IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Trybuny   Sob Cze 12 2010, 14:16

First topic message reminder :


Trybuny

Całe boisko okalają wysokie trybuny z których, przy pomocy lornetki, można zobaczyć każdy ruch graczy. Udekorowane są kolorami domów, czyli zielonym, niebieskim, żółtym i czerwonym. Dla nauczycieli przeznaczona jest oddzielna loża. Czasem zagości tam również dyrektor lub pracownik Ministerstwa. Podczas meczu, całe trybuny rozbrzmiewają dopingującymi okrzykami i mienią się rozmaitymi hasłami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 14:24

Wyczuł, że to coś delikatnego. Może jednak nie powinien pytać?
-Jeśli nie chcesz to nie mów -powiedział z ciepłym uśmiechem. Przypomniał sobie dokładnie zachowanie dziewczyny z lekcji Eliksirów. Chyba mógłby polubić tę wersję Nikoli. Wszystko zależało od tego czy ona polubiła by jego. Zaczynam się zachowywać jakby to były dwie inne dziewczyny. Merde! Ponownie wrócił myślami do meczu Q. Ciekawe jak to jest być zawodnikiem narodowej reprezentacji. Angielskie, irlandzkiej francuskiej. Cholera, czuję, że nie mam weny na ten wątek. Niech mecz się już zacznie, bo dalej będę pisał jakieś głupoty o pogodzie i reprezentacji Q (-.-').
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 14:39

Westchnęła i mimowolnie się uśmiechnęła. Jej włosy powoli zaczęły ciemnieć, aż w końcu stały się jak zwykle kasztanowe. Skrzywiła się, czując że są całe mokre. Nie nawidziła deszczu. Zwróciła wzrok ku chłopakowi, tamując napad śmiechu i przygryzając wargę.
- Przepraszam.- powiedziała spokojnie.- Nie powinnam być taka niemiła. A tym bardziej uprzedzona. Zwyczajnie jestem trochę rozdarta i mam za sobą kilka nieprzespanych nocy. Tak na marginesie chyba odwiedzę kuchnie w poszukiwaniu ognistej whisky i zleje się w trupa.- odparła, uważnie obserwując Gabriela.- Naprawdę przepraszam.- posłała mu niepewny uśmiech.
Przez chwilę rozważała czy powinna zapytać go o pomoc. W końcu był starszy i mogła się założyć, że znał Hogwart lepiej niż oma. Jednak obawiała się wciągać go w swoje problemy. A jeśli ją wyda? A co jeśli zechce jej pomóc i ich złapią? Wreszcie ppstanowiła zapytać.
- Wiesz może jak dostać się bez zgody do Działu Ksiąg Zakazanych?- wypaliła.
Wolała nie patrzeć na jego reakcję. Patrzyła na zamek. Smukłe wieżyczki i niewielkie, zdobione okna. Czuła pustkę i narastającą w gardle gulę. Kiedyś w tych murach uczyła się jej matka. Dotykała tych samych ścian co ona, siedziała w tych samych ławkach i uczyła się tego samego. Być może tak jak Anabeth, Rosalie Blackwood uwielbiała się uczyć? Może równie często bywała w bibliotece i tak samo jak Ana, lubiła samotność.
No właśnie. Samotność. Zazwyczaj w towarzystwie źle się czuła. Inni ludzie strasznie ją irytowali. Niespodzianką było to, że obecność Gabriela jej nie wadziła. Wręcz przeciwnie. Było jej dziwnie miło.
- To twoja była i twój kot?- zapytała patrząc na dziewczynę rozmawiającą ze znajomym dla niej krukonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 15:13

Gabriel leżał praktycznie na siedzeniach wsparty na łokciach z głową wysoko uniesioną ku niebu i zamyślony w swoich myślach. Przez chwilę całkowicie odpłynął w świat fantazji i mrocznych wizji. Obecny wszechświat to dla niego za mało ogarniał go bez trudu… Z jego myśli wyrwała go dziewczyna, która zaczynała go przepraszać bóg wie, za co. Chłopak zrobił lekko zniesmaczoną minę i nie otwierając swych oczy powiedział łagodnie.
- Nie przepraszaj, jeśli faktycznie nie masz za co. Ja się nie obrażam po prostu chciałem wiedzieć z skąd ta niechęć do mnie to wszystko. Nie kieruj się uczuciami innych ludzi. Ja często jestem niemiły i chamski i szczerze mam to w dupie czy komuś to odpowiada lub co i, komu o mnie powiedzą. Ważne żebyś się czuła dobrze we własnej skórze a czy tym samym urazisz innych ludzi.. Po co się tym przejmować? Żeby uszczęśliwić innych musiałabyś znaleźć się na dnie, bo człowiek wyrównuje do dołu zamiast starać się mieć więcej patrzy, aby inni mieli mniej. Jeśli chcesz być nie miła to bądź ja to przeżyje ważne jest to, aby zawsze być sobą. – Ależ długi monolog! Ta pogoda chyba naprawdę wprawiła go w dobry nastrój, bo nawet gadać mu się chciało! Gabriel spojrzał się na nią a na twarzy wykwitł mu szeroki uśmiech a w oczach zatańczyły iskry szaleństwa i zabawy.
- Świetny pomysł! Chętnie pójdę z tobą na te dwuosobową imprezę w kuchni i zrobimy istne szaleństwo! – Był zafascynowany samym tym pomysłem! Już wyobrażał sobie muzykę w kuchni siebie tańczącego dla niej i trzymającego butelkę Jacka Danielsa. Żyć nie umierać! – Jeszcze trochę i się w tobie zakocham! – Powiedział śmiejąc się lekko, by za chwilę wybuchnąć trochę głośniejszym śmiechem.
- Dział ksiąg zakazanych? A czego tam szukasz? – Zapytał zamiast tego. I, po co się tyle uczyć, jeśli nie ma się trochę wyobraźni jak tam się dostać? Przecież to było takie banalne! Gabriel nigdy o tym nie myślał, bo w jego domu miał znacznie więcej ksiąg, które tutaj uznano, by za zakazane zaś w Dumstrangu były, by na pierwszych pułkach w bibliotece szkolnej. Czy naprawdę ktoś mógł się dobrze czuć w jego towarzystwie? No cóż to chyba zależy, którą „wersje” się spotka. Ta tutaj, dzisiejsza była chyba jego najlepszą wersją. Gabriel, którym obecnie był przypominał mi tego starego beztroskiego chłopaka, który łatwo zawierał nowe znajomości, ufał, kochał i dobrze się bawił, przy czym był odpowiedzialny i szczery. No, ale to tylko chwilowe złudzenie, bo tamten Gabriel odszedł raz na zawsze a ten tutaj to tylko Gabriel, który chwilowo ma świetny nastrój i chce się dobrze bawić to wszystko.
Chłopak tym razem wybuchnął wesołym i głośnym śmiechem, który mógł czule podrażnić ucho. Był szczerze rozbawiony jej ostatnim zdaniem i tym razem spojrzał się na nią uśmiechając się do niej.
- Zobaczmy.. – Powiedział zagryzając dolną wargę przednimi zębami i głośno gwiżdżąc, po czym leniwie przeniósł spojrzenie na swego kota a tym samym chcąc tego czy nie na Nikolę. Moxie wskoczyła jej na barki i patrzyła się na Gabriela jednak nie wyglądało na to , że zamierza do niego przyjść, chyba , że on przyjdzie do niej. Chłopak westchnął i odwrócił spojrzenie ku niebu. Kochał koty kochał ich za grację, piękność, wolność i nieprzewidywalność, ale Moxie ostatnio za często bywała u Nikoli całkowicie lekceważąc przy tym Gabriela. Chciała go zdenerwować czy co? Ta sytuacja była tak skomplikowana i zagmatwana, iż Gabriel zostawił to wszystko w spokoju.
- Jak widać chwilowo to wcale nie jest mój kot. – Powiedział z lekkim niesmakiem patrząc się na dziewczynę i uśmiechając się do niej. – Skarbie ja nigdy nie byłem w żadnym związku. – Powiedział puszczając do niej oczko. No dobra był raz, ale tamten związek umarł wraz z dziewczyną. Dosłownie. Lepiej było wymazać wspomnienia niczym za pomocą zaklęcia niepamięci i zignorować ten etap życia. Tak było łatwiej.
- A, więc co mi zaproponujesz w zamian za moją pomoc? – Zapytał patrząc jej głęboko w oczy.. No i się zaczęło. Czemu mnie to wcale nie dziwi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 16:59

