IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wzgórza Smoków

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Tønsberg, Norwegia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 82
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9174-gabriel-ivor-chaismore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9175-gabs-ten-ladniejszy-slizgon#256875
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9176-gabi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9177-gabriel-i-chaismore#256882




Gracz






PisanieTemat: Wzgórza Smoków   Pią Sie 29 2014, 12:11


Wzgórza Smoków


Potężna magia ochronna wokół tego miejsca to podstawa. Chronią ją takie czary jak Fidelius czy zaklęcie nienanoszalne, by nikt niepożądany nie miał tu wstępu. Obecność tak różnorodnych gatunków smoków stwarza zagrożenie, które zażegnać mogą inni treserzy.

W tym wielkim pustkowiu znajduje się budynek, gdzie prowadzone są zajęcia, a wszyscy inni mogą bezpiecznie odpocząć. Na wzgórzach wydzielono odpowiednie sekcje, by każda przebywająca tu bestia miała chociaż namiastkę warunków potrzebnych do życia oraz nie doszło do niebezpiecznych starć między danymi gatunkami. Niewykwalifikowani w opiece nad smokami czarodzieje, choć mogą, nie zapuszczają się zwykle w te tereny w obawie przed przypłaceniem to życiem.

Jeśli nie pracujesz w Dep. Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami bądź w Dep. Wyszukiwania i Oswajania Smoków, musisz rzucić koscią w pierwszym poście w temacie:

2, 4, 5, 6 — niestety Twoja wizyta na Wzgórzu skończyła się onfrontacją ze smokiem, zostajesz mocno raniony, wymagasz natychmiastowej wizycie w św. Mungu. Płacisz 15 galeonów za prywatną wizytę u lekarza. Rozliczeń dokonujesz w tym temacie. Obowiązkowo musisz opuścić temat po pierwszym poście.
3 — udaje Ci się spędzić czas na wzgórzu bez nieprzyjemnych doświadczeń, nie napotykasz żadnego smoka,
1 — masz niebywale szczęście, nie dość, że nie spotkało Cię tu nic bolesnego, w oddali dostrzegasz stado (najedzonych) smoków, mijają cię obojętnie


Ostatnio zmieniony przez Gabriel I. Chaismore dnia Sob Sie 30 2014, 09:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Tønsberg, Norwegia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 82
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9174-gabriel-ivor-chaismore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9175-gabs-ten-ladniejszy-slizgon#256875
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9176-gabi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9177-gabriel-i-chaismore#256882




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Pią Sie 29 2014, 12:12




Kurs - treser smoków

Trenowanie smoków to nie zabawa. Niesie ze sobą ryzyko poważnych uszczerbków zdrowotnych oraz wymaga prawdziwej pasji, by móc stanąć przed tymi wielkimi istotami. Masz szansę przekonać się o tym na własnej skórze. Do kursu może przystąpić ściśle określona grupa czarodziejów, która wie, w jaki sposób obchodzić się z magicznymi zwierzętami. Jako treser będziesz nie tylko pracował każdego dnia ze smokami, ale też pilnował, gdy jakiś zbliży się niebezpiecznie blisko jakiegokolwiek ludzkiego siedliska.

WYMAGANIA:
 


CZĘŚĆ PIERWSZA - teoretyczna:
Seria wykładów o tresowaniu smoków oraz znajomości ich środowisk życia odbywa się w niewielkim budynku, który nie tak łatwo dostrzec. Instruktor w średnim wieku naznaczony wieloma bliznami w swojej pracy prowadzi zajęcia rzeczowym tonem, ujawniając nie tylko książkowe fakty, ale także ciekawostki nabyte wraz z doświadczeniem. Nikt nie ma wątpliwości, że opowiada z przejęciem o tresurze największych na świecie bestii, jednak przy tym jest wyjątkowo surowym sędzią. Dostrzeże nawet najmniejszy błąd, więc przyłóż się do zajęć i nie przynieś wstydu ani sobie, ani swojej rodzinie.

Kości:
 


CZĘŚĆ DRUGA - EGZAMIN TEORETYCZNY
W tej samej sali odbywają się egzaminy polegające na wylosowaniu z niedużego woreczka figurki smoka. Oto twoje zadanie. Masz opowiedzieć o wylosowanym gatunku oraz udzielić odpowiedzi na wszelkie pytania pomocnicze. Udział w tym teście sam w sobie jest wielkim wyróżnieniem, gdyż tylko nieliczna grupa była w stanie przejść przez surowe lekcje instruktora(momentami można odnieść mylne wrażenie ponownej wizyty w szkole), która jego zdaniem najlepiej poradziła sobie podczas wykładów. Niech nie zwiedzie cię uśmiechnięta twarz mężczyzny, bowiem to nie on będzie oceniał twoje dalsze postępy. Tylko najlepsi staną przed komisją na egzaminie wieńczącym cały kurs.

Wylosowany smok:
 

Twoja odpowiedź:
 


CZĘŚĆ TRZECIA - CZĘŚĆ PRAKTYCZNA
Nareszcie można w spokoju opuścić duszne mury budynku i wcielić teorię w praktykę. Ogromne pole zostało przystosowane do wymagań stawianych przez Ministerstwo, toteż każdy obecny tu smok znajduje się pod ścisłą kontrolą innych pracowników. Instruktorowi prowadzącemu zajęcia teoretyczne towarzyszy komisja, która sporządzi notatki o twojej osobie. Na ich podstawie dowiesz się, czy posiadasz wystarczające zdolności oraz predyspozycje wymagane podczas ostatniego egzaminu.

