IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Obserwatorium astronomiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Obserwatorium astronomiczne   Czw Sie 14 2014, 18:19


Obserwatorium astronomiczne


Umieszczone na obrzeżach Londynu, idealne miejsce do nocnych wycieczek. W środku znajdują się w nieregularnych odstępach rozmieszczone specjalne teleskopy, dzięki którym można swobodnie oglądać niebo.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Paź 23 2015, 17:02

Nie miał zbyt wiele czasu na wymyślenie tego dokąd mogliby pójść. Jak tylko zniknęła mu z oczu w ministerstwie zastanawiał się na tym, ale nic mądrego nie przychodziło mu do głowy. Pomysł z obserwatorium pojawił się nagle i zanim zdążył wybić to sobie z głowy stanęła przed nim ponownie. Zawsze mógł jej przypomnieć, że miała mu pokazać Anglię z innej strony niż sam zdążył ją poznać, ale to jeszcze zdąży zrobić. Wziął ją za rękę, aby z nią teleportować, a w następnej chwili byli już na miejscu. Nocy jeszcze nie było, ale jemu to zupełnie nie przeszkadzało. Zawsze mogli spędzić trochę czasu w spokoju, a dopiero później poobserwować niebo przez teleskopy. Był tutaj wcześniej kilka razy, więc wiedział doskonale gdzie chce ją zabrać. W jednej sali wyświetlane były różne projekcje nieba, a fotele można było na różny sposób ustawić tak, żeby wybrać dla siebie najlepszą pozycje, od siedzącej po leżącą. A ciągle zmieniająca się projekcja dawała naprawdę fajny efekt. Nie wiedział czy i Isolde przypadnie to do gustu, ale zawsze mogli zmienić miejsce.
- Poczekaj chwilkę - powiedział jak tylko znaleźli się w środku i poszedł porozmawiać z chłopakiem, którego dobrze znał ze swoich wcześniejszych wizyt tutaj. Zamienił z nim kilka słów, aby za chwilę z powrotem znaleźć się przy niej - Spodziewałaś się, że zabiorę Cię w takie miejsce? - spytał, prowadząc ją jednym z korytarzy, aby dojść do odpowiedniej sali. Panowała w niej ciemność, ale zaraz rozświetliła się trochę kiedy pojawiła się projekcja dodając miejscu swoistego uroku.
Przez cały trzymał ją za rękę i było to przyjemne uczucie. Nie wiedział jak bardzo była na niego zła za to, że się przez te kilka dni nie odzywał i jej unikał. Bo nie łudził się, że było inaczej, ale jakoś nie mógł podjąć tego temu, aby jakoś to wyjaśnić. Zaraz zacząłby się plątać i myślami powędrował do Kato, a teraz nie było to wskazane. Byłoby mu o wiele prościej gdyby chłopak nie pojawił się na jego drodze. Tym nie chciał się teraz zajmować. Był tutaj z Isolde i to jej chciał poświecić swój czas i wszystkie myśli. Miał nadzieję, że jej się tutaj spodoba, chociaż liczył się z tym, że mogła oczekiwać czegoś innego. Wtedy zawsze mogli zmienić miejsce, jednak miał nadzieję, że zostaną tutaj chociaż kilka chwil. Najchętniej od razu zamknąłby ją w swoich ramionach i przed jakiś czas jej nie wypuszczał, ale powstrzymał się przed tym. Delikatnie ją pocałował, tym razem pozwalając sobie, aby to trwało dłużej niż w ministerstwie. Był w końcu sami, z dala od niepożądanych spojrzeń innych. Wiedział też, że nikt im nie przeszkodzi. Zadbał o to, żeby w dniu dzisiejszym na drzwiach zawisła karta, że sala z jakiegoś ważnego powodu jest nieczynna.
- Kiedyś lubiłem tutaj przychodzić, aby odpocząć, dawało mi to dziwny spokój, ale ostatnio zapomniałem o tym miejscu - pomógł jej zdjąć płaszcz i odłożył go na jeden z foteli. Ze swoim zrobił to samo. Przyjemnie mu było tutaj wrócić szczególnie, że dla odmiany nie był sam. Projekcje ciągle się zmieniały, ale nie był nimi zainteresowany w najmniejszym stopniu. Próbował wyłapać coś w spojrzeniu Isolde co pomogłoby mu stwierdzić czy nadal jest na niego zła albo w jakim stopniu ma do niego żal, że nie znalazł chwili na napisanie choćby kilku słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Paź 23 2015, 21:13

Nie cierpiała teleportacji łączonej, zawsze potem przez dłuższą chwilę miała zawroty głowy i czuła się skołowana. Wczepiła się mocno w Berysa, myśląc sobie, że owszem, takie porwanie jest bardzo romantyczne, ale zdecydowanie nie lubi teleportacji łączonej.
Kompletnie ją zaskoczył. Kiedy otworzyła oczy, zdała sobie sprawę, że znajdują się przed obserwatorium astronomicznym. Jeśli nie liczyć tego w Hogwarcie, nigdy w żadnym nie była, nie znała się na gwiazdach zbyt dobrze, choć zawsze tego żałowała, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo i myśląc o jego budzącej lęk obojętności i niezmienności.
Stała przy drzwiach, kiedy Berys coś załatwiał, powoli zdejmując z szyi szal i rozpinając płaszcz. Po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że nie wygląda tak, jak by chciała wyglądać na randce z Fairleyem. Delikatny makijaż był na swoim miejscu, ale ubrana była praktycznie, w płaszcz, dopasowane dżinsy, sięgające niemal do kolan zamszowe buty z indiańskimi koralikami i gruby niebieski sweter, ściągnięty w talii paskiem. Nie miała zamiaru się tym przejmować, ale gdy tak obserwowała Berysa, nasunęła się jej refleksja nad całą tą sytuacją. Nie odzywał się tyle czasu, pozwolił jej zachodzić w głowę, co właściwie jest nie tak, tęsknić, zastanawiać się, czy była tylko kaprysem, którego pożałował już w chwili, kiedy się pożegnali, a może nawet wcześniej. Teraz był czuły i spragniony jej towarzystwa, ale naprawdę nie miała ochoty pojawiać się i znikać w jego życiu, kiedy sobie tego zażyczy. Ale przecież niczego sobie nie obiecywali, prawda? Nie mogła się dogadać sama ze sobą, nie mogła sprecyzować, co czuje i czego oczekuje od Fairleya, dlatego postanowiła pozostać czujną, ale jednocześnie pozwolić sobie na spędzenie miłych chwil w jego towarzystwie. W końcu to on przyszedł do niej, a nie ona do niego. Mogła pójść na drobne ustępstwa bez szwanku dla własnej dumy, mimo że nadal miała do niego żal o to, że nie znalazł chwili, by napisać choć kilka słów, które pozwoliłyby jej nie zadręczać się smutnymi rozmyślaniami.
- Nie, ale już mi się podoba - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, nieco bledszym niż jeszcze kilka chwil wcześniej, ale nadal ciepłym. Pozwoliła mu poprowadzić się do jakiejś sali, w której było tak ciemno, że w pierwszej chwili Isolde mocniej ścisnęła dłoń Berysa, bojąc się, że na coś wpadnie. Na szczęście po chwili zapaliły się pierwsze gwiazdy i dziewczyna mimowolnie westchnęła. To miejsce było idealne. W głębi duszy miała nadzieję, że zabierze ją gdzieś, gdzie po raz pierwszy będą mogli być tylko we dwoje, bez żadnych świadków. Tutaj nie tylko byli sami, ale też otoczeni tysiącami gwiazd i Isolde poczuła, jak jej złość powoli się ulatnia, mimo że nadal czuła posmak rozczarowania, którego doświadczyła wcześniej.
Czując ciepło jego warg, uśmiechnęła się w półmroku i oddała pocałunek. Nie trwał on długo, ale zdecydowanie dłużej niż ten przelotny całus, którego skradł jej w ministerstwie. Z jednej strony chciała dać mu do zrozumienia, że ma mu za złe te kilka dni milczenia i omijania jej łukiem, z drugiej nie chciała zachowywać się jak rozkapryszona smarkula, która wymyśliła sobie, że będzie jej księciem z bajki i pewnie już zaczęła planować ślub, a z trzeciej... z trzeciej po prostu bardzo się cieszyła, że są tu razem.
- Cieszę się, że mnie tu zabrałeś - powiedziała, oddając mu swój płaszcz i wpatrując się w projekcje nieba. Nie miała pojęcia, jak to działa, nie miało to nic wspólnego z magią, a Isolde znała tylko magiczny świat. Czuła na sobie jego spojrzenie, ale nie miała odwagi ani go pocałować, ani zepsuć nastroju wyrzutami, dlatego zadarła głowę i splotła ramiona na piersi, patrząc na gwiazdy i przygryzając nerwowo dolną wargę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Paź 23 2015, 22:13

Przyjemnie było mieć Isolde obok siebie i zastanawiał się jak na własne życzenie odmawiał sobie tego przez ostatnie dni. Żałował coraz mocniej, że nie napisał choć kilku słów wyjaśnienia. Jednak wszystko miało być inaczej, a wyszło jak zawsze. Miał wrażenie, że wytworzył się między nimi jakiś mur i choć nie był on wielki to i tak stanowił granicę, która była wyczuwalna. Był chyba tylko jeden sposób, aby się go pozbyć, ale nadal odwlekał ten moment. Zamiast tego wolał wpatrywać się w jej oczy i zastanawiać się nad tym w jaki sposób mogłoby wszystko wrócić do tego jak było w galerii. Czuł jakby nie minęło kilka dni, a wręcz miesięcy w czasie których wydarzyło się zbyt wiele i teraz nie mogli na siebie spojrzeć jak wcześniej. Męczące i nieprzyjemne to było uczucie, chciał się go pozbyć jak najszybciej, ale to wcale nie było proste.
Wiedział gdzie jego myśli krążyły przez ten czas, ale zupełnie nie wiedział jakim torem podążały te Isolde. Szkoda, że zapomniał, że jednak nie jest sam. Nie mógł powiedzieć, że zna ją dobrze, bo tak nie było. Niewiele o niej wiedział, ale niektóre rzeczy właściwie bądź mniej właściwie udało mu się wyczytać między wierszami, kiedy to kolejny wieczór spędzali przy łóżkach chorych dzieci. Mistrzem ukrytych przekazów nie był, ale przy Isolde zaczął wyłapywać i pamiętać rzeczy o które sam siebie nie podejrzewał wcześniej.
- Cieszę się, że mnie zaprosiłaś - może i dla kogoś z boku mogłoby to się wydawać dziwne, ale przecież nikogo takiego tutaj nie było. Było to zresztą wszystko prawdą ona go zaprosiła, a on wybrał miejsce - Zawsze mogłaś… - wiedział co chciał powiedzieć, ale słowa zaczęły mu uciekać. Jeszcze tego mu brakowało - Powinienem napisać albo wyrwać się z oddziału na chwilę, przepraszam - przyciągnął jej dłoń do swoich ust, aby ją pocałować. Wiedział, że to nadal mało, ale nic więcej w obecnej sytuacji nie mógł zrobić. Usprawiedliwiania się nie lubił u innych, więc i odpuścił to sobie w swoim wykonaniu. Przeprosił, co nie przyszło mu łatwo, jednak nie było to wymuszone. Było szczere i mógł jedynie liczyć na to, że Isolde właśnie w taki sposób to odbierze.
Przyciągnął ją do siebie i przytulił, takiego ciepła potrzebował. Dziwne to, bo jeszcze kilka dni wcześniej nie zanosiło się na to, że tak będzie. Jakiś czas był przecież sam i przez tamten okres nie było mu to potrzebne, nie tęsknił za ciepłem drugiego ciała. A teraz go potrzebował i nie chodziło tutaj o kogokolwiek. Nie nazywał tego co zaczynał czuć do Isolde. Nie próbował zrozumieć na jakiej zasadzie to wszystko funkcjonuje i czy to tylko coś przelotnego co zgaśnie szybciej niż zapłonęło, czy coś na dłużej. Uważał, że to najprostszy sposób do zabicia wszystkiego. Nie chciał tego, wolał aby niektóre sprawy działy się same. Poddawać się im i pozwolić sobie na to, aby kontrola nad sytuacją... aby jej nie mieć. Nie dopuszczał do tego od jakiegoś czasu, od nastu lat, więc to samo w sobie dało mu do myślenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Paź 23 2015, 22:54

Była zła na siebie za to, że tak dobrze się czuła w jego towarzystwie. Nie chciała tego, chciała wypchnąć złość i żal na pierwszy plan, dąsać się i wmawiać sobie, że Berys nie jest nikim szczególnym, że jego zachowanie wcale jej nie dotknęło, bo przecież wcale jej nie zależy, ale... to byłoby kłamstwo. Jego obecność, jego ciepło i fakt, że stali tu obok siebie, w ciemności, otoczeni tysiącami nieprawdziwych gwiazd, które musiały być jakimś tajemniczym mugolskim wynalazkiem, sprawiały, że czuła się zdumiewająco dobrze. Żal pozostał, ale z każdą chwilą coraz bardziej bladł i nawet jeśli czuła się niepewnie i głupio, to wiedziała, że to stan przejściowy. Że wszystko się jakoś wyjaśni, ułoży i że summa summarum będzie to miły wieczór. Drażnił ją ten zakamarek serca, w którym wciąż pulsowało rozżalenie, który nie pozwalał jej zapomnieć, że ostatnie kilka dni spędziła zamartwiając się i próbując zrozumieć zachowanie Fairleya, który w końcu sobie o niej przypomniał i jak gdyby nigdy nic, zjawił się w ministerstwie.
Nie znali się dobrze i Isolde uzmysłowiła sobie to z całą mocą w ciągu tych kilku dni, kiedy próbowała złożyć wszystkie informacje, które miała, w jakąś sensowną całość. Merlinie, może on miał jakieś inne życie, życie, o którym nie wiedziała? Jak Zachariasz. Wiedziała, że to idiotyczne, zakładanie, że znowu padnie ofiarą kłamstwa, pół-prawdy albo zatajenia, ale tak naprawdę nie wiedziała o Berysie nic. Mogła powiedzieć kilka słów o jego charakterze, ale nie znała nawet ulubionego koloru, zespołu czy imion rodzeństwa.
Nie mogła się nie uśmiechnąć. Wzruszyła lekko ramionami.
- Pierwszy raz w życiu wymusiłam na kimś, żeby mnie zabrał na randkę. Nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie - mruknęła z lekkim rozbawieniem, tylko odrobinę zażenowana swoim wystąpieniem tam, w ministerstwie. W ostatecznym rozrachunku chyba oboje byli z tego zadowoleni, więc nie było sensu tego roztrząsać. Nie spodziewała się przeprosin. Gdy ujął jej dłoń i pocałował, cała irytacja, żal i niezadowolenie z samej siebie nagle się rozwiały, a serce zalała fala ciepła. - Powinieneś - przyznała po prostu, bez złośliwości czy pretensji w głosie. - Ale myślę, że nie będę się gniewać - dodała żartobliwie, ciepłym tonem, po czym pogłaskała go po policzku. Lubiła, gdy jego zarost kłuł opuszki palców.
Objęła go mocno za szyję, wtulając się z rozkoszą w jego ciało. Rzadko kiedy czuła się taka drobna i bezpieczna zarazem. Oddychała zapachem jego ciała i było jej po prostu dobrze. Tak bardzo potrzebowała takiej bliskości, tak bardzo za nią tęskniła. Nigdy by nie sądziła, że taką chwilę będzie dzieliła właśnie z Berysem Fairleyem, nemezis jej matki, starszym o dwadzieścia lat i uprzedzonym do niej od chwili, gdy ją zobaczył. Głaskała go delikatnie po karku, po czym odszukała jego usta i pocałowała powoli, zmysłowo, nie spiesząc się nigdzie, nie zastanawiając, czy ktoś ich nie przyłapie. Co chwilę odrywała się od jego warg i powracała do pocałunku, leniwie i czule, wodząc palcami po jego twarzy. - Nigdy cię nie widziałam ani z brodą, ani z gładko ogolonego. Zdradzisz mi, jak to możliwe, że ilekroć cię widzę masz ten trzydniowy zarost? - szepnęła, niemal dotykając wargami jego warg i śmiejąc się cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sob Paź 24 2015, 09:51

