IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala szkoleń Aurorskich

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2238
  Liczba postów : 869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Sala szkoleń Aurorskich   Wto Wrz 02 2014, 12:48


Sala szkoleń Aurorskich

W tym miejscu odbywają się szkolenia dla przyszłych Aurorów. Każdy kto chciałby pracować w tym zawodzie i marzy o ciągłych podróżach, a przy tym jest człowiekiem rozważnym i odpowiedzialnym; powinien tutaj trafić. Należy także pamiętać, że ci, którzy odbywają szkolenie aurorskie, winni zachować wszystko co się tu wydarzy w sekrecie, ponieważ przyszli czarodzieje walczący z niebezpieczeństwami i czarną magią są zobowiązani do zachowania tajemnicy zawodowej.


Ostatnio zmieniony przez Eiv C. Henley dnia Wto Wrz 02 2014, 12:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2238
  Liczba postów : 869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Wto Wrz 02 2014, 12:49




Kurs - auror

Jak łatwo się domyślić, zawód aurora jest jednym z najbardziej pożądanych w świecie magii. Każdy może nim zostać, o ile spełni kilka podstawowych warunków, a finalnie zda egzamin praktyczno-teoretyczny. Najważniejsze w pracy aurora są opanowanie, spokój, zawziętość, a także walka z czasem w bardzo stresujących sytuacjach.
Przejdź zajęcia psychologiczne i sprawdź, czy się nadajesz!

WYMAGANIA:
 


CZĘŚĆ TEORETYCZNA I PRAKTYCZNA

Kurs składa się z wykładów i ćwiczeń, na które uczęszczasz przez trzy miesiące. Uczysz się różnych zagadnień związanych z aurorstwem i wykorzystujesz swoje umiejętności w praktyce, dowiadując się jak powinien zachowywać się prawdziwy auror. Pod koniec przychodzi czas na zaliczenie obydwu części. Jeśli ci się uda, pozostanie już tylko zdanie egzaminów!

Pierwsza kostka, dla części teoretycznej:
 

Druga kostka, dla części praktycznej:
 


Egzamin Teoretyczny

Nadszedł ten wyczekiwany dzień. W końcu możesz z ulgą przystąpić do pierwszej części egzaminu, która jest początkiem drogi do uzyskania licencji aurorskiej. Co stoi na przeszkodzie? Teraz już jedynie opanowanie stresu, udzielenie kilku poprawnych odpowiedzi na pytania, które masz na kartach egzaminacyjnych, a finalnie oddanie swoich prac oraz poczekanie dwóch tygodni na wyniki.

Kostki:
 


EGZAMIN PRAKTYCZNY

To już ostatni etap, który pozwoli Ci na stwierdzenie czy nadajesz się do pracy aurora. Teraz najważniejsze jest odepchnięcie ekscytacji i radości na bok, bo praktyka jest dużo trudniejsza niż to co robiłeś do tej pory. Pełne skupienie, zero rozproszonych myśli i przede wszystkim zawziętość doprowadzą Cię szczęśliwie do finału tego kursu, a nagroda jest przecież bardzo cenna, prawda?

Kostki:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 67
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1417
  Liczba postów : 61
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10342-ronald-reagan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10344-ronald-reagan-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10345-ronald-reagan-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10346-ronald-reagan




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sro Sty 28 2015, 12:32

1973r.

Ronald wiedział, że jeśli chce zostać aurorem, musi przejść kurs. Nie mógł się tego doczekać, chociaż trochę przerażała go cena tej przyjemności. Nie pochodził z bogatego domu i wydanie stu pięćdziesięciu galeonów nie było łatwe. Cóż, nie ma nic za darmo na tym świecie.
Na zajęciach teoretycznych bardzo próbował się skupić. Starał się zapamiętywać jak najwięcej rzeczy i robić jak najdokładniejsze notatki, żeby móc douczyć się w domu. Niestety, śmierć matki odcisnęła na nim tak duże piętno, że czasem zupełnie nie docierało do niego to, co mówił do niego prowadzący ani co przeczytał w podręczniku. Bezbrzeżny smutek odcinał go od świata. Nigdy nie był wybitny z przedmiotów teoretycznych, więc nie spodziewał się cudów, ale czuł, że jego dotychczasowa wiedza może nie wystarczyć, żeby podejść do egzaminu. Któregoś dnia uznał, że weźmie książki do domu i tak solidnie przysiądzie, żeby nadrobić braki. Do głowy mu nie przyszło, że dwóch mężczyzn, idących w jego stronę, może mieć złe zamiary. A jednak - jeden minął go z jednej, drugi z drugiej strony, niepokojąco blisko, żeby w kluczowym momencie szarpnąć jego torbę i uciec! Próbował ich gonić, ale byli szybsi. Nie wiedział, co robić. Nie miał w torbie nic wartościowego, poza tymi dwoma podręcznikami! Nie chciał myśleć, skąd weźmie pieniądze, żeby je odkupić. A już tym bardziej nie chciał myśleć, co będzie jadł, jak je spłaci.
Początkowo naprawdę nie miał z czego spłacić skradzione podręczniki. Zanim nie zebrał wystarczającej kwoty, w ogóle nie pojawiał się na zajęciach. Było mu wstyd, zresztą nawet nie miałby się z czego uczyć. W końcu pożyczył pieniądze, ale to wiązało się z odpracowaniem ich również wtedy, kiedy powinien siedzieć na zajęciach. Ostatecznie opuścił ich tyle, że prowadzący nie dopuścił go do egzaminu. Kiedy jednak w końcu to zrobił, Ronald był niesamowicie szczęśliwy. Miał nadzieję, że teraz będzie już z górki.
Lepiej szło mu na zajęciach praktycznych. W tym zawsze czuł się pewniej, więc i wyniki były bardziej satysfakcjonujące. Był niemal pewien, że wszystko robi perfekcyjnie. Bo niby gdzie tu miejsce na błąd? Okazuje się jednak, że nie jest tak pięknie i właściwie wisi na granicy niezaliczenia. Decydowało ostatnie ćwiczenie, stres prawie go pożarł... Ale udało mu się! Kamień spadł mu z serca, kiedy pomyślał, że przynajmniej jedno ma już za sobą. Teraz tylko egzaminy... Jakoś to będzie.

kostki: (2,3,5); (4)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 67
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1417
  Liczba postów : 61
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10342-ronald-reagan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10344-ronald-reagan-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10345-ronald-reagan-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10346-ronald-reagan




