IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klasa Magii Leczniczej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 66
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9760-paige-s-henderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9763-paige-s-henderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9761-paige-s-henderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9762-paige-s-henderson#273948




Gracz






PisanieTemat: Klasa Magii Leczniczej   Sro Paź 15 2014, 20:02

First topic message reminder :


Klasa Magii Leczniczej
Klasa nie należała do małych. Dobrze oświetlona wyglądała jak każda inna klasa. Zawierała katedrę, za którą siedział nauczyciel oraz tablicę, gdzie mógł notować wszystko to co o czym mówi.
Nie brakowało ławek oraz regałów pełnych książek oraz słoików. Na ścianach wisiały tablice z opisanym całym ciałem człowieka i różnymi urazami jakie czarodziej może doznać. Te magiczne oraz nie magiczne. Były też makiety pokazujące złamane kości. Wręcz mogło się wydawać, że to gabinet do nauki medycyny.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Czw Mar 10 2016, 22:10

Musiała przyznać jej rację. Zdecydowanie wolała "zjeść" jednego z braci. W tym przypadku był to Edward. Jeszcze nigdy nie poznała chłopaka który potrafiłby tak gotować. Ideał normalnie.
- Niestety masz rację. Zdecydowanie wolałabym zjeść Edwarda. - zastanawiała się kiedy ta szczerość wprowadzi ją w tarapaty... Było to zbyt szczere stworzenie.
Widząc poczynania Titi obawiała się, że jej nie pójdzie najlepiej. I wcale się nie myliła. próbowała cały czas jakoś zapanować nad sytuacją, ale szło jej jeszcze gorzej niż jej partnerce. Co się dziwić w sumie - Clarissa była duszą artystyczną. Przynajmniej nie zemdlała i zaczęła ręcznie uciskać ranę, co niewiele dało. Nie robienie niczego zapewne przyniosło by lepszy efekt.
W tym momencie mogły założyć czarne suknie i z kwiatami stanąć nad manekinem. Umarł. Niech Rowena ma w opiece nieszczęsnego manekina i każdego, komu spróbują pomóc. Nora jedynie pokręciła głową z rozczarowaniem i namawia żebyście więcej ćwiczyły... Kariera medyczna przed tymi dwiema pannami została zamknięta na dobre.

kostka: 2
Suma: 2 + 2 = 4

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 00:57

Niby luźno podszedł do sprawy, może mimo że go tyle czasu nie było to pójdzie to wszystko z łatwizną. Jak bardzo można się przejechać mając na wszystko prosto mówiąc wywalone? Nawet bardzo, pierwszą rzeczą z jaką miał problem to wymówienie zaklęcia. Język mu się cholernie plątał i myśli jakoś uchodziły mu na bok. Krwawienie jakby zwiększyło się, zaklęcie po prostu nie miało szans wyjść mu w tej chwili.
To co zobaczył jako następne przeszło jego najśmielsze oczekiwania, zamiast fantoma leżała w tym miejscu kobieta. Czarne, długie włosy.. niebieskie oczy oraz blada karnacja. Czekaj, czekaj.. znał skądś dobrze ten opis. Jego ojciec zawsze wspominał go kiedy robiło mu się źle, Lucas chyba wczuł się na tyle by zobaczyć że jego wyraz twarzy jest co najmniej dziwny. Wyglądał jakby zobaczył ducha, a to tylko zmaterializował sobie przed oczami obraz matki której nigdy nie widział. Zgrozo, odrzucił na bok różdżkę i na siłę próbował zatamować krwawienie ręki. Można było nawet powiedzieć że był w transie, włożył w to całą energię by jakoś pomóc ale bezskutecznie. Jego ręce były całe w farbie, nawet ubranie ochronne było w niej całe. Kiedy myślał że było już za późno po prostu walnął się z powrotem na krzesło i schował twarz w dłoniach. Czyżby to zadanie wymusiło na nim taki nadmiar emocji, nad którymi nie mógł zapanować? Najwidoczniej, wydawało mu się że uśmiercił własną matkę którą pierwszy raz miał okazję zobaczyć na oczy. Zapach krwi, ten cholerny metaliczny zapach. Wyglądało to tak realistycznie, jakby poważnie tu się ktoś wykrwawiał i chciał pomóc tej osobie. Czy ktoś się na niego patrzy, co myśli sobie Ria oraz jego para przydzielona do zadania.. te myśli tak mocno wryły mu się w głowę że miał ochotę wyładować na kimś swoje emocje.

Kostka 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 01:14

Dziewczyna w oczekiwaniu spoglądała na Liz czekając, aż ona wypełni swoją część zadania. Teraz ważna była ta współpraca, żeby nie zabić manekina. Ale po tym jak jej dobrze poszło, to dziewczyna może odetchnąć w spokoju. Postanowiła zatem rozejrzeć się po Sali i zobaczyć jak idzie innym. Osobą, która rzuciła jej się w oczy był pewien ślizgon, który wręcz walczył o życie tego manekina. Wpatrywała się w niego oszołomiona i odruchowo zasłoniła usta.
- Wybacz mi na chwilę Liz… – wyszeptała i bez najmniejszego zastanowienia podbiegła do ślizgona. Miała tylko nadzieje, że nikt jej za to nie przegoni. Zresztą nie ważne. Najważniejszy był teraz chłopak.
Lilith niepewnie podeszła do chłopaka i wpatrując się w jego twarz położyła dłoń na jego ręce.
- Lu… Lucas? – zapytała niepewnie. Bała się. Bała się tego co chłopak zobaczył. To musiało być przerażające. Co ona miała w takiej sytuacji zrobić, wpatrywała się w niego jak idiotka. Ilość tej krwi… nie to nie była krew to była farba. Uspokój się Nox, wszystko będzie dobrze.
- Chodź ze mną… zmienimy te ochraniacze – wydukała z delikatnym uśmiechem, może i nie była to prawdziwa krew, ale ten zapach mógł doprowadzać do szału – przy okazji odetchniesz sobie troszkę, co ty na to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1347
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 09:51

kostki: 4 + 1 = 5 jednym słowem fatalnie.

Katherine spojrzała się na Lucasa z lekkim uśmiechem na twarzy. Miał rację, to wszystko było beznadziejne. Dostrzegła Cyrusa i odwzajemniła jego uśmiech ale zaraz w jej oczach pojawił się dziwny smutek gdy ten poszedł dalej. Postanowiła więc skupić się na swoim partnerze obok.
-nietoperze i yeti? Serio?- uniosła wyżej brwi z powątpiewaniem no i już miała powiedzieć coś więcej gdy pojawiła się profesorka i zaczęła im tłumaczyć co będą robić. Kiwnęła głową.
-Prędzej zabiję tego fantoma niż mu pomogę, nie nadaję się do pomocy nikomu- powiedziała z pewnym siebie głosem po czym ruszyła przed siebie by narzucić ubranie ochronne i zabrać się do dzieła. Niestety Lukasowi nie szło najlepiej, ona w tym czasie próbowała rzucić poprawnie zaklęcie, jednakże te lecznice nigdy jej za dobrze nie wychodziły. Nawet podczas Złotego Sfinksa gdy była ostro poturbowana ktoś jej po prostu pomógł inaczej sama siebie by wykończyła fizycznie.
-Haemorrhagia iturus- powiedziała kierując różdżkę w kierunku nogi, jednakże nic tutaj nie zadziałało.
-Cholera, Haemorrhagia iturus - powiedziała ponownie denerwując się jeszcze bardziej. Dopiero za 3 bądź 4 razem zaklęcie się udało, jednakże ona czuła już wokół siebie krew. Co za idiotyzm sprawiać by pachniała jak ludzka, czuła w nozdrzach ten metaliczny zapach. Ręce ubrudzone czerwienią nieświadomie przyłożyła do twarzy, wtedy też dostrzegła, że z Lucasem coś się dzieje, mimo sprzeciwów zignorowała swojego fantoma, a raczej ich fantoma, no bo przecież i tak raczej umarł śmiercią tragiczną przez wykrwawienie.
-Lucas do licha- powiedziała starając się by jej głos brzmiał naturalnie. Od razu wyciągnęła różdżkę swoją i rzuciła chłoszczyść oczyszczając jego ochronne ubranie z tej beznadziejnej farby.
-Wychodzimy stąd- rzuciła hasło po czym nie patrząc się na Lilith po prostu chwyciła go za rękę i wyprowadziła przed salę.
-Wracaj do swojego manekina, mój już i tak bardziej martwy być nie może- powiedziała do Gryfonki. Sama w międzyczasie pozbyła się tych beznadziejnych ochraniaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 10:00

