IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 30
Galeony : 99
  Liczba postów : 88




Gracz






PisanieTemat: Cieplarnia numer jeden   Czw Wrz 16 2010, 16:59

First topic message reminder :


Cieplarnia numer jeden

Jest to cieplarnia, w której nie da się znaleźć niebezpiecznych roślin. Uczniowie zajmują się tu bardzo prostymi rzeczami, takimi jak sadzenie nieszkodliwych i całkowicie bezpiecznych "zarośli". Mimo tego, iż jest to miejsce zupełnie niegroźne, Septienne - nauczycielka zielarstwa, dba o to, by wejście było zamknięte na klucz, tak jak w innych cieplarniach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 04 2015, 12:41

Nie ważne czy usłyszał czy nie. Ważne że prawdziwe. Co racja, to racja. W sumie po co kogoś kłamać ?Nawet jak się kogoś lubi czy też nie. Najlepiej być zawsze szczerym, czasem może i do bólu. Choć Lizzie czasem zdarzyło się skłamać, ale w tak zwanej dobrej wierze. Choć to i tak nie jest dobre wytłumaczenie.
-Ale ja nic nie widziałam.- Zaśmiała się. -Ciągle byłam tyłem. - Puściła do niego oko i dodała do tego uśmiech. Jakim niewygodnym światkiem zbrodni ? Przecież tutaj do niczego nie doszło, prawda? Nikt nic nie widział nikt nic nie wie. Mhm właśnie tak.
Na szczęście ręki sobie nie połamała, a on chociaż coś poczuł.
-Nie, dziękuje. Mam zamiar iść do biblioteki.-Odpowiedziała z uśmiechem i udała się w stronę swojego celu. W końcu musi napisać parę prac, esejów i tak dalej.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 01:27

Byłam stuprocentowo pewna, że gdy tylko uporałam się z naskrobaniem pracy na Zielarstwo, udałam się do sowiarni (co po traumatycznym spotkaniu z pewną autystyczną sową nie należało do najłatwiejszych zadań - być może dlatego wyparłam z pamięci to, że wcale tam nie byłam i wyobraźnia mnie oszukała, podsuwając mi jakiś zastępczy obraz z poprzedniej wizyty w Wieży Zachodniej?), mogłabym nawet przysiąc, że wdepnęłam w sowie odchody, kiedy cofnęłam się gwałtownie, bo nieopodal mojego buta dostrzegłam dwa szkielety nornic. Ale być może to faktycznie zdarzyło się w tamtym tygodniu, a nie w tym?
W każdym razie wciśnięty do opasłego tomiszcza pergamin znalazłam na szczęście przed zajęciami, więc przynajmniej zorientowałam się, że przegapiłam termin oddania pracy i mogłam wziąć ze sobą zadanie, po cichu licząc na to, że profesor je przyjmie.
Nie miałam czasu na kombinowanie ze śniadaniem, więc jedynie wypiłam herbatę, czytając raz jeszcze to, co napisałam, bo z tego wszystkiego nie dałabym sobie różdżki odebrać, czy w ogóle sprawdziłam moje rzekomo wysłane wypociny. Nie była to może przesadnie błyskotliwa praca, ale liczyłam na to, że ujdzie w tłumie.
Udałam się do cieplarni, a gdy tylko dostrzegłam profesora, przywitałam się z nim i podeszłam do niego, prosząc o przyjęcie zadania, po czym zajęłam swoje miejsce.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 102
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 13:16

Zielarstwo było lekcją dość często bagatelizowaną przez uczniów Hogwartu - a przynajmniej takie wrażenie odnosił Mefisto. Spotkał się wielokrotnie z postawą, że to tylko zajęcia z babrania się w ziemi, które niczego pożytecznego nikogo nie nauczą. Sam zawsze uważał to za potworną ignorancję, chociaż szczególnej smykałki do roślinek nie miał. Nie wchodziły mu do głowy nazwy, nie lubił godzinami studiować ułożeń listków. Naturę uważał jednak za wspaniałą i przyjemność sprawiało mu spędzanie czasu w otoczeniu zieleni. Może dlatego zaczęło mu na zajęciach zależeć na tyle, że darował sobie gwiazdorskie spóźnienie i przyszedł do cieplarni właśnie wtedy, kiedy powinien. Nie witał się z profesorem, częściowo nie mając ochoty na sztuczne uprzejmości, a częściowo po prostu nie chcąc rzucać mu się w oczy. Nie oddał jakiejś pracy domowej (i tutaj znowu wracamy do kwestii ślęczenia nad książkami). Darował sobie również zaszczycanie innych uczniów czymś bardziej spektakularnym niż pełne braku zainteresowania spojrzenie. Zajął wolne miejsce z boku cieplarni, rozmyślając przy tym, czy w ogóle nadaje się do jakiegoś uspołeczniania. Jeśli szykował się nudny wykład, to Mefistofeles z pewnością potrzebował ciekawego towarzystwa, żeby się nim zająć i nie zasnąć. Z drugiej strony mogło to oznaczać "rozrabianie" i kłopoty - ale czymże był jeden szlaban? Tak czy inaczej, miejsca obok Ślizgona pozostawały kusząco wolne i jeśli tylko ktoś nie bał się do niego przysiąść (to byłaby nowość, w szczególności po ostatniej lekcji OPCM), to mógł czuć się zaproszony. On sam w tym czasie bujał się na krześle i powstrzymywał od nucenia jakiejś piosenki, której tytułu nie znał, a linia melodyczna utknęła mu paskudnie w głowie.

______________________


Mefisto Nox
Off the leash, out of the cage, an animal...

UWAGA!
BARDZO WAŻNE INFO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 13:34

Bridget niestety nie udało się przysiąść do zadania na zielarstwo. Ostatnio w jej życiu znów nie działo się najlepiej, nie wspominając już o tym, co działo się w Hogwarcie. Wzrost liczby ataków dzikich magicznych stworzeń był niesamowity, dodatkowo cała ta akcja z Mist Pober i wciąż żyjące w niej wspomnienie ataku bogina na nią i Theo, gdy rozmawiali w ogrodzie... Mówiąc o Theo, ich związek chyba nie miał się najlepiej. Nieustannie się kłócili i chyba nie zdarzyło się, by przeżyli razem jeden wspólny, spokojny wieczór, ponieważ zawsze coś szło nie tak. Bridget nie kryła frustracji w związku z tymi przykrymi darami od losu, ale nie mogła zbyt wiele zrobić w tej materii. Dodatkowo przeżywała naukowy kryzys za sprawą niezwykle ciekawych książek, które znalazła w bibliotece i które skutecznie odciągały ją od szkolnych podręczników. Ech, jak żyć...
Weszła do cieplarni przed czasem, przy wejściu witając się grzecznie z nauczycielem. Miała ze sobą rękawiczki, gotowa do pracy z jakimiś niebezpiecznymi roślinami. Dostrzegła Mefistofelesa, któremu posłała delikatny uśmiech. Jego zachowanie podczas ataku wilkołaka zakrawało o heroizm i Bridget czuła wdzięczność do tego mrocznego chłopaka. Stanęła jednak koło Ulli, rok młodszej dziewczyny z Ravenclawu.
- Cześć - przywitała się. - Oddałaś mu pracę domową? Ja zapomniałam o niej. Myślisz, że coś mi zrobi w związku z tym? - zapytała jeszcze.