Obserwowała rozbawiona jego pozytywny wybuch i sama nie mogła się powstrzymać aby nie parsknąć śmiechem. No właśnie... Czy na pewno chce mu mówić, dlaczego ma ochotę na mały wypad do Działu Ksiąg Zakazanych.
- To... Chodzi mi o pewien symbol. Szukam jego znaczenia. No i nie ukrywam, że ciekawią mnie stare rody czarodziei. A zwłaszcza jeden. Blackwood.- wyjaśniła.- Więc masz jakiś plan, jak przedostać się tam, nie wszczynając alarmu?
Nigdy nie miał dziewczyny? Czy powinno ją martwić, że zdrowy, całkiem sympatyczny, seksowny jak cholera facet nie ma dziewczyny? Całkowicie! Ale jego hipnotyzujące spojrzenie błękitnych oczu sprawiało, że jakoś się tym nie przejmowała.
Nagle uśmiechnęła się szeroko i zaczęła się zmieniać w puchonkę siedzącą na trybunach. Sylwetka, włosy, twarz- to wszystko uległo przemianie. Jedynie oczy pozostały w tym samym czekoladowym kolorze.
-No nie wiem... A co byś chciał?- zapytała ze słodziutkim uśmieszkiem. Nie miała pojęcia co mu zaproponować.- Wiesz... Zawsze zostaje satysfakcja, że pomogłeś damie w opałach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 17:14

Gabriel przyglądał się jej, kiedy ta nagle zrobiła najgłupszą rzecz na świecie. Doprawy! Już jednej ŻYWEJ Nikoli nie mógł znieść na tym świecie a dwie to już całkowita przesada.
- Przede wszystkim abyś tego więcej nie robiła. – Powiedział bardziej chłodno nie zamierzał i po chwili westchnął zdając sobie sprawę, że chwilowo stracił równowagę nad sobą. – Nie musisz zamieniać się w kogoś wole jak jesteś sobą a ta dziewczyna.. – Gabriel urwał szukając odpowiednich słów. Jak najlepiej określić to , co ich łączyło i łączy obecnie to , co zostało utracone, co minęło, co przez nią czuł i co przestał czuć.. Tyle rzeczy, tyle emocji i wydarzeń w tak krótkim czasie. On sam się pogubił, a co dopiero ja taki biedny żuczek?! Gabriel przeniósł spojrzenie na niebo chwilowo tracąc na wszystko ochotę. Cholera, czemu zawsze musi się tak czuć? Zagubiony między tym, co chce tym, co powinien tym, co robi i tym, co powinien zrobić. Zostawiony między światami zapijając swe leki w wiecznym strachu przed bólem, a gdy zbliża się do kogoś nagle instynkt niczym u kota nakazuje mu się wycofać. Wiecznie otoczony ludźmi i wiecznie samotny. „Na śmierć skazany zaocznie, chociaż szczęście było pisane..”
Gabriel usiadł i przeczesał swoje włosy wyjmując papierosy i odpalając jednego. Musiał zapalić i się czymś zająć skoncentrować się na czymś konkretnym, by uspokoić myśli, które szalały w jego umyślę jak szalone. Nadal nie dokończył zdanie, które wcześniej urwał, bo nadal nie wiedział, co chce powiedzieć.
- Wiesz jak kiedyś jeszcze raz się w nią zamienisz to mogę się pomylić i cię zamordować zamiast niej. – Powiedział puszczając do niej oczko. Od taki niewinny żart.. Lecz czy aby na pewno? Teraz, gdy się nie uśmiechał a jego ton głosu był bardziej matowy brzmiało to dosyć poważnie. – Ciekawa umiejętność jak mniemam genetyczna? – Zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź po prostu potrzebował zmiany tematu na jakikolwiek. Może rozmawiać nawet o tym czy trawa powinna być zielona czy niebieska. Temat rozmowy był nieważny, byle, by na chwilę go czymś zajęło, by mógł się skupić na czymś innym. Naprawdę na czymkolwiek, byle, by ten cholerny obraz puchonki zniknął z przed jego oczu oszaleje za moment. W uszach mu pulsowało i tętno chciało rozsadzić mu skroń czuł bijące serce niczym ostatnie uderzenia w dzwon. Emocje zaczynały brać górę a adrenalina znacznie się podnosiła. To nie mogło się skończyć dobrze.. Dla nikogo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 18:41