Pozwalał sobie na coś, czego przez ostatnie lata odmawiał za każdym razem jak tylko pojawiło się na horyzoncie. Szczęście nie było czymś na co zasłużył, ale w dziwny sposób odnajdował to przy Isolde. Nie chciał jej składać obietnic bez pokrycia, mówić wielkich słów, które byłyby puste i za którymi niewiele by się kryło. Nie sądził, że o to chodziło. Nie chciał, aby w tym kierunku ich znajomość zmierzała. Nie chciał kłamstw i słów bez pokrycia, obietnic składanych tylko dlatego, że być może tak wypada. Nie chodziło też o to, aby całą swoją przeszłość wyłożyć i czekać na reakcję drugiej osoby. Tego byłoby zbyt wiele jak na jeden raz. Wcześniej był niepewny tego czy nie jest dla Isolde tylko jakimś przelotnym wyskokiem, który miał być jednorazową zabawą. Jednak kiedy zaprosiła go na randkę rozwiała wszelkie wątpliwości. Nie posądzał jej o to, że mogłaby go okłamywać. Może i nigdy nie padło pytanie o to czy ma kogoś, ale skoro już znaleźli się tutaj razem jasnym dla niego było, że nie ma w jej życiu nikogo kogo darzy jakimś szczególnym uczuciem. Nie chodził teraz o rodzinę czy przyjaciół. Nie uważał, że wszystko zawsze trzeba powiedzieć głośno, dopowiedzieć do samego końca. W niektórych gestach i czynach widać było o wiele więcej. Mistrzem odczytywania takich znaków nie był, ale niektóre były bardzo jasne i klarowne, przynajmniej w jego odczuciu i zawsze przyjmował, że inni mają tak samo jak on.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz - nie zauważył nawet kiedy zmęczenie odeszło. Jeszcze w ministerstwie nie czuł się najlepiej, a teraz jakby wstąpiły w niego nowe siły. Mógł tylko podejrzewać, że to wszystko było jej sprawką. Nie mógł powstrzymać uśmiechu na jej kolejne słowa. Podziałały łagodząco, ale wolał w tym momencie niczego nie obiecywać. Chociaż na usta cisnęło mu się, że to ostatni raz, że więcej nie zostawi jej bez słowa. Nie chodziło o to, że planował zostawienie jej na kolejne dni i ponownie pojawienie się jakby nigdy nic. Wolał pokazać to czynami, bo za słowami niewiele się kryło. Zresztą nie wiedział czy nie zabrzmiałoby to na wymuszone, a tego też nie chciał.
Kiedy spotkał się z nią pierwszy raz nie sądził, że ta znajomość potoczy się w takim kierunku. Bardziej obstawiał, że w końcu otwarcie pokłócą się na szpitalnym korytarzu, a później zrezygnują i ze zwyczajowych grzeczności. Los był jednak przewrotny, a Berys myślał o tym, że z nikim innym nie chciałby teraz spędzać czasu. Podobało mu się to delikatne gładzenie po karu, a na pocałunki odpowiadał z żarliwością. Świadomość tego, że nikt im nie przeszkodzi była uspokajająca i pozwalała mu skupić się tylko na tej chwili - I nie zobaczysz. Są zaklęcia, które każdy facet przeliteruje lepiej niż swoje imię. A co marzy Ci się zobaczenie mnie z malowniczą brodą do pasa?
Pociągnął ją lekko w stronę foteli i zamiast pozwolić jej usiąść pierwszej sam zajął miejsce. Było to niegrzeczne i wiedział o tym, ale jak inaczej miała mu usiąść na kolanach? Pozwolił jej znaleźć wygodną pozycję, a sam dostosował się do niej. Ręką gładził ją po boku, pozwalając swoim palcom na powolną wędrówkę po jej ciele. Żałował tylko, że Isolde zdecydowała się dziś na gruby sweter, ale wychodząc z domu raczej nie spodziewała się, że na koniec dnia wyląduje z nim w takim miejscu.
- Jak to zrobiłaś, że nie mogę się pozbyć Ciebie ze swojej głowy? - spytał łagodnie przyglądając się jej uważnie - Muszę się przyznać do czegoś. Nie miałem niczego do załatwienia w ministerstwie. Po prostu liczyłem na to, że Ciebie spotkam - przyznał się do czegoś co według niego było głupie. Takie szykanie wymówek, bo mógł przecież rozegrać to inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sob Paź 24 2015, 13:32

Mimowolnie cały czas porównywała go do Zachariasza, bała się, że po raz kolejny zostanie oszukana. Mówi się, że poza miłością nic się nie liczy. Cóż, Isolde by się z tym stwierdzeniem nie zgodziła, bo są rzeczy, które mogą zabić, zniszczyć miłość, nawet tę prawdziwą. Cieszyła się, że nie bawili się w wyznania i deklaracje, potrzebowała czasu i zaufania. Chciała poznawać go coraz lepiej, odkrywać śmiesznostki i przyzwyczajenia bez fanfaronady, składania obietnic i spoglądania w oczy tej drugiej osoby w poszukiwaniu zapowiedzi wiecznej miłości. Zwykle lubiła dokładnie wiedzieć na czym stoi, nazywać wszystko i określać, ale tym razem było inaczej. Tym razem była zadowolona, że nie próbują ograniczyć tego, co ich łączyło słowami. Nie musiał nic mówić, żeby się przekonała, że jest dla niego kimś ważnym. Wystarczyły spojrzenia, pocałunki i delikatność z jaką ujmował jej dłoń. Już kilka razy się zarzekała, że nigdy więcej nie da się wciągnąć w żadną damsko-męską grę, bo zawsze kończy się to tragicznie, ale... pod tym względem nie potrafiła być konsekwentna. Patrząc na Berysa, czuła rozkoszne ciepło, promieniujące od serca i obejmujące każdą komórkę jej ciała. Nie potrafiła się tego wyrzec tylko dlatego, że ktoś kiedyś złamał jej serce. Oczywiście, bała się i w chwili, kiedy traciła go z oczu, zadawała sobie tysiące pytań. Wyczuwała w nim mężczyznę z przeszłością i bardzo ją to niepokoiło, ale dopóki nie wypłynęli na tak niebezpieczne, głębokie wody, nie chciała się nad tym głębiej zastanawiać. Na wszystko w końcu przyjdzie pora.
Uwielbiała jego uśmiech. Był czymś tak rzadkim, że nadal nie potrafiła przejść nad nim do porządku dziennego. Niezwykłe, jak bardzo zmieniał tę surową, wyrazistą twarz. Gdyby kilka tygodni temu ktoś jej powiedział, że Fairley ma tak uroczy uśmiech, popukałaby się w głowę, nie wierząc, że on w ogóle kiedykolwiek się uśmiecha. A teraz była gotowa na wiele, byle tylko widywać go jak najczęściej, być powodem jego uśmiechu. Lubiła tę chemię między nimi, która początkowo mogła być wyłącznie przyczyną starć i kłótni, a teraz przerodziła się w coś znacznie bardziej ulotnego i subtelnego. Nie mogła przestać o nim myśleć, zastanawiać się nad wszystkim, co o nim wiedziała i czego o nim nie wiedziała. Kiedy go dotykała, miała wrażenie, że wszystkie receptory jej ciała są atakowane przez maleńkie iskierki, ale było to miłe uczucie. Nie mogła sobie odmówić przyjemności całowania go, badania faktury i smaku jego ust, więc kiedy odpowiadał na jej pytanie, przerywała mu co chwila lekkim, krótkim pocałunkiem.
- Myślę, że byłoby ci do twarzy... ale tak mi się bardziej podoba - mruknęła cicho, przytulając swój miękki, gładki policzek do jego szorstkiej szczęki i owiewając ucho Berysa ciepłym oddechem.
Usadowiła mu się wygodnie na kolanach, ciesząc się, że jest na tyle ciemno, że nie zauważy jej rumieńca. Naprawdę, było to strasznie deprymujące i Isolde próbowała już chyba wszystkiego, by zapanować nad tymi ciągłymi zmianami koloru, ale nic nie dawało pożądanych rezultatów. Objęła go za szyję, pozwalając wodzić mu dłońmi po swoim ciele i śmiejąc się w duchu, bo gruby sweter nie należał do strojów, które najlepiej podkreślają kobiecą sylwetkę. Uśmiechnęła się ciepło i powolnym ruchem przeczesała mu włosy, analizując to, co powiedział. Miała ochotę parsknąć śmiechem i powiedzieć mu, że jest strasznym dzieciakiem, ale że to w gruncie rzeczy urocze.
- Zapewniam, że to nie amortencja. Ostatnio wysadziłam swoją kuchnię w powietrze, próbując uwarzyć eliksir pieprzowy - zażartowała, po czym spoważniała i spojrzała mu w oczy. - Nie wiem, ale zrobiłeś mi to samo. I zupełnie nie wiem, co z tym zrobić. I nie wiem, czy chcę z tym cokolwiek robić. Naprawdę potrzebowałeś takiej wymówki, żeby się ze mną zobaczyć? Dlaczego? - spytała miękko, z mieszaniną zakłopotania i rozbawienia, wodząc opuszkami palców wokół jego ust, obrysowując je powoli i zastanawiając się, dlaczego oboje są tak głupio dziecinni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sob Paź 24 2015, 21:55

Isolde była dla niego jak powiew świeżości, którego od dawna nie miał. Codziennie chodził tymi samymi ścieżkami, które po pewnym czasie przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Były mu dobrze znane i bezpieczne. W jego życie wkradła się monotonia, ale sam na to pozwolił. Nie miał do siebie o to żalu i pretensji. Dopiero teraz zobaczył jak źle mu z tym było, jak to co robił przez te lata było utarte i nudne. Było to formą ucieczki przed błędami przeszłości, która mogła do dopaść w każdej chwili. Ale też czuł, że tak się stało. Kato był tego dobrym przykładem. Nie wiedział o nim nic, ale gdzieś pod skórą czuł, że on nie kłamał. Wyzwalało to w nim skrajne emocje, których nie umiał uporządkować. Złość brała górę przez co przestawał myśleć racjonalnie. Dlatego dopiero w momencie kiedy ona opadała i zaczynał na chłodno oceniać sytuację podejmował kroki, które miały mu w jakiś stopniu potwierdzić wszystko. Wiedział też, że jest jeden sposób, aby mieć ostateczną pewność, ale to już zależało od niego.
Nie chciał jej oszukiwać, być rozczarowaniem, kolejnym błędem. Nie wiedział, że w przeszłości związała się ze starszym mężczyzną. Nie doszły do niego żadne plotki na temat romansu Zachariasza i Isolde. A nawet jeśli tak by się stało to nie wiadomo czy to zmieniłoby cokolwiek. Berys wiedział, że każdy ma jakąś przeszłość, niekiedy nie chce się do niej wracać, a innym razem nie można jej pozostawić za sobą. Każdy człowiek był inny i to od niego zależało jak przeżywa swoje życie. Isolde była młoda i zupełnie inna niż on w jej wieku. Ale to jeszcze niczego nie przekreślało, nie pokazywało, że nie mogą dać szansy sobie nawzajem. Poznawać się i odkrywać tajemnice, ale nie tylko je. Był wiele innych rzeczy, których samo poznawanie ekscytowało.
- Tylko kuchnię? - spytał trochę złośliwie, bo tego nie umiał sobie odmówić - Nie śpisz kątem u przyjaciół, bo zrujnowałaś mieszkanie? Zawsze mogę Ci użyczyć kawałek ciepłego kąta u siebie - dodał z rozbawieniem. Isolde zawsze robiła wrażenie perfekcyjnej w tym co robi. Zresztą przez bardzo długi czas myślał, że jest nieodzowną córką swojej matki, więc coś w tym musiało być. Dlatego nie mógł sobie wyobrazić tego, że eliksiry w jej wykonaniu są porażką. Może nie w tym stopniu co to teraz przedstawiała, ale zawsze.
Szkoda, że nie widział jej rumieńca. Lubił patrzeć jak jej policzki nabierają kolorów, a kiedy on się do tego przyczyniał dawało mu to dziwne uczucie satysfakcji. To, że tak na nią działał po prostu mu schlebiało. Nie analizował tego co mówił, nie dobierał słów pozwalając im płynąć.
- Poddać się temu, nie analizować, nie zastanawiać się nad tym. Po prostu czuć - nie był pewien czy te słowa są skierowane do niej, czy bardziej mówi do samego siebie - Widać potrzebowałem, teraz nie wiem po co i dlaczego, ale wtedy była mi potrzebna - przyznał po chwili milczenia. Podobał mu się każdy dotyk, który serwowała mu Isolde. Przysunął swoje usta do jej, aby złożyć na nich kolejny pocałunek. Przyjemnie było zatopić się w nich i po raz kolejny odkrywać ich smak. Ręką nadal gładził jej bok, ale teraz wsunął dłoń pod sweter. Może i przez chwilę pomyślał o tym, aby pozbawić jej tego zbędnego odzienia. Nic jednak w tym kierunku nie zrobił. Tylko pogłębił pocałunek nie chcąc, aby skończył się za szybko. Świadomość tego, że nikt im teraz nie będzie przeszkadzał była miła. Widać wybrał odpowiednie miejsce, choć początkowo obawiał się czy przypadnie jej do gustu - Nie wiem czy masz jakieś plany na późniejszy wieczór, ale już teraz mogę powiedzieć, że musisz z nich zrezygnować. W obserwatorium fajnie zaczyna się robić dopiero w nocy kiedy można podziwiać te wszystkie rzeczy na niebie. Zresztą nie puszczę Cię - zaczął mówić tonem nie znoszącym sprzeciwu, ale nie mógł długo go utrzymać, bo zaraz zaczął się zmieniać na przyjemniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 10:38