@Ulla Tiverton :*

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 14:03

Weszła pośpiesznie do cieplarni. Całkowicie zapomniała o pracy domowej na zielarstwo-niestety.  Dodatkowo jej szata była krzywo zapięta, ponieważ bardzo się śpieszyła i chcąc się spóźnić. Oczywiście jak się można było spodziewać w pomieszczeniu było już kilka  osób, westchnęła cicho. Poprawiła torbę, której pasek za chwilę mogła ześlizgnąć się z jej ramienia. Rozejrzała się po zebranych, cóż akurat dziś był jeden z tych gorszych dni dla Viv dlatego też podreptała gdzieś w kąt pomieszczenia. Nie bardzo chciała zwracać na siebie jakąkolwiek uwagę, a fakt iż nie odrobiła zadania wcale jej nie uszczęśliwiał. Miała nadzieję, że profesor nie będzie zły za to jedno zadanie.
Oparła się plecami o chłodną ścianę, przy okazji poprawiając szatę by wyglądała odpowiednio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 14:29

Zerknęłam dyskretnie na zegarek, jak zawsze zapięty wokół kostki prawej nogi, ale niespecjalnie usatysfakcjonował mnie układ wskazówek na tarczy - zdecydowanie przyszłam za wcześnie, pozostało mi więc jedynie (nie)cierpliwie czekać na kolejne dołączające osoby i wypatrywać znajomych twarzy.
Na szczęście niewiele później wyłowiłam wzrokiem Bridget, rozpromieniając się na jej widok. Z ulgą odnotowałam fakt, że kroczy niemniej energicznie niż zwykle... co prawda wspólna znajoma doniosła mi już, że z Hudson wszystko w porządku, ale nie miałyśmy jeszcze okazji się spotkać po... zdarzeniach na OPCM. Nie ukrywam - byłam ciekawa, jak to wszystko wyglądało, lecz w gąszczu rozprzestrzeniających się po szkole w zastraszającym tempie pół i gie prawd trudno było doszukać się faktów.
- Cześć… dobrze cię widzieć w jednym kawałku - powiedziałam na granicy szeptu, być może mało subtelnie dając jej znać, że zdawałam sobie sprawę z tego, że i Bridget została zaatakowana. Naprawdę cieszyłam się, że nic jej się nie stało i dlatego też w porównaniu z milionem pytań, które chciałam jej zadać, temat pracy domowej wydawał się nic nieznaczącą błahostką. Nieco mechanicznie potwierdziłam skinieniem głowy, że oddałam zadanie. - Nie mam pojęcia, pewnie co najwyżej ukarze dom ujemnymi punktami…? Chcesz, żebym teraz na szybko ci coś napisała? - ewentualnie podyktowała - wtedy, nawet jeśli profesor dostrzeże jakieś podobieństwo pomiędzy ich pracami, Brydzia wciąż będzie mogła z różdżką gotową do złożenia Przysięgi Wieczystej poświadczyć, że napisała wszystko sama… własną rękę, swoim piórem. A ja jeszcze pamiętam coś z tego, co czytałam, przygotowując się do odrobienia swojego zadania. Może nawet na tyle, żeby Puchonka dostała… Zadowalający?
- Co się tam wydarzyło? - bez wątpienia nie musiałam dodawać, o co mi chodzi - wystarczyło tylko zaakcentowanie odpowiedniego słowa i posłane dziewczynie zaciekawione spojrzenie, by domyśliła się, do czego piję. Chciałam dowiedzieć się u źródła. - Słyszałam plotki, że z odsieczą przybył jakiś Egipcjanin na latającym dywanie? - roześmiałam się cicho, no bo... co jeszcze, może sfinks do tego?


Ostatnio zmieniony przez Ulla Tiverton dnia Sob Paź 07 2017, 19:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 17:15

Wieści o zdarzeniach z lekcji obrony przed czarną magią rozeszły się po szkole z prędkością światła. Bridget, gdy tylko mogła, z chęcią opowiadała swoją wersję z perspektywy osoby obecnej w miejscu zdarzenia, a także tej mało poszkodowanej, która nie cierpiała katuszy i mogła obserwować wszystko, co działo się wokół. Bez wątpienia nie brakowało jej słuchaczy i chyba każdy, kto nie miał wtedy lekcji próbował się dowiedzieć od innych najmniejszych szczegółów.
Obdarzyła Ullę delikatnym uśmiechem.
- Dzięki - odszepnęła, zerkając na przybywających do sali uczniów. Skinęła z uśmiechem do @Viviene Mudlle. - Napisała? Nie, coś Ty, najwyżej stracę te punkty. Trochę szkoda, bo to dopiero początek roku, ale może nie dostrzeże, że brakuje mojej pracy - stwierdziła i machnęła ręką. Zazwyczaj starała się na wszystkich lekcjach być przygotowana i zawsze dostarczać pracę domową, czułaby się jednak źle odpisując w tej chwili od koleżanki i oszukując nauczyciela. Skoro nawaliła w tej kwestii, powinna ponieść konsekwencje i wolała tą sprawiedliwość, niż oszustwo.
Słysząc jej pytanie początkowo nieco się spięła. Nie czuła się zbyt komfortowo opowiadając o ataku wilkołaka, podczas gdy w tej samej cieplarni znajdował się Mefistofeles, który bez wątpienia był najbardziej poszkodowany ze wszystkich. Odchrząknęła cicho, zerkając na Ślizgona, by zobaczyć, czy przypadkiem nie wykazywał zainteresowania ich szeptami, po czym przeszła do rzeczy.
- Mniemam, że mówisz o tej lekcji - upewniła się cichutko. - Mieliśmy ćwiczyć zaklęcia w grupach, gdy nagle Herriette krzyknęła. Wszyscy spojrzeliśmy w kierunku lasu, a zza drzew wybiegł wilkołak. Najprawdziwszy wilkołak! W środku dnia! - opowiadała, nieświadomie nieco unosząc głos. Gdy tylko zorientowała się, że staje się słyszalna również dla innych uczniów, automatycznie ściszyła. - To było straszne, poważnie. Ten tutaj - skinęła ukradkiem w stronę @Mefistofeles E. A. Nox - Rzucił się na wilkołaka i przyjął od niego kilka ugryzień. Podobno sam jest wilkołakiem, więc nie stało mu się... nic wielkiego - dokończyła niepewnie. Czuła się głupio, gdy mówiła, że pogryzienie przez wilkołaka było niczym znaczącym, ale biorąc pod uwagę, że chłopak już był zarażony likantropią, perspektywa ran była znacznie bardziej optymistyczna niż nabycie owej... choroby. Na uwagę o Egipcjaninie parsknęła śmiechem. - Żaden przybysz z Egiptu, ale owszem, znikąd zjawił się dywan. Ten chłopak od Dearów, Calum, latał na dywanie i rzucał z góry zaklęcia. Całkiem imponujące, ale za nic nie wiem, skąd wytrzasnął ten dywan. Przecież one są nielegalne - skomentowała, robiąc dziwną minę. Nie przepadała za Dearem, ale biorąc pod uwagę jego czyny na tamtej lekcji, nie mogła powiedzieć, że nie podziwiała jego odwagi.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 17:36

Stała bez ruchu dłuższy czas, w jej głowie wirowało mnóstwo myśli. Często tak bywało, właśnie w te gorsze dni. Nie znosiła ich, szczególnie w czasie gdy musiała obcować z innymi ludźmi. Po raz kolejny poprawiła torbę, przestąpiła z nogi na nogę i od niechcenia podniosła wzrok na gromadkę uczniów stojących nieopodal. Jedna z dziewcząt uśmiechnęła się do Viv. Przez moment puchonka nie bardzo wiedziała jak się ma zachować, w głowie pojawiła się nagle myśl, iż powinna jakoś odpowiedzieć na ten drobny gest.
Dlatego też odwzajemniła nieco wymuszony uśmiech. Miała cichą nadzieję, że nie wyszedł zbyt mocno sztucznie. Po chwili znowu spuściła głowę aby zatopić się we własnych myślach. Nagle do jej uszu dobiegły słowa Bridget. Bardzo ją to zaciekawiło i szczerze mówiąc nie miała okazji słyszeć takich rzeczy na szkolnych korytarzach. Cóż w sumie nie ma się czemu dziwić, ostatnimi czasy spędzała każdą wolną minutę samotnie, stroniąc od ludzi. Dlatego też nie była na bieżąco ze wszystkimi rzeczami. Dość nie pewnie z lekkim ociąganiem się podeszła do rozmawiających dziewcząt. Nie była pewna czy one wogóle będą chciały z nią rozmawiać, trochę się tego bała.
Przełknęła cichutko i w końcu się odezwała:
- Przepraszam, czy wspominałyście coś o ataku wilkołaka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 102
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 17:49

