IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Trybuny   Sob Cze 12 2010, 14:16

First topic message reminder :


Trybuny

Całe boisko okalają wysokie trybuny z których, przy pomocy lornetki, można zobaczyć każdy ruch graczy. Udekorowane są kolorami domów, czyli zielonym, niebieskim, żółtym i czerwonym. Dla nauczycieli przeznaczona jest oddzielna loża. Czasem zagości tam również dyrektor lub pracownik Ministerstwa. Podczas meczu, całe trybuny rozbrzmiewają dopingującymi okrzykami i mienią się rozmaitymi hasłami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Cze 24 2017, 02:16

Zaśmiała się dzwięcznie na jego reakcje, teraz była pewna, że to przez nią. Kolejne słowa jednak trochę umniejszyły jej zadowolenie. Nie tak miał to odebrać.
- Nie nabijam się... Znaczy, no troszeczkę, ale to po prostu urocze. - Całkiem nieźle się bawiła. Nawet nie zdążyła zauważyć, że trybuny powoli pustoszały, choć na boisku jeszcze trochę się działo.
- Doprawdy? To ja już czekam na mecz Slytherin kontra Gryfki. - Pokazała mu język, celowo znów używając tego określenia. Bawiły ją reakcje chłopaka. Może miała trochę  inne spojrzenie ale liczyła, że się nie obrazi, w końcu nie mówiła tego jakoś bardzo złośliwie.
- Ależ ja nigdy nie zaprzeczyłam twojej zdolności mówienia. Moje osądy dotyczyły jedynie chwilowych problemów z wyrażeniem myśli w formie zwerbalizowanej. - Starala się utrzymać minę poważną, pasującą do słów jakie powiedziała. Usiadła prosto i z powagą spojrzała na chłopaka. Mógł nawet zauważyć w jej oczach jakby karciła go wzrokiem. Długo to jednak nie trwało, bo dziewczyna w końcu nie wytrzymała i wybuchła śmiechem. Od tego wszystkiego zaczął boleć ją brzuch i musiała zgiąć się w pół, żeby się nie popłakać. Włosy co prawda przemalowała zaklęciem, ale na twarzy miała najprawdziwszy niebieski makijaż. Już wyobrażała sobie co by się stało, gdyby spod jej powiek uwolniły się łzy.
Eric chyba się przeliczył, ona też miała młodsze rodzeństwo. Jej kochany braciszek także ją wytrenował i teraz mieli równe szanse. Nie przewidziała jednak, że atak chłopaka nie będzie polegał na łaskotkach, a próbie wrzucenia jej pod trybuny. Poleciała w dół z cichym piskiem, który urwał się, gdy uderzyła o klatke piersiową chłopaka. Dosłownie zabrakło jej tchu i potrzebowała chwili by się ogarnąć. Obróciła głowę, jednocześnie łaskocząc Erica włosami po twarzy i powoli zaczęła się podnosić.
- Zdecyduj się, bo nie wiem czy zdzielić cię w łeb czy uznać, że nic się nie stało. - W końcu znalazła dłonią ławkę i podciągnęła się do góry. Usiadła i przetarła dłonią twarz, co nawiasem mówiąc było błędem, bo z jej policzka zniknął niebieski kolor, za to pojawił się na ręce.
- Co wy wszyscy z tym macie? Tiara nie dzieli ludzi na dobrzy do Gryfków, źli do Slytha. Ślizgon też człowiek. - Kojarzyła nie jednego Gryfona gorszego od dziesięciu Ślizgonów razem wziętych. Wyciągnęła rękę do chłopaka chcąc pomóc mu wstać. W tym samym momencie usłyszała jakiś głos obok. Spojrzała w tamtą stronę i uniosła brwi. Chyba jakaś spóźnialska.
- Borsuczki górą! To dlatego przyszłam w niebieskich włosach. - Zaśmiała się i stwierdziła, że może jednak jej słowa nie były zbyt zrozumiale dla nowej. Powtórzyła je sobie w głowie i wybuchła jeszcze większym śmiechem.
- Hufflepuff wygrał. - Tym razem chyba wszystko było jasne. Choć głowy dać nie mogła. Już sama nie była pewna czy to co wydaje jej się powiedziane z sensem, właśnie takie jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Cze 24 2017, 11:50

