IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep z różdżkami Jordana Sandersona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Sob Sie 16 2014, 13:15


Sklep z rozdzkami Jordana Sandersona


Jordan Sanderson jest jednym z najbardziej znanych twórców różdżek w tej części kraju, nawet mimo tego, że stał się znany dopiero kilka dni po ostatecznym pokonaniu Lunarnych, a więc stosunkowo niedawno. Mimo tego, niektórzy uznają go za naprawdę zdolnego różdżkarza i chętnie przychodzą do niego po swój przekaźnik mocy. Jordan jest dość nieufny i z naprawdę niewieloma osobami dzieli się swoją wiedzą, dlatego trzeba sporo się napracować, aby zdobyć jego zaufanie w tej kwestii.

Dowolna różdżka – 35g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.



Ostatnio zmieniony przez Rience Hargreaves dnia Czw Paź 29 2015, 22:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Sob Sie 16 2014, 13:17




Kurs - Twórca rozdzek

W celu zdobycia umiejętności „różdżkarz” należy przejść przez cztery etapy szkolenia oraz kwalifikacje wstępną. Każdy etap fabularnie rozpoczyna się dopiero tydzień po ukończeniu poprzedniego. Cały kurs możesz rozpisać od razu w jednym poście, uwzględnij jednak fabularnie czas, jaki mijał między kolejnymi podejściami i etapami. Po ukończonym pomyślnie kursie możecie zgłosić się do prefekta o przyznanie umiejętności do kuferka.

WYMAGANIA:
 

CZĘŚĆ PIERWSZA:
Prace porządkowe, zapoznawanie się z pracą twórcy różdżek, początkowe kontakty z klientem.

Kości:
 


CZĘŚĆ DRUGA
Zapoznawanie się z rodzajami drewna, pozyskiwanie własnych materiałów i ich obróbka.

Kości:
 


CZĘŚĆ TRZECIA
Zapoznawanie się z rodzajami rdzeni, pozyskiwanie własnych materiałów i ich obróbka.

Kości:
 



CZĘŚĆ Czwarta
Wytwarzanie własnych różdżek, prace wykończeniowe, obsługa klienta.

Kości:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 136
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13660-toni-fairwyn#363284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13663-toni-fairwyn#363341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13666-toni-fairwyn#363368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13667-toni-fairwyn#363369




