IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4962
  Liczba postów : 4428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Kuchnia   Pią Cze 11 2010, 02:34

First topic message reminder :

Pomieszczenie wielkości wielkiej sali, naokoło jednak poustawiane są szafeczki z jedzeniem i wszystko co potrzeba do jego przygotowania. Uwija się tu kilkadziesiąt skrzatów, ustawiając gotowe potrawy na pięciu stołach identycznych jak w wielkiej sali. Każdy kto zajrzy do kuchni zostanie obsłużony i wyjdzie stąd najedzony i gotowy do ponownej wizyty w najbliższym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Sty 11 2012, 21:34

- Zaintrygowała mnie Twoja sugestia o wątpliwej niewinności skrzatów, przyznaję - skinęła głową mniej więcej sekundę przed inauguracją istnego ataku, który dopadł Jaspera po tym jednym średnio głębokim wdechu. Właściwie być może samo tempo narzucone przez Cols - iście żółwie - spowodowało utratę kontroli nad wędrującym przez drogi oddechowe dymem, ale nie czas na podobne dywagacje!
Wystarczyło, że vdR i jego organizm zareagował przekomicznie, chłopak zginał się w konwulsjach, a przez jedną chwilę Cols była skłonna przejrzeć w głowie podstawowe, odrobinę już wyblakłe informacje o udzielaniu magicznej pierwszej pomocy. Choć zamiast użycia zaklęcia udrażniającego drogi oddechowe zapewne wolałaby w mugolski sposób pomóc chłopakowi w wyrównaniu oddechu. Nic dziwnego, że na tę myśl uśmiechnęła się szeroko, odrobinę szatańsko do siebie i odprężyła, fatygując się jedynie do kilkurazowego poklepania po plecach pochylonego Jaspera.
- Hmm... osiem i pół punkta - Colset przymknęła jedno oko, z ukosa oceniając wykwintny i soczysty rumieniec pojawiający się na policzkach Gryfona. Jedynie siła woli powstrzymywała się przed parsknięciem śmiechem, ograniczyła jednak ową mało uprzejmą salwę do zachowawczego uśmieszku błąkającego się pod nosem. - Brakowało rozszerzonych oczu i panicznego machania rękoma, kapisz - dodała lekceważącym tonem, intensywnie gestykulując.
Propozycję Jspera przyjęła, a jakże i posłusznie pochyliła się w jego kierunku, pewnie nie powodując przy tym kompletnej odsłony bielizny. Być może odrobinę za skąpej na aktualne warunki. Albo wystarczająco skąpej. W każdym razie poddając się działaniu thc poczuła zawirowania w głowie i brzuchu, jakby... hmm, jakby jakieś małe delikatne stworzonka raz po raz muskały jej wnętrzności cienkimi skrzydełkami. Coś w tym kierunku...
I kiedy już myślała, że rozszalałe motylki, tfu, niezidentyfikowane istoty zapadły w zimowy sen, van der Rose musiał je owym spontanicznym, nieco mało satysfakcjonującym i jedynie podsycającym żądzę (mordu oczywiście) pocałunkiem wywrócić wszystko do góry nogami i na lewą stronę przy okazji - co by za prosto nie było. Niestety Setka nie zdołała powstrzymać stłumionego jęku zmieszanego z westchnięciem, który wydobył się z jej wnętrza, kiedy jeszcze trwała chwilę z przymkniętymi oczyma i rozchylonymi wargami.
- Idealnie - wyrwało się jej, po czym gwałtownie otworzyła oczy w obawie przed przyśnięciem tu i osunięciem się na ramię Jaspera, który pewnie nie tego oczekiwał od swojej nieoczekiwanej towarzyszki. Dostrzegła zamiar chłopaka, jeszcze zanim wysunął w jej kierunku rękę z ociekająca czekolada truskawką, która właściwie nie powodowała zastygania owego brązowego płynu. Wystawiła koniuszek języka, łapiąc w locie spadającą kroplę czekolady po czym rozchyliła wargi, wpijając zęby w soczysty owoc. I masz babo placek. Ponownie z rozkoszy zmrużyła oczy, odchylając głowę lekko w tył. Po kilkunastu sekundach niemej kontemplacji zwróciła spojrzenie na Jaspera, obdarzając go rozanielonym uśmiechem.
- Rzadko czuję się spełniona jak dziś - przyznała, kładąc rękę na sercu, po czym pozwoliła sobie na dokończenie nadgryzionej truskawki. - Potrafisz usatysfakcjonować kobietę. Wybacz mi, ale nie będę w Twoim towarzystwie troszczyła się nadto o maniery - zamoczyła bez oporu wskazujący palec w ciepłej czekoladzie i uniosła do góry - i dopełnię obrządku - pieczołowicie oblizała palec, wydając z siebie stłumione "mmmmmmm".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Sty 12 2012, 19:12

Z absolutnie udawaną dumą zniósł żenujące klepanie po plecach, gdy o mało nie wykaszlał płuc, tchawicy, krtani i gdyby się postarał z pewnością pozbawiłby się trzustki, dwunastnicy, żołądka czy śledziony.
- Kapię... - powiedział zmieszany.
Jednak szybko rozproszył go teatrzyk, w który został mimowolnie wplątany. Czy chciał? Ciężko stwierdzić nie mając przed sobą scenariusza, mimo to, nie byłby sobą, gdyby postąpił inaczej niż wkroczenie do gry. dla odmiany nie w ubłoconych traperach, a cichaczem i boso.
Zaczynał się nadłamywać, a raczej samo bycie mężczyzną łamało silne postanowienie choćby chwilowej wstrzemięźliwości przed... Postarajmy się, aby było to poetyckie, delikatne, subtelne i nie nazywajmy rzeczy po imieniu. Przynajmniej on by tak chciał, dla odmiany, w końcu nowe neurony się przydają, a ponoć tworzą się od odnajdywania się w nowych sytuacjach. O ile nie ma, najzwyczajniej w świecie, zaklęcia na takie rzeczy.
Do tej gry, stąpania po drewnianym parkiecie teatru sytuacji zachęciło go to rozbrajająco szczere, bo niekontrolowane jęknięcie, gdy ją pocałował. Strzał za trzy, rzucenie złotego znicza, whatever. Wiedział co robi (jeszcze) i chciał by pozostało tak jeszcze na choćby chwilę.
- Smacznego. - powiedział cicho, podnosząc brew i wyginając usta w półuśmiechu.
Gdy Cols przechwyciła podawaną jej truskawkę, mniej lub bardziej świadomie, oczywiście Jasper był niemal pewnie, że świadomie, odsłoniła się praktycznie całkiem. Mową ciała sugerując rozkosz tej chwili, zajadała słodki owoc.
Już podobało mu się to, co się działo, ale z niemałym zaciekawieniem, wbijając nieco podszyte perwersją spojrzenie w Venge. Miał wrażenie, że widział w slow motion jak podnosi czekoladowy palec do ust i oblizuje go namiętnie, mrużąc oczy z przyjemności, nie szczędząc znaczących westchnień i mruknięć. Lecz teraz jego wzrok przykuła brązowa plamka w kąciku jej ust.
Powoli, oddychając głośno, zbliżał się ku niej i jedynie językiem usunął czekoladową kropelkę.
- Odrobinę zostało. - szepnął, po zbliżeniu się do jej ucha i czekał na reakcję, dalej pozostając w odległości ćwierci cala od jej porcelanowego policzka, czując subtelne łaskotanie jej oddechu na swojej szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Sty 13 2012, 17:34

Oooch, oczywiście w postrzeganiu przez Jaspera chwili Colsetkowego oblizania palca z czekoladowego sosu było sporo wybujałej, nieprzyzwoitej i odrobinę wyuzdanej wyobraźni, bo jęki, głośne westchnięcia i mruknięcia obrazowały się odrobinę kiczowato. Właściwie taka wizja mogła mieć w sobie coś z filmu erotycznego, więc oddalmy te polemiki na jakieś nudne, deszczowe popołudnie w towarzystwie kubka herbaty. Oczywiście - przyjemność owej chwili mogła przypieczętować zmrużeniem oczu, co było całkiem niewinne i urocze, ale na tym koniec z cnotliwą naturą Cols.
Van der Rosem zbliżał się w jej stronę z tym zadziornym, szelmowskim uśmiechem pomiota szatańskiego. Set spięła się cała, szykując się na atak paralizatora lub cios w brzuch - w końcu ostatnimi czasy bywało między nimi.... dziwacznie, niejasno, skomplikowanie. Ten natomiast uraczył ją w tej chwili czymś nieco bardziej zaskakującym, ale wprost proporcjonalnie bezapelacyjnie przyjemnym. Jeśli jak dotąd nie dopadły jej palpitacje serca - w chwili obecnej właśnie je poczuła w pakiecie z dusznościami. Gdyby pod puchatym szlafrokiem nie egzystowała jedynie bielizna pewnie ściągnęłaby go bez wahania i poczęła z odpowiednim dramatyzmem wachlować. Powstrzymała jednak ten odruch bo - a jakże - z całą pewnością spłoszyłby on Gryfona, który właściwie przykleił się do jej szyi. Załóżmy, że Colset Venge jest mistrzynią hiperboli.
- Niezmiernie cieszę się, że nie dopuściłeś do tego - by mój organizm w końcu się uspokoił i wrócił do normalnej temperatury - by zmarnowała się choćby kropla - rzekła cicho, odliczając w myśli sekundy do wybuchu, który vdR sam sobie wyrosił zbliżając się na taką odległość, o! - Ale powiem Ci - dodała po chwili lekko drżącym głosem, modląc się by nie przeszedł on w rozhisteryzowanyo sopran - że ten stuff powoduje - przejechała powooooli swoją kością policzkową wzdłuż żuchwy chłopaka a leciutki dwudniowy zarost połaskotał jej skórę - dziwaczne zawroty głowy - uzupełniła łamiącym się głosem, unosząc twarz tak, że brakowało pół centymetra by stykali się nosami. No umrę zaraz, zejdę tu i nie przeżyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Sty 15 2012, 12:16

/NIE MIAŁAM NETA :rozpacza:


Zdecydowanie Jasper już czuł niejakie rozkojarzenie, spowodowane zmiksowaniem zioła i pożądania. Otóż ten, kompletnie niepotrzebny, szlafroczek, zasłaniał chyba jedynie kawałek blatu, ukazując piękną, czarną bielizną, która pięknie odcinała się na tle bladej skóry Cols.
- O tak, byłaby wielka szkoda zmarnować... - okazję? okoliczność? - tę kroplę czekolady. - odszepnął miękko, by zamilknąć, gdy ona robiła TO.
Śmiem twierdzić, iż te dreszcze, które nim miotały, były zaledwie początkiem. Ale skoro TO przejeżdżanie policzkiem po linii jego żuchwy, drażniąc lekko delikatny zarost, to co będzie następne?
Gdy znaleźli się przerażająco dosłownie twarzą w twarz, Jasper z trudem łapał ostrość, by w miarę wyraźnie ujrzeć lico Colset. Patrzył na nią, wzrokiem ni błędnym, ni rozmarzonym. Z pewnością nie było to miotanie ironią i ogólną pogardą, jak to miał w zwyczaju.
- Dziwaczne? - szepnął. Wręcz słyszał jak dudnią ich serca, w akompaniamencie arii nierównych oddechów. Czuł, jak wszystko dookoła się rozpływa, jak ta nieszczęsna czekolada, gęstymi strugami okalając czerwony, dojrzały owoc.
- Uważam, że... - przybliżył się o jakiś milimetr. Niestety nie miał biedak pojęcia, jaką odpowiedź z siebie wykrzesać. Wysiadło mu myślenie, więc był zdany na spontaniczność, czy udaną czy nie, zostawi to do osądu komuś innemu.
Odbiegł na sekundę wzrokiem od błękitu jej oczu, by chwilę później złożyć na ustach Colset soczysty pocałunek, inaugurujący dalsze, pociągając ją lekko zębami za dolną wargę.
Oczywiście, w zjaranym nieco umyśle Jaspera, wywołało to lawinę fajerwerków, które migały mu pod zamkniętymi powiekami. Jedyne co czuł, poza ciepłymi, miękkimi ustami Venge, to błogie niemyślenie. Był całkowicie zdany na wrażenia zmysłowe, stłumione przez dziwnie spowolnioną pracę neuronów. I, jeszcze coś, czuł też chłód własnych dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Sty 15 2012, 17:42