Przez ostatnie miesiące Isolde rozpaczliwie walczyła o ten powrót do monotonii. Rzuciła się w wir pracy, nauki, próbując zapomnieć o Zachariaszu i w momencie, kiedy osiągnęła wewnętrzny spokój, zastała Berysa, siedzącego przy dziecięcym łóżeczku. Nie chciała tego, ale jak zwykle nikt nie pytał jej o zdanie. Fairley pojawił się w jej życiu w chwili, kiedy nareszcie nabrała przekonania, że panuje nad swoim życiem, że jest w stanie funkcjonować, nie myśląc o Zachariaszu, nie rozpamiętując tego bez przerwy. Znowu nabrała wiatru w żagle, czuła się pewniej i miała zamiar poświęcić się pracy - skończyć staż i robić wszystko, żeby zostać aurorem. To był jasny plan i miała zamiar wypełniać go punkt po punkcie, ale życie jak zwykle postanowiło dodać coś od siebie.
Jego przeszłość ją ciekawiła, temu nie mogła zaprzeczyć, ale nie stanowiła większego problemu, dopóki nie miała realnego wpływu na ich relacje. W przypadku jej poprzedniego związku było to trudniejsze, bo dowiedziała się o żonie Zachariasza w najmniej odpowiednim momencie - niedługo po tym, jak stała się byłą żoną. Isolde nie mogła się pogodzić z myślą, że nie wiedziała. Że Zachariasz radośnie udawał, że to ona jest jedyną ważną kobietą w jego życiu. Owszem, jego małżeństwo od samego początku było fikcją, układem, który dusił i jego i Zoyę, ale tym bardziej powinien być z Isolde szczery. Teraz patrząc na Berysa, próbowała zdusić w sobie uczucie niepokoju. Czy miał żonę? Narzeczoną? Czy w jego życiu była chociaż odrobina miejsca dla kogoś takiego jak ona? Nie chciała wiele, ale nie miała zamiaru być niczyją zabawką, odskocznią. Zależało jej na Fairleyu i jedyne, czego naprawdę chciała, to szczerości. Nie wiedziała, czy może na nią liczyć, ale nie miała jak zapytać.
- Tylko - potwierdziła z lekkim uśmiechem. - Moje mieszkanko ma się całkiem dobrze, a uczynny sąsiad pomógł mi w odnawianiu kuchni. Ale może kiedyś skorzystam, gdybym znów coś wysadziła - powiedziała, całując go przelotnie. Jakby w odpowiedzi na jego myśl dodała jeszcze: - Są dwa przedmioty, do których kompletnie nie mam głowy. Wróżbiarstwo i eliksiry. Dzięki temu moja mama łatwiej pogodziła się z myślą, że nigdy nie będę uzdrowicielem.
To była prawda. Isolde była perfekcyjna w tym, co robiła, dopóki nie chodziło o przeklęte eliksiry, których szczerze nie znosiła. Jej oceny z innych przedmiotów zawsze oscylowały w okolicach "Wybitny" i "Powyżej Oczekiwań" i tylko eliksiry psuły jej świadectwa, mimo że zawsze należała do pilnych i sumiennych uczniów. Nie można być alfą i omegą we wszystkich dziedzinach, więc Bloodworth w pewnym momencie po prostu pogodziła się z tym faktem. Gorzej, że podczas testów aurorskich będzie musiała się wykazać wiedzą również z tej dziedziny, ale tym będzie martwiła się później.
Zawsze była przekonana, że rumieńce są dobre dla niewinnych nastolatek, a nie dorosłych kobiet, stawiających sobie za cel zostanie aurorem. Potrafiła zachować kamienną twarz, kiedy zachodziła taka konieczność, ale jej policzki natychmiast zdradzały prawdziwe uczucia ku jej irytacji i frustracji. Chciała być tajemnicza i opanowana. Rumieńce tylko wszystko psuły.
- To do mnie niepodobne, ale... chyba właśnie tak zrobię - powiedziała cicho, gładząc jego policzek. - Ale teraz już nie będziesz tego potrzebował? - upewniła się z uśmiechem, patrząc mu ciepło w oczy.
Czuła się jak nastolatka na pierwszej randce z chłopakiem, która nie wie, na ile mu pozwolić. Jego dotyk i pocałunki sprawiały jej ogromną przyjemność, ale nie chciała zbyt szybko przechodzić do kolejnego etapu ich znajomości. To się nie sprawdzało i mimo że Berys ją pociągał, nie miała zamiaru niczego przyspieszać. Czując jego dłoń sunącą po jej nagiej skórze, zadrżała, ale nie zaprotestowała. Jeszcze nie teraz. Uderzyła ją myśl, że ma na sobie zwykły biały biustonosz z różowym serduszkiem i błękitne figi w kwiatki, które zdecydowanie nie sprawiały, że czuła się zmysłową uwodzicielką. Odpowiedziała na pocałunek, ujmując jego twarz w dłonie i mrucząc cicho z zadowolenia.
- Nie mam. Jesteś moim jedynym planem na ten wieczór. Ale nie wiem, ile wytrzymam bez jedzenia. Kiedy jestem głodna, robię się nieznośna - roześmiała się, po czym pocałowała go w czubek nosa, myśląc sobie, że ma ciekawy kształt. - Nie puszczaj. Możesz mnie dokształcić z astronomii, bo nie jestem specjalistką. Zawsze trzymałam się bliżej ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 12:34

Każdy chyba pragnął szczerości od tej drugiej osoby. O tym się jednak nie mówiło, to przyjmowało się za pewnik, ale nie wszystkich stać było na mówienie o tych ważnych rzeczach. Szczególnie kiedy nie było się pewnym jak to jest naprawdę. Dlatego sprawę z Kato odkładał, dopóki nie odnalazł prawdy nie było sprawy. Dopiero kiedy będzie wiedział na czym stoi będzie musiał podjąć kolejne decyzje. Na razie mógł jednak udawać, że nic takiego miejsca nie miało. Najprostsze to nie było, ale podjął taką próbę i tego się trzymał.
- Nie musisz specjalnie czegoś wysadzać, żeby do mnie zajrzeć - powiedział z uśmiechem, biorąc jeden z jej kosmyków i okręcając go sobie wokół palca - Na wróżbiarstwie wystarczyło tylko mieć gadane. Straszne wizje przeplatane z czymś przyjemnym i udawanie, że w fusach widzi się cokolwiek poza mokrą papką - tak zapamiętał to ze swoich szkolnych lat. Wiedział, że w życiu mu się to nie przyda, ale i tak uparcie chodził na te zajęcia. Zawsze znalazł tam sposobność, aby się rozerwać i bez nieprzyjemnych konsekwencji mógł opowiadać głupoty - I były o wiele gorsze przedmioty. Taka opieka nad magicznymi stworzeniami, one wszystkie chyba instynktownie wyczuwały, że przyjemniej byłoby mi je oglądać w kawałach i pracowni eliksirów - zdecydowanie były to zajęcia, które opuszczał najczęściej. Nie ważne jak bardzo później musiał prosić nauczyciela, żeby zaliczył mu przedmiot. Zwierzęta traktowały go jak on je z tym, że Berys hamował przed pokrojeniem ich na składniki, a one nie miał żadnych skrupułów, jeżeli chodzi o uszkadzanie go na każdym kroku. Do tej pory ma blizny po jednych zajęciach. Nie często wracał myślami do tego co się działo w szkole. Było to spory kawał czasu i po raz kolejny uświadomił sobie, że nie dzieli ich kilka lat różnicy, a ponad kilkanaście. Wiedział, że to jednak z tych kwestii, która będzie wracać do niego bardzo często. Nie mógł tak po prostu zwyczajnie przejść z tym do porządku dziennego. Wątpił też, aby jego znajomi w żaden złośliwy sposób nie skomentowali tego, że spotyka się z dziewczyną młodszą o przeszło dwadzieścia lat. Równie dobrze mogłaby być jego córką…
Rumieńce, które za każdym zdradzały prawdziwie uczucia, były urocze. Przynajmniej w odczuciu Berysa, który właśnie przez nie sądził, że Isolde nie byłaby w stanie na dłuższą metę nikogo oszukiwać. W kwestii uczuć, bo inne sprawy pozostawiał na razie z boku. Było wiele rzeczy, które chciał o niej wiedzieć, ale nie zadawał żadnego z pytań wprost. Wyłapywał poszczególne kwestie z tego co mówiła i powoli sklejał w całość. Zazwyczaj wszystko wpuszczał jednym, a wypuszczał drugim uchem, ale teraz było inaczej. Przy Isolde nic nie było jak zazwyczaj. Wkradła się niespostrzeżenie do jego głowy, a on jej na to pozwolił.
- Wiesz, zawsze mogę wysadzić swoje mieszkanie przy mieszaniu jakiegoś eliksiru. Jak osmolony z przypalonymi brwiami zapukam do Twoich drzwi nie będziesz miała serca odmówić mi pomocy. Ale nie, nie będę już tego potrzebował - nie wiedział wiele więcej niż wcześniej, ale był pewny, że odpuści sobie wszelkie wymówki, aby się z nią spotkać. Przestanie jej specjalnie unikać, a jak ponownie będzie zawalony robotą znajdzie kilka chwil, aby napisać choć dwa zdania. To zawsze ładne brzmiało kiedy się sobie coś obiecywało. Później w momencie kiedy trzeba było tego dotrzymać był już trudniej.
Nie wiedział czemu, ale nigdy nie używał słowa randka. Nie podobało mu się, a niektórych rzeczy po prostu nie nazywał. Jak padało hasło randka ludzie oczekiwali już pewnych rzeczy, co obdzierało niektóre momenty z całej tajemniczości, bo przecież tego należało się spodziewać. Nie lubił tego, bo później pozostało tylko rozczarowanie. Nie chciał od razu zaciągnąć Isolde do łóżka, ale dlatego, że mu się nie podobała, ale dlatego, że chciał, aby to było coś wyjątkowego. Nie kolejna znajomość, która skończy się na seksie szybciej niż zdążą poznać coś poza swoimi imionami. Nie odmawiał jej pocałunków, a ręką gładził jej delikatną skórę, ale na tym zamierzał zakończyć. Nie dlatego, że nie chciał tego, ale dlatego, żeby mieć czas, aby ją poznać. Kiedyś usłyszał, że jak na coś się dłużej czekało, to później lepiej smakowało. W głowie i tak miał myśli tego, że Isolde musi być przepyszna, a jak jeszcze mu przyjdzie czekać…
- Jeszcze bardziej nieznośna? To w ogóle możliwe? - spytał z rozbawieniem, ale miał do siebie żal, że nie pomyślał o tym, że w końcu głód da sobie da znać - Albo poproszę Adama, żeby coś dla nad ogarnął, albo pozostaje nam opuszczenie tego miejsca i… Na pewno znasz jakieś miejsce gdzie można dobrze zjeść - Berys nie był wybredny jeżeli chodzi o jedzenie, dlatego w tej kwestii wolał się ewentualnie zdać na Isolde - Opowiem Ci o gwiazdach jak nikt, tego możesz być pewna - również nie wiedział o nich zbyt wiele. Dlatego właśnie uważał, że zrobi to jak mało kto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 13:47

