IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zakład krawiecki Williama Blackwella

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Sob Sie 16 2014, 13:08


Zaklad krawiecki Williama Blackwella


Zakład krawiecki Williama Blackwella, jest jednym z najbardziej znanych w okolicy sklepów, który nie tylko sprzedaje wspaniałe szaty, ale również specjalizuje się w szkoleniu chętnych w każdym wieku. Blackwell od wielu lat stara się pomagać ludziom, którzy chcą poszerzać swoje kwalifikacje i najlepszym oferuje zatrudnienie w swoim zakładzie. Jeśli chcesz opanować tę trudną sztukę, wystarczy, że poprosisz go o rozmowę i uzgodnicie w które dni będziesz przychodzić, aby się czegoś nauczyć, a William z całą pewnością Ci nie odmówi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Sob Sie 16 2014, 13:09




Kurs - Magiczne Krawiectwo

W celu zdobycia umiejętności „magiczne krawiectwo” należy przejść przez trzy etapy szkolenia. Każdy etap można zacząć dopiero po ukończeniu poprzedniego. Wszystkie rzuty można wykonać od razu, uwzględniając fabularnie, że kolejne podejścia następują w kolejnych dniach. Piszecie jeden post, w którym podsumowujecie ukończenie poszczególnych etapów, a po ukończonym pomyślnie kursie możecie zgłosić się do prefekta o przyznanie umiejętności do kuferka. Kurs jest płatny 50G za całość.



CZĘŚĆ PIERWSZA:
Prace porządkowe, zdejmowanie miar z klientów, wykonywanie szkiców projektów.


Kości:
 


CZĘŚĆ DRUGA
Dobieranie kolorów nici, wykonywanie prostych wykrojów krawieckich, asystowanie przy tworzeniu ubrań.  


Kości:
 


CZĘŚĆ TRZECIA
Wykonywanie całego stroju, prace wykończeniowe, zdobienia.


Kości:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Wto Lip 21 2015, 16:17

Seth niespecjalnie rozumiał pobudki, które skusiły go do wzięcia udziału w kursie magicznego krawiectwa. Silna chęć przekwalifikowania się najwyraźniej wciąż nie dawała mu spać w nocy, a konieczność robienia po studiach czegoś, co nie napawałoby go niechęcią do pozostania w Londynie, jakoś go przekonała. Nigdy nie szył. To raczej jego siostry nadawały się do podobnych zajęć, ale potrafił rysować i tatuować. Czy to aż tak bardzo się od tego różniło? Jeszcze nie wiedział jak bardzo i to chyba dobrze. W przeciwnym wypadku mógłby się na samym starcie zniechęcić, a tak to chociaż zjawił się w zakładzie Blackwella z całkiem niezmąconą nadzieją na rozwijanie się.
Ze wszystkich zajęć, jakie mu przydzielono, Lyonsowi najbardziej odpowiadało wykonywanie szkiców projektów. Nigdy nie był osobą, która miałaby cierpliwość do długiego, monotonnego zdejmowania miary z żywego człowieka, a ta sama zasada działała również w przypadku prac porządkowych. Nie było co się uskarżać, aż do chwili, w której jakaś natrętna baba stwierdziła, że jego projekt nie spełnia jej wymagań. Wielka łaska, z którą postanowiła go zaakceptować, oczywiście po poprawkach, zirytowała go na tyle, że nawet się ucieszył, iż Blackwell wygonił go do domu. Dłonie trzęsły mu się jeszcze przez długi czas. Całe szczęście, że jakimś cudem Seth znał się na obróbce aksamitu. Ta wiedza przydała mu się dnia drugiego, kiedy to jakiś dociekliwy klient postanowił go z niej przepytać. O dziwo, William docenił jego obycie z tym szlachetnym materiałem i dopuścił go do etapu drugiego. Jakże wspaniale.