Od razu zaznaczę, że Mefisto siedział sobie bardzo grzecznie i nie zwracał najmniejszej uwagi na panie plotkujące dyskretnie gdzieś tam z boku. Trochę żałował, że nie usiadł dalej, bo wtedy nie irytowałoby go nieustające brzęczenie. W gruncie rzeczy nic do nich nie miał - ale niestety nie miał też do kogo swojej paszczy otworzyć, toteż cierpiał. Rozglądanie się po sali powoli zaczęło mu przeszkadzać i z braku lepszego zajęcia wpatrzony w przestrzeń podskubywał brzeg bandaża chroniącego jego ranę po ugryzieniu wilkołaka. Specyfika tego typu ran polegała na tym, że bolały mocno i długo, ale niewielu było ludzi, którzy chcieli się doświadczeniami podzielić. Sam Mefisto swojego pierwszego ugryzienia prawie nie pamiętał, bowiem miało ono miejsce kiedy był małym dzieckiem.
O dziwo, jego rozmyślania nie były tak zupełnie wyrwane z kontekstu - dotarły od niego nieco głośniejsze słowa jednej Puchonki. "Najprawdziwszy wilkołak!"... Zerknął na dziewczynę czujnie, starając się dopasować imię do twarzy. @Bridget Hudson, z tego co pamiętał, również była na pamiętnych zajęciach z OPCM. Teraz z kolei zajmowała się ploteczkami! Zwrócił na nią uwagę dokładnie w chwili, w której dyskretnie na niego pokazała - inaczej nie miałby szans tego drobnego gestu zauważyć. Kącik ust sam podjechał mu do góry. Chciał już się odezwać w temacie Krukona Alladyna, kiedy do rozmowy wtrąciła się jeszcze jedna niewiasta.
- Nie wierzę, że ta historia nie obiegła jeszcze całego Hogwartu. Wilkołak atakuje na zajęciach OPCM, a ludzie dalej nie są zorientowani? - Zacmokał z dezaprobatą. W końcu to nie wydarzyło się tego ranka, prawda? Ten jeden raz nadworny plotkarz Obserwator postanowił siedzieć cicho. Ciekawe... - To chyba przez natłok plotek. Słyszałem, że zastanawiają się nad przeniesieniem Caluma do Gryffindoru, taki z niego bohater! Oczywiście popisywał się znajomością zaklęć wtedy, kiedy latał na czarodziejskim dywanie, z dala od zagrożenia... - Mefisto mógł się bardzo starać, ale przepełnione sarkazmem słowa same z niego wylatywały. Uśmiechał się słodko i arogancko, mimowolnie coraz mocniej szarpiąc za bandaż. To był dla niego trochę zbyt drażliwy temat, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo chciał uchronić profesor Pober przed aresztowaniem. Skoro jednak inni nie mieli oporów przed omawianiem tej sprawy przed rozpoczęciem zajęć z zielarstwa, to czemu nie? Nox chętnie powyklina Ministerstwo, zawsze i wszędzie.

@Ulla Tiverton, @Viviene Mudlle

______________________


Mefisto Nox
Off the leash, out of the cage, an animal...

UWAGA!
BARDZO WAŻNE INFO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 18:06

Viv zerknęła na chłopaka, odrobinę cofając się. Miał to być swoisty ruch obronny, który wykonała czysto mechanicznie wcale o tym nie myśląc. Nie mogła, nie zauważyć bandaża, którym owinięta była jego ręką. Trybiki w jej głowie zaczęły pracować, a jego słowa które uważała, iż były skierowane w jej stronę uznała za potwierdzenie jej myśli i jednocześnie wyczuła w nich kapkę drwiny.
- Wybacz, ale nie każdy w tym zamku zajmuje się plotkami na każdym kroku. Są inne rzeczy, acz akurat w tym przypadku chciała bym wiedzieć co nieco. - jej głos był niezwykle szorstki, całkowicie nie pasował do jej drobnej osoby. Nie ukrywała zaciekawienia jednak bandażem, który służył chłopakowi obecnie do zabawy. Zacisnęła szczękę, starając się pohamować pytanie, które tak uślinię pchało się na jej usta. Jednak nie uważała go za odpowiednie. Nie chciała wdawać się w niepotrzebne przepychanki słowne, ale wiedziała że długo nie wytrzyma.  
Spojrzała chłopakowi w oczy, jakby chciała go wybadać i określić sobie pewnego rodzaju granicę, której przekraczać nie powinna. Po raz któryś jej oczy ześlizgnęły się na bandaż.
- Wnioskuję, że byłeś niedaleko tego całego zdarzenia - wymamrotała słabo, nie chcąc wyjść na idiotkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 18:57

Nie widziałam najmniejszego problemu w tego rodzaju pomocy, ale to być może wina rozregulowanego kompasu moralnego - chociaż z drugiej strony, co tak naprawdę ma wspólnego sprawiedliwość z moralnością? Nigdy nie wierzyłam w czcze ideały, a sprawiedliwość to dla mnie w gruncie rzeczy jedynie wzniosłe słowo, które tak naprawdę równie dobrze mogłabym określić zwykłym frazesem. Aczkolwiek tego typu dywagacje zostawmy sobie lepiej na kiedy indziej.
Dopiero po zadaniu pytania zdałam sobie sprawę z tego, że może powinnam ubrać je w inne słowa - nie należało do najbardziej taktownych, a wielokrotne odtwarzanie tego przerażającego zdarzenia z pewnością nie było łatwe nawet dla osoby, która miała tyle szczęścia, że nie odniosła poważnych obrażeń. Przed moimi oczami pojawiła się rycina, którą jakiś czas temu pokazano nam na OPCM - przedstawiała wilkołaka tuż po przemianie i nawet w tej miniaturowej, niezanimizowanej formie… nie wiem, jak to ująć, poczułam się naprawdę nieswojo, wpatrując się w odbijające księżycową poświatę oczy stworzenia. I choć (pytanie tylko, czy przez zakłócenia magii również ta kwestia nie była już taka oczywista) przemiana w tej fazie Księżyca, nie wspominając już o porze dnia, z pewnością nie dawała wilkołakowi takiej siły jak podczas pełni, to jednak nie chciałabym się znaleźć na miejscu Bri.
Przygryzłam wargę w mechanicznym, niekontrolowanym odruchu, jednocześnie przysłuchując się słowom Puchonki. Kiedy wspomniała o Mefistofelesie, zerknęłam na chłopaka akurat w tym momencie, w którym patrzył się w naszą stronę - najpewniej jego uwagę przykuło ostatnie zdanie, które rozemocjonowana Bri wypowiedziała odrobinę głośniej. Nie uciekłam spojrzeniem, starając się przypomnieć sobie, czy skądś go znam, lecz po chwili dałam sobie spokój, wydawał się na tyle charakterystyczny, że zapewne kojarzyłabym go, gdybyśmy kiedyś zostali sobie przedstawieni; mogłam myśleć tylko o jednym - oczami wyobraźni widziałam rzucającego się na Noxa wilkołaka, a mój wzrok bezwiednie powędrował w stronę bandażu. Nieznacznie skrzywiłam się, to musiało naprawdę boleć…
Dopiero wzmianka o Calumie sprawiła, że ponownie spojrzałam się na Bri; poważnie, latający dywan? Czego jeszcze się o nim dowiem?
Nim zebrałam się w sobie, by zapytać o kilka rzeczy, podeszła do nas nieznana mi jeszcze dziewczyna i dyskusja na wiadomy temat rozgorzała na dobre. - Słyszałam - naprawdę nie dało się nie słyszeć, żyła tym cała szkoła - też wersję, że to nie był prawdziwy wilkołak, a po prostu czyjś bogin i po rzuceniu Riddikulusa odleciał na legendarnym dywanie - pewnie za rok niektórzy będą przysięgali, że walczono ze smokiem. Najlepiej jeszcze z Długorogiem z Rumunii - błyszczące złotem rogi idealnie nadawałyby się do jakichś malowniczych opisów. Tego typu przykłady można wymieniać bez końca, ale mnie trapiło coś innego. - Aresztowanie to fakt? - bo brzmiało jak wyjątkowo kiepski żart - i chyba prędzej uwierzyłabym w wersję ze smokiem niż to, że Ministerstwo zamierza… właśnie, co czeka teraz profesor Pober?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 19:59

