IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Schowek na miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Schowek na miotły   Sro 26 Lis - 14:46

First topic message reminder :


Schowek na miotły
Pomieszczenie niezwykle "przytulne". Składające się z wąskiego korytarzyka, wzdłuż którego ulokowane są wszelkiego rodzaju środki czyszczące i preparaty do pielęgnowania miotły. Na samym końcu pomieszczenia znaleźć można ułożone na półkach, bądź postawione pod ścianą szkolne miotły. Pomieszczenie to jest niezwykle zapełnione, ciasne, chłodne i ciemne. Wbrew temu jak często używane przez wielu uczniów, bardziej bądź mniej przykładających wagę do porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Unigrwydd, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 66
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15117-hunter-e-l-lightingale
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15121-welcome-to-hell#403009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15118-hunter-e-l-lightingale#402877




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pon 18 Wrz - 20:51

Ekscytację widać było po nim na pierwszy rzut oka. Poważnie.
Gdy tylko otrzymał wiadomość o tym, że ruszają rozgrywki Therii, miał ochotę skakać do sufitu. Sam nie do końca wiedział, skąd wzięło się u niego aż takie podekscytowanie, ale wszystko tłumaczył sobie tą swoją chorą miłością do ryzyka i wszystkiego, co ryzykowne i niebezpieczne. No bo jasna cholera, potrzebował w swoim życiu pewnego urozmaicenia, a Theria... Była czymś wspaniałym. Przynajmniej z tego, co słyszał, bo to był jego pierwszy raz. I, jak sądził, na pewno nie ostatni. Gryfon nie miał pojęcia, dlaczego wcześniej nie brał w tym udziału. W końcu jak ktoś taki jak on mógł ominąć tak świetną sprawę? Nie miał pojęcia. Ale się cieszył jak dziecko, które dostało nową zabawkę; jak jedenastolatek, który dostał pierwszą różdżkę i szedł pierwszy raz do Hogwartu. Och tak, wtedy też był taki wesoły. Stare dzieje, czasy, w których jego rodzina była kompletna. I wcale nie skrzywdzona przez los...
Najwięcej trudności sprawiło mu dotarcie do schowka na miotły. Na swojej drodze napotkał jakiegoś nauczyciela, a kolejnym razem znów woźnego. Dobrze, że oni nie zauważyli jego, bo szybko się schował. Nie chciał zbędnych pytań, na które byłby zmuszony skłamać. Może i kłamcą był świetnym, ale niekoniecznie chciał dzisiaj kłamać. Miał zbyt dobry humor na zmyślanie niestworzonych, choć na ogół wiarygodnych historyjek.
W końcu udało mu się szybko wejść do schowka i odetchnął z ulgą. Było tak ciemno, że w pierwszej chwili nie widział Cymone, która była już gotowa i nawet odpowiednio postarzona. Właściwie to spodziewał się tego, że jest pierwszy. - Ciemno tu jak w dupie... - mruknął pod nosem i wsunął dłoń do kieszeni spodni, aby upewnić się, że ma ze sobą fiolkę eliksiru uzdrawiającego. Wyjął różdżkę i już zamierzał rzucić zaklęcie, gdy usłyszał cichy szelest. Rozejrzał się szybko i zmrużył oczy, widząc zarys jakiejś postaci. Cholera, to musiała być osoba, z którą miał grać! To na pewno była ona. Przynajmniej wyglądała na nią. Ciężko mu było dostrzec dokładnie jej twarz, ale nie był pewien, czy użycie różdżki jest w tej sytuacji... Hmm, bezpieczne. A zresztą, cała gra niekoniecznie była bezpieczna, więc w czym problem? Jednak postanowił nie rzucać zaklęcia. W końcu oczy przyzwyczają mu się do ciemności, co nie? Uśmiechnął się wesoło. - Jestem Hunter. Zaczynasz? - zapytał, choć nie do końca był pewien czy spotkał swoją parę do gry. Może kogoś przyłapał na podkradaniu magicznych detergentów?

