IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 30
Galeony : 99
  Liczba postów : 88




Gracz






PisanieTemat: Cieplarnia numer jeden   Czw Wrz 16 2010, 16:59

First topic message reminder :


Cieplarnia numer jeden

Jest to cieplarnia, w której nie da się znaleźć niebezpiecznych roślin. Uczniowie zajmują się tu bardzo prostymi rzeczami, takimi jak sadzenie nieszkodliwych i całkowicie bezpiecznych "zarośli". Mimo tego, iż jest to miejsce zupełnie niegroźne, Septienne - nauczycielka zielarstwa, dba o to, by wejście było zamknięte na klucz, tak jak w innych cieplarniach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sro Paź 11 2017, 13:19

Kiedy zbyt wiele par oczu zwróciło się w naszą stronę, zrobiłam to, co wychodzi mi najlepiej - zamilkłam, stając jedynie biernym obserwatorem, choć wciąż przysłuchiwałam się wypowiedziom uczniów z niesłabnącym zainteresowaniem. Spochmurniałam, kiedy Bri wspomniała o nauczycielach - nie jestem obiektywna, ale wyroki Wizengamotu trudno nazwać łaskawymi, czasem wydaje mi się, że okoliczności łagodzące to dla nich termin pojawiający się jedynie w doktrynie i na płaszczyźnie prawniczych dywagacji, a nie coś, co stosują w praktyce; jestem uprzedzona do czarodziejskiego wymiaru sprawiedliwości. Oby Pober nie została postawiona przed Wizengamotem, bo to się nigdy dobrze nie kończy.
Nie do końca rozumiałam frustrację Noxa, kiedy wypłynął temat Caluma, nikt przecież nie odbierał Ślizgonowi zasług. Swoją drogą, nie mam pojęcia, skąd Dear wytrzasnął latający dywan, ale wykorzystanie go w walce było sprytnym posunięciem; kreatywnym i dającym sporą przewagę - zminimalizował ryzyko zagrożenia, jednocześnie pozostając osobą, która pomogła okiełznać chaos, który bez wątpienia musiał tam wtedy panować. W mojej głowie powstał kolejny dychotomiczny obraz jego charakteru - to, o czym wspomniała Bri, wymagało niezaprzeczalnej odwagi, lecz kolidowało z pamiętną prośbą w Trzech Miotłach (podszytą strachem?).
Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś dotyk, ktoś próbował zmierzwić mi włosy, przed czym się oczywiście uchyliłam - ale odrobinę za późno, więc chaotyczna plątanina kosmyków zdążyła już powstać na mojej głowie. - Książę - powiedziałam z uśmiechem, po raz kolejny tego dnia odczuwając ulgę, kiedy na własne oczy przekonałam się, że i jemu nic się nie stało. - Hm? - sowa? Ugryzła? - Nie… - co najwyżej zadziobała - tak… to znaczy - nie ta sowa; zerknęłam na już ledwie dostrzegalne ślady na ręce - czy sowa może mieć autyzm? - naprawdę nie wiem, czemu zadałam to pytanie, ale ta myśl męczyła mnie od… deszczowej soboty. Dobrze, że przynajmniej nie powiedziałam tego na tyle głośno, żeby dotarło to do uszu wszystkich zgromadzonych. - Zapomniałam je wysłać - nie powinno go to dziwić, nie mam głowy do takich rzeczy, sam przecież ratował mnie w najróżniejszej sytuacjach. Jak kilka miesięcy temu, gdy w nocy o północy przypomniałam sobie, że rano muszę oddać pracę zaliczeniową na Mugoloznawstwo (roczny epizod po wakacjach z Raphem, nieudany eksperyment) i udało mi się dotrzeć do sowiarni, wysłać Casparowi list błagalny, po czym wrócić do Pokoju Wspólnego, gdzie dołączył do mnie chwilę później; razem ślęczeliśmy przez kilka godzin, przedzierając się przez ściany tekstu. Mam uraz do Mugoloznawstwa, w tym roku nie zamierzam już do tego wracać, definitywnie.
Zanim zorientowałam się, co Caspar zamierza zrobić, zdążył już podciągnąć rękaw, prezentując szramę. Zgromiłam go spojrzeniem, nie wiedząc nawet, jak na to zareagować. Tylko on mógł po spotkaniu z wilkołakiem chodzić uśmiechnięty od ucha do ucha i wpaść na pomysł, żeby pokazać blizny wojenne. - Podali ci eliksir, żeby nie wdało się zakażenie? - nie będę udawała, że znam się na uzdrowicielstwie, ale musiałam mu trochę pomatkować. Objęłam zaniepokojonym spojrzeniem jego przedramię - tylko przez chwilę, potem odwróciłam wzrok, nie chcąc sobie wyobrażać, w jaki sposób ta szrama powstała. Aczkolwiek najpewniej i tak się tego dowiem (znając Caspiego, zapewne w podkoloryzowanej wersji), bo zapytała o to Puchonka z naszego roku.
Kiedy pojawił się Ezra, rzuciłam Bri kontrolne spojrzenie, co prawda nie wiedziałam na temat ich przeszłości zbyt wiele, ale coś obiło mi się o uszy. Widząc, czym się zajęła Puchonka, wyciągnęłam z torby podręcznik i przypadkowo otworzyłam go na stronie, na której zaczynały się informacje o klasyfikacji magicznych roślin. - Bri, to Caspia… Caspar, Caspar, Bri - powiedziałam dopiero, kiedy Hudson oderwała pióro od pergaminu; nie byłam pewna, czy kiedyś ich sobie przedstawiałam ani czy w ogóle się znają. - Naczelna feministka Hogwartu - dokończyłam prezentację Kruczka, niech nawet nie twierdzi, że nas nie popiera - pierwsze spodnie były właśnie od niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 71
  Liczba postów : 24
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15264-evangeline-violet-iris-lynn#407609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15266-don-t-you-wanna-be-evil-like-me#407614
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15265-evangeline-v-i-lynn#407607




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 13 2017, 06:14

Evie nie była ogromną fanką roślinek i dało się to wyczuć na kilometr - Ogrody Botaniczne zwiedzała z trochę przerażającą pustką w oczach, kompletnie nie doceniała rozkwitających na wiosnę zarośli przyprawiających ją o katar, a jej kojarzenie gatunków kwiatów wołało o pomstę do nieba. Evangeline zwyczajnie w świecie nie była wielce przywiązana do natury, pomimo że zgadzała się z jej walorami estetycznymi. Co zatem Puchonka robiła na zajęciach z zielarstwa? Cóż, sama sobie przetłumaczyła to bardzo prosto - roślinki to nie gryzące zwierzątka, a jak nie zwierzątka to nie ma ONMS. Jak nie ma ONMS to dzień jest piękny i warto opatulić szyję szalikiem, by wyjść poza mury zamku. I faktycznie cała jej postawa na taki wniosek wskazywała - biła od niej jakaś taka spokojnie radosna energia, niemal wiosenna podczas tego jesiennego dnia.
Wchodząc do cieplarni, Evie obdarzyła półuśmiechem każdego ucznia, który choć na jedną mikrochwilę zainteresował się jej osobą, jakby zachęcając samotników do jakiejś formy kontaktu. Niestety nie widziała nigdzie znajomych twarzy, a jednak Lynn nie lubiła wpychać się na siłę do rozmawiającej już grupki. (Jeśli natomiast po drodze minęła nauczyciela lub był on już w cieplarni, to i jego powitała grzecznym "dzień dobry", mając nadzieję, że mężczyzna zapomni o tym zadaniu domowym, którego nie zrobiła.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 266
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 14 2017, 03:14

