogło mu to pasować, bo przynajmniej nie musiał udawać miłego. Widać było, że część z nich była błędem tej generacji chociażby dlatego, że nie przybyła na trening. Człowiek nieobowiązkowy to najgorszy rodzaj człowieka. Beznadziejny typ, który czyha tylko na błędy innych i liczy na drapane. Nic więcej. Żeby ojciec z matką dobrze wychowali i tłukli za młodu, jak trzeba to może i ta krew nie byłaby taka ważna, ale jak matka mugolka, ojciec pół czarodziej, dzieciak wychowany... Bezstresowo. To gdzie z takim dzieciakiem do ludzi? Potem rodzi się taki wielki buntownik i chce zdobyć świat. Chyba biegnąc po ulicach rozdając ulotki, bo na nic więcej nie było ich stać. No nic. Po tym, jak okrążyli osiem razy boisko należało przemówić i zmusić ich do współpracy, coby zaczęli się ruszać i cieszyć się życiem... Rzucił monetą. Wyszło, że Kraby zaczną. Odszukał wzrokiem jakąś duszę, która nawinie mu się pod to, aby otrzymać pierwsza piłkę.
- ZAJĄĆ POZYCJĘ PO DWÓCH STRONACH BOISKA! - Krzyknął i z niezadowoleniem zaobserwował, jak oto nie ma pełnych drużyn. Stąd musiał zmusić się do uśmiechu, aby wymyślić wyjście awaryjne! - SLATER. DOŁĄCZ DO RED ROCK! PERRY RIVERSIDE. A TY... - tu już spuścił z tonu, jako że chłopak stał blisko. - Grisham pójdziesz do Riverside matkować i piłki podawać, jako taki kapitan. - I tyle. Obejrzał się jeszcze. Dla Red Rock brakowało zawodnika, więc biorąc pod uwagę wysoki procent czystości krwi panienki Chevey przydzielił jej dwa oczka! Jaki on dobry!
- Dahlia, zaczynaj! - rzucił piłkę do dziewczyny z całą gwałtownością, którą w sobie wzbierał odkąd tu przyszedł.


ZASADY TUTAJ zbijak!

KOSTKI TUTAJ rzuty

Proszę, abyście na koniec swoich postów pisali numerek, którym jesteście. Będzie łatwiej was namierzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 14:54

1&4!

Dahlia sobie tymczasem spokojnie siedziała na ławie, oglądając, jak przyjezdni latają sobie dookoła boiska, nie zważając na to, czy parka Bruno i Madison ją przyuważyła. Jakoś tak asekuracyjnie wolała w ich stronę nie patrzeć. Jednakże ku jej (miłym!) zaskoczeniu zaraz pojawił się Riley, który do niej pomachał! Uśmiechnęła się szeroko i oczywiście mu odmachała, a zaraz potem to samo uczynił Cam, więc jemu również pomachała! Kątem oka dostrzegła jeszcze Addie, ale nie zdążyła jakoś zwrócić swojej uwagi, bo zaraz rozległ się donośny głos profesora Sherazi, że ma wejść na boisko. ONA? Ona miała poczekać sobie i potrenować quidditcha! No ale w sumie to się ucieszyła, bo nigdy nie grała w powietrznego zbijaka! Nie kryjąc zatem podekscytowania zerwała się na równe nogi i dzierżąc w ręku miotłę, szybko i sprawnie zeskoczyła ze schodów na murawę. Uśmiechnęła się szeroko, szczególnie na wieść, że będzie w drużynie swojego nowego zajebistego kumpla Australijczyka! Którego to ostatnio przeciągnęła przez cały zamek, po najciekawszych jego czeluściach i zapowiedziała, że jeszcze będzie musiał z nią biegać po błoniach! Ten to miał z nią przekichane, no ale cóż. Nie mniej jednak pokiwała głową na instrukcje nauczyciela i zaraz energicznie wzbiła się w powietrze. Kiedy już wszyscy się ustawili, dowiedziała się, że ma zaczynać... oby tylko czegoś nie zepsuła! Nie mniej jednak refleks miała całkiem niezły, bo udało jej się złapać piłkę od Farida i co więcej, zaraz ją sprawnie rzuciła w stronę przeciwnej drużyny. Swoją drogą szkoda, bo tam też było parę jej ziomków, no ale trudno, takie jest życie. W każdym razie, piłka pomknęła szybko w kierunku Teddry, z którą się coś nie mogła dogadać i zupełnie nie wiedziała dlaczego! Nie podejrzewała, że to miało coś wspólnego z Riverem. Przecież tylko się kumplowali! No ale widocznie niektórzy muszą warczeć na innych, aby czuć się lepiej, hehehs. No nic, oby została więc zbita, niedobra Kanadyjka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kanada, Montreal
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 106
  Liczba postów : 278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5481-teddra-manseley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5487-teddy-bears
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5492-tedtedtedted#159646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7194-teddra-manseley#204412