Howett straciła ochotę, żeby tu przyjść. Naprawdę. Marzyła jedynie o tym, żeby usiąść wygodnie w dormitorium i poczytać książkę. Ewentualnie zjeść coś tłustego, o co będzie miała do siebie później pretensje. Miała dużo pomysłów na wieczór i żadnego z nich nie potrafiła odrzucić, ale to Szarlotka swoimi listami i siłami TELEPATYCZNYMI, zmusiła nasza kochaną Lai do podniesienia się z łóżka.
A bolało ją dosłownie wszystko. Od brzucha, po nogę, po głowę. Dziękowała Bogu, że dziś nie ona wychodzi na boisko i może spokojnie siedzieć sobie na trybunach. Jako prefekt nie powinna się też bawić w przebieranki wymyślone przez Obserwatora, ale miała dość tych ograniczeń. W sumie to tylko propaganda. Niby powinna to ugasić, wyrzucić, kazać uczniom zapomnieć, ale... Ale było w tym coś, co ją zmusiło do tego, żeby się dołączyć. Dlatego wcisnęła się w jeansy, luźną koszulkę na której był napis "Red Rock" przeradzający się w kraba. Chyba już wiadomo komu kibicowała Laila w tym meczu. A potem sięgnęła po futerko i oto dołożyła wielki łeb wilczka, który wysłała jej mama.
I oto wyglądała całkiem... Przerażająco? Głowa na pewno nie była proporcjonalna do reszty ciała. Ale to nic. Lai uśmiechnęła się, choć było to niedostrzegalne przez tą wielką maskę. I oto wyszła. Przy okazji przestraszyła kilka Puchoniątek. Wcisnęła odznakę do kieszonki. Tak na wszelki wypadek gdyby okazało się, że musi komuś no... Pomóc? Ostatnio tyle się działo. Serio nie nadążała za tym kim powinna być, a kim była. To ją obciążało. Niby powinno być lepiej odkąd była z Czarlsem, ale to też zależało od tego czym w danym momencie próbowała zająć skołatane myśli. A miała dużo furtek. Tylko z której skorzystać?
Za tydzień były jej urodziny. I miała teraz mini problemik z zastanowieniem się nad odpowiedzią dla rodziców: "co Lai chciałabyś na urodziny"? Może psa, kota, konia, świnię, a najlepiej zoo. Albo milion dolarów mugolskich, żeby wyjechać do innego świata i zapomnieć o tym, że jest czarodziejką.
To też bardzo logiczne, rajt? Uśmiechnęła się delikatnie. Na błoniach wiało. Kurde. Cóż za mecz. Mecz meczowy, nikt nic nie powie, nikt nic nie krzyknie.
Weszła ledwo na trybuny, a już chciał ją przewrócić jakiś dryblas. Zawarczała na niego, na co on się uśmiechnął i rzucił kąśliwą uwagę, którą Howett skomentowała kopniakiem. I więcej go nie widziała. Dawno nie siedziała na trybunach więc powolnie odnalazła Szarlotkę obok której pacnęła.
- Hej. - Powiedziała licząc, że przedarła się przez krzyk tłumu. Chyba ścigający z Riverside miał kafel. Suuper.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 18:53

Patrzyła prosto w jego oczy i widziała emocje jakie nim targały. Wróciła do swojej postaci i spojrzała na chłopaka zmartwionym wzrokiem. Mimo wszystko postanowiła nie pytać. Zrozumiała, że ta puchonka to temat tabu.
- Owszem. To dziedziczne, ale problem w tym, że nie mam pojęcia po kim to odziedziczyłam.- zrozumiała aluzję i podjęła temat.
Jednak nawet gdyby bardzo się starała, nie potrafiła znieść tego, że to poniekąd ona doprowadziła do takiego stanu. Zmarszczyła zabawnie nosek, czując dym papierosowy. Jedyne co przyszło jej do głowy, to zabran go z tych przeklętych trybun.
- No dobra lokomotywo!- zakaszlała czując nieprzyjemny zapach papierosa.- Mniej palenia więcej picia! Jutro sobota, a coś czuję, że oboje potrzebujemy solidnej dawki alkoholu.- wstała i pociągnęła Gabriela za rękę. Wyglądała jak mała dziewczynka, która nie może doczekać się wizyty w lunaparku.- No rusz swój seksowny zadek.- wypaliła i na sekundę zamarła. Boże! Czy ona naprawdę powiedziała to głośno? Po chwili wybuchła śmiechem i poczuła jak zalewa się rumieńcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 19:10

Nie chodziło, że to temat „Tabu” Po prostu on nie lubił czegoś nie wiedzieć a on nie wiedział, co do niej czuje. Wiedział, co POWINIEN czuć, ale to wcale mu sprawy nie ułatwiało. Rozsądek nakazuje jedno serce krzyczy drugie a on pośrodku tej całej wojny między nimi, doprowadzony do zguby i szaleństwa. Koszmar po prostu. Spojrzał się na Krukonkę, ale jakoś przestało go interesować wszystko , co się dzieje na tych trybunach i przed nimi na boisku. Po prostu miał wszystko dokładnie gdzieś, od co!
- Co? – Zapytał nie mając pojęcia, o co jej chwilowo chodzi i patrząc się na nią zdziwiony. No dobra chwilowo odpłynął to chyba nie była jakaś zbrodnia prawda? – No dobra wiem, że jestem seksowny, ale, gdzie ty chcesz iść? – Zapytał patrząc na nią i czuł jak powoli wraca mu nastrój. No cóż padał deszcz i miał przed sobą całkiem ładną dziewczynę, więc czym się powinien przejmować? Uczucia na off i trzeba się bawić! Chlać, ćpać, wszczynać burdy znów chlać i zaliczać laski! Czy potrzebny jest jakiś większy sens? No teoretycznie tak, ale on chwilowo musi się naprawić wyciszyć sumienie i serce i przestać się tak wszystkim przejmować, bo przecież oszaleje!
-, Jeśli mi zaproponujesz Jacka Danielsa i siebie to mogę iść nawet do piekła. – Powiedział puszczając do niej oczko. Ukryty podtekst? Och, wcale nie był taki ukryty! Toż to Gabriel a on się przecież nigdy nie zmieni. No może kiedyś się ogarnia i stanie się taki porządny, ale jeszcze nie był czas na takie głupoty!
Chłopak wciąż się na nią patrzył, by po chwili wstać i spojrzeć jej prosto w oczy. Zbliżył się do niej bardzo niebezpiecznie, oj tak blisko wręcz usta przy ustach. Wciąż patrzył w jej oczy wręcz ją hipnotyzując swym spojrzeniem, o ile coś takiego było możliwe.
-, Więc? – Zapytał lekko zmysłowym szeptem tak cicho, by tylko ona mogła go usłyszeć. Więc, na co czekać? Albo niech się oddadzą sobie w chwili zapomnienie teraz i tu, (chociaż nie koniecznie tu i teraz) Albo niech każde pójdzie w inną stronę, póki dla nich światło na niebie płonie.
Graj muzyko, ogniu tańcz tu i teraz niechaj porwie nas wiatr!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 19:56