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Wto Lis 22 2016, 17:03

Kurs twórcy rozdzek
wrzesień 2013, Londyn, etapy I-IV

Toni obserwowała pracę swojego mentora raczej krytycznie niż z przekonaniem. Potrzebowała otrzmac certyfikat ukończenia kirsu, ale tak po prawdzie więcej nauczyłaby sie w rodzinnym warsztacie niż tutaj. Minę może miała neutralną. Ktoś naiwny, jak jej mentor mógł nawet pomyśleć, że była zainteresowana przebiegiem transakcji rozdzkami. Prawda jednak była taka, ze wylapywala uchybienia mezczyzny, kpiac sobie z niego w duchu. Wlasnie pomyslala, ze moglaby sprzedac ta rozdzke, z ktorej klient zrezygnowal. Odhaczala sobie kolejna fajeczke w zeszycie. Jej opiekun uznal to za przejaw zaangazowania, chwalac ja za uwage. Jak na ironie...
Nastepnego dnia z ulga przyjęła wypad w teren. Znalazla najciekawsze drzewo w okolicy. Oczywiscie pilnowane przez niesmialka. Mimo zalecen opiekuna, ktore zignorowala, postanowila sie do niego zblizyc i zebrac material na rozdzke. Tylko drewna wyjatkowe mialy racje bytu. Rozdzki nie powinny byc tworzone z prostych drewien, zwyklych. Fairwynowie uczyli ja, ze najwieksza wartosc one maja dopiero, kiedy tworzone sa z rzadkich materialow. Toni naturalnie wiec, z wyuczona w domu upartoscia w mysl idei jakie jej wpojono, poswiecila sie na rzecz zdobytego materialu. Mimo konfrotnacji z niesmialkiem, byla zadowolona z efektu swoich dzialan. Przekonana, ze powinna przejsc do nastepnego etapu nauk nie za poświęcenie, a za wspanialomyslnosc i myslenie przyszlosciowe. Satysfakcja ze zdobytego drewna byla tym wieksza, ze musiala sie o nie postarac.
Przyszedl czas na zdobycie rdzenia. Toni, wywodzac sie z rodziny rozdzkazy, miala dojscia do najlepszych ingrediencji. Wiedziala gdzie szukac odpowiednich rdzeni, korzystajac z wplywow rodziny. Sama nie była zdziwiona zdobyciem silnego i rzadkiego materialu. Jordan, wlasciciel sklepu, jednak tak. Widocznie tak malomiasteczkowy czlowiek nie slyszal jeszcze i duzej slawie Fairwynow, albo sluchac o nich nir chcial. Biorac Toni za jedna z wielu kursantek, zachwycał sie wiec nad jej osiagnieciem, z radoscia informujac ja, z moze przystąpić do tworzenia rozdzki.
Nie byla ekspertem w laczeniu drewna z rdzeniem, znacznie lepiej przychodzilo jej pozyskiwanie materialow niz ich wykorzystywanie. Nic wiec dziwnego, ze kiedy wykonala rozdzke, nie miala pewnosci czy jej wykonanie jest bez zarzutow. Z poczatku zdawalo jej sie, ze rozdzka jest zbyt oporna dla czarodziei. Jednak mimo swoich watpliwosci, widocznie odziedziczyla po rodzicsch jakis zmysl inuicyjny, poniewaz jej opiekun pochwalil ja za idealna rozdzke dla czarodziejow z domieszka krwi wili. Tym uroczym akcentem zakonczyla sie jej podroz przez meki w cudzym zakladzie rozdzkarskim nie umywajacym sie do tych dzialajacych w Dolinie.

Etap I: 2
Etap II: 3
Etap III: 4
Etap IV: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Wto Kwi 18 2017, 22:13

pażdziernik, 2014

Początek studiów był dla Ruth dość stresujący, bo nie dość, że wylądowała w Londynie zupełnie sama, to jeszcze piętrzyły jej się obowiązki i sama na siebie nakładała coraz więcej nauki, a wszystko po to, żeby po trzech latach móc z całą pewnością siebie ubiegać się o wymarzone stanowisko. Tak, już lata temu założyła sobie, że będzie naprawiać magiczne katastrofy i dążyła uparcie do tego celu, bez względu na wszystkie przeciwności.
Od pierwszej klasy aż do owutemów posługiwała się całkiem dobrą różdżką, ale za każdym razem, kiedy młoda Ruth rzucała zaklęcia odnosiła wrażenie, że coś jest nie tak. Obwiniała oczywiście siebie i robiła co mogła, żeby jakoś nawiązać nić porozumienia ze swoją starą różdżką i o ile po jakimś czasie naprawdę zaczęły się dogadywać, to charakter młodej Szwedki nie był do końca taki, jakiego oczekiwał magiczny przedmiot. Chłodna, opanowana i szukająca logiki we wszystkim, co ją otaczało bardzo bezkompromisowo podchodziła do swojej różdżki, dlatego też o ile darzyła ją zaufaniem i swojego rodzaju sentymentem, ze zwykłej ciekawości któregoś wieczora przeszła się do sklepu różdżkarskiego wybrać nową.
Sprzedawca był chyba jeszcze bardziej nieufny niż ona, ale kiedy jednym, merytorycznym zdaniem wyjaśniła mu w czym rzecz, niemalże natychmiast podał jej dwa pudełka. W pierwszym spoczywał leniwie szpon hipogryfa zatopiony w drewnie cedrowym o pięknym, rzeźbionym kształcie, a w drugim jakby od niechcenia ulokował się czarny jak noc heban, prosty i oczywisty w swoim wyglądzie, ale przykuwający wzrok o wiele bardziej, niż sympatyczne, jasne drewno cedru.
Dziewczyna wzięła ciemniejszą różdżkę i machnęła nieznacznie.
Włos centaura, heban, 12 cali. Czekałaś na mnie, prawda?
Dziewczyna zapłaciła i niemal od razu poczuła tę dziwną, niewytłumaczoną więź, jaką czarodziej czuje wyłącznie do różdżki, która jest mu pisana. Musiało minąć tyle lat, żeby Szwedka znalazła się właśnie w tym miejscu, właśnie na tej ulicy i w tym sklepie, konkretnego dnia i z konkretną prośbą, żeby doczekać się pomocnika na całe życie. To właśnie nazywamy magią.
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 817
  Liczba postów : 776
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Nie Maj 21 2017, 20:45

