IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Narodowy stadion Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Narodowy stadion Quidditcha    Sro 9 Lip - 13:08


Narodowy stadion Quidditcha

Miejsce, w którym rozgrywają się najważniejsze mecze Quidditcha. To tutaj narodowa reprezentacja Anglii walczy z przeciwnikami o tytuł mistrza, to tu kluby próbują pokonać przeciwników z najdalszych zakątków świata. Każdy gracz, który miał okazję stanąć do meczu na tym stadionie, cieszy się niezwykłym prestiżem. Nie dziwne więc, że młodzi czarodzieje tęsknie spoglądając z trybun, wyobrażają sobie, iż za parę lat będą tu występować. Niestety udaje się to tylko najlepszym.




______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Czw 31 Lip - 17:19

Przyszła jeszcze przed czasem. Zanim w ogóle doszło do oczekiwanego treningu, przeprowadziła sobie własne, kilkugodzinne przeszkolenie. Jeszcze nie dostatecznie wycieńczona, siadła na ławce, zaczesując włosy do tyłu trochę ze zrezygnowaniem, trochę z nerwów, a trochę z frustracji. Oddychała ciężko, dobrze wiedząc, że powinno jej tego oddechu w ogóle brakować, ale musiała zostawić trochę energii na planowane spotkanie z drużyną. Nie jej, co prawda, ale tak samo jej bliską jak dwa miesiące temu. Schowała twarz w nogach, normując rytm oddychania i po tym, jak udało się jej zwolnić nieco jego bieg i doprowadzić do stanu używalności, wstała z miejsca, przeprowadzając jeszcze krótką, potreningową rozgrzewkę dla mięśni. Kolejne pół godziny siedziała, cierpliwie czekając na pozostałą drużynę. Rękoma opierała się za sobą, obserwując wejście na stadion. A jeśli chcieliby ją wystawić… cóż. Ona, jak ona, ale nieczęsto ma się okazję zagrać na narodowym stadionie Quidditcha. Musiała naprawdę się napocić i co najgorsze, POPROSIĆ nieodpowiednich kilku osobników o taką możliwość, wykorzystując ich zaciągnięty wobec niej dług. Szkoda byłoby to zmarnować. Było już lekko po czasie, nic dziwnego, ze napięcie wokół rosło, a rozsiewana przez nią mroczna aura tylko się szerzyła. Gdyby ktoś teraz jednak postanowił tu zawitał, spotkałby ją, konkretnie wypaloną z entuzjazmu, analitycznie podchodzącą do sprawy, obojętną na wszystko, a jednocześnie tak piekielnie budzącą niepokój swoimi zdystansowanymi, zobojętniałymi ruchami. Coś, czego nie widziało się u D’Angelo często. A przynajmniej nie częściej niż gwałtowne zrywy.
W końcu zjawiły się pierwsze osoby. Krukonka, zaczesując powolnym ruchem, z wyraźną irytacją włosy do tyłu, wstała z ławki. Kruczoczarne pasma na chwilę odsłoniły dopiero co zaleczoną z indyjskiego badziewia jasną cerę, a zaraz potem opadły z powrotem na jej policzki okalając jej twarz, dopełniając jej zdecydowanie zamkniętą postawę.
— Cześć — nawet powitanie zabrzmiało sucho, mimo, że sama ich tu wszystkich zaprosiła, zachęcając do wspólnego, ostatniego treningu. Co się jej dziwić. Można było się w tym doszukiwać, że nie lubiła pożegnań, albo po prostu była wkurwiona. Jak zawsze. Na wszystkich wokół, bo tak było prościej. W jej przypadku trudno powiedzieć.
— Każdy z was ma tylko jedno zadanie. Odbierzcie mi kafla.
Na tym skończył się jej wywód. Miotły czekały już na wszystkich. Kafel podniosła z ziemi i podrzuciła w ręku, zanim wskoczyła na swoją, szybszy prototyp od tych, jakie przygotowała dla każdego innego gracza. Bo przecież zadanie nie mogło być za proste. A wszyscy mieli raczej porównywalne zdolności. Niezależnie od tego, kto jaką pozycję zajmował. Przecież sama ich szkoliła.
— Nie ma żadnych zasad. Fair play, czy nie. Tylko ta jedna: odebrać kafla.
Zanim zdążyli zadać jakiekolwiek pytanie, wskoczyła na miotłę. Let’s the game begin.

Każdy w swoim poście (krótkim czy długim, bez znaczenia, jak komu wygodniej) próbuje odebrać kafla Shenae. Kostki przydzielę indywidualnie dla każdego gracza po każdym jego poście. Nie ma żadnej kolejności. Ilość napisanych postów i podejmowanych prób odebrania kafla zależy od was i waszych chęci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4606
  Liczba postów : 4407
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Czw 31 Lip - 18:33

Stadion narodowy, nono, kto by pomyślał, że zwykły (albo może i wcale nie taki zwykły) trening odbędzie się kiedyś w takim miejscu. Bell dotychczas miała okazję postawić stopę na murawie narodowego stadionu zaledwie raz, zresztą wcale nie było to w Londynie. A teraz wchodziła tutaj jak do siebie.
Normalnie pewnie przyszłaby pełna energii i z uśmiechem, ale dzisiaj wcale tak nie było, całe te listy od Sheane tylko ją irytowały, mimo to i tak przyszła. Wtedy jeszcze nikogo nie było, tylko ona i Shenae, co było strasznie krępujące i poza przywitaniem się, Bell nic więcej nie mówiła. Całe szczęście chwilę później przyszli też inni, a była kapitan zaczęła dość skąpe wyjaśnienia co mają robić. Chwilę po tym jak Shenae poleciała, Bell również chwyciła miotłę i rzuciła się w pogoń za nią, starając się jak najbardziej rozpędzić.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 16:13

D’Angelo obejrzała się za ramię na Bell i sama przyśpieszyła. Jej ulepszona, w przeciwieństwie do reszty miotła, od razu wypędziła do przodu. Ta technika złapania kafla zdecydowanie nie przynosiła efektów. She widocznie zabezpieczyła się na taką okoliczność. Nie wątpiła w sprawność zawodników Ravenclawu. W końcu sama spędziła z nimi ostatni rok na treningach, a zresztą Bell była pupilkiem na wspólnych meczach. Nic dziwnego, ze D’Angelo musiała się wyposażyć w lepszy sprzęt. Zrobiła jednak niespodziewany zwrot w powietrzu, przerzucając kafel prowokacyjnie z jednej ręki do drugiej, patrząc na Rodrick zacięcie. Oprócz tego, że był to ich wspólny trening, ważyły się tu losy: „Serio uważasz, że zostawiłabym tak drużynę, jędzo?”. Spiorunowała ją spojrzeniem, dobrze wiedząc, że i sama Bell ma jej nie mniej do nawrzucania. I oby ta zaciekłość przełożyła się na grę, żeby było ciekawiej.

