IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 30
Galeony : 99
  Liczba postów : 88




Gracz






PisanieTemat: Cieplarnia numer jeden   Czw Wrz 16 2010, 16:59

First topic message reminder :


Cieplarnia numer jeden

Jest to cieplarnia, w której nie da się znaleźć niebezpiecznych roślin. Uczniowie zajmują się tu bardzo prostymi rzeczami, takimi jak sadzenie nieszkodliwych i całkowicie bezpiecznych "zarośli". Mimo tego, iż jest to miejsce zupełnie niegroźne, Septienne - nauczycielka zielarstwa, dba o to, by wejście było zamknięte na klucz, tak jak w innych cieplarniach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 85
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 95




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Sie 25 2012, 20:59

Może i gdy szła do cieplarni poczuła na sobie wzrok chłopaka... Nie, jej szósty zmysł nie polegał na tym. Ani na wykrywaniu uczuć. Jej szóstym zmysłem było zwyczajne oczarowywanie płci przeciwnej... Chyba.
Nie pomyślała o reakcji Maxa.. Chociaż, to mogłoby być wszystko. Strach. Zamieszanie. Albo fascynacja, zaciekawienie, szczęście... Kto wie, kto wie... MEEEERLIIIN, ciocia przyjechała!
Tak właściwie, to nawet i dziewczyna nie orientowała się w czasie. Kiedyż to ona poznała Maxa?... Minęło od tego półtorej godziny? Dwie godziny? Mniej? Więcej? Któż wie. Ona nie miała zegarków przy sobie. Wolała być wolna od takich.. trosk?
Doszli do cieplarni... Jedynka? Chociaż nie było tu niebezpiecznych roślin. Obejdzie się bez czarów nań rzucane. Zielarstwo... Specjalnie się przyzwyczaiła do tej lekcji, ale lubienie jej wychodziło słabo. Zielarstwo... Kto tak właściwie lubił ową lekcję bez przymuszenia?
- Wchodzę - kąciki ust mimowolnie uniosły jej się wyżej. Nie miała na to wpływu... Podała Maxowi dłoń i weszła za nim do środka. A kiedy już stała obok niego, poprawiła... em, jego koszulę. Odrobinę zsuwała jej się z ramion. A propos okien... Mieli szczęście. Skoro okno mogłoby być równie dobrze na dachu... Zgoda, mogłaby się wspiąć... Przepraszam, czy Harriet ma się wspinać w sukience? Nie wyobrażam sobie tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Sie 25 2012, 21:14

A czemu nie? Max miałby ciekawe widoczki, gdyby Harrietka się wspinała w sukience na dach cieplarni. W końcu to facet, który nie powstrzymuje swoich oczu, gdy chcą patrzeć na ciała koleżanek.
Po prostu same zmieniają kierunek i zamiast patrzeć przed siebie patrzą na pośladki, biusty i twarzyczki pięknych uczennic i studentek Hogwartu.
No, ale obejdzie tego.
Max pomógł dziewczynie wejść do środka.
-Tu jest zdecydowanie cieplej. - Powiedział z ulgą w głosie. Naprawdę było mu już zimno na zewnątrz, więc bardzo chętnie wszedł, a właściwie włamał się do cieplarni, gdzie zawsze było cieplutko. Do zamku nie chciało mu się specjalnie wchodzić. Spóźnialscy się pałętali, nauczyciele, woźny... Za dużo osób, które mogłyby zepsuć dzisiejszy dzień Maxowi.
-I nie ma wiatru. - Dodał po chwili patrząc na brązowowłosą, chociaż dla niego w tej chwili była czarnowłosa. Dlaczego? Bo zapomnieliśmy o tym, że światełka w cieplarni specjalnie nie było. Taaaa... Tym sposobem znowu mamy ciekawą atmosferkę, a że Max jak i autorka mają libido powyżej normy to oboje mają kosmate myśli, gdy jest taka sytuacja jak ta. Ciemna, wilgotna i ciepła cieplarnia. Chłopak i dziewczyna sami. W dodatku te roślinki nie były niebezpieczne i stały sobie na stołach na poziomie bioder. Stop! Autorka potrzebuje faceta...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 85
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 95




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Sie 25 2012, 21:38

Panowie strasznie się dziwią, czemuż to nazywani są zboczeńcami. A to wystarczy dobrze pomyśleć, a już wiadomo... Dobra, zgoda - kobiety też bywają "zboczone". Wychodzę z tematu, lepiej już don powrócę...
- W cieplarniach zawsze było najcieplej. Dlatego uwielbiałam przebywać tu zimą... - szczera prawda. Który raz jej się zdarzyło powiedzieć prawdę osobie, której tak naprawdę niemal w ogóle nie znała?... Mogła to zliczyć na palcach jednej ręki. Dwóch... Z pomocą kilku osób... Nie, ona była czasem szczera. I to nawet za bardzo szczera. Bywała szczera do bólu, przez co niektórzy cierpieli... Może i miała szczęście, że naprawdę niewiele osób wiedziało o niej niemal wszystko. Gdyby tak każdy wiedział o niej niektóre rzeczy... Przeraziłby się. To nieuniknione, Harriet spotkała się z kilkoma takimi przypadkami... młodszych. Głównie oni się jej bali. Skoro była w szkole popularna dzięki niektórym plotkom, to się nie dziwię. Ile osób wierzyło w takie kłamstwa?...
- Też racja - lecz pomimo braku wiatru, nadal było... ciemno. W cieplarniach nie było światła, niestety. Uniosła swoją różdżkę, wypowiadając szeptem "Lumons Maxima". Teraz było wystarczająco jasno... A dziewczyna zdała sobie sprawę, jak wielka różnica wzrostu jest między nią a Maxem. Dwadzieścia siedem centymetrów? Jak nie więcej.
Ich otoczenie było całkiem... Ciekawe. Może i zepsuła ową sytuację? Ciemność, ona sam na sam z chłopakiem jej marzeń, dookoła niewiele nieszkodliwych roślinek, które były całkiem malutkie... Jednak ona musiała akurat mieć światło. Dziwne, prawda? Zwykle nie bała się ciemności...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Sie 27 2012, 22:06