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 17:15

4,4,3
WIĘC MAM ŚWIETNY BONUS <3

Po ich niesamowitym popisie umiejętności wokalnych, Ted wskoczyła zgrabnie na miotłę i oderwała się od ziemi. Kiedy tylko zaczęła latać wokół boiska, zapomniała o wszystkim co dzieje się dookoła, więc całkiem jasne było to, że nie zauważyła jak River i Madison wysyłają sobie buziaki w powietrzu, bo inaczej może ogarnęłaby, że coś się dzieje. Jednak jej najlepszy „przyjaciel” najwyraźniej nie miał zamiaru informować ją za szybko o fakcie, że ma dziewczynę, no bo po co. Dowie się przecież z obserwatora, plotek, albo zobaczy na własne oczy. Bardzo mądrze River Quayle, z taką głową nie zajdziemy daleko jako niesamowici muzycy. Teddrze nie podobał się ich typek od treningów. Wyglądał na strasznego Araba, obsesyjnie zajmującego się swoją Religa. Jakkolwiek było naprawdę, porozdzielał jakoś dziwacznie na drużyny, a ich kapitanem miał być jakiś typek z Hogwartu. Skrzywiła się niemiło do chłopaczka, który zajął niewiadomo dlaczego tą zaszczytną pozycję i podleciała na boisko. Rozpoczęła Dhalia, która najzwyczajniej w świecie irytowała Teda (jak sporo ludzi na tym świecie swoją drogą), bo zachowywała się jak dzika nastolatka, udająca, że chce być tylko kumplem dla chłopców, a tak naprawdę oddałaby wszystko, żeby wiedzieć jak ich dobrze poderwać. I faktycznie Manseley chyba musiała warczeć na innych, bo po prostu to lubiła, życie! Kiedy tamta rzuciła w jej kierunku, Ted posłała jej zabójcze spojrzenie, wcześniej łapiąc zgrabnie piłkę. Rozejrzała się po przeciwnikach, zastanawiając się kogo najlepiej rzucić. Jednak niestety Ted jest pechowcem. Piłka zaczęła nagle być wyjątkowo nieposłuszna. Kiedy Manseley zorientowała się, że próbuje ją zaatakować, zaczęła ją mocno trzymać z dala od siebie. Jednak w końcu nie wytrzymała i wypuściła piłkę z rąk. Niestety, zamiast spaść gdzieś w dół, jak powinna, ta najwyraźniej uwzięła się na Teda! NA BOGA! Teds odleciała trochę od niej, a tamta walnęła ją mocno w ramię niczym niesforny tłuczek. Zdumiona Kanadyjka szybko zawróciła i zaczęła lecieć, uciekając od szalonej piłki, ale niestety i tak za wolno. Za pierwszym razem uchyliła głowę, ale ogromny znicz po chwili zawrócił i z całej siły dostała w głowę. Ted miała ciemno przed oczami i poczuła jak miotła wyślizguje jej się z rąk. Po chwili już spadała na ziemię nieprzytomna. A piłka, jak gdyby nigdy nic poleciała w stronę Kai.

jestem numerem 4, hehs
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Darwin, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 70
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5475-kaia-chevey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5478-milutka-kaika
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5506-sowasowasowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 22:43

3,4,2 Spoglądając na wściekłego Farida, Kaia doszła do wniosku, że Arab musi mieć jakąś poważnie rozwiniętą nerwicę. Ale po co on się tak pluł? Przecież wszyscy doskonale słyszeli, w dodatku, jak udało jej się zaobserwować, chyba wzbudzał w uczniach szacunek... nie było więc powodu, aby tak się wyżywał! Ale co ona, mieszkanka dalekiej Australii mogła wiedzieć o Sherazim, ech. W każdym razie, wywołał w niej mieszane uczucia. Uśmiechnęła się z satysfakcją, kiedy przydzielił jej dwa oczka, jednakże ten uśmiech skierowany był raczej do Georgii, nie do demonicznego nauczyciela z problemami. Zaraz podszedł do niej też Riley, którego zbyła zdawkowym wyjaśnieniem. - W zbijaka. - odparła, ostentacyjnie odwrwacając się do Sheraziego. Pokiwała tylko energicznie głową na znak, że zrozumiała słowa Farida i wzniosła się w powietrze. Zanim się obejrzała, piłka, która wcześniej uderzyła Teddrę, leciała teraz prosto na nią, na Kaię! Niestety nie udało jej złapać piłki; ta jedynie w nią uderzyła, powodując, iż dziewczyna zachwiała się na miotle. Nie podzieliła jednak losu Manseley i nie spadła, uff! Zgodnie z zasadami, przechwyciła jeszcze piłkę i cisnęła nią w Marceline, mogąc mieć jedynie nadzieje, że trafi i Riverside również straci zawodnika! Zaraz zleciała na murawę, ze złością ciskając miotłą o podłoże. Zostawiła ją tak, a sama udała się na trybuny, aby stamtąd kibicować swojej drużynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Maj 19 2013, 23:08