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sro Lut 18 2015, 09:55

Kiedy podchodził do egzaminów, był dość mocno zestresowany. Po przejściach, jakich doświadczył w trakcie zajęć, obawiał się, co może stać się teraz. Egzaminy były ważne, ale były też trudne i niejednokrotnie słyszał narzekania swoich kolegów, że muszą podchodzić do tej próby po kilka, jeśli nie kilkanaście razy, bo wcześniej nie byli w stanie podołać. On starał się nie brać tego pod uwagę. Uczył się naprawdę dużo, przykładał się, bo niesamowicie mu zależało, by zdać ten kurs. Chciał być najlepszym aurorem, jakiego kiedykolwiek widziano w ministerstwie - ale bez zdanych egzaminów nie miał na co liczyć.
Teoria okazała się być zaskakująco prosta. Pisał szybko i dużo, a kiedy skończył, okazało się, że nie minęła nawet połowa czasu. Nie był pewien, czy to dobry znak. Wszyscy inni zawzięcie skrobali po swoich pergaminach, a on przejrzał swoje odpowiedzi jeszcze ze trzy razy i wiedział, że już nic więcej nie dopisze. Nie chciał kończyć egzaminu jako pierwszy, nie brał tego za zbyt dobry znak. Nawet jeśli napisał wszystko, co wiedział, może się to okazać zbyt mało. A wtedy będzie pluł sobie w brodę, że nie został dłużej, że nie pomyślał, przecież coś jeszcze mogło mu się przypomnieć...
Posiedział bezczynnie jeszcze kilka minut, po czym wstał i oddał arkusz. Takie siedzenie go jeszcze bardziej stresowało, więc postanowił, że jednak pójdzie do domu. Co ma być, to będzie. Najwyżej podejdzie do tej próby jeszcze raz. To żaden wstyd, prawda?
Całe szczęście szybko okazało się, że zdał. Najwyraźniej to, co napisał, wystarczyło i teraz śmiało mógł próbować swoich sił podczas egzaminu praktycznego.
Tu jednak już czuł, że coś pójdzie nie tak.
Bardzo wiele ćwiczył w domu, mimo to nie mógł pozbyć się uczucia, że w tym wypadku na jednym podejściu się nie skończy. Wszystko zależało od zadania, jakie dostanie i kto wie, czy wystarczy mu szczęścia. Naprawdę, szczerze się bał. Tym bardziej że poza nim czekało pod salą jeszcze kilkunastu innych młodych czarodziejów, każdy bardziej zdenerwowany od drugiego i tylko się nawzajem nakręcali. Ronald starał się ich nie słuchać, ale nie do końca mu to wychodziło.
W pewnym momencie stwierdził z pewnym zdziwieniem, że jeszcze tylko jedna dziewczyna musi zaliczyć swoje podejście, a wtedy kolej na niego. Trochę mu się ręce trzęsły. Patrzył na nią i zastanawiał się, czy zda, czy może też obleje. Jego zdaniem kobiety nie powinny zajmować się takimi rzeczami, jak aurorstwo. Niech zostaną w domu i robią to, co wychodzi im najlepiej, no tak czy nie?
Jego teoria szybko znalazła potwierdzenie, kiedy zaraz przed wejściem do sali dziewczyna zemdlała. Egzaminatorzy szybko zainterweniowali, więc nie było obawy, że coś jej się stanie, ale jednocześnie przełożono egzamin na następny dzień.
Następnego dnia, ku bezbrzeżnemu zdziwieniu i, nie ma co ukrywać, złości Ronalda, sytuacja się powtórzyła. Do egzaminu jako pierwsza miała podejść ta dziewczyna, która zemdlała dzień wcześniej, ale najwyraźniej denerwowała się do tego stopnia, że znowu straciła przytomność. I znowu kazano młodemu Reaganowi wrócić następnego dnia...
Całe szczęście, trzeciego dnia już jej nie było. Może wreszcie zajęła się tym, co do niej należało. Tym razem to właśnie Ronald jako pierwszy wszedł na salę egzaminacyjną. Kiedy tylko przekroczył próg, stres momentalnie go opuścił, a ręce przestały drżeć. Wiedział, że teraz wszystko zależy od niego i już nic dodatkowego nie może zrobić, więc nie ma się co denerwować. Spokój sprawił, że zadanie wydało mu się wręcz banalne i wykonał je bez problemu - jak się chwilę później okazało, bez jakiegokolwiek potknięcia. Egzaminatorzy z dumą przekazali mu, że w ten oto sposób zdobył licencję aurora. Odetchnął z ulgą. Jedno marzenie spełnione.


kostki: (5); (5, 5, 4)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 107
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10452-gustav-eryk-jensen#288605
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10482-haaaaaa-g-e-j
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10484-gutkowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10483-gustav-e-jensen




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Pią Lut 27 2015, 00:35

Jakieś trzy miesiące temu.


Auror. Tak bardzo cudowna i wymarzona przez Gutka praca. Nie ukrywajmy – również wyczekiwana. No, ale co poradzisz, skoro są takie a nie inne ograniczenia? W sumie, może nawet i lepiej? Przecież potrzebne są pewne umiejętności, nie tylko z zakresu zaklęć, ale także psychiki ludzkiej, by odbywać pracę w tak ważnym i odpowiedzialnym zawodzie. Bo przecież jest to pewna odpowiedzialność za ludzkie życie. Zarówno tych zwykłych cywilów, często też mugoli, jak i osoby nieco wyżej postawione. No, ale wszystko w swoim czasie, bo póki co to trzeba było jeszcze kurs zaliczyć i papier zdobyć. A to mogło nie być takie łatwe, jak sądziła większość osób, wraz Jensenem podchodząca do kursu.
Początek przebiegał bardzo dobrze. Naprawdę bardzo. Chociaż.. trzy miesiące wykładów i ćwiczeń. Nie brzmiało to zbyt zachęcająco, niemniej jednak. Trzy miesiące, do kilku lat, które musiał czekać od momentu ukończenia szkoły, do dziś dnia? No właśnie. Nic. Zgadzam się.
Okej, okej. Kurs trwał sobie w najlepsze, Gustav chodził na zajęcia, uczył się pilnie w domu, robił notatki, zadawał pytania i takie tam. Przede wszystkim jednak, na bieżąco systematyzował informacje i co najważniejsze – odrabiał zadania domowe, w postaci wyprzedzania nieco materiał do przodu, ale także utrwalając już omówiony. Z taką strategią po prostu nic nie mogło pójść nie tak. Inna sprawa, że przecież robił też wspomniane notatki. Zatem z teorii był obkuty. Tak sądząc, wracał pewnego dnia właśnie z zajęć. Tylko, że po nich postanowił udać się na jednego, czy dwa do Trzech Mioteł. Nie skończyło się to zbyt dobrze, skoro zostały mu ukradzione podręczniki, które akurat tego feralnego dnia postanowił zabrać ze sobą do domu. Cholera jasna. No, ale nic. Jak pod górkę, to pod górkę. Problem w tym jednak, że prawdziwa górka dopiero zaczynała się przed nim piętrzyć. Wszystko bowiem dlatego, że bez tych książek, nauka nie była tak łatwa, jak oczekiwał. Cóż, cóż. Ledwo, naprawdę ledwo, wręcz cudem, dostał się na egzamin. I jego nie zaliczył. Polecono mu przyjść w drugim terminie, za dwa tygodnie, nauczonym tym razem.
Z praktyką na szczęście nie poszło, aż tak źle. No, ale w końcu to praktyka, prawda? Nic innego jak formułki i ruchy dłonią których efekty można łatwo zmierzyć. Bo przecież efekt rzucenia zaklęcia widoczny jest od razu, prawda? Prawda! Widać było jednak pełne przygotowanie z jego strony, bowiem wszystkie kolejne zadania wykonywał po prostu cudownie. Miód, miód. Z ostatnim zadaniem miał tylko lekki problem. Obawiał się, że nieco go przerosło i że efekty mogłyby być lepsze. Nic bardziej mylnego. Nauczyciel prowadzący był wręcz pod wrażeniem bezbłędności Gustava i śmiało wypisał mu rekomendacje, niezbędną do przystąpienia na egzamin praktyczny. Teraz tylko poprawić teorię..

