IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mniejsza izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 21 2014, 14:44


Mniejsza izba przyjec


Miejsce, do którego trafiają poszkodowani. Jednocześnie jest to jedno z miejsc, w którym odbywają się praktyki, staże i kursy na pracowników szpitalu świętego Munga. Jeśli nie masz ochoty użerać się z nowicjuszami, zdecydowanie powinieneś udać się na główną izbę przyjęć.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo Taylor Björkson dnia Czw Sie 21 2014, 15:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 21 2014, 14:57




Kurs – asystent uzdrowciela w swietym Mungu

Czekają na Ciebie trzy tygodnie ciężkiej pracy, w której kolejno poznasz i opanujesz: eliksir leczniczy, zaklęcie uzdrawiające oraz dowiesz się czy jesteś w stanie pracować z dziećmi. Zainteresowany? Jeśli tak, to zapraszam do przystąpienia do kursu.

WYMAGANIA:
 


CZĘŚĆ PIERWSZA:
Twoim zadaniem na ten tydzień jest uwarzyć i wypróbować na skórze chorej sówki eliksir Szkiele-Wzro. Jeśli wszystko pójdzie całkiem dobrze, będziesz mógł przejść do następnego etapu szkolenia. Jeśli jednak nie uda Ci się tego zrobić, możesz spróbować ponownie.

Kostki:
 

CZĘŚĆ DRUGA
Drugi tydzień to czas, w którym uczysz się wykorzystania zaklęcia uzdrawiającego. Tym razem nie maltretujesz biednych sówek, a skupiasz się na uzdrowieniu małego pufka z brudawkolepa. Pamiętaj, że stworzenie to jest ukryte głęboko w starym dzbanie. Mam nadzieję, że wiesz także, że gdy tylko dotkniesz się brodawkolepu wypełniającego ten dzban po brzegi całą dłoń pokrywa wstrętna brązowa skorupa przypominająca wielką brodawkę. Tak więc, powinieneś wyciągnąć zwierzę z dzbanu i uzdrowić zaklęciem Vulnus alere. Samo zaklęcie nie jest szczególnie trudne, chodzi raczej o wyciągnięcie Brodawkolepa z jego kryjówki.

Kostki:
 

CZĘŚĆ TRZECIA
W tym etapie jesteś poddawany próbie użerania się z krzyczącymi, przerażonymi dziećmi i jeszcze bardziej krzyczącymi i przerażonymi rodzicami. Czy uda Ci się uporać ze stresem? Czy poradzisz sobie z krzyczącą rodzinką, która domaga się informacji? Sprawdźmy.

Kostki:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 21 2014, 15:00




Kurs – uzdrowiciel w swietym Mungu

Praca uzdrowiciela z pewnością nie jest łatwa. Można nawet powiedzieć, że jest to jedna z najtrudniejszych, a zaraz najbardziej obleganych posad w czarodziejskim świecie. Właśnie dlatego jeśli zdecydowałeś się tutaj zgłosić, musisz być najlepszy z pięciu dziedzin, z których czekają na Ciebie zadania. Uważaj! Nie jest wcale tak łatwo wykonać je poprawnie. Oto pięć dziedzin, z których musisz stać się mistrzem, jeśli chcesz zostać uzdrowicielem:

• wypadki przedmiotowe,
• urazy magizoologiczne,
• zakażenia magiczne,
• zatrucia eliksiralne i roślinne,
• urazy pozaklęciowe.


WYMAGANIA:
 

CZĘŚĆ PIERWSZA:
Wypadki przedmiotowe – jak łatwo się domyślić, chodzi tutaj o wszelkie urazy spowodowane przez magiczne przedmioty. Twój pierwszy dzień nie zapowiada się łatwo. Na izbę przyjęć trafia pacjent, który prawie cały oblany został eliksirem Eksplodującym. Pacjent musiał pomieszać jakieś składniki, co spowodowało wybuch kociołka. Nie dość, że jest poparzony na całej klatce piersiowej, to w dodatku ma paskudną ranę na ręce, w której zdecydowanie brakuje kawałka skóry. Twoim zadaniem jest się nim zająć. Rzuć kostką, aby określić, jak Ci poszło:

Kości:
 

CZĘŚĆ DRUGA
Urazy magizoologiczne – czyli wszystkie obrażenia spowodowane przez ataki dzikich zwierząt. Dzisiaj Twoim zadaniem będzie poskładanie w kawałki połamanego człowieka, którego zaatakował hipogryf. Twój pacjent ma kilka złamań: obie ręce, noga i kilka żeber; złamanie prawej ręki jest otwarte. Pacjent jest mocno zdenerwowany. Poza tym, na jego ciele widnieją liczne zadrapania i głębokie rany, zadane przez pazury hipogryfa.

Kości:
 


CZĘŚĆ TRZECIA
Zakażenia magiczne – czyli choroby, które rozprzestrzeniają się w bardzo szybkim tempie, czasem są niezwykle groźne, a czasem po prostu nieprzyjemne. Twoim zadaniem jest określenie czy pacjent, który pojawił się na izbie przyjęć jest zakażony Groszopryszczką i należy go odizolować, czy też jest całkowicie zdrowy, a to, co stało się z jego ciałem to wynik nieodpowiedniego dodania składników do kociołka, który postanowił odmówić współpracy.

Kości:
 


CZĘŚĆ czwarta
Zatrucia eliksiralne i roślinne – czyli urazy spowodowane nieodpowiednim używaniem eliksirów i niektórych roślin. Na oddział trafia pacjent z wysoką gorączką oraz wściekle zieloną twarzą. Podejrzewają u niego zatrucie Ladaco. Musisz określić czy aby na pewno jest to właśnie ten rodzaj urazu i podać odpowiednie leki. Tym razem spróbuj nie popełnić żadnej gafy!
Rzuć kostką, aby określić, jak Ci poszło:

Kości:
 



CZĘŚĆ piąta
Urazy pozaklęciowe – czyli takie, które nie są w żadnym stopniu spowodowane roślinami czy eliksirami, a zaklęciami, jakie rzucają na siebie czarodzieje, czasem we własnej obronie, a czasem po prostu z głupoty. Na oddział trafia pacjent potraktowany zaklęciem Remordeo. Wywołuje poważną chorobę z nieprzyjemnymi objawami typu: wymioty, biegunka, nudności, zawroty głowy, duszności, etc. Zaklęcie nieprzyjemne oraz niebezpieczne. Twoim zadaniem jest rzecz jasna pomóc biedakowi, który na zmianę wymiotuje, lata do toalety i ledwo może złapać powietrze.
Rzuć kostką, aby określić, jak Ci poszło:

Kości:
 



test
Przychodzisz do świętego Munga i Twój przełożony kładzie przed Tobą test, na którego wypełnienie masz godzinę czasu. Gdy skończysz, na Twoim pergaminie pojawia się albo „test zaliczony pozytywnie” albo „test negatywny”. Jeśli pozytywnie ukończysz test, otrzymujesz uprawnienia uzdrowiciela.

Rzuć trzema kośćmi
Kości:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 21 2014, 20:17

Mniejsza Izba Przyjęć, zaraz po studiach

Kostki:
a) 3, 6
b) 6 -> 1
c) 1 -> 3
Upominek: 2

Zachariasz ledwo po studiach już chciał zacząć pracę w Szpitalu Świętego Munga. Dokładnie wiedział od czego się zaczyna. Będzie popychadłem – ale kogo! Najlepszych uzdrowicieli! Mógłby im nawet lizać buty. Znał swoje obowiązki, wyrecytowałby je nawet w nocy o północy. Będzie dbał o kartoteki pacjentów, przyrządzał opatrunki, nie spał na dyżurach i pomagał Uzdrowicielom. Spełniał wszystkie ich prośby, rozkazy. Zgłosił się do swojego wymarzonego oddziału – Urazów Pozaklęciowych. Niestety Zachariasz nie poznał osobiście swojego szefa. Miał wrażenie jakby ciągle się mijali na korytarzu. On wychodził, a szef dopiero co przychodził do pracy. A to dziwne, mógłby mu opowiedzieć tyle ciekawych rzeczy. Zachariasz bardzo skupiał się na stażu. Nie tylko dawał z siebie wszystko podczas praktycznych zajęć, ale naganiał w papierologii wszystkie luki. Zawsze był bardzo sumienny i dokładny. Niósł pomoc zmęczonym oraz zapracowanym. Czuł się naprawdę doceniany. Wiedział, że nie pożałuje pracy w Szpitalu Świętego Munga.

*
Pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie. Zachariasz cierpiał na deficyty snu i to właśnie na stażu uzależnił się od kofeiny. Już drugiego dnia stażu zgubił bardzo ważny przedmiot. Miał tylko jedno zadanie: przynieść go do kierownika. Jak zwykle, świat nie był po jego stronie. Głupimi wymówkami ulotnił się z dyżuru, stawiając cały szpital na nogi. Pytał nawet pacjentów, czy nie widzieli przedmiotu, który dokładnie im opisywał. Świat był przeciwko niemu. Nieubłaganie zbliżała się godzina spotkania, a Zachariasz wciąż biegał po szpitalnych korytarzach. Poddał się, zwyczajnie nie miał czasu. Zależało mu za bardzo na pracy, więc wyleciał prędko do sklepu i z łzami w oczach zapłacił dwadzieścia galeonów. A dałby sobie rękę uciąć, że zostawił go w dyżurce!


*

Ostatnie tygodnie stażu były równie niezapomniane. Po ostatniej wpadce wszyscy traktowali go z dystansem, ale Zachariasz wiedział, że wkrótce będą zabiegać, aby ich leczył. Ambicja i marzenia nie zostaną przekreślone przez jakiś durny przedmiot. Trafiła się jednak niesamowita okazja. Gdy leczyli pacjenta, który krzywo nastawił sobie nos za pomocą Episkey, jeden z przełożonych Zachariasza opowiadał o ukochanym kocie. Smirnov nigdy nie był wielkim fanem zwierząt, ale gdy tylko usłyszał, że kotek dał dyla, postanowił go odszukać. Był bardzo zdeterminowany. Chciał nadrobić opinię zapominalskiego i niezdary, więc zamiast latać z kubkiem z kawą za uzdrowicielami, szukał sierściucha. Rudy i słodki, drwił w myślach. Okazuje się, że nie tylko on wpadł na taki pomysł. Ciągle wpadał na kogoś z klatką, nawołującego „kociaczka” na smakołyki. Świetnie, zaraz wyleci ze stażu za zaniedbywanie obowiązków przez zwierzaka. Usłyszał miauczenie. Nie wierzył własnym uszom. Złapał go na jednym z szpitalnych korytarzy i dumny zaniósł go do przełożonego. Nie obchodziła go zazdrość oraz szepty pracowników. On dostał pochwałę, on wygrał. Tak jak powinno być od samego początku! Poszedł do przełożonego jeszcze raz, aby się pożegnać i podziękować za cztery tygodnie stażu. Uścisnęli sobie dłonie, a Zachariasz nagle miał sakiewkę ze stoma galeonami. „Na dobry początek”, usłyszał. Jeszcze raz podziękował, ale nie żegnał się. Powiedział: do zobaczenia już niedługo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9421-kayden-stoddhard
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9431-wpisz-sie-w-ma-kartoteke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9430-tell-me-your-story
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9432-kayden-stoddhard




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Sie 24 2014, 15:55

Mniejsza izba przyjęć, zaraz po studiach, pierwsza część stażu

Kayden od zawsze wiedział, że chce pracować w Szpitalu św. Munga. Od razu wiedział też, że jego powołaniem są albo urazy pozaklęciowe, albo wypadki przedmiotowe. Ostatecznie jednak zdecydował się na tę drugą opcję do chodząc do wniosku, że tak czy inaczej musi mieć wiedzę ze wszystkich dziedzin, a wybór jest czysto teoretyczny.
Początkowo było ciężko. Tylko pomagał uzdrowicielom wykonując czynności podstawowe takie jak przygotowywanie opatrunków, czy wypełnianie kartotek. To nie był dla niego jednak szczęśliwy czas. Wszystko leciało mu z rąk, a koledzy podśmiewali się za jego plecami. Był nawet taki moment, że chciał zrezygnować uznając, że jednak się do tego nie nadaje, jednak doszedł do wniosku, że jeśli nie ukończ tego teraz, to nie zrobi tego nigdy.
Z szefem nie było aż tak źle. Wprawdzie wciąż nie zdążyli się poznać, ale przynajmniej ten nie uważał go za nieudacznika. Po prostu mijali się nawzajem, prawie nie wiedząc o swoim istnieniu. W stosunku do otoczenia, ta reakcja przełożonego była jednak jak dla niego wyjątkowo pozytywna. Jedyne, na co chłopak miał nadzieję, to że wypłatę dostanie w terminie.