[zt]

Kostki: 6, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Sob Sie 08 2015, 18:00

Drugi etap kursu na magicznego krawca nie zachęcał Lyonsa. Po przebojach z wybredną damulką, nieco stracił początkowy zapał, jaki towarzyszył mu podczas zapisywania się na kurs, ale nie zamierzał być aż tak wybrednym, aby w tej chwili odpuścić sobie możliwość szkolenia się pod okiem Blackwella. Seth już wcześniej zauważył, że co jak co, ale ten mężczyzna zdecydowanie zna się na rzeczy i skoro już postanowił zapłacić za możliwość nauki w jego zakładzie, to zdecydowanie największą głupotą byłoby z tej możliwości zrezygnować w takim momencie. Po tygodniu odpoczynku w domu (na tyle, na ile można odpoczywać podczas zajmowania się dwoma lokalami), Morpheus wrócił do zakładu Blackwella, aby stoczyć bój z maszyną do szycia. Przerobił naprawdę ogromną kupę ścinków, starając się jakoś ogarnąć działanie tego przeklętego ustrojstwa. Szło mu to na tyle ciężko, że kiedy uzmysłowił sobie, iż wyszedł mu jedynie krawat, niemalże stracił nadzieję na pozytywne zakończenie etapu. Tym razem bardzo się zdziwił. William postanowił docenić jego pracę i zaprosił go do udziału w ostatnim etapie, co Lyons przyjął nawet z jakimś mniejszym czy większym entuzjazmem, co na niego było wyjątkową odmianą. Nie pozostało mu nic jak tylko wrócić po tygodniu.

[zt]

Kostki: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Nie Lis 08 2015, 19:51

Olivia miała wszystko, jeśli chodzi o dobry start w życiu - kochającą rodzinę, pieniądze ze spadku, możliwość uzyskania dobrego wykształcenia. Żyła dokładnie tak, jak tylko miała ochotę, bez żadnych ograniczeń. Jedynym problemem, z którym musiała mierzyć się każdego dnia, było to, że nigdy sama nie wzięła w ręce własnego życia - zawsze za jej osiągnięciami stał wcześniejszy sukces rodziców. Nie chcąc dostać się do świata mody po zwykłej znajomości, zatrudniła się w szwalni Madame Malkin, głównie w celu samodoskonalenia i uzyskania doświadczenia. Początki kursu... no cóż, nie można ich było uznać za coś, czym można by się pochwalić w przyszłości... komukolwiek.
Pierwszy dzień zaczął się dość nerwowo - już na wstępie Liv była świadkiem niezbyt sympatycznej sceny, w której uczestniczyła jakaś stara, wypudrowana kobieta, niekoniecznie zadowolona z sukni, którą zamówiła dwa tygodnie wcześniej na wesele swojego syna. Gderanie, marudzenie, ostatecznie wprowadzono jakieś zmiany.
Sama Liv, odczuwając gęstą atmosferę w zakładzie, miała właśnie zdejmować miary z nowego klienta - w dość... charakterystycznym stroju. W stresie i zdezorientowaniu zrobiła kilka błędów, kilkakrotnie mierzyła te same części ciała, na szczęście bardzo sympatyczny pan nic sobie z tego nie robił, najwyraźniej widział zestresowanie młodej stażystki. Po wszystkim podziękował i wyszedł, umawiając się z szefem zakładu co do czasu realizacji danego stroju.
Nie słysząc żadnych zażaleń, William postanowił powierzyć Olivii większe zadanie. Szkic stroju dla stałej klientki - czy było to odpowiednie zajęcie dla młodej stażystki, przy okazji na pierwszy dzień pracy? Po efektach, z których klientka niekoniecznie była zadowolona, można by przypuszczać, że Liv nie dała z siebie wszystkiego... Ale czego można było się spodziewać po pierwszym dniu pełnym stresu? Szef zauważył słabą kondycję psychiczną dziewczyny i poprosił ją o udanie się do domu, w celu ochłonięcia i odpoczęcia.
Po serii wpadek i nieszczęść, które miały miejsce pierwszego dnia, Liv zmotywowała się do działania - ostatecznie już wcześniej szyła i projektowała dla wielu osób, więc dlaczego jakieś proste zadania miałyby podcinać jej skrzydła? W celach motywacyjnych, ubrała się w ciuchy, które wyszły spod jej własnej igły, a następnie udała się do pracy.
Na jej biurku leżały notatki szefa. Klasyczna mała czarna, dodatkowo wzorzysta narzutka, znaleźć pasujące dodatki, najlepiej ze złota... Widząc w swojej głowie wzór projektu, zaczęła szkicować to, co podsuwała jej jej własna wyobraźnia. Po kilku godzinach i dziesiątkach zmiętych kartek, udała się do Williama ze swoim szkicem poglądowym. Ten, zachwycony projektem Olivii, zaakceptował go z minimalnymi poprawkami, jednocześnie dopuszczając dziewczynę do kolejnego etapu.