2,4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Yorkshire
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10706-precjusz-growlly#293824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10709-precel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10708-precjusz-growlly




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Czw Kwi 02 2015, 20:26

Kostki (6,3)

1996

Precjusz od zawsze chciał pracować w ministerstwie, wiedział, że ścieżka aurorstwa to coś co jest mu przeznaczone bez względu na okoliczności. Po ukończeniu Hogwartu postanowił więc wziąć udział w kursach Aurorskich. Wiele o nich słyszał, ale nigdy nie zaprzątał sobie głowy pytaniami "Jak to będzie"? Teraz, gdy siedział na kolejnych zaklęciach na których nudził się niemiłosiernie, bo większość tych informacji już znał, wybiegał myślami ku swoim przyszłym zadaniom. Miał nadzieję, że przyniesie chlubę swoim przyszłym pracodawcom, ale do tego była jeszcze daleka droga. Wszystkie pomniejsze teściki chłopak pisał jak ręką odjął, wydawało by się, że wszystko do końca pójdzie już łatwo, ale do nauki było jeszcze sporo teorii. By przygotować się dobrze, zdecydował pójść śladem wielu młodych ludzi i tego dnia uczył się na świeżym powietrzu. Wiedza wchodziła jak nigdy, Growlly czuł, że to będzie krótka piłka. Jednakże przeczucie zawiodło go, bowiem seria niefortunnych zdarzeń związana z warunkami pogodowymi sprawiła, że podręczniki porwane przez wiatr (bądź złośliwe zaklęcie) wpadły do jeziora całkowicie niwecząc plany chłopaka. Musiał zapłacić karę, ale same zaliczenie teorii jakoś się udało. Na zaliczenie części praktycznej Precjusz szedł już z podniesioną głową. Chłopak błyszczał podczas niemal całego bloku, wykonując większość zadań po prostu idealnie.
-Nieźle Growlly, szczęście dzisiaj się ciebie trzyma jak widać. Tak trzymaj to nie masz się o co martwić, droga do egzaminów stoi otworem. - Gdy zaliczenie chyliło się ku końcowi, młody kandydat na Aurora uśmiechnął się delikatnie i wykonał serię ostatnich poleceń. Czekając na wyniki nie obawiał się w ogóle, i jak się okazało, chwilę później otrzymał kartę zwrotną z potwierdzeniem zaliczenia kursu i możliwością udania się na egzaminy końcowe. Odebrał kartę i z uśmiechem podziękował prowadzącemu.
-Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się jeszcze, być może jako partnerzy podczas akcji. Dziękuje panu za wszystko, żegnam! - Teraz nie było już odwrotu, między nim a aurorstwem były już tylko testy końcowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Skąd : Yorkshire
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10706-precjusz-growlly#293824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10709-precel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10708-precjusz-growlly




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Czw Kwi 02 2015, 20:43

Kostki 2,4

1996

Gdy chłopak wolnym krokiem wchodził do poczekalni, gdzie odbyć miał się egzamin teoretyczny, Precjusz nie czuł strachu. Dobrze się przygotował by nie dać plamy i w miarę sprawnie przejść kolejną przeszkodę w drodze do jego pracy wymarzonej. Kobieta przy informacji poprosiła go o kartę zaliczeń, po czym spisując odpowiednie dane poprosiła o zajęcie miejsca, bowiem kandydaci wchodzą na egzamin dwójkami. Precjuszowi czas upłynął dość szybko, gdy nadeszła jego kolej kiwnął głową i wszedł do niewielkiej sali gdzie zajął swoje miejsce. Kiedy tylko otrzymał pergamin z pytaniami, momentalnie zaczął pisać, był jak w transie. Każde słowo wydawało się przychodzić zaraz po poprzednim nie dając chłopakowi wytchnienia. Nie podejrzewał sam siebie, że może wpaść w taki trans.
-*Kontroluj czas, kontroluj czas.* - powtarzał sobie w myślach, bowiem nie chciał dopuścić do sytuacji, w której jedno zadanie będzie pisał tyle, że na resztę zwyczajnie braknie mu czasu. Chłopak nie chciał oddawać wypocin, chciał by wszystko było idealne, perfekcyjne, bez skazy. Gdy skończył odpowiadać na ostatnie z pytań, klepsydra już prawie zsypywała się ku końcowi. Zadowolony z siebie Growlly przekazał kartę z odpowiedziami pilnującym ich egzaminatorom, po czym z przeświadczeniem powodzenia opuścił sale. Przez dwa tygodnie, czekając na wyniki chłopak intensywnie powtarzał czary i zachowania z praktycznej części kursu. Nigdy nie miał problemu z zaklęciami, ale mimo wszystko chciał być perfekcjonistą więc ćwiczył jak często mógł. Gdy sowa przyniosła wyniki egzaminy teoretycznego, czuł się dumny. Zaliczył testy niemal najlepiej spośród zdających, a to napwało go tylko optymizmem przed częścią praktyczną, na która miał udać się już za kilka dni.