Kości:
 


CZĘŚĆ czwarta - EGZAMIN PRAKTYCZNY
Wreszcie nadszedł upragniony koniec kursu. Ostatni egzamin miał zadecydować, czy zasługujesz na licencję tresera smoków. Pilnie przygotowywałeś się przez cały czas, więc nie powinieneś mieć żadnych problemów i twój trud zostanie należycie doceniony. Specjalnie na tę okazję przygotowano niewielki stolik z woreczkiem. Losujesz z niego kolejną smoczą figurkę, ale tym razem zawieszona jest także karteczka z treścią zadania. Wystarczy wziąć głęboki wdech, to nic nie kosztuje, i ruszyć po upragnioną zdobycz. Śmiało! Najwyżej złamiesz nogę, ale smok cię nie zeżre. Komisja pod opieką instruktora zapewni ci wsparcie na wypadek kłopotów, jednak będzie to równoznaczne z oblaniem egzaminu. Powodzenia!

Zadanie egzaminacyjne:
 

Sposób wykonania zadania:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Pią Sie 29 2014, 12:44

Każde słowo instruktora chłonął z ogromnym zainteresowaniem. Wsłuchiwał się w jego historie, z należytą uwagą notował wszystko, co było potrzebne. Z każdym kolejnym zdaniem, wypowiedzianym przez wykładowcę, jego oczy błyszczały coraz bardziej. Jakąż ten człowiek posiadał wiedzę! Cenił ludzi, którzy specjalizowali się w jednej dziedzinie i poznawali ją dogłębnie, małymi kroczkami dążąc ku perfekcji. Marzył o tym, by pewnego dnia być takim specjalistą. Ujarzmiać smoki, znać ich zachowania, wiedzieć, jak podejść do każdego z osobna. Któregoś razu jednak Viktor przyszedł na wykład okropnie zmęczony. Wykończyły go zarwane noce, spędzone nad nauką, przeglądaniem notatek, analizowaniem książek. Miał czasami dość, któregoś wieczoru pomyślał nawet, żeby odpuścić. Przez sekundę przeszła mu przez głowę taka myśl, jednakże to przecież Knezevic. Jeden z tych, którzy się nie poddają i nie porzucają raz powziętej czynności. Tym bardziej, że ogromnie mu zależało na ukończeniu kursu z powodzeniem. Tego właśnie dnia oczy miał trochę podkrążone, a wzrok zamglony, ale notatki sporządzał nadal i wciąż uważnie słuchał. Ach, przecież ten człowiek opowiadał tak ciekawie, że nawet największe zmęczenie nie zgasiłoby zapału Viktora! Po wykładzie, kiedy pakował rzeczy do swojego małego plecaka, instruktor podszedł do niego i zaczął rozmowę. Mówili o smokach, o zajęciach, a na końcu... Na końcu pochwalił go. Jego zapał. To było jeszcze większą motywacją dla Viktora. Przejrzał nawet skrupulatnie zapisywane notatki Knezevica, będąc pod wrażeniem jego woli działania.
- Bardzo miło mi to słyszeć. - Odparł, a oczy jego błyszczały. - Zapewniam pana, że to nie słomiany zapał, a prawdziwa pasja. - Tej nocy już nie spał.

Dwójeczka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 543
  Liczba postów : 145
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2143-sean-jeremaiah-sparks#72787
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2149-sean-jeremaiah-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7480-spadaj-futrzaku#210253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7479-sean-jeremaiah-sparks#210246