Po ocenieniu pracy prze Norę mogła odetchnąć i usiąść w oczekiwaniu na koniec. Nie miała zamiaru zostawać tutaj dłużej niż to było konieczne. Zapach tej cieczy doprowadzał ją do mdłości. Znudzona rozejrzała się po sali. Wszyscy na swój sposób próbowali ratować tego manekina. Trochę zabawnie to wyglądała. Wreszcie, jej spojrzenie trafiło na Lucasa. Jej uśmiech od razu zszedł z twarzy, a rumieńce które miała zakryła biel. Nie zastanawiając się ani minuty dłużej zostawiła swoją 'parę' i ruszyła w stronę chłopaka. Bała się, że coś mu się stało. Jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Zanim jednak do niego dotarła przy nim stała już Lilith. Dziewczyna którą poznała na wczorajszej imprezie u braci Harper.
- Lucas... Co się stało? - uklękła obok niego łapiąc go za rękę. Nawet nie zwróciła uwagi na małą gryfonkę choć w głębi serca była wdzięczna, że i ona do niego podeszła. Sama nie była by pewna co zrobić. Słysząc co do niego mówi od razu pokiwała energicznie głową i spojrzała wpierw na nią. - Idę z wami. - jej spojrzenie mówiło jedno Nawet nie myśl, że nie pójdę. Sama jednak również musiała pozbyć się fartucha. Może i nie było na nim dużo farby, jednak nawet taka mała ilość mogła na niego źle wpłynąć. A tego nie chciała. Jednak nie dane było im wyjść bo dziewczyna która była w parze z Lucasem złapała go za rękę i wyprowadziła. Ria momentalnie zrobiła się zła na nią. Spojrzała na Lilith z pytaniem w oczach. - Nie patrz na to co mówi Katherine. Idziesz ze mną do niego? - i nie oglądając się za nią wyszła z sali. Na szczęście nie odeszli daleko więc nie musiała przynajmniej marnować czasu na poszukiwania. - Możesz wracać na zajęcia, ja się nim zajmę. - złapała go za rękę i odciągnęła od Ślizgonki. - Lucas, spójrz na mnie. Co się tam stało? - martwiła się o niego i to bardzo. jego reakcja nie była normalna.

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 11:00

To wyglądało tak jakby minęło tylko pięć sekund od kiedy Lilith podeszła do Lucasa, a wokół niego zrobiło się kółko wzajemnej adoracji. Kobiety uspokójcie! Ten chłopak potrzebuje przestrzeni i oddechu, a nie kłótni i wypytywania się o co chodzi! Już miała się wycofać i wrócić do biednej Elizabeth. Jednak dziewczyny wyprowadziły chłopaka na korytarz.
- Pani profesor – powiedziała prawie natychmiast. Dookoła zrobiło się straszne zamieszanie – coś mi się wydaje, że to pani powinna się nim zająć w pierwszej kolejności – miała rację. Lilith chciała tylko go na chwilę uspokoić, do momentu reakcji pielęgniarki. Jednak nie zdążyła nic zrobić – przepraszam za ten bałagan co się zrobił – dodała jeszcze po chwili tłumacząc i wyszła z sali za dziewczynami. W głowie przepraszała swoją partnerkę, ale jej to silne poczucie opieki nad śligonem wygrało i musiała to naprawić.
Kiedy tylko wyszła, od razu dostrzegła kłócące się panie i ruszyła w ich stronę bez wahania. To trwało ułamki sekundy, kiedy uderzyła @Katherine Russeau w dłoń sprawiając, żeby puściła chłopaka w końcu.
- Uspokójcie się! Wcale mu tym nie pomagacie! – krzyknęła i w między czasie pomyślała o tym, żeby ściągnąć z oszołomionego ślizgona ochraniacze. Spojrzała niepewnie na chłopaka i posadziła go na ławce obok której stali.
- Ria, wracaj do klasy, nie powinnaś porzucać tak swojego partnera nawet jeżeli się martwisz tak bardzo, ja też wracam do klasy – powiedziała wręcz rozkazującym tonem. Ale czy ta mała dziewczynka, która zawsze była słodkością i małym dzieciątkiem dla wszystkich była w stanie to tak powiedzieć? Widocznie tak i miała do tego większy dryg niż mogłoby się wydawać – A ty! – odwróciła się wręcz ze wściekłością na twarzy do Kath – Przestań zachowywać się tak egoistycznie i zajmij się nim, a nie sobą! Pociągnęłaś go jak jakąś lalkę! – akurat tego nienawidziła z całego serca. Chłopak miał swoje własne zdanie i może był w stanie kontynuować lekcje? A na pewno nie chciał robić takiej afery jaką zrobiły… ona też się do tego przyczyniła, musiała przyznać – Daj mu odetchnąć i poczekaj na panią @Nora Blanc! Nie sądzisz, że lepiej będzie dla niego jak sprawdzi jego stan właśnie ona?! – gryffonka odetchnęła z ulgą i niepewnie zmierzyła spojrzeniem Lucasa. Wiedziała w głębi duszy, że jest silny i da sobie z tym radę. Ale tak czy siak chciała, żeby pielęgniarka go obejrzała. Złapała Rię za rękę chcąc zaciągnąć ją spowrotem do klasy.

Edit. Doszłam do wniosku, że nie mogę tak bardzo ingerować w zachowanie innych postaci xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 11:05

Zdaniem Vittori Edward nie był aż taki „Wow”. Owszem gotował świetnie, chociaż nie chciała tego pokazywać – była takim typem osoby, który zazwyczaj robi na przekór wszystkiemu. Więc fakt, że bardzo jej to smakowało sprawił, że po prostu tego nie jadła. Choć gdyby przygotował dla niej romantyczną kolację... STOP! Nie wiem, czemu ona o tym pomyślała.
- To czemu się za niego nie weźmiesz? - Spytała przekrzywiając twarz lekko w bok. Była ciekawa jak to jest. Wszystkie dziewczyny tak się nimi zachwycały, ale jakoś żadna nie przedsięwzięła kroków żeby ich usidlić. Czyżby naprawdę Jay i Edward byli wiecznymi babiarzami, których nie da się ustatkować, że imprezowiczki nawet nie próbowały? A może próbowały, ale nie wychodziło im to i dlatego odpuściły? Pewnie z czasem się tego dowie. Miała tylko nadzieję, że nie wyczują w niej konkurencji. Szczególnie, że na imprezie było widać wielką malinkę na jej szyi, która jeszcze teraz zostawiała po sobie lekki ślad. I Edward o niej wiedział, a to było podejrzane.
Ratowanie życia zdecydowanie nie było ich powołaniem. Taką masakrę, jaką odstawiły na tym stole... Po prostu armagedon. Wyglądało to tak, jakby świadomie i z pełną premedytacją zamordowały fantoma. Gdy ten przestał oddychać zbliżyła się do Clari i zanuciła cicho marsz pogrzebowy po czym zaśmiała się cicho. No trudno, przecież to nie jest prawdziwy człowiek. Przeprosiła jeszcze nauczycielkę za tą porażkę.
Nagle podniosła się wrzawa. Spojrzała w stronę, z której dochodziły rozpaczliwe wołania. Lilith, jakaś ślizgonka, Oriana... Wszystkie po kolei podlatywały do Lucasa, któremu się przecież nic nie stało. Przewróciła oczami z pożałowaniem.
- Cipeczka boi się krwi... O jak przykro – Mruknęła pod nosem bardziej do siebie, niż do Clari, ale mogła to usłyszeć. Widać było, że ów ślizgona nie darzy ani odrobiną sympatii. A to co odwalił w klasie? Na prawdę było żałosne. Ona się bała ognia, ale gdyby na zaklęciach ćwiczyli żywioły, to na pewno nie zrobiłaby takiej afery. Najwyraźniej jednak miała większe jaja niż on, o czym się przekonała już wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 599
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 12:09