Frekwencja uczniów na lekcji zielarstwa niespecjalnie zaskoczyła holenderskiego nauczyciela, chociaż spodziewał się nieco innych twarzy. Kilka osób wysłało swoje prace, ale nie raczyło się zjawić w cieplarni. Z drugiej strony sporo uczniów zdecydowało się w ogóle jej nie oddawać. Nie był z tego zadowolony. Corbijn zdawał sobie, że cześć jego podopiecznych podchodziło do zielarstwa jak do luźnego bawienia się z kwiatkami. Niestety w oczach Thijsa tak nie było i chciał wybić uczniów z ich głupiego przekonania. Wziął głęboki oddech na świeżym powietrzu i przymykając delikatnie drzwi wszedł do środka cieplarni, gdzie intensywny zapach tych wszystkich roślin czasem mógł przyprawić o ból głowy. Na wszelki wypadek szklane wejście zostawił nieco uchylone, gdyby jakiś spóźnialski zechciał zaszczycić ich swoją obecnością.
Nie chciał przerywać rozmów uczniom. Ciekawym doświadczeniem było ich podsłuchiwanie. Na ich nieszczęście, obowiązkiem Thijsa było zrobić im mały wykład i wyjaśnić kilka spraw, z których najwyraźniej sobie jeszcze nie zdawali. Mianowicie – praca domowa do świętość, a jej nieodrobienie może się wiązać z przykrymi konsekwencjami.
-Dobra, mam nadzieję, że już sobie pogadaliście, ale teraz już koniec – zaczął, stając bliżej uczniów i trochę się stresując. To straszne jak bardzo holender nie miał jeszcze wprawy w prowadzeniu lekcji. Brak normalnie wyglądającej klasy nie ułatwiał zadania. Nie mógł tak jak w normalnej sali odgrodzić się od uczniów ławkami, a zasłanianie się kwiatkami byłoby co najmniej dziwne. -Zacznę od zadania domowego, które było bardzo łatwe, a mimo to większość was postanowiła je olać. Przecież to tylko zielarstwo, nie? – skrzywił się delikatnie i wzrokiem przeleciał po wszystkich zebranych, kiwając przy tym głową. Szczególnie postarał się o to, by nawiązać kontakt wzrokowy z tymi, którzy nie oddali wypracowania. Nie miał złych intencji, zależało mu tylko i wyłącznie na tym, by dać uczniom do myślenia. Może sami się czegoś nauczą. -Było to pierwsze wypracowanie w tym roku, więc nie będę jeszcze wyciągał konsekwencji. Chodzi mi o to, że w przyszłości może nie być tak przyjemnie – w głowie nauczyciela brzmiało to zdecydowanie lepiej niż w rzeczywistości. Nie chciał nikogo straszyć, ale możliwe, ze tak właśnie wyszło. Nie był z siebie zadowolony, więc po prostu tłumaczył dalej. -Na razie obiektem naszych zainteresowań będą niegroźne rośliny, ale niedługo – możliwe, że na następnych zajęciach – zajmiemy się czym dużo bardziej niebezpiecznym. Nie chce by coś się wam stało i zgaduję, że wy pewnie też nie. Także proszę nie olewajcie zielarstwa tylko dlatego, że to jakieś kwiatuszki.
Odetchnął z ulgą po tym krótkim wywodzie i uśmiechnął się, jakby chciał przekonać uczniów, że wcale nie jest złym i strasznym nauczycielem. Mógł mieć tylko nadzieję, że udało mu się przemówić chociaż do kilku osób z całego towarzystwa i na przyszłość wezmą to sobie do serca. Cenił sobie ich życie najbardziej na świecie i nie wybaczyłby sobie, gdyby jakiś debil postanowił podrażnić Mandragory bez odpowiedniego zabezpieczenia.
-Prosiłem was byście sklasyfikowali rośliny ze względu na stwarzane zagrożenie. Był to łatwy temat i chyba do nikogo nie mogłem się przyczepić. Można je podzielić na trzy lub pięć grup. Osobiście preferuję to pierwsze, ale Brytyjskie Ministerstwo Magii przyjmuje to drugie. Oba podziały są poprawne i nie będę nikogo poprawiał, chociaż wolałbym byście nauczyli się tego uznawanego przez MM – starał się mówić z uczuciem, by zaciekawić uczniów, a nie tylko odwalić, krótki i nudny wykład. Machał dłońmi na prawo i lewo, by dzięki gestykulacji przekazać jeszcze więcej emocji, nawet jeśli było to gadanie o pierdołach. Gdzieś tam w tym wszystkim rozejrzał się nawet za tablicą, ale ciężko o takie dogodności w cieplarni. Może gdyby poszukał gdzieś na tyłach budynku, albo wcześniej się przygotował. Niestety, początki zawsze bywają trudne.
-Omówię oba. Zacznę od tego nieobowiązkowego czyli podziału na trzy grupy. Pierwszą z nich będą rośliny niegroźne –rozejrzał się uważnie po wszystkich zebranych czy nikt nie ziewa. Sam miał taką ochotę, bo w końcu co tu dużo mówić. Równie dobrze mogły się nazywać „nudne i Malo interesujące”. Nie do końca, bo czasem potrafiły być zabawne. Dzisiejszym celem holendra było to wszystkim udowodnić. –Co tu dużo mówić. Jedyne zagrożenie jakie może was spotkać przy zajmowaniu się nimi, to wy sami – podsumował krótko uśmiechając się delikatnie. –W sumie to nie zdziwiłbym się, gdyby tak się stało – zakpił ze wszystkich zebranych. Może niekoniecznie oni, ale był bardziej niż pewien, że w Hogwarcie znalazłaby się osoba, która potrafiłaby zrobić sama sobie krzywdę. To trochę przykre. –Idąc dalej, będą to rośliny niebezpieczne czyli takie, przy których coś już może wam się stać. Zazwyczaj są to rośliny posiadające nieprzyjemne sposoby ochronne jak na przykład  Hibiskus Ognisty – bardzo łatwo się od niego poparzyć – swoją drogą był to jeden z ulubionych o ile nie ulubiony kwiat Thijsa. Ładny, a przy okazji wytwarzał bardzo przyjemne ciepło. –Ostatnią grupą, będą śmiertelne. Domyślacie się chyba, że takie rośliny potrafią z łatwością zabić? Na lekcjach o nich poznamy jedynie wiedzę teoretyczną, ale lepiej żeby i ta nie była wam nigdy potrzebna – jeśli nie wcześniejsze ostrzeżenia, to liczył, że to przekona ich, że zielarstwo to nie jedynie zabawa z roślinami, ale nauka, która kiedyś może uratować im życie. Prawie jak OPMS.
-Podział Ministerstwa jest prawie identyczny, tylko rośliny niegroźne i niebezpieczne są jeszcze rozbite na dwie grupy. Po co? Nie wiem. – westchnął wyrazie, ale nic dziwnego. Nie lubił tego brytyjskiego podziału, bo był dosyć głupi. Przynajmniej takie było zdanie nauczyciela z Holandii.
-Niegroźne dzielą się na niegroźne i neutralne. Czym się różnią? Nie mam zielonego pojęcia – źle to zabrzmiało i nie był z siebie dumny, ale naprawdę jako zielarz nie potrafił zrozumieć czym kierowało się Ministerstwo Magii podczas tworzenia tego podziału. –Rośliny neutralne to bardzo często rośliny niemagiczne – pokręcił wyraźnie głową na boki, bo dosyć ciężko mu było to wszystko wyjaśnić bez odpowiednich gestów. –Znaczy niemagiczne, co to znaczy… Sporo z nich można spotkać w mugolskim świecie. Mugole potrafią wykorzystać je do swoich leków i innych rzeczy. Sposoby w jaki to robią, różnią się od naszych, ale to nie oznacza od razu, że robią to źle – w pewnym sensie podziwiał mugoli, że potrafili tak wiele korzyści uzyskać z roślin pomimo braku magii. –Ale tak jak mówiłem. Nie wszystkie rośliny neutralne znajdziemy w niemagicznym świecie. Z kolei rośliny niegroźnych nie powinno tam już w ogóle być. Śmiało można o nich powiedzieć, że wykazują jakieś magiczne właściwości. Dla przykładu taką rośliną są Samosterowalne Śliwki, które lewitują w powietrzu. – chyba każdy wiedział jak wyglądają Samosterowalne Śliwki i miał kiedyś okazję ich spróbować. Co tu jeszcze tłumaczyć, latających owoców w świecie mugoli raczej nikt nie znajdzie. –Rozdzielania roślin niebezpiecznych na groźne i niebezpieczne, też zbytnio nie rozumiem, chociaż tutaj różnica jest znacznie lepiej widoczna. Groźnymi bardzo często będziemy zajmować się na zajęciach. Jeśli podejdziecie do nich z rozwagą to nie powinny wam sprawić krzywdy. Z niebezpiecznymi jest nieco trudniej. Część z nich prawdopodobnie też przerobimy. Najważniejszą i największą różnicą pomiędzy roślinami groźnymi, a niebezpiecznymi jest to, że nigdy nie macie pewności, że nic się nie stanie. Można nauczyć się obchodzić z roślinami groźnymi, ale niebezpieczne zawsze potrafią zaskoczyć – od tego całego gadania, zaschło w ustach holendra, a od machania rękoma zrobił się nieco czerwony. Na całe szczęście jego i uczniów, był to chyba koniec jego gadania na dziś, a przynajmniej najważniejsze miał już za sobą.
-Aha, może się zdarzyć, że będę używał nazwy roślin śmiertelne albo bardzo niebezpieczne. W razie czego poprawiajcie mnie na bardzo niebezpieczne, tak jak jest w podziale Ministerstwa – stare nawyki zostają, ale musiał pamiętać, ze naucza na wyspach, a nie w Niemczech i musiał spełniać tutejsze wymagania.
-Dobra jak już sobie pogadałem to teraz przejdźmy do ciekawszych rzeczy. Żartowałem, dziś będzie nudno. Zajmiemy się Blekotem – dla mugoli chwastem. Właściwie to wy się nim zajmiecie, a dokładnie macie poprzycinać jego liście. Możecie to zrobić za pomocą zaklęcia albo nożyka, który  znajdziecie przy Blekocie. Ważne, byście przycinali i nie uszkodzili liści. To chyba wszystko, powodzenia  – mruknął wskazując wszystkim miejsce do pracy, której swoją droga nie było za wiele.
-Ktoś ma może coś jeszcze do dodania, albo jakieś pytania?

Kostki i nieco gadania:
 


Ostatnio zmieniony przez Thijs H. Corbijn dnia Sob Paź 14 2017, 12:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 39
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10121-tony-stark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10129-i-m-iron-man#281682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10131-listy-milosne-do-tony-ego#281687
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10130-tony#281684




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 14 2017, 12:35

Reparo: 6
Zadanie: 1
Link do kostek: tutaj

Stark wiedział, że jest spóźniony, ale nie przypuszczał, że aż tak. Biegł przez błonia, a za nim powiewała jego niezapięta szata. Spojrzał jeszcze na zegarek, poprawiając spadającą torbę z ramienia. Cholera jasna. Profesor da mu szlaban albo minusowe punkty jak nic. Krukoni znów będą patrzeć się na niego jak na zakałę domu.
Wpadł do cieplarni, kiedy mężczyzna opowiadał o klasyfikacjach roślin. Oczywiście nie miał zadania domowego, całkowicie wypadło mu to z głowy. Nie wklepał sobie do kajetu informacji o tym, a co nie było zapisane, to zwyczajnie nie istniało. Przynajmniej dla Tony’ego.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie. – Student nawet nie próbował kłamać, co było powodem jego spóźnienia. Przecisnął się jak najdalej, by zejść z oczu profesora. Nagle poczuł, jak pasek od torby pęka. Jego przybory rozsypały się na posadzkę. Krukon w konsternacji zaczął je zbierać. Nie myślał, że tak będzie wyglądać jego powrót do Hogwartu. Nie ma jak to zrobić z siebie pośmiewisko na zielarstwie.
Uśmiechnął się nieco nerwowo do wszystkich, łapiąc swoje rzeczy. Wyciągnął różdżkę i szepnął pod nosem:
- Reparo. – Jaki to był wielki błąd, zrozumiał dopiero wtedy, kiedy jego torba strzeliła w powietrze i rozwaliła się na drobne kawałeczki. Nie naprawiła się, tylko zepsuła się doszczętnie. Stark uśmiechnął się nerwowo po raz kolejny.
- Problemy z magią, to chyba już tutaj normalne? – zapytał cicho. Czuł, jak pieką go uszy. Był cały czerwony na twarzy. Dawno tak się już nie upokorzył. Nie wiedział teraz, gdzie ma włożyć swoje bambetle. Chyba przyjdzie mu zrobić ze swojej szaty tobołek… Chyba że ktoś go poratuje „ekologiczną” torbą, o ile taką ktoś posiadał.
Nic w tym dziwnego, że z powodu tego całego przedstawienia Stark w ogóle nie skupił się na słowach mężczyzny i zupełnie nie interesował się tym, co mówił. W głowie miał swoją latającą torbę rozpadającą się na kawałeczki. Masakra, jakby powiedziała to Virginia.
Na szczęście usłyszał, jakie było zadanie. Po przygodach z zaklęciem, które mu nie wyszło, wolał pobawić się nożyczkami. Jak się jednak szybko okazało, nawet z nożyczkami szło mu źle. Co z tego, że miał już dwadzieścia trzy lata? Najwidoczniej jednak nie potrafił trzymać odpowiednio nożyczek w rękach. Podszedł do biednej roślinki, chwycił za nożyczki i… ciachnął samego siebie.
- Kurwa – mruknął sam do siebie, patrząc, jak krew leci mu z palucha. Zamiast przyciąć roślinę, przyciął sam siebie. A miało być tak pięknie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 490
  Liczba postów : 843
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 14 2017, 15:40