Niejakie? Rozkojarzenie?
Jak widzę hiperbolizującej Colset dane było odbyć spotkanie trzeciego stopnia z eufemizującym koleżką. Bo ONA to na przykład płonęła. I to tak doszczętnie, jak dowód jakiejś krwawej zbrodni skropiony benzyną, na który rzucono rozpaloną zapałkę. Albo to ona była zapałką. Nevermind, w każdym razie płomień przeszywał ją wzdłuż i wskroś, tworząc szlachetny stop psychodelicznego pragnienia i... hmm, zboczenia. Na każdej płaszczyźnie.
Spojrzenie Jaspera być może było rozmarzone i błędne, ale jej osobiście wystarczyło to jakie nie zdawało się być. Nobosory, przyzwyczaiła się do jasnego przekazu bijącego z jego oczu, które brzmiało mniej więcej jak "Jesteś skretyniałym kretynem, ale POZWOLĘ ci kretyńsko szczerzyć się i satysfakcjonować tym, że zwracam na ciebie uwagę. Kretynie". I to nie do końca tak, że chłopak zwykł darzyć JĄ podobnym spojrzeniem, no ale... Cols nie raz nie dwa bardziej lub mniej świadomie i zdecydowanie bez wewnętrznej kontroli mierzyła go kątem oka. To jak patrzy na inne innych i czemu tak często. No ludzie no, odpuśćcie wyrzuty. Tak się czasem dzieje, to.... to nie jest ani trochę to czym wydawać się może, to tylko..... odrobina sympatii zmiksowana z pociągiem i w ogóle jakimś.... NIE, nie tym, tylko....ciekawością, dokładnie!
- Kompletnie nielogiczne... - zdołała jedynie potwierdzić swoją poprzednią całkiem minimalistyczną w swojej formie wypowiedź zduszonym głosem zanim vdR skutecznie zamknął jej usta. I wybrał ku temu - przyznajmy - idealny sposób. Trochę słodki, wystarczająco intensywny, pobudzający popędliwą naturę Colset Venge na tyle, by bez większego wahania zarzuciła chłopakowi na ramiona ręce, splatając dłonie na jego karku i paznokciami miziając skórę w tamtych okolicach.
Jakże oczywiste było zakończenie ich spotkania w obecnych okolicznościach! Mimowolnie uśmiechnęła się, nie przerywając pocałunku, ba, oddając go dwa razy gwałtowniej niż uczynił to on - pewnie nieco niepewny czy aby uczynił dobrze. Tak oto Cols włożyła tyle perswazji ile zdołała w kontakt ich gorących i plastycznych ust, zakładam że dość realistycznie wyrażając zgodę na aktualny stan rzeczy.
Jeśli istnieje w Setce słabość na tyle istotna, by mącić jej w głowie tak zdecydowanie doszczętnie to Jasper właśnie ją odkrył, traktując śnieżnobiałymi zębami jej wargę. Gdyby mogła rozpłakałaby się na miejscu użalając się nad sobą i swoim słabym punktem, ale to nie były te sfery, gdzie pięta achillesowa byłe rozumiana pejoratywnie. W pragnieniu słodkiej zemsty potroiła kreatywność pocałunku, wbiła głębiej paznokcie w skórę ramion i karku chłopaka, a całym ciałem wyprężyła się tak, by jak największą płaszczyzną ich górne części ciała stykały się ze sobą.


oj kocie, to dramaty są! biedne dziecię
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Sty 15 2012, 20:53

Zagadka... na wieczność, co autor miał na myśli. Oczywiście wspomniane "niejakie rozkojarzenie" miało być metaforą głębokiego poruszenia i przełączenia męskiej wyobraźni na najwyższe obroty, po ujrzeniu prawie nagiej Cols. No a, nawet nie trzeba się umawiać, czy uzgadniać wersji, Colset niezłą partią była. Pokusiłabym się również o stwierdzenie, że to ona często figurowała w jego nieco wyuzdanej wyobraźni.
Niestety tutaj aż tak wczuć się w psychikę ów młodzieńca nie potrafię, bo moja kobieca wyobraźnia kategorycznie zabrania mi myślenia, wręcz zapiera się wszystkimi kończynami przed obrazem, na widok którego chłopcy mogą sobie kisić ogóra, trącać bananka, czy jakkolwiek subtelnie by się tego nie nazwało, walić konia.
Ale o wiele ciekawszym tematem są dwuczęściowe puzzle w postaci C&J. A dzieje się dużo, gdyż ona go drapie, tak jak on to kocha. Oczywiście szybciutko przyciągnął ją mocno do siebie, umożliwiając jej splot kosmicznie długich nóg za jego plecami i oddawał namiętne pocałunki.
Błądził chłodnymi dłońmi po jej ciepłym ciele, czując fale gęsiej skórki, które wywoływał.
- Ten stanik... - szybko uporał się z zapięciem - jest absolutnie zbędny. - powiedział perwersyjnym szeptem, po czym wyrzucił tę niepotrzebną część garderoby w przestrzeń bliżej mu nieznaną i zaczął składać gorące pocałunki na jej krągłych piersiach, trzymając ją mocno za plecy.
Poza tym, kurde. Jasper czuł, że to jest coś innego, niż z Villemo na moście, czy kiedykolwiek indziej, gdy uprawiał z kimś seks. Chciał pomyśleć, że może ona dla niego coś znaczy, w sensie więcej niż inne dziewczyny na jeden raz, ale przecież było to prawie niemożliwe z obu stron. Chociaż powiadają, że prawie robi wielką różnicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Sty 16 2012, 00:02

Jak to dobrze, że Cols nie słyszy myśli Jaspera, gdy ten wspomina sobie to - uroczo określane jednak nie tracące na znaczeniu - walenie konia. No wstydziłabyś się wiesz? Nawet JEJ, czyt. nałogowej i zdecydowanie skrzywionej psychicznie seksoholiczce nie sprawiła by przyjemności owa wieść o fantazjach erotycznych kogokolwiek przy tej naturalnej czynności jaką jest seksienie się z samym sobą. Błagam, skończmy ten temat, bo źle spać będę i przyśnią mi się cygany!
Serio trafiony z tymi pazurkami? Generalnie zrobiła to bez zastanowienia, po prostu jej ruchy automatycznie okazały się bardziej drapieżne, gdy tylko owe żyjątka w brzuchu zaczęły jakąś istna odysejową batalię organizować. A każdy jego ruch był jak kolejny kontratak. Szaleństwo, no! Ręce nie były zimne, tylko lodowate, dreszcze w istocie okazywały się istnymi wstrząsami, przez które Cols wzdrygała się cała przy każdym dotyku. Szybki manewr Jaspera przy potrójnym zapięciu górnej części... ekhm garderoby zaimponował dziewczynie i odrobinę podniósł temperaturę jej ciała tudzież znieczulił na chłód jego skóry. W każdym razie Cols wkręciła sobie w głowie życzenie, by zapomnieć o tym mało istotnym aspekcie i skupić się na staraniach vdR.
- Hmm.... muszę się zgodzić - wymruczała, wplatając palce jednej dłoni w kasztanowe włosy Gryfona, drugą sięgając nisko w okolice krawędzi jego koszulki/sweterka/koszuli/bokserki/whatever by pociągnąć ją do góry. - Podejmujesz wyjątkowo słuszne decyzje dzisiejszego południa - nie pofatygowała się póki co zbytecznie by chłopaka tej części odzienia pozbawić, postawiła natomiast na drastyczna zmianę w nasileniu swoich ruchów. Wyjątkowo delikatnie, właściwie ledwo wyczuwalnie poczęła opuszkami palców analizować brzuch i tors chłopaka, chcąc wywołać dreszcze podobne do tych targających jej ciałem, szybkim ruchem zacisnęła palec wskazujący i kciuk na jego lewym sutku, w nagłym odruchu nieuzasadnionej (a jakże) czułości pocałowała go w czubek głowy, właściwie pewnie po to by przez kolejne kilkanaście sekund napawać się aromatem jego włosów. Niepokojące zachowanie - tym właśnie były owe akty mało namiętne, bardziej czułe. Sugerowały coś, czego nie mogła i zdecydowanie nie chciała dopuścić do siebie. Nie chciała ani na pół sekundy przerywać chwili uniesienia, wiedziała, że może go rozzłościć, ale jednak:
- Ja... - zaczęła niepewnie z twarzą wciąż ukrytą w jego miękkich włosach. Zmieniła zdanie - Jak to traktujesz? - wyszeptała niepewnie, wciąż "miziając" Jaspera po torsie. Dzięki temu, że miała go dosłownie w zasięgu ręki w razie gwałtownej reakcji chłopaka mogła przyciągnąć go szybko znów do siebie i jakimś uroczym aktem namiętności i pożądania pomóc w zignorowaniu pytania, które właśnie zadała. Czekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Sty 16 2012, 17:49

Niestety muszę się zgodzić z przerażeniem, niechęcią i obrzydzeniem do myśli o akcie samogwałtu z pomocą zdjęcia, wspomnienia, czy jakiejkolwiek innej formy obserwacji swojej znajomej, bliższej bądź dalszej. Jasper Jasperem, ale jednak ohyda takich czynów nie odpuszcza.
Czuł przyjemne dreszcze na całych plecach, gdy miziała go pazurkami. To był rodzaj tych sympatycznych "mrówek" i zdecydowanie podobał mu się taki rodzaj pieszczot.
Swoją drogą temat żyjątek w brzuchu, pod żadnym pozorem NIE pewnych stawonoów o dwóch parach barwnych skrzydeł, jest ciekawy. Śmiem twierdzić iż Jaspunio nie miał nigdy wcześniej okazji doświadczyć czegoś podobnego, więc nawet jeżeli coś takiego miało teoretycznie miejsce, mógł być tego zwyczajnie nieświadomy.
Oczywiście znaczna większość myśli i wyobraźni Jaspera była spożytkowana na aktualnym zbliżeniu z Cols, jednak gdzieś w podświadomości błąkała się wątła smużka temat książkowego stanu zwanego miłością.
Namiętnie oddawał pocałunki, dotykał, pieścił. Odchylił głowę w przypływie podniecenia, gdy Cols bawiła się jego sutkiem. Pocałunek w czoło był wyjątkowo słodki, chociaż poczuł się trochę jak mały chłopiec, który nabił sobie kuku.
Ponownie wrócił myślami do tej sfery mniej seksualnej i cielesnej, a bardziej emocjonalnej. Wyczuł, że niektóre jej gesty i poczynienia były... inne, inne niż zakłada to spontaniczny i przypadkowy seks. Bo w tym przypadku takie zbliżenie musiałoby spełniać obydwa założenia. Więc buziaki w czoło, które były słodkie i romantyczne, wąchanie włosów, subtelny splot ramion. Miał przed oczami scenę jak jakiś niedorozwój sam sobie przybija piątkę, gdy coś mu wyjdzie. Oczywiście vdR nie zszargałby swojej reputacji PRZYBIJAJĄC SOBIE SAMEMU PIĄTKĘ, nokurfa, śmiech na sali, poza faktem, ze było to żenująco zabawne, to było również uwłaczające i przykre.
Jej pytanie zbiło go z pantałyku. Przestał głaskać jej plecy i zastygł na chwilę.
- Ty zapewne nie tak zwyczajnie skoro pytasz. - odpowiedział szeptem i złożył na jej szyi delikatny pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Sty 19 2012, 13:46

Wspaniale się składa, że nie musimy kontynuować i rozwijać tematu wywołującego emocje i odruchy zdecydowanie NIEadekwatne do tej całej czekoladowo-pożądliwej słodkiej otoczki wokół Jaspera i Cols, która to zdecydowanie nie miała w główce zaspokajania siebie we własnym zakresie. Przecież kompletnie brak jej samodzielności, należy się pomoc i wsparcie i... nie, nie wspomnę o natarciu bo kojarzy się zbyt pejoratywnie.
A co miała w głowie? Klasyczny rozpierdol. Serio, nie da się ując tego inaczej niż prostym, docierającym do odbiorcy kolokwializmem. Takim, którego nie powstydziłby się sam Yarpen Zigrin, Setka jednak ograniczyłaby się do łagodniejszej wersji przywołanej kilka linijek powyżej.
Otóż przede wszystkim pragnę nadmienić, iż czubek głowy a czoło mają ze sobą tyle wspólnego co nochal pawiana i jego tyłek! Miałam na myśli ten górny czubek głowy, owłosiony i z reguły nie marszczący się. Ale oczywiście ten fakt nie odbiera pocałunkowi słodyczy, o!
Ale cóż, umówmy się, że seks mimo wszystko w zasadzie BYŁ spontaniczny i przypadkowy. Cols nie planowała tego spotkania, gdyby tak uczyniła pewnie nie fatygowałaby się by założyć pod szlafrok cokolwiek. I byłby raczej jedwabny, raczej w drodze wyjątku prześwitujący, raczej seksowny a raczej nie puchaty. To prędzej osoba była nieprzypadkowa. Z pewnością, gdyby te kilkanaście minut temu próg kuchni przekroczył kto inny - spotkanie przebiegałoby inaczej. Tak zakładam oczywiście. Ale znalazł się tu on. Dręczyciel myśli Cols ostatnimi czasy, należy przyznać. Dlatego nie potrafiła pstryczkiem odłączyć dopływ głębszych emocji. Nie wiedziała co się dzieje, nie wiedziała co czuje, jeśli czuje cokolwiek.
Z tego samego powodu nie odpowiedziała na sugestię Jaspera, będącą w zasadzie odbiciem piłeczki, zadaniem tego samego pytania. Nie miała zamiaru również wymuszać na nim odpowiedzi, skoro założył, że woli jej nie udzielać. Przytuliła się do niego z większą siłą, przy okazji niecelowo i przypadkowo przyciągając jego twarz... hmm, między swoje dwie jędrne krągłości zwane piersiami, co zaiste było dziwnym i nieco zabawnym rozwiązaniem. Jednak jak wspomniałam Cols uczyniła to bez zastanowienia więc nie była świadoma w jakim - mówiąc dosłownie - położeniu go postawiła. Cała silą woli próbowała odepchnąć od siebie tymczasowo zbędne dywagacje i przygarbiwszy się nieco, uniosła w górę za podbródek wdzięczne lico Gryfona, by złożyć soczysty i zdecydowany pocałunek na jego miękkich wargach, zaraz po tym jak błyskawicznym ruchem pozbawiła go górnej części odzienia. Niech dzieje się co chce, na sumienie będzie pora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Sty 22 2012, 13:18