Śmiech dziewczyny budził w nim sprzeczne uczucia. Z jednej strony miał wrażenie, że nabija się z niego, więc powinien się obrazić, z drugiej zaś sprawiał, że On sam miał ochotę się uśmiechać i to tak ultraszeroko i przez cały czas.
-Urocze? A zatem jestem uroczy? - dopytał z rozbawieniem  - No nie wiem, to chyba niezbyt męskie, chyba nie powinienem się cieszyć - powiedział drapiąc po głowie jakby nad czymś bardzo mocno się zastanawiał.
-Hej, a co to miało być, co? Wszyscy w Slytherinie mają problemy z językiem? To jakieś spaczenie domowe? Yyy...no wiesz, bo wąż? - zapytał dumny ze swojego dowcipu w próbie odwdzięczenia się jej pięknym za nadobne. Eric nie chciał, żeby pomyślała sobie, że tylko Ona potrafi być złośliwa. On też potrafił się przekomarzać, a najwyraźniej w takim kierunku podążała ich konwersacja, albo tak mu się przynajmniej wydawało.
-Tak śpieszno Ci do porażki? To może jakiś mały zakład? Na jakiej grasz pozycji? - powiedział uśmiechając się chytrze. Henley lubił rywalizację w każdej postaci, nawet pomimo faktu, że wygrywał mniej więcej tak często jak otrzymywał pozytywne oceny z transmutacji.
-Bo byłem zajęty meczem, nie myśl sobie! - odrzekł radośnie, ale umilkł widząc, że dziewczyna zrobiła poważną minę i przygląda mu się dość nieprzychylnym wzrokiem. W jego głowie niemal natychmiast zaczęły rodzić się setki pytań. Głównie o to co tym razem schrzanił. Czyżby jego złośliwości poszły za daleko? A może chodziło o to umniejszenie jej prestiżu wynikającego z bycia zawodnikiem drużyny Quidditcha? A może powinien przyznać, że to rzeczywiście przez nią nie potrafił się wysłowić? Już myślał, że odzyskał inicjatywę w tej rozmowie, a nagle coś takiego. Chłopak już miał zacząć się tłumaczyć, ale nagle dziewczyna wybuchła śmiechem. Nie, to niemożliwe, Ona cały czas się z niego nabijała.  
-Jesteś straszna! - powiedział próbując zrobić obrażona minę, ale szybko zrezygnował na rzecz odwzajemnienia uśmiechu.  
Jakąś minutę później, gdy już leżeli razem na podłodze trybuny i dziewczyna zaczęła mu grozić, Eric  wzruszył ramionami.  
-Znaczy się wiesz, nie chciałem wylądować tutaj z Tobą, po prostu wciąż szukam sposobu na ukatrupienie Cię - zażartował w swoim niezbyt zabawnym stylu - Zresztą, rób co chcesz, już i tak walnąłem się w głowę o te deski - dodał i zaczął niezdarnie wczłapywać się na ławkę obok dziewczyny.  
-Nie, nie, ależ Ja wcale nie miałem tego na myśli, chodziło mi o to, że Tiara dzieli na przegrani do Ślizgonów, cała reszta do innych domów - dodał złośliwie – YYY...no bo rozumiem, że wygrałem, prawda? - zapytał prowokująco i poruszył porozumiewawczo brwiami. Nie to, żeby naprawdę chciał oberwać, ale czerpał sporo przyjemności z przekomarzania się z dziewczyną i po prostu nie potrafił się powstrzymać. Czekając na jakąś reakcję zaczął przyglądać się jej twarzy i zastanawiać jak właściwie wygląda bez makijażu, bowiem niechcący rozmazała farbę na policzku odsłaniając kawałek swojej bladoróżowej skóry. Chwilę milczenia przerwała im spóźniona puchonka.
- Normalnie to powiedziałbym, żebyś jej nie ufała, to ślizgonka, ale tym razem mówi prawdę - wtrącił gdy jego towarzyszka wyjaśniała nowoprzybyłej wynik meczu – Fakt, jesteś zbyt niebieska, trzeba to zmienić - dodał i wykorzystując element zaskoczenia umorusał nagi policzek dziewczyny żółtą farbą ze swojej dłoni śmiejąc się przy tym do rozpuku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Cze 24 2017, 20:23