Subtelność najwyraźniej nie była drugim imieniem Bridget, bowiem jak się okazało jej dyskretne skinienie w kierunku Mefistofelesa było jak najbardziej jawnym wskazaniem, na które w dodatku chłopak pofatygował się odpowiedzieć. Bridget najpierw odwróciła głowę w kierunku Viviene, ponownie obdarzając ją ciepłym uśmiechem (co by się dziewczyna nie wstydziła, przecież Puchonka nie gryzie, a Ulla również wydawała się nieszkodliwa) i skinęła głową w odpowiedzi na pytanie.
- Ciebie też tam nie było, prawda? - upewniła się, bo nie kojarzyła twarzy dziewczyny wśród zebranych w środku kamiennego kręgu. Westchnęła cichutko, a potem ślina stanęła jej w gardle, ponieważ usłyszała męski głos i skojarzyła go z jedynym osobnikiem tej płci w cieplarni. Nox. Spojrzała na niego z lekkim strachem w oczach, zastanawiając się, co zdążył usłyszeć i próbując wybadać, jaki jest jego stosunek do całej tej sprawy. Sądząc po minie oraz tonie wypowiedzi nie był specjalnie zadowolony.
- Przynajmniej zrobił cokolwiek - wyrzuciła z siebie, będąc w szoku, że nadszedł dzień, w którym staje w obronie Krukona. Nie dało się jednak ukryć, poza interwencją Mefisto, cała reszta wzięła nogi za pas i nawet profesor Raminez nie zrobił wiele w kwestii pokonania wilkołaka. Dear, mimo zachowania dystansu, przynajmniej podjął jakąś próbę, nie wspominając już o tym, że poniekąd uratował też Ezrę. Zorientowała się jednak, że jej słowa mogłyby zasugerować Ślizgonowi, że Calum był jedyną osobą, która wykonała wysiłek w celu pozbycia się wilkołaka. Jej wzrok spoczął na bandażach, którymi obwiązana była jego pokąsana ręka i poczerwieniała. - To znaczy... Ty też zrobiłeś. Dużo. Może nawet więcej. Zdecydowanie - wydukała urywanie. Zrobiło jej się potwornie głupio i spuściła wzrok, błądząc teraz gdzieś po podłodze i unikając jego spojrzenia. - Niestety prawda. Wzięli zarówno Pober, jak i Ramineza - skomentowała pytanie Ulli, ale nie wiedziała, czy mówić coś jeszcze, bo znając życie powie o kilka słów za dużo i Nox znów wyrazi frustrację. Co jak co, ale ten chłopak nieco ją przerażał...

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 102
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 20:13

Nie miał pojęcia, dlaczego ta słodka dziewczynka aż tak się obruszyła na jego słowa. Trochę faktycznie zapomniał o stonowaniu wypowiedzi, ale Puchonka przyjęła wszystko na siebie, podczas gdy Mefisto (jeszcze) nic do niej nie miał. Mimo wszystko spodobał mu się ten odruch obronny - lubił, kiedy ludzie się go bali. Z tego powodu nieco niepokojący uśmiech nie zniknął z jego twarzy, gdy słuchał dziewczyny. Jak ona w ogóle miała na imię? Viviene? Coś w tym stylu.
- O tym właśnie mówię. Plotki zaczęły przysłaniać prawdę, a ja nie mam pojęcia, skąd się biorą. Sytuacja jest jak dla mnie banalnie prosta. I tak, byłem tam. - Szorstki głos niepozornej dziewczyny zachęcił go do tego, aby mówić do niej dalej normalnie, z nutą drwiny i arogancji. Z zadowoleniem wychwytywał każde jej spojrzenie spuszczone na jego przedramię i w końcu przestał szarpać za bandaż. Pieczenie doskwierało na tyle mocno, że nie dawał rady o nim zapomnieć.
- Wilkołak był całkiem prawdziwy - mówił na tyle głośno, żeby Ulla i Bridget również go słyszały. Nie krępował go wcale fakt, że tak nieelegancko wtrącił się do ich rozmowy. Bądź co bądź, to one wrzuciły go do niej na samym początku. Zmarszczył lekko brwi na słowa Hudson, które całkiem jasno dla niego oznaczały, że Calum zachował się jak bohater i ocalił całą ludzkość. Zatkało go do tego stopnia, że dał jej czas na poprawę - dobrze go wykorzystała. - O, dziękuję. Czuję się doceniony. Gdybym wiedział, że zostanę przedstawiony w historii obok jakiegoś idioty na latającym dywanie, to chyba bym się nie fatygował. Inna sprawa, że wtedy ugryzienie czy złamane żebra nie byłyby największym problemem. Z drugiej strony, Ministerstwo takie szczegóły raczej nie obchodzą, wilkołak to wilkołak. - Jeśli Bridget martwiła się o jego wyrażanie frustracji, to miała co do tego pełne podstawy. Mefisto chyba trafił w kiepskie towarzystwo, bo żadna z dziewcząt nie chciała się trochę podrażnić i nawet nie wyglądały na chętne do plucia na Ministerstwo Magii. Ze znużonym westchnięciem odchylił się jeszcze mocniej na krześle. Miał już się zamknąć i po prostu zaczekać na zielarstwo, ale coś w spojrzeniach @Viviene Mudlle nie dawało mu spokoju.
- Jestem zwolennikiem tego, żeby swoje myśli wyrażać na głos - przynajmniej niektóre. - Złość w końcu zniknęła pod świeżą warstwą rozbawienia. Jeśli miała jakieś pytanie, to mogła śmiało je zadawać. Nox lubił, kiedy uwaga była skupiona właśnie na nim.

______________________


Mefisto Nox
Off the leash, out of the cage, an animal...