Wyjątkowo ucieszył go fakt, że nie pociągnęła rozmowy dalej, gdyż zdecydowanie rozmowa o uczuciach mogłaby skończyć się niemożliwą do opisania katastrofalną klęską.
Jasper był materiałem antywszystko, jeśli chodzi o tego typu przedsięwzięcia. Poza tym, co miałby owemu dziewczęciu, któremu miał aktualnie okazję złożyć dwa solenne pocałunki na piersiach, po jednym na każdej, odpowiedzieć? Znają się na tyle dobrze, że mogliby spokojnie teraz uprawiać seks, doskonale wiedząc, że ani jedno ani drugie nie będzie urażone. Ba! Wręcz obydwoje będą zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Jednak nie powiedziałby, że ją kocha, bo kłamstwo tego typu nie należało do wachlarza jego zachowań.
Mógłby się pokusić o odważne stwierdzenie, że jest Colsetką zauroczony, bo pomijając wszelkie aspekty jej aparycji, bez cienia jakiegokolwiek zarzutu, była naprawdę uroczym stworzeniem, z którym rozmawiało się przyjemnie i równie przyjemnie spędzało się z nim czas.
Gdy uniosła jego podbródek, by złożyć na jego ustach mocny w swej delikatności pocałunek, Jasper oddał go wiernie, po czym, całując gęsto i dokładnie jej linię brody, potraktował jej ucho koniuszkiem języka, by na końcu je lekko przygryźć.
Jedną ręką przejechał od jej stopy, powoli przez łydkę, udo, pośladek i wrócił do objęcia jej pleców i padania ich cal po calu.
Po chwili ujął jej twarz w dłonie i złożył na jej ustach soczysty, mocny i pełen uczuć pocałunek, po czym położył Colset na plecach i sam się nad nią nachylił, całując jej brzuch, ze szczególną pieczołowitością pieszcząc pępek.
Gdzieś tam, mimo tego, że zaraz zapewne będą uprawiać bardzo przyjemny w konsumpcji seks, myślał o jej pytaniu. Było coś takiego w jej głosie, co nie dawało mu o tym zapomnieć. A skoro on coś wyłapał, zarejestrował jakąś zmianę i sugestię, to zapewne coś musiało być mocno na rzeczy.
Tylko jak to interpretować? Kobiety! Przecież znał ją na tyle, że szczerze wątpił w jej niezmierne popadnięcie w stan zwany słodkim zakochaniem, pachnącym karmelem i kwiatami. Śmiał również wydedukować, że i ona miała na tyle oleju w głowie, żeby wiedzieć o wyjątkowo wysokim stopniu zakamuflowania wszelkich uczuć w podświadomości van der Rose'a.
Jednakże czym byłaby ich relacja, gdyby nie owianym cielesnością zauroczeniem sobą nawzajem, z powodów bliżej nieokreślonych. Piękni, młodzi, niemal nadzy. Na co czekają? Porozmawiają po fakcie, chyba, że na Słowacji będzie dużo czasu na rozmowy o meandrach ich wzajemnej uczuciowości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Sty 23 2012, 11:02

Jak to dobrze, że mężczyźni są z reguły przewidywalni. Dobrze teraz, dla niej oczywiście, bo zazwyczaj jej serce raduje sie niemiłosiernie, kiedy schematy zachowań są przełamane. Teraz natomiast Jasper stanął na wysokości zadania i zachował się tak, jak tego od niego oczekiwała Set. Odrobina kontrolowanej namiętności pozwoliła jej skierować wypadki na właściwy tor i nadać im odpowiednią kolejność.
Obiecała sobie nie dopuścić więcej do tak dziwacznego epizodu nie opróżniając wcześniej przynajmniej połowy objętości butelki Ognistej. Zdążyła to przeanalizować, bo chwilę później o żadnych logicznych tworach umysłowych nie było mowy. Gryfon jednym precyzyjnym ciosem znokautował Colset i - dosłownie - rozłożył ją na łopatki.
Wiedział, no MUSIAŁ mieć pojęcie jak wpływają na nią pieszczoty ucha. Nawet te subtelne, pozostawiające generalnie niedosyt, rozbudzają żądzę i prowokują ciche westchnięcie, jakie wyrwało się jej w chwili zbiegającej się czasowo z traktowaniem płatka jej ucha zębami. Uśmiech rozanielonej Marii Magdaleny krył się gdzieś w kącie jej ust, kiedy wpasowała palce swoich rąk między żebra Jaspera. Czując zawirowania w głowie spowodowane kumulacją pożądania i hydrocannabinolu wpływającego na jej stan, wyprężyła się wdzięcznie, wykonała szybki manewr przy pasku spodni vdR, by po chwili znów spoczywać w gotowości i uniesieniu na plecach i wolnym ruchem pozbawiać go bielizny. Przy pomocy wypielęgnowanej stopy, której jakimś cudem palce zdołała zahaczyć o krawędź bokserek.
Wsparła się nieznacznie na łokciach, zamaszystym ruchem głowy przerzucając już tylko odrobinę wilgotne włosy na prawe ramię i uśmiechnęła się mniej więcej tak, jak mógł to uczynić Szalony Kapelusznik, zapraszający Alicję na popołudniową, niezobowiązującą herbatkę. Oczywiście trwający w nadziei iż owa podejmie zaproszenie, stawi się... hmm, zwarta i gotowa, pełna entuzjazmu i zapału do interesującej konwersacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Sty 23 2012, 18:57

Jeżeli ktoś był przewidywalny, to właśnie Jasper. Dlatego nikt już nawet nie pytał go o udział w dodatkowym projekcie na eliksiry, czy o towarzystwo podczas wypadu do Hogsmeade. Za to pytano w pierwszej kolejności, gdy chodziło o chlanie, kobiety, jaranie i śpiewanie, bo było pewne iż znajdzie się on na czołówce zaangażowanych.
A jeżeli zdarzały się wyjątki od typowej ścieżki, opatrzonej wielkim, migoczącym jak neony w Vegas znakiem "Mam Wyjebane", to na pewno nie w TAKIEJ chwili, gdy słyszał pełne zadowolenia jęknięcia spowodowane strategicznym uderzeniem w czuły punkt.
Zupełnie nie należało się spodziewać odruchów innych niż te automatyczne, gdy Colset pozbawiała go kolejno wszelkich części garderoby, a on oddawał namiętnie pocałunki, dotykał ją, obejmował, czując jak na jej skórze powstają grudki gęsiej skórki od chłodnego blatu.
Jej skąpe majtki zostawił na sam koniec, chwytając małą kokardkę w zęby i zsuwając je powoli poza obszar jej ciała. Końcem języka okrążył pępek, całował ścieżkę, by zakończyć tę pieszczotę soczystym pocałunkiem na gładkim wzgórku.
Mimo chłodu, który panował w dziwnie pustej kuchni, czuł na własnym brzuchu, rozgrzaną skórę Set. Ich ciała splotły się jak idealnie pasujące puzzle, co było oczywiście niezmiernie fantastyczne. Seks uprawiany w szybkim tempie, w wielu różnych pozycjach, sami sobie soundtrackiem, bo nie wyobrażał sobie cudowniejszej melodii, niż pospieszne bicie jej serca, w które wsłuchał się, gdy akurat Cols siedziała na nim okrakiem, a on obejmował ją tak mocno.
Jednak zastanawiało go, czemu był AŻ TAK zadowolony? szczęśliwy? Seks ogólnie jest fajny, ale to było tak niewiarygodnie wyjątkowe, że Jasper nieprzerwanie czuł przyjemnie fale ciepła, które to uczucie, bezustannie się rozszerzające, wywoływało. A to łaskotanie w brzuchu? Męskość była niżej i nigdy czegoś takiego nie doświadczył.
Nie wiedział kiedy było już po wszystkim. Czuł się w niemożliwy do opisania sposób, spokojny, szczęśliwy i ... spełniony. Obejmował Cols ramieniem, postanawiając, że pozostanie cicho, póki ona sama nie będzie chciała czegoś powiedzieć. Poza tym, co miał jej powiedzieć? No właśnie, chuj wie co, ale chyba owy organ zaopatrzony w tą wiedzę, posiadał ktoś inny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Sty 23 2012, 20:07

Primo - WIEDZIAŁAM, ŻE TO BĘDĄ ZĘBY jeszcze pisząc swojego pościora Moonwalk
Secundo - gratuluję tempa, rozegrałaś to błyskawicznie i nawet o +18 się nie pofatygowałaś, Kejt!

Ale ja tak, +18

Cóż pozostaje więcej do powiedzenia jak założenie, że Jasper spełnia jej oczekiwania. Pomaga zmienić kierunek myśli zaprzątających jej rozpaloną aktualnie pożądaniem główkę i to skutecznie pomaga, przy okazji działa wyjątkowo zapobiegawczo nie pozwalając na dylematy inne niż wzbogacenie gamy serwowanych pieszczot i wykorzystanie imponującej rozciągliwości ciała Cols. Pracowała wszak nad tym. Często, sumiennie i wnikliwie.
Chciała chwilę zbliżenia pierwszego stopnia w duecie z Jasperem przeżyć mocno, przeżyć stuprocentowo. Przymknęła oczy w porywie uniesienia, zagryzła wargę delektując się targającymi nią dreszczami podekscytowania w drodze na szczyt podobnie jak chwilę temu jeszcze konsumowała czekoladę. Wiedziała, że vdR był jej. W tej chwili panowała nad nim a on nad nią, niezależnie od zmieniającej się faktycznej przewagi. Nawet nie zauważyła, kiedy z blatu zsunęli się, jakimś pozaziemskim sposobem amortyzując ten fakt, na wystarczająco szeroką i długą drewnianą ławę obitą czymś - dzięki Merlinie! - miękkim.
W istocie było szybko, dynamicznie i kreatywnie. Regularnie traciła oddech na kilka wyrwanych gdzieś z tej niebiańskiej rzeczywistości sekund zanim dotarła do braw owego raju ostatecznie. Splotła nogi za plecami Gryfona, nabierając do płuc ogrom powietrza, jakiego jeszcze nigdy nie miała w sobie. Wstrzymała oddech, by po sekundzie niemej apoteozy tej chwili zatopić się w wargach Jaspera i zainaugurować pocałunek. Kolejny, ale taki raczej spajający, raczej soczysty jak truskawka i ociekający namiętnością i pasją. Zagryzła wargę. Swoją? Jego? W istocie to już nie ma najmniejszego znaczenia.
Delikatnie zsunęła się z ciała Gryfona czując i słysząc jak mieszają się ich wciąż przyspieszone oddechy, swoje osobiste zawroty w głowie ale z gatunku tych przyjemnych, prowokujących raczej zagubiony uśmiech niż ściągnięte nieogarem brwi. Ale teraz o żadnych zagubieniu nie było mowy. Położyła policzek na lewej piersi Jaspera, zwijając się w pozycji pół-embrionalnej i gładząc go delikatnie po torsie robiła wszystko, by zachować uczucie wypełniające ją aktualnie w sobie na zawsze.
I tym razem, klękajcie narody, nie miała ochoty na słowa. Ani swoje ani jego. Przysięgła sobie, że gdy chłopak zdecyduje się zniszczyć tę chwilę unoszącej się nad nimi czystej boskości (nieważne czy chcący czy nie) skutecznym sposobem zamknie mu usta. W chwili obecnej nie chciała niczego więcej. Bo było kosmicznie nieziemsko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Sty 23 2012, 21:39

Ja wiedziałam, że trzeba wykopać Wróżbitę Macieja z KosmicaTV, ale teraz wiem, że Ciebie trzeba tam wsadzić zamiast jego!
Poza tym, nie chciałam siać zgorszenia wśród ewentualnych nieletnich (pewnie jesteśmy pełnoletnie ]:->) czytających. Wybacz mi, że moje zwyczajowe zboczenie opuściło mnie na minut piętnaście, do dwudziestu :uśmiecha się słodko:
WYBACZ MI, JUŻ SIĘ POPRAWIAM!
I ten... kosmicznie nieziemsko <3