//zakładam, że to już po tej przygodzie w lesie, w której straciłam różdżkę i w której zaraz napiszę, bo potrzebna mi nowa asap ;p

Jak dobrze, że jednak nie kupiła tych rękawiczek do Quiddicha. Inaczej nie miała by pieniędzy na nową różdżkę i musiałby o wszystkim powiedzieć tacie. Raczej nie spodobałby mu się fakt, że poszła do Zakazanego Lasu, żeby szukać wilkołaków...
Sama Ettie była załamana utratą różdżki, bardziej niż kiedykolwiek czymkolwiek. Nigdy nie miała większych problemów z rzucaniem zaklęć i teraz kiedy próbowała czarować przy pomocy różdżek koleżanek, wiedziała już jak bardzo była to zasługa tego, że jej była do niej idealnie dopasowana.
Listownie zamówiła u Sandersona identyczny do zgubionego magiczny przedmiot, ale żeby go odebrać musiała pofatygować się osobiście. Nigdy nie powierzyła by tak ważnej rzeczy sowie. Trochę bała się natknięcia w Hogsmeade na tatę, potrzeba jednak była większa niż wszelkie obawy.
Do sklepu wparowała jak burza i ślizgając się na podeszwach, wyhamowała na ladzie.
- Dobry. Zamówienie dla Avrel Elvendork - być może przesadziła z konspiracją, ale Hogsmeade było na tyle małe, że wolała nie zamawiać nic na własne nazwisko.
Otworzyła pudełko, które podał jej sprzedawca i sprawdziła różdżkę. Dziesięć i trzy czwarte cala, cis, włos z grzywy kelpii. Dokładnie tak jak stara, tylko nie wypaćkana jej palcami. Idealna.
Schowała różdżkę do kieszeni, zapłaciła i jak najszybciej zmyła się ze sklepu i wioski.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 191
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14590-caesar-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14621-cezarowe-sowki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Pon Cze 19 2017, 22:50

Kurs Twórcy Różdżek

Tydzień pierwszy - 1, 6
To nie był jego dzień. Łaził zakatarzony i jedyne o czym marzył to błogi sen, ewentualnie gorąca herbatka i eliksir rozgrzewający, no ale nie było wyjścia. Choroba zaatakowała niepostrzeżenie, a on nie miał innego wyjścia, jak pójście i spróbowanie funkcjonować normalnie. Był jednak bardzo słaby i prawie by spadł gdyby nie szybka reakcja różdżkarza. Kazał mu się wynieść i był bardzo nieprzyjemny. Najwyraźniej to nie był jego dzień.
Następnego dnia poszło mu juz dobrze, trochę się podkurował, matka wysłała mu nawet jakieś mugolskie tabletki, których się nałykał i nawet nie wyglądał już jak trup. Miał niby tylko się przyglądać, jednak nie mógł się powstrzymać i zaproponował dla młodego ucznia różdżkę, która wydawała mu się być dla niego najlepsza. Jak się okazało był to strzał w dziesiątke. Taki zadowolony chyba nie był nigdy.
Tydzien drugi - 5, 5, 2, 3
Następnego tygodnia całkowicie mu nie szło. Przez pierwsze dwa dni nie mógł znaleźć dobrego drzewa, potem miał problem z struganiem. Sam nie wie co mu przyszło do głowy, że robił to aż tak zawzięcie, że ostatecznie patyk nie wyglądał jak różdżka. Dopiero następnego dnia mu udało. Może i był zraniony, ale liczył się sukces. Zresztą, wiedział, że po takim małym ugryzieniu nawet nie zostanie blizna. Dostał się dalej.
Tydzień trzeci - 4
Potem było już dużo lepiej. Sam nie wie, jak udało mu się z t ym popiołkiem, ale zebrał ten popiół. Wolał jednak nie ryzykować z wkładaniem go do różdzki, dlatego zaniósł go do Jordana, który poinstruował go w tym, jak się z nim obchodzić i zadowolony z efektów, pozwolił przyjść w następnym tygodniu.
Tydzień czwarty - 6
Całkowicie zdrowy i podbudowany poprzednim tygodniem pojawił się w sklepie. Postanowił się nie stresować i do całej akcji podszedł na totalnym luzie. Wybrał piękny kawałek drewna i bardzo się postarał łącząc ze sobą rdzeń i drewno. Czuł magię, która przepływała pod jego palcami. Udało mu się nawet sprzedać tą różdżkę, czego by się nie spodziewał. Przyznał przed samym sobą, że to było jedno z jego najlepszych dzieł. Ale co najważniejsze, udało mu się zakończyć kurs.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 191
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14590-caesar-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14621-cezarowe-sowki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Nie Wrz 03 2017, 12:55