- Owszem uroczy. Męski? A próbowałeś w ogóle? - Nie mogła przestać się śmiać. Może to atmosfera niedawno skończonego meczu tak na nią działała, a może tak dobrze czuła się w Jego towarzystwie. Pomijając przyczynę, Erin świetnie się bawiła. Słysząc jego "żart" zaniosła się jedynie większym śmiechem.
- No wiesz, jeśli takie są kryteria to ty jesteś Ślizgonem! - Jąkał się na potęgę, nawet próbując sobie z tego żartować. Ich konwersacja rzeczywiście opierała się głównie na przekomarzaniu i dogryzaniu, ale Fox była z tego powodu zadowolona. Nie chciałaby żeby każda tak wyglądała, ale obecnie sprawiało jej to dużą przyjemność.
- Jeśli myślisz, że możecie z nami wygrać to się mylisz. Jestem rezerwową ścigającą, więc wcale nie jest pewne, że zagram, a ty? - Mieli naprawdę dobrych ścigających, ona wcale nie uważała się za gorszą, ale też nie pchała jakoś bardzo do głównego składu. Z resztą to dość brutalna gra więc nawet rezerwowy często ma szansę pojawić się na boisku.
Przyglądała mu się z tą poważną miną i czerpała nie małą satysfakcję z emocji jakie pojawiały się na Jego twarzy. Zabawnie było obserwować, jak chłopak zastanawia się co zrobił nie tak i czy dziewczyna zaraz nie wstanie i odejściem nie zakończy ich rozmowy.
- Straszna? Gdzie tam, straszna to ja mogę dopiero być. - Uśmiechnęła się do Niego po tych słowach i uniosła jedną brew. On jej jeszcze strasznej nie widział i nie chciałby zobaczyć.
- Kiepsko Ci idzie. Wiesz, zwykle jak chcesz kogoś ukatrupić to to on ląduje na dole. Nie żebym się czepiała, ale na przyszłość zapamiętaj. - Złapała Go pod ramię i pomogła mu się podnieść. Ona była zdecydowanie mniejsza i wygrzebanie się z takiej małej przestrzeni nie stanowiło dla niej problemu, ale chłopak ledwo mógł się obrócić. W końcu to miejsce było przeznaczone na nogi, a nie całego człowieka. Kolejny żart jakoś mało ją bawił. Naprawdę nie rozumiała podejścia innych domów, a szczególnie Gryffindoru. Czasy kiedy takie stanowisko mogłoby być choć częściowo uzasadnione już dawno minęły. Ona najchętniej usunęłaby podział na domy, w końcu one nic wielkiego nie wprowadzały, jedynie rywalizację. Jeśli chodziło o puchar domów to to nie interesowało ją za bardzo. Quidditch to co innego, ale do stworzenia kilku rywalizujących drużyn, wcale nie potrzeba domów.
- Nic nie wygrałeś, chyba, że konkurs na najmniej skuteczne morderstwo. - Pokazała Mu język i skupiła się na dziewczynie, która przyszła. Przez to nawet nie zdążyła zareagować na umazanie jej żółtą farbą. Przez moment na jej twarzy gościło zaskoczenie, ale szybko zostało zastąpione przez złośliwy uśmieszek. Erin ewidentnie coś knuła. Odwróciła głowę w stronę chłopaka i się na niego rzuciła. Kiedy upadła na ławkę, usiadła Mu na brzuchu okrakiem i zdjęła farbę ze swojego drugiego policzka. Niebieski plus żółty równa się zielony. Wiedział to chyba każdy przedszkolak, ale biorąc pod uwagę fakt, że dziewczyna dużo malowała, ten pomysł pojawił się w jej głowie bardzo szybko. Wsmarowała niebieską farbę w twarz chłopaka, sprawiając, że wyglądał teraz jak rasowy Ślizgon.
- Cudnie ci w zielonym. - Rozsmarowała jeszcze , żółtą farbę na swoim policzku, by ta też zrobiła się soczyście zielona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Cze 25 2017, 01:58

zielona.
Na słowa dziewczyny, Eric uniósł dumnie podbródek.
-Jestem Gryfonem, bycie męskim mam wpisane w kontrakt - odparł z butą w głosie i uśmiechnął się widząc rozbawienie w oczach dziewczyny.  
-Co? Jak to? I hej,  bez takich insynuacji mi tutaj, są pewne granice dobrego żartu! - oburzył się gdy dziewczyna odbiła piłeczkę żartu. Gdy zaś rozmowa zeszła na temat Qudditcha, czyli jego ulubiony przedmiot dyskusji wysłuchał słów dziewczyny z powagą.
-Grunt to pozytywne nastawienie - rzekł kiwając głową z bardzo przerysowaną aprobatą - I hej, w sumie to mówię nawet poważnie, gdyby nie pozytywne nastawienie nie grałbym na pozycji ścigającego. Wiesz, co roku przez cztery lata odsyłali mnie z kwitkiem, dopiero niedawno udało mi się dostać do drużyny - wyjaśnił i uśmiechnął się doń ciepło - Jak chcesz, to mogę zrzucić jakiegoś Twojego kumpla z miotły, wtedy może wejdziesz na boisko zanim zdążymy was zmiażdżyć - dodał złośliwie i ukłonił się dając jej do zrozumienia, że czeka na rozkazy.
-Ale chyba nie uważasz, że mógłbym przestraszyć się  kogoś tak drobnego i słodkiego, co? - zapytał papugując jej uniesioną brew.
- To wszystko przez moje nieskazitelne wychowanie, jaki byłby ze mnie dżentelmen gdybym pozwolił Ci wylądować na dole? Ale obiecuję, że wezmę sobie Twoją radę do serca i postaram się stosować do niej w przyszłości  - powiedział z chytrym uśmieszkiem, po czym wzruszył ramionami i dodał:
-Czyli jednak wygrałem- .  
Po chwili okazało się, że zamieszanie wywołane przybyciem Puchonki wydawało się jednak nie grać na jego korzyść, bo pomimo początkowego sukcesu, Ślizgonka niespodziewanie popchnęła go na ławkę pozostawiając go bez żadnych szans na obronę. Gdy zaś dziewczyna posunęła się jeszcze dalej i usiadła mu na brzuchu, na całym jego ciele pojawiła się gęsia skórka, a bebechy zaczęły wygrywać mu marsza. Valentine opowiadała mu o tych całych motylach w brzuchu, ale On nie potrafił sobie wyobrazić co właściwie miała na myśli. Aż do dzisiaj. Na Merlina i wszystkich założycieli Hogwartu razem wziętych, cóż to było za przedziwne uczucie. I dlaczego pojawiło się właśnie teraz? Eric był skołowany, kompletnie nie wiedział co o tym wszystkim myśleć, a Ona nie pomagała! Gdy jej delikatne, miękkie dłonie wylądowały na jego twarzy po prostu zabrakło mu tchu. Nie obchodził go fakt, że ktoś mógłby teraz wziąć go za ucznia Slytherinu, chciał tylko czuć dotyk jej smukłych palców.
-Teraz to się doigrałaś - powiedział gdy już uspokoił oddech, po czym chwyciwszy jej uda wstał gwałtownie i kilkukrotnie okręcił się szybko w miejscu, tak, że przylgnąwszy do siebie prawie znów się przewrócili. Prawie, bowiem Ericowi jednak udało się utrzymać równowagę i cały czas trzymał dziewczynę na rękach.
Zadarł nieco głowę, tak, że ich nosy niemal się dotykały, i uporawszy się z jej rozwianymi włosami łaskoczącymi go po twarzy, spojrzał w zielone oczy Ślizgonki by z zadziwiającą pewnością w głosie wyrzucić z siebie jedno zdanie:
-Chcesz iść ze mną na bal?-.
Byli tak blisko. Ułamek sekundy później zdał sobie sprawę, że chciałby ją pocałować, ale serce waliło mu jak oszalałe i już nie był w stanie się poruszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Cze 25 2017, 02:38

