IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Schowek na miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Schowek na miotły   Sro Lis 26 2014, 14:46


Schowek na miotły
Pomieszczenie niezwykle "przytulne". Składające się z wąskiego korytarzyka, wzdłuż którego ulokowane są wszelkiego rodzaju środki czyszczące i preparaty do pielęgnowania miotły. Na samym końcu pomieszczenia znaleźć można ułożone na półkach, bądź postawione pod ścianą szkolne miotły. Pomieszczenie to jest niezwykle zapełnione, ciasne, chłodne i ciemne. Wbrew temu jak często używane przez wielu uczniów, bardziej bądź mniej przykładających wagę do porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Lis 26 2014, 18:36

Jej miotła była właśnie w trakcie renowacji. Woskoania i preparowania. Przygotowywała ją do przyszłego meczu Ravenclaw vs. Slytherin. Mecz wszechczasów. Była w stanie wyobrazić sobie dumną minę Rasheeda, kiedy ostatni raz łupnął ją kaflem w żołądek. I choć było to bardzo dawno, to dalej prawda. Póki nie dopełniłaby się zemsta. Dlatego tak ochoczo trenowała przez ostatnie dni, spodziewając się tej konfrontacji. Nic dziwnego, że jej miotła wymagała przez to dopieszczenia. Namiętnie odbywane treningi zwiększyła nawet do kilku w ciągu całego dnia, skoro poranki zarezerwowane były na użeranie się z jej obrońcą. Bądź co bądź, gotowa do kontynuowania rytualnych już ćwiczeń, weszła do schowka, rozglądając się za jakąś szkolną miotłą. Ciężko było jej od razu przyswoić wzrok do panującego tu wzroku. Przymrużyła błyszczące nawet w tej ciemnocie, błękitem oczy, próbując przyśpieszyć proces orientowania się w ciemności. Nic bardziej daremnego. Ostatecznie sięgnęła dłonią do kieszeni sportowych spodni, natrafiając na… niechcianą pustkę.
Szlag — syknęła, przypominając sobie o różdżce pozostawionej w szatni. Obróciła się więc na pięcie, w kierunku drzwi. Pociągnęła za klamkę. Nic. Szarpnęła jeszcze raz. Ale się uparte przyssały. A potem łupnęła przegubem w drewno odkrywając, że ich opór ma dziwny związek z ich zatrzaśnięciem. Syknęła, cofając się kilka kroków dopóki nie wpadła na metalowe wiadro, które z hukiem potoczyło się po zimnej posadzce. I jak w tych warunkach znaleźć coś do podważenia drzwi? Krążyła po omacku, na oślep, przeszło kilkanaście minut, dopóki nie usłyszała skrzypnięcia drzwi z zewnątrz. Ktoś je uchylił. Oswojona z panującą tu ciemnością przymrużyła powieki, widząc przez to tylko cień wchodzącej sylwetki — Drzwi! — zakomunikowała od wejścia nowego towarzysza, dokładnie w momencie, w którym te się za nim zatrzasnęły. Dopiero wtedy dokładniej przyjrzała się przybyszowi i aż przewróciła oczami. — No tak…. Deveraux. Czego ja się po Tobie spodziewam? — prychnęła wątpiąc w jego umiejętności szybkiego kojarzenia. W końcu był Ślizgonem. — Rzuć mi różdżkę — od razu wyprowadziła swoje żądania, zanim jeszcze zdążyła się z nim porządnie przywitać, czy wyjaśnić mu, że drzwi są zepsute i nie obejdzie się bez ingerencji magii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Exmouth, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 93
Dodatkowo : Szukający
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9931-cedric-silvester-deveraux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9933-rzez#276986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9934-cedric#276989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9935-cedric-deveraux#276993




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Lis 26 2014, 21:57

Do nadchodzącego wielkimi krokami meczu zamierzał przygotować się jak najlepiej. Oprócz porannego biegania i wieczornych treningów wpisanych w plan tygodnia czegoś mu jednak brakowało. Czuł, że może dać z siebie o wiele więcej, niżeli trzy czy cztery godziny w ciągu dnia. Problem związany był z czasem, którego nie miał ostatnio zbyt wiele. Studia same się nie skończą, a przecież po coś je zaczął.
Rozmyślał niechętnie nad zmianą trybu dnia, wolnym krokiem idąc w stronę schowka na miotły. Chciał przystosować się na wszelkie możliwe warunki, jakie mogłyby przeszkodzić mu w złapaniu znicza. Tym samym tchnęło go, aby tego dnia zmienić swoją miotłę na jedną ze szkolnych własności. Sam zbytnio nie wiedział, po co tak na prawdę to robił. Szanse, że jego miotła nie będzie nadawać się do użytku akurat przed meczem, były znikome.
Zatrzymał się przed drewnianymi drzwiami i lekko, lecz stanowczo, pociągnął za klamkę. W środku panował nieprzyjemny mrok, który wcale nie pomagał w odnalezieniu się w i tak już ciasnym pomieszczeniu. Zmrużył oczy, wchodząc do środka. Kiedy tylko drzwi zdążyły się zamknąć, usłyszał z naprzeciwka znajomy głos. Chwilę jeszcze walczył z przystosowaniem wzroku, aż w końcu udało mu się dostrzec osobę, która stała przed nim. Jego obojętna mina wykrzywiła się w znacznym grymasie.
- D'Angelo..
Że też ze wszystkich uczniów w tej piekielnej szkole musiał trafić akurat na nią. Co prawda zdziwiło go, że spotkał ją akurat tutaj, aczkolwiek nie dał tego po sobie poznać. Stał, od niechcenia trzymając ręce w kieszeni i swoim charakterystycznym wzrokiem przeszywał towarzyszkę. Jak ona go denerwowała. Wszystkim tak na prawdę. Samą swoją przemądrzałą osobą, której tyle razy miał ochotę wykręcić kark. Czasem dziwiło go, dlaczego jeszcze nigdy jej nie przyłożył? Pomijając fakt, że była dziewczyną, i to młodszą, nic nie stało na przeszkodzie. Poza tym, zbierała sobie na to od samego początku, gdy tylko dane im się było poznać.
Patrzył prosto w oczy Shenae jeszcze kilka chwil, zanim spojrzał na drzwi. Poważnie myślała, że ot tak dostanie jego różdżkę? Zawsze była chop do przodu, więc jej pytanie nie zrobiło na nim większego wrażenia. Spojrzeniem wrócił do jej oczu, mrużąc swoje jeszcze bardziej.
- Nie za wiele byś chciała? - rzucił chłodnym tonem, nadal utrzymując z nią kontakt wzrokowy.


Ostatnio zmieniony przez Cedric Deveraux dnia Pią Gru 12 2014, 13:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Lis 26 2014, 22:36

Przybrała podobną pozycję. Mogli w siebie patrzeć niczym lustra. Oboje przeszywali się takim samym, pełnym wrogiej pasji wzrokiem. Każde ich spotkanie kończyło się mniej więcej tak samo, znaczy, tak samo źle. Uniosła kącik ust ledwie co, ale było to tylko lekkie drgnięcie, bo nie udało jej się przywołać żadnego uśmiechu, nawet tego ironicznego kiedy wpatrywała się w znajomą sobie twarz. Bardzo dobrze zapamiętaną przez te wszystkie lata, kiedy analizowała ją pod różnym kątem, głównie jednym: jak uderzyć w jego najsłabsze punkty, żeby w końcu w całej ich odwiecznej wojnie wyjść na prowadzenie. I… dalej czekała na tą sposobność. Nie biernie. Bo bierności też próbowała i nie działała. Wyprostowała się dumnie, spoglądając na niego odrobinę tylko z dołu, bo dzieliło ich zaledwie 9 centymetrów wzrostu, a w swojej postawie znacząco starała się zniwelować tą różnicę, tratując go chłodem swoich tęczówek w równym stopniu, co i on ją.
Brawo, Devreaux — zaklaskała mu teatralnie, lekko, dwoma uderzeniami, zresztą prawie bezgłośnie — po Twoim, jakże przytomnym, wejściu obawiałam się… — obawiała? Ahaaa, na pewno —… że nawdychałeś się jakiegoś świństwa i w końcu siadła Ci psychika. Jakże byłoby szkoda — kpiła, piekielnie z niego drwiła, bo budził w niej chęci do wylewania z siebie jadu. Posłała mu swoje kolejne wymowne spojrzenie pełne politowania. Wyraźnie dało się wyczuć w jej słowach sarkazm. Szczególnie, ze kiedy odwróciła się do niego tyłem, wracając do szukania czegoś do otwarcia drzwi, dodała jeszcze pod nosem: — No… komuś na pewno mogłoby być szkoda… chyba? A może nie… — zwątpiła sama w to co mówiła i że faktycznie ktoś mógłby się przejąć losem tegoż konkretnego perfidnego typa. Skoncentorwała na nim swoją uwagę, opierając rękę na biodrze i skrzywiła się delikatnie, z zażenowaniem zaczesując czarne pasma włosów do tyłu.
Wiele? Za wiele to by było gdyby mowa była o… randce, to mogłoby być za wiele, albo Twoje ogarnianie się życiowo – siebie i swoje ambicje, nierealne, poklask, kiedy w końcu puszczę z dymem całą waszą norę w lochach… to jest za wiele. Ale ja chcę tylko Twojej różdżki — zakończyła dobitnie — tą, z której i tak potrafisz tylko WĄTPLIWIE korzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Exmouth, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 93
Dodatkowo : Szukający
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9931-cedric-silvester-deveraux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9933-rzez#276986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9934-cedric#276989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9935-cedric-deveraux#276993




