IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szatnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Szatnie   Sob Cze 12 2010, 14:17

First topic message reminder :


Szatnie
Dość duże pomieszczenie, z wielkimi oknami, zazwyczaj jednak zasłoniętymi, by nikt nie mógł podglądać przebierających się w środku uczniów. Przy dwóch ścianach stoją ławki, z haczykami nad nimi by móc powiesić na nich ubrania, a także niewielkie szafeczki. Znajdą się też prysznice i umywalki, by gracze mogli się odświeżyć po wyczerpującej grze. Jedne drzwi prowadzą prosto na boisko. To właśnie tamtędy drużyna wychodzi na mecz.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Pon Gru 23 2013, 18:20

Amelia postanowiła zwiedzić Hogwart. Z braku jakiegoś konkretnego zajęcia na święta, nie wiedziała kompletnie co ma ze sobą zrobić. Poznanie zamku "od podszewki" wydawało się całkiem ciekawym pomysłem. Postanowiła zacząć od błoni, a konkretniej od boiska Quidditcha. Samo w sobie boisko widziała już wiele, wiele razy, jednak nigdy nie była w szatni. Nie grała w szkolnej drużynie, toteż nie miała zbyt wielkiej okazji do poznania tego sportu "od kulis". Więc.. szatnie. Weszła do jednej z nich z lekkim uśmiechem na twarzy, rozglądając się dookoła. Przez chwilę nie zauważyła dziewczyny, nie usłyszała szlochu, tak głośno waliło jej serce. Otworzyła jedną szafkę - pusta, drugą - pusta. W trzeciej natomiast znalazła zestaw ratowniczy każdego przyzwoitego gracza - butelkę Ognistej i jakiś sok z czarnej porzeczki. Uśmiechnęła się pod nosem i nagle podskoczyła, odsuwając się możliwie najdalej od miejsca, w którym coś się poruszyła. Dopiero teraz zauważyła jakąś biedną dziewczynę, siedzącą na podłodze, płaczącą. Zdziwiła się, że ktoś mógł akurat wybrać sobie to miejsce na wylewanie swoich smutków. Wzruszyła tylko ramionami i zerknęła na dziewczynę jeszcze raz. Odezwać się, nie odezwać? Zapytać czy wszystko w porządku? Wreszcie zdecydowała się podejść do niej i kucnąć obok.
- Wszystko w porządku? - spytała, dotykając delikatnie dłonią jej kolana. Skąd wzięła się u niej ta dobroć i miłość? Może to przez to, że sama bardzo, ale to bardzo jej potrzebowała. To po pierwsze. Po drugie.. dziewczynka spodobała się Amelii, inaczej, niż zwykła koleżanka. Nie wiedziała rzecz jasna jakiej jest orientacji, pierwszy razy widziała ją w ogóle w tej szkole, jednak spodobała jej się. Skoro nie okaże się także homoseksualna - albo przynajmniej bi - to panna Wotery może sobie chociaż odrobinę poflirtować z tą dziewczynką. Oczywiście, jeśli uda jej się sprawić, coby dziewczyna nie robiła kałuży na podłodze z jej łez i nie zanosiła się tak potwornie od płaczu. Zdziwiła się, że ludzie tak potrafią. Ona sama nie płakała prawie nigdy. Jeśli już płakała, to nie był to szloch, nie było to wycie, a po prostu łzy spływające po policzku. Płakała bezgłośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : zewsząd
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 51
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5488-charlie-finn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5490-huckleberry-finn-ma-corke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6093-czarli-fin#172771




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Pon Gru 23 2013, 18:54

Była zbyt zajęta rozdzieraniem od środka klatki piersiowej, żeby usłyszeć czyjeś kroki w szatni. Nie spodziewała się również żadnego towarzystwa - sama musiała włamać się do szatni, ale nie zamknęła drzwi z powrotem za sobą. Komu mogłoby przyjść do głowy, żeby pojawić się w takim miejscu, tuż przed świętami? Hogwart był głównie pusty, a błonia nieszczególnie zachęcające dla większości uczniów.
Jednak nagle drgnęła, czując, jak ktoś dotyka jej kolana i pyta, czy wszystko w porządku. Otworzyła zaczerwienione ślepia. Ledwo widziała cokolwiek przez łzy. Poczuła gorycz w gardle. Nie powinno tak być. Przed nikim nigdy nie była słaba. Nie odsłaniała się tak. Nie rozklejała się tak bez powodu.
No właśnie, powodu.
- Ktoś mnie zaatakował - powiedziała roztrzęsionym głosem. Kłamała gładko, przychodziło jej to z łatwością. - Był jakiś popierdolony, chciał mnie zabić, nie wiem.
Pociągnęła nosem i uniosła złamaną rękę. Zaczynała powoli puchnąć.
- Próbował mnie uderzyć, ale nie trafił. - Wskazała na wgniecioną szafkę. - Ale ja też zdążyłam mu przyłożyć. - Pokazała jej rozkrwawione knykcie. Przestała płakać niemal natychmiast, jakby ktoś wcisnął guzik "wyłącz". Zamrugała, pozbywając się ostatnich łez, które teraz musiały już tylko wyschnąć na policzkach.
- Rozjebał mi gnata. Znaczy złamał rękę. I spierdolił.
Pokiwała energicznie głową.
- Dobrze, że na niego nie trafiłaś.
Dopiero teraz przyjrzała się dziewczynie bliżej. Wyglądała jak porcelanowa laleczka. Z butelką Ognistej w dłoniach.
- Znasz jakieś zaklęcia medyczne? Boli jak skurwysyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Pon Gru 23 2013, 21:36