Oczywiście, każdy pragnął, by ta druga osoba była z nim szczera, ale czasem kłamstwo było tak wygodne i kuszące, że sam ulegał pokusie wybielenia się albo przemilczenia niewygodnych faktów, mimo że były w jakiś sposób istotne dla relacji. Jednak oni na razie byli na etapie odkrywania siebie nawzajem, odkrywania tych podstawowych spraw i z całą pewnością nie zanosiło się na rejs w bardziej niebezpieczne strony. Przynajmniej w tej chwili.
Teraz zaczęła się zastanawiać, jak może wyglądać jego mieszkanie. Patrzyła na niego z ciepłym uśmiechem, starając się zapamiętać jego rysy tak dokładnie, jak to tylko możliwe. Gdy nawinął kosmyk jej włosów na palec, nachyliła się do jego twarzy i potarła nosem o jego nos, co było w równym stopniu dziecinne co miłe.
- Skoro mnie zapraszasz... - delikatnie zaczęła wodzić palcami po linii jego szczęki, dochodząc aż do lewego ucha, które krótko pocałowała. Była idiotycznie spragniona jego dotyku, wszystko ją w nim fascynowało, pociągało i musiała naprawdę bardzo się starać, żeby nie kleić się do niego jak roznamiętniona nastolatka. - No dobrze, ale to strasznie głupie. Strata czasu, dla kogoś, kto nie potrafił nawet spamiętać kart Tarota. A znam ludzi, którzy naprawdę potrafili dojrzeć jakieś skrawki przyszłości i było to przerażające - wzdrygnęła się na samą myśl i pokręciła głową. - Och, jak możesz! Opieka nad magicznymi stworzeniami to mój ukochany przedmiot! Kiedyś nawet dostałam na wychowanie małego gryfa i był absolutnie cudowny! Równie dobrze mógłbyś pokroić dzieci! - Isolde nie mieściło się w głowie, że ktoś może nie lubić zwierząt. Dla niej były jakby lepszą stroną rzeczywistości, łączyła ją z nimi jakaś niewytłumaczalna więź i gdyby nie mogła zostać aurorem, prawdopodobnie zajęłaby się pracą ze zwierzętami. Potrząsnęła z oburzeniem głową, nie mogąc zrozumieć, jak Berys może mówić takie straszne rzeczy.
Starała się nie myśleć o różnicy wieku, która wydawała się przepaścią, gdy zaczynała się nad tym zastanawiać. Ale przecież tak dobrze się ze sobą czuli, więc czy było sens psuć to wszystko przez coś, na co nie mieli żadnego wpływu? Jego koledzy mogli zazdrościć i rzucać złośliwe komentarze, ale sytuacja Isolde była równie nieciekawa, jeśli nie bardziej. Dlaczego tak trudno uwierzyć, że dwoje ludzi może łączyć po prostu uczucie, a różnica wieku jest tylko złośliwością losu? Cóż, dobrze przynajmniej, że Isolde nie wyglądała na dziewczynę, szukającą zamożnego, starszego od siebie mężczyzny, a Berys na faceta, który byłby taką zainteresowany.
To prawda, Isolde nie potrafiła kłamać w kwestii uczuć, była beznadziejnie uczciwa, gdy chodziło o takie sprawy. Potrafiła zachować kamienną twarz w wielu przypadkach, ale nie wtedy, gdy jej serce zaczynało gwałtowniej bić. Ona też zbierała informacje o Berysie i składała je w jakąś sensowną całość, przynajmniej taką miała nadzieję. A było tyle rzeczy, o które chciała go spytać.
- Dobrze. W innym przypadku na pewno zatrzasnę ci drzwi przed nosem i wyślę do sąsiada - zakpiła ciepło. Miała nadzieję, że rzeczywiście tak będzie. Że nie będzie już udawał, że mu nie zależy, że wpadł tylko przy okazji. Nie musiał tego robić i ona też nie zamierzała. Nie musieli udawać, że to, co między nimi się stało, było przypadkiem.
Gdyby się nad tym dobrze zastanowić, Isolde też nie używała tego określenia, bo wciskało relację w pewne ramy, z których trudno było wyjść. Teraz robiła to tylko po to, żeby podrażnić się z Fairleyem, zmusić go do przyznania, że to coś więcej niż wypad dwojga znajomych. Zależało jej na tym zwłaszcza tam, w ministerstwie, gdy nadal wierzyła, że spotkał się z nią tylko dlatego, że akurat musiał coś załatwić. Chciała dla niego coś znaczyć.
To wszystko jej odpowiadało. Miała wrażenie, że ich usta doskonale ze sobą współgrają, że wyczuwają oczekiwania, przez co ich pocałunki były żarliwe, ale nie łapczywe i zbyt odważne. Wszystko działo się we właściwym tempie, z właściwym zaangażowaniem, bez zbędnego pośpiechu, który mógł wszystko tylko zepsuć. Jego dłoń przesuwająca się po rozgrzanej skórze elektryzowała Isolde, która głaskała jego kark i policzki Berysa, nie mogąc się nim nacieszyć.
Położyła mu palec na ustach z uśmiechem i potrząsnęła głową. - Nie przejmuj się tym. Będziemy się zastanawiać, co dalej, jak zacznę ci obgryzać uszy - zażartowała, po czym przechyliła lekko głowę, patrząc na niego z czułością i zaciekawieniem. - Gwiazdy za obrazy to chyba uczciwa wymiana. Od siebie dorzucę... hm, odpowiedź na jedno pytanie, które chcesz mi zadać.
Miała nadzieję, że nie spyta o coś, co wolałaby zachować w tajemnicy. Ale dreszczykowi emocji wszystko stawało się ciekawsze, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 17:25

Pomiędzy prawdą, a tym co mogło stać za kłamstwem zawsze istniała cienka granice. Wszelkie niedopowiedzenia, nie zaczynanie jakiegoś tematu, pozwalanie drugiej osobie myśleć inaczej, nie wyprowadzanie kogoś z błędu i nie pokazywaniu mu, że się myli. Tego było tak wiele, a najgorsze, że za każdym razem stało na wyciągnięcie ręki. Dylematy moralne zawsze przegrywał z kretesem, ale może w końcu w tej nierównej walce będzie górą. Często kłamał dla wygody albo dlatego, aby dana osoba po prostu dała mu spokój. Starał się jednak nie robić w momencie kiedy na kimś mu zależało, niedługo przyjdzie mu się pewnie przekonać jak to będzie z Isolde. Na razie nie było nic takiego z czym mógłby świadomie mijać się z prawdą. Chciał, aby tak pozostało, ale życie różne niespodzianki stawia na drodze, więc nie można niczego zakładać z góry.
Było coś takiego co nie pozwalało mu wypuścić jej z objęć. Nie wiedział czy to dlatego, że przez kilka dni jej unikał, a może chodziło o coś zupełnie innego. Oddawał jej pocałunki i inicjował nowe, ale wciąż mu było ich mało, tak samo jak dotyku który dawał i dostawał.
- Znajdzie się kawałek miejsca - lepiej żeby nie spodziewała się nie wiadomo jak wielkiego mieszkania. Większość pieniędzy Berys przegrywał, a to co mu zostawało nie starczało na wiele. Czasem miał przecież problem z tym, żeby przetrwać miesiąc bez pożyczania pieniędzy od znajomych. Była to jedna z tych rzeczy, która ciągnęła się za nim już długi czas. Wydawało mu się, że od wszystkiego się odciął, ale hazard nadal pozostawał z nim. Te długie wieczory spędzone na grze nie były czymś czym się chwalił. Niemal zawsze kończył bez knuta przy duszy. Nie raz również stawiał zegarek czy inne rzeczy, aby w tej ostatniej rundzie się odbić od dna. Spadał wtedy jeszcze niżej, a kolejnego poranka nie zwykły kac był najgorszy. To moralniak dobijał boleśnie - Nie wierzę w odczytywanie przyszłości z czegokolwiek, to wszystko piękne oszustwo, które w odpowiedni sposób sprzedane wprawia nas w dobry nastrój. Ktoś coś powie, a później sama dopasowujesz ‘przepowiednię’ do życia. Nic więcej, żadnej magii. Nie biegałem za nimi z nożem na zajęciach przecież, dopiero po - postanowił sobie z tego zażartować. Dla niego nie było w tym nic złego, a oburzenie Isolde… Sama się prosiła o to, żeby pociągnął rozmowę w ten sposób.
Różnica wieku w tym przypadku potrafiła przytłoczyć. Niby oboje byli dorośli i wiedzieli czego pragną, jednak gdzieś z tyłu głowy to siedziało. To ludzie potrafili wszystko zepsuć, a tłumaczenie się przed nimi nie było czymś co Berys kiedykolwiek by robił. Złośliwe komentarze kierowane do jego osoby były czymś z czym na pewno sobie poradzi. Bardziej obawiał się o Isolde, która nadal wydawała mu się być delikatna i mało odporna na ludzką zawiść. Bardzo mu się to kłóciło z faktem, że chciała zostać aurorem, ale jedno nie wykluczał drugiego. Wtedy u niego w gabinecie zaskoczyła go tym jak dojrzałe miała poglądy na niektóre sprawy. Nie sądził, aby tylko raz tak się stało, ale nadal widział w niej bardziej delikatną i trochę zagubioną dziewczynkę wkraczającą w dorosłe życie niż zawziętą i nieugiętą aurorkę. Po prostu na wszystko przychodzi odpowiedni czas, a ona miała go jeszcze wiele.
- Pamiętaj, że przez zamknięte drzwi trudno będzie mi zrobić to - zaczął pieścić płatek ucha, a później bardzo powoli schodził pocałunkami w poszukiwaniu ust w które zatopił się jakby spragniony ich był od kilku tygodni. Wiedział już, że nie potrzebuje żadnych wymówek, miał tylko nadzieję, że nic podobnego nie przyjdzie mu do głowy w najbliższym czasie.
Znaczyła, jednak nie potrafił tego ubrać w słowa. Miał z tym problem w wielu momentach, bo uważał, ze nazywanie wszystkiego tak jak inni to robili - niszczy. Zamykało na sztywno i niekoniecznie okazywało się właśnie tym czym powinno. Dlatego jakby teraz przyszło mu określić jego relacje z Isolde nie umiałby zamknąć się w kilku słowach. Wolał pozwolić, aby czas i oni zrobili swoje, i ewentualnie później spróbować to zrobić.
- Ja tutaj już wymyślam co zrobić, bo myślę, ze za sekund pięć zostanę pożarty żywcem… - powiedział z oburzeniem, ale spojrzał na nią i nie potrafił dłużej jej utrzymać, nawet tej udawanej. Nie sądził, że tak postawi sprawę, ale zaraz przytaknął przyjmując jej warunki. Zapominając na ten czas, że obok mistrza astronomii to on nawet nie stał - Odpowiedź na jedno pytanie… Nie mam na razie nic takiego, ale z pewnością kiedyś je wykorzystam, chyba, że działa to tylko dzisiejszego wieczoru to wtedy…
Nie lubił na szybko wymyślać pytań. Chociaż chciał dowiedzieć się kilku rzeczy o Isolde to nie wiedział w którym kierunku podążyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 20:01

Isolde bardzo się tego bała. Tego balansowania na granicy prawdy, kłamstwa i niedopowiedzenia, bo przecież czy można zarzucić komuś kłamstwo, jeśli nigdy się nie spytało wprost, a tym samym nie uzyskało odpowiedzi. Pewne rzeczy się po prostu zakładało, brało za pewnik i nie wypytywało bez sensu, wierząc w czyste intencje tej drugiej strony. Gdyby było inaczej, ludzie musieliby sporządzać listy pytań i odhaczać te, na które odpowiedzi już znali. Rozpaczliwie chciała wierzyć Berysowi, móc mu zaufać i wiedzieć, że nie robi za jej plecami nic, co mogłoby ją zranić. Oczywiście, jak na razie było za wcześnie na takie sprawy, nadal miała poczucie, że jeśli ma do niego jakiekolwiek prawa, to niewielkie i tak naprawdę powinna się cieszyć tym, co od niego otrzymuje w tej chwili. Sama rzadko kłamała - po pierwsze nie wychodziło jej to zbyt dobrze, szczególnie gdy na kimś jej zależało, jednak była naprawdę dobra, jeśli chodziło o wszystkie dyplomatyczne posunięcia, co w gruncie rzeczy ma sporo wspólnego z kłamstwem. Była mistrzynią w rozgraniczaniu spraw prywatnych i nie-prywatnych do tego stopnia, że czasem się zastanawiała, czy to nie zakrawa na schizofrenię. Była nieuleczalną idealistką, choć ostatnio zaczęła pod tym względem nabierać też pewnej życiowej mądrości i dostrzegać różne odcienie rzeczywistości, co wcale jej się nie podobało, ale przecież było częścią wkraczania w dorosłe życie. Sama miała bzika na punkcie robienia, tego, co właściwe, a niekoniecznie tego, co dawało jej szczęście, wychodząc z założenia, że nic nie zatruwa jej życia tak bardzo jak wyrzuty sumienia. A tymi potrafiła się katować jak mało kto.
Skinęła głową z uśmiechem. Naprawdę nie przywiązywała wagi do tego, jak duże było jego mieszkanie, raczej ciekawiło ją, jak je urządził. Czy jest pedantem, czy może bałaganiarzem? Woli nowoczesne, ascetyczne wnętrze, może coś na kształt chaty drwala, a może staroświeckie i nadgryzione zębem czasu? Ma roślinki w doniczkach? Zdjęcia w ramkach? Akwarele? A może jakieś dziwne, rytualne maski z końca świata? Nigdy by nie posądzała Berysa o zamiłowanie do hazardu i na pewno jej to nie ucieszy, o ile kiedykolwiek się dowie. Sama nigdy nie miała tego rodzaju ciągot. W ogóle była grzeczną dziewczynką, przynajmniej jeśli chodzi o takie podstawowe rzeczy - alkohol, papierosy, narkotyki czy radosne przeskakiwanie z łóżka do łóżka. - A ja... nie wiem. Nie dowierzam, ale też nie wykluczam. Wydaje mi się, że istnieją ludzie, którzy widzą więcej... i wcale im tego nie zazdroszczę. Och, bardzo zabawne - fuknęła, ale nie mogła się nie roześmiać, gdy wyobraziła sobie Berysa czekającego niecierpliwie na koniec zajęć, by móc dać upust swoim myśliwskim zapędom.
W gruncie rzeczy miał rację. Isolde była i delikatna, i zagubiona, ale tylko gdy chodziło o jej życie prywatne, z którym nigdy nie dawała sobie rady. Między innymi dlatego była tak dobra w tym, co robiła. Uciekała w naukę, ilekroć jej życie uczuciowe okazywało się być kompletną porażką, a złamane serce nie dawało o sobie zapomnieć. Potrafiła doskonale zorganizować cudze życie, doradzać i zachowywać zimną krew w obliczu zagrożenia. Dopóki nikt nie dobierał się do jej serca, była naprawdę twardą sztuką, a jej niewinna buzia tylko sprawiała, że mocny charakter wybijał się na pierwszy plan. Tak naprawdę zranić mógł ją tylko ten, na kim jej zależało, całą resztę zbywała wzruszeniem ramion i zimnym spojrzeniem, nawet jeśli wzbudzali jej złość i naruszali prywatność. Nie, największym zagrożeniem byli ci, przed którymi zupełnie się odsłaniała, pokazując całą swoją wrażliwość i czułość. Nie ci, którzy od samego początku byli jej obojętni.
Zamruczała cicho, kiedy zaczął całować płatek jej ucha, a potem dotarł do ust, na których złożył chciwy pocałunek. Jej oddech mimowolnie przyspieszył, a wargi odpowiadały gorąco na każdą pieszczotę. - To dobry argument... żeby cię jednak nie odsyłać do sąsiada - wyszeptała, odrywając się od jego ust, ale nadal będąc tak blisko, że ich wargi niemal się stykały. Delikatnie przygryzła jego dolną wargę, jednocześnie, przesuwając dłoń wzdłuż karku w dół, i w bok, pod koszulę czy t-shirt, by w końcu dotknąć mięśni barków.
- Nie martw się, jeśli odwrócisz moją uwagę, na przykład kolejnym pocałunkiem, to może masz szansę na przeżycie - roześmiała się, po czym ucałowała płatek jego ucha, żeby jednak nie czul się tak całkiem bezpieczny. - Hm, niech będzie. Możesz wykorzystać to pytanie, kiedy zechcesz - zgodziła się łaskawie, po czym przeczesała palcami mu włosy i przekręciła się tak na jego kolanach, by móc wygodnie oglądać projekcję. Oparła głowę na jego ramieniu i uśmiechnęła się pogodnie. - Pomożesz mi z eliksirami? Płacę... nie wiem, czym płacę, na pewno pocałunkami - powiedziała wesoło, wtulając twarz w jego szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 21:58

