IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
AutorWiadomość




Nauczyciel
Wiek : 30
Galeony : 99
  Liczba postów : 88




Gracz






PisanieTemat: Cieplarnia numer jeden   Czw Wrz 16 2010, 16:59

First topic message reminder :


Cieplarnia numer jeden

Jest to cieplarnia, w której nie da się znaleźć niebezpiecznych roślin. Uczniowie zajmują się tu bardzo prostymi rzeczami, takimi jak sadzenie nieszkodliwych i całkowicie bezpiecznych "zarośli". Mimo tego, iż jest to miejsce zupełnie niegroźne, Septienne - nauczycielka zielarstwa, dba o to, by wejście było zamknięte na klucz, tak jak w innych cieplarniach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 22 2017, 15:16

Miałam nadzieję, że mimo niechęci Mefisto do wszystkich wokół, znajdzie trochę uprzejmości dla mnie. W gruncie rzeczy jechaliśmy na tym samym wózku. Mi znajomi Leo bardzo często wywijali prześmieszne numery, a ilości wrogich spojrzeń, jakie dostałam od Fire nie zliczę. Na szczęście jak się okazało, Ślizgon tylko wrogo wyglądał, a w gruncie rzeczy był całkiem przyjemny. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie po pierwszej wymianie zdań.
- Na pewno miałabym parę pomysłów - uśmiechnęłam się do nowo poznanego chłopaka - Masz równie rzadkie imię co ja - powiedziałam, jakby to było coś niezwykle istotnego - Chyba się dogadamy - zaśmiałam się i przeszłam do wykonywania zadania, co w zasadzie poszło mi nie tak źle, ale Mefistofelesowi udało się wykonać je znacznie lepiej. Nie omieszkał mi przy tym dogryźć, co skwitowałam pokazaniem mu języka, udając urażoną. Oczywiście był to tylko głupi żart. Profesor przeszedł do dalszej części lekcji. Tym razem mieliśmy przyrządzić wywar z liści, które przed chwilą zebraliśmy. Zadanie brzmiało znacznie przyjaźniej, bo eliksiry były akurat moim konikiem. Nie miałam najmniejszego problemu z podgrzaniem kotła, więc wywar z Blekotu wyszedł mi bezbłędnie. Nie wiedziałam jednak, czy wypicie go byłoby dobrym pomysłem. Spojrzałam na Mefisto pytająco.
- Próbujemy? - spytałam, zostawiając mu tę decyzję.

Kostka: 4
Przerzuty: nieważne

kostka na picie: niby 3, ale niech Mefisto zdecyduje

______________________


Maevis "mae" Harper

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 688
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Nie Paź 22 2017, 15:47

Przyjąłem wdzięczne spojrzenie Bridget z lekkim zawstydzeniem. Nie było moim celem zwracanie na siebie większej uwagi niż zazwyczaj, więc dość szybko odwróciłem spojrzenie i nie przeszkadzałem jej już aż do końca zajęć. Chyba sam nie byłem pewien, dlaczego kobieca wdzięczność aż tak mnie zawstydzała… przecież to tylko blekot. Starałem skupić się na słowach profesora, a potem i także na wykonaniu jego zadania, ale okazało się dla mnie zbyt trudne. Dwukrotna próba zagotowania wody doprowadziła tylko do dwóch rzeczy. Najpierw moja różdżka się zacięła i przez kilka minut walczyłem z tym, aby zmusić ją do współpracy. Kiedy wreszcie udało mi się ponownie coś uczynić to zamiast wodę zagotować, zamieniłem ją w lód. Westchnąłem z rezygnacją, odkładając magiczny badyl do kieszeni, tam gdzie powinien pozostać przez cała lekcję. Nawet nie rozglądałem się za pomocą. Ludzie pozbijali się w tak szczelne grupki, że przeszkadzanie im wydawało mi się tylko nieuprzejme. Wyszedłem z założenia, że Thijs zagotuje moją wodę w razie, gdyby nadmiar eliksiru był nam potrzebny.