Jej pytanie było na pozór proste. Również odpowiedź wydawała się prosta, jednak nie była taka. Clary nie była typem osoby który ugania się za facetem bo dobrze gotuje. Owszem, zrobiło to na niej wrażenie i to ogromne, jednak to nie wszystko. Bo czy warto ganiać za kimś kto tylko dobrze gotuje? Poniekąd tez słyszała wiele niezbyt pochlebnych opinii na temat rodzeństwa Harper. Wystarczyły one aby zrazić dziewczynę na tyle aby nie pragnęła głębszych stosunków. Edward mógł, przez to gotowanie, się jej spodobać, jednak to tyle. Jak na razie nie miała najmniejszego zamiaru cokolwiek z tym robić.
- Nie jest tego wart. Gotuje nieziemsko, to prawda, ale nie jest materiałem na chłopaka. Nie warto nawet się starać i dlatego nie mam zamiaru, jak to powiedziałaś...? A, brać się za niego. - może zostanie jedną z nielicznych których nie zdołali omamić? To było by coś! Nie dać się urokowi bliźniaków.
Małe zamieszanie przy jednej z ławek zwróciło jej uwagę. Grupka osób, w tym dwie które poznała na imprezie, zebrały się wokół jakiegoś ślizgona. Ironiczny uśmiech wykrzywił jej usta. Jeszcze nigdy nie spotkała chłopak który bałby się widoku krwi. Chwila, przecież oni nie mieli nawet do czynienia z prawdziwą krwią, a farbą! Zwykłą, czerwoną farbą , która tylko kolorem ją przypominała.
- Znasz tego chłopaka? - reakcja Titi troszkę ją zaciekawiła. Jednak nie czekała nieubłaganie na jej odpowiedź. Będzie chciała to sama jej powie, a jak nie to nie było pytania. Proste.

______________________



Łatwe jest zejście do piekła
To, czy chcesz wracać zależy od Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 159
  Liczba postów : 135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12157-elisabeth-wonderwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12161-beth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12160-sowa-beth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12159-elisabeth-wonderwood




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 13:31

Beth z uśmiechem przysiadła się do Lilith. Gdy usłyszała, jakie mają zadanie właściwie bardzo się ucieszyła. W końcu jakieś wymagające zadanie. Pracowała w parze z Lilith, więc spodziewała się dobrych wyników. Lilith poradziła sobie doskonale. Beth była bardzo zadowolona i trochę zwątpiła w swoje własne możliwości. Wyjęła jednak pewnie różdżkę, bo nie chciała żeby wyszło na jaw, że obawia się o swoje umiejętności. Spojrzała jeszcze raz na fantom i momentalnie przypomniał jej się Gabriel. Zawahała się chwilę i jakby zakręciło jej się w głowie. Ale nie dała po sobie poznać, że coś było nie tak. W końcu to chciała w życiu robić. Chciała być magomedykiem. Może nie koniecznie w takiej specjalizacji, ale jednak. Musiała się w końcu zmierzyć ze swoim strachem. Tym razem dobrze wiedziała, co ma zrobić. W końcu się tego uczyła.
- Haemorrhagia iturus - mruknęła, uspokajając się powoli. Zadanie udało jej się równie dobrze co Lilith. W efekcie dziewczyny z szybkością światła zatamowały krwotok i ich fantom był w znakomitym, jak na kogoś komu ucięto kończynę, stanie. Była tak zaaferowana swoim sukcesem, że nie zauważyła, co działo się z Lucasem do czasu aż Lilith pobiegła mu pomóc. Widząc zbierający się tłum, zdecydowała się trzymać z daleka od całego zajścia, bo nie chciała się za bardzo mieszać. Nikomu by tym nie pomogła. Jednak przejęła ją ta cała sytuacja. Chłopak wyglądał na zdruzgotanego i chyba nie chciała wiedzieć, co się tak naprawdę stało, że nastąpiła w nim taka reakcja. Chyba rozumiała. Wydawało jej się, że mogła sobie wyobrazić, co to było. Chociaż dzięki ich sukcesowi uznała, że może faktycznie nadaje się na bycie magomedykiem.
Usłyszała krzyki z korytarza i ze zdumieniem stwierdziła, że należały do Lilith. Nigdy nie pomyślałaby, że to było w jej stylu. Chociaż będąc na jej miejscu najpewniej zachowałaby się tak samo. Te dziewczyny zachowywały się jak typowe dziewczyny, prosto rzecz ujmując. Zamiast pomyśleć, że chłopak nie potrzebuje grupy przekrzykujących się lasek, to obskakują go z prawej i z lewej. Widać było, że to tylko pogarszało sytuację.
@Lilith Nox wróciła do klasy, więc Eff czym prędzej do niej podbiegła.
- Cieszę się, że jakoś uspokoiłaś tę sytuację - pochwaliła ją szczerze - Już myślałam, że go umęczą. Wszystko z nim w porządku? - spytała. Właściwie naprawdę się martwiła, czy aby na pewno chłopak się uspokoił.

kostki: 5
ogólnie: 6+5=11



Ostatnio zmieniony przez Elisabeth Wonderwood dnia Pią Mar 11 2016, 20:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2284
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 17:04

Było mu cholernie przykro, nawet jeśli nie dał tego po sobie poznać. Oczekiwał jakiegokolwiek... entuzjazmu ze strony Winnie, jakiegoś zainteresowania czy nawet bardzo powściągliwych przejawów radości, że go widzi. Jednak nic takiego się nie stało, Winnie pocałowała go w roztargnieniu w policzek, nawet na niego nie patrząc. Fakt, właśnie doszło do jakiegoś starcia Hogwart-Salem, ale Devenowi się wydawało, że mimo wszystko... Hensley powinna jakoś bardziej się przejąć jego osobą. Miał ochotę się wycofać i zasklepić się na powrót w swojej skorupie - wykonanie pierwszego kroku kosztowało go naprawdę mnóstwo wysiłku. Wysiłku, którego nikt nie docenił.
Jednak zamiast użalać się nad sobą, Quayle czekał na werdykt dziewczyny, gotując się w głębi duszy ze złości i rozczarowania. W tej chwili mógłby nawet być w parze z Shenae, było mu dokładnie wszystko jedno. Kiedy w końcu podjęła decyzję, uśmiechnął się bez przekonania i usiadł obok.
- Jeśli wolisz siedzieć z nimi, to po prostu mi powiedz - dodał spokojnym tonem, starając się nie zabrzmieć jak obrażona primadonna, nawet jeśli był zły, rozgoryczony i zestresowany. W sumie miał nawet ochotę złapać D'Angelo i ostentacyjnie podkreślić swoją przynależność do Hogwartu, ale profesor Blanc właśnie zaczęła ich dobierać w pary, więc po prostu został na swoim miejscu, patrząc kątem oka na Winnie i czując nieprzyjemny ucisk w żołądku.
Zadanie nie było najłatwiejsze, ale do przeskoczenia. Za którymś razem zaklęcie Haemorrhagia iturus w końcu mu wyszło i mimo że był dosłownie unurzany we krwi, jego część manekina przestała krwawić. Pociągnął nosem i z niesmakiem stwierdził, że nawet jeśli faktycznie jest to farba, to pachnie zupełnie jak krew. Dosyć makabryczny pomysł, który zupełnie nie przypadł mu do gustu. Zauważył straszliwe zamieszanie wokół jednego ze ślizgonów, którego ta sytuacja chyba po prostu przerosła. Dziewczyny niemal wywlokły go z sali, a Quayle pomyślał z nietypową dla siebie goryczą, że gdyby to jemu coś się stało, mógłby spokojnie umrzeć na podłodze, a nikt by się nawet nie zainteresował. Z zaskoczeniem dostrzegł w tej grupce Lilith - jak zwykle niosła wszystkim pomoc. Była naprawdę miła i mimo że strasznie dużo mówiła, Deven nie czuł się w jej towarzystwie tak okropnie skrępowany.
Spojrzał na Winnie, odchrząknął i wskazał ruchem głowy na ekipę ratunkową, która cuciła Lucasa, kłócąc się o niego zażarcie.
- Wygląda na to, że... hm... nie wszyscy dobrze się odnajdują w roli uzdrowiciela.