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Pią Paź 09 2015, 15:07

Kurs tresera smoków
wrzesień 2013, Wzgórze Smoków, etapy 1-IV

Początki kursu Sparksa nie szły mu najlepiej. Nie był typowym kujonem. Co niektórym, którzy znali go w Hogwarcie, wydałoby się dziwne. Większość pamiętała go jeszcze z czasów piątej klasy, kiedy był wybitnym uczniem, przewodniczącym koła naukowego i ambitnym chłopakiem. Teraz podejście mu się nieznacznie zmieniło. Od teorii wolał zdecydowanie praktykę. Właśnie dlatego, nawet nie nieumyślnie, a z pełną premedytacją nie zjawił się na pierwszych zajęciach o czasie. Cięte spojrzenia kursantów obecnych na wykładzie sugerowały, że nie była to najmądrzejsza decyzja. Egzamminator patrzył na niego surowo, a konserwatywności temu wzrokowi dodawała nawet blizna widoczna na jego twarzy bardzo wyraźnie. Wypadało ruszyć swoje cztery litery na następny wykład. Chociaż tym razem Sparksowi zdecydowanie brakowało skupienia. Wydawało mu się, że wie wszystko, ale profesor, jak to profesor, z pełną premedytacją, kolejny raz dostrzegając kogoś niezaangażowanego w zajęcia, jako pytania testowe i otwarte wymyślił to, czego nie dało wyczytać się w książkach i co swoją drogą nie było istotne, ale o czym po prostu wspominał na wykładzie. Sparks wziął z tego jedną, bardzo dobrą lekcję. Należało nie lekceważyć profesorów, którzy nie byli tak wyrozumiali jak Ci z jakimi spotkał się w Hogwarcie. Właśnie dlatego kolejne jego wizyty na wykładach wiązały się z niemałą aktywnością, zadawaniem pytań. Bo w sumie wcale nie liczyło się to, co SJ potem napisał na egzaminie, o ile w trakcie trwania wykładów profesor zapamiętał go lepiej. Sean miał wrażenie, że nie byli oceniani za wiedzę, a za poziom okazania szacunku wykładowcy. Nie zgadzał się z tym, ale podlizywanie się mu wyraźnie przyśpieszyło proces przejścia do następnego etapu kursu.
Ostatecznie podczas egzaminów zwieńczały się oczekiwania Sparksa. O ile przy pierwszej próbie nie był przygotowany w ogóle, odczuł nawet lekkie oznaki stresu. Nie pamiętał co powiedział, ale dla bezpieczeństwa podszedł do tego samego egzaminu następnego dnia. Wtedy, nie był przygotowany z tematu, bo jak przewidział, przygotowano pytania możliwe do zdania tylko dla tych, którzy brali aktywny udział w poprzednich zajęciach. Dopiero trzecia próba (jak widać do trzech razy sztuka) podejścia do ustnego egzaminu wypadła mu świetnie. Zdecydowanie bardzo dobrze przygotowany, pewny swojego podszedł do pytań komisji, zdając śpiewająco. Gdyby miał indeks, pewnie czekałby na ostemplowanie go jakimś wybitnym. Tymczasem… po prostu odetchnął, że w końcu część teoretyczną miał już za sobą.
Następnie w końcu przyszła pora na pójście w plener, coś na co Sean bez wątpienia długi czas czekał. Te kilka dni spędzonych na wykładach i egzaminach to zdecydowanie i tak było za dużo. W końcu najwięcej i tak człowiek się już nauczy w praktyce. W wolnej przestrzeni, na własnych błędach. Chociaż tych, po bardzo wnikliwym przygotowaniu Wilkinsa, Sparks chyba nie popełniał znowu aż tak dużo. Mógł na niego pluć, kiedy przechodził kursy na tresera i hodowcę zwierząt, ale prawda była taka, że przez to jego kontakt ze zwierzętami tylko się poprawił. Nie był pewien w jakim stopniu zadziałał jego wrodzony instynkt w podejściu do istot magicznych i niemagicznych, w jakim opieka nad Djukiem, a ile było w tym zasługi Matthew – właściciela menażerii, ale okazało się, że miał wrodzony, naturalny talent do okiełznania smoków. Na nieszczęście tylko, zaufanie jakie wzbudził w stworzeniu, zostało delikatnie nadszarpnięte, kiedy wzięty na lot na smoku, niestety, wykazał się trochę niewprawnością. Była to jednak tylko kwestia praktyki, bo był pewien, że jeśli kiedykolwiek później będzie miał okazję ponowić tą czynność, zdecydowanie uczony doświadczeniem zrobiłby to lepiej. Niemniej, szybko udobruchał bestię swoim oswajaniem, więc można powiedzieć, że i ten etap kursu przeszedł z łatwością. Dalej mogło być tylko z górki, skoro już teorię miał za sobą. Samego kontaktu ze smokami nie obawiał się wcale. Co nie znaczyło, że nie doceniał hipnotycznej i groźnej natury tych zwierząt.
Ostatni egzamin miał dotyczyć bezpośredniego kontaktu z tymi właśnie zwierzętami. W egzaminie przypadła mu rola uspokojenia smoka Walijskiego Zielonego. Chociaż w duchu delikatnie tylko ubolewał, że nie miał kontaktu z Rogogonem Węgierskim, który stanowiłby chyba największe wyzwanie, nie miał na co narzekać. W końcu kurs przeszedł z łatwością. Smok dał się mu całkowicie porwać. Jak widać, zdobyta wiedza teoretyczna i wrodzony talent doprowadził Sparksa szybko do sukcesu. Niezaskoczony tym Sparks przyjął gratulacje od każdego członka komisji, dostając bardzo zasłużony certyfikat tresera smoków, którego oczywiście nie zapomniał wrzucić na tablicę zdjęć na wizbooku, razem z licznymi zdjęciami smoków, całym albumem, jaki udało mu się zrobić podczas przebywanego kursu na tresera smoków. Aż szkoda patrzeć jak taki talent będzie się marnował jedynie w smokologii, a nie od razu w bezpośredniej pracy z tymi zwierzętami.

Etap I: 3, 4, 5
Etap II: 6^4, 5^2, 3^3
Etap III: 1 > 3
Etap IV: 1^1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Bukareszt - Rumunia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 691
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12364-antoinette-anastasia-petru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12519-welcome-in-my-world#337716
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12527-alexander#337903
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12518-antoinette-anastasia-petru#337712




