IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Lodowe jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Z dormitorium.
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 8
Dodatkowo : animagia (pies)
  Liczba postów : 475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8915-flora-selene-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8916-ksiezycowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8917-sowa-ksiezycowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8919-flora-selene-lyons




Gracz






PisanieTemat: Lodowe jezioro   Czw Sie 28 2014, 14:59

First topic message reminder :


Lodowe Jezioro



Jest to miejsce, które kryje się za lasem. Dojście jest tutaj bardzo trudne, dlatego tylko nielicznym udało się odnaleźć jezioro, które przez cały rok pozostaje pokryte niewielkimi bryłami lodu, kry natomiast występują bardziej przy brzegu. Temperatura wody jest zaskakująco wysoka, jednak nie próbujcie pływać tutaj dłużej niż godzinę, bo z pewnością nie uda Wam się uniknąć wizyty w szpitalu św. Munga, o ile oczywiście na czas nie wyjdziecie na brzeg.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Luton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 37
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12635-thorne-carswell#341862
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12638-poznajmy-sie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12641-carswell#341991
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12640-thorne-carswell#341990




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sob Cze 18 2016, 21:14

Oczywiście, nie miał jej tego za złe. Choć, może od czasu do czasu go to bolało. To nie miało większego znaczenia. Najważniejsze było to, że dziewczyna wiedziała ile dla niego znaczy. Nie będzie robił jej wyrzutów z tego, że nie potrafiła wyrazić swoich uczuć. On, po prostu łatwo się przywiązywał to tyle. Przyzwyczaił się do tego, że dziewczyna nie okazywała swoich uczuć. Choć, gdzieś tam głęboko, miał nadziej. Że dziewczyna kiedyś, powie mu coś takiego. Nie miał zamiaru tego z niej wyduszać, to nie bło potrzebne.
- Jak tak chcesz, ja jednak pozostanę ostrożny. - uśmiechnął się do niej. Czasem, jej tok myślenia, nie był zbyt rozważny. Albo, może on był za bardzo nie ufny, do takich rzeczy. Tak czy siak, wolał zostać bardziej przy brzegu. Jeśli, coś by było nie tak, mógłby zareagować. Oczywiście, ciągle zerkał co takiego porabiała Hill. Czuł się tak jakby za nią odpowiedzialny, bo ona jak na razie ona do odpowiedzialnych nie należała. Czasem miał wrażenie, ze lepiej dogadałaby się z jego bliźniakiem. Niż z nim, w sumie, dawno go nie widział. Ciekawe co kochany braciszek, teraz porabia. Pewnie psuje komuś życie i jest wredny. Jak zawsze. Nie miał nigdy żadnych wątpliwości, że Shane nie poradzi sobie w życiu. Pewnie, poradzi sobie w nim lepiej niż Thorne. Spojrzał się na nią, jak na wariatkę. Gdy podzieliła się z nim, swoimi przemyśleniami. Wyglądała przy tym bardzo poważnie, nawet byłby skłonny jej uwierzyć. Ale jakoś, nie potrafił. Parsknął delikatnie śmiechem i pokręcił głową. - Taa, na pewno. Roi się tutaj od potworów. - [/] wywrócił oczami. [[i] - Potrafię nurkować, ale jednak. Wolę zostać tutaj. Będę Cie osłaniał z góry. - zaśmiał się i obserwował jej wygłupy. Według niego, nie był to najlepszy pomysł. Nadal, nie dawało mu tutaj coś spokoju. Musiał być tutaj jakiś haczyk i to nie mały. Po prostu musiał.
Po chwili, poczuł jak ktoś ciągnie go za nogawkę. To był na pewno, jeden z tych potworów, o których mówiła przed chwilą Hill. Tak, był tego pewien że to potwór z Salem. Nie wiedział, czy dziewczyna chce go przestraszyć, czy bardziej zaciągnąć pod wodę. Miał nadzieje że tylko przestraszyć. Bo inaczej, cóż. Wtedy już nikt nie będzie nikogo, obserwował. A on, chyba nie za bardzo potrafił nurkować z otwartymi oczami. Nagle Hill, złapała za rękę, później przeszła na barki i coś wymamrotała. Nim się obejrzał był prawie pod wodą. Zdążył nabrać delikatnie powietrza i puff. Nie było go, woda go podtapiała.
Zabije Cię, Hill.
Co zabawne, nawet się nie wierzgał. Tylko czekał aż dziewczyna łaskawie go puści. Gdyby zaczął się wierzgać, wtedy szybciej straciłby powietrze, którego tak na prawdę za dużo nie miał. Lepiej nie ryzykować i mieć nadzieje, że dziewczyna zaraz się opamięta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 274
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Nie Cze 19 2016, 11:51

W końcu Courtney odpuściła i wypłynęła na wierzch. Zaniepokoił ją nieco spokój Thorne'a, kiedy ani razu nie zaprotestował wciągnięciu pod wodę, w której siedzieli już dobre pół godziny. A może więcej? Kalifornijka całkiem straciła poczucie czasu, ale zdrowy rozsądek wcale nie miał zamiaru się w niej odezwać, każąc wyjść z wody. Mimo to podpłynęła do brzegu i zrezygnowała z dalszych popisów, ale to tylko dlatego, że zaburczało jej w brzuszku.
- Nie wiem jak ty, ale ja zgłodniałam - stwierdziła, mokrymi rękoma grzebiąc w torebce w poszukiwaniu różdżki. Kiedy wreszcie ją znalazła, powiedziała krótkie: - Silverto - i jej ubrania natychmiast stały się suche. Poczuła się o wiele lepiej, zrobiło jej się ciepło i przyjemnie. - Nie wiesz może, gdzie w okolicach Hogwartu jest jakiś dobry skład eliksirów? Lub chociaż sklep? Ogólnie to chętnie bym się zapożyczyła, ale nie mogę tak sobie brać co chwilę składników, bo w końcu przyuważą - powiedziała, jednocześnie przeczesując palcami włosy, by w końcu je związać w niedbałego koka. Potrzebowała kilku rzeczy, których nijak nie potrafiła zdobyć i nie wiedziała, do kogo się z tym zwrócić. Ostatnio nawet była bliska zaspokojenia swojej potrzeby, ale jej towarzyszka, z którą miała się wybrać, nie zjawiła się na miejscu. - Mogę ci nawet uwarzyć jakieś cudeńko, jeśli mi tylko podpowiesz, gdzie mam szukać - wyszczerzyła ząbki w radosnym uśmiechu, mając jednocześnie nadzieję, że Thorne jej pomoże. Niedługo nadejdą wakacje i wypadałoby zrobić jakieś zapasy, heh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Luton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 37
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12635-thorne-carswell#341862
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12638-poznajmy-sie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12641-carswell#341991
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12640-thorne-carswell#341990




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Pon Cze 20 2016, 19:53

Gdyby, chłopak zaczął się szamotać. Pewnie za długo by nie przeżył pod wodą. Takie zachowanie, było najlepszym rozwiązaniem. Wiedział, że dziewczyna prędzej czy później da sobie spokój. Oczywiście, miał nadzieje że prędzej. Gdy go puściła, od razu wypłyną i zaczął głęboko oddychać. - Zabiję Cie, Hill - pokręcił głową i ochlapał ją wodą, gdy miał taką okazje.
- Przydałoby się coś zjeść - odparł wychodząc z wody. Otrzepał się z wody, o ile to jest w jakimś stopniu możliwe i ubrał na siebie swoją suchą koszulkę, buty i skarpetki. Po czym, poszedł w ślady dziewczyny i za pomocą zaklęcia , wysuszył się. Co za ulga! Nie lubił mieć mokrych ciuchów.
- Dobry sklep eliksirów ? - powtórzył zastanawiając się, ale zaraz pokręcił głową. - Nie, nie mam pojęcia. - mruknął. Niestety Thorne, był po prostu bez użyteczny, jeśli chodzi o takie rzeczy.A eliksiry, cóż, powiedzmy to łagodnie. Nie lubił ich, a co do "pożyczania składników." Cóż, nie odniósł się do tego. Czasem, lepiej nie wiedzieć. - Będę pamiętał, na przyszłość. - odparła spokojnie i odwzajemnił jej uśmiech. - Ale wydaje mi się, że powinnaś sprawdzić na Pokątnej w Lonydnie. Tam na pewno coś znajdziesz i to nawet dużo. - pokiwał głową. Każdy tam kupował.
- Więc jak. Idziemu coś zjeść, gdzieś? - zapytał dziewczyny z uśmiechem. W końcu, byli głodni. A głód, to złe uczucie. Człowiek głodny, to człowiek zły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 274
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Pon Cze 27 2016, 00:33