Co się z nim działo? Najdziwniejsze rzeczy w całej galaktyce!
Myślał, że było fantastycznie, kiedy stworzyli ludzkie puzzle dosłownie, mianowicie dopasowując rytmicznie swój wystający element w jej dostosowanym do owego zagłębieniu. Mylił się.
Cudownie było, gdy miała oplecione nogi za jego plecami, umożliwiając całkowite poznanie jej kształtnych piersi.
Szalenie ciekawa była wyjątkowo dokładna intymna wycieczka, po delikatnej jak płatki kwiatów skórze wewnętrznej części ud i nieco wyżej. Nie pomijając tego "cypelka", którego Jasper był gorącym fanem. Nie wiedział czemu akurat TA część kobiecego ciała tak go ujmuje, rozczula i dodaje towarzyszce swoistego uroku. Tak go bawił ten malutki guziczek, że w pewnym momencie złożył na nim krótki, niemniej jednak wyjątkowo słodki pocałunek.
W każdym razie był w ogromnym błędzie. Bo supermegafoxyawesomehot było dopiero teraz. Czuł, jak szuka ona bezpieczeństwa, wtulając się w jego nadal gorące ciało, drażniąc szczupłym palcem skórę na lekko umięśnionym brzuchu.
Objął ją mocniej, drugą dłonią delikatnie gładząc jej ramię albo udo.
Ta cisza między nimi była zdecydowanie... konieczna. Jasper, jak zdarza mu się nie wyczuć sytuacji i palnąć absolutną głupotę, teraz wiedział. Wiedział, jak chyba nic innego na świecie, że teraz słowa są nie tyle zbędne, co wręcz zakazane.
Śmiem twierdzić iż obydwoje mogli czuć się podobnie, a przynajmniej Jasper żywił szczerą i niezmąconą złośliwością, ironią czy sarkazmem nadzieję, że tak było. Czułby się śmiertelnie ugodzony w ego, gdyby myślała ona teraz o tym, że fajnie było się puknąć z van der Rose'm. O ile w takim 'puknięciu' było jeszcze coś wyjątkowego.
Jak to jest, że gdy targają ludźmi tak istotne emocje, nie ma słów by je wyrazić? Był to jeden z niewielu momentów w jego życiu, gdy żałował, że jego elokwencja jest niewystarczająca i pewność co do obycia w przeróżnych relacjach damsko-męskich byłą cholernie zachwiana, wręcz podważona.
Bo to było coś wyjątkowego, bezapelacyjnie! Był pewny fantastyczności tej chwili, jednak obudziły się w nim nieznane dotąd obawy co do przyszłości. Jak to będzie, gdy wyjdą z kuchni? Co się stanie za kwadrans? Czy wyznają sobie coś, co będzie miało wpływ na najbliższą przyszłość?
Rodziło się tyle pytań, a odpowiedzi jakby uciekały od niego, pozostawiając go w tej beznadziejnej kontemplacji samemu.
Westchnął ciężko i złożył na czubku jej głowy krótki pocałunek, po czym nie odrywając ust wąchał jej włosy, które nadal miały aromat słodkich mydlin, jednak wyczuwał w nich własną wodę kolońską.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Lut 29 2012, 21:00

Spotkały się dwie skrajności! Ileż Abigail by dała, żeby chociaż czas zasypiania skrócić do godziny. Jednak z drugiej strony to musiało być straszne. Romantyczna kolacja, splecione ze sobą palce, twarze oddalone od siebie zaledwie o kilka centymetrów, usta układają się jak do pocałunku, a tu nagle szerokie ziewnięcie i Draco śpi! Chociaż motyw z kłótnią gorszy. Wiadomo, co wściekłej kobiecie odbije, kiedy facet tak po prostu zaśnie? Chyba to ona była w lepszej sytuacji, przynajmniej nie zasypiała tak po prostu, a jak ją ktoś ukołysał do snu, to właściwie robiła to natychmiast. Może czas zainwestować w kołysacza?
Przecież ja się nie śmieję! Już pisałam, to całkiem normalne, że 27 letni mężczyzna śpi z przytulanką o wdzięcznym imieniu Tutuś. W końcu, kiedy był dzieckiem, Tutuś został jego najlepszym przyjacielem, a przyjaciół tak po prostu się nie wyrzuca! To się chwali wręcz, że mimo upływu lat nadal się tak mocno kochają. Abigail, mimo iż nie spała już z pluszakami, to nadal cała ich armia siedziała na półce nad łóżkiem, pilnując śpiącej dziewczyny przed potworami, czającymi się w zakamarkach jej pokoju.
Pod tym względem Abigail i ja jesteśmy bardzo podobne! Dlatego tak doskonale wiem, co czuje biegnąc przez ciemny korytarz albo dormitorium po wyjściu z łazienki i zgaszeniu światła z oszalałym ze strachu sercem, po czym z rozpędem wskakuje do łóżka i nakrywa się kołdrą. Był ślizgonem, dziwne by było, gdyby nie lubował się w ciemnościach. Właściwie, to nawet do niego pasowało, taki zły chłopiec. Abigail była gdzieś pomiędzy, z jednej strony ciemności napawały ją dziwnym, nieco irracjonalnym lękiem, a z drugiej pociągały swoją tajemniczością, bo w mroku może czaić się wszystko przecież.
Ewentualnie może jeszcze wstać koło siódmej w sobotę lub niedzielę, kiedy Abigail dobrowolnie budziła się o tej godzinie, by wyjść pobiegać po całym tygodniu umiarkowanego lenistwa. Z pewnością będzie to bezpieczniejsze, niż wspinanie się po linie do okna. Gwarantuję, że wygląda tak samo, a może nawet jeszcze lepiej, kiedy z totalnym nieogarem na zaspanej jeszcze buźce, wysmarowanej tylko kremem nawilżającym i włosami zebranymi w kitkę, wychodziła na błonia pobiegać. Zależnie od pory roku biegała w długich, bądź całkiem krótkich spodenkach, czasem z bluzą, czasem w samej koszulce. Lubiła biegać, zwłaszcza rano, kiedy wszyscy normalni ludzie spali smacznie w swoich łóżkach, ewentualnie zwijali się z pokoju wspólnego, gdzie zasypiali zawaleni nauką. Nie bierzcie jej z drugiej strony za jakąś obłąkaną, która od siódmej rano, w sobotę zaczyna aktywne życie! Nic bardziej mylnego, bowiem Abigail po godzinie biegania wracała do dormitorium, brała prysznic i kładła się z powrotem do łóżka, by tam pospać przynajmniej dwie godziny jeszcze. Najważniejsze, że auto było zielone! Poza tym, nie patrzmy tak stereotypowo!
Abigail preferowała nieco inny styl. Naprawdę nie lubiła chodzić w spodniach, znaczy ubrać ubrała, ale nie czyniła tego ze zbyt dużą euforią. Jej szafa była zawalona setkami sukienek, spódniczek i bluzek, wśród których nie można było doszukać się koloru fioletowego, którego nie znosiła wręcz! Spodnie też tam były, jeansowe, materiałowe, a nawet skórzane. Uwielbiała czasem wbić tyłek w skórzane rurki, czerwone conversy i luźną, zwiewną koszulkę. Znikała wtedy słodkość, którą uwidaczniały sukienki i pastelowe kolory, zastąpiona przez naturalną dzikość dziewczyny z zawadiackim błyskiem w oku włącznie. Na jej nadgarstkach zawsze znajdowała się jakaś bransoleta, czasem delikatna, ze srebra, innym razem z kolorowych, dużych korali. Tak jak nie lubiła kolczyków, to bransoletki wręcz kochała. Bransoletki i pierścionki w sumie. To oczywiście po zajęciach, kiedy tylko mogła zrzucić ten koszmarny mundurek. I wcale nie przywiązywała wagi do tego, aby zawsze mieć przy sobie jakiś żółty element. Głównie to przez to, że ludzie widząc znak domu Helgi Hufflepuff zaraz zakładali, że Abigail jest przyjazną, naiwną i wiecznie uśmiechniętą Puchonką, do której dużo jej brakowało.
Wnioskuje, że Draco lubił dominować nad kobietą. Cóż, to dobrze. Nie, żebym robiła jakieś aluzje zaraz, ale Abigail uwielbiała, kiedy facet pokazywał swoje ja. Nie w jakiś grubiański i ordynarny sposób i nie na siłę, ale swoim zachowaniem uzewnętrzniał siłę swojego charakteru. W zasadzie nie była feministką, śmiać jej się chciało, bo kiedy potrzebowały, żeby dajmy na to, odkręcić słoik z ogórkami, czy wnieść meble na piętro, to zaraz leciały do mężczyzn, żeby im pomogły! I gdzie wtedy był ten ich prześmieszny feminizm i dążenie do niezależności?
Powiedziałam, że ubieranie się na mróz to sport ekstremalny? Nie to miałam na myśli! Kostnienie z zimna na huśtawce to objaw braku instynktu samozachowawczego, a nie sport ekstremalny! Po prostu było tutaj tak fajnie, że Abigail nie chciało się ruszać tyłka! A co do propozycji, trzymam za słowo. Na bungee jeszcze nie skakała, a było to jedno z jej największych marzeń.
Dziwne to było trochę. Przypadkowe spotkanie, kilka uśmiechów i nawet nie za długa rozmowa, było przyczyną wielu chwil rozmyślań. Podpytała kilka swoich przyjaciółek, kim jest i co o nim sądzą, by potem długo analizować zasłyszane informacje, mało wiarygodne zresztą, w końcu to same plotki były.
-Znasz francuki-skomentowała z uznaniem w głosie. Lubiła ten język, a kilka lat spędzonych we Francji i wyłącznie francuskie opiekunki sprawiły, że bezbłędnie posługiwała się tym językiem, nawet akcent miała prawdziwie francuski.
-To całkiem interesująca propozycja, najlepsza ze wszystkich, które mi złożono.-Puściła do niego oczko. Właściwie, gdyby nie on, to przenudziła by cały wieczór, tak więc chyba jakieś wyższe moce postawiły Dracona na jej drodze. No a podróż do kuchni była całkiem przyjemna, może mógłby tak częściej ją nosić? Kiedy weszli do zamku po korytarzu kręciło się mało uczniów, większość zniknęła w pokojach wspólnych, w końcu było już trochę późno, jakby nie patrzeć.
-Możesz mnie gdzieś odstawić.-Powiedziała, kiedy znaleźli się w kuchni, po której krzątała się tylko garstka skrzatów, kończąca sprzątanie po kolacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 27
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Mar 02 2012, 18:30

Kolysacza mówisz? Może Dracon powinien nauczyć się jakiś przyjemnych kołysaneczek? Jakiś czas temu na balu będąc wielce pijany, przynajmniej do teraz w ten sposób to sobie tłumaczył, śpiewał mugolską piosenkę o Cruelli de Mon. I nie wyszło mu to wcale aż tak źle! Nie licząc tego, że pewnie Desiree z którą spędził ów imprezę do teraz się z niego śmieje. Dlatego mógłby spróbować pobawić się słowami i ułożyć specjalną melodię do poduchy dla ów puchoneczki. Jakie słowa by tam mógł zamieścić? Nie przekształcając to w pieśń emocjonalną czy miłosną... Musiałby się natrudzić. Bo w końcu pisząc jakiekolwiek teksty zawsze to miało z tym związek. A co do wymienionej jako drugą tematyki to... Oj dawno tego nie robił, bo rzadko kto był zdolny natchnąć go do tego.
„To całkiem normalne, że 27 letni mężczyzna śpi z przytulanką o wdzięcznym imieniu Tutuś.” - O ludzie jak to do głupio brzmi! Ale no cóż. Przynajmniej jest najsłodszym i najbardziej dziecinnym mężczyzną w tym wieku na świecie. I tak sobie myślę... Może między Draconem a Tutusiem, albo raczej obok nich znalazłoby się kiedyś w łóżku jeszcze jedno miejsce? I ktoś by mógł je w końcu zająć. Tylko, czy jest osoba, która by tego chciała? I która by w pełni miała do tego okazję? Możliwe, możliwe. Chyba nawet bliżej niż on sam myśli.
Wyobrażam sobie tego ślizgona z innym charakterem. Powiedzmy, że byłby na przykład słodkim, opiekuńczym dżentelmenem, z którego twarzy nigdy nie schodzi uśmiech. I jeden wniosek mi się nasuwa. Taki on, jaki jest, jest najwspanialszy na świecie. W każdej innej postaci wyglądałby po prostu strasznie. Ludzie traktowali by go jak idiotę. Ta skóra, te spojrzenie, ta budowa ciała była przeznaczona tylko i wyłącznie dla niegrzecznego chłopca, który uważa siebie za kogoś jeszcze lepszego niż Marry Sue.
O! I zgoda. To Draocon z nią pójdzie pobiegać!... Hahaha dobre! Zabawne zabawne. Nie, żeby się szybko męczył. Nie, żeby wstydził się tego, że nie jest szybko, bo było wręcz przeciwnie. Miał kondycję świetną, potrafił wytrzymywać nawet bardzo długie dystanse. Do tego był osobą, która kiedy tylko chciała robiła sto metrów w osiem sekund! Albo i mniej. A to dość spory wyczyn w jego mniemaniu. Tylko, że jemu się nie chciało i tyle. Co fajnego jest w bieganiu bez celu? A nawet jeśli się jest we dwoje, to nie można przecież w tym czasie rozmawiać, żeby się nie zadyszeć. Więc jeśli ruch, to w grę wchodził tylko bardzo długi spacer po zakazanym lesie, jakimś parku w Hogsmeade. Po górach też, ale to w ostateczności, bo tam łatwo było zrobić sobie krzywdę. Jedna luźna skałka i PUF! LEEECIIIII AAAAAA ŁUBUDU HYDSZ! Katastrofa gotowa!
U niego w szafie wręcz przeciwnie. Żadnych spódniczek! Szok do potęgi piątej! I ani odrobiny koloru brązowego. Uważał, że takie sraczkowate akcenty psują cały wygląd człowieka. W końcu nawet włosów brązowych nie miał i bardzo dobrze! Chociaż u dziewczyny nie miałby nic przeciwko miękkim, puszystym kosmykom właśnie w takim odcieniu. Ale wolał blondynki.
Hehe no on to robił troszkę grubiańsko i troszkę na siłę. Ale nie każdy mógł to odbierać w ten sposób, no nie? Inne właśnie mogły odbierać go, jako osobę, która może jest troszkę agresywna i gwałtowna, ale głównie bawi się słowami, a poprzez ów literki manipuluje ludźmi podstawiając ich pod siebie i korzystając z ich słabości ile się tylko da. Hmm... Oj Ab, Abi... Jakie ty posiadasz kochanie słabości, które mógłby wykorzystać do celu, jaka lada chwila może ustanowić sobie wobec ciebie?
On również, jeśli już pytał, usłyszał same plotki. Niestety, ale wszystkie mówiły tylko o tym, że przecież jest puchonką i jest taka słodka, taka miła, taka wesoła! A Dracon już zdążył odkryć iż ten fakt w pełni jest nieprawdziwy. I chociaż na taką pozowała, to potrafiła być złośliwa i nie mógł się doczekać, by ujrzeć jak ów dziewczyna traktuje kogoś... Powiedzmy, że po ślizgońsku.
- Ty też. Zastanawiam się skąd – Dopiero, kiedy doszli do kuchni postanowił ją postawić. No, a że i ona o to poprosiła, to podszedł do stołu i usadził ją na nim. Przez chwilę jego twarz była bardzo blisko niej. Po raz kolejny. Ale co to, to nie. Nie bawmy się w miłość. Bo można się nią nieźle poparzyć, jak czekoladą. A właśnie! Chociaż miał do niej uraz, to jednak trzeba by było ów trunek załatwić. Dość miło, jak nie on, poprosił jednego ze skrzatów a ten momentalnie podarował mu twa kubki po brzegi wypełnione gorącym płynem, a na górze obdarowane bitą śmietaną.
- Voile milady – Wystawił w jej kierunku różowiutki kubeczek z czarnymi świnkami. Chrum Chrum! - Właściwie, to ja nic o tobie nie wiem... Może powiesz coś takiego od siebie? Coś, czego nikt inny nie wie? - Uniósł jedną brew z zaciekawieniu, a potem przystawił do ust ciepłą ciecz i zaczął pić niezwykle zachwycony smakiem i aromatem. Skrzary potrafiły robić swoje. I to doskonale!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Mar 03 2012, 00:11