4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 17:35

Gubił się we własnych myślach, gdyby tego było mało pewna osóbka podeszła do niego i dotknęła jego dłoni ubrudzonych krwią.. Lilith, nie teraz na prawdę nie interweniuj teraz przy wszystkich proszę Cię.. starała mu się pomóc, doceniał to ale nie chciał wyjść na osobę która nie poradzi sobie ze swoim strachem. Fakt faktem że był blady jak płótno, a ręce miał całe w krwistej farbie nie oznaczało że już zgłupiał. Zignorował gdzieś w tle słowa Katherine o tym że miał się ogarnąć. Po prostu nie mógł się pozbierać, na domiar złego podeszła do niego jeszcze Ria. Czy musiała ingerować, widzieć go w tym stanie? Cholera..
Odetchnął cicho, miał zamiar się wyciszyć i z trudem opanować sytuację ale dziewczyny pogorszyły tylko jego stan wyprowadzając go przed salę. Nawet nie zdążył odpowiedzieć na pytanie Ori a już znalazł się przed klasą. Bardzo utkwiły mu słowa w pamięci partnerki z klasy, mój już być nie może bardziej martwy.. gdyby to była jego matka dawno by już nie żyła. Czuł się mizernie, miał ochotę co najmniej puścić pawia.. a ona jeszcze go ciągnęła, Katherine może zwolnisz bo Lucas nie jest workiem z ziemniakami. No i bang, może nie workiem ale kawałkiem mięsa? Teraz przejęła go Ria próbując mu pomóc, czy on jej potrzebował w sumie? Gdyby nikt się nim nie przejął wyszedłby do swojego dormitorium i tyle by go widziano, miał ochotę wypluć przynajmniej żołądek.
- Ria, ja.. - Stał między młotem, a kowadłem. Jedna go ciągnęła w tą stronę, druga w tą.. w dodatku nawet nie zdążył nic mówić bo przerwała mu Lilith informując tą dwójkę że tylko pogarszają jego stan. Rzeczywiście, targanie nim na lewo i prawo nie pomogło mu ani trochę. Kiedy to teraz Lilith usadziła go na ławce przetarł dłońmi twarz i dodał cicho.
- Żadna z was mi nie pomoże, jeżeli dalej będziecie mną tak rzucać na lewo i prawo. Mam ochotę puścić pawia, gdy wy tylko utwierdzacie mnie w przekonaniu że zaraz to zrobię. Muszę odpocząć, myślicie że jest mi łatwo? Nie.. nie wiecie co widziałem, no przecież. Wiecie jak trudno pomóc osobie którą się kocha całym sercem? Wiecie jakie to jest głupie, kiedy widzisz przed sobą własną matkę potrzebującą pomocy i nie możecie nic z tym zrobić? Cholera, wy nic nie wiecie. - Mruknął i wyprostował się, oparł głowę o zimną ścianę za sobą czując delikatną ulgę w tym wszystkim. Potrzebował pomocy, to fakt ale nie miał zamiaru by ktokolwiek nim tak rozkazywał. Wystarczyło tylko pójść po pielęgniarkę która była tuż obok, czy to tak wiele..
- Chyba rozwiązałem wasze wątpliwości, co mi się stało.. muszę zdjąć z siebie to cholerstwo. - Powiedział ściągając ochraniacze i rzucając je gdzieś koło ławki, ulga jaką czuł była niewyobrażalna.. ale to wspomnienie tak mocno się wryło że miał ochotę tu i teraz się rozpłakać. Był ślizgonem, nie mógł.. nie przy tych osobach i nie w tej chwili. Chociaż nie dużo brakowało jak widać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Virginia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 250
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12357-madelaine-lana-ainsworth#329519
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12361-holy-moly#329672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12360-dolly#329671
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12362-hollywood-ainsworth#329673




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 17:55

Holly zgubiła się w szkole. Po drodze dostrzegła jakąś postać w obrazie, która przeskakiwała z jednej ramy w drugą. Zaintrygowana ruszyła za nią i wylądowała na piętrze, które jak potem wywnioskowała – było kompletnie zakazane dla studentów! Starała się wrócić szybko, ale nie mając pojęcia, jaką dokładnie drogą się tu dostała, zanim ogarnęła przestrzeń, lekcja zdążyła się już zacząć. Rozejrzała się żałośnie wokół siebie, przystając przy jednym z obrazów i chrząknęła:
Ekhhhem! — obraz poruszył się gwałtownie, bo większość uczniów ignorowała barona Gordona , zwyczajnie mijając go obojętnie — Ja przepraszam, że przeszkadzam, ale czy wie pan którędy do klasy Magii Leczniczej? — zaskoczony mężczyzna z obrazu w pierwszym momencie miał ją okrzyczeć, bo przecież robił bardzo ważną rzecz. Badał linie papilarne swojej dłoni, ale zamrugał oczami, wpatrując się w duże oczęta dziewczęcia, nie mając śmiałości jej odmówić. Po prostu podprowadził ją pod klasę, nie bez zająknięcia się. „Eeeee… no tak, to tu, eeeech… panienko”. Coś mniej więcej takiego rzucił w odpowiedzi na jej życzliwy uśmiech i zniknął zakłopotany, odprowadzony machnięciem dłoni Holly. Dziewczyna zaraz potem była świadkiem sceny, jaka rozegrała się przed salą. Ze śmiałością podeszła do zebranych, patrząc na Lucasa przez chwilkę, a chociaż nie wiedziała co się stało, wyglądał jakby potrzebował pomocy — Cześć, jestem Holly! — zawołała do całej grupki nieznanych sobie osób, przystając między dziewczynami, zadzierając głowę do góry, żeby zerknąć na chłopaka. Wyglądał trochę marnie, aż poczuła nagłe zmartwienie jego stanem. Przez chwilę stała osłupiała, aż w końcu podskoczyła do niego, dostrzegając w jego oczach jakąś dziwną nutkę, która pchnęła ją do wspięcia się na palce i objęcia chłopaka za szyję. ledwie do niej dosięgając. Mruknęła mu do ucha wesoło — baaaardzo, bardzo miło mi Cię poznać — i uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco, zanim osunęła się na stopy, dorzucając — was wszystkich — i zniknęła za drzwiami do klasy, wchodząc niepostrzeżenie. Podeszła do pani Blanc.
Dzień dobry — mruknęła nierozpraszająco cicho pod nosem, domyślając się, ze kobieta już szła pomóc Krayowi.