***

Wchodząc do sali egzaminacyjnej czuł się już niemal jak Auror. Precjusz wiedział, że jest tylko o krok od zrealizowania swoich marzeń i wstąpienia do elity. Chłopak wyciszył się, odepchnął złe myśli i skupił jak jeszcze nigdy wcześniej. Gdy nadeszła jego kolej, wszedł do dużego pomieszczenia i przywitał się z egzaminującym.
-Witam panie Growlly, gratuluję owocnego przejścia egzaminu praktycznego. Dziś zapewne spodziewa się pan, co może go czekać. Bez zbędnych wstępów przejdźmy do podstaw. Jeśli jest pan gotowy, zacznijmy od rzucania zaklęć ogłuszających w ciągłym ruchu. - Pierwszy test, jak i kilka kolejnych Precjusz przeszedł na pełnym skupieniu, bez pomyłek. Widział po reakcjach egzaminującego, że jest na dobrej drodze do pozytywnego zaliczenia. Po ponad godzinie ciężkich akrobacji i miotania zaklęciami, ten moment nadszedł. Wyraźnie uradowany egzaminator wbił finalny stempel i uścisnął dłoń Growlliego.
-Gratuluję! Teraz jesteś jednym z nas, a z częścią spotkasz się z pewnością podczas pracy w terenie. Jesteś obiecująca jednostką, dlatego nie zawiedź żadnego z nas! Mało młodych wśród Aurorów! - chłopak podziękował i uradowany opuścił gmach. Stało się, od dziś mógł nazywać się Aurorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Nie Paź 18 2015, 01:34

2013-2014

W końcu zacząłem szkolenie na Aurora, co było dla mnie niesamowicie ważnym etapem życia. Chciałem zemścić się na wszystkich czarodziejach, którzy kiedykolwiek podnieśli różdżkę na mugola, więc oczywistym był owy wybór kariery. Chociaż przygotowałem się na to, że będzie ciężko, nie zdawałem sobie do końca sprawy z kosztu samego przygotowania. A to wcale nie był koniec wydatków. Sam kurs, który był przygotowaniem do egzaminów, wydawał się bardzo prosty. Szczególnie część teoretyczna, którą zdałem bez przeszkód. No może nie do końca. Kiedy uczyłem się na ostatni etap, jakiś debil stwierdził, że moje książki lepiej wyglądałyby mokre, jednak kiedy udało mi się ją wyłowić zachowałem się bardzo nie po "aurorsku". To jednak nie przeszkodziło mi w zaliczeniu teorii. Część praktyczna była równie prosta co teoria, jak nie prostsza. Przeszedłem więc szkolenie bez większych strat moralnych jak i pieniężnych. Jednak tylko szkolenie.
(4 i 1 ze szkoleń)
Egzamin teoretyczny zupełnie mi nie poszedł. Podchodziłem do niego z dziesięć razy za każdym razem nie wytrzymując presji i za każdym razem będąc na siebie bardziej wściekły niż przy poprzednim podejściu. I oto przyszło kolejne starcie z egzaminem teoretycznym. Gdyby nie fakt, że tak cholernie bardzo potrzebowałem tej posady już dawno bym odpuścił. Jak bym wyglądał, kiedy poddałbym się w połowie tego co zacząłem. Co sam sobie postanowiłem. Więc przyszedłem na egzamin teoretyczny i... zdałem go. Długo zastanawiałem się nad każdym z pytań, jednak w końcu... udało mi się. Mogłem podejść do praktyki.
(w ciul jedynek, kilka trójek i w końcu 4[1] )
Praktyczny egzamin również nie był usłany różami. Tyle razy zawodziłem, tyle razy wychodziłem z sali egzaminacyjnej z pobielałymi od ściskania pięściami. Nie byłem zadowolony z siebie i już nie chodzi o stracone pieniądze. Wiedziałem, że potrafię tego dokonać i musiałem po prostu pokazać to innym. Dzięki Bogu koniec końców dostałem tą licencję Aurora i od tej pory mogłem legalnie ścigać czarnoksiężników.
(znów kilka jedynek i 6 w końcowym rozrachunku )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sob Lut 06 2016, 02:54

Jeszcze ferie:

Szła przez śniegi, po drodze spotykając wielu uczniów. Z częścią z nich przeprowadziła krótką pogawędkę, o historii tego miejsca, o innych ciekawostkach. O dziwo każda z nich wyglądała podobnie, jakby w pewnym momencie odpowiedzi, nieważne z jaką pasją rzucone, spływały z jej ust machinalnie. Pożegnała się z ostatnią osobą, polecając jej do napisania esej, który chętnie by przeczytała w przyszłości i zniknęła w końcu w motelu. Szła długo przez korytarz, za długo, szukając drzwi do własnego pokoju. Szczęśliwie nie zdążyła się jeszcze nawet wypakować, więc zgarnęła tylko kufer, zaadresowała go na mieszkanie brata i poprosiła w recepcji żeby w ten czy inny sposób, przez kulig reniferów czy cholera wie jak inaczej przesłać bagaż do brata. Sama odnalazła szybko Hampsona, tłumacząc mu, że musi przegapić wyjazd z przyczyn prywatnych. Nie pytał. I słusznie, najpewniej nieświadomie i tak zbyłaby go uśmiechem.

Już Londyn:

Kilka godzin później siedziała już w pociągu powrotnym do Londynu. Czytała książkę, z której jak miało się okazać następnego dnia, nic nie zapamiętała. Wychodząc z peronu, trzymała tomik przed sobą idąc tak najpewniej z nim przez całe miasto, w tym zaangażowaniu ledwie co nie wpadając komuś pod maske samochodu, ale to była Irka. W typowym odruchu, cofnęła się krok i ruszyła dalej, prosto do mieszkania Magyara. Zatrzymała się przed jego kamienicą dopiero tam chowając książkę do bagażu podręcznego. Poprawiła skórzany pasek na ramieniu zanim zapukała do drzwi. Jakaś dobra dusza poinformowała ją, że mężczyzna był w pracy. Chociaż jechala tu najpewniej całą noc i zaczynało świtać, przetransportowała się do Ministerstwa, nie pamiętała dokładnie jak. Wiedziała, że kiedy w końcu znalazła się w Kwaterze Głównej Aurorów i szukała swojego brata, uśmiechnęła się do niego szeroko, wkraczając do salki, w której się znajdował.
Laszlo!
Rzuciła swoją torbą pod drzwiami, w sumie trochę pod siebie, więc przeskoczyła nad nią, zanim podskoczyła do mężczyzny, obejmując go za szyję.
Nie uwierzysz, co się działo na feriach — mruknęła, ale wcale nie miała w planach opowiadać mu o tym, jak się zgubiła uczennica. Cofnęła się, uśmiechając się jeszcze chwilę szeroko, zanim otworzyła usta, żeby zacząć właściwą część historii. Zamiast tego łzy spływały jej gęsto z oczu, kiedy śmiejąc się, rzuciła przez szloch:
Ale nie spytałam, czy masz czas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sob Lut 06 2016, 07:53