Mój poziom ogarnięcia tego dnia był na poziomie średnio rozgarniętego pierwotniaka dlatego zupełnie wypadło mi z głowy, że dzisiaj mamy zielarstwo. Przypomniałam sobie dopiero na cztery minuty przed lekcją, gdy zakuwałam eliksiry w moim mieszkaniu. Co tu dużo mówić - rzuciłam wszystko i w dzikim pędzie wyleciałam z mieszkania. W takich chwilach cieszyłam się, że Dorien zakupił mi mieszkanie właśnie w Hogsmeade, bo biegiem byłam w stanie dotrzeć do cieplarni w kilkanaście minut.
Pojawiłam się w sali pod koniec przemówienia dotyczącego podziałów roślin magicznych - na szczęście z racji odrobionej pracy domowej nie miałam w tej materii zaległości.
Wchodząc do pomieszczenia przeprosiłam grzecznie za spóźnienie, po czym zajęłam wolne miejsce z boku cieplarni i wsłuchałam się w instrukcje dotyczące zadania. Gdy nauczyciel skończył mówić westchnęłam cicho - nieszczególnie miałam ochotę na takie nudne zadanie, ale mimo to z racji silnego powiązania eliksirów z zielarstwem zdecydowałam się przyłożyć do ćwiczenia.
Założyłam rękawice i zabrałam się do pracy. Zdecydowałam się przyciąć liście nożykiem, a nie magią, bo jeśli mam być szczera to nieszczególnie ufałam swojej różdżce w ostatnim czasie. Ku mojemu zdziwieniu poszło mi lepiej niż dobrze - dość sprawnie wykonałam zadanie i obyło się bez uszkodzeń.

Kostka:5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 559
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 15 2017, 00:05

Bridget milczała w zasadzie do samego początku lekcji, skupiając się bardziej na pisaniu swojej zaległej pracy domowej. Jednak im dłużej patrzyła na słowa zapisane na kartce, tym mniejszą ochotę miała, by oddać ją nauczycielowi. Co jak co, wolała chyba dostać Trolla za niedopełnienie obowiązków, niż dostać trolla połączonego z ośmieszeniem w oczach profesora. Naprawdę lubiła zielarstwo, nie sprawiało jej większych problemów i gdyby tylko miała trochę więcej czasu (i lepszą pamięć) bezproblemowo napisałaby to wypracowanie.
Nauczyciel jednak ogłosił, że nie będzie wyciągał z tego tytułu żadnych konsekwencji, aczkolwiek popatrzył na nią znaczącym wzrokiem o tych kilka sekund dłużej niż na innych, przez co twarz Bridget pokryła się delikatnym rumieńcem. Odwróciła wzrok, by chociaż trochę uciec od tego karcącego spojrzenia, które zdecydowanie było wystarczającą karą. Następne wypracowanie napisze od razu tego samego dnia...
Wysłuchała całego wykładu profesora, notując na boku pojedyncze zdania i słowa, korzystając z okazji, że miała wyciągniętą kartkę i pióro. Nawet jeśli nie dokształciła się przy robieniu zadania, teraz już wiedziała wszystko, co potrzebne jej było do klasyfikacji roślin. Do samego zadania podeszła całkiem pewnie, chwytając leżący obok blekota nożyk (mimo wszystko wolała nie używać zaklęć, bo niespecjalnie ufała swojej różdżce. Zamierzyła się za którymś razem zdecydowanie zbyt mocno i nożyk przeciął nie tylko listek, ale również łodyżkę i... Palec Puchonki. Syknęła, dosłownie odskakując od roślinki, zerkając na swój palec, na którym zaczęła pojawiać się intensywnie czerwona kreska. Chwilę potem pojawiła się krew. Bridget od razu skierowała kroki w kierunku nauczyciela.
- Przepraszam, panie profesorze, ale przecięłam sobie palec - poinformowała go, a po jej buzi znów wpełzał szkarłatny rumieniec. Ponownie wolała nie próbować rzucać zaklęć na samą siebie w obawie przed fatalnymi w skutkach ewentualnymi konsekwencjami. Profesor zdecydowanie nie był zadowolony, że zawracała mu głowę taką pierdołą, niemniej jednak obandażował jej palec i odesłał na miejsce. Bridget wróciła do swojego stołu i z przykrością popatrzyła na niedokończone zadanie, które przecież było takie proste... Złapała za nożyk i spróbowała jeszcze ściąć kilka listków, ale niestety ból w palcu nie ułatwiał jej sprawy. Westchnęła zrezygnowana.

kostka: 1

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 688
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 01:10

Pytań żadnych nie miałem. Nauczyciel obdarował klasę prawdziwym wykładem i pewnie w normalnych warunkach znużyłoby mnie wałkowanie po raz drugi tego, czego już i tak dowiedziałem się podczas przygotowywania pracy domowej z zielarstwa, ale dzisiaj nawet przyjąłem go z ulgą. Miałem czas, aby powrócić z krainy ponurych myśli i skupić się na czymś więcej niż jedynie na wilkołakach i wylanych nauczycielach, chociaż chyba tylko udawałem, że w ogóle wiem o co się rozchodzi, bo i wyraz twarzy miałem jakiś taki nieobecny. Wkrótce jednak moją uwagę przykuła dość niestandardowa forma porozumiewania się z uczniami, jaką zaserwował nam Thijs i pod koniec wykładu już wiedziałem, że chyba go polubię. Przy Pattonie Craine był prawdziwym dobrym wujkiem. Korzystając z tego, że wreszcie jakieś zadanie można było wykonać bez stresu związanego z upływem czasu, postanowiłem zdecydować się na skorzystanie z różdżki. Corbijn nie poganiał, ale mnie i tak się spieszyło. Nie wiem czy to ja tak bardzo skupiłem się na zadaniu i to dlatego tak błyskawicznie oporządziłem aż dwa blekoty, czy to po prostu reszta uczniów w ogóle się nie spieszyła. W każdym razie wkrótce miałem przed sobą schludną kupkę liści i dylemat czy wychylać się ze swoją wyrywnością. Wreszcie rozejrzałem się po cieplarni. Nie wszystkim szło tak dobrze jak mnie (co naprawdę mnie zdziwiło, nigdy przecież nie byłem orłem z zielarstwa), więc dość szybko podjąłem decyzję o przelewitowaniu jednego z blekotów wraz z odpowiadającymi mu liśćmi do @Bridget Hudson. Dwukrotnie moja różdżka się zablokowała, dzięki czemu nie zdążyłem przed jej powrotem na stanowisko i blekot dyskretnie doleciał do niej za plecami innych uczniów dopiero wówczas, gdy ponownie pochyliła się nad zadaniem. Roślina delikatnie musnęła ją po karku zanim wylądowała na ziemi tuż za nią, a ja wróciłem do udawania, że przy mojej jest jeszcze coś do zrobienia.

Kostka: 6, ale jeden blekot podrzucam Bridget, więc 5
Zakłócenia: Do trzech razy sztuka

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1008
  Liczba postów : 844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 11:03

Tak średnio lubiła zielarstwo. Bardzo beznadziejna nie była, bo niektóre rośliny były nawet ciekawe, ale nawożenie kwiatków i pielenie grządek jej rzeczą nie było. Najpewniej zwagarowałaby z tych zajęć odbywających się w pierwszej (aka nudnej) cieplarni, ale miała pilną sprawę do nauczyciela.
Sprawą tą był Mariusz* - fruwokwiat, którego wygrała na Limnos. Szczerze powiedziawszy to ani trochę jej się to trofeum nie podobało i w ogóle nie wiedziała, co sobie tamta babka myślała, nagradzając kogoś półżywym kwiatkiem o imieniu nie do wymówienia. Mariusz już na Limnos wyglądał marnie, ale w domu, z pomocą taty, udało jej się jakoś doprowadzić go do stanu używalności. Wszystko to poszło się jednak kochać, kiedy fruwokwiat został z nią sam na sam w Hogwarcie. Zostały mu tylko dwa nieuschnięte pędy, którym i tak już nawet ruszać się nie chciało. Wyrzuciłaby go już dawno, albo dała sowom do podziobania, ale... cholera miała imię, no!
Przyszła więc na lekcję z doniczką w łapie, nie po wiedzę, a po ratunek dla Mariusza. Troszkę się przy tym spóźniła. Weszła w momencie, w którym nauczyciel tłumaczył podział roślin i to dopiero przypomniało jej o pracy domowej. Ups... Może zapomniał...
Usiadła po cichu gdzieś z tyłu, odstawiając Mariusza, na razie na bok i udawała, że słucha nauczyciela, odlatując myślami gdzieś daleko poza Hogwart.
Wyłapała tylko to co najważniejsze, czyli ich aktualne zadanie. Do przycinania podeszła tak samo jak do wykładu - bez zapału i z minimum uwagi. Nawet nie zauważyła, kiedy zamiast kolejnego listka, urżnęła całą łodygę. Ojć, chyba bardzo źle... Spojrzała ukradkiem na nauczyciela, sprawdzając czy to widział, po czym spróbowała postawić roślinę z powrotem do pionu. Może jakby ją przykleiła zaklęciem... rosnąć to ona już raczej nie będzie, ale chwilowo nie będzie przypału.
Wyciągnęła cichcem różdżkę i niewerbalnie rzuciła Zlep. Tylko, że nie zadziałała. Spróbowała jeszcze raz, ale znowu nic. Zasrane zakłócenia... Schowała różdżkę, zanim ktoś zobaczył, że w ogóle ją wyciągała i zaczęła wiercić nożykiem dziurę w blacie, czekając na opieprz za zabicie blekotu.