Kłamstwo ma tyle definicji ile jest ludzi, a nawet i więcej. Wiele zależy od tego po której stronie się znajdujemy. Zawsze więcej jesteśmy w stanie nagiąć zasady jeżeli nam to jest potrzebne. Dużo gorzej dzieje się w momencie kiedy ktoś stawia nas po tej drugiej stronie. Berys miał łatwość rozgraniczania niektórych rzeczy. Nie dla wszystkich miał jednakową ‘prawdę’. Różnie to z nim było i niektórzy zupełnie nie rozumieli zasad według których działał. Dla niego był to proste, ale nie tłumaczył się z tego jak funkcjonował w tym świecie. Nie dość, że uważał to za zbędne to jeszcze wątpił, aby kogokolwiek to interesowało. Moralność jak i zasady każdy miał swoje, a on starał się to uszanować, więc od innych oczekiwał tego samego. Niby proste, a niektórzy i tak tego nie rozumieli.
Jeżeli oczekiwała zastać w jego mieszkaniu cokolwiek co choć przypominało porządek to na wstępie mogła o tym zapomnieć. Artystycznym nieładem też nie można było tego nazwać, bardziej pasowałby określenie chaos. Trudno był dostrzec coś poza nim, więc czasem zapominał o większości rzeczy, które kiedyś zniósł do mieszkania. Nie starał się nawet tego ogarnąć, bo i tak większość czasu bywał poza domem. Praca, później siedzenie przy dziecięcych łóżkach, a na koniec drink lub trzy w pobliskim barze. Czasem jak brał dodatkowe dyżury to przez kilka dni pojawiał się w mieszkaniu tylko po to, aby z dna szafy wyciągnąć czyste ubranie. Nie zastanawiał się nad tym czy tego oczekiwał mając naście lat. Na pewno inaczej wyobrażał sobie dorosłe życie rozpoczynając studia. Nawet kiedy je kończył nie podejrzewał, że właśnie to mogą mu przynieść kolejne miesiące i lata. Przy Isolde zaczynał to sobie uświadamiać i zastanawiać się nad tym jak mógł dopuścić do tego, gdzie aktualnie się znajduje. Niby było mu dobrze, ale dużo mu brakowało do siebie ze swoich nastoletnich wyobrażeń. Przekroczył czterdziestkę, a nadal był samotny. Nie miał miejsca, które mógł nazwać domem. Nadal hazard rujnował mu życie, papierosy zdrowie, a on na to pozwalał. Wciąż uciekał przed przeszłością zamiast po prostu stawić jej czoła. Rozprawić się z nią raz na zawsze i pozwolić sobie żyć. Wziąć głęboki oddech i nie odwracać się za ramię ze strachem, że przeszłość dopadnie go właśnie dziś.
Pokręcił głową na to całe wróżbiarstwo, jasnowidzenie i inne rzeczy w które kompletnie nie wierzył. Może dlatego, że nigdy tego nie doświadczył na własnej skórze. Niewykluczone też, że wolał przyjmować za pewnik coś co może sam sprawdzić, a tamto zawsze leżał poza zasięgiem jego rąk. Jeżeli chciała mógł również w tej dziedzinie się wykazać. Wróżenie z ręki nie mogło być trudne, więc uważał, że poradziłby sobie lepiej niż niejedna oświecona wieszczka.
- Znam jeszcze kilka innych, aby u niego nie wylądować - powiedział szeptem, wracając pocałunkami do płatka ucha, skąd zaczął wcześniejszą wędrówkę. Czuł się jakby był jeszcze w szkole i zamiast na zajęcia poszedł na wagary. Zaszycie się w ciemnym miejscu z piękną dziewczyną od której nie można było oderwać wzroku i ust, to było całkiem przypominające właśnie tamte lata. Tylko, że wtedy miał mniej bagażu życiowego, a jedyne o czym myślał to jak najszybciej ściągnąć z niej majtki. Teraz było inaczej i choć mógł tego chcieć to na tym się kończyło.
Mieć takie pytanie w zanadrzu mogło okazać się kiedyś przydatne, bo skoro nie wymuszała na nim, aby dzisiaj je wykorzystał to zdecydował, że zostawi je sobie na później. To już nie pierwsza rzecz jaką miał obiecaną u Isolde, nadal pamiętał jak w galerii zgodziła się pokazać mu Anglię z innej strony niż sam znał - Pomogę i się tak nie rozpędzaj, bo jeszcze się nie wypłacisz i co wtedy? - nadal gładził ją po boku, a wolną ręką bawił się kolejnym kosmykiem jej włosów. Oplatał go sobie wokół palca bez końca odnajdując w tym zajęciu coś fascynującego - Nie zostawiłaś w mieszkaniu żadnego kota zdychającego z głodu? Współlokatora zaniepokojonego, że ułożona panna Bloodworth jeszcze nie wróciła? - mówiła wcześniej, że nie ma żadnych planów, ale chyba nic nie stało na przeszkodzie, aby się dla pewności o wszystko dopytał. Nie chciał, aby później obwiniała go o niedożywienie swojego ulubionego pupila. Zresztą z takich niby na pozór nieistotnych rzeczy można było wiele się dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Paź 25 2015, 22:50

Mieszkanko Isolde było przytulne i wyraźnie zamieszkane. Może nie był to kompletny chaos, ale coś bliższego artystycznemu nieładowi niż porządkowi. Zwykle pachniało w nim czymś dobrym, jako że Isolde lubiła gotować i traktowała to jako rodzaj terapii, gdy życie stawało się naprawdę nieznośne. Odnajdywała dziwną przyjemność w karmieniu swoich przyjaciół i znajomych, którzy nauczeni doświadczeniem, nigdy nie przychodzili do niej najedzeni, ale obowiązkowo na czczo. Pewnie Berys będzie miał okazję się przekonać, że Is nie tylko potrafi dobrze ciskać wrednymi zaklęciami, mającymi na celu unieszkodliwienie złoczyńców, ale też nieźle gotuje i uwielbia dokarmiać ludzi. Ale o tym wiedzieli nieliczni zaufani przyjaciele, których wpuszczała do swojego małego królestwa. Zdecydowanie nie było w nim miejsca dla przypadkowych osób. Gdy jej przyjaciele szaleli w klubach, dziewczyna wolała wyciągnąć się na łóżku z dobrą książką, posłuchać muzyki albo przetestować nowy przepis. Lubiła samotność, bo pozwalała jej przeanalizować wszystko, co ją męczyło, wsłuchać się w siebie. Oczywiście, czasem nie mogła tego znieść, dusiła się w czterech ścianach i rozpaczliwie marzyła, by nareszcie z nich wyjść, ale wystarczyło jedno spotkanie ze znajomymi, by z pełną satysfakcją mogła znów zamknąć się w swoim świecie. Uwielbiała, gdy odwiedzali ją przyjaciele, ale zwykle pełniła rolę powierniczki, która bywała niesamowicie męcząca.
Póki co, wszystko szło zgodnie z planem. Robiła wszystko tak, jak to sobie zamierzyła, dążyła do celu z właściwą sobie konsekwencją, przeżywając po drodze różne rozczarowania, ale mając dosyć siły, by nie zbaczać z wybranego kursu. Tylko jej życie uczuciowe pozostawiało wiele do życzenia, ale może Berys jest dla niej uśmiechem losu? Kto wie?
Z jakiegoś powodu Isolde wielu ludziom pozwalała złapać oddech. Gdy robiła w głowie przegląd swoich znajomych, nie mogła uwierzyć, że garną się do niej ludzie z tak spapranym życiorysem, ludzie, których kto inny dawno by skreślił. Nie rozumiała, dlaczego jej ufają i mają dość odwagi, by wyłożyć przed nią wszystkie błędy, porażki i wątpliwości. W końcu nie była kimś, kto wygrzebał się z emocjonalnego, życiowego bagna. Była tylko kimś, kto robił wszystko, by się w nim nie znaleźć. Wiele osób nie dostrzegało, że wcale nie jest taka opanowana i poukładana, jak by się mogło wydawać. Że czasem nie może dać sobie z czymś rady, że ma łzy w oczach, ale przecież to była Isolde, prawda? Nie lubiła się przyznawać do słabości, a ludzie nie przywykli do szukania ich objawów właśnie u niej. Przecież Isolde zawsze wiedziała, co robić, więc z pewnością nie potrzebowała wsparcia.
Zawsze była ostrożna, jeśli chodzi o wydawanie sądów na takie tematy. Wierzyła, że są ludzie obdarzeni wyjątkową intuicją, choć pewnie większość "jasnowidzów" to zwykli oszuści. Nigdy się tym specjalnie nie interesowała, woląc bardziej przyziemne przedmioty.
Rzeczywiście, to miało posmak wagarów. I to takich zupełnie spontanicznych, nieplanowanych. Nie żeby Isolde kiedykolwiek na nich była, ale miała dość wyobraźni, by się domyślać, że to pewnie podobne uczucie. Przez ciało Isolde przebiegł przyjemny dreszcz, kiedy owiał oddechem jej ucho i ucałował. To było stanowczo zbyt przyjemne, zbyt kuszące, podobnie jak jego szept, który działał na wyobraźnię tak bardzo, że Is mimowolnie przygryzła dolną wargę. - Na przykład...? - spytała odrobinę ochrypłym głosem, gładząc jego kark i przymykając oczy. Było jej dobrze, stanowczo zbyt dobrze i każda komórka jej ciała prosiła o kolejne pieszczoty, mimo że nie miała zamiaru ulec tej słabości.
- Nie wiesz, jak cenną walutą dysponuję - zażartowała, nachylając się do jego ust i całując go długo, po czym znów delikatnie przytrzymała jego wargę zębami. Podobał jej się sposób, w jaki pieścił jej nagą skórę, ale czuła, że jeśli trochę nie przystopują, to może zrobić się stanowczo zbyt gorąco.
- Mam tylko memortka, któremu zostawiłam zapas ziarna i dużo wody. Poradzi sobie beze mnie. Jestem kobietą wolną i niezależną - uśmiechnęła się kpiarsko, po czym wyplątała z jego objęć i wstała, przeciągając lekko. Nie dlatego, że było jej źle, wręcz przeciwnie. Było jej zbyt dobrze i czuła, że jeszcze chwila i ta mniej obliczalna część jej osobowości może dojść do głosu. A tego stanowczo nie chciała, nie dziś, nie teraz. Patrzyła w projekcję gwiazd i ogarnęło ją dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać. Zadarła głowę i wpatrywała się w migotliwe punkty, zastanawiając się, czy rzeczywiście ktoś inny, mądrzejszy od niej, potrafiłby powiedzieć na podstawie ruchu ciał niebieskich, czy popełnia właśnie wielkie głupstwo, czy też idzie tą ścieżką, którą iść powinna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Paź 26 2015, 12:26

I pomyśleć, że nie tak dawno jeszcze z takich chwil rezygnował na własne życzenie. Z drugiej strony nie spotkał nikogo kto w tak niewymuszony sposób pchał go do takiego sposobu spędzania wolnego czasu. Jeszcze kilka tygodni wyśmiałby taką osobę i napił eliksirem, aby przestała bredzić. Teraz nie chciał przerwać tego w obawie, że może więcej coś takiego się nie powtórzyć. Może Isolde przejrzy na oczy i dojdzie do wniosku, że dzieli ich zbyt wiele. Wiek, wiekiem ale nie tylko on odgrywał istotną role. Różnili się na wielu płaszczyznach, a wyliczenie ich wszystkich zajęłoby sporo czasu. Dlatego tak łaknął tego co mu dawała, a jednocześnie nie pozwalał sobie na więcej w obawie, że może ją spłoszyć. Tego nie chciał, więc powstrzymywał się przed wsunięciem ręki dalej pod jej sweter. Pocałunkiem, pod wpływem którego oboje mogą się zapomnieć. Bliskość fizyczna była ważna, ale czy najważniejsza?
Większość jego znajomości była przelotna. Poza Naifaru, Londyn okazał się jedynym miejscem w którym zagrzał miejsce na dłużej. Wcześniej podróżował bez celu, w poszukiwaniu czegoś czego i tak nie znalazł. Stabilizacja oznaczała coś czego chyba w głębi się bał. To jakby przyznanie do tego, że jest mu dobrze. A tak nie było, a może po prostu nie pozwalał sobie na to? Wcześniej nie zadawał sobie takich pytań, brnął przez życie nie myśląc nad nim głębiej. Dopiero przy Isolde poczuł, że mu czegoś brakowało. Otworzyła mu oczy na coś co zawsze odkładał na później. Na co czas jeszcze przyjdzie. Nie miał znajomych z którym regularnie się spotkał. Byli oni rozsiani po świecie i rzadko mieli okazję spędzać ze sobą czas. Był to bezpieczne. Oznaczało tak naprawdę brak przywiązania, wchodzenie w głębsze relacje w których oczekuje się więcej niż tylko dobra zabawa.
- Nie mogę zdradzać wszystkiego od razu… Wyobraźnia też wiele robi - mruknął przy jej uchu po raz kolejny drażniąc się z nią. Nie zamierzał od razu wykładać wszystkich kart na stół. Wolał je uchylić i pozwolić, aby miała czas na zatonięcie w myślach o tym co będzie później. Nie chciał też dojść do momentu w którym nie będzie mógł się powstrzymać, a pieszczoty pójdą w jednym kierunku. Już teraz trudno mu było nad tym zapanować, a z każdym kolejnym pocałunkiem i delikatną pieszczotą ciała stawało się to o wiele trudniejsze.
Wyobraźnia od razu zaczęła działać kiedy wspomniała o cennej walucie jaką dysponuje. Zdawał sobie z tego sprawę, ale na razie wszystko pozostawało w strefie domysłów, niedopowiedzeń i balansowania na granicy - Myślę, że jakoś się dogadamy - uśmiechnął się tajemniczo i oddał kolejnym pieszczotom jakie serwowała mu Isolde. Była w tym subtelna, a jednocześnie rozpalała go z każdym kolejnym pocałunkiem.
- Nie kuś, bo zabiorę Cię w miejsce z którego powrót zajmie o wiele więcej czasu niż myślisz - chciał po raz kolejny ją pocałować i nie odrywać się od jej ust przez długie minuty, ale postanowiła wstać. Nie wiedział do końca jak to odebrać. Może było coś co chciała mu powiedzieć, a nie mogła się do tego zabrać. Pozwolił jej na chwilę pobyć samą ze swoimi myślami, ale zaraz do niej dołączył podchodząc od tyłu i obejmując ją w talii. Schylił głowę, aby pocałować ją w policzek i mocniej przylgnąć do jej ciała - Zdradzisz o czym myślisz? - nie był pewien czy chce to wiedzieć, bo przecież mogło być to coś czego nie chciał usłyszeć. Mogła mieć wiele wątpliwości które z jakiegoś powodu znalazły się na pierwszym planie. Nie wiedział tylko czy będzie mieć argumenty, aby je rozwiać. Zawsze też istniała możliwość, że te jej pokrywały się z jego, tylko co wtedy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Paź 26 2015, 15:09