Kostki: 1,6,2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Nie Lis 08 2015, 19:59

Zaczarowana maszyna do szycia była przedmiotem, z którym Liv, jako córka projektantki-mugolki, nigdy nie miała do czynienia. Nie żeby nigdy o niej nie słyszała, ale z sentymentu do ludzkiego świata, szyła wszystko na mugolskiej maszynie, którą dostała na dziewiąte urodziny od swojej rodzicielki. Opanowanie nowego przedmiotu do szycia było pasjonujące, ale jednocześnie dość kłopotliwe, stare przyzwyczajenia dawały o sobie znać w wielu momentach. Szczególnie pasjonującą rzeczą była nić, która w trakcie szycia potrafiła zmieniać swój kolor. Dla wszystkich wokół przedmiot ten był rzeczą powszechną, jednak Olivia, nigdy nie mając do takiego ułatwienia dostępu, zobaczyła w tym świetną możliwość na wykonanie oryginalnego krawatu dla Williama. Nie czując już wcześniejszych mugolskich ograniczeń, dziewczyna wykonała projekt, wykorzystując wcześniej wspomnianą nić w dość oryginalny sposób - głównie kombinując przy wzorze na krawacie, który postanowiła przeplatać różnokolorową, metaliczną nicią.
William zachwycony nowatorskim rozwiązaniem, automatycznie przepuścił Olivię do kolejnego etapu.
Kostki: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 669
Dodatkowo : Animag(Płomykówka)
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9992-olivia-liv-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9994-better-you-die-than-i-babe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9996-goraca-poczta-liv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9995-olivia-liv-moore




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Nie Lis 08 2015, 20:51

Wcześniejszy sukces wpłynął na psychikę Liv niesamowicie pozytywnie, dlatego kolejnego dnia przyszła do pracy w znacznie lepszym nastroju niż kiedykolwiek. Znając już możliwości magicznej maszyny do szycia, stwierdziła, że skoro dzień wcześniej poszło jej tak świetnie, to spróbuje swoich sił z aksamitem, którego William używał właśnie do swojego nowego projektu, swoją drogą wyjątkowo drogiego i czasochłonnego. Jednak już po kilku pierwszych upięciach zauważyła, że materiał nie chce z nią współpracować. I pewnie męczyłaby się z tym wiele godzin, gdyby nie William, który widząc nieporadność dziewczyny, wytłumaczył jej podstawy pracy z aksamitem, mocno ją przy okazji rugając za straty materiału, a na końcu odesłał ją do domu.
Cały wieczór Liv rozmyślała nad tym, jak zabrać się za kolejny projekt, który zlecił jej szef. Idąc do pracy miała już w głowie ogólny zarys rękawiczek dla wymagającej klientki, jednak dalej rozmyślała nad materiałem, którego powinna użyć. Gdy zasiadła do swojego biurka, dobre dwie godziny przebierała w katalogu magicznych materiałów, ostatecznie decydując się na klasykę - skórę węża. Kolejne kilka godzin zastanawiała się nad wzorem i wypełnieniem. Na kilka minut przed zamknięciem zakładu podbiegła do Williama, by pochwalić się swoim "małym dziełem", licząc jedynie w duchu, że nie wyląduje ono zaraz w śmietniku.
Kamień spadł jej z serca, gdy William z zadowoleniem stwierdził, że rękawiczki spokojnie nadają się na projekt końcowy jej edukacji w zakładzie, ba, nadają się nawet na wywieszenie na wystawie. Z uśmiechem stwierdził, że z pewnością jeszcze nie raz się spotkają i wręczył jej dyplom ukończenia kursu.