UWAGA!
BARDZO WAŻNE INFO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1283
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 20:35

Fire nie miała na nic ochoty i mocno zastanawiała się nad tym, czy nie warto pójść na pierwsze w tym roku wagary i spędzić godzinkę w Dolinie Godryka. Jednak obiecała sobie jeszcze przed wakacjami, że przyłoży się do zielarstwa. W końcu w pracy z eliksirami znajomość różnych roślin była niepodważalnie bardzo ważna. Już i tak miała niezłe tyły przez swoje lenistwo, więc rezygnować nie mogła. Zebrała się w sobie i wciągnęła na siebie szatę. Czuła się dziwnie obolała, a zwłaszcza dręczył ją ból głowy, którego nie pozbyła się nawet eliksirami. Nie miała pojęcia, czy to przez nadal świeże wspomnienia dotyczące ostatniej lekcji OPCM czy też po prostu zbliżała się jakaś nowa tragedia. Wypaliła na błoniach papierosa, a dopiero później wkroczyła do środka cieplarni, uważnie przyglądając się zebranym. Przysiadła sobie za Noxem, za nic mając to, że powinna trzymać się z daleka po tym, co się wydarzyło. Dalej był zwykłym Ślizgonem i nie widziała w nim nic, co miałoby sprawić, że powinna poświęcać mu więcej uwagi niż każdej innej osobie w cieplarni.
Zaczęła za to słuchać rozmowy o Calumie, dywanie, Ramirezie i plotkach obiegających Hogwart. Szczerze to Fire wolałaby, gdyby ludzie w końcu przestali o tym gadać. Rozdmuchiwanie problemów z przemianą nie przynosiło niczego dobrego - już i tak Ministerstwo robiło na pewno dochodzenia i próbowało dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co stało się w Hogwarcie. Zajmowała się niby czytaną książką, która rozłożyła na ławce, nie posyłając w stronę rozmawiających żadnego spojrzenia. W gruncie rzeczy zaczynała się irytować. Może zaraz któreś z nich stwierdzi, że to sam wilkołak odleciał na dywanie? Zacisnęła usta w wąską kreską, nie chcąc wtrącać się do dyskusji. To, że Nox tak się chwalił swoimi bandażami i udziałem w całej sprawie sprawiał, że Fire z zażenowaniem marszczyła brwi. Ten "idiota", jak określił kuzyna dziewczyny, sprawił, że wyskok Mefisto nie poszedł na marne. Zresztą, jeśli już chciał wyżywać się na Ministerstwie powinien wiedzieć, że potrzebne jest do tego odpowiednie miejsce i odpowiedni słuchacze. Zwłaszcza w jego przypadku.
Nie zapomniała o tym, że Calum nie ujął się za profesor Pober, tak jak większość. To prawda, że wykazał się wielką odwagą i sporo ryzykował, ale nie był jedyną osobę, która chciała działać. William nawet uciekł się do czarnej magii, a Lysander także nie pozostawał bezczynny. To nie było tak, że tylko Calum i Mefistofeles pozostali w kręgu, a reszta uciekła do zamku. Fire owszem, nie zrobiła nic, bo po prostu nie chciała zrobić krzywdy wilkołakowi, który mógł okazać się kimś innym niż nauczycielką ONMS. Słowa Bridget mimo to ją zirytowały. Podobnie jak zachowanie pozostałych dziewczyn i samego Noxa. Najwyraźniej nie była w najlepszym humorze na rozmowy o ataku wilkołaka, a i pewnie na jakiekolwiek inne.
Westchnęła, opierając się o krzesło i zerkając na pozostałych.

______________________



What doesn’t kill me, makes me stronger

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 842
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 20:59

Idąc na nieszczęsne zielarstwo Leonardo nie miał pojęcia, że trafi na taką interesującą dyskusję. Walczył trochę z krawatem, który zupełnie nie chciał wyglądać przyzwoicie i węzeł przypominał bardziej supeł, niż cokolwiek powszechnie przyjętego. Gryfon miał niestety solidne problemy z koncentracją (to jest, większe niż normalnie) i ogólnie nie mógł przestać sobie robić wyrzutów, że udał się do rodziny i stracił pamiętną lekcję OPCM. Rzecz w tym, że wcale nie przeszkadzało mu ominięcie ataku wilkołaka - nie, akurat takie zdarzenie nie znajdowało się na jego liście. Gorzej, że w tym wszystkim całkiem solidnie ucierpiał jego chłopak. Normalnie Leo na informację o złamanych żebrach pewnie tylko by się uśmiechnął, teraz panikował trochę bardziej - głównie dlatego, że przy zakłóceniach magicznych nawet drobne obrażenia stawały się poważniejsze. Ogólnie było mu po prostu źle, że nie był przy Krukonie w tamtym momencie, że nie mógł mu w żaden sposób pomóc. Podczas gdy w Wielkiej Brytanii wydarzyła się anomalia wagi światowej (wilkołak za dnia, poważnie?), Leo dyskutował z ciotką o tym, czy żucie liścia mandragory przez miesiąc to sprawa bardzo upierdliwa, czy nie. W razie gdyby ktoś był zainteresowany wnioskiem, Vin-Eurico dalej uważał, że to niewykonalne.
Wszedł do cieplarni i aż przystanął na chwilę w drzwiach. Cudownie, Bridget i Mefisto w jednym pomieszczeniu, rozprawiający na temat jakże modnego ostatnio wypadku! Gryfon przestał miętosić krawat i mruknął ciche "dzień dobry" do profesora. Usiadł przy długim stole obok @Blaithin ''Fire'' A. Dear, posyłając jej łagodny uśmiech. Nie przekazał tego już w sumie na nikogo obecnego w pomieszczeniu. O ile wcześniej sobie wmawiał, że nie ma nic do młodszej Hudsonówny, o tyle teraz pozostał mu niesmak po burzliwej rozmowie na rozpoczęciu roku. Z kolei wilkołaka notorycznie dręczącego Ezrę aktualnie musiał tępić trochę mniej, bo z opowieści wynikało, że to on stanowił główne źródło pomocy na OPCM. Trochę dziwiło go z kolei wywyższanie Caluma, jakoby dokonał czynów istnie heroicznych. Fakt faktem, jemu też był piekielnie wdzięczny i planował zasypać go listami oferującymi wyjście na piwo.
- Co jesteś taka markotna, Płomyczku? - Zagadnął radośnie, ponieważ nie miał w zwyczaju przerzucania na innych swojego mniej wesołego nastroju. Miał nadzieję, że jeśli zajmą się cichą rozmową, to przestanie zwracać uwagę na dysputy pozostałych uczniów. - To ten czas w miesiącu, czy coś? - Dopytał jeszcze, licząc na jakieś przyjacielskie drażnienie się.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Unigrwydd, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15114-sapphire-odette-urane-lightingale#402865
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15120-will-you-still-love-me-when-i-ve-got-nothing-but-my-aching-soul#402904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15119-memory-dust#402879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15112-sapphire-o-u-lightingale#402854




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 07 2017, 21:20

Sapphire ubrana w purpurowy, gładki płaszcz szła pospiesznie do cieplarni. Miała wrażenie, że się spóźniła, chociaż nie zerknęła dokładnie na czas. Wszystko przez to, że zasiedziała się nad książką o - no właśnie - przemianach i tym, jak to możliwe, że niektóre wilkołaki mogły je kontrolować. Wcześniej nie była nawet świadoma, że niektórzy zarażeni likantropią rzeczywiście mogli korzystać ze swoich "mocy", kiedy sobie życzyli. Co prawda, Pober na pewno nie należała do tej grupy, ale Szafir wolała wiedzieć wszystko. Zdarzenia na OPCM pokazały Lightingale, jak słabo przygotowana jest na ewentualne zagrożenie i jak wiele wciąż musi się nauczyć, żeby nic jej już nie zaskoczyło. Dziewczyna nie zamierzała marnować czasu i od razu zabrała się do przeglądania każdego możliwego źródła informacji, jak to już miała w zwyczaju, kiedy natknęła się na jakiś problem.
Łagodnie obracając swój naszyjnik w palcach, wychwyciła słuchem, że kilka osób prowadzi całkiem ożywioną rozmowę. Dokładniej usłyszała, o co się rozchodzi dopiero, kiedy przekroczyła próg. Więc naprawdę ktoś jeszcze nie znał każdego szczegółu pamiętnego ataku? Oczywiście, Sapphire spodziewała się, że o ludziach, którzy pomagali rannym, opatrywali ich i przetransportowywali do Munga nikt nie będzie dyskutował. Tym bardziej nie zamierzała się wychylać. Lekcja zielarstwa nie dotyczyła wilkołaków, a Sapphire zamierzała się czegoś nauczyć. Zdjęła płaszcz i odłożyła na bok, żeby go za bardzo nie wybrudzić. Nie rozwodziła się nad losem Pober czy też Ramireza - byli tylko uczniami, nie mieli żadnej mocy, żeby cokolwiek w ich sprawie zdziałać. Można było im współczuć, ale głośne kwestionowanie decyzji Ministerstwa było dość niebezpiecznym zagraniem. Naprawdę liczyła na to, że Nox powściągnie swoją arogancję.