Wylosowane kostki: 3, 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Los Mochis, Meksyk
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 107
  Liczba postów : 17
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9658-blaise-sanders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9659-zapalimy#271512
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9660-listy-wszelakie#271514




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Wrz 20 2014, 22:25

Mniejsza Izba Przyjęć, zaraz po studiach

Idź Blaise, miej to za sobą.
Chodź Blaise, ktoś musi wykonywać najgorszą robotę.
- Miesiąc, to tylko miesiąc. Cztery tygodnie, trzydzieści dni, siedemset dwadzieścia godzin, ale i tak nie spędzę tutaj ich wszystkich. Uśmiechaj się, a na pewno nie dostaniesz najgorszej roboty - z takimi słowami przestąpił prób mniejszej izby przyjęć, nie zapominał o uśmiechu, bo nim zawsze nadrabiał swoje niedociągnięcia czy brak wiedzy. Wykorzystywał swoją urodę, ale nie było żadnych pisanych zasad, którego tego zabraniały. Tylko moralne, ale z nimi pożegnał się zanim osiągnął pełnoletność. Z większością rzeczy pożegnał się w tym czasie, ale wszystko w swoim czasie. Teraz był na stażu, zdobyć wiedzę i… no właśnie. Uczyć się przyszedł, dostawać najgorszą robotę i po łapach dla zasady.
Uznanie szefa zdobył po kilku pierwszych godzinach. Nie wiedział czym sobie zasłużył takie wyróżnienie i nie mógł sobie tego wmawiać, bo już na koniec pierwszego tygodnia dostał premie. Nie dużą, ale tak czy inaczej nazywało to się premią. Początkowe obawy szybko odpłynęły - nie dostawał, ani najgorszej pracy, ani najcięższej. Zdążył się nauczyć spoko przez kilka pierwszych dni, ale to tylko dzięki temu, że trafił na uzdrowicieli, którzy prócz tego, że znali się na swojej robocie to jeszcze umieli i chcieli przekazać swoją wiedzę. Najgorszą i najnudniejszą brał na siebie sam. Uzupełnianie kart pacjentów było dla Blaise’a istną mordęgą. Żmudne, nudne, ale potrzebne. Wyręczał starszych uzdrowicieli w tym przykrym obowiązku, a oni pamiętali o nim kiedy na izbie pojawiał się ciekawy przypadek.

Kostki: 6,6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 13 2015, 14:17

Retrospekcja

Wyjazd z rodzinnego domu chyba w przypadku każdego studenta łączy się z podjęciem pracy dorywczej. Coccinella zdając sobie z tego sprawę już w maju postanowiła zaliczyć wszystkie kursy, by przez wakacje jeszcze nabrać wiedzy i od początku roku ruszyć z szukaniem pracy na stanowisku asystenta uzdrowiciela.
Kurs składający się z trzech etapów wydał się Cinny bardzo trudny. W końcu wiedzę z eliksirów czy zielarstwa na prawdę posiada mierną, ale miała nadzieje nadrobić to uzdrawianiem które nigdy nie było jej piętą Achillesową.
Pogrążona w takich rozmyślaniach trafiła na pierwsze zajęcia. I co? Jakieś cholerne eliksiry... Przeklęła w duchu moment, w którym zadecydowała o pójściu w tym kierunku, ale w milczeniu zaczęła myśleć jak się to robiło. Niestety nie przypomniała sobie, a proszenie o pomoc przecież byłoby zbyt durne jak na nią. Ach ta jej duma!
Dopiero po tygodniu nauki mogła wrócić, by eliksir uwarzyć bezbłędnie i stracić dodatkowe 10 galeonów za ponowne podchodzenie do egzaminu. Eh... Chyba będzie musiała zrezygnować z dodatkowego różu w tym miesiącu.

kostki: pierwsza próba, druga próba
***

Popełnianie niemal wszystkich możliwych błędów podczas kursów to chyba jej specjalność. Choć bardziej przejmowała się tym, że drugi etap kursu zmarnowała cały maj, więc najważniejsza jego część pewnie zbiegnie jej się z nauką do egzaminów końcowych. Paskudne, nie? Już na samą myśl o nieprzespanych wieczorach łezka się w oku kręci... A jeszcze dojazd z rodzinnego miasteczka do Londynu? Chyba powinna pomyśleć o jakiejś karcie stałego klienta w Błędnym Rycerzu.
Czemu ciągle leczyli zwierzęta? Ona rozumie, że wprawy trzeba na czymś nabierać, ale... Wolałaby już zszywać nieboszczyki niż patrzeć na te paskudne, włochate i niewłochate, w dzbankach potwory. W końcu dlatego nie myślała o ONMS! Niech jakiś geniusz to w końcu przyuważy i na ostatnią część kursu stworzy warunki odpowiednie dla asystenta uzdrowiciela. ok?
W każdym bądź razie drugi etap kursu wcale Cinny nie poszedł prościej niż pierwszy. Wpierw zmajstrowała coś z różdżką, przez co tydzień przyszło jej czekać na naprawienie jej. W kolejnym tygodniu choć uleczyła sobie rękę nie dała rady uleczyć zwierzątka. Dopiero za trzecim razem, po dokładnym przeanalizowaniu sprawy wszystko poszło po jej myśli.
Pomyśleć, że znów hajs za dwa egzaminy w plecy i o nowych butach nie ma co marzyć... Ale może chociaż satysfakcja i siły na czerwiec będą?

kostki: ta zaliczająca
***

Ostatni egzamin wcale nie okazał się najprostszym. Fakt, że w końcu nie musiała obcować z jakimiś obrzydliwymi zwierzętami nieco ją pocieszał, ale ciagle dopytujący o coś rodzice dzieciarów, krzyki i płacze też nie dodawały jej otuchy. Nic więc dziwnego, że mimo swojej ogromniej wiedzy parę razy nie mogła sobie poradzić z zaliczeniem tego egzaminu. W końcu najważniejszy jest spokój, opanowanie i pewność w działaniu, a takie przymioty to szybciej u pierwszaka w gryffindorze znajdziesz niż u Cinny.
Minął kolejny miesiąc, a ona zadowolona mogła stwierdzić, że zaliczyła egzaminy końcowe, kurs i mogła spokojnie odpłyną na wakacje. Oby tak dalej!

kostki: ta zaliczająca

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Wrz 02 2015, 14:45

Avery patrząc na swoich młodych stażystów z tęsknotą wspominał własne studenckie czasy, gdy zdawał egzaminy uzdrowicielskie. Długo wahał się nad specjalizacją, bo uwielbiał eliksiry same w sobie, jednak nie miał ochoty całymi dniami zajmować się podtrutymi czarodziejami, którzy wypili zbyt wiele whisky z domieszką piołunu i mandragory. Wolał tak jak jego matka, która zresztą od lat pracowała w tym samym szpitalu, wybrać urazy pozaklęciowe. Chciał wykorzystać swój talent w posługiwaniu się skalpelem i zajmować się leczeniem między innymi tych urazów, przy których zbytnia ingerencja magiczna mogłaby być szkodliwa. Lubił zagadki, problemy wymagające szerszej analizy. łatwe przypadki szybko go nudziły. Dlatego, gdy zaczynał...

Przywieziono na ostry dyżur ofiarę losu, która poparzyła się eliksirem, który wydawał się być w działaniu podobny do Eliksiru Eksplodującego, co sam pacjent potwierdził, Avery skrzywił się nieznacznie. Podczas wojny widział dużo paskudniejsze rzeczy. Żyjąc w jednym domu ze Śmierciożercą, nie mógł tego uniknąć. Nie znając dokładnego opisu warzenia i tego, jakie dziwactwa zawarł w nim pacjent, postanowił uciec się do mugolskich metod i słysząc wrzaski bólu, poprosił pielęgniarkę o środki przeciwbólowe na bazie morfiny, zanim nie wykonają dogłębniejszych badań. Nie spanikował. Bez grama ulgi pacjent nie mógł mu powiedzieć niczego, a jeśli zacznie bezmyślnie rzucać zaklęcia i podawać eliksiry, może wystąpić jakiś konflikt magiczny i zabije idiotę. Najlepszą drogą byłoby użycie legilimencji, ale takie ryzyko przy świadkach chwilowo nie wchodziło w grę. Nadzorujący go uzdrowiciel zgodził się z nim i zaliczył mu pozytywnie jego pierwszy egzamin.

Rzut zaliczony.

_____________________________________

Następnego dnia miał do czynienia z człowiekiem niemal stratowanym przez rozgniewanego hipogryfa. Zawsze nie lubił tych zwierząt. Temperamentne, dumne i ciężkie do okiełznania. Kto dobrowolnie do nich podchodził i jeszcze się z nimi drażnił? Nie mógł zrozumieć. Zaczął od dwóch podstawowych eliksirów, wystające kości zniknęły, wracając na swoje miejsce, a skóra ładnie się zasklepiła. Usunął również resztę ran i zadrapań prostymi zaklęciami.  Ćwiczył je od tylu lat pod okiem matki, że mógłby je wykonywać nawet przez sen. Zostawią gagatka jeszcze kilka godzin na obserwacji i zapewne wypiszą do domu. Kolejny egzamin był za nim, zaliczony na wzorową ocenę. Mógł udać się na zakażenia magiczne. Przedmiot fascynacji jego rodzicielki oraz przedmiot jego późniejszych badań... niezbyt legalnych badań.

Kostka zaliczająca

_____________________________________________

Zakażenia okazały się miejscem, które znienawidził do reszty. Już na odległość rozpoznał paskudny przykład jednej z powszechnych w tym sezonie chorób zakaźnych, co prawda niezbyt groźny, ale wybitnie złośliwy. postanowił pospiesznie podać odpowiednie eliksiry natychmiast, żeby nie czekać. Niestety nie był to za dobry wybór i połowa izby przyjęć została zakażona, gdy on akurat grzebał w składziku, zamiast wepchnąć chorego do izolatki o wezwać ekipę odkażającą. Na drugi dzień przyszło mu ten bałagan posprzątać. Nigdy nie wykonywał osobiście tylu szczepień na raz. Olatał się po szpitalu jak dziki osioł, ale udało się i swoja pracowitością przekonał uzdrowiciela, że jednak jest godny swojego nazwiska, a jabłko padło niedaleko od jabłoni.

Kostka zaliczająca po kostce niezaliczającej

____________________________________________

Zatrucia eliksiralne, jego piąty dzień egzaminów. Tutaj czuł się jak ryba w wodzie, eliksiry akurat były jedną z jego najmocniejszych stron. Trafił mu się amator kulinariów. Sam Avery miał niezwykłe pomysły w kuchni, ale żeby zaraz Langustnik? Wyjaśnił ze stoickim spokojem pacjentowi, że tego typu potrawy są co najmniej passe według jego organizmu i nie powinien przekonywać się o tym ponownie. Uzdrowiciel nadzorujący spoglądał na sytuację z rozbawieniem. Kiedy już udało się mu odtruć biedaka, wręczył mu adres swojej ulubionej restauracji i pożegnał go ze śmiechem, polecając lekkostrawną dietę przez najbliższy tydzień. Zaliczenie tego etapu sprawiło mu czystą przyjemność.

Kostka zaliczająca

____________________________________

Urazy pozaklęciowe, jego wymarzone miejsce. Wspominał ten etap ze szczególnym rozrzewnieniem, jego matka towarzyszyła przy egzaminie, a on zrobił ze stresu najgłupszą rzecz na świecie. Rozpoznał zaklęcie, dobrał właściwy eliksir, ale szukając w szafce, wziął eliksir o tym samym kolorze, ale innym opisie. I co z tego, ze leżał na tej samej półce, powinien był przeczytać ten cholerny napis! Matka najadła się wstydu, w domu dostał po łbie kilkoma porządnymi zaklęciami. Następnego dnia modlił się o coś, czego nie schrzani przez nieuwagę. Niestety nie miał tyle szczęścia. Następnego dnia, idąc ze składziku z Eliksirem Narkozy, potknął się na schodach i uśpił cały korytarz łącznie ze sobą. Co za wstyd. Myślał, że już więcej nie pokaże się na oczy w szpitalu. Również i trzecie podejście stanowiło prawdziwe piekło, zupełnie, jakby krążyło nad nim jakieś przeklęte fatum. Tym razem z nerwów pomylił salę i podał eliksiry pacjentowi z zupełnie inną dolegliwością. Po tym fakcie postanowił zrobić sobie tydzień przerwy na uspokojenie skołatanych nerwów i ułagodzenie wścieklej matki, na którą już koledzy po fachu patrzyli z prawdziwym współczuciem, gdy mówiła, że ma syna nieudacznika. Na co mu było tyle lat korespondencyjnych kursów i rycia książek, jeśli miał pecha? I owego pecha faktycznie miał, bo po owym tygodniu wybuchnęła w szpitalu epidemia i był tak potworny chaos, że wysłali go do opiekowania się odizolowanymi ludźmi na pourazówce. Niestety jego pacjenci ani myśleli w panice zostawać na miejscu i zabarykadowali się w łazience. Wkurzony uzdrowiciel kazał mu się wynosić, zanim zdąży podnieść różdżkę. Kiedy zobaczył go na następny dzień, oblał go za samo to, że truł mu dupę o poprawkę. Tym sposobem, Avery zaczął marzyć, by podejść do egzaminu w paryskim szpitalu, by nie przeżywać już tego niekończącego się stresu. Takie rzeczy mogły go zabić, a faktycznie żyć już mu się odechciewało. Napisał papiery, motywując je problemami osobistymi i tym, że komisja mogła pracować pod presją, tak jak i on sam, w związku z tym, że na oddziale, na którym zaliczał egzaminy, pracowała jako jeden z głównych uzdrowicieli jego własna matka. Dlatego następne podejście do egzaminu zdawał w Paryżu. Wszystko poszło jak z płatka, zmiana środowiska sprawiła, że cały stres odszedł, a on mógł skupić się wreszcie na pracy. Między innymi dlatego tam postanowił odbywać zwoje staże. Czekał go jeszcze ostatni etap. Egzamin pisemny. Znów Londyn.

Kostki nienawidzą mnie, ale zaliczone

_____________________________________________

Wszedł z marsową miną na egzamin. Musiał to zdać. Choćby miał wepchnąć swojej kochanej, cudownej mamusi ten papier do gardła tak głęboko, że wysra go cała reszta komisji. Nie da się więcej ośmieszyć. Miał wiedzę, nie zaskoczą go. A jeśli jednak, to wraca do Francji i żegna się z tym cholernym krajem na zawsze. Dobrze pamiętał swoje nerwy, kiedy poprawiali jego test. Zdał. Dał radę. Był uzdrowicielem. Mógł ciąć swoich cholernych pacjentów tak jak chciał. Obiecał sobie, że odwiedzi swojego ojca w Azkabanie i opowie mu o wszystkim. Będzie z niego dumny. I był.