Kalifornijka usiadła na jakimś kamieniu, bo mimo dobrej kondycji, nieco zmęczyła się tymi wybrykami w wodzie. Powinna chyba palić mniej papierosów. I czy można dzisiejszy wypad zaliczyć jako sesję biegania, którą powinna wykonać wieczorem, a nie miała już na nią sił? Chyba tak.
- To najwyraźniej zostaje tylko ta Pokątna. No nic, wybiorę się tam w najbliższym czasie - westchnęła zrezygnowana, bo oznaczało to, że niczego nie podkradnie i będzie musiała użyć swoich galeonów do zdobycia tych cudów. Rzuciła ostatnie spojrzenie na jeziorko, bo pewnie nie zapamięta drogi i nie będzie potrafiła dojść tutaj drugi raz, a różdżkę wrzuciła z powrotem do torebki. - Wracamy młody, na żarcie wpadniemy gdzieś po drodze - miała nadzieję, że gdzieś niedaleko jest jakaś fajna knajpka, bo gdy była głodna, robiła się naprawdę nieznośna. Czekało ją jeszcze wieczorne gotowanie, jako że ostatnimi czasy postanowiła nauczyć się kilku nowych potraw. Dziś było to wytrawne włoskie danie, którego nazwy nie pamięta; przypomina sobie jednak, że na fotografii w jej książce kucharskiej wyglądało całkiem przyzwoicie i apetycznie, dlatego na samą myśl o nim zaczęła żałować, że nie może sobie go po prostu wyczarować. Skierowała się z Thornem na ścieżkę, która prowadziła, jak im się zdawało, do Hogwartu i jeszcze po drodze męczyła go pytaniami, czy i z kim idzie na bal, bo w razie wu ona może mu załatwić jakąś towarzyszkę.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 47
  Liczba postów : 58
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13408-hail-cheney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13411-tylko-sie-nie-zakochaj
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15041-pisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13441-hail-cheney




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sro Paź 12 2016, 12:26

Lodowe jezioro znajdowało się w czołówce ulubionych miejsc Hail głównie dlatego, że musiała włożyć trochę wysiłku w jego odkrycie. Wszak dla większości było niedostępne, większość nigdy nie odkryła małego, schowanego za drzewami, przejścia. Ona jednak zdecydowała, że je znajdzie. No i znalazła. To przecież Hail Cheney, która nigdy nie daje za wygraną.
Tego wieczoru postanowiła podzielić się swoim odkryciem z Anastasią, toteż parę godzin wcześniej wysłała jej list z rozrysowaną drogą do jeziora, mając nadzieję, że trafi bez większego problemu. W końcu Waldegrave, to „zdolna bestia”, choć Hail nie była przekonana, co do jej umiejętności orientacji w terenie… Cóż, będzie miała okazję zaimponować przyjaciółce i wykazać się odrobiną kreatywności!
Usiadła lekko na brzegu jeziora i wpatrując się w jego oblodzoną taflę, myślami krążyła wokół Nastki. Skrzywiła się, kiedy po raz setny poczuła te nieznośne, nazbyt aktywne motylki w brzuchu. Wyglądało na to, że zagościły tam na dobre i pokazywały, co potrafią za każdym razem, kiedy myślała o przyjaciółce. Co za pech…  Westchnęła ciężko i ponownie wbiła ponure spojrzenie w taflę jeziora. Do ciężkiej cholery, przecież ona była Hail Cheney. Nie miała czasu na uczucia, nie lubiła oglądać miłosnych dram, a na myśl o tym, że mogłaby być częścią jednej z nich, wzdrygnęła się nieznacznie. Miała ochotę wziąć igiełkę i wszystkie te głupie motylki unicestwić raz na zawsze, ale przecież… Nie mogła. Nie potrafiła. Niestety.
Chcąc oderwać się od niepotrzebnych rozważań, szybkim ruchem ściągnęła zwiewną, białą sukienkę i zostając w samym stroju kąpielowym, wskoczyła do wody, która jak zwykle była zaskakująco ciepła. Nie myśląc długo, Hail zanurkowała w jeziorze i odpłynęła kawałek od brzegu, co jakiś czas wynurzając się na powierzchnię.

wyrzuciłam jedyneczkę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Chester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12318-anastasia-waldegrave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12347-czarna-slizgonska-owieczka#328672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12344-balaur
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12345-anastasia-waldegrave#328655




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sob Paź 15 2016, 11:52

Powrót do szkoły okazał się jednym wielkim niewypałem. Anastasia sądziła, że ten rok będzie dla niej początkiem nowego życia. Odkąd sięga pamięcią to zawsze przyrzekała sobie, że się zmieni, że pokaże siebie z innej strony, co było ukryte, zamknięte przed światłem dziennym, niedostępnym dla wszystkich z wyjątkiem nielicznej grupki osób. Nielicznym dała siebie poznać, pokazać jaka jest naprawdę. Tylko pytanie, czy był to dobry pomysł skoro sama nie była tego pewna. Nigdy niczego nie jest pewna, boi się ryzykować dlatego dystansuje się od ludzi i jest chamska. Woli ranić niż być ranioną.
Trzymała kurczowo wskazówek naprowadzonych na kartce, prowadzących prosto do lodowego jeziora. Kartkę tą dostała od Hail. Cieszyła się niezmiernie, że przyjaciółka jej zawierzyła i zdradziła lokalizacje tego miejsca. Słyszała niekiedy o tym miejscu pogłoski, ale nigdy go nie znalazła to też bała się, że nawet z tym świstkiem papieru zawiedzie i nie podoła dostaniu się do tego magicznego jeziora. Guzdrała się niemiłosiernie z opuszczaniem zamku i wybraniem w las, coś za leniwa zrobiła się Nastia ostatnimi czasy, również na naukę nie miała chęci, a to znak, że coś się dzieje skoro ten mul książkowy nawet od książek stroni. Poszukiwania zajęły Nastii okropnie wiele czasu, aż wstyd się do tego przyznać, ale chyba orientacja w terenie nie należała do jej zalet. W połowie drogi zaczęły nawiedzać niemałe wątpliwości panienkę Waldegrave, a co jeśli ten list nie napisała wcale Cheney, ale jakiś durny pierwszoroczniak próbujący spłatać jej głupiego figla?
Na ustach Nastii zawitał uśmiech, kiedy dostrzegła z oddali jakieś jezioro, to na pewno one, śmiała wysunąć taki wniosek po zobaczeniu przyjaciółki pływającej w wodzie. Przystanęła przed brzegiem, ani myślała wchodzić do wody. Nie chciała ściągać z siebie ubrań, bała się swojego wyglądu, ciała, które uważała za niezwykle brzydkie. Miała nadzieje, że Cheney nie będzie nalegać, aby i Nastia wskoczyła do wody. Ściągnęła z swojego prawego ramienia torbę kładąc ją na ziemie. Nie chciała przeszkadzać Hail w nurkowaniu to też jej nie wołała. Anastasia w towarzystwie przyjaciółki okazywała niemałą nieśmiałość, słowa jej się plątały i wychodziła na ostatnią niedojdę nie umiejąc zachować się normalnie przy jej boku. Wystarczał jej co prawda sam fakt, że mogła spędzić czas w jej towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 47
  Liczba postów : 58
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13408-hail-cheney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13411-tylko-sie-nie-zakochaj
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15041-pisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13441-hail-cheney