Rzucasz pierwszą kostką:

Jeśli 1, 2, 3 – pozostajesz daleko w tyle, próbujesz nadgonić, ale tracisz kontrolę nad miotłą.
Rzucasz drugą kostką:
 

Jeśli 4, 5, 6 – technicznie nadrabiasz szybkość doganiając D’Angelo;
Rzucasz dwoma kostkami:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 20:44

Rience czuł się źle, chociaż dobrze byłoby to nazwać niedopowiedzeniem roku. Po przebytej chorobie, jakiej nabawił się w Indiach, czuł się wręcz okropnie, koszmarnie i w ogóle to położyć się i umrzeć. Smutne jest to, że on nie miał czasu na takie pierdoły jak umieranie i dochodzenie do siebie. Musiał być ciągle w ruchu, bo gdy nachodziła go nuda, bywał jeszcze bardziej nieznośny niż zazwyczaj. Wystosował więc notkę do dziewczyny, niespecjalnie się przejmując tym, że nie była już kapitanem. Skoro była nim wcześniej to równie dobrze mogłaby go pouczyć, musiała być na odpowiednim poziomie, jeśli Hampson dał jej to stanowisko, a Hargreaves nie zamierzał jakoś specjalnie oponować, skoro okazało się, że nie pogoniła go na drzewo. Nie znał jej, wszak dopiero rok temu przeniósł się do Hogwartu i jeszcze niespecjalnie ogarniał co się dzieje wokół niego, nie mówiąc już o tych wszystkich ludziach spędzających noce i dnie w murach szkoły. W związku z tym, niespecjalnie wiedział czego się może po niej spodziewać, jednak z listów wywnioskował, że nie lubi upierdliwych ludzi. Trochę smutek, chyba się nie polubią. Chociaż huh, zawsze mógł ładnie się do niej uśmiechnąć, gdyby okazało się, że zaczęłoby mu zależeć na jej aprobacie, a to zazwyczaj załatwiało sprawę. Bycie półwilą miało swoje plusy, chociaż w jego mniemaniu wcale nie równoważyły one negatywnych stron takich genów. Niemniej jednak zjawił się na narodowym stadionie Quidditcha, mają nadzieję, że go z piórek nie oskubie za lekkie spóźnienie. Przemknął na stadion i zadarł głowę do góry, obserwując ćwiczenia dziewczyn. Nie chcąc też specjalnie czekać, aż któraś spadnie mu na głowę, skierował się w stronę trybun, stając tuż przy nich i czekając aż skończą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 21:13

D’Angelo korzystając  chwilowej przewagi jaką dawała jej miotła, zawiesiła się w powietrzu, wpatrując się w sylwetkę majaczącą na dole. Nie znała Ktosia, ale to go jednocześnie zdradziło. Zapraszała tylko jedną nieznaną personę.
— Co się wleczesz, Harry? — zawołała do niego z góry i skoro już i tak były z Bell w trakcie ścigania się, wychyliła się na miotle do przodu, nabierając prędkości. Zgarnęła z murawy miotłę, przysłaniając sobie twarz przedramieniem, bo wokół wzbiły się tumany kurzu. Już chwilę potem, kiedy przeleciała obok Rience’a, miotła łupnęła mu w brzuch, albo jeśli miał dobry refleks, co D’Angelo chciała sprawdzić, udało mu się tego uniknąć. Oddalając się, obserwowała jego reakcję. Może już nie była kapitanem, ale ja najbardziej mogła pomóc jakiejś ciapie dostać się do drużyny. Może dlatego, że gdyby takich kilka dostało się do składu, wywaliliby Nadię na zbity pysk, a D’Angelo zgarnęłaby fuchę dla siebie? Kto to wiedział. Jakichkolwiek nie miała pobudek, z zainteresowaniem odwróciła się przez ramię, obserwując go, przerzucając dla bezpieczeństwa kafel do drugiej ręki, gdzie nie czyhała na niego Bell. Co zrobisz, kruczku? Zdawała się pytać samą siebie w myślach, uśmiechając się kątem ust. O wiele bardziej efektowne byłoby jednak rąbnięcie w brzuch. Może podświadomie liczyła na taki obrót spraw. W końcu nic nie poprawiało jej humoru bardziej niż Quidditch. A im więcej zabawy z sierotą na kiju, tym wyżej mogło skoczyć jej ego, gdyby się jednak okazało, że mogłoby jej się udać wyszkolić tego blond człowieczka na ludzi. Ba. Zawodnika.  

Rzucasz jedną kostką:
  • parzysta — udaje Ci się złapać miotłę
  • nieparzysta — miotła uderza Cię w brzuch. Jeśli:
      1— strąca Cię z nóg
      3 — dogina Cię kolanami do ziemi
      5 — cała siła skupia się na brzuchu i zbiera Cię na wymioty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 21:27

Przyszedł sobie kulturalnie, nie szukając zwady, a chcąc zawrzeć pokój i spróbować chociaż przywołać miotłę do swojej ręki. Szczerze mówiąc, gdy przychodziło do lekcji latania, Hargreaves zdecydowanie ich unikał, oddalając się niemalże od razu, gdy w pobliżu zobaczył nauczyciela tego zacnego przedmiotu. On. Nie. Latał. Zdecydowanie nie powinien tego robić, a przynajmniej tak sądził do dzisiaj. Najwyraźniej właśnie miał szlag trafić wszystkie jego postanowienia, ale w sumie… czemu nie. Lubił nowości, także nawet niezły wycisk i zdecydowanie niezasłużony wpierdol, mogłyby zadziałać na jego korzyść. Nie żeby lubił jak mu się krzywda dzieje, oj nie, ale czemu nie miałby zaryzykować paru obić lub otarć, aby wziąć udział w czymś nowym i najwyraźniej zabawnym? Tak, zdecydowanie dorósł już chyba do siedzenia okrakiem na starym kiju, który większości ludzi służy po prostu za szczotkę do podłogi. Nie dorósł natomiast do ataków z zaskoczenia. Oczywiście mógłby się spodziewać niespodziewanego, gdyby ją tylko znał, ale… no cóż. W trybie natychmiastowym oberwał miotłą w brzuch z taką siłą, że byłby zwymiotował, gdyby nie fakt, że bardzo mocno starał się tego nie zrobić. To przecież takie nieeleganckie!
- Tak się witasz ze znajomymi z jednego domu, She? - zapytał ją, kiedy tylko poczuł, że jest w stanie normalnie oddychać - Czy to jakaś nowa taktyka odzyskania kapitana? Zamordować wszystkich, nawet potencjalnych, zawodników?

5!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 21:59

No dobra. Może jednak przegięła. Zauważyła to, kiedy chłopaka aż zgięło w pół. Być może nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jak mocno się rozpędziła ganiając się w powietrzu z Rodrick. Sama miała ochotę instynktownie się skrzywić na ten widok. Zamiast tego zrobiła zwód w powietrzu i zawiesiła się w miejscu, posyłając wymowne spojrzenie Bell. No, bo sama przecież widziała, ze ten chłopak wymagał odpowiednich środków. Utkwiła zimno-niebieskie, analityczne spojrzenie na jego sylwetce stwierdzając, że jak na taką siłę uderzenia i tak przynajmniej przyjął to jak facet. Splotła ręce na piersi, na moment zawieszając broń z Bell. Kafel trzymała między udami. W chwilę później zeskoczyła zaraz obok Krukona, patrząc na niego niby bez wyrazu, ale dla kontrastu spytała:
W porządku?
Choć jej troska nie trwała długo. Przewróciła oczami na jego słowa, rzucając sucho, ale na razie jeszcze cierpliwie:
D’Angelo. — wiedział dokładnie, że poprawiała zdrobnienie jakim się do niej zwracał. Zaczesała przy tym ze sfrustrowaniem włosy do tyłu, a zaraz potem zabrała mu miotłę, dodając bez litości dla niego, jako amatora we grze.
W mojej drużynie nawet do potencjalnego zawodnika byłoby Ci jeszcze daleko, Harry.
Ułożyła miotłę w odpowiedniej pozycji, patrząc na chłopaka sceptycznie, widocznie niedowierzając, że na pewno nie pomylił dziedzin sportu. Może chciał pograć w gargulki? Przez śmieszne niedopatrzenie je też nazywano dziedziną sportową.
Wsiądziesz na nią samodzielnie, czy będziesz potrzebował do tego mojej pomocy, hmmm? — wycofała się, podtrzymując miotłę w dalszym ciągu jedną ręką — Którą pozycję chcesz pierwszą przećwiczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 23:04