No lepiej wychodź z tematu, bo to temat rzeka, a czasem irytujący wątek, którego lepiej nie zaczynać przy nieodpowiednich osobach. Nie mówię tu o sobie, bo ja doskonale wiem o co chodzi.
-Za to latem lepiej tu nie siedzieć. Chyba, że w nocy, gdy niespieszno Tobie do zamku... - Dokończył zdanie Max. Dużo coś tej szczerości z ust Harriet wypływa. Czy tak samo było w przypadku Max'a? Niekoniecznie.
Czasem kłamał jak najęty, czasem mówił prawdę, a czasem niecałkowitą prawdę. Nie był nauczony mówić tylko i wyłącznie prawdę. Za to był szczery w stosunku do ludzi, gdy coś mu przeszkadzało w drugiej osobie. O tak! Potrafił ranić jak gdyby wbił komuś nóż prosto w serce i jeszcze przekręcił dwa razy, by była większa rana. Tak... Tak można porównać niektóre słowa, które wypowiada, gdy mówi szczerze co myśli o drugiej osobie. Dlatego nie miał zbyt długo dziewczyn. Dlatego miał sławę wrednego gnoja, którego nie powinno się kochać, jeśli chce się zachować szacunek do samego siebie. W sumie ja się nie dziwię, bo jak walnie prosto z mostu to ta druga osoba traci szacunek do siebie, ponieważ nie może uwierzyć jakim sposobem zaczęła się zadawać z Finebergiem. Trudno proszę państwa. Jego brat bliźniak był dokładnie taki sam. Może uległ trochę kulturze gotyckiej, czy też metalowej i chodzi na czarno z oczami pandy, ale charakter ma taki sam. Jego starszy brat jest bardzo podobny, aczkolwiek przez jedną dziewczynę trochę zmądrzał. Co to znaczy? Ma większy szacunek do kobiet, które wytrzymują z nim dłużej niż dwa tygodnie i dalej chcą z nim być. Max natomiast nie ma szacunku do nikogo, kto nie należy do jego grona przyjaciół. Czy Harrietce uda się tego dokonać? Czy zostanie pierwszą kobietą, która zyska szacunek ze strony Maxa i sprawi, że ten zmieni swój charakter na zawsze? Nadzieja matką głupich, ale czy to nie właśnie ona sprawia, że ludzie potrafią dokonać rzeczy niemożliwych? Jest jeszcze strach, który sprawia, że ktoś biegnie szybciej niż to możliwe, skacze wyżej niż to realne i walczy mocniej niż powinien. Strach przed śmiercią jest mistrzem dokonywania cudów, ale Nadzieja nie jest aż tak daleko za Strachem. Jest prawie mu równa.
Nagle cieplarnię oświeciła różdżka Harriet. Max miał rozszerzone źrenice, gdyż przyzwyczaiły się do mroku panującego w pomieszczeniu. Zmrużył szybko oczy, ponieważ światło oślepiło go. Wolał zdecydowanie noc od dnia, wolał ciemność od światła. Jego oczy były bardziej przyzwyczajone do tego stanu rzeczy.
Po pewnym czasie mógł już normalnie widzieć. Spojrzał na Harriet dziwnym wzrokiem. Jak gdyby miał jakieś niecne plany wobec dziewczyny. Nie bójcie się! Nic dzisiaj nie zrobi. Będzie grzeczny jak aniołek, choć jego duszę przejął diabeł na tę chwilę, a raczej jego myśli, nie duszę. Myślał o rzeczach, które zbulwersowałyby zakonnice. Poziom hormonów drastycznie się podniósł z powodu panującej jeszcze przed chwilą ciemności. Gdy umysł śpi budzą się potwory...
Podszedł do dziewczyny i zmusił ją, by oparła się o szybę od cieplarni. Położył ręce na zabrudzonej powierzchni i spojrzał z góry na dziewczę.
-Powiedz mi... Czy nie chciałabyś poćwiczyć ze mną latanie na miotle jutro? - Zapytał ze spokojem. Można było pomyśleć, że naprawdę chce coś jej zrobić. Pocałować, obściskać, pomacać, albo gorzej... a on po prostu zaproponował ćwiczenia na jutrzejszy dzień. Człowiek rodzi się prosty, albo taki jak... Max. Skomplikowany, nie cieszący się błahymi sprawami tylko tymi naprawdę wartościowymi. Nie znoszący prostych czynności, a kochający to co jest niemożliwe, obce lub straszne dla innych. Taki był Max.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 85
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 95




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Wrz 07 2012, 14:14

Temat irytującym wątkiem, skąd ja to znam? Bywają jednak takie wątki, których przy osobach nieupoważnionych nie warto zaczynać. A osób takich wiele istnieje.
- Masz rację. Z resztą, sama tak sadzę... - sama prawda z ust Harrietki? Może i czasem. Mimo tego, ze nie tolerowała kłamstwa, zdarzyło jej się czasem coś skłamać. Małe, niewielkie, całkiem niewinne kłamstewko. Rzadko kiedy. Niemal nigdy. A tak, to starała się wypowiadać najprawdziwszą prawdę, inaczej mówiąc prosto z mostu, nawet gdyby nie wiadomo jak to bolało. Potrafiłaby przyznać najlepszej przyjaciółce, że nałożyła za dużą ilość makijażu i wygląda jak lalka barbie. Potrafiłaby powiedzieć znajomej, że wygląda grubiej niż beczka śledzi. Mówienie prawdy do bólu - czy to zaleta, czy wada? Może i niektórzy dostrzegali to jako wadę - bolało ich to, co Harriet wypowiadała, a jej to nie wadziło, bo prawda to zaleta, koniec kropka, do widzenia.
Zmieniać innych? owszem, potrafiła takie rzeczy, o czym autorka już chyba wspominała... Potrafiłaby zmienić kłamliwego, zmieniającego dziewczyny z prędkością światła Maxa, w miłego, wiernego, ukochanego chłopaka z marzeń, księcia z bajki... Byleby nie takiego ze Shreka. Tego to akurat nie chcę.
Szybko zauważyła rozszerzone źrenice Maxa, które po chwili powróciły do pierwotnego rozmiaru..
- Przepraszam, powinnam Cię zapytać... - niedźwiedzia przysługa. Kolejna ze strony Harriet. Kto wie, ileż to ona ich zrobiła. Chciała dobrze, a przeciwnie wyszło. Cóż, bywa.
Widziała, jak Max na nią patrzył. Odrobinę się przeraziła, nie chciała, żeby Max zrobił jej coś złego. Albo i gorzej... Istnieje coś gorszego? Och tak, zabicie. Avada Kedavara. Zielone światło i twarzy osoby, która Cię zabijała to twe ostatnie przeżycie. Możliwe, że i było widać strach w jej oczach, ale nie koniecznie po zachowaniu, czy wyrazie twarzy. Nie znała zbyt dobrze chłopaka. Może to dlatego? Możliwe. Tchórzem nigdy nie była, nie jest i nie będzie. Skoczy ze spadochronu mając dziewięćdziesiąt lat, zobaczycie!
A kiedy chłopak się do niej przybliżał, z każdym jego krokiem odchodziła do tyłu, aż stanęła przy szybie. Jej dłonie wylądowały niżej, obok ud. Czyżby teraz max coś jej zrobił? Spojrzała na niego od dołu... Czuła się jak pierwszoklasista, ofiara żartu, ukarany... Jednak gdy max wypowiedział owe słowa, strach przeminął.
- Jutro, latanie na miotle, z grczem Quiddlicha Gryffindoru? - uśmiechnęła się. - Pewnie.
A pomyśleć, że ona tak się przeraziła... resztą, zanim autorka skończyła czytać również była przerażona. Szczegół. Szczególik. Niezauważalna kropka (prosiaczek z Puchatka?). Ćwiczenia na miotle. Chyba najbardziej zwyczajna rzecz, jaką można zaproponować dziewczynie... Chociaż, więcej chłopców zapraszało dziewczyny do herbaciarni w Hogsmeade, na jakiś spacer, na błonia, na pływanie... A Max akurat zaproponował jej coś, czego się nie spodziewała. Ach, ten entuzjazm do niespodzianek, rzeczy niespodziewanych... Niewiele osób tak miało. A może i więcej...
//Dupa, lipne... Ale jest... Bądź tam sobie zły.//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Wrz 07 2012, 15:35