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Nie Kwi 24 2016, 15:48

Początek kursu nie wyszedł najlepiej Tosi. Lubiła się uczyć, jednak nie miała ochoty ostatnio na przesiadywania w opasłych tomiszczach. Chciała się zabawić i niestety skutki tego były dość bolesne. Nie miała pojęcia co dzieje się na zajęciach. NIe miała nawet dobrych notatek przez co zawaliła pierwszy egzamin i musiała podejść do niego raz jeszcze. Tylko jak miała do niego podejść nie mając żadnych notatek? Dobrze chociaż, że była lubiana. Pożyczyła notatki od jeden z kursantek, jednak jej charakter pisma był okropny. Niczego nie potrafiła odczytać. Zrezygnowana odłożyła je na bok otwierając książki. Nie przespała przez to nocy. Zmęczona i z cieniami pod oczami zgłosiła się na zaliczenie I etapu kursu. Udało się jej, jednak Merlin wie jedynie jak.
I nadszedł ten dzień. Egzamin z teorii. Jeśli wcześniej myślała, że ciężko było zaliczyć to teraz dopiero poznała co to tak naprawdę znaczy. Mieli za zadanie wylosować smoka i odpowiedzieć na podstawowe pytania o nim. Za wszelką cenę chciała dostać smoka Rumuńskiego. Wiedziała o nim wszystko i z pewnością bez najmniejszych problemów zaliczyłaby ten test. Niestety, i tym razem nie miała szczęścia. Wylosowała smoka Ukraińskiego. Co niby ona wiedziała o smoku Ukraińskim? Nic, no właśnie. Cała zestresowana stanęła przed egzaminatorami. Na każde pytanie starała się odpowiadać jak najszybciej. Chciała opuścić to pomieszczenie i zaczerpnąć świeżego powietrza. Czuła jak by się dusiła. Może dlatego, po wyjściu, czuła jakby nie zdała. Nie wyobrażała sobie ponownego stanięcia przed tymi ludźmi. Pierwszy raz czuła strach. Dopiero po ogłoszeniu wyników jej czarne myśli zostały rozwiane. Zdała. Znajdowała się na granicy punktów, ale udało się jej zdać. Z uśmiechem satysfakcji wróciła do swojego mieszkania.
W końcu, zajęcia które nie będą prowadzone w dusznych murach Ministerstwa Magii. Wszyscy kursanci zostali skierowani na pole, gdzie pod ścisłą kontrolą przebywały smoki. Niedaleko nich znajdowała się komisja, notująca każdy, nawet najmniejszy szczegół. Antoinette zdawała sobie sprawę, że tylko dzięki ich pozytywnej ocenie będzie mogła dostać się na egzamin. Tylko czy była gotowa stanąć oko w oko ze smokiem... Smoki najwidoczniej wiedziały to lepiej niż ona sama, gdyż zaczęły zachowywać się bardzo niespokojnie przy niej. Zdezorientowana nie wiedziała co ma zrobić. Gdyby nie pomoc instruktora z pewnością oblałaby tą część. Później już szło jej naprawdę sprawnie. I uwaga... Zaliczyła teorię. Teraz przyszła część praktyczna. Jej zadaniem było uspokojenie Walijskiego Zielonego. Niepewnie podeszła do niego. Uspokoić go, uspokoić go... Tylko tyle była w stanie myśleć przebywając obok niego. Od samego początku jej techniki nie odnosiły skutku. Co chwilę spoglądała w stronę komisji, przez co jej skupienie na zadaniu było niemal znikome. Nie zauważyła, kiedy smok zionął ogniem. Szata Tosi została spalona, a skóra była wyraźnie zaczerwieniona. Nabawiła się niezłych poparzeń. Jak najszybciej powinien to obejrzeć uzdrowiciel, jednak nie chciała zrezygnować teraz. Raz jeszcze postanowiła spróbować. Jednak tym razem smok nie reagował na żadną z jej prób, ledwie rusza się z miejsca. Tosia próbowała wszystkich poznanych metod, ale najwyraźniej nie przyswoiła ich zbyt dobrze. Może gdyby bardziej uważała na teorii nie skończyłaby z poważnym złamaniem nogi wymagającym natychmiastowego leczenia. Nie miała zamiaru już przystępować do dalszych prób. Od razu udała się do Św. Munga na leczenie.
Zaraz po opuszczeniu szpitala udała się na egzamin raz jeszcze. Jeśli nie teraz to już nigdy. Jednak ta próba była niesamowita. Nawet komisja była pod wrażeniem. Jesteś niesamowity! Zadanie udało się jej wykonać w naprawdę krótkim czasie, choć nie obyło się bez przypalonej szaty i kilku zadrapań wymagających wizyty u uzdrowiciela. Ukończyłeś kurs, gratulacje!

Etap I: 4, 6
Etap II: 5^4
Etap III: 6^5
Etap IV: 1^4-5-4-6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : -239
  Liczba postów : 31
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13000-matthew-wellington#349253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13001-z-wielka-checia-zaopiekuje-sie-twoim-smokiem#349290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13002-thor-motzno#349291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13003-matt-wellington#349297