Może i dziewczyna była dobrym kłamcą, jednak Amelia nie była aż tak łatwowierna. Z powątpiewaniem słuchała opowiastek nieznanej koleżanki, wiedząc doskonale, że wymyśla je na poczekaniu. Cóż, najwyraźniej nie chciała powiedzieć jej prawdy, co wcale nie było dziwne dla panny Wotery, sama nie lubiła zwierzać się ze swoich kłopotów przed kimkolwiek, a co dopiero przed nowo co poznaną osobą. Uśmiechnęła się do niej lekko, chcąc dodać jej otuchy.
- Przykro mi. Skoro tak mówisz, to faktycznie dobrze, że nie trafiłam na tego człowieka - westchnęła ciężko, rozglądając się dookoła i podchodząc z niechęcią do drzwi, aby przekręcić w nich zamek. Nie chciała, żeby ktoś wszedł tutaj, gdy wszędzie panował taki ogromy harmider. Spojrzała jeszcze raz na dziewczynę, zastanawiając się czy zna jakieś zaklęcie, które mogłoby jej pomóc. Kiedyś jakieś tam obiło jej się o uszy, jednak nie miała zbyt dobrej pamięci. - Mogę spróbować, ale nie gwarantuję, że przyniesie to oczekiwane efekt - mruknęła cicho, podchodząc do nieznajomej i pochylając się nad nią. Odstawiła butelkę Ognistej na podłogę tuż obok siebie i wyciągnęła różdżkę z kieszeni szaty, bo właśnie ją miała dziś na sobie. Oby tylko nie rozkojarzyła się w złym momencie, oby tylko się nie rozkojarzyła. Nabrała powietrza w płuca z głośnym świstem.
- Episkey - wymówiła formułę zaklęcia z jak największym skupieniem. O dziwo wydawało się, że działa. Rany na rękach dziewczyny zaczęły się powoli goić. Przydatne zaklęcie. Nauczyła się go, o ile dobrze pamiętała, na drugim roku studiów. Jej zdaniem nie było ono oczywiście potrzebne, jednak popatrzmy, jakie to zaklęcia mogą przydać się nam w różnych momentach życia. Przez głowę przeszła jej myśl, że po każdej pełni z pewnością będzie używała go na samej sobie. Westchnęła ciężko, starając się nie dać po sobie poznać, że coś ją gnębi. W końcu to nie ona miała taki dziwny problem, jak ta oto siedząca na podłodze dziewczyna. - Proszę, załatwione - uśmiechnęła się przyjaźnie, wstając i odsuwając się kawałek od dziewczyny. Nie chciała, żeby poczuła się ona w jakikolwiek sposób osaczona. Jeśli to co opowiadała mogło okazać się prawdą, to z pewnością wiszenie panny Wotery nad jej głową nie pomagało ani trochę. - Mogę Ci jeszcze jakoś pomóc? - normalnie pewnie nie zadałaby takiego pytania, jednak dzisiaj, w ten magiczny, świąteczny czas jej serce stało się chyba odrobinę, ale tylko odrobinkę, bardziej czułe na ludzkie krzywdy i problemy. Może to też przez to, że sama nie miała ostatnio zbyt udanego życia i chciała się chociaż na chwilę oderwać od swoich zmartwień? Któż to może wiedzieć..

Dziewczyny porozmawiały przez chwilę, a potem każda, jak na grzeczną osóbkę przystało, wróciła do swojego dormitorium.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Pon Mar 17 2014, 20:47

Elsa, choć zachowywała pozory, wcale nie miała ochoty na wieczne przedłużanie przedziwnej gry w kotka i myszkę. Przynależność do domu Slytherina do czegoś ją zobowiązywała, nie znalazła się tam bez powodu. Była wystarczająco sprytna, aby wybadać kiedy Reyes postanowi odbyć samotny trening. Znajomości z Kanady okazały się wystarczające, a Rousvelt zadbała o to, aby nic nie wyglądało podejrzanie. Miała mu coś do przekazania w tempie ekspresowym, polecenia od nauczyciela, cokolwiek, nie miało to większego znaczenia. W szatni pojawiła się wcześniej, stwierdzając, że ma nawet trochę czasu na poprawienie makijażu. Nie dopieszczała go zbytnio, poprawiła jedynie równe kreski i musnęła usta błyszczykiem. Oparła się wygodnie o szafki, krzyżując ręce na piersiach. Była raczej pewna i zdecydowana, chciała wreszcie przyprzeć bruneta do muru i wycisnąć z niego ostateczną decyzję, czy choćby pogląd na ich wspólną sprawę, inny niż ciągłe powtarzanie zdań, w których figurowało słowo "niebezpieczeństwo". Irytowało ją to całe zawieszenie w przestrzeni po ostatnim spotkaniu. Zresztą, brakowało jej trochę ryzyka.
Raczej nie grała zbyt fair, wybierając śliczną, granatową sukienkę, idealnie komponującą się z jej figurą, a do tego wydobywającą jeszcze bardziej barwę tęczówek. Cóż, szkoda było nie skorzystać z broni oczywistej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Czw Mar 20 2014, 01:34