Kostka: 2
*wszelkie podobieństwo do osób, zwierząt lub zdarzeń rzeczywistych jest zupełnie przypadkowe ;p

Nie chce mi się szukać kodu. Zlep mi nie wyszedł, a wszystkie pięć przerzutów zmarnowane ;/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 12:21

Czy byłam spóźniona? No pewnie, że tak. Czy mnie to obchodziło? Ani trochę, dlatego całą drogę do cieplarni i tak pokonałam najspokojniejszym spacerkiem, podciągając ciążącą mi torbę na ramieniu co jakieś dziesięć kroków. Weszłam do cieplarni jakoś w połowie przemówienia profesora, który był chyba nowy i wyglądał całkiem ładnie, toteż uśmiechnęłam się słodko i machnęłam włosami przechodząc koło niego. Nie oddałam żadnego zadania, bo w ogóle jakieś było? Nic na ten temat nie wiedziałam, ale najwyraźniej było, bo Corbijn w ręku trzymał kilka zaległych pergaminów. Pewnie mówił coś o tym wcześniej, ale byłam zajęta drogą na zajęcia, więc nie bardzo się orientowałam. Oczywiście moim priorytetem nie było bezszelestnie wejść i stanąć pod ścianą, a przywitać się z każdym godnym mojej uwagi. Wzrok mój padł na @Leonardo O. Vin-Eurico, więc od razu do niego podbiegłam, pociągnęłam, żeby się schylił (bo przecież w życiu bym tak wysoko nie podskoczyła z moją sprawnością fizyczną) i pocałowałam go w policzek, choć trochę za blisko ust, tak że na jego prawym kąciku i tak został ślad mojej szminki.
- Cześć, Leo - zachichotałam, ignorując kompletnie wzrok @Blaithin ''Fire'' A. Dear - Dawno się... nie widzieliśmy - zwróciłam mu jednoznaczną uwagę - No nic, nie przeszkadzam - rzuciłam jeszcze i odbiegłam, nie dając mu szansy się zastanowić nad tym, co się właściwie stało. Nie wiedziałam, gdzie mam się podziać, ale szybko mój wzrok wyłapał jedną osobę, o której wiele słyszałam, ale dopiero teraz było mi dane ją zobaczyć - @Mefistofeles E. A. Nox. Podeszłam więc do niego, odłożyłam torbę na ziemi i szturchnęłam go lekko w ramię.
- Ale masz mega tatuaże - powiedziałam, patrząc na jego rękę, szyję i właściwie wszędzie, lustrując kolorowe obrazki - Chyba tydzień by mi zajęło obejrzenie ich wszystkich - dorzuciłam może trochę niezbyt stosowny komentarz - Maevis - przedstawiłam się, nie czekając na jego odpowiedź - Mów mi Mae.
Przyszła pora na skupienie się na lekcji, ale przez to moje gadulstwo zupełnie nie wiedziałam, co mamy robić. Jakiś Blekot, któremu mamy uciąć liście? Banalne. Chwyciłam za nożyk, bo niestety często zdarzało mi się, że zapominałam, że mam coś takiego jak różdżka i odruchowo łapałam się tych mugolskich rozwiązań. Za trzecim razem udało mi się uciąć łodygę, która pozostała nieuszkodzona, ale niestety liście odpadły, a kilka z nich się zniszczyło, nad czym też wcale nie ubolewałam, bo w zasadzie niespecjalnie mi zależało na powodzeniu na lekcji.

kostka: 4

______________________


Maevis "mae" Harper

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1275
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1409
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 21:13

Czy Fire się zdawało czy też Leo przez jakiś czas w ogóle nie widziała w Hogwarcie? Gdzie się podziewał, kiedy ludzie wariowali ze strachu, kiedy potrzebna była pomoc dla tak wielu osób, gdzie ludzie wpadali w stany lękowe, a dwójka nauczycieli została niesłusznie aresztowana i nie wiadomo co się z nimi dalej dzieje? Zawsze wesołość Gryfona i ta jego specyficzna otoczka dobrego humoru pozytywnie wpływała na Blaithin, sprawiając, że i ona odżywała. Towarzystwo przyjaciela było niczym najczystsze remedium na zmartwienia dziewczyny, ale teraz nie wywołało to żadnego efektu. Nie odpowiedziała uśmiechem, zauważając popis jakiegoś Krukona i aż się w niej zagotowało. Po Pober płakać nie będzie? Zaraz Fire mogłaby mu znaleźć inny powód do łez. Jeszcze ta idiotka Puchonka, która najwyraźniej była opóźniona w rozwoju...
- Jak to możliwe, że Ravenclaw upadł tak nisko, skoro Clarke wydaje się z nich wszystkich najmądrzejszy? - zapytała, nieszczególnie dbając o zniżenie tonu. Odwróciła głowę, nie patrząc w stronę Ezry ani jakiejkolwiek innej osoby. - Czy to ten czas w miesiącu, kiedy napadają na nas wilkołaki w ciągu dnia? Najwyraźniej. - odparła szorstko, ale zamilkła, nie chcąc powiedzieć czegoś, czego mogłaby pożałować. Zaczęła bawić się kosmykiem swoich włosów, próbując jednocześnie opanować irytację, jaką wzbudziła wcześniejsza rozmowa uczniów. Wolałaby wyjść i spokojnie zapalić. Ochłonąć, uspokoić myśli, przestać być nieprzyjemną jędzą.
Miała uważnie słuchać nauczyciela, ale dość szybko przestała skupiać na Corbijnie swoją uwagę. Westchnęła i zaczęła cicho:
- Wiesz, myślę, że...
Urwała, widząc ciemnowłosą dziewczynę z Gryffindoru, która dosłownie rzuciła się na Leo. Mimowolnie Fire odsunęła się na swoim krześle, nie chcąc przebywać bliżej Harper niż musiała. Ona ignorowała Blaithin, ale Gryfonka była w kiepskim humorze i niechcący poczuła ukłucie zazdrości. Była już pewna, że zaraz wpakuje się gdzieś obok nich, a wtedy po prostu zabrałaby swoje rzeczy i poszła gdzieś, gdzie nikomu nie mogłaby przeszkadzać. Chyba, że roślinkom.
- Że za bardzo się przejmuję. - dodała, zmieniając pierwotną myśl. Nie wyjaśniała już, o co chodziło. Może rzeczywiście powinna nieco odpuścić. Czuła jednak, że coś ją blokuje przed wbiciem się w bezpieczną strefę obojętności. Zapewne wpływ miało to, że zwyczajnie Szkotce zależało na Leo. I miała bez przerwy wrażenie, że Harper go sobie zabierze. W takich momentach do Fire docierało, jak o wiele lepszą przyjaciółką jest Maevis, która z pewnością ufa Leo i nie kryje każdego faktu ze swojego życia. Nie próbuje się odsuwać ani nie wywołuje kłótni z jego chłopakiem. Nie buduje wokół siebie klatki z kolców. Poza tym fakt, że nagle Hogwart przestał być bezpiecznym miejscem sprawiał, że Blaithin czuła niepokój o życie i zdrowie swoich przyjaciół. A nie mogła chronić wszystkich naraz.
Nauczyciel tymczasem przeszedł do rzeczy. Przycinanie chwastów... Cóż, własnie dlatego Fire nie przepadała za zielarstwem przez te wszystkie lata. Wolała używać roślin do swoich eliksirów, a nie bawić się z blekotem, który powodował jedynie bełkot u ofiary. W milczeniu zabrała się do pracy z różdżką. Nie poszło źle, łodygę zostawiła całą, ale liście opadły, więc wywnioskowała, że po prostu dostała jakiś odwodniony okaz. Cóż, inni zdążyli się poranić, więc nie było na co narzekać! No chyba, że na to, że Harper też nie przecięła sobie palca.

Kostełka: 4

______________________



What doesn’t kill me, makes me stronger

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Unigrwydd, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 143
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15114-sapphire-odette-urane-lightingale#402865
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15120-will-you-still-love-me-when-i-ve-got-nothing-but-my-aching-soul#402904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15119-memory-dust#402879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15112-sapphire-o-u-lightingale#402854




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 21:48

Oczywiście, że pamiętała Ezrę! W końcu, stał się niemałą sensacją podobnie jak jego "wybawca". Po szkole krążyły plotki, że również Krukon został ugryziony albo przynajmniej draśnięty, że tak naprawdę doznał uszkodzenia kręgosłupa i zostanie do końca życia kaleką, a także tego typu bzdury. Sapphire znała prawdę, ale naturalnie, nie chwaliła się nią.
- Nie - odpowiedziała swobodnie, unosząc lekko kącik ust. Towarzystwo było w porządku. Zazwyczaj Lightingale i tak wyłączała się, słuchając wyłącznie nauczyciela, przez co naprawdę rzadko pozwalała sobie na rozmowy w czasie lekcji. - Zwłaszcza jeśli jesteś dobry z zielarstwa. - dodała. Ona interesowała się roślinkami, a już szczególnie tymi przydatnymi w leczeniu. Cóż, Clarke musiał się tego bez żadnego problemu domyślić.
- Cześć, Alice. - Szafir podsunęła się trochę, żeby zrobić miejsce dziewczynie. Trzeba przyznać, że bardzo ją lubiła, chociaż okazywała to w specyficzny sposób - czyli prawie wcale. Mimo wszystko dobrze było mieć obok kogoś z mózgiem (nawet jeśli pozostała część ludzi w cieplarni wyraźnie zaniżała średnią IQ). - Chyba w porządku. Spokojniej.
Ciekawe, czy Nox kiedykolwiek wyczuwał dobrą porę na odpuszczenie? Szafir nie oceniała. Wolała pozwolić Ezrze i Mefistofelesowi dokończyć rozmowę, a później powitać uprzejmym skinieniem głowy profesora Corbijna. Co prawda, nie usłyszała podczas wykładu niczego nowego, więc też notatek nie robiła, a w jednym momencie uniosła delikatnie brew. "Czym się różnią? Nie mam zielonego pojęcia"... No, trzeba przyznać, że Lightingale nie rozumiała, jak nauczyciel może powiedzieć coś takiego. Rozumiała, że miał co innego na myśli, ale zdecydowanie przydałoby się to ująć w innych słowach. Miała tylko nadzieję, że w innych sprawach Corbijn ma jakieś pojęcie.
- Wprost marzyłam o tym, żeby popołudnie spędzać na pieleniu chwastów. - mruknęła do swoich towarzyszy, zabierając się za blekot. Robiła wszystko ostrożnie, uważając zwłaszcza na własne palce i efekt był nawet zadowalający. Tylko liście trochę się posypały. Sapphire zauważyła natomiast skaleczony palec u @Tony Stark, któremu wcześniej dosłownie wybuchła torba. Na szczęście stał niedaleko, więc tylko delikatnie puknęła go w ramię.
- Przyłóż do tego kawałek jakiejś czystej tkaniny i trzymaj dłuższą chwilę, powinno pomóc. - powiedziała, posyłając mu pokrzepiający półuśmiech.

Kostka: 4

______________________


S.O.U.L.