Holly ma za parę @Neptune Leighton
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : USA
Galeony : 107
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10959-poczta-nory-blanc




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 18:10

Nora była zajęta udzielaniem rad parze uczniów, którzy najwyraźniej nie do końca sobie radzili, kiedy podeszła do niej Lilith Nox z bardzo zaaferowaną miną. Pielęgniarka spojrzała na nią pytająco, po czym przeniosła spojrzenie na grupę dziewcząt, wlokącą za drzwi Lucasa Kraya. Zmarszczyła brwi i skinęła głową.
- Dziękuję, panno Nox. Zaraz się tym zajmę.
Oczyściła sobie pospiesznie ręce, rzucając jeszcze ostatnie uwagi uczniom, którzy wyglądali na szczególnie zestresowanych i po jakichś trzydziestu sekundach, może minucie ruszyła za gryfonką, która najwyraźniej postanowiła przywołać do porządku ślizgonów. Po drodze odpowiedziała jeszcze na powitanie Hollywood, nie mając jednak czasu ani głowy, by udzielić jej reprymendy za spóźnienie na tak ważną lekcję.
Panna Blanc szybko ogarnęła wzrokiem całą grupę i zmarszczyła z irytacją brwi.
- Panna Nox ma rację, proszę natychmiast wracać do klasy, sama się zajmę panem Krayem. A na przyszłość, proszę najpierw poinformować mnie, a dopiero potem udzielać pomocy - powiedziała z nietypową dla siebie surowością i irytacją. A kiedy dziewczyny nareszcie sobie poszły, usiadła obok Lucasa i spojrzała na niego uważnie, wyciągając z kieszeni fartucha fiolkę z eliksirem, którą odkorkowała jednym sprawnym ruchem. - Mdłości i słabość? To nerwy, prawda? Proszę wypić, to Eliksir Spokoju. Zaraz poczuje się pan lepiej - powiedziała spokojnym tonem, uśmiechając się pokrzepiająco, podając mu fiolkę. - Proszę głęboko oddychać, może pan opuścić głowę w dół - poradziła życzliwie, zastanawiając się, czy nie przesadziła z realizmem tej lekcji. Cóż, nigdy nie wiadomo, kiedy naprawdę będą musieli kogoś uratować, więc uważała taką symulację za potrzebną. Najwyraźniej Lucas miał albo bardzo słabe nerwy, albo bolesne wspomnienia. Bolesne do tego stopnia, że właśnie odżyły, sprawiając, że był na granicy zasłabnięcia. Swoją drogą, to ciekawe, że żadna z dziewcząt nie zareagowała tak gwałtownie jak on, ale Nora pracowała już na tyle długo w tym zawodzie, by wiedzieć, że często to właśnie kobietom łatwiej zachować zimną krew w obliczu takiej sytuacji. Choć z zasady starała się nie stosować uogólnień.
Po kilku minutach milczenia uniosła lekko brwi i uśmiechnęła się pogodnie do Lucasa, który wyraźnie się odprężył.
- Lepiej się pan czuje? Jeśli tak, może pan iść do dormitorium. Albo wrócić do sali. Wybór należy do pana - powiedziała łagodnie, nie chcąc wywierać na nim żadnej presji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 18:53

I stało się tak, jak mogła od samego początku przewidzieć. Pomimo chęci pomocy, nie udało się. Nie pomogła. A wręcz przeciwnie. Chyba pogorszyła sytuację. Patrzyła na Lucasa jak zahipnotyzowana. Nie potrafiła oderwać spojrzenia od jego pustych oczu. Nigdy jeszcze ich takich nie widziała. Aż sama w pewnym momencie poczuła jak szczypią ją oczy. Mruganie pomogło jednak aby żadna łza nie poleciała. Nie chciała wpędzić go w jeszcze większe zakłopotanie.
Trochę zakuły ją jego słowa. Przecież... Tak, tak chciała dobrze. No cóż, nie wszystko wychodzi tak jak się chce. No cóż, może faktycznie powinna wrócić do klasy tak jak mówiła jej Lilith.
- Już idę mała. - uśmiechnęła się blado w jej stronę lecz zanim skierowała się z powrotem w stronę klasy rzuciła jeszcze w stronę Lucasa kilka słów. - Przepraszam Cię Lucas. Jak Cię zobaczyłam w takim stanie to serce mi stanęło. Naprawdę przepraszam. - i już nie mówiąc nic wróciła do klasy. Nie patrząc nawet na swojego partnera usiadła obok lekko zamyślona. Pewnie dopiero wieczorem spotka się z chłopakiem. Po zajęciach musiała załatwić jeszcze jedną sprawę.

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 18:55

- Chorobowe – wyjaśnia Daisy powód nieobecności, mrugając do niej figlarnie. Kiedy już cały bałagan związany z siadaniem się zakończył, robi przepraszającą minuję do Cyrusa, który jakimś cudem trafia do pary z tą paskudną dziewuchą i próbuje skupić się na tym co chce od nich nauczycielka. Zawsze ją lubiła, głównie dlatego, że sama Winona jest zwyczajnie dobra z uzdrawiania. Na słowa Devena otwiera szeroko oczy i patrzy na niego przez chwilę bez słowa. Wyciąga przed siebie ręce, by strzyknąć głośno długimi palcami i rozprostować stawy, jak to mówił jej wąsaty ojciec.
- Jeśli wolałabym siedzieć z nimi to bym z nimi usiadła – oznajmiła Królowa Teksasu tonem wskazującym na to, że z pewnością właśnie tak by zrobiła. Dziś najwyraźniej ona ma na sobie spodnie, kiedy Deven zamiata swoją różowawą sukienką. Oczywiście, że wyraża nim zainteresowanie, nawet teraz, ale… na swój sposób. Winona na wszystko patrzy całkiem inaczej niż Indianin. A ponieważ nie zna go jeszcze wystarczająco dobrze, nie ma zielonego pojęcia jak wrażliwy jest jej najnowszy obiekt zainteresowań. Przygląda mu się wyczekująco, zastanawiając się czy to nie jest przypadkiem on wyrażający rozdrażnienie z jakiegoś powodu. Trudno było cokolwiek wyczytać z jego nieruchomej twarzy.
- Dziewczyna z Hogwartu uderzyła Daisy torebką, a mnie uderzyła łokciem. Może ty byś potrafił nic nie odpowiedzieć kiedy ktoś uderza w głowę twojego kolegę, ale ja nie jestem milczącym typem osoby – Hensley szepcze napastliwie do Devena, kiedy zakłada odpowiednie ochraniacze. – Byłoby mi odrobinę milej, gdybyś zainteresował się co się dzieje i chociaż zapytał czy nie boli mnie łokieć, a nie upewniał się czy chcę z tobą siedzieć, przecież wiesz, że chce, nawet cały dzień – papla dalej Winnie wyjmując niefrasobliwie różdżkę. Jedyne co usprawiedliwia brak spięcia i zaangażowania w lekcję to fakt, że znała to zaklęcie przez ostatnią dramatyczną sytuację na ranczu. I kiedy przychodzi co do czego Wins bez żadnych problemów naprawia swoją kończynę, Nawet kropelka krwi nie spada na jej ubranie. Zadowolona z siebie podnosi dłonie i macha paluszkami.
- Magiczne ręce – mówi do Indianina i uśmiecha się szerzej widząc, że on też w końcu poprawnie wymawia zaklęcie, chociaż wygląda jakby wyszedł z mugolskiej rzeźni. Ich fantom wydaje się być w bardzo dobrym stanie.
Staje na palcach by zobaczyć co się dzieje dalej z nieprzytomnym chłopakiem o którym mówił jej partner.
- Śmierdzi tu krwią, dziwne, że nikt inny nie wymiotuje – mówi Winnie, rozglądając się po klasie i sprawnie zawiązując włosy w wygodniejszy kucyk.

powyżej ośmiu w kuferku

6+4=10 Cool

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 18:56

To, że Tuna spóźniała się na zajęcia, to jedno, ale fakt, że pojawiała się na nich kompletnie niezamierzenie to już wina jej niespełna rozumu brata. Właśnie szła z nim korytarzem, dokuczali sobie, wygłupiali się i śmiali z obrazów, jak to mieli w zwyczaju, kiedy Jupik ni stąd ni zowąd po prostu otworzył drzwi do sali, którą miał obok i wepchnął tam różowowłosą.
Neptune osłupiała. Zastygła w pół kroku, czując na sobie spojrzenia wszystkich w sali. Szybko przeleciała przez swoje opcje i wyszło z jej jakże mądrych rozmyślań, że ma tylko dwie opcje, zostać, lub uciec. Ta druga sprawa jednak w żadnym wypadku nie wchodziła w grę. Leightonowie nie uciekali jak jakieś przestraszone wiewiórki. Dlatego zamiast kroku w tył zrobiła krok w przód biorąc przy tym głęboki wdech. Wiedziała jedno, że potem znajdzie brata i go normalnie ubije na kwaśne jabłko, na razie jednak musiała jakoś poradzić sobie w tej sytuacji.
I wtedy w jej oczy wpadła ruda dziwoja, która zadawała się tak samo nie mieć co ze sobą zrobić jak ona. Więc niewiele myśląc podeszła do niej. Splotła dłonią na plecach po czym konspiracyjnym szeptem zapytała.
-Powiesz mi gdzie jestem i co się dzieje? - zapytała, posyłając w jej stronę rozbrajający uśmiech. Nie ogarniała tego wszystkiego. Miała nadzieję, że dziewczyna jej pomoże. Wszystko wyjdzie w praniu, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2284
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 19:23