Miał mieć trening przed meczem ze Znikaczami. To oczywiste, że musiał się na nim pojawić. Mimo, iż był tylko w rezerwie. Czuł, że to jego obowiązek. Poza tym... po ostatnich wydarzeniach w swoim życiu potrzebował ruchu jak niczego innego. Był jego tlenem, adrenaliną, morfiną i uzależnieniem jednocześnie. Wyładowywał agresję podczas ćwiczeń, ruchu, przeskakiwaniu po murach, dachach czy poręczach. Musiał gonić za czymś, co było nieosiągalne, a wcale tego nie chciał. Wolał więc robić coś bardziej pożytecznego i mniej bezsensownego. Pragnął namiastki logiki w swoim życiu. Sprawiedliwości, poukładania tego wszystkiego w odpowiednie rządki. Segregacja podstawą egzystencji. Nic z tego jednak nie było mu dane, a los śmiał mu się w twarz. To demotywowało, deprymowało. Ale brnął w to wszystko dalej i głębiej. Wciągał się w coś, co dawało mu realną szansę na to, iż może być najlepszy. BYŁ NAJLEPSZY. Poświęcał na to więcej czasu niż inni. Ale nigdy nie był z tego powodu doceniany. No, na ostatnim treningu poszło mu całkiem dobrze, ale nie na tyle, aby przejść do głównego składu. To był dramat sam w sobie, bo był wiecznie nienasycony.
Sprawa z Elsą krążyła nieustannie wokół jego umysłu, ale nie potrafił się zdobyć na żaden konkretny krok, gest czy decyzję chociażby. Po tamtym spotkaniu w pubie nie odzywał się, sądząc, iż jak zwykle życie samo wszystko za niego ułoży. Tak bardzo się mylił. Bo kiedy wchodził do szatni, jego uwagę przykuła stojąca w niej wila. W pięknej sukience, sama w sobie jak zwykle olśniewająca. Stał tak chwilę w miejscu, przy wejściu, jak ostatni debil, po czym potrząsnął głową i skierował się pod jedną ze ścian. Udając, że cała sytuacja w ogóle nie ma dla niego znaczenia, zaczął się rozbierać. Musiał się przecież odpowiednio ubrać do treningu. Nieważne.
- Przyszłaś podawać mi ręczniki? - spytał w końcu, stając bokiem do niej, ni to prezentując swoje nagie plecy, ni to tors. Uśmiechnął się lekko, jak gdyby był zadowolony ze swojego głupiego żartu, za który może sowicie zapłacić. Ostatnio de Rosuvelt była na niego zła i nie sądził, aby to się tak nagle zmieniło. On jednak nie potrafił znieść tego ciśnienia. W ten sposób próbował rozładować gęstą atmosferę, która tak bardzo mu ciążyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Czw Mar 20 2014, 03:49

Katherine była już po treningu Znikaczy z Hogwartu. Dzielnie odbijała praktycznie wszystkie tłuczki i machała swoją pałką, która dla niej po prostu była świętością. Należała do niej, nie do reprezentacji szkoły a w dodatku posiadała jej inicjały. Dostała ją w prezencie od swojego surowego ojca i był to dla niej cudowny prezent. Czasem komuś potrafi ładnie przywalić tą oto pałką. Lądując ponownie na ziemi i zmierzając ze swoją miotłą do szatni nawet nie próbowała siebie wąchać, po prostu jechało od niej potem i to strasznie. Od razu odstawiła miotłę obok swojej szafki z napisem K. Russeau i udała się pod prysznic by tam zmyć z siebie cały ten bród. Trochę jej to zajęło, a więc nic dziwnego, że gdy opuściła kabinę prysznicową to już w szatni był gracz przeciwnej drużyny, Jack Reyes. Na razie jednak nie wiedziała o tym. Spokojnie wytarła swe ciało ręcznikiem a potem lekko przeciągnęła nim po swoich włosach, które od razu zwinęły się w lekkie, ale nadal mokre spiralki. Ubrana była w biały podkoszulek i sportowe luźne spodnie, które idealnie podkreślały jej sylwetkę, mimo tego że nie była żadną pół-wilą. Właśnie wyszła spod prysznica gdy dostrzegła Jacka.
-Jack. Szybko jesteś. Trening się chyba jeszcze nie zaczął. Dopiero kończyliśmy- wyjaśniła krótko i na temat. W dodatku ośmieliła się nawet lekko do niego uśmiechnąć.
-Pamiętasz co mi obiecałeś? Liczę, że dotrzymasz słowa. Trzeba trenować ostro przed meczem. To nasz priorytet, że trafiliśmy do reprezentacji- powiedziała pewnym siebie tonem, dopiero potem dostrzegła, że nie są tutaj sami, bo stoi tu ta blondynka o irytującym spojrzeniu ubrana w sukieneczkę i jakoś zbytnio wystrojona jak na trening.
-Lalka pomyliłaś chyba lokale, to szatnia. Tutaj się trenuje, nie paraduje w sukience i zabiera cenny czas graczom- powiedziała otwarcie do dziewczyny. Na nią nie działały żadne moce wil, więc mogły sobie one zdobywać facetów w bardziej prosty sposób niż ona i ich mamić, ale ona miała taką wilę zupełnie głęboko w czterech literach. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się z wyższością. Przeczesała palcami mokre włosy po czym sięgnęła po swoją różdżkę. Będzie musiała je zaraz porządnie osuszyć nim opuści szatnię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Czw Mar 20 2014, 13:24