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Wto Lip 05 2016, 22:48

Kurs tresera smoków
sierpień 2013, Wzgórze Smoków, etapy I-IV

Matt od razu po zapisaniu się na kurs tresera smoków był pewny, że zda wszystkie egzaminy bez większych problemów. Możliwe nawet, że był aż za bardzo pewny siebie podchodząc do pierwszej części kursu, ale kto by dbał, prawda? Dla Wellingtona liczyło się tylko to, że po tym kursie będzie mógł wyjechać do Rumunii, gdzie zacznie pracę smokologa o której marzył praktycznie od dziecka. Od kiedy mama przyniosła jajo walijskiego zielonego do ich domu w Dolinie Godryka. Wellington do tej pory czasem się zastanawiał nad tym w jaki sposób ich dom nie spłonął przez małego smoka, który po wykluciu się z jaja rósł jak na drożdżach. Wracając do kursu. Podczas części teoretycznej Matt słuchał wykładowcy, właściwie to instruktora, z wielkim zaciekawieniem i ciągle go o coś pytał. Głównie o sposoby tresowania tych pięknych, choć niewątpliwie niebezpiecznych i ogromnych bestii. Na pierwszy rzut oka widać było, że zaimponował instruktorowi, który widocznie go polubił. Choć wyglądał na naprawdę surowego gościa. Jego sympatia tylko zwiększyła ego Matta.
Gdy nadszedł dzień egzaminu z teorii... Cóż, może odrobinę się stresował, ale był pewien, że jakiegokolwiek smoka wylosuje, powie o nim wszystko co wie. A wiedział o tych gadach naprawdę wiele. Sposoby tresury, jak wygląda poszczególny gatunek, jakie są ich zwyczaje i wiele więcej. Jakiego smoka wylosował? Długoroga rumuńskiego. Zaczął opowiadać o tym gatunku smoka wszystko co wiedział i wyszło z tego... Hmm, chyba prościej by było, gdyby napisał najdłuższe wypracowanie w historii. Matt był przekonany, że zanudził egzaminatora na śmierć, ale ten był wniebowzięty jego wywodem o tychże smokach. Pochwalił go za jego wiedzę, a Matta zaczęła rozpierać duma z samego siebie i z tego, że zdał szybciej niżeliby powiedział "smocze jajo".
Jednak później przyszedł czas na część praktyczną, która... Nie poszła już tak dobrze, jak mogła mu pójść. Może jednak nadmierna pewność siebie mu tylko zaszkodziła? Podszedł do tej części z typowym dla siebie entuzjazmem, a skończył zawiedziony. Instruktor dopuścił go do egzaminu, bo go lubił, ale... W jego głosie nie było przekonania. Na brodę Merlina, Matt czuł, że nie poradzi sobie tak brawurowo jak radził sobie w części teoretycznej. Teoria zawsze jest prostsza od praktyki. Zawsze. Jednak jak to mugole mówią, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Dla Wellingtona ważne było teraz tylko to, aby zdał egzamin. Byleby zdał dobrze egzamin, poradził sobie z wylosowanym smokiem i... Żeby nie umarł. Tak, to było najważniejsze. Wiedział, że bez lekkich obrażeń się nie obejdzie, wiedział to od samego początku, odkąd ubzdurał sobie, że chce zostać smokologiem, ale nie był pewien czy smok będzie go słuchał. Co jeśli trafi na takiego Rogogona Węgierskiego? To przecież najbardziej agresywny ze wszystkich smoków. W dodatku był zwinny niesamowicie silny. Matt miał powody do obaw, ale starał się myśleć pozytywnie. I chyba tylko to nie było dla niego zgubne. W dniu egzaminu praktycznego wylosował walijskiego zielonego. Odetchnął z ulgą, bo w końcu jako mały, dziesięcioletni dzieciak miał jednego nielegalnie w domu. Nie mogło mu pójść aż tak źle żeby nie zdał, prawda?
Z początku wydawać by się mogło, że w stu procentach panował nad sytuacją. Miał nawet przez chwilę ochotę zacząć się popisywać przed komisją, ale zrezygnował. Jedynie nieznaczne uniósł kąciki ust. Kto wie, może ogromny gad źle odebrał ten uśmiech i dlatego postanowił go spalić? Kto wie, w każdym razie wielka bestia zaczęła zionąć w jego stronę ogniem. Matt w ostatniej chwili zdołał się uchylić i schować za najbliższym kamieniem, boleśnie obijając sobie żebra. Jednak był nieugięty. Wiedział, że interwencja skończyłaby się dla niego niezdaniem egzaminu, który był prawdopodobnie najważniejszym w jego życiu, więc mimo bólu podniósł się. Dzięki swojej odwadze typowej dla czarodziejów wywodzących się z domu lwa i silnej woli, kontynuował swój egzamin. Czy się bał? Owszem, w końcu smok był wściekły. Ale strach go nie zamroczył. I to... To się opłaciło. Matt zdał egzamin. Matthew Wellington oficjalnie dostał licencję tresera smoków.

Etap I: 5
Etap II: smok - 1, odpowiedź - 6
Etap III: 5
Etap IV: zadanie - 1, wykonanie - 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Skąd : Nicea, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 186
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13062-quentin-roche
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13104-witamy-po-ciemnej-stronie-mocy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13111-sowa-q#350998
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13110-quentin-roche#350997




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Sob Lip 16 2016, 01:51

Kurs tresera smoków
kwiecień 2009, Wzgórze Smoków, etapy I-IV

Wszyscy wiemy jak to jest być młodym i często nazbyt pewnym siebie. Quentin nieszczególnie lubił się uczyć. Był dobrym czarodziejem, ale czasy szkolne wspominał raczej z grymasem na twarzy. Do kursu na tresera smoków nie podszedł zbyt poważnie. Przecież kochał te cudowne stworzenia. W swoim mniemaniu wiedział na ich temat dosłownie wszystko, a przejście przez szkolenie było jedynie czystą formalnością. Niestety wraz z rozpoczęciem wykładów Q. przekonał się jak bardzo zwodnicza potrafi być przerośnięta pewność siebie. Na pierwsze zajęcia przybył, owszem, ale znacznie spóźniony. Nie zwykł wstawać o tak wczesnych godzinach. Najzwyczajniej w świecie zaspał. Wbiegł na salę zdyszany i spocony. Przy okazji narobił sporego zamieszania, nie mówiąc już o przerwaniu wykładu. Nic dziwnego, że instruktor - człowiek surowy i zdyscyplinowany - nie chciał z nim rozmawiać. Istniało tylko jedno wyjście, przyjść ponownie jutro. Quentin swoją porażkę potraktował jak prawdziwe wyzwanie. Przecież nie mógł się poddać już na samym starcie. Następnego dnia zerwał się z łóżka bladym świtem. Ku zdumieniu wykładowcy zjawił się nawet przed czasem. Trwał dzielnie przez cały wykład, sumiennie notując każde najdrobniejsze słowo instruktora. Nie wiedział, że jest zdolny do tak wielkiego skupienia. Opowieści mężczyzny pochłonęły Q. bez reszty, a jego aprobata i pochwała zmotywowały do dalszego działania. Roche mógł odnotować pierwszy większy sukces w drodze po upragniony tytuł tresa smoków.
Zbliżający się egzamin teoretyczny przywodził Quentinowi na myśl stare czasy spędzone w murach Hogwartu. Przeżył w swoim życiu wystarczająco dużo zaliczeń, by wiedzieć, że to nie może się szczególnie od nich różnić. Sporo zapamiętał siedząc na wykładach, przed samym egzaminem przeczytał dwa razy notatki, a że zazwyczaj miał szczęście nie stresował się zbytnio. Dobry humor minął, gdy wylosował smoka. Spiżobrzuch Ukraiński? Co mógł powiedzieć skoro widział bestię pierwszy raz na oczy? Nie mówiąc już o jakiejkolwiek wiedzy na jej temat. I znowu się przeliczył. Czy on kiedykolwiek nauczy się czerpać z własnych błędów? Na całe szczęście Q. bardzo źle znosił porażki. Na następnym egzamin był już przygotowany. Spędził całą noc na analizowaniu notatek i przeglądaniu ksiąg o poszczególnych gatunkach. Długoróg Rumuński nie sprawił mu większych trudności. Śpiewająco odpowiadał na każde pytanie. Mógł być z siebie dumny, w sposób zadowalający ukończył część teoretyczną.
Po teorii przyszedł czas zastosować swoją wiedzę w praktyce. Przy bezpośrednim obcowaniu ze smokiem nie było miejsca na brawurę i zbytnią pewność siebie. Q. doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Do nauki podszedł z zimną krwią, choć nie do końca wszystko układało się po jego myśli. Znany wszystkim smoczy upór doprowadził do tego, że Q. po raz pierwszy zwątpił we własne możliwości. Wyobrażacie to sobie? Gwoździem do trumny okazał się być sam instruktor. Mężczyzna dopuścił Rocha do egzaminu ze względu na jego upór i determinację, a dodatkowo po prostu zdążył go polubić. Gdzie w tym wszystkim umiejętności i talent?
Przed samym zaliczeniem Quentin obiecał sobie, że zdobędzie wymarzone uprawnienia choćby miało to trwać wieczność. Faktycznie był zdeterminowany. Smoki stanowiły centralny punkt w jego życiu. Nie wyobrażał sobie, że mógłby zajmować się czymś innym. Po rozwścieczonym Rogogonie Węgierskim, po nieudanym poskramianiu Szwedzkiego Krótkopyskiego, całej masie obrażeń, ran i w końcu wizycie u Uzdrowiciela Q. zrozumiał jedno. Do trzech razy sztuka. Jeśli tym razem coś pójdzie nie tak z bólem serca znajdzie sobie inne zajęcie. Dwa dni przerwy, zebranie myśli, analiza wszystkich błędów i podszkolenie warsztatu. Przed ostatnią próbą Quentin uświadomił sobie jak ważne jest dla niego to co robi i po co tak naprawdę to robi. Opłaciło się. Opatrzone oparzenia, zacięta mina, hart ducha oko w oko z Walijskim Zielonym. Sto procent skupienia i w końcu się udało. Smok był posłuszny jak baranek, komisja będąc pod wielki wrażeniem pochwaliła chłopaka, a sam wtajemniczony nie posiadał się z radości. Nauka, trud, ból, krew oraz łzy warte były każdej chwili po zdaniu egzaminu. Quentin otrzymał uprawnienia, odzyskał wiarę we własne możliwości i rozpoczął nowe życie jako treser smoków.