Staż różdżkarz: cz. 1

Trzeci rok studiów wydawał się Caesarowi najłatwiejszym. Hogwartcy nauczyciele znali ich wszystkich bardzo dobrze i zdawało mu się, że chyba nawet powoli sobie odpuszczali. Pierwsze lata studiów były zabójcze. Nie, że mu się nie chciał czy coś. No dobra, pod koniec strasznie mu się nie chciało, ale był zmuszony do pracy trochę ponad swoje siły.
Z stażu postanowił skorzystać po wakacjach, siły zregenerowane, umysł oczyszczony i można działać. Postawił sobie za cel by nie spóźnić się pierwszego dnia i tak było. Zdawało mu się nawet, że dzięki temu jego nowy szef zaczął spoglądać na niego jakby łaskawiej.
Był przygotowany na wszystko, na straszne bestie, obdzieranie ze skóry i inne tegesy, ale nie myslał, że będzie mu szło aż tak cienko. Nie chodziło o szefa, ten był spoko i patrzył na niego dość pobłażliwie, kiedy następne ręce wypadały mu z dłoni, jednak "koledzy" z pracy posyłali spojrzenia pełne pogardy. Strasznie go to wkurzało, w normalnych warunkach tak się nie zachowywał, przecież nie był tym łajzowatym.
Najważniejsze było to, że w ostatecznym rozrachunku przeżył wszystkie upokorzenia i szef nie zabronił mu uczestniczenia w stażu przez kolejne dni. Caesar czuł, że nawet może się dogadają i dzięki temu dostanie u niego tą pracę. No, ale trzeba było popracować nad tym drżeniem dłoni.

kostki: 6 i 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 191
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14590-caesar-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14621-cezarowe-sowki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Nie Wrz 10 2017, 19:53

Staż różdżkarz cz. 2

Następne dwa tygodnie stażu szły mu wyjątkowo pomyślnie. Koledzy z pracy dali sobie spokój i sam Caesar trochę wyluzował. Już nie chodził taki spięty i czasem nawet rzucał żarcikami, które odziwo, podobały się jego kolegom z pracy.
Jako że zaczął się już rok szkolny to właściwie nie miał nic ciekawego do roboty. Dziękował sobie, że postanowił poczekać z nim do czasu, kiedy to uczniowie Hogwartu wyjadą do szkoły, bo gdyby wziął się za niego w sierpniu - to pewnie miałby masę roboty.
Przez większość czasu czytał o runach, które wyjątkowo go wciągnęły. Chciał udowodnić ojcu, że zna się na sprawie równie dobrze. Ambicja nie pozwalała mu stać biernie, a przynajmniej nie teraz - nie, jeśli został prefem.
Pewnego dnia nawet mu się poszczęściło i znalazł samopiszące pióro. Mama mówiła, że kraść to nie ładnie, dlatego postanowił, że jeśli w przeciągu następnego tygodnia nikt nie upomni się o pióro to go sobie weźmie.
I tak się stało, najwyraźniej zostawił go któryś z klientów, więc ślizgonowi nie zostało nic innego, jak zostawić pióro dla siebie.
kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 191
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14590-caesar-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14621-cezarowe-sowki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Sro Wrz 20 2017, 10:24