Kostka: 5->6
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 14
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 01:49

Dobrze było dostrzec u kogoś taką zmianę. Fire chętnie ukrywała emocje, a Leo czasami męczyło doszukiwanie się ich - teraz odpuściła, pozwoliła mu się zbliżyć, choćby minimalnie. Nie mógł powstrzymać łagodnego uśmiechu, a kiedy szepnęła do niego tak uroczo, jedynie go poszerzył. Blaithin mogła wiele mówić, ale koniec końców była kochaną osobą. Nie potrafiła pokazać każdej swojej emocji i większość lubiła dusić, jednak nie miała takich mocy, aby się ich w pełni pozbyć. Wiedział, że jej na nim zależało.
Rozglądał się właśnie po cieplarni, kiedy Gryfonka zaczęła kontynuować rozmowę. W pierwszej chwili nawet nie zrozumiał, o czym do niego mówi. Obserwował poczynania pozostałych uczestników lekcji i z niejaką ulgą zauważył, że przynajmniej na zielarstwie nie szło mu jakoś tragicznie. Nie wychylił się w żadną stronę i po prostu wykonał zadanie. Zgiął się nieco bardziej, tym samym nachylając do przyjaciółki. Uśmiech zamarł mu na ustach, kiedy wspomniała o Ezrze - w jednej chwili zupełnie stracił grunt pod nogami i doskonale wiedział, jak bardzo było to po nim widać. Drgnął niespokojnie, pozwalając aby jego klatka piersiowa uniosła się kilka razy trochę szybciej, zanim po prostu zacisnął szczękę i wbił na krótką chwilę spojrzenie w swojego chłopaka. Był tam, całkiem blisko, w jednym kawałku.
- To nie tak, że powinnaś coś zrobić. Nie miałaś co zrobić. Nawet sobie nie wyobrażam... - przerwał, mając wrażenie, że w cieplarni zrobiło się przeraźliwie gorąco. Sama wizja ataku wilkołaka tak go wybijała z rytmu? Ruszała go bardzo świadomość, że coś poważniejszego mogło stać się Ezrze, ale troszczył się też niesamowicie o samą Fire i innych znajomych. - Nie roztrząsaj tak tego. Ja się po prostu cieszę, że nic wam nie jest. - Dla niego taki gest jak złapanie za rękę był czymś niesamowitym - wiedział, jak rzadko Blaithin pozwala na coś takiego. Pogładził leciutko wierzch jej dłoni opuszkiem swojego kciuka, a kiedy rzuciła tą rozbrajającą prośbą, przyciągnął jej rękę do swoich ust i złożył na niej malutki pocałunek.
- Jestem i będę, Płomyku - zapewnił ją, dopiero teraz znowu mogąc się uśmiechnąć. Nie mieli więcej możliwości co do rozmowy, ponieważ profesor Corbijn zabrał głos i zorganizował im małą zabawę, jaką miało być upichcenie łatwego wywaru. Ponure tematy zostały oficjalnie zakończone - w cieplarni za dużo się działo, żeby dalej dyskutować. Sprawa została wyjaśniona, prawda? Leo bez zastanowienia zabrał się za robotę, ale oczywiście nie przemyślał tego, że jego różdżka zacznie wydziwiać i po prostu odmówi współpracy. Vin-Eurico sprawdził najpierw jak radzi sobie jego partnerka, a potem obejrzał się na @Ezra T. Clarke, który przecież słynął ze swojego niebywałego szczęścia. - Cóż, ja tym patyczkiem wiele nie zrobię. Idę błagać o przygarnięcie - mrugnął do przyjaciółki i gestem zachęcił ją, żeby w razie czego do niego dołączyła. Sam przysunął się mało dyskretnie do Krukona, siadając sobie obok i opierając brodę o jego ramię. - Heeeej. Info z pierwszej ręki - wciąż nie umiem czarować.

5

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 96
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 02:11