Etap I: 3 / 2
Etap II: 5+2 / 1+3
Etap III: 2 / 5
Etap IV: 3+2 / 2+4 / 1+6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 136
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13660-toni-fairwyn#363284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13663-toni-fairwyn#363341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13666-toni-fairwyn#363368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13667-toni-fairwyn#363369




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Pon Lis 21 2016, 21:52

Kurs tresera smoków
Wzgórze Smoków, 2013, etapy I-IV

Pojawiła sie na zajęciach chętniej niz wczesniej na kursie z tresury zwyklych zwierząt. Smoki były jje blizsze niz sowy i puszki pigmejskie. Nie chodzilo o szczególną sympatię do tych zwierzat, a jedynie o ich groźna nature. Toni lubila wyzwania. Lubila czuc adrenaline we krwi i jednoczesnie zdecydowana byla zachowywać przy tym zdrowy rozsadek. Dlatego zanim przystapiliby do czesci praktycznych zajec, zajela sie w glebokim stopniu analiza trybu zycia tych bestii oraz zwalczania ich. Jej logistyczna natura kazala jej robic dokladne notatki z zajec. Oewna wiedzę w zakresie informacji o tych istotach wyciągnęła juz w domu. Swoja edukację dopelniala o bardzo konkretne zapisy i uwagi profesora. Nie rozpraszala sie nawiazywaniem znajomosci, czy szukaniem pomocy w notatkach innych osob. Bardzo dobrze odnalazla sie we wlasnych, czego pokaz dala juz przy okazji pierwszego terminu egzaminu teoretycznego. Wykladowca byl pod wrazeniem zakresu jej wiedzy. Ona zas mogla mu moeic wiecej niz tylko o gatunku smoka, ktory w ramach losowania miala omowic. Skupila sie rownierz na ogolnej naturze tych bestii, dodajac nawet kilka ciekawostek z perspektywy osob nabywajacych rdzenie ze smoków. Profesor nie mial watpliwosci, ze byla odpowiednio przygotowana do konfrontacji z zywym smokiem.
Nie zawiodla jego zaufania, juz podczas pierwszego kontaktu ze smokami nie okazujac przed nimi strachu. Od najmlodszych kat sluchala opowieści o chimerach, manrykorach, buhorozcach czy akromantulach. Nic dziwnego, ze byla psychicznie przygotowana do opieki nad tak groznymi istotami. Jej podejscie do smokow bylo na tyle trafione, ze jednego dnia, jeden z nich pozwolil jej nawet dosiasc swojego grzbietu. Chociaz lot nie trwal długo, zapewnilo jej to awans do ostatniego etapu egzaminu. Profesor mial sprawdzic jej wiedze praktyczna, intuicje i instynkt zachowawczy wobec tych zwierzat. Nie bylo mowy o zauwazeniu nieprawidlowosci w jej działaniach. Jej zadaniem bylo zagonienie do klatki jednego z gatunkow smokow. Toni powaznie przystąpiła do tego zadania. Mimo poczatkowych trudnosci, nie mozna jej bylo odmowic odwagi w dążeniu do osiągnięcia zalozonego celu. Chociaz przypłaciła to obolalymi zebrami i chwila niepewnosci i krwi gotujacej sie w zylach, zadanie wykonala. Komisja sprawdzająca mogla ja pochwalić za silną wolę i samozaparcie.