Jej tętno przyspieszyło i miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Wahała się, choć tak naprawdę podjęła już decyzję. Pocałowała go delikatnie i uśmiechnęła się figlarnie.
- Wiesz, tak się składa, że mam wolne dormitorium.- szepnęła mu do ucha.- No i może nawet znajdzie się trochę twojego Jacka Danielsa.
Odsunęła się i ruszyła w kierunku zamku. Zgrabnie omijała kibiców i przy zejściu z trybun odwróciła się aby sprawdzić, czy ślizgon idzie za nią.
Żyć chwilą i nie martwić się o jutro. To postanowiła i teraz miała wprowadzić motto w życie. Chciała odpocząć, pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Była pewwna, że za jakiś czas będzie tego żałować. Ale przecież równie dobrze za parę dni może paść ofiarą ataku wilkołaków. Ruszyła po schodach, stukając swoimi obcasami. Pomimo, że jej czarne rurki i fioletowa bokserka były kompletnie przemoczone, towciąż prezentowała się całkiem nieźle. Anabeth była świadoma swojej urody, ale nigdy nie przywiązywała do niej większej wagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 20:17

No cóż, skoro tak go ładnie poprosiła to jakże mógłby uczynić jej tą przykrość i odmówić? Gabriel uśmiechnął się pod nosem wiedząc, do czego to wszystko doprowadzi, ale czyż właśnie nie o top w tym wszystkim chodziło? Żyjmy chwilą i łapmy życie za uszy, płyńmy na wietrze i śmiejmy się ze słońca!
Gabriel poszedł za dziewczyną mając już wszystko gdzieś. Cały ten mecz i ewentualne przyszłe wydarzenia na trybunach a niech nawet rozdają darmowe łzy feniksa to i tak nie odmówiłby tego, co za parę chwil nastąpi! Tak teraz na pewno mu się nastrój poprawi. Jutro wstanie z kacem większym niż morderca. Z kacem fizycznym i moralnym, lecz czy warto się nad tym zastanawiać już teraz? Przecież równie dobrze może nie dożyć jutrzejszego dnia! A może mu serce wysiądzie podczas „miłosnych” uniesień lub spadnie ze schodów i połamie sobie kark? Nigdy nic nie jest wiadomo, więc, po co się nad tym zastanawiać? Jak ma umrzeć to i tak umrze, ale chyba lepiej jest umrzeć szczęśliwym prawda? Prawdę mówiąc, Gabriel właśnie tak chciałby umrzeć po wspaniałym seksie z jakąś pięknością. Umrzeć szczęśliwym i spełnionym.
Nie spojrzał w stronę puchonki, swojego kota i krukona. Nie chciał się zatrzymywać w miejscu. Bo, chociaż ty staniesz w miejscu to tak samo, jak się cofać, bo świat wciąż rusza do przodu. Po co miał się wahać i zastanawiać? Nie teraz! Teraz się bawimy i pijemy!

[Z/T] X2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 20:55

Charlotte nie miała jakichś większych oporów przed przyjściem na mecz, nawet jeśli Quidditch zupełnie jej nie obchodził i nie miała zielonego pojęcia, jakie to drużyny przyjechały do Hogwartu. Na razie znała jedynie kilku przyjezdnych - konkretniej jednego, który nie był chyba nawet zawodnikiem. Nigdy jakoś o tym nie opowiadał, ona nawet nie pytała, więc żyła sobie tak w błogiej nieświadomości. Ale cóż, ów mecz, jako że był pierwszym z wielu, a zwłaszcza że grały w nim dwie "wrogie" dla Hogwartu drużyny, był idealną okazją do zobaczenia się z przyjaciółmi bez myślenia o ataku na pociąg, czy też jakiejkolwiek innej aktywności wilkołaków. Cóż, nie było to do końca prawdą przez pewną tajemniczą osobę zwaną Obserwatorem Hogwartu i jego wspaniały plan do przebierania się za wspomniane futrzaki. Lotta nie do końca wiedziała, co ją tak bardzo podkusiło do przeszukania mieszkania i pobliskich sklepów w celu znalezienia czegokolwiek wilkopodobnego. W podjęciu tej decyzji pomogła oczywiście Laila, która bardzo ją zachęcała do ubrania się w dziwny strój i ruszenia na trybuny. Nie było innego wyboru niż się ostatecznie zgodzić i zaciągnąć kilkanaście innych osób. We wspomnianych poszukiwaniach Windsorówna odnalazła jedynie zaczarowany ogon, który zachowywał się zgodnie z nastrojem osoby, która go akurat nosiła. Był w sumie całkiem wygodny, bo wystarczyło przycisnąć go do danej części ciała i trzymał się jej dosyć mocno. Doprawdy wspaniały wynalazek. Szkoda tylko, że nie udało się wygrzebać jakichś uszu, albo łap z chociażby plastikowymi pazurami. Byłoby to dobrą rekompensatą za potrzebę wystrzępienia wspomnianego już kilkukrotnie ogona, aby wyglądał bardziej wilczo. Wymiana listów z Laikową przyniosła jednak nadzieję na wejście w posiadanie uszu, które strój Brytyjki zmieniłby w bardziej znośny. Nie byłby jakiś dziwny, bo przecież to tylko uszy i ogon zamiast całego łba i futra z łapami, a za to jaki wygodny! Do tego nikt nie mógłby się przyczepić, że jest nieprzebrana - przecież mogła się nie przemienić do końca, bo coś nie wyszło, prawda?
Tak czy inaczej, Charlie weszła na trybuny dosyć wcześnie, bowiem musiała zająć miejsca aż siedmiu osobom, a tak jak wspominałam, był to pierwszy mecz na którym uczniowie Hogwartu mogli dokładnie przestudiować przyjezdne drużyny, tak więc trybuny powinny się bardzo szybko zapełnić. Gryfonka miała szczerą nadzieję, że jej znajomi szybko się zejdą, bo nie miała zamiaru spławiać ludzi nie wiadomo jak długo. Wszyscy wiemy, jak to jest, kiedy ktoś spogląda na nas z wielką pretensją, bo twierdzimy, że ostatnie wolne miejsce w autobusie/pociągu/tramwaju/gdziekolwiek jest zajęte. Zwłaszcza wtedy, kiedy ów ktoś wcale nie zamierza przyjść. Ale to nawet nie było jakimś wielkim zmartwieniem. Gorsza była świadomość, że nadchodziły urodziny Laili, o których Windsorówna na bank by zapomniała, gdyby nie miała zaczarowanej przypominajki, która nie dawała jej spokoju, dopóki dziewczyna głośno i wyraźnie nie powiedziała, że przyjmuje przypomnienie do wiadomości. Problem leżał nie tylko w prezencie, ale też w tym, że Lots niespecjalnie mogła się pogodzić z faktem, że to już siedemnaste urodziny jej kochanej Lai, którą traktowała czasami jak siostrę. W końcu była jedyną rodziną w promieniu kilkuset kilometrów, więc mogła równie dobrze awansować z kuzynki na siostrę. Alan oczywiście na brata nigdy nie wskoczy, ale to jeden malutki szczegół, który postanowiłam leciutko zaznaczyć. Tak czy inaczej, matko, jej siedemnastka przyszła tak szybko! Brytyjka nie będzie mogła już jej więcej wyręczać ze wszystkich czarów poza Hogwartem. Co za smuteczek. Aż jej ogon opadł, jak tak znudzona oglądała przebieg meczu. To wtedy zaczepiła ją dziewczyna o wielkim, wilczym łbie, a Charlotte aż podskoczyła na miejscu.
- Matko! - zawołała, spoglądając wielkimi oczyma na Lailę - Jaki straszny ty masz ten łeb! - rzuciła po chwili i zaczęła się głośno śmiać, wyobrażając sobie dziewczynę w kompletnym stroju. Ach, śmiesznie będzie słuchać jej narzekań na to, jak to w tym nakryciu głowy gorąco, nawet jeśli pogoda wcale nie dopisywała.
- Widziałaś kogoś po drodze? Najlepiej Emrysa albo Solva? Będzie trzeba na nich zrzucić pilnowanie miejsc, co za cepy! - zawołała, bo wrzawa kibiców zaczęła już coraz bardziej się udzielać. Kafla akurat złapała dziewczyna, którą Lots kojarzyła z Wielkiej Sali. Znała się chyba z Elliottem. Ale to nieważne. Dziewiętnastolatka obróciła się i zaczęła wypatrywać znajomych facjat. Nikt chyba nie zamierzał się nagle wyłonić. Dobrze, że chociaż Laikowa postanowiła jej nie zawieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5607-adelaide-perry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5608-brzydale-add
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5614-poczta-add#162775