Nie nazwałby samego siebie przyjemnym, ale na szczęście Maevis przemyśleń nie wypuściła poza obszar własnej głowy. Mefisto w tym samym czasie zastanawiał się, czemu taka Gryfonka postanowiła się z nim trochę poużerać - wyglądała niesamowicie niewinnie, ale chyba jednak ślepa nie była, nie? Jej uwaga o tatuażach bardzo przypadła mu do gustu i była to pierwsza oznaka, że może uda im się przeżyć te zajęcia.
- Możemy kiedyś coś przetestować - zasugerował luźno, przeciągając się leniwie. Niezbyt wiedział, o czym tak naprawdę rozmawiają. Może rzucali podtekstami, a może po prostu prowadzili niewiele znaczącą konwersację? To i to całkiem mu pasowało, tak więc nie dopytywał i jedynie skinął niedbale głową na wspomnienie o jego nietypowym imieniu. Zajął się swoim zadaniem, ale dziecinne zachowanie dziewczyny trochę go rozbawiło i rozproszyło. Pewnie to dlatego zamiast podgrzania, to tylko zmroził swój wywar z blekotu! Zacmokał z dezaprobatą nad własnymi umiejętnościami, po czym schował różdżkę i zatarł dłonie, pochylając się nad kociołkiem Maevis. - No, teraz ty się popisujesz! I to rozumiem. - Sięgnął po chochlę i nalał nią odrobinę eliksiru do dwóch niewielkich czarek, a następnie jedną z nich podsunął swojej towarzyszce. Nie miał co się łudzić, że odratuje swój wywar - mógł za to trochę się pobawić i przetestować dzieło panny Harper.
Skinął głową i wychylił czarkę, pozwalając aby nieszczególnie przyjemny smak rozlał się po jego podniebieniu. Przełknął ślinę kilka razy i spojrzał na Gryfonkę, szukając u niej jakiejś zmiany. Rozchylił wargi, aby zadać proste pytanie "i jak", ale zamiast tego wyrzucił z siebie cały potok słów. Płynnie przeszedł od wyrażania zainteresowania tematem lekcji do tego, że w gruncie rzeczy nigdy jakoś bardzo nie lubił mówić, a potem nawet wspomniał, że jest dobrym słuchaczem i tyle. W tym wszystkim zupełnie nie koncentrował się na tym, że Mae go słucha, czy też zajmuje się czym innym. Bełkotał sobie dalej, aż w końcu zakrył usta dłonią i zacisnął mocno szczęki, zmęczony potwornym trajkotaniem.
Nikt nie musiał wiedzieć, że pod tym zapobiegawczym gestem kryje się rozbawiony uśmiech.

1

______________________


Mefisto Nox
Off the leash, out of the cage, an animal...

UWAGA!
BARDZO WAŻNE INFO:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 714
  Liczba postów : 751
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 16:31

Starał się utrzymywać pozytywny nastrój i może dlatego raczej unikał podejmowania tematu ataku wilkołaka, wiedząc że budziło to negatywne uczucia nie tylko w nim, ale i ludziach go otaczających. Ezra zwyczajnie stosował najbardziej skuteczny mechanizm obronny i wypierał całą sytuację ze swojego umysłu, a w tym był naprawdę dobry. I czuł się z tym szczęśliwy. Do tego stopnia, że jego w gruncie rzeczy dobry nastrój i jako taka forma - po prostu nawet jak go bolało, to tego nie okazywał - zaszokowały Mefisto. Jego uśmieszek z "durnego" zrobił się trochę porozumiewawczy, kiedy na moment przeniósł wzrok na Leo, po czym uniósł brew, jakby chciał powiedzieć "naprawdę o to pytasz?". Leonardo wystarczał mu pod wieloma względami.