Amelia była lekko zdezorientowana. Nie wiedziała, dlaczego Sheane zaprosiła akurat ją. Nie była przecież żadnym mistrzem w Quidditch'a, prawda? Fakt, lubiła latać, ale żeby dorównać poziomem do byłej pani kapitan ich drużyny w Hogwarcie czy też do Bell, którą z ulgą powitała krótkim uśmiechem, musiałaby jeszcze sporo ćwiczyć. Nie przeszkadzało jej to jednak ani trochę, dziewczyny dobrze wiedziały, z kim mają do czynienia, nie wstydziła się ani trochę swoich słabych punktów ani niedopracowanych umiejętności. Przynajmniej przed nimi. Była ogromnie zdziwiona, gdy na stadionie pojawił się jeszcze jakiś chłopak, którego średnio kojarzyła. To znaczy, wiedziała o jego istnieniu, ale przecież nigdy jakoś szczególnie nie latała w jego obecności. Och, jaki on był.. przystojny. Pannie Wotery na moment zabrakło powietrza w klatce piersiowej, więc po chwili wciągnęła je głośno, ze świstem, uśmiechając się do niego niepewnie.
- Cześć - przywitała się grzecznie, kiwając głową do pozostałych towarzyszy niedoli. - Jestem Amelia - rzuciła, lekko się rumieniąc, do chłopaka, którego imienia niestety nie była w stanie powtórzyć, chociaż z pewnością kiedyś je już gdzieś słyszała. Nie była w stanie kontrolować swoich odruchów. Dlaczego działał on na nią aż tak mocno? Wywróciła oczami i uśmiechnęła się ciepło do Sheane, która powiedziała im, jakie czeka ich dzisiaj zadanie. - No to chodź, zabierzmy Ci kafla - mruknęła cicho, wskakując na swoją miotłę i odbijając się stopami od ziemi. Nagle znalazła się w innym świecie, w innym wymiarze. Przez chwilę zakręciło jej się w głowie, jednak już po sekundzie leciała prosto na panią kapitan, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Dla niej była to swego rodzaju zabawa. Czy dla Bell, Sheane i jedynego tutaj chłopaka także?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 2 Sie - 23:50

Cóż, nie spodziewał się tego. Znaczy, nie chodziło o miotłę, bo to akurat było przewidywalne bardzo bardzo, wszak czego innego miałby oczekiwać po treningu Quidditcha jak nie mioteł świstających w powietrzu i uderzających go w brzuch? Na pewno też widowiskowego upadku, ale to w sumie… tyle. Nie spodziewał się, że dziewczyna, która tak wyraźnie zaznaczyła twardość swojego charakteru, mogłaby mieć jakieś ludzkie odruchy. To po prostu… jakoś nie trzymało mu się kupy, ale no cóż, Hargreaves był pierwszym do oceniania, ale ostatnim gdy przychodziło do rozumienia zachowań rządzących ludźmi, może właśnie dlatego, że z taką łatwością wywoływał zamęt w głowach większości z nich? Nie rozumiał czemu to wszystko musi być takie proste i być może właśnie dlatego wyzwanie pt. Quidditch tak bardzo mu się podobało. D’Angelo też wydawała mu się być bardzo w porządku. Nie lubił, gdy ktoś się nad nim trzęsie.
- Żyję - oznajmił odkrywczo, ale chyba wystarczająco. Nie oczekiwała chyba, że wyspowiada jej się z tego jak bardzo się źle czuje po tym uderzeniu. Zresztą, nie zamierzał narzekać, wszak sam ją o to poprosił, prawda?
- Trudno, She. - wzruszył krótko ramionami, zupełnie ignorując jej poprawki i uśmiechając się przy tym dość zaczepnie. - Możesz mi pokazać jak siedzieć poprawnie. Z przerzuceniem nogi nad kijem chyba dam sobie rade, ale tylko jeśli się na mnie nie rzuci tak jak przed chwilą. No i ten… jak się na tym utrzymać?
Wydawał się być nieco zdezorientowany. To miał być jego powietrzny chrzest bojowy, więc trudno się dziwić… w każdym razie wziął kij z witkami, przypatrując mu się uważnie, kiedy to usłyszał czyiś głos. Jakaś dziewczyna mu się przedstawiła, więc pochylił lekko głowę, posyłając jej firmowy uśmiech numer cztery.
- Rience - rzucił swoje imię, z pewnym zadowoleniem odnotowując, że jej policzki stały się nieco bardziej różowe niż powinny być. To mile łechtało jego ego i jakoś tak wcale nie chciał, aby przestało. Niemniej jednak był na treningu, skupienieskupienienanana.
Przerzucił nogę przez miotłę i chwycił ją pewnie, czując się przy tym bardzo głupio, ale na razie nie odrywał się od ziemi, czekając aż mistrzyni go poprawi. NA PEWNO coś robił źle, oj tego był akurat pewien i już mniejsza o to, że zrobi z siebie pośmiewisko, bo na pewno zrobi, ale po prostu chciał się tego nauczyć, a jak Harry czegoś bardzo chce to dąży do celu chociażby i po trupach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Nie 3 Sie - 12:11

Spokojnie dopalał papierosa, kiedy znalazł się już przed stadionem. No, duży był. Ciekawe jak ona to zrobiła, że pozwoli jej tu przeprowadzić temat? No cóż, dowie się, miał nadzieję, w swoim czasie. Teraz jednak trzeba było tam iść. Trzeba, lecz wypadało też dokończyć papierosa. Kilkanaście sekund poczekał jeszcze, podziwiając ogrom tego obiektu, jednocześnie szukając jakiś ciekawych mankamentów, detali, które warto byłoby uwiecznić – obiekt sam w sobie nie wydał mu się niestety AŻ TAK interesujący. W końcu rzucił niedopałkiem, porzucił poszukiwania oraz ruszył w stronę dzisiejszej hali treningowej. Swoją drogą, zabawnie wyglądał, w jednej ręce trzymając miotłę – typowy sprzęt sportowy, a drugą w tym samym czasie wyciągając z kieszeni papierosa. No i udało się. Postanowił go jednak nie odpalać przedwcześnie, bo w końcu nigdy nie wiadomo, czy będzie sobie musiał tej przyjemności odmówić, nie?
- No, no, Pani Kapitanowo, nie wiedziałem, że ma Pani aż takie dojścia. – rzucił do She, kiedy w końcu ją zauważył. Jeszcze szybko rozejrzał się po zgromadzonych. Ona, Amelia, ta dziewczyna którą kojarzył, ale nigdy nie znał jej imienia (cholera, musi się jej w końcu przedstawić, nie ma innej opcji) i jakiś chłopak. No dobra, wypadało się przywitać, w końcu obyczaj nakazywał i te sprawy. Oczywiście najpierw kobiety. No i spoko. Właśnie wzniosła się w górę. A ten chłopak.. też przystąpił do ćwiczenia. Okej, okej. Poczeka. Nie ma problemu. No, ale Pani Kapitanowa była tutaj, trwała wiernie na stanowisku, toteż postanowił do niej podejść. – Coś bym porobił! – powiedział entuzjastycznie, jednocześnie dając jej do zrozumienia, iż w sumie chciałby popracować, poćwiczyć, czy coś w tym rodzaju. – Zatem, Pani Kapitanowo? Co ma Pani dla mnie? – spytał, w międzyczasie „dosiadając” miotły, aby jak najszybciej rozpocząć swoje zadanie. W sumie, to mógłby robić wszystko. Dziś przynajmniej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4606
  Liczba postów : 4407
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Nie 3 Sie - 23:12