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sob Paź 15 2016, 14:08

Położyła się na plecach i dryfując po z pozoru zimnej, a jednak nadzwyczaj ciepłej wodzie, zamknęła oczy, a jedyne, co słyszała, to kojąca cisza. Uwielbiała niezakłócony spokój, chwile, kiedy była zupełnie sama, wszak Hail zaraz po perfekcji, ceniła samotność. Samotność z wyboru i jedyna osoba, na której widok Ślizgonka mogłaby się teraz ucieszyć, właśnie stanęła przy brzegu jeziora, co nie umknęło jej uwadze. Serce zabiło nieco mocniej, a ona sama posłała przyjaciółce lekki, niewymuszony uśmiech i przewracając się na brzuch, popłynęła w jej stronę.
- Cześć. – Rzuciła, wychodząc z wody. Cheney w przeciwieństwie do Anastasii, nie wstydziła się swojego ciała, wręcz przeciwnie – eksponowała je. W końcu forma, jaką osiągnęła, była wynikiem ciężkiej pracy fizycznej, jak i zdrowych nawyków żywieniowych, które stopniowo wdrażała w życie. Z jakiegoś powodu jednak – nie trudno się domyśleć, jakiego – tym razem na jej twarz wpłynął lekki, acz zauważalny rumieniec i blondynka szybciutko wskoczyła w bezpieczną sukienkę. – Mogłaś wejść do wody, wcale nie jest taka zimna, jak się wydaje. Wręcz przeciwnie, jest przyjemnie ciepła. – Wciąż nieco zarumieniona, badawczym wzrokiem spojrzała na przyjaciółkę i już po chwili dotarło do niej, z jakiego powodu Nastka zrezygnowała z kąpieli. – Ach. – Omiotła wzrokiem jej sylwetkę i podchodząc nieco bliżej, wciąż jednak trzymając odpowiedni dystans, dodała. – Nie masz się czego wstydzić, wierz mi. – Posłała jej nieco zadziorny, acz szczery uśmiech i siadając lekko na ziemi, poklepała miejsce obok siebie. – Zdolna jesteś, trafiłaś tutaj zdecydowanie szybciej, niż ja. Spóźniłaś się zaledwie… Godzinę. Ja znalazłam jezioro po jakichś pięciu, a żeby cię pocieszyć, dodam, że wciąż kręciłam się w kółko, szukając drogi. – Choć podnoszenie ludzi na duchu nie było specjalnością Hail, która wolała raczej gnębić, niż pocieszać, tym razem szczerze (!) się starała.
Słońce zmierzało ku zachodowi, tworząc tej dwójce nieco zbyt romantyczną atmosferę i choć Ślizgonka zdecydowanie nie należała do wrażliwych, zauważyła to od razu. Nie chcąc dać po sobie poznać, że jest troszeczkę, dosłownie odrobinkę speszona, posłała przyjaciółce promienny uśmiech. A w głowie szukała bezpiecznego tematu, który ani trochę nie zdradziłby jej uczuć.
- O, wiesz, z kim się ostatnio spotkałam? – Spojrzała na Anastasię i zmrużyła lekko oczy. – Poznałam takiego faceta. – Tak, to z pewnością najlepszy z możliwych tematów! – Ideał, mówię ci, zabrał mnie na jakąś kiczowatą romantyczną kolację, ale był taki wiesz… Inteligentny… - Przybrała ton zachwyconej szkolną miłością nastolatki. – Dość wysoki, brunet, bardzo przystojny. – Przywołując na twarz błogi uśmiech, położyła się na ziemi. – Mamy spotkać się jeszcze w następnym tygodniu. – Zamilkła na chwilę i szturchając towarzyszkę łokciem, zerknęła na nią wymownie. – A ty? Masz kogoś na oku? Przyznaj się, wiesz, że nic mi nie umknie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sro Paź 11 2017, 23:43

nieparzysta

Ciężar odpowiedzialności nie jest mi całkowicie obcy - choć udaję, że nie obchodzi mnie los zjaw przemykających po mojej głowie w proroczych wizjach, choć twierdzę - robiąc wszystko, by wewnętrzny głos nie załamał się ani trochę, bym sama nie zwątpiła w to, co mówię - że ingerowanie w enigmatyczną przyszłość przynosi więcej szkód niż pożytku…
Jestem odpowiedzialna - za nich wszystkich. Razem i każdego z osobna. Przede wszystkim każdego z osobna - bo nie traktuję ich bezimiennie, po wizji żyją w mojej głowie jeszcze przez wiele dni - nawet jeśli ponownie w niej nie zagościli; wtedy też najczęściej wracam do wspomnień z tego jednego, efemerycznego spotkania przebiegającego na nieinterpretowalnej płaszczyźnie (być może tylko ja mam taki problem ze zrozumieniem, co chce powiedzieć mi przyszłość, ale gąszcz symboli, w których tonę, niczego nie ułatwia) i kluczę bez sensu - rzadko kiedy wiem, kogo powinnam dopasować do konkretnego cienia.
Ona… ona jest wyjątkowa. Nasze twarze scaliły się, maska - wyraźna jak nigdy dotąd - jej twarzy przywarła do mojej; była mną - albo ja byłam nią. W tamtej wizji stałyśmy się jednością - a ja nie wiedziałam, jak mam to rozumieć. Zrozumiałam więc po swojemu, uznając, że w jej przypadku nie mogę sobie pozwolić na zachowawczy dystans i przybieranie niewzruszonych póz.
Nie potrafiłam przejść obojętnie obok wszystkiego tego, co kłębiło się w jej sercu i myślach. Ale wciąż nie wiedziałam, jakie zadanie mam do spełnienia - po prostu być przy niej brzmiało tak nieadekwatnie do tego, co się działo - ona nie potrzebowała pomocy, ona rozpaczliwie o nią wołała, choć krzyk grzązł gdzieś w samotności niezrozumienia, a do mnie docierało jedynie jego (zniekształcone?) echo.
Byłam w samym środku - pomiędzy nią a wymierzonymi w jej stronę atakami, komerażami, zastanawiając się, co takiego rzekomo zrobiła Marce, że teraz musi to wszystko znosić? A słów padło wiele, zbyt wiele - lecz podniesione głosy ucichły równie szybko, gdy Marceline zapadła się pod ziemię.
Boję się o nią - i nie jest to niepokój, lecz przerażenie, bo wiem, jak bardzo pozostaje kruchą, jednocześnie będąc najsilniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam (może kiedyś nauczę ją patrzyć na siebie moimi oczami?).
Gdy w chatce nie zastałam nikogo, teleportowałam się na skraj lasu, wdzierając się arterią wprost do jego serca, by przemierzyć dzielący mnie od jeziora odcinek już pieszo; tempo, które obrałam, zdecydowanie nie było spacerowe - szukałam jej wzrokiem, wiedząc, że spotkam ją po drodze - że ona również nie podarowała sobie przemierzenia tej najtrudniejszej, ostatniej prostej (krzywej?) bez ułatwień. Dogoniłam Marce niemalże tuż przed miejscem, w którym znajdowało się rozgałęzienie prowadzące nad jezioro i bez słowa splotłam nasze dłonie, obdarzając ją uśmiechem, w którym trudno było się doszukać choć krzty wesołości.
Na brzeg dotarłyśmy już razem, a towarzyszyła nam cisza - jak zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Czw Paź 12 2017, 19:29