Staż różdżkarz cz. 3

Następne dwa tygodnie minęły Caesarowi jak z bicza strzelił. Nie wystąpiły żadne komplikacje, grzecznie zasuwał w robocie, ciesząc się z czasu, który może spędzić z nowo poznanymi ludźmi z pracy. Ostatecznie nie okazali się tacy źli i chociaż czasem patrzyli na niego z boku, z jakąś dziwną dozą współczucia. Czasem coś upuścił, czasem coś popsuł, ale to chyba normalne na początku pracy.
Pewnego dnia sytuacja się zaostrzyła. O dziwo tym razem to nie Cezar był powodem wściekłości szefa, który chodził od kilku dni markotny i z bardzo przyjemnego mężczyzny - stał się potworem, który tylko rząda i wymaga.
Ślizgon już taki był, że szybko ciekawiły go takie nagłe zmiany humorów u innych ludzi, jak się okazało ulubiony wazon, stara pamiątka, którą szef odziedziczył po babce została zniszczona i nikt nie chciał się przyznać.
Chłopak od razu wyczuł interes, możliwość przypodobania szefowi - kupił jakiś stary, byle jaki wazon na bazarze, zwykłą podróbkę, a że był dobry z transmutacji - to rzucił na nie zaklęcie, które sprawiało, że badziewna podróba, stała się pięknym wazonem.
Szef ucieszy się nie na żarty i nawet dał Cezarowi premię, aż 20 G.
Potem sytuacja się pogorszyła, chłopak przez swoją nieuwagę wrzucił ważne dokumenty do wiadra wody. Cezar znał się na rzeczy i często było trudno go zagiąć, a drobne zaklęcia biurowe były jego specjalnością. Wystarczyło jedno zaklęcie, żeby dokumenty zrobiły się całkowicie suche, a szef nie obniżył mu pensji.
Jakie było zdziwienie chłopaka, kiedy na koniec stażu szef zaoferował mu 100 G. Dziwnie mu było, szczególnie że w przeszłości miewał tak wiele wpadek. No, ale darowanemu koniu pomiędzy zęby się nie zagląda, z ochotą wziął pieniądze. Wiedział, że dobrze będzie wspominał staż i może kiedyś przyjdzie w to miejsce po prace, wszystko jest możliwe.


Kostki: 4 i 2, 4 i 4, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 351
  Liczba postów : 384
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Pią Wrz 29 2017, 04:39