Lubimy straszyć? No ba! Zaskakiwać? Jeszcze jak! Max był nieprzewidywalny. Czasami... bo czasem jego ruchy były tak przewidywalne jak w przypadku kamienia.
-Tak. Latanie na miotle ze mną. - Odpowiedział wciąż ze spokojem. Przez cały ten czas obserwował zachowanie dziewczyny. Widział w jej oczach chwilowe przerażenie zastąpione natychmiastowym zaskoczeniem.
Lubił zaskakiwać innych, a w szczególności piękne panie. Dobrze pamiętał jak ze swoim bratem próbował zaskakiwać dziewczyny z plaży w Egipcie.
-Jutro o 15 może być? - zapytał. Jutro była sobota. Nie mieli specjalnie zajęć. Tylko Mugoloznastwo dla wszystkich chętnych z naciskiem na uczniów, a nie studentów, więc oni mieli wolne. Wolne znaczy dużo czasu, a dużo czasu można umilić sobie różnymi rzeczami. Między innymi mały trening na miotle jest dobrym sposobem na umilanie czasu.
- Mogę na ciebie mówić Bella? - Zapytał nagle. Dlaczego Bella? Z włoskiego piękna, a dziewczyna miała babcię z Włoch z tego co pamiętam, więc idealne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 85
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 95




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Wrz 07 2012, 16:24

Straszenie? Nie przestraszysz mnie jak Slenderman... Zaskoczenie? Nie zrobisz mi tak "miłej" niespodzianki, jak wyskakujący z ukrycia Slenderman! Nieprzewidywalność ma każdy, jednak w horrorach ruchy są tak przewidywalne i łatwe do zapamiętywania niczym zachowanie małego dziecka, kiedy zabierze się jego zabawkę.
Nieprzewidywalna czasem i była Harrietka. Szczególnie wtedy, kiedy stała obok wroga. Bo może zacząć go łaskotać zaklęciem, przykleić jego język do podniebienia, powiesić go a kostkę, albo gorzej - ZOSTAWIĆ GO W SPOKOJU! A zostawianie własnego wroga w spokoju było w szczególności złe, tym bardziej, kiedy to on Cię denerwował.
- Pewnie. Nie wizę problemu - sobota już następnego dnia... Mugoloznarstwo... Nie, ona na nie nie chodziła. Po pierwsze - nie interesowało ją to, a po drugie... Na zajęcia był szczególny nacisk na uczniów, a studenci mogli sobie spokojnie chodzić po Hogwarcie w ten czas. SZCZEGÓLNIE w soboty, kiedy rzadko kiedy zdarza się im posiadanie lekcji.
- Bella? - uśmiechnęła się. - Możesz, Max
Tak jest, dobrze wiedziała, że Bella to po włosku "piękna". Jak mogłaby nie wiedzieć, skoro babcia poduczała ją włoskiego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Wrz 07 2012, 16:36

Co wy macie z tym Slendermanem? Ja nie wiem o co chodzi, ale niech tam będzie... Max uśmiechnął się na słowa Harriet.
Będzie jego Bellą. W przyszłości... Bo teraz jest po prostu Bellą, ale w przyszłości kto wie.
- Chcesz coś robić w tej chwili? - Kolejne pytanie. Nie do końca wiedział co robić w cieplarni z dziewczyną. Jedyne co mu teraz przychodziło do głowy to pocałunki, ale to chyba lekka przesada, by zaczynać właściwie znajomość od tego.
-Opowiedz trochę o sobie. Masz na imię Harriet, jesteś z Gryffindoru i twoja babcia mieszka we Włoszzech... Tak? - Odsunął się na metr od dziewczyny. Wciąż jednak był na tyle blisko, że w każdej chwili mógł się przybliżyć do niej dość bardzo. Wystarczy jeden ruch ręki, by go przysunąć do siebie.
Po co poprosił ją o ujawnienie kilku faktów o jej osobie? Ciekawiła go i chciał coś więcej o niej wiedzieć niż tylko cztery rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 85
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 95




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Wrz 07 2012, 19:18

Naprawdę, niewiele osób, nie wie co to Slenderman. Dziwne. Pełno tego tu i ówdzie. Ale wracając do tematu, Harriet odwzajemniła uśmiech chłopakowi.
Jeżeli ona ma być Bellą, Max będzie księciem. Chociażby w przyszłości. I na wieki wieków, po śmierć, amen.
- Nie mam pomysłów... - prosto z mostu. Nie miała w ogóle pomysłów, bo co można by było robić z chłopakiem w cieplarni, nocą, niemalże już dawno po północy?... Nigdy nie wiadomo. Ale wiadome jest już to, że Harriet czuła się jak złodziejka stojąc tak w swej sukience i koszuli chłopaka...
- Dużo czytam. Byłam na dużej ilości przedstawień czarodziejskich. Mam wiele ulubionych zespołów, jak Roześmiane Kudłonie... Mam starszego brata Josepha, Gryfona. Matkę Bellę z Ravenclaw i ojca Daniela z Gryffindoru. Dużo mówię, co chyba słychać. Mam alergię na kiwi i pomarańcze... - nie wiedziała, co dalej mówić. Bała się powiedzieć, że jest w nim zabójczo zakochana. Dowiedział się o niej wiele. Wiedział więcej, niż przeciętnie znajoma dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Wrz 10 2012, 23:03