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 22:51

Serio to Add nie wiedziała, o co tyle szumu. Nie łapała tej całej fascynacji sportem, którego nawet nazwy nie umiała dobrze zapisać. I gubiła się w tych wszystkich tłuczkach i kuflach. Tak, tak, kuflach. Adelaide za nic nie była w stanie zapamiętać nazw tych piłek, a każda wyglądała dla niej tak samo. Poza tym, weźcie, tyle zachodu, by złapać jakiś mały znicz, który pewnie nawet nie był złoty! To na bank jakaś podróbka.
Ale patrzcie! Zagorzała przeciwniczka sportów wszelakich oto pojawiła się na jednym z ważniejszych meczy, bo meczu otwarcia! Miało grać Riverside przeciwko tym drugim. Ech. Mam nadzieję, że Cameron doceni to, że jego narzeczona zna nazwę jego drużyny. W końcu innych nie musi, prawda?
Usiadła sobie spokojnie, owinięta w jakże szykowny szalik w barwach najmądrzejszych Krukonów, gdzieś z boczku, by się za bardzo nie rzucać w oczy. Omiotła spojrzeniem trybuny wokół, by może przypadkiem dostrzec na nich Elliotta, ale bezskutecznie. Chłopak był zapewne z resztą Puchonów albo w ogóle jeszcze się nie pojawił, w co jednak Adelaide wątpiła.
A potem przeniosła spojrzenie na boisko, obserwując zgrabne podania Kanadyjczyków. Szkoda tylko, że to Australia zdobyła punkt... Ej, ale czemu aż dziesięć? Strzelili tylko jedną bramkę, to nie fair! Biedna Perry w ogóle nie ogarniała tej gry, ale się starała, to najważniejsze. I nawet dowiedziała się na jakiej pozycji gra Cameron, a także Cezar i teraz śledziła ich bacznie, jak latają po boisku. Z początku trudno ich było odróżnić, ale dziewczę dało radę! Ten, który stale latał wokół obręczy i który nie obronił strzału (smutek! :c) musiał być Cameronem. Więc ten drugi to Cezar. Krukoni są naprawdę mądrzy!
No, do boju Kanado! Dzisiaj Add trzymała za Was kciuki!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Sie 31 2013, 22:58

Koszulka Laikowej chyba zaczynała przynosić szczęście krabom, bo właśnie trafili pierwszy raz w pętle Kanady, na co Puchonka zareagowała bardzo entuzjastycznie nawet odrobinę się śmiejąc i klaskając. Przez co na początku zignorowała to co powiedziała do niej Szarlotka. Ale słyszała, więc odpowiedź zapewne niedługo nadejdzie... Ale stało się coś jeszcze co wytrąciło Laikową z równowagi. Niedaleko niej i Szarlotki siedziała para. I to nie byle jaka. Czternastolatka ze studentem. I do tego jedno drugiemu składało niemoralne propozycje. Laikowa miała ochotę zabić Ślizgona za brak mózgu czy jego nie używanie, bo sorry. Ale czternastoletnią dziewczynę prowadzić do łóżka? Czy nawet działu ksiąg zakazanych? Niech się uczy czegoś konkretnego, a nie zaliczania chłopaków. Do tego studentów.
I Howett chciała powiedzieć co o tym myśli i krzyknąć swoje, ale oczywiście jej przerwano. Bo najpierw musiała ściągnąć wilczy łeb, a potem założyć odznakę prefekta. I kiedy szła się na nich wydzierać całkowicie przy tym ignorując niestety swoją siostrę, to oni zniknęli. Cholera. Goniłaby ich. Bo to jednak seks z czternastolatką. I już by im powiedziała, że nawet takie żarty są nie na miejscu... Ale teraz tylko jedno jej przyszło do głowy. Jeśli tak naprawdę ta Krukonka poszła się z nim przespać czy cokolwiek, to Krukonki nie były już Krukonkami, bo podobno w tym domu górowała inteligencja. A jak się okazało... Nie można było u dzieciaków liczyć nawet na to. Dziewczyna przypomniała sobie jaka sama była nieśmiała w wieku tej dziewczyny i jak unikała ludzi starszych nawet o kilka lat. Tej najwidoczniej to nie przeszkadzało.
Zażenowana Laila wróciła na swoje miejsce obok Szarlotki nieświadomie łbem zajmując właśnie siedem miejsc dla reszty. Założyła nogę na nogę i zaczęła mówić:
- Ty to słyszałaś, widziałaś? Czternastolatka chce iść przespać się ze studentem, nikt nic nie widzi, a potem ciąża. Czujesz to? Rodzi się nowe życie, a oni nie biorą nawet odpowiedzialności. Dzieciaki dzisiaj są całkowicie odpalone w kosmos. - Zakończyła wzdychając. Położyła głowę na ramieniu dziewczyny. Serio była już tym wszystkim zmęczona.
- Czasami Szarlot nie daję już rady, serio. Chyba się nie nadaję do tego świata. Wszystko mnie denerwuje, przytłacza. W ogóle nic mnie nie cieszy. Wiesz, że moi rodzice spłodzili mi rodzeństwo? Oczywiście oprócz Alana... Ech... Ogarnij to. - Wzdrygnęła się kiedy tłum podniósł się, aby głośniej skandować ze względu na jakąś akcję na boisku. Znów się uśmiechnęła zakładając ręce na piersiach.
I intuicja jej mówiła do tego, że Charles ma kłopoty, ale tym się nie podzieliła z Charlie. Nie chciała jej martwić i zarażać swoją paranoją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Wrz 01 2013, 12:13