W towarzystwie dziewczyn pracowało mu się wyjątkowo dobrze. Chyba doskonale wybrali sobie grupkę, ponieważ cała trójka poradziła sobie bez żadnych problemów. Była między nimi jakaś taka przyjemnie spokojna atmosfera, że Clarke dopiero po dłuższej chwili spojrzał na Alice i zorientował się w swoim gapiostwie.
- Och, a w ogóle to ja jestem Ezra. Ezra Clarke - przedstawił się jej wreszcie, śmiejąc się cicho pod nosem. Nie zauważył, kiedy nauczyciel na moment wyszedł z sali, aby przynieść narzędzia niezbędne w dalszej części zajęć.  Ezra nie czuł się zbyt pewnie w ważeniu wywarów i początkowo trochę się zaniepokoił, ale na szczęście jedyną rzeczą, którą musieli zrobić, było zagotowanie wody i wrzucenie listków. Prawie jak zrobienie herbaty.
Nim zdążył zabrać się za zaklęcie, ich mała grupka troszkę się powiększyła. Ezra w miarę możliwości przekręcił głowę, spoglądając na @Leonardo O. Vin-Eurico i lekko się uśmiechając. (Dyplomatycznie pominął wcześniejszą sytuację z Maevis, uznając to za jednorazową akcję.)
- Gastronomiczny mistrz we własnej osobie nie potrafi podgrzać kociołka wody - skomentował, czując teraz jakąś taką presję. Byłoby przykro, gdyby świat zechciał się zemścić za te drobne przechwałki. Odchrząknął więc teatralnie, rzucając zaklęcie i... Tak, jego szczęście wciąż funkcjonowało bez zarzutu. Uśmiechnął się więc z dumą. - Jestem ciekawy, kiedy w końcu ja wyczerpię limit - Każdy miewał złe dni, ale Ezrę dotykały one do tego stopnia sporadycznie, że zaczynał się zastanawiać, czy przypadkiem nie okradał kogoś z farta.
- Próbujcie, odważni Gryfoni - powiedział, choć na myśli miał nie tylko Leo i @Blaithin ''Fire'' A. Dear - zakładając że dziewczyna przydreptała za swoim przyjacielem - ale każdego, komu nie udało się wykonać zadania. On sam zdecydował się skosztować wywaru jako pierwszy - słowotok w wykonaniu oszczędnego w wypowiedziach Ezry Clarke'a? Ktoś powinien to nagrać.
Pierwsze co odczuł to mało przyjemny smak osadzający się na języku - i nie omieszkał się tą informacją natychmiast podzielić, szczegółowo opisując co konkretnie mu nie pasuje i z czym ten smak się mu kojarzy. Nie przywiązując uwagi, że temat włosów @Alice Wildfire niekoniecznie wiąże się z wywarem, - po prostu przyszła mu do głowy jakaś myśl i bardzo chciał ją wyrazić - skomplementował ich kolor i ładne ułożenie. Zaraz potem mimowolną pochwałę wypowiedział też na temat dawnej rudej czupryny Fire, a żeby to zamaskować zainteresował się @Sapphire O.U. Lightingale i jej umiejętnościami medycznymi, zadając pytania odnośnie skąd taka pasja lub czy nic w tym zawodzie jej nie przeraża. Niekoniecznie jednak oczekiwał odpowiedzi. Potem za to zaczął narzekać do Leo, dlaczego chłopak mu na to pozwolił i że w sumie takie długie mówienie, mówienie i jeszcze raz mówienie jest bardzo męczące i jak Leo może na co dzień takie długie opowiadanie nie przeszkadzać? Całą swoją wypowiedź zwieńczył bezczelnym pytaniem, prowokującym Leo do wymyślenia sposobu zatrzymania słowotoku Ezry. A najbardziej skutecznym byłoby bez wątpienia nieskomplikowane zamknięcie mu ust!