Tak, tak, tak! Proszę! Niech Draco nauczy się jakiejś słodkiej zasypiajki. Wtedy Abigail natychmiast zaśnie albo wcale tego nie zrobi, wpatrzona w granatowe oczęta, zasłuchana w brzmienie jego głosu. Draco miał bardzo ładny głos, niski, pieszczący ucho. Lubiła, jak ktoś jej śpiewał. Raz ubłagała Michaela, aby to zrobił, jak jeszcze była mała, może miała pięć lat, jednak chłopak nie miał absolutnie żadnego talentu wokalnego, a śpiew w jego wykonaniu to był totalny koszmar! A jeszcze, gdyby ułożył ją specjalnie dla niej, chyba by z miejsca wyznała mu miłość! Abigail nie była romantyczką, a jak już to w bardzo małym stopniu. Owszem, lubiła raz po raz dostać kwiaty albo pójść na kolację, czy kochać się przy świecach, ale bez przesady! Kiedyś było inaczej. Większej romantyczki niż Abigail świat nie widział, jednak po pewnym czasie przyszło olśnienie, serducho skamieniało i dziewczyna stała się naprawdę trudna w kontaktach z mężczyznami. Do czasu…
To chyba zależało od zgody Tutusia, w końcu może być mu smutno, ze jego pan nie poświęca mu stuprocentowej uwagi. Właściwie nie pan, bo przecież Draco i jego przytulasek byli przyjaciółmi! Miał dwadzieścia siedem lat! Czas najwyższy, żeby znalazł dla siebie kogoś. Zresztą, Abigail też powinna. Dosyć mam tego jej wiecznego, przedsennego narzekania, że czuje się taka samotna, że faceci to świnie, że nikt jej nie kocha oraz że chciałaby się do kogoś przytulić. W końcu sama dobijała powoli do dwudziestki, a wtedy już na poważnie powinna zacząć myśleć o kimś na stałe.
Błagam! Nie myśl tak nawet. Wtedy to przecież nie byłby ten uroczy Draco. Co z tego, że był wredny, egoistyczny i zapatrzony w siebie? A także pełen sarkazmu, ironii i cynizmu. Był zły, a źli mężczyźni niesamowicie pociągają Abigail. Może to było dziwne, bo zazwyczaj kobieta szuka opiekuńczego i troskliwego rycerza na białym koniu. Nie panna Grimmasi, ona zresztą z reguły wychodziła poza wszelkie normy. Wredna puchonka? Coś nowego, prawda? Zresztą, coś o traktowaniu jak idiotę wiem. Puchon=idiota. Przynajmniej w stereotypowym myśleniu większości uczniów i ludzi ogólnie.
Nie wierzę, że Draco to zrobi! Takie poświęcenie z jego strony? To wręcz graniczy z cudem. Abigail bardzo by się ucieszyła, gdyby zobaczyła Dracona wybiegającego za nią z zamku. W czarnym dresie i z butelką wody w dłoni. W końcu ktoś by za nią nadążył, bowiem dziewczyna preferowała dosyć szybkie tempo i wiele osób, które chciało z nią biegać wymiękło po pierwszym kilometrze, czasem nawet nie. Była dobrym długodystansowcem, przebiegała kilka kilometrów bez zbyt wielkiego zmęczenia, jednak najbardziej na świecie lubiła ten krótki moment w czasie swojej przebieżki, kiedy była już blisko zamku i rzucała się sprintem w jego stronę. Biegła tak długo dopóki nie padła z braku sił. Cudowne uczucie! Mogą iść do Zakazanego Lasu. Abigail była zbyt strachliwa, by zapuścić się tam samej, a jednak las bardzo jej się podobał. Mroczny i zły, pełen tajemnic. Hogsmeade też jest fajne, kompletna wiocha, a jednak ma niesamowity urok w sobie. Góry już niezbyt, to mogło się źle skończyć. Dziewczyna miała talent do spadania z różnych rzeczy, a luźne, chybotliwe skałki tylko czekały, żeby się obsunąć i wiadomo „PUF! LEEECIIIII AAAAAA ŁUBUDU HYDSZ!”
O gustach się nie dyskutuje, prawda? Może i nie widziała Dracona w akcji. Był ślizgonem, takie zachowanie jest usprawiedliwione i dziwne by było, gdyby zachowywał się inaczej. Abigail ma dużo słabości, wystarczy troszkę ją poznać. Nikt nie jest idealny prawda? I chociaż starała się je ukrywać, to często wypływały na wierzch. Nie lubiła tych momentów, czuła się wtedy strasznie słaba i bezbronna. Jak już mówiłam wcześniej, plotki, jak to plotki, zawierają tylko małą część prawdy. Czasem, ktoś kto jej nie znał i nie widział żółtych barw na mundurku, bez wahania powiedziałby, że to Ślizgonka. Niech trochę poczeka, zapewnie nie raz ją ujrzy „w akcji”.
-Mieszkałam przez kilka lat we Francji. Właściwie od czwartego roku życia, do mniej więcej 10 urodzin. Chcąc nie chcąc, musiałam nauczyć się tego języka.-Wzruszyła lekko ramionami. Właściwie, to mógł jej nie odstawiać, fajnie było na jego rękach, tak miło jakoś. Przez krótką chwilę, kiedy ich twarze dzieliła bardzo mała odległość, w jej głowie pojawiła się myśl, bardzo niepożądana. Nie czas na miłość, nie po tym wszystkim. Kiedy zobaczyła wielgachny kubek kakao, jeszcze z bitą śmietana na wierzchu, aż zaświeciły się jej oczka. Jej ulubiony napój!
-Merci, monsieur.-Uśmiechnęła się do niego uroczo, biorąc kubek w dłonie, rozejrzała się po stole, na którym siedziała, w poszukiwaniu łyżeczki, nie chcemy chyba, żeby cała się umorusała tą bitą śmietaną.-Będziesz mi się musiał odwdzięczyć tym samym. Niech pomyślę. Pochodzę z Hollywood. Jak już mówiłam, przez pewien czas mieszkałam we Francji, w Lyonie dokładniej. Potem wróciłam do Ameryki. Robiłam mnóstwo głupich rzeczy, chociaż bardziej pasuje tam słówko szalonych. Gram w kosza. Nienawidzę quidditcha, od czasu kiedy spadłam z miotły. To Cię może zadziwić, ale gram na perkusji. A rzecz o której nikt nie wie? Mam tatuaż.-Na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. Dopiero kiedy zakończyła swoją wypowiedź, zabrała się za czekoladę. Nigdy w życiu nie piła czegoś tak pysznego.-Teraz Twoja kolej, chyba, że chcesz coś jeszcze wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 27
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Mar 03 2012, 12:20