Właśnie kolejna młoda osoba o wielkich ambicjach wychodziła z sali szkoleń ze spuszczoną głową. Laszlo, pamiętając jego własne szkolenie pokręcił tylko głową z rezygnacją i wypił łyk herbaty, która zrobił sobie przed kursem. Odgarnął włosy w tył jedną ręką po czym spojrzał na papiery. Widząc, jak oceniane są zdolne osoby, które ulegają emocjom i w ten sposób oblewają, węgier był bliski stwierdzenia, że ministerstwo ułożyło ten kurs tak, by jak najwięcej zarobić, nie by wyszkolić jak najlepszych aurorów. Mężczyzna przeciągnął się ziewając, co było dosadnym sygnałem, że noc bez zmrużenia oczu nie była dobrym pomysłem i na pewno będzie dawała się we znaki.
- Po cholerę ja zostałem aurorem... - Zapytał sam siebie po węgiersku. Popatrzył raz jeszcze w stronę rozwalonych po biurku papierach i nie dotykając ich nawet wstał z krzesła. Herbatę dopił jednym haustem, a mógł to zrobić, bo przez cały kurs zdążyła już wystygnąć. Kiedy odłożył filiżankę ruszył w stronę wyjścia, żeby zaanonsować przełożenie kolejnego kursu. Nie miał zupełnie ochoty katować tu kolejnego nieszczęśnika, który mimo umiejętności, trząsł nogami tak bardzo, że mógłby śmietanę ubijać. Prawdziwą wartość można pokazać tylko na prawdziwej akcji, w terenie. Nie na kursach czy egzaminach. Tak przynajmniej zawsze powtarzał Magyar, a gdy sobie o tym przypomniał, zaśmiał się pod nosem. Ludzie w dzisiejszych czasach bardziej boją się testów niż realnego zagrożenia... Tragiczne.
W tym samym momencie, w drzwiach zobaczył osobę, której nigdy by się nie spodziewał w jego miejscu pracy. Zobaczył swoją siostrę, która zawsze... która nigdy nie przychodziła do pracy brata, nigdy nie pokazywała się przy Laszlo publicznie, bo nie chciała, żeby węgier się za nią wstydził, a skoro już to zrobiła... Laszlo nie uśmiechnął się na widok siostry, ponieważ wiedział, że nie jest w porządku, skoro tu przyszła. Bez słowa rozłożył ręce pozwalając się jej przytulić. Kiedy chciała się oddalić starszy brat położył swoją dłoń na jej głowie i wpatrzył się podejrzliwie w Irinę.
- Opowiadaj. - Zawsze oszczędny w słowach obdarował ją uśmiechem, który powinien dopowiedzieć resztę. Przy nim mogła się otworzyć, a on, jak bardzo żenująco by się nie czuł, zawsze jej pomoże. Laszlo nawet nie zaproponował zmiany miejsca. Chyba czas skończyć z tym, że tylko Irina poświęca się dla mnie - pomyślał. Czas, by dać tez coś od siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Nie Lut 07 2016, 13:10

Opowiadanie tego Laszlo było wyjątkowo żenujące. Laszlo w oczach Iriny był kimś kto nie ponosił nigdy żadnych porażek, a jeśli takie odnosił to nigdy swojej siostrze o nich nie mówił. Zresztą, przez całe życie mało słów padało pomiędzy nimi. Byli dość specyficznym rodzeństwem. Gdyby poszła w jego ślady, zdała kurs aurorski, gdyby tak samo, jak on nie lubiła magii, a nie nie umiała i jednocześnie fascynowała się nią – wtedy być może mieliby więcej wspólnych tematów. Co i tak nie gwarantowałoby im wspólnej rozmowy. Teraz jednak nie wiedziała do kogo innego, jak nie do niego mogłaby się zwrócić. Był jej bratem i nieważne co się działo, nigdy z premedytacją nie wyrządziłby jej żadnej krzywdy. Uniosła do niego załzawione spojrzenie, czując się nawet trochę tak, jak mała dziewczynka, kiedy oparł jej dłoń na głowie, ale przy nim zawsze się tak czuła.
Wydaje mi się… nie jestem pewna… że coś się popsuło. Między mną, a Archiem i to moja wina.
W gruncie rzeczy było jej wstyd, bo chciała się mu pochwalić mężem, bo uważała, że jej mąż to była jedyna rzecz w jej życiu, którą Laszlo rzeczywiście pochwalić by mógł, nawet jeśli nie głośno to w myślach. Tylko, że wszystko poszło nie tak, a teraz zamiast przedstawiać mu swojego pana Blythe, przedstawiała wynikający między nimi problem.
Za dużo chciałam — rzuciła ze smutkiem, nieadekwatnym do jej osoby i cofnęła się, przechodząc się po tej sali, próbując zainteresować się czymkolwiek, co tu było, ale nie miała punktu zaczepienia. Sala wydawała się pusta i zupełnie bez niczego angażującego w środku. Siadła na miejscu aplikujących aurorów, opierając dłonie na udach.
I na tym skończyła się jej historia, bo nie potrafiła powiedzieć Magyarowi więcej, nie wiedząc nawet czy chciał słuchać kolejnych niepowodzeń z życia siostry. Przy nim zawsze była wobec siebie bardziej krytyczna. Zapominała, ze robiła to co kocha i na ogół uszczęśliwiało ją to bardziej, niż gdyby zajmowała bardziej znaczące stanowisko w Ministwerstwie, a mogłaby, gdyby chciała, ale uwielbiała nauczać i nie potrafiła zrezygnować ze swoich podróży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Pią Mar 18 2016, 20:31

Chociaż Laszlo był starszym bratem i zawsze, bez względu na wszystko starał się pomóc swojej zdziwaczałej siostrze, za każdym razem, kiedy przychodziła do niego z problemami sercowymi, jego twarz przybierała taki sam wyraz. Troska ustępowała zobojętnieniu, grymas na twarzy znikał, zostawiając ją bez żadnych emocji, a w oczach dzika furia do osoby, która skrzywdziła Irę, walczyła z bólem, związanym z tak nikłym doświadczeniem Węgra w tych sprawach. Po raz kolejny stanął przed smutnym faktem, że nie jest w stanie pomóc swojej siostrze w inny sposób, jak tylko wysłuchanie tego, co ma do powiedzenia oraz spróbowanie odciągnięcia jej myśli od całej sytuacji. Kiedy odeszła od niego, mężczyzna założył ręce na klatce piersiowej i popatrzył w sufit. Na prawdę współczuł Irinie, że z tak ważnymi sprawami nie ma się do kogo zwrócić, prócz jej beznadziejnego starszego brata.
Westchnął lekko i odwrócił się do już siedzącej Iriny.
- Dużo mi to nie mówi. Jeśli powiesz mi ze szczegółami o co poszło, to postaram się coś na to zaradzić. Może nie jestem jakimś specjalistą w sprawach sercowych, ale razem na pewno coś wymyślimy. - Powiedział patrząc się badawczo jak zareaguje jego siostra. Chyba powinien zaproponować jej, żeby zamieszkała u niego, jednak dawno nie sprzątał w swoim mieszkani, chociaż bardziej precyzyjnie byłoby powiedzieć, że nie bywał w nim od miesięcy. Praca tak go pochłonęła, że sypiał w fotelu w swoim biurze. Tym lepiej.
- Przejdźmy się na kawę, a później wprowadzisz się do mnie. Ja i tak sypiam w biurze, więc będziesz miała całe mieszkanie da siebie. - Stwierdził siląc się na ciepły uśmiech. Na prawdę nie lubił sercowych spraw Iry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sro Mar 23 2016, 22:49