Nigdy nie czuła czegoś takiego.
Miała wrażenie, że ilekroć odczuwa zbyt wiele, ktoś umyślnie bądź nie - wchodzi w nią i wypełnia na tyle szczelnie, by czasem żadne emocje nie uleciały gdzieś ponad nią. Chciała je oddać, nie zaprzątać sobie głowy, by już nigdy więcej nie musiała przybierać maski zobojętniałej na codzienność, która przerastała ją w każdym muśnięciu i lekkim powiewie okraszonym nutą niepewności, której tak nienawidziła. Wzgardzała bezsilnością, ale czasami dłonie, które były związane niewidzialnymi pętami ograniczeń, zmuszały ją do tego, by się wycofywała i szukała ratunku gdzie indziej. Wmawiała sobie, że to tylko kłamstwo, iluzoryczna zachcianka, zwykłe widzimisię, ale gdy noc spowijała niebo, a mrok wkradał się pod puszystą pościel - wiedziała; była świadoma, że to nie jest jedynie wyimaginowane wrażenie, a realna potrzeba skosztowania czegoś, co wydawało się tak obce.
Może to dlatego tak dziwnie reagowała na obecność ciemnowłosej dziewczyny, kiedy spotykały się na ich wspólnym krańcu świata i w milczeniu ofiarowywały sobie więcej niż pustymi frazami, które nie miały już żadnego znaczenia? Dla Marceline, która kochała ciszę było to dużo bardziej istotne, aniżeli jakakolwiek nieprzychylna sentencja i osąd związany z jej osobą, jakby nie potrafiła znieść krytycznej oceny związanej z przeszłością, która ich nie dotyczyła, a na którą - nikt - aż do teraz nie miał dowodów. Zatuszowana sprawa dzięki sprytowi starszego mężczyzny i ona - zagubiona, połamana laleczka, której drobne dłonie dopiero składały na nowo świat; rozsypany, nieposiadający stałych elementów.
Tylko ona nie dociekała.
Wykonywała wolne kroki w stronę jeziora, szukała stabilnego terenu, na którym mogłaby poczuć się pewniej niż gdziekolwiek indziej. Tęczówkami wodziła po przestrzeni malującej się tuż przed nią i nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów, które opisywałyby to co aktualnie odczuwała. Jak wiele jest do oddania i jak wiele do wzięcia, gdy to przeznaczenie podsuwa kolejne scenariusze, które można zaakceptować lub wyrzucić do kosza niczym niepotrzebne śmieci? Spisane litery na pergaminie przez Tiverton odbijały się głuchym echem w czaszce Holmes, jakby słyszała jej delikatny głosik, który serwuje liczne rozwiązania, ale jedno było pewne - by pokonać lęk, musiała się z nim zmierzyć.
Z rozmyślań wyrwało ją przyjemne ciepło, które poczuła, gdy splotła z kimś palce; z kimś tak znajomym i wyczekanym, jakby tylko uśmiechem mogła podziękować za jej obecność, która uwolniła ją z dalszych rozmyślań. Marceline nieśmiało spojrzała na Ullę i przygryzła policzek od środka. Chciała coś powiedzieć, zaproponować, ale głos jej grzązł w gardle, dlatego nie miała dostatecznie dużo odwagi, by spróbować choć otworzyć spierzchnięte wargi. Jedynie szła wolno, by wreszcie zatrzymać się przy tafli jeziora i pozwolić wszystkiemu płynąć, jakby tylko to się liczyło i tylko to miało znaczenie. Świat nie musiał dla nich istnieć, byleby mogły współgrać w wykreowanej przez nich samotni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sob Paź 14 2017, 00:04

Czasem cisza mówi więcej niż potok zagłuszających prawdę słów.
Wydawało mi się, że tym razem to Marce powinna zakończyć interwał pierwsza, ja mogłam jedynie cierpliwie czekać, nie naciskając ani nie pospieszając - przeczuwałam, że ten wyczekiwany moment w końcu nadejdzie, poniekąd poprzedzał, zwiastował go list, który od niej otrzymałam. Zanim zdecydowałam się na jego zniszczenie, czytałam go wielokrotnie, wykuwając każdą literę w ścianie pamięci. Wiedziałam, jak dużo musiało ją kosztować takie wyznanie - i liczyłam na to, że nieprzypadkowo wspomniała o swoim zamierzeniu, ucieczce od problemów jak najdalej stąd. Gdyby tak naprawdę chciała uciec, czy kwapiłaby się, żeby jakoś to zasygnalizować? Nie wiem, czy i na ile ją znam - wydaje mi się, że zbyt dobrze, choć przecież nasza znajomość dopiero rozkwita - ale czasem spotyka się na swojej drodze ludzi, z którymi rozmawia (albo - w tym przypadku - milczy) się tak, jakby znało się ich pół życia. Wydaje mi się, że ją rozumiem - po części, choć trochę, na tyle, by podejrzewać, że ucieczka to ostatnie, co Marce chce zrobić; że właśnie dlatego się ze mną skontaktowała - bym odwiodła ją od tego pomysłu? Pewnie wysnuwam zbyt daleko idące wnioski, może powinnam poczekać na rozwój wydarzeń, ale nie potrafię przestać myśleć o tym, co zrobić, żeby ją tutaj zatrzymać, nie pozwolić się wyślizgnąć jej dłoni z mojej.
Kiedy w końcu dotarłyśmy nad jezioro, bez chwili namysłu zrzuciłam z siebie płaszcz i buty, po czym w sukience wskoczyłam do wody, odchodząc od brzegu na tyle, by móc zanurzyć się cała. Wbrew pozorom to temperatura powietrza była znacznie chłodniejsza od otulającej mnie toni.
Nie musiałam mówić, żeby dołączyła do mnie - obdarzyłam Marceline spojrzeniem, w którym kryło się coś na kształt wyzwania; niech wyjdzie ze swojej strefy komfortu - nawet w taki sposób. Chciałam przekonać ją, żeby zaczęła robić kroki do przodu, zamiast cofać się i ślizgać na granicy; żeby przyjęła postawę ofensywną zamiast defensywnej. Czasem takie małe rzeczy potrafią zmienić dużo w sposobie myślenia, może nawet przyczynić się do ogromnych zmian. Jeśli się odważy - tu, teraz, zaraz - może zrobi to ponownie w chwili, gdy będzie tego wymagała sytuacja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Pon Paź 16 2017, 07:16

Niektórzy byli przyzwyczajeni do ciszy jaką serwowała, inni nie potrafili jej znieść. Gdzie w tym wszystkim była Ulla? Znajdowała się ponad to czy żyła gdzieś pomiędzy jakby ignorując fakt, że Marceline nie potrafi mówić i bynajmniej - nie zamierza się otwierać niczym księga zaklęć, a zarazem staje się najbardziej oczywistą osobą? Osiemnastolatka zapewne chciała, by ktoś ją wysłuchał, usłyszał niemy krzyk, przeanalizował jej zniknięcia i podjął odpowiednie kroki, choć nie zamierzała dawać sobie pomagać, traktując to jako ujmę i mus, który nakazywał rozwiązać problemy samotnie. Ten jeden raz zaryzykowała jednak i pozwoliła przedrzeć się Tiverton przez barierę jaką wykreowała, by ten jeden raz pokazać, że potrafi, tylko trzeba zapalić światełko w odpowiednim tunelu, którym winna kroczyć od teraz - być może - na zawsze.
Jesteś na to g o t o w a?
Holmes przyglądała się okolicy z taką samą fascynacją jak wtedy, gdy dotarły tu po raz pierwszy. Dokładnie tak samo trzymała wtedy dłoń brunetki i czuła jak przyjemne prądy przebiegają wzdłuż jej kręgosłupa, a z niewyjaśnionych przyczyn, tworzy się specyficzny ucisk w podbrzuszu, który sygnalizuje o wykreowaniu uczuć i emocji nieznanych. Dzisiaj wszystko było takie samo; w ten sam sposób ujęła smukłe palce koleżanki i szła równo z nią, by ani na sekundę nie zgubić ciepła, którym emanowała. Kątem oka przyglądała jej się, obserwowała idealnie prostą linię nosa i warg, które zaróżowione od chłodniejszej temperatury nabrały kolorytu, zaś na widok zarumienionych policzków uśmiechnęła się mimowolnie i pokręciła z rozbawieniem głową. Kiedy jednak skupiała się na rzeczach trywialnych, zorientowała się jak Tiverton wymyka się z jej uścisku, a zaraz potem zanurza się w wodzie, na co rudowłosa zastygła w bezruchu. Nie umiała pływać i nie wiedziała co powinno się wydarzyć, by w ogóle się na to zdecydować.
- Ulla, ja... - zaczęła nieśmiało, choć wdawanie się w jakąkolwiek polemikę nie miało najmniejszego sensu. Obserwowała bacznym wzrokiem każdy ruch krukonki aż wreszcie sama zsunęła z wątłych ramion kurtkę i ruszyła niepewnie w stronę jeziora. Po drodze zostawiła także buty, by chwilę później skontrolować dłonią temperaturę wody. Gęsia skórka otuliła drobne ciało starszej z dziewczyn, co jasno wskazywało na chęć ucieczki, którą przezwyciężyła w momencie, gdy to przypomniała sobie - z kim tu jest. - Nie umiem pływać - przyznała się w końcu, kiedy to znalazła się tuż obok brunetki i mimowolnie złapała ją za dłoń. Woda przyjemnie pieściła zmęczone ciało przez materiał, który rysował kształt piersi Merci nie przyozdobiony żadną bielizną. Nuta skrępowania pojawiła się na jej twarzy, gdy to z trudem próbowała zasłonić dłońmi dekolt, a jedyną sposobnością na to było zanurzenie się do ramion, by tylko obojczyki odznaczały się nad linią wody. - Jeśli się rozchoruję, to sama będziesz mnie leczyć - zażartowała i wreszcie uśmiechnęła się po raz pierwszy.
Szczerze.
Może tym razem było warto?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Czw Paź 19 2017, 12:17