W tej chwili nic tak nie przerażało Isolde jak myśl, że mogłaby to zepsuć, a jej doświadczenie, może niewielkie, ale zawsze jakieś, mówiło, że zbyt szybkie skracanie dystansu i folgowanie zmysłom jest najgorszym z możliwych pomysłów. Dlatego mimo że wszystko w niej tęskniło do dotyku Berysa, do coraz śmielszych pieszczot, nie chciała posunąć się za daleko. Oczywiście, że miała wątpliwości, ale pojawiały się przede wszystkim wtedy, kiedy nie miała go obok siebie. Wystarczyło, że spojrzała mu w oczy albo usłyszała głos, a wszystkie te rozsądne, dorosłe myśli rozmywały się i ulatniały. Nie miała siły się nad tym wszystkim zastanawiać, mimo że przeczuwała, że w ostatecznym rozrachunku znowu będzie cierpieć. Pewnie taki już jej los, ale skoro mogła chwytać okruchy szczęścia, całując Berysa i czując jego ciepłe dłonie błądzące po jej rozgrzanym ciele, to dlaczego miała sobie odmawiać? Czego by nie zrobiła, zawsze kończyło się tak samo - rozczarowaniem i łzami. Więc może dla tych kilku chwil warto było zaryzykować.
Wbrew temu, co można sądzić o dobrze ułożonej Isolde, miała ona dość gorący temperament, a fakt, że nie było to oczywiste, wynikał głównie z wychowania i charakteru. Była naprawdę dobra w tłumieniu emocji i kontrolowaniu swoich pragnień, ale gdy w końcu pozwoliła im dojść do głosu, wydawała się być zupełnie inną osobą. Trzymała się w ryzach, ale z każdym kolejnym pocałunkiem Berysa, jej wyobraźnia wchodziła coraz to na wyższe obroty, sprawiając, że Isolde miała ogromną ochotę ściągnąć ten przeklęty sweter, w którym było jej stanowczo za gorąco, szczególnie że dłonie Fairleya rozpalały ją coraz bardziej.
W życiu Isolde wszystko było tak stabilne, jak tylko to możliwe, choć powoli zaczęła dochodzić do wniosku, że chyba wpadła we własne sidła. Ale takie myśli dopadały ją tylko czasem, kiedy porównywała swój życiorys do życiorysów przyjaciół, którzy pojawiali się i znikali, wracając z dzieckiem na ręku, złamanym sercem albo pierścionkiem zaręczynowym. To nie dla niej. Chciała wszystko rozgraniczać - wybrała sobie niebezpieczny zawód, o którym zawsze marzyła, jednocześnie mając nadzieję, że jej życie prywatne będzie spokojne i stabilne. A teraz będąc tutaj z Berysem, licząc dzielące ich lata, sumując doświadczenia i wszystko inne, czuła dreszcz niepokoju, który jednak nie mógł jej powstrzymać. Patrząc mu w oczy, widziała coś, co roztapiało jej serce. Czuła, że tak samo jak ona ma ochotę pójść krok dalej, ale nie robi w tym kierunku nic, bo nie chce zepsuć tej kruchej relacji, jeszcze bardzo nieopierzonej i pełnej wątpliwości. To dawało nadzieję, której Isolde chciała się trzymać, nawet jeśli dawała tym dowód swojej młodości i braku doświadczenia.
Kusił ją i prowokował, a jednocześnie żadne z nich nie miało zamiaru pozwolić sobie na zbyt wiele. Stąpali po kruchym lodzie, bo niemal instynktownie szukali swojej bliskości w coraz mniej niewinny sposób, ale byli dorosłymi ludźmi, którzy potrafili nad sobą panować. Uśmiechnęła się tylko lekko i wzdrygnęła, gdy zamruczał jej do ucha. Naprawdę, powinni przestać, bo Isolde coraz bardziej szalała na jego punkcie i to nie tylko w romantycznym sensie, ale również tym erotycznym. Rozzuchwalała się coraz bardziej, podobnie jak jej wyobraźnia, która podsuwała coraz to bardziej pikantne scenariusze ich spotkania, na co Isolde starała się jej nie pozwolić. Zdawała sobie sprawę, że najbliższe kilka dni i nocy będzie chodziła jak błędna, rozpamiętując każdą pieszczotę i każde nasycone aluzjami zdanie.
Oderwanie się od niego kosztowało ją wiele wysiłku, ale było rozsądnym posunięciem. Patrząc na gwiazdy i planety, zdołała się trochę uspokoić, ochłonąć i zepchnąć swoje myśli na inne tory. Była mu wdzięczna, że na to pozwolił, ale w chwili gdy ją na powrót objął i pocałował, nie mogła powstrzymać się od uśmiechu, bo przez ten krótki czas zdążyła zatęsknić za jego dotykiem. Zadawała sobie pytania, czy raczej pozwalała im przelatywać przez głowę bez ładu i składu.
- Ja... - zająknęła się, nie bardzo wiedząc, co mu powiedzieć, choćby dlatego, że sama nie potrafiła tego uporządkować. Nie chciała też powiedzieć słów, których mogłaby żałować, takich, które sugerowałyby, że traktuje ich relację zbyt serio. Kilka wieczorów i jesteś mój. O nie, nic z tych rzeczy. - Sama nie wiem. Mam mętlik w głowie. Wiem tylko, że nie pamiętam, żebym ostatnio spędziła równie miły wieczór. I zastanawiam się, czy ktoś nam przydziela ilość szczęścia. Wiem też, że... patrząc w niebo czuję się niesamowicie mała. I bezradna. Ale teraz odczuwam to jakby mniej dotkliwie - powiedziała cicho, uśmiechając się i mocniej oplatając ramionami Berysa. Odchyliła głowę do tyłu i oparła ją o jego pierś, wsłuchując się w bicie serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Paź 26 2015, 23:17

Znikał. Zawsze w tym samym momencie, zawsze wtedy kiedy zaczynało się robić zbyt poważnie. Czasem nie potrzebował usłyszeć zbyt wielkich słów czy obietnic, wystarczyło, że coś się wydarzyło, a następnego dnia już go nie było. Bez słowa, bez żadnego wyjaśnienia czy kilku linijek listu. W obawie… Tylko przed czym? Tego nie wiedział, nie chciał się nad tym głębiej zastanawiać, bo nigdy z tego nie wychodziło nic dobrego. Nadal miał przed oczami twarz tamtej dziewczyny, nie ważne ile lat mijało ten obraz nadal był świeży. To było przeszłością, ale nadal z jakiegoś powodu nie umiał się z nią rozliczyć. Prawdopodobnie nigdy nie zapomni tamtego poranka, ale czekał na dzień kiedy przestanie uzależniać od tego kolejne kroki i działania.
Stał za nią, trzymał ją w ramionach, a przez głowę przemknęło mu, że mógłby tak codziennie. Takie myśli najbardziej go przerażały, ale z drugiej strony był w nich coś przyjemnego. Szala przechylała się na różne strony i nie wiedział jak to się skończy. Isolde z pewnością wniosła w jego monotonne życie świeżość, której od dawna nie miał. Za nią pojawiała się niepewność, wątpliwości i cała mało przyjemna reszta, której nie mógł od tak się pozbyć.
- Wątpliwości, niepewność, masa pytań i jeszcze więcej odpowiedzi… najróżniejsze myśli, gdzie jedna wyklucza drugą. W sumie łatwiej ukryć to pod jednym słowem. Chociaż nie wiem czy nie lepiej czasem dosadniej coś nazwać, tak dla zasady - w sumie nie pasowało mu do Isolde rzucanie przekleństwami na prawo i lewo, ale wszystko pewnie zależało od sytuacji. Każdy miał swoje granice, gdzie po ich przekroczeniu zaczynało się źle dziać. Praca w szpitalu nauczyła go czasem, że warto ugryźć się w język i dopiero będąc samemu pozwolić sobie na wyrzucenie z siebie wszystkiego. Trudniej mu było to stosować to w życiu prywatnym, więc może dlatego zdarzało mu się wpadać w kłopoty. Nie ważne, że już teoretycznie powinien mieć ten okres za sobą - To chyba dobrze, prawda? Nie próbuj się doszukać w tym niczego. Po prostu czuj i ciesz się tym wieczorem dopóki trwa - niby proste, a jednocześnie niewyobrażalnie trudne, szczególnie dla kogoś kto od wielu lat nie pozwalał sobie na takie szczęście. Może dlatego w kółko to powtarzał? Aby w końcu i do niego to dotarło. Najłatwiej było dawać innym dobre rady, a samemu się do nich nie stosować.
Zamknął oczy, jakby to miało mu pozwolić zapomnieć na kilka chwil o tych wszystkich niewypowiedzianych pytaniach. Wątpliwościach i całej reszcie, bo przecież sama różnica wielu była tylko początkiem. Jednak na razie, ani razu o tym nie zostało głośno powiedziane. Wiedzieli to przecież obydwoje, ale żadne nie chciało poruszyć tego tematu. Zresztą ciężko było rozmawiać o czymś kiedy tak naprawdę nie wiedzieli czego od siebie oczekują. Pragnienia, pragnieniami, ale nie tylko nimi człowiek żyje - No tak, w moich ramionach świat wydaje się piękniejszy i bardziej przystępny - pocałował ją w policzek, ale po chwili odwrócił, aby stała przodem do niego - Wzięło Cię na rozmyślania. Następnym razem pójdziemy do wesołego miasteczka, zapchamy się watą cukrową, a na koniec skończymy w jakimś domu strachów, abyś mogła bezkarnie szukać schronienia w moich ramionach - zaśmiał się, bo tak naprawdę nie widział siebie w takim miejscu. Gdyby tak na to spojrzeć, to jeszcze kilka dni temu nie myślał, że skończy w obserwatorium w jej towarzystwie. Jednak tutaj nie było spojrzeń wścibskich osób, a to dawało nijako poczucie bezpieczeństwa. Zdawał sobie sprawę, że niektórzy wręcz nie będą sobie mogli odmówić komentarza na temat dzielącej ich różnicy wieku. Chodziło mu tylko o to, żeby uchronić przed tym Isolde. Właśnie w takich chwilach zdawał sobie sprawę jak bardzo musi mu na niej zależeć. Gdyby tak nie było nawet w ten sposób by to tym nie myślał. Nie wiedział czy lepiej nie zrobi dając jej spokój, wtedy na pewno nie narazi jej na krzywe spojrzenia czy komentarze…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Wto Paź 27 2015, 19:03

Uśmiechnęła się pod nosem i skinęła głową, bo całkiem dobrze oddał słowami to, co działo się teraz w jej głowie. Pomyślała, że być może Berys przeżywa to samo i z jakiegoś powodu przyniosło jej to ulgę, bo sugerowało, że ich relacja budzi w nich podobne uczucia, tym samym dając szansę, że obejdzie się bez bolesnych nieporozumień i rozczarowań. Przynajmniej na tym etapie. Isolde przeklinała rzadko, choć czasem jej się zdarzało, ale głównie w samotności, gdy osiągała pewien poziom frustracji i złości. Ilekroć wyrwało jej się jakieś bardziej wulgarne słowo w obecności Madnessa, ten bił brawo, doprowadzając ją tym do szału i twierdząc, że chyba nareszcie dorasta. Nie lubiła dawać mu tej satysfakcji, w ogóle nie rozumiała źródła swojej relacji ze ślizgonem, ale ciągnęło się to od początku ich nauki w Hogwarcie i nic nie wskazywało na to, żeby miało ulec zmianie.
- Nie próbuję - powiedziała może nieco zbyt pospiesznie, bojąc się, że Berys źle zinterpretuje jej rozmarzenie, że pomyśli sobie, że jest o krok od zakochania się w nim po uszy (co w rzeczywistości już się stało, ale o tym sza), po czym czmychnie, gdzie pieprz rośnie, zaniepokojony takim obrotem spraw. Nie chciała, by ten wieczór się kończył, sama myśl, że w końcu się rozstaną, psuła jej całą przyjemność. Starała się nad tym nie zastanawiać, w końcu póki tulili się do siebie pod rozgwieżdżonym niebem, ale ta część jej osobowości, która miała w zwyczaju opłakiwać przyszłe smutki, zanim jeszcze miały miejsce, szeptała o rozstaniu.
Wydęła usta z udawanym oburzeniem, kiedy zaczął sobie z niej żartować, ale pozwoliła się obrócić przodem do niego, po czym zrobiła to, na co miała ochotę od samego początku. Niepostrzeżenie wsunęła dłonie pod jego ubranie, dotykając najpierw brzucha, a potem miękkim ruchem przesuwając je na plecy, by w końcu objąć go mocno, wciąż delikatnie wodząc dłońmi po jego ciele. Zajrzała mu w oczy i prychnęła.
- Naprawdę chcesz wystraszyć przyszłego aurora jakimiś kukłami w domu strachów? Poza tym... od dzisiaj mam zamiar skończyć ze skrupułami i pretekstami i będę szukać schronienia w twoich ramionach, ilekroć będę miała na to ochotę. Co powiesz na taki układ? - spytała żartobliwie, mimo że po kręgosłupie przebiegł jej zimny dreszcz, kiedy uświadomiła sobie, co właściwie mówi. Nie chciała wypływać na głębokie wody, ale pod wpływem chwili i emocji powiedziała o jedno zdanie za dużo i teraz drżała z niepokoju, czy Fairley nie poczuje się przez nią osaczony. Żeby pokryć swoje zmieszanie, uniosła się lekko na palcach i pocałowała go w usta. Nie to na nic, zupełna głupota. Na Merlina, Isolde, co ty wyprawiasz? Zmarszczyła brwi, mimowolnie podenerwowana tym wszystkim, po czym odsunęła się kawałek od Berysa, jednak nadal nie wyciągając dłoni spod jego koszulki. Patrzyła na niego i myślała, że naprawdę nic jej nie obchodzą złośliwe komentarze i krzywe spojrzenia. Było tylko kilka osób, które były w stanie naprawdę ją zranić, teraz on również zaliczał się do tej grupy. Nie obchodziło ją, że dostanie łatkę dziewczyny, która lubi starszych od siebie facetów, która spotyka się z mężczyzną, który mógłby być jej ojcem. Naprawdę, w ostatecznym rozrachunku to wszystko nie miało znaczenia. Nie dla niej, jeśli w zamian za te drobne przykrości mogła zdobyć choć kilka tygodni szczęścia z Berysem. Nie musiał jej chronić, a już na pewno nie wbrew jej woli. Nie miał prawa decydować za nią i gdyby Isolde wiedziała, co mu chodzi po głowie, powiedziałaby to bardzo dobitnie. Ale o niczym nie wiedziała, a jedynie przeczuwała, że dręczą ich podobne wątpliwości.
- Chcę spędzić z tobą trochę czasu - powiedziała bardzo cicho, patrząc mu poważnie w oczy i czując, że jej serce bije zdecydowanie za szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Wto Paź 27 2015, 20:56