The hardest prison to escape is your mind
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 21:53

Nie zagłębiał się w dyskusje właściwie w ogóle, pozostając głównie we własnych myślach. Nie chciał rozważać wszelkich aspektów wypadku na OPCM, ale wszyscy usilnie mu przypominali, że właśnie tam go zabrakło. Wtedy, kiedy nie tylko Ezra został potwornie narażony, ale również Fire, Harriette, a nawet, na Merlina, Mefistofeles czy Bridget. Gryfon wcale nie uważał, że jest jakiś wybitnie uzdolniony i jego obecność cokolwiek mogłaby zmienić. Nie życzył sobie również tego typu horroru w prawdziwym życiu - o wiele bardziej lubił usiąść przed ekranem (a to już coś, biorąc pod uwagę jego nadpobudliwość). Najzwyczajniej w świecie głupio było mu z tym, ile "szczęścia" go nagle dopadło. Poza tym miał wrażenie, że inni mogą mu mieć za złe, że nie było go obok.
Leo chciał być obok. Robił wszystko, żeby jakoś pomóc swoim najbliższym. Jeśli ktoś szukałby tej osoby, która skoczyłaby w ogień - to byłby Vin-Eurico, a gdyby sytuacja tego wymagała, to w trakcie nawet by się uśmiechał.
Teraz po prostu spoglądał wesoło na znajomych wkraczających do cieplarni, zawieszając na dłużej spojrzenie na swoim chłopaku. Wolałby widzieć go w łóżku... I wyjątkowo chodziło po prostu o odpoczywanie i regenerację. Jednocześnie Leo byłby strasznym hipokrytą, gdyby męczył go o większe przykładanie uwagi do swoich kontuzji. Ile razy pomykał gdzieś z najróżniejszymi uszkodzeniami?
- Ta anomalia chyba dopadła cały Hogwart, skoro prefektami Gryffindoru jesteśmy my - odparł błyskawicznie, ze słodkim uśmiechem skierowanym bezpośrednio do przyjaciółki. Widział, że jest rozdrażniona. Leo był chyba jedną z tych nielicznych osób, która nie zrażała się szorstkim tonem i nie poddawała się, nawet jeśli Gryfonka bardzo próbowała się odsunąć. On zawsze siedział obok, dalej żartował i uśmiechał się uparcie, czekając aż trochę jego pozytywnej energii spłynie na nią. Teraz również zignorował jej niezadowolenie i skoncentrował się na profesorze, którego zamierzał słuchać całkiem uważnie. Nie robił notatek - nie poruszali zupełnie obcych mu tematów. Leonardo nie był geniuszem, a te wszystkie podziały zawsze mu się myliły (już teraz w głowie ćwierćolbrzyma tańczona była jakaś dzika makarena). Mimo wszystko intuicyjnie nie radził sobie tak źle! Z zasłuchania wyrwało go pojawienie się @Maevis Harper, która dopadła go tak błyskawicznie, że nie miał jak zareagować. To źle, że pierwszym odruchem Leo było przytrzymanie przyjaciółki? Automatycznie objął ją jedną ręką, uśmiechając się na to słodkie cmoknięcie. Zabrał rękę powoli i z pewnym zakłopotaniem, nieśmiało wpełzającym mu również na twarz.
- Maeee - zaśmiał się cicho, kręcąc głową na jej komentarz. Odprowadził Gryfonkę wzrokiem i z niejakim zaskoczeniem dostrzegł, że zamiast przysiąść się do niego i Blaithin, to powędrowała do wytatuowanego Ślizgona. Tak czy inaczej, w jego głowie już pojawił się cień niepewności. Po pierwsze, jego chłopak siedział tuż obok. Po drugie, nie rozmawiał z Maevis od dobrych paru miesięcy i dopiero teraz dotarło do niego, że powinien poinformować ją o drobnej zmianie w temacie ich relacji. Rzecz w tym, że teraz to nie był odpowiedni moment.
- Co mówiłaś? - Dopytał Fire, zerkając na profesora, którego przecież zamierzał słuchać. Dalej rejestrował cały jego wywód, ale szybko zorientował się, że coś nie jest w porządku. Przeniósł pytające spojrzenie na swoją towarzyszkę. Dearówna zwykle doskonale ukrywała emocje, ale Leo powoli uczył się, jak poprawnie odczytywać jej intencje. Teraz coś mu podpowiedziało, że warto się zainteresować. Kiedy tak na nią patrzył, ponownie sobie przypomniał, jakim idiotą był organizując wyjazd do Meksyku w trakcie zajęć. W zeszłym roku właściwie w ogóle nie zaglądał na lekcje i co? I nie zdał. Teraz postawił sobie solidne priorytety, ale wszystko się psuło, bo tajemnicze ataki terroryzowały Hogwart. Vin-Eurico zarzucił rękę na oparcie krzesła Fire, inicjując kontakt fizyczny, ale nie chcąc jej jakoś okrutnie przytulać. Nie mógł niestety powstrzymać się od tego, aby potrzeć kciukiem jej ramię. - Ej, przepraszam, że tak zniknąłem. Cieszę się, że nic wam nie jest - mruknął cicho, niemalże prosto do ucha Gryfonki. W jego głosie słychać było szczerą troskę i skruchę - przyjąłby każdy cios na siebie, byle oni nie musieli.
Leo nie miał pojęcia, że Fire czuje się w jakikolwiek sposób zagrożona. Starał się nie selekcjonować swoich znajomych, ale chyba widać było, z kim jest najmocniej związany...
Kiedy dostali zadanie, bez wahania sięgnął po nożyk. Nie był jakimś wybitnym zielarzem, ale chyba bardziej już mu się podobało obcinanie liści, niż słuchanie o podziałach i stopniach niebezpieczeństwa. Odsunął się również oczywiście od Blaithin, która również musiała wykonać zadanie. Vin-Eurico nie miał większego problemu z pielęgnowaniem rośliny, a jego towarzyszce poszło niewiele gorzej. Szturchnął ją lekko, odkładając nożyk.
Uśmiechnij się.

Kostka: 2, przerzut (7pkt z kuferka) na 5!

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1275
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1409
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pon Paź 16 2017, 22:22

Żarty z ich funkcji prefektów zawsze bawiły Fire, ale tym razem miała wrażenie, że odznaka naprawdę zrzucała na nią odpowiedzialność. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo i dobro uczniów, których bądź co bądź, miała pod opieką. Szkoda, że nigdy nie potrafiła zmusić się do działania... Blaithin mogła udawać ile wlezie, że ma to wszystko gdzieś, że wcale nie czuje wyrzutów sumienia, że wcale nie martwi się, a spotkanie z przemienioną Pober nie wywołało u niej jakiejś traumy, jak u niektórych uczniów. Tyle, że z pewnością miało na Blaithin wpływ.
Wyrzuciła z głowy Maevis, próbując jakoś skoncentrować się na nauczeniu czegokolwiek, ale nie wychodziło. Zerknęła w oczy Leo dopiero, kiedy zarzucił rękę na jej oparcie. Zwalczyła odruch powiedzenia, żeby trzymał je przy sobie, a tylko zacisnęła usta w wąską kreskę. Mógł doskonale wyczuć, jak bardzo jest spięta.
Przeprosiny sprawiły, że wypuściła wstrzymywane powietrze z płuc. Nie chciała sprawiać przyjacielowi przykrości ani tym bardziej robić mu jakichkolwiek wyrzutów. Leo był jedyną osobą, na którą mogła teraz w stu procentach liczyć, zawsze i wszędzie. Mimo, że Fire pojęcie wdzięczności było bardzo odległe, teraz w jej spojrzeniu można było odczytać nieme podziękowanie.
- Cieszę się, że to tobie nic nie jest. - szepnęła ze szczerością. Powinna patrzeć na wyjazd Leo właśnie w taki sposób - był daleko od zagrożenia, zajmował się przyjemniejszymi rzeczami niż słuchaniem o wilkołaku w każdym kącie Hogwartu. Nie musiał widzieć wysłanników Ministerstwa na błoniach, a widok odprowadzanego przez funkcjonariuszy, wyjątkowo niesprawiedliwie osądzonego Ramireza nie dręczył go przez następne dni.
Wykonali zadanie, ale sporo osób jeszcze pracowało przy swoich roślinach, a nauczyciel był zajęty pilnowaniem tego, żeby nikt przypadkiem sobie czegoś nie odciął. Fire przetarła dłonią czoło i objęła się ramionami po szturchnięciu, jakby nagle zrobiło jej się chłodniej. Mimo to kącik ust dziewczyny nie drgnął.
- Nic wtedy nie zrobiłam. - powiedziała nagle, tak cicho, żeby tylko Leo stojący tuż obok, mógł usłyszeć jej głos. Dusiła w sobie tak wiele myśli i problemów, że bolało. Blaithin wzięła głębszy oddech, kontrolnie sprawdzając wzrokiem, czy nikt nie podsłuchiwał. Dręczyło ją, że stała bezczynnie, że tak bardzo paraliżowała ją myśl o tym, że być może w ciele bestii kryje się dusza jej przyjaciela. -  Ezra mógł zginąć. - dziwnie było wymawiać jego imię. - Ettie. Lys. Gemma, moi kuzyni... Nie mogę - zacięła się na krótko, nie wiedząc czy nie przerwać swojego wywodu. Dramatyzowała, po prostu dramatyzowała, podczas gdy inni mogli swobodnie śmiać się i wracali do normalności. Dlaczego rzeczywiście aż tak się przejmowała?
- Właściwie to nie mogę zająć swoich myśli czymś innym. Zwłaszcza, gdy tacy idioci jak ten tam, latają z ranami na pokaz.
Wskazała podbródkiem na Caspra. Żałowała, że to nie jego przygniótł wilkołak, że to nie on miał połamane żebra, a Clarke mógłby być choć trochę bezpieczniejszy. Z wyraźnym wahaniem Szkotka odnalazła dłoń Leo i delikatnie ją uścisnęła, oplatając swoimi palcami te należącego do chłopaka. Przełknęła cicho ślinę, nie chcąc zabrzmieć, jakby była przewrażliwiona. Po prostu dopiero teraz do Fire dotarło, że po prostu potrzebuje obok siebie tego Gryfona, potrzebuje świadomości, że ma wsparcie, kogoś kto zapewni, że jeszcze wszystko jakoś się ułoży.
- Leo... Po prostu bądź, okej?