Nie chciał wyjść na paranoika, po prostu trochę tracił głowę w jej obecności i pozwolił, żeby jego wyobraźnia podsuwała mu nieco inne scenariusze ich pierwszego po przeszło dwumiesięcznej przerwie spotkania. Rzecz jasna nie oczekiwał, że Winnie rzuci mu się na szyję, czy zrobi coś w tym rodzaju, ale po prostu spodziewał się jakiegoś radosnego błysku w jej oku, szerokiego uśmiechu... czegokolwiek. Czuł się prawie oszukany, patrząc na nią i dochodząc do wniosku, że prawdopodobnie jest dla niej tylko egzotyczną ciekawostką, co zdarzało się boleśnie często. Czasami miał wrażenie, że mało kto interesował się tym, kim jest naprawdę, zwracając uwagę wyłącznie na fakt, że jest dumnym ze swojego pochodzenia Indianinem. Było to męczące i wcale nie pomagało w zyskaniu pewności siebie, której i tak nigdy nie miał zbyt wiele.
Pokiwał tylko w milczeniu głową, przyjmując to wyjaśnienie i dochodząc do wniosku, że pewnie właśnie tak by zrobiła. Serce biło mu cholernie szybko. Rozejrzał się po klasie, pozornie bez większego zainteresowania, a w rzeczywistości rozpaczliwie szukając wzrokiem Enzo, jedynej osoby, która mogła udzielić mu wsparcia, jedynej osoby, która wiedziała o Winnie. Niestety, najwyraźniej krukon postanowił odpuścić sobie te zajęcia, przez co Deven został na placu boju zupełnie sam.
Jej ton niespodziewanie go zirytował, jednak nie na tyle, by przestał odczuwać pewną satysfakcję z faktu, że siedzą razem. Zarzucała mu najwyraźniej tchórzostwo i brak lojalności, ale przełknął i to, nie patrząc na nią i z namaszczeniem zakładając strój ochronny.
- Wszedłem dopiero w momencie, kiedy obrzucaliście się obelgami i pieniędzmi - zauważył chłodno, patrząc jej w oczy i czując, że zasycha mu w gardle. Nie, wcale nie wiedział, że Winnie chce. Powiedziała to z taką prostotą, że poczuł się jak kompletny idiota. - Więc? Jak się miewa twój łokieć? - spytał nie do końca serio, widząc, że ma się całkiem nieźle, skoro wywija różdżką. - Chodzi mi tylko o to... że... że dobrze cię znowu widzieć - wydusił z siebie, odwracając wzrok i skupiając się na swojej części fantomu, który sikał krwią. Nie ma to jak romantyczne wyznanie w odpowiednim momencie. To znaczy romantyczne jak na standardy Devena.
- Mogłabyś być szamanką. Ręce, które leczą - powiedział z leciutkim uśmiechem, kiedy już opanował sytuację i zatamował krwotok. Otarł twarz przedramieniem, rozsmarowując tylko na policzkach i czole smugi krwi. Wyglądał bardzo dziko i bardzo pierwotnie, jakby właśnie wkroczył na ścieżkę wojenną. Brakowało mu tylko skalpów przyczepionych do pasa. Wzruszył ramionami, patrząc na ślizgona z lekkim politowaniem. Jeśli reagował tak na widok krwi, to żaden z niego mężczyzna. Chyba że miał jakieś prawdziwe powody, by tak bardzo to przeżywać, ale nad tym Quayle się nie zastanawiał. - Są gorsze zapachy - powiedział lakonicznie, patrząc na Winnie i starając się nie pożerać jej wzrokiem, kiedy wdzięcznym ruchem związywała włosy w koński ogon.
Chwilę potem poczuł, że ktoś ciągnie go za rękaw, i usłyszał miły, trochę nieśmiały głos. Odwrócił się w kierunku, z którego dobiegał.
- Jasne. Jak... - zaczął, ale nie dokończył, kiedy maleńkie, rudowłose stworzenie rzuciło się na Winnie, ściskając ją i tuląc z takim entuzjazmem, że Deven poczuł się prawie jak intruz. W gruncie rzeczy jej zachowanie było bardzo urocze, nawet jeśli kompletnie obce jego naturze.


Ostatnio zmieniony przez Deven Quayle dnia Pią Mar 11 2016, 19:33, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Virginia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 250
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12357-madelaine-lana-ainsworth#329519
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12361-holy-moly#329672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12360-dolly#329671
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12362-hollywood-ainsworth#329673




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 19:25

Holly odprowadziła nauczycielkę przepraszającym spojrzeniem, ale nie zdążyła nic dopowiedzieć, kiedy nauczycielka zniknęła za drzwiami. W tym czasie znalazła sobie swoją ławkę z fantomem, stając przy nim. Rozglądała się wokół. Wszelka krew wokół i próby pomocy fantomom wywierały na niej wielkie wrażenie. Automatycznie miała ochotę pomóc tym wszystkim nieszczęsnym kukłom. Mimo, że była to tylko wizualizacja ludzkiego cierpienia, żal jej było nawet fantomów. Spojrzała na swój, nietknięty i wygładziła jego ubranie, unosząc jasnobrązowe oczy do nieznajomej (@Neptune Leighton, która weszła po niej. Ohooo, przynajmniej ktoś jeszcze się spóźnił.
To jest lekcja Uzdrawiania. Jesteś ze mną w parze — wyjaśniła pogodnie, nie pytając czy chciała. Zauważyła, że tylko ona nie miała pary, a ludzie pracowali dwójkami. W należyty sposób wyciągnęła więc dłoń nad fantomem, dorzucając z dumą — Hollywood — chociaż mało kto byłby tak dumny z tego imienia. Zauważając co się dzieje, pozwoliła sobie poprosić innego, starszego ucznia o pomoc. Rozglądajac się, w jej oczy rzucił się @Deven Quayle. Długie, smolisto-czekoladowe włosy dodawały mu trochę powagi, dlatego podeszła do niego, stając za plecami jego i @Winnie Hensley, której w pierwszym momencie nie rozpoznała.
Ja przepraszam… — odezwała się pociągając starszego, jej zdaniem, chłopaka za rękaw — czy ja mogłabym przeszkodzić? — dopiero teraz rozpoznała Winonę w Winonie, uśmiechając się szeroko, dekoncentrując się na tyle, że na moment straciła połączenie z Devenem, podskakując do dziewczyny.
Wins! — zupełnie nie przejmując się czy dziewczyna jej obecność przyjmuje tak samo entuzjastycznie, objęła ją bardzo ciepło i wylewnie, zapominając po co tu przyszła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 19:49