No dobrze dobrze, podsunę Draconowi aluzyjnie pomysł na napisanie dla ciebie ów zaspiajki. Na pewno mnie wyśmieje, ale jak się dowie dla kogo miałaby być przeznaczona ta piosenka, to na pewno... Nadal mnie będzie wyśmiewał. Do czasu, aż zostanie sam i dopiero wtedy poważnie zabierze się za pisanie tego. I zrobi to całkiem sam ot co! Chociaż... Może ostatecznie jest jedna osoba, która pisała piosenki i mogła mu w tym pomóc. W końcu i tak Abi by się nie dowiedziała, że dzieło by było tylko w 9/10 samodzielne. Cóż, w końcu chcąc czy nie chcąc Dracon, to kłamca.
On też nie był romantykiem. Oczywiście kochanie się w otoczeniu świec również by mu nie przeszkadzało, a nawet bardzo by mu się to podobało. I zdarzało się, że kupował dziewczynie kwiaty. Ostatnimi czasy były to głównie białe róże i orchidee. A teraz? Jakie były ulubione kwiaty Abigail? Bo cóż, powinien to wiedzieć jako pan magnes na nią. Trzeba w końcu przyciągać na wszelkie sposoby. Ale mniejsza. Poza tymi romantycznymi gestami, to był mocno ograniczony. Nie śpiewał serenad pod oknem. Nie przepuszczał w drzwiach. Nie zabierał kobiet w niesamowite miejsca pod jakimiś zorzami czy czymkolwiek i nie zachwycał się z nimi całą noc jakie to jest przepiękne. I chyba pod tym kątem nie dało się go zmienić. A właśnie. Dracon zabierał dziewczynę... do mugolskiego baru, gdzie oglądano wspólnie mecze i pili piwo. Nie dlatego, że bardzo lubił takie miejsca. Ale sprawdzał ile kobieta może dla niego wytrzymać. I jak na razie ów spotkanie przeżyła tylko jedna... I jeszcze bawiła się lepiej niż on. Może i kiedyś przepiękną pannę Grimmasi zabierze na taki test? Ale musiałby być pewien, że i ona nie ma nic przeciwko bliskości z wrednym ślizgonem.
To Tutusia będzie trzeba było zapytać. Ale jeśli w jego łóżku ma się pojawić dodatkowe trzydzieści sześć stopni to chyba powinien być zadowolony. Szczególnie, jeśli towarzyska Dracona przytuli zarówno swojego blondyna jak i różowego zająca. To by się przyjaciel na pewno nie obraził!
Stary pryk faktycznie powinien kogoś mieć! I miał jeszcze jakieś... 2,5 miesiąca temu? Nie liczył ile minęło dni od jego rozstania z upierdliwą Gryffonką chodzącą w męskich ciuchach. Stare dzieje. Ale jeśli ktoś na głos by mu wspomniał, że jest za stary, żeby być sam... Że powinien już mieć narzeczoną, jak nie żonę. Że powinien już planować dzieci. Wtedy przysięgam, że nieważne kim byłaby ta osoba to by ją jednym zgrabnym ruchem udusił. W końcu to nie jego wina, że... Nie. To jego wina. On zostawił, ponieważ był pewien, że do końca życia raniłby Cornelię. Że nie potrafiłby być taki, o jakim ona marzy. Dobrze, że nie wiedział jak się myli. Bo inaczej nie patrzył by teraz na puchonkę w ten szczególny sposób zapominając o tym, że właściwie jest ktokolwiek na świecie poza nimi. Szczerze mówiąc często zapominał, że istnieje ktoś poza nim samym. Egoista jeden. Ale tym razem przynajmniej objął tymi emocjami drugą osobę. To się powinno chwalić i podziwiać!
Nie no coś ty. Nie zrobiłabym tego ani sobie, ani tobie, ani Abigail, ani Draconowi i wszystkim zakochanym w niego panienkach, na które nie zwraca uwagi! Przecież ja go kocham ponad życie takiego, jakim jest! I jestem o Abiśka tak zazdrosna, że mam ochotę jej niczym kocica oczy wydrapać! Ale odpuszczę sobie. W końcu nawet, jeśli jestem wszechwiedzącą narratorką, to i tak nie mam szans u mężczyzny, który szuka dziewczyny, nad którą mógłby górować. A nade mną to byłoby trudne. I ważna też dla niego cechą było to, żeby kobieta jego życia patrzała na niego tak, jakby był dla niej kimś zdecydowanie ważniejszym niż wszyscy inni. Jakby był nieskończenie potężnym bogiem. I chciałby, żeby była istotką, która bez niego sobie nie poradzi, więc jest jej potrzebny 24/7. Ten, to ma marzenia prawda? Czy do spełnienia?
On to zakazanego lasu wchodził bardzo, bardzo często. Zazwyczaj z kolegami. Jak był mały bawili się w tropicie jednorożca i w śmierciożerców. Było zabawnie być sługą Voldemorta do puki ktoś z nauczycieli nie dostrzegł, że nie są późną porą w dormitorium. Wtedy, to mieli takie kary, że aż im w pięty szło a Slyth prawie zawsze tracił szanse na puchar domów. Teraz... Chodził tam kiedy chciał odpocząć od ludzi. Bo tam zawsze było pusto. I cicho, nawet ptaki rzadko się odzywały. I chociaż było niebezpiecznie, to on kpi sobie z takich głupot. Pewnie kiedyś to się źle dla niego skończy.
- No, dlatego umiesz o wiele lepiej język niż ja. A ja myślałem, że podróż do Paryża dawno temu dostarczyła mi już wystarczających kompetencji językowych – Wybierał się wtedy z Corin, do jej rodzinnego domu. Poznawał Jonatana i w ogóle jej otoczenie. Ciekawe, czy Abi również kiedyś zapragnęła by tego zimnego drania przedstawić rodzinie. Bo do tego trzeba byłoby być jak to mugole potocznie mówią „hardkorem”. Żadna szanująca się rodzina, w której nie występuje czysta krew od zawsze i w której nie ma wstrętu do szlam, a więc rodziny nie będące wierzycielami Salazara, nie zaakceptowałyby kogoś takiego jak on. Trzeba byłoby być psychicznym, żeby dać córce pozwolenie na spotykanie się z kimś tak wrednym, kłamliwym i nie przejmującym się zdaniem innych. Bo nawet, jeśli kiedykolwiek traktowałby Abi inaczej, to jednak nie zmieniłby stosunku do innych ludzi. Więc jeśli ona odbierałaby go jako opiekuńczego i troskliwego, to inni mogliby powiedzieć, że jest po prostu w stosunku do niej fanatyczny i traktuje ją jak swoją własność, jak przedmiot.
Słuchał dokładnie, co ma do powiedzenia. I tak się zastanawiał... Poza tym, że myślał oczywiście, że jest bardzo ciekawa. A więc do jego głowy doszedł fakt, że on nadal nie ma pojęcia jak ona ma na imię. Ale gdyby teraz spytał pewnie bardzo boleśnie by ją ugodził, a szczerze mówiąc nie chciał dostać w twarz za to, że po prostu nie zapytał, a teraz to było niestosowne. Boże! On nigdy nie nie patrzy na stosowność swoich działań. Oj Abi, co ty z nim robisz co?
- A gdzie masz tatuaż? - Spytał tak, jakby miał nadzieje, że ów czarny tusz znajduje się w intymnym miejscu i dziewczyna nie będzie miała żadnych oporów, żeby mu pokazać niezwykle dokładnie pamiątkę po wizycie w specjalistycznym studiu. No, ale teraz przyszła kolej na jego spowiedź. A on nie miał pojęcia co mógłby powiedzieć takiego niesamowitego na swój temat. Czego nikt inny o nim nie wie? Zacznijmy od tych prostszych rzeczy.
- Urodziłem się i mieszkam w Nowym Yorku. Mam dwadzieścia siedem lat, co pewnie wiesz. Jestem homofobem. Gram na fortepianie. Uwielbiam mój mugolski samochód. A to, czego nikt o mnie nie wie... Nie wiem, czy jest coś takiego – Zamknął na chwilę oczy. Powiedzieć jej o Tutusiu? Chyba byłby popieprzony. O lęku przed burzą? Bał się, że uzna, że jest żałosny. O tym, skąd ma bliznę? To już naprawdę zbyt duża sprawa i o tym wie tylko jedna osoba. Więc co? Co?
- Hmm... Czego nikt o mnie nie wie... Może tego, że od rana mam straszną ochotę zrobić to... - Chyba nie trudno się domyślić, że w unikaniu sytuacji jest mistrzem. I bardzo łatwo zgadnąć cóż takiego zrobił. Wpił się w wargi dziewczyny i nieznanym imieniu mocno, można by powiedzieć, że lekko brutalnie. Intensywnie zagłębił się w pocałunku. Instynktownie też jedna rękę położył na jej karku, by ją przytrzymać, aby nie miała najmniejszej szansy się odsunąć i mu uciec. Drugą opierał obok niej na stoliku, więc tym bardziej miała ograniczoną drogę. Ale jak można w ogóle chcieć uciec, skoro całuje cie bóg seksu? Wziął oba kubki czekolady i odstawił na bok. Lepiej, żeby się na nich nie wylały. Oczywiście nie zaprzestawał kontynuować i czekać na odwzajemnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Mar 05 2012, 00:47

Nieładnie kłamać! Chociaż w tym przypadku to może być usprawiedliwione. Przecież będzie to piosenka dla Abigail, a ważne jest żeby była ładna. W sumie, jak nie ma pomysłu, to może to być smutna zasypiajka, takie lubiła najbardziej. Niekoniecznie musiałby być o miłości, chociaż mogły. Czy nie wyszłoby zbyt romantycznie? Smutna zasypiajka o miłości. Oczywiście, nie to było najważniejsze! Liczył się fakt, że to Draco będzie ją śpiewał, nawet jeśli byłby bez sensu. Myśl, że mógłby to zrobić była cudowna. Przytuliłaby się do niego i słuchała cichego nucenia kołysanki. Paradise po prostu.
Bo kochanie się w blasku świec było fajne, bardzo, bardzo. To znaczy, Abigail tego jeszcze nie robiła. Właściwie, jej pierwszy i jak na razie ostatni raz był na ławce w pustej klasie. Bardzo romantycznie! Dobrze przeczytałam, dawał kwiaty i to jeszcze białe róże bądź orchidee? Totalny obłęd, Abigail szalała na punkcie białych orchidei. Ale bardzo lubiła gerbery. Gerbery były śliczne, małe słoneczka na długich łodyżkach. Jej najromantyczniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiła, było zrobienie śniadania do łóżka. To i tak duże poświęcenie. Nie znosiła romansów, komedii romantycznych i całego tego shitu. Sama nie umiała śpiewać, absolutnie nie potrafiła tego robić! Ten, kto usłyszał jej śpiew, długo potem żałował. Abigail zawsze chciała ładnie śpiewać i było jej bardzo smutno, że nie potrafiła, co jednak nie przeszkadzało w podśpiewywaniu sobie pod nosem albo darciu się na głos pod prysznicem. Panna Grimmasi bardzo lubiła oglądać mecze, z tego powodu zmusiła rodziców to zgody na zainstalowanie w ich domu kablówki. Zresztą, nie musiała nawet długo błagać, chodziło tylko o to, aby jak najszybciej się odczepiła. Tak więc oglądała każdy mecz w telewizji, a kiedy tylko jej się udawało, jeździła na stadion. W barze jednak tego nie robiła i nie miała by nic przeciwko randce w takim miejscu. Przynajmniej nie musiałaby ubierać szpilek. Najfajniejszą rzeczą byłoby wyjście z baru. Pewnie byli by pijani, przynajmniej Abigail by była, bo zbyt mocnej głowy to ona nie ma. I może poszliby poszlajać się po mieście. Lubiła szlajać się po mieście, jeśli już musiałabym to jakoś nazwać, to byłaby to najromantyczniejsza rzecz. Nie miałaby nic przeciwko, chętnie by z nim poszła nawet do mugolskiego baru.
No bo w końcu jaki facet, czy też zając, lubi spać z facetem? Kobieta w łóżku zawsze jest pożądana, no chyba, że inna orientacja, ale nie zagłębiajmy się w to może, co? Zakładam, że przytulasek bardzo się ucieszy, w końcu będzie cieplej i milej.
Abigail jest chyba ostatnią osobą, która powinna wypowiadać się na temat, czy powinien kogoś mieć, czy też nie. Sama była samotna od ilu? Prawie roku. Zresztą, czy wtedy kogoś miała? Czy to jedno spotkanie, podczas którego wydarzyło się tak wiele można nazwać początkiem związku, który skończył się kilka dni później? Miała wstręt do związków. Problem z zaufaniem. Problem ze sobą i z innymi ludźmi. Stała się nie do zniesienia i naprawdę długo pracowała nad tym, żeby zapomnieć, wyrzucić Ślizgona ze swoich myśli, obiecując sobie, że już nigdy nie zakocha się w kimś ze Slytherinu. Naprawdę takie coś obiecywała? Jak większość jej obietnic i ta za chwilę odejdzie w zapomnienie. Myślała o nim, po raz pierwszy od bardzo dawna myślała o jakimś innym mężczyźnie, niż Twycross. Właściwie, myślała tylko o Draconie. Od czasu spotkania w kawiarni i bardzo miłej obietnicy jak najszybszego spotkania. Dziwnie się czuła, wokół było mnóstwo skrzatów, które raz po raz słyszała, a jednak miała wrażenie, że nikogo prócz Dracona i jej tutaj nie ma. To wszystko było takie dziwne i…przyjemne.
Całe szczęście! Już się wystraszyłam, że kolejny nieziemsko przystojny mężczyzna przejdzie na Jasną Stronę Mocy. A to by było równoznaczne z jego śmiercią, bo wtedy już nie byłby taki fajny i cudownie ślizgonowaty. Jeszcze stałby się romantyczny albo uprzejmy albo miły! Tragedia! Co Abi za to może, że Draco tak jej się podoba, że niemalże rzyga tęczą jak go widzi? Nie rób jej krzywdy, bo mi będzie smutno. Nad nią na pewno. Żyła w przekonaniu, że mężczyzna powinien być mężczyzną i nie miała zamiaru zmieniać swoich poglądów. Nie oznaczało to jednak, że nie potrafiła pokazać pazurków. Mogła pozwolić, żeby mężczyzna był górą w wiązku, ale kontroli nad sobą by nie zniosła, tak samo jak przesadnej zazdrości. Potrzebowała kogoś, kto zawsze z nią będzie, bez względu na wszystko. Od którego uzależni się tak, jak narkoman uzależniony jest od narkotyków. Mogła sobie zaprzeczać, ale chciała kochać i być kochaną. Czy to możliwe?
-Bardzo szybko uczę się języków, na a siedem lat na poznanie francuskiego i używania go na co dzień to wcale nie tak mało.-Tęskniła za Francją, za Lyonem, a nawet za przereklamowanym Paryżem. Chciałaby tam pojechać, może w wakacje? Zaprosiłaby go, nawet jeśli tylko Michael okazałby zainteresowanie, bo na rodziców przecież nie byłoby co liczyć. Matka jak zwykle byłaby zimna i nieprzystępna, kompletnie znudzona tym co się dzieje, albo wręcz przeciwnie udawałaby jak kochaną jest rodzicielką, tak samo ojciec, tylko z tym szczegółem, że najpierw musiałby być obecny, dopiero potem zgrywałby ojczulka. Oficjalny obiad przebiegałby w bardzo napiętej atmosferze, pełen byłby niedomówień, zdań urwanych w połowie, czy też znaczących spojrzeń. Ta rodzina miała tajemnice, miała ich aż zbyt wiele, ciemne sprawki, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Zabrałaby go na spacer po wzgórzach, zaprowadziła w miejsce, w którym spędziła najwięcej czasu, wypiła najwięcej wina, najlepiej się bawiła. Dziewięć liter a tyle wspomnień rozegrało się pod nimi.Czy ją obchodziło, jak odbierają go inni ludzie? Był zły i takim miał pozostać, gdyby się zmienił w stosunku do innych, już by nie był tym samym facetem.
Nie znała jego imienia, nie wiedziała o nim prawie nic, prócz tego, że kiedyś był w Paryżu i nie miał co ze sobą zrobić w dzisiejszy wieczór. Fascynował ją, niemalże zjadała go wzrokiem, słuchała z uwagą każdego słowa. Faktycznie, pewnie byłoby jej przykro, gdyby okazało się, że nie wie, jak ma na imię. Sama nie chciała pytać, by go nie urazić, bo było to nie na miejscu i nie miała pomysłu, jak się tego dowiedzieć. Zapytać koleżanek, jak zwykle?
Miała nadzieję, że o to nie zapyta, a kiedy to zrobił, jej twarz spłonęła jeszcze głębszym rumieńcem. Jak niby miała mu powiedzieć, że ma małą jaszczurkę tuż nad swoją kobiecością? Chwilowy impuls i o jeden drink za dużo. Napływ odwagi i wylądowała w studio u swojego znajomego, który z zapałem tatuował jej małego gada z zawiniętym ogonkiem i główką skierowaną w dół, jakby zmierzała wiadomo gdzie.-Może kiedyś Ci ją pokażę – odpowiedziała wymijająco.
Nie wiedziała, że ma dwadzieścia siedem lat, nie znała jego imienia, a skąd dopiero wiek? Był od niej o osiem lat starszy, to strasznie dużo. Nie czuła jednak różnicy wieku, miała wrażenie, że dzieli ich rok, może dwa. Patrzyła na skupienie, jakie odmalowało się na jego twarzy, upiła łyk gorącego kakao, czując jego boski smak w ustach. Nie ponaglała chłopaka, mieli czas, kto ich tutaj znajdzie?
Jedno krótkie uderzenie serca, tyle liczył sobie czas od wypowiedzenia ostatniej literki, a przejścia do czynów. Była w szoku, spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego. Pocałunek był dosyć brutalny, mocny, wyciskający powietrze z płuc. Poczuła, jak jego silne ramiona przyciągają ją do siebie, jak kubek, który ściskała w dłoni zostaje jej zabrany. Nie była niczego pewna, w głowie czaiło się tyle wątpliwości, każącej oderwać się od niego i uciec jak najszybciej z kuchni. Bała się, że sytuacja sprzed roku się powtórzy, że się zaangażuje, a potem najbardziej będzie cierpieć. Jednak to był Draco, całował ją Draco, a ona nadal nie odwzajemniła pocałunku. Nieco niepewnie objęła go za szyję, drugą wplotła gdzieś we włosy. Zamknęła oczy i pozbyła się wszelkich zahamowań. To był Draco. Opasała go nogami w pasie, skracając tym samym dystans między nimi i odwzajemniła pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 27
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Mar 05 2012, 17:34