Nawet zapomniałam, że Max wciąż bez koszulki lata. Top model normalnie się tu robi. Powinien wskoczyć na stół i przechadzać się jak jakiś super model i w ogóle.
No, ale wróćmy do rzeczywistości, bo na dzisiaj takie marzenia się nie spełnią. (choć szkoda)
-Rozumiem. - Powiedział ze spokojem. Podszedł do długiego stołu, na którym były położone donice. Przesunął kilka z nich i usiadł sobie na stole. Spojrzał na Harriet.
-Ja mam dwóch braci. Bliźniaka Toma i rok starszego Daniela. Moi rodzice mają bzika na punkcie mugoli. Matka jest weterynarzem i leczy zwierzęta mugoli, a ojciec ma firmę płytową i wytwarza płyty zespołów mugolskich. Umiem mówić po francusku, a uczulony jestem na futro świnek morskich. Nie czytam specjalnie książek. Jeżeli już to kryminały mugolskie. - Powiedział. Uśmiechnął się, gdy mówił o swoim uczuleniu. Swoją drogą kto wymyślił nazwę świnka morska? Ani to świnia, ani to morskie stworzenie, a już na pewno nie połączenie. Wodną świnią to nie jest. Co najwyżej wypasionym chomikiem, albo mniejsza i grubsza wersja pieska preriowego. Zresztą ten też ma niezłą nazwę. Co to za piesek, który nie szczeka i nawet nie przypomina psa? Ludzie są dziwni. Nazwy są dziwne. Może to i lepiej, bo przynajmniej Max i autorka specjalnie się nie wyróżniają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 85
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 95




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Wrz 17 2012, 19:43

Nie zapominajmy, że w krótkich szortach na dodatek! A z top model to całkiem ciekawy pomysł. Będzie miała chociaż na co patrzeć, a narrator będzie to wszystko wyobrażał sobie oczyma wyobraźni. A tak się składa, że wyobraźnię ma ogromną.
Ktoś powiedział, że marzenia się nie spełniają? Wszystko jest możliwe! zawsze jest 0,1% szansy. Lub 0,000000001% szansy. Albo też i 0,000000000000000000000000000000000000000000000000001% szansy. Tak czy inaczej, wszystko jest możliwe.
- Może ty masz jakieś pomysły? - a co? Kto powiedział, że chłopak nie może mieć żadnych pomysłów na robienie czegoś z dziewczyną, w miejscu takim jak to, możliwe już dawno po północy? Znajac życie, nie jeden miałby zboczone myśli. Ani Harriet, ani narrator nie zdziwiłby się, mimo tego, że nie zna tej drugiej osoby.
Wsłuchała się w słowa Maxa. Teraz oboje wiedzieli już o sobie więcej. Kiwała główką przy każdym jego słowie, zapamiętując te wszystkie jego słowa. Cóż, miała nadzieję, ze następnego dnia będzie wiedziała chociaż to, że Max ma dwóch braci. Albo chociaż to, że ma uczulenie na świnki morskie. Właściwie, dlaczego je tak nazywano? A dlatego, że ich odgłosy podobne są do odgłosów świnek. I mordkę mają jak świnki. Dlaczego morskie? Przypłynęły zza morza, z Ameryki Północnej! I zagadka rozwiązana, trzeba tylko myśleć logicznie i poszukać odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 21 2012, 23:33

W sumie nie ważne jak je nazwano i dlaczego. Ważne, że w ich pobliżu Max zaczynał kichać i kichać, a potem dostawał cholernie swędzącej wysypki na całym ciele, a szczególnie w okolicach nosa. Nie lubił świnek morskich. Chyba ich nie polubi...
-W sumie nie wiem - wzruszył ramionami. On naprawdę nie wiedział. Był kobieciarzem, casanovą i takie tam, a nie cholernym romantykiem i intelektualistą. Max nie należał do takich. Zdobywał dziewczyny na dzień lub dwa, a konkretniej na jedną noc lub dwie, a potem czmychał gdzie pieprz rośnie, by się zbytnio nie angażować w relacje. W dodatku był pewny siebie i wredny, więc kandydatem na chłopaka był nie najlepszym. Oczywiście jeśli uprzemy się przy tym, że chłopak nigdy się nie zmieni. Właściwie jego zmiana już się rozpoczęła. Może tego nie był świadom, ale z pewnością zaczynał się zmieniać. W końcu nie rzucił się na dziewczynę jak drapieżca na ofiarę, więc robimy postępy. Małe, ale postępy.
- A co byś chciała robić? W cieplarni o tej porze niewiele jest do wyboru... - Powiedział po chwili. Właściwie bez zastanowienia powiedział te słowa.
Spojrzał na Harriet jakby ją chciał zjeść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28786
  Liczba postów : 34969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Wrz 07 2013, 22:06

Jest przyjemny wczesnojesienny poranek. Lekki chłód drażni gorącą jeszcze od pościeli skórę. Najwyraźniej ktoś zapomniał zamknąć okno w swoim dormitorium. Światło wkrada się nieśmiało w każdy zakamarek pomieszczenia. Jest pusto. Jednak Amalia Wortery dostrzega niewielką kopertę leżącą w nogach jej łóżka. Jak każdy miałaby ochotę jeszcze pospać, w końcu to jeden z niewielu dni wolnych od szkoły. Przekręca się z boku na bok, słyszy szelest gniecionego papieru oraz jakieś dźwięki z za drzwi. gdy list spada na ziemie, ona postanawia go podnieść. Czyta: Cieplarnia nr.1, godzina 10. Nie spóźnij się. Charakteru pisma nie kojarzy. Spogląda na zegarek, a tam za pięć. Wybiega
W tym czasie Ambroge Friday już od dawna w swojej nowiutkiej szacie je śniadanie. Zajęcia z zielarstwa zaczynają się o godzinie 10. Ma zamiar się nie spóźnić, coś mu mówi, że te będą niezwykłe.
W końcu przez jednego wyczekiwana godzina, przez inną nie nadeszła. On zdziwiony stał w pustej cieplarni, ona dopiero co wbiegła. Co się wydarzy. Los (znaczy ja) pokaże...