Bell niestety nie wiedziała, że miotła którą dostała specjalnie do latania quidditchowego się nie nadaje, dlatego z przyzwyczajenia próbowała rozpędzić ją jak najbardziej. Lubiła czuć te wiatr we włosach, zresztą zawsze uważała, że najpierw trzeba osiągnąć coś w łatwy sposób, a dopiero jeśli się nie uda, jakoś kombinować. Przynajmniej w Quidditchu i na treningach. Szybko jednak przekonała się, że miotła nie chce współpracować i chociaż Bell robiła co mogła, ta i tak zwolniła, a potem zupełnie jakby niekontrolowana pomknęła w dół. Cudem jakimś udało się krukonce poderwać ją znowu do góry, bo jeszcze by się rozbiła o ziemię, a tak to tylko przyszorowała rączką. Teraz leciała już zupełnie wolno, Sheane jak na początku była blisko, tak teraz oddaliła się hen, hen daleko. Bell nie wiedziała jak niby ma spróbować zrobić cokolwiek, jeśli miotła nie chciała z nią ani trochę współpracować.
Tymczasem pojawili się inni. Bell zatrzymała się w powietrzu, widząc, że Sheane pomaga komuś kto nie potrafi nawet wsiąść na miotłę (a podobno miał być trening dla starej drużyny?). Podleciała do Amelii i się z nią przywitała.
- Spróbujemy razem? - zapytała białowłosą, mając oczywiście na myśli odebranie (byłej) pani kapitan kafla. Skoro pojedynczo było ciężko, trzeba było to zrobić razem, jak na meczach Quidditcha.

3, 2

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Nie 3 Sie - 23:39

Dopiero obserwując reakcje Amelii na obecność Krukona, przypatrzyła mu się uważnie, podpierając się jedną ręką na biodrze w dość krytycznej pozie. Przechyliła głowę na bok uważnie lustrując jego prezencję. Nie można mu było odmówić atrakcyjności, ale z jakiegoś względu She on wcale nie ruszał. Może dlatego, że miała zbyt wiele na głowie, żeby się poddawać urokowi wilowatego? I z pewnością miał na to wpływ fakt, że na miotle wyglądał jakoś pokracznie. Co było niemałą zbrodnią dla kogoś, kto jak D’Angelo uwielbiał Quidditch. Dlatego właśnie patrzyła na Wotery z niemałą chęcią zamachania jej przed nosem ręką, bo wyglądała jakby się zapatrzyła na to pokractwo. Tak. She też była zdania, że to nie lada wyczyn nie potrafić utrzymać się na miotle i też patrzyła na to, jak na okaz w zoo. Na propozycję powrotu do treningu zareagowała skinięciem głowy. Od razu puściła miotłę Rience’a i niemal w tym samym momencie, kiedy spuściła go zaledwie na kilka chwil z oczu, odwracając się tyłem do niego, kierując się w stronę miotły, usłyszała łupnięcie z tyłu. To Harry z całym swoim wilowatym wdziękiem łupnął zgrabną dupą o murawę.
— Człowieku! — warknęła na niego, jakby to był jego błąd, a w zasadzie był i jej, bo zbyt pośpiesznie zostawiła go samopas. — To będzie trudniejsze niż sądziłam — pokręciła ze zrezygnowaniem głową i rzuciła mu pałkę i uwolniła w zastępstwie. Miotła stwarzała dla niego na razie zbyt wielkie zagrożenie.
— Baw się tym. Znasz zasadę, nie? — uchyliła się instynktownie przed tłuczkiem, podbierając się o rączkę miotły podbródkiem — Dasz sobie z tym radę? — spytała wpatrując się w niego z uwagą, jak gramolił się z ziemi — zobaczymy czego jesteś wart. Postawię Ci kremowe za każdy trafiony rzut. Obejrzała się zaraz potem na resztę i wskoczyła na miotłę.
— Tak, zaczynajmy. — wzbiła się w powietrze. Już w górze, zauważyła na dole Fridaya, jak zawsze spóźnionego, Nic dziwnego, że jeszcze podfrunęła do wili, odbierając mu na moment pałkę. W momencie, w którym tłuczek znalazł się w zasięgu celu, strzeliła w niego, celując idealnie w kierunku Fridaya.
— Co dla Ciebie mam?! Żryj to! Znów się spóźniasz — zauważyła odkrywczo, nieco rozdrażniona jego beztroską w tym temacie — I już nie kapitanowo… dzięki za przypomnienie. Geeez. Pierdoła… — mruknęła pod nosem, chociaż i tak wszyscy wiedzieli, ze zdążyła już tego buraczanego gnoma polubić, w czasie kiedy bywał (zwykle nie na czas) na treningach.
— Aaa … i Harry. Precz mi ze swoim uśmiechem od moich dzisiejszych rozgrywających.
Zdążyła jeszcze dodać, skoro znajdowała się na jego poziomie. Dalej wróciła do treningu. Czekając aż Bell i Amelia podejmą wyzwanie. Brożek miał własne, z tłuczkiem. Taki kopnął go zaszczyt.




KOSTKI DLA BROŻKA:
1, 2, 3 — tłuczek uderza Cię w czachę. Już więcej nie spóźniasz się na treningi. Ale spóźniasz się, pamiętając, że nastepnym razem She łupnie Cię mocniej od tłuczka.
4 — tłuczek obija się tylko o Twoje ramię
5 — udaje Ci się minąć z tłuczkiem, ale ten po pierwszym odbiciu Rience'a leci w Twoim kierunku, znów musisz zastosować unik: parzyste – sukces, nieparzyste – porażka.
6 — masz głupi szczęście, tłuczek mija Cię o cale, ale przez chwilę ogłusza




KOSTKI BELL I AMELII:

Każda rzuca jedną kostką.

Jeśli obie macie tą samą parzystość oczek (np. obie nieparzyste: 1,3 lub obie parzyste: 2, 4 itd.), udaje wam się dogonić D'Angelo i zablokować ją z dwóch stron

Rzucacie drugą kostką:
 

Jeśli parzystość oczek się nie zgadza, nie udaje wam się odzyskać kafla.