Już nic nie odpowiedziała na te Jego słowa o męskości. Po prostu spojrzała na Niego z rozbawieniem.
- Ależ ten był doskonały Ślizgonku. Nie chciałbyś być ze mną w jednym domu? - Drugie zdanie wypowiedziała nachylając się do chłopaka. Kiedy jednak rozmowa zmieniła tor, a chłopak zaproponował zrzucenie kogoś z jej drużyny z miotły, dziewczyna zrobiła oburzona minę. Żeby ona Go kiedyś nie zrzuciła.
- Ty lepiej pilnuj swojej miotły. - Przy tych słowach Erin dźgnęła Erica palcem w klatkę piersiową. Mimo miny jaką miała, nie można było jednak stwierdzić, że jest zła. W jej oczach wciąż było widać rozbawienie.
Jeśli myślał, że nie potrafi być straszna to się mylił. Nachyliła się do Niego, tak, że tym razem jej usta znajdowały się tuż przy Jego uchu.
- Pamiętaj, że róże miewają kolce. - Jej ciepły oddech połaskotał Go w ucho nim jeszcze zrozumiał słowa, które wyszperała Erin. Chłopak może chciał na to zareagować, ale Rudą była szybsza i po niecałej sekundzie, siedziała już w poprzedniej pozycji ze złośliwym uśmieszkiem.
- Czyli co? Następnym razem ty będziesz na górze? - Dopiero gdy wypowiedziała te słowa, zorientowała się jak one brzmią i parsknęła śmiechem. No nieźle. Dlaczego takie rzeczy w głowie zawsze brzmią jakoś inaczej, mniej dziwnie?
Nie zdążyła jednak znaleźć odpowiedzi na to pytanie, bo po jej ruchu wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet nie wiedziała, kiedy znalazła się w powietrzu. Bez zastanowienia złapała podwijającą się spódnicę, by po chwili zrezygnować z jej ratowania, na rzecz ratowania siebie. Złapała się za ramiona chłopaka i krzyknęła gdy zaczął się obracać.
- Zamorduje Cię! - Wysapała gdy w końcu się zatrzymali. Kręciło jej się w głowie i musiała przymknąć powieki by świat przestał tańczyć jakiś dziwny, niezidentyfikowany taniec tuż przed jej oczami. Spódnica! Szybko ją chwyciła i poprawiła, bo ta musiała się oczywiście choć trochę podwinąć. Może czas zacząć ubierać spodnie.
Dopiero teraz spojrzała na chłopaka i od razu została uderzona pytaniem, na jakie nie była przygotowana. Z początku nic nie powiedziała. Musiała przetrawić to wszystko co się przed chwilą stało, by zrobić miejsce w mózgu na rozpatrzenie zaproszenia.
- Jasne. - Nikt jej jeszcze nie zaprosił, więc właściwe dlaczego nie. A jeśli ma się bawić tak dobrze jak teraz, to nawet jak najbardziej tak.
- A jak Cie rozpoznam? No bo chyba nie przyjdziesz wymalowany na żółto... czy zielono. - Po tym pytanieu spróbowała znaleźć stopami ławkę i na niej stanąć. Nic z tego jednak nie wyszło, chłopak za mocno ją trzymał, a nie stał też tak, by miała łatwy dostęp do czegokolwiek, na czym mogłaby postawić stopy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Cze 25 2017, 05:10