Patrzyła na niego zupełnie neutralnym wzrokiem. O dziwo fakt, że byli sami nie uderzył w nią i nie odrzucił z wielkim impetem jej marnej cierpliwości. Serce co prawda przyspieszyło, ale tego mogła się spodziewać. Nie oniemiała, nie straciła rezonu. Uśmiechnęła się, gdy próbował udawać, że ją ignoruje. Wolno przejechała wzrokiem po jego ciele. Dała zbić się na moment z tropu, gdyż tym razem to ona wpatrywała się w niego jak urzeczona. Na krótką chwilę straciła kontrolę i poddała się kolejnemu przebłyskowi. Wspomnienie wieczoru w Kanadzie znów okazało się silniejsze. Jednak zderzała się z nim tyle razy, że zdążyła nauczyć się, jak skutecznie odepchnąć i zachować twarz. Nie zdążyła odpowiedzieć, jedynie zaśmiała się dźwięcznie na jego pytanie. Uciekał, znów uciekał. A potem pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna, która śmiała przerwać jej plan. Kurwa, wypierdalaj.
Elsa drgnęła, usłyszawszy jej głos. Na gniew wili mocnych nie było, raczej nie była w stanie opanować swojej wściekłości, tym bardziej że zalała ją momentalnie. Spojrzała na Ślizgonkę, nie kryjąc pogardy. Widziała ją teraz w roli paskudnego karalucha, który raczył przerwać kolację.
- O proszę. Mamy chyba najlepszą kandydatkę do podawania ręczników - odpowiedziała, uśmiechając się słodko. Groteskowo, bo ze złością wszystko się potęgowało. Różdżka spoczywała sobie spokojnie w torebce, ale Elsę aż świerzbiło, żeby jej zaraz trzasnąć jakimś cudnym urokiem. Powstrzymywała się jednak, próbując zachować spokój. Poniekąd jej to wychodziło, bo nie wrzeszczała i nie szamotała się. Stała w tym samym miejscu, a jedyną podjętą walką była bitwa słowna. Określenie "lalka" podsyciło płomień.
- Niunia, nie tocz piany z pyska, bo się, nie daj Merlinie, zakrztusisz - odpowiedziała chłodno, unosząc lekko głowę do góry i krzywiąc nieco usta. - Graczom trzeba czasem podnieść morale, złotko. Swoją drogą, może zaprowadzić cię do szatni Znikaczy? - zapytała, unosząc brwi. Ewidentnie miała problem ze znalezieniem drogi do właściwej przebieralni. - Widzę, że sama nie potrafisz tam trafić. Gdybym wybierała się na trening, poszłabym właśnie tam - powiedziała, odpychając się od szafek, aby skierować swoje kroki do wyjścia.
- No nic. Skoro jesteście związani obietnicami, życzę miłego spełniania - dodała na odchodnym, wyciągając zgrabnie różdżkę z torebki, aby niedbałym ruchem nadgarstka wykonać czar. - Acusdolor - mruknęła pod nosem, wysyłając zaklęcie w Katherine. - Defigo - dodała, mrużąc oczy z przeraźliwą satysfakcją. Utrwaliła zaklęcie, żeby mieli więcej roboty z jego zdjęciem.
Miała dość. Nawet jeśli nie była to wina Reyesa, nie miała zamiaru dać się więcej ośmieszyć w jego towarzystwie. Nieważne, w jaki sposób, zawsze kończyła na przegranej pozycji. Dość. Poprzysięgła sobie, że nie wyśle do niego więcej listów. Nie miała zamiaru szukać go i dowiadywać się o jego zajęciach. Nie miała zamiaru biegać za nim, jak jakiś cholerny piesek za swoim właścicielem. Rzuciła mu ostatnie spojrzenie, uśmiechnęła się smutno i wszyła na błonia. Chłodne powietrze, chyba tego potrzebowała.

//zt. Pozdrawiam serdecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Nie Mar 23 2014, 00:03

To był jakiś koszmar. On tu sobie po prostu... po prostu chciał się przebrać na trening. Porozmawiać z Elsą, skoro już się tutaj zjawiła. Ale zamiast tego wszystkiego przyszła chodząca niespodzianka w postaci Kat, która gadała i gadała, a na koniec rzuciła mięsem w kogoś, kogo chyba widziała pierwszy raz na oczy. Cóż, Jack był jedynie facetem, więc pierwsze, co mu przyszło do głowy to ZAZDROŚĆ, oczywiście, że o niego! Ach, taki rozchwytywany towar, no nie pogadasz. W każdym razie wywrócił oczami na docinki obu panien i bez skrępowania rozbierał się dalej, w końcu przywdziewając odpowiedni strój do treningu. Jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał gadki obu niewiast, w końcu postanowił coś wtrącić.
- Widzę Russeau, że nie potrzebujesz mojej pomocy, skoro jesteś w Znikaczach. Czyżby prysznic z trenerami? - spytał niezbyt zadowolony z przebiegu całej sytuacji, dlatego był... no, trochę niemiły i złośliwy, tak to określmy. Bo hej, niedawno mówiła mu, że chciałaby się dostać do rozgrywek a teraz nagle jest w drużynie i uczęszcza na treningi? Coś tu jest wyraźnie nie tak.
Mimo to średnio go to wszystko interesowało i tylko przyglądał się bajecznej kłótni, która miała tutaj miejsce. Uniósł jednak wysoko brwi widząc, iż de Rousvelt traktuje młodszą ślizgonkę zaklęciem. Takie zabawy tylko u uczniów ze Slytherinu, doprawdy! Jeszcze bardziej się zdziwił, widząc brunetkę całą w bąblach po ukąszeniach i wychodzącą, raczej rozwścieczoną wilę. I kto musi po tym bałaganie posprzątać? ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE ON.
Gdy blondynka wyszła, zaczął szukać swojej różdżki po torbie, co nie było takim trudnym zajęciem. A potem, w związku z tym, iż był studentem w klasie wyżej od dziewczyny, która opuściła ich towarzystwo, zdjął z Kat zaklęcie, a potem pozwolił jej za pomocą czarów wrócić do poprzedniego wyglądu. Chowając swój magiczny patyk rzucił jedynie ostrzegawcze spojrzenie w stronę Russeau, by potem chwycić za miotłę i wyjść na boisko.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34245
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Szatnie   Nie Mar 29 2015, 12:49