Like it!

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Wrz 06 2015, 18:55

Retrospekcja
Kurs - asystent uzdrowciela
Nie tak zaraz po ukończeniu szkoły
Etap I
kostki 6,4


Od jakiegoś czasu starał się nie oglądać za siebie w obawie, że niedaleka przeszłość rzuci się na niego ze szponami. Starał się wymazać obraz martwej dziewczyny z pamięci. Pewnie nie obeszło by go w ogóle gdyby nie obudził się obok niej, a jedyne co miał w głowie to jedna ogromna pustka. Nie chciał o tym myśleć. Wziął głęboki oddech starając się wymazać z pamięci ostatni poranek. Już kilka sekund później stał w mniejszej izbie przyjęć i czekał na uzdrowiciela, który dokładnie mu opowie wszystko o kursie. Skupi się tylko na nim, nie pozwoli, aby cokolwiek go rozproszyło. Szkoda tylko, że tak łatwo się mówi, a trudniej robi. Powtarzał w kółko to co usłyszał, że kurs jest podzielony na trzy etapy, ile kosztuje i tak dalej.
Przygotował wszystkie składniki, skrupulatnie i powoli nie pozwalając sobie na najmniejszy błąd. Przecież to proste. Skiele-Wzro też mu coś. Przez ostatni czas ważył o wiele trudniejsze eliksiry z dobrym skutkiem, więc dlaczego teraz miałby sobie nie poradzić. Podszedł do tego tak pewnym swojego, że o niepowodzenie zaczął obwiniać sowę. Cholerne ptaszysko na pewno było felerne i dlatego nie zareagowało na jego eliksir. Innego wytłumaczenia nie było. Nie mogło być powodem tego też to, że myślami wciąż wracał do tamtej nocy, próbując przywołać jakikolwiek strzępek wspomnienia, którego mógłby się złapać… Na nic było to wszystko. Podchodzenie kolejny raz do tego etapu było żenujące, ale nie zamierzał się poddawać. Dopłacił za kurs i ponownie wziął się za warzenie eliksiru. Tym razem wszystko poszło o wiele lepiej i chyba nawet zauważył w którym momencie zepsuł poprzedni eliksir. Obiecał sobie, że jak tym razem ten przeklęty ptak nie zareaguje na jego eliksir połamie mu pozostałe kości. Na szczęście nie musiał się do uciekać, bo skrzydło ładnie się zrosło, a sowa w ramach wdzięczności zaczęła dziobać go po palcach.
Oby tak dalej Berys. Oby tak dalej.

Etap II
kostki 1,4 i 6

- Serio? - zdążył tylko zapytać z kpiącą miną, kiedy postawili przed nim dzban i powiedzieli co znajduje się w środku. Nie miał pojęcia o czym oni mówią, ani jak to wygląda. A przynajmniej tak mu się z początku wydawało. Nigdy nie był najlepszy z ONMS, więc jak tylko mógł zrezygnować z tego przedmiotu to zrobił to z wielką przyjemnością. Niech dadzą mu lepiej jakiegoś bachora albo starego dziadka do pokazania co potrafi, nawet jeżeli mu coś nie wyjdzie i tak nikt nie będzie za nimi płakał. Wiedział, że takie podejście jest złe i za samo takie myślenie nie powinien nigdy zostać uzdrowicielem, ale przynosił ze sobą kurs sprawy z którymi nie umiał sobie poradzić. Zupełnie się rozkojarzył i nim się spostrzegł zawalił kolejny raz. Nie wiedział nawet do końca co poszło nie tak. Zamknął tylko oczy i zacisnął pięści, aby nie rozbić dzbanka o ścianę. Udało mu się spokojnie wyjść ze szpitala, musiał zdecydowanie coś ze sobą zrobić, bo z pewnością nie chciał podchodzić do tego etapu niezliczoną ilość razy.
Ogarnij się Berys. Nie bądź ciotą.
Trochę poczytał o Brodawkolepie, zanim zjawił się na miejscu kolejny raz. Teraz powinno pójść o wiele lepiej. Wiedział co na niego czeka i miał tylko nadzieję, że tym razem nie dostanie jakiegoś innego zwierzęcia do uzdrowienia, bo mogłoby to się źle skończyć. I to nie dla niego. Tym razem też popełnia błąd, ale na szczęście był na tyle drobny, że zaraz udało mu się go naprawić i w efekcie końcowym udało mu się wyjść ze wszystkiego obronną ręką. Wychodząc ze szpitala zastanawiał się czy może kolejnym razem dostanie Buchorożca do opatrzenia, a może na sam koniec się dowie, że to nie ten kurs i musi zaczynać wszystko od początku.

Etap III
kostki 3,3,2,1,2 i 3,4 i 2 i 2,2 i 1,1,1,1,5

Miał ochotę walnąć głową o ścianę jak tylko dowiedział się, że będzie miał do czynienia z dziećmi. Co prawda jeszcze ostatnio sam tego chciał, ale patrząc na rozwrzeszczaną dziewczynkę wolałby zmierzyć się z Buchorożcem. Ciężko mu było się zmierzyć z tym zadaniem i z góry sam się skazał na porażkę. Wiedział, że nie będzie mu łatwo, ale nie sądził, że może to się okazać aż tak trudne…
Później nie było lepiej. Przez kilka tygodni ponosił porażki, aż w końcu kiedy powiedział sobie, że to ostatni raz i być może praca uzdrowiciela nie jest dla niego wszystko poszło o wiele lepiej. Chyba cały stres który ciążył mu do tej pory spłynął mu z ramion i można było oglądać tego efekty. Dzieciak co prawda był okropny jak wszystkie inne, ale jakoś udało mu się go uciszyć, a rodzice co dziwne zadawali pytania na które mógł w kilku słowach odpowiedzieć nie wnikając w szczegóły. Widać wcześniej za bardzo chciał wszystko wyjaśnić, co nie okazywało się dobrym pomysłem. W sumie powinien tylko powiedzieć ‘Mały wyzdrowieje’. To była ważniejsza informacja od tego w jaki sposób będzie go leczyć, bo rodzicom i tak było wszystko jedno. Najważniejsze, aby dzieciak był zdrowy.
Tym razem z zadowoleniem opuścił szpital i papierkiem ukończenia kursu. Niby wszystko fajnie, ale to dopiero początek. Przed nim jeszcze kurs na uzdrowiciela. Wolał na razie o tym nie myśleć. Przyjdzie na to jeszcze czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Wrz 06 2015, 18:56

Retrospekcja
Kurs – uzdrowciel
trzy lata wstecz (2012)


Etap I
kostki 6

Oj… Zwlekał. Nie chodziło o to, że w pamięci miał poprzednie egzaminy i kursy, które nie poszły mu najlepiej. Z pewnością nie chodziło o coś tak absurdalnego. Wiedział też doskonale na jakim oddziale widzi się w przyszłości. Nie mógł więc wrzucić swojego odkładania kursu na niezdecydowanie. Widać czekał na lepszy moment, bo nigdy nie powiedział głośno o co tak naprawdę chodziło. W między czasie pracował w różnych szpitalach w różnych krajach. Nie mógł znaleźć sobie miejsca na stałe, ale to też nie było przyczyną zwlekania. Jednak nastał ten dzień kiedy wiedział, że jest gotowy. Pewnie było to po części podyktowane tym, że siostra nie dawała mu spokoju i wciąż się śmiała z niego, że dopiero po czterdziestce zdecyduje się na kolejny krok w karierze zawodowej.
Ale stało się i to prze czterdziestką. Tym razem czekał go kurs pięcioetapowy i tak naprawdę obawiał się zakażeń magicznych. Wiedział, że zatruciami eliksiralnymi i roślinnymi to tylko formalność. A z resztą sobie z pewnością poradzi. I miał rację. Już pierwszego dnia udało mu się zabłysnąć. Pomógł choremu bez najmniejszego trudu, miał szczęście, że trafił na dorosłego, a nie dziecko, bo one bywają nieprzewidywalne. Ostatnio starał się unikać leczenia wszystkich poniżej metra pięćdziesięciu, więc obawiał się, że w trakcie trwania kursu może się to na nim zemścić, ale nie dziś. Zresztą wypadki przedmiotowe zawsze uważał za jedne z prostszych. Takie, które bez problemu można oddać komuś początkującemu, bo trzeba mieć naprawdę wielki talent, aby coś zepsuć. Z zadowoleniem wyszedł ze szpitala, żałując tylko, że skoro tak dobrze mu poszło, nie może przejść do kolejnego etapu już teraz.

Etap II
kostki 5

Żartował z lekarzem dyżurnym, że znając swoje szczęście będzie musiał się zająć kimś kto miał bliskie spotkanie z buchorożcem… Pomylił się niewiele, a przynajmniej tak wyobrażał sobie ofiarę tego zwierzęcia. W pierwszej chwili naprawdę myślał, że ściągnął na jakiegoś nieszczęśnika buchorożca.
- A mówiłem Ci żebyś tak się nie obżerał - zaśmiał się do Berberysa lekarz dyżurujący, który stanął pod ścianą, aby zrobić mu miejsce. Widok nie był przyjemny i już gdzieś na początku Alfie myślał, że zwróci wszystko co udało mu się tego ranka pochłonąć. Na szczęście jakoś udało mu się skupić się na pacjencie, a wszelkie komentarze, które wydobywały się z ust innych lekarzy skutecznie ignorował. Domyślał się, że nie wygląda najlepiej i ze wszelkich sił starał się pokazać, że jest ponad to i potrafi odpowiednio zająć się każdym przypadkiem. Nawet takim gdzie złamanie otwarte ręki wydaje się być jednym z mniej poważnych urazów.
- Spokojnie, wdech, wydech… - nie było do końca pewne czy mówi do siebie czy do pacjenta, ale przyniosło skutki. Chłopak którym się zajmował skupił się na oddechu, a nie wyrywaniu się i próbach utrudniania leczenia, a on nie zwymiotował na jego otwarte, głębokie rany. Mały sukces. Nie miał pojęcia jak długo się nim zajmował, ale miał wrażenie, że trwa to wieki. Dosłownie. Rany opatrywał bez końca… Dodatkowo w pewnym momencie pojawiły się demony przeszłości, które nic nie ułatwiały, a dodatkowo wszystko zaczęły komplikować. Kiedy tylko udało mu się uleczyć pacjenta… Zemdlał. Padł jak długi. Kiedy się obudził doszedł do wniosku, że lepsze to niż rzyganie na otwarte rany, więc nie było tak źle. Takiego samego zdania był uzdrowiciel, który bacznie mu się przyglądał od samego początku. Wiedział, że po tym dniu musi odpocząć, aby lepiej przygotować się na to, czego tak bardzo się obawiał. Ale tym zajmie sobie głowę później, pierw odeśpi.

Etap III
kostki 6 i 4, 2,2, 1…. 3

Nie, nie dziś. Nie, nie to. Wszystko inne tylko nie zakażenia magiczne.
Siostra powiedziałaby mu, że zachowuje się jak baba i zaraz ma się pozbierać i iść do szpitala, ale nie było jej w zasięgu wzroku, więc mógł po użalać się nad sobą. Przynajmniej robił to do momentu kiedy uświadomił sobie, że za kilka minut ma być na miejscu, a nie jest nawet ubrany. Jakoś nie wyobrażał sobie aprobaty na to, że zjawiłby się na miejscu w samym kitlu.
W pełni ubrany, jak na uzdrowiciela przystało pojawił się na miejscu i od razu przydzielono mu pacjenta. Okropny był to facet, ale na szczęście udał mu się bezbłędnie go zdiagnozować i kiedy myślał, że już po wszystkim… To się zaczęło. W efekcie końcowym został posądzony o wzięcie łapówki i kazano mu się zjawić następnego dnia. Nie był to najlepszy jego dzień. Jak się miało wkrótce okazać zapoczątkował on pasmo porażek. Niemal tydzień trwało zanim Berysowi udało się uporać z zakażeniami magicznymi. W między czasie musiał zapłacić jeszcze raz za kurs, nauczył się tego jak nie należy leczyć pacjentów. I tak uważał, że miał szczęście, bo równie dobrze mogli go od razu wylać i kazać więcej się nie pokazywać. Na szczęście przetrwał i już z lepszym nastawieniem opuścił szpital.

Etap IV
Kostki 1

Jak mówił od samego początku to tylko formalność.
Czego by nie dostał, wiedział, że poradzi sobie świetnie. Nawet z zamkniętymi oczami i zawiązanymi rękami zdałby śpiewająco. Nie musiał jednak aż tak się poświęcać. Przypadek wydał mu się tak banalny, że zaczął się rozglądać za czymś o wiele trudniejszym. Nie chciał już nic mówić, ale naprawę mogli się bardziej postarać.
- I musi pan pamiętać… - skoro już mu wcisnęli tak nudny przypadek to chociaż zrobi pogadankę pacjentowi na temat tego dlaczego jest debilem. Oczywiście w kulturalnych słowach, aby nie mógł później mu zarzucić chamstwa. Widać wszystkim się to spodobało, bo zarówno pacjent jak i uzdrowiciel byli zadowoleni. Chociaż trochę zmył z siebie porażkę ostatnich dni.