Mimo, że w gruncie rzeczy przestał się już jąkać, to momenty w których dziewczyna nachylała się nad nim sprawiały, że zapominał języka w gębie. W dodatku jeszcze ten dreszcz, który przechodził go po plecach za każdym razem gdy go dotykała. I co właściwie miały znaczyć jej słowa? Brzmiały dziwnie, jakby  kusząco, a jednak nie do końca. Czemu wszystkie dziewczyny muszą być takie enigmatyczne?
-Yyy...ale, że w lochach? Chyba podziękuję, podobno strasznie tam u was zimno, zamarzłbym - odpowiedział całkiem składnie stawiając czoła bliskości Ślizgonki, której kilka sekund później do gustu przypadło zgrywanie oburzonej.  
- Ja tylko chciałem pomóc! - powiedział rozkładając bezbronnie ręce i zrobił niewinną minę. Zresztą wcale nie posiadał nawet własnej miotły, cały czas trenował na szkolnych staruszkach. Miał ochotę uświadomić jej, że teraz będzie musiał przynajmniej spróbować wyeliminować któregoś Ślizgona z gry, żeby nie wyszło, że przestraszył się jej gróźb czy coś, ale uznał, że to w sumie wcale nie byłoby specjalnie zabawne. Eric Henley zaczął myśleć.
-Róże? Wszyscy w Slytherinie jesteście tacy skromni? - odparł złośliwie próbując nie dać po sobie poznać jak upajająco działa na niego ciepło jej oddechu. Chociaż dziewczyna z racji dzielącego ich niewielkiego dystansu tym razem chyba zauważyła jak drgnął pod jej dotykiem. Tak czy owak, musiał przyznać, że w tonie jej głosu odnalazł coś niepokojącego. Mieszankę uwodzicielstwa z groźbą, coś co wydawało mu się być zarezerwowane dla pewnych siebie femme fatele, a Ona nie przypominała nikogo takiego. Bawił się z nią zbyt dobrze by wziąć jej słowa na poważnie. Gdy zaś wybuchła śmiechem na wypowiedź o byciu na górze, Gryfon spalił buraka tak bardzo, że mógłby robić za tło dla godła swojego domu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z faktu jak dwuznacznie to wszystko zabrzmiało.
-Eeee..ale tylko gdybym planował Cię ukatrupić! W żadnej innej sytuacji nie byłbym na górze! Znaczy się nie żebym miał coś przeciwko byciu na górze, mógłbym być na górze, bycie na górze jest ok, tylko, że nie z Tobą, w sensie, że wiesz noo...z Tobą też pewnie byłoby ok, ale nie mówię, że Ja chciałbym być na górze....- zaczął się nieporadnie tłumaczyć, ale dał sobie spokój widząc jak wielki ubaw ma z niego dziewczyna.
Z tym większą przyjemnością dokonał na niej zemsty.
-Całkiem głośno piszczysz podrywając się do lotu, wiesz? W sumie nie dziw, że jesteś tylko rezerwową - powiedział otwarcie nabijając się z jej paniki, która zresztą wydała mu się całkiem urocza. I nie, nie miał zamiaru postawić jej na ziemi dopóki nie odpowie na jego pytanie. Poza tym, wtuliła się w niego tak mocno i tak łapczywie,  że najchętniej już by jej nie wypuszczał. Co najdziwniejsze, po nieudanej i zapewne dość instynktownej próbie odnalezienia stałego gruntu przestała się wiercić i po prostu przyjęła jego zaproszenie.
Eric powstrzymał euforię rozsadzającą go od środka i przekierował ją w ostatni gwałtowny obrót w powietrzu, tak, że gdy – z żalem zresztą -  puścił jej uda, dziewczyna mogła stanąć na ławce przed nim. Teraz ich oczy były na tej samej wysokości.
- Nie, na pewno nie na zielono - zaśmiał się, po czym zastanawiając się nad odpowiedzią na zadane przez nią pytanie, zaczął bawić się kosmykiem jej włosów, a drugą ręką zupełnie nieświadomie objął Ją w talii i nieco przyciągnął do siebie - No nie wiem, może walnę sobie na czole błyskawicę, co Ty na to? Albo przyniosę Ci jakieś specjalne kwiatki, jakie lubisz?- zapytał i choć wciąż nieco drżał z powodu ich bliskości, wydawało się, że niemal całkowicie pozbył się początkowego zdenerwowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Cze 25 2017, 14:02