Jackson dzisiaj wyjątkowo się nie spieszył. W Hogwarcie siedział już od kilku dni i przygotowywał się do zbierania wielkanocnych kart. Stworzył swoją właściwie dopiero na miejscu i teraz wisiała ponad nim, tuż nad dziesiątkami ławek w szatni na opodal boiska. Bowman Wright obserwował uważnie Jacksona, który niezbyt przejęty faktem jego istnienia wpatrywał się ze znużeniem w drzwi, jakby modlił się o cierpliwość do ludzi, którzy przecież mieli walnie zaraz się tutaj zebrać. Niestety mógł wybrać tylko jedną osobę, która miała mu pomóc, a i tak sam ten fakt wydał mu się dziwacznie niepotrzebny. Sądził, że jego zadanie jest najprostsze ze wszystkich i naprawdę nie ma sensu, aby on sam tu był. Może powinien zostawić ochotnikowi kartkę z instrukcjami? Nie marudząc w myślach więcej niż to było konieczne dla zaprzestania, westchnął i oparł się o metalową szafkę na przedmioty osobiste. Więc kto będzie pierwszy? Chłopak czy dziewczyna, dorosły czy uczeń? Nie mogąc się wręcz doczekać, zaczął bębnić nerwowo palcami o udo, zupełnie tak, jakby w jakiś sposób miało to umilić mu oczekiwanie, ale niestety nie mógł na to liczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Nie Mar 29 2015, 19:24

Nie do końca ogarniając, w co właściwie się wplątuje, ruszyła do szatni w chwili, w której dowiedziała się o jakiejś podejrzanej zabawie. Chociaż odruch ten był wyjątkowo spontaniczny i po drodze zastanawiała się jeszcze przez moment, dlaczego w ogóle to robi, sądziła jednocześnie, że odrobina podejrzanej zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Chyba. Nie była pewna, kto był organizatorem, ani czy to w ogóle nie był jedynie jakiś popaprany żart studencki. Nie miała jednak wiele do stracenia - w razie czego potrafiła się bronić i mieszać w głowach. A jeśli przypadkiem uda jej się zdobyć coś wartościowego, będzie musiała przyznać, że było warto poświęcić kilka godzin swojego życia. Do środka weszła dość ostrożnie. Dostatecznie wiele razy widziała numer z kubłem nad drzwiami i inne pierdoły tego pokroju, żeby zastanowić się dwa razy przed wparowaniem gdziekolwiek siłą rozpędu. W środku nie było jednak niczego zaskakującego poza... facetem. Siedział tam, wyraźnie znudzony, a nad jego głową wisiała karta z Wrightem. Smaczny kąsek dla kogoś, kto lubi zbierać takie rzeczy. Czyżby to właśnie była nagroda? Jeśli tak i uda jej się ją zdobyć, być może uda jej się opylić ją jakiemuś kolekcjonerowi kart w Hogwarcie. Zawsze to dodatkowe kilka galeonów.
- To co? Pogadamy o zasadach? - zapytała tylko, darując sobie przywitanie. Czuła, że jest tu wyłącznie w interesach i nie było sensu niczego rozwlekać. Spojrzała na mężczyznę wyczekująco. Nie zamierzała marnować jego czasu i miała nadzieję, że on odwdzięczy się tym samym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34245
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Szatnie   Nie Mar 29 2015, 20:47