Zaczyna Amalia. Rzucasz jedną kostką na zdarzenie losowe:
parzysta - Taka zabiegana, ale żeby o koszulce zapomnieć, to już trochę przesada! Wbiegasz, po czym zdajesz sobie sprawę, że nie masz na sobie topu, tylko stanik cię chroni. Nie bój nic to prawie jak strój kąpielowy! Gdy podchodzisz do drzwi, okazują się być zamknięte. Przypadek? Nie sądzę... (klucz ma Olivier, ale Amalia o tym nie wie)
nieparzysta - Jakie pierwszaki właśnie przesadzają rośliny, a wy wpadliście w sam środek koła ogrodniczego. Oczywiście uradowana nauczycielka nowymi adeptami od razu wciska wam przedmioty i każe współpracować. Amalia ma związane oczy, a Olivier ręce. Jego zadaniem jest tak przetłumaczyć dziewczynie gdzie co jest, by przesadziła roślinę. (Na to, czy któremuś z was się uda rzucacie 2 kostkami. Jeśli obie będą parzyste, to dana postać wykonała swoje zadanie).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Wrz 08 2013, 10:55

(nieparzysta)
Amelia obudziła się dzisiaj zbyt wcześnie, jak na wolny dzień. Szczególnie, że przez cały tydzień myślała tylko o tym, żeby się wyspać. W końcu w ciągu tygodnia jest to prawie niemożliwe, natłok zadań domowych na trzecim roku studiów jest przerażający, ale co na to poradzić? Może obudził ją chłód, który uporczywie wpadał przez okno do jej dormitorium, może szelest jakiegoś papieru, gdy się przekręcała. Nie była w stanie tego stwierdzić.
Gdy już rozbudziła się na tyle, że wróciła jej świadomość, przypomniała sobie jak się nazywa i gdzie jest, poczuła coś szorstkiego pod nogą. Sięgnęła po papier z pewnością, że jest to jakiś kawałek pracy domowej. Jakże wielkie było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła, że jest to koperta, a w jej środku znajduje się liścik. Gdy go przeczytała, wystarczyło tylko jedno spojrzenie na zegarek i już zerwała się, w pędzie zarzucając na siebie szaty.
Dobiegła do cieplarni numer jeden tak zziajana, że musiała stanąć przed jej drzwiami na chwilę, aby złapać oddech. Po chwili otworzyła drzwi i wparowała do cieplarni, uśmiechając się lekko. Uśmiech natomiast zniknął, gdy tylko zobaczyła ile osób znajduje się w cieplarni. O co tu właściwie chodzi? Zobaczyła chłopaka, który stał tak samo zdezorientowany jak ona. Podeszła do niego wolnym krokiem.
- Widzę, że też nie wiesz jakim cudem się tu znalazłeś i co masz robić? - spytała, dalej rozglądając się z ogromnym zdziwieniem po cieplarni i krzywiąc lekko na smród, który zawsze można było tu spotkać. Była strasznie głodna, nie zjadła śniadania, z ust śmierdziało jej czymś zdechłym, ponieważ w tym pośpiechu kompletnie zapomniała o wymyciu zębów. Chciało jej się także pić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sro Paź 16 2013, 23:03

Omatkoicórko! Nigdy więcej! Nigdy więcej takich imprez – myślał, wstając rano z niezłym kacem i nie tylko moralnym. Taak.. Popił trochę ostatnio. Nawet bardziej niż trochę, ale to w końcu nie jego wina, prawda? Przecież każdy ma chwilę słabości! Najważniejsze było jednak, że udało mu się wstać rano, tak by być Hogu odpowiednio wcześniej. Zielarstwo, na które tak bardzo, sam do końca nie wiedząc czemu, chciał przyjść zaczynało się o 10. Czemu tak bardzo chciał? Dobre pytanie. Może to dlatego, iż w ostatnim czasie stwierdził, że należy zajmować się czymś poza mugoloznawstwem, czy historią magii? Widać tak.
Mimo to, roślinki jakoś średnio go pociągały. Cóż zrobić? Właśnie po to tutaj przyszedł, żeby móc to zmienić. Kto wie, może dowie się czegoś nowego, pozna jakiś nowy, szczególnie romantyczny gatunek rośliny, wręczy jakieś dziewczynie, a ta z zachwytu ożeni się z nim i zostanie jego muzą? To byłoby wspaniałe, mieć stałą modelkę. Taką, która zawsze ma czas i ochotę pozować. Oj tak.. Żyć nie umierać..
Póki co jednak, jego myśli krążyły wokół lekcji, która miała się rozpocząć. Niesamowite, jak na Piątka, być wcześniej. Nie, to nawet nie o to chodzi! Był grubo, bo całe pół godziny, wcześniej. Swoisty rekord. To chyba naprawdę był jakiś sądny dzień. W końcu Piątek na zielarstwie? Z własnej, nieprzymuszonej woli? Tak. To chyba był jakiś obłęd, a może skutek niedawnego upojenia alkoholowego? A może zwyczajnie i po prostu poszukiwał nowego źródła inspiracji? Całkiem możliwe, chyba nawet bardziej, od innych, wcześniejszych opcji.
Z zamyślenia wyrwała go nagle jakaś dziewczyna, sam do końca nie wiedział kto to, która wpadła do Cieplarni. Najdziwniejsze było to, że go znała. Nawet jeśli nie z imienia, to przynajmniej z widzenia. No bo skąd do cholery jasnej mogła wiedzieć, że na przykład nie umówił się tu z kimś?! No właśnie. Nie mogła. Przyjrzał się swojej rozmówczyni. Skądś ją kojarzył, chyba nawet chodzili razem na jakiś przedmiot, lecz pewności nie miał.
- Nie. W zasadzie to czekam tu na Zielarstwo. Ma być o dziesiątej. A tak w ogóle, to my się znamy? – wypalił nagle, po tym, jak jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu. Dziwnie tak trochę rozmawiać z kimś, kogo imienia się nie zna, toteż rozpoczął ten wątek. Oczekując na odpowiedź, posłał znajomej – nieznajomej ciepły i serdeczny uśmiech, bowiem nie wyglądała na do końca wymalowaną, uczesaną itd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 19 2013, 11:31