KURS RÓŻDŻKAWSKI
1991, zakład różdżkarski Fairwynów

Tak jak wcześniej jego starsze rodzeństwo, po ukończeniu piątej klasy Edgara zmuszono do ukończenia kursu na twórcę różdżek. Właściwie trudno powiedzieć „zmuszono”. Wszyscy młodzi Fairwynowie mieli dość rozumu, żeby nie sprzeciwiać się woli rodziców i przystępować do niego "dobrowolnie". Zresztą nie robiło to dla nich większej różnicy – i tak pracowali w sklepie i pomagali w wytwórstwie od najmłodszych lat.
Zdobywanie papierka nie różniło się zupełnie niczym, od tego co Edgar robił w sklepie od ośmiu lat. Pierwszego dnia ścierał kurze na zapleczu. Nawet to lubił. Było to dużo lepsze zajęcie niż obsługa klientów w każdym razie. Szczególnie dziś, bo pod nogami nie pałętał mu się, żaden ze smarków, którym najczęściej zlecano prace na zapleczu. Robienie kursu przez któregoś dziecko Fairwynów oznaczało wakacje dla reszty i tylko tym się różniło się od normalnej tam harówy. Edgar nawet wolał ten stan rzeczy. Pracy było co prawda więcej, ale on lubił mieć zajęte ręce. I nie znosił swojego rodzeństwa. Idyllę porządkowania na pustym zapleczu przerwała mu matka wołając go na sklep. Chłopak doskonale wiedział czym skutkowała choćby o milisekundę opóźniona reakcja na polecenia któregokolwiek rodzica, więc natychmiast zarzucił dotychczasowe zajęcie. Dosłownie, bo odrzucając na bok szmatkę do kurzu, strącił z półki jakąś wazę. Hałas tłuczonej ceramiki natychmiast zaalarmował Eilis Fairwyn i cóż… powiedzmy, że wciry jakie dostałby za przyjście na sklep za późno byłyby lepszą opcją wyboru. Zwłaszcza po tym jak nie zdążywszy się ugryźć w język, spytał, dlaczego waza stała w bałaganie na zapleczu, a nie w jakiejś gablocie, skoro była taka cenna.
Pozyskiwanie komponentów do stworzenia różdżki było w zasadzie ciekawszym zajęciem niż sprzątanie sklepu, mimo wszystko jakoś Edgara nie porywało. O ile znalezienie drewna poszło mu łatwo i tak doskonale, że nawet ojciec pochwalił go za to, klepiąc z dumą po plecach (co chyba było szczytem afektu jaki kiedykolwiek okazywał dzieciom), o tyle rdzeń był już jakąś mordęgą. Uganianie się za zwierzętami zupełnie nie było jego bajką, a wypadało wrócić z czymś konkretnym. Poprzeczka stała wysoko, po tym jak Christian zrobił rdzeń swojej pierwszej różdżki z rogu buchorożca, zaiwanionego z rezerwatu Shercliffów. No właśnie Christian… Po co było biegać za rdzeniem, skoro można było zatrudnić do tego jakiegoś idiotę. Kosztowało go to trzy paczki Hogsów (a było mu je dużo trudniej zdobyć, niż pełnoletniemu bratu), ale Chris zgodził skombinować mu rdzeń. W ten sposób Edgar mógł pochwalić się ojcu najprawdziwszym szponem Gryfa. Wszystko poszło jednak zupełnie nie tak jak miało. Szpon bowiem okazał się kupny, a ten kretyn - jego starszy brat – nie wziął pod uwagę, że sklepy swój towar znaczą. Wały za lipny towar zebrał Edgar, a Christian i tak nie chciał oddać papierosów, tłumacząc się, że za jego czasów nic nie znakowali. W końcu jednak odzyskał dwie i pół paczki, kiedy zagroził bratu, że zakapuje skąd naprawdę pochodził jego róg buchorożca.
Po przygodzie z Christianem, Edgar zdecydował się jednak zdobyć materiał na rdzeń samemu. Poszło mu łatwiej niż by podejrzewał, ale trzeba przyznać, że miał niebywałe szczęście. Jak często się zdarza, że u sąsiadów znajduje się widłowąż tylko ze środkową głową? Ciekawostka biologiczna: środkowa głowa widłowęża jest tą średnio rozgarniętą i przy dobrym podejściu nawet nie zauważy, że wyrywacie jej kieł. A może po prostu wąż był naszprycowany jakimś eliksirem... W każdym razie Edgarowi udało się zdobyć rdzeń, jedynie za niewielką cenę łomotu od starego Shercliffa, który złapał go na wyjściu. Na szczęście go nie przeszukał i Edgar mógł zachować zdobycz.
Było jednak za wcześnie żeby się cieszyć. Kiedy chłopak próbował sam połączyć rdzeń z drewnem coś poszło zupełnie nie tak i nie dość, że kieł był już do niczego, zmarnował także kawałek różanego drewna. Mógł sobie za to pogratulować tego, że wybrał do różdżki różę, bo gdyby wziął ten cyprys, za który ojciec tak go pochwalił, zapewne znów by oberwał. I tak już w ciągu tego miesiąca pobił życiowy rekord w częstotliwości dostawania wpieprzu.
Jak to mówią - do trzech razy sztuka i przy trzecim podejściu Edgarowi niebywale się poszczęściło. Zupełnie przypadkiem natknął się bowiem na pogorzelisko zostawione przez popiełka i zebrał jego prochy. Tym razem przy łączeniu rdzenia z drewnem pomógł mu najstarszy brat i szczęśliwie różdżka była gotowa. Trzeba ją było tylko ozdobić. Po co? Dobre pytanie. Edgarowi wystarczało, żeby czarowała, ale nie – musiała mieć jeszcze rzeźbioną rączkę, bo coś tam. Nie da się ukryć, że chłopak wyrzeźbił swoją na odwal. Pożałował tego dopiero później, kiedy w sklepie usiłował opchnąć ją komuś, zanim zobaczy ją matka. Nikogo jednak nie obchodziło, że różdżka ma rzadkie drewno i fenomenalny rdzeń – estetycznie im nie odpowiadała. Ludzie jednak byli bandą kretynów. Skórę uratował mu jakiś goblin, którego nie obchodził wygląd różdżki. Edgar chyba pierwszy raz w życiu był względnie miły dla klienta.
W ten sposób w końcu udało mu się uzyskać uprawnienia. A wszystko po to, by mógł pracować w sklepie rodziców w ten sam sposób co do tej pory, za to samo nieistniejące wynagrodzenie.