Etap I: 5
Etap II: 2 i 6
Etap III: 1
Etap IV: 2 i 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 44
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 694
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14219-philip-robert-jones
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14222-kuferek-roberta




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Czw Lut 16 2017, 22:55

Lato, 1999 r.
Kurs na tresera smoków to była jedna z najciekawszych rzeczy, jaka spotkała Philipa. Nie był on łatwy i nie obyło się bez blizn, ale nie ma wątpliwości, że praca z tymi bestiami to, to co chciał w życiu robić. Codzienne zmagania z wielkimi smokami, dostarczały adrenaliny. Nawet pomimo kilku porażek, nigdy nie wątpił, że kiedyś będzie z nimi pracował. Pierwszy raz w życiu uczył się tak pilnie i zwiecie.
Zaczęło się dosyć dobrze. Oczywiście, teoria nigdy nie jest emocjonująca, ale jeśli komuś na czymś zależy, zrobi wszystko by to osiągnąć. Philip chociaż często się bawił, to znajdował czas na naukę. Uczęszczał na wykłady i wbrew pozorom słuchał. Wiele informacji było dosyć logicznych. Jeśli wyciągniesz zbyt blisko rękę to ją stracisz. Inne informacje były po prostu nudne, ale znajdowały się też przydatne. Jak uspokoić rozwścieczonego smoka. Jakie gesty i dźwięki na nie działają. Jak reagują na poszczególne zapachy. Było tego naprawdę wiele. Nie było mowy, by zadawać się ze smokami, bez podstawowej wiedzy.
Swoim lekceważącym podejściem, Philip podpadł wykładowcy. Do dziś pamięta tą siwą do pasa brodę i dumną postawę wykładowcy, która mówiła – nigdy Cię nie przepuszczę. Wściekłość w jego oczach, gdy musiał ulec pod naporem wyjątkowo dobrze przygotowanego czarodzieja. Na jego nieszczęście, Jones zaparł się na tyle mocno, że żadne z pytań nie mogło go zagiąć i bez większych problemów przeszedł przez pierwszą część.
Wsadził dłoń do woreczka i poczuł niewielkie zęby na swoim palcu. Jeden ze smoków wgryzł się na tyle mocno, że chłopak syknął cicho z bólu. Wyciągnął go i przyjrzał się dokładnie. Uśmiechnął się delikatnie. Mogło być gorzej. Norweski Kolczasty nie był mu zbyt obcy. Mimo to miał sporo problemów podczas egzaminu. Trudne i przede wszystkim bardzo szczegółowe pytania, sprawiły że chłopak miał spore problemy ze swoją powierzchowną wiedzą. Na szczęście udało się. Z oceną mierny został dopuszczony do praktycznych ćwiczeń.
Przejście przez praktykę było dużo cięższe niż się wydaje. Smoki były dużo straszniejsze niż się spodziewał na początku. No może nie straszniejsze, a groźniejsze. Sprawiał sporo problemów chłopakowi. Czasem nawet się sprzeciwiały, wówczas nie było zbyt kolorowo. Mimo wszystko radził sobie, a egzaminator wierzył, że da sobie radę i dopuścił go do egzaminu końcowego.
Zaczęła się prawdziwa zabawa. Do egzaminu podchodził, aż cztery razy. To sporo, biorąc pod uwagę, że przez poprzednie etapy przeszedł gładko. No niestety, smoki bywają okrutne, a gdy nie chcą się słuchać potrafią mocno poturbować. Tak też oblał pierwszy egzamin.
Do kolejnego podszedł bardzo szybko. Minęło zaledwie kilka dni i już był gotowy mierzyć się z Rogogonem Węgierskim. Nie wspomina go za dobrze, biorąc pod uwagę, że wylądował przez niego w szpitalu. Z drugiej strony, były to pierwsze poważne blizny, jakie otrzymał od smoka. Przez nieuwagę, o mało nie spłonął. Z licznymi poparzeniami, wylądował w szpitalu.
Walijski zielony był jeszcze lepszy. Rozwścieczona bestia, nie miała ochoty by reagować, na którekolwiek z poleceń niedoświadczonego tresera. Gdy skończył ze złamaną nogą zaczął wątpić, czy jest w stanie podołać temu zadaniu. W szpitalu przysiadł do książek i wrócił po kilku dniach, by spróbować raz jeszcze.
Ten sam smok, znowu rozwścieczony czekał na chłopaka. To niesamowite, jak spory progres można osiągnąć wciągu kilku dni, a może to ta bestia doceniła starania Philipa. Uległ szybko, bardzo szybko, chociaż pozostawił po sobie kilka nieuniknionych zadrapań.
Dumny z siebie, zdał egzamin.

Kostki:
I: 1
II: 3 i 1
III: 5
IV: 5 i 2, 3 i 4, 4 i 5, 1 i 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 34
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 191
Dodatkowo : animag (puma płowa)
  Liczba postów : 111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14242-gibidh-conall-shercliffe#376462
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14263-gibidh-conall-shercliffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14259-gibidh-conall-shercliffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14258-gibidh-conall-shercliffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Pią Mar 10 2017, 18:47