Gdyby mógł odjąć wątpliwości, niepewność i to o czym powiedział wcześniej pozostałoby tylko… No właśnie co? Fairley, proszę nazwij to, nie bój się tego, nie ugryzie ani nie pośle w Twoim kierunku Avady. Odganiał od siebie te myśli, ale one i tak wracały nie dając ani chwili spokoju. Kolejne pocałunki, rozmowa, spędzanie z nią czasu sam na sam w niczym nie pomagało. Było to coś przyjemnego i nie chciał sobie tego odmawiać. Wcześniej może byłby w stanie to zrobić, ale teraz przepadł i obawiał się tego, że w mgnieniu oka z jakiegoś powodu może mu to zostać zabrane. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kołatały się myśli, że przecież nie zasługuje na to wszystko. To nie tak powinno wyglądać. Takie wątpliwości nie towarzyszyły mu od dawna i nie zapowiadały niczego prostego. Jednak kiedy tak trzymał ją w ramionach nie miał najmniejszej ochoty jej z nich wypuszczać.
Wcześniej nie miał oporów do tego, aby wymieniać partnerki dość… szybko. Nie czuł się z tym źle, nie miał wyrzutów, bo przecież żadnej niczego nie obiecywał. Nigdy nie łączyło go z którąkolwiek z tych kobiet cokolwiek poza seksem. Jedyne miejsce w które je zabierał było jego łóżkiem, chociaż też niekoniecznie. Wystarczyło miejsce w którym można się było oddać cielesnym uniesieniom. Później więcej ich nie widział. W większości wypadków nie pamiętał ich imienia, czasem nawet go nie poznał. Tak było najprzyjemniej. Zero komplikacji, zero zobowiązań, zero kłopotów. Teraz było inaczej. Zależało mu, pragnął dawać jej szczęście, sprawiać, aby się uśmiechała, a kiedy będzie miała gorszy dzień to żeby w jego ramionach znalazła pocieszenie. Chciał jej dać to wszystko i jeszcze więcej, ale wiedział doskonale, że to nie będzie łatwe, a co jeżeli nie podoła?
- Dopóki nie będzie to korytarz szpitala, ministerstwo albo inne miejsce gdzie… - zamilkł, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę powiedział to tylko ze względu na to, aby ukryć się za złośliwością. Być może dotkliwą, ale nie sądził, aby Isolde była gotowa szukać jego ramion kiedy na horyzoncie pojawiłaby się jej matka. Nie miał jej tego za złe, ale mogło to w tym momencie zabrzmieć zupełnie inaczej. Zdecydowanie lepiej było kiedy oddawał jej pocałunki i delikatne pieszczoty niż zaczynał mówić. Nie zaczął się wycofywać z tego co powiedział, a jedynie patrzył jej w oczy szukając czegoś co przemówiłoby za tym, że nie przekroczył jakiejś niewidzialnej granicy. Było to głupie, ale drażnił go fakt dzielącej ich różnicy wieku, bo przecież nie miał na nią żadnego wpływu. Tak samo jak na swoje głupie serce, które biło szybciej kiedy jego myśli krążyły wokół niej. Być może w ten niefortunny sposób dał temu upust, a może chciał jej pokazać, że wcale nie jest tak miło i przyjemnie jakby się wydawało. Do końca tego nie wiedział, ale nie zrobił tego, aby jej dogryźć. Chciał tylko pokazać jej, że to jednak istotna kwestia, która może stać na przeszkodzie, ale nie musi. Tak wiele zależało od nich, a teraz już tylko od Isolde.
- Nadal chcesz? - po swoich wcześniejszych słowach nie był pewny tego czy nadal tak było - Nic nie jestem Ci w stanie obiecać. Zapewnić, że jutro będzie wyglądało tak samo dobrze jak dziś. Mam ponad czterdzieści lat, a Ty jesteś o połowę młodsza. Mam pracę, której przez ostatnie lata poświęcałem się bez zastanowienia. A przeszłość… Nie mam dwudziestu lat na karku - zaczął mówić powoli nie przerywając ani na chwilę spojrzenia, chciał zobaczyć jak reaguje na kolejne słowa. Jednocześnie dać jej do zrozumienia, że nie wszystko jest takie jak się wydaje w danej chwili. Pocałunki, spędzanie czasu pod rozgwieżdżonym niebem, było niesamowicie przyjemnie, ale tak nie będzie na co dzień. Lepiej, żeby jak najszybciej zdała sobie z tego sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Wto Paź 27 2015, 21:48

Cóż, Isolde nie miała zbyt dużego doświadczenia, jeśli chodzi o kwestie erotyczne, to znaczy, jakieś tam miała, ale na pewno nie wiązało się ono z liczbą partnerów, bo przekroczenie bariery fizyczności było dla niej zawsze problemem. Aż dziwne, że tym razem szło tak gładko, mimo że nie dotarli jeszcze do ostatniego portu, ujmując rzecz metaforycznie. W gruncie rzeczy tylko raz zdarzyło się jej pójść do łóżka z kimś, do kogo nie czuła absolutnie nic, ale, ku jej zdziwieniu, ten wybryk wcale nie zaowocował kacem moralnym, ale coś jej uświadomił i sprawił, że zdała sobie sprawę z własnego temperamentu. Cóż, było to odkrycie dosyć niepokojące, ale jednocześnie na swój sposób wyzwalające i gdyby nie ono, prawdopodobnie Berys nie miałby okazji wsunąć rąk pod jej sweter. Inna rzecz, że Dexter nie był osobnikiem zupełnie przypadkowym, jako prefekci Gryffindoru trochę się znali i ścierali przy każdej możliwej okazji, co miało swój finał podczas pewnego nocnego obchodu, kiedy pokłócili się bardziej niż zwykle i koniec końców wylądowali razem w łazience prefektów. Merlinie, kto by posądzał tę delikatną, niewinną Isolde o takie ekscesy?
Jego słowa momentalnie starły uśmiech z jej ust. Właściwie była na to przygotowana, ta kwestia musiała w końcu wypłynąć i w gruncie rzeczy sama ją sprowokowała. Wypuściła powietrze ze świstem i spuściła wzrok, marszcząc brwi i przykładając dłonie do jego rozgrzanych boków. Wyobraziła sobie, że czerpie z jego bliskości siłę, żeby jakoś to wszystko poukładać, ale wydało się jej to głupie, więc w końcu cofnęła ręce i splotła ramiona na piersi, patrząc na niego poważnie. Milczała, ważąc słowa, próbując wyczytać z jego spojrzenia, co się za tym wszystkim kryje. Czy Berys się martwi, czy może po prostu ściąga ją na ziemię, bo zaczęła dryfować wśród gwiazd? Bała się wyciągać pochopne wnioski, a nie potrafiła jeszcze dość dobrze go rozszyfrowywać, dlatego przygryzła usta i kontemplowała jego twarz. Wiedziała, że to ona była problemem. Fakt, że była taka młoda i miała rodziców, którzy pracowali w obu miejscach, gdzie mogliby się widywać w czasie pracy. Poczuła nagle idiotyczne rozżalenie, ale starała się trzymać fason.
No to jesteśmy w domu - pomyślała, wysłuchując słów Berysa i mając ogromną ochotę machnąć niecierpliwie ręką albo zamknąć mu usta pocałunkiem. Była rozdrażniona, ale nie chciała, żeby i jemu się to udzieliło. Choć kiedy na niego patrzyła, zdawała sobie sprawę, że jest równie przejęty jak ona sama.
- Nie chcę od ciebie żadnych obietnic, może jedną, ale to teraz nieważne. Myślisz, że nie zdaję sobie z tego wszystkiego sprawy? Tak, jestem młoda i romantyczna, ale nie głupia. Wiem, jak to wszystko wygląda, jak będzie wyglądało w oczach innych. Teraz chcę, żebyś mi tylko powiedział, czy... to znaczy... jak to wygląda dla ciebie i czy jesteś... czy chciałbyś... och, wiesz o co mi chodzi! - powiedziała niecierpliwie, plącząc się niemiłosiernie i mając wrażenie, że owiał ją zimny wiatr. Objęła się ramionami i wypuściła ze świstem powietrze, próbując się uspokoić. Zdawała sobie sprawę, że teraz ważą się losy ich dwojga i że każde słowo może okazać się decydującym. - Nie chcę cię narażać na kłopoty. Nie chcę ci komplikować życia, które sobie ułożyłeś. Nie chcę cię o nic prosić, po prostu myślałam, że... że coś między nami zaiskrzyło. Ale jeśli tak nie jest i musimy wrócić do rzeczywistości, to rozumiem - powiedziała tym razem spokojnie, starannie odmierzonym tonem, nie mając jednak dość siły, by na niego spojrzeć, czując, że w żołądku rośnie lodowata bryła, a w gardle gula, która niemal nie pozwala jej mówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sro Paź 28 2015, 10:57

To nie szło w dobrym kierunku. Zaczynał czuć złość i irytację, ale nie wiedział czy kieruje to bardziej do siebie czy do niej. To również nie działało na niego dobrze, tym bardziej, że nie umiał w tej chwili wyjść. Powiedzieć, że było to pomyłką i zostawić wszystko za sobą jakby nigdy nic się nie wydarzyło. W którymś momencie przekroczył jakąś niewidzialną granicę zza której nie chciał już wracać. Wolał poddać się temu i zobaczyć co będzie dalej, mając, w swoim wyobrażeniu, marne szanse na szczęście. Chciał jednak spróbować do tego dążyć niż oddać to bez jakichkolwiek prób. Szkoda, że sami to wszystko komplikowali. Dzisiejszy wieczór mógł pozostać miłym, ale Berys nie mógł wiecznie udawać, że nie ma problemu. Bo był i zdawał sobie z tego sprawę już wtedy w galerii, a i później boleśnie zostało mu to przypomniane.
Myślał, że Isolde na chwilę zapomniała, że jednak należy stąpać po ziemi, a nie unosić się nad nią kilka centymetrów, a może i więcej… W to akurat nie wnikał, ale wydawało mu się, że cały czas próbuje uparcie zignorować niektóre rzeczy. Te widoczne na pierwszy rzut oka, jak i te które widać było po pewnym czasie. Na pewno pojawi się ich jeszcze więcej, ale tak daleko nie wybiegał w przyszłość.
- A zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawę? - spytał dobitnie. Mocniej niż miał taki zamiar, ale w sumie uznał, że dobrze się tak stało. Chciał znać odpowiedź na to pytanie, nie ważne jaka by ona nie była - Czego chcesz? No powiedz, bo nie dość, że jestem stary to jeszcze niedomyślny, więc nie mam pojęcia o co chodzi. Możesz myśleć, że to tylko nic nieznaczące cyferki nas dzielą, ale to jest coś o wiele większego - chyba pozwolił złości przez siebie przemawiać, bo oczywistym było, że doskonale wie o co jej chodzi. Kiedy objęła się ramionami miał ochotę przyciągnąć ją do siebie i przytulić, po czym pocałować, jednak zdusił to sobie. Gdyby tak zrobił przepadłby i na pewno nie chciał więcej o tym rozmawiać. Nie uważał jednak, żeby to było dobre rozwiązanie. Stał naprzeciwko niej próbując przemówić sobie do rozsądku i walcząc z sobą, by pocałunkiem nie zamknąć jej ust, by już więcej nie wypłynęły z nich żadne słowa - Chcesz komplikować mi życie. I nie wiem co jest gorsze, że to robisz czy to, że chcę Ci na to pozwalać. Isolde, masz pojęcie w co się ładujesz? - zrobił krok w jej kierunku i uniósł jej głowę za brodę, aby spojrzała mu w oczy. Chciał ją pocałować, ale wstrzymał się przed tym. Drugą dłoń położył na jej talii i lekko pchnął w kierunku ściany. Tak, aby ostatecznie przywarła do niej plecami.  
W głowie kołatały mu się myśli, które w efekcie końcowym przeplatały się na różne strony tworząc niezły mętlik. Dodatkowo kiedy patrzył jej w oczy pojawiały się kolejne wątpliwości, ale równocześnie nie chciał rezygnować z dalszego jej poznawania.
- Być ze mną? Poznać mnie lepiej, odkryć co kryje moja przeszłość? Zobaczyć czy da się żyć z osobą, która bez zastanowienia poświęca się pracy i którą wszyscy mają za gbura? Nie jestem kimś kogo matki pragną dla swoich córek - zaczął mówić powoli, mocno akcentując ostatnie zdanie. Nie zamierzał jej niczego ułatwiać. Sam już zdecydował, ale teraz czekał na Isolde - Nie chcę zabawy, przelotnego romansu czy niezobowiązującego seksu. Chcę się obudzić przy Tobie, a nie znikać zanim nastanie nowy dzień. Wziąć Cię za rękę bez obawy, że zobaczy nas ktoś kto nie powinien. Chcę… - ponownie zamilkł w pół zdania. Nie wiedział czy teraz jej nie odstraszy, czy nie powiedział zbyt wiele - A Ty? Czego chcesz? Bo jeżeli Cię teraz przestraszyłem tym co powiedziałem…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sro Paź 28 2015, 20:58