KOSTKI:
Etap I: 3
Etap II: 1
Etap III: 5,6,4
Etap IV: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 351
  Liczba postów : 384
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep z różdżkami Jordana Sandersona   Pią Wrz 29 2017, 07:02

STAŻ RÓŻDŻKARSKI etap I
1993, zakład różdżkarski Fairwynów

Nikt nawet nie pytał go czy ma w planach bycie różdżkarzem. Nigdy. To było tak oczywiste jak wschód Słońca. Nie zdziwiło go zatem w ogóle, kiedy dzień po jego powrocie ze szkoły ojciec obwieścił mu, że zaczyna staż. Edgar oczywiście ani myślał przejmować interes rodziców, nadal musiał jednak skończyć studia, więc póki co, nie zamierzał informować rodziny o swym wiarołomstwie.
Staż był właściwie jedynie formalnością. Jego obowiązki były dokładnie takie same, jak w trakcie przymusowej, darmowej pracy w zakładzie w wakacje. Jedynym co miało się zmienić był fakt, że po jego skończeniu dostawałby faktyczną pensję. Do ukończenia szkoły każdy Fairwyn pomagał w sklepie teoretycznie jako wolontariusz. W praktyce miało to niewiele wspólnego z dobrowolnością, a działało raczej na podstawie niepisanej zasady "chcesz jeść, to pracuj". Nikt nie był na tyle głupi, żeby to podważać.
Trudno powiedzieć żeby się starał. Robił oczywiście to co do niego należało, a kiedy coś wpływało bezpośrednio na jego reputację robił to najlepiej jak umiał. Nie traktował tego jednak jak życiowego powołania, nie pałał entuzjazmem, nie walczył o klientów, nie pracował dniem i nocą. Robił co musiał, czyli w oczach rodziców za mało, o czym nieustannie mu przypominali. Musiał być dla niech niemałym zawodem. Edgar doskonale zdawał sobie sprawę, że odkąd poszedł do szkoły i okazał się być wybitnym uczniem, pokładali w nim ogromne nadzieje. Ich gorycz jednak zupełnie go nie obchodziła, mimo że informowali go o swoim niezadowoleniu na każdym kroku. Wyzwiska, groźby, rzucanie lekkimi przedmiotami i pranie po łbie i łapach było w ich domu, a raczej zakładzie, praktyką tak normalną, że Edgar w ogóle nie zwracał na to uwagi. Raz nawet ojciec "potrącił mu z pensji" 10 galeonów za "niewłaściwe podejście do klienta". Edgar nie przypominał mu już, że przecież żadnej pensji nie dostaje, podejrzewając, że zapewne pomylił synów Był zresztą absolutnie pewien, że ojciec nie zapomni mu tych dziesięciu galeonów odebrać w przyszłości, kiedy już sobie ten błąd uświadomi.

Koski: 1 i 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Sklep z różdżkami Jordana Sandersona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sklep z różdżkami Jordana Sandersona
» Sklep Ollivandera
» Sklep z ubraniami Gladraga
» Sklep Madame Malkin
» Sklep z eliksirami J. Pippin's

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-