Jackson siedział w szatni jak ten ostatni pedofil, a ta myśl wcale mu się nie podobała. Co z tego, że szatnia była tylko jedna, a na rozwidlenia dzielące chłopców od dziewcząt nawet nie spojrzał, bo znajdowało się sporo dalej? Tak czy siak źle widział to całe zadanie jak i konieczność oczekiwania tutaj na jakiegoś chciwego małolata, który przyszedłby tutaj tylko dla przedmiotu, który miał uzyskać. Gdzieś tam daleko w tej dobrej stronie swojej osobowości wierzył, że niektórzy chcieli się czegoś nauczyć, ale nie miała ona większego dojścia do słowa w tym momencie. Maruda pełną parą.
Jackson spojrzał leniwie na Nashword, jakby jej obecność tutaj stanowiła dla niego jakąś większą zagadkę po czym przeciągnął się i podniósł zmaltretowaną miotłę, którą do tej pory wciąż trzymał tuż przy swojej nodze, na podłodze szatni.
- Nie ma o czym gadać. - stwierdził, jakby to była prawda ostateczna i zmierzwił długie, ciemne włosy, które opadały mu na oczy, odchylając je do tyłu przez co zabawnie zaczęły sterczeć na czubku głowy. - Podaj mi swoje imię i właściwie to ja Ci powiem co masz zrobić, jak Ci nie będzie szło to Ci pomogę, a jak zrobisz wszystko porządnie to dostaniesz coś w nagrodę. Proste, łatwe i przyjemne.
Faktycznie, sam mężczyzna sądził, że nie ma w tym nic trudnego, ale czy i dla Rains wszystko okaże się być takie banalne? Zaraz miało się okazać, a Jackson w głębi duszy wcale nie życzył jej źle.
- Więc dalej dziewczynko, pokaż mi jak oporządza się miotłę. - wyciągnął w stronę Nashword rękę i podał jej miotłę,  a potem zestaw klipsów do prostowania witek. - Zapinasz je na wszystkich witkach, które w jakiś sposób się pokrzywiły, potem naciągasz i zaklęciem utrwalasz efekt. Wystarczy stuknąć różdżką, klipsy zrobią wszystko za Ciebie. Polerowanie to chyba nic trudnego, prawda? Trzymaj szmatkę. Okrężnymi ruchami najpierw ścierasz wierzchnią warstwę brudu, a potem nakładasz odrobinę pasty Fletwooda i polerujesz drugą stroną ścierki rączkę miotły. Wybacz, mam tylko jedną, więc jakoś musisz sobie poradzić. Trudne? Nie sądzę, więc dawaj i miejmy to już za sobą.

Kostka - prostowanie witek:
1 i 2 - Trochę się zakręciłaś. Zapięłaś klipsy w odpowiednich miejscach i naciągnęłaś wszystko tak jak powinnaś, ale zaklęcie zadziałało odrobinę zbyt dobrze. Witki miotły zrobiły się tak sztywne, że z całą pewnością nie uleciałaby ona ani metra. Jackson szybko wszystko naprawił i zaprezentował Ci jeszcze raz ruch nadgarstka polecając, abyś poćwiczyła go na swojej miotle, bo poszło Ci całkiem nieźle. Praktyka czyni mistrza.
3 i 4 - Coś poszło zdecydowanie nie tak jak powinno. Witki za żadne skarby nie chciały dać się schwycić klipsami, a gdy już po kilku minutach męczarni udało Ci się je złapać to z kolei nie dałaś rady odpowiednio ich naprostować. Jackson spędził parę chwil na tłumaczeniu Ci wszystkiego od nowa i zademonstrował jak powinno to wyglądać. Następnym razem na pewno pójdzie Ci lepiej.
5 i 6 - Robiłaś już to kiedyś, prawda? Jackson widzi, że nie masz najmniejszego kłopotu z czymś tak banalnym jak prostowanie witek, dlatego bez dalszego zwlekania nakazuje Ci przejść do polerowania, gdzieś po drodze kiwając głową z uznaniem.

Kostka - polerowanie rączki:
1 i 2 - Starłaś warstwę brudu w sposób profesjonalny, ale coś oczywiście musiało pójść nie tak. Nabrałaś odrobinę pasty na szmatkę, ale jakimś dziwnym trafem pomyliły Ci się dwa końce szmatki i całe to paskudztwo, które wcześniej pokrywało rączkę ponownie się na niej znalazło, tym razem ulizane warstwą pasty. Kilka minut zajęło Ci mechaniczne wypolerowanie jej na błysk, ale poza paroma smugami wyglądało to całkiem nieźle.
3 i 4 - Kompletna katastrofa. Niedokładnie starłaś zabrudzenia i kierowana dziwaczną zapalczywością nabrałaś zdecydowanie zbyt wiele pasty. Kilka minut intensywnego polerowania na nic się zdało, bo wszystko wciąż ślizgało Ci się w dłoniach. Jackson musiał pomóc Ci w doprowadzeniu miotły do stanu używalności, ale jednocześnie sypał pożytecznymi radami jak z rękawa, więc chyba nie wszystko stracone, bo dowiedziałaś się kilku ciekawostek na temat konwersacji mioteł.
5 i 6 - Idealna precyzja pozwoliła Ci bezproblemowo usunąć zabrudzenia na rączce oraz wypolerować ją na błysk w sposób niepozostawiający żadnych wątpliwości o Twojej wiedzy w tym zakresie. Nawet Jackson zdawał się być pod wrażeniem tego jak wszystko zrobiłaś i zdobył się na pochwałę, której wcześniej nie przewidywał. Możesz być z siebie dumna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Nie Mar 29 2015, 21:10