To było jak przechadzka po lesie fikcji - nie byłam pewna, ile jest prawdy w każdej kolejnej mijanej minucie, a ile mojej kreacji - na ile odtwarzam to, co zobaczyłam wcześniej, a na ile pozwalam rzeczywistości wydarzyć się samej. Stwórca czy odtwórca, kim tak właściwie byłam, kiedy struny emocji wygrywały dokładnie tę samą melodię, którą usłyszałam, gdy kilkanaście dni temu w szklącej się tafli kryształowej kuli widziałam nasze dłonie splecione ze sobą na tle szemrzącego cicho jeziora?
Podporządkowałam się tej wizji, bo nie chciałam w niej niczego zmieniać; naruszając porządek mogłabym w jakiś sposób nadkruszyć to, co udało nam się zbudować z Marce - więź porozumienia? Nie potrafię nazywać emocji, ale wiedziałam przynajmniej to - przywiązałam się do niej. My - ramię w ramię - byłyśmy obrazem pozornym, krzywym, lecz - paradoksalnie - właściwym. Tego jednego byłam pewna.
Przeczuwałam też, że Marce w końcu się przełamie - niepewność w jej oczach topniała z każdą chwilą, a ja cierpliwie czekałam, aż upłynie wystarczająco dużo wody i Holmes ruszy w moją stronę. - Nie myśl aż tyle - przerwałam jej, kiedy dziewczyna pochyliła się nad wodą, muskając opuszkami palców pomarszczoną fakturę, by sprawdzić temperaturę cieczy.
Po prostu to zrób - bez zbędnych dywagacji, namysłu, kontemplacji, wyobrażania sobie, co może pójść nie tak. - Ja też nie - zawahałam się tylko chwilę, nim dodałam - ale potrafię tonąć - i była w tym wyznaniu taka doza emocji, która wykluczała kłamstwo.
Odepchnęłam ocierający się o moje ramię fragment dryfującej bryły lodu, po czym z otwartymi oczami - walcząc z poczuciem przytłaczającej paniki, która zaczęła się wdzierać szturmem do mojej psychiki - zanurzyłam się w wodzie - trwałam w niej tak długo, aż w moich płucach nie pojawiło się niemniej znajome uczucie wysysającej życie pustki. Dopiero wtedy - zbyt gwałtownie - odbiłam się stopami od podłoża, byleby tylko zaczerpnąć powietrza.
- Masz moje słowo, w razie czego zostanę twoją uzdrowicielką na pełen etat, robię najskuteczniej działające herbaty na przeziębienie na świecie - dodałam nieskromnie; faszerowanie eliksirami to ostateczność - gdyby Marce naprawdę się rozchorowała, postawiłabym ją na nogi sprawdzonymi metodami.
Spod zlepionych wodą rzęs i na wpół przymkniętych powiek obserwowałam jej kolejne gesty, wyczuwając, że czuje się tutaj dziwnie nieswojo, choć nie miałam pojęcia, dlaczego. Nie znajdowałyśmy się na tyle daleko od linii brzegu, by mogła się obawiać, że straci grunt pod nogami - lecz jej zamknięta postawa ciała aż krzyczała, że coś jest nie w porządku. Dałam jej więc kolejną chwilę na oswojenie się, przystosowanie do nowej sytuacji - mój wzrok błądził gdzieś na wysokości przecinających skórę obojczyków Marceline, na które opadały ogniste kosmyki - to właśnie w nich odbijała się świetlista łuna zachodzącego powoli słońca. Skrzące się refleksy wprowadziły mnie w ten rodzaj zadumania, od którego już stosunkowo blisko do transu.
- Jestem chyba wyjątkiem potwierdzającym regułę - w moim przypadku pod membraną toni wszystko zaczyna się komplikować - ale większość osób potrafi się w ten sposób wyciszyć i odgrodzić od problemów, zdystansować się na tyle, by po czymś w rodzaju samoistnej terapii spojrzeć na swoją sytuację z zupełnie innej perspektywy - czasem szukają w niej również wiecznego ukojenia, chcąc już na zawsze zostać po tej niedźwięczącej natrętnie stronie świata; tę decyzję - choć sama nie byłabym w stanie przeciąć linii swojego życia - chyba również jestem w stanie zrozumieć - a w twoim przypadku? Dryfowanie na pograniczu rzeczywistości jakoś się sprawdza? - uciekasz w objęcia wodnej toni, szukasz w niej odpowiedzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Pią Paź 20 2017, 14:06

Jak wiele mogła dostrzec Ulla, której w podświadomych tworach rysowały się szkice ledwie sylwetek, obrazów przyszłości lub tych, na które nie zdążyła zareagować? Ile razy widziała Marceline, która błaga o ratunek, a zarazem godzi się i nadstawia drugi policzek, słysząc zarzuty i frazy określające ją jako zbyt cwaną, ale nie na tyle, by przechytrzyć lisa? Cóż jeszcze zaobserwowała w swoich wizjach... Ledwie początek czy może już koniec?
Nie mogła żywić pretensji do Tiverton, że chciała w jakikolwiek sposób wpłynąć na jej mało odpowiedzialne decyzje, które prawdopodobnie rujnowały wiele perspektywistycznych wyzwań rzucanych w stronę uczniów przez szkołę. Było to o tyle nietypowe działanie, że sama Marceline nie umiała się odnaleźć w chęci pomocy, którą ktoś jej ofiarował. Do tej pory poznała jedynie przykre urywki fraz związane z przelatującą przez palce tajemnicą, sekretem łączącym ją z nauczycielem, a które w oczach innych jawiły się jako najgorsza ze skaz. Nikt nie znał jednak prawdy i nikt nie powinien poznać, stąd pojawiła się decyzja o wyjeździe do Londynu, gdzie mogłaby zapomnieć, zaś los przygotował zupełnie inną niespodziankę niż ta, na którą była gotowa.
- Nie umiem nie myśleć - powiedziała bez cienia zawahania. Kiedyś brak analizy doprowadził ją do rozstaju dróg, gdzie podjęła się wyzwania, a czy dziś umiałaby to powtórzyć?
- Jeśli zaczniesz tonąć, nie będę w stanie cię uratować- a nie chcę cię stracić - zabraniam zatem - rzuciła z subtelnym uśmiechem, bo nie zamierzała pozwalać Tiverton na głupie zabawy, byłoby to zbyt stresujące i nieodpowiedzialne (jakby ona tak była). Zachowanie krukonki sprawiło jednak, że Merce zastygła w bezruchu i przygryzła nerwowo dolną wargę. Gdyby tylko była mniej bojaźliwa i nie obawiała się zanurkowania, to zapewne złapałaby koleżankę za ramiona, pociągnęła za ramiona i skarciła, ale ta zdążyła ją ubiec.
- Ulla! - burknęła i wydęła nieznacznie usta. - Herbatę i tak zrobisz, żeby mnie przekupić i żebym ci wybaczyła straszenie mnie - rzuciła niby poważnie, ale to żartobliwa nuta kręciła się w tym wszystkim, ażeby tylko nie wprowadzać nerwowej i zbyt spiętej atmosfery. Miała ostatnimi czasy dosyć nieoczekiwanych zwrotów akcji, a tym samym wolała zatrzymać się i korzystać z chwil, które dostały od losu i w dużej mierze od inwencji Tiverton, która jakby podświadomie wyczuła, że to ten moment, gdy jest źle, za co Holmes była niezwykle wdzięczna. Sceneria i otaczająca je woda relaksowała i oddalała znoje dnia minionego, bezsprzecznie pozwalając uciec strudzonym myślom, zaś słońce w tym wszystkim stawało się najwierniejszym sprzymierzeńcem, który chował wszelkie tajemnice, daleko od niepowołanych spojrzeń i ocen.
- Uważasz, że to nam pomoże? - zapytała i spuściła nieznacznie wzrok. Nie była tego pewna, wszak nadal pozostawała zamknięta na wszystko i nie dawała szansy na to, by choć trochę odpuścić i zaufać. - Jeśli tobie pomaga... Co jeśli mnie nie? - zapytała głucho i bezwiednie puściła dłoń Ulli, cofając się przy tym w tył. - W moim przypadku nic się nie sprawdza - szepnęła i zrobiła kolejny krok, nie mogąc powstrzymać głuchej potrzeby ucieczki.
Właśnie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sob Paź 21 2017, 11:28