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Lis 28 2014, 00:27

Jeżeli o nich chodziło, to na prawdę świetnie się dobrali. Oboje byli równie zawzięci i zbyt dumni, aby przyznać drugiemu rację, a co gorsza odpuścić. Ich konflikt, choć z boku nieco komiczny, dla nich miał śmiesznie duże znaczenie. Cedric podobnie jak Shenae za wszelką cenę starał się wychodzić na prowadzenie, a tym samym wygrać ich odwieczny spór. Bawiło go, jak bardzo próbowała zniwelować różnicę wzrostu między nimi. Dla tej małej jędzy liczył się każdy, najmniejszy choćby szczegół. Patrzył na nią, zaciskając lekko szczękę i czuł niepohamowaną chęć zamknięcia raz na zawszej tej pyskatej buźki. Irytowała go do takiego stopnia, że sam czasami nie mógł uwierzyć w to, że taka młoda gówniara może w ogóle do niego skakać.
Często na jakże milutkie komentarze z jej strony odpowiadał milczeniem, co zrobił i tym razem. Posłał jej kpiący uśmiech i oparł od niechcenia przy ścianie. Z rozbawieniem przyglądał się, jak próbowała znaleźć coś, co otworzyło by zatrzaśnięte drzwi. Gdyby chciał, bez problemu już dawno by je otworzył. Wystarczyło tylko mruknąć zaklęcie, a ich wymuszone przebywanie ze sobą w mgnieniu oka dobiegło by końca. Ale nie chciał. Lubił denerwować ją i podjudzać, więc postanowił jeszcze trochę pograć na jej nerwach. Parsknął krótkim, sarkastycznym śmiechem, gdy ponownie się odezwała.
- Brałaś ją w ogóle pod uwagę, młoda? Poza tym, oboje dobrze wiemy, że taki kruchy i narwany Krukon jak Ty, nie byłby w stanie choćby palcem dotknąć naszej nory, D'Angelo - rzucił, posyłając w jej stronę pogardliwy uśmieszek, nadal obojętnie trzymając ręcę w kieszeniach spodni i opierając się o chłodną, kamienną ścianę - I nie radziłbym Ci oceniać, co potrafię, a czego nie.


Ostatnio zmieniony przez Cedric Deveraux dnia Pią Gru 12 2014, 13:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Lis 28 2014, 21:28

W końcu przysiadła na jakimś stołku pomocnym w polerowaniu miotły i oparła się rękoma za sobą, wpatrując się przez chwilę w chłopaka z dołu. Naprawdę niedługą. Ta pozycja zaczęła jej ciążyć na dłuższą metę. Widać było pewnego rodzaju rosnące w niej napięcie. Przełknęła wyraźniej ślinę, zagryzła szczęki, zmarszczyła delikatnie oczy, aż w końcu poderwała się do góry i prychnęła, przechodząc się przez całą odległość wąskiego korytarzyka. Przecisnęła się obok chłopaka, znajdując się po przeciwległym końcu pomieszczenia i tam oparła się o ścianę, podobnie jak on. Z tej odległości nie czuć było różnicy wzrostów.
Palcem może nie — zawtórowała mu — … kto wie, jakim cholerstwem mogłabym się przy tym zarazić. Ale żeby różdżka poszła w ruch to nie miałabym nic przeciwko — posłała mu przesłodzony, bardzo sztuczny uśmiech i spojrzała w bok, sama dla siebie kręcąc ze zrezygnowaniem głową. I jej kącik ust drgnął nieznacznie, nie był to uśmiech, raczej jakiś sardoniczny wyraz.
Uważaj, żeby ten kruchy i narwany krukon nie rozgromił Ci dupy przy okazji następnego meczu.
Wróciła do niego spojrzeniem. Jej własne się zmieniło. Nie pozostało w nim nic z zażenowania. Tylko zdeterminowanie, współgrające z niezbitym tonem głosu.
Krucha…? — powtórzyła wyraźnie sceptycznie. Jeśli założyć, ze ich nienawiść zbliżała ich niejako przez te wszystkie lata, a trochę tak było, bo przecież próbowali poznawać swoje słabości, to musiał wiedzieć, ze tego rodzaju sformułowania niesamowicie ją irytowały. Krucha, naiwna, urocza, niewinna. Ona? Zmarszczyła brwi z irytacją.
Jak cholera… — parsknęła powietrzem i konsekwentnie dla siebie, znów zmieniła pozę, na obojętną i wyrachowaną, kiedy dodała z przekąsem: — Masz rację. — już samo to, że mu ją przyznawało brzmiało podejrzanie, jak wstęp do ciętej odpowiedzi — Nie powinnam była oceniać. Założenie, ze w ogóle cokolwiek mógłbyś potrafić było iście wysokim niedopatrzeniem z mojej strony. I byłoby to daremne. Skoro wiem zupełnie coś innego.
Nie ujmowała mu intelektu. Tylko po prostu nie mówiła o jego bystrości otwarcie. Bo jakby to wyglądało? Więc musiała uczepić się wyimaginowanego problemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Exmouth, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 93
Dodatkowo : Szukający
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9931-cedric-silvester-deveraux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9933-rzez#276986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9934-cedric#276989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9935-cedric-deveraux#276993




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sob Gru 06 2014, 15:20

Patrzenie, jak za wszelką cenę próbuję utrzymać opanowanie, bawiło go coraz bardziej. Jemu z reguły udawało się obojętnie podchodzić do wszelkich dogryzek rzucanych z ust młodszej koleżanki. Nawet jeśli do niego trafiały, zwykle nie dawał po sobie niczego poznać. Uśmiechnął się pod nosem, gdy tak przeciskała się obok, aby zająć miejsce przy przeciwległej ścianie. Jego uśmiech zamienił się w ironiczny, kiedy odwróciła się i posłała mu przesłodzoną minę.
- Mocne słowa, D'Angelo. Mam nadzieję, że nie będziesz ich potem żałowała - rzucił dobitnie i zmienił pozę, krzyżując ręce na piersi.
Wiedział, że określenia tego typu doprowadzają ją do szału, dlatego przy każdej nadarzającej się okazji używał ich bardzo często. Narastająca irytacja Shenae sprawiała, że jego ego tańczyło z radości.
- Dokładnie to, co słyszałaś - krucha.
Tym razem nie uśmiechał się, ani nie krzywił. Minę miał poważną, a oczy zmrużone. O ile świetnie potrafił maskować złość i zdenerwowanie, o tyle miał jednak swoje granice. Dziewczyna nadszarpywała je już od samego początku, ale dopiero teraz tak na prawdę wyszła poza nie. Zacisnął szczęki i zwrócił się do niej przodem, tak, że wwiercał się w jej oczy lodowatym spojrzeniem. Jego źrenice się rozszerzyły.
- Iście wysokim niedopatrzeniem jest to, że taka młoda gówniara pogrywa sobie ze mną w gierki.
Nienawidził, gdy ktoś oceniał jego umiejętności, a już szczególnie te, w których czuł się na prawdę dobrym. Jego ciało napięło się tak, jakby za chwilę miał zaatakować pierwszą lepszą rzecz, która wpadnie mu w ręce. Prawie zapomniał już, po co tak na prawdę tutaj przyszedł.
- Ktoś powinien Ci dać porządną lekcję wychowania, zanim nagrabisz sobie tak, że nie będziesz mogła usiąść na dupie.
Mimowolnie podciągnął rękawy bluzy, ukazując tym samym tatuaż na prawym przedramieniu.