zt

Kostki: 3,2

Kurs opłacony sto lat temu tutaj: http://czarodzieje.my-rpg.com/t2932p555-zmiany-stanu-konta#301655 , tylko kostki się skasowały :v
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12296-katja-beelund?highlight=Katja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12457-znajdz-sobie-przyjaciolke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12312-sowka-katji#328160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12311-katja-beelund




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Pon Mar 28 2016, 18:32

Eh... Co ja tu robię. Po co mi to? Może chciałam sama szyć ubrania. Może chciałam zdobyć dodatkową kasę. Ale jak straciła już galeony, to się nie wycofa. Weszła do środka i powiedziała dzień dobry. Od razu dostała zadanie. Miała nawinąć dostawę pięknego, granatowego aksamitu na belę. Od razu zabrała się do roboty. W między czasie, przyszedł jakiś widocznie podstarzały mężczyzna. Kiedy tylko zobaczył aksamit , zaczął mnie dopytywać o różne rzeczy z nim związane.  Kiedy tylko zaczęłam odpowiadać zdziwiłam się. Blackwell patrzył na mnie z podziwem, i powiedział że przeszłam do drugiego etapu. Z uśmiechem na ustach na szybko dokończyłam odpowiadać na pytania mężczyzny i wybiegłam z pracowni. Super!

Kostki: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12296-katja-beelund?highlight=Katja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12457-znajdz-sobie-przyjaciolke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12312-sowka-katji#328160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12311-katja-beelund




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Pon Mar 28 2016, 21:17

Przyszła na kolejny dzień nauki. Po ostatnim, szybkim sukcesie, zachciało jej się tego uczyć. Przez chwilę uczyła się jeszcze szyć, ale jak na razie szło tak sobie.  Miała dziś trudniejsze zadanie. Miała uczyć się korzystać z magicznej maszyny do szycia. Po kilku godzinach nauki, i przy okazji uszyciu małej, materiałowej broszki, miała razem ze swoim szefem iść na lunch. Wtedy gdy już szła do drzwi by zmienić wywieszkę na "zamknięte", weszła do środka jakaś kobieta, była z córką. Od razu zażądała wycenienia szkolnej szaty. Zabrałam się do zdejmowania miary z dziewczynki. Myślałam jeszcze chwilę nad materiałem, i  zaczęłam robotę nad szatą. Razem z Williamem zrobiłam szatę, a on powiedział że jest ze mnie dumny. Zaprosił mnie na za tydzień, bym ukończyła kurs.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Sro Cze 01 2016, 18:55