______________________



What doesn’t kill me, makes me stronger

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Wto Paź 17 2017, 13:45

Kiedy Corbijn zaczął swój wykład, trochę odpłynęłam, bawiąc się krawatem na przegubie dłoni, który zapomniałam zawiązać na szyi; poszczególne słowa docierały do mnie jak przez ścianę, a ja chyba niespecjalnie miałam ochotę na notowanie - w moim przypadku mijało się to z celem; bez pomocy Samonotującego Pióra gąszcz postawionych przeze mnie liter był nie do rozszyfrowania. Później zerknę do tego, co zapisał Caspi, teraz po prostu słuchałam słów profesora, odnotowując w pamięci szczególnie te informacje, których nie kojarzyłam ze stron podręcznika.
Ożywiłam się dopiero, kiedy przeszliśmy do części praktycznej, niemniej jednak mój entuzjazm odrobinę przygasł, gdy okazało się, że mamy się dzisiaj zająć Blekotem - a konkretniej, przycięciem jego liści. Zerknęłam niepewnie w stronę swojej różdżki - ostatnimi czasy niespecjalnie jej ufałam, więc sięgnęłam po nożyk, przed przystąpieniem do wykonania zadania upewniając się uprzednio, czy był wystarczająco ostry - aby powstałe z jego pomocą rany były małe i gładkie - wtedy szybko się zagoją.
Skoncentrowałam się na poleceniu, precyzyjnie przycinając kolejne liście - zajęło mi to sporo czasu, ale przynajmniej obeszło się bez żołdu w postaci kropel krwi. Widząc efekt zmagań Bri, zanurkowałam po torbę, przekopując się przez zawartość jej czeluści i ostatecznie odnajdując staroświecką chusteczkę, którą dostałam od babci - z wyhaftowanym w rogu imieniem (oczywiście w znienawidzonej przeze mnie, pełnej formie) - kiedyś próbowałam go zmienić i w tym miejscu znajdowało się teraz zdeformowane U oraz dziura, skutek nieudanego zaklęcia. Podałam ją Bri - gdyby chciała wytrzeć strużki krwi, które z pewnością zdążyły zabarwić skórę jej dłoni, zanim nauczyciel zabandażował ranę.

kostka - 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 406
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 636
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Wto Paź 17 2017, 14:16

Nie miała ochoty na żadne lekcje, ale chyba wypadało jej się pojawić przynajmniej na pierwszym zielarstwie od jej rozmowy z Corbijnem. Do tego tak naprawdę zdawała sobie sprawę, że musi się kiedyś ogarnąć i zacząć systematycznie uczestniczyć w zajęciach, nawet jeżeli zdawało jej się, że nie da rady.
Zwlekła się z łóżka ewidentnie za późno. Czekała aż współlokatorki opuszczą dormitorium – tak bardzo nie chciało jej się mówić im „cześć”. Zamiast w Wielkiej Sali, zjadła śniadanie w kuchni, czekając aż zacznie się pierwsza lekcja i korytarze opustoszeją. Spóźni się, ale trudno. Wtedy przynajmniej wślizgnie się do cieplarni, usiądzie po cichu gdzieś z tyłu i nikt się do niej nie dosiądzie. Dzisiaj nie dała rady się socjalizować. Liczyła na to, że jąkanie tak jak samo przyszło, samo sobie pójdzie. Jakoś w miarę szybko.
Jak postanowiła, tak też zrobiła. Skinęła głową profesorowi i ulokowała się w ostatniej ławce, usiłując skupić się na wykładzie. Koncentracja nigdy nie była jej mocną stroną, więc z ulgą powitała praktyczną część lekcji, nawet jeżeli było to tylko nudne przycinanie listków. Może to i lepiej? Przy tym przynajmniej prawie nic nie da się spartolić. Prawie robi jednak wielką różnicę, o czym Gemma przekonała się, kiedy zamiast w roślinkę, przypadkiem wkroiła się sobie w rękę.


Kostka: było 2, ale Etka to miała, więc żeby nie pisać dwa razy tego samego sobie przerzuciłam na 1

______________________



THE NAME'S TWISLETON... GEMMA TWISLETON.


Dżemsior się jąka, więc ustalam sobie kostki na wypowiadanie zaklęć:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sro Paź 18 2017, 11:40

Znalazł się w centrum zainteresowania? Miło. Przez swoją fatyczną głupotę czy może dar do specyficznego poczucia humoru? Aż mu się cisnęły na usta wszelkie żarty dotyczące wilkołaków, które swojego czasu opowiadała mu ciotka z Liverpoolu, uważana za wariatkę. Rozsądek podpowiadał mu, że nie powinien komentować żadnej z uwag swoich kolegów, aby nie zszargać opinii na swój temat jeszcze bardziej; już był uważany za śmieszka i kretyna, który nie posiadał taktu, aby zachować co najmniej subtelne milczenie na temat ostatniej sytuacji. Jednak to oni zaczęli. On się tylko przyłączył. Poza tym naprawdę chciał pokazać @Ulla Tiverton swoją bliznę, chciał zobaczyć, jak się o niego martwi, a ostatecznie ponownie zmierzwić jej włosy i z szelmowskim uśmiechem stwierdzić, że nic mu nie będzie. W końcu przeżył – jednak nie wszystkim to się najwyraźniej podobało. Postanowili odebrać mu okazję do typowej popisówki. No, jak tak można? Już otwierał usta, aby rzucić jakąś uwagą w kierunku Mefisto, który zachowywał się, jakby nie posiadał żadnego dystansu, kiedy na horyzoncie ukazał się nauczyciel. Nieświadomie, zapewne, uratował tyłek Caspara, a następnie uciszył wszelkie rozmowy. Wszyscy zebrani w grobowej atmosferze wpełzli do cieplarni za nauczycielem, a następnie skupili się na słuchaniu słów Corbijna. Usiadł obok Uleńki i przyglądał się jej notatkom – sam nie zaczął ich robić, ponieważ temat, pogłębiony przez nauczyciela, był ich pracą domową i zdążył już zapoznać się z tymi informacjami. Siedział, zasłuchany, przyglądając się w zamyśleniu przyjaciółce i jej pergaminowi, a ruszył się dopiero w momencie, gdy wszyscy wstali. – Co robimy? – rzucił szybko szeptem w stronę Uleńki, podążając za nią swoimi krokami. Uzyskawszy odpowiedź, zgarnął doniczkę z Blekotem. Cóż, zapowiadały się kolejne nudne zajęcia – prawdopodobieństwo tego, że Caspar kiedykolwiek skończy na podcinaniu roślinnych listków, było mniejsze niż zero. Jednak, co dziwne, poradził sobie całkiem nieźle. Nawet profesor go pochwalił; szybko i sprawnie przyciął listki swojemu Blekotowi, uśmiechając się do przyjaciółki siedzącej obok, gdy spostrzegł, że również sobie świetnie poradziła. Niestety, nie można było tego powiedzieć o Bridget; skaleczyła się w palec. Whitley posłał jej krzepiące spojrzenie, gdy podchodziła do biurka nauczyciela, a następnie Thijs owijał jej palec bandażem. Gdy wróciła, ból w palcu nie pozwolił jej na dalszą pracę z roślinką. Westchnęła ciężko i oparła się zrezygnowana o oparcie krzesła, dlatego Caspar wyciągnął rękę w kierunku jej doniczki. – Pomogę ci – stwierdził cicho, posyłając dziewczynie lekki uśmiech. Dopiero wtedy zauważył, że Blekot Bridget diametralnie zmienił swój wygląd. Zmarszczył brwi; przecież jeszcze przed chwilą listki obrastały całą jego łodyżkę. Nawet się nie domyślał, że Riley postanowi wspomóc koleżankę. – Widzisz, Ulka? Chciałem pomóc, a ty mówisz, że jestem egoistą. Nie moja wina, że Bridget sobie poradziła sama – zaśmiał się pod nosem, gdy oddał Puchonce jej doniczkę.  Zamiast tego wstał i poszedł po kolejnego kwiatuszka, z którym rozprawił się równie szybko. Jednak co innego miał robić, skoro zostało mu sporo nadprogramowego czasu?

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 714
  Liczba postów : 751
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sro Paź 18 2017, 22:07

Mefisto oczywiście musiał być dupkiem i nie docenić tego, że Ezra starał zachować się w porządku. Owo szturchnięcie miało wszak znaczenie dosyć symboliczne - tradycji musiało stać się zadość. Stanowiło raczej niewerbalnie wyrażone "zauważ mnie" niż "chciałbym ci przywalić". Clarke wymownie przewrócił oczami.
- Po prostu nie mogę się powstrzymać od dotykania ciebie - odparował z sarkastycznym uśmieszkiem i mieszaniną szyderstwa z rozbawieniem w oczach. Tym bardziej po tym jak zauważył małą dezorientację Mefisto w kwestii tego niby podziękowania. Ślizgonowi chyba obce były miłe słowa do niego kierowane.
- No nie wiem. Bohaterowie chyba nie potrzebują podziękowań - zauważył, zapewne zostawiając go z małym niedosytem. Ezra nie lubił mówić rzeczy wprost, bo gdyby Mefisto był inteligentny lub chociaż trochę myślący, wiedziałby, że Krukon zawarł w tym zdaniu nutkę wdzięczności. Nawet stokroć mniejszą od determinujących ją odczuć.
W każdym razie, zdecydowanie wolał towarzystwo Sapphire niż Mefisto. Zaśmiał się na jej uwagę, kiwając głową.
- Nie chwaląc się, mogę okazać się przydatny - Zielarstwo nie mogło się równać z ONMS, ale Ezra i na tym przedmiocie uzyskiwał zadowalające wyniki. Wiadomo, czasem szło gorzej, czasem lepiej, jednak z przycinaniem roślinek na ogół nie miał problemu.
Zerknął na dziewczynę, która jeszcze do nich dołączyła, posyłając jej sympatyczny uśmiech. Raczej jej nie kojarzył, jednak towarzystwo ładnych pań zawsze było mile widziane!
- Cześć Alice - powtórzył zatem po Sapphire, uznając że pytanie było raczej skierowane do jego koleżanki, niż do niego. Co się dało w sumie na ten temat powiedzieć? Na pierwszy rzut oka było widać, że lekcja przebiegać będzie spokojnymi, trochę leniwym rytmem. Nawet po wstępnej pogadance profesora na temat tych nieszczęsnych prac domowych, Ezra jakoś nieszczególnie potrafił się przejąć. Bardzo chciał, ale no nie potrafił! Corbijn emanował taką... ludzką energią. Jak na nauczyciela.
Samo zadanie, jak podejrzewał, nie sprawiło u większego problemu. Spokojnie przycinał sobie listki, z efektem do którego nie było jak się przyczepić. Jedna ze ślizgońskich towarzyszek także przyzwoicie sobie radziła, wbrew wcześniejszemu komentarzowi. I co, można było bez głębokiej znajomości teorii? Można.

kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 96
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 20 2017, 17:56

Na całe szczęście wszystkie te głupie dyskusje po prostu zostały zakończone. Mefisto w pewnym sensie odetchnął z ulgą, chociaż niby dalej był w bojowym nastroju. Mocno wytrąciło go z równowagi pojawienie się w cieplarni @Ezra T. Clarke. Dodatkowo Krukon miał dobry humor, co nie było tak często spotykane wśród ofiar ataku wilkołaka, nawet u tych, które nie zostały draśnięte jego kłem. Nox zatem musiał wyglądać faktycznie na zaskoczonego nie tylko samymi słowami chłopaka, ale ogólnie jego obecnością tutaj i jego pozostałym zachowaniem.
- Twój obecny chłopak ci nie wystarcza? - Palnął, sprowokowany tym durnym uśmieszkiem. Jego kolejną uwagę po prostu zbył wzruszeniem ramionami, nie dając się wciągnąć w dyskusje. Wcale nie był bohaterem, dalej nie uważał swojego czynu za szczególnie heroiczny. Inna sprawa, że faktycznie oczekiwał podziękowań i byłoby miło, jakby został doceniony. Kogo obchodzą jego pobudki? Pomógł to pomógł, nie wymagajmy zbyt wiele.
Kompletnie nie mógł się skupić na nudnawym monologu profesora, ale wyjątkowo postanowił nie sprawiać zbyt wielu kłopotów. Siedział sobie grzecznie, milcząc uparcie i wpatrując w eter, gdzieś tuż za Corbijnem. Raczej nie miał problemów z udawaniem przeciętnie zainteresowanego wykładem. Ocknął się z tego transu dopiero w momencie, kiedy doskoczyła do niego jakaś śliczna istotka z Gryffindoru. Zlustrował ją szybkim spojrzeniem i pozwolił sobie na drgnięcie jednego kącika ust ku górze.
- To zależy, co jeszcze byśmy robili przez ten tydzień - odparł spokojnie, z zawadiackim błyskiem w oku. - Mefistofeles. Mów mi Mefisto. - Chciał jeszcze coś dodać, zapewne sarkastycznego albo nawet zabawnego... Profesor w tym czasie niestety dał im zadanie do wykonania, a Ślizgonowi jednak trochę na zielarstwie zależało. Zajął się swoją roślinką korzystając z metod mugolskich - zupełnie nie rozumiał tych, którzy chcieli ryzykować z tnącym zaklęciem podczas tych wszystkich magicznych zakłóceń. Nie miał najmniejszego problemu z wykonaniem polecenia Corbijna.
- To się nazywa mieć rękę do roślin... - Skomentował, zerkając na porozrzucane listki wokół @Maevis Harper.

Kostka: 5!

______________________


Mefisto Nox
Off the leash, out of the cage, an animal...

UWAGA!
BARDZO WAŻNE INFO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 71
  Liczba postów : 24
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15264-evangeline-violet-iris-lynn#407609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15266-don-t-you-wanna-be-evil-like-me#407614
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15265-evangeline-v-i-lynn#407607




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 20 2017, 19:30

Wkrótce grupka obecnych jeszcze trochę się powiększyła, dzięki spóźnialskim. Evie doskonale ich rozumiała - sama niejednokrotnie przebiegała dosłownie na ostatnią chwilę, pomimo że wskazówki jej zegarka i tak ustawione były na pięciominutowe wyprzedzenie. Chyba tylko dzięki temu udawało jej się ostatnio pojawiać na lekcjach całkiem punktualnie i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Trzeba jednak było przyznać, ze medal w tej dziedzinie niewątpliwie należał się temu biednemu krukonowi, który zaklęciem rozszarpał swoją torbę na kawałki. Lynn skrzywiła się lekko, zastanawiając się, czy powinna pomóc, ale chłopak z twarzą całkowicie objętą czerwienią znajdował się na tyle daleko od niej, że uznała, że ostatecznie pomoże mu ktoś z bliższej okolicy. Co się będzie niepotrzebnie wciskać?
Evie zajęła się zatem słuchaniem profesora, czując się odrobinę zawstydzona, gdy mężczyzna wyraźnie zaakcentował spojrzeniem, iż wie, że Puchonka należy do tej grupki leserów, którzy wymigali się od dostarczenia mu zadania domowego. Teraz zatem robiła szczegółowe notatki, chcąc zrehabilitować się w jego oczach. W ogóle najlepiej by było, gdyby wykazała się na praktyce, ale znając swoje możliwości, starała się nie robić sobie nadziei, nawet jeśli zadaniem było zwykłe podcinanie listków.
Evie stwierdziła, że po popisie Tony'ego lepiej zaklęć nie używać i dlatego sięgnęła po nożyk położony przy przeznaczonym jej Blekocie. Początkowo wydawało jej się, że idzie jej przyzwoicie, ale była to zgubna pewność siebie. Wystarczyła chwila rozproszenia, by jej nożyk na wylot przeciął łodyżkę roślinki. Odchrząknęła, nie bardzo wiedząc co zrobić z Blekotem, a ostatecznie stwierdzając, że może w takim razie warto ewakuować się ze stanowiska. Większość uczniów była zajęta swoimi roślinkami, więc Puchonka zawędrowała do krukona, któremu też nie szło najlepiej (@Tony Stark)
- Potrzebujesz pomocy? Nie mam na myśli roślinki, bo właśnie swoją uśmierciłam, ale ta twoja torba i w ogóle... A ja jeszcze trochę wolnego miejsca w swojej mam - zagadnęła przyjacielsko, trochę nieskładnie formułując zdanie, ale najważniejsza w końcu była intencja, a ją Puchonka miała jak najlepszą.  

Kostka: 2
/Tony, jak ktoś cię już zaczepił, a ja po prostu jestem ślepa, to zignoruj xD/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 20 2017, 22:38

Towarzystwo na dzisiejszą lekcję udało jej się znaleźć idealne. Sapphire, jak i Krukon, którego imienia nadal nie poznała, wydawali się nie być źli za to, że postanowiła do nich dołączyć. A naprawdę wolała ich w miarę ciche towarzystwo, od plotkującej na niezbyt dla niej przyjemne tematy grupki. Oczywiście mogła równie dobrze usiąść gdzieś w kącie i w ogóle odciąć się od reszty uczniów, ale jakoś coś jej nie pozwoliło. Nie zdziwiłaby się, gdyby po prostu szukała towarzystwa, przy którym mogłaby odetchnąć. Bo ostatnimi czasy przy jej przyjaciołach było to trochę trudne.
Do cieplarni wszedł nauczyciel. Już dawno oddała swoją pracę domową, więc nie miała żadnych obaw, że może sobie dziś za to nagrabić. Zdziwiła się, słysząc ton jego głosu. Naprawdę, wydawał mówić do nich jak do co najmniej kolegów z roku, a nie do swoich uczniów. Było to naprawdę inne i dziwne, jednak nie mogła zaprzeczyć, że przez to lekcja zapowiadała się całkiem miło. Krótko powtórzyli to, co miała zawierać ich praca domowa i przeszli do praktycznej części zajęć.
Spojrzała na roślinkę, która stała przed nią. Mieli tylko przyciąć liście? Rzuciła porozumiewawcze spojrzenie stojącym obok niej dziewczynie i chłopakowi, po czym wzięła do rąk nożyczki i zabrała się za przycinanie roślinki. Ostatnio wolała robić te rzeczy, które tylko mogła za pomocą mugolskich metod. Przez te wszystkie zakłócenia, przestała ufać swojej rożce, mimomimo że wcześniej polegała na niej częściej, niż to było potrzebne.
Uwinęła się ze swoją robotą całkiem zręcznie, a roślinka naprawdę dobrze się prezentowała. Widocznie miała jakieś tam umiejętności w tej dziedzinie.
- Skończone - szepnęła z uśmiechem i odłożyła nożyczki na bok, czekając na dalsze instrukcje nauczyciela.

Kostka 5


Ostatnio zmieniony przez Alice Wildfire dnia Pon Paź 23 2017, 15:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 266
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 20 2017, 23:18

Wierzył w swoich uczniów i mówiąc szczerze to miał nadzieję, że skończą bez pociętych palców. Jednak po krótkim pokazie jednego z Krukonów, chyba nieco zwątpił w ich możliwości. Nie miał zamiaru nikogo krytykować. W końcu każdemu mogło się zdarzyć rozwalić torbę. Szczególnie teraz, kiedy magia strasznie szalała. Szybko się okazało, że nie tylko z magią mają problemy. Błędnie założył, że każdy z dzieciaków potrafi posługiwać się nożykiem, przez co musiał zając się aż trójką uczniów. Nie chciał używać magii, by przypadkiem czegoś nie pogorszyć, więc zwyczajnie odkaził ich rany i zabandażował.
Uważnie starał się obserwować swoich uczniów, spacerując pomiędzy nimi. Nie umknęło mu dosyć czułe przywitanie dwójki Gryfonów. Na ich szczęście, potrafił przymrużyć oko na takie wybryki dopóki nie pchali sobie języków do ust.
Bawiły go te wszystkie próby sklejenia bądź ukrycia zniszczonych łodyg. Zdawał sobie sprawę, że przecież się uczyli i każdemu mogło się zdarzyć. Nie czuł potrzeby karania ich, co najwyżej mógł się przyczepić za ich brak szczerości. Z drugiej strony mogli jeszcze być nieświadomi, że Thijs łatwo wybacza błędy. Może poprzednia nauczycielka strasznie krzyczała – nie wiedział, bo nie miał okazji jej poznać.
Mniej więcej, gdyby wszyscy kończyli, poszedł na moment na tyły szklarni, by przyprowadzić kilka małych kociołków pełnych czystej wody i średniej wielkości worek z ziołami. Rozstawił je tak, by każdy mógł dostać jeden i odebrał wcześniej zebrane liście.
-Następnym razem, gdy coś wam nie wyjdzie po prostu to powiedzcie, a nie uciekacie od martwej rośliny – powiedział chyba z delikatnym uśmiechem na twarz i raz jeszcze przeszedł pomiędzy uczniami, zabierając poprzecinane łodygi, które na kolejnej lekcji będą już bezużyteczne.
-Wracając do Blekotu. Można z niego zrobić bardzo prosty wywar, który możecie kojarzyć z niektórych alkoholi. Zrobimy sobie coś podobnego i zobaczymy co z tego wyjdzie. Niestety muszę was zawieść, ale w naszym nie będzie żadnych procentów – delikatnie skrzywił się na moment. W takiej postaci zadanie przypadłoby uczniom zdecydowanie bardziej do gustu. Nie mógł jednak im na to pozwolić, więc musieli się zadowolić tym co mieli.
-Zagotujcie wodę w kociołkach za pomocą zaklęcia, a później po prostu dodajcie zioła. Brzmi dosyć prosto. Gdyby różdżka odmówiła wam posłuszeństwa po prostu przyłączcie się do kolegi albo koleżanki obok. Jak się zaparzy przybierze lekko zielonkawy kolor. Nie smakuje za dobrze, ale za to działa szybko. Dowiecie się co dostajecie do drinków tylko w nieco bardziej profesjonalnej formie. Chyba, że już wiecie to nie będzie dla was wielkim zaskoczeniem. Pogadamy jak skończycie – uśmiechnął się delikatnie i prostym gestem dal wam znać, że do roboty