Ostatnio zmieniony przez Cedric Deveraux dnia Pią Gru 12 2014, 13:43, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Czw Gru 11 2014, 13:50

Patrzyła na niego nie próbując już nawet ukryć swojej dezaprobaty. Poprawiła splot rąk na piersi, zaczesując w charakterystyczny dla siebie sposób włosy do tyłu z nieodłącznym przy tym ruchu zimnym spojrzeniem sprecyzowanym na jego osobę. Jej kącik ust drgnął delikatnie. Uśmeichnęła się drwiąco, trochę bez przekonania, nawet jeśli nie był to pozytywny uśmiech:
— Tym bardziej będzie Ci głupio jak polegniecie na boisku.
Byle, żeby jej nie było głupio… Chociaż by się do tego nie przyznawała, na ten moment to drużynę Ślizgonów uważała za największa konkurencję w szkolnych rozgrywkach Quidditcha. Ale to nie te słowa wyrwały go z jego stoickiego spokoju. Obserwowała go, jak unosił się na próbę podkopania jego ego, najeżdżaniem na jego kompetencje. Zapomniała już jak pięknie reagował na tego rodzaju wstawki. I choć powinna traktować zmianę jego pozy jako ostrzeżenie, jej chęci dopiekania mu jeszcze bardziej rosły wprost proporcjonalnie do jego stopnia wkurzania się. Uspokoiła nieco nerwy, kiedy nagięła jego opanowanie. W jakiś sposób rekompensowało jej to jego umiejętne irytowanie jej.
— Oj, dajże spokój, Deveraux. Masz ledwie dwa lata więcej. Faktycznie, jesteś taki dorosły — zakpiła zawieszając wzrok na jego ramieniu. Wyglądał nieco niepokojąco w ciemnym, zatrzaśniętym pomieszczeniu, mówiąc właśnie o tym, że ktoś powinien jej złoić tyłek. Trafiła kosa na kamień. To, w żaden sposób nie mogło zmusić D’Angelo do zdystansowania. Nie traciła rezonu.
— I może to będziesz TY? — zaśmiała się perfidnie — Nie rozbawiaj mnie. Może zaczniesz wychowywanie od siebie samego? Bo jeszcze matczynego mleka nie wytarłeś z pod brody. Masz tak śmieszne, dziecinne pojęcie o życiu, że nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Jakby dwa lata różnicy czyniły Cię dojrzalszym.
Potem sobie coś przypomniała. Podciągnęła nogę do gry, opierając ją o ścianę za sobą, wchodząc na bardzo ryzykowny grunt, mieszając w rozmowy jego życie prywatne i tematy zamknięte na salony. Ale w końcu oboje obracali się mniej więcej w tym samym otoczeniu i pewnie sami by się zdziwili jak bardzo wzajemna niechęć do siebie potrafi zbliżyć pod względem znajomości słabości drugiego człowieka i jego historii.
— A nie, czekaj. Już zapomniałam. Twoja matka już dawno żre glebę, a ojciec nie świecił przykładem. To wyjaśnia dlaczego dalej z dziecięcą desperacją udajesz starszego niż jesteś. Brakowało Ci autorytetu, dzieciaku. Utknąłeś. Pasjonujące, co? Ja też, teraz. Ale wiesz co? Ja otworzę sobie drzwi i stąd wyjdę, a ty zawiesiłeś się w swoim chorym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Exmouth, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 93
Dodatkowo : Szukający
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9931-cedric-silvester-deveraux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9933-rzez#276986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9934-cedric#276989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9935-cedric-deveraux#276993




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Czw Gru 11 2014, 20:38

Posłał jej pełną politowania minę, zawzięcie wierząc w to, że to nie Ślizgoni polegną w zbliżającym się meczu. Nie było innej możliwości, w końcu to on był szukającym.
- Spokojnie, spokojnie, w odróżnieniu od was - nie bierzemy tego pod uwagę - rzucił niedbale, nie ukazując przy tym najmniejszych choćby emocji.
Największym błędem, jaki można było zrobić w obecności Cedrica, było poruszenie tematu jego ambicji i rodziny. Fakt, gdyby umiejętnie przeprowadzić konwersację, nie byłoby to niczym złym. Jednakże nie w przypadku She, która te dwa tematy traktowała jak dodatkowy as w rękawie. Nie był już tak spokojny, jak kilka chwil temu. Pozostałe w nim resztki świętego spokoju wyparowały jak za pstryknięciem palców. Tym razem gołym okiem widać było, iż stanowczo przekroczyła granicę. Włączyły się jego cholerne klapki, które zasłaniały mu widok na resztę otaczającego świata, za każdym razem, gdy górowały w nim rządzę mordu. Widział tylko ją. Nie do zrozumienia było, jak jedna osóbka może tak bardzo wyprowadzać go z równowagi, by następnie wprowadzać w dziki stan.
Zrobił mały krok do przodu, jakby perfekcyjnie się skradając. Stracił poczucie ludzkości. Czuł się jak zwierzę, które ma przed sobą świeżo upieczony obiad. Patrzył w jej niebieskie oczy, nie odrywając od nich wzroku. Jego były już prawie całkowicie czarne, źrenice rozszerzyły się tak, że w mroku jasnych tęczówek praktycznie nie było widać. Patrzył na nią jak na ofiarę.
- Posłuchaj mnie raz i uważnie, maleńka. Nikt nie ma prawa wytykać mi, jak bardzo dorosły jestem, ani jak wielkie jest moje pojęcie o życiu. Zwłaszcza ktoś, kto nie ma o tym zielonego pojęcia.
Powoli szedł w jej stronę, zaciskając szczęki tak, że widocznie zarysowana była ich linia. Miał ochotę rozedrzeć ją na strzępy, rozdeptać, stłuc na kwaśne jabłko, byle tylko się przymknęła. Trochę sam sobie szkodził, trzymając ją tu nadal, jednak kompletnie zapomniał o tym, gdzie i dlaczego się znajdują. Z każdym słowem wchodziła na jego odcisk coraz bardziej, drażniąc go i podjudzając. Nie udawał już nawet, iż jest spokojny, nie było sensu. Był wściekły i było to wyraźnie wypisane w jego ruchach, w słowach i spojrzeniu. Z każdą sekundą był coraz bliżej, aż w końcu ostatecznie dzieliło ich może z pół kroku.
Zaciśnięte w mocne pięści dłonie oparł o chłodną, kamienną ścianę, po obu stronach na wysokości jej głowy, torując jej tym samym jakąkolwiek drogę ucieczki. Był blisko, jednak nie zbyt blisko. Utrzymywał odległość między nimi. Jego mina nie wskazywała niczego. Tylko zimne, przenikające, pociemniałe oczy, które nie mrugnęły ani razu odkąd znalazł się tuż przy dziewczynie. Mrużył je, co nadawało im nieco przerażającego kształtu, zwłaszcza w panujących w środku ciemnościach.
- Przez tyle lat wciąż nie nauczyłaś się, z kim rozmawiasz. Odpuściłabyś już dawno temu, gdybyś miała choć trochę rozumu we łbie. Uwielbiasz zwracać na siebie uwagę, ale źle trafiłaś. Wręcz prosisz się o porządny łomot, a moja cierpliwość w końcu się skończy - mówił głośnym, stanowczym tonem, który z pozoru nie zdradzał tego, jakie uczucia nim targają. Wszystko stawało się jasne, gdy spojrzało się na jego ciągle zaciśnięte szczęki i naprężone jak struny mięśnie.
Zniósł by wszystko, na prawdę. Ale nie drażliwy temat matki, a tym bardziej ojca. Ona o tym wiedziała, mimo wszystko nie omieszkała o niego zahaczyć. Pech chciał, że nie trafiła na odpowiedni do tego moment.
- Trafna uwaga, moja matka już dawno żre glebę, a ojciec rzeczywiście nie świecił przykładem. Jednakże nie mam się czym chwalić. Za to Ty.. Powiedz mi, jak to jest, kiedy własny ojciec Cię wydziedzicza? Gdy nie może patrzeć na własną córkę, bo zbiera mu się na wymioty? Aż tak przypominasz mu żonę? To całkiem przykre. Jesteś tak durnie pewna siebie i tak bardzo próbujesz mu się podlizać, że Twoje marne starania na nic się zdają. To, jest dziecinne. I dość żałosne, zwłaszcza, że nigdy nie będziesz Drake. - rzucił, tym razem prawie warcząc, z dobitnym naciskiem na ostatnie słowo.
W tamtym momencie pałał do niej tak ogromną nienawiścią, że jeszcze chwila, a był w stanie zrobić jej krzywdę. Jedno słowo, She.