Etap V
Kostki 6,5

Poczuł się zbyt pewnie i nie ma co ukrywać, że było inaczej. Wszystko szło dobrze do momentu kiedy nie złapał eliksiru i chciał go podać bez patrzenia na etykietę przyklejoną do buteleczki. Tak podstawowy błąd kosztował go… Ile się musiał nasłuchać od uzdrowiciela to jego. Zrobił tylko pokorna minę i zacisnął zęby, aby nic przez przypadek nie powiedzieć. Zdawał sobie sprawę z tego, ze już większość kursu za nim i szkoda by było zmarnować taką szansę. Dlatego następnego dnia obiecał sobie, że nie popełni żadnego błędu i będzie od początku do końca skupiony na tym co ma zrobić. Przypadek dostał podobny, więc nie musiał się zbytnio nad nim głowić. Dzisiaj spojrzał dwa razy czy aby na pewno podaje odpowiedni eliksir. Efekty było widać od razu.
- Nie zapomnij, że jutro czeka na ciebie jeszcze test - mruknął siwy uzdrowiciel, który dzisiaj był pod wrażeniem Berberysa. Wczoraj gotów był go posłać od początku do szkoły, ale teraz na koniec pożegnał się z nim i życzył powodzenia na egzamnie.

Test
Kostki 12, 8, 14

Wiedział jedno. Jak będzie dużo pytań o zakażenia magiczne polegnie od razu. Widać nie uczy się na błędach, bo w innym przypadku przejrzałby kilka książek, a nie liczył na szczęście. A mówią, że ludzie mądrzeją z wiekiem. Jak widać wyjątkiem jest Berberys. Nigdy nie lubił pisać testów, od zawsze wolał zadania praktyczne, gdzie mógł się wykazać. Tutaj miał przed sobą tylko kawałek pergaminu, a w ręku pióro. To niby miał być wyznacznikiem jego wiedzy? Dobre sobie…
Zdał! Co prawda za trzecim razem, ale mu się udało. Przeszedł przez wszystkie kursy, etapy i całą resztę. W końcu może siebie nazwać uzdrowicielem. Już nie będzie podlegał jakiemuś głupkowi. Teraz on będzie rządził na swoim oddziale i już mu się to podobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Wrz 06 2015, 19:14

Staż etap I
Rok: 1997 (a, na pewno coś koło tego)
Szpital Św. Munga, mniejsza izba przyjęć
kostki: 2,4


Miał wrażenie, że wszyscy się na niego patrzą. Chociaż nie, to za mało powiedziane. Wywiercają mu dziurę w plechach, bo wiedzą doskonale co mu się przytrafiło. Jak skończyło się jego imprezowanie. Przymykając oczy na chwilę widział jej twarz przed oczami, ale za nim nie mógł skojarzyć imienia. Długie blond włosy, koronkowa bielizna, blada cera. Szeroko otwarte martwe oczy i sine usta. Miał ten obraz przed oczami cały czas. Nic dziwnego, że nie mógł się skupić, a jedyne do czego się dzisiaj to było siedzenie w kącie i udawanie, że go nie ma.
Nie po to jednak tutaj przyszedł. Chciał się uczyć. Skończyć ze stylem życia jaki przyjął zaraz po egzaminach i przydać się na coś. Zrobić coś dobrego, osiągnąć to o czym marzył już jako dzieciak. Podążył taką ścieżką, a nie inną i teraz mu przyszło za to płacić. Sam był sobie winien, chociaż najłatwiej byłoby to zrzucić na ojca, czy matkę. Na kogokolwiek, ale nie mógł tego zrobić. Sam przejebał i teraz musiał ponieść tego konsekwencje. Początkowo poczuł się zupełnie nie na miejscu. Szpital nie był miejscem w którym mógł swobodnie oddychać.
Gdybym chociaż znał jej imię.
- Zejdź na bok jeżeli nie chcesz się uczyć! - krzyk jednego z uzdrowicieli wyrwał go z zamyślenia. Pierwszego dnia było okropnie, a z każdym kolejnym było coraz gorzej. Każdy miał go za lesera i obiboka. Jakby tego było mało wszystko leciało mu z rąk. Potykał się na prostej drodze, a nad najprostszymi pytaniami musiał się zastanawiać dłużej niż inni. Nie poddawał się jednak, chociaż nie raz miał ochotę rzucić to wszystko i wyjść. Ale nie. Próbował coś zrobić ze swoim życiem, póki miał nad nim jakąkolwiek kontrolę. Przykładał się do powierzonych mu zadań, ale mimo szczerych chęci słabo mu to wychodziło.


Ostatnio zmieniony przez Berys Fairley dnia Nie Wrz 13 2015, 09:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Wrz 29 2015, 21:17

Staż etap II
Rok: 1997 (a, na pewno coś koło tego)
Szpital Św. Munga, mniejsza izba przyjęć
kostki: 6,4


Wiedział, że łatwo nie będzie, ale nie spodziewał się, że na własne życzenie będzie przeżywał taki stres. Dostał proste zadanie. Miał tylko przenieść kartę pacjenta dla jednego z uzdrowicieli i tyle. Pech chciał, że między czasie ktoś go zatrzymał, a teczka ze wszystkimi papierami… Tak, zgubił ją. Nie dość, że już na początku nie zrobił dobrego pierwszego wrażenia, tak teraz miał się tylko pogrążyć. Pielęgniarka go poganiała, a on nie wiedział co ze sobą zrobić. Poszukiwania okazały się na szczęście skuteczne i trochę z opóźnieniem, ale dotarł na miejsce. Nie mógł sobie pozwolić na więcej takich wpadek. Nie chciał zwracać na siebie jeszcze większej uwagi niż skupiał na sobie do tej pory.
Wszystkie dni wydawały mu się ciągnąć w nieskończoność, a każdy kolejny przynosił coś innego. Musiał się wiele nauczyć, więc korzystał z każdej okazji. Nie był nieomylny, więc czasem zdarzały mu się większe wpadki, jednak trafił na wyrozumiałych uzdrowicieli, którzy zawsze poświęcili chwilę, aby rozwiać jego wątpliwości i odpowiedzieć na kolejne pytania. Ich miał mnóstwo i mnożyły się w zastraszającym tempie. Nie krępował się jednak przy ich zadawaniu, wiedział, że w ten sposób nauczy się najwięcej. Dostawał najważniejsze informacje, a reszty szukał już na własną rękę. Skoro zaczął chciał być najlepszy. W grę nie wchodziły półśrodki. Nie zadowalał się nimi, więc wszystko musiało być idealnie. No prawie. Dwa tygodnie… dni się dłużyły, a czas ten zleciał nie wiadomo kiedy. Poza wpadką z nieszczęsnymi dokumentami choroby, nic więcej tak rażącego mu się nie zdarzyło. Wiadomo były drobne potknięcia, ale starał się, aby było ich jak najmniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: mung   Nie Paź 11 2015, 13:20

Staż etap III
Rok: 1997 (a, na pewno coś koło tego)
Szpital Św. Munga, mniejsza izba przyjęć
kostki: 6


Po cichu mógł tylko liczyć na to, że dwa ostatnie tygodnie stażu nie okażą się kompletną klapą. Wtedy musiałby się zastanowić nad tym czy aby na pewno dokonał dobrego wyboru jeżeli chodzi o ścieżkę, którą będzie podążał przez kolejne lata. Był młody, więc możliwość popełnienia błędu była ogromna.
Nie robił jednak nic co jawnie miało go zniechęcić do tego zawodu. Przychodził codziennie do szpitala wcześniej niż powinien chcąc nauczyć się jeszcze więcej. Proste to nie było, ale nie zrażał się kolejnymi potknięciami. Za drobne pochwały nie osiadał na laurach, tylko jeszcze więcej pracy wkładał we wszystko co robił. Każdy pacjent był inny i wymagał indywidualnego podejścia, co początkowo sprawiało mu nie lada problem. Z czasem szkolił się we wszystkim i przez kolejne lata miał doskonalić swoje umiejętności. Staż był dopiero początkiem, który otwierał mu drogę dalszej kariery. Gdyby wtedy wiedział ile jeszcze nauki przed nim nie przyjąłby końca miesiąca z takim entuzjazmem.
Zdziwił się, że po swoich większych i mniejszych wpadkach została mu zaproponowana posada. Połechtało to jego ego, ale po niedługim namyśle zrezygnował z tego. Obiecał sobie coś wcześniej i zamierzał tego dotrzymać. Nie sądził, że kilka lat później wróci w to miejsce, aby podjąć pracę na pełen etat. A już ostatnim czego się spodziewał to fakt, że zostanie uzdrowiciel dyżurnym na jednym z oddziałów. Los lubił kpić z ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -193
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13063-cosette-castain#349993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13091-ulecze-twoje-zlamane-serducho#350696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13107-sowa-penny#350830




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Lip 15 2016, 12:01

Kurs na Uzdrowicielkę.

Cosette nigdy nie była tak bardzo zestresowana, jak w tym dniu, w którym miała swój pierwszy dzień kursu. W drodze do wyznaczonego miejsca, przypominała sobie w głowie wszystkie ważne informacje, które mogą jej się przydać; była naprawdę zdeterminowana i zależało jej na tym, dlatego postanowiła, że po prostu będzie zachowywać się profesjonalnie. No, ale wszyscy doskonale wiemy, co robi stres z człowiekiem.
Kiedy dziewczyna wreszcie przyzwyczaiła się do miejsca pracy, na izbę przyjęć trafił jej pierwszy pacjent. To coś wyjątkowego. Coś, co zapamięta na całe życie i naprawdę zależało jej na tym, żeby nie spieprzyć tego na starcie. Zachowała kamienną twarz, aż do momentu, w którym podeszła do mężczyzny. W zaledwie minutę ogarnęła ją panika. Nie miała jeszcze tego typu sytuacji. Nie dała rady zbadać pacjenta; nagle wszystko wyleciało jej z głowy. Nie udało jej się, ale na całe szczęście przełożony czuwał. Zajął się pacjentem, a zawiedziona Cosie wróciła do domu, żeby znów zebrać siłę, wiedzę i nadzieję. Kostka: 2
Na drugi dzień zdarzyła się bardzo podobna sytuacja, ale tym razem Cosette była przygotowana. Szybko ustaliła co działo się z mężczyzną i wiedziała jakich powinna użyć zaklęć, żeby mu pomóc. Niestety pod wpływem zbyt wielu informacji naraz, pomieszała jej się formułka. Rana pacjenta zaczęła krwawić jeszcze bardziej, Cosie próbowała jakoś zatamować krwawienie, ale na szczęście przełożony pomógł poszkodowanemu. Odesłał Cosette na dodatkowy dzień praktyk, gdzie dawała z siebie sto procent i już więcej nie popełniła tego samego błędu. Kostka: 5
Jakiś czas później, dziewczyna znów przyszła w umówione miejsce. Tym razem przygotowała się i nie pozwoliła, żeby emocje zawładnęły nią w pracy. Jej zadaniem było poskładanie połamanego człowieka, którego zaatakował hipogryf. Na sam widok wystającej kości, zrobiło jej się niedobrze. Przełknęła ślinę i z spokojnym wyrazem twarzy, przeszła do działania. Tym razem wiedziała co zrobić. Cosie przygotowała w zadziwiająco sprawnym tempie eliksir Spoko i Morphius, żeby jakoś poskładać tego mężczyznę bez żadnych dodatkowych problemów. Następnie Castain wzięła się za leczenie złamanych kości za pomocą Coite Reparro. Zadrapania wyleczyła zaklęciem Episkey. Przy każdej formułce dokładnie wymawiała słowa, żeby nigdzie się nie pomylić. Dziewczyna nie mogła nie zauważyć zadowolonego z niej opiekuna. Nareszcie coś jej wychodziło! Kostka: 4
Kolejny dzień i kolejne nowe zadania. Na izbę trafił pacjent, u którego Cosie musiała określić czy jest zakażony Groszopryszczką czy jest całkowicie zdrowy. Dziewczynie zdawało się, że wszystko pamięta... Ale pomylił Groszopryszczkę ze Smoczą ospą. Castain odizolowała pacjenta i podała mu złe lekarstwa, które powinien dostać na te błędy. Dopiero później zrozumiała ze swojego szczęścia i głupiej pomyłki. Kostka: 2
Kolejnym pacjentem Cosette był mężczyzna z wysoką gorączką i zieloną twarzą. Dziewczyna musiała ustalić czy rzeczywiście jest to zatrucie Ladaco. Niestety w momencie, kiedy do niego podeszła i przyjrzała się mu z bliska, zaczęła się głośno śmiać i chyba pierwszy raz w historii dostała takiego napadu chichotu. Niestety jej opiekun nie był zadowolony i musiała przyjść następnego dnia. Kostka: 4
Jakiś czas później Cosie znów natrafiła na pacjenta u którego podejrzano zatrucie Ladaco. Tym razem zacisnęła usta i postarała zachowywać się odpowiednio; wytłumaczyła pacjentowi dlaczego zachorował, dokładnie opowiadając o Langustnikach i homarach. Gdy udało jej się trochę uspokoić zdenerwowanego pacjenta, wyleczyła go i posłała dumny uśmiech przełożonemu. Kostka: 1
Kolejny dzień, kolejna dawka emocji. Na izbę przyjęć trafia pacjent potraktowany zaklęciem Remordeo. Cosette od razu zaczęła działać, przygotowując odpowiedni eliksir... No, przynajmniej myślała, że to ten odpowiedni. Niestety pomyliła się, bo próbowała naprawdę szybko pomóc pacjentowi. Nagle pacjent zaczął krwawić i to dało znak, że zrobiła błąd; błyskawicznie przeanalizowała sytuację i naprawiła wyrządzoną przez siebie szkodę. Kostka: 6
Dzień testu... To chyba oczywiste, że była kompletnie zestresowana. Usiadła i przez chwilę patrzyła się tępo w kartkę, nie wiedząc co odpisać. Zupełnie jak pierwszego dnia, stres ją zawładnął i nie udało jej się zaliczyć egzaminu. Wróciła do domu z zamiarem nauczenia się panowania nad stresem. Kostka: 2, 2, 5 (9)
I znowu podeszła do testu, tym razem pewniejsza siebie. Bez problemu napisała egzamin.Teraz już mogła starać się o posadę w świętym Mungu!Kostka: 6, 6, 3 (15)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -193
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13063-cosette-castain#349993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13091-ulecze-twoje-zlamane-serducho#350696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13107-sowa-penny#350830