4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 71
  Liczba postów : 24
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15264-evangeline-violet-iris-lynn#407609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15266-don-t-you-wanna-be-evil-like-me#407614
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15265-evangeline-v-i-lynn#407607




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 19:11

Najwyraźniej oboje byli ogromnymi pechowcami, zatem to była dobra decyzja, że Evie ostatecznie odważyła się podejść do Krukona. Wedle podstawowych zagadnień matematycznych, dwa minusy dawały plusa. Pokładając wiarę w to równanie, razem powinni mieć jakieś szanse na wskoczenie na "zadowalający".
- To już prawdziwe rany bojowe - zaśmiała się przyjemnie, patrząc na ten plasterek okalający palec chłopaka. Evangeline rzadko miewała zły humor, raczej okresowo przełączała się pomiędzy kolejnymi modułami - zażenowania, smutku, niepewności, jeszcze większego zażenowania - by jak bumerang po kilku chwilach powrócić do stanu pierwotnego, jakim była promienna życzliwość do każdej napotkanej osoby.
- Naprawdę, naprawdę. - Bawiło ją to niedowierzanie chłopaka. Na świecie była cała masa bezinteresownych ludzi, a przynajmniej naiwnie była gotowa w to wierzyć. - W takim razie to chyba ja wychodzę na tej całej sprawie lepiej, skoro ty dodatkowo będziesz dźwigał moje - odparła, przystając na propozycję Krukona, bo przecież nie będzie się z nim kłóciła, kto powinien nosić ciężkie rzeczy. Evie nie miała tak rozbudowanego przywiązania do feminizmu i nie odbierała tego jako jakiejś ujmy dla jej płci. - Dasz mi swoją różdżkę w zastaw, a ja przez gapiostwo ją zgubię albo zepsuję. Jeśli można zepsuć różdżkę, to jestem pewna, że przytrafiłoby się to właśnie mi, więc pozwól że jednak tak po ludzku ci jednak zaufam - parsknęła. Przywiązanie Krukona do jego różdżki było powalające. Evie traktowała własną niczym przedłużenie ręki i nie wyobrażała sobie nawet na moment się jej pozbyć. Nawet, jeśli bywała całkowicie bezużyteczna.
Profesor zaczął przechadzać się po cieplarni i zbierać listki, które wcześniej przycinali. Kiedy zjawił się przy jej byłym już stanowisku i jeszcze skomentował ten taktyczny odwrót, na jej twarzy wykwitł dorodny rumieniec. Największą porażką na tych zajęciach okazał się brak zielarskich umiejętności Evie, ale zwykła nieporadność w podejmowaniu decyzji.
Tony jako pierwszy podjął próbę zaczarowania kociołka, zresztą niezbyt udaną. Evie aż zasłoniła usta ręką, powstrzymując śmiech, kiedy jego złowróżebne przewidywania się sprawdziły. Lynn wyciągnęła więc własną różdżkę, zabawnie przepędzając chłopaka, by zrobił jej miejsce. Jej myśli kręciły się w okół silnej potrzeby popisania się. Raz w życiu no.
Może tymi wewnętrznymi błaganiami skłoniła nadprzyrodzone siły do zlitowania się nad nią, bo rzeczywiście, choć na początku wyglądało na to, że różdżka się zablokuje, zaklęcie zadziałało bezbłędnie. Jeszcze tylko trzeba było wrzucić listki i voilà. Jakimś cudem mieli ten cały wywar. Ale czy działający?
- Evangeline. Evie właściwie - przedstawiła mu się, bo faktycznie chyba coś im się kolejność poplątała - W takim razie... chyba za naszą znajomość, Tony. - Nawet nie zapytała go, co sądzi o próbowaniu tego ich podejrzanego dzieła - po prostu wlała sobie do ust pokaźną porcję wywaru, natychmiast tego żałując, przez mało przyjemny smak. Sok dyniowy to to nie był.
- To smakuje jakbym miała w ustach skarpety mojej siostry. Nie żebym kiedyś ich próbowała, ale w ten sposób mogłabym je sobie wyobrażać. Gdybym się zastanawiała. W każdym razie, odradzam próbować. Chociaż nie, spróbuj, efekt jest odlotowy. Kompletnie nie panuję nad moim językiem - pochwaliła się zachwycona. Evangeline nigdy nie miała problemów z otwartością, teraz jednak przechodziła samą siebie. Płynnie przeszła do trajkotania na temat imprez - ten wywar powinien być obowiązkowym elementem. Wystarczyło pomyśleć jak żywiołowa byłaby rozmowa! Potem z kolei przeszła na pogodę, która niezbyt zachęcała do wyściubiania nosa z zamku (a ponadto wilgotne powietrze sprawiało że jej włosy magicznie dostawały jakiejś woli walki i odstawania w każdą stronę) i zdecydowanie zbyt wiele powiedziała o swojej największej słabości jaką było lenistwo. Tyle wypowiedzianych słów mógł przetrawić chyba tylko ktoś, kto sam znajdował się pod specjalnym wpływem roślinki.

Kostka 5 -> 2
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 15
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1

zgadnijcie kto jest tak mądry, że po napisaniu większości usunął sobie posta? ;-;


Ostatnio zmieniony przez Evangeline V. I. Lynn dnia Pią Paź 27 2017, 23:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 21:40