Jeśli któraś z was wyrzuciła 1, niezależnie od parzystości, leci w jej stronę tłuczek. Następuje rzut na unik.

Jeśli któraś z was wyrzuciła 6, w następnym rzucie może sobie dodać jedno oczko.




KOSTKI HARRY'EGO:

Rzucasz dwoma kostkami.

Jeśli pierwsza jest parzysta, odbijasz tłuczek. Rozpatrujesz drugą kostkę. Jeśli:
1 — tłuczek leci w stronę D'Angelo
2 — tłuczek leci w stronę Bell
3 — tłuczek leci w stronę Amelii
4 — tłuczek leci w stronę Ambrożego
5 — chybiłeś o kilkadziesiąt cali, za to trzasnąłeś tłuczkiem w czyjąś miotłę. Możesz wybrać czyją.
6 — odbiłeś, ale w kierunku pętli, zapunktowałeś, może jednak lepiej zostać ścigającym?

Jeśli pierwsza jest nieparzysta. Rozpatrujesz drugą:
1, 2 — chybiłeś, tłuczek zwariował, atakuje Ciebie, rzucasz na unik
3, 4 — po prostu chybiłeś
5, 6 — chybiłeś, więc tłuczek walnął Cię w 5 – ramię, 6 – pierś




KOSTKA NA UNIK:
1-3 – udany
4-6 – nieudany

Wybierz tylko jedną z opcji
Za minimum 5 pkt w kuferku możesz rzucić jeszcze raz
Za każde 10 pkt w kuferku możesz dodać sobie jedno oczko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Pon 4 Sie - 8:28

Co było z tym chłopakiem nie tak? Przecież panna Wotery nawet przy Gabrielu potrafiła oprzeć się wszystkim jego pokusom pięknego ciała i hipnotyzujących oczu. Teraz nie mogła wręcz patrzeć na Krukona, który przedstawił się jako Rience. Na pewno jest tu nowy, bo panna Wotery nigdy wcześniej go nie zauważyła, a sądząc po tak silnej reakcji, nie dałoby się go przeoczyć. No, chyba, że jest sporo od niej młodszy? Wywróciła lekko oczami i spojrzała na Bell, z którą po raz kolejny miała okazję współpracować. Lubiła ją, nie wiedzieć dlaczego. Dobrze dogadywały się na boisku no i miały takie same poglądy na wiele spraw. Kilka razy miała okazję być z nią w parze na różnego rodzaju przedsięwzięciach i te krótkie chwile rozmowy były całkiem przyjemne. Gdzieś tam w międzyczasie rzuciła jeszcze ciepłe spojrzenie do Friday'a, kiwając do niego delikatnie głową. Po chwili wróciła jednak wzorkiem do swojej partnerki, twierdząc, że jeszcze jedno spojrzenie na Rience'a i jej lot może się zakończyć cudownym upadkiem z miotły.
- Hej, znów się spotykamy. Chodź, pokażmy D'Angelo, że z nami się nie zadziera - zaśmiała się cicho Amelia, od razu po wypowiedzianych słowach rzucając się w pogoń za ich byłą panią kapitan. Gdy nie działała sama, panna Wotery czuła się o wiele pewniej na swojej miotle. Nie udało im się jednak dogonić panny D'Angelo. - Dobrze nas wyszkoliłaś, pani kapitan, ale jednak kiepsko nam ostatnio wychodzi - zaśmiała się cicho Amelia, przypominając sobie, kiedy właściwie ostatnio tak często się śmiała? Może podczas spotkania z Wave'm? Nie mogła sobie przypomnieć, ale zdecydowanie było to zbyt dawno temu. Dzisiaj czuła się naprawdę wyśmienicie i chciała, żeby ten trening najlepiej wcale się nie skończył. Może zaproponuje całej tej bandzie piwo? Jeśli zaoferuje się, że postawi pierwszą kolejkę, większość na pewno ulegnie. Wesoły uśmiech po raz kolejny pojawił się na jej twarzy. Może wtedy będzie miała okazję dowiedzieć się, dlaczego reaguje na tego cudownego Krukona w taki sposób?

5, a Bell parzystą ma


Ostatnio zmieniony przez Amelia Wotery dnia Pon 4 Sie - 13:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Pon 4 Sie - 10:56

Rience wydawał się być bardzo rozbawiony tym, że klapnął sobie na tyłek. Roześmiał się szczerze i gramolił powoli do pozycji stojącej, nawet nie przejmując sobie tym, że pięknie zapiaszczył sobie pośladki. Wyzwanie! Uwielbiał jego smak, a nawet fakt, że większość rozgrywek Hogwartu była nim dla niego, nie sprawiał, że jakoś specjalnie się denerwował, oj nie. Nawet pomimo swojej gwałtowności, którą miał zapisaną w naturze, Hargreaves wydawał się być dziwnie niewzruszonym na swoje porażki, najwyraźniej uznając każdą następną za po prostu śmieszny wypadek lub jakieś pokrętne działanie losu.
- Nie denerwuj się, She - powiedział do niej, uśmiechając się tak, jakby to była dla niego niemała frajda, ot tak sobie spadać z miotły, a potem ponownie na nią wsiadać. Zdecydowanie był pokręcony…
Wziął od niej pałkę, przez moment ważąc ją w dłoniach. Coś czuł, że dawanie takiej miotlarskiej niezdarze kija jest jeszcze gorszym pomysłem od pozwalania mu od razu wsiadać na miotłę. Niemniej jednak nie podważał autorytetu eks pani kapitan i po prostu wzruszył ramionami, w ten sposób wyrażając swoją wątpliwość.
- To się źle skończy - stwierdził cicho, obracając nadgarstkiem, aby go rozgrzać, nim uchwycił pałkę obiema dłońmi, kiedy ta została mu wyrwana. Uhuh, D’Angelo nie patyczkowała się ze spóźnialskimi, warto zapamiętać. Uśmiechnął się lekko, pod nosem, jednak słysząc kolejne słowa, znowu skierowane do niego, mimowolnie cicho się roześmiał.
- Poważny Harry do boju - zaintonował śpiewnie, znowu chwytając pałkę, aby stanąć w miarę prosto, zastanawiając się czy powinien wysoko trzymać ramiona czy raczej nisko. Nie zdążył się jednak nad tym zastanowić, bo tłuczek ni stąd ni zowąd pomknął w jego kierunku. Rience zamachnął się, ale widowiskowo… chybił, a piłka uderzyła go w ramię. Zniósł to dzielnie, jedynie cicho przeklinając i rozmasowując rękę, krzywiąc się przy tym lekko. Dobrze, że chociaż nie w brzuch!
- To może ja zostanę cheerleaderką? - zadrwił cicho, najwyraźniej chcąc zmotywować samego siebie do wykazania odrobiny więcej talentu lub czegokolwiek, co by nie sprawiało, że wygląda jak ostatnia oferma. - Do trzymania kija się raczej nie nadaję.
Stwierdził odkrywczo, podnosząc wzrok, aby pośledzić akcję w powietrzu. Jakaś dziewczyna i Amelia, śmigały w powietrzu obok pani kapitan, zabierając jej kafla bez problemu. Nie uśmiechnął się, ale wlepił spojrzenie w Wotery. Miała piękne włosy, zupełnie takie jak jego matka…