Skoro już rzuciłaś to ty pierwsza Ing face
Kostka: 0
Pole: 0
Efekt: -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 21
  Liczba postów : 45
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15141-cymone-southgate#403389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15145-nazwa-relacji-przyciagajaca-uwage-pewnie-jest-tez-zabawna#403393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15144-cymone#403391
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15143-cymone-southgate




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Sro 20 Wrz - 20:10

Zupełnie niepotrzebnie Cymone przed przyjściem tutaj przeczytała list od swojej siostry, w którym opisywała szczegółowo film pt.: "To". W tym momencie Gryfonka zrozumiała, że popełniła wielki błąd. Nie wiedziała ile czasu minęło od zażycia eliksiru do tego przeraźliwego skrzypnięcia drzwiami. Wydawałoby się, że wieki. Próbowała kilka razy rozświetlić przestrzeń lumosem, ale jak widać zakłócenia magii, które zepsuły domyślne oświetlenie tego pomieszczenia działały również na nią.
Przez dłuższy moment zupełnie zapomniała, że czeka na swojego towarzysza do gry. Skrzypnięcie drzwi, głośny oddech i w końcu westchnięcie w głowie Southgate zyskało tysiące coraz to mroczniejszych źródeł. Potem usłyszała kwestię zupełnie niemroczną, wypowiedzianą przez także niemroczny głos. Wtedy poluzowała automatycznie spięte mięśnie, w ten sposób generując szelest. Uzmysłowiła sobie, że przybysz a - jest jej partnerem do gry, b - nie wiedział, że dziewczyna tu jest, c - pewnie uważa ją za totalną świruskę.
- Cymone, tak. - wydukała. Co prawda światło przebijające się spod drzwi dawało jakiś pogląd na sylwetkę chłopaka, ale wyglądał bardziej jak cień, albo bardzo ciemny obraz Matki Boskiej. Cymone zmrużyła jedno oko, jakby mogło to coś pomóc. Wzruszyła tylko ramionami, odwróciła się i poczęła po omacku szukać planszy. Gdy wchodziła na pewno ją zauważyła, no musi tu gdzieś być!
- Ona musi tu gdzieś być. No jestem pewna. Widziałam ją tu, gdy wchodziłam. Poczekaj chwilkę. Zaraz sobie poradzę. - Po chwili intensywnych poszukiwań (bonus: kolano obite o kant szafki) Cynamon zdołała wymacać cel swoich poszukiwań. - Mam! - krzyknęła przyciszonym głosem z dumą. Wyciągnęła różdżkę. Nie miała pojęcia jak zacząć, więc po prostu stuknęła nią w kulę znajdującą się po środku planszy (pewnie za dziesiątym razem, wcześniej celując w planszę). Udało się. Usłyszeli cichy chrobot. Potem kolejny, gdy pionek metodycznie przesuwał się pole po polu. Cymone policzyła, że musi być na dziesiątym lub jedenastym polu. Stała tam z uniesioną różdżką, w absolutnej ciemności, słysząc tylko nierówny oddech Huntera.
- Wiesz co, cykam się trochę. - powiedziała przełykając ślinę. Nie skupiła się na odpowiedzi chłopaka, jej uwagę zwróciło ciche łkanie dobiegające z prawej strony. Cymone zmarszczyła brwi. Zapewne to część zadania. Źródło dźwięku znajdowało się chyba w zasięgu ręki. Gryfonka odłożyła różdżkę na półkę przed sobą i wyciągnęła prawą rękę, próbując dosięgnąć czegoś. Niezadowolona z efektu zrobiła dość duży krok. W miejscu, w którym postawiła stopę znajdował się pusty karton. Wdepnąwszy w niego straciła równowagę. W panice, aby ją odzyskać, jedną ręką chwyciła coś miękkiego, druga wylądowała na brzegu półki. Ręka, która chwyciła mandragorę, jak później się okazało, z siłą rozpędu wylądowała poza półką, tuż przed nosem Huntera. Siła grawitacji zrobiła swoje. W tym właśnie momencie zakłócenia magii odpuściły, a światło wróciło do schowka. Scenka była wręcz komiczna, Cymone tarzałaby się ze śmiechu, gdyby miała miejsce i gdyby nie była właśnie ogłuszana przez zielsko, które zostało pozbawione donicy. W pierwszym odruchu Cynamon puściła to diabelskie stworzenie i zasłoniła sobie uszy dłońmi. Z braku lepszych pomysłów wymacała roślinę stopą i zaczęła po niej energicznie skakać. Robiła to aż nie słyszała tego traumatyzującego krzyku i długą chwilę po tym. W końcu przestała skakać i otworzyła oczy. Ciągle była w szoku, a przynajmniej tak myślała. zamiast słyszeć swój urywany oddech, czuła w głowie nieznośny szum. Popatrzyła na Huntera.
- Świetnie... - chciała powiedzieć "świetnie się zaczyna", ale zdała sobie sprawę, że nie słyszała owego "świetnie". - Halo. - powiedziała, przykładając dłoń do krtani. Drgało. Popatrzyła na chłopaka. - Jeśli mnie słyszysz, przytaknij dwa razy. I powiedz cokolwiek. - powiedziała ze skupieniem, jedną ręką chwytając go za nadgarstek, drugą machając mu przed twarzą. Może on też ogłuchł? A może jej zdaje się tylko, że mówi?