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Lip 16 2016, 21:45

(nie wiem czy to ma być kolei, że najpierw asystent, a potem uzdrowiciel, więc uznajmy, że Cosie zrobiła najpierw ten)
Ach, ach! Pierwsze odwiedziny w świętym Mungu, pierwsza nauka; to takie stresujące. Cosette chodziła w tę i z powrotem nie wiedząc co ma zrobić, mimo że jasno było powiedziane, że ma uwarzyć eliksir Szkiele-Wzro. Cosie przez cały czas stała bezradnie jak mała dziewczynka i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie mogła sobie niczego przypomnieć, zupełnie tak, jakby wszystko czego się nauczyła, zupełnie zniknęło jej z głowy. Dziewczynie nie udało się przygotować eliksiru, ale postanowiła, że odpowiednio przygotuje się do kolejnego razu.
Tym razem wszystko było tak jak powinno. Castain była stu procentowo pewna, że robiła wszystko tak jak trzeba, ale sówka zachowywała się... źle. Przynajmniej nie tak jak oczekiwała tego blondynka. Cosie wzywa uzdrowiciela, żeby jej pomógł. Opiekun uznał, że pokora i brak zuchwalstwa to jedna z dobrych cech uzdrowiciela i przeszła dalej. Ach, jakże się cieszyła!
Kolejny tydzień był o wiele łatwiejszy, przynajmniej jak dla niej. Od razu wiedziała z czym ma do czynienia. Cosie bierze rękawice ze smoczej skóry i wyciąga Brodawkolep z dzbanka, a samo rzucenie zaklęcia nie sprawia jej kłopotu. Udało jej się uleczyć pufka.
Ostatnim etapem była... współpraca z dziećmi i ich rodzicami. Cosie od początku wiedziała, że to będzie naprawdę trudne zadanie, ale próbowała przygotować się na to jakoś mentalnie. Ale gdy nagły natłok ludzi zaczął na nią naciskać, nie mogła się skoncentrować. Niestety od tego hałasu, Cosie nie mogła się skupić i nie zdiagnozowała dziecka, ba, wręcz musiała iść po kogoś innego by pomógł maluchowi.
Następnym razem starała się jeszcze bardziej; zupełnie tak jakby każda porażka dodawała jej kopa. Tym razem wszystko szło dobrze... Rodzice uspokojeni, dziecko też. Mimo to znów coś nie wypaliło. Starszy uzdrowiciel sprawdzając jej robotę, powiedział, że źle zdiagnozowała chorobę dziecka. Cosie musiała zostać w świętym Mungu na noc i się douczyć, ale hej! Przeszła dalej.
ETAP PIERWSZY: 3 i 3 i 2
ETAP DRUGI: 5
ETAP TRZECI: 4 i 1 i 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Lip 22 2016, 10:51

Kurs na asystenta uzdrowiciela, zaraz po studiach.

Część 1.
kostki : 3-->5-->5-->2

Trzy tygodnie. Właśnie tyle zostało przeznaczone na odbycie kursu na asystenta uzdrowiciela. Większość rzeczy, które robił przychodziły mu z łatwością. Prawdopodobnie nie poczuł na sobie odcisku dorosłego życia. Tu nie liczyło się to co wiesz, tylko to, co potrafisz wykorzystać. Wzięcie wszystko za pewnik był jego pierwszym błędem, który popełnił... A przekonał się o tym już w pierwszym tygodniu, który nie pozwolił mu zmrużyć oka przez jeszcze dłuższy czas ze względu na ilość poprawek.
Zadanie wydawało się dosyć proste, nieskomplikowane. Uważanie eliksiru nie powinno sprawiać trudności, szczególnie na tak wczesnym etapie. Jednak Xavier nie potrafił. Stał i bezmyślnie wpatrywał się w kociołek i składniki, z których miał wybrać te odpowiednie. Tak, jakby w jednej chwili zapomniał o wszystkim, czego się nauczył. Paraliż i totalne zaćmienie.
Przecież to pamiętasz. Jak mogłeś zapomnieć.
Kolejne dwie poprawki szły mu dokładnie tak samo. Jakby jakaś blokada stanęła między nim a tym, czego tak zawsze pragnął. Bez kursu, nie pójdzie dalej, nigdy nie zostanie magomedykiem, nigdy nie zrobi tej cholernej specjalizacji w psychiatrii... Najwidoczniej samo kucie podczas studiów nie wystarczyło. Musiał odgonić od siebie wszystkie te myśli, które zjawiły się w najmniej odpowiednim momencie. Zajmie się tym później... A może nigdy.
Dopiero trzecia poprawka dała jakieś rezultaty. Choć też nie takie, jakich oczekiwał. Sowa wyglądała znacznie gorzej, niż przed podaniem eliksiru, który przyrządził. Spuchła, chwiała się i wydawała dziwne dźwięki. Najlepszym wyjściem, oraz jedynym, który zaistniał, było wezwanie uzdrowiciela. Poklepany po ramieniu został odesłany na drugi etap kursu... Nie wiedział, czy to z litości czy po prostu mieli go dosyć i woleli aby nie sprawiał im więcej kłopotu... Ale zaliczył. Jakoś...
Weź się w garść.

Część 2.
kostki: 1

Dobrze. Nie powinno być trudno. Chwycić, wyciągnąć i uleczyć. Najważniejsze jednak było to, aby w żaden sposób nie mieć styczności z brodawkolepem. W tym przypadku wystarczyło trochę pomyśleć i posiadać chociaż znikome zdolności zręcznościowe. Powoli i ostrożnie wsunął dłoń w dzban, miał dosyć chudą rękę i bez problemu dostała się do środka. Pufek zdecydowanie nie był zadowolony z faktu, że coś wtargnęło w jego przestrzeń bo zaczął niespokojnie się ruszać. Czekał... Czekał aż ten się uspokoi i pozwoli mu zbliżyć do niego palce. Po chwili przechwycił zwierzę i wyciągnął. Uleczenie go trwało chwilę, jednak nie zorientował się, że brodawkolep zdołał zaatakować jego dłoń. Pewnie przy niespokojnym wierceniu się pufka, musiał dotknąć mazi oblepiającej dzban. Wycelował w dłoń, recytując zaklęcie, które zapobiegało rozprzestrzeniać się temu paskudztwu.
Etap zaliczony.

Część 3.
kostki: 3

Trzeci tydzień kursu. I prawdopodobnie najgorsza część. Dane im było pracować z dziećmi. Był człowiekiem raczej surowym, rzeczowym i nieprzyjemnym z natury. Nie miał podejścia do dzieci, gdyż lepiej dogadywał się z dorosłymi. A dzieci? Nie rozumiały wszystkiego, więc też nie wolno było zawalić ich ogromem wiedzy, które nie są wstanie znieść. Potrzeba specyficznego podejścia, którego po prostu nie posiadał.
Jednak nie było tak źle jak podejrzewał. Chłopiec nie sprawiał większego problemu, czasem tylko krzywił się kiedy Xavier badał go, lekko naciskając na podbrzusze. Bardziej skupił się na krostkach, które pojawiły się na jego dłoniach i za uszami. Zaczął podejrzewać, że uczelnia na coś, co miało w sobie samosterowalne śliwki.
Jednak kiedy przyszedł uzdrowiciel, jego diagnoza okazała się błędną. Miał większą uwagę zwrócić na bóle podbrzusza. Rodzice dziecka spoglądali po sobie a ich miny wyrażały tylko jedno, złość. Uzdrowiciel oddelegował go. Xavier z ulgą przyjął wiadomość o zaliczeniu kursu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Lip 22 2016, 12:03


Kurs na uzdrowiciela.

Część 1.
kostki: 1

Poprzedni kurs dał mu się we znaki. Musiał być lepszy, skupiać większą uwagę na tym, co powinien zrobić. Musiał się skoncentrować, więcej ćwiczyć i powtarzać. Wiedział, że najważniejsza jest praktyka, dlatego dopiero po trzech latach zaczął ubiegać się o posadę uzdrowiciela.
Nie miało być łatwo. Prawdopodobnie zrównają go z ziemią, będzie czuł się o wiele gorzej niż przy kursie na zwykłego asystenta ale nie zamierzał się załamywać. W końcu to nie leżało w jego naturze.
Na oddział przywieźli chłopaka, który był cały poparzony. Z tego czego dowiedział się od ludzi, którzy go przywieźli, został oblany wywarem z kociołka. Musiał dodać coś, co spowodowało wybuch. Pacjent wyrywał się i krzyczał. Podszedł do niego spokojnie, cały czas z nim rozmawiając i po kolei mówiąc, co robi i dlaczego. Jego krzyk przedzierał się przez salę aż do korytarzy, poparzenia były znacznie poważniejsze a w ręce, którą badał brakowało kawałka skóry. Podał pacjentowi purpurowy eliksir, który miał odkazić rany aby mógł przystąpić do ich leczenia. Zamierzał podać mu eliksir Wiggenowy aż w końcu użył zaklęcia Ferula, dla zabandażowania ran na jego ciele. Uzdrowiciel, który przyglądał się jego pracy oznajmił, że przechodzi do następnego etapu. Oczywiście, nie obyło się bez uwag dotyczących zaklęć, których użył a które mógł wykorzystać w zastępstwie.

Część 2.
kostki : 4

Zaczynał przyzwyczajać się do trybu jaki obrał na kursie. Wszystko działo się szybko, nie było czasu na to pomyłki. Przyglądał się pracy innych uzdrowicieli i słuchał ich rad. Nie było mu łatwo. Osoba, która uważana jest za zarozumiałą przy pierwszym spotkaniu tak ma.
Jego następnym etapem w kursie było zajęcie się pacjentem, który został zaatakowany przez hipogryfa. Musiał przyznać, zrobiło mu się ciepło a jego żołądek zawinął się dwa razy kiedy zobaczył otwarte rany, krew cieknącą po noszach i kości, które w niektórych miejscach wystawały z ciała pacjenta. Po chwili się otrząsnął i podszedł bliżej, tak aby móc stwierdzić jakie dokładnie uszkodzenia nastąpiły. Obie ręce, noga i kilka żeber złamane, za to w prawej ręce nastąpiło złamanie otwarte. Szczerze współczuł człowiekowi, nawet nie zdawał sobie sprawy z tego ile czasu zajmie mu powrót do pełnego zdrowia. Najpierw jednak musiał uspokoić pacjenta, nie chciał aby w trakcie badania odleciał, nie mogąc dać znaku, że coś dzieje się nie tak. Podał mu eliksir Spoko i Morphius. Zaklęcie Coite Reparro powinno zająć się złamaniami, co też nastąpiło kiedy wycelował różdżkę w złamania. Episkey poradziło sobie z zadrapaniami i ranami, a po chwili na twarzy pacjenta pojawił się cień ulgi. Jego wargi lekko drgnęły. Kolejny etap za nim.

Część 3.
kostki: 5

Choroby zakaźne to chyba najgorsze co mogło im się trafić. Czasem jest kilka chorób, których początkowe objawy wyglądają tak samo, jednak późniejsze stadia są zupełnie inne. Jednak czas jest nieprzyjacielem w takich sytuacjach. Nie mógł czekać w nieskończoność aby stwierdzić co jest pacjentowi, który się pojawił na sali. Xavier bez zawahania stwierdził, że jest to Groszopryszczka. Zaczął podawać odpowiednie leki i sprawdzał co jakiś czas stan pacjenta. Zadanie wymagało pracy z innymi kursantami a jego pomocnik zasugerował, że powinni przenieść pacjenta do izolatki. Niemal skarcił siebie samego za to, że sam na początku tego nie zrobił. Posłał jego dziękujące spojrzenie w kierunku swojego pomocnika i odetchnął z ulgą kiedy przeszli do następnego etapu.

Część 4.
kostki : 4-->5

To zdecydowanie nie był jego dzień. Był zmęczony i niewyspany. Ostatni przypadek jakim się zajął dosłownie wypompował z niego resztki sił. Kurs był ciężki. Jednak nic nie zdoła go powstrzymać przed ukończeniem go. Brakowało tak niewiele. Był dosłownie w połowie swojej pracy. A wiedział, że to nie będzie koniec. Jeszcze długa droga przed nim... Jednak kiedy dzisiaj na sali zjawił się pacjent z zielonkawą twarzą jego usta szeroko się otworzyły a z jego gardła wydobył się dziwny dźwięk, podobny do chichotu. Brak snu dawał o sobie znaki i jak podejrzewał, coś co dodali do jego dzisiejszej kawy również. Mina przełożonego uzdrowiciela była czerwona ze złości, nie minęło dużo czasu jak wygonił go z sali i kazał wrócić jutro aby poprawić ten etap kursu.
Następny dzień nie przyniósł żadnych rezultatów. Od kolegów dowiedział się mniej więcej jak wyglądał stan pacjenta i jakie miał objawy. Xavier przeszukał chyba wszystkie możliwe książki, które mogłyby mu wyjaśnić przyczynę stanu pacjenta. Prawdopodobnie szukał nie tam gdzie trzeba, a zasób jego biblioteki nie był zbyt duży. Musiał schować swoją dumę, co wcale nie było takie łatwe jak brzmi. Udał się do przełożonego aby opowiedzieć mu o swoim marnym poszukiwaniu. Mina uzdrowiciela nie wyrażała na początku niczego, o czym mógłby mówić z pewnością. Był zmieszany a kolejne minuty stania przy jego stanowisku dłużyły się w nieskończoność. Jednak kiedy usłyszał odpowiedź, której szukał tak długo nieco się uspokoił. Prawdopodobnie uzdrowiciel miał dobry humor i oznajmił, że może przygotowywać się do następnego etapu.