[4,2,6]

Marceline z entuzjazmem witała się ze wszystkimi przybywającymi na boisko znajomymi z drużyny. A już szczególnie miło było jej zobaczyć Madison, z którą koniecznie musiała za niedługo porozmawiać. Przyszedł też River i Teddra. Nie umknęło jej uwadze to, że młodszy brat jej byłego chłopaka posłał przyjaciółce buziaka. Czyżby coś tu się święciło? Hohoho! Poza tym, z ciekawością przypatrywała się stojącym nieopodal przybyszom z Australii. Tak jak się spodziewała, nikt z nich nie był jej znany. Byłoby trochę dziwnie, gdyby okazało się, że ktoś z kim się już zakumplowała był z obozu wroga. No ale spokojnie, aż tak źle nastawiona to do nich nie była!
Trener zdecydowanie nie przypadł jej do gustu. Był jakiś taki zimny i wyglądał na wrednego chama. Zresztą ton jego głosu również nie był przyjemny. Od razu poczuła, że raczej go nie polubi. Posłusznie jednak wskoczyła na swoją ukochaną miotłę i zajęła się okrążaniem boiska tuż obok członków swojej drużyny. Latających Australijczyków szczerze mówiąc ignorowała, aż do czasu rozpoczęcia gry, bo przecież nie rozgryzie ich poziomu tylko po tym, jak wykonują jakieś durne okrążenia.
Niezbyt dobrze się dla nich to wszystko zaczęło, bo już na samym początku biedna Teddra spadła z miotły i pewnie nieźle się pogruchotała. Kolejny rzut wycelowany była na nią, jednak jego wykonawczyni prawdopodobnie coś nie wyszło, bo Delacroix z łatwością przechwyciła biegnącą w jej stronę piłkę. Po krótkim zastanowieniu, cisnęła ją w stronę Pandory. Ku własnemu zadowoleniu, rzut okazał się udany i kierował się wprost na nieznaną jej dziewczynę.

i jak coś źle zrozumiałam w zasadach i spieprzyłam to mówcie :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Cairns, Australia
Galeony : 19
  Liczba postów : 24




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Maj 20 2013, 16:04

1,4,1 - jako, że Ted odpadła, to zamiast 4 mam 2.

Zbijak? ŻE NIBY CO? Może i zwykły trening bywał momentami trochę nudny, ale zbijak? Przecież to gra drużynowa! No dobrze, Quidditch niby też, jednak Padnora jako szukająca w ogóle tego nie odczuwa. Lubi grać sama, rywalizować jeden na jeden. Poza tym fakt, jest szybka i spostrzegawcza, ale piłkę potrafi z łatwością złapać, gdy ta od niej ucieka, a nie gdy leci wprost na nią. Przecież do tego potrzeba zupełnie innej taktyki, a Panda jej nie zna. Prawda jest taka, że zawsze gdy się coś do niej rzucało, to nie potrafiła utrzymać tego w dłoniach, wpadała w panikę, że coś szybko leci w jej kierunku i po wszystkim, nie da rady i już. A taki Znicz? Dystans między nią a złotą piłką zmniejsza się powoli, systematycznie, a nie zwykłe JEB i już jest gdzie indziej. Gdy tylko zrozumiała co się święci poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku, już wiedziała, że zaboli. Starała się latać niedaleko od Bliar, przy odrobinie szczęścia rzucający pomyśli, że ma jakieś omamy i uzna, że lepiej celować gdzieś indziej. Udało jej się zobaczyć jak Teddra oberwała piłką, na szczęście nie dostała w twarz... Szkoda by było takiej ładnej buźki. Znaczy, nie żeby Pandora jakoś się przyglądała czy coś... (Właśnie, że się przyglądała) Po chwili dostało się też Kai, co z jednej strony ucieszyło, a z drugiej zasmuciło Pandę. Wiadomo, jest ich coraz to mniej, więc wymagania od pozostałych osób są większe, jednak plus jest taki, że Pandora nie będzie pierwszą, która odpadnie ze swojej drużyny... Poza tym, biedna Kaia! Nie zdążyła nawet w żaden sposób pomyśleć o czymś innym, a piłka już popędziła w jej stronę. Powstrzymała się od pisku i puściła miotłę, by mieć większe szanse na złapanie piłki. Oczywiście nawet to jej nie pomogło, piłka leciała już w dół, kilkukrotnie odbita odbita od jej rąk. Szybko ponownie złapała równowagę na miotle, poleciała po piłkę i rzuciła nią z powrotem w Marceline. Trochę zła, a trochę czując ulgę, skierowała się w stronę trybun, by tam obejrzeć resztę treningu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 39 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-