Nie wiem, czy można te twory nazwać mianem podświadomych - ja sama zaliczam je do ram nadświadomości, bo intuicyjne odczytywanie znamion przyszłości czasem przybiera postać skomplikowanego na różnorodnych płaszczyznach uświadomienia. Zadaję sobie pytanie - jaka jest relacja podświadomości i nadświadomości? I gdzie w tym wszystkim jest moja świadomość, osobowość? Te wizje składają się na mnie, budują mnie, dopełniają, nawet jeśli się tego wypieram, nawet, gdy to odrzucam. Nie mają początku ani końca - w ich przypadku trudno o jednoznaczne rozstrzygnięcie - zdarza się przecież, że strzępki oparów przeznaczenia snują się tak chaotycznie, iż przeplatają się ze sobą, a ja - nawet, gdybym chciała - nie jestem w stanie podążyć labiryntem umysłu po nitce Ariadny do prawdy, bo daleko mi do doświadczonego jasnowidza, wrażliwego na subtelne znaki.
One kontrolują mnie, nie na odwrót.
Początek mógł być końcem a koniec początkiem - nie widziałam zbyt wiele, pamiętam tylko nałożone na siebie maski, emocje kotłujące się pod skórną membraną, promienie słońca zaplątane w wodnych refleksach ognia spływającego kaskadą w odmęty toni. Tak, jak dzisiaj. Żadnych odpowiedzi - jedynie pytania. Czy frustrujące? W jakiś sposób pewnie tak, lecz przede wszystkim intrygujące i popychające do działania.
Tamtego dnia minęłabym ją obojętnie, gdyby nie zaszczepione w głowie wspomnienie z przyszłości - być może nigdy byśmy się nie spotkały - i nie mam na myśli meandrów hogwardzkich korytarzy, ale tę emocjonalną płaszczyznę. A kiedy tylko spędziłyśmy w swojej milczącej obecności upojoną winem chwilę, pozbawioną jakiejkolwiek namiastki niezręczności, intuicja powiedziała mi, że o tę relację warto dbać. Że tej dziewczynie warto pomóc. I choć nie mam uniwersalnego panaceum na jej mgliście zarysowujące się przed moimi oczami problemy, nie musi pytać, czy otworzę - gdy tylko zjawi się u mojego progu, będę tam już czekała.
Nie chcę wpływać na jej decyzje - faktycznie może to tak wyglądać, jednak w gruncie rzeczy po prostu po cichu marzę o tym, by Marceline sama w końcu się przełamała, by zdjęła płaszcz podszyty lękiem, zrzuciła go z ramion jak ten, który teraz leżał na brzegu - i choć w jego przypadku przez chwilę się wahała, choć początkowo zdawała się w ogóle odrzucać możliwość przekroczenia (wodnej) granicy swojego komfortu, to przecież ostatecznie - niepokierowana ani jednym moim słowem - po prostu to zrobiła.
- Analizujesz każdy fragment rzeczywistości? Musisz mieć wszystko pod kontrolą? A co z chaosem? Losowością? Gdzie w tym wszystkim miejsce na przypadek i impuls, bezrefleksyjne poddanie się chwili? Skąd ta potrzeba kontrolowania wszystkiego? - mogła to potraktować jak pytania retoryczne, darować sobie odpowiedź - w moim głosie nie było nachalności, jedynie tamowana - by nie przytłoczyć Marce nadmiarem emocji - ciekawość, próba zajrzenia w jej duszę metodą inwazyjną, lecz  w pełni przez nią nadzorowaną - to ona kształtowała w tym momencie swój obraz w moich oczach, pozwoliłam jej na to, co nie oznacza, że przestałam obserwować ją po swojemu. Z zupełnie innej perspektywy. Naprawdę intrygowało mnie to, co zrobi - czy odpowie - jeśli tak, to w jaki sposób? Enigmatycznie, półsłówkiem, wyprze się prawdy żartem? Mogłam jedynie podejrzewać - już teraz z dozą niemalże stuprocentowej pewności - że adaptowanie się do zmian to dla niej proces nadzwyczaj trudny, co - wbrew temu, jakie wrażenie mogłam sprawiać - nie jest mi zupełnie obce; we mnie również drzemie lęk przed nieznanym, nie potrafię się go wyzbyć, polegam na nim jak na instynkcie samozachowawczym.
Roześmiałam się cicho, słysząc jej zakaz, lecz nie skomentowałam tego w żaden sposób. Jakiegokolwiek wpływu by na mnie nie miała - brakowało jej mocy sprawczej, aby odgonić ode mnie plagę koszmarów wyzwalaną przez zapętlone w mojej codzienności uczucie zsynchronizowane z topielczymi wizjami.
- Czy mogę to potraktować jako zaproszenie do twojego azylu? - uśmiechnęłam się do niej w odpowiedzi - nie wiem, czy zabrzmiało to tak, jakbym próbowała się do niej wprosić, ale mam nadzieję, że niekoniecznie. - To wyzwanie, wbrew pozorom, bo muszę się zastanowić, czy iść po linii najmniejszego oporu i postawić na coś, co jednoznacznie kojarzy się z Francją, jak chociażby napar ze świeżej werbeny ze zmielonym czarnym pieprzem, lawendą oraz schłodzoną wodą cynamonową... czy raczej skomponować coś dedykowanego specjalnie dla ciebie - a nad tym bez wątpienia głowiłabym się przez najbliższe pół miesiąca.
- Nie wiem - mi z pewnością nie, ale może jej w jakiś sposób tak? - Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz - wygłaszanie banałów niekoniecznie należy do moich ulubionych czynności, ale w tym przypadku wydało mi się to niezbędne. - Nic zawiera w sobie zaprzeczenie całego wszechświata możliwości, jesteś pewna, że naprawdę nic? Próbowałaś już wszystkiego? - zapytałam, nie powstrzymując Marce przed wycofywaniem się - chyba przeczuwałam, że to jedynie atak chwilowych wątpliwości. - Chcesz powiedzieć, że jesteś przypadkiem beznadziejnym? - jeśli tak, to nie będzie pierwszą osobą, od której usłyszałam taką deklarację, ba, ja sama określiłam się tym mianem. Ostatni raz zaledwie miesiąc temu - a chwilę później zrobił to on; może przyciągam jak magnes osoby o tym jednym, wspólnym, destrukcyjnym (w stosunku do swojego życia) mianowniku? A może po prostu przesadzamy w tych naszych kategorycznych osądach? Bez wątpienia jednak było sporo podobieństwa pomiędzy tą chwilą a tamtym wrześniowym dniem - ogień mieszał się z wodą, słowa, natomiast, znajdowały ujście prosto z serca. Chyba nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo doskwierał mi czasem brak prawdziwej szczerości - musiało tak być, skoro minuty nią zapełnione tak dogłębnie zapadały mi w pamięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Pon Paź 23 2017, 16:50