Uniosła do niego zapłakane spojrzenie. Rzadko kiedy się zdarzało, żeby Irina wylewała lzy, zwłaszcza przy swoim starszym bracie. Teraz jednak sytuacja była wyjatkowa. Pociągnęła nosem, łapiąc powietrze w płuca, otworzyła usta i … nic. Jeszcze bardziej zaskakujące było to, że nie odezwała się wcale. Żadne słowa nie chciały spłynąć z jej warg. Ściągnęła je więc w niezbyt cienką linię, układając sobie to wszystko w głowie zanim była gotowa udzielić mu odpowiedzi. W pierwszej kolejności pokręciła przecząco głową:
Nie potrzebuję kawy. Chodźmy od razu do Ciebie. Nie przeszkadzam Ci chyba w pracy?
Wstała z miejsca, podchodząc bliżej, oddychając z westchnieniem.
Archibald i ja… przechodzimy problemy. Z komunikacją. Ja komunikuję za dużo, a on za mało i chyba przez to nie potrafimy się znaleźć w środku. Rozumiesz? — ona nie rozumiała wcale, ale przecież Laszlo czy Archibald byli mężczyznami w oczach Blythe o największym autorytecie. Jeśli ktoś z nich by jej tego nie wyjaśnił, musiałaby szukać odpowiedzi w książkach, a chyba żadna nie mogłaby jej powiedzieć, dlaczego Archie dystansował się wobec swojej żony w tak wielkim stopniu.
On nie potrafi powiedzieć mi, czy mnie kocha, a ja nie potrafię kłamać mu, że mnie to nie martwi. — dorzuciła przed wyjściem z Biura.

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 46
Skąd : Camberley
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -144
  Liczba postów : 51
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13327-bartholomew-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13329-ojciec-auror-batman?nid=5#356096
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13331-poczta-pana-rogersa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13333-bartholomew-rogers




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Wto Sie 30 2016, 23:23

rok 1982, kurs na Aurora, kostki: (4, 5), (milion 4 z parzystymi, 3, 1, wreszcie 4 z 1), (2)

Po przebytym stażu na pomocnika Aurora Bartholomew czuje się jak przyszły władca świata. A może raczej zbawca, bo przecież na tym praca Aurora polega - na walce ze złem i niesprawiedliwością społeczną. Choć rodzice wciąż uparcie negują niezwykłe powołanie i kpiąco wyrażają o tym pięknym zawodzie, Barthy z zapałem chodzi na zajęcia i skrzętnie notuje wszelkie wykłady, by na ćwiczeniach praktycznych i testach zachwycać wiedzą. Po takim przygotowaniu zaliczenie wydaje się być formalnością i część teoretyczna faktycznie idzie mu jak po maśle. Wprawdzie o mało co nie traci drogocennego podręcznika, ale znakomity refleks przyszłego Aurora ratuje tomiszcze od utonięcia. Praktyka idzie odrobinę gorzej, bo Barty zapomina iść wcześniej do toalety - a, jak wiadomo, nic nie działa tak straszliwie na koncentrację jak pełny pęcherz - niemniej jednak nie ma żadnych wątpliwości (no, przynajmniej Rogers nie ma takowych), że następnym etapem jest zaliczenie egzaminu teoretycznego.
Który miał być - teoretycznie, he he - kolejną formalnością. Niestety się nim nie okazał. Za pierwszym razem Barty panikuje i szuka pomocy u kolegi, co kończy się oczywiście wywaleniem z sali. Dwa razy udaje mu się później zadania rozwiązać, ale pozostaje mu jedno zadani\e, z którym nie może dać sobie rady i oczywiście go uwalają. Jakby nagle zdurniał, jakby nagle napadła go jakaś straszliwa choroba odbierająca rozum. Później jest tak załamany, że zawala po całości, potem w desperacji zerka znów do kolegi i odchodzi splugawiony. Trzy razy łamie głowę nad ostatnim pozostałym mu zadaniem i wreszcie, och, słodki Merlinie, wreszcie się udaje. Do trzech (a właściwie ośmiu) razy sztuka! Odchodzi (prawie) zwycięsko. Przecież za dwadzieścia lat nikt nie będzie go pytał o wyniki egzaminów, prawda?
Ale na praktycznym tak nie będzie. Bartholomew po dłuższym zastanowieniu stwierdza, że ten teoretyczny to hańba na jego honorze i jedynym sposobem na zmycie tej brudnej plamy z szaty jego dumy jest zdanie praktycznego za pierwszym. Powtarza więc wszystko pięć razy, nim rusza na egzamin, potem idzie do toalety, by pęcherz mu myśli nie rozwiewał, wreszcie staje - skupiony, zdecydowany, zaangażowany. I faktycznie, postawione przed nim zadanie spełnione zostaje tak, jakby do niczego innego w życiu nie był stworzony. Może tak jest faktycznie.
Auror Bartholomew Rogers.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -90
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13941-max-flint#368393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13942-max#368467
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13944-dante#368477
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13943-max-flint




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Pią Sty 20 2017, 21:03

Kilka lat temu

Nie przyłożyłem się należycie od początku. To był błąd. Spodziewałem się, że będzie dużo łatwiej i po wszystkich kursach i stażach, jakie odbyłem, kolejny krok pokonam z rozpędu. Było dużo, dużo ciężej niż mogłem to sobie wyobrazić. Z początku przez swoje luźne podejście do zajęć zdążyłem sobie narobić tyle zaległości, że później nie byłem w stanie tego nadrobić. Mało tego, co chwilę spotykał mnie pech. Nie raz, ale dwa razy straciłem przez złodziejaszków torbę wraz z wszystkimi swoimi notatkami. Wszystko to spowodowało, że nauka szła mi bardzo mozolnie i zajęcia, które powinienem zaliczyć w jeden kwartał przeciągnęły mi się na długie miesiące. Wytrwale próbowałem dalej, bo wiedziałem, że było warto, poza tym na tak trudnych kursach uczniowie podchodzący do testów więcej niż jeden raz nie byli tacy wyjątkowi.
Mój upór się opłacił. Szkoleniowcy uznali, że opanowałem wszystko i jestem gotów, by podejść egzaminów. Jeden z nich powiedział, że mam bardzo duże szanse na sukces na testach końcowych. Stres przed egzaminem był na tyle duży, że nawet mimo tych słów byłem tylko umiarkowanie pewny siebie. Do testów podszedłem z przekonaniem, że jeszcze nie wszystko umiem jak trzeba.
Niepotrzebnie się jednak martwiłem. Wprawdzie na teorii moje życie wisiało na włosku. Było bardzo blisko tragedii. Z nawiązką odrobiłem to w trakcie praktyki - według mnie tysiąc razy bardziej ważniejszej części. Nikt w terenie nie będzie pytać się mnie o instrukcje z książki, lecz liczyć się będą opanowane przeze mnie zaklęcia. A te znałem na tyle dobrze, by zdać i cieszyć się z certyfikatu uprawniającego mnie do podjęcia zawodu, o którym marzyłem od dawna.