Część 5.
kostki: 1-->5

Ostatni etap kursu przysporzył wszystkim sporego problemu. Pacjent, który pojawił się na sali miał silne ataki wymiotów, biegunki, zawroty głowy czy duszności. Nie był wstanie powiedzieć co dokładnie się stało czy gdzie do tego doszło. Xavier nie potrafił ocenić po objawach co mogło mu dolegać. Zawołał dyżurnego uzdrowiciela, który również spędził kilka godzin na badaniach i to bezskutecznie. Nikt nie był wstanie powiedzieć, co się działo i jak temu zapobiec. Był tu naprawdę trudny przypadek a Xavierowi nie pozostało nic innego jak przewiercić wszystkie książki, które miał dotyczące urazów pozaklęciowych. Przynajmniej jedno zostało stwierdzone. Za co dziękował. Kiedy następnego dnia powrócił do pacjenta, zasugerował użycie zaklęcia Remordeo, co zgadzało się z domysłami uzdrowicieli. Był z siebie niemalże dumny kiedy jego diagnoza okazała się prawdziwa. Teraz tylko egzamin.

Test
kostki: 6+1+2-->4+3+1-->3+2+6

Podejście do testu miało być tylko formalnością. Jednak kiedy za pierwszym razem nie uzyskał odpowiedniej ilości punktów, zdziwił się. Był niemal pewny, że na wszystkie pytania znał odpowiedzi. Drugi test również się nie powiódł. A jak to mówią, do trzech razy sztuka i udało się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Lip 23 2016, 21:43

Staż etap I, zaraz po studiach

Electra wzięła głęboki oddech, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Niby była pewna swojego wyboru. Przecież od kilku lat do jakiegokolwiek wysiłku włożonego w eliksiry, w zaklęcia uzdrawiające czy zielarstwo skłaniało ją marzenie, że znajduje się właśnie w tym miejscu. A teraz, gdy już tu była, gdy dostała się na ten staż... poważnie zastanawiała się, czy nie lepiej się wycofać i wrócić do Nowego Orleanu, żeby zostać podrzędną pielęgniarką.
Wydawało jej się, że wszyscy wbijali w nią wzrok niczym sępy, czekając na pomyłkę. Electra wciąż nie była dobra w panowaniu nad swoimi emocjami. Z każdym drwiącym uśmiechem, z każdą "Panią Niezdarą" rzuconą jej w plecy... jej ręce drżały coraz bardziej. Wszystko, czego się dotknęła, zaraz lądowała no podłodze. To było takie upokarzające...
Electra oparła się o blat i pomasowała skronie. Nie mogła teraz wpaść w szał, nie mogła... To by całkowicie zaprzepaściło jej szanse. Merlinie, ale tak bardzo potrzebowała w coś uderzyć, aby się rozładować...
W tej pozycji znalazł ją jej szef. Czy mogło być jeszcze gorzej? Nie dość, że znajomi traktowali ją jak niezdatną do pracy niezdarę, to teraz szef weźmie ją za obiboka. Och, już wyobrażała sobie te wszystkie docinki, których ofiarą miała paść...
Wypuściła ze świstem powietrze i rozluźniła pięści. Nawet nie zauważyła, że wnętrze jej dłoni zabarwiło się czerwienią krwi od zbytniego wbijania paznokci w delikatną skórę. Jeśli ten miesiąc miał tak wyglądać to Electra chyba wykorkuje, jeśli nie przez nadmiar obowiązków to przy próbach powstrzymania gorszej cząstki siebie.

kostki: 1,2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Lip 26 2016, 18:21

RETROSPEKCJA

Część pierwsza
Electra nigdy nie chciała pracować dorywczo. Praca w barze, sklepie czy sprzątanie były zajęciami poniżej jej godności. Chciała tylko jednego. Po to przecież wyjechała z Nowego Orleanu. Zanim jednak ktokolwiek dopuściłby Electrę do wykonywania zawodu - w dodatku zawodu, który wymagał ogromnych umiejętności, aby ktoś inny nie zapłacił za to życiem lub zdrowiem - musiała doszkolić się na kursach.
Dlatego właśnie znalazła się w małej izbie przyjęć, czekając na uzdrowiciela, który wprowadziłby ją w szczegóły. Wiedziała, ze kurs kosztuje, że nie jest tylko do odbębnienia i bardzo łatwo przy nim o porażkę... Ale Electra była zdeterminowana, jak nie tym razem to następnym i następnym... Do skutku.
Jej pierwszym zadaniem było uwarzenie eliksiru Szkiele-Wzro... Nie dobrze, nie dobrze. Electra bezradnie stała, przyglądając się składnikom, a w jej uszach dźwięczał odgłos tykającego zegara. Z miną całkowitej rezygnacji powlokła się do wyjścia.
Drugie podejście nastąpiło wkrótce. Cóż, niestety w skutkach było tragiczne, bo Electra znowu poległa... Jednak Panna O'Keeffe obiecała się przecież nie poddawać.
Za trzecim razem było o niebo lepiej. Eliksir udało jej się uwarzyć wręcz idealnie, jakby robiła to całe swoje życie. Najwyraźniej do trzech razy sztuka... Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała do każdego etapu podchodzić tyle razy! Sówka szybko odzyskała siły, żeby potem zaatakować palce biednej Electry. Ach ta wdzięczność!

Kostki: 5,1 - pierwsze podejście, 3, 5 - drugie podejście, 4 - trzecie podejście

Część druga
Następna próba, która na nią czekała wcale nie okazała się milsza. Kazano jej wyciągnąć jakieś dziwne stworzenie z dzbana wypełnionego jeszcze dziwniejszym... czymś. Electra skrzywiła się niechętnie i dla bezpieczeństwa włożyła do środka lewą rękę, którą natychmiast pokryła się wstrętną brązową skorupą przypominającą wielką brodawkę. Electra starała się przypomnieć zaklęcie, ale była zbyt spanikowana. Zamiast skupiać się na zadaniu, musiała natychmiast udać się do uzdrowiciela.
Za drugim razem wszystko poszło sprawniej. Electra uważnie przestudiowała, na co się natknęła, dlatego zapanowała nad Brodawkolepem, nawet kiedy oplótł także jej dłoń.

Kostki: 3,5 - pierwsze podejście, 1 - poprawa

Część trzecia
Po tych wszystkich wyzwaniach zmierzenie się z uciążliwymi dziećmi i jeszcze gorszymi rodzicami wydawało się... proste. Electra miała przecież doświadczenie w takim boju, w końcu młodsze rodzeństwo ją zahartowało. Z delikatnym uśmiechem przystąpiła do zadania, przemawiając do pacjentów uspokajającym głosem, wzmocnionym nieco czarem wili. I proszę, nikt nie sprawiał problemów. To nie mogło być prostsze. Teraz już tylko krok dzielił ją... Nie, jednak coś było nie tak. Electra dostrzegła to w oczach uzdrowiciela na sekundę przed tym, jak poinformował obecnych, że kursantka źle zdiagnozowała chorobę... Electra nigdy nie czuła się bardziej zażenowana ani zdołowana. Z jej winy dziecko miało zostać jeszcze na całą noc w szpitalu. Całe szczęście, że nikt nie kazał jej powtarzać etapu. Przynajmniej ten raz!

Kostki: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Lip 29 2016, 14:49

RETROSPEKCJA

Electra nie zwlekała zbyt długo, aby przejść kolejny kurs, zbliżający ją do upragnionej posady. Szybko otrząsnęła się z porażek i z nową energią pojawiła się w mniejszej izbie przyjęć, by zmierzyć się z etapem pierwszym, na którym nauczyć się miała radzić sobie z wypadkami przedmiotowymi.
Przywieziono jej pacjenta, który, jak sam twierdził, cały oblał się eliksirem Eksplodującym. Electra skrzywiła się na widok paskudnej rany i oparzeń trzeciego stopnia obejmujących całą klatkę piersiową mężczyzny. Panna O'Keeffe nie dała się jednak wyprowadzić z równowagi tym widokiem. Doskonale pamiętała zaklęcie użyteczne w takim wypadku, więc oparzenia jak i rana wkrótce stały się przeszłością. Electra nie zamierzała jednak zawalić i wolała przekonać się, czy wybuch nie narobił szkód wewnętrznych. Odwróciła się, by zlecić dodatkowe badania... A gdy znowu chciała się zwrócić do pacjenta, jego już nie było. Zamrugała zdezorientowana. Na szczęście jej pomocnik zdołał złapać uciekiniera. Mimo to Electra wiedziała, że to kolejny drobny minus przy jej nazwisku. Nastepnym razem musiała dać z siebie jeszcze więcej.

Kostka: 3

Prawie całą noc Electra zamartwiała się drugim etapem - urazami magizoologicznymi. Nie miała ręki do zwierząt, dlatego też studiowanie o nich nigdy jej szczególnie nie fascynowało. Na szczęście jej kolejny pacjent nie miał bardzo skomplikowanych obrażeń. Kilka złamań to nie było coś, czego Electra wcześniej nie naprawiała.
O dziwo większym wyzwaniem okazało się uspokojenie pacjenta, który krzyczał i wzywał swojego ojca. Odchrząknęła, starając się rozsądnymi słowami przekonać go do zachowania spokoju... Co było wyjątkowo głupi posunięciem. Uzdrowiciel nadzorujący z powątpieniem wymalowanym na twarzy, zlecił w pierwszej kolejności złagodzenie bólu. Electra skinęła głową, wypowiadając zaklęcia. Tak wiele razy rzucała je na rodzeństwo, że jej technika była wręcz doskonała, co zapewne zauważył też uzdrowiciel nadzorujący. Może przynajmniej tak wkupiła się w jego łaski.

Kostka : 1

Dzień trzeci okazał się być najgorszy. Zakażenia magiczne trzeba szybko identyfikować, ponieważ tempo ich rozprzestrzeniania się jest zatrważające. Pacjent, który został jej przyprowadzony miał na ciele kilka fioletowych bąbli... Electra nie miała pojęcia, co zaćmiło jej umysł, ale uznała je za efekt nieodpowiedniego dodania składników do kociołka i wyleczyła tylko te najbardziej widoczne objawy, po czym odesłała pacjenta do domu. Jakież było jej zdziwienie, kiedy połowa personelu niedługo po tym zdarzeniu zgłosiła identyczne objawy... Electra, patrząc w oczy swojego przełożonego, widziała wyłącznie wściekłość i była pewna, że najchętniej wyrzuciłby ją z tego całego kursu. Tum bardziej, kiedy błąd się powtórzył...
Ale jak to mówią, do trzech razy sztuka. W końcu udało jej się rozpoznać chorobę i zażegnać epidemię. Wszystko byłoby idealnie... gdyby pacjent nie chciał jej przekupić! Electra na początku starannie go ignorowała, a gdy to nie pomogło, stanowczo odmówiła, co spotkało się z uznaniem jej przełożonego. Electra była z siebie bardzo zadowolona, dopóki z jej kieszeni nie wypadło 20 galeonów, co zostało opatrznie zrozumiane przez starszego uzdrowiciela. Na nic zdały się tłumaczenia... Jej pieniądze zniknęły. Całe szczęście, że nie musiała powtarzać tego etapu, bo następnego pacjenta z Groszopryszczką mogłaby zechcieć zamordować.

Kostki: 1, potem znowu 1, potem 6 i 4

Electra zawsze w jakimś stopniu interesowała się zatruciami eliksiralnymi i roślinnymi i starała się śledzić nowinki z tym związane. Kiedy jednak na oddział przyniesiono czarodzieja z wysoką gorączką oraz wściekle zieloną twarzą... Po prostu nie wiedziała co robić. Nawet przekartkowała swoje książki, jednak nic wartego uwagi w nich nie znalazła. Ze zrezygnowaniem poszła do przełożonego, obawiając się, że swoim brakiem wiedzy wyrządzi pacjentowi krzywdę. Sądziła, że zmuszona będzie do powtarzania tej części kursu, jednak po tym, jak uzdrowiciel wytłumaczył, co to za przypadłość, po prostu zaprosił ją na następny etap... Co było zaskakujące, biorąc pod uwagę to, że Electra nie przypuszczała, że ją lubi. Najwyraźniej jednak przyznanie się do braku wiedzy zrobiło na nim dobre wrażenie. Cóż, dobrze dla niej.