- Można powiedzieć, że miałam słabszy dzień – wydukała zakłopotana i zaśmiała się pod nosem. Wpatrywała się w chłopaka z delikatnym uśmiechem, nagle zaczęły się pojawiać kolejne osoby, Gabriel już zniknął. A mecz się rozpoczął. No cóż, prawdę mówiąc ją to za bardzo nie interesowało, ale skoro przyszła to może obserwować co się dzieje.
Nikola spojrzała na Lailę, która również postanowiła przybrać ‘szaty’ wilkołaka i zaśmiała się pod nosem. Poprawiła swój kapturek z wilczymi uszkami i spojrzała niepewnie na Elijah’a. No cóż, on wpatrzony był w mecz jak w obrazek. Postanowiła mu nie przeszkadzać i sama spoglądała na boisko w ciszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Wrz 01 2013, 22:27

-Rozumiem. Każdemu się zdarza -powiedział postanawiając nie drążyć tematu. Absolutnie jej nie wierzył. Tak właściwie to sam nie wiedział co o tym myśleć. Zajął się wiec meczem, który trwał w najlepsze. Ścierali się ze sobą dwaj przeciwnicy Hogwartu więc Francuz przypatrywał się ich stylowi gry. Szukającemu to raczej nie było bardzo potrzebne ale chciał wiedzieć, której drużyny powinien obawiać się bardziej. Uwielbiał swoją pozycję. Był na niej niezależny. Mecz trwał sobie gdzieś z boku a on tylko latał za zniczem. Nikt nie winił go za przegraną a mógł stać się bohaterem jeśli złapałby znicz. Idealna pozycja. -Moja mama pracuje dla angielskiej ligi Q -powiedział nie spuszczając wzroku z boiska. Nie nacieszył się widowiskiem zbyt długo. Szukająca Reemów złapała znicz. Musze na nią uważać. Kiedy trybuny oszalały (zwłaszcza Kanadyjczycy), Elijah pozostał niewzruszony. Obserwował spokojnie wzlatującego nauczyciela i wszystko co działo się potem.
-Dobry mecz, ale krótki -ocenił widowisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Wrz 02 2013, 12:19

Dziewczyna przyglądała się temu zaskakującemu widowisku z wielką uwagą, mimo iż nie za bardzo nadążała za tym co tam się działo. Słysząc wypowiedź chłopaka dziewczyna spojrzała na niego z lekkim uśmiechem i nie za bardzo wiedziała co ma na to odpowiedzieć.
- Pewnie ona zaraziła Cię pasją do Q – wyszeptała niepewnie i jej wzrok wrócił na boisko. Nagle znicz został złapany, kiedy trybuny oszalały, dziewczyna podskoczyła jak oparzona, trochę się przestraszyła, trzeba przyznać. Wzięła głęboki wdech i przełknęła ślinę.
- Tak… – potwierdziła niepewnie jego słowa i wstał otrzepując sukienkę z kurzy.
- Ano… Elijah, wybaczysz mi? – spytała niepewnie na niego spoglądając – Nie czuję się za dobrze, wiesz… – wydukała z trudem i odwróciła wzrok. Posłała mu niepewny i zakłopotany uśmiech. Po chwili pożegnała się z nim składając mu na policzku krótki pocałunek i zniknęła. Najzwyczajniej w świecie wyparowała.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Wrz 02 2013, 13:52

Charlotte w Laikowej koszulce widziała jedynie całkiem ciekawy wzór, bo sama nie kibicowała ani jednej, ani drugiej drużynie. Prawdę mówiąc mogłaby zacząć krzyczeć "Naprzód Kraby!", bo w tej właśnie drużynie grał jej znajomy, chociaż ona nawet nie miała o tym specjalnie pojęcia, przynajmniej na razie, więc nie reagowała specjalnie na jakiekolwiek pojawiające się akcje, nawet jeśli Laila wydawała się klaskać i śmiać. Spoglądała tylko w jej stronę kątem oka, uśmiechając się z lekka. Tej całej dziwnej pary w sumie nie zauważyła, więc pytała się Puchonki o co chodzi, kiedy zdejmowała swój wielki, wilczy łeb, zakładając zamiast niego prefekciarską odznakę. Lotta oczywiście została kompletnie zignorowana, a jej siostrzyczka poszła gdzieś, nie wiadomo gdzie. Cóż, poogląda sobie wyczyny przyjezdnych na miotłach sama, może nawet zrozumie całą grę trochę lepiej, chociaż nie było na to wielkich szans, bo przecież musiała trzymać miejsca dla najwidoczniej wcale nie mających zamiaru przyjść kumpli. No cóż, pewnie mieli ważniejsze rzeczy do roboty, skoro nawet nie przysłali sów z odpowiedziami. Windsorówna nie miała  zamiaru specjalnie się nad samą sobą użalać, więc po prostu dała sobie spokój z odprawianiem chcących usiąść kibiców i wzrokiem wróciła na boisko.
Za chwilę wróciła jej kuzyneczka, której rekwizyt rzeczywiście zajął aż siedem miejsc. Matko, jak ona to w ogóle nosiła? Nie ma mowy, żeby coś tak wielkiego było specjalnie lekkie, prawda? Chyba że jest jakoś zaczarowane, ale kto to tam wie. W każdym bądź razie, dziewczyna zaczęła coś mówić na temat jakiejś czternastolatki, która się spodobała studentowi, że dzieciaki są odpalone i w ogóle, a Lots nawet nie do końca zrozumiała, o co jej chodzi. Prefekci mieli zdecydowanie ciężko, skoro zaczynali mówić szyframi, których zwykli uczniowie nie ogarniali. Nie zmienia to jednak faktu, że Gryfonka momentalnie objęła Puchoneczkę, przysuwając ją bardziej do siebie, a wolną dłonią głaszcząc ją po włosach.
- Oj tam oj tam, pasujesz tutaj jak ulał. - mruknęła, czując że zaczyna im się tu poważna rozmowa, chociaż tak naprawdę miały jedynie cieszyć się wspólnym wyjściem na mecz. Ale widać to było od samego początku, kiedy to Lai przywitała się jednym, krótkim, mdłym słówkiem.
- Muszę cię zabrać na jakąś porządną imprezę, bo coś mi tu słabo wyglądasz. - dodała, kiwając sama do siebie głową. Dobrze, że niedługo były te jej urodziny. Będzie okazja na rozweselenie, zwłaszcza że to przecież siedemnastka, więc będzie okazja do legalnego zaprzyjaźnienia Laili z przeróżnymi alkoholami. Oczywiście w planie nie było upijanie jej w trupa, ale jakoś się trzeba było zabawić, tak?
W międzyczasie, ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich, mecz dobiegł końca. Kanadyjczycy złapali znicza. Charlotte zaklęła głośno, bo trochę wcześniej zobaczyła Oza latającego w barwach Australii, a to oznaczało przecież porażkę drużyny przyjaciela. Cóż, pozostaje nadzieja na resztę meczy, oby tylko Hogwart wszystkiego przy okazji nie spieprzył, a powinno być w miarę dobrze. Gryfonka westchnęła cicho i poklepała swoją siostrzyczkę po plecach, powoli się podnosząc.
- No chodź, pogadamy w drodze do Hogwartu, bo mecz trochę nam przeszkodził. To na czym stanęło? - spytała, podając Laili dłoń, aby pomóc jej wstać.