Kostki:
Część Teoretyczna: 2,2,1
Część Praktyczna: 2,3
Egzamin Teoretyczny: 4 i 5
Egzamin Praktyczny: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sob Mar 18 2017, 23:27

Miesiąc temu

Isolde marzyła o tej chwili odkąd sięgała pamięcią. Była najmłodszą kursantką i z pewnością najbardziej... niepasującą do roli aurora, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale miała już spore doświadczenie, a jej szef bardzo ją cenił, dlatego się tu znalazła, mimo że nie osiągnęła jeszcze wymaganego wieku. Wiedzę chłonęła, zresztą wcale nie musiała ślęczeć nad podręcznikami, by przyswoić teorię - wiedziała całkiem sporo z własnego doświadczenia, a starsi koledzy podczas spokojnych dyżurów chętnie jej pomagali i przepytywali, nie mogąc się nadziwić, że tak łatwo wszystko wchodzi jej do głowy. Teoria okazała się pestką i prowadzący bez chwili wahania dopuścił Isolde do egzaminu teoretycznego.
Na zajęciach praktycznych niemal wychodziła z siebie, dwojąc się i trojąc, nie pozwalając sobie na arogancję kogoś, kto ma już doświadczenie w terenie. Wiedziała, że od tego zależy jej kariera i traktowała sprawę bardzo poważnie. Prowadzący miał wyraźne wątpliwości, czy taka delikatna, młoda kobieta w ogóle nadaje się do tego zawodu, jednak zdesperowana Isolde dała taki pokaz swoich umiejętności, że zmiękł i pozwolił jej przystąpić do egzaminu.
Isolde zdała część teoretyczną śpiewająco, ale była już bardzo zmęczona. Praca, nadgodziny i jeszcze nauka... wykańczały ją zupełnie, mimo że koledzy próbowali ją choć trochę odciążyć. Właśnie dlatego oblała ostatni egzamin, najważniejszy. To była ironia losu, bo przecież naprawdę dobrze sobie radziła, ale była zbyt zestresowana, rozkojarzona i zmęczona, żeby udźwignąć presję. Dlatego oblała po raz kolejny. Cały wieczór przepłakała w domu, wściekła i bezsilna, ale obiecała sobie, że do trzech razy sztuka. I w ten sposób została dumną posiadaczką licencji, jednocześnie przestając być młodszym aurorem, a stając się po prostu - aurorem.


Kostki:
Część Teoretyczna: 5
Część Praktyczna: 5
Egzamin Teoretyczny: 2
Egzamin Praktyczny: 3, 1, 2

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 600
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Sro Maj 10 2017, 20:42

Odkąd pamiętam marzyłem o tym żeby zostać aurorem. Zawsze chciałem być taki jacy byli moi rodzice, więc robiłem wszystko co w mojej mocy, żeby dobrze wypaść na każdej lekcji zaklęć i Obrony przed Czarną Magią. Czytałem wiele książek na temat pracy aurora, to była rzecz, która mnie po prostu interesowała. Słuchałem uważnie wykładów, chłonąłem każde słowo i starałem się jak najwięcej zapamiętać. Kiedy wracałem po wykładach, sporządzałem dokładne notatki i powtarzałem. Byłem zadowolony, że zdecydowałem się na ten kurs. Czułem wręcz, że to moje powołanie, więc cieszyłem się kiedy tak łatwo wchodziła mi wiedza teoretyczna.
Jak to się mówi? Nie chwal dnia przed zachodem słońca? Coś w tym jest, bo mimo, że część teoretyczna tak gładko mi poszła, praktyka była jakąś katorgą. Nie potrafiłem się skupić, nie wiedziałem dlaczego, po prostu wszystko dookoła mnie rozpraszało, a ja tylko myliłem kolejne zaklęcia. Byłem tym faktem zirytowany, nie potrafiłem wyjaśnić tej zależności. Nawet teleportacja mi nie wyszła!
Poprawiałem tę część najpierw jeden raz, ale poszło mi tak samo beznadziejnie jak za pierwszym razem. Do trzech razy sztuka! Za trzecim razem wszystko szło mi wyśmienicie. W końcu... Nie pomyliłem żadnego zaklęcia i widziałem zadowolenie prowadzącego, którego męczyłem tyle czasu. Byłem szczęśliwy, że zostałem zakwalifikowany do egzaminu teoretycznego.
Gdy w końcu nadszedł ten długo wyczekiwany przeze mnie dzień egzaminu teoretycznego byłem tak zestresowany jak nigdy w życiu. Nie mogłem zapamiętać jednej, jedynej rzeczy, więc postanowiłem ją sobie zapisać na ręce. Dajmy spokój to tylko jedna rzecz! Cóż, przejechałem się na tym. Zostałem przyłapany i natychmiastowo wyrzucony z sali.
Nie poddałem się wtedy. Postanowiłem spróbować ponownie. Wszystko szło jak po maśle, ale jedno pytanie... To była ta rzecz, przez którą ostatnio wyleciałem. Głupie pytanie sprawiło, że nie zdałem po raz drugi. Jak to jest, że pojedyncze pytanie może zawalić cały egzamin?
Na tak, trzeci raz. Chyba coś miałem z tymi trójkami, skoro ciągle zdawałem dopiero za trzecim razem. Kułem całą noc i czułem, że jestem naprawdę przygotowany. W końcu uczyłem się na trzy terminy, co się dziwić. Sprawnie napisałem odpowiedzi i bardzo szybko oddałem arkusz. Już tylko czekał mnie egzamin praktyczny.
Egzamin praktyczny był czymś czego bałem się najbardziej. Na ironię, poszedł mi najlepiej. Nie wiedziałem czym to było spowodowane, chociaż brałem udział w takiej ilości ćwiczeniach, że chyba nie powinno mnie to dziwić. Dostałem swoje zadanie i bez problemu je wykonałem. Powiedziałbym, że wręcz doskonale.
Nie potrafiłem w to uwierzyć... Mogłem się chwalić licencją aurora, rodzice byliby dumni.