Erin bawiły Jego reakcje, nie żeby się nabijała, bo to nie to miała na celu, chłopak po prostu uroczo się peszył i nie mogła się powstrzymać przed takimi drobnymi złośliwościami.
- Wyglądam jak kostka lodu? - Na samych korytarzach było zimno, jak to w lochach, ale w salonie i pokojach, były kominki, które dawały wystarczającą ilość ciepła. Głównym problemem dla Gryfona mógłby być co najwyżej brak światła słonecznego. Oni tam na wieży mieli go pewnie pod dostatkiem, u Ślizgonów można było tylko o nim pomarzyć. Z początku to trochę męczące, ale po kilku miesiącach w Hogwarcie, dziewczynie nie przeszkadzał ten półmrok, ani nawet nagle zmiany w oświetleniu, przy wychodzeniu z lochów.
- Nawet jeszcze bardziej, ja to jeszcze nic. - To jak zadrżał, było dla niej swego rodzaju nagrodą. Właśnie takie reakcje próbowała wywołać od momentu, gdy zauważyła, że jej obecność działa na chłopaka. Teraz dostała niezbity dowód, że już na początku rozmowy miała rację.
Zaczęła się śmiać po swoich słowach, ale Jego były jeszcze lepsze. Eric miał szczęście, że przez farbę na twarzy, kolor Jego skóry, obecnie buraczany, nie był tak bardzo widoczny. O ile wcześniej zdołała powstrzymać łzy, teraz po prostu popłakała się ze śmiechu. Łzy rozmazały makijaż pod oczami i teraz miała po prostu zielono niebieską plamę na twarzy.
- No to w końcu jak? Chcesz być na górze czy na dole? - Postanowiła jeszcze trochę się z Nim podroczyć. Przy tych słowach, niby przypadkiem, nachyliła się do przodu, opierając ręce na kolanach. Oczywiście była świadoma co na siebie rano zakładała i wiedziała jak głęboko wycięta jest bluzka. A miała się czym pochwalić.
Jeśli chodzi o wygląd ich twarzy, chłopak wcale nie wyglądał lepiej. Po jej zabiegach kosmetycznych, zmieniających kolor farby na Jego twarzy, miał na niej równie śmieszną plamę jak dziewczyna.
- Małpa. - Tylko tyle powiedziała na Jego czepianie się reakcji. No jak niby miała zareagować? Nie spodziewała się, że Eric postanowi porwać ja w powietrze, a co dopiero kręcić się w kółko.
Kiedy ją odstawił, musiała przytrzymać się Jego ramion by jakoś złapać równowagę.
- Pottera chcesz zgrywać? - Wspominał, że o nim czytał, ale czyżby aż tak przepadał za Złotym Chłopcem. Ona właściwie nie uznawała Wybrańca za kogoś wyjątkowego.
- Kwiaty? Nigdy się nie zastanawiałam nad moimi ulubionymi. - Przygryzła wargę, zawsze tak robiła gdy się nad czymś zastanawiała, jak się denerwowała też. Z tego powodu zwykle ciężko było te dwie rzeczy odróżnić.
- Białe lilie. - Odparła w końcu z dumą w głosie. Uśmiechnęła się do Niego i trzymając się Jego ramion, zeszła z ławki. Ze względu na  ograniczoną ilość miejsca musiała się do Niego praktycznie przytulić.
- Wiesz, że mecz już dawno się skończył? Dobrze by było się stąd wynieść i zmyć te tragedie jakie mamy na twarzach. - Przyłorzyła Mu dłoń do policzka i przejechała po nim kciukiem. Po tym pokazała Mu jak wygląda farba. Miała zielony kolor ze smugami niebieskiego i żółtego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Cze 26 2017, 15:36