______________________


S.O.U.L.

The hardest prison to escape is your mind
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 03:14

Pracę domową wysłał profesorowi od zielarstwa w terminie, a nawet grubo przed jego upłynięciem, dlatego szedł na zajęcia z uśmiechem na twarzy i pewnego rodzaju oczekiwaniem na jakąś pochwałę. W końcu gdy znalazł się na miejscu, wiele osób trzymało jeszcze rolki pergaminu pod pachą, zapewne z referatem. Pokręcił głową z dezaprobatą; ładnie było się tak spóźniać z esejem? Ostatecznie machnął ręką, bo... co go to, właściwie, obchodziło? Ich praca domowa, ich sprawa; to, że nie trzymali się terminów, było tylko i wyłącznie ich interesem. Pod pachą dzierżył podręcznik zielarstwa, w kieszeń z kolei wcisnął różdżkę, aby była w pogotowiu. Miał tylko nadzieję, że gdyby tym razem zaatakował ich wilkołak, w porę zdążyłby zareagować, a nie stać jak sierota na środku, jedną nogą podrywając się do ucieczki, a drugą usiłując ustać w miejscu i uratować sytuację. Niestety, tym razem wszystkie laury przypadły Calumowi – w sumie jak zwykle, ale do próbujących i chcących świat należał, tak? Następnym razem. Gdy znalazł się pod cieplarnią, wślizgnął się w grupkę uczniów. Rozmawiali o ostatnim ataku; Whitley uśmiechnął się lekko i stanął obok @Ulla Tiverton, przy okazji mierzwiąc jej nie do końca idealną fryzurę dłonią. – Witam piękne panie. Ciebie też – posłał przyjaciółce dość figlarne spojrzenie i przywitał się grzecznie z resztą towarzystwa. Skinął głową kolegom i uśmiechnął się uroczo do koleżanek. Wskazał palcem na wypracowanie Ulki. – Sowa cię ugryzła i nie chciała wysłać listu? – parsknął śmiechem, a zaraz potem stanął jeszcze bliżej niej i podwinął rękaw swetra. – Nie zdążyłem ci się pochwalić, patrz. Świetna blizna, nie? – podsunął Tiverton swoje przedramię i pokazał Krukonce szramę, ciągnącą się na całą jego długość. Chwilę później posłał krótkie spojrzenie @Bridget Hudson i @Viviene Mudlle słodkim Puchonkom. Byli chyba na tym samym roku? – Też chcecie zobaczyć? – spytał, wyciągając rękę w ich stronę bez oczekiwania na odpowiedź. – Swoją drogą, będę tęsknić za Ramirezem. Był fajnym nauczycielem. A po Pober płakać nie będę – wzruszył ramionami, posyłając też ciekawskie spojrzenie Mefisto. Ciekawe, jakby wyglądał, gdyby jednak Mist odgryzła mu szyję? Kurczę... Teraz mógł z tego żartować; wtedy nie było mu ani trochę do śmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 08:29

Dziewczyna poczuła się nieco pewniej po uśmiechu Bridget, w głowie pojawiła jej się mała myśl, iż jednak nie powinna zachowywać sie jak zwierze dopiero co wypuszczone z klatki.
- Tak, nie byłam przy tym -spuściła ma chwile wzrok na swoją torbę.
Wiedziała, że musi pokonać ten zły czas...jednak to nie było łatwe szczególnie z powodu chłopaka. Coś czuła w kościach, że ta rozmowa może przybrać dość ciekawy obrót zwłaszcza, że obecnie Viv miała dość cięty język. Dużo kosztowało ją by być spokojną. Spojrzała w stronę chłopaka.
- Dla ciebie może być prosta, bo właśnie byłeś tam. A ja nie wiem nic, więc nie należy się dziwić, że chciałabym tą prawdę poznać. - dopiero po tych słowach zrozumiała, że nawet nie zna jego imienia. Jednak narazie nie bardzo się tym przyjmowała, ponieważ widziała, że ten będzie próbował ją drażnić.
Nie odzywała się dłuższą chwile, uważnie słuchając słów pozostałych. Już miała dość wyraźnie naszkicowany obraz całej sprawy. Nagle kolejna uwaga rozmówcy otrzeźwiła ją i wyrwała z chwilowego letargu.
- Nie chce nikogo straszyć, ale właśnie te niektóre myśli dużo lepiej jest zatrzymać dla siebie. - sapneła na niego dość nie przyjacielsko. Po raz kolejny cofając się nieznacznie.
- A tak po za tym, czy ugryzienie wilkołaka nie powinno cię w niego zamienic- założyła ramiona na piersi i wyprostowała sylwetkę.Miała wyglądać groźnie, ale jednocześnie jej wzrok jasno dawał do zrozumienia, żeby z nią nie pogrywać.
Nagle zwróciła uwagę na drugiego chłopaka, który pokazywał coś na swojej ręce. Początkowo było to tylko krótkie spojrzenia. Już miała odwrócić wzrok od niego, gdy chłopak odezwał sie w stronę jej i Bridget. Trochę ją to zdziwiło, kojarzyła że był z jej roku, ale jakoś nie mogła skojarzyć jego imienia. Wydawał sie bardzo miły. Nie zdarzyła nawet odpowiedzieć na jego pytanie gdy juz wyciągnął w ich stronę rękę z bielizną.
- Skąd to masz? - zapytał krótko i rzeczowo, jednocześnie dochodząc do wniosku, że mnóstwo rzeczy omija ją gdy siedzi zamknięta we własnym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 09:43