5 i 5, eheheh powinien zostać szukającym? <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Wto 5 Sie - 14:13

- JAKIE KURWA SPÓŹNIAM?! – krzyknął do Kapitanowej, kiedy ta się na niego tak wydarła! JAK TO SIĘ KURWA SPÓŹNIAŁ?! NO LUDZIE! Przecieżsię nie spóźniał, był punktualnie, tylko musiał skończyć tamtego papierosa, a ta się unosi. I w dodatku ten tłuczek. Ja pierdole, leciał z trochę dużą prędkością. W dodatku wprost w jego głowę był wycelowany. Piątek dosłownie w ostatnim momencie rzucił się do uniku. Oczywiście tłuczek to dość inteligentna piłka, nie leci bezsensownie i raz obrany cel chętnie uderzy. Toteż i on zmienił kierunek, tak by nadal lecieć w głowę Krukona. Szczęśliwie mu się udało. Znaczy, no. Połowicznie. Bo i nie dostał tłuczkiem w mózg i nie wgniótł mu on nosa w drugą stronę, ale za to dość poważnie ogłuszył, co chyba było oczywiste, w końcu przeleciał dość blisko jego głowy, z dużą prędkością. Mimo tego Piątek był taki kurwa szczęśliwy, że mu się udało. HAHA! KURWA! TAAK TO SIĘ ROBI! TAK TO SIĘ KURWA ROBI! HAHA! I KTO JEST KURWA KOKSEM?! Zastanawiał się. Oczywiście przy She zgrywał twardziela i w ogóle. – Jeśli miał mnie trafić, to przepraszam, że trenuje. – krzyknął do niej, machając z uśmiechem. Chyba ją jednocześnie wybił z rytmu, cóż miał nadzieję, że nie. Wielką nadzieję, że nie. Zanim wzniósł się w powietrze do reszty zgromadzonych Kruczków, przywitał się z nowym chłopakiem, którego nigdy wcześniej nie widział. Początkujący? Na to wyglądało, skoro dopiero uczył się wsiadać na miotłę. A to nie miał być trening dla starych wyjadaczy? No, cholera wie. – Cześć. Ambroge jestem, miło mi. – powiedział z ciepłym uśmiechem, przystając chwilę przy nowym znajomym, po czym dołączył do całej reszty w powietrzu. – Znaczy, mogę się spóźnić na następny? – spytał z niewinnym uśmieszkiem Kapitanową, po czym posłał serdeczny uśmiech pozostałym dziewczynom, szczególnie swojej ulubionej partnerce z treningów. Miło ją tu widzieć, zwłaszcza, że chyba w tym roku skończyła szkołę.


MUAHAHAHA - 6 <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sro 20 Sie - 14:58

D’Angelo sama uśmiechnęła się po słowach Bell. Liczyła na to, że obie nie podejmą współpracy i będzie mogła na nich wyładować frustrację powoli mijających wakacji. Nic z tego, za dobrze ich wyszkoliła. Nie trzeba było czekać nawet minuty, a Rodwick podjęła się drużynowej gry. Czyli jednak wyciągnęli jakąś lekcję z licznych treningów z roku szkolnego. Można było powiedzieć, że była z nich dumna, choć nigdy nie powiedziałaby tego głośno. Zamiast tego, przyśpieszyła, korzystając z możliwości swojej miotły, pozostawiając dziewczyny w tyle. Zdolne i sprytne kruczki na pewno znajdą sposób jak ją dogonić z nieco mniej efektywnym sprzętem. W międzyczasie śledziła kątem oka Brożka, rzucającego się o SWOJE spóźnienie.
Jak przychodzisz ostatni to znaczy, ze jesteś po czasie! — krzyknęła do niego z powietrza, tak samo zadowolona z poprawy jego umiejętności miotlarskich, jak bardzo zawiedziona, ze tłuczek nie zdzielił go w ten pusty łeb, dając mu dowód dlaczego na przyszłość nie powinien był przychodzić na zajęcia po czasie — Ba! Jak jesteś na czas, to już za późno! Powinieneś być pięć minut wcześniej, jak wszyscy — no, to to już była prawdziwa mądrość… ale wszyscy to wiedzieli, tylko nie Brożek. Teraz może zapamięta, bo ani się obejrzał, a D’Angelo w pośpiechu uciekając jednocześnie przed Bell i Amelią, śmignęła obok Rience’a, odbierając mu jego pałkę.
Księciunio, co ty robisz? Krzywdę chcesz tym sobie zrobić?
Skoro i tak nie było z niego żadnego pożytku, sama wykorzystała sposobność do skorzystania z pałki, posyłając kolejnego tłuczka w kierunku Ambrożego.
Harry, wypuścisz kolejnego tłuczka ze skrzynki?
Bo jeden to był za mało, żeby ukarać Fridaya za notoryczne spóźnienia.


KOSTKI AMBROŻEGO:
 

KOSTKI BELL I AMELII:
 

KOSTKI HARRY'EGO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sro 20 Sie - 20:50

Rience przypatrywał się jak dziewczyny szybują w powietrzu, zastanawiając się co by było gdyby sam potrafił usiedzieć na miotle dłużej niż przez dziesięć sekund. Czuć wiatr we włosach i wykonywać skomplikowane akrobacje… oraz wyliczać kąt wychylenia podczas sięgania dłonią do znicza. Hargreaves kłamał. Trochę znał się na Quidditchu, ale nie były to jakieś zaawansowane sprawy. Mniej więcej ogarniał czym zajmują się ludzie na konkretnych pozycjach i chyba najbardziej podobała mu się rola szukającego. Był wysoki, ale przy tym dość szczupły, nawet pomimo wyraźnych splotów mięśni układających się na brzuchu i w gruncie rzeczy mógłby się sprawić na tej pozycji, o ile Shenae chciałaby go przyuczać jak niedorozwinięte i ślepe szczenię, a widząc jej zachowanie… wątpił, żeby miała cierpliwość. Mimo wszystko zachichotał cicho po tym jak nazwała go księciuniem.
- Książę Harry? - zapytał, uśmiechając się, po czym skierował się w stronę tłuczków, wypuszczając je dość sprawnie. O dziwo, udało mu się chwycić pałkę w odpowiednim momencie i posłać tłuczka daleko. Ogólnie jego zmagania tym razem nie były takie żałosne. Wbił piłkę dwukrotnie do mniejszej pętli, nawet mimo tego, że za pierwszym razem chybił i wyszczerzył zęby w uśmiechu triumfu, bo udało mu się wygrać ten cały prywatny trening z She. Teraz już się go nie pozbędzie.