Dobrze, dobrze, dziewczyna nie przypominała kostki lodu, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę reakcje które jej zachowanie wywoływało w Gryfonie, ale przecież nie mógł tak po prostu przyznać jej racji, prawda?
-No nie wiem, niby nie, ale większość z was wygląda raczej jakoś tak blado - odparł na słowa swojej towarzyszki, choć w głębi ducha musiał przyznać, że gdyby mógł cieszyć się jej towarzystwem nieco częściej z pewnością nie miałby nic przeciwko kilku niedogodnościom lokalowym. Właściwie to nawet chciał to powiedzieć na głos, ale uznał, że jeszcze pomyślałaby sobie za dużo czy coś. Nie mógł przecież pozwolić, żeby już na wstępie dowiedziała się, że strasznie ją polubił i bardzo zależało mu na kontakcie z nią. Mogłaby się przestraszyć, że tak szybko się angażuje. Tak, dokładnie takie obawy zajęły jakieś dwie sekundy w mózgu Erica, a później palnął:
-Chociaż no, gdybym mógł siedzieć sobie z Tobą wieczorami przy kominku mogłoby być fajnie...yyy... no bo tak lubię siedzenie przy kominku...wieczorami zwłaszcza! W sensie samo siedzenie, ze znajomymi albo coś  - wybełkotał nieskładnie gdy dziewczyna się do niego zbliżyła.
Jakiś czas później, już po jego kolejnym arcymądrym, nerwowym wywodzie dziewczyna zaczęła regularnie zwijać się ze śmiechu. Nie wiedział jak na to zareagować i co o tym myśleć. Cieszyć się z tego, że nie pomyślała, że On pomyślał o tym o czym oboje pomyśleli czy obrazić się z powodu totalnego nabijania się z jego niepewności? Sprawy nie poprawiła również zmiana pozycji przez dziewczynę, która teraz eksponowała swój dekolt. Eric włożył naprawdę ogrom wysiłku by utrzymać wzrok na wysokości jej oczu, ale koniec końców i tak zupełnie wbrew sobie zdarzyło mu się kilkukrotnie spojrzeć w kierunku piersi Ślizgonki. Za każdym razem karcąc się przy tym w myślach.
- Na górze - odparł zebrawszy się na odwagę, był w końcu Gryfonem, nie mógł truchleć przed każdą napotkaną dziewczyną - A jak Twoje preferencje? - dodał odbijając piłeczkę. Chciała grać w ten sposób, to niech teraz ma.  
- Małpa? To chyba najmilsze z przezwisk, którymi mnie dziś nazwałaś - powiedział dając jej do zrozumienia, że wolałby być jakimś orangutanem niż Ślizgonem. Tak naprawdę nie uważał wszystkich zieloniastych za zło wcielone, ale jego doświadczenia z reprezentantami tego domu od samego początku w Hogwarcie nie były najmilsze, dlatego był do nich odrobinę uprzedzony.
-A co? To dość charakterystyczny znak, z pewnością zauważyłabyś mnie z daleka - odparł na jej słowa o Potterze, jednego z największych bohaterów w historii Wielkiej Brytanii, dosłownie żywą legendę - Poza tym fajny z niego gość, gdyby nie pokonał Voldemorta miałbym teraz trochę przerypane  - stwierdził celowo wspominając o swoim statusie krwi, choć nie do końca wiedział czemu, jakiś kompleks czy coś?
-Jesteś dziewczyną, musisz mieć jakieś ulubione kwiaty - rzekł z rozbawieniem słysząc niepewność w jej głosie. Gdy zaś przygryzła wargę rozmyślając nad odpowiedzią, Eric zaczął zastanawiać się czy zdawała sobie sprawę z faktu z tego jak uroczo w tej chwili wygląda.
-Czekaj, ale, że takie ślubne? Wiesz, bardzo Cię lubię i nawet mi się podobasz, ale no...nie wiem czy mój status krwi jest odpowiedni dla szacownej uczennicy Slytherinu - powiedział z udawanym smutkiem na twarzy gdy dziewczyna zeskoczyła z ławki niwelując i tak już niewielki, dzielący ich dystans.  
Zadziaławszy odruchowo chwycił delikatnie jej dłoń, którą pokazywała mu jak okropny kolor miał właśnie na twarzy i spojrzał jej głęboko w oczy. Reakcja ciała Gryfona na połączenie ich palców przekroczyła wszystkie granice, a On już nawet nie starał się tego zakamuflować. Dziewczyna nie mogła nie dostrzec tego jak jego oddech przyśpieszył i stał się o wiele płytszy niż wcześniej, gdy jeszcze się do niego nie przytuliła. Znał tę dziewczynę od zaledwie kilkunastu minut, a czuł jakby mógł i co najważniejsze chciał, spędzić z nią w takiej pozycji choćby całe popołudnie. Oczywiście dopóki w końcu nie doszedł do niego sens jej słów.
- Mecz! - rzucił jakby wyrwany z transu i ścisnął mocniej jej dłoń - Muszę kogoś ukatrupić, przepraszam! Do zobaczenia na balu! - powiedział i rzucił się do ucieczki by dorwać swojego przyjaciela na boisku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Cze 26 2017, 17:13

- Tak masz rację, kominki są świetne. - Po prostu nie mogła jej nie bawić nieporadność chłopaka. Może rzeczywiście, ktoś mógłby Mu zarzucić brak męskości, ale dla niej takie zachowanie było po prostu urocze.
- Moje? No nie wiem, mnie chyba byłoby wygodnie na dole. Ale nie lubię monotonii. - Jej to pytanie nie ruszało. W przeciwieństwie do Erica odpowiedziała od razu, a w jej głosie można było wyczuć pewność, ale też coś jakby rzucała Mu wyzwanie.
Uniosła brwi na jego podsumowanie określeń, jakimi Go dzisiaj obdarzyła.
- Naprawdę uważasz, że bycie Ślizgonem to aż taka zła rzecz? - Trochę ją to zabolało. Tak jakby każdy Ślizgon musiał być psychopatą mordercą.
- Potter zginąłby już jako niemowlę gdyby nie jego matka, a później pomagała mu cała reszta. Sam w sobie był gorzej niż przeciętny. - Nie przepadała za ludźmi, którzy sami nie potrafią osiągnąć celu, i muszą wykorzystywać do tego innymi. Sama czasem wykorzystywała ludzi, ale nie robiła tego cały czas, potrafiła sobie radzić sama. W jej mniemaniu tak właśnie postępował Złoty Chłopiec. Gdyby nie grono ludzi wokół niego, którzy co rusz wyciągali go z opresji, zginąłby przy pierwszej lepszej okazji. Dziewczyna wyłapała też to, że nadmienił w rozmowie swój status krwi. Nie okazała jednak by jej to przeszkadzało. Nie była uprzedzona i mimo pochodzenia z rodziny czystokrwistej, zupełnie nie obchodziło jej czy ktoś jest czysty czy nie ( ku niezadowoleniu rodziców). Zastanowiła się tylko co miały na celu słowa chłopaka. Czyżby chciał ją sprawdzić? Pokazać, że jest uprzedzona i nie różni się od Jego wizji Ślizgonow? No to przykro jej bardzo, ale nie wyszło.
- Pytałeś o ulubione kwiaty, nie o okazję. Wymieszaj z czerwonymi, też lubię. - Odpowiedziała Mu, podsuwając rozwiązanie problemu. Nie jej wina, że akurat kwiaty, które zwykło się kojarzyć ze ślubami, upatrzyła sobie jako ulubione.
Obserwując reakcję chłopaka, wpadł jej do głowy pomysł. Z jednej strony to co zamierzała zrobić, było tylko miłym gestem, ale patrząc na jego zachowania i stan w jakim właśnie się znajdował, było to też delikatnie złośliwe. Stanęła na palcach i pocałowała do w policzek. Nie długo później chłopak przeskakiwał przez barierkę i gnał w stronę jeszcze stojących drużyn na boisku.
- Do zobaczenia. - Pożegnała się krótko i ruszyła do zamku.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 350
  Liczba postów : 378
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Paź 14 2017, 22:58