Kostki: 6 i 4

Etapu na temat urazów pozaklęciowych Electra obawiała się najbardziej. Cóż, może dlatego, że na właśnie na tych zależało jej najmocniej. Kiedy więc na oddział trafił pacjent potraktowany zaklęciem Remordeo, a Electra, nie wiedząc, że jest to zaklęcie czarnomagiczne, nie potrafiła mu pomóc... Po prostu była mocno zawiedziona. Próbowała wszystkiego, by uleczyć objawy, jednak standardowe zaklęcia na nic się nie zdawały. Niech to Merlin pochłonie, musiała przyjść następnego dnia. Nie zamierzała teraz wszystkiego zniszczyć.
Druga próba była lepsza. Electra dużo poczytała o zaklęciu Remordeo i tym razem wiedziała, co robić. Najwyraźniej jednak była nazbyt skupiona na tym, by wypaść dobrze, bo jakimś zrządzeniem losu pomyliła eliksiry! Nagle każdy otwór w ciele jej pacjenta zaczął krwawić. Electra nie miała jednak czasu na zaskoczenie. Odganiając emocje na później, szybko naprawiła swój błąd. Miała wrażenie, że właśnie za ten refleks dostała promocję do następnej części, którą miał być test.

Kostki: 3, potem 4

Electra bardzo denerwowała się testem. To chyba naturalne. Usiadła i przez chwilę nie robiła nic innego, jak tylko czytała pytania, na które... nie znała odpowiedzi. To było straszne, jedna wielka dziura w pamięci. Electra wcale nie była zaskoczona, gdy na pergaminie pojawił się napis "test negatywny".
Za drugim podejściem było już łatwiej. Przed testem zafundowała sobie pełny relaks, więc podchodząc do zdawania czuła wyłącznie pewność siebie. I dziwnym trafem tym razem nie miała większych problemów z żadnym z pytań. "Test zaliczony pozytywnie" był najlepszą nagrodą za te wiele dni trudów.

Kostki: 2+2+2 (6), za drugim podejściem 5+6+6 (17)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Sie 02 2016, 14:24

(zrobiłam chyba w złej kolejności, więc przeklejam etap pierwszy tu, żeby potem wszystkie były w jednym poście)

Staż etap I, niedługo po studiach

Electra wzięła głęboki oddech, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Niby była pewna swojego wyboru. Przecież od kilku lat do jakiegokolwiek wysiłku włożonego w eliksiry, w zaklęcia uzdrawiające czy zielarstwo skłaniało ją marzenie, że znajduje się właśnie w tym miejscu. A teraz, gdy już tu była, gdy jakimś cudem - lub za sprawą dobrego słówka szepniętego na ucho przez poznanego w Londynie chłopaka - dostała się na ten staż... poważnie zastanawiała się, czy nie lepiej się wycofać i wrócić do Nowego Orleanu, żeby zostać podrzędną pielęgniarką.
Wydawało jej się, że wszyscy wbijali w nią wzrok niczym sępy, czekając na pomyłkę. Electra wciąż nie była dobra w panowaniu nad swoimi emocjami. Z każdym drwiącym uśmiechem, z każdą "Panią Niezdarą" rzuconą jej w plecy... jej ręce drżały coraz bardziej. Wszystko, czego się dotknęła, zaraz lądowała no podłodze. To było takie upokarzające...
Electra oparła się o blat i pomasowała skronie. Nie mogła teraz wpaść w szał, nie mogła... To by całkowicie zaprzepaściło jej szanse. Merlinie, ale tak bardzo potrzebowała w coś uderzyć, aby się rozładować...
W tej pozycji znalazł ją jej szef. Czy mogło być jeszcze gorzej? Nie dość, że znajomi traktowali ją jak niezdatną do pracy niezdarę, to teraz szef weźmie ją za obiboka. Och, już wyobrażała sobie te wszystkie docinki, których ofiarą miała paść...
Wypuściła ze świstem powietrze i rozluźniła pięści. Nawet nie zauważyła, że wnętrze jej dłoni zabarwiło się czerwienią krwi od zbytniego wbijania paznokci w delikatną skórę. Jeśli ten miesiąc miał tak wyglądać to Electra chyba wykorkuje, jeśli nie przez nadmiar obowiązków to przy próbach powstrzymania gorszej cząstki siebie.

kostki: 1,2

Staż etap II
Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Electra od początku o tym wiedziała i dlatego już od pierwszego dnia dawała z siebie dwieście procent. Zaciskała zęby na każdy przytyk i pilnie wykonywała każde nawet najgłupsze zadanie wymyślone przez jej przełożonych. Naprawdę, była tak zdeterminowana, że była gotowa szczoteczką do zębów i płynem dezynfekującym potraktować wszystkie powierzchnie w Świętym Mungu.
Nie wszystko dało się jednak przewidzieć. Jak wiadomo w szpitalu łatwo się czymś zarazić... I Electrę niestety to spotkało. Choroba musiała przenieść się na rzeczy osobiste jednego z pacjentów... a potem na nią, zostawiając na ciele czerwone piekące krosty. Na początku chciała to zignorować. Czym była jakaś - nawet bolesna - wysypka wobec stażu? Z upływem czasu objawy zaczęły się jednak pogarszać i Electra z przezorności poszła do jednego z uzdrowicieli. Nie chciała rozpętać jakiejś epidemii jak na kursie. I to był dobry wybór, bo wystarczyło kilka łyczków eliksiru, by objawy zelżały, a ona mogła wróci do pracy. Całe szczęście.

Kostki: 1, potem uzupełnienie 5

Etap III
Ostatniego dnia Electra celowo przyszła odrobinę wcześniej, aby uporządkować całą tę papierkową robotę. Chciała po prostu mieć już to z głowy i chociaż ten raz być z siebie całkowicie zadowolona.
Dużo pracy było równoznaczne z wypiciem zdecydowanie niezdrowej ilości kawy. Pewnie poziom kofeiny i krwi w jej systemie krwionośnym wynosił jakieś jeden do jednego... A jako maniaczka herbat rzadko do tego dopuszczała.
Taka ilość oznaczała jeszcze jedno - pojawiającą się potrzebę opróżnienia pęcherza. Wstając, nie zauważyła jednak, że jakiś dowcipniś przywiązał jej sznurówki do krzesła. No pewnie, nie mogli nawet ostatniego dnia jej odpuścić...
Electra była po prostu okropnym pechowcem i upadając, głową uderzyła o kant biurka, natychmiast tracąc przytomność. Niewiele pamiętała z tego, co działo się później. Wszyscy wspominali jej, że po obudzeniu się, majaczyła. A Electra wolała nie dociekać, o czym konkretnie mówiła. Rana na czole była wystarczającym wspomnieniem, nie potrzebowała jeszcze wstydu.
Koniec końców, gdy przyszło jej się pożegnać z miejscem pracy, było jej trochę przykro. Mimo tak wielu niepowodzeń i nieprzyjemnych sytuacji, dobrze czuła się w tym miejscu. Nawet szef okazał się być w porządku, bo w ramach rekompensaty wręczył jej sto galeonów. Cóż, na pewno miała zamiar jeszcze kiedyś tu wrócić.

Kostki: 3, potem znowu 3 i upominek 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Wrz 04 2016, 14:49

Staż na uzdrowiciela.
Po ukończeniu szkoły, ok.2001

Kostki: 3, 5

Staż nie przebiegał dokładnie tak jak sobie to wyobrażał. Jeszcze ani razu nie widział z bliska swojego szefa, uzdrowiciel, któremu miał pomagać nie zjawił się nawet jego pierwszego dnia. Polecenia były przekierowywane od asystenta do asystenta, co niepokoiło Xaviera jeszcze bardziej. Wiele razy chciał doradzić się kogoś starszego stażem i doświadczeniem, nawet rozmowa dotycząca przypadków, które im się trafiały pozwoliłaby mu na wyjaśnienie wielu spornych kwestii. Xavier był(i jest)typem osoby, która jest dociekliwa... Jednak w tym przypadku ta ciekawość musiała być zaspokajana wiedzą nabytą z książek czy tego znikomego doświadczenia, które miał obcując z pacjentami.
Nie mógł narzekać gdyż praca pochłaniała go doszczętnie, jednak fakt iż pierwszy etap stażu przebiega bez wglądu kogoś kompetentnego nieco go martwiła. Poczucie niewidzialności odbijała się na jego pracy, kilka razy zdarzało się, że coś wymykało się z jego rąk i tłukło na zimnej posadzce. Nie spotkał się jednak z złowrogimi spojrzeniami czy docinkami ze strony kolegów, którzy jak on odbywali staże. Nigdy nie był typem towarzysza a znajomości, które udało mu się zdobyć opierały się na czysto zawodowej relacji. Musiał przyznać sam przed sobą iż wiele razy takie znajomości się przydawały. Mogli wymieniać się informacjami czy spostrzeżeniami. Wiedział, że te relacje nigdy nie przeniosą się poza mury oddziału. I jak zwykle miał rację.

Potwierdzam, że było 3, bo rzut był w niewłaściwym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 457
  Liczba postów : 125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13377-jake-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13379-kto-chce-sie-nauczyc-metody-usta-usta#356885
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13380-madi#356886
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13382-jake-colt#356890




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Wrz 06 2016, 22:08

Kurs na Asystenta Uzdrowiciela:
Pierwsza część kursu była banalna. Eliksir wyszedł bez najmniejszych problemów, a on uratował skrzydełko małej sówki. Spoglądał na nią, gdy machała skrzydełkiem i wypuścił ją po tym jak zaatakowała go. Nie miał jej nic przeciwko, prawdę mówiąc to cieszył się mimo wszystko.
Z drugim testem było już trochę gorzej, jednak nadal nie tak źle. Udało mu się wyciągnąć pufka z dzbanka za pomocą zaklęcie. Jednak, gdy już miał go uleczyć dostrzegł, że Brodawkolep oblepił również jego rękę. Na szczęście nie spanikował i zapanował nad całą sytuacją.
Najgorzej było w trakcie trzeciego testu. Niby wyglądało to tak, jakby wszystko poszło całkiem nieźle. Jednak ta głupia pomyłka… Uzdrowiciel nawet nie musiał go upominać, sam był świadom tego, że jeżeli chce zajmować się dziećmi, to musi się douczyć.

Część I: 4
Część II: 2
Część III: 3

Kurs na Uzdrowiciela:

CZĘŚĆ I:
Pierwsza część egzaminu nie poszła mu za dobrze. Musiał ją poprawiać, ale tym razem podszedł do tego na spokojnie i na pełnym luzie. Chociaż trudno powiedzieć, że chłopak tak się zachował! Na izbę przyjęć trafił pacjent, który prawie cały oblany został eliksirem Eksplodującym. Z głowy wyleciały mu wszystkie możliwe do wykorzystania zaklęcia, a on sam zajmował się pacjentem w skupieniu i z powagą uspokajał go wykonując każde kroki. Może i nie ulżył pacjentowi w bólu, ale widocznie to wystarczyło, by udało się zakończyć pierwszą część.

Kostka: 2, 1

CZĘŚĆ II:
Nigdy nie widział człowieka, którego zaatakował hipogryf… trzeba przyznać, że jest to dosyć niezwykłe i emocjonujące widowisko. Jednak zamiast podziwiać połamanego i cierpiącego człowieka, trzeba go poskładać w całość. Jakoś udaje się uspokoić pacjenta eliksirem spokoju, który jest naprawdę pomocny w takich momentach. Chłopak miał chwilę czasu na wymyślenie co zrobić. Miał pomysły i oczywiście przedstawił je uzdrowicielowi nadzorującemu, ale był za wolny. No cóż. Ważne, że udało mu się przejść dalej mimo braku jakiejkolwiek reakcji.

Kostka: 3

CZĘŚĆ III:
Nie był w tym dobry. Zawsze myliły mu się choroby zakaźne. Wiedział, że musi się w tym podszkolić, a jednak zignorował to na dzień przed kursem. Jakimś cudem udało mu się pomylić Groszopryszczkę ze Smoczą ospą. Nie wiadomo jak, ale to zrobił! Na szczęście odizolował go od innych, dzięki czemu nikt nie został zarażony. Co do leków. Jakimś dziwnym sposobem podał mu złe leki, które jednak były tymi, które powinien dostać. Nie pytajcie jak. To było czyste szczęście i on nie ma zamiaru się z tym kłócić!

Kostka: 2

CZĘŚĆ IV:
Kolejny dzień kursu, kolejny dziwny przypadek. Zatrucie eliksirem. Nie wiedzieć czemu, zamiast wziąć się za szybkie leczenie, chłopak poczuł się samotny i poczuł ogromną chęć do rozmowy z kimś. A że pacjent nie mógł przed nim uciec, to postanowił mu wytłumaczyć co się właściwie stało z nim. No i tak właśnie zaczęła się wielka i zawiła historia na temat Langustnika, który przypomina homara, ale nim nie jest i tak dalej i tak dalej. Kiedy przełożony pogratulował mu, a pacjent prawie usnął z nudów, Jake podał mu odpowiednie leki i wysłał do domu z myślą, że już chyba nigdy nie odważy się pomylić Langustnika z homarem.

Kostka: 3

CZĘŚĆ V:
Rozpoznanie u pacjenta, jakie zaklęcie wywołało konkretne objawy wcale nie było takie proste! Chłopak przeczytał kartę pacjenta dwa razy i nie mógł wyzbyć się uczucia, że wczoraj czytał o tych objawach, ale przy czym? Postanowił zaryzykować i podał mu eliksir, które pozwala się uporać ze strasznymi skutkami zaklęcia. Udało się szybko pożegnać objawy, a pochwała od opiekuna, który nie zdążył się zorientować w chorobie było jeszcze bardziej pokrzepiające. Na tym zadaniu zakończył się jego kurs. Już jutro czekał go test, który zadecyduje o tym jak będzie wyglądała jego przyszłość.