Nieobdarzona darem mogła więcej, jakby dzięki temu nie musiała odczuwać wiecznego lęku i strachu o tych, na których jej zależało. Marceline w przeciwieństwie do Ulli - prawdopodobnie - nie poradziłaby sobie z wizjami, które nieustannie płynęłyby jej w żyłach i przypominały o ewentualnej nieuchronności losu, a przecież przed tym Holmes uciekała od wielu miesięcy, nie chcąc stoczyć ostatecznej walki. Czy to tchórzostwo? Któż wie, ale nie można się dziwić, skoro rudowłosa toczyła nieprzerwaną batalię z samą sobą o możliwość skorzystania z typowych, nastoletnich zachowań, jak chociażby wyjście do ludzi, na imprezę czy spróbowanie dania komuś szansy. Wycofanie wynikało z dotychczasowych doświadczeń, które notorycznie wkradały się do podświadomości dziewczyny i nie pozwalały zrobić kroku w przód. Przerywając łańcuch niepowodzeń zdołałaby przedrzeć się przez własne bariery, ale czy do tego nie potrzeba odrobiny czasu i cierpliwości?
Gdybym tylko wiedziała, że jesteś ich niewolnikiem...
Broniąc się od efemerycznej atmosfery, która powoli zaczynała przygniatać, musiała zamilkąć lub pytać. Wolała zalewać falą niekończących się retorycznych stwierdzeń lub sugestii potwierdzających jej obawy, aniżeli łączyć wargi w cienką linię i udawać, że nie chce nic powiedzieć. Tożto absurd, że nawet przy niej poczuła chwilowy strach o możliwość wyduszenia z siebie czegokolwiek, nie zamierzając jej przy tym urazić. Skąd wynikała ta niepewność, która obezwładniła wątłe ciało Marcelina i pozbawiła na sekundę logicznego myślenia? Nie chciała przecież widzieć w Ulli zagrożenia, bo tylko jej w tej chwili ufała na tyle, że godziła się na spontaniczne zachowania, których przy kimś innym nie odważyłaby się zrealizować.
P o w i n n a m stworzyć dystans?
Była zaskoczona nagłą falą słów, którymi obdarowała ją Tiverton i nie potrafiła ukryć niemałego szoku, w który ją wprawiła. Zielonkawe tęczówki taksowały twarz dziewczyny, przesuwając się coraz śmielej po jej zgrabnym nosku i ustach, które układały się w zupełnie inną ekspresją przy kolejnych frazach, jakby rozniecała w sobie emocje znane dotąd Holmes, ale w tej jednej chwili całkowicie obce. Serce zakołowało w piersi rudowłosej, gdy odpowiedzialność odpowiedzi stała się nad wyraz oczywista, bo to właśnie Ulla ją do niej prowokowała, czekała na nią i Marce doskonale o tym wiedziała, ale nie potrafiła zebrać logicznie sentencji, którymi wyjaśniłaby wszystkie swoje odczucia. Bezwiednie zupełnie powędrowała opuszkami po przegubie koleżanki w górę aż do ramienia, by wreszcie dotrzeć do zimnego policzka, który musnęła ledwie wyczuwalnie, a chwilę później spuściła wzrok, jakby odczuwając wstyd związany z prawdą, która już niebawem miała wyjść na jaw.
- To ty jesteś powodem, dla którego ulegam chaosowi i spontaniczności, ale... Boję się zaryzykować, bo... - wyszeptała i odwróciła spojrzenie, pomimo że smukłe palce nadal przesuwały się po twarzy krukonki. Cofnęła dłoń dopiero po upływie kilku sekund, obawiając się, że mogłaby to odebrać jako wtargnięcie w jej stefę komfortu. - Przepraszam - mruknęła jeszcze i przygryzła nerwowo policzek od środka, by tylko nie musieć tłumaczyć się z tej śmiałości, która przełamała ich granicę cielesną. Nie argumentowała nagłej chęci dotknięcia Ulli w żaden sposób, poddała się iluzorycznemu pragnieniu, które zrodziło się po kilku pierwszych spotkaniach, gdy emocjonalna cisza wkradała się pomiędzy nie, a Marceline uczyła się jej i godziła na relację, która rodziła w niej potrzebę bliskości i nieznane pragnienie związane z próbą podjęcia się walki o tę znajomość.
- Każda herbata będzie dobra po takim popołudniu, o ile zechcesz mi towarzyszyć w moim azylu - czy aby na pewno nim był, skoro tak naprawdę ostatnim razem czuła się tam jak intruz, który nie ma do niczego prawa? Obawiała się wyduszenia z siebie prawdy związanej z Trausnitz, a z drugiej strony tak bardzo chciała powiedzieć o wszystkim, co ją tłamsiło. Z r o z u m i a ł a b y ś?
Wątpliwości zrodziło wspomnienie, któremu uległa. Oddychała z trudem, jakby dusząc się zaprzeszłymi wydarzeniami, dlatego tak nerwowo odsunęła się od dziewczyny, której ciepło jeszcze chwilę temu ją koiło, a bliskość była tą, której chciała. Czemu zatem w tym jednym momencie poczuła osuwający się grunt pod nogami i lęk przed Tiverton, której nie podejrzewałaby o chęć wyrządzenia krzywdy?
- A uważasz inaczej? - odbiła piłeczkę i uniosła nieśmiało spojrzenie, które skrzyżowała z tym należącym do Ulli, szukając w jej ślicznych tęczówkach odpowiedzi. Niepewny krok w przód sprawił, że po raz kolejny znalazła się bliżej ciemnowłosej i powoli dawała odejść w niepamięć demonom, które zatruwały codzienność. Mogło się to wydawać głupie, niepoważne, ale Marceline tylko w pobliżu osób, którym ufała potrafiła się uspokoić, a tego pragnęła w tej chwili najbardziej. - Cieszę, że tu jesteś, Ulla - przyznała i łudziła się, że dziewczyna poprawnie zinterpretuje jej wyznanie, stające się nie tylko podziękowaniem, ale także niemą prośbą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Sro Paź 25 2017, 16:05