Ostatnio zmieniony przez Cedric Deveraux dnia Pią Gru 12 2014, 13:40, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Gru 12 2014, 00:48

— D’Angelo — wtrąciła się w niekontrolowany sposób możliwie jeszcze bardziej się mu narażając, odzywając się niepytana wtrącając się mu w słowo. Nie przypominała sobie po prostu, żeby komukolwiek przedstawiała się jako: „maleńka”. Tym bardziej ślizgońskiemu szczylowi. Szczególnie mocno nie przypadł jej do gustu ton, z jakim zwrócił się do niej tym określeniem, wciskając je pomiędzy niepokojącą w treści wypowiedź. Zanim zadziałać jak na inteligentną krukonkę przystało, ona dalej drażniła lwa. No… może węża. Kobrę. Boa-dusiciela? Bo właśnie takie miała odczucia, kiedy zamknął ją między ramionami. Przyduszenia. Zmarszczyła brwi, co prawda nie czując się komfortowo, ale nie chcąc się z tym zdradzać. Poprawiła splot rąk na piersi, jakby nic jej w tej pozycji nie przeszkadzało, nic się nie zmieniło. Tylko poziom patrzenia był wyraźnie różny. Musiała zadrzeć podbródek delikatnie do góry, jeśli chciała w dalszym ciągu świdrować go spojrzeniem, a chciała. Dlatego wcisnęła się mocniej w mur za sobą, opierając lekceważąco głowę o zimną powierzchnię. Nie z faktu, że stał teraz bliżej i niebezpiecznie się nad nią pochylał. Chciała kontrolować sytuację. Chociaż trochę, a w tym celu potrzebowała poczucia, że jest górą.
— Właśnie na to czekam, Deveraux. Aż Twoja cierpliwość się skończy. Może przynajmniej wtedy okażesz się odrobinę mniej nudny… Przestajesz mnie już zadziwiać. Ani Twoja głupota, ani niekompetencja mnie już nie dziwi.
Drażniła go nadal, może zbędnie. Przynajmniej na razie. Zaraz potem już milczała i słuchała tego, co on miał jej do powiedzenia. Słuchała, a im więcej słów padało z jego ust, coraz mniej dało się odczytać emocje dziewczyny. Jeśli z początku była to zwyczajowa złość, z jaką taksowała go spojrzeniem o tyle z sekundy na sekundę wzrok stawa się coraz mniej chłodny, znajomy ze swojego ostrego wyrazu, a bardziej nieprzenikniony. Zacisnęła palce na ścianie za sobą, dociskając dłonie do muru, jakby chciała go wyważyć przyłożoną siłą, a zaraz potem zaczęła żałować, że nie miała ze sobą różdżki. To nie była już zwyczajowa sprzeczka. Tym razem weszli zbyt głęboko w swoje prywatne problemy. Zapomniała się. Zapomniała, że zmuszając go do obrony mienia swojej rodziny, naraża swoje własne nazwisko. Swoje pierwotne nazwisko. Zdążyła się już przyzwyczaić, że znaczna większość kojarzyła ją jako D’Angelo, nie Drake. Co nie znaczyło, że nie wolałaby tego nazwiska, które nadano jej przy urodzinach.
— Zamilcz — rzuciła krótko, ale on wcale nie chciał milczeć. Słuchała wszystkiego, każdego pojedynczego słowa i z każdym z nich miała ochotę roznieść wszystko wokół. Przegiął. To było widać po tym jaki sposób zmieniła się jej postawa. Wstrzymywała oddech dłuższy moment, dopiero teraz wypuściła go powoli z płuc z wynaturzonym spokojem chwytając go za przegub ręki nad jej ramieniem. Najgorsze było to, ze nie miała stąd wyjścia. Nie tylko ze schowka. Z tej sytuacji. Mogła się albo skonfrontować z jego słowami, albo przed nimi uciec. A ani jedno ani drugie nie wchodziło w grę. Zacisnęła dłonie mocniej na jego nadgarstku, nieświadomie, dopóki ostatecznie się nie odezwała:
— Do dupy — warknęła zaskakująco szczerze, a jej oczy się zwęziły, kiedy rzuciła te słowa. Z dawką emocji, jakie teraz dostała, każda dziewczyna na jej miejscu, tłukąca się z tymi samymi myślami, pewnie wylewałaby rzewne łzy. Ale nie She. Czuła jak jego słowa docierając do jej umysłu i lokują się gdzieś w tym całym mroku, jaki chowała w sobie od zeszłego roku i miała wrażenie, ze kolejne wbijane szpile i samo wspomnienie ojca, wypruje jej serce z piersi. To, które teraz szalało z wkurwu. Bo właśnie na niego przełożyła całą swoją bezsilność i wbrew pozorom… ból, w swojej czystej formie, po słowach, jakie rzucił. — I to nie jest przykre. To rozpaczliwie toksyczne patrzeć i widzieć, jak jedna osoba działa na Ciebie tak destrukcyjnie, że rozpierdala dosłownie wszystko na czym mogłoby Ci zależeć, czy zależy. Jak bagatelizuje każde osiągnięcie i wyolbrzymia wszystkie porażki. Wypomina płeć, charakter, słabości. To nie jest przykre, kochać kogoś, kto ma Cię za życiową pomyłkę. To żałosne. Ja jestem żałosna — nie było w tych słowach użalania się nad sobą, to była nieskazitelnie perfekcyjna złość. Zadziałał na każdą komórkę w jej ciele. Dosłownie wszystkie kompatymibilnie rwały się do dzikiego gniewu, jaki w niej rozbudził. Zaciskała już nie na jego przegubie, a na całym przedramieniu i dopiero teraz miał szansę dowiedzieć się czym było prawdziwie nienawistne, od korzeni, spojrzenie Shenae. Jej oczy płonęły, a to było gorsze od tego, kiedy ziębiły. — To chciałeś usłyszeć? — rzuciła na zakończenie, prawie szeptem. Niepokojącym, cedząc słowa przez zęby.
Przymknęła na moment powieki, a kiedy je otworzyła, gwałtownym ruchem szarpnęła jego rękę i odepchnęła go od siebie, prosto na zbiór mioteł obok niego.
— Proszę bardzo. Skończyłam z Tobą. Skończyliśmy gadać.
Drżała z wściekłości. Nawet huk, jaki rozniósł się po pomieszczeniu jej nie rozproszył. Miotły licznie spadły na ziemię. Kilka z nich połamało się pod ciężarem Cedrica i siły, z jaką D’Angelo pchnęła go daleko od siebie, reszta oddała całą serenadę dźwięków zanim ostatecznie wszystkie znieruchomiały i schowek przecięła grobowa cisza. D’Angelo tylko patrzyła w oczy Cedrica, a jej mimika i poza mówiła więcej niż każde inne słowa. Była niesamowicie wyprowadzona z równowagi. Do tego stopnia, ze po zakończeniu swojej ostatniej wypowiedzi planowała nawet coś, do czego nie była zwykle przekonana.
— Gratulacje. Będziesz dokładnie taki sam jak on. Arogancki, nieliczący się z nikim innym poza sobą samym i będziesz rujnował czyjeś psyche z premedytacją, bez żalu. A o ile kopnie Cię ten zaszczyt, będziesz jeszcze bardziej skrzywiony, jeśli odziedziczyłeś szaleństwo po swoim ojcu. Winszuję. Ale nie chciałabym być z tego tak dumna, jak ty jesteś.
I odwróciła się, przodem do drzwi. Dopadła do nich szarpiąc za klamkę. Nie chciały ustąpić. Mimo, ze pod wpływem jej dynamicznego ruchu podniosły się i zaskrzypiały na nawiasach, nie ustąpiły. Trzymała metal w ręku i oparła się czołem o drewno czując, jak emocje zamiast z niej spłynąć, narastają. Jeszcze trochę, a od zaciskania ręki na klamce zrobiłby jej się odcisk. Zawsze lepsze to niż piętno, jakie pozostawiły na niej słowa Ślizgona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Exmouth, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 93
Dodatkowo : Szukający
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9931-cedric-silvester-deveraux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9933-rzez#276986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9934-cedric#276989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9935-cedric-deveraux#276993