Jego ton sprawił, że spięła się w sobie i poczuła gwałtowny przypływ złości, pomieszanej z żalem. Pomyślała z rozdrażnieniem, że ładnie sobie wybrała, ale przecież nie był to świadomy wybór, a raczej jakaś irracjonalna decyzja jej serca, które upierało się, że Berys i nikt inny. Zacisnęła dłonie w pięści, mając wrażenie, że każde jego słowo wbija się boleśnie w jej serce, odziera je z całej słodyczy, w której zdążyło się zanurzyć przez ten czas. Dlaczego był taki bezwzględny w ściąganiu jej na ziemię?
- Och, przestań opowiadać takie brednie. Skoro dzieli nas taka przepaść, to po co to wszystko? - wycedziła, zataczając ręką krąg. - Dlaczego mnie wtedy pocałowałeś? Dlaczego zabrałeś mnie tutaj? Skoro dzieli nas tak wiele, to dlaczego się mną bawisz? - jej głos był zimny i głuchy, miała wrażenie, że zaraz pęknie jej serce, ale musieli to doprowadzić do końca.
Na kolejne słowa nie odpowiedziała, czując, że narasta w niej złość i dziecinny bunt. Ale kiedy zmusił ją, by na niego spojrzała, a potem lekko przycisnął do ściany, coś w niej pękło. Zdecydowanym gestem oparła dłonie na jego klatce piersiowej i odsunęła go od siebie na tyle, na ile jej na to pozwolił. Nie miała z nim żadnych szans.
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Rób. - powiedziała lodowatym tonem, który w jej przypadku zwiastował nadchodzący wybuch wściekłości. Nie cierpiała, kiedy ktoś ją osaczał w jakikolwiek sposób, a już szczególnie fizycznie, kiedy była słabsza i na przegranej pozycji. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, w których błyszczały rozpacz i wściekłość. - Nie będziemy tak rozmawiać, nie naciskaj na mnie w ten sposób! Jesteś potwornym arogantem, wiesz? Zastanawiałeś się kiedyś, ile wiesz o mnie? O tym, co ja przeżyłam? Tak, jestem od ciebie znacznie młodsza i na pewno mam mniejsze doświadczenie, ale nie wiesz o mnie nic. Tak, byłam ze starszym od siebie mężczyzną. Ale wszystko rozpadło się nie przez różnicę wieku, tylko jego cholerne kłamstwa. Czy wiesz, jak bardzo się boję? Jak bardzo cierpiałam i jak wszystko się we mnie kurczy ze strachu, kiedy zdaję sobie sprawę, że znowu mi na kimś zależy? Przez ostatni rok próbowałam się pozbierać i naprawdę nie wiem, jak mi się to udało. Chciałam być sama, żeby więcej nikt mnie tak nie skrzywdził. Wiesz, ile odwagi wymaga ode mnie bycie tutaj z tobą? Oczywiście, że nie, bo zamknąłeś mnie już w szufladce i myślisz, że cokolwiek o mnie wiesz...! - mówiła pozornie spokojnie, chłodno, a jednak każde jej słowo było starannie odmierzone i nabrzmiałe emocjami. - Tak, być z tobą. Poznać cię lepiej, ale nie obchodzi mnie twoja przeszłość, dopóki nie ma wpływu na teraźniejszość. A czy t y wiesz, co to znaczy być z kimś, kto może w środku nocy zostać wezwany, żeby ścigać jakiegoś szaleńca, który ciska na prawo i lewo zaklęciami niewybaczalnymi? Nie obchodzi mnie, co myślą wszyscy. A do moich relacji z matką się nie mieszaj, bo mimo że jesteśmy ze sobą zżyte, to nie ma żadnego wpływu na moje życie. Gdyby tak było, potulnie uczyłabym się, jak zostać wzorowym uzdrowicielem. Tu nie chodzi o to, czego ona dla mnie pragnie, ale czego pragnę JA - Jeśli on stawiał sprawy na ostrzu noża, nie miała zamiaru łagodzić sytuacji. Miała ochotę krzyczeć ze złości, ale nie robiła tego, zaciskając pięści tak mocno, że paznokcie wbijały się we wnętrza dłoni, tworząc różowe półksiężyce.
Jednak następne słowa zupełnie wytrąciły ją z równowagi. Rozluźniła pięści, czując wszystko naraz. Nie przewidziała takiego obrotu spraw, nie była gotowa na taką deklarację i poczuła się przytłoczona faktem, że wszystko waży się właśnie teraz. Zdążyła już zwątpić, czy Berysowi w ogóle na niej zależy. Mnożył tylko przeszkody, zamiast, jak sam ciągle powtarzał, cieszyć się chwilą. Przełknęła ślinę i spojrzała na niego oszołomiona, nie mogąc znaleźć właściwych słów. Musiała wyhamować, przeskoczyć z trybu "furia" na tryb "wyznania" i zupełnie nie potrafiła sobie z tym poradzić.
- Ja też tego chcę - powiedziała po prostu, nie wiedząc, co jeszcze mogłaby dodać. Serce biło jej tak mocno, że miała wrażenie, że zaraz zemdleje, ale nawet gdyby tak się stało, to nie mogła lepiej trafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Paź 30 2015, 11:58

Może byłoby prościej gdyby Berys przez ostatnie lata nie chciał udowodnić, przede wszystkim samemu sobie, że nie potrzebuje nikogo, że nie zasługuje na szczęście. Teraz za każdym razem kiedy myślał o Isolde pojawiał się na jego ustach uśmiech i gdzieś, bardzo głęboko, robiło mu się przyjemnie. Co jednocześnie było miłym uczuciem, a z drugiej strony go przerażało. Dlatego może nie tyle ją, co samego siebie chciał ściągnąć na ziemię. Na pierwsze pytania nie umiał odpowiedzieć, szukanie wyjaśnienia nie prowadziło do niczego. Działał wtedy pod wpływem jakiegoś impulsu, któremu w tamtej chwili się poddał. Dopiero później przyszła refleksja, myśli, które wdzierały się do głowy i zaburzały coś, co miało być piękne. Nie chciał, aby pomyślała, że jest jakimś jednorazowym wyskokiem. Młodą dziewczyną, która mu udowodnić, że może być dla takiej osoby atrakcyjny i mimo czterdziestu lat nie jest podstarzałym facetem, który mógłby być z powodzeniem jej ojcem.
Nie spodziewał się, że wywoła u niej taką reakcję. Nie chciał tego i dopiero teraz przyszła refleksja nad tym co robi i w jaki sposób się zachowuje. Pozwolił się odepchnąć, ale nie odsunął się na więcej niż niewielki krok. Złość na samego siebie była coraz większa i przez chwilę pomyślał, że to wszystko nie ma sensu, że więcej będzie z tego nieszczęścia i rozczarowań niż tych dobrych rzeczy.
- Czyli powinnaś wiedzieć, że ładowanie się w związek z kimś kto jest dużo starszy od Ciebie nie ma przyszłości. Jednak znów to robisz! Dlaczego mnie wtedy nie odepchnęłaś? Nie powiedziałaś, że to błąd - tak, był arogantem, a teraz do niego to dotarło. Nie miał pojęcia, że wcześniej była w związku ze starszym facetem, nie wiedział co przeżyła, ani w jakim kierunku potoczyła się tamta relacja. Tak naprawdę nic o niej nie wiedział i nie o taki sposób poznawania mu chodziło - Przestań, nie jesteś jeszcze aurorem i jeszcze długa droga przed Tobą - powiedział spokojnie zdając sobie sprawę z tego, co te słowa mogły wywołać. Jednak taka była prawda i choć na stażu zdarzył się jej wypadek to dopiero za jakiś czas będzie mogła zdawać egzamin aurorski, a do tego czasu na pewno będzie już o wiele bardziej przygotowana do przyszłego zawodu. Nie chciał w żaden sposób umniejszać tego co powiedziała, zdawał sobie sprawę, że obrała taką, a nie inną ścieżkę. Wiązało się z tym spore ryzyko i oboje o tym wiedzieli. Ona miała ojca aurora i pewnie nie raz siedziała przy jego łóżku, on nie raz spotykał ich na innych oddziałach szpitala - Więc czego pragniesz? - spytał dobitnie patrząc jej w oczy.
Nie tak chciał spędzić ten wieczór, nie w taki sposób chciał z nią rozmawiać. Dlatego wziął głębszy oddech, aby się uspokoić i nie pozwolić, aby to złość przez niego przemawiała. Była ona złym doradcą o czym już przecież nie raz się przekonał, ale widać uczenie się na błędach było zbyt trudne. Najchętniej wziąłby ją w ramiona i dał jej poczucie, że nic złego mu się przy nim nie stanie, ale takiej pewności nie miał. Nie mógł niczego zagwarantować, tym bardziej, że zdawał sobie sprawę, że w tej chwili mógł ją zranić najmocniej. Oboje chcieli tego samego, ale on wszystko komplikował. Mnożył problemy, aby tylko ją wystraszyć. Pokazać, że nic nie będzie proste, ani łatwe, a już szczególnie z nim. Jednak na przekór wszystkiemu Isolde zamiast wyjść nadal stała tutaj.
- Masz zero instynktu samozachowawczego - powiedział cicho i zrobił krok w jej kierunku. Przytulił ją do siebie i zamknął na chwilę oczy. W tym momencie nie wyobrażał sobie, żeby mógł ją puścić. Zbyt wiele zaczęła dla niego znaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Paź 30 2015, 13:50

Próbowali zrzucać na siebie nawzajem "winę" za rozkwit tego początkowo nieśmiałego zauroczenia, jakby była to jakaś zbrodnia. Oboje się bali, choć z zupełnie innych powodów. Zdawali sobie sprawę, że jeśli dadzą sobie szansę, ich życie wcale nie stanie się łatwiejsze. Ale zdawali sobie też sprawę, że przekroczyli jakąś niewidzialną granicę, za którą samotne życie, jak do tej pory, stanie się znacznie trudniejsze. Isolde nie chciała kochać, nie chciała znowu uzależniać swojego szczęścia od tej drugiej osoby. Osoby, która mogła zdradzić, porzucić, zranić, przestać kochać. A jednak patrząc na Berysa, mając ochotę zacząć okładać go pięściami i wykrzyczeć mu w twarz całą złość, którą w niej wzbudzał, rozumiała, że zaraz potem zasypałaby jego twarz pocałunkami, bo bez niego wszystko byłoby może prostsze, ale i niewiele warte.
Nie dowierzała mu, a jednocześnie jakaś irracjonalna część jej umysłu szeptała, że może mu zaufać. Bała się, że jest tylko zachcianką, przejawem kryzysu wieku średniego, który go dopadł. Bała się, że Berys ma jakieś inne życie, życie, o którym ona nic nie wie, a od którego będzie odskocznią. Jej nerwy były napięte do ostatnich granic, miała ochotę po prostu wyjść, ale zdawała sobie sprawę, że to niczego by nie rozwiązało. Odetchnęła, kiedy się cofnął, mimo że nadal nie czuła się swobodnie, a złość na tego idiotę sprawiała, że trzęsły się jej dłonie, a żyłka na skroni pulsowała w szaleńczym tempie.
- Czy ty mnie słuchasz? Czy ty w ogóle rozumiesz, co do ciebie mówię?! Jeśli mnie nie chcesz, to mi to po prostu powiedz! - powiedziała z wściekłością, starając się powstrzymać od krzyku. Nie mogła złapać tchu i naprawdę chciała stąd wyjść, ale zostawianie niedokończonych spraw nie było rozwiązaniem. - Wiesz, dlaczego cię nie odepchnęłam?! Bo cały czas się modliłam, żebyś mnie pocałował! Zakochałam się w tobie! Tak, cholera, zakochałam się w tobie i nic na to nie poradzę - była tak rozwścieczona, że po jej policzku popłynęła łza, którą starła z zawziętością. Często płakała ze złości, ale nie miała zamiaru się temu poddawać akurat teraz. Kiedy tak bezlitośnie wytknął jej, że jeszcze nie jest aurorem, twarz Isolde przybrała taki wyraz, jakby dziewczyna zaraz miała go spoliczkować. Wyglądało na to, że robił absolutnie wszystko, żeby ją zranić, upokorzyć i sprawić, żeby zaczęła go nienawidzić. Od samego początku stażu właśnie tym gryzła się najbardziej. Wymogami dotyczącymi wieku i związanym z tym czekaniem. - Jeszcze zobaczymy - powiedziała zdławionym głosem, walcząc ze łzami cisnącymi się do oczu. Fakt, że tak ją traktował, tak do niej mówił, a ona była bliska płaczu, jeszcze bardziej ją wyprowadził z równowagi. Nie chciała okazać słabości, ale czuła, że wszystkie nieśmiałe nadzieje rozwiewają się pod wpływem jego ostrych słów, a ona sama, kiedy tylko opadnie ta furia, która pozwalała jej zachować resztki godności, po prostu się rozpadnie.
- Chcę ciebie. Z całą twoją gburowatością, niewyparzonym językiem i cynizmem. I czterema krzyżykami na karku. Jesteś skończonym kretynem, a ja widocznie jestem ciebie warta, skoro mi na tobie zależy - powiedziała od serca, patrząc na niego błyszczącymi oczami i zastanawiając się, czy nie powinni ją przebadać w Mungu na okoliczność chorób psychicznych.
Kiedy ją objął, przez chwilę nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Stała więc sztywna i oszołomiona, czując okropne, obezwładniające zmęczenie. W końcu odetchnęła głęboko, wtuliła się w niego i rozpłakała z bezsilności, pomieszanej z pełną niedowierzania radością i ulgą. Miała ochotę go uderzyć, a potem mocno pocałować, a potem wytargać za włosy i przytulić. Naprawdę, była mniej przerażona wtedy, kiedy dostała Sectumsemprą i nawet upływ krwi nie wyczerpał jej tak bardzo jak ta rozmowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   

Powrót do góry Go down
 

Obserwatorium astronomiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Obserwatorium
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-