Kostka: 11
Pole: 11
Efekt: nieparzysta – ogłuszył się krzyk, próbujesz zatkać uszy, ale nic to nie pomaga. W końcu udaje ci się unicestwić mandragorę, jednak pozostajesz głuchy do końca walk. Lepiej na siebie uważaj!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Unigrwydd, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 66
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15117-hunter-e-l-lightingale
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15121-welcome-to-hell#403009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15118-hunter-e-l-lightingale#402877




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Pią 22 Wrz - 21:24

wybacz mi za to, że ten post taki jakiś (chyba) marny, ale jestem chora i nawet nie myślę :x

- Wiesz, ja tutaj prawie nic nie widzę. A na pewno nie... - kopnął nieznacznie nogą i na coś natrafił. Zmarszczył lekko brwi, czego Cymone pewnie nie miała jak zauważyć, bo cóż. Hunter podejrzewał, że dziewczyna raczej nie ma przy sobie mugolskiego noktowizora. Przynajmniej logicznym mu się wydawało to, że takich rzeczy ludzie na ogół przy obie nie noszą w każde możliwe miejsce. Choć tu by się przydał. - Planszę. - Uśmiechnął się lekko, bo w tej samej chwili, po tych intensywnych poszukiwaniach, znalazła ją. Serce przez moment zabiło mu odrobinę szybciej niż wcześniej, gdy spoglądał na planszę. - Też się trochę cykam, ale... Co się może stać? - Myślał pozytywnie. Musiał, bo choć kochał ryzyko jak mało kto, zdawał sobie sprawę z powagi tej gry i z niebezpieczeństw jakie może momentami oferować.
Dalej wszystko działo się tak szybko, że nie do końca ogarnął co tak właściwie się stało. No bo w jednej chwili oboje usłyszeli ciche kanie, w następnej Hunter asekuracyjnie przyłożył dłonie do uszu, jakby oczekiwał tego, co może znaleźć Cymone, a w kolejnej dziewczyna prawie uderzyła go swoją ręką w twarz. Zrobił wtedy tylko wielkie oczy, przyciskając mocniej dłonie do uszu. Zacisnął też powieki, a po chwili słyszał już tylko lekkie dzwonienie w uszach, które trwało przez dłuższą chwilę. Ledwie w ogóle zrozumiał Gryfonkę, która - jak sądził - ogłuchła zupełnie na czas ich rozgrywki. Hunter kiwnął głową dwa razy, przytakując w ten sposób, choć z początku nie był pewien czy o tym mówiła. Czuł się... Dziwacznie z tym dzwonieniem w uszach. Głupie uczucie...
Trochę się zdziwił, gdy zaczęła machać mu dłonią przed twarzą i złapała go za nadgarstek. Nie żeby miał coś przeciwko. Dla niego to dziwne nie było, jednak dziewczyna go lekko zaskoczyła. - To było zajebiste! Teraz ja - odparł, unosząc nieznacznie kąciki ust. Wątpił aby go usłyszała, choć nie był pewien czy faktycznie aż tak bardzo ucierpiała przez swoje zadanie.