Chłopak wyglądał na zdziwionego tym, że tu podeszła, więc.. coś było nie tak. Rozejrzała się jednak po cieplarni. Dzieci przesadzały roślinki tak zawzięcie, że jej zdaniem nie było szans, żeby lekcja skończyła się do dziesiątej. Wzruszyła ramionami zaspana i zdezorientowana.
- Nie, nie znamy się - powiedziała, przepraszającym tonem, wyciągając rękę w jego stronę. Gdy było tak wcześnie, dziewczyna zapominała o swoich dobrych manierach i jej znajomości zawarte w tym czasie stawały się dość dziwne. - Jestem Amelia. Właściwie to kojarzę Cię chyba z Pokoju Wspólnego, Ravenclaw, prawda? - była od niego starsza, to było pewne. Właściwie, Amelia była najstarsza w Hogwarcie. Mało kto dotrwał do trzeciego roku studiów, więc właściwie mało kto był w jej wieku. Starszych nie było, no, nie licząc profesorów. Ostatnio zaczęło jej to przeszkadzać, ponieważ jakoś nie mogła znaleźć kogoś, z kim mogłaby sobie spokojnie i swobodnie porozmawiać o innych sprawach niż "imprezowanie", "panienki" i "nienawidzę szkoły, bo jest be". Na studiach właściwie już się nie tak nie mówi. Są one naszym własnym wyborem i tylko do siebie możemy mieć pretensje, że akurat je wybraliśmy.
- Właściwie to nie wiem co tu robię - przyznała szczerze, zdezorientowana, zastanawiając się, jak głupio zabrzmi to, co ma zamiar powiedzieć. - Ktoś zostawił mi kartkę "Cieplarnia nr.1, godzina 10. Nie spóźnij się.", ale z tego co widzę, to chyba nie byłeś Ty, prawda? - mruknęła zdenerwowana, zastanawiając się, kto w sobotę śmiał wyciąć jej taki numer. To jeden z dwóch dni w ciągu tygodnia, w którym mogła spać do woli, zjeść obiad jako obiad i śniadanie, nie przejmować się, że powinna być na lekcji, odpocząć, wylegiwać się przez cały dzień, a wieczorem wyjść na imprezę. Poza tym, po całym tygodniu Amelia marzyła tylko o tej sobocie, była zakończona wszystkimi zajęciami i tym, co musiała robić po szkole. Mam na myśli oczywiście masę prac domowych, które wszyscy nagle zaczęli zadawać, jakby przypomniało im się, że to studenci ostatniego roku i więcej nie będą mogli ich gnębić, więc teraz muszą wyżyć się za wszystkie czasy.
Lekcja tymczasem trwała w najlepsze, Amelia nie zamierzała podchodzić do nauczycielki, dopóki się ona nie skończy. Miała też nadzieję, że pani profesor ich nie zauważy, ponieważ z tego co wiedziała, lubiła każdego ucznia, który pojawił się na jej lekcji i zaraz zaganiała go do roboty. Spojrzała na chłopaka, zastanawiając się, co on o tym wszystkim sądzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Hiszpania
Galeony : 152
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3548-estella-vicario#108434




Specjalny






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 19 2013, 13:40

Do roboty, do roboty! Każda zmarnowana minuta na zielarstwie to tak, jakbyście zabijali jedną pandę, moi kochani. A może nawet dwie pandy! Skrzydło szpitalne miało duże zapotrzebowanie na ropę czyrakobulwy, ale biedna Estella nie chciała niszczyć swoich pięknych paznokci, przecież zapłaciła za nie majątek. Zawsze znajdowali się jednak chętni, słodziutcy uczniowie, którzy za jeden jej uśmiech byli gotowi wyciskać ropę godzinami! Oczywiście nie za darmo, uczniowie dostawali w zamian punkty, czasami poklepała co przystojniejszego po pupie, wprowadzając takiego w stan wysokiej euforii. Nie podrywała oczywiście nikogo... a przynajmniej nie w obecności świadków! Pomasowanie po plecach jakiegoś przystojniaka po kilku godzinach przesadzania mandragor to nie podrywanie, prawda?
Przeszła się pomiędzy uczniowskimi stanowiskami, szczebiocąc słodko wszystkim do ucha, jak ważną wykonują pracę i kątem oka zobaczyła dwóję niepracujących uczniów. I to na jej lekcji! Kręcąc pupą, wzbudzając zachwyt płci męskiej, podeszła do niesfornych dzieciaków, chcąc zagonić ich do pracy.

A co my tu mamy?! Nie ma obijania się, do roboty moje pysiaczki, pryszcze same nie znikną z twarzy niektórych uczniów! Nie chcemy chyba ich oglądać, prawda? - zaszczebiotała, łapiąc ich za ręce i prowadząc do wielkiej czyrakobulwy. Wcisnęła kochasiom dwie pary rękawic ze smoczej skóry i pokazała jak wyciskać ropę, po czym pobiegła do pobliskiego zbiornika wody umyć ręce. O fujka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 19 2013, 18:15

Zatem miał racje. Nie znali się. – Ambroge. Miło mi. – powiedział z uśmiechem. – Z pokoju? Nie wiem, szczerze mówiąc, ostatnimi czasy, rzadko tam przebywam.. – odparł szczerze. Gdzieś ją już widział, nawet kilka razy. Tylko za cholerę nie mógł sobie przypomnieć gdzie.. – A czy my nie chodzimy razem do Price’a na żywioły? – wypalił nagle, przyglądając się dziewczynie. Tak jej się wydawało. A jeśli to nie ona, to chodzi tam dziewczyna podobna do niej. Cóż. Hogwart był w sumie dużym zamkiem. Kto wie? Może i jego klon, albo inny sobowtór przechadzał się właśnie po korytarzach Zamku? Nigdy nie wiadomo.
Nie wiedziała, co tu robi. Uśmiechnął się na dźwięk tych słów. Szybko jednak uspokoił, widząc minę nowopoznanej Krukonki. – Nie, to nie ja. Z resztą, to chyba byłoby niemożliwe, biorąc pod uwagę, że prawie Cię nie znam.. Może to jakieś dzieciaki..? – zapytał. Nie wiedział, nie znał odpowiedzi. Zgadywał. W sumie, to te uczniaki były straszne. Istne utrapienie. Właśnie dlatego, tak rzadko przebywał w Pokoju Wspólnym. Tragedia. Ci starsi, to jeszcze ok. Ale pierwszaki, albo drugoklasiści.. Brak słów. Momentami miał wrażenie, że w domu Roveny nie ma już miejsca dla zwykłych, spokojnych ludzi. Często myślał, że należy do jednych z najbardziej spokojnych i dobrze ułożonych ludzi w całym tym niebieskim pierdolniku. Może to dlatego, że był jednym z najstarszych Krukonów, których znał? Generalnie, to znał ludzi z innych Domów, a ze swojego.. raptem parę osób. Chociaż ich też ostatnio nie widział. Może rzucili studia? Kto wie..
Jego rozważania szybko przerwało nadejście Bożyszcza wszystkich adeptów magii płci męskiej. Profesor Vicario.. Wszystkim się podobała. Jedynie Ambroge nie rozumiał za bardzo, co oni w niej widzieli? Dużo się o niej nasłuchał, przez te lata. Zarówno o niej, jak i o jej bezpośredniości. Zwłaszcza w stosunku do co przystojniejszych uczniów.
Wcisnęła im rękawice, po czym kazała wyciskać jakieś Czyrakobulwy. Tak, znał te rośliny. Tylko co go do cholery obchodziły pryszcze i inne trądziki na twarzach młodszych uczniów?! Przecież. No dobra. Powinien to zrozumieć. Szkoda, że nie wyszło. Może to dlatego, że on sam nigdy nie miał z tym problemu? – Przepraszam.. Dlaczego my mamy się tym zajmować? – zapytał nieśmiało. Oczywiście nauczycielka nie mogła go usłyszeć, zbyt zajęta była myciem rąk i rozmyślaniem o jakimś młodym przystojnym studencie. – To co robimy? – Zwrócił się do Amalii. Serio, nie miał ochoty by to zrobić. No, ale.. Ravenclaw miał najwięcej punktów. No, a ta w geście odwetu mogłaby im je odjąć. Nie, Piątek średnio dbał o Puchar Domów. Po prostu wiedział, jakie to ważne dla innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28786
  Liczba postów : 34969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Gru 22 2013, 20:39