Caroline od dłuższego czasu zbierała się żeby iść na kurs magicznego krawiectwa. Kiedy wszystko było już opłacone i dogadane dziewczyna była naprawdę podekscytowana. W końcu nie zawsze to co było w sklepach mogło ją zadowolić, czasem blondynka miała swoją własną wizję stylu.
Na początku była trochę zakręcona. Zdejmowanie miary z całkiem postawnego gościa wcale nie było proste więc Caro niefortunnie kilka razy owinęła go centymetrem. Ale w gruncie rzeczy nic się nie stało, prawda? Na szczęście klient uznał tą sytuację za zabawną więc mogła pracować dalej bez zakłóceń. Później zakład odwiedziła ważna, stała klientka. Dziewczyna przez resztę dnia w pocie czoła szkicowała dla niej pojekt i niestety trochę ją poniosło. Dodała kilka falbanek tu czy tam. Wyniosła pani nie skakała z tego powodu z radości ale po kilku poprawkach w końcu zaakceptowała projekt panny Carrier. Niestety William nie zaakceptował tego jako sukcesu więc kolejnego dnia znowu musiała mierzyć się z tym samym.
Rano jakby miała dejavu bo znowu zamotała się z centymetrem wokół klienta. Ach te roztargnienie! Później cały dzień segregowała materiały, czego szczerze nienawidziła i na koniec padała z nóg. Mimo to William poprosił ją o pomoc, a ona była karierowiczką więc oczywiście nie odmówiła. Mieli zdjąć miarę z nie dość, że wielkiej to jeszcze nadpobudliwej klientki. Caroline przez cały czas starała się utrzymać skupienie i dobrze zapisywać wymiary ale mózg już odmawiał jej posłuszeństwa więc wyszła z tego jedna wielka głupota. Will tylko złapał się za głowę i odesłał ją do domu. Damn, pierwszy etap kursu na którym ona zostanie chyba całe wieki!
Nazajutrz wstała pół godziny przed kursem, zaliczyła poranny jogging i mocną jak cholerę kawę. Była pewna, że to pomoże jej utrzymać skupienie na najwyższym poziomie. Blackwell postanowił jej zaufać i zostawiając kilka notatek kazał dziewczynie sporządzić szkic podglądowy. Włożyła w to całe swoje serce i opłaciło się ponieważ projekt się spodobał i właściciel zakładu postanowił go zrealizować. A Caro w końcu mogła przejść do dalszej części kursu.

Czwartego dnia blondynka zmierzyła się z dobieraniem odpowiedniego koloru nici do niebieskiej, letniej sukienki. Blackwellowi niestety nie spodobało się to, że nie rozróżniała trzech różnych odcieni błękitu. Dostała stos materiałów do nauki i została odesłana do domu. Zakuwała całą noc jak dzika licząc na to, że kolejnego dnia będzie robić to samo.
Następnego poranka była naprawdę wykończona ślęczeniem nad książką całą noc. Dziś jej zadaniem był wykrój prostej, czarnej szaty do szkoły. I wszystko szło dobrze dopóki nie zaczęła nad tym przysypiać i źle machnęła różdżką albo wypowiedziała zaklęcie. W każdym razie odpruł się cały rękaw i Caro musiała wszystko poprawiać i spędzić trzeci dzień na tym samym etapie kursu. Peszek. Na dodatek kolejnego dnia robiła dokładnie to samo i popełniła dokładnie ten sam błąd! Co z nią było nie tak? Pewnie po prostu nie była stworzona do szycia nudnych, szkolnych ciuchów tylko do wymyślnych kreacji.
Mijał już tydzień odkąd była na kursie i najwyraźniej nie uczyła się na swoich błędach. Po raz kolejny miała problem z kolorem nici i została odesłana do domu. To wszystko zaczynało się dłużyć w nieskończoność i z marzenia po woli zamieniało się w koszmar.
Ósmego dnia stworzenia praca o dziwo szła jakoś gładko. Dziewczyna już miała zamykać zakład i wychodzić na lunch kiedy to do środka wbiła jakaś damulka z dzieciakiem i zażądała szaty do szkoły. Blondynka odłożyła przerwę na później i od ręki zajęła się sprawą. Bite półtorej godziny się z tym męczyła ale w końcu miara była zdjęta i dziewczyna z pomocą mentora stworzyła strój i od razu sprzedała. Zadowolony właściciel sklepu od razu odesłał ją do domu i zaprosił za tydzień na ostatnią część kursu.

Przez cały tydzień Caroline ćwiczyła nie wiedząc co dokładnie ją czeka. Tym razem na pewno nie chciała kiblować cztery dni przy tym samym i ciągle znosić porażek. Kiedy nadszedł czas wróciła do zakładu zwarta i gotowa. Niestety to chyba nie był jej dzień. Dobór nici i samo wykonanie całego stroju było koszmarne i niestaranne. Oczywiście Carrier zakryła ślady zbrodni chowając materiał ale wyszło jeszcze gorzej bo Blackwell myślał, że obijała się cały dzień i zły ją odesłał.
Dziesiąty dzień to już nie były przelewki. Caro od rana miała bojowe nastawienie bo postanowiła, że dziś na pewno to skończy i uzyska dyplom. Męczyła się cały dzień, pokaleczyła sobie palce ale wieczorem zaprezentowała boskie rękawiczki z wężowej skóry. William był zachwycony i uroczyście oznajmił, że dziewczyna pozytywnie ukończyła kurs. Uff, w końcu!