Pracowało jej się naprawdę przyjemnie. Cisza, spokój, tylko ona i roślinka wymagająca pielęgnacji. Naprawdę, zajęcie było niezwykle relaksujące, a przy okazji całkiem łatwe. Przynajmniej dla niej. Reszta jej towarzystwa także całkiem dobrze poradziła sobie z zadaniem, dlatego wkrótce mogli już tylko czekać na dalszą część lekcji.
Nagle dostrzegła, że towarzyszący jej Krukon na nią spogląda, by po chwili się przedstawić. Uśmiechnęła się do niego. Sam poznał jej imię tylko przez przypadek, więc stwierdziła, że nie zaszkodzi przedstawić się samej. Zawsze lepiej jakoś to wyglądało.
- Miło mi. Moje imię już chyba udało ci się poznać, ale tak dla formalności. Alice Wildfire - powiedziała, przy czym też się lekko zaśmiała.
Profesor Corbijn zniknął na chwilę, a gdy znów pojawił się w cieplarni, przyprowadził kociołki z wodą oraz rozdał woreczki z ziołami. Cóż, wystarczyło zaparzyć blekotową herbatkę. Nie wyglądało to na trudne, jednak przy ostatnich zakłóceniach magii, wszystko mogło się wydarzyć. Alice użyła zaklęcia do zagotowania wody, co o dziwo wyszło jej całkiem sprawnie i wrzuciła do niego parę liści rośliny.
W tym czasie dołączyło do nich jeszcze parę osób, w tym dość wysoki Gryfon. Widocznie nie mieli tyle szczęścia i ich różdżki postanowiły odmówić współpracy.
Jej wywar po paru chwilach był już gotowy. Wokół panowała jakaś dziwna atmosfera pogody ducha, tak dziwna przy ostatnich wydarzeniach. Już nie pamiętała, jak to jest po prostu siedzieć sobie na lekcjach i robić coś łatwego i przyjemnego. Zaczęła czuć się lekko, jej głowa przestała być tak dziwnie ciężka od tych wszystkich myśli.
Ezra, jako pierwszy z nich postanowił napić się wywaru. Alice postanowiła jednak oprzeć się pokusie i nie przyłączyła się do chłopaka. Coś jej świtało w głowie, że picie blekotowej herbaty nie było najlepszym pomysłem, ale mogło jednocześnie jej się tylko wydawać. Obserwowała więc ich ochotnika, czekając na efekty działania rośliny.
Już po chwili Krukon zaczął gadać od rzeczy, robiąc przerwy tylko na wzięcie oddechu. Musiała przyznać, że było to bardzo zabawne. Ezra z tematu wywaru szybka przeskoczył na inny, rozwodząc się przy tym nad jej włosami.
- Dziękuję, cieszę się, że twierdzisz, że mam ładne włosy - zaśmiała się i słuchała, o czym dalej będzie paplał.

Kostka: 2
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 11
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1


Ostatnio zmieniony przez Alice Wildfire dnia Sob Paź 28 2017, 00:46, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1275
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1409
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 22:47

Łatwo było powiedzieć, że czegoś nie powinno się roztrząsać. Nawet jeśli Fire wydawała się rzadko powracać myślami do przeszłości albo analizować w kółko jakieś zdarzenia, to w rzeczywistości było inaczej. Po prostu nie lubiła uświadamiać innym, że się martwi albo potrzebuje rozmowy. Przynajmniej Leo mogła zaufać i wiedziała, że tego nie zbagatelizuje.
Ale może Gryfon miał rację i może czas było odetchnąć z ulgą. To, że usprawiedliwiał w jakiś sposób Fire przed nią samą, przyniosło dziewczynie nieco otuchy. Uśmiechnęła się lekko, mimowolnie pozwalając sobie na czułe spojrzenie. Rzeczywiście powinna cieszyć się, że Leo ominęła ta cała tragedia. W milczeniu skinęła głową, wierząc w słowa przyjaciela i tylko nieznacznie poddając je w myślach w... wątpliwość? Na całe szczęście mogła zająć się tym, co wprost uwielbiała. Oczywiście, gotowanie wywaru było sprawą tak banalną, że jedyne czego się obawiała to szwankowania różdżki. Chciała nawet zagrzać wodę w inny sposób, ale nie wiedziała kompletnie jak to inaczej zrobić. Kiedy użyła magii, woda pokryła się lodem, więc Fire tylko westchnęła, chowając czarny bez do rękawa szaty.
- Idę też, ale z pewnością nie błagać. - zaznaczyła, podążając za Leo i ograniczając się do krótkiego skinięcia głową Ezrze. Jego wywar był całkiem dobrze przygotowany, to musiała przyznać. - Eliksiry nie są dla zabawy. - stwierdziła szorstko, nie widząc problemu w odmówieniu picia wywaru. Blekot może i nie był groźny, ale jego skutki nieco przypominały veritaserum. Mówiło się dużo i wylewnie, a nawet jeśli miały to być jakieś bzdury wzięte z kosmosu, Fire nie ryzykowała. Obserwowała tylko rozgadanych chłopaków z cieniem uśmiechu.

5

______________________



What doesn’t kill me, makes me stronger



Ostatnio zmieniony przez Blaithin ''Fire'' A. Dear dnia Sro Lis 15 2017, 17:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Unigrwydd, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 143
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15114-sapphire-odette-urane-lightingale#402865
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15120-will-you-still-love-me-when-i-ve-got-nothing-but-my-aching-soul#402904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15119-memory-dust#402879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15112-sapphire-o-u-lightingale#402854




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 22:55

maczuga i coś

______________________


S.O.U.L.