część teoretyczna: 1
część praktyczna: pierwsze podejście 2, drugie podejście 2, trzecie podejście 1
egzamin teoretyczny: pierwsze podejście 3, drugie podejście 4 -> 6, trzecie podejście 6
egzamin praktyczny 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -34
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14815-alistair-crowley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14818-alistair-crowley




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Pią Lip 28 2017, 16:45

1981
W końcu nadszedł ten dzień. Mógł przystąpić do kursu na aurora. Alistair bał się niesamowicie tego, z czym przyjdzie mu się zmierzyć, ale jeszcze silniejsza od tego strachu była determinacja. Zawód aurora i krążące wokół niego legendy były jak syreni śpiew. Przerażający i śmiertelnie niebezpieczny, ale zwabiający każdą istotę, która go usłyszy. Nie interesował go prestiż ani przywileje. Stołki i wewnętrzną partiokrację też miał w dupie. Widział siebie jako profesjonalistę i rzeczywiście nim był.
Z takim też profesjonalizmem podszedł do kursu. Pomimo początkowej tremy i zagubienia w nowym świecie służb specjalnych, Alistair szybko poczuł się jak świnia w błocie. Cholernie podobało mu się to, że chcieli dać mu w kość już na samych wykładach, zasypując ogromną ilością bardzo ważnych i równie trudnych do przyswojenia informacji. Dzień i noc spędzał z nosem w książkach i swoistym wiadrem kawy przy łóżku, wchłaniając wszystko niczym gąbka. I rzeczywiście, opłaciło się to. Mimo niezliczonych zarwanych nocy i kilku mimowolnych napadów chęci do rezygnacji, Alistair szybko okazał się być jednym z najlepszych kandydatów na aurora w swojej grupie, jeśli nie najlepszym. Pewnego dnia wybrał się na plażę celem przyswojenia ostatniego tematu z podręcznika, wyjście jednak o mało nie skończyło się bardzo niefortunnie, bo grupka dzieciaków wbiła się w przechadzającego się wzdłuż brzegu czarnowłosego, przez co ten omal nie utracił swojego podręcznika. Zdążył jednak złapać tego największego łobuza. W napadzie szału porządnie opierniczył i omal nie sprawił mu wielkiego siniaka na twarzy, ale w ostatniej chwili się opamiętał i koniec końców - wypuścił go. Miał szczerą nadzieję na to, że uda mi się zdać ten kurs bez większych problemów. Choć, jakby nie patrzeć, wkroczył w świat, w którym definicja "większego problemu" przybiera zupełnie nowy wymiar.
Ćwiczenia praktyczne również wychodziły mu bardzo dobrze, choć nie obeszło się bez sporej dozy szczęścia. Było kilka sytuacji, w których chłopak popełniał ewidentne błędy, ale dzięki opatrzności boskiej te uchodziły jakoś uwadze instruktorów. Dzięki temu zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną zdał bez żadnych problemów. Zostały jedynie egzaminy, czyli największe wyzwanie w jego dotychczasowym życiu.

4,3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -34
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14815-alistair-crowley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14818-alistair-crowley




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala szkoleń Aurorskich   Pią Lip 28 2017, 22:05

Na egzamin teoretyczny przyszedł równie zestresowany, co przygotowany. Zasiadł w ławce i otworzył znajdującą się przed nim magiczną kopertę, w której skrywał się egzamin. Świat przestał istnieć. Przestrzeń wokół; pozostałe ławki, ściany, podłoga, sklepienie i nawet egzaminatorzy, zaczęła się powoli rozmywać. Był Alistair i była kartka.
Pytania, z którymi przyszło mu się zmierzyć nie należały do najłatwiejszych z aurorskiego curriculum, ale dał sobie z nimi radę bez większego problemu. Nie dziwota zresztą, w końcu od początku trwania kursu był uczniem bardzo dobrym, jeśli nie powiedzieć nawet, że wybitnym. Głuchy odgłos uciekających sekund umykał jego percepcji, która pogrążyła się w stanie maksymalnego wyostrzenia i skupienia na zadaniu. Jego umysł działał jak dobrze naoliwiona maszyna, odpowiadając na pytania niemalże machinalnie, wyłapując przy tym wszelkie pułapki, niuanse i casusy wymagające bardziej dogłębnej analizy. Zaciął się więc w sumie na teście kilka razy, ale chwila głębszej koncentracji pozwoliła mu znaleźć odpowiedzi, które jego zdaniem były poprawne. Gdy tylko skończył pisać ostatnie zdanie, wstał z miejsca i oddał egzamin. Dopiero po kilku chwilach zorientował się, że minęła ledwie połowa wyznaczonego czasu. Był, niemniej, pewny, że wyniki egzaminy zapewnią mu awans do ostatniej części kursu - egzaminu praktycznego. I nie pomylił się.
Egzamin praktyczny był o wiele prostszy niż się spodziewał. Wystarczyło jedynie zdjąć klątwę z dwóch zaczarowanych przedmiotów, co okazało się pułapką, bo były one magicznie połączone i zdjęcie klątwy z jednego z nich automatycznie sprawiało, że drugi uwalniał czar ofensywny. Było to jednak nic innego, jak zaklęcie paraliżujące, a chłopak oczekiwał zadań tego typu, więc bez większych problemów odbił zaklęcie, a następnie rzucił własne, które poradziło sobie z klątwą.
Drugie zadanie odbyło się w terenie i polegało na wytropieniu i pojmaniu jednego z aurorów, który na potrzeby misji traktowany był jak czarnoksiężnik. Również i z tym zadaniem Alistair dał sobie radę wzorowo, wytropił "przeciwnika" dziesięć minut przed wymaganym czasem, a następnie pokonał go w krótkim "pojedynku". Zdał. Parę dni później dowiedział się, że auror, który pierwotnie miał być jego przeciwnikiem, nie mógł się pojawić, gdyż został wysłany na oficjalną misję. Alistair nie wiedział o nim wiele, oprócz tego, że "Dick" był doświadczonym łowcą i gdyby to on miał być celem, zadanie byłoby kilka rzędów trudniejsze.
Jego marzenie w końcu się spełniło, jeśli można je w ogóle tak nazwać. On sam świadomie traktował to jako środek do celu, którym miała być sama walka z czarnoksiężnikami. Mógł już, poniekąd, tytułować się aurorem. I sam ten fakt sprawił, że jego determinacja wzrosła dziesięciokrotnie.

6,2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Sala szkoleń Aurorskich

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
ministerstwo magii
 :: 
Trzecie Pietro
-