Gdy przyszła pora na niego, rzucił kostki zamaszystym ruchem i zacisnął dłoń na swojej różdżce, patrząc bez przerwy na planszę. Po chwili pojawił się na niej cytat, który wprawił chłopaka w zaciekawienie zmieszane z prawdziwą wręcz ekscytacją. Nie wiedział co mogą symbolizować te słowa, ale... Cholera, stado? Stado czego? Czemu pierwszą jego myślą były jakieś wielkie zwierzęta, jak na przykład buchorożce? Cóż, pierwsza jego myśl nie była zbyt odległa od prawdy. Właściwie była prawidłowa w stu procentach. I to nie tak, że zdał sobie z tego sprawę wtedy, gdy dostał w potylicę jakimś twardym przedmiotem. Cicho jęknął z bólu i zakrył głowę, aby nie dostać znowu. Sam nie wiedział w jaki sposób to wszystko się działo, ale po chwili stado buchorożców wbiegło do schowka (jak one się tam w ogóle zmieściły, tak swoją drogą?) i zaczęły bieg nie zwracając większej uwagi na dwójkę żądnych wrażeń Gryfonów. Tylko jeden z buchorożców musiał stwierdzić, że Hunter mu w czymś zawadza i zanim chłopak zdążył się uchylić przed jego rogiem, stworzenie przerzuciło go nim na drugą stronę. Chłopak uderzył mocno w regał z którego pospadały już prawie wszystkie rzeczy, ale nie chciał używać zaklęcia, które zamortyzowałoby jego upadek. Po co miałby to zrobić? Przecież nie spadał z kilkunastu lub kilku metrów a jedynie został przerzucony przez grzbiet buchorożca. Cóż to dla niego?
Mógł chojrakować w każdej chwili, ale przyznać musiał jedno. Upadek bolał jak cholera. Szatyn, oddychając ciężko, leżał na posadzce i podniósł się dopiero po około minucie, a i to zrobił z trudem. Bolały go żebra, ale chyba nie miał ich złamanych. - Nic ci nie jest, Cymone? - zapytał głośnym szeptem, rozglądając się dookoła, aby dostrzec gdzieś dziewczynę. Sam nie wiedział czy nie widział jej przez te lekkie mroczki, które z pulsującego lekko bólu pojawiły się przed jego oczami czy może któryś buchorożec potraktował ją znacznie gorzej niż jego. Miał jednak nadzieje, że nic jej się nie stało. Nie chciał mieć jej na sumieniu, tym bardziej, że jedyna Cymone, którą kojarzył z imienia, była w szóstej lub piątej klasie. Patrzcie, nawet tego nie wiedział, ale jednak kojarzył jej imię. Z góry więc zakładał, że to ona, tylko musiała wypić eliksir postarzający. W sumie sprytnie z jej strony...


Kostka: 4
Pole: 4
Efekt: nieparzysta - jeden z buchorożców podbiega do ciebie i przerzuca na drugą stronę swym rogiem. Możesz złagodzić upadek zaklęciem, ale i tak jesteś poobijany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28824
  Liczba postów : 35613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Wto 26 Wrz - 20:59

WYGRANA WALOKOVEREM
Jako, że Cymone nie odpisała, walkę wygrywa @Hunter E. L. Lightingale
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 460
  Liczba postów : 596
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Wto 24 Paź - 14:03

|blisko wieczora?