Nie wyobrażał sobie nie pojawić się na zajęciach z zielarstwa - wydarzenia z ostatnich dni i tak mogły sprawić, że frekwencja będzie mniejsza, szkoda było się do tego przyczyniać przez lenistwo i pobolewające żebra, które przecież zostały wyleczone. Teraz jedynym potrzebnym mu lekarzem był czas najlepiej w towarzystwie czegoś, co zajmie mu myśli. Zielarstwo wydawało się być dobrą opcją, nawet jeśli musiał wyjść znacznie wcześniej, by się nie spóźnić. Wszystkie gwałtowniejsze ruchy sprawiały, że jego klatka piersiowa rozpływała się w lekko kłującym bólu, który - choć do przeżycia - nie był przyjemny. Może z tego obrażenia miała wyniknąć jakaś korzyść? Ezra wreszcie zacznie być punktualny!
Nie spodziewał się, że trafi na tak interesującą grupkę dyskusyjną. Można się było spodziewać, że ci, co podczas ataku sikali w gacie, teraz będą rozsiewać plotki i błaznować. Ezra nie był za tym, żeby wprowadzać jakąś atmosferę strachu, ale zachowanie @Caspar Whitley skomentował tylko krzywym spojrzeniem z nutą niechęci. Smutno się patrzyło, kiedy okazywało się, że idiota był przydzielany do Ravenclawu...
To jednak nie dla niego Ezra podszedł do tej grupki, nawet nie dla trzech uroczych pań (@Bridget Hudson to już w ogóle postanowił potraktować jak powietrze co nie było ani miłe, ani szczególnie niemiłe), ale dla @Mefistofeles E. A. Nox. Clarke doskonale wiedział, że we wszelkich opowieściach Mefisto nie odgrywa pierwszoplanowej roli - no ten dziwny Ślizgon dał się pogryźć, ale na szczęście do akcji wkroczył prawdziwy bohater Calum Dear, wznośmy peany, by rozsławić jego imię. Jakby ktoś zapytał Ezrę, to jednak trochę więcej zawdzięczał Mefisto. Jakby nie patrzeć - głowę. Calum niezmiernie pomógł i gdyby wszystko potoczyło się gorzej, Ezra dzięki niemu znajdował się daleko od zagrożenia. Jednak w obecnej wersji wydarzeń, Ezra wiedział, że jego życie bezpośrednio uratował Ślizgon.
Żeby tradycji stało się zadość, mijając chłopaka, lekko go szturchnął. Bardzo delikatnie, nie chcąc przypadkiem dołożyć mu bólu - jakaś rekompensata, nie?
- No popatrz Nox, co ci przyszło z ponownego zostania moim bohaterem... - rzucił zaczepnie z promiennym uśmiechem, nie zatrzymując się przy grupce. Nie miał ochoty na takie płytkie, przesycone zwykłą chęcią robienia sensacji dyskusje.
Ruszył w stronę jedynej jak na razie samotnej osoby, po drodze posyłając uśmiechy do @Leonardo O. Vin-Eurico i @Blaithin ''Fire'' A. Dear. Nie chciał im przeszkadzać, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że fajnie chociaż przez chwilę pobyć ze swoim przyjacielem, a nie ze swoim przyjacielem i jego chłopakiem na doczepkę.
- Masz coś przeciwko, żebym się do ciebie przyłączył? - zagadnął z sympatycznym uśmiechem @Sapphire O.U. Lightingale, która amatorsko - ale bardzo słusznie - zdiagnozowała go po ataku. W sumie to nawet nie był pewny, czy dziewczyna go pamięta. Tamtego dnia było tyle poszkodowanych, że studentka raczej nie miała czasu na zawieranie znajomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 102
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 10:32

Powoli do Mefisto zaczęło docierać, że się najzwyczajniej w świecie nie dogada - zarówno w temacie plotek (mała oburzona dziewczynka kompletnie nie rozumiała, o co mu chodzi), jak i ataku wilkołaka (nowy gość w cieplarni, @Caspar Whitley, popisywał się blizną, serio?). O ile lubił walczyć o swoje, o tyle @Viviene Mudlle posłał już tylko pobłażliwy uśmiech. Niech sobie posłucha, to się zorientuje w sytuacji i nie będzie musiała strzelać fochów na prawo i lewo. Sam miał za to szansę przyjrzeć się szramie szczylowatego Krukona - kogo obchodził wiek, kiedy zachowanie mówiło tak wiele? Na Mefisto blizna nie zrobiła wielkiego wrażenia. Prawdę mówiąc, miał takich od groma.
- Moment, chwalimy się obrażeniami z OPCM? Dajcie mi chwilę... - Prychnął rozbawiony i potrząsnął głową z niedowierzaniem. Nie poczynił oczywiście żadnego kroku w celu zdjęcia swojego opatrunku. Coś tak przeczuwał, że skończyłoby się to czyimś omdleniem i zaniepokojeniem ze strony profesora. Ostatnie słowa tego idioty wywołały u niego dreszcz. Jeśli ktokolwiek bał się Mefisto, to zapewne między innymi przez tego typu spojrzenie.
- Chcesz poszerzyć kolekcję? - Warknął, wskazując na porabioną rękę Krukona. Nie zatęskni za Pober, tak?
- I tak właśnie się stało, siedemnaście lat temu. - Nie miał szansy bardziej doedukować Puchonki w temacie swojej likantropii, bo w cieplarni pojawiła się gwiazda OPCM, główna ofiara, nadworne biedaczysko, @Ezra T. Clarke. Mefisto zamknął się grzecznie, spoglądając na Krukona z zaciekawieniem. Wyglądał dobrze, co za tym idzie - lepiej niż sam Nox. Złamane żebra z pewnością czarodzieje leczą szybciej, niż rany zadane przez wilkołaka. Ślizgon zastanawiał się, czy ten biedaczek w ogóle został uraczony jakąś maleńką blizną. Jak to tak, wyjść spod łap potwora bez dowodu szwanku?
Nie spodziewał się tego, pożal się Merlinie, szturchnięcia. Prawdę mówiąc, łatwo byłoby go nie zauważyć.
- Co to miało być? Taki słaby jesteś, czy chciałeś mnie pogłaskać? - Wypalił błyskawicznie, ale słowa Ezry zupełnie zbiły go z tropu. Prawie poleciał do tyłu, bujając się na krześle. Mógł umniejszać Calumowi i czepiać się innych o brak reakcji, ale w gruncie rzeczy wcale nie chodziło mu o to, żeby zrobić z siebie bohatera. Najwyraźniej lepiej by było, gdyby razem z innymi machał różdżką z bezpiecznej odległości. Coś Mefisto bolało w tym rozumowaniu - gdyby nie rzucił się na wilkołaka, Ravenclaw miałby jednego studenta mniej.
- Moment. Czy to podziękowania? - Zainteresował się, nie pozwalając chłopakowi na przeniesienie uwagi na Sapphire.

______________________


Mefisto Nox
Off the leash, out of the cage, an animal...

UWAGA!
BARDZO WAŻNE INFO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 11:06

Odpowiedź chłopaka trochę ją zaskoczyła i wywołała dziwne, nieprzyjemne uczucie. Czuła, że go trochę uraziła i raczej nie miała szansy poznać całej historii jego przemiany.
- A rozumiem. - zdołała powiedzieć.
Nie mogła zaprzeczyć zaciekawiło ją to, ale nie miała w sobie dość odwagi by zapytać o jego losy.
Spojrzała na niego niepewnie, rzucają mu drobny, przepraszający uśmiech. Wiedziała, że juz raczej nic więcej nie wskóra. Nagle dostrzegła, że ślizgon zają się rozmową z jakimś chłopakiem. Odwróciła od nich wzrok, nie chciała się narzucać, a tym bardziej podsłuchiwać ich rozmowy.
Strzepnęła niewidzialny paproch z szaty i rozejrzała się po całej sali. Uczniów zbierało się już coraz więcej. Dlatego też uznała, że za niedługo powinny zacząć się zajęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 12:09