Hej, ludzie idą święta każda buzia uśmiechnięta!

No nie każda, a już na pewno nie ta należąca do Emrysa Moolera i do Poliny Petrovej, ale no życie. Święta, święta. W Hogwarcie zawsze obchodzone hucznie, więc nic też dziwnego, że wszyscy uczniowie, który w zamku się obijani zostali zaciągnięci do pracy.
Emrys i Polina mieli za zadanie pójść do jednej z cieplarni i załadować wszystkie ozdobne kwiaty doniczkowe, które mieli porozstawiać później we wszystkich w klasach w Hogwarcie oraz w Wielkiej Sali. Wszystkie kwiatki oczywiście wydzielały cynamonowy zapach, albo świeżo pieczonego ciasta, więc z pewnością o wiele łatwiej je skojarzyć ze świętami. Wszystkie też miały czerwone kwiatostany, z tegoż względu, że wszystkie były z gatunku gwiazd betlejemskich.
Zatem ładujcie moje drogie dzieci te kwiatki i bezpiecznie przetransportujcie do zamku. I oczywiście nie czyńcie tu niegrzecznych rzeczy tylko bądźcie pracowitymi czarodziejami! Wszak Howard Forester was prosił o wykonanie tego zadania!
Miłego dnia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Rosja,Moskwa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7052-polina-petrova?highlight=Polina+Petrova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7060-listy-poliny-takie-fajne?highlight=Listy+poliny




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Gru 22 2013, 20:50

Polina weszła powoli do pomieszczenia i aż sapnęła z zażenowania, jej nozdrzami zawładnął wszechobecny zapach cynamonu, jak ona nienawidziła tego zapachu, a jeszcze bardziej nienawidziła pracy fizycznej, ale jak mus to mus, raczej nie chciała podpaść. Podeszła do jednego z kwiatów i lekko samym koniuszkiem palca dotknęła jego czerwonego kwiatu, wtedy zaczął on wydzielać o wiele przyjemniejszy dla jej nosa zapach świeżo upieczonego ciasta. Mimo wszystko jednak nie będzie pracować sama, poczeka na pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 158
  Liczba postów : 236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4848-emrys-jeffrey-mooler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6056-mieszanka-wybuchowa-20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4919-ameba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7970-e-j-mooler




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Gru 22 2013, 22:05

Cóż obijanie i psoty nigdy nie wychodziły Emrysowi na dobre, ale nie zamierzał z nich też nigdy zrezygnować tylko dlatego by nie dostać dodatkowej pracy. Musiałby skłamać, żeby móc powiedzieć że po raz pierwszy dryektorek dał mu prace świąteczną. Właściwie od pierwszego roku w Hogwarcie za swoje zasłużone zasługo dla szkoły Forester oddelegowywał go do zadań świątecznych. No, nie tylko jego, wszystkich jego towarzyszy przygody też. NA ich nieszczęście jednak papcio nie był taki głupi i nie dawał im zajęć razem, wiedział, że nie skończyłoby się to dobrze dla szkoły. I to nie tylko dlatego, że zadanie nie zostałoby wykonane. Gdy Emrys zabierał się za coś ze swoimi kumplami można było od razu założyć, że ucierpi na tym szkoła, albo ludzie na około. Tak więc szedł teraz do cieplarni mamrocząc pod nosem, że rozkładanie kwiatków po szkole to babskie zajęcie, a nie, ona facet będzie jakieś kwiatki rozstawiał. No ale zrobić nic nie mógł, bo słowo się rzekło, jedyne co mu zostało to marudzenie więc korzystał z tego w ilościach ogromnych.
Pchnął drzwi do cieplarni i normalnie aż się zakrztusił. Cała cieplarnia zalatywała cynamonem i pieczonym ciastem. Papcio wiedział jak mu utrzeć nosa. Emrys był pewny, że za kilka minut będzie głody, a wiedział, że robota zajmie więcej.
Spojrzał na dziewczynę stojącą już w cieplarni i skinął jej na powitanie głową. Obie dłonie położył na biodrach i rozejrzał się po sali.
-Proponuję załadować wszystko na wózek przy pomocy leviosy - zwrócił się do niej, zdecydowanie wolał pomachać różdżką niż pracować całym ciałem, ale nie pamiętał jakie wytyczne dostali, bo gdy dyrektor im o tym mówił, EJ jak zwykle nie słuchał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Rosja,Moskwa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7052-polina-petrova?highlight=Polina+Petrova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7060-listy-poliny-takie-fajne?highlight=Listy+poliny




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Gru 22 2013, 23:12

Nie czekała długo, na całe szczęście, bo mimo, iż raczej lubiła zapach ciast, to cynamon doprowadzał ją do szału. Po jakiś pięciu minutach do pomieszczenia wszedł przydzielony jej pomocnik, odpowiedziała na jego skinienie głową lekkim uśmiechem, a kiedy zaproponował użycie różdżek nie mogła się nie uśmiechnąć jeszcze bardziej, co jak co ale jakakolwiek praca bez użycia magi byłaby zbyt wielkim poświęceniem, nie tylko jej cennego czasu. Mimo wszystko westchnęła jednak cierpiętniczo i odparła.
-Oh, świetny pomysł, nie zniosłabym pracy fizycznej.  -Ostatnie dwa słowa wymówiła lekko ironicznym tonem, w grę nawet nie wchodziło, to żeby musiała męczyć się bez magii. Obróciła się w stronę kwiatów i wyciągnęła różdżkę, nadal do końca nie rozumiała, dlaczego w ogóle musi pracować a wizja latania po korytarzu i zostawiania tego czerwonego, coraz bardziej irytującego zielska, w każdej klasie nie wydawała się przyjemna. Podniosła ją powoli i wzięła się do pracy. Już po drugim miała ochotę zaproponować małą przerwę, chociaż zajęcie jakie im dano nie było o tyle ciężkie co STRASZNIE nudne. Mogłaby zrobić tak wiele, rzeczy w tym czasie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 158
  Liczba postów : 236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4848-emrys-jeffrey-mooler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6056-mieszanka-wybuchowa-20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4919-ameba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7970-e-j-mooler