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Gru 12 2014, 12:59

- Zamknij się - powiedział spokojnie, może nawet zbyt spokojnie jak na niego. W tej pozycji zdecydowanie nie sprzyjały jej zwyczajowe docinki, których mimo swojej sytuacji nie zamierzała zaniechać. Jej arogancja mocno wyprowadzała go wtedy z równowagi. Póki co trzymał jednak emocje na wodzy, nie chcąc za szybko się z nimi ujawniać, choć wulkan, jaki w nim buzował, już dawno powinien wybuchnąć.
Jej kolejne słowa sprawiły, że na twarz wypełznął mu jadowicie sztuczny uśmiech, którego nie potrafił opanować.
- Mnie również przestają zadziwiać już Twoje coraz to mniej wyraziste stwierdzenia. Odpuść więc sobie - rzucił krótko i na temat, stonowanym tonem. Nie zmienił się przy tym ani razu lodowaty wyraz jego oczu, jak gdyby kompletnie zastygły. Oczywiście, że nie mówił do końca całej prawdy. Drażniła go i to dosyć mocno, ale kimże by był, gdyby się do tego przyznał? Miał pozwolić tej małej jędzy, by miotała nim na wszystkie strony, jak jej się żywnie podobało? Niedoczekanie. Bynajmniej uważał tak w chwili, gdy trzymała ręce na zimnej ścianie, bojowniczo unosząc podbródek.
Z każdym jego słowem wszystko jednak momentalnie się zmieniało. Jego łudzące pozostałości opanowania przestawały istnieć, a spokojny głos przerodził się w nieustanny warkot, unoszony niekiedy pojedynczymi, wyraźnie akcentowanymi głoskami. Tak, już dawno przestali bawić się w dziecinne przekomarzania, które kiedyś każdemu z nich przyjemnie łechtały ego. Zapomnieli się oboje, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo w którym momencie ich wieloletniego konfliktu. Coraz głębiej wchodzili w swoje umysły, grzebiąc i odkopując stare rany, szukając coraz to potężniejszych i bardziej destrukcyjnych, swoich słabych punktów. Doskonale wiedział, jaką reakcję wywołają jego słowa. Nie dbał o to, czy tylko rozwścieczy ją do granic możliwości, czy tym razem może jednak zrani. Każdy miał jakieś granicę, ale co z tego. Jego nie obchodziło, jak bardzo i czy w ogóle nadszarpię czyjeś uczucia. Zwłaszcza teraz. Gdy poruszyła najgorszy z tematów, jaki poruszyć mogła. Nic dziwnego więc, że słowa wypływały z niego strumieniami, nie bacząc na nic. Nie zamilkł, gdy mu to narzuciła, nie zmienił również tonu głosu, ani nie zrobił przerwy. Na jednym tchu wyrzucał z siebie wszystko, co chciał jej wyrzucić, a kiedy skończył, jego spojrzenie dziwnie się zamgliło. Obserwował jej reakcję, jak gąbka wodę chłonąc całe jej widoczne wkurwienie. Nie odzywał się, tylko słuchał, nawet bardzo uważnie. Wyłapywał każde słowo przesiąknięte bólem, karmiąc się nim jak zgłodniałe zwierzę. Bo tym właśnie wtedy był - pieprzonym zwierzęciem.
Stał, opierając się o tę zimną ścianę, nabuzowany i totalnie zniszczony od środka. Ręce niebezpiecznie zaczęły trząść się pod jej dotykiem. Nie ze słabości, ale wściekłości. Słuchał, patrząc dziko w gniewne oczy Shenae, jednocześnie powstrzymując się przed zdruzgotaniem jej tu i teraz. Nie spodziewał się jednak tego, co nastąpić miało za parę chwil. Przymknęła oczy, dezorientując tym samym jego czujność, a gdy otworzyła je ponownie, mocnym pchnięciem odrzuciła go w swoją prawą stronę. Nie zdążył zorientować się w sytuacji, więc nie miał szans, aby zahamować upadek. Co prawda nie padł na ziemię jak długi, aczkolwiek nie udało mu się całkowicie utrzymać równowagi i z hukiem wpadł w kupkę stojących nieopodal mioteł. Kompletnie nie spodziewał się takiej reakcji ze strony dziewczyny, co początkowo nawet go zmroziło. Nie na długo jednak, ponieważ w mgnieniu oka uczucie osłupienia zastąpił potężny i niepohamowany gniew. Szybkim i stanowczym ruchem odepchnął się od ściany, stając prosto na nogach. Nie wyglądał już jak groźny Ślizgon, któremu zrobiono głupi dowcip. Wyglądał jak rozwścieczony byk, który nie zawaha się przed użyciem siły, i któremu lepiej zejść z drogi. Patrzył teraz na nią, opętany przerażającą wściekłością, a jego oddech wyraźnie przyspieszył. Zdawać by się mogło, że zaciska nie tyle pięści i szczękę, co każdy milimetr ciała. Napiął się każdy, najmniejszy mięsień w jego ciele, jakby przygotowując się do ataku.
- Ty...
Nie dokończył, nie był w stanie wyrzucić z siebie słowa. Miał wrażenie, że kiedy się odezwie, eksploduję jak pieprzona bomba, niszcząc wszystko dookoła. Niebezpiecznie zbliżał się w jej stronę, z sekundy na sekundę rozwścieczony coraz bardziej.
- Może i będę, D'Angelo, może tak. Na pewno wyjdę na tym lepiej od Ciebie - warknął, niemalże krzycząc.
Dopadł do niej, zaledwie zdążyła oprzeć czoło o drewniane drzwi. Z całej siły, jaką w sobie miał, a miał jej wiele, szarpnął ją za ramię, odwracając w swoim kierunku tak, że znajdowała się teraz krok przed nim. Planując to bądź nie, jedną z tych zaciśniętych pięści, które niedawno trzymał przy jej głowie, z impetem uderzył ją twarz. Pod jego potężnym ciosem upadła na chłodną posadzkę. Wszystko zadziało się tak szybko, tak niespodziewanie, że myśli krążyły w nim z prędkością światła. Ostatecznie stał nad nią, niemalże kipiąc z gniewu. To był właśnie moment, w którym jego święta wytrzymałość puściła ostatnie sznurki. Nie ważne, kim była, doigrała się. I wcale nie oznaczało to, że wyładował tym ruchem wszystkie negatywne emocje. Jeszcze nie.
Mam różdżkę, mała. Mam zdecydowaną przewagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2735
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Gru 12 2014, 15:16

Nie widziała jak bardzo go rozwścieczyła. Stała do niego tyłem, a jeszcze nigdy ich wymiana zdań nie sięgnęła takiego szczytu. Zaczęło się jak zawsze, od drobnych złośliwości. Niewinnie. A skończyło się tak, że pewnie żadne z nich nie napisałoby właśnie takiego scenariusza. Do samego końca była przekonana, ze to ten sam poziom ingerowania w jego nerwy, który znała. Okazało się, że nie. W pewnym momencie, nie wiedziała, w którym przekroczyła tą granicę niebezpieczeństwa, przy której zwykle balansowała. Teraz rzuciła się za nią i autentycznie dostała cios od życia. Konkretnie od pewnego damskiego boksera. Impet z jakim szarpnął ją za ramię, a zaraz potem grzmotnął ją mocnym zamachem pięści w twarz, jakże epicko dla Deverauxa zrównała ją z ziemią. Gruchnęła bokiem na ziemi, obijając sobie kość biodrową i prawdopodobnie obdzierając skórę z dłoni, którą podparła się na posadzce, żeby nie rozłożyć się jak długa na ziemi. O ile można było mówić o jakimkolwiek zachowaniu godności po upadku spowodowanym wyprowadzonym uderzeniem, to D’Angelo desperacko się swojej dumy próbowała chwycić, nie chcąc dać się jej rozkruszyć i zabić przez ślizgońskie ścierwo. Mimo, że bok ją bolał, dłoń piekła, a w szyi chyba naciągnęła sobie mięsień, kiedy odrzuciło jej głowę po uderzeniu. Włosy rozsypały jej się chaotycznie po ramieniu i twarzy, lepiąc się do wargi, gwałtownie nachodzącej krwią. Nawet nie syknęła. Nie chciała dać mu tej satysfakcji. Czuła metaliczny posmak krwi i wypluła go, dopiero przy tym czując jak piekielnie, już od razu, zabolała ją szczęka. Nie spodziewając się tego, mimowolnie, nieznacznie się skrzywiła, zanim zaczesała włosy do tyłu i z dołu uniosła wzrok do oczu Cedrica. Jeśli chciał ją tym utemperować, odniósł przeciwny skutek. Otarła krew kciukiem, nie spuszczając nienawistnego spojrzenia z jego tęczówek. O ile wcześniej po prostu nie lubiła go, jak D’Angelo zwykła nie lubić Ślizgonów, o tyle teraz, od tego momentu miała zacząć nim gardzić.
— Lepiej się czujesz? — spytała prawie szeptem, nie podnosząc się z podłogi. Przetarła teraz swoją dłoń, wycierając ją z kurzu z ziemi — jak jest z Tobą tak źle, że obijanie twarzy kogoś w sytuacji, w której nie ma się jak bronić, podnosi Ci morale i samopoczucie, nadstawię drugi policzek. Chcesz?
Skrzyżowała z nim wzrok, nie marszcząc brwi, bo twarz bolała ją przy najmniejszym ruchu. Nie była głupia. Wiedziała, ze obecnie była na przegranej pozycji. Bo był wściekły. Mimo wszystko miał więcej masy i nawet jeśli miała ogromną chęć pokazać mu, że w jej szczupłym ciele też chowa się para, jakiej by się po niej nie spodziewał, wiedziała, ze w obronie przeciw niemu, bez różdżki, nie miała szans. Dlatego dosunęła się do ściany, opierając się o nią plecami, mówiąc dalej — dzisiaj mogę być łaskawa dla Ciebie Deveraux. Bo nie siebie, a Ciebie jest mi bardziej żal. Musisz mieć ze sobą jeszcze większe problemy, niż ja, skoro coś tak prymitywnego przynosi Ci ukojenie. Współczuję Ci… Cedric. Naprawdę głęboko Ci współczuję.
I zamilkła. Patrzyła na niego, długi moment, czekając aż dojrzeje do myśli, żeby otworzyć w końcu te cholerne drzwi. Podejrzewała, ze od samego początku miał jak. Tylko sprawy nabrały takiego tempa, że chyba zdążył zapomnieć, ze tu utknęli. I on miał tą władzę, ze mógł ich stąd wypuścić. Nie odzywała się. Mierzyła go współczującym, pogardliwym i wściekłym spojrzeniem, przykładając dłoń do pękniętej wargi. Oddał naprawdę precyzyjny cios, rozcinając jej zarówno usta, jak i obijając policzek jednym, idealnym ciosem. Mogła się pożegnać z zajęciami na najbliższe dni. Domyślała się jakie limo pozostawi jej to uderzenie pod okiem. Zacisnęła zęby i zaraz potem rozluźniła je, czując prąd na szczęce. Fatalna sytuacja. Mogła go tylko mierzyć tym pełnym wzgardy spojrzeniem aż nie opuści tego schowka, z własnej woli, bo ona już do niczego nie mogłaby go zmusić. Dodała tylko:
— Ciekawa tylko jestem, czy będziesz potrafił zrobić to samo, kiedy będziemy sobie równi. Pojedynek, kilka dni po meczu. Na różdżki. Wtedy też będziesz taki mocny? — rzucała mu wyzwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Exmouth, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 93
Dodatkowo : Szukający
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9931-cedric-silvester-deveraux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9933-rzez#276986
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9934-cedric#276989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9935-cedric-deveraux#276993