[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Wrz 02 2013, 20:09

-Taaaaaak -potwierdził. -Moja mama jest wielką fanką Q -dodał. Choć w jego domu pielęgnowano francuską tradycję, Diara O'Conneght był fanką angielskiej drużyny -nie francuskiej (choć ta była druga w kolejności). Kiedy Nikola poinformowała go, że musi iść, zaczął się zastanawiać czy ma to coś wspólnego z jej zachowaniem na lekcji eliksirów. No dobrze.
-Nie ma sprawy -zapewnił gdy całowała go w policzek. A na mnie fuknęła... Po chwili już jej nie było. Elijah poczekał aż wszyscy opuszczą trybunę i podszedł do przodu. Obrzucił spojrzeniem całe boisko i poszczególnych zawodników, którzy jeszcze go nie opuścili. Miał z tego miejsca doskonały widok na okolicę. Spojrzał gdzieś w najdalszą dal jaką mógł dostrzec i postał tak chwilę wdychając chłodne powietrze. Nie minęło nawet pięć minut i już go nie było.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34245
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Trybuny   Czw Lis 14 2013, 20:34

Pomimo tego, że temperatura za oknami nie zachęca do wychodzenia na zewnątrz, to jednak zawsze znajdzie się kilku amatorów świeżego powietrza, którzy z chęcią biegają bez celu na spacery, które obierają co raz to ciekawsze trasy! Jedna z takich ścieżek zaprowadziła Emrysa na trybuny, a po co? Przecież meczu żadnego nie grano, a i treningów żadnych nie było, aby zajmować tu miejsce! Ależ problem był zupełnie inny. Ktoś tu chyba zostawił gryffoński szalik chłopaka po ostro zakrapianym melanżu, bez którego z pewnością będzie mu bardzo smutno. Ale na pewno na drugi raz już niczego nie zgubi! Wszak Gryffoni umieją dbać o swoje! Ale żeby poszukiwania szalika smutne nie były, to z pewnością trzeba tu kogoś przyprowadzić! Pobyt Katheriny Blackhourne w tym miejscu również nie jest przypadkowy, ale zdecydowanie go prościej wytłumaczyć! Może chciała dołączyć do szkolnych Znikaczy, ale najpierw chciała sprawdzić jak się ma boisko? A kto ją tam wie!

zaczyna którekolwiek z was!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 158
  Liczba postów : 236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4848-emrys-jeffrey-mooler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6056-mieszanka-wybuchowa-20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4919-ameba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7970-e-j-mooler




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Lis 17 2013, 16:29

Emrys gubił swoje rzeczy. Często, można by nawet powiedzieć, że zawsze. Zwłaszcza, jeśli pił gdzieś w plenerze, wtedy mógł być pewny, że wróci bez czegoś. Kiedyś nawet udało mu się wrócić bez buta. Cholera jedna go wie, jak on to zrobił, jednak obudził się rano i buta nie było. Żeby było śmieszniej do tej pory nie miał pojęcia w którym miejscu ich wyprawy po Londynie je zgubił, a należałoby zaznaczyć, że Emrys bardzo lubił akurat tą parę butów i nie był w stanie kupić sobie takich samych, bo wygrał je w jakimś zakładzie w Japonii. Tak więc przez nastepny tydzień chodził i zrzędził każdemu kto był skoro go wysłuchać, że zgubił tak ważną dla niego rzecz i że nie wie, jak życie będzie wyglądało teraz bez tych butów.
Wyobrazić sobie można, jak się Mooler przeraził, gdy obudził się rano i nie znalazł swojego szalika. TEGO SZALIKA, który miał od swojego pierwszego roku w Hogwarcie. Nie dało się zastąpić tego szalika niczym, dlatego na niezłym kacu EJ postanowił wyruszyć dzisiaj na jego poszukiwania w miejsce, w którym wczoraj urządzili sobie picie. Wyglądał przystojnie jak zawsze, jednak jego oczy były podkrążone i widać było, że dusza mu cierpi. Do tego strój ubrał niechlujnie, guziki koszuli pozapinane były nierówno, co widać było pod rozpiętym płaszczem. Nie radziłabym też podchodzić do niego zbyt blisko, gdyż nadal waliło od niego nieopisaną ilością alkoholu i fajkami. Westchnął do sobie u przyłożył dłoń do czoła, próbując się skupić i wybrać miejsce, od którego zacząć poszukiwania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 406
  Liczba postów : 371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8029-phoenix-iris-faraas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8103-pif-paf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8222-colorado#227644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8106-phoenix-i-faraas




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro Cze 18 2014, 23:46

*tak bardzo z małego boiska. Ale są POD trybunami nie NA trybunach.