Kostki - etap I: 1, 6, 1, 5, 2
Kostki - etap II: 3, 6, 6, 3, 5
Kostki - etap III: 5, 2

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Stany, obecnie Hogsmeade
Galeony : 727
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14019-evedlyn-nevina-deep
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14028-evedlyn-nevina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14027-pocztowy-kot-castiel-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14026-evedlyn-deep




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Pią Lut 10 2017, 19:28

Kurs, etap I, kostki - 6, 5, 4, 6, 1, 4, 2.

Ev, za namową szefowej, poszła na kurs magicznego krawiectwa. W duchu przeczuwała, że będzie to marny pomysł. W końcu od zawsze kiepsko radziła sobie, gdy musiała działać według sztywnych zasad i reguł. Nie pomyliła się. Już pierwszego dnia dała ciała przy szkicowaniu projektu dla jednej z klientek. Niezadowolony Will odesłał ją do domu. Drugiego dnia nie było wcale lepiej. Najpierw przez kilak godzin segregowała materiały, co było wybitnie męczące, a później przy zdejmowaniu wymiarów z pewnej kobieciny najwyraźniej coś zapisała nie tak, jak powinna, bo szef odesłał ją ponownie do domu. Myślała, że już gorzej być nie może, ale widocznie los postanowił jej pokazać, jak bardzo się myli, bo następnego dnia przy upinaniu materiału na klientce dźgnęła ją niechcący szpilką, o co kobieta narobiła niezłego rabanu. Kolejny dzień był powtórką z rozrywki, bo ponownie pomieszała coś przy minimalistycznym projekcie. Następnego dnia musiała się zmusić, aby w ogóle przyjść do zakładu. Porażki ostatnich dni wybitnie źle wpłynęły na jej samopoczucie. Na początek niechcący owinęła pewnego jegomościa o kilka razy za dużo centymetrem. Reakcja klienta była jednak tak pozytywna, że nie zraziła się po tej malej pomyłce. Jednak później znów zaszalała z jedną szpilką, przez co znów została odesłana do domu. A przecież nie zrobiła tego specjalnie! Gdy już straciła nadzieję na pomyślne przejście kursu i przyszła niemal wyłącznie po to, aby oznajmić, że rezygnuje, niespodziewanie się jej poszczęściło. Szkic, który wykonała według wskazówek, przypadł Williamowi do gustu. Po kilku poprawkach szef zaliczył jej pierwszy etap kursu.

Etap II, kostki - 6, 3, 6, 5.

Na drugi etap kursu przyszła z mniejszym entuzjazmem niż na pierwszy. Jednak poprzednie zaliczenie zmotywowało ją do ponownego podjęcia trudu. Pierwszy dzień był równie fatalny co większość pierwszego etapu. Z przygotowywanej szkolnej szaty przez przypadek odpruła cały rękaw. Musiała wszystko poprawiać. No i oczywiście wrócić kolejnego dnia. Tym razem nie liczyła na szybkie powodzenie. I miała rację. Will kazał jej dobrać odpowiednią nić do błękitnej sukienki. Myślicie pewnie co to w ogóle za zadanie. Zdziwilibyście się, gdybyście, tak jak Ev dostali trzy nitki w niemalże identycznym kolorze, które tylko w oczach Blackwella różniły się do siebie diametralnie. Nic więc dziwnego, że dobrała nieodpowiedni według szefa kolor i dostała polecenie wrócenia na drugi dzień. Kolejne starcie z szkolną szatą skończyło się równie tragicznie co pierwsze. Chyba po prostu miała problem z tym zaklęciem... Wróciła jednak dnia następnego, pełna niespodziewanego zapału do pracy. Musiało to pozytywnie wpłynąć na los, ponieważ tego dnia przy wykonywaniu szkolnej szaty dla córki pewnej władczej damy nie pomyliła zaklęcia i wykonała całość tak dobrze, że Will od razu zaliczył jej drugi etap kursu.