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Gru 12 2014, 16:57

Obraz leżącej przed nim Sheane może i nie był najlepszym obrazem, jaki chciał teraz widzieć, jednakże na pewno w jakiś sposób łechtał jego ego. Stał, z niewzruszoną miną patrząc na to, co właśnie uczynił. Czy tak zachowywał się prawdziwy mężczyzna? Zdecydowanie nie, ale kto powiedział, że Cedric był prawdziwym mężczyzną? Był kim był i jak dotąd nie zamierzał tego zmieniać. Wiele w życiu złego zrobił i prawdopodbnie jeszcze wiele zrobi. Jego natura z reguły nie była dobra, tak więc i tym razem nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Patrzył, jak powoli podnosi się z ziemi, aby ostatecznie oprzeć się o ścianę. Nic nie mówił, patrzył. Z nieodgadnionym wyrazem twarzy i nadal, choć już nie tak mocno, pociemniałymi oczami. Nie zeszło jeszcze z niego całe napięcie, więc szczęki dalej pozostawały w żelaznym uścisku. Jego oddech mimo, iż trochę spokojniejszy, nadal był przyspieszony.
Emocję aż nadto go poniosły, ponieważ sam nie spodziewał się, że tak mocno uderzy. Mimo wszystko, jego wewnętrzny bóg nie mógł powstrzymać się od chytrego uśmieszku i w tym momencie robił podwójne salta, ciesząc się z przewagi.
Gdy w końcu oderwał wzrok od jej tęczówek, zrobił mały kroczek w przód, by następnie kucnąć naprzeciwko niej. Ręce założył na kolanach, ani trochę się nie chwiejąc. Ponownie spojrzał jej w oczy, tym razem swoje mrużąc tak, że wyglądały prawie jak małe szczeliny.
- Poczułbym się lepiej, gdybyś była facetem. Wtedy, lekcja przybrała by większych obrotów. A to.. To była jedynie nauczka - rzucił wolno mocnym, wyraźnym głosem - Nie powiesz, że Cię nie ostrzegałem.
Patrzył na nią jeszcze przez kilka chwil, dopiero teraz zastanawiając się nad tym, ile właściwie czasu tutaj spędzili. Odechciało mu się nawet dzisiejszego latania, które postanowił przełożyć na kolejny dzień.
Uśmiechnął się kpiąco, podnosząc do góry. Nie odezwał się od razu, nie zmieniał również przyklejonej do twarzy miny. Potarł dłonią nos, cicho wzdychając.
- Z ogromną przyjemnością, mała.
I wyciągnął różdżkę, która cały czas grzecznie czekała na właściciela w tylnej kieszeni dżinsów. Szybkim ruchem wycelował ją w zatrzaśnięte drzwi i..
- Alohomora - mruknął, rzucając ostatnie chłodne spojrzenie w stronę She. Skinął głową, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że niedługo się spotkają, a potem wyszedł. Powoli, nigdzie się nie spiesząc, zostawiając ją samą w ciemnym i nieprzyjemnym schowku na miotły.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią Mar 24 2017, 22:05

Po wczoraj dniu całym spędzonym w Londynie postanowiłam wrócić w końcu do Londynu. Z rodzicami wiele rozmawiałam i szczerze powiedziawszy nie było co opowiadać. Byli dość mili, ale to nie znaczy, że ja byłam dla nich miła. Miałam okropny charakter, ciekawe po kim. Myślami nie mogłam się odpędzić od Jona, nie miałam co prawda wizji na jego temat, ale ta wcześniejsza mi wystarczała. Do czegoś ten chłopak był mi potrzeby, ale do czego? Przecież nie dostałabym ot tak wizji na temat jakiegoś obcego czarodzieja, no bo po co? Chociaż może tylko dlatego, że ta wizja miała mnie ostrzec przed tym bandytą? Może to właśnie Jon miał mnie wyzwolić? Jednakże Jon był intrygującą osobą i miałam ochotę go poznać nieco bliżej, jednakże czy to nastąpi? Nie chciałam się mu narzucać, ale może powinnam? Bo inaczej przecież o mnie całkowicie zapomni, a tego bym z pewnością nie chciała.
Składzik na miotły. Dlaczego teraz się tutaj wybrałam? Chciałam polatać na boisku, ale widziałam po drodze, że parę uczniów organizuje sobie pewnie jakiś trening, dlatego nie miałam zamiaru im przeszkadzać. A składzik był fajnym, cichym miejscem. Weszłam tutaj jedynie dlatego, że nie miałam co ze sobą począć. Boisko było zajęte, a więc latanie na miotle było wykluczone, nie chciałam oberwać tłuczkiem czy czymś takim. Szczerze powiedziawszy nie miałam okazji tutaj wiele razy przebywać, ponieważ nie miałam do tego powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 134
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Wto Kwi 25 2017, 21:55

Pogoda od samego rana zapowiadała się paskudnie, więc nie było co robić na zewnątrz. Niby na plusie, a co jakiś czas padało. Victor nie przepadał za taką aurą. Zresztą kto przepadał? Nudziło mu się okropnie, zwłaszcza, że nie miał zamiaru iść na Wróżbiarstwo, które jako przedmiot lekcyjny w ocenie chłopaka, znajdowało się na samym dole, jego przydatności. Po co wiedzieć coś, co i tak ma się wydarzyć. Zero w tym spontaniczności. Zero! Równało się to z nudą, tak samo, jak Historia Magii. Na brodę tego starego zgreda Merlina powinni zakazać tego nauczać. To był zwykły sadyzm ze strony grona pedagogicznego. Dziwić się, że większość uczniów nie lubi szkoły.
Kontynuując było okropnie nudno. Victor chciał porobić coś z kumplami z dorma, ale jeden był w skrzydle szpitalnym, kolejny się uczył, jeszcze inny spał, reszta na zajęciach. Miał tylu znajomych, że zaczął dziwić się, że zaczyna mu ich brakować. Powinien zaopatrzyć się w jeszcze kilku rezerwowych.
Przechodził obok schowka na miotły i usłyszał kogoś. Z braku laku postanowił zajrzeć i zainteresować się duszyczką, która się tam skryła. Wyjrzał ostrożnie przez drzwi. Pierwsze na co zwrócił uwagę były włosy. Ślepcem trzeba być żeby nie zwrócić na nie uwagi. Zresztą znał tylko jedną osobę o takiej burzy na głowie (i w głowie pewnie też).
- Samcia! A co tu się ukrywasz, a może coś ukrywasz? - Powiedział to tak głośno, że na pewno pół Hogwartu to słyszało. Widząc ją zawsze uważał, że przypomina lwa. Tiara Przydziału jednak miała nosa, co do tej panny, a może ten magiczny kapelusz przydzielał po fryzurze do danego domu? Złapał się prawą ręką za włosy i przejechał po nich, zastanawiając się czy to prawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Kwi 26 2017, 04:50