Podobno dalej byłam w drużynie, chociaż nie byłam pewna czy mam ochotę w dalszym ciągu sprawować funkcję obrońcy. Miałam wrażenie, że cały mój zapał do gry, zamiłowanie do wyzwań i adrenaliny uleciało ze mnie wraz z powrotem do Walii. Dziwiłam się zresztą, że w ogóle udało mi się odzyskać posadę w cukierni na dawnych warunkach, choć i tak wiedziałam, że urocza starsza pani od pewnego czasu obserwuje mnie uważniej, a przede wszystkim częściej. Pamiętałam jedną z rozmów z nią po powrocie, gdy prosto w twarz powiedziała, że się zmieniłam, ale ona czuje, że wszystko wróci do normy a ja wrócę do bycia tamtą wesołą dziewczyną. Cokolwiek to oznaczało, bo niespecjalnie postrzegałam się w takiej kategorii.
Dzisiejszego dnia postanowiłam w ogóle odszukać swoją miotłę, która jakimś cudem po ostatnim treningu nie znajdowała się w moim mieszkaniu, a ponoć w schowku na miotły - nikt jednak nie potrafił wytłumaczyć mi dlaczego i gdzie konkretnie się znajdowała, więc byłam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Wiedziałam, że jedno machnięcie różdżką załatwiłoby sprawę... gdybym tylko ją ze sobą zabrała. To, że czasami zdarzało mi się nie myśleć chyba nie było już niczym ani nowym ani tym bardziej zaskakującym. Weszłam więc w zakurzone czeluście schowka, mając problem z odnalezieniem źródła światła; to nie powstrzymało mnie przed namacalną próbą odnalezienia go na ścianie i co za tym szło, standardowym zderzeniem z drzwiami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Wto 31 Paź - 23:03

Z kolei Deven postanowił zrobić generalny przegląd mioteł - planował na najbliższe dni solidny trening i musiał mieć pewność, że żaden z jego zawodników nie zrobi sobie krzywdy. Może nie należał do szczególnie wylewnych osób, ale starał się dbać o swoją drużynę i o jej bezpieczeństwo. Ostatnio miał coraz mniej czasu na wszystko i nie był pewien, czy sprosta wszystkim obowiązkom, ale robił, co mógł.
Słysząc jakiś hałas w schowku na miotły, znieruchomiał, po czym wyciągnął różdżkę i oświetlił wnętrze pomieszczenia, zastanawiając się, czy to jakieś dzikie zwierzę, roznamiętniona para czy coś jeszcze innego. Cóż, w tym zamku można było się spodziewać naprawdę wszystkiego.
W pierwszej chwili jego mózg się po prostu zawiesił. Oczywiście że znał tę twarz, ale połączenie jej z właściwym nazwiskiem zajęło mu dobrą chwilę, zwłaszcza że nie widzieli się od bardzo dawna.
- Padme? To ty? Co ty tu robisz i... - umilkł, nie chcąc wyjść na wścibskiego, mimo że na usta cisnęło mu się pytanie "co się z tobą działo". Odnalazł coś w rodzaju przełącznika światła, który sprawiał, że w kilku miejscach na ścianie rozpalało się magiczne światło - pochodnie byłby zbyt niebezpieczne w schowku pełnym mioteł.
- Przyszedłem skontrolować... miotły treningowe dla gryfonów... A ty? Em... Grasz jeszcze w quidditcha...? - dodał po chwili lekko skrępowany, ale nie tak bardzo, jak przy ich pierwszym spotkaniu i kilku kolejnych. Chyba odrobinę dojrzał i nabrał pewności siebie. Może fakt, że nareszcie przestał rozpamiętywać i tęsknić za wsparciem braci, pomógł mu stanąć na nogi. Uwierzył, że bez nich też sobie poradzi, bo przecież tu, w Wielkiej Brytanii mógł zacząć od zera i ciężką pracą coś osiągnąć. W Kanadzie widziano w nim głównie Indianina, co nie było łatwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 460
  Liczba postów : 596
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Czw 2 Lis - 19:01