Etap III, kostki - 2.

Etap trzeci rozpoczęła z pozytywnym nastawieniem. Stwierdziła, że przecież jakoś przeżyje te kilka porażek, ale przynajmniej zaliczy kurs. Od samego rana mordowała się nad pewnym projektem, który tkwił w jej głowie od dłuższego czasu. Stwierdziła, że skoro łączy się on z tym etapem kursu, to czemu by nie spróbować jego realizacji. W ten sposób pod koniec dnia zaprezentowała Willowi gustownie zdobione rękawiczki z wężowej skóry. Blackwell był tak zadowolony z jej roboty, że oznajmił jej, iż pozytywnie zaliczyła kurs.
Ev z radości aż uściskała mężczyznę i niedługo potem biegła już pochwalić się swojej szefowej.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : São Paulo
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14318-devi-alfaiate
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14329-diaboliczna-krawcowa-czyha-na-relki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14373-parotka-devi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14327-devi-alfaiate




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki Williama Blackwella   Sob Kwi 15 2017, 15:53

Etap Pierwszy - kostki: 4, 2
Niestety magiczny kurs krawiecki, który odbyła będąc jeszcze w Brazylii nie obowiązywał jej w Anglii i była zmuszona ukończyć go jeszcze raz. Wchodząc do zakładu czuła się pewnie. Wiedziała, że kurs nie sprawi jej większych problemów, więc nie ma się również czym przejmować.
Oczywiście prawda okazała się jak zawsze zgoła inne. Być może była za bardzo wyluzowana, a może kobieta, którą niechcący ukuła igłą, gdy zbierała z niej wymiary była zbyt przewrażliwiona i zrobiła jej niepotrzebnie aferę. Oczywiście na nic były jej tłumaczenia, szanowny pan Blackwell kazał jej przyjść na drugi dzień by poprawić zadanie, które to dzisiaj oblała.
Kolejnym zadaniem było wykonanie szkicu, a jako że Devi to wychodziło zdecydowanie najlepiej to z zadaniem poradziła sobie całkiem nieźle. Co prawda William postanowił trochę przerobić jej projekt, jednak ostatecznie udało się jej, a ten etap kursu ukończyła bardzo dobrze.
Etap Drugi - kostki: 1
1 - Uczyłeś się obsługiwać zaczarowaną maszynę do szycia i po kilku zaciętych bojach, oraz poniszczeniu całej sterty ścinków, udało Ci się wykonać ładny, czerwony krawat, który wyjątkowo przypadł Williamowi do gustu. Gratulację, możesz wziąć udział w następnym etapie!
Na początku drugiego etapu pannie Alfaiate szło dość opornie. Magiczna maszyna czasem przycinała się i nie chciała współpracować. W dodatku Devi zamyśliła się na moment i prawie wszyła palec w materiał, na którym właśnie pracowała. Ostatecznie zrobiła krawat. Efekt pokazała właścicielowi zakładu,
Etap Trzeci: 5, 6, 5, 5, 6, 3, 3, 2.
Etap trzeci wyjątkowo jej nie szedł. Właściwie ciągle myliła się na dwóch tych samych rzeczach. Sama nie wiedziała, dlaczego aż tak jej nie wychodzi, szczególnie że przecież kurs, który odbyła będąc jeszcze w Brazylii poszedł jej śpiewająco. Być może to wymagania były za duże albo i ona była jednak słaba.
Aż tydzień męczyła się z tym, żeby ukończyć ten kurs. Ostatecznie rękawice z wężowej skóry, z którą bardzo lubiła pracować wyszły wspaniale. Widziała zadowolenie Wiliama, odetchnęła z ulgą. Wreszcie po kursie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Zakład krawiecki Williama Blackwella

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zakład krawiecki Williama Blackwella
» Apartament Williama Shiroyamy
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci
» Gabinet Williama Lewisa
» Zakład Pogrzebowy "Happy End"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-