A jak ja nie lubiłam takiej aury. Gdy była zima było mi zimno, gdy był deszcz czułam się jak zmoczona kura. Najlepiej gdyby było plus trzydzieści to wtedy byłabym zadowolona. Co prawda nie mam nic do zimy, bo jednka każda pora roku ma szanse zaistnieć, ale jednak w tę porę roku wolałam siedzieć w ciepłym kocu przy kominku w pokoju wspólnym niżeli włóczyć się gdziekolwiek, ale też ileż to można siedzieć tak, nie? Na szczęście ja do Hogwartu dotarłam gdy już zima się praktycznie kończyła więc nie miałam obaw, że będę musiała siedzieć z nudnymi uczniami w zamku, bo praktycznie nikogo nie znałam. Teraz już było mi to całkiem obojętnie, bo nie było aż tak źle. Szczerze powiedziawszy myślałam, że będzie o wiele gorzej. Ale uczniowie jak się odzywają to jednak stają się moimi znajomymi, a Ci co się nie odzywają od razu zostają przeze mnie skreśleni i nikt tak naprawdę do tej pory mi nie ubliżył czy coś w tym stylu. Owszem, były jakieś spiski, że jestem nowa i takie tam, ale to jest wszędzie. Tego nie dało się obejść. Na boisko przyszłam polatać, ale iż boisko było zajęte postanowiłam się im dalej nie wtrącać, bo po co mi to? Chyba, że wraz z panem Dearem sobie zrobią dodatkowy trening, chociaż do tej pory nie widziałam chłopaka, ażeby kiedykolwiek latał na miotle, może go to wcale nie interesuje, a może wcale nie potrafi? Różnie jest. Mnie się ten sport podobał od samego początku dlatego byłam zachwycona gdy dostałam się do drużyny. Wystraszyłam się jak diabli kiedy znajoma duszyczka zadarła się wniebogłosy. - Nie da się ciszej... - warknęłam do niego odwracając się w jego kierunku. - Jak dobrze pójdzie to Twoje martwe ciało będę musiała tutaj ukryć. - oznajmiła i wytrzeszczyła oczy dając mu tym samym podejrzenia, że wcale mogłam teraz nie kłamać. Chociaż z tym chłopakiem dość dobrze się dogadywaliśmy. Słyszałam, że ma dużą rodzinę w szkole. Dear. Podobno pół dormitorium Slytherinu jest nimi oblegany, ale ja na dobrą sprawę poznałam tylko jego i kojarzyłam siostrę, bo była na tym samym roku co ja. Ale reszty nie znałam. I może to nawet lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 134
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Kwi 26 2017, 17:24

To jednak była prawda. Faktycznie Tiara Przydziału musiała uczniów przydzielać do domów, tych wielkich założycieli po fryzurze. Wystarczyło tylko popatrzeć na te gryffonkę. Doskonale nadawała się do Slytherinu z charakteru, z wyglądu już nie - takie wnioski przyjął Victor. Zresztą koło Summer nie można było przejść obojętnie. Zwłaszcza, że miała dość egzotyczną urodę. No, ale jeśli chodzi o zauroczenie i te sprawy to Dear nie był typem, który wyrywa laski i lubił się nimi bawić. Jeszcze go strzała amora nie trafiła, więc nie miał czego pragnąć. Zresztą związki wydawały mu się ograniczone, pełne zasad i moralności, a tego nie znosił najbardziej. Uwielbiał towarzystwo dziewczyn, ale bardziej traktował je jak przyjaciółki. Taki frendsik z niego.
Było jasne, że Victor przestraszył Summer. Dziewczyna zareagowała dość agresywnie, ale ten typ tak miał, a ślizgon nie przejmował się tym, ponieważ wiedział, że Rochelle ma trudny charakterek. Zwłaszcza początek ich pierwszego spotkania nie należał do przyjaznych. Chociaż koniec był udany.
- Ciszej? Jednak coś przemycasz... Masz tu jakiś tajny schowek? - Victor takich miał multum, ale się nimi nie chwalił. Po to są takie schowki. Znaczy mają być dyskretne.
- Jak dobrze pójdzie? Czyli zakładasz, że twój plan nie jest taki doskonały? - Spoważniał i uniósł prawą brew, a ręce założył na klatce piersiowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Kwi 26 2017, 18:38

Owszem, ja również jestem tego samego zdania. Ale patrzyłam na to inaczej, bo jednak jestem w Hogwarcie od kilku miesięcy więc można powiedzieć, że mi aż tak bardzo nie zależało, bo co to znaczy dom? I tak praktycznie nikogo nie znałam więc nie robiło mi to kompletnie żadnego znaczenia. Owszem, jeżelibym była w Hogwarcie od pierwszej klasy to wiadomo. Ale rzeczywiście skąd pomysł Tiary na Gryffindor? Najwyraźniej mam takie skryty charakter i cóż poradzić. Przecież ponoć ta magiczna czapka najlepiej zna się na ludziach. Tak słyszałam z plotek innych uczniów. O tak podobne usposobienie miałam ja. Nie widziały się na razie żadne związki, bo tak jak Dear napisał trzeba się nieco bardziej zorganizować i w ogóle ograniczyć do wszelakich eskapad, a po co mi to było? Przecież ja jestem wolną dziewczyną i mogłam robić co chciałam. Jednakże są związki gdzie naprawdę się osoby doskonale dogadywali i nie miało to dla nich żadnego znaczenia.
Szczerze powiedziawszy z tym ślizgonem lubiłam spędzać czas, coś w sobie miał co mnie do niego ciągnęło. Z pewnością dziecięcą urodę. I naprawdę nie zachowywał się jak większość tych osób z wężem na piersiach. Byli wredni i czasami agresywni. Wiedziałam, że ja taka sama jestem, ale Tiara najwyraźniej się nie pomyliła gdyż tylko grałam taką osóbkę, ale w rzeczywistości jestem tak samo krucha jak reszta dziewczyn. - Jak sam powiedziełeś tajny, więc co Ci do tego gdzie on jest? - zapytałam się go. No mylił się w zeznaniach. Poza tym nie miałam najmniejszego zamiaru czegokolwiek chować, bo niby po co i przede wszystkim co. - Dear jeżeli masz zamiar mnie denerwować to lepiej opuść w ciszy i spokoju to pomieszczenie. - mruknęłam do niego dość wrednie i odwróciłam się na pięcie dalej szperając pomiędzy innymi miotłami. Szczerze powiedziawszy wydawało mi się, że kiedyś tutaj przynosiłam jedną z moich osobistych książek mugolskich, ale nigdzie jej nie mogłam znaleźć, a że byłam w okolicy postanowiłam i to miejsce obadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 134
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Kwi 26 2017, 20:24

Dla Victora dom w Hogwarcie nie był jakoś ważny, aczkolwiek cieszył się, że został przydzielony do Slytherinu. Obawiał się od najmłodszych lat, że mogło być inaczej. Zwłaszcza, że nie wszyscy Dear'owie byli w domu Salazara Slytherina. Nie chciał znaleźć się na liście tych zakał rodziny. Nie żeby miał coś do swoich braci, sióstr czy kuzynów w innych domach. Po prostu jego ojciec nie był wyrozumiały jeśli chodzi o inne przynależności. Zresztą i tak musiał się ukrywać. Znaczy swoje zainteresowania. Dość specyficzne zainteresowania. No, ale ten chłopak był ogólnie dziwny i nie pasował do wężowych. Skąd taki wybór magicznego kapelusza? Może to nie chodziło o to jakim się jest, a jakich rzeczy będzie musiał dokonać w przyszłości. Coś takiego, jak przeznaczenie? Victor sądził, że takowe przeznaczenie jest i dlatego nie widział sensu chodzić na wróżbiarstwo. Wiedzieć to co ma się stać? Idiotyzm.
- Schowek na miotły to nie jest najlepszy pomysł na kryjówkę. - Powiedział pewny swego. Przecież każdy tu zagląda. Ciężko mu będzie się z nią dogadać. W gębie panienka Rochelle była mocna i to go tak przyciągało do jej nieznośnego stylu bycia. - Oj, od razu denerwować. Wyluzuj. - Na jego twarzy pojawił się uśmiech, co było częste. Właściwie można by to traktować, jak jakiś tik albo zażycie zakazanych ziółek z cieplarni. Niektórzy mogli go podejrzewać o dilowanie. No, ale z Hoga nie chciał wylecieć. Zresztą tak zhańbić Dear'ów - oł szit.
- Czego szukasz? Na pewno nie mioteł. Może pomogę? - Uwielbiał miotły, quidditch, latanie. To był jego żywioł, aczkolwiek chciał kupić sobie super miotłę (jeszcze dokładnie nie wiedział jaką) a nie latać na tych używanych zamiataczach do podłóg. Niestety na razie musiał się nimi zadowolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro Kwi 26 2017, 21:32