O! O! O! Dracon uwielbia jajecznice! Gdyby dziewczyna przyniosła mu ów poprawę do łóżka, najlepiej doprawioną bazylią i oregano, to chyba by się od razu zakochał! A na romantyczny obiad do łóżka poproszę kaczkę z ananasem. W ogóle, ananasy to by zjadł we wszystkim! Takie w cieście, z bitą śmietaną, z mięsem, w sałatkach... No w takich momentach, to nie potrafiłby myśleć o niczym innym niż o jedzeniu. Pewnie by zignorował osobę, na których zgrabnych raczkach spoczywał by zamiar zrobienia mu takiej niesamowitej uczty. Ale czego się nie robi dla jego szczerej, wręcz dziecinnej radości, która tak rzadko się pojawia?
On nie tyle co uwielbiał oglądać, chociaż to też, ale przede wszystkim grał. To na pewno nie po czarodziejsku, ale kochał piłkę nożną dużo bardziej niż Quidditcha. Ślizgoni z domu to by go chyba udusili, gdyby się dowiedzieli. Powiesiliby go za oba kciuki! A tego to by nie przeżył, gdyby stracił te jakże piękne i idealnie kształtne członki! No i co by Abi powiedziała, gdyby przyszło jej rozmawiać z chłopakiem bez kciuków? Dlatego cichutko, bo się wyda!
Ale panna grymasząca była jeszcze młoda. Nie musiałaby na siłę nikogo sobie szukać jeśli nie chce. To przecież jeszcze nie czas na jedyną w życiu miłość. Życie, to tylko gra. Namiętność prowokuje. I można się jeszcze bawić ile się chce. Ale gdy prawie się dobija trzydziestki niestety zabawa przechodzi i zaczyna się człowiek zastanawiać, co jest w nim takiego strasznego, że każdy odchodzi. Ale i tak nie ma zamiaru się zmienić. Ktoś w końcu zaakceptuje wszystko. Polubi wszystko. Pokocha.
On również miał ogromny problem z zaufaniem. O ile można to tak nazwać. Bo on po prostu nie chciał żywić takich emocji wobec ludzi i kropka. I zawsze podejrzewał ich o najgorsze. Dzięki temu zawsze uprzedzał złe, niemiłe zdarzenia i fakty. Ale poza tym to był samotny. I w głębi duszy mu to bardzo przeszkadzało. Ale przecież nie będzie mówił o tym na głos. Nie jest dziewczyną, żeby się żalić na temat tego co mu siedzi na wątrobie. Szczególnie komuś, komu chciał się pokazać tylko i wyłącznie z tych dobrych stron.
Ups! No to mamy pewien problem. Ponieważ jest przesadnie zazdrosny. To mało powiedziane szczerze mówiąc! On będzie walczył jak tygrys o kobietę. Jak wspomniałam, jego zdaniem nikt poza nim nie może nawet przytulać jego dziewczyny. Bo to w końcu JEGO dziewczyna. Kiedyś, muszę to niestety wyznać, z zazdrości o to, że chłopak flirtował z jego ex rzucił się na niego i ów mężczyzna wylądował w szpitalu na ponad miesiąc. Chyba do teraz ten mugol przechodzi intensywną rehabilitację. A to było wiele lat temu. Phi! Było się nie przystawiać. I nawet nie musiał na tym żałosnym debilu używać różdżki. Dlatego boję się, że Abiś niestety również kiedyś będzie musiała zobaczyć go w takiej sytuacji. W końcu jest jedną z najładniejszych dziewczyn jakie kiedykolwiek widział. I na pewno ktoś się będzie kiedykolwiek do niej przystawiał i... O jejku. On ją już traktuje jakby byłą jego. Od spotkania w kawiarni już zachowuje się wobec niej tak, jakby chodzili ze sobą i jakby miał do niej pełne prawo. Zresztą, pokazał to dosłownie chwilę później.
Z początku trochę był niezadowolony z tego, że dziewczyna nie oddała mu ów pocałunku niemal od razu. A końcu zawsze żył w przekonaniu, że jego usta są tak hmm... Lepkie? Że nie da się od niego oderwać i nie da się też tak bezczynnie przy nim trwać. Szczególnie, że z każdą chwilą coraz bardziej językiem pieścił jej usta domagając się dostępu do ich wnętrza. Nowe, niezbadane jeszcze terytorium kusiło niczym największa przygoda, którą mogą przeżyć tylko we dwoje. Jeśli tylko się zgodzi i pozwoli mu się sobą pobawić.
I udało się. Całował ją z ogromnym zaangażowaniem nie bawiąc się w jakąś szczególną ostrożność czy delikatność. Pogłębiał z sekundy na sekundę coraz bardziej i mocno ją przy sobie trzymał do czasu. W końcu oderwał się od ów namiętnego gestu zanim zdążył przejść w bardziej Francuski. A skoro oboje znali ten język, to pewnie byłoby bardzo przyjemnie.
- Czyli masz ów tatuaż w bardzo intymnym miejscu. Nawet nie wiesz, jak mnie w tym momencie strasznie kusi, żeby na niego popatrzeć – Wyszeptał początek będąc nadal przy jej wargach po czym pochylił się i zszedł ustami na jej szyję. Począł tworzyć na jej skórze intensywnie różową malinkę. Co chwilę odrywał się by dokończyć ów rozpoczęte zdanie. Miał nadzieję, że jeszcze długo po tym dniu pozostanie jej ślad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Mar 06 2012, 21:22

Nie wyobrażała sobie jajecznicy bez bazylii albo oregano albo najlepiej z obydwoma tymi ziołami na raz. Czasem, o ile jej się chciało oczywiście, kroiła pomidory w malutką kostkę i do nich dodawała jajko. Bez przesady, w służącą to ona się nie będzie bawiła! Nie ma takiego luksusu! Jak chce zjeść kaczkę, to niech weźmie ją na kolację, potem na drinka do jakiegoś mugolskiego klubu, żeby mogli poszaleć do beznadziejnej muzyki zazwyczaj tam granej. Przecież ona prócz jajecznicy i makaronu nic innego nie potrafi ugotować! A nie chcemy przecież, żeby przez przypadek zabiła Dracona jakąś wybitnie nieumiejętnie przygotowaną potrawą! Ewentualnie mogła zrobić ananasowy deser. Najlepiej w cieście i z bitą śmietaną na wierzchu. Szkoda tylko, że poza deserem nie widziałby świata. Abigail byłoby przykro.
Abigail wolała się piłki nożnej nie tykać. Kiedyś Michael próbował ją nauczyć grać, ale nie wyszło mu to najlepiej. Jedyne, co zapamiętała z jego lekcji, to niesamowicie długie tłumaczenie, jak wygląda spalony. Piłkarze sami w sobie też byli fajni, szczególnie po meczu, kiedy to trzeba było wymienić się koszulkami. Nienawidziła za to Quidditcha i samego latania na miotle. Od czasu, kiedy naprawdę boleśnie z niej spadając. Gdyby Dracon nie miał kciuków, to by z nim nie rozmawiała. Co to za facet bez palcy? Pfff.
Miała, nie miała? Opisywać to z jej perspektywy, czy z perspektywy rodziców, którzy grozili jej zaaranżowanym małżeństwem, jeśli do dnia swoich dwudziestych urodzin nie znajdzie sobie partnera, a właściwie już narzeczonego? To było jej największym koszmarem, bo nawet jeśli nie była przesadna romantyczką, to jak każdy człowiek pragnęła miłości, a ustawione małżeństwa tego nie dostarczają. Patrząc na swoich rodziców dochodziła do wniosku, że wolałaby zwiać z domu, niż pozwolić zrobić ze sobą to, na co zgodzili się jej rodzice w latach swojej młodości.
Obydwoje zostali skrzywdzeni i skutki wydarzeń z przeszłości odczuwali do dzisiaj. O wiele łatwiej jest być obojętnym na innych ludzi, nie wdawać się w żadne związki i relacje. Abigail nie potrafiła tak, nie do końca. Miała dużo znajomych, przede wszystkim były to dziewczyny, w zasadzie wyłącznie one. Przecież wszyscy faceci byli tacy sami, prawda? Tylko nieliczne osoby traktowała jak przyjaciół i nawet oni nie wiedzieli wszystkiego o niej. Nie wiedzieli, jak czasem okropnie się czuje, przejmuje tym, co zostało z jej rodziny. I niech tak lepiej pozostanie, zbyt piękny dzień na smutki.
Faktycznie, mamy problem. Bowiem Abigail szczerze tego nie znosiła. Zawsze mogła robić, co chce, zadawać się z kim chce. Ciężko byłoby jej się przyzwyczaić do tego, że ktoś próbuje mieć nad nią władzę. Sama potrafi szaleć z zazdrości, efekt widział na lekcji eliksirów, kiedy zobaczyła, że siedzi z tą ślizgonką. Niby nic, bo przecież ani nie byli razem, ani nawet nie wiedzieli, czy coś ich łączy. A jednak miała ochotę wydrapać jej oczy, rzucić jakimś okropnym zaklęciem, które wyjątkowo na pewno by jej się udało. Skąd więc ta irracjonalna zazdrość? Czyżby i ona ulegała uczuciu, które częściej wyśmiewała i bardzo nie lubiła? Nigdy jeszcze nie była o nikogo zazdrosna. Pod tym względem, to taki typowy puchonek, który podzieli się wszystkim. Mam wrażenie, że właśnie i ta cecha uległa zmianie. Mam nadzieję, że nie będą się z tego powodu kłócić, bo Abigail lubiła swoich kolegów i ich dziwne przypały. Miałaby z tego zrezygnować, bo Draco jest przesadnie zazdrosny?
Niech się przyzwyczaja. Abigail niekiedy przeczyła wszelkim regułom i w momencie w którym setki innych dziewczyn przyssały by się do jego ust, ona zastanawiała się, czy powinna, czy nie będzie tego żałować. Pieszczoty Dracona stały się jednak zbyt natarczywe, by mogła je dłużej ignorować. Jak w ogóle można ignorować coś takiego? Nie w jej stylu było bierne przyjmowanie pieszczot, dlatego pociągnęła go mocniej do siebie, tak, że chcąc nie chcąc musiał również znaleźć się na stole. Czy to nie jest zbyt perwersyjne? Całowanie się, jak na razie, na stole w kuchni i to jeszcze w obecności skrzatów? Później się tym będzie martwić. Teraz nie czas na myślenie o czymkolwiek innym. Abigail lubiła wszystko co francuskie, więc może wrócimy do tego za chwilę? Będzie musiała znaleźć jakąś fajną chustę, która zakryje tą wielką malinę, zdobiącą jej szyję. A może wcale tego nie zrobi? Niech wszyscy widzą, pff! Za chwilę Draco będzie miał taką samą, bowiem Abigail już błądziła ustami po jego szyi, wybierając dogodne miejsce na wielką malinkę, która chwilę później zdobiła swą intensywną czerwienią także jego szyję.
-Niewątpliwie, jednak cierpliwość to cnota, prawda? - wymruczała, przygryzając płatek jego ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 27
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Mar 07 2012, 19:04