Kostka: 6

TEST:
Godzina czasu. Niezbyt dużo, ale nie tak mało. Kiedy tylko mógł uczył się i przyswajał wiedze na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy tylko mógł zacząć, zagłębił się w pytania i do samego końca nie odrywał się od kartki. Na sam koniec męczył się jeszcze z kilkoma zagadnieniami, na które nie znał dobrej odpowiedzi. Przez ostatnie minuty próbował wykuć na pamięć te pytania, by móc znaleźć na nie odpowiedzi w domu, aż czas się skończył. Na kartce pojawił się napis test zaliczony pozytywnie, a on z dumą opuścił pomieszczenie. Tak! Udało się!

Kostka: 12

STAŻ:

Etap I – Październik 2009
Staż był dosyć… dziwny. Mimo iż chłopak pracował cały miesiąc w Mungu, to nigdy nie miał okazji spotkać dyrektora stażu. Również zastawiał się nad tym, czy ten mężczyzna w ogóle ma pojęcia o tym, że chłopak w ogóle istnieje. Jednak nie sądzę, by było to nadzwyczaj ważne. Najważniejsze było to, by dostał swoją dolę i nauczył się wielu rzeczy w tym miejscu.
Akurat to drugie udało się w stu procentach. Nie żeby chłopak się chwalił, ale wszystko wychodziło mu tak, jak tego chciał. Starał się jak mógł i pojawiał się wtedy kiedy trzeba. Był bardzo zadowolony ze swojej pracy i nie tylko on! To się nazywa mieć szczęście… albo talent? No cóż, podchodził to wszystkiego co robił z sercem, więc nie mogło być inaczej.

Kostka: 4, 6

Etap 2:
Starszy stażem lekarz zauważył jego zaangażowanie i fakt, jak bardzo przykłada się do powierzonej mu pracy. Czasami zapracowywał się do tego stopnia, że zdążył wykonać wszystkie zadania kilka godzin przed końcem zmiany. Prosił o nowe zadania, a kiedy okazywało się, że nie ma nic więcej do roboty i wysyłali go do domu, to jednak… jednak wolał zostać i dowiedzieć się czegoś nowego. Co jak co, ale w domu nie nauczy się tego samego, co czekałoby go w szpitalu. Tak więc zaczął nosić książki i kiedy tylko był zwalniany, to poświęcał czas, by rozszerzać swoją wiedzę, a kiedy tylko ktoś go potrzebował, to pojawiał się.

Kostka: 2

Etap 3:
Przedostatni dzień pracy i co się dzieje? Wszyscy chodzą jacyś poddenerwowani i nie bardzo chcą podzielić się wiedzą na temat tego co się dzieje. Na szczęście zbieg okoliczności chciał, by zaniósł papiery do dyrektora szpitala i podsłuchał rozmowę, która miała miejsce w jego gabinecie. Okazało się, że ktoś stłukł wazon i nikt nie chce się przyznać. A co najgorsze była to jakaś ważna pamiątka. Trzeba było coś wymyślić. Miał pomysł, jednak był bardzo ryzykowny. Raz kozie śmierć! Chłopak pobiegł do pobliskiego bazaru i kupił pierwszy lepszy wazon, po czym przyniósł go do gabinetu. Na całe szczęście wyglądał IDENTYCZNIE i szef był szczęśliwy. Ten staż nie mógł przebiec lepiej!

Kostka: 5 - 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : York, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13527-richard-hendley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13535-okreslic-komus-nature-problemu-medycznego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13537-poczta-medyka#360304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13536-richard-hendley




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Paź 15 2016, 15:33

Kurs na uzdrowiciela
Retrospekcja, rok 2006, od razu po ukończeniu studiów
Etap I
Kostka:6

Richard był cały zlany potem. Otrzymał życiową szansę, której nie mógł przepuścić. Początkowo nawet nie mógł uwierzyć, że przy takiej konkurencji dostał się na kurs do Munga. Mężczyzna chodził nieco rozdygotany za przydzielonym mu opiekunem który miał sprawdzić jego umiejętności. Pierwszego dnia został wysłany na Wypadki przedmiotowe. Początkowo nie było praktycznie nikogo do leczenia, więc Richard nieco się uspokoił myśląc, że może odbimba dzień bez roboty. Niestety koło południa trafił do nich pacjent oblany jakąś substancją żrącą. Z wywiadu wyszło, że był to eliksir Eksplodujący. Opiekun kazał Hendleyowi zabrać pacjenta do gabinetu, obejrzeć go i uleczyć. Z dzwoniącym sercem mężczyzna wykonał zadanie, nawet zdziwił się jak łatwo mu poszło. Wystarczyło użyć episkey i eliksiru na poparzenia i pacjent wyglądał jak nowy. Otrzymał nawet pochwałę od opiekuna i kazano mu przyjść ponownie jutro. Dzień pierwszy zaliczony!

Etap II
Kostka:5

Drugi dzień tak samo jak pierwszy nie zapowiadał się kolorowo. Pacjent z Urazów magizoologicznych był w tak fatalnym stanie, że początkowo jedyne co Richardowi się chciało to wymiotować. Nie miał jeszcze styczności z atakiem hipogryfa, a przerabiana teoria nie odzwierciedlała praktyki. Wziął głęboki oddech i zabrał się do roboty. Najpierw zajął się najgroźniejszymi ranami, czyli złamanymi zebrami i otwartym złamaniem. Rany od pazurów wyglądały na głębokie, ale skoro pacjent żyje, to nie jest jeszcze źle. Objął zaklęciem jeszcze płuca dla świętego spokoju, bo nie wiedział, czy odłamki żeber nie wbiły się w opłucną. Następnie zajął się pozostałymi ranami, a kiedy skończył poczuł się bardzo źle i nagle zemdlał. Najwidoczniej organizm nie wytrzymał psychicznie i musiał się zrestartować. Całe szczęście stało się to po wykonaniu zadania, i Richard otrzymał jedynie ostrzeżenie. Dzień drugi zaliczony!

Etap III
Kostka: 4

Kolejny dzień, kolejny dział. Zakażenia magiczne nie miały drastycznych widoków, ale trzeba było bardzo uważać, by samemu się nie zarazić. Od opiekuna dostał zadanie określenia, czy pacjent jest chory i wymaga izolacji, czy oblał się jakąś substancją. Niestety wściekle fioletowe bąble na całym ciele mówiły same za siebie. Richard postanowił poinformować pacjenta o chorobie. Ten bardzo się przestraszył i bał się czegokolwiek więcej dotknąć, ale Hendley używając prostych sformułowań i porównań, by ta cała medyczna terminologia brzmiała po ludzku uspokoił pacjenta, a nawet zrobił na nim wrażenie. Po umieszczeniu chorego w izolatce i usłyszeniu gratulacji od opiekuna czekała go jeszcze miła niespodzianka. W dowód wdzięczności otrzymał magiczny flet, na których obiecał nauczyć się grać. Dzień trzeci zaliczony!

Etap IV
Kostki: 3

W przedostatni dzień wysłano go na Zatrucia eliksiralne i roślinne. Początek dnia był dość nudny, chorzy mieli proste do rozróżnienia objawy i podanie odtrutki było banalnie proste. Na prawdziwy test Richard musiał czekać aż do wieczora, kiedy miał już właśnie wychodzić. Pacjent z podejrzeniem zatrucia przez Langustnika Ladaco w drodze do gabinetu paręnaście razy przewrócił się na progu, a nawet trafił w framugę drzwi zamiast przez nie przejść. Z wywiadu okazało się, że na obiad zjadł homara, co łącznie z poprzednimi objawami wskazywało na Ladaco. Hendley wyjaśnił pacjentowi różnicę pomiędzy dwoma zwierzętami, oraz podał odpowiednią odtrutkę. Ze smutkiem dodał, że efekt uboczny musi przeczekać, ale od razu się rozweselił, kiedy zobaczył uniesiony w górę kciuk od opiekuna. Dzień czwarty zaliczony!

Etap V
Kostka: 4

Ostatni dzień i czeka go test! Bardzo podniecony Hendley zjawił się na Urazach pozaklęciowych. Pacjent wymiotujący i wydalający płynny kał na izbie przyjęć został bardzo szybko zaprowadzony za zatrucia, a kiedy przyznał się do używania Remordeo odprowadzono go do pozaklęciówkę. Opiekun Richarda nie był zadowolony z kłamstw pacjenta, ale nakazał Richardowi zbadać go jeszcze raz i użyć odpowiedniego eliksiru. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, kiedy nagle z ciała pacjenta zaczęła lecieć krew. Richard zachowawszy zimną krew odczytał na szybko etykietę eliksiru, i kręcąc autokrytycznie głową złapał flakonik z identycznie wyglądającą substancją, a za pomocą zaklęć powstrzymałeś krwawienie. Mężczyzna starł pot z czoła, a za szybką reakcję mimo popełnionego błędu opiekun zaliczył mu ostatni etap. Dzień piąty zaliczony!

Test
Kostki: 3,6,1= 10

Przyszedł pozytywnie nastawiony. Skoro udało mu się przejść kurs bez wielkiej wpadki to powinien zdać bez problemu. Richard uśmiechnął się do swojego opiekuna, który towarzyszył mu przez ten okres a teraz położył przed nim test. Hendley po minutowym wyciszeniu emocji zaczął zaznaczać odpowiedzi jego zdaniem odpowiednie. Kiedy skończył z wielkim uśmiechem powitał napis "test zaliczony pozytywnie". Miał parę błędów które będzie musiał przestudiować ale nie było to w tym momencie ważne. Był teraz pełnoprawnym uzdrowicielem a to trzeba uczcić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Lis 15 2016, 14:24

Kurs: asystent uzdrowiciela
część pierwsza: 3, 6, 6, 4;

Jose przeważnie umie działać w sytuacjach stresowych a kurs w szpitalu, w którym kiedyś chciałaby pracować, do takowych można zaliczyć. Przyszła przed czasem, szukając odpowiedniej sali i swojego opiekuna, a kiedy nadszedł czas wysłuchała jego poleceń. Warzenie eliksiru. Prosta sprawa, przecież nie bez powodu uczyła się tego przez całe studia i jeszcze w szkole, we Francji. Tymczasem kiedy została sam na sam z sową, która miała posłużyć jej za obiekt doświadczalny nie wiedziała co robić. W głowie przeszukiwała każdą możliwą "skrytkę", by przypomnieć sobie przepis na ten cholerny eliksir. Oczywiście znała jego zastosowanie i tak dalej, ale składniki... na Merlina! Czas dłużył się i dłużył, a kiedy zerknęła na zegarek okazało się, że zostało jej pięć minut do końca. Zrezygnowana uznała, że przecież każdy może mieć gorsze dni i skierowawszy się do drzwi.
Wtedy nagle dostała olśnienia.
Warzyła wraz z koleżanką dokładnie ten sam eliksir w ostatniej klasie, kiedy zadecydowała, że na studia chce wyjechać do Stanów. Przecież on był taki prosty! Uradowana, szybko wróciła do swojego "tworu", przypominając sobie po kolei każdy etap tworzenia a gdy myślała, że skończyła spojrzała na siedzące w klatce stworzenie. Niestety, eliksir okazał się totalną klapą.
W tym samym tygodniu dostała drugą szansę, która poszła jej znacznie lepiej. Co prawda miała chwilę zwątpienia, kiedy jednak wzięła się w garść wszystko poszło jak należy.

część druga: 3, 4;

Pech chciał, że ONMS było chyba najmniej przez nią lubianym przedmiotem. Zawsze była zdania, że kiedy zostanie uzdrowicielem lub kimś w tym zawodzie, nie będzie musiała spotykać się ze zwierzątkami, tylko z ludźmi. Gdy została sam na sam z wielkim dzbanem, uznała, że prościej będzie wsadzić tam rękę, zamiast bawić się w rzucanie zaklęć. I tym sposobem przekonała się, że wagarowanie podczas lekcji o zwierzakach było największą głupotą, jaką mogła popełnić... zaklęcie uzdrawiające znała, chociaż skorupa na ręce nie wywołała w niej obrzydzenia - wręcz przeciwnie, fascynację. Oglądnęła ją a potem ze stoickim spokojem posłużyła się Vulnus Alere. Zaklęcie podziałało, pufek niechętnie opuścił swoją norę.

część trzecia: 1, 6;

Kiedy nadszedł ostatni tydzień kursu, cieszyła się. W końcu będzie mogła w spokoju odsapnąć, choć była przekonana, że przecież teraz powinna mieć kilka dni spokoju w szpitalu. Jakże bardzo się pomyliła, gdy kazano jej zbadać dziecko. Jose nie miała z dziećmi najmniejszego problemu - całkiem za nimi przepadała, dlatego starała się być miła. Jednak podczas badania doszła do wniosku, że nie trafiła na dziecko a na rozwydrzonego bachora. Pierw myślała, że bachor jest złośliwy, bo tak, ale zaraz potem przypomniała sobie, że dzieci są najzwyczajniej w świecie złe. Z-ł-e. Nie dała rady, wzywając posiłki.
Los chyba sprzysięgał się przeciwko niej podczas ostatnich trzech tygodni, bo okazało się, że kolejnym jej pacjentem znowu jest... dziecko. Tym razem już nie próbowała być miła, tylko od razu przeszła do badania, uspakajając rodziców i mówiąc, żeby przez chwilę milczeli. W końcu wpadła na pomysł co mu może być i prawie pozbyła się natrętnej rodzinki z gabinetu, gdy do sali wrócił jej opiekun. Ona się cieszyła, oni trochę mniej.
- Ale jak to źle? - zawiedziona wyszła z gabinetu, chociaż uzyskała uprawnienia do pełnienia takiej funkcji, o jaką się ubiegała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mniejsza izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Izba przyjęć
» Izba przyjęć
» Izba Pamięci
» Izba Pamięci
» Izba Pamięci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-