Ano cóż. Ja nie miałam z tym żadnego problemu. Nie miałam swoich biologicznych rodziców, zginęli. A w Beauxbatons nie ma szczególnych przydziałów do domów. Więc z tym nie było problemów. Można powiedzieć, że tęskniłam za francuską szkołą, a czasami nawet bardzo. Wtedy kiedy byłam sama i myślałam to chętnie bym tam wróciła. Do Hogwartu nie miałam najmniejszej ochoty przyjeżdżać, być może było to spowodowane tym, że wiedziałam iż mam tutaj swoją siostrę, którą bądź co bądź oszukiwałam, a jednak byłyśmy bardzo blisko, kiedyś. Kiedyś... Jak to brzmi. Miałyśmy nigdy nie zostawiać siebie nawzajem, ale los chciał inaczej, a ja się cholernie przez ten czas zmieniłam. Czułam się winna, niekiedy. Niekiedy czułam, że to wszystko wina Winter. Teraz to już rzeczywiście zgłupiałam. Siostrę jednak tutaj jeszcze nie widziałam. Być może wyprowadziła się? Nie miałyśmy ostatnio kontaktu kompletnie więc wszystko jest możliwe. Na pewno by mi wtedy ulżyło, bo spojrzeć jej w oczy po tych wszystkich kłamstwach byłoby rzeczywiście wielkim utrudnieniem. - A kto powiedział mój drogi, że ja tutaj cokolwiek schowałam? - mruknęłam niby pytająco, a niby stwierdzająco. Z Dearem super mi się rozmawiało. Zawsze byłam zadowolona jak spotkałam go po drodze. Nigdy nie przeszliśmy obojętnie obok siebie. Co ich łączyło? Co ich będzie łączyć? Czas pokaże. - Wiesz co. Zgubiłam książkę, a jakoś ostatnio często tutaj przebywam. - powiedziałam do niego, ale nie miałam pojęcia czy ona na pewno tutaj jest. Pewnie nie, bo już bym ją znalazła. No cóż. Najwyżej będzie jedynie żałować, że nie pilnuje swoich rzeczy. - A Ty możesz powiedzieć co tutaj robisz? Ja chciałam też polatać, ale widzę, że odbywa się prawdopodobnie trening i to nie z mojego domu więc wolę sobie darować wpraszanie się. - mruknęłam do niego i wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam, że Dear potrafi i przede wszystkim lubi latać. Z pewnością będzie to ich kolejna spokrewniona umiejętność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 134
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Czw Kwi 27 2017, 19:47

Victor za to miał multum rodzeństwa, rodziny i w ogóle ludzi, jak na zawołanie. Ale czy to dobrze? Ślizgon potrzebował towarzystwa ludzi, bez nich czuł się pusto i zapewne zwariowałby. Jaki byłby sens żyć na świecie samemu? Samotność w jego słowniku nie miała miejsca bytu. Rodzeństwo, jak rodzeństwo czy rodzina. Victor dogadywał się z niektórymi lepiej z innymi gorzej. Bardziej rozumiała go matka niż ojciec. W Hogwarcie znalazł się od pierwszej klasy, więc nie widział siebie w innej szkole magii. Raz stary straszył go Durmstrangiem, ale to przez jego głupotę, którą obecnie starał tłumaczyć innym na różne sposoby. Zwłaszcza tym, którzy mieli coś do mugolów. Rzadko jednak wdawał się w dyskusje. Jeszcze coś dotarłoby do jego ojca i stałby się kolejną porażką pana Dear'a. Czemu musiał mieć takiego beznadziejnego tatusia. Albo jeszcze lepiej, czemu nie urodził się w jakieś mugolskiej rodzinie czy też bardziej tolerancyjnej.
Jeśli chodzi o książki to tylko te z obrazkami. Brak ilustracji sprawiał, że Victor szybko się nudził. Tak zawsze miał, od dziecka. Nie pytał już o jaką książkę chodziło, bo jakoś to go nie interesowało. Zresztą rozmowa zeszła na lepszy temat. Quidditch.
- Właściwie przechodziłem obok... No i tak zastanawiałem się nad lataniem. Też lubisz Quidditch? - Po chwili palnął się w czoło. - A no tak, jesteś ścigającą w Gryffindor'rze. Wybacz wyleciało mi z głowy. Szybko myślę. - Uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Musimy kiedy polatać. - Nie miał zbyt wiele okazji, aby na spokojnie pogadać z Rochelle. Zawsze ich gnało w jakieś kłopoty, więc może dzisiaj jest ten dzień na spokojną rozmowę?
- A jeśli już na miotłach stoimy, a właściwie siedzimy blisko nich. Jaka jest twoja ulubiona drużyna Quidditcha? Masz jakąś? Czy może nie jesteś taką szaloną fanką tej gry, jak ja? - Miał tyle pytań, zwłaszcza jeśli Summer podziela jego pasje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pon Maj 01 2017, 14:53

Czy mi brakowało rodziny? Być może wcześniej bym tak powiedziała, ale nie po takim czasie. Rodzina była i to cudowna, ale co z tego? Odeszła i nic na to nie mogłam poradzić. Miałam tylko siostrę, która również mnie zostawiła. Nie mogłam tego znieść i dlatego takie relacje są między nami. Co prawda Winter pewnie mnie kocha i ja ją też, ale zbyt wiele się między nami zadziało, żeby zostawić to tak po prostu. Poza tym nie miałam okazji z nią porozmawiać oko w oko. Może wtedy coś by się między nami zmieniło, ale sama nie wiedziałam. Byłyśmy bardzo blisko, ale co z tego? Niby bliźniaczki i powinnyśmy się dogadywać, ale tak nie było. Wcześniej rozumiałyśmy się bez słów, można powiedzieć byłyśmy jak jedno, teraz z pewnością by tak nie było. Ja się zmieniłam, ona się zmieniła i nie byłyśmy już jedną osobą. Być może wygląd był identyczny, ale tego też nie byłam pewna, ludzie się zmieniają, a gdy miałyśmy siedem lat byłyśmy podobne, wręcz identyczne, ale minęło tyle lat. - Tak, lubię i to bardzo. - powiedziałam do niego. To jedyna rzecz gdzie czułam się cudownie i przede wszystkim pewnie. Zazwyczaj i tak czuje się wyjątkowa i pewna siebie, ale nie zawsze tak jest, a gdy wsiadam na miotłę czuję, że to jest to, ten powiew wiatru, rzucanie kafla do jednej z pętli. Czułam się wtedy chociaż komuś potrzebna, bo jednak bez mojej dobrej gry są mniejsze szanse na wygraną. Kiwnęłam jedynie głową na propozycję latania, dlaczego nie. Każdy trening jest na wagę złota. - Aż tak bardzo się w to nie angażuję... - mruknęłam i westchnęłam. Niby we Francji kibicowałam jednej z drużyn, ale nie byłam jakąś zagorzałą fanką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 134
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Wto Maj 02 2017, 21:13

Victor nie mógł tego powiedzieć o sobie. Mu rodzinki nie brakowało, zwłaszcza, że jego rodzinka była liczna i specyficzna. Jednak kochał na swój sposób wszystkich, bo podobno rodziny się nie wybiera. A jeśli wybieramy za nim przychodzimy na świat? Ustalamy sobie już wcześniej gdzieś w zaświatach, a potem skazujemy się na siebie nawzajem? Po to tylko, aby wypełnić swój plan? Plan, którego obecnie nie znamy? Może, ale Victor do filozofów nie należał. On za to dobrze rozumiał się ze swoją siostrą bliźniaczką. Nie miał pojęcia, że gdzieś tu po korytarzu chodzi kopia Summer.
Rochelle najwidoczniej lubiła sobie polatać, ale nie była taka zaangażowana w Quidditch, jak Victor, który wręcz znał nazwy drużyn czy różnego tego typu informacje, odnośnie latania na miotle. Gdyby tak błyszczał wiedzą z innych przedmiotów. Niestety nie każdy musi być geniuszem lub mądralą z samymi Wybitnymi.
Jego entuzjazm nieco przygasł, kiedy Summer odparła, że nie angażuje się, aż tak... Szkoda. No, ale w końcu była dziewczyną. Nie żeby coś...
- Rozumiem. - Podrapał się po głowię, jakby zastanawiał się co powiedzieć, po chwili uśmiechnął się. - To kiedy umawiamy się na randkę w powietrzu?
Taki był właśnie Victor Dear. Zawsze miał coś do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Schowek na miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Schowek na miotły
» Schowek na miotły
» Pub pod trzema miotłami
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-