Etap I Kostka: 6
Po tym, jak zdobył uprawnienia tresera zwierząt, miał nadzieję na spokój i możliwość pracy w rezerwacie. Ale oczywiście okazało się, że rodzice muszą go pocisnąć i nie dadzą się cieszyć wolnością. Ledwo co wylazł z Hogwartu, chciał porobić swoje, popodróżować, a Ci go pchali na kursy. I tak bardzo z początku miał to w nosie, że przespał najważniejsze zajęcia i finalnie, tuż przed egzaminem, musiał po studencku zarwać nockę i się uczyć. Ale udało mu się!
Etap II Kostki: 6 i 6
Grzebał i grzebał łapą, licząc, że wyciągnie coś ciekawego. I wyciągnął. Chiński Ogniomiot, czyli dalekowschodnia egzotyka. Z głupkowatym uśmiechem młodzieniaszka zaczął improwizowany wykład, zaczynając od opisu ogona chińskiego smoka, przechodząc przez łapy, brzuch, trawienie, specjalne właściwości i całą inną masę bzdet, wpychając w to anegdotki i występowanie smoka w historii czarodziejów. Generalnie rzecz biorąc, zmasakrował komisję swoją wiedzą i przeszedł dalej.
Etap III Kostka: 3
Rozpalony entuzjazmem i tym, że ciągle wygrywa, młody Gibby podszedł do smoka pełen energii. I chyba to go zgubiło, bo fakt, że był radosną osobą i miał za dużo pewności siebie, prawdopodobnie przysłonił respekt i szacunek jaki miał względem smoka. Przez co smok fuknął, mruknął i gdyby nie kawał mięsa rzucony przez profesjonalnego tresera, zajmującego się grupą, byłoby cienko. Wzięto Gibbiego na rozmowę i po utrwaleniu dodatkowej zapłaty, elegancko zdał za kolejnym razem.
Etap IV
2 i 2

Zapędzenie Szwedzkiego Krótkopyskiego do klatki wydało sie zadanie w miarę prostym. I szło całkiem nieźle, aż chędożony szwedzki krótki pysk przestał się go słuchać i zdecydował, że wpadnie w furię, którą dopiero opanuje cała grupa profesjonalistów. Dwa dni w łóżku i leczenie nie wydało się złe, bo mógł poczytać i przyszły zmartwione znajome.. Ale jednak.
5 i 2
Myślał, że robią sobie z niego jaja, kiedy znowu otrzymał to samo zadanie. Komisja składała się dzisiaj z innych osób, więc nie rozumieli, dlaczego marudzi. Do momentu, kiedy nie musieli interweniować całym kolegium, żeby znowu uspokoić smoka. Bo chyba w połowie zadania zorientował się, że.. No cóż. Tego gościa przecież już pobił. I Gibby znowu miał dwa dni leczenia.
4 i 1
Uspokajanie Walijskiego Zielonego.. No tak, jednego smoka tylko wnerwia, więc tego wyjątkowo ma uspokoić! Gibby przełknął głośno ślinę i ze spokojem i ostrożnością próbował podejść do smoka. Jego zdziwienie było ogromne, kiedy ten smok najzwyczajniej świecie dosłownie jadł mu z ręki. Tak dobrze mu szło, że komisja wręcz złożyła mu osobiste gratulacje i poinformowali, że zbadają psychologicznie tego szwedzkiego, albowiem coś musi być z nim nie tak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 825
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wzgórza Smoków   Pon Kwi 03 2017, 16:33

Kurs Tresera Smoków

Etap 1 - teoria
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy po rozpoczęciu kursu na tresera smoków to to, że znacznie odstawałam od reszty grupy wiekiem. Było sporo ludzi po szkole, kilka jeszcze starszych osób, ale chyba nikogo w wieku podobnym do mnie. Nie czułam się z tym do końca swobodnie, jednakże nie byłam tutaj po to, żeby zawierać nowe znajomości. Po kilku godzinach zajęć dostrzegłam co jeszcze odróżnia mnie od większości uczestników kursów. Spora część z nich (na szczęście nie wszyscy) nie była bardzo zainteresowana zajęciami teoretycznymi, wręcz odrobinę je lekceważyła wkurzając tym prowadzącego. Ja wypadłam na tym tle dość dobrze - prowadzący pochwalił moje notatki i zaangażowanie, bez zastrzeżeń dopuszczając mnie do egzaminu teoretycznego.

Etap 2 - egzamin teoretyczny
Do egzaminu teoretycznego dopuszczono mniej niż połowę kursantów. Nie ukrywam, że okoliczności był dla mnie bardzo stresujące, ale czułam się nieźle przygotowana - w końcu jeszcze przed kursem miałam sporą wiedzę na temat smoków. Egzaminatorem na tym etapie był mężczyzna prowadzący kurs. Podeszłam do testu w godzinach popołudniowych. Z podanego przez mężczyznę woreczka wylosowałam figurkę smoka. Bez problemu rozpoznałam, że jest to - Spiżobrzuch Ukraiński. Instruktor zadał mi kilka pytań na temat tego gatunku smoka i większość z nich nie sprawiła mi żadnej trudności. Egzaminator z uśmiechem pochwalił moje przygotowanie i pogratulował przejścia do następnej części kursu.

Etap 3 - praktyka
Pierwszy raz w życiu widziałam smoka na żywo i nie ukrywam, że było to równocześnie niesamowite, jak i przerażające przeżycie. Dzięki wiedzy zdobytej na zajęciach teoretycznych już pierwszego dnia kursu udało mi się podejść do smoka, wprawnie podając mu ulubiony przysmak. Instruktor był pod wielkim wrażeniem moich postępów.

Etap 4 - egzamin praktyczny
To był wyjątkowo stresujący dzień - stanęłam przed całą komisją i miałam nie tylko poskromić smoka, ale też przeżyć spotkanie z nim. Wylosowałam karteczkę na której widniało polecenie "Zapędzenie Szwedzkiego Krótkopyskiego do klatki".
Byłam tak zdenerwowana, że działałam głównie pod wpływem adrenaliny i poszło mi całkiem nieźle. No jasne, Krótkopyski trochę przypalił mi szatę, ale w gruncie rzeczy już po kilkunastu minutach smok znalazł się w klatce. Z uśmiechem odebrałam zaświadczenie o ukończeniu kursu.

Etap 1. Kostka: 2
Etap 2. Kostka: 5 i 6
Etap 3. Kostka: 4
Etap 4. Kostka: 5 i 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Wzgórza Smoków

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rasy Smoków
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Rework smoków 1.1
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-