Kostki: 3, 5, 4, 4
Punkty: 40
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4005
  Liczba postów : 957
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Moderator






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sob 23 Sie - 13:15

I kostka - stosunek szefa (przyjmuję, że to trener) - 2
II kostka - jak sobie radzę - 6


Ostatnie miesiące były dla niego trudne. Obrona dyplomu była ostatnim punktem jego planu, ostatnią rzeczą, o którą mógł się zaczepić - wszystko, co znajdowało się dalej, wydawało się wielką niewiadomą. Nadal nie był pewien, czy powinien decydować się na karierę zawodowego gracza, czy też pójść szlakiem utartym przez jego rodziców, czyli zająć się badaniem magicznych stworzeń.
Jednak jak mawiał jego dziadek - jak spadać, to z wysokiego konia, więc Percy zdecydował się na podjęcie stażu w drużynie Wędrowców z Wigtown. Przyjęli go - pierwszy sukces, w który nie do końca mógł uwierzyć. Sam nie wiedział, skąd wzięła się u niego taka pokora wobec losu. Może to przejścia uczuciowe nauczyły go pewnej nieufności, a może po prostu dojrzał i przestał być tak zadufany w sobie. No dobrze. Trochę był nadal, ale przecież nie mógł się tak całkowicie zmienić, prawda?
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że trener go nienawidził. Może to ze względu na fakt, że żeńska część drużyny okazywała Percivalowi zbyt duże zainteresowanie, do czego on sam był przyzwyczajony - ale trener chyba miał z tym kłopot, a w momencie, kiedy zdał sobie sprawę, że Percy był kapitanem Reemów z Riverside, które zdobyły Puchar Mistrzostw Juniorów, jego niechęć sięgnęła zenitu. Ciągłe złośliwości, karne ćwiczenia, pogróżki, że wyleci z drużyny, a nawet kary pieniężne za... właściwie trudno powiedzieć za co. Jednorazowe spóźnienie urosło do rozmiarów zbrodni i żadne starania Percy'ego, żadne piękne zwody, beczki i inne sztuczki na miotle, nie mogły zmienić opinii trenera, który uznał go za lenia i cwaniaka. A przecież szło mu tak świetnie! Z łatwością i wdziękiem wykonywał wszystkie ćwiczenia, doskonale współpracował na boisku, jednak każdy sukces Folletta wydawał się jeszcze bardziej drażnić trenera. No cóż, trudno, przecież nie może go ot tak wyrzucić, bez wyraźnej przyczyny... Najważniejsze, że zdobywa doświadczenie i idzie mu naprawdę świetnie. A niechęć trenera? Trudno, jakoś to przełknie. Nawet jeśli nieraz ma ochotę dać mu w zęby.
Aż się zdziwił, że stał się taki opanowany. Czy to starość, czy doświadczenie?

______________________



Everybody's looking for

somebody's arms to fall into.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4606
  Liczba postów : 4407
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Pon 25 Sie - 0:34

Chociaż próbowały być z Amelią sprytne, okazało się, że podstawione przez Sheane miotły są tak beznadziejne, że nie mają najmniejszych szans. Tak, najłatwiej było zrzucać winę nie na siebie, w końcu Bell uważała, że gdyby tylko miała miotłę chociaż odrobinę szybszą i bardziej zwrotną, nie miałaby najmniejszych problemów wykonania zadania... nawet w pojedynkę. A tutaj patrzeć, obydwie z Amelią się wysilały i nic nie wyszło.
Tymczasem pani kapitan miała nawet czas, żeby zatroszczyć się o innych uczestników treningu, a równocześnie bez najmniejszego nawet problemów uciekać przed pościgiem. Bell to już nieco irytowało. Po chwili jeszcze raz podjęły z Amelią otoczenia Sheane, ale nawet nie udało im się podlecieć wystarczająco blisko, żeby próbować wytrącić kafel. Przez chwilę zostały w tyle, po czym ponownie podjęły próbę ataku. Może tym razem będzie lepiej?

22+6+punkty A i kostka, a ponieważ Amelia ma 9 pkt to nawet jeśli wyrzuci 6 nie przekroczymy progu, więc od razu możemy uznać, że pierwsza próba nie udała się
II próba: 22+6+5=33+punkty i 2 kostki A

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Pon 25 Sie - 20:09

Czy to Amelia i Bell są tak słabe, że nie potrafią nawet odebrać kafla pani kapitan? Oczywiście, że nie! To naprawdę musiała być wina mioteł, które były strasznie stare i ledwo nadające się do jakiegokolwiek użytku. Faktycznie, gdyby dziewczyny dostały coś odrobinę szybszego i lepszego, z pewnością dałyby sobie radę z powierzonym i zdaniem, i to z palcem w nosie. Najgorsze było to, że panna Wotery naprawdę w to wszystko wierzyła. Była więc tylko odrobinę zła na siebie, a o wiele bardziej na miotłę, która czasami nie chciała wykonywać jej poleceń z taką dokładnością, o jaką prosiła Amelia. Podczas gdy próbowały po raz kolejny i po raz kolejny ich próba zakończyła się fiaskiem, Krukonka rzucała przelotne spojrzenia w stronę Rienca. Na szczęście nie utkwiła w nim swojego spojrzenia dłużej niż przez dwie sekundy, ponieważ skończyłoby się to z pewnością wizytą w świętym Mungu. Zrezygnowana poleciała w stronę Sheane, dając jednocześnie znak Bell, co zamierza wykonać. Wreszcie udało im się odebrać kafla pani kapitan! Gdy spoczywał on już spokojnie w ręce koleżanki, Amelia z satysfakcją spojrzała się na uroczego Krukona, który najwidoczniej nie miał pojęcia o lataniu na miotle. Był to najgorszy błąd w jej życiu, ponieważ nie zauważyła ona jednego ze słupków pętli i uderzyła w niego z całym impetem, zlatując jednocześnie z miotły. Nagle w jej oczach zapanowała ciemność, a sama panna Wotery nie miała pojęcia co się z nią dzieje. Czyżby spadła z miotły?

22 + 6 + 5 + 9 + 5 + 1 = 48 WRESZCIE się udało,
jako, że wyrzuciłam 1, to rzuciłam jeszcze raz, wyrzuciłam 1 i spadłam z miotły. Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4606
  Liczba postów : 4407
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Wto 26 Sie - 17:47

Bell złapała kafla i z radością spojrzała na Amelię... której nie było. Zaskoczona podążyła wzrokiem na dół, gdzie była krukonka podążała właśnie z ogromną szybkością, podczas gdy jej miotła została w powietrzu i teraz jakby spokojnie sobie dryfowała. Puściła piłkę i rzuciła się w dół (ale na miotle, ściskała ją mocno, nie chcąc skończyć tak jak Amelia), ale chociaż leciała szybko, nie udało jej się złapać koleżanki, musiała też dosyć wcześnie zahamować, bo wiedziała, że tej miotły nie stać na coś w stylu zwodu Wrońskiego. Będąc już przy samej ziemi, zeskoczyła i pobiegła do Amelii, która leżała nieprzytomna... Oj, niedobrze. Nie miała pojęcia co robić. Wiedziała, że to nie jest byle jaki upadek i na pewno stało się coś strasznego, skoro aż straciła przytomność. Co robić?
- O Merlinie - mruknęła, patrząc na to wszystko. Niby była prefektem, ale teraz czuła się zupełnie bezradna. W Hogwarcie zawsze było łatwiej, jeśli stało się coś podobnego, w pobliżu miała nauczycieli i pielęgniarkę. - Shenae, zrób coś! - Spojrzała na panią kapitan, dlaczego nie zapewniła kogoś kto umiał uzdrawiać tak jak na innych treningach?