Vittoria wszelkie niepochlebne komentarze na temat Edwarda puszczała mimo uszu. Była kimś, to jeśli już wyrabiał sobie o kimś opinie, to ona była w 99% ostateczna i nic nie mogło jej zmienić. Natomiast o ów gryfonie miała ją bardzo dobrą odkąd pierwszy raz spotkali się w kuchni. Wiedziała, że jest babiarzem i że ugania się za każdą kobietą jaka istnieje, oraz podmienia się rolami z bratem. Jednak to mało ją obchodziło, bo sam jego charakter uważała za interesujący.
- Czy ja wiem, czy nie wart. Ja go lubię – Uśmiechnęła się na myśl o tym, jak napoiła go amortencją, a ten przez godzinę się z nią droczył i drażnił kompletnie nie wyglądając jak zakochany. Być może sam Edward nie ma nikogo, bo nie rozumie na czy polega prawdziwa miłość. Tak, jak Vittoria.
- Znam. Kawał chuja – Wypowiedziała te słowa tak prosto, jakby wcale nie były wredne i jadowite. Tak, jakby to była oczywistość o której wszyscy wiedzą. I nie zmieniła przy tym obojętnego wyrazu twarzy. Miała gdzieś czy coś mu się stanie. Może nawet zdychać jak ten ich fantom – Samego chuja, bez jaj jak widać, skoro wszystkie dziewczyny się muszą nim zaopiekować – Dodała chwilę później po czym dźgnęła ich fantoma palcem tak, jakby miało mu to przywrócić życie. Vittoria była naprawdę sympatyczna, jednak jak łatwo zauważyć podpadnięcie jej zmieniało wszystko. Więc lepiej się nie naprzykrzać pannie Brockway.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 22:11

Jeśli tyle płaciłaś za własne wychowanie, to wszystko wyjaśnia — mruknęła obojętnie zerkając na monetę, którą dziewczyna zaśmieciła podłogę. Już nawet nie komentowała faktu, ze wychowania nie dało się kupić. Wczuła się w sytuację. Taka cena wyraźnie oddawała poziom słabego wydźwięku zagrania #Winony. Przynajmniej w odczuciu Shenae, która w tym momencie rzeczywistość traktowała dość jednotorowo. Wszyscy i wszystko było złe. Nie odzywała się jednak więcej niż było to konieczne, postanawiając zrezygnować z tej mało ambitnej wymiany zdań. Żle się zaczęło, niepotrzebnie w nerwach trzasnęła torbą Daisy, ale w zasadzie była to zemsta za igłę, a #Winnie oberwała z łokcia z kolei już zupełnym przypadkiem, bo po prostu krukonka niezwłocznie chciała przejść do przodu. W starciu jednak z trzeba osobami, które postanowiły dokonać na D’Angelo zbiorowy lincz – bardzo odważnie, She nie tyle nie miała szans, co ochoty się w to angażować. Odebrałoby jej to za dużo energii, dlatego tylko prychnęła pod nosem tonąc w swoich notatkach. Dziwne, ale zatęskniła za #Rasheedem Sharkerem i normalną, zdrową rywalizacją z tym ślizgonem. Zamiast tego miała prymitywny cyrk z Ameryki. Nic tylko winszowac Hampsonowi doboru towarzystwa. Nawet nauczycielki trały w jakimś chorym spisku, skoro Blanc postanowiła skazać Shenae na katusze współpracy z #Cyrusem. Co mogło być gorsze od pracy z kimś, komu kompletnie się nie ufa?
Nie spiernicz tego — burknęła pod nosem, podnosząc różdżkę, żeby dość wprawnie (ego by jej ucierpiało, gdyby z precyzją nie podeszła do zadania w obecności salemczyków), z pełnym profesjonalizmem zatamować krwawienie. Dopiero wtedy usłyszała głos #Devena za swoimi plecami. Odwróciła się w jego kierunku, chwilę wpatrując się w jego twarz, ale wyraźnie postanowił zignorować znajomych z Hogwartu. Wchodził w jakieś dziwne koligacje z największymi wrogami. Zdrajca. A co się stało z solidarnością? Konsekwentnie, skoro #Quayle się do znajomych nie przyznawał, sama też tego nie zrobiła. Odwróciła się znów do swojego fantoma, ignorując nawet wszelkie zasłabnięcia ślizgonów, chociaż gdyby była w lepszym nastroju z miłą chęcią wykpiłaby #Lucasa Kraya.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Pią Mar 11 2016, 23:32

Winona perfekcyjnie zareagowała rzucając drobniakami w głupawą Brytyjkę, co mnie oczywiście bardzo rozbawiło. Dziewczyna opowiadała jakieś bzdury o tym, że robiłem coś różdżką, czy coś w tym stylu, co było jakąś absurdalną historią. Po tym co usłyszałem, byłem totalnie przekonany, że ta laska jest nienormalna. Oczywiście nie miałem pojęcia, że pomyliła mnie z moim Amerykańskim kumplem.
- Pochlebiasz sobie tym gadaniem, ile to czasu z nami spędziłaś. Nie możesz nic o nas wiedzieć, bo do takich jak ty nawet się nie zbliżamy - odrzuciłem jeszcze tylko, obrzucając ją krytycznym i badawczym spojrzeniem. Nigdy nie miałem okazji z nią rozmawiać i nie planowałem tego zmieniać. Z niektórymi osobami wolałem zachowywać bezpieczny dystans. Co by nie zarazić się ich wybrakowaniem, czy czymś takim.
Na pewno miałbym milion razy lepsze podejście do długowłosego Amerykanina, tylko słysząc jego akcent, a niekoniecznie już słowa. Bo jednak dźwięk znajomo wypowiadanych słów, wśród wydumanych, Brytyjskich, dziwnych przeciągań wyrazów, był niemalże zbawienny. Wszystko byłoby okej, gdyby w sumie ten Indianin nie był jakąś marudną pierdołą, zabierającą mi partnerkę do lekcji, przez co musiałem siedzieć z tą nawiedzoną Brytyjką, zbliżyć się do niej i takie tam. Aż włos się na głowie jeżył. To też elegancko je przeczesałem.
Oczywiście prychnąłem pod nosem, gdy Shenae powiedziała coś o spieprzeniu zadania. Nie, żebym był mistrzem magii uzdrawiania, właściwie wprost przeciwnie. To zwykle Winona się takimi rzeczami zajmowała, jeśli była taka konieczność. Może kiedyś się przy niej czegoś nauczyłem? A może to tylko obecność głupawej Angielki, weszła mi na ambicję, sprawiając, iż postanowiłem ponownie udowodnić jej przewagę Stanów nad wyspami?
Odciętą kończyną zająłem się fe-no-me-nal-nie. Zachowałem zimną krew, a nawet rzuciłem parę pogardliwych spojrzeń w stronę uczniów, którzy robili jakieś dzikie zamieszanie i krzyczeli coś o krwi, mdleniu, umieraniu. Litości, to nawet nie była prawdziwa krew. Kiedy więc zająłem się swym podopiecznym, skierowałem wzrok na moją troskliwą towarzyszkę w zadaniu.
- Następnym razem, zamiast nas pouczać, powinnaś zapamiętać tą lekcję i na przyszłość wyjść z założenia, że to o siebie musisz się martwić, bo to tacy jak ty, jesteście zawsze daleko za nami - wyjaśniłem jej jakże uprzejmie, zajmując miejsce na wolnym krześle i czekając na dalsze wskazówki. Rzuciłem jeszcze tęskne spojrzenie w kierunku mej Amerykańskiej bandy, gdzie wszyscy byli zajęci sobą.