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Gru 23 2013, 15:53

No Emrys miał to do siebie, że lubił się spóźniać. Ba, właściwie zawsze gdziekolwiek szedł był spóźniony. A nie robił tego nawet specjalnie. Można by powiedzieć, że to czas się na niego jakoś magicznie uwziął, bo nie miało znaczenia, czy EJ zaczynał się szykować do wyjścia godzinę przed czasem czy dziesięć minut jego przystojny kuper zawsze był spóźniony. Ludzie już nauczyli się podawać mu wcześniejszy czas na przyjście, bo to gwarantowało możliwość że tym jednym razem się nie spóźni. O ile oczywiście ktoś ze znajomych nie wygadał się z prawdziwą godziną, bo wtedy wracali do punktu wyjścia i Emrys się spóźniał. Dziś udało mu się nie spóźnić aż tak bardzo, bo jakieś pięć minut, a wiedzieć należy że spóźnienie u niego pięciominutowe w ogóle nie powinno być liczone.
Dziewczyna z którą dostał to zadanie pochwaliła jego pomysł i wzięła się do pracy. Nie marudząc już wiecej (bo to zrobił zrobić w drodze do cieplarni) sam złapał za swoją różdżkę i wziął się za robotę. Która po chwili okazała się strasznie nudna.
-Boże ale nuda - zaskomlał po piętnastym kwiatku. Robota nie była ciężka tylko tak nudna, że powoli zaczynały mu się zamykać oczy. Spojrzał na swoją blond koleżankę, którą kojarzył z domu weża i powiedział. - Zróbmy coś bo oszaleję.
I to akurat było prawdą. Emrys Jeffrey Mooler nie potrafił usiedzieć na tyłku spokojnie dłużej niż dziesięć minut, bo zawsze było coś do zrobienia, lub zepsucia.
-Hmmm - zaczął myśleć, na chwile zaprzestając transportu kwiatków i łapiąc się za brodę. - może będziemy je przenosić na czas, albo wmyślimy układ z lewitującymi kwiatkami, co Ty na to?
Zapytał swojej towarzyszki niedoli. Na coś musiała pójść bo chyba sama nie chciała przenosić tych kwiatków w ciszy, milczeniu i bezruchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Rosja,Moskwa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7052-polina-petrova?highlight=Polina+Petrova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7060-listy-poliny-takie-fajne?highlight=Listy+poliny




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Gru 23 2013, 18:21

I jeszcze jeden, i drugi, i trzeci, i trzeci, i trzeci. Boże zaraz tutaj uśnie, kobieto, to zajęcie to jakieś dno. Oczy zaczęły jej się kleić a kwiaty zaczęły być tylko czerwono-zielonymi plamami. Ziewnęła niepostrzeżenie i zamrugała dwa razy, chcąc odgonić zmęczenie, obraz stał się ostrzejszy. Jeśli zaraz czegoś nie zrobi chyba oszaleje. Zamyśliła się nad bezsensownością swojej sytuacji tak bardzo, że lekko się wzdrygnęła gdy usłyszała głos.
-Boże ale nuda.-Ta, ale odkrycie nie ma co. Miała tylko nadzieję, że jej kolega z domu lwa coś wymyśli, z niechęcią, ale musiała przyznać, że sama nie ma żadnego pomysłu jak urozmaicić tą nędzną pracę, z ulgą zaprzestała pracować i spojrzała na bruneta.-Zróbmy coś bo oszaleje.- Nie tylko ty, pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos czekając na jakiś pomysł ze strony chłopaka, miała nadzieję, że jego pomysł zamieni pracę w coś choć trochę interesującego, bo jeszcze chwila takiej bezproduktywności i kolejny kwiatek zamiast na wózku, wyląduje na ścianie. Patrzyła jak przez chwilę się zastanawia, kompletnie olewając wszystko, postanowiła czekać.
-Może będziemy je przenosić na czas, albo wymyślimy układ z lewitującymi kwiatkami, co Ty na to?- UUU, pierwszy pomysł spodobał jej się, rywalizacja to to czego potrzebuje.
-Proponujesz, mi mały konkursik?- Uśmiechnęła się do siebie, ten dzień nie będzie taki zły na jaki wyglądał. Spojrzała na chłopaka i wtedy w jej głowie też coś zaświtało. Nie byłaby sobą gdyby nie zyskała na tym czegoś. Automatycznie uśmiechnęła się szerzej i spojrzała prosto w oczy swojego pomocnika.-Ale wiesz, konkurs bez nagród to nie konkurs.-Patrzyła na niego z wyzwaniem w oczach, nie zamierzała się wysilać, wiedziała też, co przyznała z trudem, że jako gryfon wymyśli o wiele zabawniejszy zakład niż ona. Miała tylko nadzieję, że tego nie pożałuje.
-Zaproponuj coś o co moglibyśmy się założyć.- Uśmiechnęła się lekko w nadziei na niezłą zabawę.-Ja mogę oferować, butelkę wina, zaznaczam, bardzo dobrego wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Czw Kwi 24 2014, 09:32

Tuż po kupieniu jakże wspaniałych rękawic ochronnych za kosmiczną cenę trzydziestu galeonów, Amelia udała się z nimi na lekcję do cieplarni numer jeden, w której jeśli dobrze zapamiętała, miały odbyć się dzisiejsze zajęcia. Przez całą drogę zastanawiała się, po co mieliby używać rękawic ochronnych? Czy będą mieli do czynienia z jakimiś niebezpiecznymi roślinami? Jeśli tak, znając szczęście i talent życiowy Amelii, wyląduje ona w Skrzydle Szpitalnym albo co gorsza w świętym Mungu.
Rozmyślając tak, nie zwróciła uwagi na to, która jest godzina i.. cóż poradzić? Przyszła na lekcje za wcześnie. Była sama w olbrzymiej cieplarni. Zdecydowała zająć jedno ze stanowisk i poczekać na resztę chętnych do nauki uczniów oraz panią profesor, którą chyba polubi. Ostatnie pomaganie sowom bardzo Amelii zaimponowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer jeden
» Cieplarnia numer trzy
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Cieplarnia numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-