Nie no, pomidorków to raczej nie lubił. Przynajmniej w takiej czystej postaci. Dla niego to się lało, brudziło i średnio ładnie pachniało. Ogólnie, czasem wybrzydzał jeśli chodziło o niektóre potrawy. Dla niego trzeba było gotować coś specjalnego, kiedy inni jedli nawet takie w pełni standardowe rzeczy jak surówki. Ale nie pogardziłby na przykład krewetką. Ot przesłodki, prześliczny dziwak. W przedszkolu też był niejadkiem i mu zostało. A co do kaczuszki w ananasach to dobra! A żebyś wiedziała, że ją w najbliższym czasie weźmie na kolację!
Nawet, gdyby ugotowała ruszające się, zielone naleśniki jedzące ludzkie mózgi (dop. Pozdrawiam Lillyanne ) to i tak by je zjadł i choć by miał mieć przez całą noc niestrawność i wymiotować to nie żałowałby, ponieważ sprawiłby jej tym zapewne ogromne zadowolenie.
Może on ją kiedyś nauczy? Chociaż właściwie on też raczej nie potrafił wyjaśnić co to znaczy spalony. To było dość skomplikowane i on potrafił zauważyć ów ten niezgodny z zasadami czyn, ale w życiu by nie powiedział komuś na czym to polega. Może taki Dracon piłkarz kiedyś zdobędzie jakiś puchar i będzie chwalił się przed kolegami w szatni jaką ma świetną dziewczynę i ja kto czasami wspominali, jaka jest świetna w łóżku. Bo jak dotąd nie miał jeszcze szansy móc szczerze pogadać na ten temat i pokazać innym, jacy są żałośni.
Słucham? Do dnia dwudziestych urodzin, czy źle przeczytałam. No chyba kogoś popieprzyło. W tym wieku, to większość osób powinna się bawić! Zero myślenia o związkach! Jezu, to on by na jej miejscu był od siedmiu lat wydziedziczony, bo nie ożeniłby się nawet z przymusu. Jeszcze znaleziono by mu zapewne jakąś nieznośną świergotkę, od której obecności bolały by go uszy i wszystkie nerwy. I zrobiłby tej laluni krzywdę prędzej czy później.
O Draco kompletnie nikt w tym momencie nie wiedział o wszystkim. Owszem. Jego była była świadoma jego wszystkich cech, jego przeszłości, jego życia. Ale o obecnych uczuciach nie mogła wiedzieć, no bo skąd? A czasem miał ochotę się wygadać. Chciał komuś pokazać, że on też ma uczucia, które uparcie wyrywają się z piersi i coraz ciężkiej jest je utrzymywać na wodzy. Rosną i rosną aż kiedyś zrobiła JEBUT w najmniej oczekiwanym momencie. Jestem tego pewna.
Oby jej nie musiał nigdy widzieć przytulającej się do jakiegoś kolegi dłużej niż jego zdaniem powinna. Żeby nigdy nie widział, jak całuje kogoś w policzek, bo jej usta są tylko i wyłącznie jego. A właśnie! Wróćmy do tych dwóch namiętnych półksiężyców, bo w tym momencie to one stanowią hipocentrum jego świata. I fakt, nie dało się zignorować tego, co on jej robił. Tak samo jak on nie był w stanie nie zacząć mruczeć, kiedy zjechała na jego szyję i tym razem to ona tworzyła na niej malinkę. O szlak, a on nie ma żadnych golfików! Tyle adoratorek będzie załamanych! Aż... Aż... JEDNA!
- Tak czy siak, ja tej cierpliwości nie miałem, nie mam i mieć nie będę – Odpowiedział jej i odsunął się od ów dziewczyny. Zszedł ze stolika. Nie będzie jej gwałcił przy skrzatach. A naprawdę miał ogromną ochotę zajść dalej. Może jest seksoholikiem? Boże, zaraził się od ex! Wziął kakao i napił się. Gorące, ale ostudziło jego zapędy, przynajmniej na chwilę.

/Przepraszam, że krótki!/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Mar 07 2012, 22:43

Całe życie było przed nią, tyle jeszcze rzeczy chciała zrobić, tyle miejsc odwiedzić. Uwielbiała podróże, te krótkie chwile, kiedy mogła oderwać się od rzeczywistości i robić to, na co ma ochotę, bez apodyktycznych, ale jednocześnie ignorujących ją i jej potrzeby rodziców. Bez niekiedy nadopiekuńczego brata, który cały czas myślał, że Abigail ma dziesięć lat i potrzebuje jego bezustannej opieki. Kochała Michaela, jego troska o nią była urocza, zwłaszcza, że rodzeństwem byli tylko w połowie. Korzystała wtedy z życia jak tylko mogła. Do świtu potrafiła szaleć na kolejnej plażowej imprezie, gdzie w którymś momencie ludzie pozbywają się rzeczy i w samej bieliźnie, niekiedy strojach kąpielowych albo i bez nich wbiegają do wody, gdzie podawane są kolorowe drinki, po których tak szybko robiła się pijana. Uwielbiała te zabawy, po których jakiś przystojniak odprowadzał ją kompletnie pijaną do hotelu, z uśmiechem malującym się na twarzy, kiedy wyobrażał sobie, co to za rzeczy można wyprawiać z pijaną dziewczyną, a ona z miłym uśmiechem zamykała mu drzwi przed nosem, uprzednio dziękując za odprowadzenie.
Może będzie, jest jeszcze młody, chociaż nie wyobrażam sobie ślizgońskiego Dracona w mugolskiej reprezentacji Arsenalu. Wujciowi Salazarowi by się to nie spodobało, natomiast Abigail jak najbardziej. Nie opuściłaby chyba żadnego meczu i oczywiście głośno dopingowałaby grę Dracona. Nie musiała wiedzieć, co to spalony, żeby lubić piłkę nożną! Zresztą, mało było kobiet, które wiedziały czym on jest, a Abigail niekoniecznie musiała wszędzie pchać swój zgrabny tyłek, tak więc nie wiedziała.
Życie pod kontrolą, nie ma co! Potrzebowała kogoś z kim będzie mogła uciec, kogoś, kto ubiera się na czarno, ma dziarę na plecach i pali Malboro Gold. Niech przyjedzie na oficjalny obiad, pocałuje namiętnie Abigail na powitanie, dopiero potem przywita się z nieco zszokowanymi rodzicami. Niech będzie wredny, niech nie przepuszcza kobiet w drzwiach, nie przeprowadza staruszek przez pasy, nie ustępuje miejsca w autobusie, o ile takowym pojedzie, niech dmucha dymem prosto w twarz. Niech będzie zły! A potem wsadzi Abigail do swojego auta i odjadą gdzieś daleko, gdzie nie będzie musiała się przejmować jakimś głupim, aranżowanym małżeństwem. Szkoda, że tak naprawdę życie jest o wiele bardziej skomplikowane i koniec końców stanie przed ołtarzem z jakimś nudziarzem, z którym nawet nie znajdzie wspólnych tematów do rozmowy, a co dopiero pomysł na dalsze życie. No i koniec końców stanie się taka, jak swoja matka, którą zawsze gardziła. Będzie miała gdzieś kochanka, który będzie zabierał ją na kolację albo w góry. Może w końcu znajdzie miłość, gdzieś na boku, która nigdy jej w pełni nie usatysfakcjonuje.
Jeśli się postara, to nie będzie musiał. Jaki miałaby cel, w przytulaniu się do kolegi, skoro obok był zajebiście seksowny Draco? Czy te dwie malinki, dwa wielkie, czerwone ślady na szyi są dowodem, że coś ich łączy? Coś poważnego? To jakby przyznanie się, że nie są sobie obojętni. I ona miała to głęboko gdzieś, co powiedzą inni, ale on? Ślizgon i Puchonka? Przecież tym domem zawsze pogardzano, należały do niego teoretycznie największe cioty Hogwartu. Na pewno nie obędzie się bez złośliwych szeptów, kłujących spojrzeń , które zignoruje albo ewentualnie pokaże, jak bardzo niemili potrafią być puchoni.
-Chyba jednak masz.-Mruknęła prawie niedosłyszalnie pod nosem, kiedy ten zszedł ze stołu i jak gdyby nigdy nic, zaczął dalej pić kakao. To nie było fajne. Dlatego ostentacyjnie odwróciła wzrok w drugą stronę, skupiając całą swoją uwagę na kubku trzymanym w dłoniach. Co z tego, że serce nadal waliło jej jak oszalałe, a miejsce, w którym Draco zrobił jej malinkę lekko piekło?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 27
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Mar 09 2012, 16:42

Nie martw się. Lada chwila troska Michaela i jego nadopiekuńczość może ulecieć Abi z pamięci, kiedy zobaczy jaki Dracon potrafi być... Zajmujący. Kto wie, czy nie będzie za nią łaził 24/7 i pomagał jej dosłownie we wszystkim w czym się da. Nawet jej sznurówki zawiąże, jak będzie trzeba! A co!
Wujciowy Salazarowi wszystko się nie podoba. W końcu to twórca wszystkich ślizgońskich cech i sen wszystkich chłopców, dla których jest ideałem i którzy chcieli by mu dorównać. Może kiedyś Dracon założy własną szkołę i zrobi komnatę tajemnic z wielkim wężem. O!
On nie pozwoli na to, by stała się taka jak jej matka. Nie chciałby by Abigail tak cierpiała. I może jak na razie nie miał zbyt wiele do gadania, ale mówię wam! Oni jeszcze zawojują świat! Zetrą wrogów z powierzchni ziemi! Zmienią wszystko, jednocześnie pozostawiając sami siebie niezmiennymi. Potrafili by zrobić wszystko. On mógłby zrobić każdą rzecz, gdyby tylko sobie tego zażyczyła.
- Nie, ale to złe miejsce... CHODŹ! Mam pomysł. Co powiesz, na Zakazany Las? Dzisiaj miała być jakaś wyprawa, czy coś. Nie wiem, czy dostałaś list. Ale w każdym razie biorę cię ze sobą i... Gniewasz się? - Najpierw mówił, potem nagle zatrzymał się i spojrzał na nią. Zauważył ten ostentacyjny foszek. Zaśmiał się cicho pod nosem. No tak, odsunął się. Zbliżył się do jej karku. Jak on mógł zrobić coś tak podłego? Pozostawić ją w takim momencie dla kakao, skoro jej ciało jest słodsze niż cokolwiek innego na świecie? Takie... Malonowe. Aż by się chciało w tym momencie „XD” napisać. Nie ma to jak średnio udane podteksty.
- No chyba się na mnie nie obrazisz- Wyszeptał wypuszczając ciepłe powietrze na jej kark, z którego chwilę temu odsunął wszystkie kosmyki. Przyłożył usta do aksamitnej skóry Abigail. Zamknął oczy napajając się jej zapachem. On wręcz ją ćpał.
- Pójdziesz ze mną? - Spytał się jeszcze... Po czym bezczelnie złapał ją za nadgarstek i wyciągnął z kuchni. Miał zamiar odprowadzić ją pod wejście do pokoju wspólnego, potem samemu udać się do siebie i przygotować się. Przygodoo czekaj na mniee!

/Ja wiem, że krótki Very Happy Ale teraz w laseczku pisnąć muszę Very Happy/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 676
Dodatkowo : Animag (testral)
  Liczba postów : 889




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Mar 18 2012, 22:55

Z pewnością Sketch myślał, że Davis poprowadzi go do Wielkiej Sali, ale nieee! Skoro nie znał za dobrze zamku, to postanowiła mu pokazać inne zakątki, gdzie można coś wypić, czy tam zjeść. Nie krążyli długo, bo jako, że ją niósł, to chciała trafić do kuchni na skróty. Co się ma chłopak męczyć? W sumie i tak parę razy się pytał czemu schodzą tak nisko w stronę zamku. Może bał się, że zaprowadzi go ku kwaterze głównej Ślizgonów i zostawi go tam na pastwę los? Oj, nie miała takiego zamiaru. Ten chłopaczek się jej podobał, a jako, że z Davidem to z pewnością był koniec, to czemu by się za kogoś nie zabrać? Oczywiście nie była pewna czy się uda, ale próba nie zaszkodzi, prawda?
- Jesteśmy. - Zeskoczyła z rąk Shewringa, i pogłaskała gruszkę na obrazie. - To kuchnia. - Uprzedziła jego pytanie, popychając go delikatnie przodem.
W środku krzątało się kilka skrzatów, reszta znajdowała się przy stołach, które przypominały te z Wielkiej Sali. Tu układały posiłki, a one z pewnością pojawiały się u góry. Dobre zastosowanie.
- Dwie kawki parzone byśmy poprosili. - Zwróciła się do jednego ze skrzatów. - I lody czekoladowo waniliowe.
Zapewne coś jeszcze prócz nich przyniesie. Skrzaty miały to już w genach. Chwyciła Krukona za rękę i pociągnęła za sobą w róg kuchni, ku stolikowi z kanapą, gdzie mieli usiąść. Po drugiej stronie stolika był też fotel, dzięki czemu, jeśli nie chciał, mógł usiąść, zamiast zajmować miejsce koło niej, właśnie na kanapie, na którą się walnęła.
- No i czekamy. - Uśmiechnęła się wesoło. - Wiem, wiem, ale parzoną też mogę wypić. - Odczytała wyraz jego twarzy, i odpowiedziała. - No siadaj. - Miło było przez chwilę potrzymać jego ciepłą rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 38 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
 :: 
kuchnia
-