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Wto 26 Sie - 18:30

No to nie do końca było tak, że She z łatwością umykała przed dziewczynami. Dla niej też był to mega wysiłek,tym bardziej z uwagi na fakt, że dzieliła uwagę jeszcze pomiędzy dwa męskie twory rozpierniczające jej trening. Teraz jeszcze nie wiedziała, że jednak dane jej będzie ich trenować. Ale gdyby wiedziała, spytałaby, jakim to piekielnym cudem dwójka facetów może tak skutecznie burzyć porządek całej gry? W końcu połowę poprzedniego semestru spędziły jako same baby w drużynie i miały się świetnie. A tu przyszło takich dwóch łazęgów, i jeden z nich siedzi w tym trochę dłużej od drugiego i już mu się wydaje, że jest w tym tak pieruńsko dobry. Pozjadał wszystkie rozumy – Ambroży, oczywiście. A takie rozpraszanie D’Angelo było złym pomysłem, kiedy Rience uskuteczniał rozpraszanie Wotery. D’Angelo ledwie zdążyła zeskoczyć z miotły, kręcąc głową z zażenowaniem, niby zawiedziona porażką, choć w rzeczywistości chciała posłać Bell swoje dumne spojrzenie, bo była zadowolona z przebiegu treningu, a zaraz potem obejrzała się za Amelią, a ta już uderzyła głową o pętle i leciała ku dołowi:
Impedimento, już! — zdążyła instynktownie wyciągnąć różdżkę w pogotowiu, pamiętając jednak, że nie może jej używać. Utkwiła spojrzenie na chłopakach, Ambroge i wilowatym. W nich była jedyna nadzieja. Istniały dwie opcje, albo któryś z nich się ogarnie i rzuci zaklęcie, albo D’Angelo wyleci ze szkoły. Co w sumie byłoby przykrym faktem, z uwagi na to, że chciała tylko ratować koleżankę. Bell w powietrzu  niewiele mogła zdziałać, prócz tego, że po spowolnionym upadku, podbiegła do dziewczyny. D’Angelo razem z nią, klnąc na siebie w myślach.
Rzućcie zaklęcia łagodzące. Fringere, Asinta mulaf. Ja nie mogę… — szepnęła niepokojąco cichym szeptem, klęcząc przy koleżance. Po rzuconym zaklęciu spowalniającym lot, nic się chyba nie stało, ale D’Angelo widocznie obwiniała się, że w ogóle do tego doszło, na co wskazywał chociażby jej niepodobny bardzo do jej temperamentu zimny spokój. — i dla pewności Ferula i Episkey.
Pochyliła się nad koleżanką sprawdzając oddech i bicie serca i odetchnęła z ulgą, oprócz tego, że dziewczyna była nieprzytomna, wydawało się, że oddech był w porządku.
Zjebałam, prawda? — spojrzała prosto w oczy Bell, słowa kierując do niech tak cicho, że tylko ona mogła to usłyszeć. W końcu D’Angelo nie często przyznawała się do błędów.


KOSTKI RIENCE'A:
 

Jeśli Rience’owi nie uda się rzucić zaklęcia, kostką rzuca Ambroge, podstawiając rzut pod ten sam wzór. Jeśli żadnemu z chłopaków się nie powiedzie, zaklęcie ostatecznie rzuciła D’Angelo. Bez rzucania kostkami, bo jej punkty w kuferku z miejsca przekraczają próg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sro 27 Sie - 1:16

Gdyby tylko Rience potrafił zapanować nad swoim talentem do rozpraszania Amelii to może i nie zrobiłaby tego co zrobiła. Nie zawiesiłaby na nim wzroku na zbyt długo i nie uderzyła się boleśnie w głowę, co chłopak dosłyszał nawet z tej odległości. Głuchy metaliczny odgłos spowodował, że zamarł w bezruchu, niespecjalnie ogarniając co się dzieje, nic już nie mówiąc o tym, że każdy normalny użyłby w tym momencie różdżki. On jednak jakby stracił głowę i tylko patrzył jak Wotery upada z łoskotem na ziemię. Momentalnie wypuścił spomiędzy skostniałych palców pałkę i rzucił się biegiem w jej stronę.
- Amelia? - rzucił w przestrzeń, jakby wciąż się łudził że mu odpowie i wyciągnął z kieszeni różdżkę. Nie przejmował się tym, że kiedy opadał na kolana tuż przy dziewczynie uwalił sobie spodnie piachem, ani tym, że właśnie niepotrzebnie przejął się losem nowo poznanej dziewczyny. Przecież inni na pewno mogliby ją naprawić w sekundę, on nie musiałby się fatygować, a mimo wszystko poczuł, że to jest właśnie to co chciałby w tym momencie zrobić. Zaczął machać różdżką, rzucając zaklęcia lecznicze i mając nadzieję, że nie zrobi jej niepotrzebnej krzywdy jeśli któreś mu się nie uda. Medyk to był z niego kiepski… jaka szkoda, że nie nosił przy sobie kompletu leczniczych eliksirów!

7 + 2*5 = 17 c; < 18
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Narodowy stadion Quidditcha    Sro 27 Sie - 6:53

Kostka I - 3
Kostka II - 3

Jack chciał wrócić na studia. Miał to w planach. Ale życie boli, moi mili. Po tym, jak gangsterzy spalili ojcu restaurację, jego syn musiał udać się w tułaczkę, bo rodzic był na niego wściekły - słusznie zresztą. Do końca roku szkolnego pomieszkiwał u kumpli, ale w wakacje musiał radzić sobie sam. Jeździł nie wiadomo gdzie, podejmując się różnych prac dorywczych za marne grosze. Biedował z miesiąca na miesiąc, aż wakacje się skończyły. Nie miał za co wrócić na ostatni rok. Riverside odpadało, wrócił więc do Wielkiej Brytanii. I tutaj wiodło mu się lepiej - dostał propozycję miejsca w drużynie klubowej na pozycji ścigającego. Poprosili go jednak, aby odbył staż. Byłemu już ślizgonowi było to trochę nie na rękę, bo jego zarobki będą przez ten miesiąc znikome, ale stwierdził, że da radę, a po godzinach będzie może dorabiał na zmywaku czy na kasie. Zawsze uważał, że warto się kształcić, choć akurat OWUTemy wydawały mu się totalnie zbędne. Kto wie, może teraz dostawałby wyższe pensje? Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba działać.
I tak zaczął odbywać staż w Wędrowcach z Wigtown. Mimo, że Jack się starał od pierwszego dnia pracy, dla swojego szefa, czyli trenera, był po prostu niewidzialny. Wielokrotnie próbował zwrócić na siebie jego uwagę determinacją i sumiennością, ale na nic się to zdało. Zawsze, gdy wyczytywał jego nazwisko, unosił głowę z wiele mówiącą miną: "a kto to kurwa jest?". Wkurzało to Reyes'a niemożliwie, ale co miał zrobić? Zaciskał zęby i pięści, starając się robić swoje. Widocznie jednak za mało, skoro w ogóle podczas pierwszych tygodni nie błysnął. Było stabilnie, dobrze, ale nie rewelacyjnie. Innych członków drużyny poznał pobieżnie - no cóż, chłopak nie jest lwem salonowym, raczej osobą zdystansowaną. Dlatego to nie powinno nikogo dziwić. Ale przynajmniej nikt się z niego nie śmieje ani mu nie docina. Ma święty, upragniony spokój. Tylko czy ta stagnacja nie zaczęła być zbyt męcząca?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Narodowy stadion Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Gry karciane
» Boisko Quidditcha
» Drużyny Quidditcha
» Drużyny quidditcha
» Boisko Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-