Zderzenie z miotłą, przypominające żywcem wyjętą scenę z mugolskiego gagu, zatrzymało mnie w miejscu. Nerwowo rozmasowałam kawałek ramienia postanawiając, że wrócę tu innego dnia i tym razem z różdżką, kiedy do moich oczu gwałtownie wdarło się światło.
- Bawię się. - Odpowiadam, bo zadane pytanie wydaje mi się dość głupie. Cóż innego mogłam robić w schowku na miotły? Już sama nazwa pomieszczenia wskazywała cel wizyty, chociaż moje szukanie po ciemku faktycznie mogło być mylące. - Nie mam różdżki, w tym durnym pomieszczeniu nie ma światła... to znaczy, nie mogłam znaleźć światła, więc namacalnie próbowałam znaleźć jakiś włącznik. Moja miotła gdzieś tu powinna być, chciałam ją tylko odzyskać. Nie, nie ukrywam się, nie kradnę i nie planowałam uszkodzić czyjegoś sprzętu w ramach odwetu. Ciebie również miło widzieć, Deven. - Uśmiecham się szeroko, wyruszając na dalsze poszukiwania swojej zguby. Było to co najmniej jak szukanie igły w stogu siana; na szczęście na mojej miotle wygrawerowane były inicjały, o ile nie było innej osoby z inicjałami "P.N.".
- Powiedzmy, że gram. Ale teraz chyba tylko dlatego, że nie ma chętnych do drużyny. - Nie przykładałam już tak dużej wagi do tego sportu, nie widziałam zbytnio uciechy w byciu obkładaną tłuczkami. - Zresztą, po treningu, kiedy spadłam na ziemię z wysokości obręczy, a wcześniej dostałam w twarz tłuczkiem, chyba się trochę boję. Wtedy zareagowali w porę, następnym razem mogę nie mieć tyle szczęścia. - Moim ciałem wzdryga nieprzyjemny dreszcz, ale nie daję po sobie poznać, że się przejęłam tamtym zdarzeniem. - Co słychać? - Pytam wreszcie z uśmiechem, nurkując w morzu śmierdzących i brudnych mioteł w jednym z pomieszczeń.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   Wto 14 Lis - 22:39

Deven zapomniał o jednej charakterystycznej cesze Padme. Padme MÓWIŁA. Mówiła dużo, intensywnie i czasem nie był w stanie przyswoić wszystkich tych informacji, mimo że usilnie próbował je filtrować i wybierać tylko te naprawdę istotne. Na próżno. Mimo to szczerze się ucieszył na jej widok. Była naprawdę miła, mimo że trochę gadatliwa. W gruncie rzeczy to miało swoje zalety, bo dzięki temu on sam nie musiał zbyt wiele mówić. Dokładnie tak, jak lubił.
- Nigdy bym cię nie podejrzewał o takie zagranie... hmm... Wystarczy ci tyle światła, czy poświecić ci różdżką...? - spytał rzeczowo, jak to on, idąc za nią i po drodze oceniając stan mioteł. Były w porządku, niedawno serwisowane, zresztą sami zawodnicy też starali się o nie dbać. W końcu od tego zależała nie tylko wygrana w meczu, ale często wręcz życie.
Spojrzał na nią z czymś na kształt troski i współczucia, mimo że jego twarz jak zwykle nie zdradzała zbyt wielu emocji.
- Merlinie... nie wiedziałem, że... hm. Że to było aż tak poważne. Ale teraz już jest okej? - spytał, obserwując ją uważnie i bezmyślnie obracając w dłoniach jakiegoś starego Nimbusa, któremu zdecydowanie przydałyby się nowe witki, bo stare straciły swój aerodynamiczny kształt i sterczały na wszystkie strony, jak w zwykłej miotle używanej przez szkolnego woźnego.
- Hm... w porządku. Pracuję, studiuję... Nie mogę narzekać. Znowu przetasowania w mojej drużynie... wiesz, trzeba się dotrzeć na nowo... Tak, hmm... - zacukał się. Po chwili dodał: - A jak twoje zielarstwo? Nie potrzebujesz... emm... pomocy? - Miło wspominał wspólne godziny w bibliotece, kiedy tłumaczył jej całą fizjologię roślin, opowiadał o ich upodobaniach i właściwościach. Prawdę mówiąc, mało kto go słuchał, a zwłaszcza wtedy, gdy mówił o roślinach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Schowek na miotły   

Powrót do góry Go down
 

Schowek na miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Schowek na miotły
» Schowek na miotły
» Pub pod trzema miotłami
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-