Och no sama nie wiedziała. Myślała,że wybrała dobrą porę na naukę latanina, ale jak widać gorzej trafic nie mogła normalnie. Cieszyła się, że to nie cała grupa a jeden chłopak tylko jeden chłopak nakrył ją na jej prywatnej i nie dostepnej dla nikogo nauce latania. No ale czasu cofnąć już nie mogła. Co się miało stać, to się stało i widział jej nieporadne czyny. Nie odezwała się, gdy ten cisnął w nią jakąś formułką, że to strasznie nieodpowiedzialnie tak samemu latać. No i co, że nieodpowiedzialnie. Może i miał rację, ale przynajmniej nikt jej nie widział i nie musiała się wstydzić swojej prawie ułomnej umiejętności lotu na miotle. Już miała mu coś odpowiedzieć. Przedstawić się, czy cokolwiek innego. Naprawdę! Miała to w zamiarze jak mamę kocham!
Ale jak zwykle w jej przypadku jej plany szybko legły w gryzach. Niczym domino normalnie, że się tak wyrażę metaforycznie. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że boisko zaczęło zapełniać się ludźmi z miotłami i chwilę później można już było obserwować ich jak szykują się do ćwiczenia. Złapała chłopaka za ramię i pociągnęła pod trybuny, gdy już dotarli na miejsce puściła jego rękaw.
Przetarła czoło, po czym poczęła wbijać mu palec wskazujący w pierś jednocześnie mówiąc.
-To wszystko Twoja wina. - wyrzuciła z siebie, jakby to chłopak był winien temu, że zaraz po nim ludzie pojawili się by ćwiczyć latanie. Brawo Nix, to rzeczywiście wszystko jest logiczne i ma sens. Jak gościu Cię nie weźmie za wariatkę to powinnaś się mocno cieszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 695
  Liczba postów : 952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6249-philippe-dominique-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6250-filipowy-natlok-ludzi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6251-zrobie-sobie-poczte-stac-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7181-philippe-dominique-lorrain#204379




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Cze 22 2014, 20:48

Gdyby Philippe brał wszystkie dziwne zachowania za objawy chorób psychicznych, to jak Bóg mi światkiem musiałby sprowadzić psychiatrie dla większości swoich znajomych. W końcu jeszcze pamiętał Kim, która próbowała ratować mu życie w siłowni gdy sobie leżał, Penelopę budzącą go graniem w pokoju muzycznym i uznającą go za gbura, Charlotte pytającą o drogę na molo w środku zamku... Ech, trochę by się dało wymienić. Ludzie w tej szkole nie byli normalni, nie są i raczej nie będą. To coś wisi w powietrzu niczym choroba, dusi od samego przekroczenia progu szkoły, wchodzi w organizm z każdym tchem, aż do zapomnienia, że w tych ciemnych murach powietrze jest inne, ludzie zwariowani, a czas jakby zastygł w miejscu, tylko po kolejnych lekcjach da się rozpoznać jego zmianę.
Czy już wcześniej nie było pisane, że Hogwart jest dziwny? Chyba tak, dlatego sobie tłumaczenie tego pseudo przypadkowego treningu. Fakt, kiedyś ktoś wspominał, że takowy się odbędzie, ale czy Philippe lub Phoenix byli osobami zainteresowanymi tym tematem? Raczej nie. Mieli swoje małe, miotlarskie tajemnice, których strzegli za wszystkie skarby świata. Choć... W przypadku dziewczyny to nieco dziwaczne, biorąc pod wzgląd, że większość osób z jej zaległościami po prostu wynajęła by trenera, by szybko nadrobić zaległości zamiast rozczulć się nad sobą i kryć przed całym światem. Zaraz, to chyba brzmi zbyt logicznie, by kobieta mogła tak pomyśleć. Tak, to zdecydowanie tłumaczy dlaczego teraz znaleźli się w tej sytuacji.
Pomijając oczywiście ten drobny zgrzyt, to dziewczyna chyba postanowiła kontynuować rozmowę, bo pociągnęła Philipa tak, jakby co najmniej zaraz mieli skończyć na ziemi na materiałem trybun. To mogłoby być ciekawe, zważając na rozgrywający się obok trening. Choć wiadomo, dziewczyna postanowiła wpierw rozegrać jakąś nietypową grę wstępną, macają Lorraina palcami po torsie, a w zasadzie mu je wbijając. Sadystka? Takiej jeszcze chyba nie miał.
- Tak, jasne. To, że świeci słońce również. Poczekaj, zaraz je zgaszę, może tamci uciekną. Spoko? - Powiedział żartobliwie, raczej próbując nie przejmować się irytującym tonem dziewczyny. Zachowywała się jak dziecko, a to nigdy na niego za dobrze nie działało. Jeszcze niech zacznie opowiadać swoją historie, to już w ogóle Phil będzie mentalnie, choć oczywiście wysłucha. Już nie takie rzeczy mąciły jego zszargane nerwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość












PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Gru 06 2014, 19:36

Włożywszy ciepłe ubranie, udałem się na znajdujące się na boisku za szkołą trybuny, by kibicować zawodnikom ze swojego domu, którzy tego dnia mieli rozegrać mecz quidditcha z Krukonami.
- Wypad stąd, ale już!- warknąłem na grupę pierwszoroczniaków, którzy próbowali zająć najlepsze miejsca na widowni, po czym zasiadłem w pierwszym rzędzie, czekając na rozpoczęcie meczu.
Powrót do góry Go down



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Coventry, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9966-deidere-fall-james
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9967-darmowe-przepowiadanie-przyszlosci#277975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10252-merkury
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9968-deidere-fall-james#277816




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Gru 06 2014, 23:11

Dni, w których rozgrywają się mecze quidditcha to jedne z nielicznych dni, gdy James rusza się z zamku nie w celu wróżenia ludziom spotkanym w Hogsmeade. Deidere fascynowało miotlarstwo, ale tylko z poziomu trybunów. Tłuczki, kafle, znicze - to wszystko było super, dopóki czymś takim się nie oberwało lub nie musiało się czegoś takiego szukać... Zwłaszcza przy takiej pogodzie, jak dzisiejsza.
Ubrana w niebieski płaszcz, dla podkreślenia jedności z Krukonami, szła w stronę swojego ulubionego miejsca w pierwszym rzędzie.
Zaraz zaraz. Dlaczego ktoś przepędzał z niego te małe dzieci? Mogły sobie tam w cholerę siedzieć. I dlaczego ten wyrodny ktoś sam zajął to miejsce? Przyspieszyła kroku i z oburzeniem, zakładając ramię na ramię, stanęła przed Ślizgonem.
- Wypad stąd. JUŻ - podkreśliła, unosząc lekko, dumnie podbródek. Żaden dupek z domu Węża nie będzie się tak panoszył w jej obecności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość












PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Gru 07 2014, 19:56

-Do mnie to mówisz?-zapytałem zimnym, pełnym nonszalancji głosem, ściągając brwi w pełnym lekceważenia geście. Ani myślałem ruszyć się z zajętego właśnie miejsca.

Posty fabularne muszą mieć długość minimum 5 linijek, zgodnie z pierwszym punktem regulaminu:

Cytat :
1. Post fabularny powinien mieć minimum 5 linijek długości, piszemy je w trzeciej lub pierwszej osobie liczby pojedynczej, nie używamy emotikon (...)
Powrót do góry Go down
 

Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next

 Similar topics

-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-