Mocno zacisnęła pięści, ukryte za rękawami grubej, zielonej bluzy. Przełknęła głośno ślinę i dość niepewnie weszła do Cieplarni.
Ostatnimi czasy czuła się jak całkowite gówno. Nie chodziło już nawet o to, że banda kretynów łaziła za nią i uprzykrzała jej życie - lała na nich zimnym moczem. Nie mogła jednak wybaczyć sobie tego, że nie poszła na ten zasrany OPCM. Nie, że była skłonna do poświęcenia i oddałaby życie za którekolwiek z pajaców, z którymi przyszło dziewczynie chodzić na lekcje, jednak strasznie było jej żal profesor Poberty. Z tego co słyszała, mało kto wstawił się za nią, kiedy ludzie z ministerstwa postanowili ją aresztować. Ślizgonka dostrzegała to, że nauczycielka Opieki nie była niczego winna.
Nie było pełni, nie powinna się przemienić, to wszystko nie powinno tak wyglądać.
Uczniowie oczywiście pletli durnoty, a ona nie mogła tego znieść. Przecież bardzo dobrze ją znali, przypadłość kobiety nie była nigdy czymś problematycznym - żyła wśród innych jak normalny człowiek i tak powinno być dalej.
Wszystko się pokomplikowało, a Drama dobrze wiedziała, że życie osób z likanotropią stanie się jeszcze gorsze. O ile wilkołactwo nie było wielkim problemem, wystarczył eliksir Tojadowy, to ministerstwo sprawiało wielkie problemy. Brakowało jeszcze by zaczęli naznaczać chorych specjalnymi tatuażami, które miałyby ostrzegać resztę społeczeństwa przed zarażonymi albo i obozów, które izolowałyby takie przypadki. Dziewczyna już kiedyś o tym słyszała, za czasów jednej z wojen mugoli, która była naprawdę tragiczna w skutkach.
Zresztą, dziwiła się, że ludzie nie zastanawiają się nad tym co spowodowało, że Mist się przemieniła. Dreamie nie dawało to spokoju, nie mogła spać w nocy, szukając podobnych przypadków w przeszłości i cholera - nic nie udało jej się znaleźć. Potrzebowała kogoś mądrego, kogoś kto pomógłby rozwiązać zagadkę. Problem był taki, że właściwie nie znała nikogo takiego, Fire nie była zbyt roztropna, Leo to Leo, a Max nie wydawał się być na tyle zainteresowany i chyba nawet nic nie wiedział o tej całej sytuacji. Tutaj potrzeba było krukona albo krukonki, żadnego ucznia innych domów nie widziała w podobnej roli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 690
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 12:52

Przemykałem po korytarzu niczym cień samego siebie. Prześlizgiwałem się z jednego do następnego, wyszukując luki w tłumie przemieszczających się na odmienne piętra, a następnie do różnych klas uczniów. Wydawałem się jeszcze bardziej odrealniony od świata wokół mnie niż zwykle. Wreszcie dotarłem na szkolne błonia. Chłodny, wrześniowy powiew wiatru odrobinę mnie otrzeźwił, ale nie poradził sobie ze zmyciem z mojej twarzy całości niepokoju. Po ostatnich wydarzeniach chyba nic nie było w stanie przywrócić mi względnej równowagi psychicznej. Wciąż miałem przed oczami atak Mist Pober, a mieszane uczucia wydawały się mnie przytłaczać. Z jednej strony moja reakcja dyktowana była sympatią do nauczycielki, która pomogła mi niegdyś zrozumieć wiele spraw związanych z opieką nad magicznymi stworzeniami, a z drugiej… no cóż, wciąż pamiętałem jak zacząłem odnosić się do smoków po swoim wypadku. Jak diametralna była różnica po tym jednym dniu...
Przekroczyłem próg cieplarni. Wciąż wyglądałem na osowiałego, nie mogąc wyrzucić z myśli widoku rozpędzonego, wilczego cielska. Ominąłem szerokim łukiem chłopaka, którego pogryzła Pober, ale nie było to nic osobistego. W zasadzie to okrążyłem wszystkich bez wyjątku, kiedy każdą znajomą mi twarz dostrzegłem w otoczeniu innych ludzi. Nie miałem ochoty na uzewnętrznianie się przy obcych, więc nic w tym dziwnego. Stanąłem na uboczu, wpatrując się uparcie w donicę z zabawną, kiwającą się w rytm rozmów rośliną jakbym oczekiwał, że ta zacznie udzielać mi za moment porad dotyczących zachowania po takich traumatycznych wydarzeniach.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 08 2017, 14:45

Dołączył do nich jeszcze jeden chłopak z Ravenclawu, Caspar, który postanowił na samym początku "pochwalić się" blizną po spotkaniu z wilkołakiem. Bridget z jednej strony wykazała zainteresowanie owym śladem, a z drugiej posłała niespokojne spojrzenie w stronę Mefistofelesa, który z każdą kolejną minutą wydawał się być coraz bardziej zirytowany, jeśli nie rozjuszony. Ogólnie Bridget musiała wyglądać dosyć zabawnie, miotając spojrzeniami na prawo i lewo, przenosząc je na coraz to nowe osoby. Ich rozmowa najwyraźniej rozprzestrzeniła się na całą cieplarnię i teraz każdy wydawał się w nią angażować. Nie czuła się jednak specjalnie komfortowo w momencie, gdy głos w całej tej sprawie zabierał sam Mefisto, zdecydowanie zawiedziony faktem, że najwyraźniej jego poświęcenie nie zostało tak docenione, jak chciałby.
Słysząc odzywkę Viviene zakryła usta dłonią i spojrzała na nią ze szczerym niedowierzaniem. Czy ona naprawdę zadała Noxowi to pytanie? Musiała siedzieć w tym dormitorium wieki i nie rozmawiać z żadną ludzką istotą w zamku, by nie dobiegły jej słuchy o szkolnym wilkołaczym postrachu. Mefistofeles wykazał się zaskakującym opanowaniem w tej sprawie, spokojnym głosem uświadamiając Puchonkę, iż został zarażony likantropią... 17 lat temu? Bridget wykonała szybka matematykę w głowie i zorientowała się, że Mef musiał zostać ugryziony jako dziecko. Zrobiło jej się szkoda chłopaka... Do momentu, w którym nie zaczął posyłać tych morderczych spojrzeń.
Na to wszystko zjawił się Ezra, który postanowił obwieścić swoją obecność przez szturchnięcie Ślizgona. Hudson uśmiechnęła się do niego delikatnie, lecz spotkała się z zupełnym zignorowaniem. Serio? Clarke przechodził sam siebie. Co ona mu takiego zrobiła, że darzył ją tak jawną antypatią?
Ostatecznie jednak wycofała się z dyskusji, zamiast tego wyciągnęła pergamin i zaczęła skrobać na boku jakieś zdania, które może ostatecznie odda jako pracę domową...

zadanie:
 

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 09 2017, 17:58

Cały Hogwart mówił ciągle o jednym. Gdzie nie poszła, tam słyszała tylko o ataku wilkołaka, którym okazała się profesor Mist Pober. Miała tego dość. Musiała psychicznie odpocząć, zresztą nie tylko od tego. Ostatnio działo się zbyt dużo dziwnych rzeczy, by móc je po prostu zignorować. Coraz bardziej niepokoiły ją zakłócenia magii, tym bardziej że nikt nie miał pojęcia, skąd się wzięły i co je powoduje. Wypożyczyła nawet parę książek z biblioteki, jednak na razie ich lektura nie przyniosła nawet wskazówek, co mogło się dziać.
Cieszyła się więc nawet na lekcję zielarstwa. Mogła chwilę popracować z roślinami i może w końcu oczyścić umysł. Bo jak na razie za każdym razem coś jej przeszkadzało.
Weszła do ciepłej szklarni, w której zebrało się już całkiem sporo osób. Skrzywiła się jednak, słysząc, o czym rozmawiała największa z grupek. Rozumiała, że nie wszyscy uczniowie byli na sławetnej lekcji OPCMu, jednak po co robili z tego taką wielką sensację. Niektórzy z jej znajomych znaleźli się po tym wszystkim w skrzydle szpitalnym, dwóch nauczycieli zostało zabranych przez aurorów, no tak, niesamowite wydarzenie.
Minęła ich, kiwając tylko Casparowi na powitanie i rozejrzała się po reszcie osób. Uśmiechnęła się, widząc @Sapphire O.U. Lightingale oraz stojącego obok niej jakiegoś Krukona (@Ezra T. Clarke). Podeszła do nich, nie chcąc siedzieć samej.
- Hej, co tam słychać? - przywitała się, chcąc porozmawiać przynajmniej o czymś normalnym, w oczekiwaniu na lekcje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   

Powrót do góry Go down
 

Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer jeden
» Cieplarnia numer trzy
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Cieplarnia numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-