Ahahahahahaha. xD

Nashword zmierzyła faceta wzrokiem. To było cholernie niezręczne i tylko fakt, że stanowiło część jakiegoś śmiesznego konkursu co nieco poprawiał sytuację. Choć niewiele. I nagle Ślizgonka poczuła przemożną ochotę roześmiania się, choć jedynie lewy kącik jej ust uniósł się w górę. Reszta emocji pozostawała pod ścisłą kontrolą. Słabo byłoby wyśmiać kogoś, kto mógł jej coś zaoferować i póki co Nashword święcie wierzyła, że mimo dziwacznych okoliczności nie były to usługi seksualne.
- Jestem Rains - przedstawiła się szybko w odpowiedzi na jego prośbę. Słuchała go dalej w milczeniu, ale im dłużej tam stała, tym bardziej niezręczny okazywał się ten mężczyzna. On nie tylko mógł czuć się jak pedofil. On brzmiał jak rasowy pedofil, choć Rains już dawno przekroczyła wiek, który mógłby go zainteresować. - Z tym przyjemnym to się jeszcze okaże - mruknęła pod nosem, słuchając go dalej. Niczego nie dostawało się za darmo i Nashword doskonale o tym wiedziała. Musiała tylko usłyszeć, czego w zamian chce ten mężczyzna.
- Zatem mówisz, że mam... wypolerować ci trzonek? - parsknęła w końcu, czując, jak ironia tej sytuacji leje się na nią z sufitu. - No dobra.
Przez myśl przemknęło jej tylko, że chyba trafiło jej się najbardziej perwersyjne zadanie całego tego... turnieju? Dobrze, że przynajmniej znała się na rzeczy. W kwestii mioteł, oczywiście. Zręcznie chwyciła przedmiot, rozsiadła się na pierwszej wolnej powierzchni i zanim oboje zdążyli choćby mrugnąć, wszystkie witki były już idealnie wyprostowane. Rains zerknęła tylko przelotnie na mężczyznę, choć nie potrzebowała żadnego potwierdzenia, że robi wszystko dobrze. Może i nie latała zbyt często, ale potrafiła docenić i dobrą grę, i dobry sprzęt, o który trzeba było odpowiednio dbać. Gdy tylko wszystkie witki były już rozprostowane, wytarła jedną stroną szmatki całą rączkę, a kiedy uznała ją za dostatecznie czystą i błyszczącą, chwyciła za pastę i drugą, czystą stroną wypolerowała idealnie całość z taką precyzją, że co niektórzy mogliby wyśmiać jej pociąg do kobiet. Cóż, musiałaby im wtedy powiedzieć, że to właśnie w tym szczególnym przypadku zręczne palce grają największą rolę. Oglądając jeszcze swoje dzieło, powoli wyciągnęła rękę z miotłą w kierunku mężczyzny.
- Voilà - rzuciła, posyłając mu szybki uśmiech.

Kostki: 5, 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34245
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Szatnie   Pon Mar 30 2015, 16:41

Jackson nie był pewien co ma sobie myśleć o zachowaniu Rains. Pedofilem nie był, a do starego zboczeńca też było mu daleko. Fakt, że brzmiał dwuznacznie i być może odrobinę nieodpowiednio jakoś mu umknął, ale to było bardzo w jego stylu. Znaczy gapiostwo, pseudo pedofilia może też, to już nie jemu oceniać. W każdym razie w ogóle nie zdawał się być poruszony jej odpowiedziami, a wręcz wciąż był zwyczajnie znudzony. Mieli pod ręką tylu zawodników Quidditcha, a musieli wybrać eks sędzię, który w dodatku wcale nie miał na to wszystko ochoty. Pogratulować, organizatorzy.
- Nie mnie, słonko, miotle. Na polerowanie mojego trzonka jesteś trochę za młoda. - rozwiał ostatecznie jakiekolwiek wątpliwości i dwuznaczność jaka mogła ponownie zawisnąć między nimi, ale wreszcie się uśmiechnął. Co prawda w odrobinę złośliwy sposób, ale jednak.
Przyglądał się spokojnie jak Rains kolejno prostuje witki i czyści rączkę miotły. Skoro ona nie czuła potrzeby, aby upewnić się, że dobrze wszystko zrobiła to i Jackson nie chciał się kłopotać i po prostu przechylił lekko głowę w bok, aby dodać do tego obrazka przebiegły uśmieszek.
- To nie wszystko, mała. - rzucił i zamachał jej przed nosem dłonią z kompasem, który montowało się na miotłach. Podczas gry w Quidditcha na pewno z tego nie skorzysta, ale może kiedyś zapragnie „przelecieć” się gdzieś dalej? Umiejętność zakładania takiego sprzętu zawsze się przydaje.
- Zorientuj się jak się go zakłada i przyczep go do rączki, a przy okazji powiedz mi kim był Wright i dlaczego znalazł się na mojej karcie.

Kostka - montaż kompasu:
1 i 2 - Sprawiłaś staremu perwersowi dziwaczną przyjemność, bo wreszcie Twoja perfekcyjność w konwersacji miotły odeszła do lamusa. Niespecjalnie wiedząc jak masz zabrać się za montowanie kompasu, najpierw przez kilka chwil mu się przyglądałaś. Dostrzegłaś dokręcane uchwyty i zaczepiwszy je na właściwym miejscu starałaś się je przykręcić ręcznie. Nic z tego nie wyszło i ostatecznie Jackson musiał stuknąć w nie swoją różdżką. Nie obyło się również bez odpowiednio uszczypliwego komentarza na temat niemagicznego myślenia.
3 i 4 - Och, porażka zdaje się być niedopowiedzeniem. Nie miałaś zielonego pojęcia co masz zrobić z tym kompasem i po kilku próbach doczepienia go do miotły musiałaś pogodzić się z porażką. „Pedofil” nie czekał długo i wszystko szczegółowo Ci opisał, jednocześnie prezentując praktyczne zastosowanie swoich rad. Na pewno nie dasz rady zapamiętać wszystkich szczegółów, którymi Cię zarzucił, ale następny montaż kompasu na pewno nie nastręczy Ci większych trudności.
5 i 6 - Czy jest coś czego nie umiesz? Kompas fachowo znalazł się na miotle, a ty po raz kolejny udowodniłaś, że znasz się na rzeczy i niepotrzebna jest Ci czyjakolwiek pomoc, szkolenie czy jakakolwiek nauka w zakresie konserwacji miotły (nawet Jackson musiał to przyznać).