Prawdopodobnie?
A czym jest oparte na logice prawdopodobieństwo w obliczu jasnowidzenia, niedającego się objąć ramami ludzkiego umysłu (powątpiewam nawet w to, że centaurom jakimś cudem udało się odkryć szyfr przyszłości).  
Prawdopodobnie ja również nie byłabym w stanie poradzić sobie, gdyby na głęboką wodę wizji wrzucono mnie bez przygotowania, gdybym nie dorastała, adaptując się co prawda powoli, nieregularnie, lecz… najważniejsze, że proces postępował, a ja stałam się… jeszcze nie odporna, lecz przynajmniej bardziej odporna - w porównaniu do tego, co rysowało się za horyzontem przeszłych wspomnień.
- Życie wkłada nas w tak ciasne ramy, że jeśli sami będziemy dodatkowo pętać się ograniczeniami i strachem… - urwałam, pozwalając, by dopowiedziała sobie swoją własną puentę - taką, która będzie na nią oddziaływała mocniej niż moje słowa, głębiej wwiercała się w psychikę - przerwij czasem te liny, zobaczysz, jak łatwo nabiera się haust powietrza, kiedy nic cię nie więzi… - nawet przez chwilę, nawet jeśli ostatecznie powróci do (nie)normalności zniewolenia - jakkolwiek pseudofilozoficznie i banalnie to nie zabrzmi, sama decydujesz o tym, co cię zniewala - bo przecież wszystko sprowadza się do naszej psychiki, im bardziej nadkruszonej, tym bardziej podatnej na kolejne pęknięcia, o ile nie zrobimy czegokolwiek, by jakoś ten proces powstrzymać - nie wiem, co się dzieje, Marce, nie pytam o szczegóły, ale nie próbuj chować się za fasadą kłamstwa, bo tutejsze powietrze z pewnością nie jest powodem, dla którego rozważasz ucieczkę - słowa listu znowu zaczęły mi szumieć w myślach, a ja spojrzałam się na nią łagodnie, zważając na każdy mój gest - bo miałam wrażenie, że wystarczy tylko jeden nieodpowiedni ruch, by runęło wszystko to, co udało nam się tak mozolnie wypracować. Nie oceniam jej, nie pytam o nic ponad to, czym chce się ze mną podzielić - wymagam tylko jednego - szczerości. W milczeniu i rozmowie. Nie musi przecież zdradzać mi tego, co ją trapi - ale niech kłamstwa nie przesączają się przez jej usta.
Nie interpretowałam impulsów emocji, które opływały moje ciało, kiedy Marce skróciła dzielący nas dystans - zamiast na wędrówce jej dłoni po mym przedramieniu, skoncentrowałam się na tym, by nie zgubić się pomiędzy słowami. Bezwiednie musnęłam palcami jej rękę, kiedy Holmes zakleszczała moją twarz w uścisku - odrobinę speszona uciekłam wzrokiem od zieleni spojrzenia, gdy znalazłyśmy się tak blisko siebie, że mogłam już zacząć odwzorowywać w pamięci konstelację piegów na firmamencie jej twarzy.
Ja jestem powodem...?
- Myślę, że tych powodów, mniejszych i większych, kłębi się gdzieś w środku ciebie aż nadmiar, pytanie tylko, czy jakoś je do siebie dopuścisz? - tak, jak pozwoliła to zrobić mnie? Czy zaślepiona emocjami z nawarstwiających się, bolesnych wspomnień dostrzeże przebłyski światła? A katarakta okaże się jedynie chwilowa? I - co ważniejsze - uleczalna? - Nie masz za co przepraszać - dodałam, a wątły uśmiech zamigotał na mojej twarzy, chwilowe uczucie niezręczności - wywołane przez jej dotyk - zniknęło szybko; poniekąd cieszyłam się z tego, że Marce przełamała się, wyciągając dłoń w stronę elementu wszechświata, który chciała naznaczyć swoim istnieniem - nawet jeśli byłam to tylko ja, bez wątpienia takie zachowanie wymagało od niej... przełamania się? Być może nie powinnam zakładać z góry, że i dla niej było to wyjście ze strefy komfortu, lecz wydaje mi się, że ten aspekt charakteru niczym się w naszym przypadku nie różni.
Sięgnęłam po jeden leniwie podrygujący na wodzie kosmyk, oplatając go wokół swojego palca jak rdzawą nić; naruszony porządek, wprawiający w ruch moje myśli, doprowadził do drgania splatający nas fragment rzeczywistości, lecz ponownie wszystko znowu powoli zastygało w znajomej normalności, pozbawionej mylnych wrażeń. - Co masz do stracenia, Marce? - choć nie dodałam jeszcze, zganiłam się w myślach, bo pytanie zabrzmiało tak, jakby to słowo zostało w nie wplecione. Kiedy je zadawałam, znowu miałam przed oczami rany oplatające jej nadgarstek, co ponownie sprawiło, że igiełki lęku wbiły się we mnie z całą siłą.
Co ma jeszcze do stracenia?
Życie?
Tego jednego panicznie się bałam - że tylko wydaje mi się, iż Marce wypływa na powierzchnię, a tak naprawdę wciąż tonie jak w jednej z moich wizji - nie wiem, czy… Nie potrafiłabym… Gdyby coś...
- Cieszę się, że tu jestem - a przede wszystkim, że jestem tu z nią; i że ona tu jest. Że istnieje naprawdę, że już nie rozmywa się w mojej głowie, że słyszę echo jej słów, a nie tylko uczuć, że poznaję struny poruszające nią całą, że mogę próbować jej pomóc, że...
Najważniejsze sprowadzało się chyba tylko do jednego słowa.
Będę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   Czw Lis 02 2017, 08:13

Była osobą spętaną w okowy niewoli od dziecka. Lawirowała na pograniczu prawdy i fałszu, a matka nieustannie nad nią krzyczała, że jest wszystkiemu winna. To jakby echem odbijało się w głowie Marceline, która raz po raz traciła pewność w następstwach swoich czynów. Układała wszelkie scenariusze spotkań w głowie. Uciekała się do zapisywania myśli, które bombardowały ją z każdej strony. Nie ulegała spontaniczności, jakby wierząc, że to zbyt nieroztropne.
I czyż takie nie było?
Nigdy nie poznała smaku przyjaźni. Nie stała nad przepaścią życia i śmierci; nie odczuwała obawy o kogoś kogo może stracić, wierząc w to co serwował jej los - nie była tego warta. Wycofana z uczniowskiej społeczności, ukrywająca się między regałami bibliotecznymi, aż wreszcie odnajdująca ukojenie w ramionach mężczyzny, który posiadał nad nią - w tamtym czasie - niemal całkowitą kontrolę. Jak śmiałaby jednak wyznać, że kiedykolwiek łączyło ją coś z profesorem ukochanego przedmiotu i, że to on stał się dla niej wybawieniem? O tym, podobnie jak i o porzuceniu - nikt nie miał prawa się dowiedzieć. Holmes musiała pozwolić sekretom się stłamsić, pozbawić szansy na normalność, byle nikomu nie dać szansy na powtórzenie historii z Trausnitz. Dlatego nie mogła dać po sobie poznać, że cokolwiek ma nad nią pełną kontrolę, a była to spontaniczność, której rudowłosa tak nienawidziła; zawsze działo się coś złego, coś co odbiera zdrowy rozsądek, coś co jest odpowiedzialne za destrukcje. Jaką więc zazdrość musiała odczuwać w chwili, kiedy inni potrafili bez zastanowienia rzucać się w wir szaleństwa, zaś ona analizowała konsekwencje swoich działań. Nie umiała ryzykować, bała się panicznie niekontrolowanego zwrotu akcji i pewnie dlatego zaczynała odczuwać dyskomfort z tytułu przekroczenia granicy bliskości z Tiverton. Nie powinna pozwalać swoim pragnieniom na tak prozaiczne zagrywki, ufając sercu, że Ulla nie będzie do niej żywić żalu o tę nieprzewidywalną śmiałość.
Słowa jakimi raczyła ją krukonka stawały się ostrzami rozcinającymi jej delikatną skórę. Kłamstwo. Ucieczka. Niewola. To wszystko jawiło się jak spójna całość wypełniająca po brzegi kanaliki nerwowe Marceline. Chciała odnaleźć spokój pod fasadą dwuznaczności i niesprecyzowanej szansy na wykreowanie całkiem normalnej dziewczyny, ale fala sentencji owianych prawdą jawiła się jak wyrok. Bezwiednie odsunęła się od ciemnowłosej, nie chcąc po raz kolejny przytłaczać jej swoją obecnością, dążąc do tego, by jak najszybciej wyszły na brzeg.
- Kiedy się już zagrzeje, być może rozważę kwestię dopuszczania czegokolwiek do siebie - odpowiedziała spokojnie, ale uśmiech nie zawitał na jej twarzy. Wydawać by się mogło, że znów była otulona płaszczem dystansu, który na raptem kilka chwil udało jej się zdjąć. Rozważając każdą sekundę tego spotkania, dochodziła do wniosku, że w pewnym momencie należy powiedzieć dość, zatrzymać się i nie poddawać zbędnym emocjom, które w przypadku Holmes jawią się jak przekleństwo.
Cóż mogła stracić zatem?
- Człowiek, który nie posiada niczego - nie może nic stracić, prawda? - rzuciła trochę żartem a trochę na poważnie, pozostawiając Ursullę w sferze słodkich domysłów.  Nagły spokój zalał serce starszej z dziewczyn, gdy pojęła, że nikt nie ma dostatecznie dużej wiedzy, by ją pogrążyć, ośmieszyć i wystawić na publiczny osąd. Starała się zawierzyć temu opanowaniu, że relacja z Tiverton nie wisi na włosku, choć posiadała niewyobrażalny talent do niszczenia na swojej drodze wszystkiego na czym jej zależało. A może to właśnie ją powinna od siebie odsunąć?
- Musimy już wracać - powiedziała spokojnie i wyszła na brzeg bez zbędnych tłumaczeń. Nieprzyjemny chłód otulił jej wątłe ciało, a zaraz potem chroniąc się w połach cienkiej kurtki, starała się zatrzymać ciepło, które mimowolnie zaczynało do niej przylegać. Ruszając przed siebie, nie odważyła się spleść palców z Ullą, tym samym idąc obok, ale nie z nią. Myśli Marce znajdowały się ponad chmurami, a jedynie głupie serce zmuszało ją do tego, by złożyła obietnicę - tym razem - z pokryciem; przynajmniej chciała mieć taką nadzieję.
- Pojawię się w szkole - ale czy aby na pewno w niej zostanę?

/zt M.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Lodowe jezioro   

Powrót do góry Go down
 

Lodowe jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Lodowe jezioro
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-