Nigdy nie interesował się quidditchem. Nie grał nigdy z rodzeństwem, nie kibicował domowi w szkole, nie czytał sportowych sekcji w gazetach. Szkolne zawody nadal guzik go obchodziły, ale jak się okazywało, obecność opiekuna domu na trybunach, była jakąś niepisaną zasadą. Wszyscy z góry zakładali, że tam będzie, a to, że ma w tym czasie milion ciekawszych i przede wszystkim ważniejszych rzeczy do roboty, było dla nich czymś niepojętym. Egzystowanie obok bezużytecznych idiotów było nieprawdopodobnie męczące.
W końcu jednak, dla świętego spokoju, przyszedł. Tłumaczenie dlaczego go nie było, przez kolejny miesiąc, jakoś go nie podniecało. "Koledzy"-nauczyciele potrafili być czasem bardziej irytujący niż uczniowie.
Znudzony do granic możliwości pojawił się o czasie na profesorskich trybunach i z politowanie przyglądał się rozprawiających o meczu podekscytowanym podobno dorosłym ludziom. Zjechał spojrzeniem profesora Forestera - opiekuna Gryffindoru, który planował chyba nawiązać jakąś pogawędkę o asach swojej drużyny.Nie miał dla tego człowieka za grosz szacunku. To Edgar musiał nadrabiać braki, które po lekcjach z Foresterem mieli uczniowie Hogwartu. Teraz kiedy patrzył na tego skretyniałego, podnieconego, Odyn raczy wiedzieć czym, staruszka, wcale nie dziwił go poziom wiedzy hogwartczyków.
Zbył starszego profesora jakimś dobitnym komentarzem i usiadł gdzieś z boku, dając wszystkim do zrozumienia, że nie będzie szczędził sarkastycznych, nieżyczliwych komentarzy, jeśli do niego zagadają. Bez emocji oglądał cały mecz, nie reagując w ogóle na kolejne gole Slytherinu, faule, czy stracone bramki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 350
  Liczba postów : 378
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Trybuny   Yesterday at 23:53

Praktycznie nie zwracał uwagi na to, co działo się na boisku. Uwagi innych nauczycieli o jakimś niesportowym zachowaniu jego wychowanków spływały po nim jak po kaczce. Sam i tak nic nie zarejestrował, a poza tym noe dokońca rozumiał działania fauli w grze, w której czterech graczy miało za zadanie zrobić reszcie krzywdę.
Zainteresowało go dopiero pojawienie się obscurusa. Podniósł się powoli z ławki, uważnie obserwując Manese. Był świadkiem podobnej sytuacji tylko dwa razy w życiu - w Syrii i na Dominikanie, ale nigdy nie widział tak potężnego obcurusa, a raczej tak dojrzałego obscurodziciela.
Długo się jednak nie napatrzył, bo po chwili Ślizgonkę spowiła czarna mgła, szybko rozprzestrzeniająca się na całe boisko i trybuny. Odruchowo sięgnął po papierosy, ale pusta kieszeń przypomniała mu, że od 12 dni nie pali. Uwolniona energia śmigała sobie w najlepsze, a wokół zrobiło się zupełnie ciemno, co uniemożliwiało trochę sprawną ewakuację. Jeszcze gdyby tak inni zechcieli współpracować i zachowali względny spokój. Kiedy niewidzialna siła zachwiała trybuną, wybuchła panika. Niewielka, ale i tak uwłaczająca dorosłym ludziom, z którymi przecież siedział. Z drugiej strony, czy go to w ogóle dziwiło...
Edgar chciał się powoli wycofać, ale nie zdążył. Ktoś go popchnął, a on potykając się o ławkę, wleciał na niską barierkę, prawie spadając z trybun. Złapał się w ostatniej chwili, czując jak serce podskakuje mu do gardła. Bardzo źle. Szybko sięgnął do kieszeni po eliksir uspokajający, ale ponownie został potrącony i fiolka wypadła mu z drętwiejących już palców. Dźwięk tłuczonego szkła doszedł go jakby zza ściany. Nie czuł nóg, nie byłby w stanie powiedzieć czy jeszcze stoi czy już leży. Jego ciało ogarnął przyjemny chłód. Po chwili nie czuł już nic.

//zt
--------------------------------------
Edgar jest w śpiączce. Zakładam, że jakaś dobra, ogarnięta dusza go znalazła i przetransportowała do Munga. Obudzi się 4.11. Korzystajcie z wakacji (wykład z run był oczywiście przed meczem).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 Similar topics

-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-