The hardest prison to escape is your mind
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 266
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Cieplarnia numer jeden   Pią Paź 27 2017, 23:15

Zdecydowanie pozostawił sporo luzu uczniom na tych zajęciach. Prawda była jednak taka, że Blekot nie był rośliną wymagającą zbyt wiele opieki i mógł pozwolić młodzieży robić to na co mili ochotę. Oczywiście w granicach rozsądku, Holender wciąż był w cieplarni i czuwał nad ich bezpieczeństwem, a może bezpieczeństwem roślin. Czasem strach pomyśleć, co mogłoby przyjść im do głowy Ufał im, ale nie zdziwiłby się gdyby przy zakłóceniach z magią, któreś z nich wznieciło pożar.
Szczególną uwagę musiał poświęcić Puchonce, z którą zamienił kilka słów w gabinecie. Jej delikatnie skaleczenie okazało się być dużo bardziej krwawe, niż można było się tego na początku spodziewać. Dobrze, że nie straciła kawałka palca. Niestety nie chciał przypadkiem zrobić jeszcze większej krzywdy @Gemma Twisleton wiec tylko owinął jej dłoń bandażem uprzednio odkażając ranę. Młody botanik nawet pomimo tytułu nauczyciela, chyba trochę obawiał się korzystania z zaklęć.
Mając chwilę i widząc jak różdżki niektórych osób odmawiając posłuszeństwa – co swoją drogą było bardzo zabawne -  sam też postanowił wykonać jedną porcję wywaru. Tak na wszelki wypadek, gdyby nikomu nie wyszło. Nie zajęło mu to zbyt długo i nawet pozwolił sobie na dodanie kilku ekstra składników by nadać wszystkiemu słodki, malinowy smak. Kociołek odstawił na bok i przeszedł się miedzy uczniami, a na jego twarzy pojawił się nieco szerszy uśmiech, kiedy niektórzy tracili kontrolę nad własnym językiem.
Zatrzymał się tuż obok @Riley Fairwyn i pokręcił lekko głową na boki widząc zamarzniętą wodę w kociołku. Na początku nie wiedział jak to skomentować i nie miał zamiaru obwiniać chłopaka za jego pecha. Każdemu mogło się zdarzyć, ale trzeba było szukać plusów.
-Jest w tym jakiś potencjał... Nikt jeszcze chyba nie wpadł, na to by zrobić lody z Blekotem. To może być jakaś nowość jeśli chodzi o desery – uśmiechnął się do chłopaka i pokazał mu na kociołek z nieco smaczniejszą wersją wywaru jeśli miał tylko ochotę spróbować. Oczywiście nikogo nie zmuszał, w końcu nie każdy miał ochotę na bezsensowne paplanie i jak zdążył już zauważyć, kilka osób się z tym wstrzymało.
Nie było ani odrobiny szans na to, że uda mu się ich przegadać, więc założył ręce na krzyż i oparł się o jedno biurko, tak by stanąć twarzą do uczniów. Gdzieś tam w tym wszystkim starał się wyłapać jakieś ciekawsze plotki, ale ostatecznie dał im kilka minut na wygadanie, a później klasnął w ręce z nadzieją, że się uspokoją.
-Dobra Blekot to dosyć zabawna roślina, ale nie przesadzajcie z nim na imprezach, bo możecie wypaplać dosłownie wszystko – zaczął upewniając się, czy go słuchają.-Zapytałbym czy macie jakieś pytania, ale biorąc pod uwagę wywar, który wypiliście, mogą być one nieadekwatne do tematu dzisiejszych zajęć. W każdym razie, zapraszam z nimi po zajęciach, postaram się odpowiedzieć na wszystkie – nawet te najgłupsze…
-Na następny raz przygotujcie wypracowanie na temat Tojadu i dostarczcie mi go na zajęcia albo poprzez sowę. Także to by było dzisiaj na tyle. Dziękuje i miłego dnia– uśmiechnął się i kiwnął im głowa na pożegnanie.

[z/t] - wszyscy (chyba, że ktoś coś jeszcze chce napisać, to śmiało)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Cieplarnia numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer jeden
» Cieplarnia numer trzy
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Cieplarnia numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-