6 Cool

6+5= 11, fantom żyje i najwyraźniej ma się doskonale
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Sob Mar 12 2016, 01:49

Tacy jak Ty spalają własną szkołę i przemieszczają się przez cały ocean, żeby żebrać o naukę u innych, bo własną szkołę doprowadzili do ruiny, więc teraz są zdani na łaskę takich zacofanych ludzi jak ja, daleko w tyle za wami. Niezłe osiągnięcie, wpisz sobie w życiorys — wycedziła nieszczególnie poruszona sposobem w jaki uporał się z fantomem, szczególnie, że jej ten manewr nie poszedł wcale dużo gorzej, a przypomnijmy, ze to ona wykonała tą najtrudniejszą robotę, a on tylko spinał po niej całą resztę. Uśmiechnęła się do niego kwaśno, prostując się, szukając kogoś znajomego, ale… typowo, na lekcjach takich jak ta żadnej znajomej mordki nie widziała. Pochyliła się nad swoimi notatkami, spisując swoje spostrzeżenia na temat praktyki rzucania zaklęć na fantomie, zanim przechyliła głowę na bok, z zażenowaniem zaczesując włosy do tyłu. Potraktowała Cyrusa chłodnym spojrzeniem niebieskich tęczówek.
Tacy jak wy, zdążyliśmy już ustalić, że są  niższą formą inteligencji. Nie musisz mnie w tym utwierdzać, Salemczyku, bo i bez tego Ci wierzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Sob Mar 12 2016, 04:54

No tak. Lekcja uzdrawiania. Jasne, bo czemu by nie. Poza tym, że nie miała o tym zielonego pojęcia co mogło pójść źle? Normalnie już teraz pewnym było, że będzie musiała jakoś zdolnie odegrać się na bracie. Chociaż zazwyczaj było tak, że jej plany nigdy nie dochodziły do skutku. We dwójkę świetnie sobie radzili z dokuczaniem innym i płataniem figli, ale już w pojedynkę Tunie nie szło tak dobrze i nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Nie był to jednak temat do rozmyślań na teraz. Westchnęła ciężko i spojrzała na rudowłosą koleżankę.
-Neptune. - przedstawiła skinając przy tym głową i uśmiechając się do dziewczyny. Uniosła dłoń i przeczesała różowe włosy po czym rozejrzała się po klasie. Nie bardzo wiedziała co powinna teraz robić. Jakby nie patrzeć wpadła w połowie zajęć. Miała jednak wrażenie, że i jej para nie bardzo orientuje się w zadaniu, które należy wykonać. Rozejrzała się po sali, chcąc w ten sposób znaleźć rozwiązanie.
-Więc..-zaczęła i na bank chciała coś powiedzieć, albo też o coś zapytać Holly. Ale tej już obok nie było. Teraz stała obok Devena i jakiejś blondwłosej dziewczyny, której Neptune kompletnie nie kojarzyła. Holly jednak zdawała się znać ją dobrze. Tuna westchnęła raz jeszcze i podrapała się po głowie swoje niebieskie ślepia wlepiając w fantoma. Nie, nadal nie miała zielonego pojęcia co robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1347
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Sob Mar 12 2016, 09:01

Katherine spojrzała na wszystkich w miarę spokojnie i zatrzymała się w miejscu. Nie szarpała go. Nie przesadzajmy. Nie jest znowu tak bezdusznym stworzeniem. Spojrzała ze zdziwieniem na dziewczyny. Ładny miał wianuszek wielbicieli, a ona nie miała pojęcia co teraz robi i po cholerę się przejmuje. Gdy Lilith powiedziała swoje o dziwo nie zaprotestowała.
- teraz masz rację, ale ostatni raz mnie pouczasz mała. Nie znamy się na tyle dobrze bym potrzebowała twoich rad- oznajmiła po czym uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie. Potem juz zaczęło się piekło. Słowa, które wypłynęły z ust chłopaka były straszne, ale niby w czym on był teraz lepszy? To tylko głupie ćwiczenia. Przeszłości nie cofniemy. Jej oczy się zaszklily ale starała się to ukryć więc odwróciła głowę.
- Mój brat zginął z mojej winy. Nie mogliśmy mu pomóc. Nikt nie mógł bo było za późno. Nadal jeszcze mam koszmary. Dostałam depresji. Chciałam zakończyć swoje życie. Dziadek robił mi sesje przy pomocy hipnozy. Nadal mam jeszcze w nocy koszmary. Gdy zginął wszystko wróciło podwójnie - powiedziała smutnym tonem. Troszkę roztrzesionym.
- więc wyobraź sobie, że wiem. Wystarczy, że śni mi się to po nocach. Więc zejdź ze mnie, nie rób z siebie jedynej ofiary bo są wokół ciebie ludzie którzy też widzieli śmierć- to ostatnie praktycznie mu wykrzyczała. Po jej policzkach popłynęły łzy. Jako iż byli przed salą usiadła na ławce przy murze szkoły i schowała twarz w dloniach.
- daj mi spokój i zajmij się swoimi dramatami- warknela mając nadzieję, że sobie pójdzie. Nie zamierzała się do niego szybko odzywać ani mu współczuć. Ona od nikogo nie chciała łaski. Była przy niej tylko rodzina i Nathaniel . Większa część szkoły miała ją za psychiczną bez powodu. Po prostu była popieprzona ze swoim ego. Chciała by teraz jej przyjaciel był obok. To do niego chciała się teraz przytulić. On by wiedział jak ją pocieszyć. Nie pierwszy lepszy Ślizgon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Magii Leczniczej   Sob Mar 12 2016, 10:21

To wszystko stało się za bardzo skomplikowane. Zanim wróciła do Sali, słyszała słowa @Katherine Russeau, posłała jej już łagodny i niepewny uśmiech, po czym zaśmiała się zakłopotana.
- Przepraszam – wydukała bez żadnego skrępowania. Trzeba przyznać, że ta dziewczyna była dziwna. Najpierw pełna determinacji i przekonania zaczęła nimi sterować jak pionkami, a później bez najmniejszego problemu przeprosiła za swoje zachowanie. To jak zachował się Lucas, ani nie skomentowała, ani nie zwróciła na to większej uwagi. Nie dlatego, że olała go całkowicie, ale wiedziała, w jakim jest stanie i nie myśli teraz logicznie. A przede wszystkim miał rację. Zrobiły z niego ofiarę, a on tego nie potrzebował. Każdy zasługuje na chwile słabości. W między czasie posłała delikatny uśmiech do dziewczyny, która wydawała się być w jej wieku, ale niekoniecznie ją kojarzyła. Coś... coś ją w niej zainteresowało.
Już miała wrócić wraz z Rią do Sali, kiedy coś ją zatrzymało. Usłyszała słowa ślizgonki i zbladła wręcz na twarzy. Wolałaby tego nie słyszeć prawdę mówiąc. Miała przeczucie, że jej stosunek do dziewczyny zmieni się teraz całkowicie, a to najgorsze co mogła zrobić. Zerkając jak jeszcze Katharine siada bezradnie na ławę odwróciła spojrzenie. Chciała do niej podejść, przytulić ją i…
Spojrzenie dziewczyny na kilka chwil zrobiło się puste i bez wyrazu gdy wchodziła do klasy. Bezradność, nienawidziła tego uczucia z całego serca i starała się je zwalczyć w jakikolwiek możliwy sposób. Musiała trochę ochłonąć, by wrócić do wyrazu twarzy bardziej żywego, energicznego i tryskającego szczęściem.
Nagle jej oczom rzucił się Deven, dlaczego ona wcześniej go nie zauważyła?! Jej oczy zabłyszczały, a ona z tym swego rodzaju zainteresowaniem pomachała mu. I robiłaby to dalej jak głupia, gdyby nie puchonka.
Dziewczyna spojrzała na nią zakłopotana i uśmiechnęła się delikatnie.
- Nic takiego nie zrobiłam, troszkę pogorszyłam sytuację – wydukała i ruszyła z koleżanką w stronę ich manekina, po czym przyjrzała mu się uważnie – Lucas jest silny, da sobie radę, tylko musi odsapnąć nic więcej – posłała Elizabeth szczery uśmiech po czym podparła dłonie na biodrach – widzę, że nasz pacjent żyje i ma się dobrze siostro. Nie traciłam nadziei na to, że ta operacja się uda. – no i wróciła dawna Lilith. Dziewczyna uklękła przy fantomie i złapała jego… dłoń.
- Panie Minning, odzyskał pan pełną sprawność, znów będzie mógł pan biegać po łące z bizonami! – wariatka – Ale następnym razem proszę nie rzucać w nich mięsem to może nie odgryzą panu nogi – no dobrze. Może i to było szalone i wariackie. Ale gryffonka wyczuła w klasie tą niechęć i to lekkie napięcie i miała nadzieję, że osoby, które ją usłyszą najzwyczajniej w świecie się rozluźnią i zapomną o tym co przed chwilą się wydarzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Klasa Magii Leczniczej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Klasa Historii Magii
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Artystyczna
» Gabinet Ministra Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-