Kostka - poprawność odpowiedzi:
parzysta -  „GG, easy”. Pytanie było banalne, a Twoja odpowiedź udowodniła, że nie znalazłaś się w tej szatni tylko po to, aby wypolerować Jacksonowi trzonek. Zabłysnąwszy wiedzą zasypałaś opiekuna szczegółami, o których przeciętny właściciel karty nie miał zielonego pojęcia. Pozazdrościć oczytania.
nieparzysta - Niestety nie mogłaś przypomnieć sobie kim był ten cały Wright i dlaczego do diaska wisi on właśnie na Twoją głową. Sterta papierów w jego ramionach mogła podpowiedzieć Ci tylko tyle, że był wynalazcą, ale taka odpowiedź nie satysfakcjonowała Jacksona. Rzucił sobie jakąś uszczypliwą uwagą na temat Twojego niedouczenia, ale zaraz wyjaśnił Ci wszystko tylko po to, abyś mogła strzelić facepalma, gdyż to wcale nie było trudne pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Szatnie   Pon Mar 30 2015, 20:13

"Za młoda" było najmniejszą przeszkodą, bo znacznie bardziej liczyło się "niechętna lesba", ale wspomniana zdecydowała się nie ciągnąć tej idiotycznej dyskusji. Ostatecznie nie po to tu przyszła, nawet jeśli żarty w temacie były zabawne w ten głupi, mało śmieszny dla normalnych ludzi sposób. Jej duma szybko jednak przygasła w obliczu tego, co później kazał jej zrobić Jackson i nie szło z tego ani żartować, ani chociażby podjąć próby udanego zakończenia całej sprawy. Nigdy, przenigdy nie montowała kompasu na miotle i nie miała o tym najmniejszego pojęcia, a mężczyzna najwyraźniej nawet nie zamierzał zasugerować dobrej metody. Dopiero po kilku nieudanych próbach wyjaśnił co nieco, ale nie miało to już większego znaczenia dla tego konkretnego kompasu. To było całkiem zabawne, jak szybko totalne zwycięstwo mogło zmienić się w kompletną porażkę.
- Dzięki - mruknęła tylko pod nosem, nie zamierzając tłumaczyć się, że to akurat robiła po raz pierwszy i nic dziwnego, że poszło jej do kitu. Obiecała sobie jednak, że następny kompas założy idealnie. Grunt to czegoś się nauczyć. Chociaż miała nadzieję, że to koniec porażek, przypomniała sobie jeszcze o reszcie pytania mężczyzny i zdębiała. Cóż, kojarzyła tego faceta, kojarzyła jego nazwisko, chyba coś wynalazł, ale... Kim on, do cholery, był?
- To tyle, jeśli chodzi o perfekcyjność - rzuciła tylko, godząc się z tą klapą.

Kostki: 4, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34245
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Szatnie   Sro Kwi 01 2015, 16:33

Nieprzyzwoita przyjemność, którą mu sprawiła swoją porażką powinna być prawnie zakazana. Nie powinno go to tak bawić, ale w pewnym sensie cieszyło go to, że Rains nie jest jakimś wszechwiedzącym dziewczęciem, bo chyba zacząłby się o siebie bać, bo sam często okazywał się bardziej niedouczony niż większość mogłaby przypuszczać. Znał się za to na miotłach i Quidditchu, dlatego wyłuszczenie metod montażu kompasu i wyjaśnienie kim był Wright nie nastręczyło mu większych trudności, a nawet sprawiło mu pewną przyjemność. Kiedy o tym opowiadał oczy mu błyszczały i wręcz biła z niego pasja, jakiej nie można było w nim ujrzeć zbyt często. Kiedy skończył, na moment zapadła cisza, ale nie niezręczna, a przynajmniej nie dla Jacksona. Przez chwilę ważył w dłoniach miotłę nim odłożył ją na ławkę i wstał z niej niespiesznie.
- Wiedziałaś całkiem sporo, więc myślę, że zasługujesz na nagrodę. - stwierdził rzeczowo, a wręcz dość sucho, po czym wyciągnął różdżkę i wycelował nią w sufit. Karta Wrighta spłynęła gładko do jego lewej dłoni magicznie się pomniejszając.
- Trzymaj, na pamiątkę. - rzucił do Rains kartę po czym podniósł miotłę, na której wciąż widniał kompas, który sam założył podczas tłumaczenia dziewczynie jak to działa.
- Proszę bardzo, teraz jest Twoja. - poinformował dziewczynę i wcisnął jej w ręce miotłę wraz z kompasem i zwyczajnie wyminął Nashword, aby opuścić szatnie. Nareszcie już po wszystkim.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Szatnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-