Zasady:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 39
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10121-tony-stark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10129-i-m-iron-man#281682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10131-listy-milosne-do-tony-ego#281687
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10130-tony#281684




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 21 2017, 02:40

Powiedzmy sobie szczerze – chłopakowi niezbyt dobrze szło na zielarstwie. Najpierw torba, a teraz roślinka. Przez chwilę przyglądał się swojemu paluchowi, patrząc, jak sączy się z niego krew. Dobrze, że zaczepiła go @Sapphire O.U. Lightingale, bo wciąż patrzyłby na swojego palca i nie wiedziałby, co z nim zrobić.
- Dzięki. – Uśmiechnął się do Ślizonki. Był nieco zmieszony. Nie bardzo wiedział, skąd ma wytrzasnąć kawałek czystej tkaniny, ale wetknął palca w krawędź koszulki. Następnie wpatrywał się w roślinkę z nieukrywaną już nienawiścią. Czy naprawdę w przeciągu dwóch lat zdążył już tyle zapomnieć, że nawet problemy z magią akurat „zaszczyciły” jego?
Gdy nauczyciel zaczął przechadzać się po cieplarni, schował dumę w kieszeń i poprosił o pomoc, by opatrzył mu profesjonalnie zraniony palec. Zawsze to lepiej, prawda? Nie mógł stać przez całą lekcję z palcem schowanym w koszulce. To byłoby bez sensu.
Powrócił na swoje miejsce, chociaż jego morale były już tak niskie, że nie miał ochoty tutaj przebywać. Zastanawiał się poważnie, czy znów spróbować podciąć roślinkę, ale po jego zabawach z nożykiem, może wcale nie byłoby to aż takie bezpiecznie dla niego.
Od tych wszystkich czarnych myśli odgoniła go przyjazna Puchonka @Evangeline V. I. Lynn. Spojrzał na dziewczynę, a potem na swoje książki.
- Ja urżnąłem sobie palca. – Wskazał na profesjonalny plasterek (ciekawe czy był z jakąś ciuchcią albo kolorowym bohaterem jakieś magicznej książki?). – Także to chyba również nie jest mój najlepszy dzień. – Przecież nie usiądzie i się nie rozpłacze, prawda? Zresztą… Ten wybuch torby był całkiem zabawny. Szkoda tylko, że miała dla niego wymiar sentymentalny, bo używał ją nieprzerwanie od pierwszej klasy.
- Na Merlina, naprawdę? – Dobra, wiedział, że Puchoni są bardzo przyjaźni i pomocni, ale myślał, że to już dawno jest przereklamowane i nikt z Hufflepuffu już nie oferował tak bezinteresownej pomocy. – Spadasz mi z nieba, ale… Uwieś ją na mnie, nie będziesz nosić moich ciężarów na ramieniu. Oddam Ci swoją różdżkę na wszelki wypadek, gdybym znów miał coś podpalić albo zniszczyć. – To właściwie był dobry plan. Kiedyś nie wyobrażał sobie życia bez swojej różdżki, ale teraz? Teraz była ona całkowicie bezużyteczna.
Gdy nadeszła kolejna część lekcji, Stark zamrugał parę razy oczami. Spojrzał na Puchonkę.
- Czy on mówi poważnie? Za pomocą zaklęcia? Przecież wiadomo, że zamiast ognia, wyczaruję wodę. – Przysunął w ich stronę kociołek. Stuknął w niego różdżką, wypowiadając zaklęcie. Kiedy zaczęła z niej lecieć woda, spojrzał na dziewczynę z miną a nie mówiłem?. Przynajmniej podlał roślinki, bo tak uniósł różdżkę, by co nieco na nie poleciało, a nie leciało na ławkę albo podłogę. Wreszcie różdżka się uspokoiła.
- Nawet nie próbuję trzeci raz. Mam dość zaklęć. Tak w ogóle jestem Tony. – Właśnie, nie przedstawił się, a powinien zrobić to już bardzo dawno.


Kostka: 1, 1 (przerzut)
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 15
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 559
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 21 2017, 11:01

Bridget była naprawdę przybita, że akurat ją musiał spotkać tak okrutny los. Przecięty palec piekł i uniemożliwiał jej dalszą pracę - o ile mogła zacisnąć zęby, bardzo nie chciała się zmuszać, bowiem miała bardzo niski próg bólu i nawet mimo bandażu doskonale czuła bolącą ranę. Stała taka biedna i przybita, przyglądając się swojemu prawie nieruszonemu blekotowi. Jej smutek jednak nie trwał długo - z odsieczą przybył Riley Fairwyn! Chłopak był na tyle uprzejmy, że oddał jej swój obrobiony blekot, a chęć podobnej pomocy wykazał również Caspar, co do reszty wzruszyło Bridget. Z iskierkami radości w oczach spojrzała na każdego z osobna i obojgu szczerze z całego serca podziękowała za ten gest. Od razu zrobiło jej się lepiej, że mimo wszystko miała w grupie ludzi, na których można było polegać. Ciekawa sprawa - wszyscy byli z Ravenclawu... Gdzie Ci pomocni Puchoni?
Ostatecznie Bridget skończyła z blekotem przed sobą i z nową porcją energii. Zadanie, które dostali następnie było chyba jeszcze prostsze niż poprzednie, ale może to i dobrze? Okazało się, że Bridget nie była jedyną poszkodowaną i więcej palców ucierpiało podczas tej lekcji. Profesor chyba dobrze robił nie stawiając przed nimi dużych wyzwań. Bridget bez problemu wznieciła ogień pod kociołkiem, by zagotować wodę do zaparzenia wywaru z blekota.
- Będziecie to pić? - zapytała @Ulla Tiverton oraz @Caspar Whitley. Sama nie była jeszcze przekonana, bo doskonale wiedziała, że blekot dodawany do drinków powoduje nadmierny słowotok, a ona sama z siebie potrafiła paplać prawdziwe głupoty bez opamiętania. Jeśli jednak Krukoni będą chcieli spróbować i się pośmiać, to ona też wypije.


Kostka: 1 -> 4
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 18
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 490
  Liczba postów : 843
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 21 2017, 14:19

Profesor był wprawdzie bardzo miły, ale wydawał się strasznie nierozgarnięty i jeśli mam być szczera to odrobinę mnie to irytowało. Wysłuchałam kolejnych instrukcji nauczyciela, po czym zabrałam się za kolejne zadanie. Bardzo cieszyłam się, że tym razem nikt nie wpadł na pomysł, żeby się do mnie dosiadać i mi przeszkadzać - tego typu praca wymagała ode mnie jednak dość dużo skupienia.
Wodę udało mi się podgrzać już za drugim razem z czego byłam bardzo, ale to bardzo zadowolona - w ostatnim czasie zaburzenia magii szczególnie mnie dręczyły i miałam problem nawet z bardzo prostymi formułami zaklęć. W kilka minut udało mi się przyrządzić całkiem niezły wywar, jednakże nie zamierzałam go pić - dobrze znałam właściwości blekotu i nieszczególnie miałam ochotę robić z siebie idiotkę przed resztą klasy - byłam pewna, że tak czy siak parę osób wyjdzie na debili.

Kostka: 1-> 2
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 17
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1[/quote]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Sob Paź 21 2017, 14:59

- Książę, bez takich, proszę, to jakieś oszczerstwa, przecież wiadomo, że jesteś moim bohaterem, nie wiem, jak bym sobie bez ciebie poradziła, nie przetrwałabym ani jednego dnia - ja? Zarzucająca mu egoizm? Co najwyżej w myślach! - Żadna dziewczyna w tym zamku nie dałaby sobie bez ciebie rady - egzaltowanych kłamstw ciąg dalszy. Dopiero teraz śmiertelna powaga na mojej twarzy ustąpiła miejsca rozbawieniu, a ja - w przypływie matczynej czułości - szturchnęłam go łokciem w bok.
- No nie wiem, czy pogadamy - rzuciłam cicho w odpowiedzi na słowa nauczyciela, bo chyba wszyscy doskonale wiedzieli, jak szybko poprawnie uwarzony wywar z blekotu rozwiązuje - chociaż może powinnam napisać zaplątuje? - język.
W każdym razie pochyliłam się nad kociołkiem i rzuciłam zaklęcie, by podgrzać wodę, obyło się bez apokaliptycznych doznań - różdżka wyjątkowo się mnie posłuchała; zgarnęłam dłonią odpowiednią ilość ziół, po czym wrzuciłam wszystko do środka, pochylając się nad zawartością naczynia tak bardzo, że zielne owiewy opatuliły mnie całą - czekałam na odpowiedni moment, aż woń stanie się charakterystycznie intensywna, a ciecz zabarwi się odpowiednim pigmentem zieleni. Dopiero wtedy uznałam, że wywar jest gotowy i odstawiłam kociołek - gdyby komuś nie wyszło zaklęcie, bierzcie i pijcie z tego wszyscy można się śmiało częstować.
Zerknęłam w stronę dzieła Bri, a na jej słowa - po chwili wahania - jedynie przytaknęłam głową. - Wypijmy, ale może zróbmy to razem, w tym samym momencie - jak już robić z siebie idiotkę, to przynajmniej w ich towarzystwie. Zajęłam się nalewaniem solidnej porcji dla naszej trójki, po czym podniosłam swój kubek i uroczyście dodałam - wasze zdrowie - niekoniecznie psychiczne, bo po takiej dawce blekotu o to trudno; liczyłam na to, że się zsynchronizujemy, nie uśmiechało mi się zostać jedyną osobą, która gada od rzeczy.  

2 (zaklęcie) + parzysta (dylemat życia)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer jeden
» Cieplarnia numer trzy
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Cieplarnia numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-